Nigdy nie było mi tak smutno

29.10.12, 21:53
Pierwszy raz, gdy rozmowa ze znajomymi zeszła na seks, sexshop, odpaliłam stronę i szyko zamknęłam. Nie chcę oglądać bielizny, afrodyzjaków itp. Mam 31 lat, 3,5 roku związku, od ponad pół roku mieszkamy razem. Seks uproszę raz w miesiącu. Potem mówię, że było super, żebyśmy to robili częściej, ale dalej nic się nie dzieje. Wybyłam sobie z głowy mój temperament, nigdy bym nie pomyślała, że będę miała taki problem. Przerabiałam już depresję, ale chyba nawet wtedy nie czułam takiego smutku w środku. Jestem domowym robotem, bez seksu, rozmów, w ogóle bez zainteresowania. Gdybym kotokolwiek opowiedział o mi takich objawach u faceta, powiedziałabym, że na bank ma kochankę. A on chyba nawet tego nie ma. Nie wiem nawet czy jeszcze mam ochotę na seks. Czasami, ale taką fizyczną, częściej po prostu przypominam sobie, że to było coś fajnego, coś, co było dla mnie ważne. Idę na zakupy, żeby poprawić sobie humor i odkładam bieliznę czy perfumy na półkę, bo po co mi to, po co sobie przypominać, że jestem kobietą. Chcę obejrzeć film, ale unikam czegoś o miłości. Miałam ochotę na książkę erotyczną, ale boję się wziąć do ręki. Po co się budzić?
    • marek.zak1 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 29.10.12, 22:05
      Co sie stało? Ja jestem 35 lat po ślubie i ciągle jest fantastycznie 3-4 razy w tygodniu. Napisałbym coś wiecej ale moderacja już wykasowała kilka postów, więc zostanę na tym.
      Pozdr. Marek
      • aandzia43 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 07.12.12, 15:47

        > Co sie stało? Ja jestem 35 lat po ślubie i ciągle jest fantastycznie 3-4 razy w
        > tygodniu

        A co to może obchodzić naszą bohaterkę? :-O Jak to się ma do jej problemu?
    • zyg_zyg_zyg Re: Nigdy nie było mi tak smutno 29.10.12, 22:10
      > Po co się budzić?
      Po to, że i tak się obudzisz - prędzej czy później. Tylko jeśli stanie się to później, to będziesz mieć pięć dych na karku i najlepsze lata za sobą. A teraz masz duże szanse ułożyć sobie życie z kimś, z kim będziesz spełniona i szczęśliwa. A nie z kimś, przy kim musisz kneblowac siebie, zabijać swoje pragnienia i potrzeby, żeby przetrwać kolejny dzień.
      Wiesz chociaż, co Cię przy nim trzyma?
      • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 29.10.12, 22:16
        Wiem i nie chce mi się o tym gadać. I nie wierzę, że bym sobie ułożyła. Jakoś wczesniej sobie nie ułożyłam, kolejka chętnych się nie ustawiała.
        • hello-kitty2 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 29.10.12, 22:52
          iwantyoutoo napisała:

          > Wiem i nie chce mi się o tym gadać. I nie wierzę, że bym sobie ułożyła. Jakoś w
          > czesniej sobie nie ułożyłam, kolejka chętnych się nie ustawiała.

          No co ty? Nad grobem stoisz?:) Faceta do lozka sobie nie znajdziesz? Kupuj ta lingerie, perfumy, ponczochy koniecznie do paska, paski koniecznie wpinajace sie w tylek, ponczochy koniecznie zsuwajace sie, dopasowana kiecke, wrzuc na to plaszczyk, przejdz sie w tym po miescie poznym wieczorem w piatek, poczujesz sie nago, zapewniam. Jak sie poczujesz nago w miescie zapragniesz faceta, otworzysz sie i samo sie potoczy.
          • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 29.10.12, 23:16
            Za zimno na spacery. Różne miałam etapy w życiu, wcześniej odpowiedniego faceta nie znalazłam, byłam już kilka lat sama, potem miałam sporo adoratorów, a zdesperowana myślałam za każdym razem, że mu na mnie zależy i płakałam co miesiąc po kolejnym. To ja już dziękuję. A rozstanie byloby dla mnie trudne logistycznie, musiałabym zrezygnować z czegoś, na co długo czekałam i nie chcę wracać, skąd przyszłam.
            Nie wiem, po co napisałam, nawet to forum omijam, bo nie chcę czytać podobnych historii i porad "rzuć go". Oszukuję się, że może wrócić to, co było.
            Nie czuję się atrakcyjna, wiem, że mniej dbam o siebie. Trafiło mi się małe zauroczenie w lato, kolega z pracy. Zajęty, niezainteresowany, ale miałam przez chwilę motywację, żeby zakładać sukienki i obcasy. Tylko zanim mój facet wrocił do domu, to już wskakiwałam w szlafrok przed snem. Wszyscy mówili, że świetnie wyglądam, kwitnę, zakochałam się czy co, tylko on nie zauważył. Przeszło mi szybko, odechciało mi się pindrzyć, zresztą dotarło do mnie, że gdybym miała ochotę na romans, to nie miałabym u tego kolegi szans. Nie chciałam, wszystko było w mojej głowie, ale świadomość, że mogę się komuś podobać to co innego niz świadomość, że mi się ubzdurało.
            A z obecnym albo nuda, on w swoim pokoju, ja właściciwe sama. Pomoc jak poproszę dziesiąty raz albo się wkurzę. O seksie to już raczej mówię na zasadzie złośliwego dogadywania, że my tego nie robimy. Powiedziałam jak się czułam na tych zakupach. Pogłaskał mnie po głowie. Ten sam facet, który zawsze w żartach mówił, że przekonałam go, że chce być ze mną jak na początku znajomości zasugerowałam (myślałam, że się nie domyśli, o co mi chodzi, głupia:), że dobrze robię loda. Przy nim straciłam to zainteresowanie.
            • hello-kitty2 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 29.10.12, 23:35
              iwantyoutoo napisała:

              A rozstanie byloby dla mnie trudne logistycznie
              > , musiałabym zrezygnować z czegoś, na co długo czekałam i nie chcę wracać, skąd
              > przyszłam.

              A dlaczego masz wracac skad przyszlas? Ja tez nie zmienialam nazwiska po pierwszym mezu na panienskie, pomyslalam sobie, ze bezposrednio zmienie na nazwisko drugiego meza :)
              Jesli to jest czego chcesz.

              A co ma z tego zwiazku twoj obecny facet? O co mu chodzi?

              • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 29.10.12, 23:53
                Nie mam pojęcia, co on ma. Podobno mnie kocha. On chciał tego związku, on chciał mieszkania razem. Tzn. chciał tego wszytskiego wczesniej niż ja. W kłótni wyszło na to, że nie ma nic, tylko traci, głównie swoją wolnośc, możliwość spędzania życia przy komputerze, robienia, co chce. A tu baba plącze się po domu, zmusza do sprzątania, do siedzenia z nią, domaga się, żeby obejrzał z nią film, zakupy zrobił, podchodzi, kiedy on czyta coś w internecie i się przytula. Fuj. I zrzędzi, że on nic nie robi. Sprząta sobie, gotuje, jeszcze zmusza, żeby biedak z nią zjadł raz w tygodniu.
                Nic nie ma ze mnie. Nie ma sprzątania, bo jemu wisi, że ma posprzątane, wcześniej nie miał i było ok. Gotowania nie ma, bo doskonale umie iść do sklepu, knajpy i kupić sobie kiełbasę, to mu wystarcza. Seksu nie ma, bo widać nie potrzebuje. Towarzystwa nie ma, bo wchodzi do domu, bierze kielbasę z lodówki i zamyka się w pokoju, bo musi. Zawsze musi, zawsze ma mnóstwo pracy, może w przyszłym tygodniu będzie miał mniej... Czasem ma tyle pracy, że zrezygnuje ze swoich cotygodniowych przyjemności, ale to rzadko, zwykle mu się odstresować, więc wróci o 22, czasem o 2. Swoje zajęcia planuje, pamięta o nich.Chyba logiczne, że trening czy gra na komputerze odstresowuje bardziej niż baba. Człowiek jest tak zmęczony, że zeżre to, co pod nos podstawią, krzyknie jeszcze wcześniej "ZARAZ", bo baba domaga się, żeby sie oderwał od komputera, bo ona 3 godziny przy garach stała i wraca do komputera do nocy. A potem wraca wczesniej, żeby się nie czepiała i jej się dalej nie podoba, bo zaśnie o 16 i śpi do rana, przecież wcześniej nie spał prawie całą noc.
                • hello-kitty2 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 30.10.12, 00:05
                  Tez bym zjadla polskiej kielbaski :)

                  Droga autorko, przestan z tym sprzataniem i gotowaniem, znajdz sobie szybko jakis przyjemny nawyk, uskuteczniaj go przez jakis czas, a potem zastanowisz sie co dalej. Bo narazie to jestes remote controller tylko nie wiem w czyjej rece.
                • brak.polskich.liter Re: Nigdy nie było mi tak smutno 30.10.12, 08:15
                  iwantyoutoo napisała:

                  > Towarzystwa nie ma, bo wchodzi do domu, bierze kielbasę z lodówki i zamyka się w pokoju, > bo musi

                  Moze on tej kielbasy uzywa w celach autoerotycznych? W sumie, to by wyjasnialo brak potrzeb seksualnych ;)

                  A powaznie - odpowiedz sobie pytanie, co takiego daje Ci ten facet, ze zeby przy nim trwac decydujesz sie klasc sie do erotycznej trumny, robiac przy okazji za zywego mopa?
                  Masz ambicje dostac medal za poswietnictwo-cierpietnictwo? Sadzisz, ze ktokolwiek doceni sprzatanie i "stanie przy garach 3 godziny", o ktore nikt Cie nie prosi? Pomnik Ci postawia?

                  Jesli tak - to nies dalej swoj krzyz i cierp na zdrowie. Kazdemu jego porno, masochistom tez.
                  A jesli nie - to wkurw sie w koncu raz a porzadnie i wez sie ogarnij.
          • prosty_facet Re: Nigdy nie było mi tak smutno 09.11.12, 23:11
            hello-kitty2 napisała:
            > przejdz sie w tym po miescie poznym wieczorem w piatek, poczujesz sie
            > nago, zapewniam. Jak sie poczujesz nago w miescie zapragniesz faceta, otworzysz
            > sie i samo sie potoczy.

            obawiam się hello-kity2 że w Polsce to się może skończyć gwałtem - na niej .....
            • basiulek5 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 14.12.12, 00:28
              Nie gniewaj się,ale chyba naprawdę jesteś wieśniakiem pod względem mentalności,skoro masz takie słownictwo.
              Wracając do meritum:gdy ktoś ją będzie próbował gwałcić,na pewno z nim nie zostanie.Jest jeszcze coś,co się nazywa "klasą mężczyzny" ,ale świat na tych właściwościach niestety stoi,więc ona musi mieć świadomość,że się podoba.
          • basiulek5 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 14.12.12, 00:18
            Bardzo dobra rada!Tak,czy owak,zajmij się sobą,idż do psychologa,terapeuty,koleżanek-i pogadaj o tym,że ze strachu jesteś z kimś,nie z miłości.I spraw,żeby to się zmieniło.
        • kag73 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 29.10.12, 22:56
          Hmm, ale teraz tez nie jestes szczesliwa, wiec po co marnowac czas. Jak bedziesz sama, przynajmniej nie bedziesz sie czula "robotem domowym" i bedziesz wiedziec i rozumiec dlaczego nie masz seksu. Teraz niby masz faceta a i tak sie smutasisz. Jak nie bedziesz go miala, to chociaz bedziesz miala szanse znalezc kogos innego. Uwierz mi, w Twoim wieku bycie z niewlasciwym facetem jest po prostu strata czasu.
    • dreemcatcher Re: Nigdy nie było mi tak smutno 30.10.12, 08:30
      a na co ty czekasz aż się dziecko pojawi i w takiej patologii go będziesz wychowywała.
      Zdajesz sobie sprawę że życie marnujesz, lepiej nie będzie, ładniejsza nie będziesz ani młodsza. Już teraz nie zależy ci na wyglądzie, myślisz że mając zaniedbaną żonę facet napalony się na ciebie rzuci? to się nie odmieni będzie coraz gorzej, facet mówi ci wprost ze sie dusi w tym związku ..... pora wyciągnąć wnioski
    • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 30.10.12, 09:52
      iwantyoutoo napisała:
      Gdybym kotokolwiek opowiedział o mi takich objawach u faceta, powiedziałabym, że na bank ma kochankę.

      U mnie na odwrót, wzrost zachowań propartnerskich i w ogóle energii gdy jest kochanka; wyraźny wzrost zadowolenia głównej partnerki. Sorki za ten drobny wtręt, współczuję, nie potrafię Ci pomóc.
    • that.bitch.is.sick Re: Nigdy nie było mi tak smutno 30.10.12, 09:56
      Tylko mówię od razu, żeby uprzedzić inne panie. KOchanek nie jest rozwiazaniem. Jeśli zaczniesz z desperacji dawać d. ..sorry my french to zostaniesz tylko dziwką jakiegoś mężczyzny. O to chodzi od zarania dziejów, tak sobie samce radzą z nudą w monogamicznych układach. Wielu ewolucjonistów mówi o tej strategii. Mamy monogamię oficjalnie a po cichu wymieniamy się partnerkami bez zaangażowania. Sukces kobiety to zaangażowanie mężczyzny. Dlatego tak się źle czujesz, bo twój facet nie jest zaangażowany w adorację Twojej osoby, ma to co chce i nie chce mu się. Po co, powiedz po co ma się starać?


      Idę i myślę i nie wiem co myśleć
      Myśli jak uderzenia bata...
      Brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
      To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks,
      • niezapominajka333 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 31.10.12, 08:43
        "....A powaznie - odpowiedz sobie pytanie, co takiego daje Ci ten facet, ze zeby przy nim trwac decydujesz sie klasc sie do erotycznej trumny, robiac przy okazji za zywego mopa?
        Masz ambicje dostac medal za poswietnictwo-cierpietnictwo? Sadzisz, ze ktokolwiek doceni sprzatanie i "stanie przy garach 3 godziny", o ktore nikt Cie nie prosi? Pomnik Ci postawia?

        Jesli tak - to nies dalej swoj krzyz i cierp na zdrowie. Kazdemu jego porno, masochistom tez.
        A jesli nie - to wkurw sie w koncu raz a porzadnie i wez sie ogarnij...."

        Podpisuję się pod tym obiema ręcami:)
    • michall3410 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 31.10.12, 19:22
      Mi też się robi smutno jak czytam takie posty. Dlaczego ja nie trafiłem na taką fajną babkę której się CHCE. Mogło by być tak fajnie.
    • prosty_facet Po pół roku ? 09.11.12, 23:08
      ?????????????

      Gdzie Ty go znalazłaś i dlaczego się go jeszcze nie pozbyłaś ?
    • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 12:01
      Wczoraj zapytałam, dlaczego już się nie kochamy. Odpowiedział: nie wiem. Ponowiłam pytanie, usłyszałam, nie wiem, przepraszam. Czy nie ma mi nic więcej do powiedzenia? Nie, dobranoc. I poszedł do komputera.
      • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 12:08
        Partner wygląda na wypalonego emocjonalnie. Nic nie czuje, stracił kontakt ze swoimi uczuciami. Potrzebna jest pomoc psychologiczna (nie seksuologiczna).
        • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:22
          Partner raczej nie ma emocji. To dość specyficzny typ, taki łagodny zespół Aspergera. Znaki zodiaku to bzdety, on napradę nie ejst typowy.
          Ale seksu uprawiał. Zawsze mi powtarzał, że uparł się na mnie, bo średnio dyskretnie zasugerowałam na początku znajomości, że dobrze robię loda. Całował mnie, przytulał, mówił, że mam fajne cycki. Teraz nic.
          • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:25
            Wydaje mi się że oboje macie w sobie za mało pierwiastka duchowego. A to prowadzi - może wbrew pozorom ? - do posuchy w życiu emocjonalnym po krótkim czasie.
      • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 12:24
        A jakie znaki Zodiaku reprezentuje Wasza para?
      • strach.na.wroble Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 12:28
        Normalna kobieta w takiej sytuacji, w zależności od statusu lokalowego:

        1) pakuje swoje manele i wyprowadza się gdzie bądź
        2) pakuje jego manele i wyp...la je za okno razem z kopem na drogę

        ... mówiąc mu na odchodnym, żeby się odezwał jak sobie przypomni dlaczego ją kocha. Trzeba mieć poczucie wartości mopa, żeby na pytanie o miłość i zaangażowanie zaakceptować lekceważące wzruszenie ramionami.
        Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Skoro akceptujesz takie zachowania, to nie dziw się, że facet traktuje cię jak ścierkę do podłogi.
        Zachowuj się lepiej jak bogini, ludzie w końcu w to uwierzą ;)
        • hello-kitty2 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 12:48
          strach.na.wroble napisał(a):

          > Normalna kobieta w takiej sytuacji

          > Trzeba mieć poczucie wartości mopa

          > nie dziw się, że facet traktuje cię jak ścierkę do podłogi

          > Zachowuj się lepiej jak bogini, ludzie w końcu w to uwierzą ;)

          Wystarczajaco ja ponizyles Mr god damn fucking pain? Az sie prosisz, ze Cie ktos...hehe... przygiol.

          Iwantyoutoo on kogos ma, na bank.
          • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:15
            Dzięki, ale nie poniżył mnie, bo facet nie traktuje mnie jak ścierkę do podłogi. Jak współlokatorkę po prostu, czasem jak babę, która czegoś, nie wiedzieć czemu, wymaga i zakłóca jego święty spokój w zamkniętym pokoju.

            Nie ma nikogo, z kimś się spotkał, aż się zagotowałam z zazdrości, ale następnego dnia przyszedł, powiedział, że ja jestem dla niego najważniejsza, że nie będzie się z nią spotykał. Dwa koleżeńskie spotkania.

            Od początku coś z tym seksem było nie tak, ale był moment, kiedy było super. Co prawda raz i bez powtórki, chociaż mi tego brakowało, bo on już nie ma siły, ale poeksperymantowałam z nim jak z nikim. Tylko że to wsyztsko była moja inicjatywa, moje pomysły, fantazje. Wykonanie jego po przeszkoleniu super. A potem rzadziej, po zamieszkaniu razem jeszcze rzadziej, raz na dwa tygodnie, meisiąc. Ważna p[raca, projekt, zmęczenie. Projekt się kończy, a on dalej komputer, tylko zamiast pracy gry.
          • strach.na.wroble Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:20
            hello-kitty2 napisała:

            > Wystarczajaco ja ponizyles Mr god damn fucking pain? Az sie prosisz, ze Cie kto
            > s...hehe... przygiol.

            Zdecydowanie mniej niż koleś, który mówi, że nie wie czemu ją kocha.
            I mylisz się, ja jej współczuję.

            Odcinam się jedynie od maniery ubierania wszystkiego w okrągłe, poprawne politycznie sentecje.
        • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:29
          Sytuacja lokalowa mnie trzyma. Zastanawiam się czy nie tylko to. Mieszkanie wynajęte. Samej mnie na nie nie będzie stać, a to miejsce dużo dla mnie znaczy. Nie ten wątek, ale dużo mnie emocjonalnie kosztowało zamieszkanie z nim, zmiana w życiu.
          • strach.na.wroble Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:44
            iwantyoutoo napisała:

            > Sytuacja lokalowa mnie trzyma. Zastanawiam się czy nie tylko to. Mieszkanie wyn
            > ajęte. Samej mnie na nie nie będzie stać, a to miejsce dużo dla mnie znaczy. Ni
            > e ten wątek, ale dużo mnie emocjonalnie kosztowało zamieszkanie z nim, zmiana w
            > życiu.

            Rozumiem. Nie gniewaj się, ale zakładałem to od początku. I nie bagatelizuje tego, byłbym hipokrytą gdybym to zrobił. Żyjemy w materialnym świecie i to są poważne kwestie.
            Na pocieszenie powiem, że mogło być gorzej i to znacznie. Gdybyś miała z nim gromadkę dzieci i spory kredyt na karku, a on chlałby i bił... Cóż, wtedy faktycznie nie byłoby zbyt różowo.

            Myślę, że jesteś w głębi duszy dobrą osobą, chociaż zdołowaną i zamkniętą w sobie. I młodą, przede wszystkim. Masz jeszcze szansę, o ile sobie na nią pozwolisz.

            Najpierw idź do psychologa, bo jesteś w niezbyt dobrej formie psychicznej. Pogadaj z nim, poczytaj coś na temat.

            Zrób coś dla siebie, podaruj sobie trochę babskich przyjemności, ciuchy, kosmetyki.
            Zadbaj o to jak wyglądasz, dieta, aerobik.

            Jak się poczujesz silniejsza, to spróbuj kogoś poznać nowego. Może on też będzie miał mieszkanie ? :P

            Daj sobie szansę, może kogoś spotkasz ciekawego, a może ten sympatyczny pan, z którym zamieszkujesz przypomni sobie czemu cię kocha ?
            • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 14:02
              strach.na.wroble napisał(a):

              > Myślę, że jesteś w głębi duszy dobrą osobą, chociaż zdołowaną i zamkniętą w sobie.
              Ja jestem zamknięta w sobie? No chyba nie bardzo. Zdołowana? 3 lata na antydepresantach. Do psychologa chodziłam, dał mi kilka rad, w tym "rzuć go". No nie wprost oczywiście i dawno temu. Wszystkie inne elementy zrealizowałam, niestety razem z nim.

              Wybacz, ale babskie przyjemności dobre są na PMS. Czytałam, szkoliłam się, kupowałam, jestem na diecie, ćwiczę. Spełniłam swoje marznie i mam kota. Tylko mi nie brakuje aerobiku, i babskich rozrywek, a faceta.

              Tak naprawdę, to ja może miałabym się gdzie wyprwadzić, ale to skomplikowane. żyłam w jakimś fatalnym układzie wiele lat, wyprowadziłam się, znalazłam takie mieszkanie, jakie chciałam, w idealnym miejscu, jest moje, czuję się jak w domu, nawet jeśli jest wynajęte. Wiem, że to idiotyczne tłumaczenie, że powinnam odejść. Tylko skończyłabym sama, bez faceta, w jakimś nieładnym, dołującym miejscu. Trudno to wytłumaczyć - dużo zmeiniłam w życiu, miało być pięknie, a tu zawiódł taki duperelny element.

              • gk-63 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 19:28
                to poproś żeby on się wyprowadził i na jakiś czas weź lokatorkę by utrzymać mieszkanie.
    • theorema_leggero Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 12:49
      Jakbym czytała swoją historię, autorko wątku...
      Komputerowa gra, muza na słuchawkach, filmy...
      Rozmowy są; o polityce, wspomnienia ze studiów, o kotach, o ......
      Tak, mówi że kocha.
      To Twój wątek, dlatego nie będę się rozpisywać.

      U Ciebie i u mnie, nie chodzi tylko o brak seksu. Chodzi o brak bliskości; w rozmowach, gestach. Czułość, bliskość- z tego rodzi się seks. Przynajmniej w podstawie i u mnie.

      Dziś będę z nim rozmawiać, kolejny raz.
      Niestety mam wrażenie, że tylko poczucie straty (tego, co podobno ceni) może go otrzeźwić.
      Może Twojego też? dojrzałaś do tego ?...

      ps.
      czytając forum niezmiernie zdumiewa mnie fakt, jak wielu mężczyzn zapomina o tym, że ma w zasięgu ręki atrakcyjną, kochającą kobietę...
      • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:14
        > niezmiernie zdumiewa mnie fakt, jak wielu mężczyzn zapomina o tym, że ma w zasięgu ręki atrakcyjną, kochającą kobietę...

        Niezmiernie zdumiewa mnie fakt, jak wiele kobiet zapomina o tym jak bardzo wciągające może być np. Diablo 3 ;).
        Trzeba zerkac jakie hobby ma gosc zanim sie do niego przyniesie szczoteczke do zebow.
        Twoj facet wyglada mi wrecz na gadatliwego goscia. Ale emocje to nie jest temat ktory bylby meskim konikiem. O tym to sobie z kolezanka mozesz pogawedzic. Chlop jest od gadania o gierkach, samochodach, filmach (ale tylko klasy B,C,D i nizszych az do XXX) oraz polityki.
        Moze oczekujesz zbyt wiele? Dla niego stabilizowanie emocjonalne rozchybotanej partnerki to wielki wydatek energii i czasu. Przyjemniej ustrzelic ufoka na ekranie niz marnowac na to dlugie godziny ;).
        • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:17
          Oczekuję, że jak go dotkne, przytulę, zaczepię, to zareaguje jak facet. Zbyt wiele? Oczekuję, że jak śpimy razem nago to chociaż mu stanie. Czasem ma dzień dobroci to pomoże posprzatać, ugotować, posiedzi ze mną, chociaż ja gadam, on raczej nie. Skoro już traci ze mną czas, który mógłby poświęcić na pracę/Diablo, to nie lepiej się pobzykać?
        • theorema_leggero Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:19
          gomory napisał:

          > > niezmiernie zdumiewa mnie fakt, jak wielu mężczyzn zapomina o tym, że ma
          > w zasięgu ręki atrakcyjną, kochającą kobietę...
          >
          > Niezmiernie zdumiewa mnie fakt, jak wiele kobiet zapomina o tym jak bardzo wcią
          > gające może być np. Diablo 3 ;).

          hehe :))) ależ ja to rozumiem :)
          czasem trzeba zjeść pożądnego schaboszczaka zamiast ptysia ;P

          > Trzeba zerkac jakie hobby ma gosc zanim sie do niego przyniesie szczoteczke do
          > zebow.
          > Twoj facet wyglada mi wrecz na gadatliwego goscia. Ale emocje to nie jest temat
          > ktory bylby meskim konikiem. O tym to sobie z kolezanka mozesz pogawedzic. Chl
          > op jest od gadania o gierkach, samochodach, filmach (ale tylko klasy B,C,D i ni
          > zszych az do XXX) oraz polityki.
          > Moze oczekujesz zbyt wiele? Dla niego stabilizowanie emocjonalne rozchybotanej
          > partnerki to wielki wydatek energii i czasu. Przyjemniej ustrzelic ufoka na ekr
          > anie niz marnowac na to dlugie godziny ;).

          DZIĘKI ZA UWAGĘ, SERIO.
          Rozchybotana nie jestem, raczej niepewna czy jestem mopem, czy jeszcze kobietą.
          Pewnie tak, jak Autorka wątku, bo o nią tu przede wszystkim chodzi:)
          • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 13:52
            Dla faceta kazda laska jest rozchybotana emocjonalnie mniej lub bardziej ;).
            Ty rozumiesz, ze mozesz miec wkurwa na koncu cyklu bo to logiczne, my tego nie pojmujemy. Dla nas PMSa masz przez zlosliwosc.
            To sie naturalnie zazebia - kobiety narzekaja na brak uczuc ze strony partnera, a on narzeka na ich nadmiar. Dajesz mu to oczekujac tego samego w zamian. Ale on ani tyle tego nie chce od Ciebie, ani tez nie da Ci tego w zamian. Wrecz meczy go, ze jest tymi emocjami zalewany. Nie potrzebuje rozmowy "o nas", "co sie z nim dzieje", wywlekania swoich problemow i potwierdzania milosci.
            Budujesz swoja atrakcyjnosc w oparciu o partnera. Potrzebujesz go do potwierdzania swojej atrakcyjnosci. To slepy zaulek. Moze gdybys zbudowala to na sobie samej (chyba jestes wartosciowa osoba?), to odciazyloby to starego :). Poukladaj sie w jakies seksowne pozy na jodze, wyskocz do miejsca gdzie jakis facio postawi Ci drinia, pozartuj frywolnie z kolega w pracy. Moze i nie pomoze, ale lepiej sie poczujesz a do tego jedno jest pewne: mezczyzni nie pukaja lasek ktore sie narzucaja. Wiec nie ma sensu siadac do "powaznych rozmow" dla podniesienia libido. I tak dla niego wypadniesz w niej jako zrzedliwa baba, a nie seksowny kociak ;).
            • hello-kitty2 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 14:05
              gomory napisał:

              > jedno jest pewne: mezczyzni nie pukaja lasek ktore sie narzucaja.

              Swiete slowa Gomory. Dodalam sobie do Ulubionych :)
            • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 14:10
              Jakbym posłuchała ciebie i Loopa jednocześnie, to musiałabym się rozerwać:)
              Wiem, że za dużo daję, ale jak mam dobry humor, ajkoś między nami się układa, to mi sie chce: wyjść gdzieś, ugotować coś dobrego, porobić coś razem. Proponuję kino, rezerwuję bilety, kupuję bilety na koncert. Bo mam na to ochotę, chcę to robić z nim, a on sam z siebie nie zrobi nic.
              Chcę pogadać o czymkolwiek, nie "o nas", bo "o nas" to zaczynam jak jest źle.
              Kiedyś mógł zabiegać, mało nóg nie pogubił tak za mną ganiał, kiedyś mnie łapał za tyłek, a teraz jak zachęcę do seksu, to wiesz jaka jest gra wstępna? Nie całujemy się, on mnie cmoka w usta. Tak cmok, przerwa, cmok, kilkanaście razy.
              Zdarzyło mi się spotkać z kimś, do kogo ma słabość, pociąg. Znamy się 10 lat, próbowaliśmy kilka razy, ale zawsze moment nie ten czy w zasadzie nie wiem, co ne wychodziło. Ja byłam zła, on chętny. Całowaliśmy się, on próbował więcej, ale się powstrzymałam. I kurczę, całowaliśmy się, z pasją, namiętnie, przyjemnie, z obejmowaniem, dotykaniem, tak, że mnie to podniecało.
              • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 15:58
                > Jakbym posłuchała ciebie i Loopa jednocześnie, to musiałabym się rozerwać:)

                Taj... rozrywka z nami jednoczesnie to faktycznie musi brzmiec kuszaco ;).

                > I kurczę, całowaliśmy się, z pasją, namiętnie, przyjemnie, z obejmowaniem, dotykaniem, tak, że mnie to podniecało

                Normalka. Podniecajace bo niespelnione inne, nowe itd.
                Gdybys sie z nim przez te 10 lat calowala w malzenstwie byloby to tak ekscytujace jak rodzinne pocalunki przy kolacji wigilijnej.
                Szukasz takich doznan, sorryy ale w malzenstwie z tym Panem jest to nierealne. Szczerze mozesz sobie powiedzic: NIGDY JUZ DO KONCA ZYCIA TEGO NIE DOSWIADCZE. Potrafisz to przelknac i zaakceptowac? Jesli tak to ok :). Nie? Masz wieeelki problem.
                Mozesz sprobowac zagonic do wiekszego galopu swojego. Jesli Ci sie chce, bo prawde mowiac to rzadko komu sie chce.
                Gadanie na facetow nie dziala. Tylko dzialanie.
                Mialas np. fajna okazje do dzialania w momencie gdy Ci nie odpowiedzial dlaczego sie nie kochacie i sobie poszedl. Trzeba bylo tez nic nie mowic, tylko sie wykapac, wbic w szalowe ciuchy i pomknac na nocne tance. Poruszalabys sie, nie slyszala ewentualnych telefonow od niego i moze przynajmniej bylby to milszy wieczor niz ogryzanie paznokci. A jesli by sie Toba nie interesowal to przynajmniej wiesz co to za facet, ktory sie nie przejmuje, ze wloczysz sie gdzies sama po nocy.
                • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 17:20
                  gomory napisał:

                  > Normalka. Podniecajace bo niespelnione inne, nowe itd.

                  Nowe jak nowe, znamy się 10 lat. Z doskoku, z przerwami, ale za każdym razem jak go sobie wybiję z głowy i spotkam nawet przypadkiem to działa. Zapewne dlatego, że niespełnione.
                  Są ludzie, którzy sa ze sobą 20 lat. Nie mam takich doświadczeń, w ogóle 4 lata to mój najdłuższy związek, ale nawet tu czytam o dłuższych stażach żaląc się, że rzadko, pisza, że 2 razy w miesiącu, a by chcieli więcej. Czyli można w małżeństwie uprawiać seks, a do tego trochę pożądania się przydaje. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest inaczej, ale mogłoby być lepiej. znamy się, wiemy, co lubimy. Przyznaję, też mi się nie chce bawić tak jak na początku. Bo ile można wymyslać, inicjować, pytać o fantazje. Brak. Baba, a przynajmniej ja, potrzebuję atmosfery, całokształtu. Nie chodzi mi o kolację rpzy swiecach, ale inaczej zachowujesz się wobec osoby, która cię kręci, a inaczej wobec sprzętu domowego. Pewnie ja już tez nie ejstem taka jak wczesniej, nie jestem wystrojona jak na randkę w stringach i pończochach zawsze jak się widywaliśmy, tylko w domowym dresie. ale nawet jak wyglądam, to nie widzę zainteresowania. Nie powiedział nigdy, że coś jest nie tak.

                  > Potrafisz to przelknac i zaakceptowac?
                  Może mam właśnie problem z tym, że chcę dużo i nie akceptuję pewnych rzeczy. Mam ochotę na seks, dużo uspionej aktualnie fantazji. Nie mam szans na fajny seks przez lata?

                  > Mialas np. fajna okazje do dzialania w momencie gdy Ci nie odpowiedzial dlaczeg
                  > o sie nie kochacie i sobie poszedl. Trzeba bylo tez nic nie mowic, tylko sie wy
                  > kapac, wbic w szalowe ciuchy i pomknac na nocne tance.

                  Nie chodzę na tańce, szczególnie o północy. Nie bawiłoby mnie to. On siedzi zamknięty w pokoju, więc na pewno nawet by nie zauważył, w czym wychodzę z domu. I nie zadzwoniłby. Raz wróciłam o 2, nie dzwonił. Ja też nie dzwonię, nie lubię takiej kontroli.

                  • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 05.12.12, 09:09
                    Zadzwonił tamten facet. Wypindrzyłam się (mój siedział zamknięty w pokoju, nie pewnie słyszał rozmowę przez telefon i to, że wyszłam, ale nie wiem). I co? Nawet miałam ochotę na zdradę. A on nie. Zmęczony, na każde moje zaczepienie mówił, że nie, bo nie. Obejrzeliśmy film, przytuliłam się, przysypialiśmy sobie. Działa na mnie jak cholera, sądzę, że ja na niego też, ale jak się uprze, że nie, bo np. mam chłopaka (poprzednio mu nie przeszkadzało).
                    Dobrze, że tak wyszło, ale jak kobietę odrzuca własny facet, to odrzucenie przez potencjalnego kochanka, kiedy bije się z myślami i dochodzi do wniosku, że ma ochotę na skok z bok, nie jest miłe. Już nim to przerabiałam, jak się spotykaliśmy kiedyś i tez mnie to wkurzało.
                    Wiem, że to super facet, uwielbiam go, podoba mi się niesamowicie, ale związku z nim nie widzę. On nigdy nie chciał. Kiedyś jakieś zakochanie, szaleństwo, ale miał żonę. Potem rozwód, miał wiele partnerek, w tym z jedną dziecko, tylko ze mną zawsze "nie mógł", bo dzieci, bo on już stary, bla bla bla. Z innymi jakoś mógł i chciał tworzyć związki. Dlatego, kiedy się z nim spotykałam (łóżko, rozmowa), poznałam obecnego i wybrałam obecnego, bo rokował na związek. W tamtym nadal widzę cechy, które wykluczają nas razem jako parę. Może rpzez przyzwyczajenie do aktualnego, zgodnego, tamten asertywny i ze swoimi przyzwyczajeniemi odpada.
                    Naprawdę ciężko mi znaleźć faceta, który by mi się podobał, pasował do mnie. Jakieś minizauroczenie to może i tak, ale zaraz widzę, że to nie to. A w ogóle znaleźć faceta, któremu bym się spodobała... I takiego, który by chciał związku ze mną... Po jednym nieudanym dawno temu czekałam na normalny związek 6 lat. Albo posucha całkiem, albo jakieś randki, ja z desperacji się napalałam (mając z tyłu głowy, że to nie facet dla mnie), a oni niczym poważnym nie byli zainteresowani. U obecnego poleciałam głównie na to, że on chciał: zamieszkać razem, przedstawić rodzicom, być ze sobą normalnie. Chciałam być adorowaną, kochaną, oficjalną dziewczyną, a nie panienką na kilka spotkań, do której zapomina się zadzwonić.
                    Najśmieszniejsze jest to, że obecny był wcześniej w 6-letnim związku. Też poważnym, z mieszkaniem razem. To mi się podobało, bo facet, który nie wyrywa lasek, tylko wiąże się na dłużej. Po niej miał rok przerwy, co uznałam za plus, bo ściągałam zawsze facetów, dla których byłam pocieszeniem, a wzdychali do jakiejś idealnej ex. Pytałam o powód rozstania (pokojowe, utrzymuja sporadyczny kontakt, telefony z życzeniami na urodziny, imieniny - też mi się podobało, to ładnie). Podobno za dużo siedzieli w domu i jedli, utyli, spędzali życie na kanapie. To fajnie, znaczy, że on tak nie chce. I teraz to samo, dom, kapcie, wyjście jak ja wymuszę, zorganizuję, kupię. Jak wspomnę, że poszłabym np. na taki i taki koncert, a nie kupię biletów, nie przypomnę 10 razy, to on się nie zainteresuje. A jak jego rpzyjemności i wyjścia, to czas znajdzie - trening, jakieś szkolenia (zapisuje w kalendarzu i miesiąc wcześniej pamięta, że ma coś tego dnia), spotkanie z tą dziewczyną.
                  • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 05.12.12, 10:37
                    > Nowe jak nowe, znamy się 10 lat. Z doskoku, z przerwami, ale (...) to działa. Zapewne dlatego, że niespełnione.

                    Trudno mi sie z tym nie zgodzic. Popatrz na to w ten sposob: dopoki z nim nie pojdziesz krok dalej, bedziesz przynajmniej miala fajne fantazje i erotyczne wkrety ;).

                    > pisza, że 2 razy w miesiącu, a by chcieli więcej. Czyli można w małżeństwie uprawiać seks,

                    Ludzie maja rozmaite potrzeby. Sad rodzinny by pewnie tej argumentacji nie przyjal, ale np. mnie czestotliwosc 2 razy w miesiacu sklania do wygloszenia opinii: oni niemalze nie prowadza zadnego pozycia. Kazdy ocenia to wg siebie.

                    > Nie mam szans na fajny seks przez lata?

                    Popatrz na to rozsadnie bez prob zaklamywania siebie. W obecnym ukladzie nie ma na to szans NIGDY. Nawet raz wam nie wyjdzie bzykanko z pasja.
                    Chyba, ze cos sie zmieni totalnie. Jakies trzesienie ziemi. On okaze sie biseksualny i bawicie sie we 3 z chlopcami, jaracie sie napieciem z seksu w kinie czy cos rownie egzotycznego.

                    > Nie chodzę na tańce, szczególnie o północy. Nie bawiłoby mnie to

                    To moze nudna jestes ;)?
                    Podalem Ci tylko przyklad zdarzenia w ktorym mozna bylo jakos zadzialac (to wazne: dzialanie, a nie emocjonalne gadanie).

                    > On siedzi zamknięty w pokoju, (...) I nie zadzwoniłby. Raz wróciłam o 2, nie dzwonił.

                    Przedstawiasz to tak: on jest szczesliwy gdy Ciebie nie ma. Mezczyzna powinien sie martwic gdy o 2 w nocy nie wie co sie dzieje z kobieta. Popatrz jak symboliczne bylo jego wyjscie - on Ciebie po prostu opuscil.
                    Jesli facet zupelnie nie jest zazdrosny to oznacza, ze:
                    - chcialby zebys w koncu z kims zaczela sypiac i uwolnila go od swojej osoby
                    - uwaza Cie za tak nieerotyczna, ze niezdolna do flirtowania i romansow
                    W przypadku pierwszej opcji jestes w zasadzie bez szans na poprawe. To znaczy wyjscie jest tylko jedno ;). W drugiej mozesz mu udowodnic, ze jest w bledzie.
                    Tak swoja droga troche nie lapie po co byc z gosciem ktory sie nie troszczy o partnerke. Przeciez to kwestia podstawowa, ktorej zaniedbanie jest niewybaczalne. Moze na codzien az taki obojetny nie jest?
                    Jesli mozesz liczyc, ze towarzystwa dotrzyma, o rachunkach nie zapomni, w chorobie nie zostawi, to najgorzej nie jest. O ile tylko zaakceptujesz, ze najbardziej pikatne doswiadczenie seksualne w zyciu to beda fantazje z dlonia w majtkach.
                    • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 05.12.12, 11:39
                      gomory napisał:

                      > Popatrz na to rozsadnie bez prob zaklamywania siebie. W obecnym ukladzie nie ma
                      > na to szans NIGDY. Nawet raz wam nie wyjdzie bzykanko z pasja.

                      Ale to bzykanko nawet przynosi orgazm. Tylko jest z razu na raz coraz gorzej. On ewidentnie nie chce, widać robi to dla świętego spokoju. Za każdym razem mówię mu, że było fajnie (bo w trakcie jest fajnie), że mus8imy to robic częściej, zawsze słyszę, że tak. Ja mogę w sobie obudzić pasję, wydaje mi się, że minimalny krok z jego strony, zrobienie czegoś, czego oczekuję może mi pomóc. Jakby on powiedział, to też mogę to zrobić. Wolałabym usłyszeć: załóż seksowną bieliznę czu cuś niż "nie wiem".

                      > To moze nudna jestes ;)?
                      Jestem, lubię rozrywki indywidualne, dobrze czuję się w układzie 2-osobowym. Wolę pogaać z jedną koleżanką niż z 3, wolę wyuzdany seks niż tańce.

                      > Podalem Ci tylko przyklad zdarzenia w ktorym mozna bylo jakos zadzialac (to waz
                      > ne: dzialanie, a nie emocjonalne gadanie).

                      Odpowiedziałam w innym poście, co zrobiłam.

                      > Przedstawiasz to tak: on jest szczesliwy gdy Ciebie nie ma. Mezczyzna powinien
                      > sie martwic gdy o 2 w nocy nie wie co sie dzieje z kobieta.

                      Na pewno nie ejst mu źle samemu. Czy powinien się martwić jak obrażona kobieta wyszła? O mnie zawsze się martwiono i to mnie wkurzało, dla mnie zamartwianie to forma kontroli, więc akurat to mi w nim nie przeszkadza. On też jest taki niezależny, akurat przyzwyczajony do mieszknaia samodzielnie i nie mówienia, kiedy wróci. Więc jakby tylko o takie rzeczy chodziło, to mi to nie rpzeszkadza. Przeszkadzało mi to, że poszedł na spotkanie z tą dziewczyną, nie powiedział, że z nią idzie i wrócił o 2. Nie był to dzień zwykłych powrotów o 2 (gry).

                      > Jesli facet zupelnie nie jest zazdrosny to oznacza, ze:
                      > - chcialby zebys w koncu z kims zaczela sypiac i uwolnila go od swojej osoby
                      > - uwaza Cie za tak nieerotyczna, ze niezdolna do flirtowania i romansow

                      Do tej pory sądziłam, że pkt 2 nie, raczej ja tak myślę o nim. Wie, że ejstem zdolna do flirtowania i romansów, zawsze jak opowiadam o jakimś facecie, to on mówi, że mnie podrywa (nawet jak to tylko kolega). Twierdzi, że ja tego nie widzę, a faceci mi okazują, że na mnie lecą. Nie widzę. O ewentualną zdradę pytałam kilka razy, zawsze mówił, że się nie zgadza (rozmowa w żartach) i że by mnie wykopał.

                      > . Moze na codzien az taki obojetny nie jest?

                      Obojętny raczej jest, raczej wypełnia zadania: pójdzie do sklepu, odwiezie, zawiezie, kupi mi coś jak poproszę, po wielkich awanturach czasem już sprząta, lekarstwa kupi, nawet gdzies dalej pojedzie coś mi załatwić. Czasem nawet ze mną posiedzi z pół godziny, wysłucha, co mówię, bo rozmowa to za duże słowo.
                      • jesod Jakby on powiedział, to też mogę to zrobić. 05.12.12, 12:41
                        iwantyoutoo napisała:
                        > Jakby on powiedział, to też mogę to zrobić.

                        Ogólnie to mam wrażenie, że możesz wszystko zrobić, zależnie od tego, gdzie Cię popchną - tam stoisz i spełniasz oczekiwania, byle był seks.

                        iwantyoutoo napisała:
                        > Wolałabym usłyszeć: załóż seksowną bieliznę czu cuś niż "nie wiem".

                        A może on woli cycusia i ma daleko w tyle seksowną bieliznę?

                        iwantyoutoo napisała:
                        > Na pewno nie ejst mu źle samemu.

                        Nooo i tego się trzymaj.
                        Po sprawdzeniu dojrzałości, wyeliminowaniu uzależnienia od komputera i choroby psychicznej pozwól mu żyć własnym życiem i nie uszczęśliwiaj go na siłę, bo przy niem własnego szczęścia nia zaznasz. Chyba, że spełniasz się w życiu jako męczennica.

                        iwantyoutoo napisała:
                        > Obojętny raczej jest, raczej wypełnia zadania: pójdzie do sklepu, odwiezie, zaw
                        > iezie, kupi mi coś jak poproszę, po wielkich awanturach czasem już sprząta, lek
                        > arstwa kupi, nawet gdzies dalej pojedzie coś mi załatwić. Czasem nawet ze mną p
                        > osiedzi z pół godziny, wysłucha, co mówię, bo rozmowa to za duże słowo.

                        Jest to tak zwany facet sterowany, ale... być może taka jest jego potrzeba psychiczna i życiowa. On się z tym dobrze czuje. Pytanie: czy Tobie to przeszkadza?
                        Najgorsze jest jednak to, że tylko czasem z Tobą posiedzi pół godziny, wysłucha....
                        Może czuje się totalnie zagadany i nawet nie próbuje się odezwać, bo... wie, że i tak nie ma szans, a co by nie powiedział to i tak obróci się przeciwko niemu?
                        A tak... W milczeniu zniesie wszystko. Dzięki temu ma święty spokój i swój ukochany komputer, a reszta go już nie kręci. :)
                        • iwantyoutoo Re: Jakby on powiedział, to też mogę to zrobić. 05.12.12, 13:14
                          Zapewne właśnie nie spełniam oczekiwań i nie stoję tam, gdzie mnie popchną. Na forum, gdzie mężczyźni narzekają, że partnerka niechętna do eksperymentów, deklaracja, że chętnie coś zrobię to już desperacja "żeby tylko seks był". Właśnie nie, wolę robić to, co ja lubię, ale jakby mi powiedział, że ma jakąś fantazję, którą ja bym zaakceptowała, to niby dlaczego nie? Jeśli seksu nie ma, bo ja śpię nago, a on np. fantazjuje o barchanach to powinnam się męczyć czy kupić piżamę?
            • theorema_leggero Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 14:12

              Książęcych potrzeb nie miałam nigdy i przypuszczam, ze by mnie zemdliło od nadmiaru adoracji (miałam taką przygodę).
              Ja rozumiem , jak mi się wydaje, męski punkt widzenia i męskie potrzeby... i że dla mężczyzny świat nie zaczyna się i nie kończy na kobiecie i domowym ognisku.
              Przychodzi jednak moment (po długim wyczekiwaniu, apelowaniu i poczuciu samotności) kiedy trzeba sobie odpowiedzieć na ogólne pytanie : bardziej pożądasz komputera czy mnie?
              Co sprawia ci większą przyjemność: klikanie plastikową myszką czy dotykanie mnie ?

              Wiem o co Ci chodzi, Gomory.
              I zdaję sobie sprawę, że są różnice w postrzeganiu świata miedzy mężczyznami a kobietami.
              Tylko trudno z tym żyć na co dzień,niekiedy :)

              Buduję swoją atrakcyjność w oparciu o partnera?
              Tak, na pewno w dużej mierze niestety tak.

              gomory napisał:

              > Dla faceta kazda laska jest rozchybotana emocjonalnie mniej lub bardziej ;).
              > Ty rozumiesz, ze mozesz miec wkurwa na koncu cyklu bo to logiczne, my tego nie
              > pojmujemy. Dla nas PMSa masz przez zlosliwosc.
              > To sie naturalnie zazebia - kobiety narzekaja na brak uczuc ze strony partnera,
              > a on narzeka na ich nadmiar. Dajesz mu to oczekujac tego samego w zamian. Ale
              > on ani tyle tego nie chce od Ciebie, ani tez nie da Ci tego w zamian. Wrecz mec
              > zy go, ze jest tymi emocjami zalewany. Nie potrzebuje rozmowy "o nas", "co sie
              > z nim dzieje", wywlekania swoich problemow i potwierdzania milosci.
              > Budujesz swoja atrakcyjnosc w oparciu o partnera. Potrzebujesz go do potwierdza
              > nia swojej atrakcyjnosci. To slepy zaulek. Moze gdybys zbudowala to na sobie sa
              > mej (chyba jestes wartosciowa osoba?), to odciazyloby to starego :). Poukladaj
              > sie w jakies seksowne pozy na jodze, wyskocz do miejsca gdzie jakis facio posta
              > wi Ci drinia, pozartuj frywolnie z kolega w pracy. Moze i nie pomoze, ale lepie
              > j sie poczujesz a do tego jedno jest pewne: mezczyzni nie pukaja lasek ktore si
              > e narzucaja. Wiec nie ma sensu siadac do "powaznych rozmow" dla podniesienia li
              > bido. I tak dla niego wypadniesz w niej jako zrzedliwa baba, a nie seksowny koc
              > iak ;).
              • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 14:59
                Przykro mi to pisac, i obym sie mylil. Ale hobby gierkowo-komputerowe jest niezwykle pochlaniajacym zajeciem. Angazuje wszystkie zmysly, odcina od rzeczywistosci tworzac wrecz jej nowa jakosc. I to nie stojaca w miejscu, wciaz doskonalaca sie, a przez to atrakcyjna bo nie znajaca poczucia znudzenia. Jesli podejdziesz do tego w ten sposob, by stawac na drugiej stronie szali to zafundujesz sobie rozczarowanie.
                Moze zasugeruj, ze podejrzewasz u niego uzaleznienie? Oczywiscie zaprzeczy, ale niech to udowodni ;)? Moze udaloby sie narzucic jakis rezim jak dla dziecka. Cos w stylu: po 21 nie ma kompa, albo klikaj max 3 h dziennie. Tylko to takie zanujace... No i wiem, wiem, ze chcialoby sie zeby on tak sam z siebie, a nie pod bacikiem.
                Ale zycze Ci pozytywnej odmiany.
                A jakby co to mozesz zawsze sprobowac pograc z nim razem po sieci :).
                • kag73 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 15:24
                  Ja tam podpisuje sie pod rada stracha.na.wroble, wywalic faceta albo samemu sie wyprowadzic.
                  Bardzo prawdopodone, ze jest uzalezniony od gry/gier komputerowej, ale jak go uniezaleznic? Ciezkie przebudzenie mogloby pomoc. Dalej: bywaja uzaleznieni, caly dzien przed kompem, baba i dzieciaki przeszkadzaja, ale...w nocy chca seksu. Ten tutaj egzemplarz nie chce niczego. Malo tego spotkal sie "kolezensko" z inna baba, no prosze, dal rade sie oderwac od kompa, ale z autorka sie nawet kolezensko nie spotyka.
                  Uwierz mi, autorko, moze zdarzyc sie, ze on znajdzie inna i z Toba sie rozstanie, wtedy tez bedziesz miala problem z mieszkaniem itd. podobnie jak mialabys go teraz. Roznica: stracisz cenny czas.
                  Co za sens ciagnac taki zwiazek? Nie mowie, ze trza siedziec ze soba i patrzec se w oczy 24/h ale cos tam jednak musi ludzi laczyc i sprawiac radosc, inaczej po kie licho to ciagnac. Zostaw faceta, nie bedziesz potrzebowala zadnego psychologa, poszukasz se innego a nawet jezeli nie...facet jako taki ibycie/nie bycie z nim szczescie nie daje z automatu, czego wlasnie doswiadczasz;(
                  • bcde Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 16:24
                    Ta dobra rada nie poskutkuje, bo dla autorki wątku ważniejsze jest mieszkanie, które znalazła i traktuje jak swoje, a wyprowadzka do gorszego miejsca nie wchodzi w grę. Ona chyba nie rozumie, że w gorszym mieszkaniu można być szczęśliwszym.
                    • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 17:23
                      to trochę bardziej skomplikowane, nie będę tego opisywać na forum.
    • dolores34 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 04.12.12, 22:55
      iwantyoutoo ja mam niemal identyczną sytuację. A rozwazałaś może ze Twoj facet to typ głęboko schizoidalny, najlepiej zyjący sam ze sobą i w swoim świecie? Moj właśnie jest taką osobą i zapewne nic sie nie zmieni. Kiedyś też zabiegał, chciało mu się starać, spedzac czas ze mną, rozmawiać, teraz wazniejszy jest komputer, TV, piwo, telefon, nowe aplikacje.
      Też już przerabiałam psychologa i głęboką depresję, teraz odbija mi się to wszystko na zdrowiu.
      Uciekaj szybko z tego związku, wypalisz się w koncu tak jak ja i zabraknie Ci siły by ciagnąc związek za dwoje.
      Ja mam dwojke dzieci i kredyt na głowie więc na zmianę już szansy nie mam. Ty jeszcze masz. Masz jedno zycie.
      Pozdrawiam.
      • that.bitch.is.sick Re: Nigdy nie było mi tak smutno 05.12.12, 11:59
        dolores34 napisała:

        > iwantyoutoo ja mam niemal identyczną sytuację. A rozwazałaś może ze Twoj facet
        > to typ głęboko schizoidalny, najlepiej zyjący sam ze sobą i w swoim świecie? Mo
        > j właśnie jest taką osobą i zapewne nic sie nie zmieni. Kiedyś też zabiegał, ch
        > ciało mu się starać, spedzac czas ze mną, rozmawiać, teraz wazniejszy jest komp
        > uter, TV, piwo, telefon, nowe aplikacje.
        > Też już przerabiałam psychologa i głęboką depresję, teraz odbija mi się to wsz
        > ystko na zdrowiu.
        > Uciekaj szybko z tego związku, wypalisz się w koncu tak jak ja i zabraknie Ci s
        > iły by ciagnąc związek za dwoje.
        > Ja mam dwojke dzieci i kredyt na głowie więc na zmianę już szansy nie mam. Ty j
        > eszcze masz. Masz jedno zycie.
        > Pozdrawiam.

        Wy naprawdę wierzycie, że istnieje facet który będzie was nieustannie nadskakiwał i będzie stanowił lekarstwo na wasz brak samowystarczalności emocjonalnej? Książę z bajki? To może zacznijcie całować żaby bo każdy normalny człowiek chce w związku realizować też swoje potrzeby a nie wciąż adorować partnera - to etap zalotów. Normalne potrzeby większości facetów to święty spokój, jeśli będzie coś robił dla was (te wszystkie kolacje, wyjścia itd) to musi być w tym element kompromisu czyli coś co obojgu sprawia przyjemność.
        Są mężczyźni(nieliczni) którzy lubią aktywność kulturalną ale to też nie będzie się wiązało z wiecznym dopieszczaniem partnerki. Cała reszta facetów to osoby których zainteresowania odbiegają od damskich, lubią też mieć własną przestrzeń pozbawioną partnerki. Im bardziej partnerka upierdliwa i roszczeniowa tym większa potrzeba przestrzeni.
        Kobiety są mało logiczne: z jednej strony chcemy partnerstwa a z drugiej domagamy się aby mężczyzna nas nosił na rękach. Czas się może zdecydować koleżanki wyzwolone i zacząć być samowystarczalne nie tylko na papierze bo zmusić się nikogo nie da siłą do zalotów.
        • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 05.12.12, 12:53
          Napisałam o braku seksu, w wątku wyszły inne braki. Czy ludzie w związku już tylko wracają z pracy i siedzą każde w swoim zamkniętym pokoju? Czy po etapie zalotów facet lubiący kino nie wpada nigdy na pomysł: wyjdźmy dziś do kina? Te wszystkie pary, które widuję razem w restauracjach, na ulicy, w kinie, teatrze to zalotnicy, organizujące kobiety i faceci wychodzący z kapci dla świętego spokoju? Sądzę, że jednak nie. Mam znajomych w różnym wieku i oni ruszają tyłki częściej niż ja. Mój własny ojciec lat 67 i jego partnerka od 20 lat (60l.) chodzą czasem do kina, na spacer, jakąś wycieczkę za miasto, na grzyby czy cholera wie gdzie, tam gdzie lubią. I wcale nie wtedy, kiedy ona znajdzie film, poczyta ecenzje, zarezerwuje lub kupi bilety i powie, że idą.
          Mój facet 2 razy w tygodniu chodzi na trening, jak miał więcej czasu jeszcze na siłownię, raz w tygodniu cały wieczór i pół nocy gra z kumplami. Jego zainteresowania, jego aktywności, nic mi do tego. Po wejściu do domu potrafi nie zdejmując butów sięgnąć do lodówki, wejść do pokoju, włączyć komputer i zamknąć za sobą drzwi. Wychodzi do łazienki i zjeść. Jeśli ja tam nie wejdę i nie zagadam, mogę go nie widzieć do rana. Ja idę spać, on siedzi dalej. Ostatni miesiąc-półtora miał bardzo dużo pracy. Obiecywał mi, że to i tamto jak skończy projekt. Skończył i siedzi tak samo zamknięty tylko grając, czytając portale, oglądając wykłady, bo zapisał się na zajęcia online na zagranicznym uniwersytecie.
          Jeśli taka wizja jest normalna, to po cholerę związek? Ja lubię kino, on lubi kino, lubimy koncerty, w większości podobną muzykę. Mam to robić sama, żeby nie dostać łatki braku samowystarczalności emocjonalnej?
          Facet, który najwyraźniej chce być tylko sam, a jego szczyt marzeń to święty spokój i komputer wiąże się drugi raz na kilka lat z kobietą. Po co? Związał się ze mną, bo po roku sam czuł pustkę, chciał iść do restauracji, ale było mu smutno, że nie ma z kim. Tylko widocznie to starcza na krótko, znowu chce świętego spokoju, jak ja przestanę coś organizowac, to stwierdzi, że jest nudno ze mną, rozstaniemy się, on poczuje pustkę, zacznie zabiegać o kolejną i opowie jej, że ze mną było nudno?
          Aha, na początku znajomości mówił, że z poprzednią to seks był rzadko, ostatnie 3 miesiące się nie kochali, a ze mną to fajnie, bo ja ejstem chętna, otwarta. Mówił o seksie tak, jak ja sama myślę. A teraz jestem przekonana, że było tak samo, jak ejst teraz między nami.
          • kag73 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 05.12.12, 14:05
            No prosze, bardzo ladnie opisalas/podsumowalas sytuacje w Waszym zwiazku, jego i Twoje potrzeby. Teraz tylko odpowiedz sobie na pytanie: czy ten zwiazek Ci odpowiada? czy czujesz sie w nim szczesliwa?
            W zaleznosci d odpowiedzi, dzialaj!

            Byc moze zbyt kurczowo szukasz kogos do zwiazku, moze powoduje to panike u nowo poznanych facetow, czuja sie osaczeni, nie chca(tak szybko) wplatywac sie w ziwzek, "boja" sie i sie wycofuja. Wyluzuj troche, nie chodzi o to, zeby byc w bylejakim zwiazku, tylko dla zwiazku.
          • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 05.12.12, 15:44
            > Związał się ze mną, bo po roku sam czuł pustkę, chciał iść do restauracji, ale było mu smutno, że nie ma z kim. Jak ja przestanę coś organizowac, to stwierdzi, że jest nudno ze mną, rozstaniemy się, on poczuje pustkę, zacznie zabiegać o kolejną i opowie jej, że ze mną było nudno?

            Coz za wnikliwa i trafna analiza. Czyli w zasadzie wiesz na czym stoisz, prawda?

            Tak swoja droga: masz racje, ze sa zwiazki w ktorych ludzie oddaja sie rozrywkom wspolnie. Ale w takim przypadku ludzie raczej ekscytuja sie tym samym. Sprobuj, moze Ty tez sie wkrecisz w nocne gierki z jego kumplami ;).
            • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 05.12.12, 19:30
              Śmieszne jest to, że ja uważałam się za osobę, która potrzebuje dużo czasu sama. Uwielbiam być sama, nie czekam z utęsknieniem aż wróci. Ale jego potrzeba samotności jest jeszcze 10 razy większa niż moja. A mi przeszkadza, jak ktoś jest obok, a nie ze mną. Lubię być sama (w domu, nie w pokoju, najlepiej na dłużej), lubię być z kimś, nie lubię być obok.
              Powtarzam schemat ojca, który siedział przyklejony do komputera, nauczył się udzielać odpowiedzi nie angażując w to mózgu, a ja chciałam pogadać, podzielić się czymś.
        • jesod Dopieszczanie 05.12.12, 12:54
          that.bitch.is.sick napisała:
          > Są mężczyźni(nieliczni) którzy lubią aktywność kulturalną ale to też nie będzie
          > się wiązało z wiecznym dopieszczaniem partnerki.

          I tu się bardzo mylisz, bo partnerzy muszą się wiecznie dopieszczać, by ich związek był wieczny.
          Dopieszczanie ma jednak różne formy i bardzo indywidualny zakres.

          that.bitch.is.sick napisała:
          > Kobiety są mało logiczne:

          Siebie też uwzględniasz w tej opinii? To jakaś seksualna forma samobiczowania na męskim forum?

          that.bitch.is.sick napisała:
          > z jednej strony chcemy partnerstwa a z drugiej domagamy się aby mężczyzna nas nosił na
          > rękach.

          A co ma piernik do wiatraka?
          Potrzeba miłości, którą Ty określasz jako noszenie na rękach, dotyczy tak samo mężczyzn jak i kobiet, z pominięciem tych, którzy w ogóle nie czują potrzeby bycia kochanym.
          Partnerstwo nie polega na uprawnieniu do jeżdżenia na traktorze.
          • hello-kitty2 Re: Dopieszczanie 05.12.12, 13:10
            jesod napisała:

            To jakaś seksualna forma samobiczowania
            > na męskim forum?

            Na meskim forum? Od kiedy to forum jest meskie? I dlaczego?
          • esteraj Re: Dopieszczanie 05.12.12, 14:41
            Jesod, bardzo dobrze napisane.
            Również uważam, że partnerzy wciąż powinni się dopieszczać, by ich związek przetrwał.
            Dlaczego jednak ludzie tego nie robią?
            Bo uważają, że jak już ze sobą są, to jest to oczywiste, że jedno kocha drugiego. Uważają, że nie muszą się starać o coś, co jest już zdobyte.
            Takie rzeczy dostrzega się dopiero wtedy, gdy ktoś inny sprząta nam ukochaną osobę sprzed nosa.
            W moim przypadku była obopólna zdrada, która okazała się najlepszą lekcją życia.
            Otworzyło nam to oczy na zaniedbania, jakich się dopuściliśmy.
            Od tamtej pory dbamy o wspólnie spędzany czas, celebrujemy go, a także staramy się być dla siebie atrakcyjni.
            Każdy potrzebuje czasu dla siebie i jest to normalne. Nikt nikomu nie przeszkadza w realizowaniu siebie. Szanujemy swoją odrębność.

            Chodzi o to, że kiedy dwoje ludzi spotyka się jeszcze przed wspólnym zamieszkaniem, mają wyznaczony dla siebie czas na randkowanie. Wtedy cała uwaga jest skupiona na partnerze. Każdy stara się przypodobać drugiej stronie i daje to co najlepsze.
            Dlaczego zatem nie można kontynuować tego w stałym związku?
            Bo będąc razem, wspólne bytowanie się rozmywa.
            Niby jesteśmy razem, ale jednak osobno. Nasza uwaga jest rozproszona.
            Potrzeba jest więc wyznaczać sobie takie szczególne chwile, gdzie będziemy tylko z naszym partnerem i kiedy będziemy mogli świętować ten czas.
            • that.bitch.is.sick Re: Dopieszczanie 05.12.12, 16:21
              esteraj napisała:

              > Jesod, bardzo dobrze napisane.
              > Również uważam, że partnerzy wciąż powinni się dopieszczać, by ich związek prze
              > trwał.
              > Dlaczego jednak ludzie tego nie robią?
              > Bo uważają, że jak już ze sobą są, to jest to oczywiste, że jedno kocha drugieg
              > o. Uważają, że nie muszą się starać o coś, co jest już zdobyte.
              > Takie rzeczy dostrzega się dopiero wtedy, gdy ktoś inny sprząta nam ukochaną os
              > obę sprzed nosa.
              > W moim przypadku była obopólna zdrada, która okazała się najlepszą lekcją życia
              > .
              > Otworzyło nam to oczy na zaniedbania, jakich się dopuściliśmy.
              > Od tamtej pory dbamy o wspólnie spędzany czas, celebrujemy go, a także staramy
              > się być dla siebie atrakcyjni.
              > Każdy potrzebuje czasu dla siebie i jest to normalne. Nikt nikomu nie przeszkad
              > za w realizowaniu siebie. Szanujemy swoją odrębność.
              >

              To rzeczywiście w tym ujęciu związek ma służyć ludziom którzy się nudzą sami ze sobą, za dodatkową aktywność rozrywkową:), żeby dodatkowymi obowiązkami wypełnić sobie puste wieczory. Tylko po co się z kimś wiązać jeśli ktoś ma potem realizować na siłę jakąś checklistę. I tak potem się ukradkiem marzy o wolności.

              Swoją drogą: ciekawe i melodramatyczne. Związać się z kimś bez sensu, albo kompletnie to spieprzyć a potem starać się łatać na siłę, walczyć z wiatrakami i przełamywać fale. Jak ktoś odczuwa pustkę w życiu to rzeczywiście idealny wypełniacz i generator odwiecznej egzaltacji...

              Mylisz się w tym że przedstawiasz swoje prywatne koncepcje jako uniwersalną receptę na związki, to trochę naiwne bo nie każdemu można taką receptę zaserwować i nie każdy sobie życzy takiego związku. Skąd wiesz, poza tym że Tobie nie wybuchnie ponownie w twarz to co z taką pewnością innym rekomendujesz?

              Ja na przykład nie zniosłabym związku w którym ktoś wyznaczałby mi formę w jakiej mam okazywać uczucia i z jaką częstotliwością, nie potrzebuję związku do wypełnienia sobie czasu, czy do określenia się w życiu i społeczeństwie. Jest zbyt wielu moich ludzi, książek do przeczytania, miejsc do obejrzenia i rzeczy do nauczenia, czemu człowiek miałby rezygnować z rozwoju bo roszczeniowy partner wybiera gruchanie i nieustający taniec godowy? Dla mnie jest to działalność jałowa, jeśli ma być potraktowana w charakterze warunku sine qua non
              • esteraj Re: Dopieszczanie 05.12.12, 19:17
                that.bitch.is.sick napisała:

                > To rzeczywiście w tym ujęciu związek ma służyć ludziom którzy się nudzą sami ze
                > sobą, za dodatkową aktywność rozrywkową:), żeby dodatkowymi obowiązkami wypełn
                > ić sobie puste wieczory. Tylko po co się z kimś wiązać jeśli ktoś ma potem real
                > izować na siłę jakąś checklistę. I tak potem się ukradkiem marzy o wolności.


                Dla mnie nie dlatego ludzie się łączą, żeby wypełnić sobie puste wieczory, ale po to by móc się z kimś dzielić swoją radością.
                Zwykle kończą się fiaskiem takie związki, które liczą na jakieś dopełnienie. Wtedy łatwo jest wpaść w pułapkę własnych oczekiwań, których druga strona nie jest w stanie wypełnić.
                Na związek należałoby się decydować wtedy, gdy jest się samowystarczalnym i można czymś się z partnerem podzielić.


                > Swoją drogą: ciekawe i melodramatyczne. Związać się z kimś bez sensu, albo komp
                > letnie to spieprzyć a potem starać się łatać na siłę, walczyć z wiatrakami i pr
                > zełamywać fale. Jak ktoś odczuwa pustkę w życiu to rzeczywiście idealny wypełni
                > acz i generator odwiecznej egzaltacji...

                Myślę, że zawsze prościej jest uciec przed tym co się spieprzyło i zacząć od nowa. Jednak im większy trud włoży się w osiągnięciu celu, tym bardziej się go docenia.
                Chociaż Bitch, mogłabym Ci przyznać rację, że kiedy coś jest doszczętnie zniszczone i pozostają same zgliszcza, to faktycznie zbieranie tego do kupy mija się z celem.
                W moim przypadku były solidne fundamenty... albo sam materiał.

                > Mylisz się w tym że przedstawiasz swoje prywatne koncepcje jako uniwersalną rec
                > eptę na związki, to trochę naiwne bo nie każdemu można taką receptę zaserwować
                > i nie każdy sobie życzy takiego związku. Skąd wiesz, poza tym że Tobie nie wybu
                > chnie ponownie w twarz to co z taką pewnością innym rekomendujesz?

                Nie mam pojęcia, skąd wyciągnęłaś wniosek, że moja koncepcja ma być uniwersalną receptą na związki. Czyżbyś miała alergię na jakiekolwiek uogólnienia? Proponuję więcej swobody w podejściu do wypowiedzi.
                A swoją drogą, to jeszcze nie spotkałam się z przypadkiem, żeby ludziom dbającym o wspólnie spędzony czas i dopieszczającym się, wyszło to na złe.
                Ale pewnie Ty Bitch masz większe doświadczenie...

                > Ja na przykład nie zniosłabym związku w którym ktoś wyznaczałby mi formę w jaki
                > ej mam okazywać uczucia i z jaką częstotliwością, nie potrzebuję związku do wyp
                > ełnienia sobie czasu, czy do określenia się w życiu i społeczeństwie. Jest zbyt
                > wielu moich ludzi, książek do przeczytania, miejsc do obejrzenia i rzeczy do n
                > auczenia, czemu człowiek miałby rezygnować z rozwoju bo roszczeniowy partner wy
                > biera gruchanie i nieustający taniec godowy? Dla mnie jest to działalność jałow
                > a, jeśli ma być potraktowana w charakterze warunku sine qua non

                Naturalnym jest, że gdy nie ma żadnego uczucia i człowiekowi zupełnie na kimś nie zależy, to byłoby to zwykłym udawaniem i bezsensownym zmuszaniem się. Wówczas mówimy o kimś, kto pełni rolę czasowypełniacza, zabawki, którą odkłada się w kąt, a nie o partnerze życiowym.
          • that.bitch.is.sick Re: Dopieszczanie 05.12.12, 16:04
            jesod napisała:

            > that.bitch.is.sick napisała:
            > > Są mężczyźni(nieliczni) którzy lubią aktywność kulturalną ale to też nie
            > będzie
            > > się wiązało z wiecznym dopieszczaniem partnerki.
            >
            > I tu się bardzo mylisz, bo partnerzy muszą się wiecznie dopieszczać, by ich zwi
            > ązek był wieczny.
            > Dopieszczanie ma jednak różne formy i bardzo indywidualny zakres.
            >
            > that.bitch.is.sick napisała:
            > > Kobiety są mało logiczne:
            >
            > Siebie też uwzględniasz w tej opinii? To jakaś seksualna forma samobiczowania
            > na męskim forum?
            >
            > that.bitch.is.sick napisała:
            > > z jednej strony chcemy partnerstwa a z drugiej domagamy się aby mężczyzna
            > nas nosił na
            > > rękach.
            >
            > A co ma piernik do wiatraka?
            > Potrzeba miłości, którą Ty określasz jako noszenie na rękach, dotyczy tak samo
            > mężczyzn jak i kobiet, z pominięciem tych, którzy w ogóle nie czują potrzeby by
            > cia kochanym.
            > Partnerstwo nie polega na uprawnieniu do jeżdżenia na traktorze.


            Ty naprawdę uważasz że masz monopol na wiedzę o byciu kochanym? A jak odróżniasz miłość od swoich narcystycznych potrzeb. Jedni twierdzą że miłość to jak w serialu a inni czują miłość jak im partner złamie obojczyk, jesteś pewna że jak coś Ci się wydaje, że czujesz do kogoś to już jest miłość?
            Dla mnie to jakaś chora koncepcja związku z tym dopieszczaniem, nie byłabym w stanie czegoś takiego zaoferować mężczyźnie ani tkwić w związku w którym poczytać nie mogę, pograć nie mogę i w dupę się podrapać nie mogę, bo ktoś jest od razu zazdrosny o moje aktywności.
            Co wy macie z autorką za argumenty na tą niby obojętność partnera? Waszą zazdrość i subiektywne odczucie że jak zagrał w grę to "komputer jest ważniejszy"? A skąd wiecie co dla niego ważne i jak to okazuje? były miłości że ludzie pół życia byli rozdzieleni i po tych latach nadal się kochali. To kwestia subiektywna ile czasu powinno się spędzać z partnerem, a seks lub jego brak jest tylko konsekwencją/barometrem tego co się dzieje w związku.

            Jeśli odczuwacie pustkę w waszym życiu, a jednocześnie jesteście w związku to automatycznie żądacie od partnera wypełnienia tej pustki? Związałyście się z kimś żeby się nie nudzić wieczorami? Sorry ale dla mnie to mega niedojrzałe. Sami sobie mamy wypełniać pustkę w życiu a nie seksem, adoracją drugiego człowieka czy co najgorsze: dzieckiem (traktowanym potem jak lepszej klasy szczeniaczek). Jesteście żenujące jak pensjonarki z tym egoistycznym podejściem do seksu i związków - nic dziwnego że to nie idzie, bo to tylko egoistyczne kaprysy. Już pisałam:lepiej kupić 10tą torebkę lub wstrzyknąć botox też będzie wesoło.
            • iwantyoutoo Re: Dopieszczanie 05.12.12, 19:43
              > Dla mnie to jakaś chora koncepcja związku z tym dopieszczaniem, nie byłabym w s
              > tanie czegoś takiego zaoferować mężczyźnie ani tkwić w związku w którym poczyta
              > ć nie mogę, pograć nie mogę i w dupę się podrapać nie mogę, bo ktoś jest od raz
              > u zazdrosny o moje aktywności.

              A jak przeprowadziłaś to połączenie od dopieszczania do niemożności podrapania się w dupę? Jak jestem sama, robię to, co chcę robić sama. Jak decyduję się na związek, to zakłądam, że z mojego czasu będę musiała (chciała) wykroić nasz czas. Nie ejstem zazdrosna o aktywności, dopóki jest też nasz czas. A jak nie ma, to jeszcze jest związek? Nie wiem, jak ma wyglądać twoja wizja. Każdy robi swoje, nie dba o potrzeby partnera i co?

              > Co wy macie z autorką za argumenty na tą niby obojętność partnera? Waszą zazdro
              > ść i subiektywne odczucie że jak zagrał w grę to "komputer jest ważniejszy"?
              Nie, dopiero jak nie możesz sobie rpzypmniec, kiedy z tobą porozmawiał ani dnia, kiedy nie spedził wieczoru przy komputerze. Za wieczór uznaję czas od powrotu do domu do środka nocy, kiedy ty już dawno śpisz. Kiedy proponujesz seks, a on odsuwa cię, bo zasłaniasz ekran, a nie kochaliście się miesiąc. Jak gotujesz kolację i musisz go wołać jak dziecko z podwórka, zeby łaskawie zjadł. Bo jak sam bierze coś z lodówki, to zamyka się z tym w pokoju. Rozumiem, że on chce grać. Ale przy okazji widze, że mnie nie chce. Gdyby chciał, podzieliłby sobie czas na mnie i komputer.

              > Jeśli odczuwacie pustkę w waszym życiu, a jednocześnie jesteście w związku to a
              > utomatycznie żądacie od partnera wypełnienia tej pustki?

              Ja nie odczuwam pustki zajęć.Odczuwam brak partnera. Jestem z facetem, którego widuję 5 minut dziennie, głównie w przedpokoju. Skoro chcę z kimś być, to on nie jest wypełnieniem pustki koleżanki, książki, kina, fitnessu, tylko faceta. Całą resztę miałam, mam i nie oczekuję tego, że on mi to zastąpi.

              Kiedy byłam sama, czułam pustkę. Nie innych zajęc, bo miałam bardzo absorbującą i wciągającą pracę, znajomych, imprezy, wyzwania. Chciałam kogoś, z kim będę mogła dzielić sukcesy, z kim będę się cieszyć, pokażę mu to, co dla mnie ważne. A chęć uprawiania seksu, jeśli ma się duże potrzeby i fantazję to egoizm? Nie interesują mnie one night standy, czerpię radość z seksu z bliską osobą. Realizowanie moich zyciowych potrzeb to egoizm? Skoro ktoś je znał i wszedł w taki związek?

              • anna.b.elle Re: Dopieszczanie 05.12.12, 21:50
                Wspolczuje sytuacji, w jakiej się znalazłaś. Rozumiem, że nie chcesz się wyprowadzić (co byłoby najlepszym rozwiązaniem), ale może mogłabyś wyjechać gdzieś sama choć na tydzień, dwa, nie odzywac się do niego w tym czasie? Ciekawe czy zateskni? Czy w ogóle będzie go obchodzilo gdzie jesteś, z kim... Myślę że potrzebny mu jakiś wstrząs, sytuacja, w której mógłby poczuć, że naprawdę może Cię stracić. Ja mam męża od 3 lat, razem jesteśmy od 6, różnie między nami bywa, raz lepiej, raz gorzej, ale takiej oziębłości nigdy żadne z nas nie doświadczyło i mam nadzieję, że nigdy tak nie będzie. Nie po to się człowiek wiąże, żeby nadal być samotnym. Życzę Ci, żebyś znalazła rozwiązanie Twojego problemu.
    • kerkyra81 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 07.12.12, 13:44
      Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem...nic nie poradzę, bo sobie też nie umiem. Wiem, że on jest szczęśliwy, jest mu tak dobrze. Razem pracujemy, więc niby czas spędzamy sporo ze sobą, ale tylu rzeczy mi brak. Próbowałam wszystkiego, sama z siebie dając wszystko, może niepotrzebnie? Mnie chyba najbardziej brakuje czułości i pocałunków, nie pamiętam już jak smakują...raz zdradziłam, na chwilę znów poczułam się kobietą, ale to niczego nie zmienia. Po prostu chyba nadajemy na innych falach, nie wiem...czuję się czasem jakbym była staruszką, żal mi tego co ucieka...pozdrawiam serdecznie i życzę Ci szczęścia.
      • ambx Wygodniejszy wynajem mieszkania... 07.12.12, 19:19
        ...może być z koleżanką! Inna singielka "w trakcie poszukiwań" (single but looking) w odróżnieniu od niechętnego flejtucha będzie dbać o porządek, dawać ci zmiany w kuchni, a po winku lub dwóch... może zaproponuje wzajemne rozładowanie napięć seksualnych? Przeczytałem twój wątek prawie cały i myślę, że w tym momencie twojego życia lepiej ci będzie ze współlokatorką niz z nim. Niektórzy faceci dalej mają 16 miesięczny cykl zainteresowania jedną samicą, odziedziczony po jaskiniowcach. Wystarczyło to na zapłodnienie i opiekę nad nią w czasie ciąży i karmienia niemowlęcia. Później - endorfiny wietrzeją i pora ruszać dalej na łów. Ten typ tak ma i koniec. Zmuszanie go do seksu to bezsens. Twój sporadyczny dopadacz od szkolnych czasów to też tylko proteza związku damsko-męskiego. Pora ruszać dalej.
        • iwantyoutoo Re: Wygodniejszy wynajem mieszkania... 07.12.12, 20:10
          To jakaś twoja fantazja erotyczna, że dwie kobiety po winku rozładowują napięcie seksualne? Niestety orientacja seksualna to coś trochę bardziej skomplikowanego, przynajmniej u mnie jest ukierunkowana na facetów. Chyba, że ty po piwku robisz kolegom loda, nie wiem.
          Wybacz sarkazm, ale wkurz mnie takie samcze podejście, że dwie laseczki to się pewnie chętnie razem zabawią i może jeszcze dadzą popatrzeć.

          Współlokatorki nie chcę, napisałabym, że za stara jestem, ale tak naprawdę to nie ten charakter, zawsze byłam samotniczką. Nie znioslabym obcej osoby plączącej mi się po mieszkaniu.

          A dopadacz z czasów szkolnych mnie rozbroił. Nie z takich szkolnych i nie dopadacz. Raz mu się zdarzyło odkąd jestem w związku, zresztą nie wiem dlaczego. Widać nawet mój dyżurny potencjalny kochanek nie jest mną zainteresowany.

          Tak naprawdę to mam swoje własne mieszkanie, na same opłaty spokojnie byłoby mnie stać. Ale do gównianego związku dochodzi jeszcze gówniana sytuacja rodzinna i nie bardzo mogę teraz w swoim wlasnym zamieszkać. Zresztą nie chce, ale mogłabym je wynająć, a pieniadze dołożyć do wynajmowania tego, ktore lubię, może bym się wyrobiła. Ale to inna historia, sama nie wiem, co z tym zrobić.
          • ambx No to 2 x niby masz a nie masz... 07.12.12, 20:42
            ...znaczy mieszkanie i faceta. Lubie czasem doprowadzić do lekkiego absurdu, bo ludzie wewnątrz rzeczonego z trudem go dostrzegają. Ja też mam prawidłowo ukierunkowane popędy, więc po piwku - siku i pa! Co by nie rzec, to koleżanka raczej by po sobie sprzątała i dzieliła obowiązki domowe. Życzę ci serdecznie abyś swoją skomplikowaną sytuację osobistą i rodzinno - mieszkaniową... uprościła. You want it too, don't You?
            • iwantyoutoo Re: No to 2 x niby masz a nie masz... 07.12.12, 20:58
              Masz zdolność irytowania mnie. Twoje popędy są ukierunkowane heteroseksualnie, a nie "prawidłowo". Jakbym była lesbijką, to może byłoby mi łatwiej się dogadać z partnerką, ale nie jestem.
              Trochę nie wierzę w nowego faceta, może w tym mój problem, że trzymam się osoby o wielu zaletach zapewne, ale niepasującej do mnie. Bo reszta nie dość, że niezainteresowana, juz pomijam, że jakoś singli nie znam, ale zawsze szukałam facetów w sieci, to trudno znaleźć kogoś, kto ze mną wytrzyma. Poprzednie 6 lat szukania zostawiły we mnie sporą traumę. I ja wiem, że każdy powie, że się sam znajdzie, żeby nie szukać, ale jednak nie każdej się znajduje, nie każda po zostawieniu jednego ma drugiego i nie każda dobrze się czuje sama. Byłam strasznie nieszczęśliwa. Teraz też w zasadzie nie mam faceta, ale może przez mój brak doświadczenia, nie wiem, jak taki związek z mieszkaniem i życiem razem powinien wyglądać.
              Pewnie gdybym nie marudziła, nie domagała się rozmów, sprzątania czy seksu, byłaby to idylla. Żadnych kłótni, bo on sam z siebie się nie pokłóci, żadnej patologii, czasem jakaś rozmowa, podobne poczucie humoru. Tylko ja ciągle czegos chce. A on już kiedyś mi wylał żale, jaki to jest nieszczęśliwy.Ale tak na spokojnie nie powie, o co mu chodzi i czego by chciał.
    • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 07.12.12, 22:12
      Przeczytalam caly watek. Wlasciwie to ja moglabym byc jego autorka, sytuacja i kontekst zgadzaja sie wlasciwie co do joty.
      Nawet te mieszkaniowo-lokalizacyjne dylematy - niesamowite ;) Przywiazanie do pieknego mieszkania w super lokalizacji (ktorego samodzielnie nie dalabym rady utrzymac) jest jednak czynnikiem studzacym separacyjne zapedy. Komfort zycia versus kobiecy komfort psychofizyczny, wiem cos o tym. I tez mam tak, ze jestem bardzo selektywna zarowno jesli chodzi o mezczyzn jak i o miejsca w ktorych moge mieszkac. Taki typ "wszystko albo nic" - albo pelna i bezgraniczna akceptacja, albo w ogole w to nie wchodze.

      Jednak z perspektywy moich doswiadczen napisze z cala stanowczoscia : uciekaj dziewczyno, zycia szkoda. Nie czekaj do 40tki z rzuceniem trutnia. Bo i tak sie w koncu rozstaniecie - albo on znajdzie sobie nowy obiekt westchnien (ktory na moment sprawi, ze krew zacznie w nim szybciej krazyc) albo Ty w koncu dojrzejesz do tej decyzji. Szkoda, zeby to dojrzewanie trwalo jeszcze kolejne pare lat. Bo to bedzie stracony czas i nikt Ci tego potem nie odda.

      Badz madra zawczasu, nie po fakcie. Zamiast do reszty zgorzkniec i zmarniec, dzialaj. Na pewno poczujesz sie lepiej, jezeli zniknie z Twojego zycia czynnik mega dolujacy.
      Ja doprowadzilam siebie w podobny sposob do calkowitego uwiadu mojej seksualnosci. Ale dosc juz tego. Zwijam manatki i zycze Ci jak najszybszego podjecia tej uzdrawiajacej (cialo i ducha) decyzji...
      • iwantyoutoo Re: Nigdy nie było mi tak smutno 07.12.12, 22:58
        Dzięki, zawsze to miło usłyszeć, że ktoś rozumie sytuację.
        Tak się zastanawiam czy ja naiwnie nie wierzę w jego uczciwość, a on jednak nie ma ochoty na tę panienkę na boku. Prawie 23, jego nie ma, a nie jest to dzień gier, treningu. Może ma randkę.
        Kiedyś powiedział, że jak byśmy się rozstali, to opłaciłby mi mieszknaie na rok. Nie wyobrażałam sobie, żebym mogła się na to zgodzić, ale czasem mam tak dość, że mam ochotę mu to zaproponować.
        Syf w domu sięgnał zenitu, bo stwierdziłam, że mam gdzieś, pomaluję paznokcie, a nie umyję podłogę. Do pracy poszedł koło 14, wcześniej siedział w domu i pracowal czy co tam robił. Ale nie dotknął się do niczego. Musiałam z gorączką wyciągnąć odkurzacz, żeby chociaż ogarnąć kuchnię i żwirek rozsypany po całej łazience przez kota. Grzecznei zapytal czy mi potrzebne jakieś leki, odpowiedziałam, że nie. No nie umieram, po prostu się paskudnie przeziebieniowo czuję, nie poszłam do pracy. Ja bym chyba w takiej sytuacji wróciała do domu, zobaczyć czy chorej, nawet pokłóconej osobie czegoś nie potrzeba.
        • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 07.12.12, 23:22
          Mam identyczny casus w domu, czyli faceta emocjonalnie samowystarczalnego, zyjacego jakby obok. W swojej wlasnej bance, swoim wlasnym zyciem. Produkt tzw. zimnego chowu. Tacy ludzie to wielcy samotnicy, rowniez seksualni. Nie nauczeni, i co za tym idzie nie potrzebujacy ani dawac ani brac. I to jest cale sedno sprawy, Twoj facet kobiety na dobra sprawe nie potrzebuje. Poza poczatkowa godowa faza, kiedy mozg zalewa mu fala hormonow, ale zlozmy to na karb instynktu reprodukcyjnego. Potem hormony mu sie przestaja wydzielac i zamyka sie w swoim swiecie. Malo empatii i troski, a duzo egoizmu i dbania glownie o wlasne 4 litery. Taki emocjonalny Piotrus Pan.

          Nie rozpamietuj, nie ubolewaj i nie rozkminiaj jak byc powinno, a jak nie jest. Ja juz jestem na etapie, kiedy emocjonalnie mnie moj facet nie rusza. Fiasko mojego zwiazku juz tez mnie nie doluje, bo wiem, ze jestem na wylocie. Ze zwijam manatki i lada moment sie ewakuuje. Swiadomosc ostatniej linii prostej przed finiszem. Bardzo wygodny stan umyslu.

          Mam nadzieje, ze szybko dojdziesz do podobnych wnioskow. Im szybciej, tym lepiej. Pamietaj, ze zycia szkoda.
          • bcde Re: Nigdy nie było mi tak smutno 08.12.12, 00:28
            Sądziłem, że jesteś zadowolona ze swojego związku. Napisałaś tyle wartościowych postów na tym forum, że jak dla mnie jesteś ekspertem od problemów z BSwM. A tu się okazuje, że szewc bez butów chodzi. Powodzenia na nowej drodze życia. Trzymam kciuki :)
            • strach.na.wroble Re: Nigdy nie było mi tak smutno 08.12.12, 07:41
              bcde napisał:

              > Sądziłem, że jesteś zadowolona ze swojego związku. Napisałaś tyle wartościowych
              > postów na tym forum, że jak dla mnie jesteś ekspertem od problemów z BSwM. A t
              > u się okazuje, że szewc bez butów chodzi.

              Ludzie są bardzo różni. Jeden sposób może komuś uratować skórę, a drugiemu tylko pogorszyć sytuację. Są pewne ogólne zależności i to głównie o nich powinniśmy tutaj mówić. Uważam, że ostateczne rozwiązanie konkretnego problemu zawsze leży po stronie forumowicza, który przychodzi po pomoc. Tylko on zna wszystkie szczegóły sytuacji i niuanse, o których nie chce bądź nie może wspomnieć na forum.
              W tym rozumieniu, ekspertami mogą być nazywani ci, którzy zaangażowali się w zdobycie wiedzy ogólnej w omawianym przez nas temacie.

              Co do forumowiczów.
              Ja generalnie ufam ludzkiej inteligencji. Nawet jeśli nie świadomość, to zwykle podświadomość robi taki porządek w głowie, że opuszczamy partnera, który rzeczywiście jest nam stuprocentową kulą u nogi i nic z tego nie mamy.
              Tutaj na forum mamy do czynienia z przypadkami wyborów trudnych, gdzie każdy wariant wiąże się z jakąś znaczącą utratą dla odchodzącej strony. I nie zawsze da się wybrać. Ani ja, ani nikt inny nie podejmiemy decyzji za osobę trzecią, bo nie znamy jej systemu wartości i nie wiemy czym się kieruje.

              Jeszcze jedno. Wiara w to, że skoro nam się udało, to jesteśmy lepsi jest w tym rozumieniu naiwnością. Jeśli jest nam z kimś w życiu dobrze, to mieliśmy szczęście trafić na właściwą osobę i zwykle trochę temu szczęściu pomogliśmy. Ale nikt z nas nie wie, jak potoczyłoby się nasze życie, gdyby przyszło nam wychowywać się w tych warunkach co pytający o radę forumowicz, mieć jego doświadczenia i z tym bagażem spotkać jego przyszłego partnera.

              Pociecha w tym, że ludzie jednak się zmieniają. I po to tutaj ludzie przychodzą. Nie po radę życiową. Po wewnętrzną zmianę, po wiedzę. Przychodzą po introspekcję, próbę zrozumienia funkcjonowania własnego umysłu, zrozumienia schematów które rządzą psychologią seksualności. I trzeba chcieć się tego uczyć. Niestety, nie każdy chce.
            • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 08.12.12, 11:16
              bcde napisał:

              > Sądziłem, że jesteś zadowolona ze swojego związku. Napisałaś tyle wartościowych
              > postów na tym forum, że jak dla mnie jesteś ekspertem od problemów z BSwM. A t
              > u się okazuje, że szewc bez butów chodzi. Powodzenia na nowej drodze życia. Trz
              > ymam kciuki :)

              No coz, na to forum trafilam kilka ladnych juz lat temu. Nie przypadkowo, tylko wiedziona osobistymi problemami, szukajac rady oraz odpowiedzi na konkretne pytania.
              To nie do konca tak, ze szewc bez butow chodzi - zwiazki to jest troche taka rosyjska ruletka. Nie bardzo da sie przewidziec, zwlaszcza na poczatku zwiazku i w fazie ostrego zakochania, jak nasz bzykajacy jak krolik partner bedzie sie zachowywal po 5 czy 10 latach bycia razem. Czy nie pojawi sie u niego syndrom MiL, czy nie dopadnie go totalne znudzenie, czy nie okaze sie kryptopoligamista na przyklad ktorego seksualnosc bedzie musiala sie karmic nowoscia i roznorodnoscia bodzcow. Trudno to na poczatku wysondowac, takie rzeczy dzieja sie zazwyczaj po jakims czasie, kiedy pewne zyciowe zobowiazania sa juz zaciagniete, kiedy podjelo sie juz pewne dosc nieodwracalne decyzje i nie tak latwo tak po prostu to zakonczyc.

              Jesli chodzi o mnie to ja juz od dawna wiem, ze powinnam odejsc, jednak zyciowe okolicznosci oraz pewne umilowanie stabilizacji i komfortu przez dosc dlugi czas mnie powstrzymywaly.

              Dzisiaj wiem na pewno, ze nie warto ciagnac takich zwiazkow. I choc nadal nie zamierzam trzasnac drzwiami ot tak, chocby jutro (trzyma mnie jeszcze kilka spraw administracyjnych) to w takich sytuacjach jak moja oraz ta opisana w tym watku zdecydowanie doradzam odejscie zamiast brniecie dalej w zawracanie Wisly kijem.

              Dzieki za kciuki, przydadza sie.
              • hello-kitty2 Re: Pytania do glamourous 08.12.12, 12:42
                glamourous napisała:

                > Dzisiaj wiem na pewno, ze nie warto ciagnac takich zwiazkow. I choc nadal nie z
                > amierzam trzasnac drzwiami ot tak, chocby jutro (trzyma mnie jeszcze kilka spra
                > w administracyjnych) to w takich sytuacjach jak moja oraz ta opisana w tym watk
                > u zdecydowanie doradzam odejscie zamiast brniecie dalej w zawracanie Wisly kije
                > m.

                Glamourous chcialam dopytac w jakim jestes wieku? (jesli to nie sekret :) Ile trwal ten zwiazek? Czy macie dzieci? Czy ty masz dzieci?
                • iwantyoutoo Re: Pytania do glamourous 08.12.12, 20:37
                  pozamiatane. Rzucil mnie, wyprowadza sie. Watek traci aktualnosc. Za duzo wypilam , zeby teraz opowiadacg
                  • annamuzyka Re: Pytania do glamourous 09.12.12, 07:36
                    > pozamiatane. Rzucil mnie, wyprowadza sie. Watek traci aktualnosc. Za duzo wypil
                    > am , zeby teraz opowiadacg

                    Zaraz tam rzucił. Odszedł po porostu. Podejrzewam jednak, że w tle gdzieś była inna kobieta. Jak wytrzeźwiejesz to mam nadzieję, że napiszesz coś więcej, bo jestem ciekawa jaki podał powód, jeśli w ogóle podał?
                    • iwantyoutoo Re: Pytania do glamourous 09.12.12, 08:47
                      Nie wytrzezwialam. Podal powod, to nie inna kobieta. Napisze pozniej.
                      Pewnie histeryzuje, ale to moj pierwszy tak dlugi zwiaze, pierwszy z mieszkaniem razem. Przelamalam w sobie wiele barier, duzo naprawilam. Nie dam rady sama, nie dam rady tego zniesc. Jego wyprowadzki, zabierania rzeczy. Teraz mieszkania rszem az czegos nie znajdzie. Lecze sie na depresje, 3 lata jestem na lekach.
                      Nie umiem byc sama, bylam i bylam strasznie nieszczrsliwa. Poukladalam wszystko, zmienilam prace, unormowalam stosunki z rodzina, doprowadzilam do konca beznadziejna sprawe sadowa z komornikiem na karku. Wyprowadzilam sie, co dla zrozumienia, jaki to byl dla mnie krok, proponuje porownac do zdobyciaK2. Byl przy mnie, nareszcie mialam kogos, kto mnie kochal
                      • iwantyoutoo Re: Pytania do glamourous 09.12.12, 09:50
                        Powiedzial, ze musimy porozmawiac. Na poczatek o seksie. Od pol roku mu nie staje. To co bylo w tym czasie to bylo na pol gwizdk.
                        nie mial z tego zadnej. przyjemosci. Porno, tez nic, nie dziala .
                        Dalej cytat nie bedzie dokladny, bo mna tapnelo. Zle sie czuje, wariuje, nie ma domu. Nie ma tu swojego mmiejsca, stara sie jak najpozniej wracac. Po obudzeniu mu zle i przed zasnieciem. Poprzedniej nocy wyszedl na balkon i chcial skoczyc. Nie moze tu dluzej byc.
                        Trzecia rzecz. Jego przyjaciel sie oswiadczyl. Nie powiedzial mi tego. On tez myslal ze tozrobi, ze na kolejna rocznice kupi mi pierscionek. (Wczesnirj zawsze mowil, ze najpierw musimy razem zamieszkac.) ja slubu nie chcialam, nie lubie wesel, koscielny odpafa, cywilny jest glupi, boje sie takich deklaracji. Sadzilam ze on ma tak samo. I niby ma w temacie wesel i kosciola, ale chcial miec pewnosc, ze jest z kims do konca zycia. A ze mna wie, ze nie chce. Wie, ze zacznie uciekac w prace, wyjezdzac, wybuchac jak teraz (idiotyczne zachowanie, jego odppwiednik awantur, moge opisac). A w ogole to on tu nie moze, zwija swoje interrsy i jedzie za 2 lats do Anglii. To niby nie moja wina, on moze ma cos z gloea, moze lepiej jak bedxie sam. W tonie wierze, znowu po jakims czasie sie poczuje samotny i oszaleje ns punkcie jakiejs.
                        I jeszcze to spanikowal na mysl o tymm slubie, ze juz cale zycie ma byc takie i ze mna. Ze sobie tego nie wyobraza, np. seksu raz na 2 tygodnie.
                        Mowil o momentach, kiedy to niby sie popsulo, ale ja widze proces, jedyne wydarzenie to zamieszkanie razem. Chcial mi powiedziec wczesniej, ale nieumie mowic o swoich potrzebach. Woli sie dostosowac. Jemu nie musi byc dobrze, tylko znosnie. Chcial o tym porozmawiac na wakacjach, ale nie umial. Wtedy brak erekcji zwalil na ine, zbyt grube prezerwatywy, teraz powiedzial, ze klamal. Przed tym wyjazdem strasznie sie poklicilismy o to, ze ja jak zwykle organizuje, a on najwyrazniej nie chce jechac. Wtedy powiedzial, ze go pozbawilam domu, ze nie ma swojego miejsca, ale to bylo tak glupie, ze nie wiedzialam, jak zareagowac. Potem nie potwierdzil. W koncu pojechalismy razem, bylo ok, staralam sie nie wymagac, zeby spedzal ze mna caly czas, zeby nie narzekal, ze mu nic nie wolno. Myslalam, ze pomoglo. Powiedzial, ze sie cieszy, ze razem pojechalismy.
                        Po powrocie wzielismy malego kotka i zamienilismy sie w rodzicow. Rozmowy o kuwecie i karmieniu. Oboje mamy pierdolca na jego punkcie. Bylismy w kinie, jakies zakupy, odwiedziny u rodzicow, czasem mi kupil prezent. Ostatnio kilka dni temu widzielismy w telewizji reklame perfum, powiedzialam, ze sobie kupie jak jest promocja. Nastepnego dnia pojechal do dwoch sklepiw, szukal i nie bylo. W zyciu sie tak nie ucieszylam z prezentu, ktorego nie dostalam. Rozczulil mnie, pomyslalam, ze jednak jeszcze sue stara i mu zalezy. A teraz mi powiedzial, ze to i podobne gesty byly po to, zeby sam sobie udowodnil, ze jest ok, ze jest jakas szansa. Ale nie wytrzymal.
                        Za 2 tygidnie miala byc nasza 4. rocznica. Mieszkamy razem niecale 9 mmiesiecy.
                        • hello-kitty2 Re: Brak erekcji od pol roku? 09.12.12, 10:19
                          iwantyoutoo napisała:

                          > Powiedzial, ze musimy porozmawiac. Na poczatek o seksie. Od pol roku mu nie sta
                          > je. To co bylo w tym czasie to bylo na pol gwizdk.
                          > nie mial z tego zadnej. przyjemosci. Porno, tez nic, nie dziala .

                          Nic wczesniej nie wpominalas o braku erekcji, gdy opisywalas, ze unika seksu. Nie zaniepokoilo Cie to? Jak on to tlumaczy?
                          • iwantyoutoo Re: Brak erekcji od pol roku? 09.12.12, 10:59
                            Juz wczesniej miewal okazjonalne problemy, na poczatku trudno mu sie bylo otwarzyc. Duzo stresujacej pracy, kazdemu sie zdarza. Na wakacjach zwalil na grube prezerwatywy, o ile pamietam to oralnie wyszlo. Seks byl foslownie kilka razy, poza wakacjami chyba raz nie wydzlo, bo kot miauczal i opadl nastroj. A tak to erekcje mial, moze nie na sam moj widok, ale stosunek z wytryskiem odbywal. Teraz mowi, ze nie mial z tego przyjemnosci. Wygladal jakby mial. A poza tym nie dawal sie nawet dotknac. Jak dotknelam krocza to owszem erekcji nie mial, ale rozumialam to jako ogolny brak ochoty na seks.
                        • gomory Oby to byl poczatek nowej i lepszej przyszlosci 09.12.12, 10:55
                          Jesli mialo sie rozsypac lepiej by stalo sie to wczesniej niz pozniej. Bolesne byc musi.
                          Trzymaj sie.
                          • iwantyoutoo Re: Oby to byl poczatek nowej i lepszej przyszlos 09.12.12, 11:06
                            Ja juz nie wierze w przyszlosc. Nikt mnie nie zechce. Nie wiem dlaczego tak sie stalo. Wiem, ze raz bylam dla kogos najwazniejsza, warta normalnego zwiazku. Ale i tak nie na cale zycie. Tak nikt o mnie nie myslal. Szanse na zwiazek mam zadne.
                            • gomory Re: Oby to byl poczatek nowej i lepszej przyszlos 09.12.12, 11:28
                              Przede wszystkim to nie wiesz co on tam sobie myslal, tylko masz swoja imaginacje na ten temat. Czy byl takim och, ach nie do zastapienia nie wiesz. Moga sie jeszcze i fajniejsi trafic, nawet jesli dzis wydaje sie to nierealne.
                              To, ze nie wierzysz w przyszlosc nie jest dobre, bo depresyjnosc czesto dosc nieciekawe osoby przyciaga. Nikt nie ma "zadnych" szans na zwiazek. Nawet jesli w konkretnych okolicznosciach sa one mizerne, jakies tam zawsze sa. Nawet stojac przed plutonem egzekucyjnym warto poprosic o duza szklanke wody, bo nie wiadomo co sie moze w tym czasie zdarzyc, a szanse na wyjscie z opresji wzrosna :).
                              • iwantyoutoo Re: Oby to byl poczatek nowej i lepszej przyszlos 09.12.12, 11:36
                                Wiem, co powiedział.
                                Tak, mam depresję. Od kilku lat. A od wczoraj nie przestałam płakać. Rozwód to dość traumatyczne przeżycie, nawet jak bez slubu.
                                • glamourous Re: Oby to byl poczatek nowej i lepszej przyszlos 09.12.12, 14:16
                                  Skoro sam podjal taka decyzje, no to z Bogiem ;)
                                  W gruncie rzeczy bardzo dobrze sie stalo, a jakis czas bedziesz mu wdzieczna ze sam Cie od siebie uwolnil. Pamietaj, ze decyzje, ktore podejmuje za nas samo zycie zazwyczaj wychodza nam na dobre. W tym przypadku przynajmniej samoczynnie znika Ci dylemat, co zrobic z tym pustym i jalowym zwlazkiem oraz z doskwierajacym Ci bezseksiem.

                                  I nie rozumiem, skad taki katastrofizm, ze nigdy juz sobie nikogo nie znajdziesz, ze nikt Cie nie zechce, ze nikt Ci sie nie spodoba. Troche to dziwne, piszesz jak zgorzkniala 60-latka, a nie laska w pelnym rozkwicie swojej kobiecosci, kiedy wszystko jeszcze jest mozliwe. Powinnas moze isc na jakas terapie. Poprawic samoocene oraz podejscie do ludzi i do samej siebie. Moze masz jakies zaszlosci z dziecinstwa, np. DDD, ktore blokuja Cie na udane i zdrowe relacje z mezczyznami oraz z ludzmi w ogole? W kazdym razie rozpaczanie po marniutkim partnerze, ktory nic dobrego do Twojego zycia nie wnosil, a dawal tylko pustke i frustracje jest absurdalne. Teraz przynajmniej jestes wolna i wszystko jeszcze przed Toba. Zamiast plakac i chlac do lusterka powinnas skakac do sufitu z uciechy, ze samo sie to tak wygodnie rozwiazalo.
                              • strach.na.wroble Re: Oby to byl poczatek nowej i lepszej przyszlos 09.12.12, 11:48
                                Kaźdy teź ma jakieś wymagania minimalne, które nie zawsze są do zrealizowania. Nie wiemy jakie ma autorka wątku.
                        • that.bitch.is.sick Jak ktoś nie umie być sam... 09.12.12, 14:55
                          ..to generalnie nie będzie też umiał być z kimś. Nie wierzę że Cię nikt nie zechce (niestety) ale wierzę że Twoje problemy będą się powtarzać dopóty ich nie rozwiążesz bo nie są one związane z wadami partnera tylko z Tobą to widać i naprawdę związek nie jest remedium na Twoje problemy emocjonalne.
                          • gomory Re: Jak ktoś nie umie być sam... 09.12.12, 16:49
                            > związek nie jest remedium na Twoje problemy emocjonalne

                            Remedium nie jest ale i przeszkoda byc nie musi.
                            Ludzie w zwiazku sie wspieraja i niosa sobie pomoc. Wiec to niemalo jesli ma sie bliskiego ktory w depresyjnym stanie doprowadzi partnera na terapie, nie bedzie sepil kasy na specjaliste i poslucha o problemach ktore trapia dusze. To moze byc bardzo przydatne przy wyprowadzaniu duszy z mroku. Wrecz moze bardziej zblizac ludzi jesli wspolnie pokonuja problemy. Tylko obie strony musza byc tego swiadome jak i faktu, ze uklad sie moze przewartosciowac gdy ona w koncu uwierzy w siebie. Facet jej nie uleczy, ale przeciez pomocny w tym byc moze.
                            • that.bitch.is.sick Re: Jak ktoś nie umie być sam... 09.12.12, 17:01
                              gomory napisał:


                              >
                              > Remedium nie jest ale i przeszkoda byc nie musi.
                              > Ludzie w zwiazku sie wspieraja i niosa sobie pomoc. Wiec to niemalo jesli ma si
                              > e bliskiego ktory w depresyjnym stanie doprowadzi partnera na terapie, nie bedz
                              > ie sepil kasy na specjaliste i poslucha o problemach ktore trapia dusze. To moz
                              > e byc bardzo przydatne przy wyprowadzaniu duszy z mroku. Wrecz moze bardziej zb
                              > lizac ludzi jesli wspolnie pokonuja problemy. Tylko obie strony musza byc tego
                              > swiadome jak i faktu, ze uklad sie moze przewartosciowac gdy ona w koncu uwierz
                              > y w siebie. Facet jej nie uleczy, ale przeciez pomocny w tym byc moze.

                              Jeśli przypadkiem dojdzie do tego że jedno wspiera drugiego, to bardzo ładnie i miło..ale gdy porąbana i poszarpana emocjonalnie jednostka szuka związku - nie dlatego że do niego dojrzała - tylko dlatego aby uwiesić się emocjonalnie na drugiej osobie i zabluszczyć sobie trochę bo sama sobie w życiu nie radzi - to w takim układzie dobrze być nie może. To zależy jakie wy ludzie macie wizje związku ale mi się w głowie nie mieści abym miała związać się z kimś kogo będę musiała wiecznie ciągnąć za uszy, adorować, dowartościowywać, wyciagać z rozmaitych zaburzeń i depresji. Może się trafić że ktoś ma syndrom matki teresy, ale dla mnie to już nie związek tylko jakiś toksyczny związek pacjent-pielęgniarka, owszem może się zdarzyć że pomogę ale ja też mogę wymagać pomocy i co? Zwijamy ogon pod siebie? tu pan ma problemy ze wzwodem i co? nie ma co liczyć na pomoc, bo jest niunia którą trzeba adorować. no niestety, nie wiadomo kto kiedy wymaga pomocy
                              • iwantyoutoo Re: Jak ktoś nie umie być sam... 09.12.12, 19:09
                                Odpiszę, chociaż za szybko oceniasz.
                                Jeśli jedna osoba w związku zachoruje, to ją rzucic, bo ma problemy? Osoba specjalnie dla partnera podjęła leczenie, bo wiedziała, że dalej nie dadzą rady. Od tamtej pory naprawiła masę rzeczy w zyciu. Lekami, bo lekami, ale zwalczyła huśtawki nastrojów, płacze całymi dniami, dołowanie się.
                                Oprócz depresji, jest to także odmiana PMS, tylko trwająca 2 tygodnie, bez zaburzń hormonalnych. Leczy się antydepresantami. Moja wina?
                                Nie uwiesiłam się, miałam wsparcie emocjonalne. Potrzebuję do życia poczucia, że mam kogoś, dla kogo jestem najważniejsza. Chodziłam na terapię i pani psycholog powiedziała, że jeśli miałabym potrzebę partnera, który będzie mi wiązał sznurówki, to ok, powinnam takiego znaleźć, bo inaczej będę nieszczęśliwa. Był przy mnie, kiedy mnie wyrzucili z pracy. Był, kiedy wpadłam na pomysł nowej i wspierał, ale tym, że miałam do kogo zadzwonić i zapytać o radę w sprawie, w której zdecydowałam sama. Nie ciągnął mnie na terapię ani do psychiatry. Jak poczułam, że jest fatalnie, poszłam sama, a bałam się jak cholera, wstydziłam. Jak byłam po, opowiedziałam, powiedziałam, że będe brać leki. Zaakceptował, nie odrzucił jako wariatkę. Wspierał, bo powiedział, że będzie przy mnie, że dobrze zrobiłam.

                                Nie ciągnął mnie nigdy za uszy. Zawsze dochodziłam do różnych rzeczy sama. Był i pochwalał dobre decyzje. Tak się ie robi w związkach? Nie rozmawia się, nie wyżala jak jest źle, nie chwali sukcesami?

                                Pan nie mówi o problemach. Nigdy. Tak ma. Nie mi, nikomu. Skąd miałam wiedzieć, że ma problem ze wzwodem, skoro po prostu unikał seksu? BTW teraz wyszło, że przy porno miewał wzwód i wytrysk, ze mną też, ale nie czuł przyjemności. Ktoś unika seksu, wyraźnie nie ma ochoty, unika też mnie. Wiedziałam, że coś jest nie tak, nie podejrzewałam, że chodzi o seks, tylko, że seks jest skutkiem. Teraz już wiem wsyztsko, rozmawamy duzo, od dawna tyle nie rozmawialiśmy. Jak kiedyś naprawdę miał problemy ze wzwodem, rozwiązaliśmy je. Bał się mnie, miał jakieś swoje zaszłości z kobietą. Rozmowa, spokój, trening, brak ciśnienia. Pomogło.
                                On się nie afiszuje z problemami, nawet za język go nie można wyciągnać. Ale starałam się tak, jak ja umiałam. Jak sobie wyobrażałam, że można komuś pomóc. Nie pomogę materialnie komuś, kto zarabia o wiele więcej, nie pomogę fizycznie komuś dwa razy większemu, nie rozwiążę problemów w pracy, bo się nie znam na tym. On może mi pomóc finansowo, może mi wnieść coś ciężkiego, w pracy mi nie pomoże.
                                Niunia chodzi do pracy, wraca, sprząta, czasem gotuje, opiekuje się kotem, pracuje często w domu, pierze, prasuje. On wraca wieczorem. I jak jestem w twojej ocenie nienormalna, to masz do niej prawo, ale ja w związku potrzebuję spędzać trochę czasu roazem, rozmawiać, a nie mieć chłopa zamkniętego w sąsiednim pokoju.
                                Nie wierzę w teorię, że jak ktoś ie umie być sam, to nie powinien wchodzić w związek. Jestem bez związku nieszczęśliwa. Często po rozstaniu dostawałam power do zmian w życiu, np. dobrze mi się pracę znajdowało. Ale nie jestem szczęśliwa bez czułości, drugiej osoby. Ona nie musi mi pomagać, chcę po prostu miłości. Uwielbiam dawać. Mam małe doświadczenie, może daję to, co ja chciałabym dostać, a nie to, czego oczekuje partner.
                                W każdym razie po dzisiejszej długiej rozmowie usłyszałam, że ja lepiej sobie radzę w związku niż on. Że w tym wspolnym mieszkaniu zrobiłam wszystko jak trzeba.
                                • strach.na.wroble Re: Jak ktoś nie umie być sam... 09.12.12, 23:07
                                  iwantyoutoo napisała:

                                  > Nie wierzę w teorię, że jak ktoś ie umie być sam, to nie powinien wchodzić w zw
                                  > iązek. Jestem bez związku nieszczęśliwa.

                                  No i co z tego ? To na dokładkę ma być nieszczęśliwy jeszcze ktoś drugi ?
                                  Tak jakby w życiu tylko o nas chodziło. Sorry, ale na świecie jest jeszcze parę innych osób.

                                  Ktoś kto ma zdrowo niepoukładane pod beretem nie stworzy normalnego związku. Co tu do zgadzania się czy też nie ? Przecież to truizm.

                                  Żeby tego było mało, stan i poziom tego niepoukładania ostro zawęża pulę partnerów, gotowych wiązać się z daną osobą. Szukanie związku w takim stanie jest samosprawdzającą się prognozą, bo jęcząc o tym jaka jesteś biedna i niekochana stajesz się niezwykle atrakcyjna dla pewnego wąskiego grona facetów (nota bene, równie porządnie niepoukładanych tam gdzie szanowna pani możesz pana majstra pocałować), a zupełnie zaczynasz zwisać tym, z którymi ewentualnie mogłoby coś tam wyjść.

                                  Oczywiście, człowiek nie jest constans, więc najpierw praca nad sobą, a potem związki. Inaczej będzie powtórka z rozrywki.

                                  Taka luźna uwaga, mam nadzieję, że się nie obrazisz, tylko przemyślisz:
                                  Możesz być typem, który powszechnie określa się mianem wampira energetycznego. Gość zaczął się dusić w związku, bo miał poczucie że spiłaś z niego wszystkie życiowe soki. Dlatego dał nogę. Potrzebujesz wsparcia, ale jeśli to się dzieje kosztem kogoś, to on zamiast wyciągać cię z bagna, sam w nim powoli zaczyna grzęznąć.
                                  Mam tutaj oczywiście na myśli relację psychiczną, nie jakieś metafizyczne abrakadabra.

                                  Oczywiście nie znam szczegółów, ale to co opisujesz bardzo mi do tego modelu pasuje.
                                  • gomory Re: Jak ktoś nie umie być sam... 10.12.12, 11:22
                                    > Oczywiście nie znam szczegółów, ale to co opisujesz bardzo mi do tego modelu pasuje.

                                    Mnie z kolei na ta chwile uklad wyglada na zupelnie inny.
                                    Jej Ex swietnie zdaje sobie sprawe, ze przezywa napiecie w kontaktach z kobieta w lozku. Z tego powodu miewa klopoty z erekcja, seks traktuje zadaniowo i jest dla niego sfera lekowa.
                                    Zwiazal sie z partnerka sprawiajaca wrazenie uleglej i niewymagajacej. Moze wystepowac w tym ukladzie niemalze w roli Pigmaliona. Swoja opiekuncza postawa na innych frontach podbudowuje swoje ego, bez eksponowania faktu, ze kobiete traktuje testowo.
                                    Poniewaz nie rozwiazal swojego problemu przyjmuje postawe ucieczkowa przed przykrymi faktami. Alienuje sie i unika zblizen. Typowy rozjazd goscia ktory ma swoja wizje porzadnego faceta i nierozwiazane problemy emocjonalne. Gosc raczej mocno kontroluje swoje emocje, nie wybucha i pewnie jest niezlym manipulantem. W kryzysowych akcjach moze elegancko zadzialac bierna agresja. On sie nie wkurza, bo swoja zlosc przelewa na partnerke i zostawia ja z nia za drzwiami swojej kryjowki.
                                    Jego swiat aktualnie sie sypie i rozpada (opowiesc o probie samobojczej, dylematach z pierscionkiem, zwiazkiem na cale zycie). Niestety przyjal wersje, ze bedzie go lepil sprawdzajac sie z kolejnymi kobietami.
                                    • that.bitch.is.sick o związkach 10.12.12, 11:57
                                      gomory napisał:

                                      > > Oczywiście nie znam szczegółów, ale to co opisujesz bardzo mi do tego mod
                                      > elu pasuje.
                                      >
                                      > Mnie z kolei na ta chwile uklad wyglada na zupelnie inny.
                                      > Jej Ex swietnie zdaje sobie sprawe, ze przezywa napiecie w kontaktach z kobieta
                                      > w lozku. Z tego powodu miewa klopoty z erekcja, seks traktuje zadaniowo i jest
                                      > dla niego sfera lekowa.
                                      > Zwiazal sie z partnerka sprawiajaca wrazenie uleglej i niewymagajacej. Moze wys
                                      > tepowac w tym ukladzie niemalze w roli Pigmaliona. Swoja opiekuncza postawa na
                                      > innych frontach podbudowuje swoje ego, bez eksponowania faktu, ze kobiete trakt
                                      > uje testowo.
                                      > Poniewaz nie rozwiazal swojego problemu przyjmuje postawe ucieczkowa przed przy
                                      > krymi faktami. Alienuje sie i unika zblizen. Typowy rozjazd goscia ktory ma swo
                                      > ja wizje porzadnego faceta i nierozwiazane problemy emocjonalne. Gosc raczej mo
                                      > cno kontroluje swoje emocje, nie wybucha i pewnie jest niezlym manipulantem. W
                                      > kryzysowych akcjach moze elegancko zadzialac bierna agresja. On sie nie wkurza,
                                      > bo swoja zlosc przelewa na partnerke i zostawia ja z nia za drzwiami swojej kr
                                      > yjowki.
                                      > Jego swiat aktualnie sie sypie i rozpada (opowiesc o probie samobojczej, dylema
                                      > tach z pierscionkiem, zwiazkiem na cale zycie). Niestety przyjal wersje, ze bed
                                      > zie go lepil sprawdzajac sie z kolejnymi kobietami.

                                      ..ale się rozwinęliście i po cóż szukać ofiar, manipulatorów, chytrego wyrachowania i innych złych intencji? Przecież jest truizmem że KAŻDY związek, jeśli jedna osoba od razu nie podporządkuje się drugiej będzie prędzej czy potem walką o dominację albo przynajmniej rywalizacją, jeśli tego nie ma jest marazm i szukanie wrażeń poza. Ludzie to tylko ludzie i nawet jeśli kochają to zawsze wyłażą z nich partykularne interesy i egoizm. Osoba która liczy że znajdzie związek co będzie przystanią gdzie będzie można w pełni zaufać i oddać swoje serce w czyjeś ręce, a ten ktoś to szlachetny rycerz bez zmazy i skazy co żadnej przewagi nie wykorzysta - to chyba śni bajkami z dzieciństwa - jest to niewskazane bo każdy orze jak może.
                                      Dlatego nie rekomenduje się osobom które sobie w życiu nie radzą aby wchodziły w związki, bo(i tu wychodzą mity w myśleniu o związkach) związek to trudne zadanie a nie znalezienie opiekuna i protezy. Może czas dorosnąć i spojrzeć w twarz rzeczywistości, zamiast brnąć w złudzenia. Ile znacie związków gdzie osoby nie wykorzystują swojej przewagi?
                                    • iwantyoutoo Re: Jak ktoś nie umie być sam... 10.12.12, 12:32
                                      gomory napisał:

                                      > Zwiazal sie z partnerka sprawiajaca wrazenie uleglej i niewymagajacej.

                                      Nie. On uważał, że związał się z kobietą bardziej doświadczoną, bardziej otwartą w seksie, on się bał, że ja jestem taka pomysłowa i doświadczona. Dla mnie to nie jakieś super doświadczenie, ale on miał przede mną jedną partnerkę, ja dwóch i różne drobniejsze kontakty. Więcej rzeczy robiłam. Np. pierwszy seks oralny, połknęła spermę. I on się wstydził, jego partnerka tego nie robiła. Podobało się, ale wstydził się czy mi smakował, bo ona mówiła, że to obrzydliwy smak.

                                      > Alienuje sie i unika zblizen.
                                      Unikał, bo widac miał w sobie za dużo, zaczął mieć problem z erekcją, seks przestał sprawiać przyjemność, zaczął to traktowac jako kolejny obowiązek, bo wiedział, że ja potrzebuję. I nie szło, bo bez przyjemności, ja się domagam, a on unika, zamaist powiedzieć, o co chodzi.

                                      Na samym początku też miał problemy z erekcją, bo się mnie bał. Mojej otwartości właśnie. Ale pogadaliśmy, otworzył się, ja go uspokoiłam i powoli doszliśmy do fajnego seksu.


                                      > Jego swiat aktualnie sie sypie i rozpada (opowiesc o probie samobojczej, dylema
                                      > tach z pierscionkiem, zwiazkiem na cale zycie). Niestety przyjal wersje, ze bed
                                      > zie go lepil sprawdzajac sie z kolejnymi kobietami.

                                      Rozważa opcję bycia sam. Zresztą po tamtej był rok sam, czegoś mu brakowało, na szybko skombinował mnie. Mówi, że ma szczęście, że tak szybko znalazł.
                                    • jesod Umieć być razem 10.12.12, 14:51
                                      gomory napisał:
                                      > Alienuje sie i unika zblizen.

                                      To, że się alienuje i unika zbliżeń może oznaczać, że w tym związku nie ma porozumienia.
                                      Porozumienie to między innymi wzajemna akceptacja - skoro pojawiają się problemy to rozwiązujemy je razem, ale byśmy mogli rozwiązać je razem - musimy (złe słowo!) postarać się rozumieć drugą stroną - jej potrzeby, oczekiwania, możliwości, warunki, w których funkcjonuje itd. itp.
                                      Staramy się rozumieć drugą stronę, bo nam na niej zależy... Zależy nam, bo coś do niej czujemy i dlatego chcemy być razem. Chcemy być jednością, czyli wzajemnie się uzupełniać, cieszyć się sobą i swoim czasem. A czas jest nam darowany, lecz nie wiedzieć czemu najzwyczajniej tego nie zauważamy...
                                      To takie proste, ale najprostsze sprawy wydają się być najtrudniejsze.
                                  • hello-kitty2 Re: Jak ktoś nie umie być sam... 10.12.12, 13:07
                                    > iwantyoutoo napisała:
                                    >
                                    > > Nie wierzę w teorię, że jak ktoś ie umie być sam, to nie powinien wchodzi
                                    > ć w zw
                                    > > iązek. Jestem bez związku nieszczęśliwa.

                                    Tez nie rozumiem myslenia: nie potrafie byc sama. Wczesniej pisalas, ze jestes typem samotnika i nie mozesz zniesc jak ktos Ci sie kreci po mieszkaniu. Jak to polaczyc? Robisz wyjatek dla uczucia i adoracji, a jak tego nie dostrzegasz, to ta osoba Ci zaczyna przeszkadzac w chacie, czy jak?

                                    Poza tym nie oszukujmy sie, czlowiek cale zycie jest sam. Trzeba sie nauczyc z tym zyc, akceptowac, malo tego, zaczac czerpac z tego przyjemnosc, pielegnowac odrebnosc. A nie zawlaszczac innych ludzi.
                                    • iwantyoutoo Re: Jak ktoś nie umie być sam... 10.12.12, 14:34
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Tez nie rozumiem myslenia: nie potrafie byc sama. Wczesniej pisalas, ze jestes
                                      > typem samotnika i nie mozesz zniesc jak ktos Ci sie kreci po mieszkaniu.

                                      Jestem jedynaczką, zawsze miałam swój pokój, lubiłam spędzać czas sama, umiałam się sobą zająć. Nie umiałam i nadal nie umiem dogadywać się ze znajomymi np. na wspólnych wyjazdach. No nie potrafię i już.
                                      Robię wyjątek dla uczucia. Wtedy chcę spędzać z tą osobą dużo czasu. Ale to nie znaczy, że cały czas mamy być razem. Tylko jak trafiasz na osobę, która pracuje w innych godzinach, jeszcze bardziej lubi być sama, to jest problem. On mi nigdy nie rpzeszkadzał w mieszkaniu. Odwlekałam zamieszkanie razem, bo bałam się, że nie dam rady. Może dlatego, że on ugodowy, to jakoś poszło gładko. Teraz wyszło, że tłumił problemy.
                                      Nie chce mi się dostosowywać do osoby poniekąd obcej, nawet koleżanki, bo tego nie lubię. A jak tę osobę kocham, to chcę mieć ją blisko, czy mnie adoruje czy nie.

                                      Na palcach jednej ręki mogę policzyć wspólne śniadania, kolacje czy obiady. Lepiej kawałek kiełbasy do ręki i do pokoju. Może dwie ręce wystarczą na wspólne pójście spać. On zawsze wolał coś ejszcze zrobić niż się rpzytulić. Wspólne wstawanie, jakoś miło spędzony czas w łóżku? Zapomnij. I nie po 20 latach małżeństwa, tylko od początku wspólnego zamieszkania.

                                      Czy to jest jakaś wybujała potrzeba adoracji? Nie chcę codziennie celebrować śniadanka, bo się spieszę do pracy. Ale jak dzwonię z pytaniem, kiedy będzie i na którą mogę zrobić obiad, bo akurat raz w tygodniu postanowiłam coś ugotować, on podaje godzinę i spóźnia się 1,5?

                                      Ja nie zawłaszczam. W jaki sposób zawłaszczam? Że nie akceptuję tego, że mój partner wchodzi do domu, powie cześć, bierze coś do jedzenia i po minucie ejst zamknięty w pokoju? Chciałam partnera, nie współlokatora. Nie mówię o sytuacji jednorazowej, kiedy ktoś chce być sam, mówię o sytuacji codziennej. Wracał zawsze przynajmniej 3 godziny później niż ja, 2 razy w tygodniu trening, raz gra z kolegami do nocy, w sobotę czasem siłownia. Nigdy nie usłyszał, żeby ze mną został i mnie adorował, a nie szedł. Ja też często pracuję w domu, chodze sobie na fitness, tylko zwykle wyrabiam się z tym zanim on w ogóle wróci do domu.

                                      Najśmieszniejsze jest to, że kiedy zostawałm u niego na noc w jego mieszkaniu, było właśnie tak, jak chciałam. Razem weekendowe śniadanko, ja coś pooglądałam w telewizji, on posiedział przy komputerze, wyszliśmy gdzieś albo ugotowaliśmy. Czasem u niego pracowałam. I nie wpadałam codziennie, żeby mi kazdy wieczór zapełnił. Teraz mi powiedział, że on właśnie tak chciał, że tak sobie wyobrażał to życie razem. Że wracamy z pracy, posiedzimy, pogadamy. A od początku było inaczej. Nie wiem, gdzie popełniliśmy błąd.

                                      Nie wiem czy naprawdę jestem z kosmosu, że trudno zrozumieć, że ktoś chce mieszkać z partnerem, a nie chce z współkolatorem/współlokatorką. Jakoś większość ludzi mieszka z parami, a nie z koleżankami. I chyba po to są w tym związku, żeby się dzielić swoimi sprawami, rozmawiać, spędzać czas razem i osobno.
                                      • jesod Chciałam 10.12.12, 15:01
                                        iwantyoutoo napisała:
                                        > Chciałam partnera, nie współlokatora

                                        I tego się trzymaj. Skoro wiesz, czego chcesz - nie rób sobie dalej krzywdy.
                                        Należy podjąć decyzję zgodną z Twoimi potrzebami, których Twój obecny "partner "zdaje się nia zauważać.
                                        Może on potrzebuje tylko współlokatorki? :)
                                      • hello-kitty2 Re: Jak ktoś nie umie być sam... 10.12.12, 15:34
                                        iwantyoutoo napisała:

                                        > Jestem jedynaczką, zawsze miałam swój pokój, lubiłam spędzać czas sama, umiałam
                                        > się sobą zająć. Nie umiałam i nadal nie umiem dogadywać się ze znajomymi np. n
                                        > a wspólnych wyjazdach. No nie potrafię i już.

                                        To teraz jak zostaniesz sama to dokladnie tak rob, jak napisalas i bedziesz szczesliwa i juz. Nie ma sie co, na nikogo (bylego, przyszlego) ogladc. Zyj dla siebie.
                                        • iwantyoutoo Re: Jak ktoś nie umie być sam... 10.12.12, 15:54
                                          Byłam sama 6 lat. Po rozstaniu z facetem i tym, jak zażartował z moich planów zawodowych, znalazłam super pracę. Zajęłam się nia do nocy i byłam w niej/z niej szczęśliwa. I paskudnie nieszczęśliwa w życiu osobistym. Czuję się nieszczęśliwa, kiedy nikt mnie nie kocha. Nie powiem, że keidy ja nie kocham, bo kochanie bez wzajemności też jest do kitu.
                                          Ja rozumiem tą teorię, że trzeba najpierw umieć być szczęśliwym ze sobą. A ja nie jestem. To nie znaczy, że się uwieszam, nie. Ale mam z tyłu głowy, że ktoś jest. że ktoś mnie wybrał, kocha. Że mam komu opowiedzieć o sukcesie i to go zainteresuje. I takie głupoty - lubie koncerty, fajne restauracje. Byłam sama i widziałam coś fajnego, chciałam mieć kogoś, komu mogłabym to pokazać, z kim mogłabym tam spędzić czas. Umiem iść sama do kina, umiem iść z koleżanką na koncert, ale to dla mnie nie to. Ok, jak to chęć, a nie konieczność.
                                          Czy mi się wydaje, czy potrzeba bycia kochanym i tworzenia związków jest dość naturalna? Czy jak kobieta pisze, że chce być adorowana, to od razu to musi być odczytane jako nieustanny zachwyt i jedzenie sobie z dziubków?
                                          Mój kolega z pracy z pokoju dzwonił do swojej dziewczyny ze sto razy dziennie. Ona do niego też. Z każdą pierdołą: kiedy wstałaś, co było na śniadanie. Umówiła się z koleżanką z daleka i z 5 razy zadzwoniła pogadać o tym co robią. No nie mogłam uwierzyć. Jak idę z koleżanką, to nie dzwonię do faceta. Ja lubilam z poczatków anszego związku miłe smsy, dużo smsów:) Ale ile można gadać przez telefon o głupotach. On jej wszytsko załatwiał. Ona z innego miasta, ale mieszka tu kilka miesięcy, więc on jej znajdował rozkłąd jazdy każdego autobusu, wypożyczał rower, zakupy robił na Allegro, bo ona nie miała konta. Przyjeżdżała, żeby jej zabandażował rękę, bo się oparzyła (miała spokojnie możliwość manewru). Dla mnie patologia, nie mogłabym być tak traktowana, jak dziecko. Dla niego żaden problem, żeby komuś pomóc i potrzeba opieki. Ja nie konsultowałam z chłopakiem pierdół, nie dzwoniłam jak pracował, chyba, że miałam pilną sprawę na 30 sekund, nie zabraniałam spotkań z kolegami, wręcz sama wyganiałam, nie wydzwaniałam jak wracał późno, nie mówiłąm, żeby mi wszytsko załatwiał (czasem brałam go na ciężkie zakupy, bo on ma samochód), czasem mnie gdzieś podrzucił.

                                          To jest bluszcz i potrzeba ciągłej adoracji?
                                          • strach.na.wroble Re: Jak ktoś nie umie być sam... 10.12.12, 21:07
                                            Czyli miś przytulak by cię na dłuższą metę drażnił ?
                                      • bcde Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 01:40
                                        > Na palcach jednej ręki mogę policzyć wspólne śniadania, kolacje czy obiady. Lep
                                        > iej kawałek kiełbasy do ręki i do pokoju. Może dwie ręce wystarczą na wspólne p
                                        > ójście spać. On zawsze wolał coś ejszcze zrobić niż się rpzytulić. Wspólne wsta
                                        > wanie, jakoś miło spędzony czas w łóżku? Zapomnij. I nie po 20 latach małżeństw
                                        > a, tylko od początku wspólnego zamieszkania.

                                        I ty rozpaczasz, że cię rzucił? To jakiś emocjonalny kastrat i popapraniec. Może mu płat czołowy kiedyś wycięli? Gdzie wy, kobiety takich facetów wykopujecie? Przecież ten twój partner właściwie nie potrzebuje kobiety i ludzkich uczuć. To cyborg. Glamourous ma rację, że powinnaś skakać pod sufit z radości.
                                        Pytasz gdzie popełniliście błąd? Tu już nie wystarczy napisać "widziały gały, co brały", bo ty byłaś po prostu ślepa, skoro nie widziałaś wcześniej jego kalectwa emocjonalnego.
                                        • iwantyoutoo Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 08:46
                                          Zabawne są rożne opinie ludzi. Raz on jest cyborgiem (co mu nie raz zarzuciłam), raz ja jestem bluszczem.
                                          Trochę jak rozwód, 4 lata to dla mnie wieczność, rozsypałam się. On mówi, że rozsypałam się, bo to on podjął decyzję. Nie wykluczam, mam tak, że mogę siedzieć na pinezce i wszyscy mi mówią, żebym wstała, ale jak ja do tego nie dojrzeję, to uwazam, że się nie da i tego nie chcę. A jak dojrzeję, to jeden podskok i po pinezce.

                                          Boli, bo teraz rozmawiamy. Powiedział, ze dlatego, że jest mu lepiej. Smutno, ale odszedł mu strach, apnika, nie jest cały czas wkurzony, uspokoił się, nie trzęsą mu się ręce. Poczułam się kulą u nogi - zabronił mi tak mówic. To była mi najbliższa osoba, we wszytskich trudnych momentach, a przez te 4 lata zebrało się ich aż za dużo. Jak rozstanie nie ejst po kłótni, w gniewie, po moim dojrzeniu do decyzji, na spokojnie, to potwornie boli. Szczególnie, kiedy człowiek dawał ci parasol bezpieczeństwa. Wiem, że powinnam zbudować to wszystko, co zbudowałam dla siebie. Pracę, samodzielność, nowe życie powinnam zbudować na swojej wartości. Zbudowałam na związku, chciałam zbudować dom. Zachciało mi się tego z nim, nigdy tego nie miałam, nie wyobrażałam sobie mieszkania z kimś. A z nim czułam się dobrze, tzn. naturalnie, mogłam być sobą, niczego nie udawać. ?Kiedyś pokazanie się facetowi bez makijażu nie wchodziło w grę. Nie chciałam z nikim zamieszkać, bo jak to, byłabym chora i on widziałby mnie brzydką? Tu mi wszytsko odpuściło, czułam się we wspólnym mieszkaniu jak w domu. Może w domu suchym, gdzie jest mało tego czasu spędzanego razem, szczególnie emocjonalnie.

                                          Zarzucają mi, że ejstem bluszcz i jak to możliwe, że lubię być sama, a teraz panikuję. Człowiek ma różne potrzeby. Odrębności i przynależności, one się nie kłócą. Jak mieszkałam w domu, gdzie nigdy, przez kilka lat nie byłam sama, tak, żeby w mieszkaniu nie było nikogo poza mną, wariowałam. Odcinałam się, uciekałam do zamkniętego pokoju, brakowało mi oddechu. Teraz moja potrzeba wolnego, czasu dla siebie została zaspokojona. Zajmowałam się sobą, dobrze bawiłam. Aż miałam codziennie zaspokojoną potrzbę odpoczywania sama. Zaspokojoną z dużą nadwyżką. A nie miałam zaspokojonej potrzeby interakcji. Można dużo gadać, potrzebować z kimś omówić swoje sprawy (jak powiem komuś na głos, sama wymyślam rozwiązania) i mieć potrzebę bycia samej.

                                          Gdzieś w środku wiedziałam, że ten związek nie ma szans. Że nie czuję tego, co chciałabym czuć. Ale nikt dookoła nie ma wiecznej sielanki. Nie miałam doświadczenia, nie umiałam ocenić, co jest normalne, co nie. Nie wierzę w siebie i nie wierzę, że jeszcze z kimś będę. Nie chcę powtórzyć tego, jak leczyłam samotność. Łatwo się mówi - zajmij się sobą. Zajmowałam, ale czułam pustkę. Nie chcę rzucić się w jakiś toksyczny układ, żeby tylko mieć faceta, a jak jestem taka samotna, to tracę zdrowy rozsądek. Staram się ułożyć plan, na razie na pewno nie chcę nikogo szukać. Tylko włącza mi się głos nieorzsądku, a może właśnie rozsądku: nie młodnieję, ciekawszych ode mnie jest masa, wolnych facetów z poukładanym w głowie deficyt. Fajnie jak wiele osób tu pisze, że odeszło ze złego związku, znalazło nowy, jest super. Ale nie ma gwarancji ani na nowy, ani na super.

                                          Może ktoś jest na tyle mądry i poradzi mi w jednej sprawie. To, jaka jestem teraz miało element składowy związek. Po odjęciu tego elementu poczułam jakbym mentalnie wróciła do stanu sprzed czterech lat. Fatalna samoocena, pesymizm, brak wiary w cokolwiek. Wtedy byłam taka, wtedy byłam bez związku -> bez związku byłam taka, nie ma związku -> jestem taka. Taki zaszedł we mnie proces. Jak się tego pozbyć? Jak poczuć się osobą silną, docenić to, co się osiągnęło, nie rpzypisywać wszytskiego czyjejś obecności?
                                          • esteraj Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 12:01
                                            Iwantyoutoo, piszesz pięknie i mądrze.
                                            Myślę, że w swoim podejściu do związku jak i zachowaniu, nie popełniłaś żadnego błędu.
                                            W swoim partnerze widziałaś szansę na coś dłuższego i "poważniejszego".
                                            Dałaś to, co mogłaś dać i robiłaś to najlepiej jak umiesz.
                                            Nie ma sensu się zadręczać. Po prostu, Twój facet miał inną wizję. Może na początku chciał tego co Ty. Tak samo jak Ty wyobrażał sobie Waszą przyszłość... Niemniej jednak człowiek ulega ciągłej transformacji. Coś, co kiedyś było ważne, potem staje się mniej istotne i odwrotnie.

                                            Czy w Twoim życiu nie zmieniły się priorytety?
                                            Czy Ty sama nie zmieniałaś swoich koncepcji i światopoglądu podczas swojego życia?
                                            Pewnie tak, bo człowiek jest po to, by ciągle odkrywać coś nowego, by się rozwijać...

                                            Pozwól swojemu facetowi odejść i żyć jego własnym życiem.
                                            Rozłąkę potraktuj jako kolejny etap w swoim życiu. Etap, którego celem jest dokonać kolejnych zmian w Tobie.

                                            Wiadomo jest, że większość z nas wolałaby sielankowe życie bez zmartwień i trudności. Żebyśmy zawsze byli zdrowi i bogaci, a w koło roztaczała się miłość...
                                            Tak nie jest.
                                            Każda przeszkoda i kłoda na drodze jest szansą na dalszy rozwój.

                                            Istnieją dwie możliwości: usiąść i płakać, albo wziąć się w garść i ruszyć dalej.
                                            Nie można wciąż czekać na cud i pomocną dłoń. Nie można oczekiwać, że ktoś przeżyje życie za nas... To są Twoje smutki i Twoje radości...
                                            Potrzebujesz wskazówki? Oto ona: zaakceptuj aktualną sytuację, daj wolność ludziom będącym obok Ciebie, nie obarczaj ich odpowiedzialnością za swoje życie, poszukaj sposobu na bycie samowystarczalną.
                                            • iwantyoutoo Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 12:59
                                              Nie chcę napisać, że miałam, mam w życiu gorzej. Nie ma sensu się licytować. Wygrzebała się siłami własnymi, jego, zdarzeń niezależnych z fatalnej sytuacji. Pokładałam nadzieje na spokój w tym związku. Od marca miała być sielanka. Tzn. nie, normalnie miało być. Tak, żeby problemem było, że on nie odkurzył, a nie że komornik wyrzuci mnie z mieszkania, że ktoś powoli umiera na moich oczach. Że chcę iść na randkę, a w tym momencie muszę sprzątać zabrudzone łóżko, zmieniać pieluchę babci. Miałam sobie odetchnąć w spokoju: praca, dom, obowiązki, przyjemności, luz.

                                              To, że mnie boli odrzucenie, że mam niską samoocenę, że sie czuję od razu do niczego to jedno. To, że znowu mam problemy to drugie. Nie byłam w pełni samodzielna finansowo, bo nie musiałam - tworzymy związek, on ma więcej kasy, więc wkłada więcej, ja wkładam czas, pracę w domu. Więc oprócz zerwania, kiedy się mówi pa i wraca do siebie, mam zerwanie, kiedy muszę przemyśleć i przestawić dużo rzeczy. Nie chcę z pewnych rezygnować, ale to będzie trudne.

                                              Jak o czyms amrzysz, ciężko na to pracujesz, osiągasz to kompletnie rozwala, jak nie zdążysz się nacieszyć.
                                              • strach.na.wroble Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 13:57
                                                iwantyoutoo napisała:

                                                > Nie chcę napisać, że miałam, mam w życiu gorzej. Nie ma sensu się licytować. Wy
                                                > grzebała się siłami własnymi, jego, zdarzeń niezależnych z fatalnej sytuacji. P
                                                > okładałam nadzieje na spokój w tym związku. Od marca miała być sielanka. Tzn. n
                                                > ie, normalnie miało być.

                                                I tak jest.
                                                To tylko kolejny etap wielkiego sprzątania w twoim życiu, tylko ty jeszcze tego tak do końca nie rozumiesz.
                                                Wygląda na to, że stało się tak, jak stać się musiało. Czas iść do przodu, nie oglądaj się wstecz. Czasoprzestrzeń jest tak wstrętnie skonstruowana, że mamy wpływ tylko na to co dopiero się wydarzy. To co już się zdarzyło, jest poza tobą. Wyciągaj wnioski, ale nie zadręczaj się. Z tego nic już nie zmienisz.
                                                • iwantyoutoo Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 14:08
                                                  A jak nie widzę nic z przodu? I nie widzę, żebym się zmieniła, żeby mnie to czegoś nauczyło.
                                                  Jak siedze w pracy, to się uspokajam, myślę logiczniej. On powiedział, że chciał ślubu, planował pierścionek i go walnęło - strach, panika, chęć ucieczki. Nie ejst miło słyszeć takie słowa. Ale ja na weselach patrzyłam na pary i wyobrażałam sobie, a jakbyśmy tak my... i nie czułam jakiejś radości. Nie czułam, że to ten. Nie wiem, może żadnego wymarzonego nie ma, może nie ma dla mnie, ale wydaje mi się, że ludzie mają chociaż w momencie podejmowania kluczowych decyzji taką pewność. Chciałabym mieć. Chciałabym być dla kogoś taką pewnościa. I boli, bo sądziłam, że dla niego jestem. Tak długo mnie rpzekonywał, że chce być ze mną pomimo wszystko, tyle wytrzymał, że sądziłam, że jak jest lepiej (ze mną, moim zachowaniem), to tym bardziej.
                                                  • strach.na.wroble Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 15:19
                                                    Dobrze powiedziałaś, że ci się wydaje.
                                                    Wierz mi, sporo tych "szczęśliwych par" kończy jako małżeńskie grobowce, wielu z nich też nie ma pewności "że to ten/ta". Trudno jest być razem. Ludzi ze sobą z czasem bardziej wiążą dzieci i wspólne kredyty.
                                                    W tym właśnie rzecz, że w społeczeństwie nauczyliśmy się pielęgnować fikcję. To całe słodkie pierdzenie o bezkompromisowej i bezwarunkowej miłości powinno być moim zdaniem w jakiś sposób karalne, bo wprowadza ludzi w błąd. Szczególnie wtedy kiedy są jeszcze młodzi i na tyle głupi, żeby w nie wierzyć.

                                                    Pamiętaj o jednym. To ty decydujesz, że "to ten". Nigdy nie daj się wpuścić w jakąś bezwolność, wchodząc w układ który jest dla ciebie niejasny, może na dłuższą metę być niekorzystny, a to co pcha cię do niego to jakieś bliżej nie określone "bo tak się powinno robić". Gówno prawda. To my sami o tym decydujemy.
                                                    To "powinno się" to inaczej zakorzenione w podświadomości stereotypy, mechanizmy skryptu życiowego i inne tego typu bzdety. To twój wewnętrzny autopilot, a w istotnych sprawach, właśnie tak jak piszesz, decyzja musi być świadoma i musi być "na tak".
                                                    Małżeństwo to układ między ludźmi, który decyduje o ich dalszych losach często na całe życie, więc w tym względzie czasem lepiej, gdyby był efektem chłodnej kalkulacji niż efemerycznych emocjonalnych uniesień, które dzisiaj podszeptują "tak", a jutro "siak". Musi być opłacalne.
                                                  • that.bitch.is.sick Rozważny i romantyczna... 12.12.12, 09:34
                                                    strach.na.wroble napisał(a):
                                                    > Pamiętaj o jednym. To ty decydujesz, że "to ten". Nigdy nie daj się wpuścić w j
                                                    > akąś bezwolność, wchodząc w układ który jest dla ciebie niejasny, może na dłużs
                                                    > zą metę być niekorzystny, a to co pcha cię do niego to jakieś bliżej nie określ
                                                    > one "bo tak się powinno robić". Gówno prawda. To my sami o tym decydujemy.
                                                    > To "powinno się" to inaczej zakorzenione w podświadomości stereotypy, mechanizm
                                                    > y skryptu życiowego i inne tego typu bzdety. To twój wewnętrzny autopilot, a w
                                                    > istotnych sprawach, właśnie tak jak piszesz, decyzja musi być świadoma i musi b
                                                    > yć "na tak".
                                                    > Małżeństwo to układ między ludźmi, który decyduje o ich dalszych losach często
                                                    > na całe życie, więc w tym względzie czasem lepiej, gdyby był efektem chłodnej k
                                                    > alkulacji niż efemerycznych emocjonalnych uniesień, które dzisiaj podszeptują "
                                                    > tak", a jutro "siak". Musi być opłacalne.

                                                    ..jak w temacie:). Może Ty spróbujesz zostać Tristanem, nie jesteś chętny;)?
                                                  • strach.na.wroble Re: Rozważny i romantyczna... 12.12.12, 14:44
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > ..jak w temacie:). Może Ty spróbujesz zostać Tristanem, nie jesteś chętny;)?

                                                    Ale tam na końcu wyszło, że to jednak on bluszczył :P Głupio trochę, i jakoś tak ku uciesze złośliwej gawiedzi. No i zabijać smoka ?
                                                    Nie wiem, nie nadaję się, zarobiony jestem.

                                                  • that.bitch.is.sick Re: Rozważny i romantyczna... 13.12.12, 22:15
                                                    strach.na.wroble napisał(a):
                                                    ?
                                                    >
                                                    > Ale tam na końcu wyszło, że to jednak on bluszczył :P Głupio trochę, i jakoś ta
                                                    > k ku uciesze złośliwej gawiedzi. No i zabijać smoka ?
                                                    > Nie wiem, nie nadaję się, zarobiony jestem.
                                                    >

                                                    Hmm podsumowanie dzisiejszego modelu męskości.:) Ostatni Bond Sama Mendesa, wprawdzie nie zaliczył testów sprawności i nie uratował żadnej kobiety ale chociaż ocalił karierę - czego w takim razie i panu życzę:)
                                                  • strach.na.wroble To nie o to chodzi. 14.12.12, 08:10
                                                    Nie, nie tak.

                                                    Spójrz. Kimże ja jestem, żeby nie stosować się do własnych rad ? Byłbym hipokrytą. Tym co różni mnie od wałęsających się tutaj ofiar losu, jest jedynie pełniejsza świadomość własnej niekompetencji.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: To nie o to chodzi. 14.12.12, 10:10
                                                    strach.na.wroble napisał(a):

                                                    > Nie, nie tak.
                                                    >
                                                    > Spójrz. Kimże ja jestem, żeby nie stosować się do własnych rad ? Byłbym hipokry
                                                    > tą. Tym co różni mnie od wałęsających się tutaj ofiar losu, jest jedynie pełnie
                                                    > jsza świadomość własnej niekompetencji.

                                                    O fałszywa skromności maskująca poczucie wyższości!:) Po prostu Cię zaczepiałam. Tak z sympatii.:)
                                                  • strach.na.wroble Re: To nie o to chodzi. 14.12.12, 10:53
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Po prostu Cię zaczepiałam. Tak z sympatii.:)

                                                    Ależ moja droga, nie miałem co do tego najmniejszych wątpliwości. Stąd moja wymijająca odpowiedź z dużym perskim okiem w domyśle.
                                                    W innym wypadku moja odpowiedź musiałaby być bardziej przemyślana i wyważona.
                                                    Na szczęście nie musiałem się specjalnie gimnastykować, nikt rozsądny nie bierze za dobrą monetę historii, która zaczyna się mordowaniem smoków, bieganiem wśród trędowatych, robieniem w chuja króla poważnego państwa i piciem miłosnych eliksirów, które, jak powszechnie wiadomo, nie istnieją.
                                                    Zatem pozdrawiam i dziękuję za szczere życzenia uratowania mej kariery, które w dobie panującego kryzysu przyjmuję skwapliwie i z wdzięcznością.
                                                  • abrigado Re: Rozważny i romantyczna... 13.12.12, 11:10
                                                    ja moge być tristanem, obciął bym głowę IZOldzie za wszelkie kuszenia
                                                    a z Morholtem zrobił beczkę guinessa

                                                    yo, ho, hooo! :)
                                                  • gomory Re: Rozważny i romantyczna... 13.12.12, 11:50
                                                    > a z Morholtem zrobił beczkę guinessa

                                                    i chyba tez 6na9 skoro ksiezniczki brak ;).
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Rozważny i romantyczna... 13.12.12, 14:22
                                                    Pewnie by ją w końcu odkopali...
                                                  • strach.na.wroble Re: Rozważny i romantyczna... 13.12.12, 12:55
                                                    A spotkałeś kiedyś jakąś, która by nie kusiła ? Przecież to u kobiet normalne, czemu chcesz od razu obcinać łeb ?
                                                    Czy może jesteś męskim odpowiednikiem feministki, która za "werbalne napastowanie" najchętniej poobcinałaby penisy wszystkim samcom w okolicy ?
                                          • gomory Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 12:04
                                            On czy Ty znalazl prace i codziennie wywiazywal sie z obowiazkow?
                                            On czy Ty znalazl dom i o niego codziennie dbal?
                                            Twoje sprawy rodzinne ukladalas bez jego udzialu.
                                            Nie mieszkasz z ojcem, bo sama podjelas taka decyzje, a nie on za Ciebie.
                                            Ty wsypywalas piasek do kociej kuwety i dawalas zwierzakowi karme.
                                            Po rozstaniu pewnie wiele obowiazkow okaze sie bardziej skomplikowane. Moze zamiast samochodem bedziesz musiala jezdzic MZK. Poznac jakie zarowki mozna wkrecic w lazience, pilnowac terminow platnosci albo poprosic kogos o pomoc w usunieciu wirusa na komputerze. Ale skoro sie rozstajecie, to radzilbym go na razie o nic nie prosic. Przeciez wiesz, ze to niemozliwe by byl jedynym na swiecei chetnym do pomocy mezczyzna.
                                            Potrafisz sprzatac swoj dom, pracowac na swoje utrzymanie i sama zawiazac sobie buty. Tyle Ci wystarczy. Poradzisz sobie w zyciu o ile nie bedziesz uwazala, ze wszystko co robisz sama, wychodzi Ci tylko dzieki komus.
                                            • iwantyoutoo Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 12:50
                                              Jak się meiszka z kimś, to się narzeka, że on nie sprząta. A potem się okaże, że jednak wiele robił. Kotem się zajmowaliśmy po połowie. Teraz będę musiała sama myśleć, że wyjść na dłużej nie mogę, bo kot.
                                              Nie jest tak, że się sama utrzymam. Skomplikowane, muszę ostro zakombinować. Nie w tym mieszkaniu. A do tego, do którego mogę wrócić bez płacenia za wynajem, nie wrócę.
                                              Komunikacją zawsze jeździłam, tylko się rpzyzwyczaiłam, że gdzieś dalej mnie podwiezie.
                                              Ok, przyzwyczaiłam się do wygód i tego, że on ma kasę. I tego, że nie musze myśleć czy sie utrzymam sama, bo nie ejstem sama. że jak nie będę miała na wakacje, to on zapłaci, że pójdziemy do dobrej knajpy (dawno temu chodziliśmy często), do kina, że jak mi się coś spodoba, to mi kupi. Zaraz usłyszę gromy, że byłam z nim dla kasy. Jak ktoś sobie chce tak myśleć, proszę bardzo. Lubię wygodne życie. Pracuję, staram się, dbam o dom, robię zakupy, wakacjami dzielimy się po połowie, on zarabia wiecej (nie o ile, tylko ile razy), bo jest z innej branży, ja kokosów nie wyciągnę. Chciał mi dawać, sam chciał żyć na fajnym poziomie, a nie chować nadwyżkę i dostosować się do mojego. Pieniądze mi pożyczył raz. Nie wiem czy zostane dobrze zrozumiana, ale ja zawsze się bałam, że coś walnie w życiu i zostanę na lodzie, bez pracy, bez pieniędzy, na ulicy. Takie lęki chyba z domu. On uważa, że zawsze sobie poradzi. I będąc z nim nie musiałam się martwić o to, co będzie jak np. byłabym bezrobotna. Bo on mi pomoże. Nie lubie brac, wolę zarobic, ale w parze ejst łatwiej, zawsze ktos kogoś pociągnie za uszy. Jakby co.

                                              Problem z pomocą w rzeczach transportowych i technicznych jest taki, że wcześniej prosiłam ojca. Odcięłam się w dużej mierze od niego, rzadko o coś prosiłam, prosiłam faceta. Teraz przychodzi mi do głowy ojciec, a nie chcę być znowu dzieckiem. Koledzy... Nie umiem prosić osób nie najbliższych.

                                              Plus jest taki, że kiedyś chciałam mieszkać sama i sama sobie radzić. Jeśli mi sie uda wszystko poogarniać, a dużo pracy przede mną, żeby mieć wystarczającą ilość pieniędzy, to już będę to zawdzięczać tylko sobie. W sprawach żarówek i odsuwania kanapy facet rozleniwia. Prosze, bo zna się lepiej, jest silniejszy. Ale jak muszę, to zrobię to sama. Od komputera mam ojca, jakby co. A inne rzeczy pewnie są do ogarięcia, tylko jak nie musiałam, to wolałam na kogoś zwalic. I nie będę prasować męskich koszul:)
                                              • jesod Jak tu dogodzić...? :) 11.12.12, 13:23
                                                iwantyoutoo napisała:
                                                > Jak się meiszka z kimś, to się narzeka, że on nie sprząta. A potem się okaże, ż
                                                > e jednak wiele robił.

                                                Dokładnie tak. Może jednak nie warto kruszyć kopii o pierdoły, bo życie jest za krótkie.
                                                Więc... należy zadać sobie pytanie: ile jesteśmy w stanie zaakceptować bez bólu i ciągłego drapania ran, wiecznych pretensji, niezadowolenia, marudzenia i trucia?
                                                Wszystko zależy od wzajemnych relacji i od tego, czy umiemy być razem.

                                                Umieć być razem - o tym napisałam parę słów już wcześniej, tuż przed setnym wpisem tego wątku.
                                              • gomory Re: Jak ktoś nie umie być sam... 11.12.12, 14:09
                                                > A inne rzeczy pewnie są do ogarięcia, tylko jak nie musiałam, to wolałam na kogoś zwalic. I nie będę prasować męskich koszul:)

                                                Chcialas rad forumowiczow jak odnalezc energie do pokonywania problemow, a tutaj prosze: sama dalas sobie z tym rade ;).
                                                Masz racje - umialas sobie w zyciu poradzic. Partner bywa niezwykle uzytecznym, ale nie jest nieodzowny. Codziennosc Ci to szybko pokaze, ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami.

                                                Co do tych gromow - jedna z zalet posiadania partnera jest mozliwosc korzystania z jego zasobow finansowych. Nie widze w tym niczego zdroznego. Gdybym byl kobieta to facet sepiacy kase bylby dla mnie po prostu zerem. Jawny dowod jego braku zaangazowania. Jasne, ze nie mozna wymagac tyle samo od studenta co prezesa banku. Ale na miare swoich mozliwosci kazdy powinien wykazywac sie dokladnie takimi samymi checiami.
                                • ambx You've come a long way, baby... 10.12.12, 11:45
                                  "Chcąca jego też" - ta sama szklanka z tą samą ilością "Bloody Mary" moze być w połowie pusta lub pełna. Dzięki temu facetowi wykonałaś tytaniczną prace, poszłaś do przodu, zadbałas o swoje sprawy i zdrowie. Teraz jest ci ciężko, ale startujesz i wyższego punktu i możesz dalej pofrunąć. Gostek też ma poważne trudności z emocjami i bliskością, ale trening "na kociaku" obojgu sie przyda. Oj, dzieci Neostrady... Wasza historia to materiał na scenariusz dramatu psychologicznego - może jakiś scenarzysta tu zagląda? Nie wiem co ci radzić - może zaraz po nowym roku wziąć cały urlop pojechać pod palmę do jakiejś Hurgady, wykorzystać seksualnie jurnego Egipcjanina i poprosić twojego netmena by opiekował się kotkiem i zabrał swoje graty w międzyczasie? A przed odlotem, poproś go żeby łyknął niebieską pigułkę którą mu dasz, a jak zadziała - mała powtórka z francuskiego, hiszpańskiego, greckiego albo starocerkiewno-słowiańskiego? (znaczy się po bożemu) Niech zostaną jakieś miłe wspomnienia!
              • aandzia43 Re: Nigdy nie było mi tak smutno 08.12.12, 20:48
                Cześć Glam :-) Dołączam swoje kciuki :-)
                • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 09.12.12, 12:12
                  Milo Cie widziec, Andzia!
                  Pozdrawiam i dziekuje za kciuki :)
                  • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 09.12.12, 16:55
                    Raczej lepiej by mi poszlo na autostopie niz Andzi, bo mam dluzsze kciuki ;).
                    Wiec gdy je sciskam to sie bardziej liczy do szczescia. Powodzenia :).

                    • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 09.12.12, 20:47
                      Dzieki Gomory :)
                      Widze, ze stare grono czuwa i w potrzebie sluzy kciukami :)
                      £acze pozdrowienia :)
                      • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 09.12.12, 20:56
                        PS. A na autostopie, w przeciwienstwie do innych zyciowych okolicznosci przyrody, nie dlugosc sie liczy ;)
                        • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 09.12.12, 21:15
                          Podwazasz atrakcyjnosc moich palcow?
                          • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 09.12.12, 21:25
                            Hmm, przyznam ze nie mam pojecia jak atrakcyjnosc autostopowa palcow przeklada sie na inne dziedziny...
                            ;)
                • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 10.12.12, 17:22
                  Cześć Glam. Z takim piórkiem jak Twoje... świat meski stoi otworem.
                  • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 10.12.12, 17:28
                    Mnie w to nie mieszaj chociaz meski swiat reprezentuje.
                    Ale, ze co? Niby tym piorkiem, w ten otwor ;)?
                    • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 10.12.12, 19:01
                      Macie takie podobne nicki... Może i znaki sprzyjają:)
                      • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 10.12.12, 19:12
                        Pamietam jak parę lat temu puszczałem tu dla Glamorous tę piosenkę

                        www.youtube.com/watch?v=olozhVNBBoQ
                        • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 10.12.12, 22:14
                          No ladnie, ladnie Loppe :)
                          A ja dla Ciebie puszczalam kiedys "The Jack". Dzialalo na wyobraznie :)
                          PS. O co chodzi z tym piorkiem? Jakis nowy forumowy skrot myslowy? bo lekko wypadlam ostatnio z obiegu...
                          Pozdrawiam ofkors.
                          • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 11.12.12, 16:27
                            Bardzo ładnie piszesz - o to chodzi z tym piórkiem!:)

                            W ogóle masz specyficzną osobowość - inteligetna, miła, życiowo mądra, a zarazem z taką dziewczęcą nuta naiwności... Ciekawe

                            The Jack straszna historia:(

                            • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 11.12.12, 19:30
                              > masz specyficzną osobowość (...) z taką dziewczęcą nuta naiwności... Ciekawe

                              ???
                              Rozwin to prosze.

                              Ja tam bym zaczal chlodem epatowac gdyby mi ktos wyznal, ze jestem naiwniakiem o specyficznej osobowosci ;).
                              • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 11.12.12, 23:11
                                Eeee tam, a propos faceta "naiwnosc" ma troche inny wydzwiek. Dla kobiety nawet to milo brzmi ze nie jest odbierana jako stara zjechana wyga w petem w zebach. Lekki pensjonarski rys osobowosci moze dodawac kobiecie swiezosci ;P pod warunkiem ze nie jest typem dzidzi piernik. Ani ze nie jest pensjonarka w lozku, ofkors.

                                A Loppe sie pewnie zgadal z pewnym moim zazylym znajomym z forum, a teraz udaje ze mnie przeswietlil na wskros ;)
                                I to chyba nawet wiem z ktorym ;)
                                • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 12.12.12, 15:20
                                  A więc doszło do jakiegoś zbliżenia w realu (z zażyłym Zn.)?!

                                  Feline puściłem gdy Glam ogłosiła że z powodu lenistwa seksualnego Partnera zaczyna polować poza związkiem...

                            • glamourous Re: Nigdy nie było mi tak smutno 11.12.12, 23:01
                              loppe napisał:

                              > Bardzo ładnie piszesz - o to chodzi z tym piórkiem!:)

                              Tak myslalam, chociaz to piórko zabrzmialo w Twoich ustach tak frywolnie, ze az dwuznacznie ;)

                              > W ogóle masz specyficzną osobowość - inteligetna, miła, życiowo mądra, a zaraze
                              > m z taką dziewczęcą nuta naiwności... Ciekawe

                              Wnioskuje ze mamy chyba wspolnych forumowych znajomych..?? ;) Bo niemozliwie zebys mnie az tak wnikliwie zanalizowal tylko na podstawie piórka... ;)
                              • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 12.12.12, 15:06
                                Z takim piórkiem... Wiem, wiem że inteligentnie przyjęłaś na wstępie możliwość szerszej i nietypowej roli piórka:) w mojej wypowiedzi. I coś tam z tego potencjału pobrzmiewa w mojej wypowiedzi, mimo że zasadniczo chodzi o umiejętne komunikowanie się na pismie.

                                Znajomych? Co masz na myśli?

                                Potrafię przeniknąć czasem i wcale nie nazwałbym tego wglądu analizą. Miło mi że wysoko oceniłaś mój wgląd w Ciebie. Powstał wyłącznie na podstawie własnego wrażenia z kilkudziesięciu Twoich wpisów tu kiedyś, przeczytanych od deski do deski:)
                              • loppe Re: Nigdy nie było mi tak smutno 12.12.12, 16:08
                                Powiedz
                                Pokaż Pani
                                Jakim songiem
                                Sumować mogłabyś
                                Swój związek
                                Rozpaćkany
        • vianola Re: Nigdy nie było mi tak smutno 07.12.12, 23:52
          Mysza, weź Ty się spakuj, jak podzdrowiejesz. Masz jakąś koleżankę pewnie, albo kogoś. Na tydzień czy miesiąc ktoś, komu możesz zaufać i kto zna Twoją sytuację, pewnie Cię przechowa. W tym czasie coś znajdziesz mieszkanie, czy co Tam Ci potrzebne do życia - nie zakładaj, że komfort materialny jest lepszy niż psychiczny. Wiem, co mówię, wszystkie Twoje posty jak wyjęte z mojego życia - z tym wyjątkiem, że mam dziecko, które koga ojca nad życie z wzajemnością - nie spakuję się, bo więcej mogę stracić, niż ocalić. Powodzenia.
    • silios Re: Nigdy nie było mi tak smutno 13.12.12, 15:41
      Może pomyśl nad zmianą partnera, chcesz sie tak męczyć do końca życia? Przeciez wiesz że on się nie zmieni
      • gomory Re: Nigdy nie było mi tak smutno 13.12.12, 20:02
        Komu by sie chcialo czytac takie dlugasne watki c'nie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja