moja tragedia..ostatni akt..

17.10.12, 12:17
witam,

chciałam podzielić się z Wami moją historią...

małżeństwo 4 lata, mamy po 30 lat, bez dzieci.. wcześniej seks cudowny, często, długo, w każdej pozycji, generalnie łap od siebie nie mogliśmy iderwać

zaczęło sie psuć jakiś rok temu, mąż miał sresująca pracę, do tego ma wg mnie problemy z ciśnieniem ale do lekarza się wysłać nie da...najpierw robiło sie coraz rzadziej, jak do czegoś dochodziło to często nie mógł skończyć...zaczęło go chyba przerażać że nie jest w stanie więc zaczął unikać seksu w ogóle...wszystkie rozmowy, prośby, groźby, płacze nie dawały nic..w między czasie zmienił pracę ale i to nie poprawiło niczego..

ostatni raz kochaliśmy się 16 maja 2012 na romantycznym wyjeździe i to z mojej inicjatywy

to tak krótko...a teraz wydarzenia z ostatnich dni:
kolejny romantyczny weekend - pierwsza noc a ja czuję ze mój mąż się wtula i ma wzwód, ale po chwili sie odwrócił...rano na mój żart na ten temat powiedział że nie chiał mnie budzić czyli centralne :-Kochanie seksu mi sie chce -To chodź -No przecież chodzę:
potem coraz więcej czasu spędzał w łazience z komórką przyklejoną na czole...no i się wydało...okazało się ze pisze co najmniej namiętne i bardzo szczegółowe maile do koleżanki z pracy, co by z nią zrobił jakby tu była, co będą robić jak pojadą na wyjazd służbowy...i że mu mega brakuje dobrego seksu..chyba nie bardziej niż mi ;((

podobno ona zaczęła wszystko, nic się jeszcze nie zdążyło fizycznie wydarzyć i teraz najlepsze - mój mąż za bardzo mnie kocha i za bardzo szanuje żeby się ze mną kochać, nie wspominając o regularnym i eksperymentalnym bzykaniu...oczywiście to nic nie znaczyło, mnie jedną kocha najbardziej na świecie i chce iść do lekarza i na terapię

i teraz tragiczne pytanie:
czy to ma jakiś sens???

ps. a jego wzwód jak przeczytałam nastepnego dnia był z powodu snu o niej...

    • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 12:27
      Czy to nie ten MiL?

      Czyli nie kochaliscie sie na tym ostatnim romantycznym weekendzie? Rzeczywiscie kicha :)
      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 12:35
        no raczej nie skoro nie mamy dzieci, ja nigdy nie byłam w ciąży..i jestem generalnie otwarta na sprawy seksu, nie boli mnie głowa, lubię eksperymentować, lubię długo i szybko, delikatnie i na ostro..widocznie po prostu nie jestem "cudza"

        no kicha, więc nie polecam romantycznych weekendów w Rzymie bo kończą się źle..a dla nas się chyba skończy tragicznie choć jeszcze nie porozmawialiśmy o tym wszystkim mega dokłanie i na spokojnie
        • ariessa1 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 30.10.12, 09:53
          Najgorsze w tym wszystkim jest to że jak mu powiesz o wszystkim, że wiesz, to się wyprze. Działać możesz teraz. Ale możecie się rozstać, gdy postawisz go pod mur. Ale nie wiem czy tak fajnie życ, gdy się wie, że on myśli o innej. Nie wiem, smutne... Postaraj się ratować małżeństwo, albo napisz do niego anonimowo co ty byś z nim zrobiła, piszę wszystkie świństwa jakie przyjdą ci do głowy, ale dopiero jak wejdzie w tą grę, kup starter, i pisz, i po 3m, może ujawnij kim jesteś. Jestem Twoją żoną, kocham cię bardzo... Nie wiem, może to głupie. Ale szkoda małżeństwa.
        • jakniejatokto Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 23:49
          tak w temacie, ale nie calkiem, to romantyczne weekendy w Paryzu tez kiszka ;)
    • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 12:34
      Ciężko tu miotać oskarżenia wobec kogoś z was. To niczyja wina, generalnie musisz podać więcej szczegółów. Jak uzasadniał brak seksu. Jak wyglądał wasz seks przed popsuciem się....czy Ty byłaś aktywna np. czy on naprawdę dobrze się bawił, czy to było bardziej "romantyczne" czy jak z pornosów. Podstawowe pytanie: na ile ważny dla niego był Twój orgazm. Jeśli przykładał do tego znaczenie ambicjonalne to chyba kojarzę typ.:) Pierwsze skojarzenie: być może w waszym małżeństwie i w łóżku nie było tak cudownie jak Ci się wydaje, albo cudownie było tylko Tobie więc być może Ty głównie realizowałaś swoje potrzeby a małżonek niekoniecznie. Jak przestało go to kręcić że Ciebie uszczęśliwia, zaczął uszczęśliwiać kogoś innego. Powielanie schematu zamiast go uświadomić sobie i przepracować jest u mężczyzn typowe, a potem zwalają winę że laska nie jest wróżką i nie domyśliła się jego potrzeb. Ja na szczęście znam takich delikwentów co przestali po stopach całować żonę więc całują kochankę. Syndrom św. Mikołaja?;)
      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 12:43
        tak jak napisałam wyżej...jestem generalnie otwarta na sprawy seksu, nie boli mnie głowa, lubię eksperymentować, lubię długo i szybko, delikatnie i na ostro..nie jest dla mnie istotne czy będę miała orgazm czy nie, podnieca mnie sama bliskość, doprowadzenie jego do orgazmu też, uwielbiałam się go niego dopierać, nie było problemu że jak zrobię mu loda to potem On musi spedzić 3 godziny na zadowalaniu mnie...

        jak tłumaczyl...stres w pracy...jest spiący...albo zmęczony...albo w weekend...albo jutro...ale chyba coś jest nie tak i musi iść do lekarza...albo foch..do wyboru

        aha, i wcześniej nikogo nie bylo i ta spawa z tą laską też jest mega świeża..ja po prost mam taką instuicję ze chyba wiedziałam wcześniej niż On co się szykuje...
        • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 12:56
          A to MiL to tylko w przypadku kobiet z dziecmi? Brakuje mi wiedzy i nie chce mi sie szukac :)Rozumiem ze sprawdzalas. Ale to: "- mój mąż za bardzo mnie kocha i za bardzo szanuje żeby się ze mną kochać," ???????

          A jak tlumaczy ta, co go laczy z kolezanka z pracy? Po co mu to? Wie? Jaka potrzebe mu zaspokaja? Wiesz?
          • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 12:57
            Mialo byc:

            Jak tlummaczy TO, co go laczy z kolezanka z pracy?
            • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:20
              że to trwa dopiero od kilku dni, że to ona zaczęła, że już mu proponowała kolację u siebie ale On wiedział jak się to skończy i że jest za dużym tchórzem żeby to zrobić, że to tylko takie pisanie i nic więcej ale to akurat bzdura bo mega konkretnie się umawiali na wyjazd

              ja też nie wiem dokładnie czy to MiL ale nie wiem z jakiego powodu miałby mieć do mnie taki szacunek i tak mnie kochać żeby się ze mną nie kochać ;((
            • dreemcatcher Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:22
              < mój mąż za bardzo mnie kocha i za bardzo szanuje żeby się ze mną kochać, nie wspominając o regularnym i eksperymentalnym bzykaniu...oczywiście to nic nie znaczyło, mnie jedną kocha najbardziej na świecie i chce iść do lekarza i na terapię

              ten wywód mnie poruszył :)
              facet koleżankę od dawna już zaspokaja, kochanka wymagająca to i facet musi mieć rezerwy, a skoro żona też ma potrzeby niemałe to się przecież nie rozerwie. Kiedy ma zregenerować siły jak nie w domu ?
              • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:26
                no mnie też ;)

                niemożliwe żeby z ta koleżanką to od dawna bo ona dopiero zaczeła prace tam jakieś połtora miesiąca temu
                a innych nie było bo On jest taki kiepski w udawaniu i bym wiedziała


                • dreemcatcher Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:35
                  ale wiesz ze się oszukujesz?
                  jak zamierzasz wyegzekwować to żeby nie pisali tak do siebie i nie rozmawiali w ten sposób zwłaszcza ze pracują razem i są po za kontrolą?
                  szybki ten twój misio 1,5 miesiąca znajomości i takie zażyłości ? tu obydwie strony są chętne..bardzo chętne jak im zabronisz?
                  • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:42
                    nie oszukuję się ani przez chwilę...wiem że jak będzie to chciał ciągnąc to to zrobi, wiem że mogą do siebie pisać, wyjazdy służbowe itd...nawet gdybym chciała hasło do poczty to po pierwsze mogą pisać na firmowy, po drugie może założyć nowe konto specjalnie dla niej, a po trzecie ja do tych rzeczy bym sie nie zniżyła...

                    ja właśnie te rzeczy od wczoraj usiłuje wytłumaczyć jemu, że nie ma nic do ratowania, że ja oszaleje więdzac że razem pracują, że zrobi ze mnie zeschizowaną laskę która grzebie kolesiowi po komórkach i w nic nie wierzy...że nie warto...że to jego nic dla mnie znaczyło wszystko..i że nawet to czy rzeczywiście ją bzykał czy nie nie jest ważne bo dla mnie to jest gorsze...

                    ja wiem że mi się przedwczoraj skończyło małżeństwo, chciałabym tylko zrozumieć dlaczego?
                    • dreemcatcher Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:51
                      może zwyczajnie...trafiła się inna, chciał spróbować ale się wydało, ty byłaś aktywną w łożku może on woli takie spolegliwe, a moze do biadu źle układałaś łyzkę..
                      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:01
                        dreemcatcher napisał:

                        > może zwyczajnie...trafiła się inna, chciał spróbować ale się wydało, ty byłaś a
                        > ktywną w łożku może on woli takie spolegliwe, a moze do biadu źle układałaś łyz
                        > kę..

                        nie wiem kim jesteś ale jesteś genialny(a) :)))
                    • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:59
                      adriannan25 napisał(a):

                      > ja wiem że mi się przedwczoraj skończyło małżeństwo, chciałabym tylko zrozumieć
                      > dlaczego?

                      Poczekaj, spokojnie, przeciez pisalas, ze seks padl rok temu, wiec to dluzsza, grubsza sprawa, a kolezanka od poltora miesiaca jest tylko jakas tam konsekwencja tego co dzialo sie juz wczesniej, trzeba sie zastanowic czego mu brakowalo od roku?

                      Malzenstwa sie same nie rozpadaja, no chyba ze sama konczysz.
                      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:06
                        hello-kitty2 napisała:

                        > adriannan25 napisał(a):
                        >
                        > > ja wiem że mi się przedwczoraj skończyło małżeństwo, chciałabym tylko zro
                        > zumieć
                        > > dlaczego?
                        >
                        > Poczekaj, spokojnie, przeciez pisalas, ze seks padl rok temu, wiec to dluzsza,
                        > grubsza sprawa, a kolezanka od poltora miesiaca jest tylko jakas tam konsekwenc
                        > ja tego co dzialo sie juz wczesniej, trzeba sie zastanowic czego mu brakowalo o
                        > d roku?
                        >
                        > Malzenstwa sie same nie rozpadaja, no chyba ze sama konczysz.

                        tylko że przez ostatni rok walczyłam bo myślałam że walczę z jego stresem, jego pracą, jego problemami zdrowotnymi i chciałam wierzyć że się to wszystko zmieni...po tym co przeczytałam zrozumiałam że On zaczął szukać pomocy gdzie indziej...a z inna laską walczyć nie będę bo nie mam szans...nie można prosić o miłość i pożądanie...
                        • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:12
                          adriannan25 napisał(a):

                          ...po tym co przeczytałam zrozumiałam że On zaczął szukać pomocy gdzie indziej
                          > ...a z inna laską walczyć nie będę bo nie mam szans...nie można prosić o miłość
                          > i pożądanie...

                          Adrianna nie ma pewnosci, ze cie nie kocha, wiemy tylko, ze nie pozada. Ty sie laska nie przejmuj, skup sie na was, bo na nia nie masz wplywu. Piszesz "po tym co przeczytałam". A co tam bylo? Pamietasz? Mozesz napisac?
                          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:15
                            hello-kitty2 napisała:

                            > adriannan25 napisał(a):
                            >
                            > ...po tym co przeczytałam zrozumiałam że On zaczął szukać pomocy gdzie indziej
                            > > ...a z inna laską walczyć nie będę bo nie mam szans...nie można prosić o
                            > miłość
                            > > i pożądanie...
                            >
                            > Adrianna nie ma pewnosci, ze cie nie kocha, wiemy tylko, ze nie pozada. Ty sie
                            > laska nie przejmuj, skup sie na was, bo na nia nie masz wplywu. Piszesz "po tym
                            > co przeczytałam". A co tam bylo? Pamietasz? Mozesz napisac?

                            napisałam już wyżej...i tak, pamietam aż za dokładnie
                            i od dwóch dni mu cytuje bo oprócz tego że jestem idealna to jestem też złośliwa
                  • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:44
                    A mnie interesuje nie to kto zaczal, ani jak im zabronic, bo to nie wyjania nic. Zastanawiam sie czego on od kolezanki potrzebuje czego nie bierze od zony, bo to chyba wyjasniloby cala sytuacje i ewentualnie pozwoliloby uzyskanie wyplywu na bieg zdarzen.

                    A jesli nie wiemy co go pcha (koleaznka go nie pcha na pewno, nawet jak zaczela) to nic sie nie da zrobic.

                    A widzialas moze te ich teksty, moze z nich by sie cos udalo wywnioskowac, choc moze i z kolezanka nie byc szczery, moze nawet nie jest ze soba, moze nawet nie potrafi byc?

                    Sluchaj w miedzyczasie ta terapia moze cos wyjasnic. Jestes za? Czy postawilas juz krzyzyk?
                    • dreemcatcher Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:54
                      a ty bys się zdecydowala na taką terapię , w jakim celu ?
                    • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:58
                      hello-kitty2 napisała:

                      > A mnie interesuje nie to kto zaczal, ani jak im zabronic, bo to nie wyjania nic
                      > . Zastanawiam sie czego on od kolezanki potrzebuje czego nie bierze od zony, bo
                      > to chyba wyjasniloby cala sytuacje i ewentualnie pozwoliloby uzyskanie wyplywu
                      > na bieg zdarzen.
                      >

                      To chyba oczywiste, że jak ktoś szuka poza związkiem to brakuje mu czegoś w związku nie ma innej możliwości. Tyle że często to mogą być rzeczy prozaiczne i tchórzostwo, niskie poczucie własnej wartości.
                      Teoretycznie takie deficyty powinien/mógłby zaspokajać partner ale też trudno wymagać od kogoś aby zaspokajał wszystkie nasze potrzeby, to przecież idiotyzm.
                      Pytanie, czego mu brakuje i czy Ty jesteś w stanie to mu dać. Bo jeśli ktoś ma potrzebę pod tytułem dreszczyk emocji, to stały partner zawsze będzie gorszy od przygody.
                      • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:06
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        > Pytanie, czego mu brakuje i czy Ty jesteś w stanie to mu dać.

                        > hello-kitty2 napisała:

                        > . Zastanawiam sie czego on od kolezanki potrzebuje czego nie bierze od zo
                        > ny,

                        Wlasnie o to pytam Bitch. Dokladnie o to. Co to za niezapokojona potrzeba/potrzeby jest/sa?

                        Tchorzostwo moze tylko wyjasniac, dlaczego nie bierze od zony, ale tez nie w kazdym przypadku, bo moze zona nie ma tego co on potrzebuje albo nie chce dac?

                        Podalas jako potrzebe: dreszczyk emocji, ok? Autorka, ze nie jest wystarczajaco obca? Czy to na pewno to? A moze cos wiecej? A moze cos innego?

                        Moze ta terapia by to wyciagnela z niego? Moze on sobie tego nie uswiadamia, co to jest?
                        • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:14
                          hello-kitty2 napisała:


                          >
                          > Tchorzostwo moze tylko wyjasniac, dlaczego nie bierze od zony, ale tez nie w k
                          > azdym przypadku, bo moze zona nie ma tego co on potrzebuje albo nie chce dac?

                          Z żoną nie mógł skończyć, to często dla faceta powód do ucieczki, jeśli partnerka nie pomaga w takich sytuacjach.
                          >
                          > Podalas jako potrzebe: dreszczyk emocji, ok? Autorka, ze nie jest wystarczajaco
                          > obca? Czy to na pewno to? A moze cos wiecej? A moze cos innego?

                          ty sie zastanawiasz co piszesz, jak to nie wystarczająco obca? to jego żona katarynko! jaka obca? znana z każdej strony. A może...wszystko być może. Statystycznie najczęstsze są lepsze atrybuty niż ma żona. Albo coś innego niż ma żona. Ale jeśli wchodzi motyw strachu, to może być pierwsza fachowa terapeutka.
                          >
                          > Moze ta terapia by to wyciagnela z niego? Moze on sobie tego nie uswiadamia, co
                          > to jest?

                          terapia na bachora chyba.:) kopa w dupę;) to niezła terapia.Za późno teraz się na laskę napalił i żaden wąsaty psychiatra tego nie zmieni, chyba gdyby go wykastrował:)
                          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:16
                            that.bitch.is.sick napisała:

                            >
                            > terapia na bachora chyba.:) kopa w dupę;) to niezła terapia.Za późno teraz się
                            > na laskę napalił i żaden wąsaty psychiatra tego nie zmieni, chyba gdyby go wyka
                            > strował:)
                            >

                            tylko że jak go wykastruje to co to mi pomoże??? :))
                          • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:25
                            that.bitch.is.sick napisała:

                            > terapia na bachora chyba.:) kopa w dupę;) to niezła terapia.Za późno teraz się
                            > na laskę napalił i żaden wąsaty psychiatra tego nie zmieni, chyba gdyby go wyka
                            > strował:)

                            Bo wg mnie tu nie chodzi czy sobie ta kolezanke puknie czy nie, na to zona nie ma wplywu, wg mnie to nie musi byc koniec zwiazku. Dobrze wiedziec co w nim siedzi i co sie z nim dzieje, bo to moze/powinno byc decyzji o ewentualnym zakonczeniu zwiazku, a nie fantazja o kolezance. Dlatego dopytuje zeby dziewczyna sie dobrze zastanowila nad rzeczami istotnymi, bo to bzykniecie (jak piszesz bitch ponizej) to najmniejszy problem. Z takich rzeczy sie wychodzi.
                    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 13:59
                      hello-kitty2 napisała:

                      > A mnie interesuje nie to kto zaczal, ani jak im zabronic, bo to nie wyjania nic
                      > . Zastanawiam sie czego on od kolezanki potrzebuje czego nie bierze od zony, bo
                      > to chyba wyjasniloby cala sytuacje i ewentualnie pozwoliloby uzyskanie wyplywu
                      > na bieg zdarzen.

                      nie powiedział nic, tylko że to głupota, że to tylko takie pisanie, że nie chciał nic zrobić bo jest za dużym tchórzem (to chyba ten szacunek do mnie) ale wszystko zmierzało właśnie do tego


                      >
                      > A jesli nie wiemy co go pcha (koleaznka go nie pcha na pewno, nawet jak zaczela
                      > ) to nic sie nie da zrobic.
                      >
                      > A widzialas moze te ich teksty, moze z nich by sie cos udalo wywnioskowac, choc
                      > moze i z kolezanka nie byc szczery, moze nawet nie jest ze soba, moze nawet ni
                      > e potrafi byc?

                      tak widziałam, niestety jak używałam jego komórki żeby wejść na swoja poczte cofnełam sie o jedną stronę za daleko i weszłam na jego...i w życiu nikomu nie życze żeby musiał czytać coś takiego..zaczeło się że ona mu napisała jaki miała sen o nim...no i On jej napisał jaką ma fantazję o niej, że siedzą w knajpce przy Kolosseum (apro pos to tam własnie byliśmy) i ze ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoju, sam pije podwójne whisky żeby się uspokoić a potem idzie na gorę i ona tam jest naga, klęka na łóżku i ja na ostro posuwa...

                      albo że jada razem do dostawcy i Ona prowadzi więc On jej wkłada rekę pod spódniczkę i wiadomo..

                      a potem to juz było że chyba wie już gdzie ją zabierze i to miało być na wyjazd służbowy...i że tak mu weszła w głowę że nie może spać i mi się śni...
                      >
                      > Sluchaj w miedzyczasie ta terapia moze cos wyjasnic. Jestes za? Czy postawilas
                      > juz krzyzyk?

                      na terapie nie ma szans, mieszkamy za granica, ja tylko chcę wiedzieć że robię dobrze nie dając mu szansy, i że nic się nie da zrobić

                      btw..laska ma chlopaka
                      • dreemcatcher Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:07
                        >na terapie nie ma szans, mieszkamy za granica, ja tylko chcę wiedzieć że robię dobrze nie dając mu szansy, i że nic się nie da zrobić

                        to chyba zależy od tego czy możesz pać spokojnie kiedy twój misio dopija drugą szklaneczkę na odwagę i idzie do pokoju hotelowego....
                        • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:11
                          no właśnie nie mogę...

                          a najlepsze jest to że dobrze wiedział że byłabym w stanie wybaczyć nawet zdradę jakby się nawalił z kumplami i stuknął laske i rano nawet nie pamietał...ale takiego pisania, nawet jeżeli wg niego "do niczego fizycznie nie doszło" nie potrafię...a za to że musiałam to zobaczyć na własne oczy to go znienawidzę..ile razy zamykam oczy widzę te maile ;((
                      • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:09
                        adriannan25 napisał(a):


                        >
                        > na terapie nie ma szans, mieszkamy za granica, ja tylko chcę wiedzieć że robię
                        > dobrze nie dając mu szansy, i że nic się nie da zrobić
                        >
                        > btw..laska ma chlopaka

                        Słuchaj, jaką Ty mu chcesz dać szansę:)...prosił Cię o wybaczenie? ględził jak uczniak, mały szczeniaczek że się poprawi? słuchaj, na takie rzeczy nie ma siły, napala się na obcą laskę, pożądania się nie da zablokować jak już się rozlało to jak bomba, cokolwiek zrobisz będzie się na nią napalał dopóki się z nią nie wyszumi aż mu przejdzie, jak tego nie zrobi to będzie się napalał coraz bardziej. takie rzeczy są poza naszą wolą. im szybciej ją przeleci, najlepiej w atmosferze totalnej kichy i kompromitacji, tym szybciej mu zbrzydnie. dupa, czy nowy koleś na jedno wychodzi to tylko urok nowości nic więcej, co z tego wyjdzie to nie wiadomo ale wiem z doświadczenia że znajomości rozpoczęte na okłamywaniu kogoś zawsze ciągną za sobą jakiś smród. najlepiej puść wolno, niech sam ten smród poczuje.
                      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:28
                        aha i jeszcze coś sobie przypomniałam - jej napisał że jak coś pójdzie nie tak to ma nadzieję że to nie będzie rzutowało na ich stosunki w pracy

                        szkoda że się nie zastanowił jak to może wpłynąć na nasze stosunki
                        • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:38
                          adriannan25 napisał(a):

                          > aha i jeszcze coś sobie przypomniałam - jej napisał że jak coś pójdzie nie tak
                          > to ma nadzieję że to nie będzie rzutowało na ich stosunki w pracy
                          >
                          > szkoda że się nie zastanowił jak to może wpłynąć na nasze stosunki

                          No to sobie zdaje sprawe, ze cos jest nie tak. Potrzebuje sobie sprawdzic czy mu z nia pojdzie.
                          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:42
                            hello-kitty2 napisała:

                            > adriannan25 napisał(a):
                            >
                            > > aha i jeszcze coś sobie przypomniałam - jej napisał że jak coś pójdzie ni
                            > e tak
                            > > to ma nadzieję że to nie będzie rzutowało na ich stosunki w pracy
                            > >
                            > > szkoda że się nie zastanowił jak to może wpłynąć na nasze stosunki
                            >
                            > No to sobie zdaje sprawe, ze cos jest nie tak. Potrzebuje sobie sprawdzic czy m
                            > u z nia pojdzie.

                            nie wiem o co to chodziło, czy o to że się chce sprawdzić, czy że się boi że laska sie bujnie i będzie chciała czegoś wiecej...nie wiem ale zapytam

                            nam to generalnie w niczym nie pomoże, o to jak to będzie rzutować na nasze stosunki nie pomyślał niestety
                            • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:51
                              "nam to generalnie w niczym nie pomoże, o to jak to będzie rzutować na nasze stosunki nie pomyślał niestety "

                              No bo nie wzial pod uwage, ze sie wyda, niestety;)
                              Gdyby sie nie wydalo, to by se jak bzyknal i tyle. Rzecz w tym, ze to prawie na jedno wychodzi czy on CHCE ja bzykac czy juz bzyka, tak czy siak "winnien".
                              Ciebie kocha, ale bzykac chce sie z inna.
                              Teraz podsumujmy: dziecka/dzieci nie ma, seksu tez nie. Czy jest jeszcze cos dlaczego warto?
                              Apropos, pomysl, przypomnij sobie moze bylo cos miedzy Wami co spowodowalo jego wycofanie sie. Dlaczego nie macie dzieci? Nie chcecie, czy moze Ty nie chcesz a on owszem?
                              W bajke typu kocham za bardzo i szanuje, zeby pukac, nie wierze, bo wczesniej bez problemu cie pukal.

                              • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:04
                                kag73 napisała:

                                > "nam to generalnie w niczym nie pomoże, o to jak to będzie rzutować na nasze st
                                > osunki nie pomyślał niestety "
                                >
                                > No bo nie wzial pod uwage, ze sie wyda, niestety;)

                                sorry ale tylko debil by się nie domyśl co jest grane jak facet spędza romantyczny weekend w łazience z komórka przyspawaną do dłoni

                                > Gdyby sie nie wydalo, to by se jak bzyknal i tyle. Rzecz w tym, ze to prawie na
                                > jedno wychodzi czy on CHCE ja bzykac czy juz bzyka, tak czy siak "winnien".

                                dla mnie nawet gorzej, po prostu złapałam zamim doszło do kosumpcji ... timing nic wiecej

                                > Ciebie kocha, ale bzykac chce sie z inna.
                                > Teraz podsumujmy: dziecka/dzieci nie ma, seksu tez nie. Czy jest jeszcze cos dl
                                > aczego warto?
                                > Apropos, pomysl, przypomnij sobie moze bylo cos miedzy Wami co spowodowalo jego
                                > wycofanie sie. Dlaczego nie macie dzieci? Nie chcecie, czy moze Ty nie chcesz
                                > a on owszem?

                                nie wiem co sie stało, byłam na tyle naiwna że myślałam że to stres w pracy i problemy zdrowotne, z którymi nic nie robił...dzieci nie mogliśmy mieć bo ja się długo leczyłam..teraz moglibyśmy zacząć myśleć

                                > W bajke typu kocham za bardzo i szanuje, zeby pukac, nie wierze, bo wczesniej b
                                > ez problemu cie pukal.

                                dokładnie, dlatego ja też nie, nic nie zrobiłam żeby mnie ustawił na piedestale i wielbił
                                • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:09
                                  adriannan25 napisał(a):

                                  > sorry ale tylko debil by się nie domyśl co jest grane jak facet spędza romantyc
                                  > zny weekend w łazience z komórka przyspawaną do dłoni

                                  A swoja droga to tez ciekawe, ze on sie z toba na ten rozmtyczny weekend w ogole wybral? Ty to zorganizowalas? Pytalas go czy chce jechac? Jak reagowal? Czy on to zorganizowal?
                                  • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:12
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > adriannan25 napisał(a):
                                    >
                                    > > sorry ale tylko debil by się nie domyśl co jest grane jak facet spędza ro
                                    > mantyc
                                    > > zny weekend w łazience z komórka przyspawaną do dłoni
                                    >
                                    > A swoja droga to tez ciekawe, ze on sie z toba na ten rozmtyczny weekend w ogol
                                    > e wybral? Ty to zorganizowalas? Pytalas go czy chce jechac? Jak reagowal? Czy o
                                    > n to zorganizowal?

                                    razem organizowaliśmy ale to było wszystko klepnięte zanim pojawiła się ta laska...wiecie jakie to fajowe uczucie przeczytać ze Twój mąż wolałby być tam z kimś innym a tu jeszcze całą dobe trzeba wytrzymać
    • marek.zak1 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:20
      ... jak do czegoś dochodziło to często nie mógł skończyć...zaczęło go chyba przerażać że nie jest w stanie więc zaczął unikać seksu w ogóle.


      Tu jest tajemnica tego, co sie stało. Musisz to wyjasnić. Nerwy, praca to tylko excuse. Facet się ewidentnie wycofał.

      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:23
        może masz rację

        ale skoro zaczął szukać rozwiązania w postaci innej laski to ja się teraz chyba powinnam wycofać
        • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:49
          adriannan25 napisał(a):

          > może masz rację
          >
          > ale skoro zaczął szukać rozwiązania w postaci innej laski to ja się teraz chyba
          > powinnam wycofać

          Co robiłaś jak nie mógł skończyć? wycofywałaś się, czy pomagałaś mu jakoś?

          Nota bene duży plus że potrafisz z dystansem podejść do sprawy a nie jak niektóre laski co piszą tu tylko po to aby opluć małża i oczekują pochwał.
          • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:52
            that.bitch.is.sick napisała:
            > Nota bene duży plus że potrafisz z dystansem podejść do sprawy a nie jak niektó
            > re laski co piszą tu tylko po to aby opluć małża i oczekują pochwał.

            Siedzą z popcornem i patrzą jak wraz z Kitty doprowadzicie Adriannę do samo-ukamienowania się. Wszak na pewno zupa była za słona!
            • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:55

              Wszak na pewno zupa była za słona!

              Tego nie wiesz na 100%, mujer, moze kawa byla letnia!
              • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:58
                kag73 napisała:
                > Tego nie wiesz na 100%, mujer, moze kawa byla letnia!

                - Letnia kawa to zbrodnia! - wyszeptała Mujer znad filiżanki aromatycznego Espresso :D
              • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:58
                kag73 napisała:

                >
                > Wszak na pewno zupa była za słona!
                >
                > Tego nie wiesz na 100%, mujer, moze kawa byla letnia!

                generalnie jestem lewa w gotowaniu wiec mogło być cokolwiek...zawsze mowiliśmy wszystkim że mój luby nie ożenił się ze mna ze względu na zdolności kulinarne
          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 14:55
            that.bitch.is.sick napisała:

            > adriannan25 napisał(a):
            >
            > > może masz rację
            > >
            > > ale skoro zaczął szukać rozwiązania w postaci innej laski to ja się teraz
            > chyba
            > > powinnam wycofać
            >
            > Co robiłaś jak nie mógł skończyć? wycofywałaś się, czy pomagałaś mu jakoś?

            to sie nie zdażyło dużo razy, czasami po prostu widziałam że jest nie może dojść ale najcześciej dochodził...nigdy nie było problemu, nawet czasami nie próbowałam sie dopytywać żeby się nie dręczył tym..czasami pytałam czy coś sie dzieje
            >
            > Nota bene duży plus że potrafisz z dystansem podejść do sprawy a nie jak niektó
            > re laski co piszą tu tylko po to aby opluć małża i oczekują pochwał.

            tylko ze ten dystans niestety mi mówi że to nie ma żadnych szans na happy end i to mi łamie serce...

