pomocy opimie z sensem

07.01.13, 13:22
witam wszystkich.
Jestem w małżeństwie od 10lat mady curie, od kilku lat sos zaczęło się sypać w małżeństwie.
Rozmawiałem z żoną dlaczego kochamy dwa razy na miesiąc lub rzadziej odparła że nie dbam o siebie
Zastosowałem się do ich zaleceń wszystkich. Po 6 miesiącach nic się nie zmieniło w jej zachowaniu.
Pytam się drugi raz że Mie ma ochoty na seks ( kończyło się kunią i zarzutem że jak się nie kochamy się trochę dłużej to się czepiam ) sądzę że nie kocha mnie.
Dodam że po każdej rozmowie się poprawia na około tydzień czasu,
Dodam to że gotuje, sprzątam, zajmuje się dzieckiem, co chodzi?
    • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 13:31
      Jestes za malo testosteronowy.
    • lalka90 Re: pomocy opinie z sensem 07.01.13, 14:08
    • triss_merigold6 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 14:14
      Mam pomysł: spójrz na swój nick.
      • marek.zak1 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 14:25
        Brawo :). M
        • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 15:18
          dzięki za pomoc
    • dreemcatcher Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 14:23
      idę się napić kawy.....prawdopodobnie niedokładnie sprzatasz
      • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 15:21
        dla ciebie jest to śmieszne dla mnie nie ale dziękuje.

        • marek.zak1 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 15:25
          3 dziewczyny piszą Ci niezależnie to samo. Wyciągnij wnioski a nie obrażaj się.
          • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 15:43
            to mam olać wszystko? ja się nie gniewam :)
    • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 15:01
      lalka tak nazywam zonę
      nie oskarżajcie mnie głupi nik
      • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 15:27
        Lalka, a moze bys sie tak bardziej otworzyl na rozmowe, bo na razie to ja sie czuje jak na rozmowie o prace czy na egzaminie, oblewam ale nie wiem dlaczego?
        • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:04
          Właśnie siedzę z dzieckiem chorym bo mam wolne. Morze macie racie za mocno się staram.
          Zmiana nastąpiła po uroczenia dziecka , jest obojętna nie doje znaku ze mnie kocha (nie przytula nie mówi kocham jest po prostu obojętna ) pytajcie a odpowiem
          PS dzięki
          • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:11
            lalka90 napisał(a):

            > Właśnie siedzę z dzieckiem chorym bo mam wolne. Morze macie racie za mocno się
            > staram.
            > Zmiana nastąpiła po uroczenia dziecka , jest obojętna nie doje znaku ze mnie ko
            > cha (nie przytula nie mówi kocham jest po prostu obojętna ) pytajcie a odpowie
            > m
            > PS dzięki

            Spokojnie, bez spiec, pogadajmy.

            W jakim wieku jest dziecko?

            Mnie interesuje co to za zabiegi byly?:

            odparła że
            > nie dbam o siebie
            > Zastosowałem się do ich zaleceń wszystkich. Po 6 miesiącach nic się nie zmienił
            > o w jej zachowaniu.
            • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:26
              przeziębienie a dziecko ma 5 lat dokładnie w małżeństwie 8lat 2 lata zaręczyn mieszkaliśmy z moimi rodzicami 5lat teraz sami w domu
              przeprowadziliśmy się do innego miasta.
              Zona jest o 5 lat młodsza
              • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:34
                lalka90 napisał(a):

                > przeziębienie a dziecko ma 5 lat dokładnie w małżeństwie 8lat 2 lata zaręczyn m
                > ieszkaliśmy z moimi rodzicami 5lat teraz sami w domu
                > przeprowadziliśmy się do innego miasta.
                > Zona jest o 5 lat młodsza

                hehe chodzilo mi o "zabiegi'', jakich wymagala od Ciebie zona. Spojrz, cytuje, pisales o tym w pierwszym poscie:

                > Rozmawiałem z żoną dlaczego kochamy dwa razy na miesiąc lub rzadziej odparła że
                > nie dbam o siebie
                > Zastosowałem się do ich zaleceń wszystkich. Po 6 miesiącach nic się nie zmienił
                > o w jej zachowaniu.

                Co to bylo? Jakie zalecenia wypelniles?

                Odnosnie przeziebienia/testosteronu czytales to?:
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,141501450,141565012,Jak_mozna_byc_tak_slepym_.html
                • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:42
                  pracowałem w budownictwie (źle ubrany czasami zarośnięty ) zmieniłem prace na handlowca (ubieram się dobrze wygolony itp)
                  • mojemail3 Re: pomocy opimie z sensem 10.01.13, 23:02
                    Ach te kobiety, narzekają że mężczyżni niewieścieją a potem jęczą że zaniedbany, każą się stroić i depilować...
                    Ja to zdecydowanie zarośniętego budowlańca preferowałabym...zaraz za drwalem;-)
                    Może o to chodzi, niby ma co chciała, zadbanego handlowca, a w podświadomie o tym zarośniętym śni...
          • mojemail3 Re: pomocy opimie z sensem 10.01.13, 22:59
            Ty jej mów,że ją kochasz, codziennie najlepiej...pewnie jest zmęczona, pewnie poza byciem matką pracuje zawodowo,a to męczy.Może ma o coś żal, a nie potrafi tego jasno wyartykułować???
            Miejmy nadzieję,że sobie nowego adoratora nie znalazła...
    • lampardzikus Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:22
      Ja myślę, że sporo jest takich problemów jak pisze lalka90. U mnie tez to występuje.... Niestety. Pytanie co to miałoby znaczyć "za mało testosteronowy". To może być prawda, ale może można się zrobić bardziej testosteronowym? Pytam serio. Czy to kwestia zachowania, zmiany sposobu bycia?
      Czasem mam wrażenie że to właśnie o to chodzi. No bo jak nie wiadomo o co chodzi, to czyż nie o to?
      • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:27
        lampardzikus napisał:

        > Ja myślę, że sporo jest takich problemów jak pisze lalka90. U mnie tez to wystę
        > puje.... Niestety. Pytanie co to miałoby znaczyć "za mało testosteronowy". To m
        > oże być prawda, ale może można się zrobić bardziej testosteronowym? Pytam serio
        > . Czy to kwestia zachowania, zmiany sposobu bycia?
        > Czasem mam wrażenie że to właśnie o to chodzi. No bo jak nie wiadomo o co chod
        > zi, to czyż nie o to?

        Przede wszystkim kobiety nie mozna sie bac, nie wolno okazywac strachu.
        • lampardzikus Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:32
          To jest ciekawe. Tylko wiesz, gdy oboje zaczynają "się nie bać nawzajem" to sytuacja staje na ostrzu noża. I tak bywa. potem jest milczenie aż ktoś w końcu kogoś przeprosi. Chyba że nie o to chodzi...
          • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:40
            lampardzikus napisał:

            > To jest ciekawe. Tylko wiesz, gdy oboje zaczynają "się nie bać nawzajem" to syt
            > uacja staje na ostrzu noża. I tak bywa. potem jest milczenie aż ktoś w końcu ko
            > goś przeprosi. Chyba że nie o to chodzi...

            Brak strachu nie musi oznaczac agresji. Jesli sie jednak 'boisz', to na poczatek skoncentruj sie na nauce nieokazywania strachu. Chociaz nie wiem czy to mozliwe. Mowia, ze tak jest z psem: jak okazesz strach to Cie ugryzie.
        • marek.zak1 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 17:38
          Brawo. Też to powtarzam moim znajomym, ale tego nie zmienisz. To kwestia (słabego) charakteru. Naprawdę mi przykro, jak ich żony się do nich odnoszą z lekceważeniem. One sa z tej sytuacji naprawdę niezadowolone.
          Twoja pierwsza uwaga o testosteronowości jest genialna :).
          M.
        • gomory Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 06:50
          > Przede wszystkim kobiety nie mozna sie bac, nie wolno okazywac strachu.

          Pomyslalem, ze ten problem moze malo dotyczyc ludzi w stalym zwiazku. A chyba w takim jest lampardzikus.
          Strach u mezczyzny moze sie kumulowac na poczatku znajomosci. Palne glupote, jestem za brzydki, za biedny, nieseksowny, zrani mnie, czeka mnie katastrofa - takiej galopady mysli nie
          maja bezrefleksyjni, zamroczeni i czujacy sie bezosobowym tlumem ;). Pewni siebie trzymaja takie strachy w karbie. Reszcie jednak utrudniaja lub wrecz uniemozliwiaja inicjowanie kontaktow. Ale tylko na poczatku, z czasem one sie oswajaja i coraz mniejsze znaczenie maja. No moze lek przed zblizeniem powodujacy dysfunkcje seksualne mozna pielegnowac dlugo ;). Poradzenie sobie z takimi strachami tez moze byc kryzysowe, bo facet kory nabierze wiary moze pokazac inne oblicze. A nawet przestac czuc strach przed innymi, swinia ;).
          • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 08:18
            gomory napisał:

            > > Przede wszystkim kobiety nie mozna sie bac, nie wolno okazywac strachu.
            >
            > Pomyslalem, ze ten problem moze malo dotyczyc ludzi w stalym zwiazku. A chyba w
            > takim jest lampardzikus.

            A pamietasz Sabata? Tez byl w stalym:)

            Oczywiscie nie upieram sie, ze to dotyczy lampardzikus. To byla taka zajawka do teminu 'za malo testorenowy'. Powiem wiecej: najgoretszy seks mialam tam, gdzie to ja sie 'balam' faceta (w stalym zwiazku, od pierwszego do ostatniego dnia, a nawet po zakonczeniu :)
            • marek.zak1 Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 08:35
              No nie. Gdybym to ja napisał, że kobieta powinna czucć respekt przed facetem, forumowiczki nie zostawiłyby na mnie suchej nitki, a gdybym tylko napomnknął o strachu, byłbym wyklęty do końca moich dni. A Ty otwarcie piszesz, że najfajniej było jak sie bałaś. Koniec świata blisko.
            • gomory Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 10:53
              > Powiem wiecej: najgoretszy seks mialam tam, gdzie to ja sie 'balam' faceta

              Faktycznie nie da sie tak podejsc matematycznie i wszystkich zawsze widziec tak samo. Aczkolwiek Sabata inaczej postrzegam. Wrecz bym go dokwalifikowal do mojego przykladu. Zone wybral nieekspansywna erotycznie wiec swoje strachy mogl przy niej oswoic. Oczekiwal, ze wraz z jego ewolucja i ona ruszy sciezka kobiety-wampa. Ale ona byla taka jak na poczatku stad rozczarowanie.
              Goracy seks jest na pewno wtedy gdy w niego sa wplecione jakies emocje. To nie musi byc strach sensu stricto. Wszak wtedy gwalciciel robilby za Casanove, a domowy oprawca byl idealem kochanka.
              Lek jest silnym uczuciem. Potwierdza to chociazby psychologiczne doswiadczenie "mostowe". Faceci po przejsciu przez most linowy, byli chetni do podrywania laski stojacej po drugiej stronie. Przejscie przez stabilny most betonowy tego nie powodowalo.
              Adrenaline moga podniesc okolicznosci. Seks gdzies w terenie, generujacy napiecie wryje sie w pamiec mocniej niz tysieczny, beznamietny dubel malzenskiego wieczoru. Zadawanie sie z facetem "zakazanym", wymuszajace krycie sie z tym, takze generuje napiecie.
              Jak ktos mlodziencze lata spedzil w masturbacyjnym stresie czy go Mama nie nakryje, moze wrecz sie uzaleznic od mocnych doznan. Musi miec niesamowite napiecie zeby osiagal satysfakcje. Przebieralnie, parki, lazienki, plaze, metro, kino, nowi partnerzy, seks grupowy, coraz bardziej ekstremalny.
              Ale i bez takiej podbudowy kazdy z nas bedzie pamietal lepiej to co bylo niezwykle. No a jesli przy tym mile i zgodne z naszymi upodobaniami to juz w ogole. W sumie proste: jak sie bzyknie ojcu piekna macoche, to bedzie wyzej umiejscowione w pamieci niz noc z piekna kolezanka :).
              Zreszta wszyscy chyba dobrze czujemy o co chodzi. Wyobraz sobie, ze chcialabys popisac sie przed bliska kolezanka swoimi przygodami seksualnymi. Wyciagalabys wlasnie raczej te niezwykle. Przyznasz, ze stwierdzenie "we wtorki i soboty kocham sie namietnie z mezem przez poltorej godziny" brzmi dosc dretwo.
              Dlatego wlasnie odkad ulotni sie poczatkowe pozadanie, seks w zwiazku zajmuje coraz trudniejsze pozycje.
              • kutuzow gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u singlii 08.01.13, 15:25
                To co napisał gomory:

                > Ale i bez takiej podbudowy kazdy z nas bedzie pamietal lepiej to co bylo niezwy
                > kle. No a jesli przy tym mile i zgodne z naszymi upodobaniami to juz w ogole. W
                > sumie proste: jak sie bzyknie ojcu piekna macoche, to bedzie wyzej umiejscowio
                > ne w pamieci niz noc z piekna kolezanka :).
                > Zreszta wszyscy chyba dobrze czujemy o co chodzi. Wyobraz sobie, ze chcialabys
                > popisac sie przed bliska kolezanka swoimi przygodami seksualnymi. Wyciagalabys
                > wlasnie raczej te niezwykle. Przyznasz, ze stwierdzenie "we wtorki i soboty koc
                > ham sie namietnie z mezem przez poltorej godziny" brzmi dosc dretwo.


                ... bardzo fajnie nawiązuje do dyskusji która pojawia się tutaj raz na jakiś czas. Czy lepiej mają single którzy bzykają mniej (wg statystyk/ankiet) czy może lepiej mają małżonkowie którzy seksu mają sporo.

                Moim zdaniem (z punktu widzenia faceta), seks w stałym związku musi być naprawdę super, żeby zrekompensować (facetowi) utratę potencjalnych przeżyć życia "kawalerskiego" wartych wspominania po latach. Po prostu o ile dla wielu kobiet wartościami jest rodzina i poczucie bezpieczeństwa o tyle facecji wchodząc w stały związek mają wyższe "koszty utraconych korzyści".

