little_sunshine
27.12.12, 15:55
Czytając wątek Błędne koło nasunęła mi się analogia do mojej sytuacji, choć jest nieco inaczej. Zwiazek 3,5 roku, brak seksu od ok 1.5 roku. Okazjonalne zaspokajanie potrzeb w inny sposób. Czy mój facet chce coś z tym zrobić? Mówi że chce, ale w praktyce niewiele robi.
Problem w sumie mam ja, bo seks po różnych wątkach zdrowotnych zaczął mi się kojarzyć tylko z czymś nieprzyjemnym, z bólem, infekcjami, wizytami u ginekologa i miną mojego faceta mówiącą "znowu nie chcesz?/znowu nie możesz?" oraz jego przekonaniem ze jak mi powie Kochanie rozluznij sie albo ze mnie kocha, to magicznym sposobem zle skojarzenia znikna i bedzie ekstra. Zarzuca mi ze jestem malo namietna albo ze sie nie staram, tyle ze wez tu sie staraj kiedy nawet jesli masz na cos ochote, mysl o penetracji momentalnie wylacza pozadanie. Napalona robie sie wtedy kiedy wiem ze nie ma szans na seks bo nie ma gdzie, kiedy itd. Kiedy faktycznie mozna - zamieram.
To moj drugi facet z ktorym weszlam w relacje intymne, od zawsze albo cos mnie bolalo podczas seksu, albo potem jakies infekcje, cuda. Fizycznie i zdrowotnie wg lekarza wszystko gra, wiec trzeba by sie udac do seksuologa. Facet nie chce bo 'nie bedzie z nikim o tym rozmawial', plus problemem jest kasa, przez ponad rok bylam bez pracy, teraz cos mam na tymczas. Problem braku pracy tez sporo w naszym zwiazku zmienil, wczesniejsze plany o wspolnym mieszkaniu szlag trafil, ja wpadalam w czarna dziure poczucia beznadzei bez kasy, kontaktu z ludzmi, straconych lat studiow itp. A moj chlop przeciwnie, rozwoj, premie w pracy i wygodne mieszkanie u rodzicow. No i teraz stoimy w miejscu w ktorym zwiazek nam sie sypie bo malo czasu spedzamy razem, jak juz sie widzimy to on chcialby seksu, ja nie bardzo, a zmuszac sie nie chce - co on niejako rozumie. On innych form zaspokajania ma dosc, a to jedyne co w tej chwili moge mu zaproponowac. W zwiazku z czym rozmowy o przyszlosci tez umilkly, no bo jak tu planowac przyszlosc, jak tak wazna czesc zwiazku lezy i kwiczy.
Dodam, ze troche z niego dzieciak ;) najdluzszy zwiazek w jakim byl przede mna trwal rok, wiec temperatura w lozku nigdy w poprzednich relacjach nie zdazyla opasc, poza tym mial tych dziewczyn troche. Praca to jego wielka pasja, opowiada o niej, radzi sie i chwali, masa zainteresowan, koledzy - wszystkie te rzeczy to cos, co mnie w nim pociagalo. Tyle ze teraz wiekszosc naszych znajomych pozenila sie, maja kredyty na mieszkania, dzieci istniejace badz planowane - po prostu zycie, moj chlop poznaje nowych ludzi i z nimi nawiazuje nowe relacje, oni czesto nie maja dziewczyn, sa mlodsi pare lat, czas imprez i braku zobowiazan, a ja znowu wpadam w dolek co zrobic ze swoim zyciem co tez sie odbija na moim libido. Kiedys w ksiazkach czy w filmach sceny erotyczne traktowalam jak inspiracje, cos co mnie nakreca, czasami gre wstepna gdy cos razem ogladalismy. teraz jak najszybciej przelaczam kanal w tv, a jak ogladam z kim to na widok seksualnych uniesien mam ochote sie rozplakac. Kiedys na widok przystojnego faceta na ulicy w myslach stwierdzalam ze ma fajny tylek albo zastanawialam sie jak caluje, teraz faceci sa dla mnie jak powietrze, niewazne kim sa i jak wygladaja. Smutne to i bardzo mi z tym nieswojo.
No i coz, ja chce wtedy kiedy nie moge, kiedy on chce ja nie chce, a kiedy chcemy razem mnie zaraz cos boli i nic z tego nie wychodzi,wiec on prezentuje niewypowiedziane pretensje, a ja mam ochote powiedziec wrzeszczac albo placzac zeby spadal - bo jak bede sama to problem z seksem magicznie zniknie (co przeciez tez nie jest do konca prawda). Okropne uczucie.