        • hello-kitty2 Re: ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoju 17.10.12, 14:55
          "On jej napisał jaką ma fantazję o niej, że siedzą w knajpce przy Kolosseum (apro pos to tam własnie byliśmy) i ze ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoju, sam pije podwójne whisky żeby się uspokoić a potem idzie na gorę i ona tam jest naga, klęka na łóżku i ja na ostro posuwa..."

          A dla mnie ciekawe jest to wprowadzenie do tej fantazji: "ze ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoju".

          Tu by sie przydala opinia od eksperta od interpretacji fantazji - bitch (nie zlosliwie pisze). Ale bitch jest taka nerwowa dzisiaj, ze moze byc trudno :)

          A jak bys opisala wasz zwiazek? Partnerski? Kto dominuje? Jakie masz oczekiwania w stosunku do mezczyzny?

          • adriannan25 Re: ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoj 17.10.12, 15:13
            hello-kitty2 napisała:

            >
            > A jak bys opisala wasz zwiazek? Partnerski? Kto dominuje? Jakie masz oczekiwani
            > a w stosunku do mezczyzny?
            >
            zawsze mi sie wydawało że partnerski, choć ja nie ukrywam mam zdanie na każdy temat i je wygłaszam szczerze i do bólu...zawsze mu sie to podobało, On jest podobny ...gdyby nie seks byloby idealnie

            gdyby tylko chciał ja też moglabym być niegrzeczna dziewczynka odesłaną do pokoju ;(
            • hello-kitty2 Re: ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoj 17.10.12, 15:28
              adriannan25 napisał(a):

              > zawsze mi sie wydawało że partnerski, choć ja nie ukrywam mam zdanie na każdy t
              > emat i je wygłaszam szczerze i do bólu...zawsze mu sie to podobało, On jest pod
              > obny ...gdyby nie seks byloby idealnie

              Na kazdy temat? Szczerze i do bolu wyglaszasz? => masz taka potrzebe? moze tu tkwi problem? Jak dla mnie, w wyniku tego facetow,i SIADLO pozadanie. Bo niby jak by cie mial zdominowac, skoro ty mu sie nie poddajesz w zadnym temacie? To tak jakby mial sie kochac z drugim facetem.

              > gdyby tylko chciał ja też moglabym być niegrzeczna dziewczynka odesłaną do poko
              > ju ;(

              Cos mi sie wydaje, ze jednak byloby to dla niego niestety malo wiarygodne, skoro nie ma nad toba zadnej przewagi.

              Ale oczywiscie moge sie mylic.
              • adriannan25 Re: ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoj 17.10.12, 15:33
                możesz mieć rację choć to nie tak że to ja jestem dominująca...myślę że mamy związek partnerski plus On wie że ja potrzebuję jego opieki i oparcia bo jestem niepewna w wielu sytuacjach i dlatego też zasłaniam to swoimi opiniami...
                • hello-kitty2 Re: ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoj 17.10.12, 15:41
                  adriannan25 napisał(a):

                  > możesz mieć rację choć to nie tak że to ja jestem dominująca...myślę że mamy zw
                  > iązek partnerski plus On wie że ja potrzebuję jego opieki i oparcia bo jestem n
                  > iepewna w wielu sytuacjach i dlatego też zasłaniam to swoimi opiniami...

                  A on to oparcie i opieke zapewnia ci?

                  Co to znaczy, ze zaslaniasz to swoimi opiniami? Nie przyznajesz sie wprost, ze takie potrzeby masz, tylko jakos kamuflujesz?
                  • adriannan25 Re: ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoj 17.10.12, 15:45
                    hello-kitty2 napisała:

                    > adriannan25 napisał(a):
                    >
                    > > możesz mieć rację choć to nie tak że to ja jestem dominująca...myślę że m
                    > amy zw
                    > > iązek partnerski plus On wie że ja potrzebuję jego opieki i oparcia bo je
                    > stem n
                    > > iepewna w wielu sytuacjach i dlatego też zasłaniam to swoimi opiniami...
                    >
                    > A on to oparcie i opieke zapewnia ci?

                    do tej pory tak
                    >
                    > Co to znaczy, ze zaslaniasz to swoimi opiniami? Nie przyznajesz sie wprost, ze
                    > takie potrzeby masz, tylko jakos kamuflujesz?

                    nie, to znaczy że jestem nieśmiała i niepewna i nadrabiam byciem "do przodu"...ale nic nie kamufluję, mówię jak jest...
              • mujer_bonita Re: ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoj 17.10.12, 15:39
                hello-kitty2 napisała:
                > Na kazdy temat? Szczerze i do bolu wyglaszasz? => masz taka potrzebe? moze
                > tu tkwi problem? Jak dla mnie, w wyniku tego facetow,i SIADLO pozadanie. Bo nib
                > y jak by cie mial zdominowac, skoro ty mu sie nie poddajesz w zadnym temacie? T
                > o tak jakby mial sie kochac z drugim facetem.

                No tak - najlepszy jest seks a głupią kłodą - to takie KOBIECE :D Może jeszcze dopytaj się czy dobrze się wypróżniał. To na pewno miało wielki wpływ! Albo czy ona chodziła w szpilkach bo to na pewno ich stukot działał na niego deprymująco.

                Tak na serio - szukanie na siłę przez Ciebie problemu w błahostkach jest maksymalnie absurdalne i może prowadzić tylko do szaleństwa. Pan ma ewidentnie problem i powinien udać się do SPECJALISTY który pomoże mu go zrozumieć. Ty na pewno tym specjalistą nie jesteś a Twoje dywagacje mogą jedynie ją wpędzić w szaleństwo idiotycznego obwiniania się o stan biednego misia. Oboje są dorosłymi ludźmi i odpowiadają za swoje decyzje.
        • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:02
          Powiedzmy tak, seks z Toba zszedl na drugi plan, przestal go interesowac, bo:
          mial problemy z konczeniem,
          nie do konca go satysfakcjonowal
          znalazl sobie cos zastepczego
          nie wiem co jeszcze
          Powodow moze byc wiele. Nadarzyla sie okazja z obca lsaka i sie chlop nakrecil.

          Do zmian w pozyciu z Toba nie dazyl, bo z wyzej wymienionych powodow nie mial takiej potrzeby. Do tego nie potrafil sie wczuc w Twoja sytuacje. jemu bylo z tym wygodnie, szafa gra, malzenstwo sie kreci. Ty plakalas, probowalas, proponowalas lekarza...nic....bo niy co sie stanie jak nic sie nie zmieni? Zona troche pomarudzi? OK, przestanie, da sie wytrzymac.
          Teraz, nakrylas go na poufalosciach z kolezanka, sytuacja zrobila sie powazna, rozwala mu sie malzenstwo, on czuje to zagrozenie, ze Cie traci i dlatego teraz, poniewaz Cie kocha, o czym wczesniej zapomnial, chce probowac naprawiac.
          Tym bardziej, ze kolezanka ma faceta i bylaby tylko na bzykanko o zona to jednak ugotuje, pocieszy, no i kocha.
          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:06
            chyba mamy puente :(((
            • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:14
              adriannan25 napisał(a):

              > chyba mamy puente :(((

              Hmm, tylko co z tym teraz zrobic?
              Mozna zbadac, dopytac co bylo powodem niecheci, jakie niespelnione fantazje/rozczarowania? Co bylo w zastepstwie? Przypuszczalnie wlasna reka.
              Co teraz z ta kolezanka?
              Co ze zmianami, jak maja one wygladac?
              I sie zastanowic, czy macie szanse czy nie.
              Oczywiscie cala reszcta Waszego zycia tez jest wazna.
              • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:22
                no skoro chce coś zrobić bo się mu nagle wali a wcześniej bylo ok choć ja szcześliwa nie byłam i On o tym wiedział to co mi do takich wymuszonych chęciach?

                i tak wszyscy którzy tu piszą wiedzą że to że chce stuknąc ta laske się nie zmieni i mogę stawać na głowie a nic nie zmienię

                co do fantazji to mi powiedział ze skoro do tej pory mi tego nie powiedział to tego nie zrobi

                z koleżanką nic, pewnie w końcu zostanie stuknięta...szczęściara ;))

                nie wiem jakie zmiany, nie jest w stanie nic konkretnie powiedzieć...na pewno zmiana jest taka że sobie teraz nie wyobrażam żeby mnie dotykał wieć ma problem z głowy
                • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:37
                  adriannan25 napisał(a):

                  > z koleżanką nic, pewnie w końcu zostanie stuknięta...szczęściara ;))

                  Dlaczego sadzisz ze szczesciara?
                  • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:41
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Dlaczego sadzisz ze szczesciara?

                    Bo ona będzie miał seks, którego ona nie ma.

                    Kitty - sorki, że się przyczepiłam ale strasznie głupie pytania zadajesz. Jak psychoanalityk z tandetnego filmu. 'A dlaczego', 'A po co'? Czasem wystarczy przeczytać wcześniejsze wypowiedzi.
                    • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:20
                      mujer_bonita napisała:

                      > Kitty - sorki, że się przyczepiłam ale strasznie głupie pytania zadajesz. Jak p
                      > sychoanalityk z tandetnego filmu. 'A dlaczego', 'A po co'? Czasem wystarczy prz
                      > eczytać wcześniejsze wypowiedzi.

                      Nie przeszkadza mi ze sie czepiasz :) Nie jestem psychoanalitykiem, nie jestem tez specjalnie inteligentna. Wole pytac niz zgadywac czy sie domyslac.Wole zeby ludzie sie dookreslali niz interpretowac za nich. Poza tym sadze, ze korzystnie jest swoje mysli prezentowac pismiennie to pozwala sie im przyjzec, co umozliwiam autorce zadajac proste pytania. Poniewaz ona chce rozmawiac to tak sie kreci rozmowa. W kazdej chwili mozna sie z niej wycofac.
                      • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:09
                        hello-kitty2 napisała:
                        > Nie przeszkadza mi ze sie czepiasz :) Nie jestem psychoanalitykiem, nie jestem
                        > tez specjalnie inteligentna. Wole pytac niz zgadywac czy sie domyslac.Wole zeby
                        > ludzie sie dookreslali niz interpretowac za nich. Poza tym sadze, ze korzystni
                        > e jest swoje mysli prezentowac pismiennie to pozwala sie im przyjzec, co umozli
                        > wiam autorce zadajac proste pytania. Poniewaz ona chce rozmawiac to tak sie kre
                        > ci rozmowa. W kazdej chwili mozna sie z niej wycofac.

                        Pytania - ok. Problem polega na tym, że zadawane niewłaściwej osobie. Możesz i milion pytań zadać ale odpowiedź nie leży w gestii Adrianny.

                        To nie jest typowa sytuacja 'nie miał w domu poszukał u kochanki'. Miał w domu ale z jakiegoś powodu przez PÓŁ ROKU nie brał, mimo, że wcześniej nie mógł się opędzić. To nie jest normalne. Ja rozumiem, że po pół roku bezseksia facet mógł się i rzucić na koleżankę z pracy ale tutaj to bezseksie było jego WYBOREM. I jeszcze to tłumaczenie, że 'kocha ją za bardzo' żeby uprawiać z nią seks. Wcześnie nie kochał 'za bardzo'?

                        Coś jest ewidentnie nie tak a zadręczanie się pytaniami, na które nie można znaleźć odpowiedzi prowadzi tylko do obłędu. Wpędzanie laski w porównywanie się kochanką i sprowadzanie sprawy na poziom 'krzywo na niego spojrzała do mu opadł na pół roku' jest po prostu absurdalne.
                  • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:41
                    bo z nią chce zrobić to czego ze mną już od roku nie chce..i nawet za bardzo się nie musiała starać
                • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:39
                  aha a jak mu powiedziałam, po jego zapewnieniach ze to tylko kilka głupich dni gdzie nie wiedział co robi, że gdybym go nie złapała to by to przecież trwało w najlepsze to wydawał sie mega zaskoczony

                  i wali mu sie oj wali...bo ja tego nie przetrawie :( a jego juz denerwuja moje złośliwości bo to taki typ
                  • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:48
                    adriannan25 napisał(a):

                    > aha a jak mu powiedziałam, po jego zapewnieniach ze to tylko kilka głupich dni
                    > gdzie nie wiedział co robi, że gdybym go nie złapała to by to przecież trwało w
                    > najlepsze to wydawał sie mega zaskoczony
                    >
                    > i wali mu sie oj wali...bo ja tego nie przetrawie :( a jego juz denerwuja moje
                    > złośliwości bo to taki typ

                    Sluchaj adriannan25 a moze on jest zakochany? Bo rzeczywiscie to ukrywanie sie w lazience z komorka podczas romantycznego weekendu we dwoje to jest nie do pomyslenia :) Tak by sie realistycznie myslacy czlowiek nie zachowal :)
                    • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:56
                      hello-kitty2 napisała:


                      >
                      > Sluchaj adriannan25 a moze on jest zakochany? Bo rzeczywiscie to ukrywanie sie
                      > w lazience z komorka podczas romantycznego weekendu we dwoje to jest nie do pom
                      > yslenia :) Tak by sie realistycznie myslacy czlowiek nie zachowal :)

                      Co Ty ględzisz, nigdy nie przeżyłaś takiego pożądania, żeby nie zważać na środki ostrożności?! Mogę Cie zapewnić że pisałam smsy w łazience i do mnie nie raz pisano takie rzeczy że.... Nota bene takie smsy to jeszcze bardziej nakręcają niż jakby ją bzyknął.
                      nie drażnij mnie swoimi uwagami nastolatki, jak Cię zdrowo zaswędzi to uznasz to miłość i znowu się hajtniesz z byle kim. Od baby w Twoim wieku można by było oczekiwać jakiejś dojrzałości a Twoje wypowiedzi są jak z gimnazjum. Nie mąć lasce w głowie z nudów.
                      • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:08
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        > Co Ty ględzisz, nigdy nie przeżyłaś takiego pożądania, żeby nie zważać na środk
                        > i ostrożności?! Mogę Cie zapewnić że pisałam smsy w łazience i do mnie nie raz
                        > pisano takie rzeczy że.... Nota bene takie smsy to jeszcze bardziej nakręcają n
                        > iż jakby ją bzyknął.
                        > nie drażnij mnie swoimi uwagami nastolatki, jak Cię zdrowo zaswędzi to uznasz t
                        > o miłość i znowu się hajtniesz z byle kim. Od baby w Twoim wieku można by było
                        > oczekiwać jakiejś dojrzałości a Twoje wypowiedzi są jak z gimnazjum. Nie mąć l
                        > asce w głowie z nudów.

                        Czyjes oczekiwania nie sa dla mnie zobowiazujace. Starasz sie ode mnie odroznic, a i tak nas wsadzaja do tego samego wora :) Wiesz ja bywam kochanka, nie zona, wiec srodki ostroznosci przede wszystkim, swedzenia pod kontrola, gdybym nie opanowala dyskrecji do perfekcji to bym nie mogla sobie pozwolic na kochankow z najwyzszej polki. Podkreslam: Z NAJWYZSZEJ. Puszczam oczko bitch :)
                        • bcde Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 22:06
                          >Wiesz ja bywam kochanka, nie zona
                          > , wiec srodki ostroznosci przede wszystkim, swedzenia pod kontrola, gdybym nie
                          > opanowala dyskrecji do perfekcji to bym nie mogla sobie pozwolic na kochankow z
                          > najwyzszej polki. Podkreslam: Z NAJWYZSZEJ. Puszczam oczko bitch :)


                          Aż się zastanowiłem kogo mogłaś bzykać :) DiCaprio? Obamę? A może któregoś z tegorocznych noblistów? :)
                          • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 22:19
                            bcde napisał:

                            > Aż się zastanowiłem kogo mogłaś bzykać :) DiCaprio? Obamę? A może któregoś z te
                            > gorocznych noblistów? :)

                            No wiesz: najwyzsza polka = najwyzsza dyskrecja :)
                    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:02
                      hello-kitty2 napisała:

                      > adriannan25 napisał(a):
                      >
                      > Sluchaj adriannan25 a moze on jest zakochany? Bo rzeczywiscie to ukrywanie sie
                      > w lazience z komorka podczas romantycznego weekendu we dwoje to jest nie do pom
                      > yslenia :) Tak by sie realistycznie myslacy czlowiek nie zachowal :)

                      albo mu rozum odebrało co wychodzi na to samo...a wiesz że On tego nie rozumie że mu na maksa weszła w głowe skoro się tak zachował..jakby chciał żebym go złapała...
                  • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:14
                    adriannan25 napisał(a):

                    > aha a jak mu powiedziałam, po jego zapewnieniach ze to tylko kilka głupich dni
                    > gdzie nie wiedział co robi, że gdybym go nie złapała to by to przecież trwało w
                    > najlepsze to wydawał sie mega zaskoczony
                    >
                    > i wali mu sie oj wali...bo ja tego nie przetrawie :( a jego juz denerwuja moje
                    > złośliwości bo to taki typ

                    Droga adriano. uważam źle że mu powiedziałaś że wiesz, zanim bzyknął tą głupią laskę. teraz ogarnie go fałszywa hipokryzja poczucia przyzwoitości i będzie się lepiej maskował. To tylko przedłuży agonię, a ty będziesz musiała udawać że nie widzisz jak on "przypadkiem" nie zapiął rozporka. Jak jest tendencja do działań z laskami, to jest silne pożądanie ale nie jest ono wyzwalane przez Ciebie. Dlatego Ty tu nic nie zdziałasz według mnie i musisz let it go. Tzn. nie daj się wciągnąć w tę grę pełną fałszu i hipokryzji która polega na tym, że Ty będziesz mamusią, a on będzie zapewniał mamusiu już tego nie zrobię, nic nie zrobiłem.
                    Taka relacja budzi w mężczyźnie największą ekscytację. Przypominają mu się wszystkie dreszczyki emocji z dzieciństwa. Ty po prostu zmuś go do jawności działań, przerwij to udawanie.. nie zachowuj się jak typowe żony które się na to godza, grają w tą zabawę obłudy pt. wybaczam draniowi (co jest nieprawdą) bo muszą, potem żyją w strachu i poniżeniu, Ty nie musisz nie macie na szczęście dziecka.
                    Nie mówię że musisz go sobie na stałe odpuścić ale w kwestii waszego związku na razie musisz odpuścić.
                    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:21
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > adriannan25 napisał(a):
                      >
                      > Droga adriano. uważam źle że mu powiedziałaś że wiesz, zanim bzyknął tą głupią
                      > laskę. teraz ogarnie go fałszywa hipokryzja poczucia przyzwoitości i będzie się
                      > lepiej maskował. To tylko przedłuży agonię, a ty będziesz musiała udawać że ni
                      > e widzisz jak on "przypadkiem" nie zapiął rozporka. Jak jest tendencja do dział
                      > ań z laskami, to jest silne pożądanie ale nie jest ono wyzwalane przez Ciebie.
                      > Dlatego Ty tu nic nie zdziałasz według mnie i musisz let it go. Tzn. nie daj si
                      > ę wciągnąć w tę grę pełną fałszu i hipokryzji która polega na tym, że Ty będzie
                      > sz mamusią, a on będzie zapewniał mamusiu już tego nie zrobię, nic nie zrobiłem
                      > .
                      dla mnie nie ma najmniejszej różnicy między pisaniem co się chce i ma zamiar komuś zrobić a zrobieniem tego w realu...dla niego różnica pewnie jest bo sobie biedak nawet nie zdążył stuknąća tu żona juz wie i jest lipa...i jakoś On nie wie o co ja problem robię bo przecież nic sie nie stało...a dla mnie stało sie wszystko już...

                      bo mój mąż siedział w łazience i pisał wypracowania do innej że chciałby ją mieć w hotelu w każdej możliwej pozycji a w tym hotelu byłam niestety ja ;(
                    • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:22
                      Jeśli romans wyjdzie na jaw, kobieta to przerwie i trzeba spojrzeć na kochankę z pełnymi konsekwencjami jawności - wtedy trzeba być dojrzałym facetem ujawnić się i wziąć konsekwencje na klatę. Wówczas zazwyczaj sama jawność wystarczy aby kochanka straciła w oczach mężczyzny atuty które wcześniej jej przypisywano. Pamiętaj, ta kobieta ma dokładnie tyle atutów ile Ty jej przyznasz, jeśli staniesz się rywalką, jeśli zaczniesz się z nią porównywać, przegrałaś. W Twoim przypadku ujawniło się w najgorszym momencie, on się zawsze będzie łudził jak to mogłoby być cudownie z tą koleżanką(no łezka się kręci). W Twoim przypadku najlepiej by było gdyby ją bzyknął w atmosferze jawności. I nie chodzi o to żebyś wygrała związek z nim. chodzi o to żebyś nie czuła się potem jak szmata. czego Ci serdecznie życzę abyś czuła się wygraną.
                      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:26
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        > Jeśli romans wyjdzie na jaw, kobieta to przerwie i trzeba spojrzeć na kochankę
                        > z pełnymi konsekwencjami jawności - wtedy trzeba być dojrzałym facetem ujawnić
                        > się i wziąć konsekwencje na klatę. Wówczas zazwyczaj sama jawność wystarczy aby
                        > kochanka straciła w oczach mężczyzny atuty które wcześniej jej przypisywano. P
                        > amiętaj, ta kobieta ma dokładnie tyle atutów ile Ty jej przyznasz, jeśli stanie
                        > sz się rywalką, jeśli zaczniesz się z nią porównywać, przegrałaś. W Twoim przy
                        > padku ujawniło się w najgorszym momencie, on się zawsze będzie łudził jak to mo
                        > głoby być cudownie z tą koleżanką(no łezka się kręci). W Twoim przypadku najlep
                        > iej by było gdyby ją bzyknął w atmosferze jawności. I nie chodzi o to żebyś wyg
                        > rała związek z nim. chodzi o to żebyś nie czuła się potem jak szmata. czego Ci
                        > serdecznie życzę abyś czuła się wygraną.

                        bardzo mądre, dziękuję
                        powiedziałam mu że ja i tak myśle że oni cały czas ze sobą piszą więc równie dobrze mogą to robić i to w końcu też zrobić to chociaż by miał ten dobry seks którego mu tak brakuje
                        więc mamy pełną jawność i pełne moje przyzwolenie bo dla mnie to niczego nie zmienia

                        porównywać z nią? raczej nie, ja na starcie przegrywam, ona ma wszystko czego On aktualnie potrzebuje
                        • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:29
                          adriannan25 napisał(a):

                          > porównywać z nią? raczej nie, ja na starcie przegrywam, ona ma wszystko czego O
                          > n aktualnie potrzebuje

                          Tu robisz błąd moim skromnym zdaniem. Nigdy mu nie pokaż że czujesz się gorsza. I zracjonalizuj to bo nie jesteś gorsza, po prostu za bardzo się starałaś być dobrą dziewczyną, to nie służy intymności i tyle.
                        • pani_frig Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 00:17
                          Bitch dobrze ci gada i radzi adriannano.

                          I myślę, że popełniasz błąd w takim myśleniu, że oto koleżanka ma wszystko to co twój miś potrzebuje. To raczej są misia wyobrażenia a nie jego rzeczywiste potrzeby, więc póki co to przegrywasz nie z nią a jego wyobrażeniami na jej temat.
                      • bcde Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 22:16
                        > Jeśli romans wyjdzie na jaw, kobieta to przerwie i trzeba spojrzeć na kochankę
                        > z pełnymi konsekwencjami jawności - wtedy trzeba być dojrzałym facetem ujawnić
                        > się i wziąć konsekwencje na klatę. Wówczas zazwyczaj sama jawność wystarczy aby
                        > kochanka straciła w oczach mężczyzny atuty które wcześniej jej przypisywano.

                        Zgadzam się z tym. Romans ujawniony zwykle przestaje być ekscytujący. No chyba że obydwoje romansujący są tak strasznie zakochani, że mają całe otoczenie w nosie.
                        Jest bardzo możliwe, że między mężem i koleżanką z pracy nie dojdzie już do zbliżenia cielesnego. Niestety, dla autorki wątku jest to już zagadnienie wtórne.
          • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:12
            kag73 napisała:

            > Tym bardziej, ze kolezanka ma faceta i bylaby tylko na bzykanko o zona to jedna
            > k ugotuje, pocieszy, no i kocha.

            Kag lecisz schematem (opisujesz siebie :)? Przeciez pisala, ze nie gotuje i na pewno sie z tego powodu z nia nie ozenil :)
            • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:22
              Kitty, nie lece schematem. Sama tez nie jestem z gotujacych i dokladnie jak u nich jest u nas "nie ozenilem sie z kag, bo tak dobrze gotuje". Niemniej jednak jezeli ktos gotuje to jestem to ja, moj maz nie potrafi i najlepsze jest to, ze on uwielbia moje trzy dania, ktore umiem gotowac.
              To byl skrot myslowy, wstaw se za to co innego, chodzilo mi o korzysci jakie wynikaja z "posiadania" zony, czyli kogos bliskiego, rodziny, ten pewnej przystani, do ktorej zawsze mozna wrocic.
              • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:32
                kag73 napisała:

                > To byl skrot myslowy, wstaw se za to co innego, chodzilo mi o korzysci jakie wy
                > nikaja z "posiadania" zony, czyli kogos bliskiego, rodziny, ten pewnej przystan
                > i, do ktorej zawsze mozna wrocic.

                Aha to rozumiem i oczywiscie zgadzam sie i potwierdzam.
    • loppe Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:12
      Współodczuwam, niech Ci się uda. Ale nie módl się konkretnie o jego powrót, lecz szerzej - o pomyślne rozwiązanie trudnej sytuacji, jakiekolwiek będzie ono.

      Love is not a victory march
      It's a cold and
      It's so broken Hallelujah
    • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 15:46
      adriannan25 napisał(a):
      > teraz najlepsze - mój mąż za bardzo mnie kocha i za bardzo szanuje żeby się ze
      > mną kochać,

      adriannan25 napisał(a):
      > ona się go nie słucha więc ja odsyła do pokoju, sam pije podwójne
      > whisky żeby się uspokoić a potem idzie na gorę i ona tam jest naga,
      > klęka na łóżku i ja na ostro posuwa...

      Pan do specjalisty (psychiatry/psychologa) w celu ustalenia przyczyny problemu. Potem można myśleć, czy ten związek da się uratować.
      • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:01
        mujer_bonita napisała:


        >
        > Pan do specjalisty (psychiatry/psychologa) w celu ustalenia przyczyny problemu.
        > Potem można myśleć, czy ten związek da się uratować.
        >

        Nowa religia gazety wyborczej: nabożna wiara w moc specjalistów:). A jak się człowiek nie nadaje do monogamii albo jest tchórzliwy/ żona go nie kręci, to psychiatra go nakręci na społeczne przystosowanie do oczekiwań jego kobiety:) Dobre! Niczym się nie różnisz od członka radia maryja pielgrzymującego na jasną górę.
        • loppe Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:27
          ain't sick at all:) that bitch:)
        • bi_chetny Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:30
          przede wszystkim nie myśl, że ty jesteś nieatrakcyjna. To zupełnie nie o to chodzi. Może być tak, że facet cię okłamuje i że już było to pukanie. Może nie - musisz z nim porozmawiać i dać mu możliwość wyboru - albo odchodzi, albo zostaje, ale zmieniacie to co było złe.
          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:35
            bi_chetny napisał:

            > przede wszystkim nie myśl, że ty jesteś nieatrakcyjna. To zupełnie nie o to cho
            > dzi. Może być tak, że facet cię okłamuje i że już było to pukanie. Może nie - m
            > usisz z nim porozmawiać i dać mu możliwość wyboru - albo odchodzi, albo zostaje
            > , ale zmieniacie to co było złe.
            >
            nie myślę tak choć jego postępowanie mocno mnie dobiło...ja też wiem że po 4 latach małżeństwa i iluś tam wcześniej nie ma jarania się sobą na zawołanie..to trzeba pielęgnować i o to walczyć...a trawa i tak będzie bardziej zielona u sąsiada...ale też nie sądziałam że można mnie tak upokorzyć i zaoferować komuś obcemu coś czego mi się nawet nie chciało spróbowac dać...i dać mi o tym tylko poczytać :(
        • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:55
          that.bitch.is.sick napisała:
          > Nowa religia gazety wyborczej: nabożna wiara w moc specjalistów:). A jak się cz
          > łowiek nie nadaje do monogamii albo jest tchórzliwy/ żona go nie kręci, to psy
          > chiatra go nakręci na społeczne przystosowanie do oczekiwań jego kobiety:) Dobr
          > e! Niczym się nie różnisz od członka radia maryja pielgrzymującego na jasną gór
          > ę.

          No oczywiście - lepiej dać sobie wyprać mózg przez Bitch niż udać się do specjalisty z dyplomem :)

          Facet nie nadaje się monogamii???? Chyba żartujesz! On jest 100000% monogamistą - z żoną przecież PRZESTAŁ SYPIAĆ. Tak - uważam, że jeżeli człowiek nie jest w stanie uprawiać seksu z własną żoną przez pół roku bo 'za bardzo ją kocha' a startuje do innej kobiety to:
          a) kłamie
          b) ma problem natury psychologicznej (np. syndrom MiL)

          Jest taki odcinek Sex and the City z Jonem Bon Jovi grającym kolesia, którego Carrie poznaje u psychoanalityka (też jest tam pacjentem). Lądują w końcu w łóżku i po wszystkim ona pyta co w zasadzie jest z nim nie tak, że wylądował na terapii a on na to 'jak prześpię się z laską to kompletnie tracę nią zainteresowanie' ;)
          • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:06
            Nie zdarza mi sie to czesto, ale w tym przpadku jestesm zdania Bitch.
            Po pierwsze specjalista moze byc tutaj zbednz. To ona nie wie dlaczego maz z nia nie sypia. Przypuszczam, ze on wie, do tego nie potrzebuje specjalisty.

            I tak, powiedzialabym, ze powinna faceta wzwalic na bruk. Po to, zeby zobaczyl jakie konsekswencje ma jego zachowanie: brak seksu i intymnosci i szukanie okazji z inna kobieta. Jezeli tego nie zrobi teraz, facet bedzie sobie pozwalal i bedzie go necic dalej.
            Nie znaczy to, ze nie maja szans, nie wykluczone, ze jeszcze sie zejda, ze po czasie ona ochlonie, on sie postara, dostanie szanse, ale poki co....
            Przypomina mi sie taki dowcip.
            Przychodz facet do zony i mowi:
            "Kochanie, kupilem jacht". Zona wrzeszczy wkurzona: "chyba oszalale, wariacie, tyle kasy, bla, bla bla" Tak 10 minut, facet mysli "da sie wytrzmac" na drugi dzien idzie i kupuje jacht.
            • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:15
              kag73 napisała:
              > Nie zdarza mi sie to czesto, ale w tym przpadku jestesm zdania Bitch.
              > Po pierwsze specjalista moze byc tutaj zbednz. To ona nie wie dlaczego maz z ni
              > a nie sypia. Przypuszczam, ze on wie, do tego nie potrzebuje specjalisty.

              Skoro wie ale nie powie to niech specjalista odkryje i jej powie. Bo może sytuacja jest taka, że nie ma czego zbierać i po co ma się dziewczyna latami męczyć i szarpać?
    • loppe Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:24
      Jest jedna podstawowa sprawa. Ta dziewczyna musi się wyciszyć i sama w sobie poszukać - jak chce odpowiedzieć na targające nia dramaty. Szczegółowe doradzanie w tak poważnych sprawach to najczęściej tylko życzliwy jazzgot.
      • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:28
        loppe napisał:

        > Jest jedna podstawowa sprawa. Ta dziewczyna musi się wyciszyć i sama w sobie po
        > szukać - jak chce odpowiedzieć na targające nia dramaty. Szczegółowe doradzanie
        > w tak poważnych sprawach to najczęściej tylko życzliwy jazzgot.

        Spadaj, pierwszy raz w życiu staram się być merytoryczna i dzielę się doświadczeniem które niewatpliwie posiadam;), nie byłam zdradzona ale znam kuchnię tego wszystkiego z innej strony, a tu mi będzie sie wcinał jakiś....poeta. Co ty możesz wiedzieć o kobiecych rozterkach? Tyle co spojrzysz w dół jak skończysz?
        • loppe Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 16:34
          Spokojnie:) Rozumiemy się:)

          Przy okazji, gdy zdarzało mi się mieć drugą partnerkę obok głównej partnerki (cudowna sytuacja, jest jednak marzenie o haremie i stosunkach z 2 kobietami w ciągu 24 godzin) - ta główna była wręcz obdarowywana ponad dotychczasową miarę, erotycznie, raz jako efekt przyrostu szczęśliwości i skrzydeł, dwa żeby wynagrodzić.

          Zawsze się dziwię gdy facet który "zdradza" rzeczywiście zdradza czyli zaniedbuje...
        • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:02
          that.bitch.is.sick napisała:

          Co ty m
          > ożesz wiedzieć o kobiecych rozterkach?

          Rozterki sa i moze tylko rozterki sa i nic wiecej, bo jak pisza na forum Kochanki, kochanki podtrzymuja nie jedno malzenstwo przy zyciu.

          Jeszcze nie wiadomo jak to sie skonczy, moze facet sie 'rozkreci', jak pisze loppe, wkreci sie z powrotem w seks z zona, moze pomyslicie o swingu?

          A jaka jest w ogole szansa, ze facet zostawi zone dla kochanki? Raczej marna.

          Pytanie jak ty sobie z tym poradzisz i poukladasz i jak siebie znajdziesz w nowej sytuacji?

          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:08
            hello-kitty2 napisała:

            > that.bitch.is.sick napisała:
            > Jeszcze nie wiadomo jak to sie skonczy, moze facet sie 'rozkreci', jak pisze lo
            > ppe, wkreci sie z powrotem w seks z zona, moze pomyslicie o swingu?

            aż tak otwarta nie jestem, nie byłabym w stanie patrzeć na mojego męża uprawiającego seks z kimś innym niż ja
            >
            > A jaka jest w ogole szansa, ze facet zostawi zone dla kochanki? Raczej marna.

            propozycja taka spotkała się z marnym odzewem
            >
            > Pytanie jak ty sobie z tym poradzisz i poukladasz i jak siebie znajdziesz w now
            > ej sytuacji?
            >
            na razie fatalnie...a On chce to przekreślić grubą kreską i nawet nie stara się zrozumieć co ja mam teraz w głowie...bo co On ma to już niestety wiem
            • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:12
              To nie wazne co ON chce, wazne co Ty chcesz, bo on nie ma tutaj nic do pwoedzenia i to nie on dyktuje warunki, to tak dla scislosci.
              • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:17
                kag73 napisała:

                > To nie wazne co ON chce, wazne co Ty chcesz, bo on nie ma tutaj nic do pwoedzen
                > ia i to nie on dyktuje warunki, to tak dla scislosci.

                ja bym chciała żeby mnie chciał..ale mnie nie chce więc chcę żeby sie wyprowadził bo czekanie aż On wróci z pracy gdzie byl caly dzień z nią jest nie do zniesienia, a jak już wróci to nie mogę na niego patrzeć, jak mnie dotyka to robi mi sie dobrze, nie ma nic do powiedzenia i do obiecania, ja nie będę potrafiła sie uwolnić, nikt mnie nigdy tak nie zranił, nie zasłużyłam na to niczym
                • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:25
                  No dobrze, to mu powiedz, ze to koniec i za w ciagu tygodnia czy nie wiem ilu ma sie wyprowadzic, pozostan konsekwentna i zobaczysz co z tego wyniknie. Moze zapragnie Ciebie, moze ta kolezanka straci jednak swoj urok, bo nie bedzie nagle juz zakazanym owocem a Ty kontrolujaca niepewna zona. I nie ma, ze moze przychodzic na kawke w odwiedziny. Zabraknie wtedy ukrywania kolezanki i dreszczyku emocji, bo w domu zona.
                  Jezeli sie okaze, ze jednak Cie chce i wroci...mozecie probowac. jednak nie po to bym z nijm konczyla, zebz liczyc na powrot, ktory moze nie nastapic, tylko po to, zebz uwolnic od tego wszystkiego sibie i uniknac szalenstwa.
                  • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:38
                    kag73 napisała:

                    > No dobrze, to mu powiedz, ze to koniec i za w ciagu tygodnia czy nie wiem ilu m
                    > a sie wyprowadzic, pozostan konsekwentna i zobaczysz co z tego wyniknie. Moze z
                    > apragnie Ciebie, moze ta kolezanka straci jednak swoj urok, bo nie bedzie nagle
                    > juz zakazanym owocem a Ty kontrolujaca niepewna zona. I nie ma, ze moze przych
                    > odzic na kawke w odwiedziny. Zabraknie wtedy ukrywania kolezanki i dreszczyku e
                    > mocji, bo w domu zona.
                    > Jezeli sie okaze, ze jednak Cie chce i wroci...mozecie probowac. jednak nie po
                    > to bym z nijm konczyla, zebz liczyc na powrot, ktory moze nie nastapic, tylko p
                    > o to, zebz uwolnic od tego wszystkiego sibie i uniknac szalenstwa.

                    powiedziałam mu już to, On myśli że to w nerwach, a ja nie wiem czy ja jeszcze jego chce po tym wszystkim, nie potrafię się uwolnić od tego co pisał do nie .. może zasługuje na coś lepszego?
          • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:10
            Chyba nie chcesz powiedziec, ze jest sens w malzenstwie gdzie facet trwa przy spragnionej seksu zonie, ale jej nie bzyka i rownoczesnie ma kochanke.
            Jak dla mnie taki uklad nie ma sensu, bo o co tu chodzi o swietosc instytucji malzenstwa?
      • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:00
        loppe napisał:
        > Jest jedna podstawowa sprawa. Ta dziewczyna musi się wyciszyć i sama w sobie po
        > szukać - jak chce odpowiedzieć na targające nia dramaty. Szczegółowe doradzanie
        > w tak poważnych sprawach to najczęściej tylko życzliwy jazzgot.

        Analizowanie tej sytuacji przy minimalnych danych to gdybanie o niczym. Szczególnie kobiety to mają - zadręczają się obsesyjnie pytaniami i zadręczają inne kobiety. Milion pytań bez odpowiedzi i labirynt możliwych powodów. A odpowiedź leży w głowie męża Adrianny więc można pytać i pytać do śmierci.
        • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:17
          mujer_bonita napisała:

          Szczegó
          > lnie kobiety to mają - zadręczają się obsesyjnie pytaniami i zadręczają inne ko
          > biety.

          Chcesz powiedziec ze autorka zawraca nam i sobie niepotrzebnie dupe glupotami, a w tym czasie mozna by chalupe oporzadzic? :)
          • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:19
            hello-kitty2 napisała:
            > Chcesz powiedziec ze autorka zawraca nam i sobie niepotrzebnie dupe glupotami,
            > a w tym czasie mozna by chalupe oporzadzic? :)

            Zadręczać się pytaniami można jednocześnie oporządzając chałupę - tylko obsługa laptopa jest wtedy kłopotliwa ;)
            • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:22
              ja już oporządziłam bo przecież mąż wraca niedługo, tylko jak zmykle nic w lodówce ;)
              • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:31
                adriannan25 napisał(a):

                > ja już oporządziłam bo przecież mąż wraca niedługo, tylko jak zmykle nic w lodó
                > wce ;)

                Wyslij mu smska zeby kupil cos na wynos po drodze do domu :) Nie ma czasu na gotowanie sa wazniejsze sprawy do obgadania :)

                ps. adriannan25 jest dobrze, zobacz masz poczucie humoru, umiesz sie zdystansowac, poradzisz sobie, ja bym go spuscila z lancucha i niech wyjdzie z niego to co go od roku dreczy, a moze sytuacja sie 'sama' wyklaruje, nie z takich krachow zwiazki wychodzily, a jak ma sie rozpierdolic, to i tak nie zatrzymasz tej bomby.
                Dbaj o siebie, swoje interesy, zajmij sie soba, pozwol innym facetom cie adorowac, odzyj i tyle, let it go.

                • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:33
                  hello-kitty2 napisała:

                  > adriannan25 napisał(a):
                  >
                  > > ja już oporządziłam bo przecież mąż wraca niedługo, tylko jak zmykle nic
                  > w lodó
                  > > wce ;)
                  >
                  > Wyslij mu smska zeby kupil cos na wynos po drodze do domu :) Nie ma czasu na go
                  > towanie sa wazniejsze sprawy do obgadania :)
                  >
                  > ps. adriannan25 jest dobrze, zobacz masz poczucie humoru, umiesz sie zdystansow
                  > ac, poradzisz sobie, ja bym go spuscila z lancucha i niech wyjdzie z niego to c
                  > o go od roku dreczy, a moze sytuacja sie 'sama' wyklaruje, nie z takich krachow
                  > zwiazki wychodzily, a jak ma sie rozpierdolic, to i tak nie zatrzymasz tej bom
                  > by.
                  > Dbaj o siebie, swoje interesy, zajmij sie soba, pozwol innym facetom cie adorow
                  > ac, odzyj i tyle, let it go.
                  >
                  taki jest plan, wiem że sobie poradzę choć będzie mega ciężko, bo ja go głupia kochałam jak porąbana
                • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 17:40
                  hello-kitty2 napisała:

                  >
                  > Wyslij mu smska zeby kupil cos na wynos po drodze do domu :) Nie ma czasu na go
                  > towanie sa wazniejsze sprawy do obgadania :)

                  może gnój nie jeść, ja już nie jem dwa dni i żyje ;))
                  • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 19:55
                    adriannan25 napisał(a):

                    > hello-kitty2 napisała:
                    >
                    > >
                    > > Wyslij mu smska zeby kupil cos na wynos po drodze do domu :) Nie ma czasu
                    > na go
                    > > towanie sa wazniejsze sprawy do obgadania :)
                    >
                    > może gnój nie jeść, ja już nie jem dwa dni i żyje ;))

                    hehe a teraz wyszlo tak, jak mowil yoric parafrazujac: panie wojowaly, wojowaly, szarogesily sie, po czym mezowie wrocili do domow i szabelki szybko poszly do szafy i cisza na forum :)
                    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 20:24
                      hihi...dokładnie
                      przeczytał nic nie powiedzial i wszystko ok...tylko ja jakoś tak do dupy się czuję...
                      • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 21:01
                        adriannan25 napisał(a):

                        > hihi...dokładnie
                        > przeczytał nic nie powiedzial i wszystko ok...tylko ja jakoś tak do dupy się cz
                        > uję...

                        Wiesz trudna rzecza jest, nie wiem tez czy sluszna ale praktyczna, nauczyc sie nieuzalezniac swojego samopoczucia od drugiego czlowieka. To jest jakis rodzaj niezaleznosci, niezalezny od pieniedzy. Taka niezaleznosc jest dla mnie wazna. Pomaga w zyciu.

                        A na ten moment jak nie dajesz razy to zajmij sie czyms absorbujacym, oddaj sie czemus wciagajacemu, odwroc uwage, pozwol sobie na cos jesli cie stac, zadowol sie czyms, zrob sobie przyjemnosc, przypomniej sobie co lubisz i rob to.
    • efi-efi Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 21:47
      Wyrzucić kolesia z domu, czy rozwieść to zawsze się zdążysz .
      Istnieje niewielka szansa – ale jednak- że Twój mąż mówi prawdę, że nic do tej pory nie było między nimi, że to pisanie to jest takie tam, nic nie znaczące, a koleżanka choć atrakcyjna niekoniecznie wylądowałaby w jego łóżku.
      Wiem to z autopsji bo sama bawię się do tej pory w takie „gierki” i wierz mi, że na takim głupim gadaniu się kończy, a też znam paru facetów, którzy umilają sobie czas w biurze , pisząc świństewka do koleżanek .

      piszesz: „... to jego nic dla mnie znaczyło wszystko.”
      Jeżeli taka działalność mieści się w granicach dozwolonych w małżeństwie (w/g Twojego męża) to rozumiem, że nie zgłosi pretensji jeśli koledze z pracy zaproponujesz seks analny w di Trevi albo wypad z kolegą i trzema kolegami kolegi na Sycylię.

      Przede wszystkim powinniście porozmawiać , szczerze, do bólu, sami albo w obecności mediatora, psychologa czy kogoś sensownego zaufanego. Z psychologiem możesz pogadać przez skypa, nie ma znaczenia , ze mieszkasz za granicą.

      • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 21:58
        Efi-efi, chcesz ja przekonac, ze takie zachowanie jest normalne, wybacz, mnie to nie przekonuje. Facet jest na romantycznym wyjezdzie z zona, z ktora nie spal od 5 miesiecy i pisze w lazience cale wypracowania do kolezanki, czyli co tak jak ci panowie w biurze "umila sobie czas(abstarhujac, ze nawet to nie jest dla mnie normalne)"? A co to oznacza dla niej jako jego kobiety, ktora autentycznie jest obok i czeka z wytesknieniem na jakiekolwiek drgniecie w jego spodniach?
        • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 17.10.12, 22:03
          Aha i jeszcze jedno, jezeli ktos bedac ze mna, do tego jeszcze w hotelu, na romantycznym wyjezdzie we dwoje "umila sobie czas" piszac intymnosci do innej kobiety, to zgadni gdzie mnie moze pocalowac? No wlasnie....i poszukam sobie kogos innego, ktory nie bedzie musial sobie chowajac sie w kiblu "umilac czasu".
          Ja chyba jestem staromodna...albo swiat zwariowal!
          • kutuzow Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 15:38
            kag73 napisała:

            > Aha i jeszcze jedno, jezeli ktos bedac ze mna, do tego jeszcze w hotelu, na rom
            > antycznym wyjezdzie we dwoje "umila sobie czas" piszac intymnosci do innej kobi
            > ety, to zgadni gdzie mnie moze pocalowac? No wlasnie....i poszukam sobie kogos
            > innego, ktory nie bedzie musial sobie chowajac sie w kiblu "umilac czasu".
            > Ja chyba jestem staromodna...albo swiat zwariowal!

            Kag ---> w pełni się z Tobą zgadzam. Także wcześniejsze uwagi wg mnie bardzo trafione. Tak jak pisałaś niezależnie co stało u podstaw takiego działania faceta (chęć sprawdzenia czy z inna problem także się pojawi, ciekawość, znudzenie małżeńskim seksem, syndrom Coolidge czy cokolwiek innego) gościu fatalnie to wykombinował. Nie dziwię się autorce wątku że ma takie odczucia jakie ma.
      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 09:56
        >Wyrzucić kolesia z domu, czy rozwieść to zawsze się zdążysz .
        >Istnieje niewielka szansa – ale jednak- że Twój mąż mówi prawdę, że nic do tej pory nie >było między nimi, że to pisanie to jest takie tam, nic nie znaczące, a koleżanka choć >atrakcyjna niekoniecznie wylądowałaby w jego łóżku.
        >Wiem to z autopsji bo sama bawię się do tej pory w takie „gierki” i wierz mi, że na takim >głupim gadaniu się kończy, a też znam paru facetów, którzy umilają sobie czas w biurze , >pisząc świństewka do koleżanek .

        >piszesz: „... to jego nic dla mnie znaczyło wszystko.”
        >Jeżeli taka działalność mieści się w granicach dozwolonych w małżeństwie (w/g Twojego >męża) to rozumiem, że nie zgłosi pretensji jeśli koledze z pracy zaproponujesz seks analny >w di Trevi albo wypad z kolegą i trzema kolegami kolegi na Sycylię.

        propozycja nie została przyjęta zbyt dobrze przez mojego męża ;) nie wiem, może nie podoba mu się Sycylia, ale to przecież ja miałabym jechać ;)


        >Przede wszystkim powinniście porozmawiać , szczerze, do bólu, sami albo w obecności >mediatora, psychologa czy kogoś sensownego zaufanego. Z psychologiem możesz pogadać >przez skypa, nie ma znaczenia , ze mieszkasz za granicą.

        chyba tak zrobimy i On wykazuje bardzo duże chęci
        • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:14
          A zakonczenie tej historii bedzie takie:
          Decydujecie sie na tego niby psychologa i ratowanie malzenstwa. Ty nie chcesz z nim sypiac, bo na sama mysl Cie otrzasa. Jemu to bardzo na reke, bo z Toba i tak sypiac nie chce. Jednoczesnie Ty zachodzisz w glowe co dzieje sie miedzy nim a kolezanka i starasz sie jak tylko mozesz umilac mu czas i zycie. On, zadowolony, niewinny, ale ma Cie w garsci, bo wiesz o kolzenace a cien niepewnosci i watpliwosci pozostanie zawsze. Jednak on zapewnia, ze miedzy nimi nic nie ma.
          Po jakims czasie moze jednak troche zapomnisz i zaczniecie ze soba sypiac. pewnie sporadycznie, ale zawsze cos, moze nawet pojawi sie dziecko.
          A w razie gdyby w przyszlosci zdarzyla sie znow podobna sytuacja, spoko, troche pogadasz, poplaczesz, on pogada z psychologiem i znow bedzie do przodu. No chyba, ze sie w kims naprawde zakocha, wtedy to juz wiadomo, nie bedzie o czym gadac.
          Wiem, troche pesymistyczna wizja, ale niestety, prawdopodobna.
          A moze jednak wszystko bedzie dobrze, wyjdziecie na prosta, bedzie seks i udany zwiazek, czego Ci z calego serca zycze.
          • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:21
            kag73 napisała:

            > A zakonczenie tej historii bedzie takie:
            > Decydujecie sie na tego niby psychologa i ratowanie malzenstwa. Ty nie chcesz z
            > nim sypiac, bo na sama mysl Cie otrzasa. Jemu to bardzo na reke, bo z Toba i t
            > ak sypiac nie chce. Jednoczesnie Ty zachodzisz w glowe co dzieje sie miedzy nim
            > a kolezanka i starasz sie jak tylko mozesz umilac mu czas i zycie. On, zadowol
            > ony, niewinny, ale ma Cie w garsci, bo wiesz o kolzenace a cien niepewnosci i w
            > atpliwosci pozostanie zawsze. Jednak on zapewnia, ze miedzy nimi nic nie ma.

            Niestety masz rację, rozmycie tego w psychologach mediatorach sratorach, przejęcie kontroli i pomocy nad popędem męża, ROZMOWA! o tym dlaczego napalasz się na inną laskę misiu pysiu to najgorsza patologia! To absurd.Typowe dla e-mam. one muszą przymykać oczy na zdradę mężów potem to sobie odbijają tyranią domową.
            To wchodzenie w rolę mamusi i zwyczajna utrata twarzy. Że nie wspomnę iż wówczas przestajesz być kobietą w oczach partnera.
            • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:28
              that.bitch.is.sick napisała:
              > Niestety masz rację, rozmycie tego w psychologach mediatorach sratorach, przeję
              > cie kontroli i pomocy nad popędem męża, ROZMOWA! o tym dlaczego napalasz się n
              > a inną laskę misiu pysiu to najgorsza patologia! To absurd.

              Nie no jasne. 'Dojrzałe' jest godzić się na to, że jaśnie mąż palcem żony nie tknie fantazjując o obcej babie. Bo przecież chęć seksu z własnym chłopem to wstrętne 'kontrolowanie' go! Mężczyzna ma prawo seksić się lub nie seksić z kim tylko wybierze. Szczyt szczęścia :D

              Ja się zastanawiam jak niskie trzeba mieć poczucie własnej wartości, żeby na taki układ pójść?
          • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:36
            kag73 napisała:
            > A w razie gdyby w przyszlosci zdarzyla sie znow podobna sytuacja, spoko, troche
            > pogadasz, poplaczesz, on pogada z psychologiem i znow bedzie do przodu.

            Do psychologa/psychiatry/seksuologa/terapeuty nie chodzi się po to, żeby sobie 'pogadać'. Chodzi się po to, żeby zrozumieć problem. Jeżeli ktoś chodzi tylko po to, żeby odpękać to specjalista od razu to widzi i nie kontynuuję pracy z delikwentem.

            Sugerujesz autorce wątku zamiecenie problemu pod dywan. To bardzo niebezpieczne. Nieprzepracowane problemu mają tendencję do wybuchania w niekontrolowany sposób.

            W Twojej wersji będzie to wyglądać tak:
            Ona wyrzuci go z domu, odpocznie, uspokoi się. On się będzie starał, prosił, płakał itd. Ona pozwoli mu spróbować - w obliczu utraty pan zmusi się parę razy do seksu, jej się będzie wydawać, że wszystko wraca do normy, przyjmie go z powrotem. Potem seks znów spadnie do zera ale przecież wszystko jest ok więc ona będzie się zadręczać (przy pomocy życzliwych z forum) co z nią jest nie tak, że jej nie chce. Pan zapewne znajdzie sobie nową koleżankę i może tym razem zabrnie dalej. Ona to odkryje co psychicznie dobije ją po całości. Kurtyna.
            • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:43
              zaczęliśmy troszkę rozmawiać dziś rano, wczoraj nie było jak bo postanowiłam korzystając z dnia wolnego się upić z tego szczęścia i jak wrócił z pracy nie dało się ze mna za bardzo komunikować :)

              ale dziś co nieco się dowiedziałam...już nie zaprzecza że to były tylko maile i na tym miało się skończyć, miało to prowadzić do przygody, seks bez zobowiązań, ona była bardzo chętna a On się chciał sprawdzić...bo powiedział że unikał seksu ze mną jak tylko mógł bo kilka razy mu nie wyszło i się załamał..ja nie robiłam z tego problemu ale On chyba zrobił z tego olbrzymi..i chciał się z nią sprawdzić czy może..nie wiem tylko co by to dało? co by zrobił gdyby mu z nią wyszło? zostawił mnie? a co jakby nie wyszło? kupy się to nie trzyma ale na pewno wszystko szło w kierunku zdrady...i teraz twierdzi że to że ja już wiem odebrało całą przyjemność z tego wszystkiego..nie ma tajemnicy i przygody...ale może tylko tak mówi bo to chcę usłyszeć? generalnie lipa i nic się kupy nie trzyma...ale chce ze mną rozmawiać i chce szukać pomocy i to wszystko ratować...

              i dałam mu przeczytać forum, może źle, może dobrze, nie wiem...
              • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:48
                adriannan25 napisał(a):

                >
                > i dałam mu przeczytać forum, może źle, może dobrze, nie wiem...

                Źle że jesteś całkowicie otwarta w stosunku do niego, źle. Daleko nie zajedziesz na takiej otwartości. Zresztą całkowita otwartość w związku jest bez sensu.

                ha:) i po przeczytaniu forum "wymyślił" argument że odkrycie flirtu mu zabrało całą przyjemność? no tak, dostarczaj mu dalej argumentów...
                • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:53
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > adriannan25 napisał(a):
                  >
                  > >
                  > > i dałam mu przeczytać forum, może źle, może dobrze, nie wiem...
                  >
                  > Źle że jesteś całkowicie otwarta w stosunku do niego, źle. Daleko nie zajedzies
                  > z na takiej otwartości. Zresztą całkowita otwartość w związku jest bez sensu.

                  a jak inaczej mam postępować żeby On był w końcu otwarty w stosunku do mnie?

                  >
                  > ha:) i po przeczytaniu forum "wymyślił" argument że odkrycie flirtu mu zabrało
                  > całą przyjemność? no tak, dostarczaj mu dalej argumentów...

                  czuję że to nie było zbyt mądre i że z pewnością dostarczyłam mu kilku pomocnych tekstów...
                  • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 11:03
                    a generalnie to nie jestem całkiem otwarta w związku, mam swoje tajemnice i swoje sprawy ale myśle że akurat w tym przypadku otwartość jest bardzo wskazana bo inaczej to wyjdzie jak już wyszło...
                  • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 11:06
                    adriannan25 napisał(a):


                    > a jak inaczej mam postępować żeby On był w końcu otwarty w stosunku do mnie?
                    >
                    > >
                    Słuchaj, według mnie warunek sine qua non to poczucie bezpieczeństwa ale to nie jest zależne od jednej strony i to nie jest jedyny warunek. Generalnie jak poczuje się zwierz bezpiecznie to będzie bardziej czytelny ale też całkowita otwartość jego wobec Ciebie sprawiłaby że po prostu coś by się wypaliło..przynajmniej ja tak uważam, wiem że to slogan ta symbioza i zaufanie ale to już relacja brak-siostra.
                    Myślę że tylko naiwny by to zbagatelizował, jeśli coś takiego się wydarza to świadczy o problemach w związku i ja myślę że jakieś problemy w tym związku macie i naprawdę można rozwiązać tylko trzeba unikać szkodliwych schematów.
                    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 11:29
                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > Słuchaj, według mnie warunek sine qua non to poczucie bezpieczeństwa ale to nie
                      > jest zależne od jednej strony i to nie jest jedyny warunek. Generalnie jak poc
                      > zuje się zwierz bezpiecznie to będzie bardziej czytelny ale też całkowita otwar
                      > tość jego wobec Ciebie sprawiłaby że po prostu coś by się wypaliło..przynajmnie
                      > j ja tak uważam, wiem że to slogan ta symbioza i zaufanie ale to już relacja br
                      > ak-siostra.

                      ale ja mówię tylko o tej sytuacji..tu już wszystko było oprócz szcerości i otwartości..
                      poza tym nie mam manii kontrolowania, mamy osobne sprawy, osobnych znajomych, osobno robimy sporo rzeczy...nie wiem jak to będzie teraz w przypadku takiego braku zaufania z mojej strony...już teraz na dźwięk sms'a drętwieje cała

                      > Myślę że tylko naiwny by to zbagatelizował, jeśli coś takiego się wydarza to św
                      > iadczy o problemach w związku i ja myślę że jakieś problemy w tym związku macie
                      > i naprawdę można rozwiązać tylko trzeba unikać szkodliwych schematów.
                      >
                      ale jak inaczej je rozwiązać nie rozmawiając o tym??
                      • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 12:58
                        adriannan25 napisał(a):


                        >
                        > ale ja mówię tylko o tej sytuacji..tu już wszystko było oprócz szcerości i otwa
                        > rtości..
                        > poza tym nie mam manii kontrolowania, mamy osobne sprawy, osobnych znajomych, o
                        > sobno robimy sporo rzeczy...nie wiem jak to będzie teraz w przypadku takiego br
                        > aku zaufania z mojej strony...już teraz na dźwięk sms'a drętwieje cała

                        Niestety ale ja Ci nie do końca wierzę i tryb życia niewiele ma do rzeczy. Skoro już zdążyłaś mu pokazać wątek, to znaczy że masz taką tendencję jaką masz i nie sądzę aby to się dzisiaj zmieniło. To, że on nie było otwarty to jest niemal oczywiste (udawała chorego i gorszył panie w pracy w tym samym czasie): w końcu Ty masz ochotę na seks z nim.
                        >

                        > ale jak inaczej je rozwiązać nie rozmawiając o tym??

                        To temat długi ale powiem Ci że wszystkie poradniki seksualne od wisłockiej począwszy zgodnie twierdzą że rozmowa o problemach tylko psuje i niszczy seks i pożądanie.
                        Druga sprawa, że ludzie nie reagują na rozmowę tylko na zmianę zachowania. Pomiędzy deklaracjami a tym co się robi długa droga. Chodzi o to żeby robić a nie gadać. I też to co on Ci powie nie ma żadnego znaczenia względem tego co zrobi i z czego możesz wyciągnąć wnioski.
                        • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 13:14
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          > To temat długi ale powiem Ci że wszystkie poradniki seksualne od wisłockiej poc
                          > ząwszy zgodnie twierdzą że rozmowa o problemach tylko psuje i niszczy seks i po
                          > żądanie.
                          > Druga sprawa, że ludzie nie reagują na rozmowę tylko na zmianę zachowania. Pomi
                          > ędzy deklaracjami a tym co się robi długa droga. Chodzi o to żeby robić a nie g
                          > adać. I też to co on Ci powie nie ma żadnego znaczenia względem tego co zrobi i
                          > z czego możesz wyciągnąć wnioski.


                          BOSKIE! Pastwić się nad problemem nie znając jego przyczyny. Walić na ślepo. ZMIENIAĆ swoje zachowanie nie wiedząc o co chodzi. ROBIĆ ale nie wiadomo co :D

                          Szczyt absurdu prowadzący do niczego poza obłędem. Kolejny wątek, gdzie Bitch nie potrafi udzielić KONKRETNEJ rady ale bije piany ile się da :D
                          • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 13:17
                            Wlasnie zmienic swoje zachowanie, zeby wlasnie wreszcie dowiedziec sie o co chodzi. Bo jak widac do tej pory autorka sie nie dowiedziala.
                            • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 13:24
                              kag73 napisała:
                              > Wlasnie zmienic swoje zachowanie, zeby wlasnie wreszcie dowiedziec sie o co cho
                              > dzi. Bo jak widac do tej pory autorka sie nie dowiedziala.

                              Czyli CO KONKRETNIE ROBIĆ. Bo takie blablanie 'zmienić zachowanie' to nic nie daje. Co ma KONKRETNIE robić?

                              I dlaczego na litość boską ma sama strzelać na oślep, męczyć się, szarpać zamiast po prostu pójść do specjalisty???? Raka też sobie same diagnozujecie?
                        • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 13:15
                          Otoz, moim zdaniem, dalas dupy pokazujac mu watek, kompletnie mu sie "otworzylas". Blad. W takich sytuacjach trza grac w pokera, zeby cos ugrac, moim zdaniem, ale nie kazdy potrafi. Ty nie potrafisz, bo inaczej nie czekalabys mialczac rok czasu albo 5 miesiecy na bezseksiu i nie majac klarownej sytuacji. Dla mnie w takich sytuacjach jest woz albo przewoz. Jak tak sobie ktos pomialczy od czasu do czasu na misia, bez konkretow i konsekwencji, to moze dluuugo marnowac zycie.
                        • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 13:17
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          >
                          > To temat długi ale powiem Ci że wszystkie poradniki seksualne od wisłockiej poc
                          > ząwszy zgodnie twierdzą że rozmowa o problemach tylko psuje i niszczy seks i po
                          > żądanie.
                          > Druga sprawa, że ludzie nie reagują na rozmowę tylko na zmianę zachowania. Pomi
                          > ędzy deklaracjami a tym co się robi długa droga. Chodzi o to żeby robić a nie g
                          > adać. I też to co on Ci powie nie ma żadnego znaczenia względem tego co zrobi i
                          > z czego możesz wyciągnąć wnioski.
                          >
                          czyli co zrobić? nie rozmawiać, dać po prostu szansę, poczekać co będzie robił i zdystansować sie i zająć własnymi sprawami??
                          • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 14:29
                            adriannan25 napisał(a):


                            > >
                            > czyli co zrobić? nie rozmawiać, dać po prostu szansę, poczekać co będzie robił
                            > i zdystansować sie i zająć własnymi sprawami??

                            Jak to co będzie robił? Pisał do tamtej, a jak nie to hulał po internecie i brandzlował się do kamerki (i to optymistyczny scenariusz, w pesymistycznym wlezie do przypadkowego wyra)
                            hej, obudź się. Nie miałam na myśli dawania mu szansy tylko wręcz przeciwnie. Tzn. szansę masz możesz mu dać wewnętrznie w swoim sercu możesz zachować nadzieję, że to co między wami coś jest warte, ale on ma być przekonany że jesteś niedostępna dla niego, że wszystko wiesz i że już go nie chcesz. Nie wiem czy łatwiej Ci mieszkać razem czy osobno to tylko geografia. Liczy się jego przekonanie że już po ptakach. I żadne skamlenia nie mogą Cię przekonać. Pod żadnym pozorem nie rywalizować z kochanką, życz mu szczęścia i czasem proś o pomoc przyjacielską w jakiś swoich sprawach. Brak mu dobrego seksu? Niech się nim zrzyga tym seksem. Bądź niedostępna czasowo i emocjonalnie. I radzę mu nie opowiadać o swoim życiu. Praktycznie efekt masz gwarantowany, w innym przypadku będziesz nieatrakcyjna dla niego... wybór jest Twój co Ci będę kłamać.
                • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:57
                  Ha:) Ale przeciez tam nie mialo byc zadnej przyjemnosci, on chcial sie "sprawdzic"....hmm, ale teraz juz nie chce.
                  Prawda jest taka, ze teraz sie troche boi, bo zona go nakryla i juz sie sprawdzac nie chce/nie musi.
                  Mniejsza o to.
                  Teraz rzecz idzie o to od czego sie zaczelo: zaczal unikac seksu i wtedy zaczely sie problemy z konczeniem, czy odwrotnie. Dlaczego tak naprawde zaczal unikac seksu?
                  I jeszcze jedno pytanie: jak radzil sobie z popedem do tej pory? Czy mu ten "sposob" odpowiadal bardziej niz seks z zona? Czy bedzie potrafil przestawic sie z tego obecnego "sposobu" na seks z zona?
                  Jak w ogole reagowal inicjatywe zony, jezeli takowa byla? Jak sie zachowywal?
                  Cale miesiace bez baby w lozku(sorry tak to widze) nagle pojawia sie chetna i nowa, to tylko czlowiek....czyli seksu chce.
      • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 10:15
        efi-efi napisała:

        > Wiem to z autopsji bo sama bawię się do tej pory w takie „gierki” i
        > wierz mi, że na takim głupim gadaniu się kończy, a też znam paru facetów, któr
        > zy umilają sobie czas w biurze , pisząc świństewka do koleżanek .

        >

        Co to za argumentacja:) a ja znam paru żonatych kolesi co umilają sobie czas w biurze bzykając sekretarki, to według Ciebie argument że to jest norma? Zresztą - mylisz wszystko to zupełnie nie o to chodzi co jest normą i o co warto się czepiać o co nie. To tak jak z porno, wszystko jest dobrze póki to nie zakłóca seksu w związku.
        Uczulam więc, aby własną głupotą i krótkowzrocznością nie mącić autorce w głowie bo sytuacja jest poważna, nie mają znaczenia flirty w sytuacji gdy kończy się napaleniem na żonę. Tu mamy patologię, a Ty wyraźnie nie rozumiesz.

        I będąc kobietą też nie rozumiesz wagi którą przykładają mężczyźni do fantazji. Dla Ciebie można poflirtować i szlus, facet to odbiera jako wstęp do seksu i do tego będzie dążył nawet jak nie chce. Nie mierz jedną miarą obu płci.
    • efi-efi Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 08:05
      kag73 napisała:
      >>Efi-efi, chcesz ja przekonac, ze takie zachowanie jest normalne, wybacz, mnie to nie >>przekonuje. Facet jest na romantycznym wyjezdzie z zona, z ktora nie spal od 5 miesiecy i >>pisze w lazience cale wypracowania do kolezanki, czyli co tak jak ci panowie w biurze "umila >>sobie czas(abstarhujac, ze nawet to nie jest dla mnie normalne)"? A co to oznacza dla niej >>jako jego kobiety, ktora autentycznie jest obok i czeka z wytesknieniem na jakiekolwiek >>drgniecie w jego spodniach?

      Kag, ja go nie usprawiedliwiam, to co jest dopuszczalne w jednym małżeństwie, w innym staje się tragedią.
      Zauważ, że odnosiłam się jedynie do kwestii pisania maili czy sprośnych smsów do koleżanki.

      Uważam, że małżeństwo posypało im się znacznie wcześniej i ta cała koleżanka jest skutkiem nie przyczyną.
      Dlatego myślę, że powinna zmusić męża do rozmowy, z tego co Adrianna pisze, on nie widzi problemu w tym co się wydarzyło i nie przypisuje swojemu zachowaniu większego znaczenia. Ba, nawet go złoszczą jej złośliwości na ten temat .
      Dlatego dobrze by było gdyby przy takiej rozmowie ktoś był, ktoś bezstronny , kto by przetłumaczył facetowi o co żonie chodzi.

      A tak swoją drogą ciekawa jestem do jakiego stopnia jesteś "staromodna" :)
      Coś mi ta "staromodność" nie pasuje do wizerunku Ciebie, jaki przebija z Twoich postów :)
      • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 14:18
        Dziewczyny, a mnie zastanawia fakt, jak autorka watku zapytala sie meza o jego fantazje, a on jej odpowidzial, ze skoro do tej pory o nich JEJ nie mowil to teraz tez nie powie. A kolezance opowiadal te fatnazje jedna po drugiej. Czyli cos go blokuje na zone. Trzeba ta blokade zniesc, jesli sie w ogole da?

        Adrianna czy on ci kiedys gadal swinstwa? Czy sie przy tobie kiedys masturbowal? Czy wasz seks byl w jakis sposob ograniczony nie wiem co: do miejsca? do pozycji? do jednej 'dziury'? do konkretnej pory? do konkretnego dnia tygodnia? Czy mial przed toba inne kobiety? Czy wiesz co on w lozku lubi? Co go kreci? Czego by na pewno nie zrobil? Ile ten seks trwal? Czy mu odmawialas? Kto inicjowal?

        Wg mnie nalezy doprowadzic do tego zeby ten seks sie pojawil i na tym budowac wspolna przyszlosc? Trzeba go uwiesc i tyle. W lozku jest szansa, ze sie bardziej otworzy niz w rozmowie. Pytanie tylko jak on chce zeby ten seks wygladal? Trzeba mu to dac.
      • kutuzow Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 16:07
        efi-efi napisała:

        > Uważam, że małżeństwo posypało im się znacznie wcześniej i ta cała koleżanka je
        > st skutkiem nie przyczyną.

        Jestem podobnego zdania.

        > Dlatego myślę, że powinna zmusić męża do rozmowy, z tego co Adrianna pisze, on
        > nie widzi problemu w tym co się wydarzyło i nie przypisuje swojemu zachowaniu w
        > iększego znaczenia. Ba, nawet go złoszczą jej złośliwości na ten temat .
        > Dlatego dobrze by było gdyby przy takiej rozmowie ktoś był, ktoś bezstronny , k
        > to by przetłumaczył facetowi o co żonie chodzi.

        Myślę że facet po prostu stara się minimalizować straty. Był fajny dreszczyk emocji, nowa laska już prawie na wyciągnięcie reki i nagle sprawa się rypła. Żona robi "aferę" (pisze z jego punktu widzenia). Jak dla mnie jest to próba wykręcenia się od konsekwencji. Wiadomo że najlepszym wyjaśnieniem jest przedstawienie tego jako chęci sprawdzenia się (czy problem zniknął), bo można to potem przedstawić jako działanie dla dobra związku (w wersji przerysowanej: "to dla nas kochanie się tak poświęcałem, dla ratowania naszego seksu byłem gotów nawet przespać się z inną).

        Dla mnie ciekawe jest to że gość nic nie wspomniał o swoich fantazjach. Może to być coś trudnego do realizacji w związku partnerskim (np. facefucking), może to być coś, co wie z góry że się nie zgodzisz (fantazje o trójkącie z inną kobietą) -wspominałaś bowiem że to odpada. Może być też prozaiczny powód, że już go nie kręcisz tak jak kiedyś, "spowszedniałaś mu" a gościu potrzebuje nowych podniet, żeby coś się działo w jego życiu.

        Ciężko jest podpowiedzieć autorce dobre rozwiązanie tej sytuacji. Terapia małżeńska ma sens o ile gościu szczerze chce to naprawiać, a nie tylko "zamaskować" problem sprzedając historyjkę że chciał wyleczyć swój problem na boku (robił to dla ich wspólnego dobra). Wg mnie można spróbować, a jeśli nie przyniesie to jakiegoś przełomu (np. pełnego otwarcia męża i pełnej informacji o tym co złego dzieje się od jakiegoś czasu w ich związku i z czego to wynika), to zawsze można podtrzymać decyzję o rozstaniu. Z drugiej strony jest tez powiedzenie o niewylewaniu dziecka z kąpielą.
        • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 16:22
          kutuzow napisał:
          >
          > Myślę że facet po prostu stara się minimalizować straty. Był fajny dreszczyk em
          > ocji, nowa laska już prawie na wyciągnięcie reki i nagle sprawa się rypła. Żona
          > robi "aferę" (pisze z jego punktu widzenia). Jak dla mnie jest to próba wykręc
          > enia się od konsekwencji. Wiadomo że najlepszym wyjaśnieniem jest przedstawieni
          > e tego jako chęci sprawdzenia się (czy problem zniknął), bo można to potem prze
          > dstawić jako działanie dla dobra związku (w wersji przerysowanej: "to dla nas k
          > ochanie się tak poświęcałem, dla ratowania naszego seksu byłem gotów nawet prze
          > spać się z inną).

          nie ma opcji żebym kupiła taką bajkę i jestem pewna że On to wie...poza tym już o to zapytałam, jak niby stuknięcie innej laski miałoby pomóc nam..bo jeśli by się sprawdził to by miał regularna kochankę a jeśli nie to już chyba by się załamał..w każdej opcji nie ma korzyści dla mnie...wieć wydaje mi się że to jedna wielka bzdura jest

          >
          > Dla mnie ciekawe jest to że gość nic nie wspomniał o swoich fantazjach. Może to
          > być coś trudnego do realizacji w związku partnerskim (np. facefucking), może t
          > o być coś, co wie z góry że się nie zgodzisz (fantazje o trójkącie z inną kobie
          > tą) -wspominałaś bowiem że to odpada. Może być też prozaiczny powód, że już go
          > nie kręcisz tak jak kiedyś, "spowszedniałaś mu" a gościu potrzebuje nowych podn
          > iet, żeby coś się działo w jego życiu.

          te które z nią chciał realizować to normalne rzeczy, nie miałabym z tym problemu, już takie rzeczy wcześniej robiliśmy, poza tym ja jestem otwarta na propozycje i wiele opcji mogłabym wypróbować

          jeżeli mu spowszedniałam to dlaczego chce to teraz tak ratować?

          a tak jeszcze wracając do tego co wyprawiał na wyjeździe to zaczynam mieć wrażenie że On chyba chciał być przyłapany...tylko po co?
          • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 16:28
            adriannan25 napisał(a):


            > a tak jeszcze wracając do tego co wyprawiał na wyjeździe to zaczynam mieć wraże
            > nie że On chyba chciał być przyłapany...tylko po co?

            Nie chciał. Po prostu był taki nakręcony, że przestał być czujny. Nie rozkminiaj, to Ciebie będzie z kolei nakręcać a tu mądrali się jeszcze z tysiąc wypowie. Każdy ma swoją gadkę.
            • kutuzow Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 16:38
              hat.bitch.is.sick napisała:


              > > a tak jeszcze wracając do tego co wyprawiał na wyjeździe to zaczynam mieć
              > wraże
              > > nie że On chyba chciał być przyłapany...tylko po co?
              >

              "Nie chciał. Po prostu był taki nakręcony, że przestał być czujny."

              Zgadzam się z tym, że po prostu wizja fajnej przygody przysłoniła mu zdrowy rozsądek i spadła mu czujność.
          • kutuzow Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 16:36
            adriannan25 napisał(a):

            > te które z nią chciał realizować to normalne rzeczy, nie miałabym z tym problem
            > u, już takie rzeczy wcześniej robiliśmy, poza tym ja jestem otwarta na propozyc
            > je i wiele opcji mogłabym wypróbować

            Z nową laską wystarczały mu "normalne" rzeczy bo sam fakt nowości już był podniecający.
            Co do fantazji chodziło mi raczej o ograniczenie za strony faceta, niż kobiety.
            Po prostu będąc w partnerskim związku gdzie na co dzień się przytulacie, tulicie i wyjadacie z dziobków, nagle ciężko jest się przestawić i realizować scenariusz niczym w filmu gangbang. Dużo łatwiej jest takie coś realizować w przygodnych związkach gdzie nie ma ryzyka że jeśli coś pójdzie nie tak, to straci się związek na którym zależy (przygodny można sobie znaleźć inny/kolejny). Był tu niedawno dość krótki wątek gdzie Pani żaliła się że mąż chce skrajnej dominacji z jej strony a ją to totalnie nie kręci (ona chce faceta w łóżku a nie niewolnika). To jest dobrą ilustracją tego co chciałem pokazać, czasami facet odsłaniający się ze swoimi fantazjami w małżeństwie/związku może nie trafić na ich akceptację i wtedy problem wisi w powietrzu. Rozwiązanie tego problemu to już inna kwestia.
        • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 18.10.12, 20:29
          kutuzow napisał:

          > Dla mnie ciekawe jest to że gość nic nie wspomniał o swoich fantazjach.

          Kutuzow nie czytales wszystkich postow, a juz na pewno nie mojego zaraz wyzej (of course :). Autorka pisala, ze pytala sie o jego fantazje. Oznajmil jej, ze skoro do tej pory JEJ tego nie mowil, to teraz tez nie powie. Przy czym potencjalnej kochance mowil jedna za druga.

          To o czyms swiadczy i wg mnie nie ma znaczenia, ze autorka z mezem 'te' rzeczy juz robila. Wg mnie naiwne jest myslenie, ze jak jestem otwarta i moge z nim zrobic rozne rzeczy, wiec najlepiej niech mi je wyspecyfikuje w emailu to ja sie ustosunkuje i wykonamy wieczorem. To nie tak, skoro on nie chce jej gadac swinstw, to nie ma pozadania i ona go nie kreci i tyle.

          Adrianna bagatelizujesz lozko. Postawa: ja jestem otwarta, niech on realizuje ze mna swoje potrzeby to za malo, zeby facet, ktory mysle, ze doskonale wie czego chce w lozku teraz potrzebuje sie podniecil.

          Sluchaj bitch (ostatnia szansa), inaczej bedzie facet z toba, a myslal o seksie z innymi.
          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 09:28
            hello-kitty2 napisała:
            >
            > Adrianna bagatelizujesz lozko. Postawa: ja jestem otwarta, niech on realizuje z
            > e mna swoje potrzeby to za malo, zeby facet, ktory mysle, ze doskonale wie czeg
            > o chce w lozku teraz potrzebuje sie podniecil.
            >
            co mam robić? bardziej zabiegać? kusić? robiłam to przez ostatni rok i nie było żadnych rezultatów oprócz mojego upokorzenia...a teraz kiedy On wykręcił taki numer to mam się zacząć starać jeszcze bardziej?

            a jest w ogole o co walczyć? skoro wywalił mnie ze swojej głowy i wg jego maili do niej nie może przestać o niej mysleć to co ja mogę zrobić żeby tam znowu wrócić?
    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 08:02
      Próbujemy rozmawiać...On chce szanse na naprawienie wszystkiego...bo mnie strasznie kocha choć ja nie wiem co to znaczy bo osobie którą się kocha nie robi się takich rzeczy...

      kochaliśmy się kilka razy, było cudownie choć są problemy, myślę że jemu też było dobrze...zaczął mi opowiadać swoje fantazje i chyba się nakręcił choć nie wiem czy na mnie niestety...może sie zmusza ze strachu, albo może myślał o niej...ja powiedziałam mu troszkę swoich fantazji mimo że nie pytał więc chyba go to nie interesuje...

      nie podejmuję żadnych decyzji, za dużo emocji a wiem że jak go poproszę że się choć na chwilę wyprowadził to będzie koniec..nie będzie walczył - taki typ...wiec przechodzę od stanu euforii do stanu totalnego doła po 100 razy dziennie...nie wiem co będzie...tak jak jest teraz by było bosko ale to chyba musztarda po obiedzie jest

      aha...a jak przeczytał forum to bardzo mi się nie spodobało że ja mam przed nim jakieś tajemnice i mega się tego czepił...no bo On przecieź nie ma żadnych (jego słowa)...typowa męska logika ;))

      miłego dnia
      • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 09:28
        adriannan25 napisał(a):

        >
        > nie podejmuję żadnych decyzji, za dużo emocji a wiem że jak go poproszę że się
        > choć na chwilę wyprowadził to będzie koniec..nie będzie walczył - taki typ...wi
        > ec przechodzę od stanu euforii do stanu totalnego doła po 100 razy dziennie...n
        > ie wiem co będzie...tak jak jest teraz by było bosko ale to chyba musztarda po
        > obiedzie jest

        Po pierwsze każdy facet/człowiek umie walczyć o to na czym mu zależy. To kwestia motywacji. I naprawdę chcesz być z kimś kto o Ciebie nie walczy? To tylko retoryczne pytanie bo na razie chcesz. Ok. Twój wybór, rozumiem Cię, ale sama wiesz dobrze że te problemy prędzej czy później wyjdą i kiedyś będziesz musiała się z nimi zmierzyć. Wybrałaś drogę łudzenia się i odsuwania problemu na potem, taki mechanizm obronny. Jak widać z jego wypowiedzi, on właśnie przekonał się że ma Cię w garści bo nie potrafisz się zdobyć na to aby odejść. Konsekwencje znasz...Napisz za jakiś czas jak wam idzie.
        Co do jego reakcji na forum, to oczywiste każdy normalny człowiek reaguje sprzeciwem gdy ktoś rozkrada wzajemną intymność ale w tym przypadku jesteś usprawiedliwiona bo on sobie w pełni zasłużył i to że zgłasza pretensje to najlepiej świadczy o jego przekonaniu że ma cię w garści.

        Pozdrawiam
        • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 09:36
          that.bitch.is.sick napisała:
          >
          > Po pierwsze każdy facet/człowiek umie walczyć o to na czym mu zależy. To kwesti
          > a motywacji. I naprawdę chcesz być z kimś kto o Ciebie nie walczy? To tylko ret
          > oryczne pytanie bo na razie chcesz. Ok. Twój wybór, rozumiem Cię, ale sama wies
          > z dobrze że te problemy prędzej czy później wyjdą i kiedyś będziesz musiała się
          > z nimi zmierzyć. Wybrałaś drogę łudzenia się i odsuwania problemu na potem, t
          > aki mechanizm obronny. Jak widać z jego wypowiedzi, on właśnie przekonał się że
          > ma Cię w garści bo nie potrafisz się zdobyć na to aby odejść. Konsekwencje zn
          > asz...Napisz za jakiś czas jak wam idzie.
          > Co do jego reakcji na forum, to oczywiste każdy normalny człowiek reaguje sprze
          > ciwem gdy ktoś rozkrada wzajemną intymność ale w tym przypadku jesteś usprawied
          > liwiona bo on sobie w pełni zasłużył i to że zgłasza pretensje to najlepiej świ
          > adczy o jego przekonaniu że ma cię w garści.
          >
          > Pozdrawiam
          >
          >
          to nie do końca tak, On nie ma innego wyjścia jak walczyć o mnie ale po prostu wiem że dla niego prośba żeby się wyprowadził znaczyłaby koniec,że podjełam decyzję na nie..choć dla mnie niekoniecznie...
          i wcale nie chcę z nim teraz być na jego zasadach, nie ma żadnej szansy jak na razie, po prostu nie ma nic bo nie chcę podejmować decyzji w emocjach...
          • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 09:50
            adriannan25 napisał(a):

            > to nie do końca tak, On nie ma innego wyjścia jak walczyć o mnie ale po prostu
            > wiem że dla niego prośba żeby się wyprowadził znaczyłaby koniec,że podjełam dec
            > yzję na nie..choć dla mnie niekoniecznie...
            > i wcale nie chcę z nim teraz być na jego zasadach, nie ma żadnej szansy jak na
            > razie, po prostu nie ma nic bo nie chcę podejmować decyzji w emocjach...

            Czemu się tak boisz go wystraszyć, że podjęłaś decyzję na nie? Jezuuu to dorosły facet nie panienka, może nie weźmie pigułek. Właśnie o to chodzi żeby myślał że jesteś na nie, zresztą możesz to okrasić tekstem że musisz to przemyśleć, że robicie przerwę, słowem nie odbierać iskierki nadziei. Faceci wracają do żon. Naprawdę. Tego jednego fenomenu od lat nie udaje się kochankom rozwikłać:) choć są takie piękne, wiotkie i uwodzicielskie.
            • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 09:54
              that.bitch.is.sick napisała:
              > Czemu się tak boisz go wystraszyć, że podjęłaś decyzję na nie? Jezuuu to dorosł
              > y facet nie panienka, może nie weźmie pigułek. Właśnie o to chodzi żeby myślał
              > że jesteś na nie, zresztą możesz to okrasić tekstem że musisz to przemyśleć, że
              > robicie przerwę, słowem nie odbierać iskierki nadziei. Faceci wracają do żon.
              > Naprawdę. Tego jednego fenomenu od lat nie udaje się kochankom rozwikłać:) choć
              > są takie piękne, wiotkie i uwodzicielskie.

              Ty to masz jednak rację ;) dużo się wyjaśni w przyszłym tygodniu bo jedzie na kilka dni w podróż służbową (tak, tą samą na którą chciał jechać z nią, i może nawet z nią jedzie, skąd mam wiedzieć) wieć zobaczę jak się będę czuła wtedy
              • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 10:01
                Ne wiem co by to mialo wyjasnic? Juz Ci teraz moge powiedziec jak sie bedziesz czula. Ale po co?
                Noz sie w kieszeni otwiera kiedy sie czyta Twoje watki, powiem szczerze. Wiem, ja stoje z boku a TY go kochasz, czesty argument. Pytanie tylko co z jego miloscia?
                Ach, szkoda sie w ogole produkowac.
                Skoro juz udajecie dobre malzenstwo, to niech chociaz bedzie ten psycholog czy inny terapeuta, zeby ten facet mial chociaz troche nieprzyjemnosci za swoje "dobre uczynki". Do teraz nie wiesz dlaczego rok nie chcial z Toba sypiac. Fakt, forum podsunelo mu pare pomyslow, jakby co, cos skleci. Czy to wszystko ma sens?
    • efi-efi Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 09:42
      that.bitch.is.sick napisała:
      efi-efi napisała:

      >> Wiem to z autopsji bo sama bawię się do tej pory w takie „gierki” i
      >> wierz mi, że na takim głupim gadaniu się kończy, a też znam paru facetów, któr
      > >zy umilają sobie czas w biurze , pisząc świństewka do koleżanek .

      >

      >Co to za argumentacja:) a ja znam paru żonatych kolesi co umilają sobie czas w >biurze bzykając sekretarki, to według Ciebie argument że to jest norma? Zresztą - >mylisz wszystko to zupełnie nie o to chodzi co jest normą i o co warto się czepiać o >co nie. To tak jak z porno, wszystko jest dobrze póki to nie zakłóca seksu w >związku.
      >Uczulam więc, aby własną głupotą i krótkowzrocznością nie mącić autorce w głowie >bo sytuacja jest poważna, nie mają znaczenia flirty w sytuacji gdy kończy się >napaleniem na żonę. Tu mamy patologię, a Ty wyraźnie nie rozumiesz.


      - Po pierwsze co Ty masz kobieto z tym „głupkowaniem” ludzi na forum? Lepiej się czujesz jak pobluzgasz? Nie potrafisz tego swojego jęzora powściągnąć?
      Drugie nie zgadzasz się z moją opinią ? - Twoje święte prawo, ale jak się ustosunkowujesz do mojej wypowiedzi to nie wyrywaj z kontekstu wybranego fragmentu, zmieniając tym samym sens mojej wypowiedzi.
      Wyraźnie napisałam, że pewne zachowania , na które pozwalamy sobie z moim mężem w naszym małżeństwie , w innych małżeństwach są odbierane jako tragedia i koniec świata. Żadnej normy tu nie próbuję ustalać !
      Cała moja wypowiedź sprowadzała się do tego żeby autorka pozwoliła „oskarżonemu” wypowiedzieć się na temat zanim posłucha podpowiedzi co by od razu chłopa wyrzucić za drzwi. Małżeństwo to nie pole walki, prowadzenie wojen podjazdowych zawsze jest podszyte nieszczerością, a to w moim odczuciu przeczy idei takiego związku. W małżeństwie powinno się kierować miłością , dobrocią i wyrozumiałością , to przynosi zawsze lepsze rezultaty niż walka. Zresztą w kontaktach pozazwiązkowych również.
      I nie mam (w przypadku problemu autorki) na myśli naiwnego przymykania oczu.



      >I będąc kobietą też nie rozumiesz wagi którą przykładają mężczyźni do fantazji. Dla >Ciebie można poflirtować i szlus, facet to odbiera jako wstęp do seksu i do tego >będzie dążył nawet jak nie chce. Nie mierz jedną miarą obu płci.

      -I znowu jakieś oceny i opinie z sufitu wzięte.
      Oświadczam, iż wiem jaką wagę faceci przykładają do fantazji. Wystarczy?
      Natomiast zapewniam Cię, że jest wielu mężczyzn, dla których flirt i pisanie świństewek jest li tylko biurową zabawą i niczym więcej. Nie mierz wszystkich facetów jedną miarą 



      Szkoda pruć flaki zresztą - po dzisiejszej wypowiedzi autorki, widać, że zrobiła jak uważała , hehe :)))
      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 09:49
        efi-efi napisała:
        > Cała moja wypowiedź sprowadzała się do tego żeby autorka pozwoliła „oskar
        > żonemu” wypowiedzieć się na temat zanim posłucha podpowiedzi co by od raz
        > u chłopa wyrzucić za drzwi. Małżeństwo to nie pole walki, prowadzenie wojen pod
        > jazdowych zawsze jest podszyte nieszczerością, a to w moim odczuciu przeczy ide
        > i takiego związku. W małżeństwie powinno się kierować miłością , dobrocią i wyr
        > ozumiałością , to przynosi zawsze lepsze rezultaty niż walka. Zresztą w kontakt
        > ach pozazwiązkowych również.
        > I nie mam (w przypadku problemu autorki) na myśli naiwnego przymykania oczu.
        >
        efi - efi to super jest, dzięki za to..ja też tak właśnie myślę
        >
        >
        > Szkoda pruć flaki zresztą - po dzisiejszej wypowiedzi autorki, widać, że zrobił
        > a jak uważała , hehe :)))

        nic jeszcze nie zrobiłam, a Wasze prucie flaków mi bardzo pomaga ;)
        a przecież na końcu to i tak zrobię tak jak będę uważała..nikt za mnie tego nie zrobi
        • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 10:58
          adriannan25 napisał(a):

          > efi-efi napisała:
          . W małżeństwie powinno się kierować miłością , dobrocią
          > i wyr
          > > ozumiałością , to przynosi zawsze lepsze rezultaty niż walka. Zresztą w k
          > ontakt
          > > ach pozazwiązkowych również.
          > > I nie mam (w przypadku problemu autorki) na myśli naiwnego przymykania oc
          > zu.

          Słuchaj, ja nie chcę bynajmniej Ciebie krytykować ale Twoje przekonania są cokolwiek naiwne, a szczytne ideały rzadko prowadzą do równie szczytnych rezultatów. Czy to właśnie nie przez dobroć i wyrozumiałość (z miłością jako fantazmatem nie dyskutuję) kobiety są takie rozżalone na mężczyzn? Czy nie to pielęgnowanie idealnego obrazu siebie nie prowadzi do nienawiści? Jesteśmy niedoskonali - nie dotyczą nas te biblijne mądrości. To fałsz i dziecinne złudzenia. Wiem że trudno zrozumieć te powiązania ale miłość to niemal zawsze samolubność i egoizm. Łudzenie się że mój związek jest inny to śmieszna fanfaronada, najlepsze co mogą zrobić takie nędzne i niedoskonałe istoty jak my to użyć swojej inteligencji do działania na rzecz swojego najlepiej pojętego interesu w zgodzie z prawdą tego co czujemy a nie idealizacji tego czego czuć nie potrafimy. jeśli będziemy oszukiwać siebie i innych to zawsze wylezie szydło z worka.
          Seks to sprawa związana z emocjami, bez emocji nie ma seksu a przez frazesy typu dobroć i wyrozumiałość grzebiemy seks głęboko (nie mówię że od razu ale na dłuższą metę do tego to wiedzie)
          • tygrys-bez-rys Milosc toNIE! 19.10.12, 14:30
            Moja Droga,
            Milosc to NIE poszukiwanie idealu. To jego stworzenie poprzez akceptacje i ukochanie niedoskonalosci. Egoizm milosci przekracza sam siebie i staje sie altruizmem. Milosc nie jest tym czym sie nam byc wydaja, milosci musimy nadac sens poprzez samego siebie.
            Z powazaniem
            Tyberiusz Tygrys
          • abrigado Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 15:02
            +1


            > Słuchaj, ja nie chcę bynajmniej Ciebie krytykować ale Twoje przekonania są coko
            > lwiek naiwne, a szczytne ideały rzadko prowadzą do równie szczytnych rezultatów
            > . Czy to właśnie nie przez dobroć i wyrozumiałość (z miłością jako fantazmatem
            > nie dyskutuję) kobiety są takie rozżalone na mężczyzn? Czy nie to pielęgnowanie
            > idealnego obrazu siebie nie prowadzi do nienawiści? Jesteśmy niedoskonali - ni
            > e dotyczą nas te biblijne mądrości. To fałsz i dziecinne złudzenia. Wiem że tru
            > dno zrozumieć te powiązania ale miłość to niemal zawsze samolubność i egoizm. Ł
            > udzenie się że mój związek jest inny to śmieszna fanfaronada, najlepsze co mogą
            > zrobić takie nędzne i niedoskonałe istoty jak my to użyć swojej inteligencji d
            > o działania na rzecz swojego najlepiej pojętego interesu w zgodzie z prawdą teg
            > o co czujemy a nie idealizacji tego czego czuć nie potrafimy. jeśli będziemy os
            > zukiwać siebie i innych to zawsze wylezie szydło z worka.
            > Seks to sprawa związana z emocjami, bez emocji nie ma seksu a przez frazesy typ
            > u dobroć i wyrozumiałość grzebiemy seks głęboko (nie mówię że od razu ale na dł
            > uższą metę do tego to wiedzie)
            >











            UstawieniaWyloguj

            abrigado

            Ulubione fora
            Ulubione wątki
            Mężczyzna




            + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

            Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół




            ForumTowarzyskie


            Samotni? - łączmy się! ;-)
            (Brak) Seks(u) w małżeństwie
            Na razie optymistycznie
            40+
            PODWÓRKO
            Kalejdoskop ❁♫♫
            S@lon Odrzuconych [O!]
            Vistula
            forum (...)lolum.
            Ławeczka pod Wierzbą

            więcej »Załóż forum














            reklama


            • tygrys-bez-rys Abi jako pensjonark. 19.10.12, 16:03
              Maximum formy minimum tresci. Jak to robisz? Czy mozesz zalozyc taki fajny mundurek?
              imworld.aufeminin.com/dossiers/D20111122/sukienka-pensjonarka-1-101233_L.jpg
      • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 10:06
        Efi-efi, oni raczej nic nie ustalali czy i do jakiego stopnia posuwaja sie do "swinstewek" pisanych do innych osob na romantycznym wyjezdzie we dwoje. Moze przeoczylas fakt, ze on od roku nie chce z nia sypiac, niewiadomo dlaczego. Teraz nagle sie sprezyl i potrafi, czyli mozna...mozna. Wczesniej zwyczajnie nie chcial, chociaz zona chciala....
        • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 15:50
          kag73 napisała:

          fakt, ze on od roku nie chce z nia sypiac, niewiadomo dlaczego. Teraz
          > nagle sie sprezyl i potrafi, czyli mozna...mozna. Wczesniej zwyczajnie nie chc
          > ial, chociaz zona chciala....

