Dodaj do ulubionych

Brak seksu w młodym związku - pomocy...

17.12.12, 16:05
Nigdy nie sądziłam, że będę szukać pomocy/wsparcia/rady na forum internetowym, ale siedzę już w takim dole, że albo ktoś pomoże mi z niego wyjść albo zasypie piaskiem i będzie spokój.
Kilka dni temu założyłam tu wątek odnośnie upodobań mojego partnera i braku możliwości wspólnego realizowania tych fantazji. (forum.gazeta.pl/forum/w,15128,141148273,141148273,Moj_mezczyzna_ma_fetysz_stop_niestety_nie_moich_.html ) Po dłuższych przemyśleniach dochodzę do wniosku, że nasz problem jest bardziej złożony i nie chodzi tylko o to, że on nie ma ochoty na moje stopy (to tak w ogromnym skrócie).

Ja mam 27 lat, on 31. Jesteśmy razem od roku i 8 miesięcy. Krótko, a mam wrażenie jakby to były lata, na dodatek lata walki. Na tym etapie to powinna być sielanka, zakochanie, seks o każdej porze dnia i nocy. Tak było, przez chwilę, na początku... Od ponad roku – walka.

On – spełnienie moich marzeń. Mężczyzna, przy którym bardzo szybko poczułam się wreszcie bezpieczna, zaopiekowana, taaaaka szczęśliwa. Dba o mnie, troszczy się, traktuje z szacunkiem, przygotowuje obiadki do pracy, przywozi, odwozi, pomaga w zakupach, pamięta o komplementach i kwiatach – normalnie bożyszcze wszystkich moich koleżanek z pracy ;) Nie szuka rozrywek, nie umawia się z kolegami czy koleżankami (choć w tej kwestii uważam, że przesadza, za bardzo odcina się od ludzi, jest samotnikiem). Przez dłuższy czas byłam przekonana, że to jest mężczyzna z którym chcę spędzić życie, idealny kandydat na męża i ojca… ale ostatnio mam poważne wątpliwości… Wszystko super, poza łóżkiem.

Od roku jest bez pracy w swoim zawodzie. Jego samoocena, poczucie własnej wartości i jakikolwiek nastrój runęły już jakiś czas temu. Do tego kłopoty finansowe, które w rezultacie zaowocowały zamieszkaniem z moją matką… Od pół roku pracuje, ale jest to praca zdecydowanie poniżej jego umiejętności oraz oczekiwań i za głodową pensję, więc on nie czuje się przez to ani trochę bardziej męski. Problemy łóżkowe – brak chęci na cokolwiek tłumaczy całą tą sytuacją. I jest to jak najbardziej zrozumiałe. Ja NAPRAWDĘ ROZUMIEM (podkreślam, bo on uważa, że nie jestem w stanie) że on jest tym wszystkim zdołowany i gdy kładzie się do łóżka, to ma ochotę to przespać. Ale w tym związku jestem jeszcze ja… i mam swoje potrzeby, które są realizowane w minimalnym stopniu, 3-4 razy w miesiącu, po wiecznych walkach i awanturach. Jest dla mnie nie do pomyślenia, że ludzie, którzy się kochają i sobie podobają mogą się ciągle kłócić o… seks! Przecież to powinno być naturalnym spoiwem i jednym z ważniejszych sposobów okazywania sobie uczuć. On zarzuca mi, że ja myślę tylko i wyłącznie o jednym, że dla mnie wyznacznikiem dobrego związku jest ilość seksu. A ja po prostu świra już dostaję, hormony mi się gotują, czuję się odtrącona, nieatrakcyjna, brzydka. Gdy tylko zaczynam temat seksu, to albo odwraca się tyłem albo jest awantura i potem odwraca się tyłem. Mówi, że wywieram na niego presję, że on jest w takim stanie, że seks to ostatnia rzecz, która przychodzi mu do głowy i ja powinnam to po prostu zrozumieć… ale pornosy oczywiście dzień w dzień ogląda! Nie wierzę więc, że temat seksu dla niego nie istnieje. Ma przy swoim boku kobietę, którą podobno kocha i która go podobno pociąga i całuje w czółko na dobranoc i tyle?!

Nie mogę do niego dotrzeć. Próbowałam prośbą, groźbą, na przeczekanie. Rozmawiałam z nim – awantura, pisałam do niego – żeby mógł przemyśleć na spokojnie, zostawiałam mu artykuły na ten temat otwarte w przeglądarce… Wielokrotnie proponowałam mu wizytę u specjalisty – on wręcz wyśmiewa tego typu rozwiązania. Mówi, że potrzebuje pracy, a nie lekarza. Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby mu pomóc – piszę CV po polsku, po angielsku, pomagam z listami motywacyjnymi, wyszukuję ogłoszenia, motywuję, w miarę możliwości pomagam też finansowo, mówię mu, że w niego wierzę i że wreszcie się uda, żeby się nie załamywał, że jest super, że musi w to uwierzyć i uśmiechnąć się i wyjść do ludzi z możliwie jak najbardziej pozytywnym nastawieniem, „bo jak cię widzą, tak cię piszą”. Tak bardzo chciałabym, żeby z tą pracą się wreszcie udało, żeby on znów złapał wiatr w skrzydła i wtedy by się okazało, jak to naprawdę jest z nami – czy ta sytuacja to problemy związane z brakiem pracy i perspektyw, czy poważniejsza sprawa. Walczę z całych sił o ten związek, bo go kocham i wiem, że on jest wartościowym facetem, że warto o to walczyć. Ale po prostu nie wiem ile jeszcze wytrwam…

Co do tematu realizowania fantazji, który poruszyłam w poprzednim wątku, to coraz bardziej skłaniam się do teorii madonny i ladacznicy. On niewątpliwie jest we mnie wpatrzony jak w obrazek, nie raz słyszała też, że czegoś mi, jako damie, nie wypada. Od samego początku nie był mężczyzną w typie „zedrę z ciebie ubranie i zerżnę cię na stole”, nie spieszył się aż tak do seksu, co w porównaniu do poprzednich facetów było niewątpliwie miłą odmianą. Dżentelmen taki. Ale później niestety to się raczej nie zmieniło. Mieliśmy kilka naprawdę fajnych, spontanicznych „razów”, ale nie przypominam sobie, żeby choć raz powiedział, że ma ochotę mnie zerżnąć czy pieprzyć. Szacunek szacunkiem, czułość czułością, ale niemal każda kobieta chce czasem ostrzej. Nasz seks, jak już jest, jest super. Ale po dłuższych przemyśleniach dochodzę do wniosku, że wszelkie urozmaicenia to moja inicjatywa. Jak już oczywiście pozwoli mi się do siebie zbliżyć… Ja mu tyle razy mówiłam, że jestem otwarta na propozycje, pytałam na co ma ochotę, że chcę, żeby po prostu było nam dobrze. Nie mam problemu z mówieniem o moich fantazjach, ale jego reakcją jest tylko znikomy uśmiech lub cisza, nie podejmuje tematu. O swoich fantazjach i pragnieniach też nie chce mówić, od razu ucina temat. Uważam, że jest cholernie zblokowany. Czy jestem jego madonną, a on skrycie marzy o ladacznicy, tylko nie jest w stanie mi tego powiedzieć? Oczywiście próbowałam z nim o tym rozmawiać, pytać cóż może być fajniejszego od realizowania swoich pragnień z osobą, którą się kocha? Ale znów słyszałam, że ja to tylko o jednym. A mi po prostu tego jednego cholernie brakuje! W spokojniejszych momentach myślę sobie, że przecież bez spektakularnego życia seksualnego da się żyć, przecież jest taki dobry, kochany, troskliwy… przecież z innym mężczyzną mogłabym mieć dużo seksu, a przy okazji zero wsparcia, oparcia i pomocy? A potem przypomina mi się jak moje życie seksualne wyglądało w innych związkach i cholera mnie strzela, że nie mogę mieć chociaż połowy tego z człowiekiem, z którym najbardziej bym chciała?! Brakuje mi seksu, brakuje mi jakiejś spontaniczności. Jak coś już się dzieje, to jest to okupione albo wcześniejszą awanturą albo moim chodzeniem na paluszkach i czekaniem. Gdy coś proponuję, zaczynam się do niego dobierać, to z reguły słyszę „później kochanie, wieczorkiem” i dalej ślęczy przed telewizorem, aż padnie albo wykręca się, że nic nie obiecywał albo wkurza, że ja znowu coś chcę. Czuję się upokorzona, że muszę prosić o seks…

Do tego to porno…… nie jestem zagorzałą przeciwniczką, wbrew temu, co mu ostatnio funduję (sprawdzanie i awantury), ale naprawdę nie jestem. Sama lubię od czasu do czasu coś obejrzeć. Uważam też, że można obejrzeć coś razem w ramach urozmaiceniem czy inspiracji dla pary. Ale nie zgadzam się na porno ZAMIAST seksu z ukochaną!! On twierdzi, że zawsze oglądał, tyle samo co teraz i nie miało to przełożenia na jego związki, ani poprzednie ani ten. Ale mi już w tej sytuacji kompletnie odbija – sprawdzam go, szpieguję, czuję się coraz mniej atrakcyjna i coraz bardziej sfrustrowana.

Kocham go i bardzo mi na nim zależy. Czasem sama się dziwię skąd we mnie tyle cierpliwości, żeb
Obserwuj wątek
    • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 17.12.12, 16:30
      końcówka, bo za bardzo się rozpisałam... ciekawe czy w ogóle ktoś to przeczyta, ale musiałam to z siebie wyrzucić


      Kocham go i bardzo mi na nim zależy. Czasem sama się dziwię skąd we mnie tyle cierpliwości, żeby znosić jego humory i doły i jeszcze wykrzesać z siebie siłę, żeby go wspierać, motywować i pocieszać. On daje mi dużo ciepła i czułości, ale ja potrzebuję też seksu, chcę się czuć przez niego pożądana. Czy to naprawdę ze mną jest coś nie tak? Czy jest szansa, żeby to jakoś naprawić? Póki jeszcze mam na to siłę...
      • bibe08 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 17.12.12, 18:26
        Annie miałem w swoim byłym małżeństwie podobnie, praktycznie przez 20 z 22 lat małżeństwa na kolanach skamlałem i prosiłem. Tą nieustającą frustrację rozładowywałem na naszych dzieciach, było to chore. Po kolejnej jej odmowie, znowu rozładowałem się na dorosłej córce. Wtedy małżowina powiedziała dość, koniec, ale nie chciała wnieść sprawy o rozwód. Chciała być żoną nie będąc żoną. Pozew wniosłem ja i po jednej rozprawie było po wszystkim. Teraz jestem szczęśliwy. Po terapii sprawców przemocy domowej żyje sobie spokojnie. Jest dobrze, nareszcie. Podniosłem się z kolan, chodzę wyprostowany z podniesiona głową.
        • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 17.12.12, 18:53
          Cieszę się, że jesteś wreszcie szczęśliwy. Tylko nie w sposób, w jaki ja bym chciała... Nie chcę odchodzić, chcę być z nim szczęśliwa. Im więcej czytam i wertuję to forum, tym więcej osób (zarówno kobiet, jak i mężczyzn) w podobnej sytuacji widzę. I jestem przerażona. Nie chcę, żeby tak wyglądało moje życie, nie chcę za 5, 10, 15 lat wrócić na to forum i napisać, że nic się nie zmieniło lub że jest gorzej. Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby temu zapobiec, ale coraz mniej we mnie wiary...
      • gomory Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 17.12.12, 19:05
        W sytuacji jaka przedstawiasz (oczywiscie jesli nadal chcesz tworzyc wasz zwiazek), to pomocy radzilbym szukac w gabinecie psychoterapeuty. Na Twoim miejscu gotow bylbym posunac sie wrecz do szantazu: termin do np. ktoregos tam stycznia gdy pojdziecie oboje, albo uznajesz, ze godzi sie na rozstanie.
        Kryzysy sie zdarzaja wszystkim. Jesli ktos ich nie doswiadczal to chyba nie stworzyl powaznego zwiazku ;). Ale wasz uklad jeszcze nie doszedl do momentu statutowego. Nie stworzyliscie jeszcze dzialajacej wspolnoty cial i dusz. Mam wrazenie, ze miedzy wami wszystko jest ulepione z oczekiwan.
        Dlatego doradzam specjaliste, bo moze wtedy uda sie okreslic wasze wzajemne zyciowe pragnienia, i sprawdzic co sie z tego zazebia. Jestes nim rozczarowana. On byc moze Toba takze. Warto byloby to skonfrontowac ze soba. Terapeuta ma szanse byc w tym przypadku osoba ktora nie pozwoli unikac problemow w rozmowie. Moze rozpozna jakies stany depresyjne u Twojego faceta?
        Poki co wielka krzywda Ci sie nie dzieje i zdazysz ewakuowac sie z tego ukladu. Nie musisz go zakoncyc dzis czy jutro. Pewne rzeczy Ci sie uswiadomia, rozjasnia, nabierasz doswiadczenia co jest dla Ciebie istotne. Moze Twoj facet odmowi wspolpracy nie pozostawiajac Ci zadnego wyboru.
        Na razie rokowania dla was widze slabe. Szczerze piszac: uklad w ktorym kobieta goruje erotycznie nad mezczyzna ma szanse zafunkcjonowac tylko z facetem uleglym. No i kobieta ktora odnajdzie sie w roli dominy. Inaczej gosc bedzie unikal seksu, bo kazde zblizenie jest dla niego ciezkim sprawdzianem. Swiadomosc, ze jest sie w lozku z kobieta ktorej nie mozna sprostac jest erotyczna katastrofa. W takim stresie sa tez duze szanse na problemy z erekcja. Wyobrazasz sobie, ze ktos widzacy siebie w tej erotycznej hierarchii nizej, chwyta Cie garscia za wlosy, rwie majtki ryczac, ze Cie teraz zayebiscie mocno zerznie? To nierealne. W chwili obecnej wasz seks taki NIE BEDZIE. Moze on gdzies tam toczy wewnetrzna walke z mistyczna kobieta-matka ktorej uosobieniem sie stalas. Ale Ty go z tego nie uleczysz.
        Co do tego, ze pornografia i masturbacja nie maja wplywu na podniecenie to tylko przejaw jego mechanizmu obronnego. Tego wlasnie, ze nie moze stanac wobec faktu, ze jestes w lozku aktywniejsza strona. Napiecie seksualne gdzies uchodzic musi. Gdyby sie nie onanizowal to logiczne, ze rozladowywanie moglby znalezc tylko u Ciebie i dazylby do seksu. Pornografia i autoerotyzm to jego droga ucieczki od obciazajacych psychike zblizen z Toba. Annie - on teraz przed Toba ucieka i sie chowa jak maly chlopiec. Tutaj nie ma czego naprawiac, to trzeba wszystko miedzy wami przekonstruowac jesli ma dzialac.
        • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 17.12.12, 19:41
          gomory napisał:

          > W sytuacji jaka przedstawiasz (oczywiscie jesli nadal chcesz tworzyc wasz zwiaz
          > ek), to pomocy radzilbym szukac w gabinecie psychoterapeuty. Na Twoim miejscu g
          > otow bylbym posunac sie wrecz do szantazu: termin do np. ktoregos tam stycznia
          > gdy pojdziecie oboje, albo uznajesz, ze godzi sie na rozstanie.

          od pewnego czasu sie nad tym zastanawiam. myslalam, zeby znalezc lekarza - mezczyzne (zebym mojemu mezczyznie moze latwiej bylo sie otworzyc..) i najpierw pojsc do niego sama, nakreslic sytuacje, poprosic o rade. i miec jakis punkt zaczepienia w rozmowie - ze juz gdzies bylam i chce zeby tam ze mna poszedl. moze jesli uslyszy to samo, co ja mowie od kogos innego, obiektywnego obserwatora, to da mu to do myslenia bardziej niz placze sfrustrowanej baby za jaka mnie obecnie postrzega. nie bez podstaw z reszta.

          > Jestes nim rozczarowana. On
          > byc moze Toba takze.

          to slyszalam juz wiele razy. tylko, o ile db rozumiem, jego rozczarowanie spowodowane jest tym, ze nie chce "dac mu swietego spokoju". no nie chce. chce zeby nam sie udalo, a nie rozkladalo powoli..

          > Moze rozpozna jakies stany depresyjne u Twojego faceta?

          czytalam duzo o depresji i uwazam, ze ma wszystkie objawy. zdziwilabym sie wrecz gdyby facet majacy sie za samca alfa, zawsze dobrze zarabiajacy i mogacy pozwolic sobie i zafunodowac swojej kobiecie wszelkie zachcianki nie mial depresji w momencie gdy traci prace i stopniowo wszystkie zasoby oszczednosci, az wreszcie w wieku 31 lat mieszka z niedoszla tesciowa i jakkolwiek ona zyczliwa i tolerancyjna by nie byla, to musi sie dostosowac do pewnych zasad, nie swoich. i ja to naprawde rozumiem! namawiam go na leczenie dla jego dobra, mojego i naszego wspolnego. ale on oczywiscie nie da sobie tego powiedziec.

          > Na razie rokowania dla was widze slabe. Szczerze piszac: uklad w ktorym kobieta
          > goruje erotycznie nad mezczyzna ma szanse zafunkcjonowac tylko z facetem ulegl
          > ym. No i kobieta ktora odnajdzie sie w roli dominy.

          goruje, ale tylko temperamentem, a i ten juz ograniczylam... chce tylko regularnego seksu i nie chce o to prosic. chce, zeby on mnie chcial...

          > Swiadomosc, ze j
          > est sie w lozku z kobieta ktorej nie mozna sprostac jest erotyczna katastrofa.

          alez on to potrafi! on wie, ze jest mi z nim dobrze w lozku, widzi, slyszy, wiem, ze go to cieszy. czasem sie wkurza, ze jestem tak glosno, ze sasiedzi itp ;) ale widze po nim, ze go to cieszy. ja zawsze i ciagle podkreslam, ze problem dla mnie jest tylko czestotliwosc, nie jakosc. i to, ze inicjatywa jest po mojej stronie.

          > Co do tego, ze pornografia i masturbacja nie maja wplywu na podniecenie to tylk
          > o przejaw jego mechanizmu obronnego. Tego wlasnie, ze nie moze stanac wobec fak
          > tu, ze jestes w lozku aktywniejsza strona. Napiecie seksualne gdzies uchodzic m
          > usi. Gdyby sie nie onanizowal to logiczne, ze rozladowywanie moglby znalezc tyl
          > ko u Ciebie i dazylby do seksu.

          co do masturbacji, to nigdy go nie "zlapalam za reke", a on twierdzi, ze tego nie robi, ze nie jest takim typem faceta. nie wnikam - wierzyc mi sie w to nie chce, bo nie wierze, ze ogladane przez niego obrazy nie dzalaja pobudzajaco. chyba, ze jest az tak zle, ze nawet to go nie rusza...? w masturbacji nie ma nic zlego (tak jak i w pornografii) jesli jest dodatkiem, jesli nie zastepuje normalnych kontaktow. ja tez to robie, zawsze robilam, niezaleznie od tego czy bylamz kims czy nie i ile razy dziennie uprawialam seks. po prostu lubie to robic dodatkowo. ale dodatkowo nie zamiast...

          • annie_19 Aktualizacja? 19.02.13, 11:51
            Witajcie po pewnej przerwie. Zaglądam tu cały czas, ostatnio się jednak nie wypowiadałam. Powracam z małą aktualizacją odnośnie mojego tematu.

            W styczniu zaliczyliśmy dwie mega awantury spowodowane nie tyle brakiem seksu, co ogólnie pojętym rozgoryczeniem i wyczerpaniem obecną sytuacją. Nazbierało się tak konkretnie i musiało znaleźć ujście. Jedna awantura była na tyle „spektakularna”, że ja wzięłam urlop na żądanie, ponieważ nie byłam w stanie przytoczyć się do pracy, a mój mężczyzna był już kompletnie spakowany i gotowy do wyprowadzki. Dzień spędziliśmy oddzielnie i postanowiliśmy spróbować jeszcze raz… Obecnie mamy pełną czułości sielankę. Więcej się przytulamy, więcej rozmawiamy. Trochę się obawiam jak długo ten stan się utrzyma… Po drodze były jeszcze Walentynki i były cudowne! Mój facet niesamowicie mnie zaskoczył i naprawdę postarał się, żeby to był wyjątkowy dzień. I akurat nie mam na myśli seksu :)

            Jeśli natomiast chodzi o seks, to styczeń zakończyliśmy z wynikiem 6 razy, a w lutym jak do tej pory już było 5 razy :) Seksu jest więc niewątpliwie więcej. Co prawda nie tyle, ile bym chciała, ale w porównaniu do poprzednich miesięcy niewątpliwie więcej i to mnie satysfakcjonuje. Co ważniejsze nawet, on stara się nie być taki „niedotykalski”. Nie reaguje złością lub zniechęceniem, gdy powiem coś z podtekstem seksualnym lub przesunę rękę na jego krocze. Czyżby szło ku lepszemu?

            Wczoraj byłam u seksuologa. Zapisałam się już jakiś czas temu, swoje odczekałam i wczoraj miałam wizytę. Pan doktor nie powiedział mi (niestety) nic odkrywczego, nic, czego sama bym nie wiedziała… Powiedział, że ja wydaję się osobą zdrową ;) i z tego, co on widzi jest we mnie dużo zrozumeinia dla partnera i całej sytuacji, a moje potrzeby są normalne. Niewątpliwie większe niż partnera, ale poza tym OK. Powiedział, że opisywana przeze mnie sytuacja (brak pracy, pieniędzy, mieszkanie z moją mama, spadek poczucia własnej wartości…) jak najbardziej mogą być przyczyną takiego, a nie innego zachowania mojego partnera. Ale mogą też być inne przyczyny – neurologiczne, psychiczne, może jakieś urazy z dzieciństwa itp., a obecna sytuacja tylko wyciągnęła to wszystko na wierzch. Ale generalnie nie da się leczyć pacjenta bez pacjenta, czyli mam przyjść z partnerem. Mój mężczyzna absolutnie nie chce słyszeć o jakimkolwiek lekarzu. Uważa, ze on potrzebuj pracy, a nie psychologa… Pan doktor powiedział mi też, żebym nie była taka dostępna dla partnera, taka „oczywista”, żebym przestała inicjować zbliżenia, czekać, prosić. Bo to też działa na niego zniechęcająco. Moim zadaniem jest obecnie odpuścić i poczekać na jego krok. Ostatni raz kochaliśmy się w piątek, 4 dni temu i szczerze…? Już mnie nosi :) I weź tu człowieku na wstrzymanie.. ech…

            Pozdrawiam i życzę dużo miłości/seksu/przyjemności*

            *niepotrzebne skreślić ;)
            • ina_nova Re: Aktualizacja? 19.02.13, 14:31
              Radzę powstrzymać się z optymizmem, poczekaj pół roku, rok, wtedy ocenisz co te wasze awantury dały. Ja obstawiam, że nic. Już sam fakt, że Twój partner nadal nie dostrzega problemu i NIE CHCE go dostrzec odmawiając terapii świadczy o tym, jak poważnie można wziąć jego chwilową przemianę.
              _________________________________________________
              „Każdy facet boi sie tego, że po ślubie dziewczyna zetnie włosy,
              przybierze na wadze i przestanie dawać mu dupy"
              • annie_19 Re: Aktualizacja? 20.02.13, 10:33
                Wiem, wiem! Czekam, obserwuję i nie wpadam w euforię. Zbyt długo to wszystko trwa, żebym po jednej udanej nocy, a nawet 5 w ciągu dwóch tygodniu, cieszyła się, że problemy minęły.
            • loppe Re: Aktualizacja? 19.02.13, 15:22
              Wytrzymaj Aniu jeszcze trochę. Z drugiej strony jak on wytrzyma jeszcze parę dni to może znów zardzewieć.

              Nie wysyłałbym Partnera do seksuologa. To dla mnie jakaś smieszna specjalność jesli chodzi o problemy z seksem faceta bez pracy. Jeśli już wizyta u specjalisty to niech to będzie jakiś motywator życiowy wiesz - sukces w ciagu roku etc. No a to można sobie samemu zrobić - ja mam np. komplet 20 taśm magnetofonowych Tony Robbinsa (199 dolarów) - już dwa razy sobie w życiu puściłem jak byłem w dole bo za każdym razem już koło 10. taśmy człowiek jest jak nowonarodzony wiesz...
              • loppe Re: Aktualizacja? 19.02.13, 15:23
                Prawdę mówiąc to nie wiem w ogóle po co seksuolodzy facetom w większości przypadków, chyba żeby ich uświadomić czego pragną kobiety... nie widze innego większego zastosowania
                • loppe Re: Aktualizacja? 19.02.13, 15:42
                  I jeszcze jedno. Wielu facetów, nierozwiniętych duchowo, jak się im poprawi w życiu to mają skłonnośc do likwidowania świadka swojego upadku miast po rękach całować (czyli rozstania z aniołem). Ale co tam, najwazniejsze to kochac. Jakie znaki zodiaku, pytałem już?
              • annie_19 Re: Aktualizacja? 20.02.13, 11:19
                Wiesz jakie jest podejście mojego mężczyzny do wszelakiego rodzaju „lekarzy dusz”?

                On uważa to za wymysł dzisiejszych czasów i ludzi słabych. Mówi, że kiedyś nie było psychologów i terapii i ludzie jakoś żyli i radzili sobie ze swoimi problemami. Mówi, że on potrzebuje pracy, a nie terapii. Tylko będą w takim dole to szukanie pracy średnio mu idzie… Mówi, że jak komuś opowie o swoich problemach, to przecież one się nie rozwiążą.
                Kiedyś zapytałam go dlaczego nie chce ze mną rozmawiać, gdy coś go gryzie, dlaczego nie dzieli się swoimi problemami, czy nie byłoby mu łatwiej, gdyby się po prostu wygadał? On mi odp, że nie robi tego, bo opowiadanie o problemach nic nie zmieni, nie rozwiąże tych problemów i on nie chce mnie smucić, zarzucać swoimi problemami.

                Jest w tym wszystkim pewna prosta logika, ale… czy nie lepiej wyrzucić z siebie to, co dręczy, opowiedzieć nawet 10 osobom, wylać się niż dusić wszystko w sobie?
                • ina_nova Re: Aktualizacja? 20.02.13, 11:24
                  Ale terpaia u psychologa nie polega na wygadaniu się i poczuciu ulgi, tylko na zrozumieniu mechanizmów, z których istnienia na co dzień nie zdajemy sobie sprawy. Być może Twój partner fiskuje się na jakimś temacie i nie potrafi przerwać błędnego kręgu, zrozumienie tego, co się z nim dzieje, może pozwolić mu na chęć wprowadzenia pewnych zmian w swoim życiu. Moim zdaniem logiki w jego tłumaczeniu nie ma, jest tylko zwykła asekuracja.
                  Kiedyś tez nie było przedszkoli, szpitali, telefonów, komputerów, porno ze stopami i też jakoś ludzie żyli.
                • kag73 Re: Aktualizacja? 20.02.13, 15:32
                  On uważa to za wymysł dzisiejszych czasów i ludzi słabych. Mówi, że kiedyś nie
                  > było psychologów i terapii i ludzie jakoś żyli i radzili sobie ze swoimi proble
                  > mami. Mówi, że on potrzebuje pracy, a nie terapii. Tylko będą w takim dole to s
                  > zukanie pracy średnio mu idzie… Mówi, że jak komuś opowie o swoich proble
                  > mach, to przecież one się nie rozwiążą.

                  A wiesz, ze ja to akurat rozumiem, bo mam dokladnie tak samo:) Jak sama sobie nie pomoge, to nikt mi nie pomoze.
                  Znam tez ludzi/zwlaszcza mezyczyzn, ktorzy dusza wszystko w sobie, po prostu tak maja. Tez mysle, ze lepiej raczej wszystko wykrzyczec, ale to nie takie proste dla "dusicieli" w sobie.
            • mansdown Re: Aktualizacja? 20.02.13, 01:09
              Przeczytałam wszystkie wypowiedzi, a trochę tego było.
              W żadnym stopniu nie pomogę bo niestety ja jestem z tej drugiej strony. To mi libido opadło i szukam pomocy jak temu zaradzić jak je podnieść itd. Ale nie o tym mowa....
              Nie będę mówić, żebyś go zostawiła chociaż to byłoby najłatwiejsze. Ja też mimo, że kocham mojego partnera to widzę co się dzieję... Kiedyś mogliśmy kilka razy dziennie się bzykać, ale w sumie widywaliśmy się tylko w weekendy. Po kilku nieciekawych sytuacjach, chorobach i stresach moje libido opadło, a on? Dalej chce kilka razy dziennie. Nawet zaczął mnie do tego zmuszać, a ja czuje się jakby to był mój obowiązek. A nie chcę tak tego czuć. Chcemy wybrać się do seksuologa, może coś poradzi. Ale niestety on chce już tak minimum 2 razy dziennie, rano i wieczorem. Ja nie mogę zagwarantować, że codziennie rano będzie mi się chciało, czy wieczorem. A jak nie ma to są nerwy niesamowite. Dlatego ja też poczekam jeszcze trochę, pójdziemy do lekarza, może coś się poprawi bo tak sam on i ja widzimy co się dzieje. Ale mimo tego, że się kochamy nie chcemy sobie zmarnować całego życia. Bo u nas tak samo sex generuje wszystkie awantury aktualnie. Więc jeśli się nie poprawi to po co się tu męczyć? Ty będziesz nieszczęśliwa, niedoceniona, niedowartościowana i on to samo będzie się czuł zmuszany, wkurzony sam na siebie, że nie może podołać... ja wiem jak on się czuję... Chciałabym, żeby też mój partner więcej rozumiał tak jak i Ty rozumiesz swojego... Chociaż nie powiem coraz więcej widzi i na prawdę się stara. I ja też chcę to zmienić, też chcę żeby było jak kiedyś że się dużo bzykaliśmy, że nie wyobrażałam sobie bez seksu życia, a teraz generalnie jakby go nie było to jakoś bym się nie martwiła. Ale też najlepiej by było tak 2-3 razy w tyg... Wolę jakościowo a nie ilościowo tak żeby tylko się zaspokoić. Ajj ciężkie to ciężkie. Miałam nie pisać o mnie ale i tak napisałam he...
              No cóż bardzo Ci kibicuję i w sumie tylko po to założyłam tu konto. Chętnie poczytałbym jakiegoś Twojego bloga bo podoba mi się jak piszesz i się wkręciłam :) Także trzymam kciuki i napisz jak wam idzie:) a na marginesie to bardzo chętnie porozmawiałabym z Tobą tak po prostu. Więc jeśli chciałabyś pogadać, wyżalić się itd. to się po prostu odezwij, przeczytam wiadomość z ciekawością i odpiszę na pewno. Pozdrawiam i życzę powodzenia
              • kag73 Re: Aktualizacja? 20.02.13, 01:41
                Mansdown, widze pewne roznice miedzy Toba a partnerem autorki watku. Tobie siadlo libido, jemu...nie jestem pewna czy siadlo. Jakby nie bylo porno oglada i czy sie prze nim jara i robi sobie recznie dobrze nie wiemy. Ty pewnie nawet nie myslisz o robieniu sobie recznie.
                Moze on i ma mala depresje, bo ma marna prace itd. ale poza tym moze miec powazniesjzy problem. Moze go kreci cos innego niz to co ma z partnerka, wiec woli poogladac i sie ponapalac, szybciej i moze daje wieksza satysfakcje.
                • mansdown Re: Aktualizacja? 20.02.13, 15:06
                  Tak roznic z pewnoscia jest wiele. Mi chodzilo tylko o to ze wiem jak to jest jak ktos na to nalega. Ale ja chce z tym walczyc . WalcYc w sensie zeby nie musial sie prosic tylko zebym sama wyszla z inicjatywa bo badz co badz mi tez przeszkadza moje libido na poziomie piwnicy. Porno lubie i tez sie lubie pobawic ale teraz wole tego nie robic zeby wlasnie miec ochote na sex a nie szybkie upuszczenie napiecia. A poza tym duzo bardziej wole jak on to robi:) ale z tego co pisze autorka to widac poprawe u partnera:) oby nie bylo chwilowa:)
              • annie_19 Re: Aktualizacja? 20.02.13, 11:58
                mansdown napisał(a):

                > Nie będę mówić, żebyś go zostawiła chociaż to byłoby najłatwiejsze.

                Miewam momenty zwątpienia i tak sobie myślę, że znajdzie się następny, pewnie bardziej rozrusz(ch)any ;)
                No ale... na tym mi zależy! I tak, jak napisałam wcześniej, postanowiałam, że zrobię wszystko, co w moje mocy, a jeśli nic to nie da wtedy odejdę. Ale nie wybaczyłabym sobie, gdybym poddała się bez walki.

                Ja też mimo
                > , że kocham mojego partnera to widzę co się dzieję... Kiedyś mogliśmy kilka raz
                > y dziennie się bzykać, ale w sumie widywaliśmy się tylko w weekendy. Po kilku n
                > ieciekawych sytuacjach, chorobach i stresach moje libido opadło, a on?

                Co się sało z tym Twoim libido? Co to za nieciekawe sytuacje, choroby, stresy?

                > Ale niestety on chce już tak minimum 2 razy dziennie, rano
                > i wieczorem. Ja nie mogę zagwarantować, że codziennie rano będzie mi się chcia
                > ło, czy wieczorem.

                Ej bez przesady. Ja może i mam libido jurnego kucyka, ale też jestem tylko człowiekiem i też jestem czasem zmęczona, wkurzona, a czasem mi się nie chce odprawić rytuału golenia miejsc wszelakich itp.
                Na przełomie liceum i studiów miałam chłopaka. Hormony nam szalały, wykorzystywaliśmy dosłownie każde wolne 10 minut. Super. Ale to były czasy kiedy największym problemem, wręcz życiowym dramatem, była klasówka z matematyki.
                Tak, chciałabym się bzykać z 5 razy dziennie, myślę o seksie hmm ciągle... ale czasem wygrywa np potrzeba snu albo jakieś przygnębienie spowodowane stresem w pracy i wtedy chcę się po prostu wtulić.

                > Bo u nas tak samo sex generuje wszystkie awantury aktualnie.

                Otóż to.. nigdy nie sądziłam, że dwoje kochających się ludzi może kłócić się o.. seks.

                > Ale też najlepiej by było tak 2-3 razy w tyg...

                Nooo... 3 ;) jak pisałam w innym wątku - w weekend jedna dłuższa sesja plus 2 "szybsze" numerki rano przed pracą lub na dobranoc. To by dla mnie naprawdę było OK :)

                > Miałam nie pisać o mnie ale i tak napisałam he...

                A pisz! Mnie to interesuje, a i wygadać (wypisać) się dobrze.

                > No cóż bardzo Ci kibicuję i w sumie tylko po to założyłam tu konto. Chętnie poc
                > zytałbym jakiegoś Twojego bloga bo podoba mi się jak piszesz i się wkręciłam :)
                > Także trzymam kciuki i napisz jak wam idzie:) a na marginesie to bardzo chętni
                > e porozmawiałabym z Tobą tak po prostu. Więc jeśli chciałabyś pogadać, wyżalić
                > się itd. to się po prostu odezwij, przeczytam wiadomość z ciekawością i odpiszę
                > na pewno. Pozdrawiam i życzę powodzenia

                Bardzo, ale to bardzo bardzo dziękuję za miłe słowa!
                Hehe nigdy specjalnie nie myślałam o pisaniu czegokolwiek - brak mi systematycznosci i cholernie trudno mi uporządkować potok myśli i emocji ;)

                p.s. Dziś rano było :)
                • mansdown Re: Aktualizacja? 20.02.13, 15:34
                  Widze ze masz taka sama ambicje co i ja ze bez walki sie nie poddasz... Tak jak i ja zeby oswoic tego Misia:) pewnie kazdy powie ze on jest zdrowym mezczyzna w swoim wieku 28lat i dlatego duzo chce sexu i duzo moze. Tylko nie jest to fajne kiedy to przyslania caly swiat. Nie ma seksu rano to chodzi wkurzony caly dzien, rzuca sie krzyczy robi awantury a to tylko dlatego e nie bylo sexu... Wiec czasem wole dac niz poznej sluchac, ale niestety nie powinno tak byc.
                  Ale sama sobie jestem winna.

