kwestia 10 pln....

03.01.13, 16:58
mam 33 lata,żona też,
w związku od 10 lat,6 lat po ślubie,mamy 4 msc dziecko.
Żona od początku znajomości robiła mi śniadania przed i do pracy ,wstawała o 6 razem ze mną mimo,że sama miała na próżniejszą godzinę....
Zajmowała się domem po pracy,robiła zakupy ,obiady,kolacje,sprzątała,były wspólne kąpiele,sex itp.
Do czasu ciąży i porodu żona przepracowała 5 lat...
Za miesiąc żonie kończy się zasiłek macierzyński( =koniec wpływów na konto) powiedziałem,jej że nie musi wracać do pracy bo ją utrzymam,( mój dochód ponad 5 tys na rękę) że ma zajmować się dzieckiem,,,do czasu aż będzie miało 3 lata( wtedy przedszkole,albo kolejne dziecko)
Co by chciała to bym jej kupował,ale ona powiedziała,że nie wyobraża sobie prosić mnie za każdym razem o każdą potrzebną jej pierdołę....
Wymyśliła sobie,że mam jej płacić 10 pln za dzień/300 pln na msc/ opieki nad dzieckiem & dbania o dom.
Powiedziałem,że dam jej 200,bo to jej obowiązek opiekować się dzieckiem, dbać o dom,itp
Obraziła się i stwierdziła,że wraca do pracy (za 1500) i połowę z pensji daje na opiekunkę a drugą część ja mam dać.
Nie pozwolę, aby obca baba pilnowała mi i wychowywała dziecko.Od tego jest żona.
Do tego żona wiecznie zmęczona,nie ma ochoty na sex,mówi,że pada po całych dniach na nogach i na rękach z dzieckiem,
a przecież dziecko czasami śpi w ciągu dnia,,,to wtedy żona może odpoczywać.
Obiad jak wracam z pracy nie gotowy,muszę brać dziecko na kolana ,siadać przed tv( maluch to bardzo lubi,a żona krzyczy ,że nie można z małym przed tv) i wtedy żona robi obiad.
Tłumaczy,że najpierw dziecko,potem ja.....
Zaproponowała 10 pln za 1x sex/wyliczyłem,że dam jej zarobić max 50 /msc.

Nie jestem jakimś sknerą,robię zakupy w drodze do domu po pracy, co tylko żona napisze w smsie,żona ma co chce,jak nie pyskuję i robi to co chcę.
Dzieckiem nie zajmuje się, bo nie umiem,a mały nie jest do mnie przyzwyczajony,
wychodzę 7 rano( on śpi) wracam ok17 ,to już długo tez nie pobawi się
.Przygotowuje tylko wieczorną kąpiel dla małego,resztą zajmuje się żona(wstawanie nocne,pieluchy,kupy,spacery itp)
Żona stęka,że ją boli to i tamto,jak nie dba o siebie to jak ma ja nie boleć?
Już nie wiem co mam jej powiedzieć,aby zmądrzała....
i kto ma rację w tej sytuacji,jakbyście postąpili na moim miejscu?
!!!nie jestem trollem,ta sytuacja ma miejsce w moim domu i jest najbardziej prawdziwa!!!







    • hello-kitty2 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 17:14
      Jeszcze dopytam dla jasnosci obrazu: czyli zona nie ma bezposredniego dostepu do tych Twoich 5 ciu tysiecy (w sensie wyplaca kiedy chce i wydaje na co chce bez konsultacji z Toba)?
      • panmaz8 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 17:24
        tzn jest upoważniona do mojego konta,ale nie korzysta z tych pieniędzy,tzn nie wypłaca sobie
        z konta nic. Na razie ma swoje jeszcze przez miesiąc ( te 1500).
        Część z tej swojej kwoty wydaje na dziecko,na jakieś zakupy do domu ,coś zakupi przez allegro,itp

        na siebie osobiście myślę,że wydaje jakieś 300 pln właśnie,stąd ta kwota jej się ubzdurała.
        • hello-kitty2 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 17:34
          A mozesz skonkludowac w jednym zdaniu: w czym jest niemadra i czego Ty od niej chcesz?
          • panmaz8 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 18:15
            hello-kitty2 napisała:

            > A mozesz skonkludowac w jednym zdaniu: w czym jest niemadra i czego Ty od niej
            > chcesz?
            chcę żeby się nie upierała przy tych 10 pln/dzień skoro będzie miała co zechce ode mnie.
            A niemądra jest z tym odgrażaniem się,że wróci do pracy.

            Ja jej już kiedyś powiedziałem,że chętnie posiedzę z dzieckiem,a niech ona przyniesie do domu te 5 tys.
            • hello-kitty2 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 19:02
              panmaz8 napisał:

              > chcę żeby się nie upierała przy tych 10 pln/dzień skoro będzie miała co zechce
              > ode mnie.

              Byc moze nie lubi poczucia, ze jest utrzymywana przez inna osobe. Chce miec poczucie, ze nadal zarabia na swoje potrzeby. Powiedz jej, ze sie zgadzasz i niech realizuje swoje wynagrodzenie sama, bezposrednio z Twojego konta, przelewajac na swoje albo wyplacajac w gotowce. Ona bedzie miala poczucie, ze jest wynagradzana za prace, a Ty bedziesz mial temat z glowy.

              > A niemądra jest z tym odgrażaniem się,że wróci do pracy.

              Tutaj akurat nie widze nic niemadrego. Praca zawodowa niesie za soba wieksza wartosc niz to wspomniane w tym wypadku 1500 pln. Wypadniencie z rynku na 3 lata + ewentualne na kolejne 3 przy kolejnym dziecku moze spowodowac kompletne inwalidztwo w zawodzie. Wyobrazasz sobie lekarke, ktora robi sobie 6 lat przerwy w pracy? Jakie sa jej szanse na dobre stanowisko w porownaniu z konkurencja, ktora tej przerwy nie miala? To o przyszlosci dalszej.

              A o blizszej: malo jest watkow niepracujacych kobiet na forum Kochanki, piszacych, ze maz zostawil je z malymi dziecmi dla innej kobiety. Wprawdzie wyprowadzil sie z domu i nic nie zabral ale placi tylko alimenty na dzieci, co nie starcza im na utrzymanie domu, dzieci i siebie, a pracy nie maja i widoku na prace tez nie. Teraz jest do dyspozycji 5 tys, a jak odejdziesz i dostanie od Ciebie zalozmy 1 tys. Starczy jej niepracujacej na wszystko?

              > Ja jej już kiedyś powiedziałem,że chętnie posiedzę z dzieckiem,a niech ona przy
              > niesie do domu te 5 tys.

              Siedzenie w domu z dzieckiem nie jest warte zadnych pieniedzy. Taka jest moja opinia.
              • urquhart 'The Motherhood' feat. Fiat 500L 03.01.13, 20:51
                hello-kitty2 napisała:
                > Siedzenie w domu z dzieckiem nie jest warte zadnych pieniedzy. Taka jest moja o
                > pinia.

                Znacie Tę reklamę 500tki? Autko jaka jedyna oaza dawnego życia sprzeddzieciowego, w odróżnieniu od bajzlu, haosu i domowego aresztu... :)
                www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=eNVde5HPhYo#!
                • kag73 Re: 'The Motherhood' feat. Fiat 500L 03.01.13, 21:00
                  > hello-kitty2 napisała:
                  > > Siedzenie w domu z dzieckiem nie jest warte zadnych pieniedzy. Taka jest
                  > moja opinia.

                  Ja jestem innego zdania. Moj czas, moje dziecko, ja je chce wychowywac, byc z nim. Napracowac sie moge jeszcze cale zycie a dzieciaka 0-3 lat mam tylko raz.
                  Jak widac, co czlowiek to poglad:)
                  • hello-kitty2 Re: 'The Motherhood' feat. Fiat 500L 03.01.13, 21:32
                    kag73 napisała:

                    > Ja jestem innego zdania. Moj czas, moje dziecko, ja je chce wychowywac, byc z n
                    > im. Napracowac sie moge jeszcze cale zycie a dzieciaka 0-3 lat mam tylko raz.
                    > Jak widac, co czlowiek to poglad:)

                    A dzieciaka 4-6 masz dwa razy? :) A jak ktos ma czworke, co trzy lata, to masz 4 * 3 = 12 lat. A masz chociaz jedno swoje wspomnienie z okresu 0-3? A Twoj maz nie ma dziciaka 0-3 tylko raz i nie chce go wychowac i z nim byc?

                    Nie oklamuj sie Kag. Sorry, powiem szczerze: od dawna obserwuje Twoje kompleksy z tytulu braku zycia zawodowego. Tez mam niespelnione ambcje zawodowe ale z nich nie rezygnuje. I nie mowie tu o pieniadzach.
                    • kag73 Re: 'The Motherhood' feat. Fiat 500L 04.01.13, 00:50
                      Kitty, usmialam sie, ale ze Cie lubie to Ci odpowiem.
                      Z pewnoscia sie nie okalmuje, nie mam komplekow i ani mnie ani mezowi nie brakuje zycia zawodowego. Nie wyobrazalne...a jednak. Moze Ty lubisz Europe w zime, ja nie, nigdy nie lubilam, wiec siedze sobie z rodzinka na Karaibach, zajadam swieze ananaski i patrze co przniesie dzien, jak mi za goraco to sie chowam do cienia :)
                      Zawodowo sie juz napracowalam w zyciu, wystarczy, nie bawi mnie codzienne ranne wstawanie i pospiech i marnowanie najlepszych godzin dnia w pracy, uwielbiam popijanie ze spokojem kawki w lozku i spie do ktorej chce, no chyba, ze obudza mnie koguty, motory albo ulubiona muzyka za oknem.
                      Dziecko w wieku lat 3 zaczyna chodzic do przedszkola, potrzebuje rowiesnikow.
                      Synapsy tworza sie w pierwszych 3 latach zycia. Egoistycznie chcialam zostac z dzieckiem w domu i tyle, nie zawsze bylo latwo, ale nie zaluje. Poza tym bylo to najlepsze wyjscie, maz w domu zostac nie mogl, musial wtedy jeszcze pracowac. Teraz jest z nim i wychowuje i tak, przyznaje...zycie rodzinne u nas kwitnie, tego zawsze chcielismy i to mamy.
                      Niech kazdy zyje sobie jak chce, ja zyje jak chce. Jezeli bede musiala w przyszlosci wrocic do pracy to to zrobie, poki co jestem szczesliwa i wdzieczna losowi/Bogu za to co mam. Amen.
                      A teraz powiedz na jakiej podstawie stwierdzilas u mnie kompleksy, ktorych nie mam.
                      • hello-kitty2 Re: 'The Motherhood' feat. Fiat 500L 04.01.13, 01:17
                        kag73 napisała:

                        > A teraz powiedz na jakiej podstawie stwierdzilas u mnie kompleksy, ktorych nie
                        > mam.

                        Nie chce mi sie kopac starych watkow. Takie odnioslam wrazenie. Byc moze sie pomylilam. Skoro tak nie jest, nie bede do tego wracac.
                        • kag73 Re: 'The Motherhood' feat. Fiat 500L 04.01.13, 01:31
                          Otoz, pomylilas sie. Gdybym miala kompleksy juz dawno poszlabym do pracy, bo ofert i mozliwosci nie brakowalo i nie brakuje :)
    • urquhart Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 17:39
      panmaz8 napisał:
      > Tłumaczy,że najpierw dziecko,potem ja.....
      > Zaproponowała 10 pln za 1x sex/wyliczyłem,że dam jej zarobić max 50 /msc.

      Wyślij fotę, to ocenimy czy jest warta tych 10pln za numer, niby tanio, ale może okazać się ze nie będzie chętnych nawet za dopłatą :)
      • hello-kitty2 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 17:49
        urquhart napisał:

        > panmaz8 napisał:
        > > Tłumaczy,że najpierw dziecko,potem ja.....
        > > Zaproponowała 10 pln za 1x sex/wyliczyłem,że dam jej zarobić max 50 /msc.
        >
        > Wyślij fotę, to ocenimy czy jest warta tych 10pln za numer, niby tanio, ale moż
        > e okazać się ze nie będzie chętnych nawet za dopłatą :)

        hehe za 10 pln to sie kawy w Amsterdamie nie napijesz, zreszta w samolocie tez nie, a za te 50 pln na miesiac to sobie kupi jednego drinka z parasolka :) Takze tanio jak barszcz. Chetni do przelecenia jej za 1 kawe znajda sie na bank. Ale DUZY plus za przedsiebiorczosc. Poza tym lepiej zarabiac niz krasc.
        • jakniejatokto Re: kwestia 10 pln.... 09.02.13, 00:49
          kawa w Amsterdamie €1.50, a jak sie dobrze zakrecisz to za kawe z szarlotkiem €2.50, tylko w normalnych kawiarniach a nie jakichs Starbucksach, wiec nawet by sie zmiescil w tych 10 zeta ;)
      • panmaz8 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 18:13
        żona ładna,zgrabna,więc
        obejdzie się bez fotki ;)
        Ciąża jej nie zmieniła figury,no może stała się bardziej złośliwa,ale to kwestia tych sprzeczek o te 10 pln.
    • zagubionaa219 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 18:03
      Nie dziwię się Twojej żonie, że nie chce Cię prosić o pieniądze i woli zarabiać sama- małe, ale własne pieniądze. Pogadaj z nią, ale bądź też dla niej wyrozumiały. Zajmuje się cały czas dzieckiem, pracuje, Ty twierdzisz, że nie umiesz. Wydaje mi się, że tylko od niej wymagasz, a w zamian rościsz pretensje i od siebie nic nie dajesz (oprócz wypłaty).
    • jesod Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 18:14
      Ale się ubawiłam... :-)))
      To się nazywa ułańska fantazja w pisaniu!



      • swiete.jeze Re: kwestia 10 pln.... 06.01.13, 22:39
        A całą reszta chyba nie zauważyła, że to wariat.
    • zyg_zyg_zyg Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 18:19
      > jakbyście postąpili na moim miejscu?

      Ja bym ją za przynajmniej stówę (pln za 1x sex) podstawiła sąsiadowi
      • zagubionaa219 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 18:34
        No właśnie- tylko ta kwestia płacenia za seks mnie zwaliła z nóg...
        • jesod Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 18:42
          zagubionaa219 napisał(a):
          > No właśnie- tylko ta kwestia płacenia za seks mnie zwaliła z nóg...

          Czy mamy przez to rozumieć Twoją skłonność do charytatywnych, dobrych uczynków? ;-)
          • marek.zak1 Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 18:51
            A mnie ten problem zwalił z nóg. Zawsze, czyli od urodzin pierwszego dziecka pracowałem na rodzinę, a konto zawsze było wspólne. Dla ZABAWY, po fajnym seksie prosiłem żonę, żeby kupiła sobie coś fajnego, ale to było naprawdę dla zabawy.
            • hello-kitty2 Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 19:11
              marek.zak1 napisał:

              > A mnie ten problem zwalił z nóg. Zawsze, czyli od urodzin pierwszego dziecka p
              > racowałem na rodzinę, a konto zawsze było wspólne. Dla ZABAWY, po fajnym seksie
              > prosiłem żonę, żeby kupiła sobie coś fajnego, ale to było naprawdę dla zabawy.

              Marek dopytam cie: Twoja zona pracuje zawodowo?
              • marek.zak1 Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 19:55
                Pracowała jako nauczycielka, ale po drugim dziecku zrezygnowała. Potem jeszcze przyszło jedno. Nie było łatwo, (komuna, stan wojenny) ale jako mężczyzna pracujący dałem radę :).
                • hello-kitty2 Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 19:59
                  marek.zak1 napisał:

                  > Pracowała jako nauczycielka, ale po drugim dziecku zrezygnowała. Potem jeszcze
                  > przyszło jedno. Nie było łatwo, (komuna, stan wojenny) ale jako mężczyzna pracu
                  > jący dałem radę :).

                  Nie kazda kobieta chce poswiecic prace zawodowa dla rodziny. Stad moze Cie ten problem, przedstawiony przez autora rozbawil.
                  • marek.zak1 Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 20:50
                    On mnie nie rozbawił, tylko zwalił z nóg. Widzę to także w kategorii walki w władze w związku. Ja ci dam albo nie 200/300 zł, albo bonus za sex. i ja rządzę, bo zarabiam.
                    Z innej strony praca kobiety w domu jest bardzo nisko (bardzo niesłusznie) ceniona przez mężczyzn, ale takze przez państwo i stąd lekceważący do niej stosunek.
                    • jesod Dzięki panom 03.01.13, 21:43
                      marek.zak1 napisał:
                      > Z innej strony praca kobiety w domu jest bardzo nisko (bardzo niesłusznie) ceni
                      > ona przez mężczyzn, ale takze przez państwo i stąd lekceważący do niej stosunek

                      Ale... to przecież mężczyźni wykreowali taki jej status. W ramach dowartościowania, poczucia przewagi, dominowania...? :)
                      • marek.zak1 Re: Dzięki panom 03.01.13, 22:10
                        Tutaj widze duży bardzo wpływ komuny. Kobiety wartosciowe to te na traktorach i przodowniczki pracy.
                        Praca kobiety w domu i przy dzieciach powinna zostać wyceniona na n.p. średnią krajową, gdyż obecnie, kiedy pracują i nie dostają uposażenia, traktuje się jakby nie pracowały w ogóle.

                        Pozdr. M.
                        • jesod Re: Dzięki panom 03.01.13, 22:51
                          marek.zak1 napisał:
                          > Tutaj widze duży bardzo wpływ komuny.

                          Nie, nie, nie... Nie tylko. Te uwarunkowania mają znacznie głębsze korzenie kulturowe, a przede wszystkim religijne.
                          Według praw kościelnych kobieta była własnością mężczyzny. To w nich została wyraźnie określona rola kobiety w społeczeństwie, a raczej w życiu mężczyzny.
                          A to co mężczyzna mógł zrobić z kobietą przyprawia o zawrót głowy...
                          To prawo zostało unieważnione dopiero 1934 roku.
                          • urquhart wartość pracy przy dzieciach - bujda na resorach 04.01.13, 00:12
                            jesod napisała:
                            > Nie, nie, nie... Nie tylko. Te uwarunkowania mają znacznie głębsze korzenie ku
                            > lturowe, a przede wszystkim religijne.
                            > A to co mężczyzna mógł zrobić z kobietą przyprawia o zawrót głowy...
                            > To prawo zostało unieważnione dopiero 1934 roku.

                            W kościele katolickim przysięga posłuszeństwa mężowi została zniesiona w 1928, w kościołach prostestanckich opierających się na Biblii funkcjonuje do dzisiaj [no bo: Ga 5,22–24].
                            W prawie cywilnym RP kobieta została wyłączona z posłuszeństwa mężowi w 1921
                            pl.wikipedia.org/wiki/Sytuacja_kobiet_w_II_Rzeczypospolitej
                            Skąd data 1934?

                            Co do wpływu komuny na wycenę pracy w domu to bujda na resorach i wasze myślenie życzeniowe.
                            Praca jest bowiem warta tyle ile ktoś chce za nią płacić i od konkurencji. I dlatego dziennikarzom i pielęgniarkom płacą najniższą krajową bo każdy leming o braku zdolności manualnych marzy żeby zostać dziennikarzem i dostawać kaskę za spisanie swych błyskotliwych przemyśleń, a co druga dziewczyna która chce się wyrwać ze wsi zostaje pielegniarką. Podobnie jest zresztą z taksówkarzami, każdy facio z wąsem bez pomysłu na życie chciałby jeździć furą i dostawać za to kaskę jeszcze i narzeka że załapawszy sie na pozwolenie że nie ograniczają dostępu do zawodu byle dziadygom. Stąd nie mówcie mi o niedowartościowaniu pracy kobiet w domu skoro bataliony bab jeszcze cieżką kasę płącą za możliwość zostania matką przy invitro i zasuwania przy pieluchach.
                            • jesod Re: wartość pracy przy dzieciach - bujda na resor 04.01.13, 00:50
                              urquhart napisał:
                              > Co do wpływu komuny na wycenę pracy w domu to bujda na resorach i wasze myśleni
                              > e życzeniowe.

                              No... to się pobujaj. :)
                            • stary.dziadyga Re: wartość pracy przy dzieciach - bujda na resor 04.01.13, 13:57
                              > Praca jest bowiem warta tyle ile ktoś chce za nią płacić i od konkurencji.

                              Nie wszystko w da się wyrazić w kategoriach ekonomicznych i o docenianiu, a nie wycenianiu pracy kobiet w domu mówił wg mnie Twój przedmówca.

                              Idąc Twoim tokiem myślenia, skoro za pracę w domu kobiet nikt nie chce zapłacić, bo w powszechnym odczuciu jest to kobiet "wybór" i "obowiązek", to ta praca jest nic nie warta w takim razie zbędna.

                              No to wyobraź sobie teraz jakby świat wyglądał bez tej pracy, czyli bez dlaszego rozrodu.

                              > Stąd nie mówcie mi o niedowartościowaniu pracy kobiet
                              > w domu skoro bataliony bab jeszcze cieżką kasę płącą za możliwość zostania matk
                              > ą przy invitro i zasuwania przy pieluchach.

                              To że przez kobiety ta praca jest doceniana już wiemy, tutaj mowa o braku jej doceniania przez mężczyzn.
                              • rekreativa Re: wartość pracy przy dzieciach - bujda na resor 04.01.13, 15:27
                                Ale to nieprawda, że nikt nie chce płacić za ten rodzaj pracy kobiet i że nie jest ona wyceniona.
                                Przecież istnieją zawodowe nianie i gosposie, a co one robią? To samo: gotują, sprzątają, piorą, bawią dzieci. I wielu ludzi chce im płacić. Tym dobrym z referencjami to nawet całkiem sporo.
                                • urquhart Re: wartość pracy przy dzieciach - bujda na resor 04.01.13, 15:47
                                  rekreativa napisała:
                                  > Ale to nieprawda, że nikt nie chce płacić za ten rodzaj pracy kobiet i że nie j
                                  > est ona wyceniona.
                                  > Przecież istnieją zawodowe nianie i gosposie, a co one robią? To samo: gotują,
                                  > sprzątają, piorą, bawią dzieci. I wielu ludzi chce im płacić. Tym dobrym z refe
                                  > rencjami to nawet całkiem sporo.

                                  Pod warunkiem że opiekują się Cudzym domem i Cudzymi dziećmi.
                                  Słyszałaś o może facecie który wpadłby na błyskotliwy pomysł że grzebanie przy SWOIM samochodzie i wożenie rodziny przeliczać sobie na pensje mechanika samochodowego i taksówkarza którego nikt nie docenia i nie chce mu zapłacić?
                                  • rekreativa Re: wartość pracy przy dzieciach - bujda na resor 04.01.13, 16:03
                                    Wiem, o co Ci chodzi. Tylko bądź bardziej precyzyjny i nie pisz ogólnie o pracy domowej kobiet, bo chodzi konkretnie o pracę kobiet w ich własnym domu przy własnym mężu i dzieciach. Za którą, moim zdaniem, żądanie jakiejś opłaty, pensji czy jak to tam nazwać jest absurdalne.
                                    Co innego natomiast docenianie tej pracy. Tutaj można wymagać od mężczyzn więcej.
                                    • urquhart Re: wartość pracy przy dzieciach - bujda na resor 05.01.13, 12:52
                                      rekreativa napisała:

                                      > Wiem, o co Ci chodzi. Tylko bądź bardziej precyzyjny i nie pisz ogólnie o pracy
                                      > domowej kobiet, bo chodzi konkretnie o pracę kobiet w ich własnym domu przy wł
                                      > asnym mężu i dzieciach. Za którą, moim zdaniem, żądanie jakiejś opłaty, pensji
                                      > czy jak to tam nazwać jest absurdalne.
                                      > Co innego natomiast docenianie tej pracy. Tutaj można wymagać od mężczyzn więcej

                                      Czyżby takie absurdalne?
                                      www.wiadomosci24.pl/artykul/zrobione_8211_zaplacone_gospodynie_domowe_walcza_o_zaplate_3384.html
                                      • rekreativa Re: wartość pracy przy dzieciach - bujda na resor 05.01.13, 12:58
                                        Nie, no sorry, dalej absurdalne. Składki emerytalne płacone przez męża na żonę- spoko, to ma jakiś sens.
                                        Ale żeby mi państwo płaciło za gotowanie obiadu, który sama też zjem, albo za pranie własnych ciuchów? Dziwne trochę.
                                        • urquhart Re: wartość pracy przy dzieciach - bujda na resor 06.01.13, 11:27
                                          rekreativa napisała:

                                          > Nie, no sorry, dalej absurdalne. Składki emerytalne płacone przez męża na żonę-
                                          > spoko, to ma jakiś sens.
                                          > Ale żeby mi państwo płaciło za gotowanie obiadu, który sama też zjem, albo za p
                                          > ranie własnych ciuchów? Dziwne trochę.

                                          I tu tkwi haczyk.
                                          Kto płaci może wymagać. Jak pracodawca.
                                          A jak gwarantuje państwo to pan ma jedynie psie obowiązki oddać kasę a pani robi co jej się podoba, sorry na co ma ochotę :)
                      • urquhart zabawyprzedszkole a poczucie przewagi, dominowania 04.01.13, 07:56
                        jesod napisała:
                        > > ona przez mężczyzn, ale takze przez państwo i stąd lekceważący do niej st
                        > osunek
                        > Ale... to przecież mężczyźni wykreowali taki jej status. W ramach dowartościowa
                        > nia, poczucia przewagi, dominowania...? :)

                        Praca kobiety w domu jest nisko ceniona przez mężczyzn i państwo? Poczucie przewagi, dominowania? Co za genderowe brednie i durnoty!
                        To że taksówkarze protestują na niskie zarobki to jest niby wykreowane przez kogo w ramach jakiej dominacji? Homoseksualnej przewagi nad panami taksówkarzami z wąsem pewnie!
                        NIe widać gołym okiem że w każdym przedszkolu większość chłopców bawi się autkami w kierowcę a większość dziewczynek w dom i mamusię ubieranie i rozbieranie lalek? Dla przyjemności. Wiec stąd duża konkurencja i konsekwencja że ludzie robią to pomimo małej motywacji finansowej bo mają całkiem inną motywację.
                        • jesod urqu, który... 04.01.13, 10:06
                          urquhart napisał:
                          > Co za genderowe brednie i durnoty!

                          urqu, który wszystko wie najlepiej,
                          którego słowo mocno siepie...
                          Nienawidzi kobiet tak radośnie,
                          że czasem robi się żałośnie.

                          • urquhart urqu, który... nienawidzi kobiet tak radośnie ? 04.01.13, 10:28
                            jesod napisała:
                            > urqu, który wszystko wie najlepiej,
                            > którego słowo mocno siepie...
                            > Nienawidzi kobiet tak radośnie,
                            > że czasem robi się żałośnie.

                            kiedyś jak w dyskusji światopoglądowej lewicowym aktywistom brakowało logicznych argumentów kończyło się argumentem ostatecznym - zdemaskowaniem oszalałego z nienawiści faszystowskiego pachołka wysługującego się imperialistycznym podżegaczom wojennym
                            nie ma to jak czerpać ze sprawdzonych schematów :)
                            • jesod Re: urqu, który... nienawidzi kobiet tak radośnie 04.01.13, 10:48
                              urquhart napisał:
                              > kiedyś jak w dyskusji światopoglądowej lewicowym aktywistom brakowało logicznyc
                              > h argumentów kończyło się argumentem ostatecznym - (...)

                              Nie wiem, czy zauważyłeś, ale nie usiłuję podejmować z Tobą dyskusji.
                              Przyglądam się co piszesz, jak piszesz i w jaki sposób odnosisz się do ludzi, a szczególnie do kobiet. To daje się zauważyć - nie przeskoczysz samego siebie.
                              Czasem mi to wystarczy, by zniechęcić się do podejmowania lub kontynuowania dalszej rozmowy, lub... zaglądania tutaj w ogóle.

                              To, co napisałam powyżej - w formie rymowanki, nie było żadnym argumentem, a jedynie moim własnym odczuciem i wrażeniem. To wszystko.
                              Chyba nie zabronisz mi prawa do wyrażania swojego zdania?
                              • urquhart Re: urqu, który... nienawidzi kobiet tak radośnie 04.01.13, 11:15
                                > urquhart napisał:
                                > Nie wiem, czy zauważyłeś, ale nie usiłuję podejmować z Tobą dyskusji.
                                > Przyglądam się co piszesz, jak piszesz i w jaki sposób odnosisz się do ludzi, a
                                > szczególnie do kobiet. To daje się zauważyć - nie przeskoczysz samego siebie.(...)
                                > To, co napisałam powyżej - w formie rymowanki, nie było żadnym argumentem, a je
                                > dynie moim własnym odczuciem i wrażeniem. To wszystko.
                                > Chyba nie zabronisz mi prawa do wyrażania swojego zdania?

                                A wyrażaj, sama się tym określasz i zamydlanie frazesami nie pomoże.
                                Na argumenty cię nie stać, ale uważasz ze i tak wiesz lepiej bo czujesz się uprawniona do oceniania ad personam. I jeszcze to projektujesz na mnie jako negatywne cechy...
                                • that.bitch.is.sick Re: urqu, który... nienawidzi kobiet tak radośnie 04.01.13, 11:37
                                  urquhart napisał:
                                  >
                                  > A wyrażaj, sama się tym określasz i zamydlanie frazesami nie pomoże.
                                  > Na argumenty cię nie stać, ale uważasz ze i tak wiesz lepiej bo czujesz się upr
                                  > awniona do oceniania ad personam. I jeszcze to projektujesz na mnie jako negaty
                                  > wne cechy...

                                  oj już Ci się rzuciło, z jednej strony potępiasz jakąś żonę że walczy o przetrwanie, a z drugiej usprawiedliwiasz puszczające się kurwiszony, co rogi przyprawiają własnym mężom chwaląc się tym na forum i szlochasz nad ich lękiem przed bliskością i trudnym dzieciństwem. Mało to wiarygodne.
                                  >
                                  >
                                • jesod Re: urqu, który... nienawidzi kobiet tak radośnie 04.01.13, 13:15
                                  urquhart napisał:
                                  > A wyrażaj, sama się tym określasz i zamydlanie frazesami nie pomoże.

                                  Pytanie: tylko po co?
                                  Skoro każda wypowiedź, która nie jest zgodna z Tobą (z tym, co Tobie odpowiada, co potwierdza tylko Twój osąd i spojrzenie) jest potraktowana brutalnie, arogancko, pogardliwie, lekceważąco, prześmiewczo, złośliwie, zjadliwie, szyderczo, cynicznie...
                                  W takich sytuacjach Twoja reakcja zawsze wyraża chęć wdeptania przeciwnika w ziemię, a sposób jest już dla Ciebie obojętny, byle by był skuteczny.

                                  urquhart napisał:
                                  > Na argumenty cię nie stać, ale uważasz ze i tak wiesz lepiej bo czujesz się upr
                                  > awniona do oceniania ad personam. I jeszcze to projektujesz na mnie jako negaty
                                  > wne cechy...

                                  Na takie argumenty jak Twoje na pewno mnie nie stać.
                                  Nigdy też nie twierdziłam, że wiem lepiej - o ile takiej pewności nie mam.
                                  Rozmawiam, tak jak potrafię i staram się nie traktować nikogo źle. Przedstawiam swoje poglądy tak jak umiem - zgodnie ze swoimi uczuciami i posiadaną wiedzą. Nie uważam, że to mnie dyskwalifikuje jako partnera do rozmowy, ani też nie upoważnia nikogo do złego traktowania...

                                  Co do oceny Twoich reakcji.
                                  Nie uważasz, że mam prawo się bronić i również reagować?
                                  Dlaczego mam akceptować, to z czym się nie godzę i odbieram negatywnie?
                                  • urquhart Re: urqu, który... nienawidzi kobiet tak radośnie 05.01.13, 12:39
                                    jesod napisała:
                                    > Pytanie: tylko po co?
                                    > Skoro każda wypowiedź, która nie jest zgodna z Tobą (z tym, co Tobie odpowiada,
                                    > co potwierdza tylko Twój osąd i spojrzenie) jest potraktowana brutalnie, aroga
                                    > ncko, pogardliwie, lekceważąco, prześmiewczo, złośliwie, zjadliwie, szyderczo,
                                    > cynicznie...
                                    > W takich sytuacjach Twoja reakcja zawsze wyraża chęć wdeptania przeciwnika w z
                                    > iemię, a sposób jest już dla Ciebie obojętny, byle by był skuteczny.

                                    We wszystkich mających inny punkt widzenia widzisz takie zagrożenie?

                                    > Nie uważam, że to mnie dyskwalifikuje jako partnera do rozmowy, ani też nie up
                                    > oważnia nikogo do złego traktowania...

                                    Naucz się przeciwstawić swój punkt widzenia innemu, i spierać się poglądy zamiast zaczynać od ataku i oceny osoby adwersarza, to podstawy komunikacji.




                                    > Dlaczego mam akceptować, to z czym się nie godzę i odbieram negatywnie?
                                    • jesod Re: urqu, który... nienawidzi kobiet tak radośnie 05.01.13, 16:16
                                      urquhart napisał:
                                      > We wszystkich mających inny punkt widzenia widzisz takie zagrożenie?

                                      Tutaj wcale nie chodzi o wszystkich mających inny punkt widzenia, ale o sam sposób jego przedstawiania. Więc... przyjrzyj się sobie, bo właśnie ten sposób zakwestionowałam - po prostu nie podoba mi się i nie zachęca do dalszej konwersacji.
                                      Zagrożeń w tej materii nie odczuwam żadnych, co najwyżej niesmak.


                                      urquhart napisał:
                                      > Naucz się przeciwstawić swój punkt widzenia innemu, i spierać się poglądy zamia
                                      > st zaczynać od ataku i oceny osoby adwersarza, to podstawy komunikacji.


                                      Rozumiem, że jedynie Ty jesteś w stanie profesjonalnie przedstawić swój punkt widzenia i to tylko ten właściwy - najprawdziwszy z prawdziwych. No i oczywiście najważniejszy, w sposób nie podlegający ocenom i żadnej dyskusji.
                                      Spójrz co napisałeś powyżej.
                                      Z satysfakcją chcesz mi wytknąć, że tego nie umiem, nie potrafię, że nie mam wiedzy, że nie powinnam się w ogóle odzywać... bo mam inne zdanie niż Ty, bo przedstawiam go inaczej niż Ty.
                                      Po co to robisz? Ładujesz swoje ego? Dzięki temu czujesz się lepiej?
                                      Przekonujesz siebie, a przy okazji innych. Do czego? Że tylko Twoja racja ma rację bytu i tylko Twoje wypowiedzi są godne uwagi. Ja uważam, że jest to po prostu niegrzeczne - delikatnie mówiąc.

                                      Jeśli chodzi o ataki to jest to Twoja domena - przeanalizuj swoje wpisy i oceniające komentarze, które zupełnie nic nie wnoszą, natomiast skutecznie psują atmosferę.
                                      To, że masz wiedzę w określonej dziedzinie nie upoważnia Ciebie do pogardliwego traktowania innych, ale z pewnością (tym razem) przyznasz mi rację, że to kwestia charakteru.

                                      Przyjrzyj się wcześniejszym wpisom i zobacz dobrze - kto tak naprawdę zaczął atakować.
                                      No, co z Twoim obiektywizmem i racjonalnym osądem?
            • jesod Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 19:16
              marek.zak1 napisał:
              > A mnie ten problem zwalił z nóg.

              Mnie ten problem wcale nie zwalił z nóg - zakładając, że jest niewydumany. :)
              Krótko rzecz ujmując: nie moje małpy nie mój cyrk.
              A poza tym... menażeria ludzka jest jak ocean. W jego głębinach żyją poznane i niepoznane dotąd żyjątka różnej maści.

              marek.zak1 napisał:
              > Zawsze, czyli od urodzin pierwszego dziecka pracowałem na rodzinę, a konto zawsze
              > było wspólne...

              Innej możliwości współistnienia nie widzę. :)
              Nie jest ważne czy to małżeństwo, czy wolny związek partnerski, ale musi być zbudowany na mocnej bazie uczuciowej, otwartości i uczciwości wobec siebie.

              marek.zak1 napisał:
              > Dla ZABAWY, po fajnym seksie prosiłem żonę, żeby kupiła sobie coś fajnego, ale to było > naprawdę dla zabawy.

              Hmm... Jednak nie łączyłabym fajnego seksu z wyraźnym artykułowaniem wdzięczności w postaci możliwości czerpania darów - nawet tak dla zabawy. To może wrócić rykoszetem. :)

              • marek.zak1 Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 19:58
                Jak ma się poczucie humoru i dystans do samego siebie, nie ma problemu.
                Pozdr, M.
                • jesod Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 21:38
                  marek.zak1 napisał:
                  > Jak ma się poczucie humoru i dystans do samego siebie, nie ma problemu.

                  Tutaj zgoda. Jeśli mają podobny rodzaj poczucia humoru i dystans do samego siebie - to tak.
                  Wymaga to nadawania na tych samych falach - czyli właściwy dobór Drugiej Połówki.
                  To jest właśnie ta część porozumienia, które łączy i czasem sprawia, że jest ono możliwe bez wypowiadania żadnych słów.
                  • marek.zak1 Re: Mnie zwaliła z nóg 03.01.13, 22:11
                    Dokładnie tak. M.
      • kag73 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 18:44
        Nie napisales jak sobie to wyobrazasz. Ty trzymasz kase a zona ma prosic o kazdy grosz?
        Jezeli dobrze sie dogadujecie, zona potrafi sie "gospodarzyc" wez pod uwage, ze to Wasze pieniadze, ona zajmuje sie domem i dzieckiem, Ty zarabiasz pieniadze. Nie chcesz, zeby dzieckiem zajmowala sie obca baba.
        Policzcie/pomyslcie ile wydajecie w miesiacu na jedzenie/chemie/ciuszki/dziecko. Te sume po odjeciu oplat za prad itd/czynsz wyplac z konta, wloz do szuflady i zona bedzie brala z niej ile bedzie potrzebowala.W przypadku wiekszych wydatkow omawiajcie razem co za ile i kiedy czy mozna czy nie mozna. Przy drobiazgach typu zarcie i chemia zdaj sie na zone, to i tak jej dzialka. No chyba, ze zona jest bardzo rozrzutna i boisz sie, ze w tygodniu wyda wszystko. U nas ten system bardzo dobrze funkcjonujel, dodam, ze maz nigdy nie mowil "moje pienidze", zawsze byly/sa "nasze", kazdy ma swoja dzialke a kasa jest wspolna.

        Zona zmeczona, wierze, dziecko jest malutkie, wydaje sie, ze spi, ale mimo wszystko jest sporo do zrobienia, przemeczenie, zwlaszcza jezeli jeszcze wstaje w nocy do dziecka.
        Pewnie nigdy nie zostales z malenstwem pare godzin, wtedy bys wiedzial o czym mowa. Dziecko absorbuje a najbardzie uciazliwe sa dodatkowe roboty okolodomowe.
        Troche cierliwosci i pomocy z Twojej strony, dziecko male, meczy. Moze jakas babcia na weekend, co by razem gdzies wyjsc albo do lozka wskoczyc, nawet w sobote popoludniu kiedy male spi.
        • panmaz8 Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 11:52
          Nie napisales jak sobie to wyobrazasz. Ty trzymasz kase a zona ma prosic o kazd
          > y grosz?

          Biorę żonę na zakupy i niech kupuje/wybiera co potrzebuje....

          >Moze jakas ba
          > bcia na weekend,

          Na szczęście obie babcie w bezpiecznej odległości 200 i 500 km.
          • zuzi.1 Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 13:35
            "Biorę żonę na zakupy i niech kupuje/wybiera co potrzebuje...."

            ha, ha, dobre, a co sama, bez Ciebie nie może robic zakupów? ubezwłasnawalniasz ją w kwestiach finansów i rozumiem, że nie ma ochoty zostac w domu i zajmowac się dzieckiem, mądra babka, pan i władca bierze żonę na zakupy i niech łaskawie żona kupuje co chce, a o 300 zł robi jej problem. Ty masz problem ze swoją potrzebą kontroli nad nią, a to nie jest zdrowe zachowanie.
            • panmaz8 Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 14:12
              Nie problemem jest 300 zł,tylko to ,że je chce za to, co dla innych kobiet jest normalnym obowiązkiem(opieka nad dzieckiem i domem)

              Ja na nią mogę wydawać wielokrotność tych 300 pln,tylko niech się zastanowi,czy woli otrzymać raz 300 pln,i przez cały msc nic na nią nie wydam podczas wypadów zakupowych....
              czy za każdym wspólnym wyjściem coś sobie kupować ( tzn ja jej płacę za to)
              przecież wyjdzie na tym o wiele lepiej,bo jej niczego nie odmawiam.
              Ostatni tydzień przykład-chciała kurtkę za 800,kupiłem, bez gadania.A ze swoimi/moimi tymi 300,to by z 2,5 msc odkładać musiała na to.

              Przecież za te 300 których tak się domaga,nie kupi połowy rzeczy,które jej teraz kupuję.
              ale ona się uparła,żeby mieć swój grosz w kieszeni.

              • stasi1 skoro z 300zł będzie szczęśliwa 05.01.13, 11:26
                to czemu ich jej nie dasz? Inna sprawa że w małżeństwie pieniądze są współne(u mnie kiedyś nie było tego ale ja miałem chory układ). Więc trudno powiedzieć że Ty jej coś dajesz. A skoro żona chce pracować to jednak powinna.
                Moja prawie kobieta właśnie za 2 tygodnie idzie do pracy po macierzyńskim. I też trzeba wynająć nianię(chociaż specjalnie nie chciałem bo przecież babcia może i dziadek. Jednak babcia lepsze sprawia wrażenie niż to jest naprawdę)
          • stary.dziadyga Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 14:06
            > Biorę żonę na zakupy i niech kupuje/wybiera co potrzebuje....

            Przy budżecie 5 tysięcy na trzy osoby to sobie za dużo nie nawybiera, myśl realistycznie
          • kag73 Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 16:40
            Oooo, no nie dziwie sie kobiecie, ze kombinuje. A co ona dziecko jest, ze ma z Toba na zakupy chodzic? Boisz sie jej dac pieniadze do reki? Oj, nie, nie trawie takich facetow, ale sie babka wkopala.
            A jak cos bedzie potrzebowala a Ty w robocie bedziesz to co zrobi? Bedzie czekac az wrocisz?

            I o babciach tez pojecia nie masz, jak dzieciak maly babcia w poblizu to prawdziwy skarb.
            Taaa, wszystko sobie ladnie wyobraziles, ale dla siebie nie dla niej.

            • marek.zak1 Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 17:28
              Nie wytrzymałem (sorry) i przytoczyłem fragment nieopublikowanego opowiadania. Nie uważacie, ze w temacie 10zł?


              - Zaprosisz mnie do siebie?
              - Czy traktujesz mnie jak dziewczynę, która uprawia seks, żeby wygrać kontrakt?
              - Mądra dziewczyna zawsze uprawia seks, żeby wygrać jakiś kontrakt, fajnego faceta, dobre życie, dom, wakacje, finansowy luz. Głupia idzie do łóżka pod wpływem emocji i impulsu z facetem bez perspektyw. Potem, jako żona gołodupca jest zawsze rozczarowana i nieszczęśliwa.
              - Czyli dla ciebie mądra kobieta jest jakby blisko prostytutki. Sprzedaje się za dobre życie?
              - Jest zupełnie odwrotnie. Kobieta głupia i prostytutka są sobie bliskie. Obie sprzedają się prawie za nic, za sto czy dwieście złotych, za nic nie znaczące słowa o miłości, które nic nie kosztują. Mądra kobieta oddaje się fajnemu facetowi, który zapewnia jej dobre życie
              • hello-kitty2 Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 17:50
                marek.zak1 napisał:

                > Nie wytrzymałem (sorry) i przytoczyłem fragment nieopublikowanego opowiadania.
                > Nie uważacie, ze w temacie 10zł?
                >
                >
                > - Zaprosisz mnie do siebie?
                > - Czy traktujesz mnie jak dziewczynę, która uprawia seks, żeby wygrać kontrakt?
                > - Mądra dziewczyna zawsze uprawia seks, żeby wygrać jakiś kontrakt, fajnego fac
                > eta, dobre życie, dom, wakacje, finansowy luz. Głupia idzie do łóżka pod wpływe
                > m emocji i impulsu z facetem bez perspektyw. Potem, jako żona gołodupca jest
                > zawsze rozczarowana i nieszczęśliwa.
                > - Czyli dla ciebie mądra kobieta jest jakby blisko prostytutki. Sprzedaje się z
                > a dobre życie?
                > - Jest zupełnie odwrotnie. Kobieta głupia i prostytutka są sobie bliskie. Obie
                > sprzedają się prawie za nic, za sto czy dwieście złotych, za nic nie znaczące
                > słowa o miłości, które nic nie kosztują. Mądra kobieta oddaje się fajnemu facet
                > owi, który zapewnia jej dobre życie

                To chyba cwana ewentualnie leniwa, a nie madra. Madra sama zarabia kase i dzieki temu nie musi kupczyc dupa. Dupa sluzy jej do przyjemnosci, a nie do uzalenienia sie finansowego od mezczyzny.
                • hello-kitty2 Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 17:54
                  ewentualnie wygodna
              • jesod Kobieta głupia i prostytutka są sobie bliskie 04.01.13, 22:45
                marek.zak1 napisał:
                > Kobieta głupia i prostytutka są sobie bliskie. Obie
                > sprzedają się prawie za nic, za sto czy dwieście złotych, za nic nie znaczące
                > słowa o miłości, które nic nie kosztują. Mądra kobieta oddaje się fajnemu facet
                > owi, który zapewnia jej dobre życie.

                Czy ten przekaz jest Wielką Tajemnicą Istnienia przedstawioną w wymiarze handlowym? :)
                • marek.zak1 Re: Kobieta głupia i prostytutka są sobie bliskie 05.01.13, 10:17
                  Produkt jest niedostępny. Przepraszam rozczarowanych w tym koleżankę Jesod :).
                  Miłego weekendu.
                  M
      • jesod Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 18:47
        zyg_zyg_zyg napisała:
        > Ja bym ją za przynajmniej stówę (pln za 1x sex) podstawiła sąsiadowi

        Nio... pod warunkiem, że sąsiad byłby wypłacalnym ogierem, to dałoby się do pensji trochę
        dorobić i na opiekunkę, gosposię by jeszcze dużo zostało. ;)
    • panirogalik Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 19:00
      Aż mi się wierzyć nie chce że z takimi głupotami ludzie przychodzą na forum...

      Do tego żona wiecznie zmęczona,nie ma ochoty na sex,mówi,że pada po całych dnia
      > ch na nogach i na rękach z dzieckiem,

      To jej pomóż. Śmieci wyniosłeś?

      Obiad jak wracam z pracy nie gotowy,muszę brać dziecko na kolana ,siadać przed
      > tv( maluch to bardzo lubi,a żona krzyczy ,że nie można z małym przed tv) i wted
      > y żona robi obiad.

      Czyli obiad jest. A jak pracowała zawodowo to jak było, lepiej? W pracy w kuchni robiła obiad i przynosiła do domu? Opieka nad dzieckiem to też jest praca, samo się nie wychowa.

      Weź na początku każdego miesiąca odpal jej te 350 zł w prezencie, niech czuje ze doceniasz kawał roboty jaki odwala wychowując wasze dziecko. Wyjdzie ci taniej niż opiekunka i żłobek gdzie dziecko będzie chorować. Ja, chociaż pracuję zawodowo, kosztuję mojego męża więcej: pieniędzy i nerwów a i tak mówi, ze żonę ma super.
    • yoric Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 21:18
      Podeprę się cytatem z tego wątku, wpisu wyżej: "...jest jak ocean. W jego głębinach żyją poznane i niepoznane dotąd żyjątka różnej maści", tyle że odniósłbym go do Forumowej materii.

      Gdzie, pytam się, gdzie są etatowe forumowe harpie, biorące po 10 PLN za wpis od różnorakich agend feministycznych, ten jeden raz kiedy miałbym ochotę im przyklasnąć, gdyby zechciały rozszarpać człowieka swoimi pazurami?
      • triss_merigold6 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 22:15
        Jestem spiczless.:/
        Z mojego podwórka: w Warszawie za żłobek publiczny (dzięki Ci Panie składamy codziennie) płacimy plus minus 4 stówy miesięcznie; znajoma za żłobek prywatny płaci 1200 zł; jeszcze inna znajoma cudownej opiekunce płaci 15 zł za godzinę (sensownych żłobków w okolicy brak).
        Płacenie żonie 200-300 zł za całodobową obsługę domu i małego dziecka to jakieś potworne nieporozumienie, jakaś żenada do potęgi. Przypuszczam, że laska tę kwotę 10 zł od numerka rzuciła szyderczo, a idiota potraktował poważnie.
        Kobietę, która na dom wydaje swoją niską pensję + tak drobne kwoty i robi wszystko jak sprawne stado robotów, należałoby ozłocić i codziennie oddawać jej czołobitny hołd.

        BTW na macierzyńskim było mi bosko, ale gdybym miała dłużej niż rok zajmować się non stop najdroższym własnym małym dzieckiem to bym wylądowała na ciężkich antydepresantach.
        • jack79 Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 21:11
          > Płacenie żonie 200-300 zł za całodobową obsługę domu i małego dziecka to jakieś
          > potworne nieporozumienie, jakaś żenada do potęgi.

          uwzględnij w obliczeniach że żłobki i przedszkola pilnują dzieci cudzych
          to trochę inaczej niż pilnowanie własnego, powiedziałbym że pilnowanie własnego to również przyjemność i inwestycja w przyszłość własnych genów, a nie tylko praca zarobkowa

          żona obsługując dom i dziecko robi to również dla siebie a nie tylko dla faceta, a moze nawet głównie dla siebie skoro ona w tym domu więcej czasu spędza

          p.s. oczywiście nie pochwalam takich układów, a jedynie zwracam uwagę na kilka kwestii o których się zapomina czasem
          • triss_merigold6 Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 22:43
            O czym Ty do mnie rozmawiasz?
            Mieszkałam:
            - sama; z facetem; z facetem i dzieckiem; sama z dzieckiem; obecnie z facetem i dwójką dzieci w tym jednym potomkiem żłobkowych
            W obliczeniach uwzględniam to, że najbardziej absorbujące, męczące i czasochłonne jest zajmowanie się małym dzieckiem - im młodsze dziecko tym wartość pracy domowej wyższa (bo opieka nad młodszym jest droższa rynkowo). Kobieta zajmująca się małym dzieckiem wykonuje dziennie jakieś 10 tysięcy czynności więcej niż kobieta mieszkająca sama lub tylko z facetem.
            Skoro to inwestycja we własne geny, to tym bardziej pan powinien stosownie to doceniać i nie rzucać się o 3 stówy.
            • jack79 Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 23:23
              > Skoro to inwestycja we własne geny, to tym bardziej pan powinien stosownie to d
              > oceniać i nie rzucać się o 3 stówy.

              nie neguję tego że Pan nie powinien się rzucać, no nie powinien

              ale odrzucajac uczucia (które postarajmy się na chwilę wyłączyć jak się rozmawiamy o pieniadzach)
              liczę że skoro żłobek bierze średnio za opiekę na cudzym dzieckiem np. 800pln to wartośc rynkowa opieki na dzieckiem ile wynosi Twoim zdaniem?
              800pln?
              tak, ale
              400pln od faceta, plus 400pln od kobiety, bo to ich wspólne dziecko
              tylko ona sobie sama nie zapłaci, więc 400pln zapłaci jej facet
              zapłaci połowę bo taki ma udział w tej spółce akcyjnej jaką jest dziecko
              rozumiesz teraz chyba?

              tak samo jest z zajmowaniem się domem, jeśli załóżmy można wynająć panią która zrobi wszystko za 800pln to na ile wycenić wartośc pracy "Pani domu"?
              na 800pln?
              tak, ale
              wynajeta Pani robi to dla kogoś i sama z tego porzadku nie korzysta
              natomiast "Pani domu" robi to dla faceta ale też dla siebie, więc jej praca jest warta 400pln - tyle co nasprzątała i nagotowała dla faceta, plus 400pln tyle co nasprzątała i nagotowała dla siebie - bo z tego będzie korzystac w odróżnieniu od wynajętej pani

              a teraz ryzykując wściekłość wielu kobiet które to przeczytają to będąc dokładniejszym trzeba by policzyć jeszcze ile Pani domu a ile facet spędzają w domu czasu, jeśli facet spędza 12 godzin na dobę, a Pani domu 24h na dobę to facet powinien płacić 1/3 z tych 800pln bo mniej tego wysprzątanego domu używa :))))))

              p.s. tylko niech nikt się nie oburza, to oczywiście obrzydliwe, takie wyliczenia, wiadomo, jednak chcąc ustalić w jakis sposób wartośc prac domowych niestety trzeba w taki bezuczuciowy sposób do tego podejść :)
              ale jeszcze raz podkreślam że najlepiej ustalić kompromis pasujacy obu osobom oparty o możliwości finansowe faceta oraz potrzeby pani domu a nie liczyć tak jak ja to sobie teraz pozwoliłem zrobić
              • jesod Wartość prac domowych 05.01.13, 23:39
                jack79 napisał:
                > jednak chcąc ustalić w jakis sposób wartośc prac domowych niestety
                > trzeba w taki bezuczuciowy sposób do tego podejść :)

                Moje pytanie brzmi: po co ustalać wartość prac domowych, komu to ma służyć w związku?
                Jeśli, którejś ze stron nagle na tym zaczyna bardzo zależeć, to wydaje się, iż dla drugiej powinno być to sygnałem ostrzegawczym.
                Albo ciągnie się ten wózek razem, wspólnie i w porozumieniu, albo zaczyna się wszystko przeliczać na pieniądze, licytować wzajemnie... Tylko w jakim celu?
                • jack79 Re: Wartość prac domowych 05.01.13, 23:51
                  przeczytaj post scriptum mojego poprzedniego posta...

                  > Moje pytanie brzmi: po co ustalać wartość prac domowych, komu to ma służyć w zw
                  > iązku?

                  a w jakim celu badamy czas istnienia wszechświata?
                  w jakim celu mierzymy średnicę Drogi Mlecznej?
                  na dziś tylko z ciekawości

                  wycena prac domowych to dla mnie też tylko z ciekawości, choć przy okazji zauważyłem że wcześniej sam nie brałem pod uwagę tego że kobiety te wszystkie prace wykonują nie tylko dla faceta ale też dla siebie, o czym same zapominają albo nie chcą pamiętać :)





                  • hello-kitty2 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 00:15
                    jack79 napisał:

                    choć przy okazji zauwa
                    > żyłem że wcześniej sam nie brałem pod uwagę tego że kobiety te wszystkie prace
                    > wykonują nie tylko dla faceta ale też dla siebie, o czym same zapominają albo n
                    > ie chcą pamiętać :)

                    Pomyliles sie w obliczeniu tej 1/3. Nie wziales pod uwage, ze jednak wiekszosc tych prac, kobieta wykonuje dla dziecka (w 1/2 nalezacego do ojca) i meza, bo jesli gosc wyciaga 5 tys, to znaczy, ze codziennie zaklada czysta koszule, majty i skarpetki, tak? + rzeczy upaprane przez maluszka, a babka chodzi w jednym dresie caly tydzien :) To dla kogo tak naprawde chodzi pralka co drugi dzien i dla kogo stoi rozlozona deska do prasowania? Nie zna tez nikogo kto by siedzial w domu z malym dzieckiem i dogadzal sobie w kuchni rarytasami. Matka zazwyczaj je jakies gotowce: bulke, serek, jablko i jedzie na kawie caly dzien. Pewnie lepszy lunch wyrwie w kantynie maz. A obiad gotuje sie tak naprawde dla drugiej osoby i dziecka. Itd itd.
                  • jesod Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 00:15
                    jack79 napisał:
                    > przeczytaj post scriptum mojego poprzedniego posta...

                    Przeczytałam. Swoimi pytaniami nie stawiałam Ci żadnych zarzutów. :)

                    jack79 napisał:
                    > wycena prac domowych to dla mnie też tylko z ciekawości

                    Niestety nie posiadam w sobie tej ciekawości.
                    Związek, prowadzenie wspólnie gospodarstwa domowego, wychowywanie dzieci to wspólny obowiązek dwojga ludzi, których coś łączy.
                    Jeśli to coś jest dobre między nimi to nie ma problemu z podziałem obowiązków i wzajemnym zrozumieniem w tej materii. Dogadają się i sobie pomogą, bo w różnych sytuacjach bywa tak, że jedno musi wziąć na siebie większy ciężar, by drugie mogło pracować i zarobić na dom, albo by mogło zrealizować inne ważne dla siebie i swojej/wspólnej przyszłości sprawy.
                    To kwestia zrozumienia i wzajemnych kompromisów, również w zakresie własnych/indywidualnych potrzeb i świadomego godzenia się na pewne rozwiązania.
                • hello-kitty2 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 00:04
                  jesod napisała:

                  > Moje pytanie brzmi: po co ustalać wartość prac domowych, komu to ma służyć w zw
                  > iązku?
                  > Jeśli, którejś ze stron nagle na tym zaczyna bardzo zależeć, to wydaje się, iż
                  > dla drugiej powinno być to sygnałem ostrzegawczym.
                  > Albo ciągnie się ten wózek razem, wspólnie i w porozumieniu, albo zaczyna się w
                  > szystko przeliczać na pieniądze, licytować wzajemnie... Tylko w jakim celu?

                  Rozmowy w zwiazku o pieniedzach ''sygnalem ostrzegawczym"? He? Przeciez sama twierdzisz, ze nalezy funkjonowac ''w porozumieniu". Czyli nalezy porozumiec sie w sprawie. Tutaj sprawa dotyczy zarzadzania kasa i ustalenia funkcji stron porozumienia. Wiec jak najbardziej nalezy o tym rozmawiac.

                  • jesod Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 00:42
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Rozmowy w zwiazku o pieniedzach ''sygnalem ostrzegawczym"? He?

                    Nie doczytałaś/nie zrozumiałaś tego, co dokładnie napisałam, więc przeczytaj jeszcze raz:
                    jesod napisała:
                    > > Jeśli, którejś ze stron nagle na tym zaczyna bardzo zależeć, to wydaje się, iż
                    > > dla drugiej powinno być to sygnałem ostrzegawczym.

                    To nie chodziło o rozmowy w związku o pieniądzach, bo tych się nigdy nie uniknie i nie należy ich unikać. Jest kasa - jest wspólny budżet, razem planuje się wydatki, oszczędza... - jawne, przejrzyste działanie.
                    To, co napisałam odnosiło się do wyceniania prac domowych i przeliczania wszystkiego na pieniądze. Tak się nie da normalnie żyć, ani normalnie funkcjonować.
                    • hello-kitty2 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 01:12
                      jesod napisała:

                      > hello-kitty2 napisała:
                      > > Rozmowy w zwiazku o pieniedzach ''sygnalem ostrzegawczym"? He?
                      >
                      > Nie doczytałaś/nie zrozumiałaś tego, co dokładnie napisałam, więc przeczytaj je
                      > szcze raz:
                      > jesod napisała:
                      > > > Jeśli, którejś ze stron nagle na tym zaczyna bardzo zależeć, to wyd
                      > aje się, iż
                      > > > dla drugiej powinno być to sygnałem ostrzegawczym.
                      >
                      > To nie chodziło o rozmowy w związku o pieniądzach, bo tych się nigdy nie unikni
                      > e i nie należy ich unikać.

                      Jest kasa - jest wspólny budżet, razem planuje się w
                      > ydatki, oszczędza... - jawne, przejrzyste działanie.
                      > To, co napisałam odnosiło się do wyceniania prac domowych i przeliczania wszyst
                      > kiego na pieniądze. Tak się nie da normalnie żyć, ani normalnie funkcjonować.

                      Wiem, ze rozmawiamy o wycenianiu prac domowych ALE tak naprawde w tym zwiazku rozmowa jest o kasie i o funkcji kazdego z nich. A wycena prac domowych sa jedynie proba negocjacji pozycji i uprawnien finansowych kazdego z nich. I pojawily sie z jej strony, bo za chwile ona nie bedzie miala co wlozyc do wspolnego budzetu. Bo na zachodzie ludzie robia czesto tak: kazdy ma swoje konto, ludzie decydujac sie na wspolne zycie razem zakladaja dodatkowe konto wspolne i kazdego miesiaca kazdy na to konto przelewa ta sama lub rozna kwote ze swojego konta osobistego i tymi pieniedzmi wspolnie dysponuja wydajac na wspolne zamieszkanie/ dziecko. Pozostala kasa sie nie miesza. A w przypadku autorki ona za chwile nie bedzie miala co wlozyc do wspolnego budzetu. Ale kit, skoro on zgodzil sie wylozyc wzamian za jej prace w domu ALE co z jej osobista czescia, ona chce tez ja miec odrebnie od niego i stad te nieudolna wycena ile kasy za numerek itd.

                      Poza tym chyba warto sie obudzic, ze myslenie typu: "Jest kasa - jest wspólny budżet, razem planuje się wydatki, oszczędza..." to juz odchodzi w przeszlosc. Wiele ludzi juz tak nie mysli, bo to naiwne myslenie.
                      • kag73 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 01:30
                        Poza tym chyba warto sie obudzic, ze myslenie typu: "Jest kasa - jest wspólny budżet, razem planuje się wydatki, oszczędza..." to juz odchodzi w przeszlosc. Wiele ludzi juz tak nie mysli, bo to naiwne myslenie."

                        Nie widze nic zlego w takim mysleniu, jestesmy razem/wspolnota, ufamy sobie mozemy miec wspolne pieniadze i wspolnie oszczedzac i planowac. Dlaczego nie? Nie widze w tym nic naiwnego. Pod warunkiem, ze ludzie sie dogaduja i trzymaja regul.
                        • hello-kitty2 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 01:45
                          kag73 napisała:

                          > Poza tym chyba warto sie obudzic, ze myslenie typu: "Jest kasa - jest wspólny b
                          > udżet, razem planuje się wydatki, oszczędza..." to juz odchodzi w przeszlosc. W
                          > iele ludzi juz tak nie mysli, bo to naiwne myslenie."
                          >
                          > Nie widze nic zlego w takim mysleniu, jestesmy razem/wspolnota, ufamy sobie moz
                          > emy miec wspolne pieniadze i wspolnie oszczedzac i planowac. Dlaczego nie? Nie
                          > widze w tym nic naiwnego. Pod warunkiem, ze ludzie sie dogaduja i trzymaja regu
                          > l.

                          Naiwne chocby z tego wzgledu, ze wiekszosc ludzi sobie nie ufa, nie dogaduje sie, nie trzyma regul. Nikt nie moze zagwarantowac wspolnej przyszlosci, pomimo planow. Poza tym nie kazdy sie chce czy ma potrzebe WSZYSTKIM dzielic. Uwazam, ze naiwne ale nie koniecznie zle.

                          • hello-kitty2 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 01:56
                            hello-kitty2 napisała:

                            > kag73 napisała:
                            >
                            > > Poza tym chyba warto sie obudzic, ze myslenie typu: "Jest kasa - jest wsp
                            > ólny b
                            > > udżet, razem planuje się wydatki, oszczędza..." to juz odchodzi w przeszl
                            > osc. W
                            > > iele ludzi juz tak nie mysli, bo to naiwne myslenie."
                            > >
                            > > Nie widze nic zlego w takim mysleniu, jestesmy razem/wspolnota, ufamy sob
                            > ie moz
                            > > emy miec wspolne pieniadze i wspolnie oszczedzac i planowac. Dlaczego nie
                            > ? Nie
                            > > widze w tym nic naiwnego. Pod warunkiem, ze ludzie sie dogaduja i trzymaj
                            > a regu
                            > > l.
                            >
                            > Naiwne chocby z tego wzgledu, ze wiekszosc ludzi sobie nie ufa, nie dogaduje si
                            > e, nie trzyma regul. Nikt nie moze zagwarantowac wspolnej przyszlosci, pomimo p
                            > lanow. Poza tym nie kazdy sie chce czy ma potrzebe WSZYSTKIM dzielic. Uwazam, z
                            > e naiwne ale nie koniecznie zle.

                            No i jeszcze wkleje przyklad, zeby nie byc goloslownym:
                            forum.gazeta.pl/forum/w,30835,140507914,,Nienawidze_jej_.html?s=0
                            Moglam wybrac lepszy, nie chcialo mi sie szukac. Takich historii jest masa. Te kobiety tez wierzyly we wspolnote, mialy dobrze zarabiajacych mezow, plany, wspolny budzet, milosc, wszystko, a teraz placza, ze nie moga znalezc pracy, ze nie maja sie z czego utrzymac, ze sa wyczerpane i oszukane.

                            Mowie o zabezpieczeniu sie przed takimi sytuacjami.
                            • kag73 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 02:12
                              No mowimy o roznych rzeczach, bo to, ze ludzie maja wspolna kase i wspolne wydatki nie znaczy wcale, ze ktos jest od kogos zalezny finansowo i ze bez niego nie przezyje. Zawsze powtarzam i powtorze kazdej mlodej dziewczynie: patrz, zebys miala wykszalcenie, papier w kieszeni, mozliwosc pracy a wtedy w razie czego bedziesz mogla spakowac walizki, wziac dzieciaka i odejsc, bo na siebie i na dziecko zarobisz.
                              Moze sie zdarzyc, ze ktos jakis czas nie pracuje, co nie znaczy, ze ma szans na znalezienie pracy jezeli cos potrafi. To po pierwsze. Po drugie oboje moga pracowac i miec wspolne pieniadze.
                              Jak niby mozna sie zabezpieczy, zeby nie plakac? Zamiast zostac z dzeickiem isc do pracy za 1500 zl? Jasne, istnieje taka opcja. W przypadku autora watku mamy do czynienia z typem strugajacym wariata, nie chce, zeby zona poszla do pracy a jednoczesnie mysli, ze to co zarobi jest JEGO i on laskawie pozwoli z tego zonie zrobic zakupy w jego towarzystiw. No z czym do ludu?
                              Zabezpieczyc to sie najlepiej trzeba przedtem, zanim sie wejdzie w zwiazek i dziecko. Niemniej jednak realia w malych miastach sa ciezkie, niewielu moze sie utrzymac z jednej pensji, nawet jezeli sie nie dzielili i nie wydawali wspolnie i nawet jezeli kobieta caly czas pracowala, bo zaoszczedzic nie bylo co. A w razie rozstania tez nie starczy na wsyzstko z 1500 zlotych.
                              • hello-kitty2 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 02:33
                                kag73 napisała:

                                > No mowimy o roznych rzeczach, bo to, ze ludzie maja wspolna kase i wspolne wyda
                                > tki nie znaczy wcale, ze ktos jest od kogos zalezny finansowo i ze bez niego ni
                                > e przezyje. Zawsze powtarzam i powtorze kazdej mlodej dziewczynie: patrz, zebys
                                > miala wykszalcenie, papier w kieszeni, mozliwosc pracy a wtedy w razie czego b
                                > edziesz mogla spakowac walizki, wziac dzieciaka i odejsc, bo na siebie i na dzi
                                > ecko zarobisz.

                                Pewnie, ze mozna miec jakis rodzaj wspolnoty. Ale niezaleznym finansowo to mozna byc tylko wtedy jesli masz swoja kase albo swoje dochody, rzeczywiste, biezace albo udzialy w majatku latwo dostepne i latwe do uplynnienia w momencie rozstania. No i oczywiscie wszystkie odpowiednio wysokie. Ewentualne, przyszle dochody to za malo.

                                W przypadku autora watku mamy
                                > do czynienia z typem strugajacym wariata, nie chce, zeby zona poszla do pracy
                                > a jednoczesnie mysli, ze to co zarobi jest JEGO i on laskawie pozwoli z tego zo
                                > nie zrobic zakupy w jego towarzystiw. No z czym do ludu?

                                Dokladnie, stad jej proby zabezpieczenia. Dla nas to sie wydaje smieszne jakies proby wyceny prac domowych i takie tam, a z jej strony to ewidentna walka o jakias niezaleznosc na przyszlosc, na jej warunkach, a nie na jego.
                            • urquhart Jak można być tak ślepym??? 06.01.13, 12:31
                              hello-kitty2 napisała:
                              > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,30835,140507914,,Nienawidze_jej_.html?s=0
                              > Moglam wybrac lepszy, nie chcialo mi sie szukac. Takich historii jest masa. Te
                              > kobiety tez wierzyly we wspolnote, mialy dobrze zarabiajacych mezow, plany, wsp
                              > olny budzet, milosc, wszystko, a teraz placza, ze nie moga znalezc pracy, ze ni
                              > e maja sie z czego utrzymac, ze sa wyczerpane i oszukane.

                              Kitty moim zdaniem , przykład który podałaś jest dobry i charakterystyczny: krokodylich łez o kasę.
                              Pani wierzy we WSPÓLNOTĘ ale jedynie finansową i psich obowiązków męża które się jej świecie należą i którymi się rozczarowała nagle. Nie zauważasz że ględzi jedynie o potrzebach swoich, dzieci i ich rozlicznych chorób (na kilometr pachnie to sprzężeniem psychosomatycznym opiekuńczych potrzeb matki)? A nie potrafi sklecić zdania o potrzebach związku, intymności, potrzebach partnera, spędzaniu czasu tylko we dwoje, czymkolwiek co łączyłoby ich poza dziećmi i kasą.
                              I zdziwko że WSPÓLNOTA pada? Gospodarcza? A więź fizyczna i emocjonalna jak dawno padła a pani tego nie zauważyła skupiona na własnych i opiekuńczych potrzebach? (z rozwodowej definicji)
                              Bo znalazła się inna która zauważa że tenże facet wół pociągowy (czy wyrachowanie czy z porywu serca własnych potrzeb) ma głód, deficyt, i jak to ujmuje Angia pisząc o miłości dzieli jego fantazje, współpracę przy naszych projekcjach, wypełnienia pustkę emocjonalną? O więziotwórczej roli seksu nie wspominając.
                              Dobry przyczynek do dyskusji o WSPÓLNOCIE.
                              Klasyka. Wiele takich układów obserwuję. Pan rozżalony zapełnia pustkę życiem zawodowym, wypłakuje się po kieliszku, pani skupiona jedynie na dzieciach ględzi o ideale i pełni szczęścia w związku (prawda misiu?).
                              Jak można być tak ślepym.

                              A pragmatycznie, co samotne kobiety mają w pewnym wieku do wyboru tak naprawdę? Niedocenionych i rozgoryczonych ale ogarniętych facetów których przy odrobinie determinacji można wyrwać z związku jak ten powyżej, albo liczną grupę samotnych egocentrycznych uzależnionych od matek kolegów/pracy/alkoholu; zawodowych bezrobotnych, trutni (zgadzam sie tu z Triss).
                              Pomijam nieliczną choć dobrze rozreklamową grupę obdarzonych przystojnych narcyzów wiecznie poszukujących wyrywających co się da po to żeby narobić nadzieję przerżnąć, dowartościować się i zostawić najpóźniej po miesiącu, z którymi można planować przygodę ale nie związek.
                              • aandzia43 Re: Jak można być tak ślepym??? 06.01.13, 23:08
                                > A pragmatycznie, co samotne kobiety mają w pewnym wieku do wyboru tak naprawdę?
                                > Niedocenionych i rozgoryczonych ale ogarniętych facetów których przy odrobini
                                > e determinacji można wyrwać z związku jak ten powyżej,

                                Bla bla bla Urqu ;-) Czytałeś ciąg dalszy historii? Wydzwaniająca do żony i robiąca jej żenujące awantury laska bardzo szybko przestała być ukochaną "wyrywającą niedocenianego i rozgoryczonego faceta" z rąk oszalałej hormonami wiedźmy. Po kilku (nie doczytałam dokładnie ilu) miesiącach tego hm... związku facet z nią zerwał i sam jest uwaga! zażenowany ;-P Buhahaha :-D Ogarnięty jak cholera! :-D Trzeba mieć nieźle nasrane, żeby rzucić wszystko dla kogoś na takim poziomie, za kogo trzeba się wstydzić przed ludźmi.
                                Żona się z nim nadal rozwodzi, choć kochanki już niem, "zniszczyć go" nie zamierza, ma dobre relacje z teściową i stara się oszczędzić jej bólu, rodziny współpracują ze sobą. Mam nadzieję, że dla dobra wszystkich zainteresowanych rozstaną się w miarę bezboleśnie.
                          • kag73 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 01:58
                            No risk, no fun ;)
                            A co ma piernik do wiatraka? Dopoki jestesmy razem sie dzielimy, jak sie rozstaniemy to nie bedziemy wspolnie planowac i sie dzielic.
                            A tak na marginesie to po ch.. sie wiazac z kims komu sie nie ufa?
                            WSZYSTKIM to sie chyba nikt nie dzieli, nielogiczne, maz moich majtek nie nosi :))
                            • hello-kitty2 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 02:40
                              kag73 napisała:

                              > No risk, no fun ;)
                              > A co ma piernik do wiatraka? Dopoki jestesmy razem sie dzielimy, jak sie rozsta
                              > niemy to nie bedziemy wspolnie planowac i sie dzielic.
                              > A tak na marginesie to po ch.. sie wiazac z kims komu sie nie ufa?
                              > WSZYSTKIM to sie chyba nikt nie dzieli, nielogiczne, maz moich majtek nie nosi
                              > :))

                              Kag, przeciez wiesz, ze tez Cie lubie :) Zyj jak Ci wygodnie. A ja tylko od siebie dodaje: mysl o sobie, dbaj o swoje, rowniez przyszle interesy, pozabezpieczaj sie jak sie tylko da i tyle. Jestem pewna, ze wiesz o co mi chodzi.
                              • kag73 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 02:45
                                Kitty, dzieki za rady, moze potrzebowalby ich moj maz, ktory ufa mi bezgranicznie, wszystkie NASZE pieniadze na moich kontach ;)
                                Mamy umowe, w razie rozstania dzielimy sie po polowie. Walka szla by jedynie o dzieciaka, nie o pieniadze.
                                • marek.zak1 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 11:56
                                  Na Twoich, czyli nie macie małżeńskiego? Rozumiem, że mąż ma przynajmniej upoważnienie?
                                  M
                                  • kag73 Re: Wartość prac domowych 06.01.13, 15:02
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Na Twoich, czyli nie macie małżeńskiego? Rozumiem, że mąż ma przynajmniej upowa
                                    > żnienie?
                                    > M
                                    Moze zle sie wyrazilam. Dla nas sa wspolne, bo oboje z nich korzystamy, ale oficjalnie sa na moje nazwisko.
      • stary.dziadyga Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 14:13
        > Gdzie, pytam się, gdzie są etatowe forumowe harpie,

        Whg mnie tego wpisu nie da się traktować poważnie, nawet jak się jest internetową feministyczną harpią.

        P.S. Te internetowe feministyczne harpie to jakaś legenda chyba bo ja ich nie spotykam. Hmmm w sumie ich brak w tym wątku potwierdzałby tezę ze to jednak legendarne stwory
        • yoric Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 17:22
          Kochana, przejrzyj sobie historię Forum i co bardziej napompowane wątki :).

          Brak harpii tutaj jest praktycznie zupełnie niewytłumaczalny -
          • zyg_zyg_zyg Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 18:30
            Bonita! Wracaj z już z tej Grecji, Yoric tęskni!
            Koniec świata jednak nastąpił :-)
      • aandzia43 Re: kwestia 10 pln.... 06.01.13, 01:02
        > Gdzie, pytam się, gdzie są etatowe forumowe harpie, biorące po 10 PLN za wpis o
        > d różnorakich agend feministycznych, ten jeden raz kiedy miałbym ochotę im przy
        > klasnąć, gdyby zechciały rozszarpać człowieka swoimi pazurami?

        Błagam, Yoric, nie sądzisz chyba, że będę sobie rysowac lakier na paznokciach w wątku tak nieudolnego trolla? ;-P
    • z.blanka.z Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 22:13
      Matko, co za buc, nie wytrzymam!
      Żona zasuwa 24/h na dobę przez cały tydzień. Weź się zajmij niemowlakiem choć jedną dobę, to zakumasz, o co chodzi. To jest praca jak w kamieniołomie. Tak tak, dziecko czasem śpi, a żona wtedy nie odpoczywa, tylko biegnie do kuchni obiadek Ci zrobić.
      Dzieckiem się nie zajmujesz, bo nie umiesz? To się naucz! W weekend żona powinna mieć wychodne, a Ty zasuwać przy dziecku. Ile godzin dziennie pracujesz? 10? 12? I tak połowę tego, co żona. Dziecko nawet jak śpi, to krótko.
      Większość kobiet łaskawie zajmuje się niemowlakiem, a mężuś obiadek robi, na spacery chodzi i stopy masuje, żeby żonę odciążyć.

      Ja osobiście jestem od 3 lat w domu z naszym dzieckiem. Dostaję od męża 5 tys. miesięcznie na wszelkie rachunki i prowadzenie domu. Przelew na konto dostaję pierwszego, pieniądze są do mojej dyspozycji. Mąż zostawia coś sobie na drobne wydatki. Może takie rozwiązanie usatysfakcjonuje Twoją żonę?
      • marek.zak1 Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 22:36
        100% zgody. M.
    • that.bitch.is.sick Re: kwestia 10 pln.... 03.01.13, 22:22
      Żenujące pieniądze jak na 3 osoby a ty chcesz strugać hrabiego? To chyba jakieś żarty? I jeszcze roszczenia. Jak chcesz zapewnić przyszłość żonie i dziecku że żądając od niej rezygnacji z pracy zawodowej, skoro za równowartość swojej pensji nawet na wakacje nie jesteś w stanie zabrać rodziny. Ja śnię jak im się w dupach przewraca.
    • dreemcatcher marna prowokacja 04.01.13, 11:43
      za 5 tys nie można mieć wszystkiego czego się chce :)
      • panmaz8 Re: marna prowokacja 04.01.13, 11:48
        5 tyś to stały wpływ miesięczny na konto,dodatkowo wpada mi 70 k/co 2lata.

        więc może nie na wszystko mnie stać, ale większość zachcianek żony mam z czego pokrywać.
        • dreemcatcher Re: marna prowokacja 04.01.13, 12:17
          zapłac jej te 10zl za seks, sama cene ustaliła w myśl zasady klient nasz masz prawo do wszelkich zachcianek , pieniądze i tak w rodzinie zostaną :)
          ps weź chłopie 10dni urlopu posiedz z dzieckiem i zobaczysz czy ogarniesz dom i bedziesz zone witał w garniturze z ochota na seks, zobaczysz również czy sobie pospisz
          jeszcze jedno kiedy krzyczy na ciebie gdy siedzisz z dzieckiem przed tv bo nu to odpowiada to uważam akurat za pozytywne zachowanie.
          czemu boisz sie powrotu zony do pracy , siedzenie kilku lat w domu bez ciągłości zawodowej oznacza zaczynanie od zera a to ze dzisiaj zarabiasz tyle nei oznacza że jutro też tak będzie.
          młoda kobieta zmuszona do rodzenia i nianczenia dzieci odcieta od świata zewnętrznego doprowadzi tylko do tego zę bedzie cie witała w drzwiach umęczona matka polka w wyciagnietym dresie a jedynie co bedzie ci miała do powiedzenia to ile czasu szorowała kibel i ze hanka mostowiak nadal zyje tylko w innym serialu
          • hello-kitty2 Re: marna prowokacja 04.01.13, 12:56
            dreemcatcher napisał:

            > zapłac jej te 10zl za seks, sama cene ustaliła w myśl zasady klient nasz masz p
            > rawo do wszelkich zachcianek , pieniądze i tak w rodzinie zostaną :)
            > ps weź chłopie 10dni urlopu posiedz z dzieckiem i zobaczysz czy ogarniesz dom i
            > bedziesz zone witał w garniturze z ochota na seks, zobaczysz również czy sobie
            > pospisz
            > jeszcze jedno kiedy krzyczy na ciebie gdy siedzisz z dzieckiem przed tv bo nu t
            > o odpowiada to uważam akurat za pozytywne zachowanie.
            > czemu boisz sie powrotu zony do pracy , siedzenie kilku lat w domu bez ciągłośc
            > i zawodowej oznacza zaczynanie od zera a to ze dzisiaj zarabiasz tyle nei ozna
            > cza że jutro też tak będzie.
            > młoda kobieta zmuszona do rodzenia i nianczenia dzieci odcieta od świata zewnęt
            > rznego doprowadzi tylko do tego zę bedzie cie witała w drzwiach umęczona matka
            > polka w wyciagnietym dresie a jedynie co bedzie ci miała do powiedzenia to ile
            > czasu szorowała kibel i ze hanka mostowiak nadal zyje tylko w innym serialu

            Dreemcatcher swietnie napisane. Szczerze mowiac nie spodziewalam sie tego po Tobie :) Emocje opadly? A u Ciebie dalej bez zmian?
            • dreemcatcher Re: marna prowokacja 07.01.13, 12:41
              a czemu się nie spodziewałaś czy ja jakiś odmieniec jestem ?:)
              zmiana nastąpiła jeśli unikanie kontaktu można nazwać zmianą- zwyczajnie nie widzę w niej kobiety(sama tego chciała ) :)
              • hello-kitty2 Re: marna prowokacja 07.01.13, 13:17
                dreemcatcher napisał:

                > a czemu się nie spodziewałaś czy ja jakiś odmieniec jestem ?:)
                > zmiana nastąpiła jeśli unikanie kontaktu można nazwać zmianą- zwyczajnie nie wi
                > dzę w niej kobiety(sama tego chciała ) :)

                Nie jestes odmincem ale jakby mniej emocji.
                Spotykasz sie z innymi kobietami? Czy tylko praca i dziecko?
                • dreemcatcher Re: marna prowokacja 07.01.13, 13:59
                  to prawda ale różnie to bywa
                  nie zaprzeczam ani nie potwierdzam :)
                  • hello-kitty2 Re: marna prowokacja 07.01.13, 14:07
                    dreemcatcher napisał:

                    > to prawda ale różnie to bywa
                    > nie zaprzeczam ani nie potwierdzam :)

                    Czyli ukrywasz jakias pania/panie. A dlaczego? Przeciez jestes zwolennikiem nieudawania przed swiatem.
                    • dreemcatcher Re: marna prowokacja 07.01.13, 14:21
                      :) nic nie ukrywam zwyczajnie nie informuję o tym .
                      chcesz menie sprowokować do dyskusji ?
                      • hello-kitty2 Re: marna prowokacja 07.01.13, 14:38
                        dreemcatcher napisał:

                        > :) nic nie ukrywam zwyczajnie nie informuję o tym .
                        > chcesz menie sprowokować do dyskusji ?

                        To nie prowokacja. Zwyczajnie interesuje sie jak inni ukladaja sobie zycie 'okolorozwodowe'. Czy chce porozmawic? Tak, chce. Dlatego tu jestem.

                        A te panie, z ktorymi sie spotykasz informujesz o swojej sytuacji czy tez nie?

                        Aha nie masz obowiazku odpowiedzi/rozmowy. Mozesz spokojnie odmowic, ja sie nie obraze. Traktuj mnie jak mezczyzne. To nie podryw. Tylko wymiana informacji.
        • zuzi.1 Re: marna prowokacja 04.01.13, 13:30
          To dlaczego kruszysz kopię o jakies marne 300 zł, kobieta nie chce codziennie prosic o kasę i ma do tego prawo, ustalcie razem jaką kwotę powinna miec do dyspozycji, aby pokryc wszystkie wydatki domowe i taką kwotę jej zostawiaj co miesiąc, myslę, że to jest dobre rozwiązanie. I jeszcze jedno postaw się w jej sytuacji, Ty zostajesz w domu na wychowawczym, nie masz kasy z tyt. wynagrodzenia tylko ZA KAZDYM RAZEM i O WSZYSTKO musisz prosic swojego męża o kasę, bardzo to uciążliwe, niepraktyczne i może byc poniżające.
        • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 04.01.13, 14:16
          Stary, nikomu nie zaimponowałeś, face it. Na tym forum przesiadują panie żony różnych tuzów z dużego korpo albo kwitnącego biznesu, 5 tysiaków to one na waciki wydają. :P
          Taki profil klienta, cóż począć.
          Idź z tymi 5 tysiącami się pochwalić na naszą klasę.
          • that.bitch.is.sick Re: marna prowokacja 04.01.13, 15:04
            strach.na.wroble napisał(a):

            > Stary, nikomu nie zaimponowałeś, face it. Na tym forum przesiadują panie żony r
            > óżnych tuzów z dużego korpo albo kwitnącego biznesu, 5 tysiaków to one na wacik
            > i wydają. :P
            > Taki profil klienta, cóż począć.
            > Idź z tymi 5 tysiącami się pochwalić na naszą klasę.

            O kim mówisz żona, kogo chcesz obrazić?:) Sądzę że znaczenie słowa "żona" po akcji seksu za 10 złotych będzie raz na zawsze rozszyfrowane, przynajmniej na tym forum. Ciekawe ile za wypełnienie macicy i wydalenie płodu? Co do autora wątku: jaki pan taki kram.
            • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 04.01.13, 16:31
              Moja droga, chyba nikt o zdrowych zmysłach nie wziął by na serio przypuszczenia, że chodzi mi o twoją osobę. Miałem na myśli jakąś milczącą większość, z której się w oczywisty sposób wyłamujesz. Ty nie jesteś jakaś otumaniona, smętna większość o baranim spojrzeniu, ty jesteś that.bitch.is.sick, jedyna i wyjątkowa. I kompletnie nie rozumiem co miała na myśli koleżanka hello-kitty2 mówiąc o tym, że jesteś bardziej męska niż faceci z tego forum. Imo jesteś kwintesencją prawdziwej kobiecości, stuprocentową kobietą w androgynicznym świecie. Z wszystkimi zaletami ale i wadami charakterystycznymi dla swojej płci. Może dlatego jesteś taka nietypowa, bo kobiecość zatraciła się we współczesnym świecie, tak samo jak stało się to z męskością.
              • hello-kitty2 Re: marna prowokacja 04.01.13, 16:54
                strach.na.wroble napisał(a):

                > Moja droga, chyba nikt o zdrowych zmysłach nie wziął by na serio przypuszczenia
                > , że chodzi mi o twoją osobę. Miałem na myśli jakąś milczącą większość, z które
                > j się w oczywisty sposób wyłamujesz. Ty nie jesteś jakaś otumaniona, smętna wię
                > kszość o baranim spojrzeniu, ty jesteś that.bitch.is.sick, jedyna i wyjątkowa.
                > I kompletnie nie rozumiem co miała na myśli koleżanka hello-kitty2 mówiąc o tym
                > , że jesteś bardziej męska niż faceci z tego forum. Imo jesteś kwintesencją pra
                > wdziwej kobiecości, stuprocentową kobietą w androgynicznym świecie. Z wszystkim
                > i zaletami ale i wadami charakterystycznymi dla swojej płci. Może dlatego jeste
                > ś taka nietypowa, bo kobiecość zatraciła się we współczesnym świecie, tak samo
                > jak stało się to z męskością.

                No wreszcie Strach, Jezu jak dlugo Ci to zajelo :) A teraz tylko czekaj, a za jakis czas zrozumiesz znaczenie moich slow, albo i nie. Hehe a ja sobie zasiadam na widowni i odliczam czas do Twojego znikniecia z forum. Start!
                • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 04.01.13, 17:30
                  Zniknięcia ? To brzmi poważnie. Czy tylko z forum ? A może mam się wystrzegać ciemnych uliczek i ponurych zakamarków ? Czyż może czaić się tam coś bardziej złośliwego i ponurego ode mnie ?
                  Ale skoro były jakieś zaginięcia to może zawiadomić ITAKĘ ? Albo od razu inspektora Przygodę.

                  Bądźmy poważni. Ja tak serio o kobiecości. Ma ona wiele oblicz, a jednym z nich jest przecież drapieżna i nienasycona Kali. Greckie Eris i Nemezis ? Rzymska Bellona ?
                  Myślę, że obraz kobiecości w naszej kulturze mocno zapluskwiło chrześcijaństwo, stawiając na piedestale bezpłciową i bezwolną Matkę Boską jako wzór cnót wszelakich. Na szczęście natura jest ponad wszelkie indoktrynacje i obroni się sama.
                  • hello-kitty2 Re: marna prowokacja 04.01.13, 17:41
                    strach.na.wroble napisał(a):

                    > Bądźmy poważni. Ja tak serio o kobiecości. Ma ona wiele oblicz, a jednym z nich
                    > jest przecież drapieżna i nienasycona Kali. Greckie Eris i Nemezis ? Rzymska B
                    > ellona ?
                    > Myślę, że obraz kobiecości w naszej kulturze mocno zapluskwiło chrześcijaństwo,
                    > stawiając na piedestale bezpłciową i bezwolną Matkę Boską jako wzór cnót wszel
                    > akich. Na szczęście natura jest ponad wszelkie indoktrynacje i obroni się sama.

                    Mnie kobiecosc akurat niewiele obchodzi, bo ja jestem meska kobieta i sie taka akceptuje. Czyli mowisz, ze zona "jakaś otumaniona, smętna (...) o baranim spojrzeniu". No tak to by wiele wyjasnialo. Czy masz sie bac? Co to, to nie. Ja Cie bynajmniej zalowac nie bede. Jestes wszak sam kowalem swego losu.
                    • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 04.01.13, 17:52
                      W tym rozumieniu to chyba prędzej za barana niż bacę. Chyba że ten baca to jakiś postępowy typ i obrabia własne owieczki :P
                      Ale nie, przecież po prawej stronie wyraźnie na niebiesko jest napisane "strach.na.wroble", no to jaki ze mnie baran ?
                  • that.bitch.is.sick Re: marna prowokacja 04.01.13, 19:42
                    strach.na.wroble napisał(a):

                    >
                    > Bądźmy poważni. Ja tak serio o kobiecości. Ma ona wiele oblicz, a jednym z nich
                    > jest przecież drapieżna i nienasycona Kali. Greckie Eris i Nemezis ? Rzymska B
                    > ellona ?
                    > Myślę, że obraz kobiecości w naszej kulturze mocno zapluskwiło chrześcijaństwo,
                    > stawiając na piedestale bezpłciową i bezwolną Matkę Boską jako wzór cnót wszel
                    > akich. Na szczęście natura jest ponad wszelkie indoktrynacje i obroni się sama.

                    Bać się, prosiaczku?:) A może mroczna siła świadomej siebie kobiecej seksualności jest narzędziem szatana, budząc uzasadnione przerażenie?:) A może warto się z nią zmierzyć? Czy sprosta temu współczesny mężczyzna?;)
                    hmm?
                    www.youtube.com/watch?v=PkaveikyikE
                    • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 04.01.13, 22:10
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > Bać się, prosiaczku?:) A może mroczna siła świadomej siebie kobiecej seksualnoś
                      > ci jest narzędziem szatana, budząc uzasadnione przerażenie?:) A może warto się
                      > z nią zmierzyć? Czy sprosta temu współczesny mężczyzna?;)
                      > hmm?

                      Zmierzyć na polu erotycznym, jak rozumiem, bo jak inaczej można zmierzyć się z mroczną (sic) siłą świadomej siebie kobiecej seksualności ?
                      No to odpowiedź jest jasna: nie sprosta.
                      Niby czemu miałby sprostać, kobieta jest na tym polu sędzią we własnej sprawie.
                      Można konfrontować się na różnych polach, nie wiem, grać w szachy, wziąć udział w olimpiadzie matematycznej, napisać esej, zmierzyć kto szybciej przebiegnie 100 metrów albo dalej rzuci oszczepem, generalnie wszędzie tam gdzie obowiązują jasne i sprawiedliwe zasady gry oraz obiektywny sędzia.
                      Natomiast w wypadku konfrontacji na polu płci z facet zawsze będzie w czarnej dupie. Nie mówię, że nigdy nie dostanie co chce, ale przewaga kobiety na tym polu jest tak oczywista, że nawet nie chce mi się o tym gadać. Szczególnie takiej, która faktycznie ma coś do zaoferowania.

                      Mamy jasność ?
                      • that.bitch.is.sick Re: marna prowokacja 06.01.13, 12:48
                        strach.na.wroble napisał(a):
                        > hmm?
                        >
                        > Zmierzyć na polu erotycznym, jak rozumiem, bo jak inaczej można zmierzyć się z
                        > mroczną (sic) siłą świadomej siebie kobiecej seksualności ?
                        > No to odpowiedź jest jasna: nie sprosta.
                        > Niby czemu miałby sprostać, kobieta jest na tym polu sędzią we własnej sprawie.
                        >
                        > Można konfrontować się na różnych polach, nie wiem, grać w szachy, wziąć udział
                        > w olimpiadzie matematycznej, napisać esej, zmierzyć kto szybciej przebiegnie 1
                        > 00 metrów albo dalej rzuci oszczepem, generalnie wszędzie tam gdzie obowiązują
                        > jasne i sprawiedliwe zasady gry oraz obiektywny sędzia.
                        > Natomiast w wypadku konfrontacji na polu płci z facet zawsze będzie w czarnej d
                        > upie. Nie mówię, że nigdy nie dostanie co chce, ale przewaga kobiety na tym pol
                        > u jest tak oczywista, że nawet nie chce mi się o tym gadać. Szczególnie takiej,
                        > która faktycznie ma coś do zaoferowania.
                        >
                        > Mamy jasność ?

                        No nie do końca. Każda relacja miedzy płciami ma podktekst erotyczny. Wszędzie jest pole erotyczne i wszędzie na tym polu mierzymy się. Talibowie żeby zwiększyć swoje szanse w tej batalii postanowili nie zakrywać sobie oczu, tylko zakrywać kobietę, dziecinne. Chrześcijaństwo ją kastruje itd. Ale dzięki temu "kobieta" to teraz stworzenie rzadkie i nieznane:), wokół pełno kalek:) Czy kobieta jest niebezpiecznym sukkubem co wysysa siły życiowe:)?
                        • urquhart Re: marna prowokacja 06.01.13, 12:55
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          > No nie do końca. Każda relacja miedzy płciami ma podktekst erotyczny. Wszędzie
                          > jest pole erotyczne i wszędzie na tym polu mierzymy się. Talibowie żeby zwiększ
                          > yć swoje szanse w tej batalii postanowili nie zakrywać sobie oczu, tylko zakryw
                          > ać kobietę, dziecinne. Chrześcijaństwo ją kastruje itd. Ale dzięki temu "kobiet
                          > a" to teraz stworzenie rzadkie i nieznane:), wokół pełno kalek:) Czy kobieta je
                          > st niebezpiecznym sukkubem co wysysa siły życiowe:)?

                          A niby wśród mężczyzn jest teraz mniej kalek?
                          Talibowie zaś wykorzystują starą skuteczną społecznie technikę: zwiększać frustrację wywołującą agresję, i rządzić ukierunkowując tą agresję.
                        • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 06.01.13, 13:30
                          Każda ? Zdrowego psychicznie, dorosłego mężczyzny z własną matką również ? Moja relacja z osiemdziesięcioletnią, kulejącą panią Jadzią z czwartego piętra także ? A ojca z córką ?
                          • that.bitch.is.sick Re: marna prowokacja 06.01.13, 14:30
                            strach.na.wroble napisał(a):

                            > Każda ? Zdrowego psychicznie, dorosłego mężczyzny z własną matką również ? Moja
                            > relacja z osiemdziesięcioletnią, kulejącą panią Jadzią z czwartego piętra takż
                            > e ? A ojca z córką ?


                            owszem. jesteśmy tylko zwierzętami muszę Cię zmartwić.
                            • that.bitch.is.sick przykłady konsumpcji relacji 06.01.13, 14:48
                              ojciec z córką - popularna relacja, przypadki medialne, liczne ciąże. matka z synem- klasyka psychoanalizy(kompleks edypa). mężczyzna plus staruszka: polecam książkę W.Wharton "Spóźnieni kochankowie" :)
                              • marek.zak1 Re: przykłady konsumpcji relacji 06.01.13, 14:53
                                A czy to nie są przypadkowo baaardzo nieliczne patologiczne wyjątki?
                                M
                                • rekreativa Re: przykłady konsumpcji relacji 06.01.13, 15:20
                                  Patologię to nasza cywilizacja z tego zrobiła. To raz.
                                  A dwa: stosunki kazirodcze są znacznie częstsze, niż tzw. porządny obywatel chciałby sobie wyobrażać. Tyle że pewnie z 80% nigdy nie wychodzi na jaw i pozostaje "słodką" tajemnicą rodzinną.
                                • that.bitch.is.sick Re: przykłady konsumpcji relacji 06.01.13, 15:23
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > A czy to nie są przypadkowo baaardzo nieliczne patologiczne wyjątki?
                                  > M

                                  Marek, może to moja wina żę stosuję skróty myślowe. Relacje z drugą płcią można dwojako rozważać, ale podtekst erotyczny który mam na myśli to nasze ukryte motywacje, które kierują nami podczas normalnych relacji między kobietą i mężczyzną. Pamiętajmy po pierwsze że: jesteśmy zwierzętami - bez względu na społeczny wymiar relacji i tabu kazirodztwa, nie zapominajmy że oddziałują na nas normalne bodźce seksualne. Kiedy widzisz biust - reakcja normalnego mężczyzny na kobiecy biust jest pierwotna w stosunku do relacji społecznej która determinuje społeczne zakazy czy nakazy względem tej kobiety.
                                  Ten fakt ma swoje konsekwencje, nawet jeśli ta relacja nie zostanie seksualnie skonsumowana, co jak słusznie zauważyłeś - w wymiarze społecznym patologiczna, to jednak ten element napięcia seksualnego między płciami będzie wpływał na nasze zachowanie wobec tych osób czy chcemy czy nie.
                                  Drugi wymiar to element dowartościowania się jako mężczyzna/kobieta w odniesieniu do osoby przeciwnej płci, poprzez jej reakcję/ocenę. Nawet jeśli dana osoba nie wzbudza w nas bezpośrednio pożądania seksualnego(co jest możliwe tylko gdy mamy wybór) to jej ocena, sam fakt że przeglądamy się w oczach osobnika płci przeciwnej jako taki stanowi punkt odniesienia również w wymiarze seksualnym.
                                  Pamiętam jak pewien starszy pan w pociągu komplementował moja urodę i adorował mnie przez całą drogę i owszem był w tej relacji podtekst erotyczny...
                                  • marek.zak1 Re: przykłady konsumpcji relacji 06.01.13, 15:54
                                    Ja to widzę po sobie. Mam 2 przepiękne córki (jedna z nich była czołowa fotomodelką, a grała także w ,,Zostać miss 2") a mój stosunek do nich nie ma najmniejszego podtekstu erotycznego. Napiecie erotyczne jest zerowe, co wiecej, o możliwości takiej konsumpcji zareagowałbym wymiotami. Inne relacje w stosunku do kobiet mają podtekst erotyczny, ale wyłącznie w stosunku do kobiet, które mi się podobają. Na możliwość seksu ze staruszka odczuwam jeszcze większą chęć wymiotów. Jesteśmy (faceci także) wrazliwi na ocenę płci przeciwnej. Cała moja motywacja w młodości, czyli kształcenie, uprawianie sportu pochodziła od tego, że chciałem podobać się dziewczynom, a że Bozia urody nie dała, musiałem pracować. I wiesz, że się sprawdziło:).
                                    M.
                                    • that.bitch.is.sick Re: przykłady konsumpcji relacji 06.01.13, 23:12
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Ja to widzę po sobie. Mam 2 przepiękne córki (jedna z nich była czołowa fotomod
                                      > elką, a grała także w ,,Zostać miss 2") a mój stosunek do nich nie ma najmniejs
                                      > zego podtekstu erotycznego. Napiecie erotyczne jest zerowe, co wiecej, o możliw
                                      > ości takiej konsumpcji zareagowałbym wymiotami. Inne relacje w stosunku do kobi
                                      > et mają podtekst erotyczny, ale wyłącznie w stosunku do kobiet, które mi się po
                                      > dobają. Na możliwość seksu ze staruszka odczuwam jeszcze większą chęć wymiotów.
                                      > Jesteśmy (faceci także) wrazliwi na ocenę płci przeciwnej. Cała moja motywacja
                                      > w młodości, czyli kształcenie, uprawianie sportu pochodziła od tego, że chciał
                                      > em podobać się dziewczynom, a że Bozia urody nie dała, musiałem pracować. I wie
                                      > sz, że się sprawdziło:).
                                      > M.

                                      Kochany Marku, jesteś nieświadom swoich instynktów jak bohater Greckiej tragedii:). Być może nie zaglądasz nawet na red tube i nie marszczysz freda oglądając harce pań w wieku Twoich córek i przez myśl by to człowiekowi tak statecznemu nie przeszło. Być może onanizujesz się tylko na wyjeździe i tylko do portretu żony jak bohaterowie z przedwojnia i jesteś bigotem.:) Nawiasem, skąd nagle na tym forum znalazło się tyle świętoszków do diabła.
                                      Aczkolwiek gdybyś był jak w greckiej tragedii popełnił kazirodztwo z nieświadomości i potem ścigany gniewem bogów, nigdy byś sobie nie wybaczył. I dobrze, nie rób tak. Pamiętaj jednak że jesteś tylko zwierzęciem i traktujesz swojej córki przez pryzmat perspektywy związanej z ich płciowością, nawet jeśli kierujesz się zaleceniami JPII to on, podobnie jak Augustyn nie byli wolni od erotycznej perspektywy, jak mocno byśmy się nie upieramy że nic przez nią nie filtrujemy.
                                      • marek.zak1 Re: przykłady konsumpcji relacji 07.01.13, 09:16
                                        Nie jestem świętoszkiem, mam swoją kolekcję płyt, ale nie kręca mnie seksualnie ani moje córki ani staruszki. Ten typ tak ma.
                                        W przypadku nieswiadomości, jak napisałaś, czyli gdybym nie wiedział, że spotykam się z własną córką, co mógłbym zrobć?. Pamiętaj, że grzechem jest ,,świadome i dobrowolne..."
                                        Poza tym jako jedynak jestem strasznym egoistą, co wiem sam i powtarza mi często żona, a ona w końcu coś o mnie wie.
                                      • jesod Nieświadomość 07.01.13, 09:59
                                        that.bitch.is.sick napisała:
                                        > Kochany Marku, jesteś nieświadom swoich instynktów jak bohater Greckiej tragedi
                                        > i:). Być może nie zaglądasz nawet na red tube i nie marszczysz freda oglądając
                                        > harce pań w wieku Twoich córek i przez myśl by to człowiekowi tak statecznemu n
                                        > ie przeszło. Być może onanizujesz się tylko na wyjeździe i tylko do portretu żo
                                        > ny jak bohaterowie z przedwojnia i jesteś bigotem.:) Nawiasem, skąd nagle na ty
                                        > m forum znalazło się tyle świętoszków do diabła.

                                        Ciekawe jest to, dlaczego tak Ciebie kręcą te sugestie i podążanie w kierunku kreowania właśnie takiego wizerunku? :)
                                        To przekonanie o oceanie nieświadomości naszych instynktów... Hmm.

                                        that.bitch.is.sick napisała:
                                        > Nawiasem, skąd nagle na tym forum znalazło się tyle świętoszków do diabła.

                                        Świętoszek do diabła - nie jest świętoszkiem. :P
                                        A tak przy okazji, to forum ma być bliżej diabła? To może jakiś bardziej przejrzysty nabór chętnych ogłosić? I tytuł forum zmienić, np. Mroki naszych instynktów czyli (Brak) Seks(u) w małżeństwie.
                                    • stary.dziadyga Re: przykłady konsumpcji relacji 07.01.13, 15:25
                                      Sorki za zaupełny off top. Ale ja czasem się zastanwiam, czy przypadkiem kogoś z Was i innych forów nie znam z prawdziwego życia, ale też nigdy nie mam okazji tego w żaden sposób sprawdzić. Pierwsza osoba, która się ujawniła i proszę niespodzianka, kojarzę i witam sąsiada!
                                      • zawle Re: przykłady konsumpcji relacji 08.01.13, 00:29
                                        Tak ma każdy kto grzeszy:)))
              • that.bitch.is.sick Re: marna prowokacja 04.01.13, 20:23
                strach.na.wroble napisał(a):

                > Moja droga, chyba nikt o zdrowych zmysłach nie wziął by na serio przypuszczenia
                > , że chodzi mi o twoją osobę. Miałem na myśli jakąś milczącą większość, z które
                > j się w oczywisty sposób wyłamujesz. Ty nie jesteś jakaś otumaniona, smętna wię
                > kszość o baranim spojrzeniu, ty jesteś that.bitch.is.sick, jedyna i wyjątkowa.
                > I kompletnie nie rozumiem co miała na myśli koleżanka hello-kitty2 mówiąc o tym
                > , że jesteś bardziej męska niż faceci z tego forum. Imo jesteś kwintesencją pra
                > wdziwej kobiecości, stuprocentową kobietą w androgynicznym świecie. Z wszystkim
                > i zaletami ale i wadami charakterystycznymi dla swojej płci. Może dlatego jeste
                > ś taka nietypowa, bo kobiecość zatraciła się we współczesnym świecie, tak samo
                > jak stało się to z męskością.

                o boziu, szkoda że tu za mało intymne warunki do macania się po tych fascynujących zakamarkach psyche:) wybacz że nie zrewanżuję się podobną wersją smutku tropików:)
                dlatego zakładam(mam nadzieję) że ta uwodzicielska przemowa nie jest bezinteresowna. jaki ma pan cel w tej swojej urokliwej kurtuazji?:)chcesz ugłaskać bestię?
                • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 04.01.13, 22:18
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > dlatego zakładam(mam nadzieję) że ta uwodzicielska przemowa nie jest bezinteres
                  > owna.

                  Muszę cię zmartwić. Ja tak z własnej i nieprzymuszonej woli. A interesu żadnego w tym nie mam, jaki ja mógłbym mieć w tym interes, hę ?

                  > jaki ma pan cel w tej swojej urokliwej kurtuazji?:)chcesz ugłaskać bestię
                  > ?

                  Gdzieżbym śmiał. Napierdalasz i besztasz mnie waćpanna tak słodko, że aż dech zapiera. Tylko skończony abderyta mógłby pozbawić się jednym nieopatrznym posunięciem tej, jakże perwersyjnej, przyjemności.
                  • that.bitch.is.sick Re: marna prowokacja 06.01.13, 12:54
                    strach.na.wroble napisał(a):

                    > that.bitch.is.sick napisała:
                    >
                    > > dlatego zakładam(mam nadzieję) że ta uwodzicielska przemowa nie jest bezi
                    > nteres
                    > > owna.
                    >
                    > Muszę cię zmartwić. Ja tak z własnej i nieprzymuszonej woli. A interesu żadnego
                    > w tym nie mam, jaki ja mógłbym mieć w tym interes, hę ?
                    >
                    > > jaki ma pan cel w tej swojej urokliwej kurtuazji?:)chcesz ugłaskać bestię
                    > > ?
                    >
                    > Gdzieżbym śmiał. Napierdalasz i besztasz mnie waćpanna tak słodko, że aż dech z
                    > apiera. Tylko skończony abderyta mógłby pozbawić się jednym nieopatrznym posuni
                    > ęciem tej, jakże perwersyjnej, przyjemnośc

                    I tak nie wierzę w ani jedno słowo. Kłócisz się pan z moim obrazem świata. Przyjemność z napierdalanek możesz czerpać tylko wówczas gdy antycypujesz jaka słodka może być moja sympatia:)
                    • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 06.01.13, 13:40
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > I tak nie wierzę w ani jedno słowo. Kłócisz się pan z moim obrazem świata. Przy
                      > jemność z napierdalanek możesz czerpać tylko wówczas gdy antycypujesz jaka słod
                      > ka może być moja sympatia:)

                      Nic nie szkodzi. Nie zabiegam o sympatię innych ludzi, bo jest ona pucharem przechodnim, a jako taki ma wartość niewielką.
                      Zbyt serio traktujesz pewne sprawy. Ja do konfrontowania się z kobiecością mam prawdziwy świat, mam kobiecość obok siebie, z którą konfrontuje się codziennie. Na co mi kolejna ? To by już była klęska urodzaju :P
                      Po cichu liczę, że przestaniesz mnie traktować jak napalonego ogiera, co to ma niewątpliwą ochotę na twą wątpliwą cnotę i pogadamy jak człowiek z człowiekiem. Przesiewasz wszystko przez erotyczną perspektywę, a mnie to absolutnie nie obchodzi.
                      Lepiej mi się rozmawia tak bezpłciowo, merytorycznie. Mnie więcej nie trzeba, a uważam że tak będzie najlepiej.
                      • that.bitch.is.sick Re: marna prowokacja 06.01.13, 23:01
                        strach.na.wroble napisał(a):

                        >
                        > Nic nie szkodzi. Nie zabiegam o sympatię innych ludzi, bo jest ona pucharem prz
                        > echodnim, a jako taki ma wartość niewielką.
                        > Zbyt serio traktujesz pewne sprawy. Ja do konfrontowania się z kobiecością mam
                        > prawdziwy świat, mam kobiecość obok siebie, z którą konfrontuje się codziennie.
                        > Na co mi kolejna ? To by już była klęska urodzaju :P

                        > Po cichu liczę, że przestaniesz mnie traktować jak napalonego ogiera, co to ma
                        > niewątpliwą ochotę na twą wątpliwą cnotę i pogadamy jak człowiek z człowiekiem.
                        > Przesiewasz wszystko przez erotyczną perspektywę, a mnie to absolutnie nie obc
                        > hodzi.
                        > Lepiej mi się rozmawia tak bezpłciowo, merytorycznie. Mnie więcej nie trzeba, a
                        > uważam że tak będzie najlepiej.


                        Szkoda że nie zauważyłeś nutki szyderstwa w moim poście. Założyłam że nie jest Ci obca lektura "Smutku tropików" albowiem bawią mnie Twoje napuszone wywody które nadużywanie tego typu lektur znamionują:), a także szlochy nad zatracającym się archetypem kobiecości i męskości. To jak płacz Levi-Straussa nad utraconym naturalnym społeczeństwem w którym zapewne nie chciałby się skonfrontować z opiewanym przez siebie dzikusem. Podobnie Ty z Twoją hipokryzją: z jednej szloch nad zatraconymi rolami płciowymi, a z drugiej paniczny odwrót i nawoływanie do powrotu na bezpieczny grunt aseksualności:) kiedy zaczynamy posługiwać się językiem flirtu:).
                        Oczywiście pozwól że zdemaskuję ten nagły wybuch przyzwoitości, czyżbyś miał na sumieniu jakieś nieskromne myśli, żeby tak gwałtownie projektować na mnie nadużywanie erotycznej perspektywy i podejście serio?:) Co do podejścia zupełnie serio, fantazjujesz na temat mojej osoby i mojej kobiecości, a kiedy ja podejmuję dyskusję, nawet nie spytałeś czy traktuję poważnie te Twoje koncepcje? Wątek kobiecości jest szalenie ciekawy więc go chętnie podjęłam, jednak na jakiej podstawie wyciągasz wnioski na temat mojej kobiecości to dla mnie nadal niejasne. Chcesz rozmawiać merytorycznie, a grzebiesz się w mojej psyche, chociaż się wcale nie znamy. Może najpierw siebie przywołaj do porządku, bo żona czyta. Ja się nie mam przed kim spowiadać, mogę więc sobie nadużywać erotycznej perspektywy ile chcę, za młoda jestem na prawienie teoretycznych kazań. Albo więc się pan dostosujesz, albo dyskutuj pan sobie na forum emerytek.
                        • aandzia43 Re: marna prowokacja 06.01.13, 23:23
                          Kocham panią, pani Bitch :-D
                          • that.bitch.is.sick Re: marna prowokacja 08.01.13, 00:49
                            aandzia43 napisała:

                            > Kocham panią, pani Bitch :-D
                            >

                            :) Twoje uczucia bywają kapryśne nader niestałe tym bardziej trzeba cieszyć się z przychylności;)Rzadkie jest cenne.
                        • strach.na.wroble Re: marna prowokacja 06.01.13, 23:29
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > Albo więc się pan do
                          > stosujesz, albo dyskutuj pan sobie na forum emerytek.

                          Liczyłem na to, że na nim właśnie jestem. Wybacz pomyłkę, postaram się to jak najszybciej naprawić.
                          • hello-kitty2 Re: Strach nie badz mieczakiem! 07.01.13, 13:42
                            strach.na.wroble napisał(a):

                            > that.bitch.is.sick napisała:
                            >
                            > > Albo więc się pan do
                            > > stosujesz, albo dyskutuj pan sobie na forum emerytek.
                            >
                            > Liczyłem na to, że na nim właśnie jestem. Wybacz pomyłkę, postaram się to jak n
                            > ajszybciej naprawić.

                            No chyba zartujesz? A jak ostrzegalam to sie smiales:

                            > Zniknięcia ? To brzmi poważnie. Czy tylko z forum ? A może mam się wystrzegać c
                            > iemnych uliczek i ponurych zakamarków ? Czyż może czaić się tam coś bardziej zł
                            > ośliwego i ponurego ode mnie ?
                            > Ale skoro były jakieś zaginięcia to może zawiadomić ITAKĘ ? Albo od razu inspek
                            > tora Przygodę.

                            Ale to bylby rekord, gdyby sprzatnela goscia w 2 dni :) Innym to zajelo tygodnie albo miesiace.
                            Nie badz mieczakiem, postaw sie Mr Pain. Hello???
                            • that.bitch.is.sick Re: Strach nie badz mieczakiem! 08.01.13, 00:46
                              hello-kitty2 napisała:


                              > Ale to bylby rekord, gdyby sprzatnela goscia w 2 dni :) Innym to zajelo tygodni
                              > e albo miesiace.
                              > Nie badz mieczakiem, postaw sie Mr Pain. Hello???


                              Te lepiej powiedz jaki jest Twój rekord odstraszenia faceta:), bo przy Twoich stalkerskich metodach molestowania seksualnego pewnie mało jest takich którzy się ostają. Widzisz faceta, dostajesz wścieklizny macicy, przebierasz odnóżami i wpijasz się jak zombie. Efekt - ucieczka murowana. Kto wie, może tu na forum to jest przyczyna zniknięć niektórych panów, tym bardziej że poruszamy się tutaj w małym gronie osób, a mało jest facetów którym odpuszczasz prześladowanie po wszystkich wątkach i wchrzanianie się w dyskusje. Abi też to dotknęło nad czym ubolewam osobiście bo fajnie się z nim gadało.
                              • hello-kitty2 Re: Strach nie badz mieczakiem! 08.01.13, 01:59
                                that.bitch.is.sick napisała:

                                > Te lepiej powiedz jaki jest Twój rekord odstraszenia faceta:), bo przy Twoich s
                                > talkerskich metodach molestowania seksualnego pewnie mało jest takich którzy si
                                > ę ostają. Widzisz faceta, dostajesz wścieklizny macicy, przebierasz odnóżami
                                > i wpijasz się jak zombie. Efekt - ucieczka murowana. Kto wie, może tu na forum
                                > to jest przyczyna zniknięć niektórych panów, tym bardziej że poruszamy się tuta
                                > j w małym gronie osób, a mało jest facetów którym odpuszczasz prześladowanie po
                                > wszystkich wątkach i wchrzanianie się w dyskusje. Abi też to dotknęło nad czym
                                > ubolewam osobiście bo fajnie się z nim gadało.

                                Przeciez ja nic do Ciebie nie mam. Mowie JEMU, zeby nie zachowywal sie jak mieczak. 3 dni temu sie wysmiewal sie z tego, co teraz jednak zrobil wiec uwazam go za mieczaka. Jesli obrazam to jego, a nie Ciebie.
                              • abrigado Re: Strach nie badz mieczakiem! 15.01.13, 09:10
                                przesadzasz bitch. powodem mojego znikniecie było przeniesienia się do reala.
                                a jeśli juz miałbym wskazywać jakąs osobe na forum motywująca do wycofania się z udziału w nim to raczej byłabyś to Ty niż Kitty

                                wiele miłości w nowym roku- ale życie plecie- cięzko mi sobie teraz wyobrazić ,że mogłem byc kiedyś na forum brak seksu... ;)

                                pozdrawiam
                                • hello-kitty2 Re: Strach nie badz mieczakiem! 15.01.13, 09:43
                                  abrigado napisał:

                                  > wiele miłości w nowym roku- ale życie plecie- cięzko mi sobie teraz wyobrazić ,
                                  > że mogłem byc kiedyś na forum brak seksu... ;)

                                  I jeszcze z urlopu pisales, ze tesknisz za naszymi mordami :) Zaraz zaraz ale przeciez milosc obecenosci na forum nie wyklucza. Zaraz zaraz jaka milosc? Pochwal sie! :)
                                • that.bitch.is.sick Re: Strach nie badz mieczakiem! 15.01.13, 09:45
                                  abrigado napisał:

                                  > przesadzasz bitch. powodem mojego znikniecie było przeniesienia się do reala.
                                  > a jeśli juz miałbym wskazywać jakąs osobe na forum motywująca do wycofania s
                                  > ię z udziału w nim to raczej byłabyś to Ty niż Kitty
                                  >
                                  > wiele miłości w nowym roku- ale życie plecie- cięzko mi sobie teraz wyobrazić ,
                                  > że mogłem byc kiedyś na forum brak seksu... ;)
                                  >
                                  > pozdrawiam

                                  Cześć Abi fajnie że jesteś, czy to nie Ty twierdziłeś że kitty i ja to jedna osoba, która robi sobie żarty pod dwoma nickami:)? Nie muszę mówić jak mnie "dowartościowało" to mniemanie;)
                                  • sabat-77 Re: Strach nie badz mieczakiem! 15.01.13, 23:29
                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                    > Cześć Abi fajnie że jesteś, czy to nie Ty twierdziłeś że kitty i ja to jedna os
                                    > oba, która robi sobie żarty pod dwoma nickami:)? Nie muszę mówić jak mnie "dowa
                                    > rtościowało" to mniemanie;)

                                    Gee... To prawie jakby twierdzić, że abrigado i sabat to ta sama osoba, która robi sobie żarty pod dwoma nickami. :)
                                    • aandzia43 Re: Strach nie badz mieczakiem! 15.01.13, 23:35
                                      Powiem więcej: to tak, jakby powiedzieć, że Aandzia i Urquhart to jedna i ta sama osoba, która sobie robi żarty ;-) To dopiero byłaby mistyfikacja! ;-)
                                      • sabat-77 Re: Strach nie badz mieczakiem! 15.01.13, 23:41
                                        aandzia43 napisała:

                                        > Powiem więcej: to tak, jakby powiedzieć, że Aandzia i Urquhart to jedna i ta sa
                                        > ma osoba, która sobie robi żarty ;-) To dopiero byłaby mistyfikacja! ;-)

                                        Ale jaka zacna. Przyklasnąłbym takiej mistyfikacji z wielkim szacunkiem :)
                                    • that.bitch.is.sick Re: Strach nie badz mieczakiem! 16.01.13, 10:31
                                      sabat-77 napisał(a):

                                      > that.bitch.is.sick napisała:
                                      >
                                      > > Cześć Abi fajnie że jesteś, czy to nie Ty twierdziłeś że kitty i ja to je
                                      > dna os
                                      > > oba, która robi sobie żarty pod dwoma nickami:)? Nie muszę mówić jak mnie
                                      > "dowa
                                      > > rtościowało" to mniemanie;)
                                      >
                                      > Gee... To prawie jakby twierdzić, że abrigado i sabat to ta sama osoba, która r
                                      > obi sobie żarty pod dwoma nickami. :)

                                      To która z nas według Ciebie w tym układzie jest abrigado a która sabatem to mnie zaciekawiło.
                                      • sabat-77 Re: Strach nie badz mieczakiem! 16.01.13, 18:40
                                        Mialem na mysli poziom nieprawdopodobienstwa, a nie konkretne personalne analogiie. Zdaje sobie sprawe, ze porownanie ktorejkolwiek z was do mnie byloby w istocie mocno obrazliwe dla was. Nie to bylo moja intencja.
                                        • hello-kitty2 Re: Strach nie badz mieczakiem! 16.01.13, 18:50
                                          sabat-77 napisał(a):

                                          > Zdaje sobie sprawe, ze porownanie ktorejkolwiek z was do mnie byloby w ist
                                          > ocie mocno obrazliwe dla was.

                                          Sabat dlaczego Ty tak o sobie myslisz? Przeciez Ci to w niczym nie pomaga? A moze jednak w czyms Ci pomaga?
                                          • sabat-77 Re: Strach nie badz mieczakiem! 16.01.13, 19:32
                                            czyli jak mysle ?
                                            • hello-kitty2 Re: Strach nie badz mieczakiem! 16.01.13, 19:44
                                              sabat-77 napisał(a):

                                              > czyli jak mysle

                                              "Zdaje sobie sprawe, ze porownanie ktorejkolwiek z was do mnie byloby w istocie mocno obrazliwe dla was."
                                              • sabat-77 Re: Strach nie badz mieczakiem! 16.01.13, 21:27
                                                przeciez to prawda, wiec co w tym dziwnego ?
                                                • zyg_zyg_zyg Re: Strach nie badz mieczakiem! 16.01.13, 22:17
                                                  Ale że co?
                                                  Że nogi masz owłosione...? I wąsa?
                                                  • sabat-77 Re: Strach nie badz mieczakiem! 18.01.13, 00:10
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > Że nogi masz owłosione...? I wąsa?

                                                    Nogi owszem, ale wąsa ? Czy ja ci ubliżam ? :> Jedyne wąsy jakie ten naród akceptuje to te u byłego i obecnego prezydenta + wąsik byłego mistrza w skokach narciarskich w pakiecie. Z wąsami wyglądałbym jak nutria, wolałbym postawić sobie irokeza na cukrze.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Strach nie badz mieczakiem! 18.01.13, 08:58
                                                    > Nogi owszem, ale wąsa ? Czy ja ci ubliżam ? :>

                                                    Oj tam, oj tam, Panie Sabat! Przecież nie napisałam, że samego wąsa. Taki bardziej zarost na twarzy miałam na myśli. Wąsa z brodą. Przycięte, eleganckie, dodające szyku.
                                                    Przecież mam Cię za mężczyznę na poziomie! ;-)
                                                • hello-kitty2 Re: Strach nie badz mieczakiem! 16.01.13, 22:19
                                                  sabat-77 napisał(a):

                                                  > przeciez to prawda, wiec co w tym dziwnego ?

                                                  Dziwne jest dla mnie, ze stawiasz sie sam na 'nizszej' pozycji, niezaleznie w jakiej wlasciwie dziedzinie ale jednak na nizszej. A dlaczego nie na rownorzednej?
                                        • jesod Zdaje sobie sprawę 17.01.13, 00:10
                                          sabat-77 napisał(a):
                                          > Zdaje sobie sprawe, ze porownanie ktorejkolwiek z was do mnie byloby w ist
                                          > ocie mocno obrazliwe dla was. Nie to bylo moja intencja.

                                          Nie bardzo wiem, o co chodzi i nie mam zbyt wiele czasu, aby w to wnikać. Ale... skoro napisałeś "którejkolwiek z was" to znaczy, że chodziło o one... A ponieważ ja też jestem ona, to napiszę, co myślę o tym, co przeczytałam.

                                          Zapamiętaj sobie dokładnie: Nigdy nie porównuj się do nikogo!!!
                                          Jako Ty jesteś jedyny i niepowtarzalny, a w związku z tym - nigdy nie skupiaj się na tym, czy się komuś podobasz, czy nie. Nie ma takiego drugiego mężczyzny jak Ty i to jest piękne. :)
                                          Bądź przede wszystkim sobą.
                                          Odróżniasz dobro od zła - wybieraj to co dobre , w tym przede wszystkim to, co jest również dobre dla Ciebie.
                                          Dobro ma swoją wartość, ale o tym nie musisz przekonywać nikogo - wystarczy, że Ty to wiesz.
                                          Masz prawo być na tej Ziemi jak cała reszta innych.
                                          Nie jesteś od nich gorszy, ale zawsze możesz być lepszy dla siebie.
                                          Nie musisz przepraszać, że żyjesz i spełniać oczekiwań wszystkich dookoła, o ile nie masz ochoty tego robić i kłóci się to z Twoim ja.
                                          Masz prawo być szczęśliwy i cieszyć się życiem, dokładnie w taki sposób w jaki jest Ci to potrzebne i zgodne z Twoimi możliwościami.
                                          To jest Twoje życie, więc bądź jego Panem i ciesz się nim jak dziecko. :)
                                          • sabat-77 Re: Zdaje sobie sprawę 17.01.13, 11:12
                                            Nie miałem na myśli Ciebie, ale hello-kitty2 i that.bitch.is.sick.
                                            Dlaczego mam nie porównywać ? Porównania są nieuniknione. Wszyscy to robimy, więc ja też.
                                            Wy popełniacie jeden błąd w waszym rozumowaniu. Ja sam myślę o sobie jak najlepiej, to oczywiste. Jednak porównania dokonuje się na kanwie społecznej, w tym wypadku na bazie forum internetowego gazety.pl. Porównujemy nie konkretne osoby (bo stanu faktycznego nie da się zmierzyć, w dodatku jest subiektywny i płynny), ale niejako ich wirtualne manifestacje, którymi są nasze nicki i idące za nimi wyobrażenia w ogóle społeczności tego forum.
                                            Sztuczny byt jakim jest w istocie "sabat-77" nie odzwierciedla w pełni człowieka, który go generuje z realnego świata. Podobnie z hello-kitty2 i that.bitch.is.sick. Choćby się zesrać na fioletowo, nie sposób wywnioskować z naszej forumowej działalności jakiejś ostatecznej i oświeconej prawdy. Porównywane są jedynie wyobrażenia.

                                            A co do "sabata-77": w istocie, sam nie chciałbym być do niego porównany, a z całą pewnością byłoby to obraźliwe dla innych uczestników tutejszego forumowego życia.

                                            Tylko co ma wspólnego z prawdą, życiem itd ? Bardzo piękne to co tutaj piszesz, no prawie Dezyderata. Ale, ale... Myślisz, że mnie znasz ? :D Mnie, czy "sabata", którego chciałem Ci przedstawić i zrobiłem to w bliżej nieokreślonym wam celu ?

                                            Chciałbym móc zaśpiewać głosem Trojanowskiej, ale mam ten mankament, że jestem mężczyzną.

                                            "Jestem twoim słowem
                                            Jednym i najprostszym
                                            W którym cała słodycz tkwi i jad
                                            Jestem twoim wrogiem
                                            Niewidzialnym ostrzem
                                            Na którego końcu drży twój świat"

                                            Nie dostaniecie mnie całego. Bo tak chcę :)

                                            www.youtube.com/watch?v=ZpmrlAlQJRs
                                            PS. Odróżniam dobro od zła, tylko nie wiem czemu miałbym wybierać dobro ? Ja jestem zły :D
                                            • hello-kitty2 Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 17.01.13, 12:15
                                              sabat-77 napisał(a):

                                              > A co do "sabata-77": w istocie, sam nie chciałbym być do niego porównany, a z c
                                              > ałą pewnością byłoby to obraźliwe dla innych uczestników tutejszego forumowego
                                              > życia.

                                              To po jakiego gwint wrociles tu jako Sabat77? :) Czy to jakas dalsza czesc samobiczowania sie? Strzal we wlasna stope? Pograzanie sie na wlasne zyczenie? No powiedz, jesli cos mi sie zle kojarzy to od tego uciekam, a nie do tego wracam, tak? Jesli jest jak sam twierdzisz, ze Sabat77 kojarzy sie zle wszystkim forumowiczom: "A co do "sabata-77": w istocie", porownywanie "z całą pewnością byłoby to obraźliwe dla innych uczestników tutejszego forumowego życia." To po jaka cholere przypisywac sobie z porwotem ten wizerunek? Ponowne forumowe samobojstwo?

                                              W zwiazku z powyzszym zgodzisz sie, ze powrocenie tu po 3 miesiacach jako Sabat77 swiadczy wylacznie o TOBIE, a nie o Sabacie77? A o czym swiadczy? O to pytalam w pyatniu dlaczego stawiasz sie na nizszej pozycji a nie na rownorzednej. Rozumiesz?
                                              • sabat-77 Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 17.01.13, 12:35
                                                Na czworaka latwiej zobaczyc czy nosisz majtki do spodnicy.

                                                btw. Czemu kazdy post bitch znika ?
                                                • hello-kitty2 Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 17.01.13, 12:39
                                                  sabat-77 napisał(a):

                                                  > Na czworaka latwiej zobaczyc czy nosisz majtki do spodnicy.

                                                  No pewnie, ze nosze, u mnie jest mroz i 10 cm sniegu :) Masochista jestes co? Widzialam jak Ci sie oczy zaswiacily jak babka pisala o swoim facecie, co chcial byc jej psem.

                                                  Do budy! :)
                                                  • sabat-77 Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 18.01.13, 00:04
                                                    Użyłem metafory z majtkami i chodzeniem na czworakach, żeby było obrazowo. Jestem w stanie stworzyć taki wizerunek na forum, którego ludzie będą się obawiać, ale wtedy nie dowiem się tak łatwo co im leży na wątrobie.
                                                    Swobodniej rozmawia się z kimś, kto nie deprymuje i nie budzi obaw.
                                                    Oczywiście nie musisz się obawiać, mojej zamiary nie są wrogie. To co sprowadza mnie tutaj to raczej ciekawość entomologa niż zabawa ze szkłem powiększającym w podpalanie mrówek :)
                                                  • jesod Jestem w stanie 18.01.13, 12:44
                                                    sabat-77 napisał(a):
                                                    > Jest em w stanie stworzyć taki wizerunek na forum, którego ludzie będą się obawiać,

                                                    Chełpisz się Pan, Panie Sabat
                                                    Jesteś zły...???
                                                    Światu to wcale nie zagraża

                                                    :)

                                                  • sabat-77 Re: Jestem w stanie 18.01.13, 12:53
                                                    jesod napisała:

                                                    > Chełpisz się Pan, Panie Sabat
                                                    > Jesteś zły...???
                                                    > Światu to wcale nie zagraża
                                                    >
                                                    > :)
                                                    >


                                                    to jest ten moment w scenariuszu, w ktorym wychodze na szczyt poosepnego czerepu i ciskajacc na wszystkie strony blyskawice po mmrrocznym nocnym niebie smieje sie: muhahahahahaha... We shall see !
                        • zyg_zyg_zyg Re: marna prowokacja 07.01.13, 10:02
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          "Słuchaj, jakbym chciała nie dać się wykorzystać mężczyźnie i kontrolować go skuteczniej to powtarzałabym mu codziennie coś bardziej wyrafinowanego ale w stylu "kocham Cię misiu, ty jesteś taki mądry!" Kuźwa mimo banalności tego stwierdzenia, mało jest takich co się na to nie złapie."

                          Nie złość się, Bitch, że się też złapałaś...
    • that.bitch.is.sick żona jak nie pyskuje i robi co chcę ! 04.01.13, 12:24
      to ma co zechcę.
      To fagas zafajdany!
    • 83kimi Re: kwestia 10 pln.... 04.01.13, 16:15
      A nie możesz dorobić żonie karty do Twojego konta? Wtedy nie będzie Cię musiała o nic prosić.
    • 987ania Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 16:40
      panmaz8 napisał:

      > mam 33 lata,żona też,
      > w związku od 10 lat,6 lat po ślubie,mamy 4 msc dziecko.
      > Żona od początku znajomości robiła mi śniadania przed i do pracy ,wstawała o 6
      > razem ze mną mimo,że sama miała na próżniejszą godzinę....
      > Zajmowała się domem po pracy,robiła zakupy ,obiady,kolacje,sprzątała,były wspól
      > ne kąpiele,sex itp.

      Powinieneś ją po nogach i rękach całować za takie poświęcenie. Nie wyobrażam sobie wstawać o 6, bo jaśnie pan śniadanie musi zjeść. Jak musi to niech sobie zrobi.
      A Ty zajmowałeś się domem? Pomagałeś jej?

      > Do czasu ciąży i porodu żona przepracowała 5 lat...
      > Za miesiąc żonie kończy się zasiłek macierzyński( =koniec wpływów na konto) pow
      > iedziałem,jej że nie musi wracać do pracy bo ją utrzymam,( mój dochód ponad 5 t
      > ys na rękę) że ma zajmować się dzieckiem,,,do czasu aż będzie miało 3 lata( wte
      > dy przedszkole,albo kolejne dziecko)

      Wiesz, nie wiem w jakim mieście żyjecia ale 5k na 3 osoby, to żadna powalająca kwota.

      > Co by chciała to bym jej kupował,ale ona powiedziała,że nie wyobraża sobie pros
      > ić mnie za każdym razem o każdą potrzebną jej pierdołę....

      Ja też sobie nie wyobrażam, dlatego mam kartę do konta partnera.

      > Wymyśliła sobie,że mam jej płacić 10 pln za dzień/300 pln na msc/ opieki nad dz
      > ieckiem & dbania o dom.
      > Powiedziałem,że dam jej 200,bo to jej obowiązek opiekować się dzieckiem, dbać o
      > dom,itp

      Opieka nad dzieckiem i dbanie o dom, to też Twój obowiązek. Samo się nie brudzi i samo się nie sprząta. A za 200zł to bym nawet palcem nie kiwnęła. Jakaś śmieszna kwota, nie wiem na co jej wystarczy.

      > Obraziła się i stwierdziła,że wraca do pracy (za 1500) i połowę z pensji daje n
      > a opiekunkę a drugą część ja mam dać.
      > Nie pozwolę, aby obca baba pilnowała mi i wychowywała dziecko.Od tego jest żona

      A Ty polski chłopak jesteś czy arabski ekstremista, co żonę ma za służącą?!

      > .
      > Do tego żona wiecznie zmęczona,nie ma ochoty na sex,mówi,że pada po całych dnia
      > ch na nogach i na rękach z dzieckiem,
      > a przecież dziecko czasami śpi w ciągu dnia,,,to wtedy żona może odpoczywać.
      > Obiad jak wracam z pracy nie gotowy,muszę brać dziecko na kolana ,siadać przed
      > tv( maluch to bardzo lubi,a żona krzyczy ,że nie można z małym przed tv) i wted
      > y żona robi obiad.
      > Tłumaczy,że najpierw dziecko,potem ja.....

      No niestety, dziecko zmienia wiele spraw. Dziecko i jego potrzeby są najważniejsze. Dorosły sam zaspokaja swoje potrzeby, dziecko jest w 100% uzależnione od rodziców. Oboje jesteście rodzicami i oboje macie obowiązek zajmować się dzieckiem. Zamiast pomóc żonie, zrobić obiad albo go kupić na mieście i ją odciążyć, to masz jeszcze problem, że obiad nie gotowy.
      Teraz jestem w ciąży i mój partner codziennie zanim wróci dzwoni i pyta, czy ma coś kupić, czy mam na coś ochotę a może jakiś obiad przywieść. A jak trzeba, to ugotuje dla mnie, córki i dla siebie.

      > Zaproponowała 10 pln za 1x sex/wyliczyłem,że dam jej zarobić max 50 /msc.

      No to słaby ten sex jak 10 zł za numerek dajesz.

      >
      > Nie jestem jakimś sknerą,robię zakupy w drodze do domu po pracy, co tylko żona
      > napisze w smsie,żona ma co chce,jak nie pyskuję i robi to co chcę.
      > Dzieckiem nie zajmuje się, bo nie umiem,a mały nie jest do mnie przyzwyczajony,
      >
      > wychodzę 7 rano( on śpi) wracam ok17 ,to już długo tez nie pobawi się
      > .Przygotowuje tylko wieczorną kąpiel dla małego,resztą zajmuje się żona(wstawan
      > ie nocne,pieluchy,kupy,spacery itp)

      Najłatwiej powiedzieć, że się nie umie. Trochę inwencji, nawet są warsztaty dla tatusiów. A takie małe dziecko potrzebuje bycia z rodzicem, gaworzenia, pokazania grzechotki. Zastanów się kiedy nawiążesz więź z dzieckiem. Jak będzie miało 15 lat? Wtedy to już będzie za późno! Jak wracasz do domu o 17, to naprawdę nie jest późno. Moi pracujący znajomi zaczynają wracać do domu od 18 a i zdarza się, że mój partner wraca o 24. Taka praca ale są weekendy i inne momenty, które można wykrzystać na bycie z dzieckiem.

      > Żona stęka,że ją boli to i tamto,jak nie dba o siebie to jak ma ja nie boleć?
      > Już nie wiem co mam jej powiedzieć,aby zmądrzała....
      > i kto ma rację w tej sytuacji,jakbyście postąpili na moim miejscu?
      > !!!nie jestem trollem,ta sytuacja ma miejsce w moim domu i jest najbardziej p
      > rawdziwa!!!

      Żona stęka, bo jest zmęczona. Robi pracę kucharki, sprzątaczki, matki niemowlęcia i jeszcze powinna swemu panu za 10zł usługiwać. Obawiam się, że dopóki jej nie odciążysz i nie zaczniesz doceniać, to będzie coraz gorzej. Zatrudnij kogoś do sprzątania. Do mnie przychodzi pani raz na tydzień i nie ma problemu, o to kto sprząta a kto nie. Zatrudnij nianie na kilka godz w tygodniu. Do nas przychodziła studentka dwa, trzy razy w tygodniu i szła z córką na spacer. Ja miałam wtedy czas na spanie, basen albo czytanie książki, generalnie na relaks. Jak żona będzie wypoczęta, to będzie miała siłę pomyśleć o seksie. Przytulasz ją? Mówisz że jest piękna i mądra? Chwalisz że coś dobrego ugotowała? Dla kobiet, to ważne. Bo wydaje mi się że tylko wymagasz. Kobiety mają sex w głowie, muszą mieć wolną głowę. Akt to nie tylko dla nich penetracja i ruch posuwisto-zwrotny, to atmosfera, uczucie, itp.
      Z tego opisu wyłania się obraz małego księcia, który myślał że dziecko nic nie zmieni, tylko będzie ładnym dodatkiem do Twojego królestwa. Życie to nie bajka.
      A na miejscu żony, też bym wróciła do pracy, może chociaż tam ją ktoś doceni. Nie rozumiem tylko, dlaczego ona ma płacić polowe za nianie, skoro Ty takie kokosy zarabiasz. Te 1500 to powinna mieć do swojej dyspozycji, na drobne zakupy, leki, coś dla dziecka, podpaski, książkę czy kawę. Zawsze coś tam trzeba do domu kupić, nawet na drobiazg dla męża trzeba mieć parę groszy.
      Pozdrawiam i mam nadzieje, ze przemyslisz sobie parę spraw.
      Przepraszam za literówki, piszę z telefonu.
      • marek.zak1 Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 18:41
        Aniu. Masz moje pełne poparcie.
        Marek
        • 987ania Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 21:24
          Dziękuję Marku ale jak czytam takie wpisy, to krew się we mnie burzy. Od razu gotowa jestem ozłocić mojego męża, za to że jest i mnie szanuje. No i ochota na sex mi się wtedy wzmaga ;)
      • panmaz8 Re: kwestia 10 pln.... 06.01.13, 22:02
        obiecuję,przemyślę.....

        ps.wczoraj żona zarobiła ustalone 10 pln ;)
        • jesod Bez urazy 06.01.13, 22:40
          panmaz8 napisał:
          > ps.wczoraj żona zarobiła ustalone 10 pln ;)

          Bez urazy, ale czytając ten wątek zastanawiałam się, czy Ty masz normalną żonę. :)
          Kobiety, co prawda są nieprzewidywalne w swojej pomysłowości, ale być może to ona była sprytna w tym, co robi i... miał być to sposób na Ciebie.
          Być może już dużo wcześniej odkryła Twoją ciemną stronę i to, co Ciebie kręci, a więc...
          10 pln :-))))

    • seren.dipity Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 19:46
      Moim zdaniem jesteś tzw. wieśniakiem (nie obrażając ludzi mieszkających na wsi;))
      Czy Ty ją kochasz?
    • anais_nin666 Re: kwestia 10 pln.... 05.01.13, 23:10
      Trolle w nowym roku mają się, jak widze, dobrze:)
    • guderianka Re: kwestia 10 pln.... 07.01.13, 09:47

      Ty nie istniejesz, prawda ? :/
      • olewka100procent Re: kwestia 10 pln.... 08.01.13, 12:48
        skoro ma upoważnienie do konta, to dlaczego stwierdziła, że nie chce się prosić ? jakaś dziwna baba, wyrabiasz jej drugą karte do konta i o nic sie nie musi prosić tylko idzie i sobie bierze
    • sabat-77 Re: Zdaje sobie sprawę 17.01.13, 12:26
      Oczywiscie, ze jest zakochany, w jednej z naszych forumowiczek. Tylko nie wiem co w tym dziwnego, chyba sie wczoraj nie urodzilas ? :)

      a w realu... Zycie plecie rozne scenariusze, dziwi sie ze mogl byc na forum o braku seksu.

      Co ja ci moge powiedziec ? To jednak inteligentny facet, jego mechanizmy obronne sa rzeczywiscie bardzo widowiskowe.
      a poznal nowaa oblubienice na przyjeciu rozwodowym :)

      Kitty, zycie jest nudne i szare, niektorzy musza je sobiie ubarwiac. Ja abrigado rozumiem, bo mu troche wspolczuje. To wrazliwy facet, ktory przyjal na barki wiecej niz potrafil zniesc. Nie chcialabys byc na jego miejscu.
      • hello-kitty2 Re: Zdaje sobie sprawę 17.01.13, 12:49
        sabat-77 napisał(a):

        > Oczywiscie, ze jest zakochany, w jednej z naszych forumowiczek. Tylko nie wiem
        > co w tym dziwnego, chyba sie wczoraj nie urodzilas ? :)

        Wiem, ze pisales o uzaleznieniu od forum. Ale teraz to juz Ci zabralo realizmu. Chyba ze to mialbyc zart.

        > Kitty, zycie jest nudne i szare, niektorzy musza je sobiie ubarwiac. Ja abrigad
        > o rozumiem, bo mu troche wspolczuje. To wrazliwy facet, ktory przyjal na barki
        > wiecej niz potrafil zniesc. Nie chcialabys byc na jego miejscu.

        No przeciez bylam/jestem, nie wiem na jakim etapie okolorozwodowym sie obecnie znajduje. Nie ma co wspolczuc. Mam przeczucie, ze on sobie wszystko fajnie pouklada. Po cichu licze, ze mi potem wklei gotowa formule, hehe.

        • sabat-77 Re: Zdaje sobie sprawę 17.01.13, 12:54
          Nie sadze by braklo mi realizmu. To bardzo uczuciowy chlop. Z tym ze uczucia go zdradzaja. Nieprawidlowy schemat rozwoju ze strony matki zrobil swoje. On jest romantykiem, jak ja :)
          • tygrys-bez-rys Romantyczny Rom w Romie 18.01.13, 00:16
            Szabas, ta karczma Rzym sie nazywa. Gadają mi tu zaraz, co rozumiesz pod pojęciem romantyk. A co pewnie będzie pyszniejsz, czemu niby ty i Abi jesteście romantyjami, ja bym was obu zaklasyfikowal do niedopchanych pragmatyow, z ta różnica ze ty jesteś mialczacy jak nie przymierzają płaciliśmy suka a Abi włączony jak krokodyli. Ładnie proszę.
            • sabat-77 Re: Romantyczny Rom w Romie 18.01.13, 00:43
              tygrys-bez-rys napisała:

              > Szabas, ta karczma Rzym sie nazywa.

              Ty mi tu bez takich, bo mam panią Twardowską i nie waham się jej użyć !

              > Gadają mi tu zaraz, co rozumiesz pod pojęci
              > em romantyk. A co pewnie będzie pyszniejsz, czemu niby ty i Abi jesteście roman
              > tyjami, ja bym was obu zaklasyfikowal do niedopchanych pragmatyow, z ta różnica
              > ze ty jesteś mialczacy jak nie przymierzają płaciliśmy suka a Abi włączony jak
              > krokodyli. Ładnie proszę.

              Jestem niedopchniętym romantykiem :D
              Co ja mam ci napisać ? Że jestem uczuciowy, sentymentalny i że abrigado według mnie jest podobny ? Co mam zrobić ? Stanąć na szczycie góry Horeb i załkać "Ja mistrz !" ? Może powiesić nad łóżkiem płótno Friedricha, albo napaść na brytyjską tyranię za pomocą hinduskiego nautilusa ? Chcesz to wierz, nie chcesz to się ... oddal w bliżej nieokreślonym kierunku. O. :)
              • tygrys-bez-rys Czy dobrze rozumiem? 18.01.13, 01:17
                Romanty to wedlug Ciebie uczuciowy sentymentalny troche zagubiony koles? W pewny stopniu sie to pokrywa z moim rozumieniem tego slowa, minus zagubiony i sentymentalny. A w jakim? Brakuje mi w Twoje definici, pasji, bezkompromisowosci, no i samej dominacji uczuc nad rozumem, sztuki jako metody poznania, buntu przeciwko normie. Sposrod uczuc milosc i nienawisc, jako najwazniejsze. Nieprzecietnosc, konfliktowosc.

                No a teraz , jak Tu mnie Ty sie jawisz, piszesz ze jestes uczuciowy i sentymantalny, czego w Twoich postach sie nie doszukuje. Co wiecej rysujesz wizje swiata, gdzie samce i samice, obskakuja sie nawzajem w rytm tamtamow pieniadza i blizej nie zdefiniowanej sily natury, ktora nimi rozporzadza w mysl gladkiej lecz majacej znikome wsparcia naukowe teori PE czy nawet o zgrozo wzoru prostego gdzie fagas odziany w prazki, paski i wyposazony w serie skrotow myslowych stuka co moze i jak chce. Wydaje mi sie nawet ze Ty najzwyczajnie kwestionujesz isntienie milosci romantycznie zdefiniowenaj. Przypomina mi sie tu nasza dyskusja na temat czym jest milosc, gdzies mi wstawil jakis chrzescijanski kawalek o milosci blizniego, na moja definicje.

                Czy ja Cie wogule nie rozumiem?
                • sabat-77 Re: Czy dobrze rozumiem? 18.01.13, 10:45
                  Najwyraźniej nie rozumiesz. Masz tygrysie inżynierski łeb, nawet definicję romantyka próbujesz odhaczać jak na checkliście. Brakuje tego a tego, znaczy się romantykiem nie jest (sprawdzić czy nie ksiądz).

                  Co do pieniądza i PE, to ja się pierwszy raz tutaj z tym spotkałem. Nigdzie wokół mnie kobiety nie interesowały się facetami ze względu na ich stan posiadania. Takimi ładnymi, pachnącymi, wysokimi czy dobrze zbudowanymi - owszem. Jak jeszcze ładnie gadali i byli oczytani, to już zupełnie piały z zachwytu. Czasem mądrymi i uczuciowymi też.
                  Nagle tu na forum mnie oświecają - pieniądze rządzą światem a nimi kobiety. Co było robić, przetestowałem rozumowo. Hipoteza, teza, antyteza, proteza, hipnoza, egzegeza. Wyszło mi w końcu, że miejscem tej zaszczytnej idei jest głębina kociej kuwety.
                  Jak się chce zbić psa to dobiera się takiego kijaszka, który do tego pasuje najudatniej.
                  Łatwiej powiedzieć, że dziewczyny mnie nie chcą bo lecą na kasę niż przyznać, że jestem brzydki, głupi i śmierdzę :D

                  A uczuciowość to nie wiem jak badasz. Korespondencyjnie ?
                  • hello-kitty2 Re: Czy dobrze rozumiem? 18.01.13, 11:08
                    sabat-77 napisał(a):

                    > A uczuciowość to nie wiem jak badasz.

                    Tez sie zastanawiam co to jest 'uczuciowosc'? Jakas wybujala emocjonalnosc, wrazliwosc? Czy przykladem wysokiej uczuciowosci jest beksalala? Uczuciowy jest np Loppe, ktoremu mozna latwo zrobic przykrosc? Albo jakis czlowiek, ktory zakochuje sie w kazdym obiekcie spotkanym na swojej drodze? Czlowiek zdolny do cierpienia z milosci?
                    • that.bitch.is.sick Re: Czy dobrze rozumiem? 18.01.13, 16:34
                      hello-kitty2 napisała:

                      > sabat-77 napisał(a):
                      >
                      > > A uczuciowość to nie wiem jak badasz.
                      >
                      > Tez sie zastanawiam co to jest 'uczuciowosc'? Jakas wybujala emocjonalnosc, wra
                      > zliwosc? Czy przykladem wysokiej uczuciowosci jest beksalala? Uczuciowy jest np
                      > Loppe, ktoremu mozna latwo zrobic przykrosc? Albo jakis czlowiek, ktory zakoch
                      > uje sie w kazdym obiekcie spotkanym na swojej drodze? Czlowiek zdolny do cierpi
                      > enia z milosci?

                      W twoim wypadku to by było tylko wyłączyć kurę;)
                  • tygrys-bez-rys Brak platformy a dokładniej okna 18.01.13, 18:50
                    To jak mi sie będziesz nazywał kapibara hydrochoerus hydrochaeris, a potem mi wytłumaczysz ze prawie jesteś, tylko brakuje ci paszczy gigantycznej świnki morskiej, nie brodzisz na czterech w bagnach Ameryki południowej i nie wpierdalasz roślin morskich, Le pozytym sie poczuwasz, to to będzie ok? Może i będzie bo kto ja jestem żeby ci mówić kim ty jesteś, no więc jesteś romantykiem.

                    Ach, no to foki jednak nie lecą na kasę? A co sta metoda chipnozy towarów, fuckup artysta? Tez zdawałem sie być pod wrażeniem.

                    O co się pytasz sta uczciwoscia?
                  • aandzia43 Re: Czy dobrze rozumiem? 18.01.13, 20:57
                    abat-77 napisał(a):

                    > Najwyraźniej nie rozumiesz. Masz tygrysie inżynierski łeb, nawet definicję roma
                    > ntyka próbujesz odhaczać jak na checkliście. Brakuje tego a tego, znaczy się ro
                    > mantykiem nie jest (sprawdzić czy nie ksiądz).

                    Ja tam nie wiem, jaki łeb ma Tygrys (chociaż pewnie włochaty i zębiasty, jak na Tygrysa przystało), ale jego definicja romantyzmu zgodna jest i z moim wyobrażeniem romantyzmu. Nie jest dla mnie romantyzm tożsamy z nieśmiałością, sentymentalizmem, zachowawczością i brakiem decyzyjności.
                    • hello-kitty2 Re: Czy dobrze rozumiem? 18.01.13, 21:54
                      aandzia43 napisała:

                      > abat-77 napisał(a):
                      >
                      > > Najwyraźniej nie rozumiesz. Masz tygrysie inżynierski łeb, nawet definicj
                      > ę roma
                      > > ntyka próbujesz odhaczać jak na checkliście. Brakuje tego a tego, znaczy
                      > się ro
                      > > mantykiem nie jest (sprawdzić czy nie ksiądz).
                      >
                      > Ja tam nie wiem, jaki łeb ma Tygrys (chociaż pewnie włochaty i zębiasty, jak na
                      > Tygrysa przystało), ale jego definicja romantyzmu zgodna jest i z moim wyobraż
                      > eniem romantyzmu. Nie jest dla mnie romantyzm tożsamy z nieśmiałością, sentymen
                      > talizmem, zachowawczością i brakiem decyzyjności.

                      Problem jest w tym, ze gro ludzi nie zyje zgodnie ze swoimi definicjami, wiec gdy je wypowiadaja to sa to tylko puste slowa niezaleznie od tego jakby pieknie brzmialy. Tygrys jest na wskros sztuczny, a Sabat jest prawdziwy. Jak sie myli to sie myli naprawde. Zaleze sie, ze jak kocha to tez kocha naprawde. Taka jest wyzszosc Sabata i jego nieudolnych definicji na Tygrysem.
                      • sabat-77 Re: Czy dobrze rozumiem? 18.01.13, 23:27
                        Ja kocham aż za mocno, ale nie wiem czy to taka wyższość, skoro zawsze za to dostawałem po dupie. Czy nie lepiej dywagować na zimno, to przynajmniej nie niesie przykrości...
                        • jesod Re: Czy dobrze rozumiem? 18.01.13, 23:43
                          sabat-77 napisał(a):
                          > Czy nie lepiej dywagować na zimno, to przynajmniej nie niesie przykrości...

                          Jak się kocha to zupełnie na zimno się nie da - to sprzeczność. Można tylko usiłować myśleć racjonalnie i dokonywać pewnych wyborów.
                      • aandzia43 Re: Czy dobrze rozumiem? 19.01.13, 02:57
                        Tygrys jest na wskros sztuczny, a Sabat jest prawdziwy. Jak sie myli
                        > to sie myli naprawde. Zaleze sie, ze jak kocha to tez kocha naprawde. Taka jest
                        > wyzszosc Sabata i jego nieudolnych definicji na Tygrysem.

                        Ale ja nie o tym, kto tu jest prawdziwy, a kto sztuczny, tylko konkretnie o wyobrażeniach na temat romantyzmu :-) Tygrys to Tygrys - eteryczny byt internetowy. On nawet nei aspiruje do bycia postrzeganym jak człowiek z krwi i kości. A definicje ma całkiem udolne, nieważne czy zgodnie z nimi postępuje, czy nie ;-)
                        • hello-kitty2 Re: Czy dobrze rozumiem? 19.01.13, 03:15
                          aandzia43 napisała:

                          > Ale ja nie o tym, kto tu jest prawdziwy, a kto sztuczny, tylko konkretnie o wyo
                          > brażeniach na temat romantyzmu :-) Tygrys to Tygrys - eteryczny byt internetowy
                          > . On nawet nei aspiruje do bycia postrzeganym jak człowiek z krwi i kości. A de
                          > finicje ma całkiem udolne, nieważne czy zgodnie z nimi postępuje, czy nie ;-)

                          Dla mnie wazne, bo w przeciwnym razie mozemy sobie tu przepisywac cale ksiazki. Slowo, dla mnie, powinno byc wyrazem rzeczywistego butu, rzeczywistego uczucia, ect. Inaczej slowa nie maja sensu i ich wypowiadanie jest bezcelowe, puste.

                          Ja tylko tak na marginesie :) Wiem, ze pisalas o czyms innym.
                          • sabat-77 Re: Czy dobrze rozumiem? 19.01.13, 11:33
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Dla mnie wazne, bo w przeciwnym razie mozemy sobie tu przepisywac cale ksiazki.
                            > Slowo, dla mnie, powinno byc wyrazem rzeczywistego butu, rzeczywistego uczucia
                            > , ect. Inaczej slowa nie maja sensu i ich wypowiadanie jest bezcelowe, puste.

                            I to jest całkiem niezła definicja romantyzmu. "Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko."

                            Śmieszy mnie kiedy andzia i tygrys próbują zdefiniować romantyczność w tak prostych ramach, bo już to samo świadczy o tym, że romantyzmu w nich tyle co w drzwiach od stodoły :)

                            A co to jest romantyczność ? Kiedy słyszę faceta, który po okresie głoszenia zjadliwych tyrad jakie kobiety są złe i chciwe, że nigdy się już nie zakocha i że nie nadaje się do związku, nagle zjawia się jak duch i pobrzmiewa jak zakochany szczeniak. Który, mimo że mówi zupełnie coś innego, lgnie do wyciągniętej do niego przyjaźnie kobiecej ręki. Nawet gdy wie, że ta ręka żartuje i może go zranić.
                            Taki facet może być tylko niepoprawnym czuciowcem albo kompletnym debilem. A jeśli to drugie jest wykluczone, to wiem że mam przykład tego pierwszego. Ot co.
                            Mądrość i gorycz nie obroni cię jeśli za bardzo chcesz kochać.
                            • aandzia43 definicja romatnyzmu 20.01.13, 00:55
                              > Śmieszy mnie kiedy andzia i tygrys próbują zdefiniować romantyczność w tak pros
                              > tych ramach,

                              W jakich znowu prostych ramach? Wyraźnie napisałam, że dla mnie romantyzm nie jest tożsamy z sentymentalizmem, brakiem decyzyjności itd. Dodam teraz, że nie jest również tożsamy z problemami emocjonalnymi. Co nie znaczy, że elementy te nie mogą występowac u jednostki uznanej przeze mnie za romantyka :-) Rzecz w tym, że romantyk z moich wyobrażeń to osoba w gruncie rzeczy silna i decyzyjna. Może robic głupstwa, które do głowy nie przyszłyby konformiście, ale przyznasz chyba, że postępowanie niekonformistyczne wywołane uczuciami i idealizmem wymaga odwagi? ;-) Podsumowując: moi romantycy to Giaur, Tadeusz z "Róży", Tessa z "Wiernego ogrodnika", główny bohater "Angielskiego pacjenta". I paru osobiście znanych mi ludzi.

                        • tygrys-bez-rys you can trust every word Im gonna say ... 22.01.13, 16:51
                          ... will be a lie.

                          Doczytalem sobie na temat co w jezyku polskim oznacza sztuczny, jak mnie Kicia nazywa. Mysle ze to komplement. Twor sztuczny, jak np. poliseter, jest w swojej istocie w pelni funkcjonalny, co go pozytwnie odroznia od modelu rzeczy. Wnioskowanie na podstawie modelu jest przeklenstwiem znakomitej wiekszosci dziel wspolczesnych "naukowcow" kubistow analitykow, ktora opiera swoje wnioski na badaniach nie samej rzeczy ze wzgledu na jej zbyt wysoki stopien zlozonosci, lecz modelu, ktory sobie dla danego badania wydumali aby potwierdzic zalozona teze. Postanowilem zignorowac pejoratywne znaczenia slowa sztuczny, dla mnie jest piekne.
                          • hello-kitty2 Re: I trust that every single word you gonna say 22.01.13, 17:45
                            ...will be fake.

                            Natomiast lacze sie w zachwycie na tworzywami sztucznymi. Nie wiem jak dla Ciebie ale dla mnie zdecydowanym, "znanym dominatorem" wsrod poliestrow jest politetrafluoroetylen. Jesli wierzyc tokyskim siersciuchom material ten rozciagany GRUBIEJE. Takie jajca. W zalaczeniu akrtkul zrodlowy.

                            Inzynier Kitty-Karwowski

                            "Grote toekomst voor materialen die dikker worden bij uitrekken."

                            Polytetrafluorethyleen is een wonderlijk materiaal. Het houdt je droog in de regen, maar je kunt er ook eieren in bakken. Teflon, de naam waaronder het materiaal bij een breed publiek bekend is, vormt in dunne membranen de kern van goretex, een stof die waterdicht is en toch ademt. Maar teflon heeft een nog veel wonderlijker eigenschap: als je het uitrekt wordt het dikker.
                            Als je aan een elastiekje trekt wordt het dunner. Zo gaat dat met de meeste materialen, maar er bestaat niet zoiets als een wet van behoud van volume. Het is min of meer toevallig dat de meeste natuurljke materialen dunner worden als je ze uitrekt en dikker worden als je ze samendrukt. In 1987 publiceerde Roderic Lakes, verbonden aan de universiteit van Iowa, een artikel over enige bijzondere schuimen die hij had gemaakt: ze hadden een negatieve
                            Poissonverhouding.
                            De Poissonverhouding is een van de vier parameters die de elastische eigenschappen van een materiaal beschrijven. Ze geeft de verhouding weer tussen rekken en dunner worden. Rubber heeft een Poissonverhouding van bijna 0,5. Dat wil zeggen dat het zijn volume vrijwel behoudt bij uitrekken. Kurk verandert niet van dikte als je het uitrekt: het heeft Poissonverhouding 0. Theoretisch zijn voor isotrope materialen Poissonverhoudingen van 0,5 tot -1,0 mogelijk, maar materialen met een negatieve Poissonverhoudingen waren tot voor kort nooit waargenomen.
                            Materialen met een negatieve Poissonverhouding zijn gemakkelijk samen te drukken, maar moeilijk te buigen. Het schuim van Lakes veroorzaakte dus wel enige opwinding in de wereld van de materiaalkunde, maar wat men eigenlijk wilde was een vaste stof met zulke eigenschappen. Ken Evans, verbonden aan de universiteit van Liverpool was op zoek naar zo'n materiaal, maar schoot niet erg op. Toen kwam een collega binnenlopen die wist waarmee
                            Evans bezig was. Hij had op een beurs een stukje teflon meegenomen van de stand van de firma Gore, de uitvinders van goretex. Hij had er gewoon even wat aan staan trekken en tot zijn stomme verbazing gemerkt dat het daardoor dikker werd.
                            Evans probeerde vervolgens uit te vinden hoe het komt dat teflon dikker wordt als je het uitrekt. Onder de elektronenmicroscoop ziet de structuur van het niet uitgerekte materiaal eruit als een stapel schijfjes, verbonden door dunne touwtjes. Als je aan de uiteinden trekt richten de schijfjes zich op, waardoor het volume van het materiaal toeneemt. Met die kennis was Evans spoedig in staat polymeren te maken met een negatieve Poissonverhouding.
                            Als toepassingen ziet Evans kunstbotten, geluid- en schokabsorberende materialen, kogelvrije vesten en bouwmaterialen. Vooral van composieten met een honingraatstructuur van zo'n materiaal als basis verwacht hij veel, omdat die krom kunnen worden gemaakt en grote afstanden kunnen overspannen. Met conventionele composietpanelen met een honingraatbasis kan dit niet. (Science, 9 feb)

                            tygrys-bez-rys napisała:

                            > ... will be a lie.
                            >
                            > Doczytalem sobie na temat co w jezyku polskim oznacza sztuczny, jak mnie Kicia
                            > nazywa. Mysle ze to komplement. Twor sztuczny, jak np. poliseter, jest w swojej
                            > istocie w pelni funkcjonalny, co go pozytwnie odroznia od modelu rzeczy. Wnios
                            > kowanie na podstawie modelu jest przeklenstwiem znakomitej wiekszosci dziel wsp
                            > olczesnych "naukowcow" kubistow analitykow, ktora opiera swoje wnioski na badan
                            > iach nie samej rzeczy ze wzgledu na jej zbyt wysoki stopien zlozonosci, lecz mo
                            > delu, ktory sobie dla danego badania wydumali aby potwierdzic zalozona teze. Po
                            > stanowilem zignorowac pejoratywne znaczenia slowa sztuczny, dla mnie jest piekn
                            > e.
          • hello-kitty2 Re: O nas bez nas :) 18.01.13, 11:39
            sabat-77 napisał(a):

            > Nie sadze by braklo mi realizmu. To bardzo uczuciowy chlop. Z tym ze uczucia go
            > zdradzaja. Nieprawidlowy schemat rozwoju ze strony matki zrobil swoje. On jest
            > romantykiem, jak ja :)

            Tu mnie zaskakujesz, bo ja nigdy nie zauwazalam w was podobienstw. W Abrigado najbardziej mi sie podobala jego 'chlopiencosc'. Ma w sobie taka szczera, chlopienca ciekawosc swiata, troche jak z ksiazek o przygodach jakiegos chlopca, ktorych nie czytalam, taka zywiolowosc, chec do zycia, pogon, zrywy serca, przeciwienstwo stabilizacji, romantyczny bunt. Ha wg mnie to on sie do standardowego zwiazku w ogole nie nadaje. On musi gonic, gonic wiatr w polu. Urocze i tyle.
    • zyg_zyg_zyg Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 17.01.13, 18:19
      Może jakaś walka w kisielu?
      Sabciu, ale Ty masz branie... :-)
      • hello-kitty2 Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 17.01.13, 18:28
        zyg_zyg_zyg napisała:

        > Może jakaś walka w kisielu?
        > Sabciu, ale Ty masz branie... :-)

        hehe "Sabciu" ladnie. Szkoda, ze nie jestem domina, nie? :) Nic z tego nie bedzie.

        • sabat-77 Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 18.01.13, 00:20
          hello-kitty2 napisała:

          > Szkoda, ze nie jestem domina, nie? :) Nic z tego nie bedz

          W istocie, nie jesteś. Skłaniałbym się raczej ku przeciwnemu biegunowi. Ale co mnie to obchodzi w gruncie rzeczy.
      • that.bitch.is.sick Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 18.01.13, 16:29
        zyg_zyg_zyg napisała:

        > Może jakaś walka w kisielu?
        > Sabciu, ale Ty masz branie... :-)

        No pewnie! kocham Sabata i nie pozwolę żeby go jakąś wywłoka szarpała;). To moja padlina.;)bez sabata nie ma dla mnie rozrywki na forum;)
        • sabat-77 Re: Sabat nie chce byc porownywany do Sabata (?) 18.01.13, 23:19
          Zawsze ceniłem sobie Twoje wyrafinowane poczucie humoru, Mon Cheri :D
    • lonely.stoner Re: kwestia 10 pln.... 17.01.13, 19:02
      o kurde nie wierze ze to prawda.
      A swoja droga jak bym juz byla w zwiazku z takim idiota to bym zazyczyla stawki takiej jaka maja gosposie za prowadzenie domu, nianie za opieke nad dzieckiem - to ok. 3000zl, a na seks juz by cie nie bylo po rpstu stac i tak. A ty tu jak jakis nedzarz z 200 zl wyskakujesz- znajdz sobie za 200zl gosposie i kurwe za 10zl za numerek, powodzenia zycze hahaha :D
    • sabat-77 Re: bardzo ciekawe 18.01.13, 00:29
      Może jeśli najpierw napiszesz, że kitty to facet, to w dalszej części wypowiedzi moderacja przepuści bardziej kwieciste epitety ? :)
      • that.bitch.is.sick Re: bardzo ciekawe 18.01.13, 16:39
        sabat-77 napisał(a):

        > Może jeśli najpierw napiszesz, że kitty to facet, to w dalszej części wypowiedz
        > i moderacja przepuści bardziej kwieciste epitety ? :)

        Nie warto obrażać dla niej facetów:)
    • 3rd_sin Re: kwestia 10 pln.... 29.01.13, 21:07
      Ja pierd.... (przepraszam, nie mogłam się oprzeć). Od samego czytania tego posta nabieram obrzydzenia do autora. Wspolczuje zonie, co za ignorant. Nawet za cala Twoja pensje nie dalabym Ci zamoczyć jako zona =/
    • czerepa0 Re: kwestia 10 pln.... 01.02.13, 12:00
      Boze powariowaliście? Płacić zonie za sex co za porazka nie wróze wam długiego małeżeństa
Inne wątki na temat:
Pełna wersja