                *Oczywiście singla definiuje tutaj faceta z dochodami żyjącego własnym życiem często w dużym mieście, a nie 40-letniego bezrobotnego absolwenta zawodówki żyjącego z rodzicami. Im lepsza "partia" tym więcej potencjalnych romansów/podrywów traci wchodząc w związek, im gorsza partia tym więcej na związku korzysta (brak alternatyw poza masturbacją).
                • hello-kitty2 Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 15:39
                  kutuzow napisał:

                  Im lepsza "partia" tym więcej potencjalnych romansów/podrywów
                  > traci wchodząc w związek, im gorsza partia tym więcej na związku korzysta (bra
                  > k alternatyw poza masturbacją).

                  hehe i mozna zrobic przeglad kogo mamy wokol siebie :) A najgorsza partia zeni sie z pierwsza seksualna partnerka i ma jedna kobiete przez cale zycie? Tak by to wygladalo? :)
                  • kutuzow Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 16:46
                    hello-kitty2 napisała:

                    > hehe i mozna zrobic przeglad kogo mamy wokol siebie :)

                    Tutaj już kiedyś pisałem przy okazji facetów co to narzekali że mają same zołzy i cholery, że "Twoja partnerka świadczy o Tobie":
                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,138397513,138495831,Twoj_Ex_swiadczy_o_Tobie.html
                    Oczywiście nie jest to jakąś żelazna reguła, ludzie bowiem zmieniają się z biegiem czasu (czasami jedno rozwija się szybciej niż to drugie i się "rozjeżdżają").



                    A najgorsza partia zeni
                    > sie z pierwsza seksualna partnerka i ma jedna kobiete przez cale zycie? Tak by
                    > to wygladalo? :)

                    Z tym żenieniem się z pierwszą seksualną partnerką to bardziej skomplikowana sprawa. Raz że często są to efekty młodzieńczej miłośi (ludzie po 18-20 lat). Dwa zobacz że to kobieta decyduje za kogo wyjdzie za mąż (mamy sporo "miejskich" singielek w grupie 30+ które są wykształcone i mają dobre dochody, które nie moga znaleźć partnerów dla siebie ponieważ wolni kawalerowie w grupie 30+ są z niższym wykształceniem, często na wsi). Jeśli więc facet jest totalną ciapą, to raczej przyciągnie też podobną sobie ofiarę losu.
                • marek.zak1 Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 15:45
                  Zwróć tylko uwagę na to, co napisał W. Tatarkiewicz w ,,O szczęściu",że ,,szczęście nie jest sumą przyjemności". Po jakimś czasie podsumowujesz swoje życie i jak ci wyjdzie, że było dużo fajnych bzykań plus wiele zawiedzionych przez Ciebie (atrakcyjnego) kobiet, to czy to jest takie fajne?
                  • kutuzow Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 17:02
                    marek.zak1 napisał:

                    > Zwróć tylko uwagę na to, co napisał W. Tatarkiewicz w ,,O szczęściu",że ,,szczę
                    > ście nie jest sumą przyjemności". Po jakimś czasie podsumowujesz swoje życie i
                    > jak ci wyjdzie, że było dużo fajnych bzykań plus wiele zawiedzionych przez Cieb
                    > ie (atrakcyjnego) kobiet, to czy to jest takie fajne?

                    Mareku, nie chce wchodzić tutaj w zawiłości tego co dla kogo jest "szczęściem", nie o tym był tamten post. Chodziło raczej o czysto ekonomiczne przedstawienie kwestii kosztów alternatywnych z punktu widzenia singla.
                    biznes.pwn.pl/index.php?module=haslo&id=3926338
                    Możesz mieć albo stały związek, albo życie "kawalerskie", jeśli chcesz być fair wykluczamy związku które ja nazywam "szara polska rzeczywistość" czyli rodzina + kochanka na boku. Czyli im masz fajniejsze życie "kawalerskie" więcej potencjalnych partnerek spogląda na Ciebie łaskawym okiem, tym lepszy musi być stały związek, aby poczuć że warto było zrezygnować z tamtych zalet na rzecz tych które są w stałym związku. Czyli jeśli wcześniej miałeś aktywne życie erotyczne z przygodami o których wspomniał gomory, to lądując na tym forum i pisząc o tym, że zona z Toba nie sypia, taki koleś jest bardziej rozczarowany niż ten który będąc samotnym i tak jechał "na ręcznym".
                    W druga stronę skali zaś, im bardziej facet miał niskie potrzeby erotyczne w czasie życia jako singiel, tym mniej ważny dla niego będzie poziom libido partnerki (opisywane na forum przypadki pt: "ja bym chciała częściej ale on chce co najwyżej raz na tydzień").

                    • marek.zak1 Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 18:18
                      Generalnie zgadzam się z tym rozumowaniem, z tym, że singiel cieszący sie dużym powodzeniem zawsze wie, że w przypadku wejscia w stały związek ma dużo do stracenia, (jako, że oczekiwania ma słusznie bardzo wysokie), z tą wiedzą zostaje singlem. A czas leci, bo życie jest dynamiczne. Jako, że pracuję od lat w korporacji, nie znam przypadku (w mojej i nie tylko), żeby przyjęto na jakieś wysokie stanowisko faceta około 40, który byłby singlem.
                      To też weź pod uwagę, a ponadto sex sexem, a dla mnie równie ważne nie jest bycie samemu w nocy. Jako że jestem często w podróżach słuzbowych , jest to dla mnie wycoce niekomfortowe. No jest alkohol :).
                      • hello-kitty2 Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 19:01
                        marek.zak1 napisał:

                        a dla mnie równie ważne nie jest byc
                        > ie samemu w nocy. Jako że jestem często w podróżach słuzbowych , jest to dla m
                        > nie wycoce niekomfortowe. No jest alkohol :).

                        hehe moj syn tez nie moze. Ma 5 lat i spi z psem pluszanka :)
                        • marek.zak1 Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 19:34
                          Wiem po sobie. W którymś momencie pluszowy pies/miś przestaną być skuteczne.
                          • hello-kitty2 Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 19:58
                            marek.zak1 napisał:

                            > Wiem po sobie. W którymś momencie pluszowy pies/miś przestaną być skuteczne.

                            Coraz bardziej dociera do mnie co rozumiesz przez: ''zona jest czescia mnie''. Gdyby jej zabraklo potrzebowalbys nowej?
                            • marek.zak1 Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 21:16
                              Nie wiem, co bym zrobił. Jestem już 35 lat po ślubie i jako, że jestem starszy o kilka lat, statystycznie będzie wdową ponad 10 lat, tak więc to nie będzie mój problem.
                              • gomory Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 22:21
                                Nie planujesz czekac na nia po drugiej stronie dlugiego jasnego tunelu ;)?
                                • marek.zak1 Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 08.01.13, 22:40
                                  Nie mam tej wiary. Może niestety.
                                  M
                      • kutuzow nie do końca tak jest z tą 40-tką 08.01.13, 22:13
                        marek.zak1 napisał:
                        > Generalnie zgadzam się z tym rozumowaniem, z tym, że singiel cieszący sie dużym
                        > powodzeniem zawsze wie, że w przypadku wejscia w stały związek ma dużo do stra
                        > cenia, (jako, że oczekiwania ma słusznie bardzo wysokie), z tą wiedzą zostaje
                        > singlem. A czas leci, bo życie jest dynamiczne.