          Nie powinnam moze krakac ale wg mnie to, ze sie 'przelamal' i seks teraz jest swiadczy o tym, ze sie nakreca na ten wyjazd sluzbowy z kolezanka. Jesli oni tam pojada razem, a kolezanka jest nadal chetna to sprawa jest jasna. Pytanie co dalej.

          Bitch pisze, zeby dzialac w swoim najlepiej pojetym interesie. Zgoda. Pytanie: a jaki jest teraz interes Adrianny, jesli milosc nie istnieje?
          • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 16:14
            Wcale nie powiedziane, moze "spreza sie", bo wie, ze nabroil i musi jakos zadoscuczynic i nagle chce i moze, wczesniej nie chcia.

            Bitch pisze, zeby dzialac w swoim najlepiej pojetym interesie. Zgoda. Pytanie:
            > a jaki jest teraz interes Adrianny, jesli milosc nie istnieje?"

            Oczywiscie, ze milosc istnieje, ale sama milosc(albo jedna milosc) nie wystarczy, nie wystarczy do stworzenia udanego/satysfakcjonujacego dla obojga zwiazku.
            Interesem Adrianny jest byc szczesliwa i miec udany zwiazek, z tym czy z innym facetem albo byc szczesliwa bez zwiazku i bez faceta.
            Jeszcze jedno: Milosc istnieje i zostaje, zmieniaja sie tylko obiekty:)











            UstawieniaWyloguj

            kag73

            Ulubione fora
            Ulubione wątki
            (Brak) Seks(u) w m...
            .


            .


            + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

            Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół
            .



            ForumTowarzyskie


            Samotni? - łączmy się! ;-)
            (Brak) Seks(u) w małżeństwie
            Na razie optymistycznie
            40+
            PODWÓRKO
            Kalejdoskop ❁♫♫
            S@lon Odrzuconych [O!]
            Vistula
            forum (...)lolum.
            Ławeczka pod Wierzbą
            .
            więcej »Załóż forum.



















            • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 16:32
              kag73 napisała:

              > Wcale nie powiedziane, moze "spreza sie", bo wie, ze nabroil i musi jakos zados
              > cuczynic i nagle chce i moze, wczesniej nie chcia.

              Bledna interpretacja kag. Ja nie w tym kontekscie pisalam. Juz tlumacze. "Nakreca sie" na wyjazd z kolezanka oznacza taki mechanizm, jakiego ja czasem doswiadczam. A mianowicie: przed wyczekiwana randka, co do ktorej mam bardzo wysokie oczekiwania i wiem ze istnieje bardzo realna szansa spotkania ich, jestem tak seksualnie podniecona (juz od momentu wyznaczenia daty), ze inni mezczyzni, nawet przypadkowo spotkani w tym przedrankowym okresie odbieraja te wibracje i otwieraja sie liczne okazje do erotycznych kontaktow i gdybym tylko chciala moglabym miec z nimi nawet bardzo udany seks, przed wlasciwa ranka. To takie pobudzenie, ktory czyni cie wyjatkowo atrakcyjnym seksualnie, co ja tez czuje i jeszcze bardzej sie nakrecam. Wg mnie on moze to teraz realizowac z zona. W skrocie: jest teraz bardzo pobudzony.

              > Interesem Adrianny jest byc szczesliwa i miec udany zwiazek, z tym czy z innym
              > facetem albo byc szczesliwa bez zwiazku i bez faceta.

              Nie no interes Adrianny chyba powinien byc scisle okreslony. Bo na tych ogolnych zalozeniach to strategii dzialania sie nie zbuduje. Powienien to byc scisle okreslony cel.

              Buziak Kag za slowa o milosci. Budujace. Bitch nie bij :)
              • urquhart kup-kwiaty-kochance-meza 19.10.12, 16:52
                hello-kitty2 napisała:
                > Nie no interes Adrianny chyba powinien byc scisle okreslony. Bo na tych ogolnyc
                > h zalozeniach to strategii dzialania sie nie zbuduje. Powienien to byc scisle o
                > kreslony cel.

                Bingo, jak piszą 90% sukcesu to buduje Nastawienie do wydarzeń czy są szansą czy zagrożeniem.
                Piszesz fajnie Kity o efekcie romansu otwarcia bliskości i erotycznego partnera które można wykorzystać - jeśli się tylko chce. Było o tym wiele razy. :)

                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,94325530,94325530,Mira_Kirshenbaum_romans_jak_defibrylator.html
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,106349490,106349490,moze_dziwne_pytanie.html
                zwierciadlo.pl/2011/seks/partnerstwo/kup-kwiaty-kochance-meza
                • kag73 Re: kup-kwiaty-kochance-meza 19.10.12, 19:43
                  Hmm, ciekawe czy tyczy sie to tez odwrotnej sytuacji czyli kochanka zony. Nie zeby mu tam zaraz kwiaty kupowac, ale np. flaszke.

                  Maly problemik tutaj widze....Adrianna troche wczesnie to odkryla, nie wiemy jak by sie rzecz potoczyla, na dwoje babka wrozyla. Moze jakby z kolezanka wypalilo mialby swoje zrodelko a zona nadal lezalaby odlogiem, dodajmy, ze nie z wlasnej woli, bo zona caly czas chetna. A moze by sie chlop rozkrecil, bo by myslal, ale jestem ogier, teraz bede obracal dwie.
                  Urqu, jeden z Twoich madrych linkow doradza, ze romans powinien byc w tajemnicy....tu znowu dupa, bo Adrianna ma teraz seks, ale po glowie kolacza jej sie rozne nieladne mysli, to nie jest przyjemne. Rzecz jest dla mnie na tyle skomplikowana, ze nie mamy tutaj do czynienia z czestym przypadkiem: ona nie chce/nie daje, on szuka gdzie indziej. Wtedy moze lepiej umialabym go zrozumiec.
                  I jeszcze jedno pytanko: o naszego Sabata, ktorego zona nie chce seksu, co mogloby byc lekarstwem: kochanka dla niego czy kochanek dla niej?
                  • urquhart Re: kup-kwiaty-kochance-meza 20.10.12, 13:08
                    kag73 napisała:
                    > Hmm, ciekawe czy tyczy sie to tez odwrotnej sytuacji czyli kochanka zony. Nie z
                    > eby mu tam zaraz kwiaty kupowac, ale np. flaszke.

                    Podobno w drugą stronę to nie działa, bo o ile mężczyźni mogą szukać jedynie brakującego seksu w związku albo innego elementu (tzw. wyciąganie rodzynek z ciasta), kobiety muszą zdeprecjonować związek żeby związać się i zakochać z innym mężczyzną.
                    Ale jeżeli ktoś jest tzw. męską kobietą których tu sporo pewnie nie ma róznic i łatwo oddzielają seks od reszty.

                    > wana, ze nie mamy tutaj do czynienia z czestym przypadkiem: ona nie chce/nie da
                    > je, on szuka gdzie indziej. Wtedy moze lepiej umialabym go zrozumiec.

                    Kity już to wspomniała, czytam że ona lubi na swoich zasadach romantycznych , a może druga rozbudziła w nim zwierza informując o wyuzdanych fantazjach co do uległości, gwałtu, butów albo innego bodźca którego sygnalizował żonie a ona nie czując blusa w ogóle nie załapała.

                    > I jeszcze jedno pytanko: o naszego Sabata, ktorego zona nie chce seksu, co mogl
                    > oby byc lekarstwem: kochanka dla niego czy kochanek dla niej?

                    No, wcale nie byłbym pewien która wersja była by skuteczniejsza w tym akurat przypadku :)
                    • hello-kitty2 Re: kup-kwiaty-kochance-meza 20.10.12, 13:57
                      urquhart napisał:

                      > Podobno w drugą stronę to nie działa, bo o ile mężczyźni mogą szukać jedynie br
                      > akującego seksu w związku albo innego elementu (tzw. wyciąganie rodzynek z cias
                      > ta), kobiety muszą zdeprecjonować związek żeby związać się i zakochać z innym m
                      > ężczyzną.
                      > Ale jeżeli ktoś jest tzw. męską kobietą których tu sporo pewnie nie ma róznic i
                      > łatwo oddzielają seks od reszty.

                      Urqu chcesz powiedziec, ze tzw. meskie osobniki sa predysponowane do podwojnego zycia i istnienie rownoleglego swiata (romans z kochanka/kiem) nie burzy im szczescia w zyciu rodzinnym (milosci do zony/meza)?

                      Pytam, bo ja nie moge tego potwierdzic.
                      • urquhart Re: kup-kwiaty-kochance-meza 20.10.12, 14:42
                        > Urqu chcesz powiedziec, ze tzw. meskie osobniki sa predysponowane do podwojnego
                        > zycia i istnienie rownoleglego swiata (romans z kochanka/kiem) nie burzy im sz
                        > czescia w zyciu rodzinnym (milosci do zony/meza)?
                        >
                        > Pytam, bo ja nie moge tego potwierdzic.

                        Z tego co rozumiem co piszą to łatwiej mężczyźnie oddzielić i outsorsować seks bez zakwestionowania całej reszty związku.
                        Bo inna sytuacja jest jeżeli brakuje mu zrozumienia, bliskości, czułości i seksu. Wtedy kochanka pocieszycielka nieźle namiesza wprowadzając punkt odniesienia jak ma beznadziejnie.
                        Poza tym jako psychicznie męska kobieta trafiasz pewno na kobiecych mężczyzn często wiec nic dziwnego że seksem mają dokładnie odwrotnie.
              • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 17:16
                Aaa, rozumiem to z tym "pobudzeniem", moze sie zgadza, ale jezeli tak, to niestety nigdy sie nie dowiemy czy spozytkowalby je z zona rowniez gdyby sprawa sie nie rypla. Jakby nie bylo jedna nocke zawalil, bo jej "budzic nie chcial". W sumie... wyrozumialy chlop:)

                A rady to ona juz dostala, wiadomo, ze zrobi co potrafi.
                • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 20:22
                  Kag,

                  A jak obstawiasz, czy ten chlop wie, o co mu chodzi i co jest nie tak, czy woli sobie to pograzac w nieswiadomosci, w sumie jak to czyta nie moglby nam tu spraw naswietlic, zebysmy mieli lepsze zrozumienie i wiedzieli lepiej co doradzic :)

                  Moze to introwertyk jest? Nie ulatwia nam :)

                  Czy tu na forum byl kiedys taki precedens, ze dwie strony sie wypowiadaly jednoczesnie? To by bylo pouczajace.
                  • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 20:41
                    Kitty, tak, obstawiam, ze wie.
                    Dobra jestes, na pewno Ci naswietlij, tylko sie ladnie usmiechnij:))
                    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 22:52
                      kag73 napisała:

                      > Kitty, tak, obstawiam, ze wie.
                      > Dobra jestes, na pewno Ci naswietlij, tylko sie ladnie usmiechnij:))

                      Moze by sie i dal przekonac ale boi sie ze by musial wojowac z cala banda wscieklych feministek...
                      • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 19.10.12, 23:09
                        adriannan25 napisał(a):

                        > kag73 napisała:
                        >
                        > > Kitty, tak, obstawiam, ze wie.
                        > > Dobra jestes, na pewno Ci naswietlij, tylko sie ladnie usmiechnij:))
                        >
                        > Moze by sie i dal przekonac ale boi sie ze by musial wojowac z cala banda wscie
                        > klych feministek...

                        Alez tutaj zadnych "wscieklych feministek" nie ma, tutaj tylko tzw. kobiety KONKRETNE sa.
    • potwor_z_piccadilly Re: moja tragedia..ostatni akt.. 20.10.12, 16:25
      Dostałaś tu wiele bardzo cennych rad (ukłony dla that.bitch.is,sick), a ty je - po części, zmarnowałaś.
      Pokazałaś forum drugiej stronie waszego związku i teraz facet z jednej strony, owszem, ma troszkę materiału do przemyśleń, lecz z drugiej wie wszystko, czyli wszystko ma pod kontrolą. Niczym go nie zaskoczysz. Jakakolwiek taktyka z twojej strony będzie dla niego czytelna, a szkoda.
      Szkoda bo propozycje rozwiązania waszych kłopotów znalazłyby się, a jakiego rodzaju to propozycje ? Skuteczne, bo oparte na znowelizowanym prawie Archimedesa, o brzmieniu :
      Ciało zanurzone w wodzie, traci na wadze,
      zanurzone w gównie, traci na odwadze.

      No cóż, co się stało, to się nie odstanie, a co można ?
      Chyba tylko ostrzeżenie i parę rad.
      Ostrzeżenie.
      Nie próbuj wybijać klina klinem, czyli jeśli zależy ci związku, nie zezuj w kierunku innych, a nawet nie staraj się grać tą metodą.
      Dlaczego.
      Bo mimo że jest to skuteczna broń, to zawsze generuje ona skutki uboczne. Nawet gdy ten twój ustabilizuje się, to jednak zawsze będzie sobie zadawał pytania
      - kto to był, byli
      - co go, ich z tobą łączyło
      - było bara bara, czy nie było
      - w ogóle, jak mogłaś
      i tobie będzie je zadawał. Nic nie zdadzą się twoje zapewnienia o wierności. Jego rozum je przyjmie, ale podświadomość nadal generowała będzie podejrzenia.
      Rady.
      Pozostań sobą i zachowuj się naturalnie. Nie rób nic wbrew sobie i nic na siłę.
      1 - Jesteś w.....a, to bądź w.....a.
      2 - Masz pretensje, to nie ukrywaj ich.
      3 - Seks na siłę, bo myślisz oczarować mena, absolutnie nie. Gdy spyta o przyczyny szlabanu na to i owo, odpowiedz enigmatycznie, bo w d... mam to wszystko, przepraszam, ale idę sobie rzygnąć.
      4 - Czujesz doła, to go czuj ostentacyjnie.
      5 - Czujesz się gorsza, to powiedz sobie, taki rympał i odstaw się, fryzurę zmień, z domu wyjdź na ploty z psiapsiółkami, a na jego pytania o transformacje, odpowiedz tak jak w punkcie 3 z uzupełnieniem o, i poprawić makijaż.
      Pozdrawiam.
      • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 20.10.12, 16:58
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > 3 - Seks na siłę, bo myślisz oczarować mena, absolutnie nie. Gdy spyta o przycz
        > yny szlabanu na to i owo, odpowiedz enigmatycznie, bo w d... mam to wszystko, p
        > rzepraszam, ale idę sobie rzygnąć.

        "Gdy spyta o przyczyne szlabanu"???? hehe dobre, a ty w ogole przeczytales ten watek, no chyba ze to rada na jakas bardzo oddalona przyszlosc, ale tez nie. Nie kumam, jak to ma sie do obecnej czy z dnia zalozenia watku sytuacji autorki?

        Imponuja ci fochy kobiet potwor? :)
        • potwor_z_piccadilly Re: moja tragedia..ostatni akt.. 20.10.12, 17:31
          hello-kitty2 napisała:

          > a ty w ogole przeczytales ten
          > watek,

          Co ty żartujesz ?
          Takie dłużyzny będę czytał, po łebkach przeleciałem.

          > Imponuja ci fochy kobiet potwor? :)

          Fochy nie, ale też ich w życiu nie doznaję. Co do kobiet, to i owszem, imponują mi, a szczególnie te trudne.
          Pozdrawiam.
          • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 20.10.12, 22:58
            potwor_z_piccadilly napisał:

            Co do kobiet, to i owszem, imponują
            > mi, a szczególnie te trudne.

            Kobieta 'trudna' (?) to podpowiedz na nowy temat dla kolegi Urqu :)
      • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 15:52
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > Dostałaś tu wiele bardzo cennych rad (ukłony dla that.bitch.is,sick),

        dygnięcie dla potwora:)
        cała reszta: wzajemne...
    • efi-efi Re: moja tragedia..ostatni akt.. 20.10.12, 20:26
      that.bitch.is.sick napisał(a):




      >>Słuchaj, ja nie chcę bynajmniej Ciebie krytykować ale Twoje przekonania są cokolwiek >>naiwne, a szczytne ideały rzadko prowadzą do równie szczytnych rezultatów. Czy to właśnie >>nie przez dobroć i wyrozumiałość (z miłością jako fantazmatem nie dyskutuję) kobiety są >>takie rozżalone na mężczyzn? [...]

      - Przygnębiasz mnie :( albo ściślej - Twoje poglądy.

      Miłość jako fantazmat , temat fajny na akademicką dyskusję, ale jakoś nijak się to ma do idei małżeństwa. (mojej idei , nie KK czy jakiegoś memorandum ltd.)
    • efi-efi Re: moja tragedia..ostatni akt.. 20.10.12, 20:34
      hello-kitty2 napisała:


      >>Czy tu na forum byl kiedys taki precedens, ze dwie strony sie wypowiadaly jednoczesnie? To >>by bylo pouczajace.

      - Owszem był :D
      Bodajże "kawitator", zagorzały stary kawaler i jego nowy nabytek , skakali sobie do oczu, ku uciesze gawiedzi :)

      Ale mnie też przyszło do głowy żeby M.A. (mąż adrianny) jak już sobie poczytał co nieco, zrobił żonce przysługę i wypowiedział się na forum. Ma problem z rozmowami face to face , może przed moniotrem łatwiej się otworzyć.
      • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 20.10.12, 22:55
        efi-efi napisała:

        > Ale mnie też przyszło do głowy żeby M.A. (mąż adrianny) jak już sobie poczytał
        > co nieco, zrobił żonce przysługę i wypowiedział się na forum. Ma problem z rozm
        > owami face to face , może przed moniotrem łatwiej się otworzyć.

        hehe na pewno gawiedz by skorzystala gdyby 'wpadl', ale wiesz co efi-efi, sa 2 potencjalne minusy takiej sytuacji:
        1. ze zaczalby sie komunikowac z wlasna zona przez internet i to w dodatku publicznie
        2. zona moglaby przestac byc istotna osoba w dyskucji/w sprawie

        To kawitator byl zagorzalym kawalerem, a teraz pisuje ze 'boi' sie zony, ciekawa sprawa :)
        • gomory Re: moja tragedia..ostatni akt.. 21.10.12, 22:02
          > To kawitator byl zagorzalym kawalerem, a teraz pisuje ze 'boi' sie zony, ciekaw
          > a sprawa :)

          To nie byl Kawitator. Efi-efi kompletnie pomylila nicki osob.
          • kutuzow Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 00:13
            gomory napisał:
            > To nie byl Kawitator. Efi-efi kompletnie pomylila nicki osob.

            jak to szło: Efi-efi "słyszała że dzwonią, tylko nie wiedziała w którym kościele"
            przy nicku była blisko, przy treści wątku trochę poniosła ją fantazja.
            • efi-efi Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 08:09
              kutuzow napisał:

              > gomory napisał:
              > > To nie byl Kawitator. Efi-efi kompletnie pomylila nicki osob.
              >
              > jak to szło: Efi-efi "słyszała że dzwonią, tylko nie wiedziała w którym kościel
              > e"
              > przy nicku była blisko, przy treści wątku trochę poniosła ją fantazja.

              Hehe , pomyliłam! Biję się w piersi! :D
              To był Kutuzow. Też na "k" :))

              Mogłeś się sam pochwalić...







              • kutuzow doświadczenia drugiej strony medalu 22.10.12, 10:05
                efi-efi napisała:

                > Hehe , pomyliłam! Biję się w piersi! :D
                > To był Kutuzow. Też na "k" :))
                >
                > Mogłeś się sam pochwalić...
                >

                Efi-efi, pewnie bym opisał to, bo to był fajny case study tego jak jednostronnie prezentują się problemy na forum. Jak już kiedyś wspomniałem obiecałem ex, że nie będę poruszał tamtych tematów, a bez opisania czemu się rozstaliśmy, czemu było tak jak było i tego jak wyglądało realnie zachowanie drugiej strony nie ma sensu do tego wracać.

                Tamto doświadczenie nauczyło mnie żeby szukać uważnie drugiej strony medalu i patrzeć bardziej krytycznie na to co ludzie wypisują (nie to żebym sam był bez winy, po prostu jak to mówią wina zazwyczaj leży gdzieś po środku).

                Tutaj na forum zazwyczaj mamy tych biednych dobrych autorów wątków i tych złych którzy są ta druga stroną obecną tutaj tylko w opisach.
                • hello-kitty2 Re: doświadczenia drugiej strony medalu 22.10.12, 11:35
                  kutuzow napisał:

                  > efi-efi napisała:

                  > Efi-efi, pewnie bym opisał to, bo to był fajny case study tego jak jednostronni
                  > e prezentują się problemy na forum. Jak już kiedyś wspomniałem obiecałem ex, że
                  > nie będę poruszał tamtych tematów, a bez opisania czemu się rozstaliśmy, czemu
                  > było tak jak było i tego jak wyglądało realnie zachowanie drugiej strony nie
                  > ma sensu do tego wracać.

                  Hehe mialam nosa, ze mi "kawitator" nie podpasowal. Kutuzow "zagorzały stary kawaler i jego nowy nabytek skakali sobie do oczu" hehe ale czekaj nowy nabytek to juz ten eks? Czy ten najnowszy? To musialo byc, jak pisalam pouczajace. Sam to zaproponowales? Czy jakas obsuwa byla?
                  • urquhart Re: doświadczenia drugiej strony medalu 22.10.12, 12:06
                    hello-kitty2 napisała:
                    > waler i jego nowy nabytek skakali sobie do oczu" hehe ale czekaj nowy nabytek t
                    > o juz ten eks? Czy ten najnowszy? To musialo byc, jak pisalam pouczajace. Sam t
                    > o zaproponowales? Czy jakas obsuwa byla?

                    taka sytuacja była parokrotnie, w przypadku Kutuzowa i jego ex o dziwo pogodziła ich przynajmniej na forum Mujerka która szybko stała się wspólnym wrogiem dla obydwojga :)

                    Znam osobiście przynajmniej jedno małżeństwo które rozwiązywało problemy na forum i spierało się do końca nie ujawniając że są parą. Jakoś sobie poukładali i są razem do dziś :)

                    Generalnie taka sytuacja przedstawienia obu perspektyw tego samego konfliktu pojawiała się już parokrotnie i zawsze była pouczająca, jakkolwiek parokrotnie znikała potem z forum prawdopodobnie na prośbę autorów :)
        • kawitator Re: moja tragedia..ostatni akt.. 02.11.12, 13:02
          To kawitator byl zagorzalym kawalerem, a teraz pisuje ze 'boi' sie zony, ciekaw
          > a sprawa :)
          Zgłaszam sie wywołany do tablicy;-)
          O ile pamiętam, choć to w moim wieku nie takie oczywiste to kawalerem ostatni raz byłem 40 lat temu Od tego czasu boje się Żony tej samej zresztą przez cały czas.
          Pozdro
          Kawi
    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 10:08
      dziękuję wszystkim za dobre słowa, rady i ochrzany też...bardzo mi pomogło że mogłam się tu wygadać i złapać perspektywę do tego wszystkiego

      cały weekend spędziliśmy na rozmowach i kochaniu..było cudownie..nie wiem co będzie dalej...może się przestraszył jak zobaczył co rzeczywiście prawie stracił i stwierdził że zrobi wszystko żeby to odzyskać, albo może jest wyrachowanym graczem i myśli że może mieć i jedno i drugie, pewnie na krótką chwilę może, dopóki znowu by się nie sypneło i nie byłoby już co zbierać...tylko On wie jaka jest prawda..

      ta sytuacja odkryła że nasz związek nie był taki cudowny jak nam się wydawało, że braliśmy wszystko za raz dane więc już tak będzie, że obydwoje czyliśmy się bezpiecznie i nie potrafiliśmy rozmawiać o problemach, obawach i pragnieniach...mąż po kilku nieudanych próbach kompletnie wyparł seks z głowy i zajał się wszystkim innym tylko nie tym..mnie przestał widzieć bo mu przypominałam o tym problemie...i tak się jakoś kreciło aż się posypało...po tym co się stało mamy dwie opcje, albo będzie zupełnie inaczej i o wiele lepiej albo nie będzie wcale...zobaczymy
      • urquhart Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 11:53
        adriannan25 napisał(a):
        > ta sytuacja odkryła że nasz związek nie był taki cudowny jak nam się wydawało,
        > że braliśmy wszystko za raz dane więc już tak będzie, że obydwoje czyliśmy się
        > bezpiecznie i nie potrafiliśmy rozmawiać o problemach, obawach i pragnieniach..
        > .mąż po kilku nieudanych próbach kompletnie wyparł seks z głowy i zajał się wsz
        > ystkim innym tylko nie tym..mnie przestał widzieć bo mu przypominałam o tym pro
        > blemie...i tak się jakoś kreciło aż się posypało...po tym co się stało mamy dwi
        > e opcje, albo będzie zupełnie inaczej i o wiele lepiej albo nie będzie wcale...
        > zobaczymy

        Bez ironii, to częsta sytuacja o jakiej piszą terapeuci.
        Zona zauważa że związek nie jest idealny dopiero jak odkrywa że mąż zaspokaja u innej swojej potrzeby. Bo jej potrzeby były zaspokajane, a to że obiektywnie widać ż zewnątrz że się sypie to babki wypierają.
        • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 12:00
          urquhart napisał:
          >
          > Bez ironii, to częsta sytuacja o jakiej piszą terapeuci.
          > Zona zauważa że związek nie jest idealny dopiero jak odkrywa że mąż zaspokaja u
          > innej swojej potrzeby. Bo jej potrzeby były zaspokajane, a to że obiektywnie w
          > idać ż zewnątrz że się sypie to babki wypierają.
          >
          ale u nas było jasne dla mnie że nasz związek nie jest idealny, moje potrzeby nie były zaspokajane w najmniejszym stopniu, mojego męża też nie, ale głową muru nie da się przebić...były prośby, groźby, płacze ale to bylo za mało żeby sie przede mną otworzył..więc to wyparcie to było raczej z jego strony...dlaczego uznał że pomoże obie na zewnątrz?? to pytanie nie do mnie, ja tego nie potrafię ogarnąć
          • urquhart Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 12:40
            adriannan25 napisał(a)
            > przede mną otworzył..więc to wyparcie to było raczej z jego strony...dlaczego u
            > znał że pomoże obie na zewnątrz?? to pytanie nie do mnie, ja tego nie potrafię
            > ogarnąć

            Piszę o twojej stronie bo swoją przedstawiałaś i to ty piszesz że związek okazał się nie tak cudowny jak się wydawało.
            A Dlaczego? Pewno dlatego u kogoś znalazł zrozumienie i symetryczne potrzeby do swoich. Dla kogoś kto w to już zwątpił że to możliwe to jak otwarcie bram raju.
            Dlaczego zrezygnował z poszukiwania tego w zwiazku? Takie samo pytanie możesz zadać sobie przecież. Urażona duma, bolesne rany po poprzednich niepowodzeniach, wyparcie potrzeb bo są przecież ważniejsze rzeczy...
            • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 12:50
              urquhart napisał:
              > Piszę o twojej stronie bo swoją przedstawiałaś i to ty piszesz że związek okaza
              > ł się nie tak cudowny jak się wydawało.
              > A Dlaczego? Pewno dlatego u kogoś znalazł zrozumienie i symetryczne potrzeby do
              > swoich. Dla kogoś kto w to już zwątpił że to możliwe to jak otwarcie bram raju
              > .
              > Dlaczego zrezygnował z poszukiwania tego w zwiazku? Takie samo pytanie możesz z
              > adać sobie przecież. Urażona duma, bolesne rany po poprzednich niepowodzeniach,
              > wyparcie potrzeb bo są przecież ważniejsze rzeczy...
              >
              >

              nie wiem dlaczego, mi nie dał żadnej szansy...rozmowy denerwowały a brak rozmów utwierdzał go w przekonaniu że problemu nie ma...bo dlaczego szukał na zewnątrz to pytam się cały czas i wszystkie odpowiedzi która znajduję nie dają wielkich szans naszej przyszłości

              czyli co? nie męczyć go i dać mu odejść do tego raju? z tym zrozumieniem i symetrycznymi potrzebami?

              chciałabym poznać opinię faceta
              • bcde Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 13:03
                >bo dlaczego szukał na zewnątrz to pytam się cały czas i wszystkie odpowiedzi która znajduję nie dają wielkich szans naszej przyszłości

                Szukał na zewnątrz, bo jest facetem i miał chętną i nową. To wystarczy wielu i nie ma co pytać.
                • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 13:18

                  > Szukał na zewnątrz, bo jest facetem i miał chętną i nową. To wystarczy wielu i
                  > nie ma co pytać.

                  To, ze jest facetem, mial chetna i nowa nie wystarczy, trzeba dodac, ze przede wszystkim, bo stara jest stara i sie znudzila, byc moze. Facet moze miec chetna i nowa, ale jak bedzie mial w domu co lubi nie bedzie ryzykowal, bo wie, za ma za duzo do stracenia. Nawet faceci wbrew pozorom potrafia zachowac zdrowy rozsadek.











                  UstawieniaWyloguj

                  kag73

                  Ulubione fora
                  Ulubione wątki
                  (Brak) Seks(u) w m...
                  .


                  .


                  + dodaj zdjęciaTwoje:PostyZdjęcia

                  Posty:PrzyjaciółNieprzyjaciół
                  .



                  ForumTowarzyskie


                  Samotni? - łączmy się! ;-)
                  (Brak) Seks(u) w małżeństwie
                  Na razie optymistycznie
                  40+
                  PODWÓRKO
                  S@lon Odrzuconych [O!]
                  Kalejdoskop ❁♫♫
                  Vistula
                  forum (...)lolum.
                  Ławeczka pod Wierzbą
                  .
                  więcej »Załóż forum.














                  reklama
                  • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 13:21
                    Co nie znaczy, ze nie mozna przezwyciezyc nudy, zadzialac, zrobic czegos, bo mozna, trzeba tylko chciec.
                    Jak mowie, powodu jego niecheci do seksu z nia nie znamy.
                  • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 13:27
                    kag73 napisała:
                    > To, ze jest facetem, mial chetna i nowa nie wystarczy, trzeba dodac, ze przede
                    > wszystkim, bo stara jest stara i sie znudzila, byc moze. Facet moze miec chetna
                    > i nowa, ale jak bedzie mial w domu co lubi nie bedzie ryzykowal, bo wie, za ma
                    > za duzo do stracenia. Nawet faceci wbrew pozorom potrafia zachowac zdrowy rozs
                    > adek.

                    Nieprawdą jest to co napisałaś. Dwa znane mi z bliska przypadki męskiej zdrady nie były umotywowane 'brakami' w domu - przynajmniej nie w zakresie możliwym do spełnienia przez partnerki. Jeden był taki dokładnie jak pisze bcde - bo facet chciał innej kobiety a trafiła się chętna więc skorzystał. Drugi był spowodowany chęcią sprawdzenia jak to jest w ogóle z inną (bo partnerka była pierwszą). Oba przypadki oczywiście miały się nie wydać.

                    'Jakby miał co lubi' - więc siedź dalej kobieto myśl co zrobiłaś źle. Szarp się, zadręczaj, obwiniaj. Szukaj w sobie problemów. I czemu to ma służyć? Chcesz przekonać autorkę wątku, że jest nikim bo nie była nawet tyle warta, żeby jej nie zdradzić?
                    • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 18:40
                      Hmm, mujer, nie bede sie klocic, obie mamy racje, bo zalezy od faceta, sytuacji, okolicznosci itd. Ja z kolei znam mezczyzn, ktorzy okazje mieli a nie zdradzili. Nie mowie, ze ludzie to chodzace swietosci, jednak jest roznica czy ktos szuka/planuje/dazy do skoku w bok czy tez, bo sytuacja jest tak "zaawansowana", ze trudno sie wycofac. Jednak do pewnego momentu ma sie na to wplyw i mysle, ze tendencyjnie ryzykowac i szukac okazji beda Ci, ktorzy sa niezadowoleni, maja mniej do stracenia, no i ci gdzie mozna powiedziec "te typy tak maja".
                      W rzadnym wypadku nie bylo moja intencja mowienie autorce, ze jest "nikim", to jej maz ma problemy z seksem nie ona. W przypadku ich zwiazku ewindentnie jest problem na tym polu, bo seksu nie ma. I wine tutaj widze w mezu, bo to jemu cos nie pasuje, szwankuje itd., on wie, ze rani tym zone, ale nie robi nic, zeby cos zmienic. Jedyne co mu przyszlo do glowy, to wdac sie w romans z kolezanka. Coz mam o tym myslec? Facet nie bierze zony na powaznie, bo pewnie mruczaco narzeka zamiast serwowac konkrety, czuje sie pewnie, ma zone zaklepana, wiec taplaja sie dalej w tym bagnie, nie robiac nic, bo on nic zrobic nie chce, nie chcial do tej pory.
                      • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 18:58
                        kag73 napisała:
                        > to jej maz ma problemy z seksem nie ona.

                        No właśnie a wy (Ty, Kitty i Bitch) zgodnym chórem radzicie autorce wątku nic z tym nie robić. No może nie nic - testować możliwości waląc na oślep. Nie wiecie w czym jest problem ale próbujecie radzić jak to naprawić? Robicie sobie z życia drugiego człowieka poligon doświadczalny dla własnego ego czy jak? Zrobiłyście sobie zakład która trafi?

                        Nie autorka wątku jest w posiadaniu odpowiedzi co stanowi problem i nie ma przez to klucza do rozwiązania. Nie powinna marnować czasu ani się zadręczać - życie ma jedno i w dodatku krótkie. Jak pan określi w czym jest problem (w pomocą specjalisty lub bez) to wtedy będzie można myśleć czy da się go rozwiązać. Przedtem radzenie czegokolwiek jest pozbawione jakiegokolwiek sensu.
                        • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 20:21
                          Nie wiem jak Bitch czy Kitty, mnie jak najbardziej chodzi o ratowanie jezeli jest co ratowac. Zeby ten facet, ktory od roku ja olewa, mial wystarczajaca motywacje, zeby sie otworzyc i zaczac cos robic. Do tej pory nie mial, bo nie robil nic.
                          Podobnie jak Bitch, doradzalam jej cos z tym robic a mianowicie pokazac facetowi jak powazna jest sytuacja i co traci...wtedy, jezeli kocha i mu zalezy, to sie obudzi i cos zrobi, bedzie walczyl i sie postara. Dla przyszlosci zwiazku powinien poczuc, ze pali mu sie grunt pod nogami i tyle.
                          I podobnie jak Ty uwazam, ze zycie jest za krotkie, zeby spedzac je z kims kto olewa Ciebie i Twoje szczescie. Ja znam kobiety, ktore kochaja na zaboj, za nic a ich mezczyzni co roz pozwalaja sobie na przerozne "uczynki" a one przebaczaja kolejny raz i kolejny i kolejny, ale szczesliwe jednak nie sa, bo po kazdym takim zdarzeniu pozostaje jednak gorzki posmak i uszczerbek na duszy.
                          • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 20:40
                            kag73 napisała:
                            > Podobnie jak Bitch, doradzalam jej cos z tym robic a mianowicie pokazac facetow
                            > i jak powazna jest sytuacja i co traci...wtedy, jezeli kocha i mu zalezy, to si
                            > e obudzi i cos zrobi, bedzie walczyl i sie postara

                            I zrobienie się seksualnie atrakcyjną przez bycie 'niedostępną' ma niby pomóc mu się 'obudzić'? I niby wtedy powie prawdę? A ona niby będzie potrafiła odróżnić ją od bajeczek, które teraz słyszy? Jassssne!
                            • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 21:08
                              Pomoc mu sie obudzic ma fakt, ze wlasnie skonczylo mu sie malzenstwo, bo go zona(mimo, ze go kocha!!) z domu wyrzuca i jest realna grozba rozwodu. Niedostepna ma byc fizycznie i emocjonalnie, zeby poczul strate.
                              I czesto tak jest, dopiero jak ktos cos traci, dociera do niego co "nagrzebal" i o co w tym wszystkim chodzi. I jezeli mu zalezy i kocha, to zrobi wszystko, zeby to odzyskac. Nie obchodzi mnie w tym momencie czy mowi prawde i co mowi, tylko co robi, co probuje zmienic, moze wspolnymi silami, ale ona musi widziec chec zmian.
                              • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 22:02
                                kag73 napisała:
                                > Pomoc mu sie obudzic ma fakt, ze wlasnie skonczylo mu sie malzenstwo, bo go zon
                                > a(mimo, ze go kocha!!) z domu wyrzuca i jest realna grozba rozwodu. Niedostepna
                                > I jezeli mu zalezy i kocha, to zrobi wszystko, z
                                > eby to odzyskac. Nie obchodzi mnie w tym momencie czy mowi prawde i co mowi, ty
                                > lko co robi, co probuje zmienic, moze wspolnymi silami, ale ona musi widziec ch
                                > ec zmian.

                                Podziwiam romantyczne wizje ale niestety nie każdy tak ma. Jeden walczy a inny topi smutki w kieliszku.

                                Pan ma PROBLEM a nie 'nagrzebał'. I to głębszy problem. Ty natomiast rzucasz ogólnikami, które de facto nic nie znaczą. 'Zrobi wszystko' czyli CO? Jakie KONKRETNE czynności podejmie? Potrafisz wymienić? Co KONKRETNIE zmieni - z czego na co? Potrafisz wymienić?

                                IMO cała ta szopka jest bez sensu bo autorka wątku nie jest specjalistą - nie będzie w stanie ocenić co rzeczywiście jest problemem a co wymówką. Nie będzie potrafiła odróżnić prawdziwych starań od fałszywych, prawdy od kłamstwa. Będzie się tylko szarpać, bić z myślami i ciągłymi podejrzeniami.

                                Czasowa separacja jest na pewno wskazana, chociażby, żeby ochłonąć. Potem fachowa pomoc. To nie jest oczywisty przypadek, żeby samemu strzelać na ślepo.
                                • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 22:24
                                  Mujer, okres masz czy co?:)
                                  Oczywiscie, ze rzucam ogolnikami, bo nie siedze w jego skorze, wiec nie wiem co jest jego problemem, on wie a skoro wie to bedzie wiedzial co moze zmienic albo o co zahaczyc.
                                  Ewidentnie sie z nia kochac nie chcial i nie dazyl do zmiany sytuacji chociaz wiedzial, ze zonie zalezy. I tak "nagrzebal", bo ma/mial problem a nie probowal z nim nic robic i "nagrzebal", bo sie za obca dupe zabieral. Twoim zdaniem to nie jest "nagrzebal"? Bo moim jest. Uwazasz, ze jego problemem jest, ze sie napalil na inna dupe? Nie, to nie jest jego problemem, to jest jego wina i dlatego "nagrzebal".
                                  Czasowa seperacja, tak, ale potem to pani decyduje czy daje panu szanse, jezeli ten chce cos zrobic/cos zmienic. Jezeli mu daje szanse, to nie czeka nastepnego roku az cos sie zacznie dziac, tylko ma swiadomosc, ze zycie ma tylko jedno i jakie sa jej priorytety.
                                  Problem jaki tutaj widze, to fakt, ze jej maz w ogole nie uwierzyl, ze to juz koniec, nawet jak mu to na poczatku powiedziala, uzanal, ze to tak sobie w nerwach gada. Widzisz, gdyby on chociaz to wzial na serio...
                                  Ciekawe, ze teraz moze sie z nia kochac, nie ma problemow z dochodzeniem, czy z erekcja. Czyzby u niego CHCIEC TO MOC? Nie chcial, to nie mogl. Byc moze. Moze wystarczyloby mu odciac internet i zwiazac rece:)?
                                  A dlaczego nie chcial, to wie tylko on jeden. Ona nie ma strzelac "na slepo", to on ma chciec i zakomunikowac a ona moze go wspierac.
                                  Pewnie, jak wola z psychologiem niech robia z psychologiem, bo na koncu konsekwencji dla niego nie bedzie zadnych, a to bardzo niedobrze.
                                  • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 22:42
                                    kag73 napisała:
                                    > Mujer, okres masz czy co?:)

                                    Nie - staram się pokazać jakie absurdy piszesz.

                                    > Oczywiscie, ze rzucam ogolnikami, bo nie siedze w jego skorze, wiec nie wiem co
                                    > jest jego problemem, on wie a skoro wie to bedzie wiedzial co moze zmienic alb
                                    > o o co zahaczyc.
                                    (...)
                                    > Czasowa seperacja, tak, ale potem to pani decyduje czy daje panu szanse, jezeli
                                    > ten chce cos zrobic/cos zmienic

                                    No właśnie - ogólniki, bo 'nie wiesz co jest problemem'. Czekać na znak tylko nie wiadomo jaki. On ma zrobić niesprecyzowane 'coś' a ona ma rozpoznać to 'coś' i stwierdzić, że to jest już prawdziwe 'coś' a nie 'coś-wymówka'.

                                    Ludzie mają tendencję do uciekania przed własnymi problemami szukania prostych wyjaśnień. Nie ma tu wpływu czy on ją bardzo kocha czy wcale. Może problem tak go przygniata (np. poważniejsze problemy z erekcją), że sam z siebie nie jest w stanie się z nimi uporać?

                                    Jeszcze raz Kag - ona NIE JEST SPECJALISTĄ. Skąd będzie miała wiedzieć, czy po np. miesiącu 'przemyśleń' mąż dojdzie do przyczyn problemu i jej je wyjawi? Skąd będzie wiedziała, że to PRAWDZIWY powód a nie zamydlanie oczu?

                                    > Ciekawe, ze teraz moze sie z nia kochac, nie ma problemow z dochodzeniem, czy z
                                    > erekcja. Czyzby u niego CHCIEC TO MOC? Nie chcial, to nie mogl. Byc moze. Moze
                                    > wystarczyloby mu odciac internet i zwiazac rece:)?

                                    Ależ to jest przecież STANDARDOWE zachowanie wobec możliwości utraty! Dokładnie tak jak napisałam wcześniej - pan się przestraszył to dał radę. Potem wszystko wróci do normy bo problem pozostanie nieprzepracowany.
                            • potwor_z_piccadilly Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 22:36
                              > I zrobienie się seksualnie atrakcyjną przez bycie 'niedostępną' ma niby pomóc m
                              > u się 'obudzić'?

                              No to co ona ma robić ?
                              Plują jej w twarz, a ta ma udawać ze deszcz pada ?

                              > I niby wtedy powie prawdę? A ona niby będzie potrafiła odróżni
                              > ć ją od bajeczek, które teraz słyszy? Jassssne!
                              >

                              A po cholerę sprowadzona do roli pudła kobieta ma czegokolwiek słuchać (płci męskiej też dotyczy, to uniwersalna reakcja). Dopóki facet się nie ogarnie, nie przypomni sobie jak kiedyś było, nie zrozumie że szukając za płotem, przegapia, krzywdzi ta co ma w domu i dopóki nie uzmysłowi sobie tego, że jego kobieta podobnie jak inne też posiada wdzięki, że kusi, uroda, kształtami i zapachem, no to chyba jest ślepcem.
                              Chociaż, nie uwłaczajmy ślepcom. Oni wiedzą co to, i jaką siłę oddziaływania na samca - prawdziwego samca, ma zapach kobiety.
                              www.youtube.com/watch?v=D2y3UOZ5MM4
                              Aha, zapomniałem że on ma problemy, powinien się leczyć, skonsultować objawy, móżdżek go boli, czy tak ?
                              Jeśli tak, jeśli sam - jak prawdziwy chłop, nie poradzi sobie z samym sobą, to ja mam dla niego odpowiednią kurację.
                              Proszę.
                              www.youtube.com/watch?v=7-3TQLTzj9I

                              Ponoć tu zaglądasz mężu z klapniętym.
                              No to, uważaj, jest przysłowie "dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie". Czytaj że jesteś na prostej drodze do przegięcia, a jak przegniesz, to dla odmiany jej na myśl o tobie będzie zbierać się na wymioty, a jak tak się stanie, to oooo, długa droga cię czeka i to bez gwarancji że dojdziesz. No, w końcu to my jesteśmy tą płcią brzydką. Czyli to nie nasza uroda otwiera nam drogę do ich serc, ciała, ogarniętych dzieci i posprzątanej chałupy.
                              Tu panu ku przemyśleniu jeszcze jedno "żyj tak, by inni przez ciebie nie płakali".
                              Jeśli nie potrafisz, to się naucz. Chyba kształcony jakoś jesteś.
                              Jeśli nie chcesz, to na kurację do patafianów.
                              Pozdrowienia.



                              • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 22:49
                                potwor_z_piccadilly napisał:
                                > skiej też dotyczy, to uniwersalna reakcja). Dopóki facet się nie ogarnie, nie p
                                > rzypomni sobie jak kiedyś było, nie zrozumie że szukając za płotem, przegapia,
                                > krzywdzi ta co ma w domu i dopóki nie uzmysłowi sobie tego, że jego kobieta pod
                                > obnie jak inne też posiada wdzięki, że kusi, uroda, kształtami i zapachem, no t
                                > o chyba jest ślepcem.

                                A uważasz, że to jest taki banalny problem TYLKO tego, że facet 'zapomniał', że ma w domu atrakcyjną, chętną babkę?

                                Tak z miesiąca na miesiąc nagle mu się odwidziała DO ZERA? Po 3 latach częstego seksu nagle coś się psuje i po pół roku facet robi sobie 5 miesięcy abstynencji? Znajduje chętną na 'dobry seks, którego mu brakuje'? A żonie mówi, że 'za bardzo ją kocha' żeby z nią uprawiać seks? Dla mnie to nie jest sytuacja jasna ani oczywista.
                                • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 23:10
                                  "Tak z miesiąca na miesiąc nagle mu się odwidziała DO ZERA? Po 3 latach częstego seksu nagle coś się psuje i po pół roku facet robi sobie 5 miesięcy abstynencji? Znajduje chętną na 'dobry seks, którego mu brakuje'? A żonie mówi, że 'za bardzo ją kocha' żeby z nią uprawiać seks? Dla mnie to nie jest sytuacja jasna ani oczywista."

                                  A Ty uwazasz, ze specjalista sila rzeczy czary mary, jasnowic, zajrzy do szklanej kuli i znajdzie odpowiedz? Zwlaszcza, jezeli facet w ogole nie bedzie chcial, zeby te odpowiedz znalazl?
                                  • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 23:28
                                    kag73 napisała:
                                    > A Ty uwazasz, ze specjalista sila rzeczy czary mary, jasnowic, zajrzy do szklan
                                    > ej kuli i znajdzie odpowiedz?

                                    Dentystę też tak traktujesz? Ginekolog to dla Ciebie 'jasnowidz'?

                                    A może to po prostu ludzie z wiedzą i doświadczeniem, którzy na podstawie opisanych objawów potrafią zadać trafne pytania i postawić dobrą diagnozę?
                                    • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 23:35
                                      Zab to zab, wszystko widac jak na dloni, nie ma sprawy...ale co mi w duszy gra...to juz inna sprawa i jak nie bede chciala to nikt sie nie dowie:) Moze to zle, ale nie jestem podatna na psychologow, sekty i inne wlpywy.
                                      • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 23:42
                                        Nie zrozum mnie zle, bonita, z racji na to, ze autorka beznadziejnie rozegrala sprawe, facetowi rzecz uszla plazem, jak najbardziej jestem za, niech ida do specjalisty, zeby bylo chociaz troche "nieprzyjemnie" dla niego, inaczej za szybko zapomni.
                                      • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 23.10.12, 08:21
                                        kag73 napisała:
                                        > Zab to zab, wszystko widac jak na dloni, nie ma sprawy...ale co mi w duszy gra.
                                        > ..to juz inna sprawa i jak nie bede chciala to nikt sie nie dowie:) Moze to zle
                                        > , ale nie jestem podatna na psychologow, sekty i inne wlpywy.

                                        Jeżeli nie będziesz chciała to nie odkryje ale szybko przejrzy, że nie chcesz tylko udajesz.

                                        To co proponujesz tylko jej zaszkodzi. Sama nie potrafisz określić CO ma zrobić i PO CZYM ma poznać, że to już jest prawda a nie kolejne zamydlanie oczu. Po prostu ma odstawić romantyczną focho-histerię i liczyć na Bóg wie co. Że pan się obudzi i wymyśli lepsze kłamstwo? Autorka wątku nie ma takiego zaplecza i z łatwością po prostu łyknie którąś kolejną bajeczkę.
                                        • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 23.10.12, 10:03
                                          Bonita, ja juz jej nic nie proponuje(oprocz tego specjalisty), bo ona juz zrobila po swojemu, tak jak umiala. Zachlysnela sie tym, ze nagle znow ma "cudowny" seks a wyladowala z mezem w lozku przede wszystkim ze strachu, ze jezeli teraz sie wycofa, to facio na 100% pojdzie w tango z ta kolezanka, wiadomo "mega seks". Rozumiem ja, to jak najbardziej ludzkie. Nawet specjalisty juz teraz nie bedzie szukac, bo to kupa zachodu jest, jak pisala, nie mieszkaja w kraju itp... I zreszta po co, juz jest przeciez wszystko w porzadku.
                                          Ja jej zycze najlepszego i nie bede na sile wmawiac, ze ma grac w pokera, bo to wyzsza szkola jazdy i nie dla wszystkich.
                                          Trzymam kciuki, zeby znow byli szczesliwa para i zyli dlugo i szczesliwie. Nic wiecj do powiedzenia nie mam.
                                          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 23.10.12, 10:22
                                            kag73 napisała:

                                            > Bonita, ja juz jej nic nie proponuje(oprocz tego specjalisty), bo ona juz zrobi
                                            > la po swojemu, tak jak umiala. Zachlysnela sie tym, ze nagle znow ma "cudowny"
                                            > seks a wyladowala z mezem w lozku przede wszystkim ze strachu, ze jezeli teraz
                                            > sie wycofa, to facio na 100% pojdzie w tango z ta kolezanka, wiadomo "mega seks
                                            > ". Rozumiem ja, to jak najbardziej ludzkie. Nawet specjalisty juz teraz nie bed
                                            > zie szukac, bo to kupa zachodu jest, jak pisala, nie mieszkaja w kraju itp... I
                                            > zreszta po co, juz jest przeciez wszystko w porzadku.
                                            > Ja jej zycze najlepszego i nie bede na sile wmawiac, ze ma grac w pokera, bo to
                                            > wyzsza szkola jazdy i nie dla wszystkich.
                                            > Trzymam kciuki, zeby znow byli szczesliwa para i zyli dlugo i szczesliwie. Nic
                                            > wiecj do powiedzenia nie mam.

                                            to zupełnie nie tak, nie wylądowałam w łóżku ze strachu tylko dlatego że tego pragnęłam od bardzo dawna..i dla mnie nie jest ważne czy by inaczej wylądował w łóżku z nią czy nie..co się stało wystarcza mi w zupełności...to po pierwsze..po drugie nie zrobiłam nic jak umiałam bo nie ma decyzji podjętej ani na tak ani na nie..bo ja nie umiem jej podjąć...bo ja nie wiem co jest prawdą,bo jak nie myślę to jestem na tak ale jak sobie przypominam co pisał to nie widzę szansy...więc raczej bez pomocy z zewnątrz może być ciężko, ale to On musi to wszystko zrobić jeśli chce cokolwiek ratować..to jemu musi zależeć bardziej
                                        • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 23.10.12, 10:21
                                          mujer_bonita napisała:


                                          > To co proponujesz tylko jej zaszkodzi. Sama nie potrafisz określić CO ma zrobić
                                          > i PO CZYM ma poznać, że to już jest prawda a nie kolejne zamydlanie oczu. Po p
                                          > rostu ma odstawić romantyczną focho-histerię i liczyć na Bóg wie co. Że pan się
                                          > obudzi i wymyśli lepsze kłamstwo? Autorka wątku nie ma takiego zaplecza i z ła
                                          > twością po prostu łyknie którąś kolejną bajeczkę.
                                          >

                                          Tu naprawdę nie chodzi o prawdę i nie chodzi o to żeby małego chłopca oduczyć kłamać. Ty bonita nic nie rozumiesz i niepotrzebnie wierzysz że zmienisz świat przy pomocy psychologa. Tu od początku chodziło o autorkę wątku i jej potrzeby, a konkretnie aby mężczyzna którego ona pragnie, pragnął jej też. U psychologa chcesz chłopczyka wytresować aby nie zdradzał swojej żony co nie muszę mówić że jest totalnym absurdem i się nie uda, a gdzie pożądanie się pytam, bo to jest jedyna prawda i jedyny fakt w relacjach intymnych i pożądania się nie da wzbudzić przez psychologa. Po co autorce wątku zresztą, nawet gdyby dało się męża ustawić do pionu - takie ochłapy jak uczciwość małżeńska, skoro nie kręci seksualnie swojego chłopa? Ona nie ma dziecka nie potrzebuje grzecznego rysia do przynoszenia pensji i wyciągania naczyń ze zmywarki tylko faceta który by ją chciał(normalne i zdrowe). I pożądanie to jedyna uczciwa przysięga i gwarancja bycia razem. O to należy zabiegać.
                                          • mujer_bonita Re: moja tragedia..ostatni akt.. 23.10.12, 11:02
                                            that.bitch.is.sick napisała:
                                            > Tu naprawdę nie chodzi o prawdę i nie chodzi o to żeby małego chłopca oduczyć k
                                            > łamać. Ty bonita nic nie rozumiesz i niepotrzebnie wierzysz że zmienisz świat p
                                            > rzy pomocy psychologa. Tu od początku chodziło o autorkę wątku i jej potrzeby,
                                            > a konkretnie aby mężczyzna którego ona pragnie, pragnął jej też.

                                            No oczywiście - bo odkrycie PRAWDY o tym DLACZEGO on jej NIE PRAGNĄŁ nie ma najmniejszego znaczenia. W ogóle o to nie chodzi. Trzeba leczyć tylko nie trzeba dowiedzieć się co.

                                            Psycholog/seksuolog NIE MA TRESOWAĆ. Ma pomóc odkryć co jest problemem. Bo od tego co jest problemem zależy, czy da się ten związek uratować czy nie. Może pan ma taką psychiczną blokadę, że nic się nie da zrobić? Nie pomyślałaś o tym? Może po chwilowym wzbudzeniu pożądania przez poczucie zagrożenia i sugerowaną przez Ciebie 'niedostępność' znów schemat się powtórzy? I co wtedy? Znów się szarpać?

                                            > Po co autorce wątku zresztą, nawet gdyby dało się męża ust
                                            > awić do pionu - takie ochłapy jak uczciwość małżeńska, skoro nie kręci seksualn
                                            > ie swojego chłopa?

                                            Pożądanie poczuciem zagrożenia można wzbudzić na bardzo krótką metę. Poczucie zagrożenia natomiast zabija związek. Ważna jest RÓWNOWAGA. Ale odbudowa związku w tym przypadku to i tak pieśń przyszłości bo na razie nie wiadomo dlaczego pan zdecydował się na wielomiesięczną abstynencję. Jakoś nie przekonuje mnie, że żona po paru latach nagle mu spowszedniała do zera. Jeżeli tak to za parę miesięcy znów spowszednieje i co wtedy - fundowanie sobie jeszcze silniejszych wrażeń?

                                            Dopóki nie wiadomo co jest problemem nie można go rozwiązać.

                                            --
                                            Uzależnienie
                                • potwor_z_piccadilly Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 23:21
                                  mujer_bonita napisała:

                                  > A uważasz, że to jest taki banalny problem TYLKO tego, że facet 'zapomniał', że
                                  > ma w domu atrakcyjną, chętną babkę?

                                  Bezapelacyjnie tak.
                                  Też mi się zdarzyło. Na krótko, bo w porę uzmysłowiłem sobie że małżonka ma boskie paszki i od tej pory z lubością się w nie wsysam, też.
                                  A tak w ogóle, to w końcu nam, mężczyznom natura przydzieliła rolę prowadzenia tego życiowego tańca, czyż nie ?
                                  Tu dla - miłych, a i też wojowniczych pań coś co lubię.
                                  www.youtube.com/watch?v=AvjExlAl18I
                                  Pozdrawiam.
              • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 16:52
                adriannan25 napisał(a):

                bo dlaczego szukał na zewnątr
                > z to pytam się cały czas i wszystkie odpowiedzi która znajduję nie dają wielkic
                > h szans naszej przyszłości

                Mnie sie to wydaje proste: szukam tam, gdzie jest najwieksze prawdopodobienstwo znalezienia odpowiedzi.

                A co jest "na zewnatrz"? Tam jest caly swiat, jest on mowiac dziecinnie, wiekszy niz ten "wewnatrz", logiczne jest zatem myslenie, ze tam sa jakies odpowiedzi.

        • aandzia43 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 20:16

          > Bez ironii, to częsta sytuacja o jakiej piszą terapeuci.
          > Zona zauważa że związek nie jest idealny dopiero jak odkrywa że mąż zaspokaja u
          > innej swojej potrzeby. Bo jej potrzeby były zaspokajane, a to że obiektywnie w
          > idać ż zewnątrz że się sypie to babki wypierają.

          Bez ironii za to ze zgrozą: jakimi drogami chodzi twoja logika, że z opowieści Adrianny wywnioskowałeś to, co wywnioskowałeś i przedstawiłeś nam powyżej? Znowu założenie (z tych ulubionych) nie pasujące do konkretnego przykładu? ;-)
      • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 14:50
        adriannan25 napisał(a):

        > dziękuję wszystkim za dobre słowa, rady i ochrzany też...bardzo mi pomogło że m
        > ogłam się tu wygadać i złapać perspektywę do tego wszystkiego
        >
        > cały weekend spędziliśmy na rozmowach i kochaniu..było cudownie..nie wiem co bę
        > dzie dalej...może się przestraszył jak zobaczył co rzeczywiście prawie stracił
        > i stwierdził że zrobi wszystko żeby to odzyskać, albo może jest wyrachowanym gr
        > aczem i myśli że może mieć i jedno i drugie, pewnie na krótką chwilę może, dopó
        > ki znowu by się nie sypneło i nie byłoby już co zbierać...tylko On wie jaka jes
        > t prawda..
        >
        > ta sytuacja odkryła że nasz związek nie był taki cudowny jak nam się wydawało,
        > że braliśmy wszystko za raz dane więc już tak będzie, że obydwoje czyliśmy się
        > bezpiecznie i nie potrafiliśmy rozmawiać o problemach, obawach i pragnieniach..
        > .mąż po kilku nieudanych próbach kompletnie wyparł seks z głowy i zajał się wsz
        > ystkim innym tylko nie tym..mnie przestał widzieć bo mu przypominałam o tym pro
        > blemie...i tak się jakoś kreciło aż się posypało...po tym co się stało mamy dwi
        > e opcje, albo będzie zupełnie inaczej i o wiele lepiej albo nie będzie wcale...
        > zobaczymy

        No i teraz jego zachowanie wydaje mi się bardziej zrozumiałe. Sypiasz z facetem który napala się na inną mając Cię w poważaniu, Ciebie przestałam rozumieć. Jesteś dostępna seksualnie bez względu na to co facio zrobi, czytelna jak otwarta książka, zdradzająca wszystkie tajemnice, wybaczająca i współczująca jak matka dziecku gdy się zmęczy kopiąc ją po kostkach. To jest relacja która prędzej czy później zaowocuje tym że kolega poszuka sobie kobiety która go będzie seksualnie ekscytować. Tak więc życzę powodzenia, postawa typu "miłość Ci wszystko wybaczy" charakteryzuje się zdradzającym samcem i klęczącą przed nim zakochaną idiotką, poczekamy kiedy Ci się znudzi ta zabawa.
        • loppe Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 15:10
          W każdym razie trudno to nazwac tragedię, a już na pewno nie da się tu mówic o ostatnim akcie.
        • aandzia43 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 22.10.12, 20:08
          Je
          > steś dostępna seksualnie bez względu na to co facio zrobi, czytelna jak otwarta
          > książka, zdradzająca wszystkie tajemnice, wybaczająca i współczująca jak matka
          > dziecku gdy się zmęczy kopiąc ją po kostkach.

          Zgadzam się z postem Bitch. Nasze prababki mawiały: "nie pokazuj chłopu całej dupy" (czy jakoś tak).
    • welcometopoland zakończcie tą farsę ! 23.10.12, 10:18
      Dziękujcie Bogu albo Allahowi że nie macie dzieci. Łatwo można to zakończyć.

      Życie jest zbyt krótkie by żyć z kimś "obcym" pod 1 dachem.

      W 90% przypadków jak facetowi się nie chce to albo ma 90 lat albo inną lalę :)
      • loppe Re: zakończcie tą farsę ! 23.10.12, 12:21
        www.youtube.com/watch?v=l-EHXPoF5iM
        • agam0 jak się czujesz? 30.10.12, 01:28
          cześć
          nie byłam w stanie śledzić całego wątku
          ale wiem że od zdarzenia upłynęło już trochę czasu
          jak to widzisz dzisiaj? jakieś nowe wnioski?
          jak się czujesz?

          czy bardzo Ci zależy na partnerze?
          wyobrażasz sobie życie bez niego?
          Gdyby zaangażowanie ciągle było silne- wtedy najtrudniej podjąć decyzję o rozstaniu - warto o związek zawalczyć. bo walczyć warto zawsze:) czego przykładem piłka nożna:)
          wtedy pozostawanie z partnerem ma sens
          czy jest możliwe że jego problemy z potencją wpływają na myślenie tworząc błędne koło?
          - nie sprawdzam się jako mężczyzna
          - nie mam ochoty na sex
          - winą mojego stanu jest partnerka z TĄ DRUGĄ byłoby inaczej
          odp. - nie byłoby
          ale mąż o tym nie wie, tkwi w pułapce którą sobie sam stworzył myśli że problemy seksualne mają swoje podłoże poza nim - a tak nie jest
          bezpiecznie jest pisać smsy - nic nie trzeba robić
          jeżeli chcesz ratować związek - postaw ultimatum - jest chętny do pracy nad sobą - prawdopodobnie nigdy już chętniejszy nie będzie- wykorzystaj to
          albo wyobraź sobie życie od nowa:) Z wypowiedzi które zamieszczasz jawi się osoba śmiała, lubiąca siebie i życie, zaradna - do takich jak Ty należy świat
          czego nie postanowisz są tu życzliwi którzy Ci kibicują
          pozdrawiam
          aga
          • adriannan25 Re: jak się czujesz? 30.10.12, 09:41
            Bardzo dziekuję za wszystkie słowa, i te życzliwe i te linczujące mnie, wszystkie są dla mnie bardzo ważne

            tak naprawdę nie było co pisać bo nic się nie dzieje..chyba w tym momencie o ile to w ogóle możliwe to czuję się jeszcze gorzej...minęły dwa tygodnie i nie nie ma, do tej pory ze mną poważnie nie porozmawiał, na moje pytania dlaczego chce ze mna być nie potrafi odpowiedzieć, mówi się że okropnie się boi tej rozmowy i unika jej jak może, wiec rozmawialiśmy nie za głęboko i głównie co ja czuje...jak o tym nie rozmawiam to On udaje że jest wszysto ok a jak o tym mówie to strzela fochy i myśli że ja mam jazdy i mi to przejdzie...

            czy bardzo mi na nim zależy? niestety strasznie bo inaczej by go już nie było ze mna od dwóch tygodni a tak to się męczę próbując to ratować jakoś...
            czy wyobrażam sobie życie bez niego? na chwilę obecną nie, ale nie potrafie sobie też wyobrazić życia z nim jeśli On chce kogoś innego i mnie oszukuje

            chyba właśnie wczoraj po raz pierszy do niego dotarło że mi to nie przejdzie i że dla mnie to już jest raczej koniec bo ja mu daje szansy każdego dnia od dwóch tygodni a On ich nie widzi..a najlepsze jest to że ja nie bawię się w podchody i nie oczekuję że facet się domyśli, ja mu czarno na białym napisałam czego chcę i On dalej tego nie robi...nie wiem czy nie umie o mnie walczyć, czy nie czuje tego czy mu po prostu nie zależy..ale chyba naprawde po raz pierwszy się przestraszył że ja tak na poważnie...

            • ina_nova Re: jak się czujesz? 30.10.12, 10:54
              Z tego co piszesz, facetowi jest super wygodnie. Ma żonę, która nie dość, że na niego leci, to jeszcze świata poza nim nie widzi, walczy o niego, jest wierna jak pies, nigdy nie odejdzie, podaje siebie na złotej tacy. No czego chcieć więcej? To jak sprawa przycichnie, kochająca żona nadal będzie robić maślane oczy, a pan już rozważniej, poszuka sobie na boku kręcącej go babki, i będzie git! No żyć nie umierać.

              Słuchaj, to tak nie działa. Jak komuś zależy, to tego nie ukrywa, nie zastanawia się, czy zabiegać, starać się, tylko to robi. A Twój facet ewidentnie ma to wszystko gdzieś, z Tobą na czela. Piszesz, że się przestraszył, a pewnie, że tak, kto by się nie bał, gdyby mu ktoś chciał rozpieprzać wygodne życie.

              Wiem, ze go kochasz, zależy Ci na nim, ale prawdopodobnie nigdy o tym nie zapomnisz, ta sytuacja bardzo Cię zraniła, a dokłada Ci mąż, który prawdopodobnie nie ma zamiaru niczego zmieniać. Dla waszego wspólnego dobra będzie lepiej żyć osobno. Naprawdę chcesz się męczyć? Czekać każdego dnia na gest, słowo, drżeć na dźwięk smsa, na myśl, że on jedzie w podróz służbową? naprawdę chcesz cierpieć? W imię czego?

              Takim zachowaniem, jakie teraz prezentujesz, niczego nie zmienisz, uwierz, bycie męczennicą prowadzi tylko i wyłącznie do zamęczenia siebie, a nie do otwarcia oczu mężowi. Rana po rozstaniu zabliźni się szybciej niż Ci się wydaje, a życie w związku w ciągłym poczuciu zagrożenia, to istna tortura przez długie lata.
              Pomyśl, zastanów się, czy napradę tego chcesz, ciągłej walki z wiatrakami.
              • kutuzow męski punkt widzenia 30.10.12, 14:29
                Jeśli autorka potrzebowała jakiegoś męskiego punktu widzenia (kogoś kto stanie się "adwokatem diabła"), to mam dla niej złe wieści. Jestem facetem i na tym forum często starałem się pokazać tą drugą stronę medalu, tutaj jednak w pełni się zgadzam z ina_nowa:

                " Z tego co piszesz, facetowi jest super wygodnie. Ma żonę, która nie dość, że na
                > niego leci, to jeszcze świata poza nim nie widzi, walczy o niego, jest wierna
                > jak pies, nigdy nie odejdzie, podaje siebie na złotej tacy. No czego chcieć wię
                > cej? To jak sprawa przycichnie, kochająca żona nadal będzie robić maślane oczy,
                > a pan już rozważniej, poszuka sobie na boku kręcącej go babki, i będzie git! N
                > o żyć nie umierać."

                Wrzuciłem całość bo nic dodać nic ująć w temacie.

                P.S. Może poza tym, że gostek czytając to forum ma tylko potwierdzenie, że ma autorkę w garści (która świata poza nim nie widzi).
                • adriannan25 Re: męski punkt widzenia 30.10.12, 14:40
                  Dzięki wielkie za ten męski punkt widzenia, ja też po tym co tu czytam na forum jestem niestety pewna że to chodzi tylko właśnie o wygodne życie..bo pytanie "dlaczego chcesz być ze mną" zadałam ze sto razy przez ostatnie 2 tygodnie i ani razu nie dostałam odpowiedzi..wygląda na to że chociaż przestał kłamać, po prostu nie ma nic więcej do powiedzenia

                  aktualnie jestem w takim nastroju że jeśli to potrwa jeszcze kilka dni to mój mąż do końca tygodnia się wyprowadzi, do czego chyba dążę jak mogę

                  tak, nie widziałam poza nim świata, teraz generalnie tak samo spoglądam na naszą przyszłość, jak jakieś science fiction

                  najlepsze jest to że niby tak okropnie kocha i tak okropnie się będzie starał a wystarczy jedna moja złośliwa uwaga żeby strzelił focha i się nie odzywał cały dzień
                  • that.bitch.is.sick Re: męski punkt widzenia 30.10.12, 14:47
                    adriannan25 napisał(a):


                    > najlepsze jest to że niby tak okropnie kocha i tak okropnie się będzie starał a
                    > wystarczy jedna moja złośliwa uwaga żeby strzelił focha i się nie odzywał cały
                    > dzień

                    bez sensu tak jedną nogą tu drugą tam, tylko niszczysz wasze relacje, że na końcu staniesz sie dla niego wredną suką, totalnie aseksualną. Jeśli dążysz do totalnej degrengolady to ciągnij to dalej ale nic nie będzię oprócz wzajemnego wylewania żalów, co powoduje że każda rysująca się na horyzoncie kochanka jest oazą dobra, spokoju i rozkoszy a ty: zrzędzącym babskiem. Mowiłam Ci, że to nic Ci nie da, nikogo nie stać na "dawanie szansy" to bzdura, wylewanie żalów was zniszczy. Czemu wy się ludzie upieracie na tkwienie w tej waszej hipokryzji. A mogłabyś go odzyskać i odegrać się podwójnie jakbyś była mądra. Niestety nie jesteście mądre, przepraszam za prawdę. Ach, dlatego kobiety były pod butem.
            • bcde Re: jak się czujesz? 30.10.12, 15:30
              >minęły dwa tygodnie i nie nie ma, do tej pory ze mną poważnie nie porozmawiał, na moje pytania dlaczego chce ze mna być nie potrafi odpowiedzieć, mówi się że okropnie się boi tej rozmowy
              > i unika jej jak może, wiec rozmawialiśmy nie za głęboko i głównie co ja czuje.

              A co on ma ci powiedzieć? Sprawa się rypła, więc za bardzo ściemnić nie może, toteż milczy. Jak widać, nie zamierza cię przebłagiwać na kolanach. Powiedział, że cię kocha i na razie nie ma nic sensowniejszego do powiedzenia.
              Dlaczego chce z tobą być? To proste: ma kobiecą rękę w domu (posprzątane), ewentualne wsparcie z twojej strony (gdyby go naprawdę potrzebował), seks (którym wcześniej wzgardzał, no ale jak się nie ma co się lubi...). Swoje męskie ego na razie trochę nasycił pożądaniem innej kobiety, więc teraz chce uspokojenia sytuacji. Po co mu rewolucja, rozwód, tłumaczenie się rodzicom i znajomym?

              >a najlepsze jest to że ja nie bawię się w podchody i nie oczekuję że facet się domyśli, ja mu czarno na białym napisałam czego chcę i On dalej tego nie robi...nie wiem czy nie umie o mnie walczyć, czy nie czuje tego czy mu po prostu nie zależy..ale chyba naprawdę po raz pierwszy się przestraszył że ja tak na poważnie...

              Tzn. czego chcesz? Cóż on ma zrobić? On nie jest widać z tych walczących o kobietę (albo może o ciebie). Może wie, że nie wypadłby zbyt wiarygodnie i nie chce robić szopki. Przestraszył się, bo myślał, że trochę czasu załatwi sprawę, a wygląda na to, że sytuacja w domu się tak szybko nie unormuje, a burzy to jego poczucie spokoju.
      • tygrys-bez-rys Dzieci? 30.10.12, 08:36
        Wielblad, coscie sie tak tych dzieci uczepili. Dzieci jako alibi? Jak nas poucza postepowa chora suka, dziecia mozesz zrobic aborcje, do sierocinca je oddaj czy cos.

        A co do tego ze kazdy facet to swinia ... i pijak i zlodziej to sie zgadza.
        • that.bitch.is.sick Re: Dzieci? 30.10.12, 09:50
          tygrys-bez-rys napisała:

          > Wielblad, coscie sie tak tych dzieci uczepili. Dzieci jako alibi? Jak nas poucz
          > a postepowa chora suka, dziecia mozesz zrobic aborcje, do sierocinca je oddaj c
          > zy cos.
          >
          > A co do tego ze kazdy facet to swinia ... i pijak i zlodziej to sie zgadza.



          Rozumiem że postęp upatrujesz pan w kolonizacji kobiecego ciała. Brawo, gdzie brakuje innowacji i rozwoju tam zawsze wracamy do wykorzystywania innych. Idźmy dalej, niech wszystkie kobiece organy będą znacjonalizowane i każdy będzie z nich korzystał w razie potrzeby. Np. biskup może potrzebować mojej nerki, dla ratowania jego życia - świętość życia przede wszystkim. To rozwiąże wiele obecnych problemów z którymi boryka się transplantologia, wielu zdrowych, wartościowych mężczyzn i dzieci czeka na przeszczepy - co z ich życiem? Im się też należy. Może od razu my kobiety oddamy im organy, czy wykorzystywanie tylko kobiecej macicy to nie marnotrastwo w dobie kryzysu? Mamy przecież jeszcze: mięso, krew, mózg, tkanki i organy....nie chcesz mojego organu? no dalej przecież chcesz..nawet wiem którego.
          • that.bitch.is.sick Re: Dzieci? 30.10.12, 10:10
            Jeszcze rozwiążmy tę asymetrię w nazewnictwie:
            Jeśli Ja: zwolenniczka prawa do aborcji, Ty zwolennik prawa do wykorzystywania kobiecych organów. Tak Cię będe nazywać, w skrócie: Obcy, ósmy pasażer Nostromo.
            • tygrys-bez-rys Mozesz mnie nazywac jak chcesz ... 30.10.12, 12:39
              ... pod warunkiem ze masz fajne cycki. I masz racje, z zebow zrobie sobie naszyjnik, a ze skory ben-ben.
              • that.bitch.is.sick Re: Mozesz mnie nazywac jak chcesz ... 30.10.12, 14:37
                tygrys-bez-rys napisała:

                > ... pod warunkiem ze masz fajne cycki. I masz racje, z zebow zrobie sobie naszy
                > jnik, a ze skory ben-ben.

                Co to znaczy "fajne"?
                • tygrys-bez-rys Wszystkie jestescie takie sam ... 30.10.12, 15:13
                  ... chcecie sluchaj o tym jakie jestescie fajne. Fajne to sa takie zeby je rznac szlo i se chwalic. Calosciowo ujmujace. Kompletnie kragle. Niezbednie falujce. Sprosne. Zadarte. Slone. Slodkie.
          • tygrys-bez-rys Kolonizacja Kobiecego Ciała 31.10.12, 11:07
            Nadałaś moim słowa swoje znaczenia. Posiadłaś i napełniłaś. Odnalazłaś się w męskiej roli, zstępujesz z piedestału kobiecości. Z wielkim smutkiem Ci racje przyznaje, kolonizacja kobiecego ciała, profanacja swietosci, rozpoczęło się i nie nam dane jest wybierać CZY, ale co z ta rzeczywistością zrobimy. Przykład podany przez Ciebie? Już motłoch nie traktuje boskiego kobiecego ciała jak relikwii. Oświecenie, że tak! Że może ciało kobiety być potraktowane jak męskie. Użyte, jako źródło części zamiennych. Użyte, jako mięso armatnie wojny 30-letniej. Użyte do rycia w ziemi w poszukiwaniu Uranu. Użyte do bezmyślnego walenie się po łbach w olimpijskich szrankach dla uciechy gawiedzi. Użyte dla postępu cywilizacji, na usłudze kaprysu bogini, kobiety postawionej na piedestale. Użyte …

            Pragnę Twojego organu. Jeżeli poczuwasz się, to bym był zobowiązany, jeżeli zapiszesz, polecisz swojemu prokurentowi, aby po zejściu, mam nadzieje nie prędkim, przekazał mnie Twoja wątrobę. Bo ja w imię cywilizacji, i w imię kobiet, aniołów doskonałości nazbyt wysoko postawionych żeby pełnić trywialna role jak moja. Ja na rubieży cywilizacji, poświeciłem swoja wątrobę, pijać w imię poprawy stosunków z rozmaitej maść Ruskim Przemytnika, Afrykańskimi Szamanami i Alfonsami Azjatami. Jeżeli znajdziesz w dobrać swego serce mnie godnym takiego daru, pamiętaj proszę 0 Rh-.

            Aloha
            PO
            Tyg-Rys
            • that.bitch.is.sick Re: Kolonizacja Kobiecego Ciała 31.10.12, 14:17
              Piedestał kobiecości prawicowego oszołomstwa, żywot mewy ze złamanym karkiem:), lisa w potrzasku i konia pod wierzch. Fascynujące. Do tego te teksty o piersiach, nie mów już wiem wszystko. Mam Ci ładne cycki i nie dam, niech szczeną w bezużyteczności. Wątroba, To byłby akt miłości jak gadał wasz papież JPII, mądrze nawet gadał ten fenomenolog, umiesz to odróżnić od przymusu czy Ci się wszystko w tym bełkocie pojebało?
              • tygrys-bez-rys Brak logiki substytuowany złotymi majtkami trening 31.10.12, 15:41
                W sprawie cyckow to ja siebie rezerwuje ostatnie słów, percepcja jest nieoderwalnym atrybutem mojego istnienia. Ze Ci się snowu cos wydaje? Ze masz fajne i ze nie dasz, ma się ni-yak to fizycznej rzeczywistości. W sprawie Cyckow obwiązuje cena rynkowa, problemem jest żeby cycki były do czegos przymocowane. Pierdolenie komunałów z piedestału kobiecości jest tanim rozwianiem, myślę ze stać Cię na więcej.

                Jaki on mój? Ten emocjo=analny prorok o niewątpliwym uroku. Jest po stokroć bardziej twój niż mój, mowa o słowiańskim temperamencie a raczej rosyjskiej duszy, utopi cywilizacji miłości, mitomańskiej wolności jednostki. Brak logiki substytuowany złotymi majtkami treningowymi i blichtrem medialnym.

                Przymusowi poddajesz się codziennie moje słodkie słonko, przechodzą przez pasy, płacąc podatki, słuchają wykładu, wreszcie, kiedy nawet siusiasz używając miejskiego systemu kanalizacji, oddajesz swoja wolność w zamian za OMFG Wygodę dnia codziennego. Krzykactwo na tematy aborcyjne jest tylko symptomem budzącej się niezgody na kunktatorstwo „nowoczesnej demokracji”, sterowanej prze emocjonalnych idiotow.
                • that.bitch.is.sick mówię wszystko i nic 31.10.12, 17:15
                  tygrys-bez-rys napisała:

                  . Krzykactwo na tematy aborcyjne jest tylko symptomem budzącej się
                  > niezgody na kunktatorstwo „nowoczesnej demokracji”, sterowanej prze
                  > emocjonalnych idiotow.

                  To akurat może znaczyć wszystko i nic, garść nieco trudniejszych słów zlepiona ze sobą bez ładu i składu. Te znudzone kury domowe mają się nabrać na Twoją rzekomą wielkość i nonszalancję, co za ziew.
                  I bez obaw, cena rynkowa moich cycków jest na pewno wyższa niż Twoich pseudo poetyckich wypocin:)
                  • tygrys-bez-rys Kocioł garnkowi 31.10.12, 23:52
                    Dzieki lola. Teraz to ja mogę conajwyzej polizac se szybę za która znudzene kury z wdziękiem ziarno dziobia. Zdemaskowalas mnie i moje wypociny. Jak jestes taka cwana dama sproboj sama coś mądrego napisać po 5 tygodniach picia.

                    Cycki, cycki to, cycki tamto, paranoja aborcyjna, cycki, histeria emancypacyjna, cycki, cycki . Lep na licealistów co ich będziesz linijka siec po dupie ubrana w kaszkiet i apaszkie. Ich nie trzeba histerycznie cyckami epatowac, mówisz masz.
    • irenka.pucikova Re: moja tragedia..ostatni akt.. 30.10.12, 12:25
      Zawsze moze byc gorzej!

      Wyobraz sobie, ze macie juz dziecko, albo dzieci, ze niestety ale sie rozwiedziecie, ze dzieci beda sie wychowywac w rozbitej rodzinie. Ty jako matka dostaniesz opieke i bedziesz uwiazana dzieciakami caly tydzien od rana do nocy. Weekendowy tata bedzie mial duzo czasu na nowe podboje (Ty wcale). Zalozy sobie nowa rodzine, a Twoje malutkie dzieci beda plakaly i pytaly "czemu tata sie wyprowadzil i czy juz ich nie kocha".

      Doroslych ludzi wychowuje sie przez ponoszenie konsekwencji. On jest dorosly i doskonale zdaje soebie sprawe, ze nie powinien sie wiklac w romans z dupa z pracy. Jesli jest taki slabo odporny, to moze nie powinien byl sie zenic, tylko jeszcze wyszalec.

      Mozesz to rozegrac na wiele sposobow. Najprosciej i najskuteczniej - wystawic walizki, a do dupy zadzwonic i grzecznie powiedziec, ze juz go moze sobie wziac, bo on wlasnie sie do niej przenosi. Mysle, ze czar zauroczenia wlasnie by prysl.
      Inne rozwiazania, typu rozmowy, terapie, to podziala tylko no dojrzale osoby.

      Jednak na mnie osobiscie teksty Twojego meza podzialaly by tak, ze nie widzialabym sensu dalej z nim byc. Bo po co?
      • ina_nova Re: moja tragedia..ostatni akt.. 30.10.12, 12:37
        > Doroslych ludzi wychowuje sie przez ponoszenie konsekwencji

        Dorosłych ludzi się nie wychowuje.
      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 30.10.12, 12:38
        irenka.pucikova napisała:

        > Zawsze moze byc gorzej!
        >
        > Wyobraz sobie, ze macie juz dziecko, albo dzieci, ze niestety ale sie rozwiedzi
        > ecie, ze dzieci beda sie wychowywac w rozbitej rodzinie. Ty jako matka dostanie
        > sz opieke i bedziesz uwiazana dzieciakami caly tydzien od rana do nocy. Weekend
        > owy tata bedzie mial duzo czasu na nowe podboje (Ty wcale). Zalozy sobie nowa r
        > odzine, a Twoje malutkie dzieci beda plakaly i pytaly "czemu tata sie wyprowadz
        > il i czy juz ich nie kocha".

        wczoraj mu powiedziałam dokładnie to samo..że już sobie nie wyobrażam z nim przyszłości..że i tak wcześniej okropnie bałam się być w ciąży przez moje problemy z tarczycą a teraz to już jest to kompletnie niemożliwe..nie zostane sama z dzieckiem na głowie bo On zadecyduje za parę lat że jednak jest gotowy żeby odejść

        > Doroslych ludzi wychowuje sie przez ponoszenie konsekwencji. On jest dorosly i
        > doskonale zdaje soebie sprawe, ze nie powinien sie wiklac w romans z dupa z pra
        > cy. Jesli jest taki slabo odporny, to moze nie powinien byl sie zenic, tylko je
        > szcze wyszalec.
        >
        > Mozesz to rozegrac na wiele sposobow. Najprosciej i najskuteczniej - wystawic w
        > alizki, a do dupy zadzwonic i grzecznie powiedziec, ze juz go moze sobie wziac,
        > bo on wlasnie sie do niej przenosi. Mysle, ze czar zauroczenia wlasnie by prys
        > l.
        > Inne rozwiazania, typu rozmowy, terapie, to podziala tylko no dojrzale osoby.

        zawsze mi się wydawało że będąc w małżeństwie trzeba niestety do niektórych rzeczy podejść inaczej niż bedąc tylko parą, o wiele więcej jest do stracenia..dlatego zanim zdecydujemy się to zakończyć chcę być pewna że zrobiłam wszystko ze swojej strony i że nie będę musiała nigdy myśleć "a co by było gdybyśmy zrobili jeszcze to" na wystawienie walizek mam jeszcze trochę czasu

        choć zdaję sobię sprawę że w naszym przypadku to jak próba reanimowania trupa...

        > Jednak na mnie osobiscie teksty Twojego meza podzialaly by tak, ze nie widziala
        > bym sensu dalej z nim byc. Bo po co?
      • tygrys-bez-rys Rozbita rodzina ... 30.10.12, 12:50
        ... to jest taka gdzie wszyscy maja porozbijane ryje, bo matka pije i bije a ojciec jest wspoluzalezniony albo viceversa. To tak w kwesti forlanej.
    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 10:03
      chyba wczoraj zakończyło się moje średnio udane ostatnio małżeństwo

      tak jak obiecywał w końcu ze mna porozmawiał, chyba się spodziewałam czegoś innego bo zaczął od "co jeszcze mam Ci powiedzieć, już Ci wszystko powiedziałem" więc początek średni..potem to już było że przecież nic się nie stało, że to było tylko kilka maili, że to nic nie znaczyło, że musimy do tego podejść racjonalnie i że ze mna się nie da rozmawiać bo jestem za bardzo emocjonalna (czyt. histeryczka)

      a ja byłam bardzo spokojna, powiedziałam że przez ostatnie dwa tygodnie dostawał szansę od nowa każdego dnia, że wszystko co teraz robi jest źle, że strzela fochy non stop i to po prostu nie działa i że ja sobie nie wyobrażam z nim przyszłości..On myśli oczywiście że walczy a ja po prostu się czepiam, bo przecież wg jego słów i tak zrobię co będę chciała więc nie ma sensu żeby On coś próbował

      poprosiłam żeby jej powiedział żeby wyprowadziła się z tego mieszkania (to mieszkanie znajomych) ale On nie chce jej robić problemów..więc walić co żona myśli, przecież co myśli nowa dupa jest ważniejsze..i to generalnie doskonale oddaje jak mnie traktuje
      a najgorsze że teraz ja mam ochotę się tam przejechać i jej to powiedzieć ;(

      no i tyle, powiedziałam że to koniec i ma się wyprowadzić i do tej pory spać na dole..powiedział ok..nie miał chyba za dużo problemów do przemyślenia bo dość szybko zaczął chrapać :( a ja jako cudowna żona nawet go dziś rano odwiozłam do pracy

      szczerze powiedziawszy mi bardzo ulżyło i nie mam już wrażenia jakbym miała coś zaciśnięte na krtani, sercu i dodatkowo ktoś mnie walił młotem w głowę
      • ruda_owca Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 10:14
        Uwazaj tylko, zeby nie dac sie teraz podejsc, ludzie sa zdolni do niesamowitych rzeczy, gdy im na czyms zalezy, a twojemu panu mezu moze bardzo zalezec na wygodnym zyciu.
        Nie wiem jakie macie mozliwosci finansowe, ale na wszelki wypadek przygotowalbym sie psychicznie np. na kupione bilety na samolot do Rzymu lub Paryza i oplacony hotel na weekend, do tego ogromny bukiet kwiatow i pieknie przygotowana mowa. Pomysl sobie co na ciebie dziala i wyobraz sobie, ze dokladnie te rzeczy sa wymienione w tej mowie. Przygotuj sie na wzbudzanie w tobie litosci, poczucia winy i na szantaz emocjonalny. To ze nie protestowal i szybko zasnal wcale nie musi znaczyc, ze odpuscil. Podjelas dobra, moim zdaniem, decyzje, teraz pozostaje tylko utrzymac ja w mocy.
        • loppe Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 10:21
          Paryż, Rzym? Decyzja? Przecież gołym okiem widać że wystarczy że partner słowo powie na miejscu i już!
          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 10:34
            loppe napisał:

            > Paryż, Rzym? Decyzja? Przecież gołym okiem widać że wystarczy że partner słowo
            > powie na miejscu i już!

            no już niestety dla niego nie...ze mnie można zrobić czasem idiotkę, zwłaszcza jak o czymś nie wiem, ale jeśli przeleje się miarka to po zawodach
            i tak sie stało..i nawet nie przez to co zrobił, ale przez jego zachowanie przez ostatnie dwa tygodnie, przez to co robił i mówił przez ostatnie dwa tygodnie, jak wiedział że mu się wali wszystko i zrobił jedno wielkie nic żeby to ratować bo był taki pewien że ja mam tylko histerie którą trzeba przeczekać
            • kag73 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 12:29
              No zaraz, jak to nic nie zrobil przez dw tygodnie? Przeciez z Toba sypial, czego nie robil juz od pol roku! Dla niego to moze bardzo wiele. Poza tym ma Cie w garsci, to pomyslal, ze przeczeka histerie i tyle. Chcieliscie psychologa czy cos i co nic nie bylo?
              Co tu robic? Abstarhujac od podchodow do nowej panny, lezy Wasze zycie seksualne od dosc dawna. Powiedzial, ze Cie kocha, problem w tym, ze seksu chce nie z Toba ale z inna. I tu jest problem, bo Tobie taka milosc zdaje sie nie podobac. Pytanie stad jak dlugo mozesz to pociagnac, bo to troche nedzna pociecha, ze ktos zapewnia o milosci a jednoczesnie olewa Twoje potrzeby i w dodatku szuka seksu gdzie indziej.

              • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 12:55
                kag73 napisała:

                > No zaraz, jak to nic nie zrobil przez dw tygodnie? Przeciez z Toba sypial, czeg
                > o nie robil juz od pol roku! Dla niego to moze bardzo wiele.

                no niby prawda ale jak się dobrze zastanowić bo ja to wszystko inicjowałam, więc nie może sobie przypisywać tego jako bardzo wiele z jego strony, no chyba ze to że się nie opierał to już dla niego dużo

                > Poza tym ma Cie w garsci, to pomyslal, ze przeczeka histerie i tyle. Chcieliscie psychologa czy cos i co nic nie bylo?

                dalej o tym wspomina, ale teraz twierdzi że ja chyba bym nie chciała więc nie sądzę żeby się zabrał za poszukanie kogokolwiek

                > Co tu robic? Abstarhujac od podchodow do nowej panny, lezy Wasze zycie seksualn
                > e od dosc dawna. Powiedzial, ze Cie kocha, problem w tym, ze seksu chce nie z T
                > oba ale z inna. I tu jest problem, bo Tobie taka milosc zdaje sie nie podobac.
                > Pytanie stad jak dlugo mozesz to pociagnac, bo to troche nedzna pociecha, ze kt
                > os zapewnia o milosci a jednoczesnie olewa Twoje potrzeby i w dodatku szuka sek
                > su gdzie indziej.
                >
                no właśnie już chyba dłużej ciągnąć tego nie potrafie..a najbardziej boli to że On nie widzi dalej problemu, że to co mi zrobił to najgorszy policzek jaki mogłam dostać, bo ja walczyłam z tym wszystkim tak długo ale On nie widział mnie jako partnera do łóżka ani do rozmów o problemach..i znalazł rozwiązanie problemów na boku i jeszcze chce żebym ja uwierzyła że to było nic..jeśli dla niego to było nic, to dla tego niczego właśnie sobie rozpieprzył małżeństwo
                • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 13:15
                  Adrianna, tez sie zastanawiam, czego on nie zrobil przez te ostatnie 2 tygodnie, a oczekiwalas? Mowilas ze mu wyluszczylas wprost, ale nam nie (chyba ze cos przeoczylam). Co to mialo byc? Czego nie zrobil?
                  • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 13:43
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Adrianna, tez sie zastanawiam, czego on nie zrobil przez te ostatnie 2 tygodnie
                    > , a oczekiwalas? Mowilas ze mu wyluszczylas wprost, ale nam nie (chyba ze cos p
                    > rzeoczylam). Co to mialo byc? Czego nie zrobil?

                    ok, juz pisze...generalnie były fochy, późne powroty z pracy, jak był te 4 dni na wyjeździe służbowym to nawet raz nie zadzwonił (nie był tam z nią btw), pisał tylko sprawozdania co robił i co będzie robił, nie było dobierania się, czekałam godzinami w wannie czekając aż przyjdzie, wolał komputer...a ja mu powiedziałam i napisałam czarno na białym czego chcę, choć oczywiście zdaję sobie sprawę że na pewno tylko czekałam na błąd z jego strony, ale co się dziwić, zaufania to teraz u nas w domu nie ma

                    od razu przepraszam bo długie ;) i pewnie mnie opieprzycie że się mu znowu podałam na tacy, ale mnie uczono że do facetów trzeba jasno i wyraźnie, oni nie czytają w myślach więc tak zrobiłam ale niewiele to zmieniło

                    ""wszystko w tym momencie zalezy tylko od Ciebie, Ty to wszystko spieprzyles (może nie spieprzyles ale na maksa skomplikowales), Ty to musisz wszystko naprawic..ja nie mowie ze nie zrobilam niczego zlego, na pewno zrobilam, wina zawsze zalezy na pol, nigdy bys tego nie zrobil gdybys był do konca szczesliwy ale nie dales mi mozliwosci zmiany ani zadnego sygnalu bo zadecydowales ze nie chcesz nawet o tym ze mna rozmawiac

                    wiec teraz musisz to wszystko odbudowac,a latwo nie będzie..ja ze swojej strony będę probowala Ci pomoc jak będę umiala, rozmowa, sluchaniem, proba nie odsuwania się od Ciebie, nie wariowania, nie oskarzania Cie i nie bycia zlosliwa (przynajmniej nie za często)

                    chcialabym zebys wiedzial ze nie będzie latwe bo jeśli rzeczywiscie problemem było to ze nie mogles skonczyc i ze naprawde dalej Cie podniecam i krece to można to naprawic ale ja chce meza który mi to udowodni i będzie o mnie zabiegal do konca zycia, bo na to zasluguje i chce być dla Ciebie jedyna i najwazniejsza…który nie będzie mogl ode mnie oderwac rak, który będzie mi wysylal swinstewka z pracy co mi zrobi jak wroci do domu i nie będzie ugotowane ;) który będzie mi wysylal smski ze o mnie mysli, teskni i nie może się doczekac az mnie zobaczy, który będzie mi mowil o swoich fantazjach i realizowal je ze mna, który mnie zwiaze i przeleci bo będzie miał na to ochote, albo cala wypiesci az oszaleje i będzie przy tym mowil jak mu się to podoba, który będzie się do mnie dobierac w samochodzie i wszedzie indziej, który będzie ze mna szczery jeśli jest cos co robie nie tak a co mogę robic lepiej, który mi będzie mowil co lubi robic w lozku i jak lubi być dotykany a jak nie i nie będzie się bal ze mnie urazi, bo jak inaczej mam być idealna kochanka dla Ciebie jeśli mi nie pokazesz czego chcesz? Widzisz ja nie potrzebuje pelnego aktu co godzine, nie potrzebuje się kochac po 10 razy dziennie (choc teraz chyba tak ;)) ale potrzebuje zebys caly czas mi dawal sygnaly ze o niczym innym nie myslisz, ze od czasu do czasu po prostu wsadzisz mi jezyk do buzi i paluszka do dziurki zebym wiedziala czego chcesz a ja będę caly dzien chodzila napalona jak piecyk (nawet samo pisanie o tym mnie kreci) możesz mi to wszystko dac? Możesz zwariowac na moim punkcie jeszcze raz?

                    I to nie będzie dla Ciebie latwe jeśli chcesz ze mna zostac ze strachu albo z innych dziwnych i nieszczerych powodow, bo nie będziesz w stanie tego wszystkiego robic jeśli nie będziesz tego pragnal i nie będziesz pragnal mnie, nie da się zmusic do takich rzeczy na dluzsza mete…bo jeśli chcesz zostac ale tak naprawde wiesz ze zawsze to co jest nowe i co może być przygoda będzie bardziej ekscytujace ode mnie to to wyjdzie wczesniej czy pozniej, bo jeśli się już mna po prostu znudziles, nie widzisz mnie w swoich oczach i glowie jako kochanki i masz w glowie inne rzeczy to ja to będę wiedziala wczesniej czy pozniej, bo jeśli będziesz myslal i pisal z kimkolwiek innym to wczesniej czy pozniej to się rypnie, zawsze się rypie, obydwoje o tym już teraz wiemy nawet jakbysmy się nie wiadomo jak bardzo starali żeby nie, bo jeśli nie wyobrazasz sobie spelniania ze mna swoich seksualnych fantazji to jak sobie wyobrazasz spelnianie innych? Takich jak dzieci, dom? Jaka to roznica? A co z moimi fantazjami? Dlaczego nigdy mnie o to nie zapytales? Nie interesuje Cie to?

                    Aha, i nie uzywaj wymowki ze nie piszesz do mnie nic z pracy bo jestes za bardzo zajety..wyslanie maila ze się o kim mysli i kogos kocha zajmuje kilkanascie sekund, jeśli tylko się chce…poza tym udowodniles ze dla chcacego nic trudnego bo do niej pisales w pracy wypracowania a byles pewnie jeszcze bardziej zajety

                    Wiec jeśli już teraz wiesz ze nie będziesz mogl tego zrobic bo wyrzuciles mnie ze swojej glowy już dawno temu i masz tam teraz co innego to miej odwage mi to powiedziec i poniesc tego konsekwencje, nie boj się ze mi sprawisz bol bo nie możesz mnie już bardziej zranic, najwyzesz jeszcze bardziej upokorzyc ale z tym sobie poradze…bo nie możesz mieć dwoch swiatow, bo dla mnie jest wszystko albo nic, myslalam ze zawsze było to jasne…wiec jeśli myslisz ze możesz mieć fuksa a teraz tylko wystarczy zebys się lepiej ukrywal to się tylko zastanow czy chcesz tak marnowac czas, bo to wyjdzie … zawsze wychodzi

                    I boje się tego wyjazdu Twojego okropnie, bo wiem ze chciales być tam z nia, bo wiem ze nawet jeśli bys chcial to nie uciekniesz od takich mysli ze co by było gdyby jednak ona tam byla, bo rzeczywiscie takie niespelnione marzenie jest najgorsze, bo już zawsze istnieje szansa ze będziesz ja do mnie porownywal i się zastanawial , bo skoro ona tak bardzo weszla Ci do glowy ze az tak bardzo straciles czujnosc to może to jest cos wiecej niż tylko przygoda a jeszcze sobie tego nie uswiadomiles, bo może stwierdzisz ze jednak chcesz to kontynuowac a po prostu lepiej się kryc..dlatego ten wyjazd będzie dla mnie koszmarem

                    Bo już nawet nie pisze jak straszne jest to ze ona z Toba pracuje, bo widzicie się calymi dniami, bo ona dalej jest chetna na przygode, a teraz to nawet bardziej bo wie ze nagle Ty się zrobiles niedostepny i będzie chciala sprawdzic czy może jednak da się Ciebie zdobyc? Ja bym tak myslala…a który facet potrafi się oprzec lasce która go adoruje, chce go zdobyc, a ona go kreci i mu się podoba?

                    Aha i jeszcze bardzo mnie boli Twoja aktualna reakcja na to wszystko, wydaje mi się ze zdajesz sobie sprawe ze grozi nam ze to się wszystko rozpadnie a Ty nie masz cierpliwosci jak pytam o cos po kilka razy, reagujesz nerwowo jak jestem zlosliwa, strzelasz fochy, mowisz ze się wyprowadzisz jak będę chciala choc oboje wiemy ze wtedy już nawet nie będziesz o mnie walczyl…chyba spodziewalam się czegos innego ;( nie wiem, może zebys plakal i mnie blagal a Ty jestes strasznie zimny i opanowany ;( to okropnie boli ;(

                    dlaczego Ty chcesz zostac? Pokaz mi…

                    Przepraszam ze to takie chaotyczne""

                    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 13:44
                      aha i On raczej już nie czyta forum, myślę że po kilku dniach kiedy się nic nie działo dał sobie spokój
                      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 13:50
                        dostał to przed wyjazdem w delegację i obiecał odpisać
                        ale oczywiście jak się coś żonie obieca że się coś zrobi to się zrobi i nie ma potrzeby przypominania o tym co 6 miesięcy ;))
                        tak mu właśnie zależy
                        • that.bitch.is.sick Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 13:56
                          adriannan25 napisał(a):

                          > dostał to przed wyjazdem w delegację i obiecał odpisać
                          > ale oczywiście jak się coś żonie obieca że się coś zrobi to się zrobi i nie ma
                          > potrzeby przypominania o tym co 6 miesięcy ;))
                          > tak mu właśnie zależy

                          Ale ty miałaś wątpliwości że mu nie zależy, skoro w myślach jebał się z inną laską? Te, takie bzdety to faceci nastolatkom wciskają a nie dorosłym kobietom. Szkoda że nie powiedział: kocham was obie:) to jest piękna męska deklaracja i w stu procentach szczera:) Na co ty liczyłaś, że facet nakręcony na inną laskę będzie o Ciebie nagle zabiegał? Przecież to albo udawane albo się nie uda. Chociaż teraz nowy początek. Nie domagaj się o coś czego on nie chce dać i czego nie ma dla ciebie teraz.
                          • loppe Re: moja tragedia..ostatni akt.. 31.10.12, 17:00
                            Taka luźna myśl - skoro wszystko już zdecydowane i stracone - czy Autorka nie mogłaby pro poublico bono wykonac kilku eksperymentów, np. strzelić go w pysk jutro? I zobaczyć co wtedy się dzieje w związku. Nigdy mnie nie uderzono ani ja.
                            • tygrys-bez-rys Zdajesz sobie sprawe? 01.11.12, 04:36
                              Lupus Familiaris napisał: "Nigdy mnie nie uderzono ani ja."

                              Zdajesz sobie sprawe ze jak ona jego, to Ty nie poczujesz?

                              Idz do baru bajkerow i uszyczpnij w dupe najwiekszego tam pijacego murzyna, w ryj dostaniesz prawie napewno ... no chyba ze mu sie spodobasz.
                          • urquhart skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 12:37
                            that.bitch.is.sick napisała:
                            > Ale ty miałaś wątpliwości że mu nie zależy, skoro w myślach jebał się z inną la
                            > ską? Te, takie bzdety to faceci nastolatkom wciskają a nie dorosłym kobietom. S
                            > zkoda że nie powiedział: kocham was obie:)

                            Hola, znasz może facetów co w myślach jebią się ciągle tylko z jedną laską?
                            • that.bitch.is.sick Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 12:55

                              >
                              > Hola, znasz może facetów co w myślach jebią się ciągle tylko z jedną laską?

                              Hola:), znasz pewnie ten stan nakręcenia na jedną, konkretną laskę?
                              • urquhart Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 13:18
                                that.bitch.is.sick napisała:
                                > Hola:), znasz pewnie ten stan nakręcenia na jedną, konkretną laskę?

                                Znam. Sprawia ze czujesz że żyjesz.
                                • that.bitch.is.sick Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 13:25
                                  urquhart napisał:

                                  > that.bitch.is.sick napisała:
                                  > > Hola:), znasz pewnie ten stan nakręcenia na jedną, konkretną laskę?
                                  >
                                  > Znam. Sprawia ze czujesz że żyjesz.
                                  >

                                  Słuchaj, tu moim zdaniem mamy do czynienia z takim przypadkiem. Żona jest piramidalnie głupia chcąc z tym rywalizować tu i teraz, a już tym bardziej żądać więcej uwagi od nabuzowanego fascynacją erotyczną samca.
                                  • hello-kitty2 Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 14:39
                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                    > Słuchaj, tu moim zdaniem mamy do czynienia z takim przypadkiem. Żona jest piram
                                    > idalnie głupia chcąc z tym rywalizować tu i teraz, a już tym bardziej żądać wi
                                    > ęcej uwagi od nabuzowanego fascynacją erotyczną samca.

                                    A ja bym spuscila z lancucha i siebie i jego, bez zalu i niech to sie wszystko pierdolnie o rzeczywistosc. To trzeba dac 'przezyc' a nie powsciagac. Sama tez bym sie rozpuscila. A potem sie zobaczy co z tego wyjdzie.

                                    A jak cie boli Adrianna to sie znieczulaj.
                                    • urquhart Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 15:12
                                      hello-kitty2 napisała:
                                      > A jak cie boli Adrianna to sie znieczulaj.

                                      A co z poczuciem własności?
                                      • hello-kitty2 Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 15:30
                                        urquhart napisał:

                                        > hello-kitty2 napisała:
                                        > > A jak cie boli Adrianna to sie znieczulaj.
                                        >
                                        > A co z poczuciem własności?

                                        Zartujesz czy sie pytasz? :)
                                    • prosty_facet Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 19:47
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Sama tez bym sie rozpuscila.

                                      Czy rozpuściła to to samo co puściła ?
                                      • hello-kitty2 Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 02.11.12, 20:07
                                        prosty_facet napisał:

                                        > hello-kitty2 napisała:
                                        >
                                        > > Sama tez bym sie rozpuscila.
                                        >
                                        > Czy rozpuściła to to samo co puściła ?

                                        Nie to samo ale z elementami.


                                  • aandzia43 Re: skoro w myślach jebał się z inną laską 03.11.12, 13:14
                                    . Żona jest piram
                                    > idalnie głupia chcąc z tym rywalizować tu i teraz, a już tym bardziej żądać wi
                                    > ęcej uwagi od nabuzowanego fascynacją erotyczną samca.

                                    O właśnie! I podobnie jak Kitty uważam, że trzeba samca zostawic sam na sam z jego fascynacją, a potem z konsekwencjami tej fascynacji, czyli z brakiem więzi z dotychczasową partnerką. Co się wykluje z tych Doświadczyńskiego przypadków, to się wykluje. Może będzie dalej dobry zwiazek, a może go w ogóle nie będzie. W każdym razie pudrowanie kupy, czyli latanie za olewającym chłopem to najgorsze z rozwaiązań.
                    • bcde Re: moja tragedia..ostatni akt.. 01.11.12, 01:48
                      Adrianna, dzięki, że ujawniłaś na forum tak osobisty list. To jest list rozpaczliwy. Niestety, jesteś jeszcze trochę za mało dojrzała i dość naiwna, co wynika zarówno z treści, jak i ze stylu. Znasz już trochę swojego męża i powinnaś wiedzieć, że takie słowa do niego nie trafią. Chciałabyś, żeby "starał się o ciebie", robiąc rzeczy, które on uważałby za szopkę w sytuacji, w jakiej jesteście. I to jeszcze z dnia na dzień, na pstryknięcie palcem. Oszukujesz się, że gdyby robił to, co napisałaś, to łyknęłabyś to wszystko w najlepsze? Chyba wiesz, że nie. To, że wasze małżeństwo się zawaliło, wiedziałaś pisząc pierwszy post w tym wątku. Pisząc ten list, miałaś być może jeszcze jakąś nadzieję, choć zupełnie irracjonalną. Teraz już wiesz, że "kto umarł, ten nie żyje". Przynajmniej z twojej perspektywy. Życzę ci wszystkiego najlepszego. Znajdź mężczyznę, o jakim marzysz i bądź szczęśliwa. Jesteś młoda i chyba im szybciej zakończysz to małżeństwo, tym lepiej. Pamiętaj, "tego kwiatu pół światu" i to jest dobry punkt widzenia dla obu płci.

                      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 01.11.12, 08:58
                        bcde napisał:

                        > Adrianna, dzięki, że ujawniłaś na forum tak osobisty list. To jest list rozpacz
                        > liwy. Niestety, jesteś jeszcze trochę za mało dojrzała i dość naiwna, co wynika
                        > zarówno z treści, jak i ze stylu. Znasz już trochę swojego męża i powinnaś wie
                        > dzieć, że takie słowa do niego nie trafią. Chciałabyś, żeby "starał się o ciebi
                        > e", robiąc rzeczy, które on uważałby za szopkę w sytuacji, w jakiej jesteście.
                        > I to jeszcze z dnia na dzień, na pstryknięcie palcem. Oszukujesz się, że gdyby
                        > robił to, co napisałaś, to łyknęłabyś to wszystko w najlepsze? Chyba wiesz, że
                        > nie. To, że wasze małżeństwo się zawaliło, wiedziałaś pisząc pierwszy post w ty
                        > m wątku. Pisząc ten list, miałaś być może jeszcze jakąś nadzieję, choć zupełnie
                        > irracjonalną. Teraz już wiesz, że "kto umarł, ten nie żyje". Przynajmniej z tw
                        > ojej perspektywy. Życzę ci wszystkiego najlepszego. Znajdź mężczyznę, o jakim m
                        > arzysz i bądź szczęśliwa. Jesteś młoda i chyba im szybciej zakończysz to małżeń
                        > stwo, tym lepiej. Pamiętaj, "tego kwiatu pół światu" i to jest dobry punkt widz
                        > enia dla obu płci.
                        >
                        wiem że to był list rozpaczliwy, to było przed jego wyjazdem służbowym, wtedy jeszcze naprawde miałam malutką nadzieję że On naprawdę mnie kocha, że naprawdę mnie pragnie tylko te problemy spowodowały że się tak pogubił...

                        teraz jestem już mądrzejsza..już wiem że On owszem chyba mnie kocha, ale tylko i wyłącznie na swoich zasadach, że nie będzie o mnie walczył bo mu się: nie chce, nie widzi sensu, nie zależy, nie potrafi..żadna odpowiedź nie zmienia mojej pozycji..na szczęście dla mnie mi to powiedział więc choć przestał karmić mnie złudzeniami że jest dla nas jakaś szansa

                        wczoraj były fochy bo powiedziałam że nie robię w domu nic a On poprosił żebym wyprała mu koszule..potem moje złośliwości, a potem już na spokojnie rozmawialiśmy i w sobotę zaczynamy porządkować nasze sprawy..obiecał że nie będzie robił złośliwości i problemów
    • prosty_facet Re: moja tragedia..ostatni akt.. 02.11.12, 00:12
      Boski tekst ;-)
    • anais_nin666 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 04.11.12, 16:40
      Czytam wątek i się uśmiecham. Jakbym czytała o sobie. Cudowanie, dawanie szansy, rozmowy, jego kocham, tylko ty i inne pierdy, a poza słowami nic, wielkie okrągłe NIC i kontynuacja romansu na boku:)
      Oczywiście jego też wciąz bolała głowa;)
      No i jestem rozwódką.
      I cieszę się, że to pasmo upokorzeń i jego nicnierobienia w kwestii ratowania związku (poza stałymi deklaracjami o miłości) za mną.
      A on (eks) z ową nic dla niego nie znaczącą osobą wciąz jest;) I chyba im dobrze.
      Myślę, że Twoja sytuacja jest bardzo, ale to bardzo zbliżona i obawiam się, że rozwiązanie może być jedno. Chyba, że potrafisz udawać, że bycie w trójkącie Ci odpowiada, ale zdaje się wizja trójkąta nie jest Twoją wizją, a jedynie Twego męża;)
      Powodzenia. I sił, bo dobrze wiem jak bardzo będą Ci potrzebne.
      • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 05.11.12, 08:22
        anais_nin666 napisała:

        > Czytam wątek i się uśmiecham. Jakbym czytała o sobie. Cudowanie, dawanie szansy
        > , rozmowy, jego kocham, tylko ty i inne pierdy, a poza słowami nic, wielkie okr
        > ągłe NIC i kontynuacja romansu na boku:)
        > Oczywiście jego też wciąz bolała głowa;)
        > No i jestem rozwódką.
        > I cieszę się, że to pasmo upokorzeń i jego nicnierobienia w kwestii ratowania z
        > wiązku (poza stałymi deklaracjami o miłości) za mną.
        > A on (eks) z ową nic dla niego nie znaczącą osobą wciąz jest;) I chyba im dobrz
        > e.
        > Myślę, że Twoja sytuacja jest bardzo, ale to bardzo zbliżona i obawiam się, że
        > rozwiązanie może być jedno. Chyba, że potrafisz udawać, że bycie w trójkącie Ci
        > odpowiada, ale zdaje się wizja trójkąta nie jest Twoją wizją, a jedynie Twego
        > męża;)
        > Powodzenia. I sił, bo dobrze wiem jak bardzo będą Ci potrzebne.
        >

        A ile trwało to cudowanie i dawanie szansy? Kiedy podjeliście decyzję o rozwodzie? Złapałaś go na kontynuowaniu romansu??
        • agusia3107 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 06.11.12, 16:21
          Adriannan25 i jak Twoje sprawy? Mąż się wyprowadził, to naprawdę koniec?
          Czytałam Was od początku i wiesz co? Łudziłam się, że twój mąż zmądrzeje, że wszystko zakończy się Happy Endem, niestety życie to nie film.
          A i muszę Ci powiedzieć, że podziwiam Cię za spokój, ja nie wiem czy potrafiłabym tak spokojnie podejść do sprawy. Nie wiem, czy już dawno nie pokazałabym tej laluni gdzie jej miejsce...wiem, wiem to trochę jak z przedszkola, ale tak działają na mnie emocje. A ty? ty pokazałaś spokój. Gratuluję Ci tej wytrwałości.
          • ina_nova Re: moja tragedia..ostatni akt.. 06.11.12, 16:27
            >Nie wiem, czy już dawno nie pokazałabym tej
            > laluni gdzie jej miejsce...

            Chyba sobie żartujesz.

            Kolejna nawiedzona, która swojego misia uważałaby za biedną, zmanipulowaną istotę, bezwolną i bezrozumną. Bo oczywiście to tylko i wyłącznie te lalunie są winne, a facet? No zła kobieta go przecież zepsuła, a mały robaczek co miał zrobić, no co? A przez myśl nie przejdzie, że np. lalunia nie ma pojęcia o istnieniu żony/dziewczyny nie?
          • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 06.11.12, 17:23
            agusia3107 napisała:

            > Adriannan25 i jak Twoje sprawy? Mąż się wyprowadził, to naprawdę koniec?
            > Czytałam Was od początku i wiesz co? Łudziłam się, że twój mąż zmądrzeje, że ws
            > zystko zakończy się Happy Endem, niestety życie to nie film.
            > A i muszę Ci powiedzieć, że podziwiam Cię za spokój, ja nie wiem czy potrafiłab
            > ym tak spokojnie podejść do sprawy. Nie wiem, czy już dawno nie pokazałabym tej
            > laluni gdzie jej miejsce...wiem, wiem to trochę jak z przedszkola, ale tak dzi
            > ałają na mnie emocje. A ty? ty pokazałaś spokój. Gratuluję Ci tej wytrwałości.

            mąż się nie wyprowadził, niby próbujemy ale ja jakoś się zaczynam strasznie dystansować i zaczyna mi to obojętnieć...chyba tylko czekam aż go złapię na czymś żebym mogła z czystym sumieniem to skończyć, bo nie wiem czy potrafię sobie z tym poradzić i wybaczyć/zapomnieć..więc mąż może i mądrzeje ale mleko się rozlało...ja nie potrafiłam sprawić żeby czuł się przy mnie mężczyzną, On sprawił że nie czuję się kobietą..jaki sens to ciągnać? pytanie retoryczne

            i nie jestem spokojna, to tylko tak wygląda, wszystko duszę w środku, w tym momencie interesuje mnie tylko tylko jeden temat, ale ile można to wałkować, zaględziłabym biegnego chłopa na śmierć...i tak wystarczają moje złośliwości żeby było ciekawie ;)

            a do laski mam wielką ochotę się do niej przejechać, chyba na razie duma mi na to nie pozwala, nie chcę zniżyć się do takiego poziomu choć nie mam ochoty jej zmieszać z błotem ani nic takiego..a laska wiedziała że On jest żonaty, sama jest zaręczona i chciała przygodę przed ustatkowaniem się, mam nadzieję że kiedyś poczuje się tak jak ja i wtedy zrozumie..ale to On niestety zapomniał że ma żonę i tylko do niego mogę mieć pretensje...
            • ina_nova Re: moja tragedia..ostatni akt.. 06.11.12, 23:31
              Nie chcę być zlym prorokiem, ale wydaje mi się, że jeszcze mocno dostaniesz w dupę w tym małżeństwie. Czemu nie utrzymałas swojej decyzji w mocy? Jeszcze ci mało? Wiesz, ze to prawdopodobnie bład? szkoda życia dziewczyno...
              • mona.123 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 08.11.12, 11:19
                Adriannan, moja przyjaciółka przechodziła podobny problem. Powiem tak, jeśli teraz dasz dojść do glosu sercu możesz stracić męża na zawsze. Pomyśl sobie, że Twój mąż to mąż przyjaciólki i postepuj z nim tak jak sama doradziłabyś przyjaciółce jak ma postępować z takim łotrem :) Problem mojej przyjaciolki trwa ponad rok a teraz jest rozwód. Ona nadal go kocha i jest skora go przyjąć gdyby tylko zmienił zdanie. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, ze dziewczyna jest wykorzystana pod względem finansowym i upokorzona ale może wlaśnie tego jej potrzeba żeby uleczyć się z toksycznej miłości. Nie staraj się walczyć z wiatrakami i mimo trudności nie trać głowy popadając w paranoję całej tej sytuacji. Do cholery jesteś KIMŚ WYJĄTKOWYM. Niezła kocica i w dodatku inteligentna :) Każdy mężczyzna mógłby jeść Ci z ręki a mąż robi sobie z Ciebie pośmiewisko. Jakim do cholery prawem? Wolno mu bo jest Twoim mężem?
        • anais_nin666 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 11.11.12, 11:44
          Adrianna, dawanie szans trwało wiele miesięcy (o naiwności!).
          Tak, kontynuował romans, a ja o tym dowiadywałam się nieustająo, bo się z tym nie krył. Latał z nią po mieście jakby byli już parą. Zresztą pewnie byli.
          • tygrys-bez-rys Widowisko nie może cierpieć 11.11.12, 14:19
            Dawanie szans , mediacja, rozumienie, wina obopulna. Pijac moje ukubione szoczu z okinawy poważnie uszkodzilem se mozg. W zwiazku z powyzszym czuje się jak dohtor ziwago i nadchodzą mnie pytania natury rodzicielskiej, jak córka wybić ze łba te wszystkie empatyczne ugrzecznione bzdety na temat "partnerstwa". Jak im wytłumaczyć ze chłopa za najmniejsze wykroczenie trzeba zjechać koncertowo jak psa, i wypierdolic jego szmaty bez valizy prze okno, bo inaczej zacznie mu się wydawać ze może rzeczywiście nic nie spieprzylem i nie ma czego naprawiać. Pozatym te smetne tercety przedstawicieli psychonalizy, czarnej magi i socjlogi ustawnej pierdolace o mediacji i zrozumieniu sprawiają ze widowisko miłości cierpi co mnie jako estecie wielce przeszkadza, czym jest wizyta w nocnym klubie bez dostania w pysk o swojej damy za obcinanie tanszych dup, lub poranne wyjście do pracy i nie znalezienie na masce swojego slicznego batmobilu wydrapanego pazurach napisu "urve łeb tej Twojej curvie".
    • adriannan25 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 29.11.12, 07:04
      witam wszystkich raz jeszcze..czas na update...

      przez ostatnie 6 tygodni było dawanie szansy - kolejny romantyczny weekend, romantyczne kolacje, spacery, rozmowy, seks...ale to wszystko było tak jakby bardziej z mojej strony, tak cały czas czegoś okropnie brakowało, tak za mało walczył, starał się i organizował..

      więc jak wczoraj odkryłam to na co czekałam od długie już czasu to poczułam ulgę..jest tak jak chciałam, dałam szansę, strarałam się i mogę ze spokojnym sumieniem powiedzieć sobie że zrobiłam wszystko..a co odkryłam??

      nową skrzynkę założoną po tym jak się wydało i pełno maili do niej..jest tam wszystko...kontynuacja romansu, maile, myślenie o sobie, wyjazdy, wspólne plany, cudowny seks....jego: jesteś dla mnie pierwsza i jedyna i nie ma żadnego naprawiania z żoną..a w tym samym czasie do mnie: kocham, z nią wszystko skończone, chcę o nas zawalczyć, chcę Ciebie, to była wielka pomyłka, nic przed Toba nie ukrywam...tak pisał do mnie jak był na wyjeździe z nią...

      jestem spokojna, przesłam wszystko na maila żeby sobie czytać jak zacznę za nim tęsknić...zaczynamy rozwiązywać nasze ostatnie wspólne sprawy które nas łączyły...ma się wyprowadzić jak najszybciej...

      jeśli ktoś ma rady jak teraz się zachowywać i jak to przetrwać będę wdzięczna...

      a wiecie co jest najgorsze?? że On się starał, że robił niespodzianki, romantyczne rzeczy, wyjazdy i maile ale nie do mnie..a teraz ja jestem ta zła bo jak zobaczyłam ile pieniędzy wydał na noc w hotelu na dziśiejszą noc z nią to skasowałam rezerwację :( bo to ja miałam być w takim hotelu, z 5 gwiazdkami, różami, szsmpanem i śniadaniem do łóżka...

      jak będzie mi ciężko zawsze mogę dorabiać jako detektyw ;)
      • notting_hill Re: moja tragedia..ostatni akt.. 29.11.12, 07:51
        Zuch dziewczyna! Dobrze, że miałaś jaja, żeby skonfrontować się z prawdą. Czy jest jeszcze ktoś, kto uważa, że to nieetyczne szpiegować współmałżonka, jeśli on odwala takie numery?
        Gdybyś tego nie zrobiła, łykałabyś te jego głodne kawałki i dalej łudziłabyś się, że wszystko jest ok.
        Trudno, jakoś to przeżyjesz. Będzie niefajnie przez jakiś czas, będziesz miała złamane serce, ale przebolejesz. Za jakiś czas.
        Ja dostałam jedną bardzo genialną w swej prostocie radę, gdy musiałam uporać się z rozpadem swojego małżeństwa- odnaleźć siebie sprzed tego związku.
        • ruda_owca Re: moja tragedia..ostatni akt.. 29.11.12, 19:51
          > Czy jest jeszcze ktoś, kto uważa, że to nieetyczne szpiegować współmałżonka, jeśli o
          > n odwala takie numery?

          Tak, ja. Bo cos nieetycznego nie przestaje takowe byc, gdy jest robione w odpowiedzi na cos nieetycznego. To sie nazywa relatywizm moralny. A i zeby nie bylo - rozumiem autorke i na jej miejscu zapewne zrobilbym tak samo, niemniej jednak nieetyczne to pozostaje.
      • hello-kitty2 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 29.11.12, 08:52
        Adrianna wspolczuje Ci.

        Jak chcesz zamknac ten rozdzial, to w jakims momencie poprostu przestan o nim myslec. Te mysli beda przychodzily i przelatywaly nad glowa jak ptaki, nie pozwol by Ci na glowie taki ptak usiadl. Odtracaj je i mysl o czyms innym. Jak najszybciej zacznij nowe zycie, bo szkoda Twojej mlodosci i urody na zamartwianie sie.
      • ina_nova Re: moja tragedia..ostatni akt.. 29.11.12, 11:23
        Nie cierpię tego robić, ale dla Ciebie to zrobię: a nie mówiłam? Mogłaś sobie oszczędzić kupy prykrości, gdbyś wcześniej utrzymała w mocy swoje postanowienie. No ale nic, czas minął, przekonałaś się, że facet się nie zmieni (nikt się nie zmienia na zawołanie, ale to pewnie zapamiętasz już do końca życia...). Jak przetrwać? Nie wiem, upłynie jeszcze więcej czasu, wrócisz w końcu do równowagi za to znacznie mądrzejsza życiowo.
      • gk-63 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 01.12.12, 19:23
        poinformuj jej narzeczonego/pokaż mu to co znalazłaś/jej wyśli to co pisał do ciebie.To co przeczytałaś wydrukuj i schowaj-przyda się w sądzie.
        • agam0 Re: moja tragedia..ostatni akt.. 21.01.13, 14:21
          witam
          przede wszystkim najlepszego w Nowym Roku
          mam nadzieję że większość kłopotów już za Tobą
          napisz proszę jak wygląda sytuacja
          i pamiętaj że masz na tym forum liczną grupę osób która Ci dobrze życzy
          bez względu na decyzje jakie podjęłaś
          pozwodzenia
          Aga
Inne wątki na temat:
Pełna wersja