fatalne zauroczenie

14.01.13, 20:59
Dobry wieczór wszystkim.

Jeśli ktos może pomóc, poproszę. Jeśli nie, poczytam złośliwości. Wszystko będzie subiektywnie szczere. :)

Ciężko mi zacząć od początku, ponieważ za bardzo się zapętliłam. Ale od końca będzie przynajmniej wprost odwrotnie chronologicznie.

W tej chwili - On (23 lata starszy) + ja (kobieta ciut po 40). Na razie się "wozimy" (ja dojeżdżam co drugi weekend 550 km w jedną stronę), planujemy (?) przyszłość. Ponad rok bliskie spotkania w czasie których on wie, że jest mężczyną, a ja to czuję. Ale nie do końca.

Poprzedni partner - typowy bezczelny samiec alfa. Uwiódł mnie... pocałunkiem. W publicznym miejscu, w gronie ludzi z pracy. Fakt, zaskoczył mnie zupełnie i być może dlatego miał takie "rażenie". Nie wiedziałam wtedy dlaczego tak podziałało, nie wiem i teraz. Z jednej strony relacja typowo łózkowa (on żonaty), z drugiej żadnych oczekiwań (kochałam i ceniłam swoją niezależność). Obydwoje siedzieliśmy w tym po uszy prawie dwa lata. Spotkania rzadkie, ale okrutnie namiętne. Układ (prawie) jasny - jeśli spotkam kogoś z kim będe chciała być, rozstajemy się. Dla obecnego Onego rzuciłam poprzedniego. Wg umowy zresztą, z którą to decyzją dość długo nie chciał/nie mógł sie pogodzić. Ale nie był/nie jest natarczywy, jedynie lubił/lubi co jakiś czas się przypomnieć (sprawy zawodowe) i sprawdzić, czy na mnie jeszcze działa.

Obecny ma mózg. I go używa. :)
Pociąga mnie jego inteligencja, wiedza, charakter, oddanie. Pociąga mnie perspektywa wspólnego życia (to ja "testuję" i poniekąd odwlekam). Jest dla mnie partnerem idealnym poza jednym - namiętnością.

Jest mi z nim dobrze w codziennym życiu. Jest wspaniałym mężczyzną, czuję, wiem, że mogę na Niego liczyć. Ale po sięgnięciu językiem nieba, nie wiem, jak mam się odnaleźć. Nie czuję ognia, nie czuję, że mi się nogi przed nim rozjeżdżają. Rozkręcam sie przy nim powoli i mamy co chcemy, ale nie tak, jak chcemy. Jest ten mały "brak".

Czytałam tematy, w których przewija się rada, by odejść i nie ranić (bo na dłuższą metę się nie tak da). Tyle, że ja nigdy z żadnym innym partnerem tak nie płonęłam. I nie wiem, czy nawet jeśli odejdę, to znajdę kogoś, kto w bezpośrednim kontakcie będzie tak na mnie działał jak poprzedni. Albo chociaż porównywalnie.

Nie jest tak, że się zmuszam. Jest bardzo dobrym kochankiem, bardzo doświadczonym. Tylko fizycznie nie czuję żadnej przynależności do Niego. Mam ciągle wrażenie, że poprzedni trzyma mnie w mackach. Nie osiąga to rozmiarów marzen na jego temat, ale obawiam się, że to się nie zmieni po wspólnym zamieszkaniu. A ja nie dość, że komuś napierniczę w życiu, to jeszcze sama do momentu prawdziwej próby będę musiała swoje przewrócic o 180 stopni.

Nie powiem też obecnemu, że mnie nie kręci jak poprzedni. To już nie tyle, że strzał w stopę, tylko wolałabym iść na most, by skoczyć.

Ograniczyłam na ile mogłam kontakty z poprzednim. I trochę podziałało. Czasem mam wrażenie, że jeżeli się gdzieś tam daleko wyprowadzę, to uda mi się jedynie łagodnie uśmiechać do swoich wspomnień. Kiedy indziej zaś myślę, że nigdy i nigdzie przed nim nie ucieknę.
Kolera, nie mam nawet komu o tym opowiedzieć. Przecież złapałam takiego pięknego gołębia.

A ja?
Kocham Onego, nigdy nie miałam tak wielkiej pewności co do żadnego mężczyzny w moim życiu. I nikt nigdy nie kochał mnie tak bezwarunkowo jak On. Nie "za coś", nie "pomimo", tylko "po prostu". Siedzę, płakać mi się chce jak nastolatce.

Oszaleć mozna. :(



    • hello-kitty2 Re: fatalne zauroczenie 14.01.13, 21:46
      Jak kochasz tego nowego to nie ma o czym mowic.

      A o ex kochanku zapomnisz, oczywiscie ze tak, pomysl sobie, ze bylas dla niego tylko jakas dziwka, jakas dupa, taka sama jak inne, te przed toba i te po tobie i te miedzyczasie, jedna z wielu, a jak nie, to kim bylas?

      Chcialabym kochac i wtedy podazalabym w strone milosci nie ogladajac sie. Tego Ci zycze.

      ps. zapominsz!
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 07:47
        kitty :)
        być może "tym" dla niego byłam. Ale się tak nie czułam.

        Zanim zdecydowałam sie na tę relacją, byłam już w fazie żałoby po "związku", który trwał prawie 7 lat. Póxniej dwa lata zapuszczenia i obojętności. Koszmar.

        Jego zainteresowanie przełożyło się na moją zmianę. Shellac, kosmetyczka, zrzucenie adidasówi, jeansów i bluz polarowych. Zakup bielizny, torebek, krótkich sukienuś, spódnic i założenie wysokich szpilek (umiałam wczesniej w nich chodzić ;)). Jest sprawcą mojej obecnej "kobiecości". Mnie się "chciało" dla poprzedniego wszystko - biegać po sklepach, mierzyć, sprawdzać, przejmować... a ja tak nienawidziłam zakupów...

        Teraz też sobie coś sprawiam nowego co jakiś czas. I nawet obecny widzi i umie docenić mój wygląd czy gust. Poprzedni nawet chyba nie potrafiłby odpowiedzieć, w której sukience podobałam się mu najbardziej. :)



    • bcde Re: fatalne zauroczenie 14.01.13, 22:02
      Stawiam na namiętność. Nie zapomnisz o poprzednim partnerze. Będziesz jeszcze o nim fantazjować. Ten nowy mógłby być twoim ojcem. Być może zresztą szukasz w nim cech, które chciałabyś by miał ojciec. Za młoda jeszcze jesteś, by sam umysł i charakter mężczyzny ci wystarczyły. Twoje ciało mówi nie. Na razie nieśmiało, a za jakiś czas, gdy emocje opadną, będzie gorzej.
      Nie musisz się obawiać, że skrzywdzisz nowego partnera, będąc z nim jakiś czas, a później się z nim rozstając. On też ma korzyść z waszego związku. Być może większą niż ty, biorąc pod uwagę jego wiek.
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 07:35
        Dzięki, że odpisaliście. :)
        Postaram się uzupełnić i nie będzie już takiego rozgardiaszu jak na wejściu. :)

        bcde,
        nie jestem za młoda na to, by wybierać świadomie. Mam za sobą kawał życia, morze trosk i cierpienia, parę depresji i odbijania się od dna każdego dnia. Mam za sobą samotno-samodzielne wychowwanie dzieci (rodzina wielodzietna) i następny związek, w którym dla źle pojętej miłości trwałam prawie 7 lat. Mam za sobą terapię dla tych, który kochają za bardzo. I już wiem, czego chcę. I kto może mi to dać.

        Problem jest w tym, że jestem w zakochana w psyche jednego, a w fizys drugiego. Spotykam kogoś, kto w końcu chce/umie mi zapewnić poczucie i realnośc bycia jego kobietą, a mnie w majtkach (przepraszam za infantylizm) siedzi kto inny.

        Też stawiam na namiętność.
        Potworną. :(

        Mogę skrzywdzić nowego partnera. Przy nasileniu z jego strony jestem być może ostatnią kobietą w jego życiu, z którą chce być w stałym związku. Nie jestem matka teresą, ale odpowiedzialność za emocje i skutki wywołane swoim pojawieniem się w czyimś życiu jeszcze posiadam.
    • yoric Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 01:09
      Standardowa forumowa bajka; i nawet nie forumowa, tylko z życia. Zwykle jest tak, że jest drań, który jest świetny w łóżku, no ale niestety drań, dlatego kobieta się rozstaje i znajduje bezpieczną przystań. Wycodzi za mąż za tego stabilnego i jak już się odbuduje, po roku-dwóch zaczyna zauważać, że czegoś jej brakuje. Chyba nie da się na to nic poradzić.
      • kag73 Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 01:36
        Alez ona z tym innym ma tylko romans, bo on ma zone, to tak dla scislosci.
        Ten drugi...coz, dobrze bym sie zastanowila, bo jest sporo starszy, musisz sie liczyc z tym, ze moze ostatnie dwadziescia lat spedzisz sama/bez niego.
        Wiem, ze czesto za pozno gdybac jezeli czlowiek juz sie zakochal.
        • bcde Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 02:53
          > Ten drugi...coz, dobrze bym sie zastanowila, bo jest sporo starszy, musisz sie
          > liczyc z tym, ze moze ostatnie dwadziescia lat spedzisz sama/bez niego.

          Biorąc pod uwagę ich różnicę wieku i średnią długość życia kobiet i mężczyzn, to strzelam, że nawet 30 lat albo i więcej. Ale spoko, nie będzie tak źle. Za jakiś czas chemia się skończy i autorka wątku znajdzie sobie młodszego chłopa. Odległość też da się im we znaki, jeśli szybko nie zamieszkają ze sobą.
          • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 08:28
            Odległość już mi się daje we znaki. Dość dużo czasu spędzam w podróży. Wstępny i jak najbardziej realny dla mnie (on czeka) termin przeprowadzki, to wrzesień.

            Zdaję sobie sprawę z tego, że On też ma sporo doświadczeń i być może ja nie jestem tą, która go najbardziej w życiu kręciła. Ale chcąc być w porządku wobec Niego i siebie muszę przyznać, że moje nogi rozjeżdżają się nie przed mężczyzną z którym chcę budować wspólne życie.
            Kiedyś wydawało mi się to niemożliwe. A to kolejne "nigdy nie mów nigdy".

            I

        • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 08:07
          Miałam kag, miałam. To też tak dla ścisłości. :)

          Rozmawialiśmy z obecnym szczerze o naszej różnicy wieku. Nie stanowi w tym momencie ani dla mnie, ani dla Niego żadnego problemu. Oboje mamy świadomość, że wygląda to na "dziadek-opiekunka". :)

          Samotność nie jest ani mi obca, ani tym bardziej bolesna dla mnie. Nie boję sie jej. Bardziej kojarzę ją z wolnością - żadnych tłumaczeń, z kim byłam i dlaczego wracam wypita o drugiej, dlaczego zmieniam swoje plany i gdzie się budzę. Żadnych męskich skarpet pod łóżkiem i w pralce. Żadnego gotowania, kiedy nie mam ochoty, czy innego "powinnam" i "muszę".

          Obecny jest bardzo aktywnym człowiekiem. Zarówno zawodowo, jak i intelektualnie. Nie potrzebuje niańki, ani praczko-sprzątaczki. Sam gotuje (chyba lepiej ode mnie), sprząta, ogarnia swoje terytorium.
          Mam przy nim szansę na fajne i dobre życie. Mądry człowiek i zdrowa relacja. Mogę to wszystko spierdzielić d...pą.. :(
          • czargor1 Re: fatalne zauroczenie 16.01.13, 11:50
            Z każdym komentarzem mniej wiem co poradzić. Może czeka Cię jeszcze ktoś inny. Nie mam co się pchać w coś czego nie jest się pewnym i czy się właśnie tego chce.
            • szantarka Re: fatalne zauroczenie 17.01.13, 21:11
              Serdeczne podziękowania dla Wszystkich. :)

              www.youtube.com/watch?v=Ax4hLwgvUDE
              • niezapominajka333 Re: fatalne zauroczenie 17.01.13, 21:51
                Szantarko, weź pod uwagę, że decydując się na wyjazd i rozpoczęcie nowego związku odseparowujesz się od byłego kochanka. Wspomnienia zbledną, gdy nie będziesz go widywała zbyt często ( jeśli w ogóle). To jak terapia uzależnień.
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 08:17
        yoric,
        być może to śmieszne co napiszę... ale on nie był "świetny". Był zupełnie przeciętny i gdyby nie to całe pożądanie, które we mnie wzbudzał, to następnego razu na pewno by nie było. Całe zło siedzi w głowie. :(

        Była ogromna chemia. Był zapach, ciało, niecierpliwe dłonie, usta, oczy mówiące, że należę do niego. I ja tak się właśnie czułam.
        • yoric Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 11:03
          > yoric,
          > być może to śmieszne co napiszę... ale on nie był "świetny"....
          > Była ogromna chemia. Był zapach, ciało, niecierpliwe dłonie, usta, oczy mówiące
          > , że należę do niego. I ja tak się właśnie czułam.

          tak, tak, o to mi chodziło; skrót myślowy.
    • sabat-77 Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 08:39
      Nie idź w to. Miłość bez namiętności i intymności to najwyżej przyjaźń. Namiętności nie ma już, intymności szybko zabraknie. Gdy zamieszkacie razem, twój organizm zbuntuje się z czasem i dojdzie do tego, że nie będziesz w stanie się przemóc. Nie brnij w to, źle to wygląda i nie wróżę temu żadnej przyszłości. Twoje wątpliwości są bardzo trafne. Jeśli on na ciebie nie działa, to daj sobie spokój.
      • zawle Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 09:07
        Miałam podobną sytuację. Z drugiego związku nic nie wyszło. Dusiłam się, starzałam jako kobieta. To jak wybór pomiędzy młodością a wiekiem średnim. Mój "dobry" partner był moim rónolatkiem, jednak brak chemii powodował że nie coraz bardziej unikałam zbliżeń. Po kilku latach rozeszliśmy się. Ułatwił mi to, sama tkwiłabym w tym grobie do końca życia.
        • hello-kitty2 Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 09:37
          Tego namietnego kochanka kojarzysz z okresem kiedy stanelas na nogi i przypisujesz mu swoj udzial w powrocie do zycia ale prawda jest taka, ze sama sie podnioslas. Traktuj to, ze go 'wykorzystalas' do zmotywowania siebie. Ja to robie wielokrotnie, jak czuje, ze sie zaniedbuje fizycznie to dopuszczam wokol siebie faceta zeby sie zmotywowac. Wykorzystuje ich jako extra motywacje. Ale faceci dzialaja tylko na fizycznosc. Rzadko ktory motywuje intelektualnie, a fizycznie, no coz czlowiek leniem jest. Do diabla przeciez sama wykonalas cala robote, on byl tylko bodzcem.

          Aha, a moze nowy zaakeptowalby uklad z kochankiem w tle? Czy nie bylby to uklad dla Ciebie idealny? Czy nie jest to uklad w ktorym i tak jestes?

          A co do kochankow, prawda jest taka, ze nie wiem jak cudowny Ci sie wydawal ten ostatni to nastepny bedzie jeszcze lepszy/rownie dobry. Nie ma ludzi niezastapionych. A jak uwazasz, ze sa to zapraszam do dyskusji Urqu o neuroprzekaznikach w sasiednim watku. Tzw idealny kochanek, przed ktorym sie nogi rozjezdzaja to tylko narkotyczne uzaleznienie, ktore z latwoscia zamenisz na inne. Problem w tym, ze Ty nie chcesz :)

          • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 09:54
            hello-kitty2 napisała:

            > Aha, a moze nowy zaakeptowalby uklad z kochankiem w tle? Czy nie bylby to uklad
            > dla Ciebie idealny? Czy nie jest to uklad w ktorym i tak jestes?

            Yyyy kitty... też o tym kiedyś przez chwilę pomyślałam. Ale prawdę powiedziawszy i ja nie chcę i wątpię czy On by na to przystał. To silna jednostka i prawdziwy samiec. :)

            Co do teorii na temat tych cholernych endorfin i adrenaliny, to muszę im przyznać rację. Tyle, że to samo ale w mniejszym natężeniu (powolniejsze uwalnianie? :)) dostaję od obecnego.
            • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 10:12
              Teraz doczytałam - nie, nie jestem w żadnym układzie (oprócz zawodowego) z poprzednim. Odeszłam, gdy pojawił się nowy. Skoków w bok - pomimo możliwości - nie przewiduję. Ale widząc tamtego potwornie się męczę (jąkam się, ręce mi się trzęsą, rumienię tu i ówdzie, etc.). I to właśnie też jest kwestia do przemyślenia - czy jeżeli nie będę (po przeprowadzce) z nim miała kontaktu, to mi już do końca przejdzie? Bo jeżeli nie, to z moich planów na nowe życie całe "gie" wyjdzie.
              Nie chcę trakować nowego partnera jako ucieczki, bo nie tędy droga.


              • hello-kitty2 Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 10:26
                szantarka napisała:

                I to właśnie też jest kwestia do przemyślenia
                > - czy jeżeli nie będę (po przeprowadzce) z nim miała kontaktu, to mi już do koń
                > ca przejdzie?

                Przejdzie. Jesli to byl TYLKO seks to przejdzie. Mi przechodzilo zawsze.

                > Nie chcę trakować nowego partnera jako ucieczki, bo nie tędy droga.

                Ano wlasnie. To jest zagadnienie podstawowe. Bo jesli by tak bylo to sie posypie po calosci. Na tym bym sie koncentrowala: co to jest z Twojej strony w stosunku do niego? Tu musisz sobie uczciwie odpowiedziec. A to, ze do z tamym nie zdradzasz to jest dobry znak w calej sprawie. Do wrzesnia masz jeszcze troche czasu. Ulozysz to sobie w glowie. Nie martw sie.
                • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 12:08
                  kitty, ale ja do tego września muszę poczynić ogromne przygotowania.

                  Dzieci, zwierzaki, dom, nowa praca. Odcięcie się od rodziny, "mojego" miasta, przyjaciół i wszystkiego, co tyle lat mnie tutaj trzymało. Nowe warunki i miasto, którego nie znam. Będę musiała postawić wszystko na jedną kartę. I bardzo chcę to zrobić, tyle, że zgrzyt w sobie mam okrutny.

                  Jeśli chcę, potrafię żyć bez seksu.
                  Ale co to kuria za życie? :D
        • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 09:46
          zawle, sabat :)

          Już pisałam, że nie mam żadnej pewności (oprócz śmierci i podatków), że spotkam kogoś o zbliżonym do poprzedniego układu działaniu. Mogę cały czas szukać/czekać na taki ogień tracąc przy tym szansę na naprawdę ciekawe życie. :(

          Nikt mnie tak intelektualnie nie pociągał jak obecny. Nie wykazał się ani taką dojrzałością, szczerością, ani wyrozumiałością. To też może tak działać w układzie, gdzie ja (dojrzała kobieta) wystepuję w jego podświadomości jako "dziewczynka". W końcu ma syna młodszego ode mnie o dwa lata.
          Tyle, że ja nie potrzebuję, by się mną zajmować. On zdaje sobie sprawę z mojej niezależności, odrębności i że ciężko jest coś na mnie wymusić. Nie jestem bluszczem. Lepiej-gorzej dawałam i daję sobie sama radę.

          Próbowałam wcześniej (przed obecnym) zakończyć tę poprzednią relację. Doszłam do wniosku, że nawet po najlepszym seksie człowiek musi wstać z łóżka i zająć sie resztą swojego życia. Nie widzieliśmy się trzy miesiące... później, gdy się spotkalismy w ciągu 5 minut byliśmy umówieni. Ale ten układ (z żonatym mężczyzną) był dla mnie toksyczny i mnie wykańczał.

          Obecny myśli, że jest wszystko ok. Dzieje się tak być może dlatego, że nigdy nie widział mnie w akcji zimą na tylnym siedzeniu samochodu (bo już, teraz, natychmiast!). Ale z drugiej strony jest bardziej otwarty na moje potrzeby, fantazje i parę fajnych "sztuczek" wyszło mi tylko z nim. :)

          Nie myślę, bym się z nim "starzała" czy dusiła. Parę założeń "poprzeprowadzkowych" jest omówionych i myślę, że realnie do wykonania. Nie wyobrażam sobie natomiast życia z poprzednim i nigdy do niego nie dążyłam. Na jego pomysł, że się rozwiedzie, powiedziałam, że odejdę. On też był dla mnie tylko do łóżka.
    • gomory Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 10:57
      Przesadne zauroczenie leczy sie w bardzo prosty sposob. Ucinajac wszelkie kontakty w trybie natychmiastowym. Odpedzaj obsesyjne mysli o drugiej osobie. W tym przypadku uplywajacy czas sam powinien wszystko zalatwic.
      Chociaz pomocne ponoc sa rozne negatywne wizualizacje.
      Mozesz przywolac w pamieci chwile gdy wygladal niechetnie, zachowal sie niegrzecznie, zenujaco itd. Powyobrazac sobie jak mu wisi gil u nosa, puszcza baka, a zonie mowi tamta szmata nic dla mnie nie znaczy, tylko Ty i dzieci sie liczycie - no i takie tam rozne ;).
      Ale i bez tego im dluzej bedzie bez ZADNEGO kontaktu tym predzej uleci z pamieci. Tylko nie pielegnuj jego obrazu tak jak teraz to czynisz. Niczego nie tlumacz, zadnego DLACZEGO, tylko uznaj, ze nie mozesz sie z nim stykac na zadnej plaszczyznie.
      Aczkolwiek, w tym przypadku wlasnie moze byc celowe bys pytanie "dlaczego" zadala sobie. Wyjdz z zalozenia, ze nie wystawilas takiej pochwalnej kapliczki kochankowi, bo on jest faktycznie az taki zajebisty. Ty go tak postrzegasz, bo do czegos jest Ci to potrzebne, inaczej bys takich uczuc nie wzbudzila w sobie. Po co Ci to? Bez takiej egzaltacji nie przezywalabys emocji w zyciu? Potrzebujesz takich uniesien by nie byc bezuczuciowo pusta kobieta? Moze w ten sposob podswiadomosc powstrzymuje Cie przed zwiazkiem z mezczyzna, ktorego nie kochasz? Sprobuj to sobie sama dooobrze przemyslec.
      Jak sama wiesz, zycie to nie tylko bezstresowe bzykanie na sianie. To wazne by czuc sie bezpiecznie, moc liczyc na wsparcie, podzielic sie z kims przykrymi obowiazkami i radosnymi przyjemnosciami. Para ma wieksza energie niz osoba samotna. No ale nie wieksza niz dwie samotne osoby w nibyzwiazku.
      Nikt za Ciebie decyzji nie podejmie, bo to Twoje zycie. Nie wiem jak dla Ciebie jest istotna sfera erotyczna. Ludzie sa rozni, i dziwne rady czasem udzielaja. Czytalem tutaj wypowiedz kolegi piszacego: zostaw go, bo bez seksu zyc sie nie da. A sam w chalupie klepie nita przy pornosach ktorys tam rok i zyje ;). Mozliwosci seksualne mezczyzn z biegiem zycia maleja. Moze to dla Ciebie nie bedzie mialo znaczenia? Dla jednych raz w tygodniu jest OK, dla innych to oznaka seksualnej pustyni.
      "Naprawde jaka jestes nie wie nikt..."
      Moze nie tyle czestotliwosc jest istotna co intensywnosc? Ma byc wigor, wyuzdanie, dynamiczne zmiany, brak monotonii, bo bez tego nie dasz rady zyc. Zastanow sie najpierw dobrze co jest dla Ciebie wartoscia podstawowa. Z czego zrezygnowac mozesz, a z czego nie bo bedziesz nieszczesliwa.
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 11:46
        Fajnie, że tyle opinii. :)

        Nie pielęgnuję wizerunku poprzedniego partnera w swoich myślach. On działa poza moją świadomością. :)
        Wiem, jaki jest. Dokładnie zdwałam sobie sprawę z tego i wcześniej, i teraz. Mam świadomość "dlaczego" weszłam w taki układ - był wynikiem poprzednich doświadczeń po których bałam się bliskości i zranienia. Seksu potrzebowałam, więc żonaty mężczyzna był niejako gwarantem braku całkowitego zaangażowania i wynikających z tego (dla mnie) problemów.

        "Dlaczego" obecny? W sumie nie szukałam, ale ujrzałam dojrzałość i odpowiedzialność jakiej podświadomie pragnęłam. Empatii (modne słowo :D), odwagi, szczerości, zaufania, wspólnego zrozumienia. Poczucia humoru i wrażliwości. Po Piotrusiu Panu (eks mauż), następnych niespełnionych obietnicach i wiecznych manipulacjach (prawie 7 lat) można juz wiedzieć czego się chce. A na pewno, czego sie nie chce. Stąd też mój brak zgody na jakikolwiek poważniejszy związek (wychodzący poza łóżko) z poprzednim.

        Sfera erotyczna jest dla mnie bardzo ważna. Ale nie byle jak, z byle kim i byle gdzie. Ostatecznie mam jakieś kryteria, które powodują, że właśnie ten, a nie inny. Poza tym jednym przypadkiem.
    • that.bitch.is.sick Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 11:07
      Weź przestań, to jest oczywiste że jesteś zwierzęciem obdarzonym rozumem jak my wszyscy i musisz postępować w zgodzie z racjonalnym wyborem, a nie kierować się tam gdzie (nieładnie mówiąc) dupa wskaże. Wszyscy cierpimy i chcemy robić rzeczy nieładne których nie powinniśmy co nie zmienia faktu, że gdybyśmy je robili to mogłoby dojść do katastrofy.
      Np. ja, miałam do niedawna w pracy mężczyznę, który na szczęście odszedł i działał na mnie okrutnie i coś iskrzyło, tak że mało się nie zsikałam. Niestety: niepracująca żona i któreś z kolei dziecko w drodze. No i co? Mam reagować jak samica? Rozpieprzać komuś rodzinę, z powodu chcicy? Przecież teoretycznie rzecz biorąc to samo mogę czuć do co piątego faceta na świecie. Zracjonalizowałam i przeszło. Naprawdę można.
      Z drugiej strony wierzyć że takie pożądanie to jedyne na świecie i się nie powtórzy w bardziej pomyślnej konfiguracji, to efekt zaślepienia i fascynacji która prędzej czy później przeminie, rozumiesz? Porozumienie intelektualne, dobranie na podstawie wyznawanych wartości, podobne cele, poglądy - to rzeczy trwałe(jeśli podlegają zmianom to powolnym), natomiast dobranie na podstawie ekstra seksu i pożądania to rzecz która może nagle minąć i okaże się że mamy obok obcą osobę. Popatrz na nieszczęśnika w wątku obok - kolegę nie-kumam, co daje stawianie na pożądanie. W najbardziej intensywnym przypadku to trwa trzy lata - przetestowałam, potem mija.
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 11:56
        bitch :)

        to, że Ty nie chciałaś, to nie znaczy, że inni też nie chcą. Albo będą mieli pewne wartości na Twoim poziomie. I jeszcze jedno - nigdy nie miała zamiaru rozbijać żadnej rodziny. Wiem jak to smakuje.

        Nie wiem, czy facynacja przeminie. Na razie nie pozwala mi się zaangażwoać na tyle, na ile i bym chciała, i na ile On na to zasługuje. Czuję ogromny dyskomfort, czuję, jakbym go oszukiwała, pomimo tego, że nie chadzam na boki. I za każdym razem, gdy spotykam się w pracy z poprzednim, mówię twardo (drżącym glosem, wiem, dramat), że nie chcę.
        • that.bitch.is.sick Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 12:09
          szantarka napisała:

          > bitch :)
          >
          > to, że Ty nie chciałaś, to nie znaczy, że inni też nie chcą. Albo będą mieli pe
          > wne wartości na Twoim poziomie. I jeszcze jedno - nigdy nie miała zamiaru rozbi
          > jać bżadnej rodziny. Wiem jak to smakuje.
          >

          Nie wiem, dla mnie podejmując zabawę z facetem mającym zobowiązania rodzinne taką zabawę, niesie za sobą ryzyko że tamten związek się spieprzy. Mówiąc, że nie chciałam, nie miałam w tym udziału, to tylko takie dziecinne mydlenie oczu.
    • loppe Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 13:13
      No mamy tutaj do czynienia z kłopotami bogactwa.

      Autorka znajduje się w orbicie mocnego zainteresowania dwóch mężczyzn i obu tych mężczyzn darzy pozytywnymi uczuciami, podobają jej się.

      Stąd to podekscytowanie, które ja wyczuwam. To nie jest kobieta w depresji, daleko do tego.

      Co radzić? A skąd ja mogę wiedzieć, nie znam się na facetach. Zastanów się.

      • tygrys-bez-rys porady spod lady 15.01.13, 13:19
        Lupus jesteś moim ulubionym bohaterem literatury dla młodzieży dorastajacej. Gdziesty chłopie przeczytał, żeby sie ta lola pytała o jakieś rady. Myślał by kto ze tak stary pierdola jak ty wie, ze baby sie nigdy o nic nie pytają to czysta narracja, one zawsze ci mówią.
        • loppe Re: porady spod lady 15.01.13, 13:23
          Autorka prosi o pomoc, nie o rady.
          • tygrys-bez-rys Stary a glupi 15.01.13, 13:30
            I pewnie jeszcze pijak. Jeszcze sie taka baba nie urodziła co chce wiedzieć jak byś rozwiązał jej węzeł gordyjski, ulzyl nieopisanemu cierpieniu, i poczuł głębię doznań niedostępny dla śmiertelników. Ale w skrócie, tak se to tumacz lupus, zaczarowany ołówek w dłoń i dawaj z pomocą.
            • loppe Re: Stary a glupi 15.01.13, 13:36
              Słuchaj, wypowiedz się może najpierw na temat, zanim zaczniesz łazić za mną w watku. I nie łaź już za mną, bo mnie nie interesujesz.
              • tygrys-bez-rys trudna miłość 17.01.13, 02:23
                Lupus ja jednak wierze ze masz dość serce duże i dla mnie, czy twoje zawołanie "kochajcie sie!" Mnie nie dotyczy? Czy jestem wyjęte, wypędzonych poza kropke lupusowego przykazania miłości.
            • szantarka Re: Stary a glupi 15.01.13, 13:41
              Tygrysów bez rys też nie ma. :)
              • tygrys-bez-rys Jak nie ma jak jest 15.01.13, 13:53
                I choćby nie wiem jak sie naprezal, to nie udziwignie! Taki to cierzar.
            • stary.dziadyga Nię bądź hipo Tygrys 15.01.13, 17:09
              Rysiu trzymaj fason!

              Skoroś orędownikiem nie wypowiadania się gremialnie w imieniu wszystkich panów, to wypadałoby nie propagować żadnych generalizacji na temat kobiet (wlicza się również baby i lole).
              • tygrys-bez-rys Spiedralaj Dziadu 17.01.13, 02:20
                Albo mi wyjaśnij twoja propozycje. Dlaczego niechęć do procederu wkladania w moje usta, wykładni swiata której nie popieram, niesie ze sobą konieczność zaniechania generalizacji na temat fok, lol, dup, lasic, kocic i towarów? Zaznaczam ze miłe memu sercu jest wkladania w ww dobrze wyglądających i smakujacych dup cyckow i tem podobnych.
        • szantarka Re: porady spod lady 15.01.13, 13:45
          tygrys-bez-rys napisała:

          > Lupus jesteś moim ulubionym bohaterem literatury dla młodzieży dorastajacej. G
          > dziesty chłopie przeczytał, żeby sie ta lola pytała o jakieś rady. Myślał by kt
          > o ze tak stary pierdola jak ty wie, ze baby sie nigdy o nic nie pytają to czyst
          > a narracja, one zawsze ci mówią.

          "ta lola" sobie wyprasza.
          Gdybyś chłopie bez chwilkę pomyślał, to zajarzyłbyś, że w innym przpadku rozmawiałabym o tym wszystkim z "Onym".
          Ale nie mogę, bo to dotyczy przede wszystkim Jego. I Jego poczucia bycia mężczyzną.
          • tygrys-bez-rys O nas bez nas 15.01.13, 13:56
            Oczywiście ja to rozumiem, no bo on przecież zasługi jest żeby to zrozumieć, a ty jesteś Maria Magdalena i za niego poniesiesz ten krzyż, męskości, jeszcze by nie tak wybrał jak trzeba. A tak masz pewność ze piśmie właściwa decyzje.
            • szantarka Re: O nas bez nas 15.01.13, 14:20
              No... tygrys pierdoła. :)

              Nic nie zdecydowałam przecież, się zasłuchałam. I jak na razie trwam.
              Niczym niepodważalne i jedynie słuszne tiwi. :)

              Widzisz, teraz się zastanowiłam - myślisz, że ja sie boję, że gdyby się "dowiedział", to by mu miłość do mnie przeleciała niczym letni wiatr? A nie podpada to (teraz z Twojej strony) pod "nic o nas bez nas"? :)

              Mnie się wydaje, że bycie sprawnym seksualnie (też) mężczyzną w wieku 65 i więcej wymaga zamiast małej niebieskiej tabletki paru czynników. Nie uważasz? :)

              Nie boję się o jego wybór. Zastanawiam się nad nami i sensem ciągnięcia tego wszystkiego, nad kosztami przewracania czyjegoś życia do góry nogami.
              Znam cenę.
              • tygrys-bez-rys Bla bla bla 15.01.13, 14:39
                Ściągaj majtki, idziemy sie kochać.
                • szantarka Re: Bla bla bla 15.01.13, 14:40
                  Na drzewo kochaniutki, na drzewo. :)
                  • tygrys-bez-rys Nie można mnie obwiniac 15.01.13, 14:47
                    O to ze nie próbuje,
                    • szantarka Re: Nie można mnie obwiniac 15.01.13, 14:55
                      No widzisz.
                      Mnie też nie.
                      Obadwam histeryki. :)
                      • tygrys-bez-rys Nic nie widzę i nie zobaczę 15.01.13, 15:00
                        Nawet kawałka cycka, dlatego nic tu po mnie, idę spać zanim powróci rzeczywistość.
            • szantarka Re: O nas bez nas 15.01.13, 14:38
              I jeszcze k'woli wyjaśnienia - owszem, zrozumiałam, co prawdopodobnie miałeś na myśli. Mężnie by zniósł to, że mnie nie kręci tak bardzo jak ktoś, kto jest obok mnie, nieomal na wyciagnięcie ręki. Nie sprał by po twarzy za domniemaną i nie mającą miejsca zdradę. Bo wojownik z niego wielki, i rycerz jakich już nie ma.

              Ale mnie bardzo zależy, więc nie zaryzykuję, by się o tym przekonać.
              • tygrys-bez-rys Basta 15.01.13, 14:42
                Skonczcie dobra kobieto sta histeria bo mi sie spirytus kończy,a na dworcu niezprzyjajce okoliczności przyrody, psa by nie wygonil po vodke a co dopiero tygrysa.
              • that.bitch.is.sick Re: O nas bez nas 15.01.13, 15:49
                szantarka napisała:

                > I jeszcze k'woli wyjaśnienia - owszem, zrozumiałam, co prawdopodobnie miałeś na
                > myśli. Mężnie by zniósł to, że mnie nie kręci tak bardzo jak ktoś, kto jest ob
                > ok mnie, nieomal na wyciagnięcie ręki. Nie sprał by po twarzy za domniemaną i n
                > ie mającą miejsca zdradę. Bo wojownik z niego wielki, i rycerz jakich już nie m
                > a.
                >
                > Ale mnie bardzo zależy, więc nie zaryzykuję, by się o tym przekonać.

                boziu co za przygnębiająca postać, jak to dobrze że jeszcze tylko kilka lat będziesz jak typowa kobieta: "kłamać, kręcić, psuć i zdradzać" - potem to na nikim nie zrobi już wrażenia. chyba że będziesz rozwalać 40 letnie małżeństwa w domu opieki dla starców, albo w sanatoriach. jak już to nie wypali to będziesz kraść klapki kąpielowe i sztuczne szczęki, aż wreszcie lekarze wpadną na pomysł że najprościej będzie wywołać menopauzę i świat seniora na tym skorzysta.
                • szantarka Re: O nas bez nas 15.01.13, 15:52
                  bitch,
                  przeczytaj jeszcze raz. Może czegos nie zrozumiałaś, np. sarkazmu? :)



      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 13:35
        Się zastanawiam loppe. Od ponad roku.
        A jak kobieta za dużo myśli, to musi coś schrzanić. :)

        Na mojej orbicie jest nie dwóch, a co najmniej czterech. Liczy się tylko jeden, drugi ciągle miesza samym jestestwem i obecnością. Tak, jestem podekscytowana, albowiem muszę zacząć podejmować życiowe decyzje. Nie oparte na mojej doopie, a na tym, co mogę mieć trwałego w życiu. Ba, coś, czego nigdy nie miałam. Prawdziwy związek i Partnera.

        Jestem sobą zmęczona. Czasem się zastanawiam, czy nie pieprznąć tym wszystkim dziś i nie wyjechać od razu. Zostawić dobrą pracę, powisieć jakiś czas na kimś finansowo (On się zgadza) i zacząć wszystko od początku. Taaa... 40+ i nie mieć po paru latach do czego wracać? A z drugiej strony - mogą to być najlepsze lata mojego życia.

        Zastanów sie loppe. :)
    • stary.dziadyga Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 17:23
      Mam radę: weź dorośnij, masz dylematy jak nastolatka.

      A potem wybierz bramkę numer 3, czyli meżczyznę który będzie Ci odpoiwadał w obu aspetkach i bądź szczęśliwa. Nie rań ludzi wokól dla własnej próżności.
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 18:58
        O tym, że się czuję jak nastolatka, to już było. I nawet ode mnie.
        O tym, że nie zawsze w życiu ma się to, czego by się chciało, to też już było. I pewnie u znakomitej większości.
        O tym, czy ma się świadomość swoich możliwości bądź ograniczeń i umie przewidzieć konsekwencje - to dopiero będzie.

        Różne łatki w życiu dostawłam, ale "próżna" pojawia się pierwszy raz. Jeśli straciłeś na moje wypociny tak bardzo wazny i cenny swój czas dziadygo, to bardzo przepraszam. Oddalę się, by to przemysleć i więcej tego nie powtarzać. :)
        • stary.dziadyga Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 19:44
          Spoko nic nie straciłam.

          Wybacz jeśli poczułaś się urażona określeniem próżna, ale tak to mi właśnie wygląda.
          Niedowartościowana kobieta po przejsciach znalazła sobie fajnego dziadka, który wreszcie dał jej to czego inni mężczyźni jej nie dali, ale jej jakby wciąż mało i musi się dowartościowywać "czterema na orbicie". Jak dla mnie to Ty jestes w tym związku z próżności, bo ktoś Cie w końcu pokochał tak jak chciałaś i Tobie to pasuje i wg swoich chłodnych kalkulacji nic lepszego Ci się juz nie trafi. Dla mnie w tym właśnie wyraża się Twoja próżność, żeby nie było że rzucam jakieś epitety na ślepo.

          Będziesz sobie z tym panem "szczęśliwie" żyła i po cichu wzdychała do jakiegoś ruchacza z przeszłości. I jeszcze zamierzasz mu o tym powiedzieć!!!????? Że nie jest dla Ciebie wystarczająco mężczyzną? Wtedy juz go całkowicie wykastrujesz, ale byc może spuści głowę i przełknie tę potwarz, bo jak sama mowiłaś dla niego to ostatnia realna szansa na związek, więc może da się upodlić...

          Spróbuj się tak uczciwie sama ze sobą zastanowić nad tym co robisz.

          Na forum jesteś anonimowa, więc nie przejmuj się inwektywami, a raczej wykorzystaj to że możesz byc całkowicie szczera. Co Cię obchodzi co jakiś "stary dziadyga" o Tobię sądzi?

          Tak po ludzku to współczuję Ci sytuacji, ale też są jakieś granice wykorzystywania ludzi w drodze do własnego "szczęscia".

          Powodzenia



          • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 20:43
            Zły przekaz, czy zły odbiór?

            Po kolei i szybko, dlatego może wyjść czasem, że napastliwie i agresywnie. Za co z góry - sorki.

            Kobieta, która przeszła już dość złego w życiu. Na swoją własną prośbę, przez naiwność i zaniedbanie oraz z powodu innych.

            Nie dowartosciowuję się "innymi na orbicie". Wyobraź sobie dziadu, że są kobiety, które przyciągają mężczyzn. Tak jest "po prostu" i nic tego nie zmieni. Nie chodzi o to, by z tym walczyć, czy to wykorzystywać. Może mają "tę iskrę", a może tylko wysyłają jakieś znaki dymne z palarni. W tym momencie zupełnie nieważne.

            Tak, ja chcę być kochana tak jak chcę. I na kogos takiego jak On czekałam. Za dużo mnie moje "związki" do tej pory czasu, zdrowia, pieniędzy i energii kosztowały, bym nie wiedziała, co się nie sprawdza.

            Tak, chcę by był przy mnie mężczyzna, który mnie inspiruje, z którym się nie nudzę, który nie będzie na mnie wisiał, ani ja na nim, który mnie nie męczy, z którym mogę śmiać się i płakać, któremu mogę ponarzekać (rzadko, ale czasem trzeba), iść śmiało np. na koncert Yasmine Levy (poniedziałek :)), któremu nie będą przeszkadzały moje pasje ani moje dzieci. Nie mówiąc o po "40 letnim" błogim lenistwie, któremu daję czasem upust. Mężczyzna, z którym mogę porozmawiać o wszystkim i którego z chęcią słucham oślo w Niego wpatrzona. bo to cholernie mądry chłop.

            Nie chcę wzdychać do żadnego "ruchacza". Samą mnie dziwi fakt takiego powalonego rozdowojenia. W innym wypadku nie byłoby mnie tutaj. Gdybyś uważnie przeczytała, to może zauważyłabyś, że właśnie tej Jego niewiedzy będę bronić jak lwica. Tygrys zarzucił mi, że za Niego wybieram i krzyż męskości niosę. Otóż nie, ale uważam, że czasem lepiej jest żyć w nieświadomości. I jak wcześniej wspominałam - nie wiem, jak bardzo ja mu odpowiadam. Może u niego jest podobnie i nie mówi nie chcąc mnie w ten sposób ranić?

            Jest dla mnie Mężczyzną. Właśnie przez duże "M". Żadnym "dziadkiem". Jest bardziej interesujący i aktywny fizycznie i intelektualnie od większości 40 latków, z którymi mam do czynienia. I ma potężną zaletę - dystans, który to spowodował, iż to od Niego padło stwierdzenie o byciu ostatnią kobietą w Jego życiu.

            Ja jestem w Nim szczęśliwa, rozumiesz? Dlatego jestem zdecydowana rzucić wszystko w diabły, by od nowa zaczynać. Będzie to przede wszystkim mnie bardzo dużo kosztował - nie zauważyłaś czy nie zrozumiałaś? Jestem nawet gotowa z czasem żyć bez pełnego seksu (umiem). I nie poczytuję tego w kategoriach ofiary z mojej strony.

            Inwektywy nie padły, jedynie ludzie lubią bardzo szybko oceniać, co czasem trzeba im delikatnie przypomnieć. Zbulwersował mnie najbardziej fakt odwrócenia przez Ciebie całej relacji o 180 stopni i postawienie jej na głowie.
            • stary.dziadyga Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 21:42
              Gdybyś uważnie przeczyta
              > ła, to może zauważyłabyś, że właśnie tej Jego niewiedzy będę bronić jak lwica.

              Napisałaś:

              "Mężnie by zniósł to, że mnie nie kręci tak bardzo jak ktoś, kto jest obok mnie, nieomal na wyciagnięcie ręki."

              Stąd mój wniosek i bulwers, bo nie wyobrażam sobie usłyszeć czegoś takiego od ukochanej osoby.

              > Ja jestem w Nim szczęśliwa, rozumiesz? Dlatego jestem zdecydowana rzucić wszyst
              > ko w diabły, by od nowa zaczynać. Będzie to przede wszystkim mnie bardzo dużo k
              > osztował - nie zauważyłaś czy nie zrozumiałaś? Jestem nawet gotowa z czasem żyć
              > bez pełnego seksu (umiem). I nie poczytuję tego w kategoriach ofiary z mojej s
              > trony.

              i znów ja tylko czytam i wyciągam wnioski.

              Napisałaś:

              "Mam ciągle wrażenie, że poprzedni trzyma mnie w mackach. Nie osiąga to rozmiarów marzen na jego temat, ale obawiam się, że to się nie zmieni po wspólnym zamieszkaniu. A ja nie dość, że komuś napierniczę w życiu, to jeszcze sama do momentu prawdziwej próby będę musiała swoje przewrócic o 180 stopni."


              Czyli sama napisałaś że decydując się na zwiazek z tym facetem (przepraszam za dziadka) możesz mu spieprzyć życie, po chichu wzdychając/nie mogąc zapomnieć tego fantastycznego jebaki. Sorry, ale nie widzę gdzie ja tu cos przekręcam.

              oraz

              " Siedzę, płakać mi się chce jak nastolatce.

              Oszaleć mozna. :( "

              Wydawało mi się ze czytam słowa kobiety nieszczęśliwej,targanej wątpliwościami czy zwiazac się z kimś kto jest kochany i bezpieczny ryzykując spieprzenie mu życia, ale jezeli źle zrozumiałam i jesteś jak piszesz w ostatnim poście szczęsliwa to ok. Rozumiem że tą szczęśliwą konkluzją możemy zamknąć wątek.

              Ja Ci porponowałam anonimowo bycie szczerą z sama sobą i z nami. Zyskałabyś z tego znacznie więcej niż z wybielenia się na internetowym forum przed obcymi ludźmi.





              • szantarka Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 21:58
                Dzizas,
                czy to jakaś forumowa tradycja na 15 w czytaniu bez zrozumienia? Już bitch odpisałam, że to sarkazm. Zabrakło Ci końcówki cytatu:

                "Ale mnie bardzo zależy, więc nie zaryzykuję, by się o tym przekonać."

                Tak, moge mu spieprzyć życie. Bo jak napisałam, czuje się jakbym go oszukiwała. Chociaż jest mi z Nim w łożku dobrze. Ale to po tym czego poprzednio doświadczyłam jest dla mnie "zaledwie" dobrze.
                "Jebaka" nie byl fantastyczny, tylko na mnie strasznie erotycznie działał. I działa. A ja nie chce uciekać, chce świadomej decyzji o zamknięciu tamtego rozdziału i uwolnieniu się od niego.

                Tak, chciało mi się płakać. Do tej pory mężczyzna z którym byłam był jedynym, który mnie pociągał. To taki malutki życiowy paradoksik - spotykasz kogoś, z kim chcesz spędzić resztę życia - w kuchni, pokoju, przedpokoju, na strychu i wycieczce. Ale nie jest twoim królem w sypialni.

                Nie wybielam się. Cycki mi już opadły od tłumaczenia.

                Dobranoc. :)
                • stary.dziadyga Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 22:15

                  To taki malutki życiowy paradoksik - spotykasz kogoś, z kim
                  > chcesz spędzić resztę życia - w kuchni, pokoju, przedpokoju, na strychu i wyci
                  > eczce. Ale nie jest twoim królem w sypialni.

                  W sumie to nawet Cię rozumiem i powiem Ci ze mozna popracować nad tym żeby było inaczej, wykorzystac jak najlepiej dostepne zasoby i nie zapominac, że zgranie i harmonia są kluczem do szczęścia we wrzechświecie ;) i chyba taka powinna być moja rada zamiast tamtej tyrady.

                  Dobranoc i sorry za brak zrozumienia.
          • hello-kitty2 Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 21:09
            stary.dziadyga napisała:

            Jak dla mnie to Ty jestes
            > w tym związku z próżności, bo ktoś Cie w końcu pokochał tak jak chciałaś i Tobi
            > e to pasuje i wg swoich chłodnych kalkulacji nic lepszego Ci się juz nie trafi.
            > Dla mnie w tym właśnie wyraża się Twoja próżność, żeby nie było że rzucam jaki
            > eś epitety na ślepo.

            Nie rozumiesz gdzie tu widzisz proznosc? Przeciez to co napisalas mozna powiedziec o przecietnej osobie bedacej w zwiazku. Bo sie pokochali, bo sobie wzajemnie pasuja i nic lepszego sie sie w tym okresie nie trafilo. Czy chodzi, ze miala wybor z 4? Przeciez to nie od niej zalezne.

            > Tak po ludzku to współczuję Ci sytuacji, ale też są jakieś granice wykorzystywa
            > nia ludzi w drodze do własnego "szczęscia".

            A w jaki sposob ona go wykorzystala poza granice albo tych pozostalych?
            • stary.dziadyga Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 22:10
              > Nie rozumiesz gdzie tu widzisz proznosc? Przeciez to co napisalas mozna powiedz
              > iec o przecietnej osobie bedacej w zwiazku. Bo sie pokochali, bo sobie wzajemni
              > e pasuja i nic lepszego sie sie w tym okresie nie trafilo. Czy chodzi, ze miala
              > wybor z 4? Przeciez to nie od niej zalezne.

              > A w jaki sposob ona go wykorzystala poza granice albo tych pozostalych?

              Czy tylko ja doczytałam że autorka wątku jest po raz pierwszy w życiu zakochana z wzajemnością w mężczyźnie dla którego jest wszystkim i który jako pierwszy kocha ją tak jak ona tego potrzebuje, ale jednoczesnie obawia się że sentyment do boskiego seksu z kochankiem przekreśli jej/ich szanse na szczęśliwe życie i będzie musiała życie swoje i tego pana przewrocić do góry nogami?

              Czyli po latach nieudanych związkówi facetów którzy jej nie kochali dostatecznie zwieńczonych romansem i facetem, który miał rodzinę, autorka nie potrafi zaakcpetowac w pełni tego mężczyzny który dał jej (prawie) wszystko. Jednak chce się z nim w pełni zwiazać, zostawiając sobie furtkę spierniczenia tego. Decyzja na taki wygodny związek, lecz bez szczerości wobec tej osoby, świadczy wg mnie o próżności. Także wykorzystywaniem.
              • szantarka Re: fatalne zauroczenie 16.01.13, 07:57
                Nie dziadygo. :)
                Autorka nie jest po raz pierwszy zakochana z wzajemnością. Autorka po raz pierwszy w życiu nie czuje się w związku wykorzystywana i po raz pierwszy nie ma uczucia zaburzonej relacji w dawaniu i braniu.

                Nie zostawiam sobie furtki spieprzenia czegoś. Ja się tego boję.

                Jeszcze raz napiszę - seks z poprzednim był naprawdę przeciętny i gdyby nie to, że sam facet na mnie potwornie działał, nie powtórzyłabym tego.

                Jest taka książka Marii Czubaszek "Dziewczyny na ścianę i na życie". Tak to niestety mniej więcej wygląda.
    • zyg_zyg_zyg Re: fatalne zauroczenie 15.01.13, 22:20
      A może po prostu nie umiesz funkcjonować w noralności, w związku, w którym wszystko układa się i gra? Pisałaś o popaprańcach w swoim życiu (nie wiem, czy tylko tacy stawiali na Twojej drodze, czy nie), pisałaś o terapii dla kobiet "kochających nie tak" ;-), którą przeszłaś. Czujesz, że przepracowałaś to uczciwie i skutecznie? Nie masz w sobie takiego przymusu, żeby zaburzyć coś, co niezaburzone po to, by znaleźć się w znajomej, bezpiecznej rzeczywistości?
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 16.01.13, 07:45
        Bardzo trafna uwaga zyg.

        Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy ja umiem funkjonować w dobrym i zdrowym związku. Nigdy takiego nie miałam. To też mam przegadane z obecnym i On świadomie bierze na siebie ryzyko bycia z kimś, kto jest niejako "zielony" w partnerstwie. My naprawdę rozmawiamy. :)

        Jakąś tam autodestrukcję mam wpisaną w geny. Jak każdy. Ale faktem jest, że do tej pory skakałam na główkę do pustego basenu w imię miłości czy na skutek czyichś oczekiwań i mojego braku asertywności. Bo mnie się wydawało, że musiałam. Teraz nie chce popełnić błędu, za który przyjdzie mi znowu zapłacić olbrzymią cenę. Nie mam na to ani chęci, ani czasu. To tak dla wyjaśnienia. :)

        Mężczyźni, na których "trafiałam" nie byli popaprańcami. Sporo winy można znaleźć w drugiej stronie, która nie umie stawiać granic i z proletariacką pieśnią na ustach idzie na całospalenie, a później się dziwi, że się poparzyła. :)

        Wiem, czego chcę. Jestem świadoma swoich ograniczeń i uzależnień, swoich wad i uwarunkowań. I nie mogę nieodpowiedzialnie machnąć na to wszystko ręką, że jakoś to będzie. "Jakoś", to ja już miałam i teraz mam dreszcze na dźwięk tego słowa. :)
    • 987ania Re: fatalne zauroczenie 16.01.13, 09:46
      Poczytałam trochę Twoich postów i trochę odpowiedzi. Napiszę Ci jak taka relacja wygląda z trzeciej strony. Z pierwszej strony, czyli partnerki wiem to co mi mówi partnerka mojego dziadka. Druga strona, to dzieci dziadka. A trzcia strona, to ja, wnuczka. Obecnie tylko ja utrzymuje kontakt z dziadkiem i jego partnerką. Dzieci uważają, że ona im wszystko zabrała (oczywiście kasa). Partnerka uważa ze nic nie dostała ( dziadek to znany sknera, poza tym bogaty był jak pracował a teraz jest na jej utrzymaniu) i za wszystko zapłaciła sobie sama, w co nie trudno uwierzyć, bo cały czas pracuje.
      Na pewno było im dobrze przez pare lat ale teraz dziadek jest starym facetem, który wymaga opieki, wizyt u lekarza, obecnie jest w szpitalu i ona sama wszędzie z nim jeździ i wszystko załatwia. Dzieci odwiedzają dziadka jak jej nie ma w domu. Dla mnie to wszystko jest chore i nie jest normalne.
      Musisz zdać sobie sprawę, ze po kilku latach (oby jak najdłużej) taka różnica wieku robi znaczenie, bo starszy facet może chorować lub być po prostu niesprawnym. Sexu nie ma, nie ma romantycznych wyjazdów, jest proza życia. Nie wiem czy on ma dzieci ale możesz być tak skazana na ostracyzm i zostać w związku, który będzie sie znacznie różnił od obecnego. Dziadek ma obecnie 88 lat a ona 63.
      Druga sprawa to to ze w żadnym z obecnych związków nie masz wszystkiego. W jednym sex, w drugim uczucie. Chcesz tracić czas na kolejny nie do końca związek? Może zmien prace, zeby sie od jednego uwolnić, jedz na narty, znajdź nowa pasje i poszukaj namiętności z uczuciem, zeby znowu za jakiś czas nie szukać.
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 16.01.13, 10:43
        Dobry głos, prawdziwy.

        aniu - starość i niedołężność nie jest dla mnie przerażająca. Miałam ją bardzo blisko siebie i mam ją u Niego.
        W czasie moich przyjazdów jeździmy (oprócz wspólnych wypadów) 50 km do jego mamy - w tym roku kończy 90 lat. W ciągu tygodnia radzi sobie sama (opiekunka przychodzi teraz na parę godzin, latem nie było z nią w tygodniu nikogo), na weekendy (jesli nie wyjeżdżamy) on jest przy niej. Jedziemy do niej i jesteśmy we troje. On sprząta u niej, gotuje, robi większe zakupy, przywozi i odwozi do siebie większe pranie, zajmuje się bieżącymi sprawami i naprawami, ogródkiem i całym gospodarstwem. Widzę co robi i jak, potrafię to ocenić i docenić. I nie ma staruszka wielkiego majątku, ani ubeckiej emerytury :), jest za to apodyktyczną osobą z zakradającą się powoli demencją (ostatnio schowała klucze do torebki ze starymi rajstopami - na dnie szafy).

        Ja nie mam już rodziców. Mamę pochowałam w 2 m-ce temu. Leżała prawie trzy lata, w tym dwa w pieluchach. Sytuacja bardzo wyczerpująca i psychicznie, i fizycznie całą rodzinę. Długie i bolesne umieranie jest niemocą i bezsilnością. Mieszkała u samotnego brata, ale opieką doraźną (higiena, żywienie, opatrunki, masaże) zajmowałam się na zmianę z 2 siostrami (stąd też moja mozliwość wyjazdu do Niego co drugi tydzień). Wiem, jak wygląda emerytura do której trzeba dokładać, czy jak bardzo zmienia się bliska ci osoba - czy to na skutek starości, czy też choroby i cierpienia. Moja mama nie zdążyła go poznać. Wiedziała o Nim i też stwierdziła, że ojca szukałam. ;) Nie wiedziała jednak o całej masie rzeczy, które mnie do Niego ciągną.

        Mina moich dzieci, gdy dowiedziały się o naszej różnicy wieku - bezcenna. :) "eeeeeee... mametka, przecież mógłby być naszym dziadkiem". "Mógłby, ale nie jest". Poznały go, czasami jesteśmy razem. Nie mają już żadnych zastrzeżeń. I piszę o tym nie dlatego, że się ich pytam o zdanie, ale dlatego, że chciałabym, by był członkiem naszej rodziny.

        Bardzo ważna dla mnie rzecz - bez względu na to, co i jak się podzieje, jestem szczęśliwa, że to On, a nie ktos inny stał przy mnie nad grobem matki. Podtrzymywał mnie będąc uczestnikiem mojego bólu i cierpienia. I sam spytał, czy go potrzebuję i czy chcę, by przyjechał.

        Bo widzisz - prawdziwi mężczyźni istnieją. :)
    • to_ja_pisze Re: fatalne zauroczenie 17.01.13, 09:03
      Jak na mój gust to nadal nie znalazłaś właściwego faceta. Szukaj dalej.
    • rmf-klasik Re: fatalne zauroczenie 17.01.13, 22:53
      Trochę dziwne, ze czterdziestoletnia babka nie dostrzega swego ogromnego udziału w pielęgnowaniu w swojej głowie wspomnień na temat samca alfa. Pana Alfa miałaś
      dość rzadko, co z pewnością wpływa na koloryzowanie i przypisywanie magii tym spotkaniom. Od Ciebie zależy, czy będziesz tkwiła w wyidealizowanym obrazie obiektu pożądania niczym Barbara Niechcic o swym Taliboskim.
      • monika19782 Re: fatalne zauroczenie 31.01.13, 23:15
        Nie rób tego.
        • szantarka Re: fatalne zauroczenie 01.02.13, 16:19
          A możesz więcej moniko? :)

          To nie złosliwość, tylko jeśli masz jakis przykład z życia, to będę wdzięczna. Chodzi mi o spojrzenie z różnych stron. Wiem, że nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, ale może coś jeszcze pomijam. :)
      • szantarka Re: fatalne zauroczenie 01.02.13, 16:31
        Nie koloryzuję, ani nie pielęgnuję. Po prostu wiem, jak reaguje moje ciało na obecność byłego koło mnie.

        rmf, żadnego pana Toliboskiego nie ma w moim życiu. Wyżej stawiam mądrość, emocjonalność, dojrzałość i całą intelektualność obecnego, niż ogień z poprzednim. Mózg też potrafi być seksowny. :)

        • monika19782 Re: fatalne zauroczenie 01.02.13, 17:07
          Napisałam tak spontanicznie bo to pierwsze co przyszło mi do głowy po dokładnym przeczytaniu całej historii. Za przemawia to jak piszesz o swoim obecnym partnerze, plus stosunek Twoich dzieci, jednak moim zdaniem to za jakiś czas może niewystarczyć, możesz przeżyć kolejną rozpierduchę w życiu a tego chyba nie chcesz. Znam przykład pozytywny takiego już 25 letniego związku, z najbliższej mojej rodziny. Mężczyzna obecnie pomimo że po 80 świetnie się czuje i to jest pewnie w dużej mierze zasługa dużo młodszej żony, tylko że między nimi od poczatku była fascynacja, romans, zdrada w poprzednim związku. Jeżeli teraz nie ma miedzy wami chęmii to nie ma bata już nie bedzie, brutalnie rzecz ujmując człowiek im starszy tym mniej atrakcyjny i szansa na pojawienie się tej iskry maleje. Jeżeli zależy Ci na zwiazku opartym głównie na przyjaźni to ok ale jeżeli, a z tego co piszesz winika że masz silne potrzeby to z czasem zrodzi się frustracja, twoje emocje, brak zaspokojenia bedą musiały znaleźć jakieś ujście, nie jestem juz taka radykalna jak wczoraj. Mysle że Ty sama wiesz co masz zrobić.
    • ambro113 Re: fatalne zauroczenie 01.02.13, 11:50
      Nikt nie odpowie na to pytanie za Ciebie musisz Ty czuc sie dobrze to najważneijsze nie patrz na innych
Inne wątki na temat:
Pełna wersja