                        Generalnie (wg tego co piszesz powyżej) to sprowadza się to do tego czy być szczęśliwym singlem, czy iść na kompromisy (coś do stracenia) i być mniej szczęśliwym małżonkiem (np. odwiedzającym to forum). Znasz pewnie dowcip o gościu i szklance wody w ostatniej godzinie życia?
                        Trochę prowokuje, przyznaje (bo znów wyciągniesz temat pt "co to jest szczęście i kto jest NAPRAWDĘ szczęśliwy").


                        Jako, że pracuję od lat w korp
                        > oracji, nie znam przypadku (w mojej i nie tylko), żeby przyjęto na jakieś wysok
                        > ie stanowisko faceta około 40, który byłby singlem.

                        Po pierwsze "dawne" 40-cieści a dzisiejsze 40-dzieści to dzień i noc. Porównaj sobie "Czerdzieści lat minęło" z lat 70-tych a "39,5", pierwsze co mi do głowy przyszło.
                        Po drugie ilu znasz kawalerów ok 40-tki? Moze dlatego ich nie widać na stanowiskach bo ich po prostu jest bardzo mało "w przyrodzie".

                        Kolejna kwestia -geje. W Polsce nie ma jeszcze małżeństw homoseksualnych, więc Ci którzy nie idą w hipokryzje i nie mają lipnych rodzin, są de facto (prawnie) singlami. Wydaje mi się że mimo to nie przeszkadza im to w zajmowaniu wysokich stanowisk w korpo.

                        Ostatnia kwestia - nikt nie jest tak pracowity i tak przywiązany do stanowiska jak mąż i ojciec w jednym który ma na utrzymaniu rodzinę, samochód na kredyt i hipotekę. Korpo to wiedzą i korzystają z tego :-)
                        • jesod Kompromis 08.01.13, 22:29
                          kutuzow napisał:
                          > Generalnie (wg tego co piszesz powyżej) to sprowadza się to do tego czy być szc
                          > zęśliwym singlem, czy iść na kompromisy (coś do stracenia) i być mniej szczęśli
                          > wym małżonkiem

                          Według mnie kompromisy nie polegają na świadomym straceniu czegoś, tylko świadomej rezygnacji, która nie boli i nie uwiera, a jest wynikiem pewnego wyboru.

                          Nie można żyć w związku z poczuciem straty i twierdzić, że był to kompromis.
                          Poczucie straty jest wtedy, gdy związek zawodzi, a nasz kompromis okazał się naszym złym wyborem w perspektywie czasu wobec kogoś - nie dlatego, że był sam w sobie zły (dobre intencje), lecz tylko dlatego, że ten ktoś nie był go wart.
                          • marek.zak1 Re: Kompromis 08.01.13, 22:49
                            Jak zwykle jestem pod wrażeniem argumentacji koleżanki Jesod. Życie, jak napisała, to sztuka wyboru. Chyba to odkryli juz dawniej niemieccy filozofowie i napisałbym jak to jest w tym języku, ale zaraz koleżanka Kitty napisze, że się chwalę. czy popisuję, więc pozostaję jedynie z życzeniami dobrej nocy.
                            M.
                            • jesod Kolego Marku 09.01.13, 13:04
                              marek.zak1 napisał:
                              > Jak zwykle jestem pod wrażeniem argumentacji koleżanki Jesod.

                              Kolego Marku, otrząśnijcie się. ;) Ja tylko tak... od czasu do czasu piszę co mi w duszy gra.

                              marek.zak1 napisał:
                              >Życie, jak napisała, to sztuka wyboru.

                              Dokładnie tak. Nie jesteśmy bezwolnymi istotami, nie powinny kierować nami tylko instynkty ( w tym te nieuświadomione) i zachcianki chwili.
                              Sami siebie prowadzamy, co nie oznacza, że na smyczy. :)
                          • kutuzow Re: Kompromis 08.01.13, 22:54
                            jesod napisała:

                            > Według mnie kompromisy nie polegają na świadomym straceniu czegoś, tylko świado
                            > mej rezygnacji, która nie boli i nie uwiera, a jest wynikiem pewnego wyboru.
                            >
                            > Nie można żyć w związku z poczuciem straty i twierdzić, że był to kompromis.

                            jesod --> zgadzam się z Tobą. Po prostu wg mnie rozwiązaniem jest znalezienie takiego związku w którym nie ma się poczucia "straty" tylko przede wszystkim odczuwa się tą "wartość dodaną" (trzymając się ekonomicznego języka) którą ten związek niesie ze sobą.
                            Wracając jednak do początku tego mojego off-top'u taki związek musi zapewniać udany seks, bo bez tego pojawia się prędzej czy później to poczucie straty o którym piszesz (gdy seks w życiu "kawalerskim" był super, a potem jest kiepsko).
                            • marek.zak1 Re: Kompromis 09.01.13, 08:38
                              Udany sex jest warunkiem koniecznym dobrego związku i w ogóle życiowego zadowolenia. 90% zaczynanych tu wątków jest inspirowaniem jego brakiem.
                              • hello-kitty2 Re: Kompromis 09.01.13, 10:04
                                marek.zak1 napisał:

                                > Udany sex (...)
                                >> 90% zaczynanych tu wątków jest inspirowaniem jego brakiem.

                                Wow blyskotliwa obserwacja! Kto by pomyslal biorac pod uwage nazwe forum :)

                                Tez sie lapie na bardzo zaskakujacych aczkolwiek bardzo odkrywczych doznaniach np. ostatnio zauwazylam, ze woda jest mokra.

                                Przepraszam, nie moglam sie powstrzymac :)
                                • marek.zak1 Re: Kompromis 09.01.13, 10:51
                                  Mój post był komentarzem w dyskusji o singlach i wartości dodanej małżeństwa. Z każdej wypowiedzi możesz wyrwać jakiś fragment i się z niej nabijać.
                                  M
                              • that.bitch.is.sick Re: Kompromis 09.01.13, 11:37
                                marek.zak1 napisał:

                                > Udany sex jest warunkiem koniecznym dobrego związku i w ogóle życiowego zadowol
                                > enia. 90% zaczynanych tu wątków jest inspirowaniem jego brakiem.

                                Nie zgodzę się z Tobą, z moich obserwacji wynika że 90 procent wątków to problemy emocjonalne i niskiego poczucia własnej wartości, braku umięjętności odnalezienia się w swoich rolach płciowych i ogólnego bycia chujowym rozciągane na sferę seksualną z tej przyczyny że najprosztszym i najbardziej prymitywnym sposobem sprawdzenia się jako mężczyzna i kobieta jest ruchanie. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. To czy ci ludzie generalnie seksu potrzebują to pytanie retoryczne(niby są zwierzętami), gdy z opisów kobiet np. tu piszących wynika że w dziedzinie ars amandi nie mają żadnych umiejętności, żadnego doświadczenia, zerową znajomość własnego ciała, nie czerpią z tego satysfakcji, mają problemy z orgazmem, jakieś ogólnie porąbane zaburzenia a seks traktują jako formę SPRAWDZENIA SIĘ W ROLI KOBIETY, nawet nie chodzi im o więź z partnerem(co za shit) bo traktują go dość przedmiotowo. Faceci jak cytowałam w jednym wątku: baba sucha jak dowcipy o Chucku Norrisie a oni rąbią, rąbią aż ona nie ma orgazmu - co się kończy konkluzją: oziębła.
                                Przecież Ci ludzie - z kim by się nie związali - ze swoimi nierozwiązanymi problemami - z pewnością to spieprzą - oni terapii wymagają przede wszystkim.
                                • that.bitch.is.sick Re: Kompromis 09.01.13, 11:45
                                  Powiem wiecej, świetnie się tu bawię:)! Pierwszy raz widzę takie beznadziejne podejście do seksu seriożne i naładowane uprzedzeniami, zamiast traktować seks normalnie jak zabawę i radosną aktywność służącą przyjemności grzęzną Ci ludzie w jakiś absurdalnych problemach z dupy wziętych mieszając z pieprzeniem jakieś żale i urazy emocjolnale, wiążą to z moralnością, religią i ogólnie jakimś etycznym badziewiem, podczas gdy nie mają pojęcia czym jest zwykła elementarna uczciwość względem drugiego człowieka.:) Jak komuś brak zasad to i religia mu nie pomoże, a jak ktoś ma zasady i jest stabilny emocjonalnie to nie jest mu potrzebny seks pięć razy dziennie z różnymi partnerami oraz religijne srutu tutu.
                                  • marek.zak1 Re: Kompromis 09.01.13, 12:03
                                    Generalnie się zgadzam, z tym, że sex jest zabawą i radosną aktywnoscią, wtedy, gdy jest za nim stabilność emocjonalna, gdy jej braknie zaczynają się różnorakie problemy, w tym seksualne. Sukces w życiu/pracy podbudowuje pod kazdym względem, jego brak rujnuje samoocenę i powoduje kompleksy, a także chęć zwalenia przyczyn swoich niepowodzeń na partnera. Nieudany sex jest więc często wierzchołkiem góry lodowej tych wszystkich problemów, które wymieniłaś.
                                    • that.bitch.is.sick Re: Kompromis 09.01.13, 12:40
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Generalnie się zgadzam, z tym, że sex jest zabawą i radosną aktywnoscią, wtedy,
                                      > gdy jest za nim stabilność emocjonalna, gdy jej braknie zaczynają się różnorak
                                      > ie problemy, w tym seksualne. Sukces w życiu/pracy podbudowuje pod kazdym wzglę
                                      > dem, jego brak rujnuje samoocenę i powoduje kompleksy, a także chęć zwalenia pr
                                      > zyczyn swoich niepowodzeń na partnera. Nieudany sex jest więc często wierzchołk
                                      > iem góry lodowej tych wszystkich problemów, które wymieniłaś.

                                      Dobrego seksu można się nauczyć, tak samo jak kontroli nad stresem. W seksie chodzi nie tylko o technikę tylko też o nastawienie którego też trzeba się nauczyć, wyćwiczyć. Właśnie trzeba to traktować holistycznie umysł i ciało. Umysł jest też zdolny do ćwiczeń, jak ciało, pewne neurotyczne reakcje, ścieżki neuronowe też można zmienić na drodze zwykłych ćwiczeń, powtórzeń. Może jeśli chodzi o seks, to nie każdy może być natchnionym szermierzem ale z pewnością sprawnym rzemieślnikiem. Większość też ludzi może się podobać. To kwestia ogarnięcia się. Tak twierdzę i będę tak twierdziła, można nauczyć się oddzielania problemów życia codziennego, sporów między małżonkami od życia seksualnego, o tym już Wisłocka pisała(o takiej konieczności). Prawda jest taka, że nikomu na tym nie zależy. Bo tym ludziom nie zależy na dobrym seksie, tylko udają:). Powiedz jak żona chce sterować mężem za pomocą swojej dupy to czy w jej interesie jest udane, wyabstrahowane od problemów dnia codziennego pożycie? Nie. Jak facet ma w dupie czy seks jest udany zależy mu tylko żeby się spuścić do dziury to w jego interesie jest naprawa pożycia? No właśnie ten brak uczciwości. Bez właściwego nazwania problemów, odkrycia hipokryzji nie ruszymy z miejsca. Zacznijmy od tego że musimy przedefinionwać czym jest seks. A czym nie jest.
                                      Seks nie jest z pewnością działaniami zmierzającymi do męskiego wytrysku. A tak jest traktowany w większości przypadków. I kobiet wina też tu jest spora.
                                • lampardzikus Re: Kompromis 09.01.13, 11:48

                                  Aż taka pesymistyczna diagnoza?
                                  Gdyby chcieć wszystkie problemy fachowo rozwiązywać, to nie starczyło by nam w życiu czasu na psychologa itd.
                                  • that.bitch.is.sick Re: Kompromis 09.01.13, 11:59
                                    lampardzikus napisał:

                                    >
                                    > Aż taka pesymistyczna diagnoza?
                                    > Gdyby chcieć wszystkie problemy fachowo rozwiązywać, to nie starczyło by nam w
                                    > życiu czasu na psychologa itd.

                                    Można też pracować nad sobą samemu. Jedni ludzie dążą do tego aby przodować w wybranej dziedzinie życia, albo dochodzą w życiu do dużych pieniędzy i stopni naukowych, nobla oraz innych sukcesów. Większość zalega przed telewizorem, rucha się po kątach z byle kim, chla i nic nie robi, a potem, w miarę starzenia się i coraz większej frustracji nad bezużytecznością swojej egzystencji zaczyna neutralizować dysonans poznawczy: obwinia żonę/męża, dzwoni do wróżbitów i obwinia swój znak zodiaku, obwinia rząd i polityków itd. itd.
                                    • lampardzikus Re: Kompromis 09.01.13, 12:13
                                      Wyłania się z tego zwierzęcy świat. I jedyne co nas odróznia od myszy i szczurów to .... telewizor. Bo dysonans poznawczy to mają chyba nawet gryzonie :).
                                      To pół-żartem, a serio - coś w tym jest co piszesz. Podsumowałbym to jednym słowem ogólnorozleniwienie.
                                      • marek.zak1 Re: Kompromis 09.01.13, 12:25
                                        Po prostu lenistwo, które jest najwiekszym wrogiem. Jak sobie z nim poradzimy, inni sa już bardzo mało groźni.
                                        • lampardzikus Re: Kompromis 09.01.13, 12:27
                                          Jest jeszcze druga skrajność marek.zak1 - to nadaktywność. I to we wszelkich sferach życia. Jest się tak aktywnym, że aż jest się trupem. Przestaje się żyć.
                                          • marek.zak1 Re: Kompromis 09.01.13, 12:32
                                            Przesada jest szkodliwa we wszyskim.,, Nie ma lekarstwa i nie ma trucizny, jest tylko dawka" - powiedział Paracelsus.
                                            • lampardzikus Re: Kompromis 09.01.13, 12:38
                                              Ja myślę że wszyscy tu przychodzą z nadmiaru bądź niedomiaru. :). Ot taki ludzki problem.
                                  • sabat-77 Re: Kompromis 09.01.13, 13:33
                                    lampardzikus napisał:

                                    > Aż taka pesymistyczna diagnoza?
                                    > Gdyby chcieć wszystkie problemy fachowo rozwiązywać, to nie starczyło by nam w
                                    > życiu czasu na psychologa itd.

                                    Bu Hu ! Kto powiedział "pesymizm" ? :>

                                    a tak serio.
                                    Dlaczego pesymistyczna ?
                                    Gdyby tak było, wystarczy praca nad sobą i można odbudować praktycznie wszystko.

                                    Pesymistą to jestem ja, twierdząc, że część ludzi się rodzi z dużymi inklinacjami do lęku, depresji i zachowań autoagresywnych. Jeśli takie osoby trafią na trudne przeżycia, dużą dawkę stresu, jakąś ostrą traumę itd., robi się poważny problem, z którego jest wybitnie trudno się wyczołgać psychicznie. To są nie tylko przeżycia, ale lewy zestaw genów, z którymi człowiek niestety się rodzi bez możliwości większych zmian w tym zakresie.
                                    Pracować trzeba, ale wydaje mi się, że skala tego procesu naprawczego nie zawsze jest wystarczająca, by normalnie funkcjonować.
                                    Czasem to może przypominać pracę psychiatry ze schizofrenikiem. Niby mu się poprawia, jest remisja... Aż do następnego napadu.

                                    I to, że takie jednostki potem są odrzucane z zachowań rozrodczych, to w sumie podświadome i naturalne, bo natura nie znosi słabeuszy i ich eliminuje. W gruncie rzeczy to dobrze. Oczywiście dla natury, nie dla słabeuszy :D
                                    • lampardzikus Re: Kompromis 09.01.13, 13:56
                                      Owszem - to ważne te wszystkie czynniki genetyczne itd. No ale jest nasza realna decyzja.
                                      Jesteśmy ludźmi i nie da się wszystkiego wytłumaczyć biologią. Gdyby tak było to już wprowadzono by nam algorytm na zycie. Póki co na szczęście algorytm jest szczątkowy i zmienialny - my możemy go zmieniac naszymi decyzjami
                                      • sabat-77 Re: Kompromis 10.01.13, 16:17
                                        lampardzikus napisał:

                                        > Owszem - to ważne te wszystkie czynniki genetyczne itd. No ale jest nasza realn
                                        > a decyzja.
                                        > Jesteśmy ludźmi i nie da się wszystkiego wytłumaczyć biologią. Gdyby tak było t
                                        > o już wprowadzono by nam algorytm na zycie. Póki co na szczęście algorytm jest
                                        > szczątkowy i zmienialny - my możemy go zmieniac naszymi decyzjami

                                        Miałem na myśli głównie psychopatów i socjopatów, którzy mogą nawet nie zdawać sobie sprawy, że nimi są. Dla nich świat społecznych zależności zawsze będzie jakimś dziwacznym zjawiskiem, którego nie ogarniają - bo nie potrafią. Potrafią być szalenie skuteczni zawodowo, szczególnie w ostrym współzawodnictwie, ale jeśli chodzi o związki międzyludzkie, to czarno widzę ich przyszłość.
                                        Przypomina mi się taka scena z "Equilibrium" gdzie strażnicy znajdują w bagażniku szczenięta, i zastanawiają się co ci "emocjonalni" ludzie z nimi robią. Pada hasło, że pewnie je zjadają...
                            • jesod Re: Kompromis 09.01.13, 13:28
                              kutuzow napisał:
                              > Po prostu wg mnie rozwiązaniem jest znalezienie takiego związku w którym nie ma się
                              > poczucia "straty" tylko przede wszystkim odczuwa się tą "wartość dodaną"

                              Znalezienie się w takim związku jest również wynikiem jakiegoś wyboru. A każdy wybór budzi jakieś wątpliwości i rodzi jakieś niepokoje - jednak w efekcie jest decyzją. Ufną decyzją, bo nigdy do końca nie wiemy, czy dokonaliśmy właściwego wyboru...
                              Ten, kto nie ma wątpliwości przestaje myśleć, ale jeśli nie dokona żadnego wyboru przez nadmiar wątpliwości - stoi w miejscu i .... czasem z tego właśnie powodu rozpacza.

                              kutuzow napisał:
                              > Wracając jednak do początku tego mojego off-top'u taki związek musi zapewniać
                              > udany seks, bo bez tego pojawia się prędzej czy później to poczucie straty
                              > o którym piszesz (gdy seks w życiu "kawalerskim" był super, a potem jest kiepsko).

                              Co to znaczy według Ciebie udany seks?
                              Rezygnacja z życia kawalerskiego, jest też dokonaniem pewnego wyboru - na rzecz innych wartości, które są nam potrzebne w życiu. Podjęcie określonej decyzji wymaga dojrzałości lub.... przekonania, że właśnie tego chcę.
                              Jeśli seks w życiu "kawalerskim" był super - to zapytaj siebie, dlaczego tak było?
                              A jeśli potem jest kiepsko, to może oznaczać, że tak naprawdę potrzebujesz tylko życia "kawalerskiego", bo w innych układach robi się właśnie kiepsko z powodu braku nowych bodźców i doznań, z braku wolności i swobody, niezależności, z powodu zobowiązań, monotonii, nudy, przewidywalności.
                              • kutuzow Re: Kompromis 09.01.13, 19:00
                                jesod napisała:

                                Ufną decyzją, bo nigdy do końca nie wiemy, czy dokonaliśmy właściwego
                                > wyboru...
                                > Ten, kto nie ma wątpliwości przestaje myśleć, ale jeśli nie dokona żadnego wybo
                                > ru przez nadmiar wątpliwości - stoi w miejscu i .... czasem z tego właśnie powo
                                > du rozpacza.

                                Zgadzam się tutaj z Tobą. Dodam tylko że jeśli z czasem okazuje się że wybraliśmy źle, trzeba być odważnym i to zmienić, a nie tkwić i niesatysfakcjonującym związku czekając na cud (pełno tutaj na forum takich wątków).

                                > Co to znaczy według Ciebie udany seks?

                                Nie skupiałbym się tutaj na rozstrzyganiu co to jakość, raczej chodziło mi na bardziej jaskrawych przykładach w stylu "na wolności" seksu po kokardy, a po 2-3 latach związku nagle zaczyna się posucha (koniec wersji "demo"), czy inne tego typu historie.
                                choćby tutaj spojrzenie kobiety:
                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,141554712,141554712,Ja_sie_wije_preze_dotykam_go_a_on_NIC_.html
                • gomory Re: gomory przypomniał mi sprzeczkę o seks u sing 09.01.13, 15:49
                  > Moim zdaniem (z punktu widzenia faceta), seks w stałym związku musi być naprawdę super, żeby zrekompensować (facetowi) utratę potencjalnych przeżyć życia "kawalerskiego" wartych wspominania po latach.

                  Ten punkt widzenia "faceta" jest jednak bardzo subiektywny, a do tego mocno nadinterpretowany tu i owdzie.
                  Np. do powyzszego zdania na pierwszy rzut oka trudno sie przyczepic. Jednak sklonny jestem dowalic sie do tych "potencjalnych przezyc kawalerskich". Z tej prostej przyczyny, ze wiekszosci kawalerow niespecjalnie ma co wspominac. Chociazby z tego powodu, ze duza czesc doznan okrytych jest mgla palimpsestow ;).
                  Wcale tez nie uwazam, ze ci 40letni bezrobotni stoja na kompletnie straconej pozycji. Wokol PUBow kreca sie panie gotowe obdarzyc swoimi wdziekami za browca i pojare. Nie ma co wybrzydzac, wszak ilosc lasek z rozkladowki Playboya jest mocno ograniczona ;). Nawet dla wysoko postawionych szczurow korporacyjnych wszystkich nie starczy.
                  Co do tych "podrywow" to rzecza zasadnicza jest pewien szczegol. Niezmiernie malo kobiet jest zainteresowanych tylko i wylacznie przygodnym seksem. Z chwila gdy flirt sie rozwija, wrecz naturalne wydaje sie oczekiwanie, ze druga strona bedzie dochowywala erotycznej wiernosci. Jesli rano powiesz Ali: - siema, nara znikam, musze sie wykapac i ogarnac, bo pedze bzyknac Jole - bedzie mocno rozczarowana. Nawet kobiety o ewidentnym statusie kochanki, beda zirytowane gdy sie przekonaja, ze kochanek prowadzi wiele takich rownoleglych znajomosci. Kuracjuszom po sanatoryjnym romansie moze byc na reke jego krotkotrwalosc. Ale mozna powiedziec: niezmiernie rzadki jest uklad w ktorym ludzie swiadomie nie dochowuja wiernosci.
                  Wiec rozrywkowe zycie kawalerskie moze opierac sie na tym, ze delikatnie sciemnia sie co do swoich intencji. Ten kto zatrzyma sie na podziwianiu piekna kobiecego ciala, ma wieksze szanse nim sie rozkoszowac, niz ten kto od razu wali: nigdy nie bedziemy mieli razem domku, dziecka i kredytu.
                  Gwoli prawdy to jeszcze czas poszukiwania drugiej polowki moze (zwlaszcza ludziom w zwiazkach) wydawac sie upojnym okresem. Randkowac mozna na calego. Ale to jest istotne: ludzie to robia w celu znalezienia milosci swojego zycia. Randki bywaja rozczarowujace. Seks z nowymi partnerami jest pelen czajenia sie i podchodow ktorych sa pozbawieni ludzie sparowani. Odkrywanie partnerki jest fajne, ale z drugiej strony ta nieporadnosc zachowania...

                  Osobiscie postrzegam to tak: u sasiada trawa zawsze zielensza ;).

                  No i jeszcze jedna sprawa: nie sa wiekszoscia ludzie bedacy szczesliwymi z powodu jakosci swojego zycia seksualnego. Takie z nas marudy, ze jak wszystko wydaje sie byc ok, to powiemy, ze brakuje nam tego magicznego "czegos" ;). Mimo ewidentnego lenistwa w jakim chcemy gnusniec, jestesmy zaprojektowani do pogoni, a nie do wiecznego zachwytu nad zdobycza.

                  Aaaa i ostatnie: Ktos na bujanym fotelu emeryta moze opowiedziec naprawde wyuzdane wspomnienia. Ale to wcale nie oznacza, ze umiera jako szczesliwy i spelniony czlowiek. Chociaz mozna go sluchac z wypiekami na twarzy ;).
                  • marek.zak1 Nie kompromis a wybór 09.01.13, 18:03
                    Jak zawsze kolega Gomory wyjaśnił sprawę sensownie logicznie. Jedna uwaga. W życiu nie można mieć wszystkiego. Są generalnie 2 opcje: singloska i rodzinna. Trzeba się zdecydować, czy pozostajemy w układzie romansowo/przygodowo na stałe, czy też zakładamy rodzinę i w stabilizacji emocjonalnej budujemy swoją przyszłość. Romanse moga być fajne, ale moim zdaniem, na dłuższą metę są męczące, a, w przypadku ich ,,konsumpcji" pozostawiamy za sobą wiele zawiedzonych kobiet.
                    A czy seks przygodny, z którego rezygnujemy, jest lepszy od (zakładam) udanego w małżeństwie. Dla mnie nie.
                    • hello-kitty2 Re: Nie kompromis a wybór 09.01.13, 19:29
                      marek.zak1 napisał:

                      > Jak zawsze kolega Gomory wyjaśnił sprawę sensownie logicznie. Jedna uwaga. W ży
                      > ciu nie można mieć wszystkiego. Są generalnie 2 opcje: singloska i rodzinna. Tr
                      > zeba się zdecydować, czy pozostajemy w układzie romansowo/przygodowo na stałe,
                      > czy też zakładamy rodzinę i w stabilizacji emocjonalnej budujemy swoją przyszło
                      > ść. Romanse moga być fajne, ale moim zdaniem, na dłuższą metę są męczące, a, w
                      > przypadku ich ,,konsumpcji" pozostawiamy za sobą wiele zawiedzonych kobiet.
                      > A czy seks przygodny, z którego rezygnujemy, jest lepszy od (zakładam) udanego
                      > w małżeństwie. Dla mnie nie.

                      Generalnie sa 2 opcje, jak powiedziales ale wiele jest ludzi, ktorzy je lacza i maja udane zycie rodzinne + kochanke/kochanka na boku.
                      • marek.zak1 Re: Nie kompromis a wybór 09.01.13, 19:58
                        Ja nie znam ani jednej. Życie w kłamstwie się nie sprawdza. Na marginesie, ta trzecia też jest tak szczęśliwa, jak zdradzana żona??
                        • hello-kitty2 Re: Nie kompromis a wybór 09.01.13, 23:21
                          marek.zak1 napisał:

                          > Ja nie znam ani jednej. Życie w kłamstwie się nie sprawdza. Na marginesie, ta t
                          > rzecia też jest tak szczęśliwa, jak zdradzana żona??

                          Nie znasz ani jednej - KOGO? Pary? I jaka 'trzecia'? Piszesz o kobietach? Przeciez ja nie pisalam o kobietach, tylko o ludziach.
                          • marek.zak1 Re: Nie kompromis a wybór 10.01.13, 09:44
                            To Twoje twierdzenie:

                            ,,Generalnie sa 2 opcje, jak powiedziales ale wiele jest ludzi, ktorzy je lacza i maja udane zycie rodzinne + kochanke/kochanka na boku"

                            Znam takie sytuacje, ale wielkiego szczęścia tam nie widzę. To jest życie w nerwach i kłamstwie. Zawsze na końcu ktoś cierpi. Zdradzany mąż/żona, kochanka spędzajaca sama weekendy, dzieci itp.

            • aandzia43 Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 11:14
              owiem wiecej: najgoretszy seks mialam tam, gdzi
              > e to ja sie 'balam' faceta (w stalym zwiazku, od pierwszego do ostatniego dnia,
              > a nawet po zakonczeniu :)

              Co znaczy w tym przypadku "bałam się"? Bo u mnie to wygląda tak: najlepszy seks miałam z facetami, którzy a. byli pewni siebie i stabilni psychicznie w relacji ze mną i w ogóle (a przynajmniej w tym momencie życia ;-)) b. byli mocno mną nakręceni (im bardziej nakręceni, tym lepiej) c. wyczuleni na moje potrzeby erotyczne. Ekscytujące okoliczności, o których pisał Gomory jako dodatek do pakietu - bezcenne :-)
              • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 12:37
                aandzia43 napisała:

                > Co znaczy w tym przypadku "bałam się"? Bo u mnie to wygląda tak: najlepszy seks
                > miałam z facetami, którzy a. byli pewni siebie i stabilni psychicznie w relacj
                > i ze mną i w ogóle (a przynajmniej w tym momencie życia ;-)) b. byli mocno mną
                > nakręceni (im bardziej nakręceni, tym lepiej) c. wyczuleni na moje potrzeby ero
                > tyczne. Ekscytujące okoliczności, o których pisał Gomory jako dodatek do pakiet
                > u - bezcenne :-)

                'Balam sie' oczywiscie w cudzyslowie. Kreca mnie faceci, ktorzy mnie przerastaja na wielu plaszczyznach. Zeby sie zajmowali czyms czego nie jestem w stanie objac swoim umyslem. Lubie tez opanowanie i brak emocji. Zar tylko w lozku a na codzien chlod. Lubie mezczyzn 'nieludzkich' (nie wiem czy dobrze to okreslam).

                Cos takiego, co opisuja czesto kobiety typu: 'maz mnie dzisiaj przytulil, powiedzial mi dobre slowo, zrobil obiad, dba o mnie, jest mily, od razu mam ochote na seks' jest mi zupelnie obce.
                • aandzia43 Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 12:50
                  Aha, rozumiem :) Też mnie kręci, jak są uzdolnieni w dziedzinach, które mnie są obce. Myślę, że to atawistyczna potrzeba spłodzenia potomka, który odziedziczyłby zalety, których ja akurat nie posiadam ;-)
                  Ale "nieludzcy" mnie nie ruszają. Chyba wiem, o co ci chodzi: chłód, opanowanie i dystans. Kładę nacisk na dystans. Lubisz duży dystans? :-)
                  Dbałość o moje potrzeby nastraja mnie pozytywnie do faceta. Wtedy chętnie daję :-) Bez włażenia w dupę i robienia z siebie podnóżka, rzecz jasna. Ale i bez "ja wiem lepiej, co dla ciebie dobre, maleńka"
                  • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 13:05
                    aandzia43 napisała:

                    > Aha, rozumiem :) Też mnie kręci, jak są uzdolnieni w dziedzinach, które mnie są
                    > obce. Myślę, że to atawistyczna potrzeba spłodzenia potomka, który odziedziczy
                    > łby zalety, których ja akurat nie posiadam ;-)
                    > Ale "nieludzcy" mnie nie ruszają. Chyba wiem, o co ci chodzi: chłód, opanowanie
                    > i dystans. Kładę nacisk na dystans. Lubisz duży dystans? :-)
                    > Dbałość o moje potrzeby nastraja mnie pozytywnie do faceta. Wtedy chętnie daję
                    > :-) Bez włażenia w dupę i robienia z siebie podnóżka, rzecz jasna. Ale i bez "j
                    > a wiem lepiej, co dla ciebie dobre, maleńka"
                    >

                    Tak, lubie dystans. Nie cierpie nadskakiwania i takiego 'trzepania sie', nadpobudliwosci, wykonywania niepotrzebnych ruchow i wydawania niepotrzebnych odglosow, nerwowosci czesto obserwowanej u palaczy.
                    • aandzia43 Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 13:11
                      No tak, zbędnej nadaktywności i zbędnych ruchów też nie trawię. U wszystkich. Nerwowa jestem, cenię sobie święty spokój i łatwo się męczę ;-)
                    • triss_merigold6 Re: pomocy opimie z sensem 08.01.13, 13:28
                      Ależ to jest opis adhd, a nie dystansu.
      • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:36
        poruszyłem ten temat z żoną cytuje jej słowa (uwarzysz ze jak nie mam ochoty to jestem chora )
        pytam się to co ze ja mam problem bo mam większy temperament .
        1 na dwa miesiące to nie dużo
        i nigdy nie zacznie zbliżenia:(



        • hello-kitty2 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 16:50
          lalka90 napisał(a):

          > poruszyłem ten temat z żoną cytuje jej słowa (uwarzysz ze jak nie mam ochoty to
          > jestem chora )
          > pytam się to co ze ja mam problem bo mam większy temperament .
          > 1 na dwa miesiące to nie dużo
          > i nigdy nie zacznie zbliżenia:(

          Czyli odmawia wprost jak inicjujesz? Jak czesto zaczynasz? A co ona mowi? Za kadym razem, ze nie ma ochoty?

          A jak Wam uklada sie w innych dziedzinach zycia? Tez jest obojetna?
          • lalka90 Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 17:38
            Z kontakt żonę jest na codzie normalna kontakt oprócz czułości pocałunku i przytuleń jak koledzy
      • mojemail3 Re: pomocy opimie z sensem 10.01.13, 23:05
        Hmmm, bardziej testosteronowym...może jedna z drugą chciałaby być za włosy zawleczona do jaskini???
        A tak poważnie, może nie prosić a brać? nie czekać na zaproszenie, tylko inicjować...
    • rekreativa Re: pomocy opimie z sensem 07.01.13, 19:03
      Jeśli mówisz tak, jak piszesz, to żona prawdopodobnie nie rozumie, o co chodzi.
    • laurah Re: pomocy opimie z sensem 10.01.13, 19:25
      Miło, że sprzątasz, gotujesz itp.
      Zabierasz czasem żonę do kina, teatru, na romantyczną kolację we dwoje, czy co tam lubicie...?
      Może w Waszym związku brakuje typowego romantyzmu...
      A może na przykład nie traktujesz na co dzień swojej żony z szacunkiem...
      Trudno Ci pomóc, coś doradzić, bo nie znam Waszych relacji.

      Powodów może być wiele, a jednym z nich spadek libido Twojej żony i znikome potrzeby w obszarze związanym z seksem. Chociaż, osobiście uważam, że jeśli mężczyzna odpowiednio się postara, to uda mu się rozpalić nawet najzimniejszą kobietę ;)

      Poczytaj trochę (chociażby inne wątki na tym forum), pomyśl... a może sam dojdziesz do odpowiedzi na swoje pytania.

      Powodzenia!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja