zdzicho667
20.01.13, 00:48
Jestem z zona po ślubie osiem lat. Dorobiliśmy się przez ten czas dwójki dzieci i niewiele więcej bo zona woli wychowywać dzieci. Do tej pory nie pracowała, jedynie czasami zajmowała się pracami dorywczymi, które i tak spadały częściowo na moje barki. Mam dobrą pracę, ale nie na tyle by żyć nie wiadomo jak. Jednak problemów finansowych nie mamy. Oprócz tego pomagam przy dzieciach, czasami gotuję itd.
Nasze życie zaczęło się psuć chyba po narodzinach drugiego syna. Zona przesgtala wyrażać ochotę na bliskość. Nie powiem, czasami "daje mi dupy", czasami mi mówi, że może mi "ulżyć". Zaczęło mnie to denerwować. Przypomina dojenie mnie, chyba po to bym nie chodził zły. Z zona się nie całujemy, nawet podczas seksu. Ze mną wszystko w porządku, mam żeby, nie mam problemu np. z nieświeżym oddechem itp. Powiedziałem jej nawet, że taki seks to z dziejami jest
Jakiś czas temu odkryłem jej korespondencję "z kolegą" na FB. Cuda na kiju tam były, wspólne plany. Zona raczej się z nim nie spotkała, nie miała takiej możliwości a kiedy taka możliwość zaczęła się pojawiać, ona się z tego wycofała. Ja odkryłem całą sprawę po fakcie. Całość trwała parę miesięcy. Całość skończyła się wielką awantura. Po czasie doszedłem do jako takiego stanu bo przez pierwsze dwa tygodnie nie spałem wcale, strasznie mi skoczyło ciśnienie itp. Poczułem się jak frajer. Dalej jesteśmy razem, zona czasami mi daje chociaż ja juz nie bardzo chcę. Do tego zdarzenia na pewno ją kochałem, a teraz czuję pustkę, która tylko czasciowo wypełniają dzieci. Nie chciałbym stracić rodziny, ale ja jej kompletnie nie ufam i chyba już nie zaufam bo chyba nie zaufam bo nie jest tego warta.
P.S. Przepraszam za błędy i chaos, ciężko coś więcej napisać używając komórkę.