                  Co sie stalo z moim libido? No wiec hmmm na poczatku bzykalismy sie jak kroliki kilkanascie razy dziennie... Pozniej dowiedzialam sie ze mnie zdradzal na samym pocztaku zwiazku ze swoja ex, pozniej pierwszy raz w zyciu zachorowalam na grzybice i podejrzewam ze cos mi sprzedal albo moze przez ten czesty sex bylam juz pozacierania bo moja pochwa jest wezsza niz jego pitol, a ze mimo tego dalej sie bzykalismy to nie mialo sie kiedy zagoic i zarzz bylo gotowe, jak chorowalam to on ciagle nalegal na sex i wtedy jakbym dostala obuchem w leb. Bo nagle sex stal sie moim obowiazkiem. I cos co uwielbialam przetalo byc fajne bo ktos mnie do tego zmusza. I wtedy zaczelam stawac nieco okoniem. Coraz mniej mialam ochote coraz bardziej on nalegal, coraz wiecej jazd bylo i wrecz zmusAnia mnie. Wyzywanie, beak szacunku, wyrUcanie z domu. Pozniej znowu znalazlam na jego kompie ze bajeruje malolatki i odzywa sie do bylej a do tego mnie oklamywal w innych kwestiach. Chcialam sie od niego wyprowadzic ale niestety bylam uwiazana w pracy i nie moglam. Musialam zostac przez 1 miesiac... Wtedy w mojej glowie zrodzila sie chora chec zemsty. Przez nastepne 31dni udawalam najideallniejsza dziewczyne na swiecie. Mial co chcial z usmiechem na ustach a mi z oczu lecialy lzy jak nie widzial. Po 1,5 miesiaca mialam wyjazd za granice na 5 miesiecy. I wtedy. Chcialam go kopnac w dupe zeby zabolalo go tak jak mnie. Ale... Jemu wtedy calkowicie odbilo na moim punkcie... Zmienil sie o 180 stopni... Tak jak pisalam z podlego skurwiela w kochanego chlopaka. Wyjechalam na 5 miesiecy i czekal... Wiem ze mnie nie zdradzal jestem tego akurat pewna. Widzielismy sie 2 razy w przeciagu tego czasu. Pierwszym razem przez tydzien ok wytrzymalam. 2 razem na 2 tyg byly ciagle jaZdy i to nie tylko o sex. Bylo rozstanie pozniej znowu powrot bo stwierdzil zd nie pozwoli ni odejsc bo za dlugo na mnie czeka i nie pozwoli mi tego zepsuc. Tydzien temu wrocilam no i nastapilo spotkanie tytanow. Na pocTaku spoko ale mnie znowu boli i musze isc do lekarza. On juz zalamany bo mnie boli. Zaczelam jesc tabletki ba libido. Zobaczymh jak to bedzie. Na prwno chce sie pozbyc myslenia ze to moj obowiazek... Dobre jest to ze duzo ze soba na ten temat rozmawiamy i jestesmy swiadomi problemu. Chcemy tez isc do seksuologa moze cos poradzi. Czy to chodzi o ogolny spadek libido czy chodzi o problemy w zwiazku... Huh no i to cala historia w skrocie. Troche sie przez niego wycierpialam nie powiem ale ... No wlasnie ale... Serce nie wybiera:) zobacZymy. Dalismy sobie miesiac i zobaczymy co dalej:)
                  • kag73 Re: Aktualizacja? 20.02.13, 17:02
                    Mansdown, czytam Twojego posta i nasuwa mi sie tylko jedno pytanie "A innych mezczyzn nie ma na swiecie, on jest jedyny?"
                    Nie musisz odpowiadac, znam Twoja odpowiedziec "Sa, ale ja kocham wlasnie jego".
                    Byc moze z innym facetem Twoje problemy z libido zniknelyby jak reka odjac.
                    • mansdown Re: Aktualizacja? 21.02.13, 08:37
                      Hehe tak oczywiscie sa i dobrze zdaje sobie sprawe z tego ze powinnam go juz dawno kopnac w dupe. Ale mam dosc tych rozstan z facetami, chcialabym jakiejs stabilizacji. Poza tym moje zycie erotyczne bylo wczesniej dosc bujne wiec juz czas siasc nieco na dupie:)z reszta on tez jest swiadom krzywd ktore mi wyrzadzil dlatego umowilismy sie na ten miesiac probny po moim powrocie z zagranicy, tak zeby mogl mi udowodnic ze sie zmienil i potrafi naprawic to co spieprzyl. Podchodze do tego sceptycNie bo wole sie pozytywnie zaskoczyc niz znowu zawiezc. Nie jestem w nim slepo zakochana, ten okres minal po kolejnych rozczarowaniach. Ale mimo tego moge zawsE na niego liczyc i wiele razy uratowal mi tylek. Dlatego zasluguje na kolejna szanse, a nuz moze bede z nim bezgranicznie szczesliwa jak sie w koncu dotrzemy:) oboje mamy ciezkie charaktery. Ja tez wcale do slodziutkich dziewczynek nie naleze
                      He dlatego czasem bardziej docenia sie osoby ktore ze mna wytrzymuja i kochaja:)
                      • annie_19 Re: Aktualizacja? 21.02.13, 14:51
                        Troche mnie przeraza to, co piszesz... to jak sie Wasze relacje ukladaly od samego poczatku, zdrady?! I Ty chcesz z nim byc?

                        Myślisz, że miesiac proby cokolwiek Ci da/wyjasni? Nie powiem ile czasu to odpowiednia ilosc, zeby sie przekonac, ze cos z tego bedzie. To bardzo subiektywne. Wybacz ostre slowa, ale mysle, ze przez miesiac mozna utrzymac fiuta w spodniach i byc potulnym misiem. A co po miesiacu proby?
                        • mansdown Re: Aktualizacja? 26.02.13, 09:09
                          Wybaczylam a przynajmniej probowalam wybaczyc zdrade z tego wzgledu ze chyba kazdy zasluguje na druga szanse a ja nie chcialam sobie pozniej zarzucac ze nie sprobowalam. Zdradzil mnie ze swoja ex jak to tlumaczyc dlatego ze niechcial
                          Ze we mnie zakochac, bo sie bal i bla bla bla... No troche mu uwierzylam. Mimo tego ze mnie zranil to z zadnym z moich ex ne przezylam tez tylu fajnych chwil, tyle sie nie nauczylam... Wiem ze to idiotyczne z mojej strony to ciagnac bo na zdrowy rozsadek powinnam go kopnac jak sie dowiedzialam o zdradzie. Pewnie gdybym wtedy wiedziala to co teraz wiem to bym mu nie probowala wybaczyc. Na pocztaku bylam potulniejsza i robilam wszystko zeby go zadowolic. Przed moim wyjazdem za granice powiedzialam mu ze jesli chce byc ze
                          Mna to nie bedzie szczesliwy, bo nie bedzie tak jak on chce tylko tak jak ja chce. I bede stawiac i walczyc o swoje. I nie bede sobie zyl wypruwac i stawiac jego zadowolenie i szczescie ponad moje. Powiedzialam mu ze jesli chce to niech sie stara ja mu w tym nie pomoge, ulatwiac tez mu nie bede ale nie bede te utrudniac. I zmienil sie... Nie mowie o sexie. Mowie o stosunku do mnie... Ne bylo mnie 5 miesiecy i wiem ze mnie nie zdradzal... Ja mam radar na jego klamstwa wiec jeszcze mu sie nie udalo mne oklamac tak zebym sie nie dowiedziala. Po prostu wiem i czuje ze nie zdradza. A on? Jest zadowolony ze zrobilam z niego faceta jakim zawsze chcial byc. I teraz widzi ze jak sie na prawde kocha to wiernosc ne jest wyczynem.

                          Co do mojego charakteru , no to jest ciezki. Mi sie zaraz nudzilo faceci ktorZy skakali kolo mnie i obchodzili sie jak z jajkiem. Wiem wiem niedocenialam
                          Tego co mialam, ale ja potrzebuje faceta ktory czasem sprowadzi mnie do parteru i pokaze gdzie moje miejsce w szeregu. Jak to moj mowi jestem dzikim koniem ktorego on probuje oswoic i czasem mu sie udaje a czasem uciekam i kopie.
                          Zawsze bylo tak ze jak cos mi nie pasowalo w zeiazku to sie rozchodzilam i koniec... I zawsze to ja odchodzilam. A chce walczyc o zwiazek a nie od razu odchodzic. Wiem
                          Ze wybralam
                          Moze niezbyt odpowiednia osobe na zwiazek bo tutaj to wyglada jak walka miedy nami a nie o zeiazek hehe ale widze ze jest lepiej. On jet takim hmmmm wyzwaniem dla mnie... Zeby go oswoic i ogarnac. A ja lubie wyzwania chociaz czasem sil brak i rece opadaja...
                          Tak na prawde zmienilabym w nim 2 rzecZy: to ze jest taki nerwowy i ma tendencje do obwiniania mnie o wszystko, co juz tez udalo mi sie prawie usunac. A tak to ma wszystkie cechy ktorych szukalam u faceta, psychiczne jak i fizyczne... A z sexem to coz czasem dobrze ze o to nalega bo w poprzednim zwiazku moj facet prychodzil po pracy wypijal 1-3 piwa i szedl spac... Eee?! I bylo tak ze 2 miesiace sie nie kochalismy. I to mi nie pasowalo a dla niego ok... Takxe jak ten nalega to przynajmniej jest ta bliskosc...

                          Wiem powinnam go kopnac w dupe ale cos niesamowicie mnie przy nim trzyma. A nie jestem w zaden sposob od niego zalezna, wiec nie wiem. Czy to
                          Ambicja zeby zmienic niedzwiedzia w Misia?

                          Aaa i on wcale nie schowa pitola na miesiac w spodnie bo to nie o to chodzi. On sobie nie wyobraza zwiazku bez sexu i to jest ostatnia rzecz jaka by zrobil- ukrywac to... Chodzi o to zeby se nie mecZyc ze soba. Jestem od 2 tyg w Polsce i jak na razie jest ok. Byly spiecia o sex ale mi tez juz sie czesciej chce:) chociaz on chyba jednak woli jak sie troszke opieram he:) zobaczymy jestem dobrej mysli. Na razie sie nie mecze i musze przyznac ze jestem szczesliwa choc pelna obaw... Aj ja to juz przecze sama sobie, ale w koncu jestem blizniakiem i mam dwie osobowosci tak jak i on.

                          Pozdrawiam
                      • kag73 Re: Aktualizacja? 21.02.13, 18:22
                        Mensdown, musze przyznac, ze powala mnie Twoja "logika"/myslenie.
                        Zastanow sie dobrze co robisz. Kiedys mialas bujne zycie seksualne i dlatego teraz nie jesteses zainteresowana i szukasz stabilizacji, ale z facetm, ktory seksu chce za dwoch?
                        Moze dla Ciebie stabilizacja wazniejsza jest niz seks w zwaiazku i wylacznosc seksualna.

                        "Zdradzal" Cie na poczatku zwiazku?
                        Ty nie jestes "slodziudka dziewczynka" i cieszysz sie, ze ktos z Toba wytrzama? Dziewczyno, nie tedy droga. Poza tym gdybys naprawde miala "charakterek", to bys juz z tym facetem dawno nie byla albo on nie robilby/nie zrobilby tego co robil/zrobil. To oczywiscie tylko moje skromne zdanie.
                        Miesiac probny tez wydaje mi sie smieszy. Wiadomo jednak, ze zdanie zawsze pozniej tz mozna zmienic. W kazdym razie trzymam Ci kciuki:)
              • annie_19 Re: Kocham go? 20.02.13, 12:26
                Ależ to trudne pytanie. Nie dlatego, ze mam problem z odpowiedzią lecz dlatego, że nie wiem jak te wszystkie uczucia ubrać w słowa i sformułować w miarę poprawne zdania ;)

                Po prostu kocham! Kocham czuć jego ciepło, koi mnie w trybie natychmiastowym. Choćbym nie wiem jak była wkurzona, to przytulam się do niego i czuję się dobrze. Kocham jego zapach. I ramiona takie duże, silne, uwielbiam to, jak mnie obejmują. Kocham jego inteligencję i złośliwość. Tęsknię za nim, gdy gdzieś wychodzę. Wściekam się na niego, czasem wyjdę i trzasnę drzwiami, czasem on to zrobi, ale gdy go znów widzę, to cieszę się, że jest. Kocham jego głos. Pragnę go. Uwielbiam, gdy mnie dotyka.
                Kocham go nie za coś, co robi czy mówi – za te rzeczy go uwielbiam. Uwielbiam to jak o mnie dba, jaki jest szarmancki, uwielbiam te drobne gesty, które może nie są niezbędne, ale jeśli są, to jest taaak miło. To jak dzwoni w ciągu dnia, żeby zapytać co u mnie, chociaż nie mamy sobie nic ciekawego do powiedzenia. Dzwoni, żeby powiedzieć, że był w sklepie i kupił kurczaka i marchewkę. I moją ulubioną pastę do pieczywa. Uwielbiam, gdy ma podwinięte rekawy i odsłonięte przedramiona, bo ma takie fajne przedramiona. Kocham jego profil, choć on uważa, że ma straszny nos. Uwielbiam, gdy zostawia wszędzie ogryzki po jabłkach, a znajduję je w naprawdę niespodziewanych miejscach ;) Trochę mnie to wkurza, ale to jest takie jego. Rozczula mnie to. I papierki po cukierkach kitrane za łóżkiem, mimo, że kosz na śmieci jest tuż obok. Śmieszy mnie w tej swojej ulubionej domowej koszulce, w której jest już więcej dziur niż materiału, ale to jest jego ulubiona koszulka, więc co i rusz zamiast wrzucić ją do śmieci, to wrzucam do pralki. Uwielbiam, gdy trzyma głowę na moich kolanach, gdy oglądamy coś w telewizji. Uwielbiam, gdy mówi o motoryzacji, chociaż kompletnie się na tym nie znam. Ale on się wtedy tak ożywia, nza takie szczegóły i ciekawostki, mówi o tym z pasją, aż miło słuchać. Uwielbiam, gdy pomaga mojej rodzinie, to dla mnie ogromnie dużo znaczy.
                Wiele rzeczy mi w nim przeszkadza, wiele wkurza, wiele mu zarzucam, mam do niego sporo pretensji, zwlaszcza ostatnio... ale nadal chcę z nim być. Bo gdy już przejdzie mi ta pierwsza złość i przytulę się do niego, to czuję się najlepiej na świecie.
                • mansdown Re: Kocham go? 20.02.13, 15:01
                  Ehh mam to samo. Mimo ze tyle rZeczy mnie w nim wkurza a jego wiele rzecY wkurza we mnie to chcemy byc ze soba. Tylko ten jeden temat seksu musimy doprowadzic do konca. On musi nieco przystopowac zeby sex nie wladal calym jego zyciem a ja musze podniesx swoje libido zeby nie byc ta zimna... Czasem mam ochote uciec bo tak latwiej ale szkoda mi ty h godzin spedzonych na rozmowach szkoda mi tych zmian glownie jego bo z podlego skurwiela zrobil sie w koncu kochanym misiem:) ze tak powiem troche oswoilam niedzwiedzia:)
                • tygrys-bez-rys Pedofil i terapetyczna szynszyla 21.02.13, 08:52
                  Ja nie oceniam, tylko podsymowuje. Podniej jak Szabas moze nazywac siebie romantykiem dlatego ze lubi sie mazac, ty rownierz masz prawo nazwac to co opisalas miloscia.

                  Mnie sie jednak wydaje ze to bardziej przypomina relacje pedofila z terapeutyczna szynszyla, no moze oprocz tego ze terapuetyczna szynszyla nie jest zlosliwa, inaczej by ja dobry doktor zagazowal.
          • mmks123 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 28.02.13, 21:12
            czytalam duzo o depresji i uwazam, ze ma wszystkie objawy. zdziwilabym sie wrecz gdyby facet majacy sie za samca alfa, zawsze dobrze zarabiajacy i mogacy pozwolic sobie i zafunodowac swojej kobiecie wszelkie zachcianki nie mial depresji w momencie gdy traci prace (...)


            coś mi się zdaje, że to zadufany nadęty prawnik czy inny super menago z korporacji
            • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 01.03.13, 06:43
              mmks123 napisała:

              > czytalam duzo o depresji i uwazam, ze ma wszystkie objawy. zdziwilabym sie wrec
              > z gdyby facet majacy sie za samca alfa, zawsze dobrze zarabiajacy i mogacy pozw
              > olic sobie i zafunodowac swojej kobiecie wszelkie zachcianki nie mial depresji
              > w momencie gdy traci prace (...)
              >
              >
              > coś mi się zdaje, że to zadufany nadęty prawnik czy inny super menago z korpora
              > cji

              pudlo ;)
      • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 10:24
        Tak niewątpliwie jest, sam mi kiedyś powiedział, że on nie potrzebuje tak, jak ja parę razy dziennie. Ale to nie do końca tak jest, ja też bywam zmęczona i też czasem mniej mi się chce, tak naprawdę do szczęścia potrzeba mi regularnego seksu 2-3 razy w tygodniu. Jak kochamy się np. w poniedziałek, to we wtorek i środę chodzę uskrzydlona, ale w czwartek zaczyna mnie znów nosić ;) Są rozbieżności w naszych temperamentach, ale uważam, ze nie jest to sprawa nie do pogodzenia. Też miewaliśmy dni, kiedy kochaliśmy się 3 razy pod rząd albo i rano i wieczorem i koło południa. I oboje mieliśmy na to ochotę, a nie tylko ja.
        • rajska_wyspa Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 10:49
          Rozumiem Ciebie bardzo dobrze. Z tego co napisalas, mam dokladnie tak samo jak Ty, takie same potrzeby. Mialam tez partnera z podobnym libido - jemu wystarczylo 1 raz na tydzien albo 1 na dwa tygodnie... Dobijalo mnie to tak samo jak Ciebie, czulam sie niechciana, odrzucona, a do tego zaczelam tworzyc w glowie scenariusze, ze on pewno kogos ma, albo ma jakies inne potrzeby, ze o czyms nie wiem. Rozmowy z nim niczego nie rozwiazywaly. Przez tydzien po awanturze albo po negocjacjach bylo lepiej, a potem to samo. Do tego, czulam sie ze on sie zmusza dla mnie. Kiedy jednak chcialam odejsc, prosil bym zostala.

          Ja widze jednak w Twoim zwiazku duzo takze pozytywow, ktorych u mnie nie bylo. Sama zdecydujesz czy jestes w stanie sie przyzwyczaic do tej sytuacji czy nie. Jezeli meczy Cie ten klimat non-stop od 2 miesiecy, to pomysl o rozstaniu. Jesli meczy Cie to raz na miesiac, w czasie przed okresem, to moze warto zaakceptowac to co masz i po prostu korzystac z tego jak mozesz, nie ogladajac sie na negatywy. Nigdy nie moze byc idealnie.
          • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 11:11
            rajska_wyspa napisał(a):

            > Rozumiem Ciebie bardzo dobrze. Z tego co napisalas, mam dokladnie tak samo jak
            > Ty, takie same potrzeby. Mialam tez partnera z podobnym libido - jemu wystarczy
            > lo 1 raz na tydzien albo 1 na dwa tygodnie... Dobijalo mnie to tak samo jak Cie
            > bie, czulam sie niechciana, odrzucona, a do tego zaczelam tworzyc w glowie scen
            > ariusze, ze on pewno kogos ma, albo ma jakies inne potrzeby, ze o czyms nie wie
            > m. Rozmowy z nim niczego nie rozwiazywaly. Przez tydzien po awanturze albo po n
            > egocjacjach bylo lepiej, a potem to samo.

            dokladnie tak jest... rozmowy->awantura->burza->ktos juz sie prawie pakuje... potem przychodzi wyciszenie, seks przez dwa dni z rzedu i znow przerwa...
            oboje mamy juz dosyc takiego szarpania sie.

            > Ja widze jednak w Twoim zwiazku duzo takze pozytywow, ktorych u mnie nie bylo.
            > Sama zdecydujesz czy jestes w stanie sie przyzwyczaic do tej sytuacji czy nie.
            > Jezeli meczy Cie ten klimat non-stop od 2 miesiecy, to pomysl o rozstaniu.

            to trwa mniej wiecej od roku. momenty kulminacyjne nakladaja sie z reguly z moim napieciem przedmiesiaczkowym... ogolnie da sie zyc, nie jest tak zle, burza przyjdzie i przejdzie, a przeciez sie kochamy, szanujemy, wspieramy. ale generalnie nie czuje sie szczesliwa. i on z nieszczesliwa i sfrustrowana baba tez.


            • rajska_wyspa Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 11:53
              Trudno jest cokolwiek doradzac. Wiem, jak trudno zrezygnowac z czlowieka, do ktorego sie tak duzo czuje. A w glowie zawsze kolacze pytanie; czy seks jest az taki wazny? czy warto poswiecac zwiazek z ukochanym przez takie cos?

              Mysle, jednak ze najwazniejsze pytanie to ; *czy jestem szczesliwy/a z tym czlowiekiem?*, *czy zycie z nim dopelnia moje zycie, czy powoduje, ze sie doluje, stoje w miejscu i zameczam jakims problemem?*.

              Mozna zyc z ciaglym dolem, w cierpieniu, dalej to ciagnac, bo sie kocha... Ale po co? Po co marnowac zycie na umartwianie sie i szarpaniny? Zycie jest za krotkie.
              Jezeli wenwetrznie buntujesz sie przeciwko takiej sytuacji tak bardzo jak teraz, to moze byc tak, ze pewnego dnia nie wytrzymasz i bedziesz miala tak dosc, ze pier...niesz to wszystko i pojdziesz w sina dal... A potem bedziesz zalowac, ze stracilas czas na cierpienie..
        • 3rd_sin Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 16.03.13, 10:22
          @annie19, niestety jeśli partner nie ma wybujalego libido (i nie ma ku temu fizjologicznych przyczyn lub innych konkretnych powodów, które da się naprawić), to raczej się to nie zmieni. Zmieni się natomiast z czasem Twój stosunek do siebie i do niego. Teraz jeszcze go kochasz, ale z czasem frustracja i żal wyprą miłość. Zwłaszcza, ze wiele z nas emocje i seks kojarzy nierozłącznie. Jeśli on kocha, ale nie chce/nie potrafi zrozumieć, ze Ty masz "inaczej", niż on, ze masz większe potrzeby, to raczej nie liczylabym na pozytywna zmianę. Prawda jest taka, za jeśli w łóżku się nie układa, to zaczyna to być najbardziej absorbującym problemem. Nie finanse, czy inne sprawy, ale wlasnie seks. Powiem Ci szczerze, nie warto się męczyć. Wiem po sobie.
          • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 16.03.13, 10:49
            3rd_sin napisał(a):

            > @annie19, niestety jeśli partner nie ma wybujalego libido (i nie ma ku temu fiz
            > jologicznych przyczyn lub innych konkretnych powodów, które da się naprawić), t
            > o raczej się to nie zmieni. Zmieni się natomiast z czasem Twój stosunek do sieb
            > ie i do niego. Teraz jeszcze go kochasz, ale z czasem frustracja i żal wyprą mi
            > łość. Zwłaszcza, ze wiele z nas emocje i seks kojarzy nierozłącznie. Jeśli on k
            > ocha, ale nie chce/nie potrafi zrozumieć, ze Ty masz "inaczej", niż on, ze masz
            > większe potrzeby, to raczej nie liczylabym na pozytywna zmianę. Prawda jest ta
            > ka, za jeśli w łóżku się nie układa, to zaczyna to być najbardziej absorbującym
            > problemem. Nie finanse, czy inne sprawy, ale wlasnie seks. Powiem Ci szczerze,
            > nie warto się męczyć. Wiem po sobie.

            Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę... I nie zamierzam latami tkwić w związku, który mnie nie będzie satysfakcjonował. Ale nie chcę wszystkiego zbyt pochopnie, zbyt szybko przekreślać. Zwłaszcza, że widzę poprawę i jego starania. Po kilku naprawdę kiepskich miesiącach - kiepskich z uwagi na nasze problemy z dogadywaniem się i znikomą ilość seksu, widzę znaczną poprawę. On rozumie moje potrzeby i naprawdę zaczął wychodzić im naprzeciw. Jest ogromna zmiana w naszych relacjach, w tym jak ze sobą rozmawiamy, w sposobie spędzania wspólnego czasu, choć niestety ostatnio mało go mamy. Jest więcej czułości, otwartości i troski. Z seksem tez sie poprawiło. Luty był super! :) Odliczając 3 dni kiedy go nie było i mój okres, to kochaliśmy się 8 razy. Jest to dla mnie ilość naprawdę satysfakcjonująca :) O marcu niestety nie mogę powiedzieć tego samego, ale tu dużą rolę odgrywa logistyka. Niestety w marcu on ma taki grafik, że mało się widujemy. Pracuje prawie codziennie po 12 godzin i wieczorem po prostu pada. Żeby było "śmieszniej" to prawie połowę dyżurów ma w nocy, od 19 do 7. Wtedy przed pracą często w ogóle nie udaje nam się spotkać, bo ja kończę pracę ok. 18, a rano on wraca po całej nocy na nogach, wślizguje się do łóżka, przytulamy się i ja muszę wstawać do pracy... A dziś jest w pracy od 7 do 22. W marcu nam trochę nie po drodze :( ale generalnie jest zmiana, jest poprawa. I ja też nad sobą pracuję, bo jesli mamy być razem, to tak samo jak on musi zrozumieć moje duze potrzeby, tak samo ja muszę zrozumieć, że jego są mniejsze. Pytanie czy uda nam się wypracować kompromis satysfakcjonujący dla obu stron.
    • bcde Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 17.12.12, 23:00
      To przykre czytać, jak materiał się marnuje, bo facet nie potrafi brać.
      Twój mężczyzna jest niestety mięczakiem. Brak pracy i pieniędzy nie musi prowadzić do tak dużego obniżenia poczucia wartości i depresji, jeśli ktoś ma dystans do siebie i do życia i naprawdę zdrową psychikę. Oprócz pracy i pieniędzy są jeszcze inne rzeczy, którymi można się cieszyć, np. zdrowie, seks, sport, hobby, ładna pogoda, dobre towarzystwo i wszelkie drobne przyjemności, które wiele pieniędzy nie kosztują. Zawalenie się świata z powodu braku pracy świadczy o tym, że osobnik jest dość ograniczony i słaby psychicznie.
      Może być też tak, że jego depresja jest wymówką od seksu z tobą, który go nie rajcuje.
      Tak, czy siak, szkoda się męczyć. Znajdź sobie kogoś, kto bardziej będzie do ciebie pasował, a jego możesz ew. wspierać jako przyjaciółka, a nie jako partnerka życiowa.
    • that.bitch.is.sick Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 10:44
      Do tego to porno…… nie jestem zagorzałą przeciwniczką, wbrew temu, co mu ostatnio funduję (sprawdzanie i awantury), ale naprawdę nie jestem. Sama lubię od czasu do czasu coś obejrzeć. Uważam też, że można obejrzeć coś razem w ramach urozmaiceniem czy inspiracji dla pary. Ale nie zgadzam się na porno ZAMIAST seksu z ukochaną!! On twierdzi, że zawsze oglądał, tyle samo co teraz i nie miało to przełożenia na jego związki, ani poprzednie ani ten. Ale mi już w tej sytuacji kompletnie odbija – sprawdzam go, szpieguję, czuję się coraz mniej atrakcyjna i coraz bardziej sfrustrowana.

      Kocham go i bardzo mi na nim zależy. Czasem sama się dziwię skąd we mnie tyle cierpliwości, żeb

      Nie do końca podoba mi się ton Twoich wypowiedzi. Widać że czujesz się bardzo swobodnie, nie masz problemu z artykulacją swoich potrzeb, a także kaprysów, natomiast ciekawe jak to jest w drugą stronę. Z jednej strony wszystko kontrolujesz a z drugiej strony domagasz się bycia kobietą czującą męską inicjatywę. Ja bym nie pozwoliła żeby moja połowa o moich upodobaniach wypowiadała się tonem tak apodyktycznym i serwowała mi wiedzę o swoich kaprysach. Być może facet nie potrafi się zirytować czymś takim, bo przywykł do takiego gwiazdorzenia ze strony kobiety, natomiast we mnie jak to czytam wzbiera irytacja. Związek w którym jedno mówi drugiemu co jest dobre i normalne? Jakbyś była rządzącą wszystkimi dyrektorką czy menadżerką. Rozumiem że jak Ty lubisz od czasu do czasu obejrzeć to jest ok. ale jak ktoś może lubić codziennie do śniadania to ma się powstrzymać bo Tobie to przeszkadza lub TY czujesz się z tym niekomfortowo. Jeden kluczowy element przewija się w Twoich postach, a mianowicie TY, TY i TY. Jeśli mówisz o swoim mężczyźnie to w kontekście jego wartości użytkowej, a wbrew temu co mówią tu czołowe feministki - niestety męskość tłamszona nie przetrwa, egoizm i konsumpcyjne, zadaniowe podejście też nie spowoduje wyegzekwowania tego czego oczekujesz.
      Z niewolnika nie ma robotnika. Ja bym dała chłopakowi trochę luzu, przestrzeni dla inicjatywy, oczywiście przy takiej presji to może potrwać. Nie wszystko musi się kręcić wokół Twojej waginy przecież.
      • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 12:18
        Trochę zakłuło, ale niewątpliwie masz dużo racji.
        „Mam potrzebę” dyrygowania i sprawowania kontroli nad sytuacja, bo moje zaufanie zostało poważnie zachwiane. Nie, nie chodzi o zdradę. Walczę z tym, ale czasem jeszcze do głosu dochodzi niepewność i obawa, że sytuacja może się powtórzyć. Nie pisałam o tym wcześniej, ponieważ uważamy, że wyjaśniliśmy sobie tę sprawę i chcemy ją zamknąć. Ja jednak miewam jeszcze potrzebę upewniania się, że to rzeczywiście przeszłość. Łatwo jest zburzyć zaufanie, ale odbudować je zdecydowanie trudniej.

        Odnośnie mówienia drugiemu co jest dobre i normalne, to on niestety nie zostaje w tyle. Ja mówię, że brakuje mi bliskości, mówię o swoich potrzebach, a on, że są „za duże, wyimaginowane i żebym się uspokoiła”. I czy to jest dobre? To jest raniące. Ja nie mówię mu „zrób to, zrób tamto”, tylko „potrzebuję, chciałabym”. Tak, łatwo artykułuję swoje potrzeby, bo uważam, że rozmowa to klucz do sukcesu i porozumienia. Nikt nie odgadnie myśli drugiej osoby, więc jeśli się czegoś chce lub chce się coś zmienić, to trzeba to głośno powiedzieć. On nie mówi ani o swoich uczuciach ani potrzebach, ja wiem, że to facet, a z kwestiami emocjonalnymi oni mają trochę inaczej, ale w takiej sytuacji pozostaje mi domyślać się czego on chce i potrzebuje, co sprawi mu radość lub przyjemność. I nie mam na myśli tylko seksu, a związku ogólnie.

        To prawda, że w moich wypowiedziach przewija się JA, JA, JA. Są bez wątpienia nacechowane subiektywnie i egoistyczne, ale czyż nie po to tu przyszłam? Żeby wyrzucić wreszcie z siebie to, co mnie uwiera? Nie bardzo mam z kim porozmawiać… z nim wszystkie rozmowy kończą się tak, jak już wspomniałam. A z rodziną i znajomymi… no rozmawiałam, ale nie czuję się komfortowo z tym, żeby zdradzić im wszystkie szczegóły naszego pożycia. Domyślam się, jak on by się poczuł, gdyby wszyscy wokoło wiedzieli o naszych problemach łóżkowych.
        Ale pragnę zapewnić, że jest we mnie wiele zrozumienia dla jego samopoczucia i sytuacji, w której się znalazł. I nie zgodzę się co do części odnośnie „wartości użytkowej”. Jego wartością użytkową jest to, że po prostu jest i że jest wartościowym, inteligentnym facetem. Nie oczekuję i nie proszę o to wszystko, co dla mnie robi, tym bardziej to doceniam i staram się na każdym kroku mu to okazywać.

        Co do dawania luzu i przestrzeni dla inicjatywy, to tego też próbowałam. Nie zaczynałam tematu, nie prosiłam, nie latałam z cyckami na wierzchu, żeby nie wywierać nacisku, czekałam, aż on zechce… Rezultat? Ponad miesiąc bez seksu. 
        • strach.na.wroble Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 12:24
          Nie tyle zaufanie zostało zachwiane, co fiksujesz seksualność na głębszy problem, jakim jest utrata poczucia bezpieczeństwa związana z trudną sytuacją materialną i społeczną (zamieszkanie z własną matką, utrata statusu przez partnera). Problem dodatkowo zaostrza fakt, że twoja emocjonalność w związku ma wyraźnie zbyt silny komponent instynktu macierzyńskiego wobec dojrzałej relacji równoprawnych partnerów.
        • that.bitch.is.sick Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 12:29
          annie_19 napisał(a):

          > Trochę zakłuło, ale niewątpliwie masz dużo racji.
          > „Mam potrzebę” dyrygowania i sprawowania kontroli nad sytuacja, bo
          > moje zaufanie zostało poważnie zachwiane. Nie, nie chodzi o zdradę. Walczę z ty
          > m, ale czasem jeszcze do głosu dochodzi niepewność i obawa, że sytuacja może si
          > ę powtórzyć. Nie pisałam o tym wcześniej, ponieważ uważamy, że wyjaśniliśmy sob
          > ie tę sprawę i chcemy ją zamknąć. Ja jednak miewam jeszcze potrzebę upewniania
          > się, że to rzeczywiście przeszłość. Łatwo jest zburzyć zaufanie, ale odbudować
          > je zdecydowanie trudniej.
          >
          > Odnośnie mówienia drugiemu co jest dobre i normalne, to on niestety nie zostaje
          > w tyle. Ja mówię, że brakuje mi bliskości, mówię o swoich potrzebach, a on, że
          > są „za duże, wyimaginowane i żebym się uspokoiła”. I czy to jest d
          > obre? To jest raniące. Ja nie mówię mu „zrób to, zrób tamto”, tylko
          > „potrzebuję, chciałabym”. Tak, łatwo artykułuję swoje potrzeby, bo
          > uważam, że rozmowa to klucz do sukcesu i porozumienia. Nikt nie odgadnie myśli
          > drugiej osoby, więc jeśli się czegoś chce lub chce się coś zmienić, to trzeba
          > to głośno powiedzieć. On nie mówi ani o swoich uczuciach ani potrzebach, ja wie
          > m, że to facet, a z kwestiami emocjonalnymi oni mają trochę inaczej, ale w taki
          > ej sytuacji pozostaje mi domyślać się czego on chce i potrzebuje, co sprawi mu
          > radość lub przyjemność. I nie mam na myśli tylko seksu, a związku ogólnie.


          Rozmowa, słowa mogą też ranić. Myślenie wszystkiego co się podejrzewa, antycypuje, wymyśla itd. może sprawić że się kogoś zablokuje i mogą sprawić że pewne rzeczy się zniszczy nieodwracalnie. Zwłaszcza w delikatnej materii pożądania, jak się wypowie, przegada wszystko co miało zostać niedopowiedziane, można wytłumić to co pożądanie wzbudzało. nie jest to pierwszy przypadek gdy kobieta jest z inicjatywą, aktywna a tu facet się wycofuje. Gorzej kiedy się próbuje przekraczać granice wolności osobistej jednostki, intymność do której każdy ma prawo, powoduje że w łóżku możemy się czymś zaskoczyć, że możemy ten dystans zmienić w pożądanie. Jeśli zbyt wiele rzeczy się dzieli, jeśli ktoś się czuje pod presją to może nie wyjść.
          Takie luźne uwagi do zastanowienia z mojej strony. nie zawsze wizja świata do której przywykliśmy jest taka oczywista. Nie zawsze mamy rację, może warto dać dojść do głosu innym, nie sterować, nie trzymać wszystkiego pod kontrolą, choć niewątpliwie jesteś inteligentna, jednak inteligencja pozwolić Ci musi też na dociekanie i dostrzeganie innych punktów widzenia.
    • strach.na.wroble Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 18.12.12, 11:58
      Da się wyczuć, że traktujesz go jak dziecko. Niby ma być tym prymusem w szkole, ale mimo tego, że mamusia się stara, robi dobre śniadanka, wiąże ciepłe szaliki i pomaga odrabiać lekcję, to złośliwy skurczybyk wciąż przynosi ze szkoły uwagi w dzienniczku i, czarny niewdzięcznik, nie kocha mamusi tak jak mamusia jego.
      Ale nie martw się, kiedy już pojawi się prawdziwe dziecko, on wreszcie przestanie być problemem. Tzn. wciąż będzie drażnił i irytował usiłując nieudolnie sprostać twojej doskonale nierealnej wizji świata, ale nie będzie już w centrum uwagi.
      Klasyka gatunku.
    • that.bitch.is.sick roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 12:18
      ..i stopień zniewalania drugiej strony w związkach tego typu po prostu powala. Zwłaszcza jest to szokujące że nadużywają tego kobiety. Bo one tradycyjnie nie posądzane o przemoc, mogą nadużywać praw tzw. obiektu pożądania. Niestety cienka jest granica kiedy ta relacja zmienia się w mroczną tyranię obiektu. To się wkrada niepostrzeżenie. Sprawdza go, szpieguje, aspiruje do wyznaczania granic nawet jego fantazjom seksualnym! Pragnie zawłaszczać nawet marzenia. Z lekka przerażające, nie sądzicie? Sądzi że mężczyzna razem z organem i mózgiem to jej własność do rozporządzania, a właściwie urządzenie które ma sprawić aby ONA czuła się zaspokojona i spełniona. Jak mu nie staje to oznacza że należy zacieśnić kontrolę, co tworzy swoiste błędne koło poparte feministycznymi argumentami o odwiecznej opresji kobiety. A ja tu widzę samca w opresji, z więdnącą na naszych oczach męskością, nie mogącą sprostać JEJ oczekiwaniom. Czy tu chodzi aby kobieta siebie pomniejszała? nie! chodzi o to aby powściągnęła egoizm tylko i wyłącznie. Bo jak widać koncepcja kobiecej opresji dała kobiecie podstawy do roszczeń które zmieniają się w nieograniczoną apodyktyczność
      Nic dziwnego że przed taką wizją związku ostrzega mitologia, że mężczyźni w tej sytuacji boją się zobowiązań. Nic dziwnego że mamy plagę kobiet niezagospodarowanych seksualnie.
      • rajska_wyspa Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 13:22
        Ciekawe to co piszesz i na pewno jest w tym duzo prawdy.
        Ale czasami czlowiek jest tak skolowany, ze nie wie, czy stal sie juz roszczeniowy wobec partnera czy po prostu broni siebie samego.
        Zauwaz, ze z wielu stron kobiety otoczone sa przez poradniki, uwagi, wypowiedzi specjalistow, ktore stawiaja je w pozycji ofiar. Mowi sie nam, ze jesli mezczyzna nie czyni nas szczesliwymi, to nas nie kocha, a nawet wykorzystuje. Jestesmy wiec non stop wykorzystywane, a poradniki typu *Dlaczego mezczyzni kochaja zolzy* maja nam uzmyslowic, jak kontrolowac sytuacje i faceta, ale nie jak ogarniac swoje wlasne emocje.
        Ja wiem, ze trzeba kierowac sie swoim instynktem i umyslem, ale czasem naprawde ciezko powiedziec, w ktorej dzialce moge pojsc na kompromis w partnerstwie, a kiedy mam walczyc o swoje do bolu. Wielokrotnie slysze, ze jesli godze sie na to albo na to ( w zwiazku) to sie nie szanuje, ze on nie bedzie mnie traktowal powaznie, ze trzeba stawiac granice itd.

        Powiedz zatem jak nakreslic granice, neutralna przestrzen miedzy apodyktycznoscia i tyrania w zwiazku, a byciem soba i walczeniem o to co jest nam potrzebne do szczescia.
        • annie_19 Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 14:24
          Powiedz zatem jak nakreslic granice, neutralna przestrzen miedzy apodyktycznoscia i tyrania w zwiazku, a byciem soba i walczeniem o to co jest nam potrzebne do szczescia.


          o właśnie! tez chcialabym to wiedziec...
          • loppe Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 14:28
            Chciałbym polecić Tobie i Partnerowi lekturę książek, na poczatek E.Fromma - O sztuce miłości oraz Być albo mieć. Nie żeby ich lektura sama w sobie rozwiązywała problemy, problemy zawsze będą
                  • that.bitch.is.sick Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 14:45
                    loppe napisał:

                    > Chodziło o to że Partner przeżywa kryzys na tle niepowodzeń zawodowych...

                    Gdyby dobrze płatne posady były zarezerwowane dla ludzi kompetentnych, to by nie było takiego dziadostwa w tym kraju. Podejrzewam że wartościowym i kompetentnym często opadają ręce i wolą sobie gruchę trzepnąć, czemu się nie dziwię nota bene.
                    • loppe Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 14:48
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > loppe napisał:
                      >
                      > > Chodziło o to że Partner przeżywa kryzys na tle niepowodzeń zawodowych...
                      >
                      > Gdyby dobrze płatne posady były zarezerwowane dla ludzi kompetentnych, to by ni
                      > e było takiego dziadostwa w tym kraju. Podejrzewam że wartościowym i kompetentn
                      > ym często opadają ręce i wolą sobie gruchę trzepnąć, czemu się nie dziwię nota
                      > bene.


                      I dlatego medytacja różańcowa jest jak najbardziej wskazana
                        • that.bitch.is.sick Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 15:04
                          loppe napisał:

                          > To całkowity brak duchowości w ostatecznym rachunku prowadzi wszelkie formy lud
                          > zkiej działalności - czy to bankowej, czy seksualnej - do kryzysu...

                          Za to do czego prowadzi jej nadmiar... możemy zobaczyć podczas konfliktów na tle wyznaniowym.
                              • loppe Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 15:19
                                that.bitch.is.sick napisała:

                                > loppe napisał:
                                >
                                > > Napisałem wyraźnie
                                >
                                > I nader ogólnikowo. Duchowość....co pan rozumiesz pod tym pojęciem w odniesieni
                                > u do kryzysów seksualnych, bo nie jest ono tożsame z odmawianiem różańca - to t
                                > ylko celebrowanie religijności.
                                >


                                Napisałem wyraźnie w poście nie o różańcu lecz o całkowitym braku duchowości która wyłajawia na koniec, raczej bliski niz daleki, każdą dziedzinę życia.

                                Duchowości ja tłumaczyć nie będę. To każdy sam dobrze jak sobie wytłumaczy.
                                • that.bitch.is.sick Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 15:29
                                  loppe napisał:

                                  >

                                  >
                                  > Duchowości ja tłumaczyć nie będę. To każdy sam dobrze jak sobie wytłumaczy.

                                  Duchowość jest niebezpieczna, śmiem twierdzić, gdy ma się nierozwiązane problemy emocjonalne. Ucieczka w duchowość wówczas kończy się tak samo jak ucieczka w alkohol, seks czy toksyczny związek - uzależnieniem, co w tym obszarze nazywa się fanatyzmem. Na jedno wychodzi. Prowadzi do pewnego rodzaju auto-da-fe, które jest procesem samozniszczenia.
                                  • loppe Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 15:35
                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                    > loppe napisał:
                                    >
                                    > >
                                    >
                                    > >
                                    > > Duchowości ja tłumaczyć nie będę. To każdy sam dobrze jak sobie wytłumacz
                                    > y.
                                    >
                                    > Duchowość jest niebezpieczna, śmiem twierdzić, gdy ma się nierozwiązane problem
                                    > y emocjonalne. Ucieczka w duchowość wówczas kończy się tak samo jak ucieczka w
                                    > alkohol, seks czy toksyczny związek - uzależnieniem, co w tym obszarze nazywa s
                                    > ię fanatyzmem. Na jedno wychodzi. Prowadzi do pewnego rodzaju auto-da-fe, które
                                    > jest procesem samozniszczenia.
                                    >
                                    >


                                    Ha ha. Śmieję się bo wg mojej optyki duchowość jest fundamentem osobowosci, gdy Ty piszesz o niej jak o jakiejs modzie ucieczkowej. Carl Jung twierdził że katastrofy emocjonalne którymi zajmuja się psychiatrzy jak on własnie z duchowej posuchy wynikają:)
                                    • that.bitch.is.sick Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 16:30
                                      loppe napisał:

                                      >
                                      > Ha ha. Śmieję się bo wg mojej optyki duchowość jest fundamentem osobowosci, gdy
                                      > Ty piszesz o niej jak o jakiejs modzie ucieczkowej. Carl Jung twierdził że kat
                                      > astrofy emocjonalne którymi zajmuja się psychiatrzy jak on własnie z duchowej p
                                      > osuchy wynikają:)

                                      Perspektyw z jakich jest rozważana duchowość w humanistyce i filozofii jest pierdylion. I tak naprawdę dyskusja nad tym czy jest kategorią egzystencjalną czy własnością człowieka, czy też rodzajem działania jak u Habermasa, czy perspektywą rozwojową jak u Adorno, jest naprawdę nudna dopóki nie ma jak jej powiązać z procesem poznawczym tylko z aspektem wiary i subiektywizmu do którego zdolność ma większość jednostek. Mimo wszystko właśnie te aspekty związane z emocjonalnością i subiektywizmem są u osób zaburzonych emocjonalnie nieco przerysowane, nie ma jak ich przeżyć z tym związanych obiektywnie ocenić. Nawet jakby taka jednostka dostała daru języków, nie ma jak oszacować czy to cud czy splątanie. Dlatego twierdzę, że to tematyka śliska i dla osób raczej stabilnych. Zwykle ścieżka rozwoju duchowego jest polecana po zakończeniu terapii.
      • errare_humanum_est Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 16:24
        that.bitch.is.sick napisała:
        A ja tu widzę samca w opresji, z więdnącą na naszych
        > oczach męskością, nie mogącą sprostać JEJ oczekiwaniom.

        A ja tu widzę raczej kobietę która nie dostaje tego, co znakomitej większości kobiet jest potrzebne do tego, aby czuć się kobietą przez duże K, stąd jej frustracje - sama zauważa przecież, że to właśnie z powodu braku współdziałania partnera robi się podejrzliwa, zaczyna partnera szpiegować, pojawiają się schizy w temacie porno itd itp. Gdyby z opisu wynikało, że facet o kobietę w łóżku dba na miarę swoich możliwości, a ona mimo tego robi mu jazdy w temacie filmów czy częstotliwości współżycia - podpisałbym się pod Twoimi postami obiema ręcami i wszystkimi palcyma, jednak ja tutaj takiej sytuacji, mimo najlepszych chęci, nie widzę. Widzę jedynie kobietę, która więdnie przez brak zainteresowania partnera i właśnie zaczyna gorzknieć i zmieniać się w zołzowatą jędzę, tyle że mimo wszystko nadal trzeba pamiętać o przyczynie, a nie o skutku.
        Kobieta chce więcej, facet daje jej za mało, proste. Widzę w postach autorki wątku chęć pomocy, duże zrozumienie sytuacji partnera, dosyć obiektywne podejście do własnych potrzeb i własnej sytuacji. Można się przyczepić do oczekiwań że chce od czasu do czasu ostrzej, z pazurem, spontanicznie - no cóż, nie każdy facet rodzi się Casanovą, nie każdy ma dryg do improwizacji, nie każdy facet czuje się w łóżku panem i władcą, ale i tak mam wrażenie że dla autorki wątku to jest raczej poboczny problem, ważniejsze dla nie jest to, że jej partner nie zauważa w niej kobiety, która lubi seks, chce go uprawiać na miarę wspólnych możliwości i w celu określenia co to są "wspólne możliwości" chce rozmawiać, działać, po prostu COŚ robić - a w zamian nie dostaje nic, co mogłoby ją do dalszych wysiłków zachęcać. Ile można orać po ugorze bez żadnych efektów?
        Tak sobie ten wątek przeczytałem i jak dla mnie to faktycznie może być coś w temacie madonny i ladacznicy. Madonnie się nie zwierza ze swoich fantazji ani nie rzuca na łóżko co noc, madonnę się czci i szanuje, całuje w czółko na dobranoc i to jest wszystko w temacie łóżkowym. Cała reszta jest dla ladacznicy, którą niestety autorka wątku w oczach partnera nie jest. Czy może się stać? Tego to nie wiem, ale mam wrażenie że bez fachowej pomocy, czy to człowieka czy dobrej lektury, cały ten związek szybko zagoni się w kozi róg i pierdyknie z głośnym hukiem, tyle że im później, tym ten huk będzie bardziej bolesny.
        Sytuacja chyba jeszcze nie dojrzała do stawiania na ostrzu noża, choćby ze względu na kłopoty życiowe partnera, które z pewnością mają spory wpływ na jego samoocenę. Dałbym sobie jeszcze na wstrzymanie, powiedzmy na rok, robił przez ten czas wszystko co możliwe w celu wyjaśnienia sytuacji, a jeżeli po roku nadal będzie bryndza, to wymiksował się ze związku niezależnie od bólu, jaki to może sprawić. Czułość, bezpieczeństwo, miłe bycie ze sobą nie będzie znaczyło wiele, gdy w łóżku będzie skrzeczeć. Prędzej czy później to skrzeczenie przeniesie się na resztę Twojego życia, a szkoda by było.
        • annie_19 Re: roszczeniowość (sic!) 18.12.12, 17:38
          tak! właśnie tak się czuję. najchętniej dałabym ten wpis do przeczytania mojemu mężczyźnie, ale chyba by mnie zabił, że jego/nasze problemy roztrząsam na forum. Z reguły ma do mnie pretensje, jak cokolwiek mówię mamie czy koleżankom, bo to co się dzieje między dwojgiem ludzi, zwłasza jeśli chodzi o problemy i sprawy intymne, powinno być załatwiane tylko między nimi. A i owszem, racja, ale człowiek czasem potrzebuje z kimś pogadać, zwłaszcza, gdy ze swoją połówką nie może się dogadać...

          "Można się przyczepić do oczekiwań że chce od czasu do czasu ostrzej, z pazurem, spontanicznie"

          no czasem bym chciała, ale to nie o to chodzi. Może nie być ostro, ale niech będzie po prostu. Cholernie brakuje mi bliskości jaką daje seks, pożądania, czucia się atrakcyjną. Przytulanie i delikatne całowanie jest niezwykle przyjemne, to, że mogę się schować w jego dużych ramionach - nieocenione, czuję się wtedy cudownie, ale czaem naprawdę trzeba więcej.

          I znów powraca do mnie teoria madonny i ladacznicy. On mi niby ciągle mówi, że jestem ładna, śliczna, ale nidgy seksowna, pociągająca. Ja w czymś ładnie wyglądam, ale nie seksownie...

          "Sytuacja chyba jeszcze nie dojrzała do stawiania na ostrzu noża"

          jak dla mnie dojrzała, ale...

          "ze względu na kłopoty życiowe partnera, które z pewnością mają spory wpływ na jego samoocenę."

          no właśnie. Widzę w jak strasznym jest dole, jak przestał czuć się mężczyzną i nie mogę dodatkowo fundować mu rozwiązań "wszystko albo nic". Nie teraz. Ale w środku wszystko we mnie krzyczy! Coraz mniej rozmawiamy, coraz częściej się kłócimy i pomyśleć tylko, że o coś, co powinno łączyć i sprawiać tylko radość.



          • errare_humanum_est Re: roszczeniowość (sic!) 19.12.12, 18:44
            htoft napisał:
            > Właśnie o tych oczekiwaniach pisze the.bitch.is.sick, nic nie zrozumiałeś!

            Po prostu nie widzę w tym, co annie_19 napisała, niczego, co dałoby się odnieść do tego co opisuje that.bitch.is.sick. Ona pisze o wygórowanych żądaniach apodyktycznych, kontrolujących wszystko kobiet, kastrujących psychicznie swoich facetów, ja widzę żale dziewczyny, która przez kochaną przez siebie osobę nie jest postrzegana jako osoba seksualna, nie czuje z drugiej strony chęci takiego postrzegania i przez to zaczyna wariować ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami - również takimi, które powodują że zachowuje się jak apodyktyczna, kontrolująca wszystko itd. kobieta.
      • bcde Re: roszczeniowość (sic!) 19.12.12, 03:01
        A ja tu widzę samca w opresji, z więdnącą na naszych
        > oczach męskością, nie mogącą sprostać JEJ oczekiwaniom. Czy tu chodzi aby kobie
        > ta siebie pomniejszała? nie! chodzi o to aby powściągnęła egoizm tylko i wyłącz
        > nie.

        Jest w opresji i męskość mu więdnie, bo ona chce częściej niż raz na tydzień? Męskość? No bez jaj. :)
          • kag73 Re: roszczeniowość (sic!) 19.12.12, 22:06
            Nie mam czasu czytac wszystkich watkow, nie wiem co doradzali inni. Ja doradze: daj sobie siana i zakoncz ten zwiazek. Tak to juz w zyciu bywa, krotko: nie pasujecie do siebie, sama milosc nie wystarcza. Po co Ci walka, seksuolog, psycholog....zapomnij.
            Nie latwo znalezc druga polowe, w Twoim przypadku to nie ten facet. A facet moze miec tak poza tym maly problemik, ktory dla niego problemem nie jest, mianowicie taka wlasnie seksualnosc: ulubiony rodzaj porno, potem walenie konia i styka. Nie walcz z wiatrakami, on nic zmieniac nie chce, to Ty chcesz go/cos zmienic.
            Mloda jestes, znajdziesz takiego, ktory kocha, troszczy sie i do tego dobrze bzyka. Szkoda czasu na bycie w zwiazku z niewlasciwa osoba a on jest niewlsciwa osoba. Po co meczyc siebie i jego. Moze i on znajdzie taka co sie ucieszy, ze chlop od niej nic nie chce.
            • annie_19 Re: roszczeniowość (sic!) 20.12.12, 01:22
              co za dół... :(((

              a u mnie postu i obecywanek ciąg dalszy... "kochanie, nie teraz", "kochanie, spokojnie, przeciez mamy całą noc", "kochanie, zajme sie Toba wieczorkiem"... a wieczorkiem moje Kochanie zasypia i to by było na tyle :(

              a może to rzeczywiście ze mną jest coś nie tak?? nie potrafię zrozumieć jego problemów i spokojnie przeczekać złego okresu, tylko go dodatkowo meczę swoimi oczekiwaniami i wpedzam w kompleksy, bo obecnie nie może im sprostać? może rzeczywiście zbyt dużą wage przykładam do seksu i definuję siebie za jego pomocą? i nie potrafię być szczęsliwa i czuć sie atrakcyjnie jeśli on mnie nie wygrzmoci co drugi dzień?

              dziś samotna noc i dużo czasu na przemyślenia. za dużo. z resztą co ja nowego wymyslę?
              cholernie mi smutno.
              • rajska_wyspa Re: roszczeniowość (sic!) 20.12.12, 10:58
                Nie doluj sie dziewczyno! Mialam podobnie i obiecuje Ci, ze za jakis czas bedzie Cie walilo czy on z Toba sypia czy nie. Za jakis czas bedziesz miala w d... czy jego osobe, albo znajdziesz sobie takie ciacho, ze nawet tamten Ci przez mozg nie przejdzie. Wiec nie ma co tracic czasu na smutek.
    • xciekawax Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 20.12.12, 19:05
      Ty chyba siebie oklamujesz....

      z jednej strony mowisz tu jaki ten Twoj zwiazek jest cudny, jaki idealny, (oprocz seksu),

      z drugiej strony czytam i widze: nieufnosc do partnera, brak zaufania, ciagle wojny, ciagle awantury, obrazanie sie nawzajem, brak szacunku (mowienie ze Twoje problemy/odczucia sa wyolbrzymiane jest oznaka ze partner Cie powaznie nie traktuje).

      Rowniez partner ma role ojca.... robi ci obiadki do pracy.... seriously? ile masz lat?
      chodzi mi ze faktycznie on sie Toba opiekuje, ale tez w jego oczach nie jestes kobieta tylko mala dziewczynka o ktora trzeba sie zatroszczyc. A tak jak mawiaja: dzieci i ryby glosu nie maja, czyli Twoje pretensjie sa pretensjami rozpieszczonej coreczki.

      Watpie ze od niego odejdziesz, = jest Tobie zbyt wygodnie.

      A tego nie zmienisz bo on nie zmieni nagle tego jak o Tobie mysli.

      Na przyszlosc recepta: wydorosnij, zacznij zachowywac sie jak kobieta a nie jak dziewczynka, wyrob w sobie pewne cechy charaktreru na ktorych bedziesz mogla oprzec swoja wartosc - bo teraz dla Ciebie Twoja wartoscia jest seks.

      • rajska_wyspa Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 20.12.12, 19:16
        Moze niech on sobie znajdzie prace i wydorosleje, bo z tego co widac to on jest tutaj malym synkiem, ktoremu brak spelnienia zawodowego przeszkadza w meskosci i zyciu seksualnym. Ktory mowi swojej partnerce, ze jak chce seksu to znaczy ze cos z nia nie tak. A ty jeszcze radzisz, ze ona ma sie zmieniac, dostosowywac, wydoroslec.
        Ja bym sie nad nim nie litowala, nie czekala, nie pomagala, tylko kopnela w d...e...- moze wtedy sie obudzi
          • xciekawax Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 21.12.12, 06:00
            Tez napisalam ze tutaj przyszlosci Nie widze. A to dlatego ze facet Nie przejmuje sie jej samopoczuciem. Ale tak czesto (Nie zawsze) jest ze jak ma sie opiekuna to niestety Nie partnera. A autorka watku wydaje MI sie jest pod jego skrzydlami (przynajmniej emocjonalnie).

            I Nie mowie ze w tym zwiazku ma sie zmienic tylko stac sie dojrzalsza kobieta w nastepnych zwiazkach.
          • selfmademan Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 21.12.12, 10:30
            autorka napisała na wstępie tak :
            "
            czytalam duzo o depresji i uwazam, ze ma wszystkie objawy. zdziwilabym sie wrecz gdyby facet majacy sie za samca alfa, zawsze dobrze zarabiajacy i mogacy pozwolic sobie i zafunodowac swojej kobiecie wszelkie zachcianki nie mial depresji w momencie gdy traci prace i stopniowo wszystkie zasoby oszczednosci, az wreszcie w wieku 31 lat mieszka z niedoszla tesciowa i jakkolwiek ona zyczliwa i tolerancyjna by nie byla, to musi sie dostosowac do pewnych zasad, nie swoich. i ja to naprawde rozumiem! namawiam go na leczenie dla jego dobra, mojego i naszego wspolnego. ale on oczywiscie nie da sobie tego powiedziec."

            tutaj moim zdaniem jest pies pogrzebany - to ewidentnie równia pochyła dla psychiki faceta - jeszcze tylko brakuje abyś musiała mu wypisywać wniosek w pośredniaku o zapomogę...

            z męskiej perspektywy to jego poczucie wartości zawodowej, poczucie bycia prawdziwym facetem (takim jakim przecież był gdy pracował, stać go było na wiele i bzykał się zapewne ochoczo) zostało zmiecione jak japońska elektrownia po tsunami - leży i dogorywa.
            A jak leży ta sfera to i pozostałe opadły z jego wackiem włącznie. Póki co jest na etapie uciekania w siebie i zamykania oczy na realia - starania i (nad-?)opiekuńczość z jednej strony są naprawdę cenne, ale jak czytam o tym ,że mu piszesz cv i listy motywacyjne to nie potrzeba mi więcej do jasności obrazu.
            Moim zdaniem podstawa poprawy relacji to zanlezienie pracy która go postawi na nogi (pytanie tez jakie ma oczekiwania w tej kwestii - jak by nie patrzeć brat Ramzesa czyli Kryzys kwitnie rozkwita a dla 30latka perspektywa zmiany branży/pracy/oczekiwań może być zupełnie odległa - bo to znają ludzie, którzy raz czy drugi dostali zwolnienie z roboty i potrafili odnaleźć się w innej ).
            Dopiero po tym jest szansa abys droga autorko miała okazję przyjrzeć się jak "normalnie" funkcjonuje twój men, czy powróci mu chęć w wiadomym temacie, czy może upewnisz się, że faktycznie to syndrom LiM ( w domu obiadek, a w kompie footjoby czy inne skrywane głęboko tematy)
            Tyle z perspektywy faceta, który był parę razy zwalniany i który wie co to jest niedopasowanie temperamentów (o analizie i autoanalizie charakterów i motywów działania już nie wspominam przez wrodzoną ;-) skromność ;-)
    • niewinna8 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 23.12.12, 11:48
      Wiem że to nie wystarczy ale rozumiem Cię.
      Jestem w szoku od kiedy weszłam na ta Forum, jak wiele kobiet boryka się z podobnymi problemami....Na ta chwilę jestem sfrustrowana, zła i rozczarowana.
      Mój związek liczy trochę więcej bo ponad 10 lat mieszkamy razem a 0d 6 jesteśmy małżeństwem.Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, wydaje mi sie że oddałam sie mojemu mężowi bezgranicznie i teraz płace za to ogromną cenę.Odkąd pamiętam nasza droga przez życie nie była łatwa ale ja wierzyłam że tak na początku musi być, żeby do czegoś dojść trzeba włożyć w to dużo pracy.Kłopoty zaczęły sie dwa lata temu nawet nie wiem od czego i dlaczego ale mąż zaczną wyjeżdżać w trasy jako dodatkowa zarobek.Kazy weekend byłam sama z dzieckiem,każe wakacje,święta bo on przecież jedzie żeby zarobić,żeby nam było lepiej.Zaraz potem zauważyłam że nie ma ochoty na seks,odwraca sie od mnie ,oddala.Różniej pieniędzy z wyjazdów nie było wręcz przeciwnie coraz więcej długów. Myślałam że to zmęczenie,tez dochodziło do nieustannych kłótni.Pytałam, błagałam żeby powiedział mi co się dzieje.Z tego wszystkiego wylądowałam u psychiatry bo nie umiałam sobie sama ze wszystkim poradzić.Mąż wyjeżdżał coraz częściej a jak był w domu to topił smutki w alkoholu.Wyprowadzał sie niejednokrotnie wiec złożyłam papiery do sądu ale on nie chciał rozwodu.Nic go nie ruszało,wszystko było na mojej głowie.Co to seks już dawno nie pamiętam.Nie umiałam do niego dotrzeć.
      Na dzień dzisiejszy zostałam znowu sama bez pieniędzy, z kredytami, ze wspaniałą córką ,która rozpoczęła pierwszą klasę i ze złamanym sercem, do tego jutro Święta...
      Na odchodne usłyszałam że ma dosyć mnie, tego że zawsze musiało być tak jak ja chce i że chce sobie ułożyć życie z kimś innym..
      I pytam się gdzie w ty wszystkim jest sprawiedliwość?
      Nie wiem gdzie popełniłam błąd?Ale wiem jedno bądźmy czujne, może gdybym wcześniej zareagowała nie byłoby zapóżno?
    • asocial Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 29.12.12, 18:46
      za bardzo to skomplikowane jak na tak mlody staz. Moze Tobie nie pomoze, ale wg mnie, zeby byl dobry seks, nie trzeba za wiele¨tlumaczyc¨, pytac konkretnie o preferencje, zalatuje mi to jakims Cosmopolitan. Osoba, ktora naprawe lubi ten sport (albo lubi go z, w tym wypadku, Toba) sama da znac, co lubi. Wszystko jest prostsze kiedy dwie osoby po prostu to lubia i sie radosnie i spontanicznie bzykaja. Nie trzeba zostawiac otwartych www, chodzic do seksuologa, etc.

      Inna sprawa: na pewno chlopak jest pod Twoja presja, wyobraz sobie, ze masz sie kochac z kims, kto przypomina Ci np. twojego ojca (pomaganie przy CV, szukaniu pracy, dopraszanie sie, itp) i jeszcze Tobie jeczy nad uchem ¨no prosze, chociaz na chwilke, no prosze, ja tez mam swoje potrzeby¨...
      Zaznaczam, nie uwazam, ze Twoja w tym wina, jestes bardzo swiadoma i nieglupia dziewczyna, a choc bys chciala sie pieprzyc stojac na glowie, chocby mial prace marzen, to i tak by cos mu nie pasowalo.

      Swoja droga, z zasady nie ufam takim ¨ idealom¨, bo to tylko oznacza bombe z opoznionym zaplonem:)
      • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 02.01.13, 12:13
        asocial napisała:

        > za bardzo to skomplikowane jak na tak mlody staz. Moze Tobie nie pomoze, ale wg
        > mnie, zeby byl dobry seks, nie trzeba za wiele¨tlumaczyc¨, pytac konkretnie o
        > preferencje, zalatuje mi to jakims Cosmopolitan. Osoba, ktora naprawe lubi ten
        > sport (albo lubi go z, w tym wypadku, Toba) sama da znac, co lubi. Wszystko jes
        > t prostsze kiedy dwie osoby po prostu to lubia i sie radosnie i spontanicznie b
        > zykaja. Nie trzeba zostawiac otwartych www, chodzic do seksuologa, etc.

        tez tak uwazam.. tylko co zrobic, jesli to samo z siebie tak nie dziala?? niedopasowanie seksualne jest problemem, ale caly czas wierze, ze nie moze to przesadzic o wszystkim i ze mozna jakos sie "dotrzec", znalezc zloty srodek. nie musi byc codziennie (jak ja bym chciala), ale tez nie raz na 2 tygodnie (jak to z reguly wychodzi).
        kocham go i uwazam, ze mamy wiele cech wspolnych i pogladow i planow, co w sumie daje nadzieje na dobra wspolna przyszlosc. tylko i az ten seks...

        > Inna sprawa: na pewno chlopak jest pod Twoja presja, wyobraz sobie, ze masz sie
        > kochac z kims, kto przypomina Ci np. twojego ojca (pomaganie przy CV, szukaniu
        > pracy, dopraszanie sie, itp) i jeszcze Tobie jeczy nad uchem ¨no prosze, choci
        > az na chwilke, no prosze, ja tez mam swoje potrzeby¨...
        > Zaznaczam, nie uwazam, ze Twoja w tym wina, jestes bardzo swiadoma i nieglupia
        > dziewczyna, a choc bys chciala sie pieprzyc stojac na glowie, chocby mial prace
        > marzen, to i tak by cos mu nie pasowalo.

        wiem, ze wywieram presje :( i bardzo staram sie to zmienic! a i z jego strony widze jakis ruch, wiec moze sie pouklada. na wigilii zyczyl mi m.in. wiecej seksu :) takie zyczenie z jego strony, to juz przelom. a co wiecej... juz zaczelo sie spelniac! :) od 23 grudnia kochalismy sie juz 5 razy, a to wczesniej byla nasza srednia na miesiac albo i dluzej... wierze, ze moze wreszcie zrozumial, o co mi chodzi i stara sie wyjsc mi naprzeciw.
        nauczona doswiadczeniem wielu ostatnich miesiecy nie skacze do gory po jednym razie i nie mowie, ze "teraz to juz wszystko bedzie dobrze itp", ale jesli taka tendencja sie utrzyma, to naprawde bedzie dobrze :)

        > Swoja droga, z zasady nie ufam takim ¨ idealom¨, bo to tylko oznacza bombe z op
        > oznionym zaplonem:)

        :)
    • magma_78 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 19.02.13, 14:11
      Dziewczyno uciekaj z tego związku jak najszybciej zanim wyjdziesz za niego za mąż, zanim urodzi Wam się dziecko.Potem bedzie już tylko gorzej, a Ty z uwagi na dziecko, na sformalizowanie Waszego związku, będziesz tkwiła w tej matnii aż sama popadniesz w depresję. Spójrz prawdzie w oczy - z tym gościem jest coś nie tak, on nie jest dla Ciebie, nigdy nie sprawi, że będziesz naprawdę szczęśliwa, zawsze będziesz żyła na pół gwizdka, a zrozumiesz kiedy będzie już za późno. Będziesz się zastanawiać, czy to czasem nie ukryty gej, czy nie traktuje Cię jak Madonnę, czy chodzi o depresję związaną z brakiem pracy, czy ma jakiś fetysz, czy go kręcisz czy nie. Piszę Ci to ja - wypisz wymaluj przypadek taki jak Ty - podobne problemy, nie tłumaczone może depresją, ale zawsze jakiś pretekst się znalazł - a to go źle potraktowałam, a to zmęczony, a to ja za mało inicjuje seks (jego zdaniem), a to "krzywo spojrzałam". W tej sytuacji sprawdza się przysłowie "Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy". W każdym razie wszystko zwalał na mnie manipulował faktami. I to zdarzyło się MI, atrakcyjnej, otwartej, która dotąd wydawałoby się hurtowo rozpalała męskie serca i budziła samcze instynkty. Chyba tylko dzięki temu dotychczasowemu doświadczeniu z płcią przeciwną (przed poznaniem męża) nie strciłam do końca poczucia własnej wartości i atrakcyjności, ale niestety sporo mi ubyło. Po 2 latach związku zdecydowałam się na ślub, potem było szybko dziecko. Zero seksu w ciązy, bo boi się że zrobi krzywdę dziecku, dosłownie 3 razy seks w pierwszym roku życia dziecka. A potem.. po moim ciągłym zastanawianiu się, analizowaniu, bezowocnych rozmowach, bezsennych nocach i ogólnej bezsilnosci i niemocy, postanowiłam zamontować oprogramowanie szpiegowskie w komputerze, z którego korzystał. Po 2 dniach okazało się, że jest aktywnym użytkownikiem jednego z seksportali, gdzie nagabuje kobiety na seks, że pisze do prostytutek proponując spotkania. Jak to tłumaczy - on nigdu mnie nie zdradził, nie miał nawet takiego zamiaru, ot tylko pisząc tam, chciał przełamać swoją nieśmiałość w sprawach seksu, którą miał nawet w stosunku do swojej żony. Obiecuje, że pójdzie do psychologa, ale przez 1,5 roku tego nie robi. Owszem, następuje poprawa w sprawach seksu (tak może raz góra 2 razy e tygodniu), samcem alfa jednak nigdy nie zostanie. Poza tym jest świetnym mężęm i ojcem. A ja średnio raz w tygodniu siedzę i zastanawiam się: co z nim nie tak, czy to gej, czy fetyszysta, czy traktuje mnie jak Madonnę, czy ...... Do d... takie życie. Ja raczej zakończę ten związek. Mam dosyc żyć na pół gwizdka i dosyć zastanawiania się. Posłuchaj mnie dobrze - dopóki nie rozwiąże się ta sytuacja, dopóki on nie pójdzie do seksuologa, dopóki Ty nie będziesz spełniona również w seksie, nie wychodź za niego za mąż, nie bierz wspólnie kredytu, nie róbcie dziecka. Aha i nie czekaj dłużej niż rok - szkoda życia.
      • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 20.02.13, 11:08
        Nazwałaś wszystkie moje obawy… właśnie takiego scenariusza strasznie się boję!
        Powiedz jak Ty sobie z tym wszystkim radzisz…?


        Kocham go i naprawdę chcę spędzić z nim życie, ale nie zdecyduję się na to, jeśli dalej będą takie awantury i braki w sferze, która jest dla mnie bardzo ważna. Postanowiłam, ze zawalczę i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby mu pomóc, ale jeśli to nie przyniesie rezultatu… będę musiała odejść. Tu chodzi o moje życie.

        Obecnie mam jedną obawę. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – trochę boję się, że on mi się wkrótce oświadczy… W tym momencie uważam, że nie fair byłoby, gdybym powiedziała „tak”. Zbyt dużo się dzieje między nami. Idzie ku lepszemu, tak czuję, ale jeszcze dobrze nie jest, jeszcze nie wszystko się uspokoiło i wyjaśniło. Tak, jak napisałaś, nie zamierzam na razie podejmować ważnych decyzji – brać ślubu, kredytu, robić dziecka. Co nie znaczy, że w ogóle tego nie chcę. Na razie uważam, że jednak mamy co robić – trzeba popracować nad tą relacją.
    • magma_78 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 20.02.13, 15:40
      Ogólnie sobie radzę, ale jest huśtawka nastrojów. Np. dziś jestem w dobrym nastroju, bo on idzie dziś do seksuologa żeby mnie nie stracić. Sam przyznał, że wie, że ma problem, że to całkowicie jego wina. Przyznał to już rok temu, wtedy skończył z obwinianiem mnie, mówił o tej nieśmiałości. Ta nieśmiałość była dla mnie widoczna, wiem, że tu nie kłamie.Widzę jak wstydzi się oglądać sceny łóżkowe w TV, nie jest w stanie powiedzieć m, kiedy się kochamy, na jaką pozycję miałby ochotę itp. Wiem, że u niego przyczyny psychologiczne nakładają się na fizjologiczne, które nie pozwalają mu odczuwać w pełni popędu jak innym mężczyznom. Ma jakieś problemy z krążeniem. Ale to wszystko mnie nie zadawala, jeżeli ja nie czuję się spełniona w małżeństwie w sferze seksulanej. Jeżeli z tymi problemami nie zrobi nic seksuolog i seksuolog nie wyjaśni mi racjonalnie dlaczego te jego problemy zaprowadziły go na portale, o których mówiłam, to ja raczej nie będę z nim dłużej. Pomimo tego, że go kocham. Dla mnie seks jest bardzo ważny i przekłada się bardzo na sferę emocjonalną związku. Paradoksalnie, gdy ponad rok temu odkryłam tę jego działaność, choć ścieło mnie dosłownie z nóg, on zaczął się bardzo starać, otworzył się przede mną, jeżeli chodzi o seks, zaczęliśmy szczerze rozmawiać, w łóżku też jest lepiej (choć nie tak jak mogłoby być), spontaniczniej, częściej. Generalnie w naszym związku nastąpił można powiedzieć rozkwit i inne problemy (dotyczące innych sfer) poszły w zapomnienie. Paradoksalnie więc, pomimo bagażu doświadczeń, nasz związek wygląda lepiej niż przed ujawnieniem tamtych faktów. Jesteśmy razem tylko dzięki niemu, dzięki temu, że nie bagatelizował sprawy, bił się w piersi i nie mógł się pogodzić z tym jak bardzo mnie skrzywdził, jaki błąd popełnil. Ja milion razy chciałam już to zakończyć, a on cierpliwie walczył. Jedynym błędem jaki popełnił był ten, że choć wiedział, ze jest problem, postanowił, że da radę naprawić go sam bez seksuologa, ociągał się z wizytą u niego, aż do wczoraj, kiedy postawiłam sprawę na ostzru noża. Zobaczymy co będzie, ja również nie podejmuję póki co strategicznych decyzji typu drugie dziecko, kredyt na dom. Obserwuję go na codzień - jego podejście do seksu, zainteresowanie seksem, czy jest wymuszone czy nie. Wiem jednak, że jest człowiekiem dla którego seks nie jest motorem napędowym w życiu, jak dla wszystkich mężczyzn. Byłam w innych poważnych związkach, wiem jak to wygląda u innych facetów. Czy kiedykolwiek przestanę się zastanawiać dlaczego on zrobił to co zrobił i dlaczego ten seks wygląda tak jak wygląda (a przede wszystkim jak wyglądał), nawet po terapii u seksuologa - nie wiem. Nie wiem ja będzie wygladała też jakość mojego życia po czymś takim. Na szczęście jestem niezalezna finansowo i nigdy nie będę przytwierdzona do niego z powodu jakichś takich czynników, zawsze w sumie mogę odejść, nawet pomimo wspólnego dziecka. Odnosząc się do Twojego przypadku, nie wierz, że problemy z pracą Twojego partnera mogą mieć odniesienie na sprawy seksu. Nie przeszkadzają mu one bowiem w oglądaniu pornografii i nie łudź się, że on ato robi tak jak się przegląda poranną prasę - bez emocji i zaangażowania. Już sam fakt, ze to robi codziennie, wiedząc,że Ty masz tego świadomość i nie akceptujesz tego (ba kto by akceptował?) to przejaw nie tylko braku szacunku do Ciebiie, ale przede wszystkim wyraz tego, że on utracił nad tym kontrolę i jest po prostu uzależniony. Żadna normalna kobieta w normalnym związku nie dostarczy mu takich bodźców, takiego ekspresowego pociągu seksulanego jak te z filmów pornograficznych. Może to jest temat dla seksuologa w Waszym przypadku. Radziłabym Tobie dać mu ultimatum żadnej pornografii w pojedynkę (chyba że czasami razem dla odmiany) plus seksuolog albo rozstanie. Nie wierz,że on nie zabawia się po tych filmach sam, one ruszyłyby umarłego :) Jeżeli nie chcesz czekać długo na rozwój wypadków i zastanawia Cię o co chodzi, zrób to co ja w celu dojścia do prawdy. To bardzo proste, poszukaj w internecie. Moja wypowiedź jest chaotyczna, ale tych wątków i emocji jest trochę. Słuchaj jeszcze jedna kwestia: jak wyglądały jego poprzednie związki, dlaczego się rozpadały, czy były długotrwałe, podpytaj go o to. Pozdrawiam.
      • mansdown Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 21.02.13, 14:18
        magma_78 napisał(a):

        > Jesteśmy razem tylko dzięki niemu, dzięki temu, że nie ba
        > gatelizował sprawy, bił się w piersi i nie mógł się pogodzić z tym jak bardzo m
        > nie skrzywdził, jaki błąd popełnil. Ja milion razy chciałam już to zakończyć, a
        > on cierpliwie walczył.

        U mnie jest to samo...


        Tez sie boje ze spieprze sobie zycie ale... Czas pokaze:) na szczescie ne jestem w zadnym stopniu od niego zalezna takze albo w jedna albo druga. Tobie tez zycze powodzenia:)
        • magma_78 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 21.02.13, 16:31
          Seksuolog dał mu stos skierowań na badania: hormony, układ krążenia. Powiedział, że dziwi się że po tylu latach przyszedł, że mu to nie przeszkadzało. Przy pierwsze wizycie, bez wyników badań, nie wyrokował. Powiedział, że w 95% odpowiedzialna jest fizjologia, w 5% sprawy psychologii. Czasem te przyczyny nakładają się, przeważnie najpierw jest problem fizjologiczny, a później, z powodu jakichś niepowodzeń łóżkowych, dochodzą blokady psychiczne. Facet może unikać seksu, bo boi się, że te się powtórzą. Co dla mnie ważne wyraźnie dał mu do zrozumienia, że nie mieści się w normie pytając np. o czym najczęściej pan myśli? Mój na to, że o sporcie, a seksuolog: a nie o seksie? Mój - nie i seksuolog zapisuje itp. Mój facet szczerze mi oprzebiegu wizyty opowiedział i już w przyszłym tygodniu ma przyjść znowu z wynikami. Także jestem pełna nadziei i tylko szkoda mi tych 5 lat męki i miotania się, bo być może rozwiązanie jest tak proste. A teraz coś śmiesznego: ja nawet z tym u wróżki byłam :) i ona powiedziala mi bez żadnych wskazówek i sugestii - sprawy seksu leżą z jego winy, on ma problem fizjologiczny, prawdopodobnie z krążeniem, w końcu pójdzie do seksuologa i po około 3 miesięcznej kuracji będzie wszystko OK. Serio :))), byłam u niej rok temu. Mam nadzieję, że mu się po tej kuracji w 2 stronę nie zmieni i nie będzie tak, że ja nie nadążę :)) A co u Ciebie Annie?
          • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 22.02.13, 12:51
            Hej!
            Świetnie, ze poszedł do tego lekarza! Trzymam kciuki za „wyeliminowanie” problemu ;) Dawaj proszę znać, jak się sytuacja rozwija.

            Co u mnie? Ano… zaskakująco seksownie :)
            Kochaliśmy się w przedwczoraj rano –z mojej inicjatywy, on na początku chwilę oponował, że późno już, że muszę wstawać, ze się spóźnię do pracy, ale chyba sam miał ochotę, bo długo przekonywać go nie musiałam, że wiem ile mogę się ewentualnie spóźnić do pracy i żadna tragedia się nie stanie.

            A wczoraj wieczorem, wróciłam po pracy, zjedliśmy razem kolacje i leżymy sobie na łóżku, gadamy jak nam minął dzień itp. Myślałam, ze będzie to kolejny wieczór spędzony na kanapie przed TV i powiem szczerze, że nawet specjalnie seks nie chodził mi po głowie ;) Po pierwsze, nie odczuwałam jeszcze palącej potrzeby, po drugie, jakiś czas temu postanowiłam sobie (udaje się to z różnym skutkiem, ale to inna sprawa heh) że nie będę naciskać, prosić, wymuszać. Poczekam na jego inicjatywę, a jeśli nie będzie się pojawiać przez kilka dni, to się przypomnę, ale nie w taki sposób, jak to robiłam do tej pory. Tak więc zgodnie z moim postanowieniem, nawet nie myślałam, żeby zagaić temat seksu, bo kochaliśmy się dzień wcześniej, nie będę więc naciskać. A tu nagle pada propozycja „a może obejrzymy sobie dziś jakiś film i przed snem się pokochamy? Wiesz, bo ja chciałbym trochę wcześniej się dziś położyć, bo muszę jutro bardzo rano wstać.” WOW! ;) Nie ukrywam, ze nieźle mnie zaskoczył taką spontaniczną i niewymuszoną propozycją. Ja na to, że „mmmrrr no pewnie!”. No więc on wstał i oznajmił, ze pierwszy idzie do wanny :) potem ja się wykąpałam i położyliśmy się w łóżku z laptopem. Obejrzeliśmy film, trochę się zeszło, było po 23, a on musiał wstać dziś o 4:30… przyznam, ze i ja poczułam się trochę zmęczona, on ziewnął ze dwa razy taaak mooocno i pomyślałam sobie, że nici z seksu. Ale OK., nie ma tragedii. A tu kolejna niespodzianka – zaczął mnie namiętnie całować i dotykać. Bez żadnego zachęcania, pytania, proponowania. Zasnęliśmy sklejeni ze sobą w poprzek łóżka. Takie noce uwielbiam! Chociaż mnie kręgosłup boli od tego takiego spania ;)

            Cały czas staram nie zachłystywać się tym, co się dzieje. Bo cudowny miesiąc czy półtora to za krótko, żeby powiedzieć, ze już wszystko jest i będzie OK. Ale muszę przyznać, że dzieje się zdecydowanie lepiej. On stara się nie zamykać w sobie, jest bardziej dostępny, więcej ze mną rozmawia, no i częstotliwość zbliżeń uległa poprawie.
            • magma_78 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 22.02.13, 13:11
              Super, oby tak dalej. Z doświadczenia jednak wiem, że po udanym seksie jesteśmy optymistkami, patrzymy na świat przez różówe okulary. A potem przychodzi rozczarowanie. Bo przecież chodzi o to, żeby ten ich popęd był stały, a nie okresowy. Miejmy nadzieję, że faktycznie u Twojego chodziło tylko o pracę, może przejściowo czuł się nieseksownie i tyle. Z tym powstrzymywaniem się od "wymuszania" seksu może coś jest na rzeczy. Mój mąż powtarzał mi zawsze (od pewnego momentu), że ja robię wyrzuty, że nie ma seksu, a nie inicjuje seks. A ja najbardziej lubię kiedy to facet inicjuje ... eh
              Powodzenia.
              • loppe Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 22.02.13, 13:20
                Naciski (nb. tak moja mała córeczka nazywała kalkulator) żeby Partner przystąpił do czynności seksualnych są rzeczywiście - tak mi się wydaje - ryzykowne. Ja to nie lubiłem takiego call to action, wolałem sam (no i nie leniłem się). Ale co chcę powiedzieć - moja Partnerka potrafiła wyrazić ten call to action gdy ją tam rozpierało tak że mi się podobało: ona mówiła "J. zajmij sie dzieckiem". Polecam - pro publico bono - coś w tym łagodnym żartobliwym stylu.
              • mansdown Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 26.02.13, 09:23
                Gdyby sie dalo to kliknelabym "Lubię to" przy waszych postach:) trzymam kciuki i zycze wam wam takiego popędu u waszych mezczyzn jak ma moj, a sobie takiego popedu jaki macie wy:) chociaz u mnie juz sie poprawia. Za sprawa tabletek na libidio i tego ze zwyczajnie jestem szczesliwa:)
            • bcde Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 22.02.13, 23:48
              annie_19 napisał(a):

              A tu nagle pada propozycja „a może
              > obejrzymy sobie dziś jakiś film i przed snem się pokochamy? Wiesz, bo ja chciał
              > bym trochę wcześniej się dziś położyć, bo muszę jutro bardzo rano wstać.”
              > WOW! ;) Nie ukrywam, ze nieźle mnie zaskoczył taką spontaniczną i niewymuszoną
              > propozycją. Ja na to, że „mmmrrr no pewnie!”. No więc on wstał i o
              > znajmił, ze pierwszy idzie do wanny :) potem ja się wykąpałam i położyliśmy się
              > w łóżku z laptopem. Obejrzeliśmy film, trochę się zeszło, było po 23, a on mus
              > iał wstać dziś o 4:30… przyznam, ze i ja poczułam się trochę zmęczona, on
              > ziewnął ze dwa razy taaak mooocno i pomyślałam sobie, że nici z seksu. Ale OK.
              > , nie ma tragedii. A tu kolejna niespodzianka – zaczął mnie namiętnie cał
              > ować i dotykać.

              Namiętność aż kipi. :) Jego propozycja może i była spontaniczna, ale działanie już nie bardzo. Facet, który ma chcicę, nie planuje obejrzeć najpierw filmu i nie kładzie się do łóżka z laptopem, skoro i tak sporo czasu zeszło na mycie. Przypomniał mi się rysunek Mleczki, jak facet mówi do partnerki (żony?) w stylu: "Moja propozycja na dziś - po grze wstępnej odrobina perwersji, potem konwencjonalny stosunek, a po wszystkim krótki relaks. Jakie są twoje propozycje?". No, ale skoro ci to wystarcza i uważasz, że to cudowne, to znaczy, że jest OK.
              • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 25.02.13, 12:43
                bcde napisał:

                > Namiętność aż kipi. :) Jego propozycja może i była spontaniczna, ale działanie
                > już nie bardzo. Facet, który ma chcicę, nie planuje obejrzeć najpierw filmu i
                > nie kładzie się do łóżka z laptopem, skoro i tak sporo czasu zeszło na mycie. P
                > rzypomniał mi się rysunek Mleczki, jak facet mówi do partnerki (żony?) w stylu:
                > "Moja propozycja na dziś - po grze wstępnej odrobina perwersji, potem konwencj
                > onalny stosunek, a po wszystkim krótki relaks. Jakie są twoje propozycje?". No,
                > ale skoro ci to wystarcza i uważasz, że to cudowne, to znaczy, że jest OK.

                Ależ oczywiście, że masz rację. Tylko może nie wymagajmy wszystkiego od razu. Biorąc pod uwagę jak ten nasz seks wyglądał ostatnimi miesiącami, nie mogę oczekiwać, że nagle zacznie wracać z pracy po 12 godzinach i od progu zrywać ze mnie ubranie. Fajnie by było i wierzę, że i do tego wrócimy. Najważniejsze, że przestał się zamykać w sobie i bardziej otworzył na moje potrzeby. Luty kończymy z naprawdę satysfakcjonującą dla mnie średnią ;)
    • ebiznes.11 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 22.02.13, 20:40
      Nie przejmuj się Droga Forumowiczko! Każdy związek to kiedyś czeka, w mniejszym lub w większym zakresie.
      Wypróbuj kilka kobiecych sztuczek, najlepiej takich z ktorych nigdy nie korzystałaś, np. zamów sobie jakiś bardzo erotyczny strój albo bieliznę. Poproś ukochanego, żeby pokazał ci swój ulubiony filmik porno, powiedz, że chciałabyś robić dokładnie to, co na tym filmiku. Mów mu że chcesz być Jego Osobistą Suczką, Maszynką do Zaspokajania ...
      • konikmorski1976 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 15.03.13, 21:12
        "Dzwoni, żeby powiedzieć, że był w sklepie i kupił kurczaka i marchewkę. I moją ulubioną pastę do pieczywa." e, nie no stara, to musi być prawdziwa miłość.JA się dziś popłakałam i mojemu staremu powiedzialam,że ma tak do mnie dzwonić z Tesco.a on do mnie że ja jestem nienormalna. Ja chrzanię, ale ty masz szczescie, gdzie znalazłaś faceta, któy kupuje kurczaka i marchewkę?Żeby jeszcze groszek, ale marchewkę!Ideał. Zazdroszczę.
        • annie_19 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 16.03.13, 10:04
          konikmorski1976 napisała:

          > "Dzwoni, żeby powiedzieć, że był w sklepie i kupił kurczaka i marchewkę. I moją
          > ulubioną pastę do pieczywa." e, nie no stara, to musi być prawdziwa miłość.JA
          > się dziś popłakałam i mojemu staremu powiedzialam,że ma tak do mnie dzwonić z T
          > esco.a on do mnie że ja jestem nienormalna. Ja chrzanię, ale ty masz szczescie,
          > gdzie znalazłaś faceta, któy kupuje kurczaka i marchewkę?Żeby jeszcze groszek,
          > ale marchewkę!Ideał. Zazdroszczę.

          A po co ta agresja? Lepiej Ci teraz? Jeśli tak to cieszę się, że mogłam pomóc.
    • annie_19 aktualizacja kwietniowa 21.04.13, 17:35
      Witajcie :)
      u mnie coraz fajniej :) ale po kolei:

      Od 2,5 tyg mój mężczyzna ma wreszcie normalną pracę! Nie jest to co prawda "praca marzeń", ani za pieniądze marzeń, ale po tak długim przestoju (rok i 5 mies) nastąpił powrót do normalnego trybu życia, do ludzi, do nowych obowiązków. On jeszcze trochę jest tym wszystkim zestresowany, boi się czy sobie poradzi, czasem czuje się nieswojo, ale z dnia na dzień dostaje trochę więcej obowiązków i wierzę, że ten stan mu przejdzie, gdy w pełni przejmie stanowisko i zacznie widzieć efekty swojej pracy. Powoli widać też jak ten ogromny stres ostatnich miesięcy mu przechodzi - jest w nim więcej życia, zaczyna mu się różnych rzeczy chcieć - zapisał się na siłownię, jest bardziej otwarty na propozycje towarzyskie - wcześniej nie było mowy o tym, żeby poszedł ze mną do moich znajomych - wstydził się, że nie ma pracy.

      W łóżku, bo przecież o tym ten wątek ;), też lepiej :) Jest bardziej otwarty i aktywny. Ja z kolei staram się być nieco bardziej powściągliwa - za radą seksuologa, ale też mojego mężczyzny, który ostatnio dosyć dobitnie powiedział mi, że jestem zbyt napastliwa, że jemu nie zdąży się zachcieć, kiedy ja już leżę obok i dyszę, a to go po prostu zniechęca albo gdy dąsam się, że dziś znooowu nie, zamiast zrozumieć, że on jest zmęczony i chce spać. Mielismy tę rozmowę w ubiegłą niedzielę. W poniedziałek rano zrobił mi mega erotyczną pobudkę. Wtorek, środa - szczerze mówiąc, nawet mi się jeszcze jakoś specjalnie nie chciało ;) Ale w czwartek zaczęłam się do niego łasić. Był zmęczony i powiedział, że zajmie się mną jutro. W piątek zaczęło mnie już nosić, ale przyznam, że to był długi dzień i oboje byliśmy zmęczeni. On chciał się mną zająć, ale gdy wróciłam z łazienki to zasnął, a ja oczywiście zaczęłam łapać typowego dla mnie doła, że nic się nie zmienia, że to już 4 dni przerwy... Ale w sobotę rano, wczoraj, znów zrobił mi taką pobudkę, że wow :) I powiedział "widzisz, kochanie, musiałem się po prostu wyspać". Co więcej, wieczorem ponownie mnie zaskoczył. W ogóle nie spodziewałam się, że coś będzie. Zwłaszcza, że ledwo pamiętam czasy, kiedy kochaliśmy się więcej niż raz dziennie, a poza tym chyba czymś się podtruł, bo przez pół wieczoru bolał go brzuch. A tu proszę - przychodzi do łóżka zupełnie nagi i tak się mną zajął, że dziś mam zakwasy :)) Tak więc w łóżku jest coraz lepiej :)

      I jeszcze jedno na zakończenie. W poniedziałek ponownie byłam u seksuologa. Dał mi skierowanie na badanie poziomu hormonów, żeby wykluczyć medyczne przyczyny mojego wysokiego libido. Nie uważa, żeby takowe były, ale dla pewności zrobimy badania i powiedział, że najprawdopodobniej na tym zakończy się nasza znajomość, bo on jest od leczenia zaburzeń, a u mnie ich nie stwierdza. Ja natomiast powinnam pomyśleć nad spotkaniem z psychoterapeutą, żeby popracować na moim podejściem do seksu, żebym nie przywiązywała do tego aż tak dużej wagi, żebym potrafiła zauważyć i docenić inne oznaki tego, że jestem dla partnera atrakcyjna. No i dobrze by było, gdyby jednak partner zdecydował się przyjść. Hmm a co na to partner? Zadzwoniłam do niego po wizycie, żeby powiedzieć, że już po i że powoli wracam do domku, a on na to... że przemyślał sprawę i pójdzie ze mną do tego lekarza!
      • ina_nova Re: aktualizacja kwietniowa 21.04.13, 19:39
        >żeby popracować na moim podejściem do seksu, żebym nie przywiązywała do tego aż tak dużej wagi, żebym potrafiła zauważyć i docenić inne oznaki tego, że jestem dla partnera atrakcyjna.

        A masz ochotę na seks gdyż chcesz przez to podreperować swoje poczucie atrakcyjności, czy zwyczajnie Ci się chce? Troche mi t
        • annie_19 Re: aktualizacja kwietniowa 24.04.13, 14:29
          ina_nova napisała:

          > A masz ochotę na seks gdyż chcesz przez to podreperować swoje poczucie atrakcyj
          > ności, czy zwyczajnie Ci się chce? Troche mi t

          Hej :) chyba ucięło część Twojej wypowiedzi. Czekałam czy może dopiszesz, bo jestem bardzo ciekawa, co było dalej.
          Odpowiadając na Twoje pytanie, to po dłuższych obserwacjach dochodzę do wniosku, że mam ochotę w obu tych przypadkach. I o ile mieć ochotę, bo się ją ma, ze względów czysto fizjologicznych i/lub romantycznych jest zdrowe. To jednak zdaję sobie sprawę, że szukanie potwierdzenia swojej atrakcyjności i wartości poprzez kontakty seksualne nie jest prawidłowe. I z jednej strony to wiem, tak teoretycznie, ale niemal za każdym razem, gdy partner odmawia (niezależnie od przyczyny) przeżywam wielki zawód, moja ocena pikuje w dół i co gorsze kompletnie nie potrafię sobie tego przetłumaczyć.
          • ina_nova Re: aktualizacja kwietniowa 24.04.13, 14:52
            Owszem, ucieło, dopiero teraz zauważyłam :)

            otóż niepokoi mnie ten fragment: "Ja natomiast powinnam pomyśleć nad spotkaniem z psychoterapeutą, żeby popracować na moim podejściem do seksu, żebym nie przywiązywała do tego aż tak dużej wagi, żebym potrafiła zauważyć i docenić inne oznaki tego, że jestem dla partnera atrakcyjna."

            Nie wiem czy jesteś zafiksowana na punkcie seksu, skoro seksuolog nie stwierdził u Ciebie zadnych odchyleń, zakładam, że nie. Dlatego nie rozumiem, dlczego masz zmieniać swoje podejście do tej sfery. Dla mnie to trochę oszukiwanie siebie, własnego ciała, wpieranie mu na siłę nieprawidłowości byle by się dostosowało. Poza tym to naturalne, że gdy bliska osoba nie chce się z nami kochać, jedną z pierwszych myśli jaka się pojawi może być "już mu/jej się nie podobam. Może o to zaczepił się ten seksuolog?
            Dlatego pomimo Twoich optymistycznych doniesień ja to widzę tak: Ty się naginasz, dostosowujesz swoje ciało i odczucia do partnera, co kiedyś odbije się na Tobie głośną i bolesną czkawką. Będziesz cierpieć, mieć pretensje do siebie i poczucie winy przez to, że czujesz się odrzucona i niespełniona, a przecież nie powinnaś, bo mówili Ci, że seks powinien być dla Ciebie mniej ważny. Będziesz się kontrolować by czasem Twój facet nie przestraszył się Twojego rozbuchanego libido.
            Niefajna perspektywa wg mnie.
            Wiem, że teraz hormony (związek jest świeży prawda? nie pamiętam już szczegółów) przysłaniają Ci trzeźwość spojrzenia, i że żadnej innej decyzji nie podejmiesz, a nawet będziesz poświęcać się w imię miłości, specjalnie nie cierpiąc teraz z tego powodu. Problemem jest to, co będzie za parę lat.
            • annie_19 Re: aktualizacja kwietniowa 14.06.13, 12:39
              Witaj J
              Wybacz taaaak późną odpowiedź, ale czasu wiecznie brak. I choć zaglądam tu regularnie, podglądam i czytam, to jednak usiąść na dłuższą chwilę i jakoś sformułować myśli ciągle nie ma kiedy.

              ina_nova napisała:

              > Nie wiem czy jesteś zafiksowana na punkcie seksu, skoro seksuolog nie stwierdzi
              > ł u Ciebie zadnych odchyleń, zakładam, że nie. Dlatego nie rozumiem, dlczego ma
              > sz zmieniać swoje podejście do tej sfery. Dla mnie to trochę oszukiwanie siebie
              > , własnego ciała, wpieranie mu na siłę nieprawidłowości byle by się dostosowało
              > . Poza tym to naturalne, że gdy bliska osoba nie chce się z nami kochać, jedną
              > z pierwszych myśli jaka się pojawi może być "już mu/jej się nie podobam. Może o
              > to zaczepił się ten seksuolog?

              No chyba jednak trochę jestem… Seksuolog nie stwierdził odchyleń, bo duża chęć na seks u młodej kobiety nie jest raczej odchyleniem. Generalnie ciężko powiedzieć co jest za wysokim, a co za niskim libido – to sprawa indywidualna i z reguły oceniamy to w odniesieniu do swoich oczekiwań. Dlatego też ja, chcąca seksu najlepiej codziennie, oceniam libido mojego mężczyzny, który chce dwa razy w tygodniu, jako niepokojąco niskie. On natomiast uważa, że ja przesadzam z tym codziennie…

              Inna sprawa – czy ja tego seksu tak naprawdę potrzebuję codziennie? Albo do czego ja tego seksu tak naprawdę potrzebuję?

              Nie chodzi o to, żeby wyciszyć, uśpić moją ochotę czy żebym się dostosowała (chociaż każdy związek to kompromisy w przeróżnych sferach życia). Raczej chodzi o to, co ten seks dla mnie znaczy, jak dużą wagę przywiązuję do zbliżeń i jak wielkim dramatem (bo to niestety tak wygląda) jest dla mnie brak seksu. Ja sama powoli zaczynam to zauważać, że seks ogrywa w mojej głowie chyba zbyt dużą rolę, ale nie wiem czy sama potrafię nad tym zapanować. Patrząc na moje „postępy”, to wątpię. Dlatego poważnie myślę nad jakąś psychoterapią. Mój facet powiedział kiedyś „ciebie jak się nie zerżnie na dzień dobry, gdzieś w ciągu dnia i najlepiej przed snem, to jesteś nie do życia! Przeżywasz nie wiadomo jaki dramat. Od razu wszystko jest do dupy, ja Ciebie nie kocham, nie podobasz mi się, nie dostrzegasz tego, co jest dobre, tego, co robię… A to chyba trochę nie tak powinno być?” I niestety muszę przyznać, że miał w tym sporo racji…
              Zaczynam zauważać, że bardzo często nie chodzi o jakąś moją przeogromną ochotę, nad którą nie mogę zapanować, o szalejące hormony. Chodzi mi po prostu o to, żeby ten seks był. A jak nie ma, to z automatu znaczy, że coś jest nie tak. Najlepiej widać to chyba w weekendy, gdy mamy więcej czasu wolnego – jeśli nie ma seksu na dzień dobry, po przebudzeniu, ociągam się z wstaniem z łóżka czekając, że może jednak… i zaczynam się powoli robić marudna. Potem w ciągu dnia narasta we mnie zniecierpliwienie, jeśli seksu dalej nie ma, a mamy wolne i nie ma „przyczyn technicznych” uniemożliwiających zbliżenie. I tak czekam, aż jego chęć pooglądania TV czy wyjścia gdzieś czy posprzątania mieszkania.. aż coś sprawi, że żyłka mi pęknie i zaczynam albo awanturę albo narzekać i obwiniać, co i tak prowadzi do awantury. Jest więc po weekendzie, po dobrym nastroju, po odpoczynku i po seksie, bo wtedy to już oboje nie mamy ochoty. I ja sobie zdaję sprawę z tego, że to nie jest do końca normalne, żeby tak reagować na to, że partner nie ma w danej chwili ochoty albo jest zmęczony po pracy albo wręcz gorzej się czuje. Ja chcę seksu i już. A jak nie ma, to dzień wytrzymam, drugi też jakoś, ale trzeciego zaczyna mnie nosić i szukam zaczepki. I zamieniam się w tykającą bombę. Co gorsze, to czasem widzę, ze mi naprawdę nie chodzi o rozładowanie napięcia seksualnego, tylko o to, żeby po prostu było zbliżenie.

              To co wyżej tworzyłam przez ostatnie trzy dni. Z czego dwa na wkurwie z powodu oczywiście braku seksu. (Może warto dodać, że mój partner od jakiś dwóch dni kiepsko się czuł, początki przeziębienia. Wczoraj wziął leki i już przed 22 spał. A ja – nieszczęśliwa, że znowu nic siedziałam do późna przed telewizorem.
              Dziś już bym tego tak nie napisała… dziś jest super dzień, mam mnóstwo energii i jest super, bo… rano się kochaliśmy.
              Chyba coś tu jest nie tak… bo oczywiście seks poprawia nastrój i potrafi rozpromienić nawet w najpochmurniejszy dzień. Ale brak seksu przez 2, 3 czy 4 dni nie powinien powodować aż takiego dramatu?

              > Wiem, że teraz hormony (związek jest świeży prawda? nie pamiętam już szczegółów
              > ) przysłaniają Ci trzeźwość spojrzenia, i że żadnej innej decyzji nie podejmies
              > z, a nawet będziesz poświęcać się w imię miłości, specjalnie nie cierpiąc teraz
              > z tego powodu. Problemem jest to, co będzie za parę lat.

              Ani świeży ani stary :) Jesteśmy ze sobą 2 lata i 2 miesiące, ale tak nas przeczołgały życiowe i finansowe kłopoty, że czujemy jakby to było duuużo dłużej. To, co się działo przez półtora roku skutecznie zdjęło mi z oczu różowe okulary. Teraz powoli wracamy do normy i formy. A co do naszych statystyk ;) to maj skończyliśmy z wynikiem 10 razy – dla mnie super. Zwłaszcza, że do niedawna było to 2 -3 razy w miesiącu.
              A co bedzie dalej... kto to wie? Tak sobie myślę, że jak udało nam się zmierzyć z takimi problemami na samym początku związku i ndal jesteśmy razem, kochamy się i wspieramy, to solidna podstawa i dobry punkt wyjścia, żeby związek pielęgnować i roziwjać. Są pary, które są szcześliwe i żyją sobie bezproblemowo przez 20 lat, aż nagle nadchodzi kryzys, z którym nie potrafią sobie wspólnie poradzić. Bo tak naprawdę w tych trudnych sytuacjach wychodzi jacy ludzie są naprawdę. i Czy jesteśmy w stanie zaakceptować tę dugą osobę właśnie taką, jaka jest.
              Pozdrawiam!
              • ina_nova Re: aktualizacja kwietniowa 14.06.13, 16:25
                >Nie chodzi o to, żeby wyciszyć, uśpić moją ochotę czy żebym się dostosowała (chociaż każdy związek to kompromisy w przeróżnych sferach życia). Raczej chodzi o to, co ten seks dla mnie znaczy, jak dużą wagę przywiązuję do zbliżeń i jak wielkim dramatem (bo to niestety tak wygląda) jest dla mnie brak seksu.

                Annie, kompromis to takie rozwiązanie, dzieki któremu obie strony są nieszczęślwe.

                >Raczej chodzi o to, co ten seks dla mnie znaczy, jak dużą wagę przywiązuję do zbliżeń i jak wielkim dramatem (bo to niestety tak wygląda) jest dla mnie brak seksu.

                Ale tu nie ma nad czym się rozwodzić, masz takie, a nie inne libido o koniec, takie są Twoje potrzeby. A czy Twój facet też rozmyśla całymi dniami, że przywiązuje zbyt małą wagę do seksu? Założę się, że nie.

                >Ja sama powoli zaczynam to zauważać, że seks ogrywa w mojej głowie chyba zbyt dużą rolę, ale nie wiem czy sama potrafię nad tym zapanować.

                A mi się wydaje, że Ty zaczynasz coraz bardziej zganiać całą winę na siebie i skoro facet nie daje sobie przetłumaczyć, że potrzebujesz częstszego rżnięcia, to szukasz skrzywień w sobie. Przestań to robić.

                Nie będę się rozpisywać, powiem tylko, że moim zdaniem w tej sferze Twojego związku lepiej nie będzie. Może naprawdę lepiej pójść w swoją stronę i szukać pełnego szczęścia. No chyba, że chcesz spędzić życie na wiecznych frustracjach, a na to jak na razie widać się zanosi.

                Życzę szybkiego dojrzewania do mądrych decyzji. Szkoda czasu.
                • annie_19 Re: aktualizacja kwietniowa 26.06.13, 13:54
                  W ubiegłym tygodniu znów byłam u seksuologa. Powiedział mi to samo, co wielokrotnie mówił mi mój partner. Aż się przez chwilę zastanawiałam czy przypadkiem się nie znają ;)
                  Powiedział mi, że wysokie libido to jedno i moje jest OK. Nie ma nic dziwnego ani złego w tym, że młoda kobieta ma ochotę na seks. Po kilku naszych spotkaniach, rozmowach oraz testach, które sama wypełniałam stwierdza, że w moich preferencjach, oczekiwaniach itp. nie ma nic niepoprawnego.
                  Druga sprawa, to że ten seks ma dla mnie zbyt duże znaczenie, że coś mi rekompensuje, że w przypadku przerwy we współżyciu czy odmowy partnera moja reakcja jest nieadekwatna do sytuacji. Przesadna. A to się skądś bierze. On jednak, jako seksuolog, nic mi tu nie poradzi. Zalecił mi terapię i poprosił, żebym do niego zajrzała za jakiś czas, jeśli oczywiście będę miała taką potrzebę, opowiedzieć jak się sprawy mają.
      • mansdown Re: aktualizacja kwietniowa 24.04.13, 10:37
        No to super ze wszystko wraca do normy;)
        Ja też postanowiłam coś zmienić i rozstałam się z tym chłopakiem... Przeginał już totalnie a ja nie potrafiłam już z nim byc. Brakowało mi cierpliwości.
        niestety tak mocno zmienił moje podejście do seksu, że nawet jak z kimś innym uprawiam sex to ciągle mam myśli: " czy to juz powinnam mu zrobic dobrze, czy juz tego chce? czy jesli nei zrobie to czy bedzie zły?"
        Ale mam teraz bardzo wyrozumiałego i cierpliwego kochanka przy ktorym powoli mi sie odmienia. Tlumaczy ze to ze facet juz natychmiast chce seksu to nie znaczy ze mam mu to dac. I takie tam:) w koncu powoli sama czuje ze mam ochote i chce zrobic mu dobrze:) mile uczucie... ahh i jak sobie pomysle o ostatnim spotkaniu to az dreszcze mnie przechodzą:) to miłe, takie niewymuszone....:) chce zeby znowu sex byl dla mnie zabawą i zebym sobie nie wyobrazała zycia bez niego:)

        Powodzenia dalej;)
    • klara0001 Re: Brak seksu w młodym związku - pomocy... 19.02.17, 12:37
      Brak seksu ojej ,na starość to jeszcze ok ale w młodości :(
      Ale jak się okazuje coraz większy procent młodych ludzi ma kłopoty z seksem
      ale są porady . I na wstydliwe pytania - odpowiedzi .
      zadzwoń pod numer 708-777-127
      i podaj proszę nr wewnętrzny: 173
      wówczas połączysz się z osobą która odpowie ci na najbardziej intrygujące Cię pytania.
      To niesamowite ! To działa !
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka