Strategia przetrwania-Życie w trójkącie?

21.01.13, 00:03
Jak często związki wybierają takie rozwiązanie? Babki naiwne skupione na dzieciątkach jak obok I_will_never przekonane że mąż może nie dymać latami wypierają, inne patrzą przez palce póki mają wygodnie, jeszcze inne jak nasza Wisłocka czynnie wchodzą w trójkąt.
>>>
Jeśli związek zaspokaja wszystkie potrzeby partnerów, nie będzie w nim miejsca dla trzeciej osoby. Jednak rzadko zdarzają się pary dopasowane w stu procentach. Ta najtrudniejsza z miłosnych figur kusi w życiu i w kinie. Za chwilę premiera głośnego filmu Toma Tykwera "Trzy" o parze, w której przewidywalne życie wchodzi ktoś trzeci. O trójkącie rozmawiamy z psycholog i seksuologiem. (...)
A dlaczego w ogóle zdarza nam się wejść w trójkąt?
Andrzej Gryżewski (seksuolog): Powodów może być kilka. U kobiet zdarza się syndrom rycerza i rozpustnika. Wyszła za mąż za mężczyznę, który dba o dzieci, o sprawy finansowe, a na boku szuka rozpustnika. Jeśli to pozostanie relacją czysto seksualną, to mąż nie zauważy, że coś się zmieniło w ich związku. To może dotyczyć nawet 30 proc. kobiet. 60 proc. mężczyzn dotyka syndrom Madonny i ladacznicy. Żenią się z kobietą, którą adorują, ale która też ugotuje i posprząta. Seks, jeśli jest, to w pozycjach klasycznych.
Maria Rotkiel: Pamiętam taki fragment z "Rodziny Soprano": Tony uprawia seks z kochanką. Ona nurkuje pod kołdrą, on zachwycony. Nagle kochanka pyta: "A żona ci tego nie robi?". Na co on: "No co ty, przecież ona swoimi ustami całuje moje dzieci". To dobrze obrazuje tę sytuację. Szukamy zaspokojenia ważnych potrzeb poza relacją. Jeżeli jest ona pełna, zaspokojony jest nasz temperament seksualny, potrzeby intelektualne i emocjonalne, to o tę trzecią osobę bardzo trudno. Po prostu nie ma na nią miejsca.
Dużo jest takich niepełnych związków?
Maria Rotkiel: Jest dużo, bo za szybko się poddajemy w poszukiwaniach. Popełniamy konsumpcyjny błąd: znajdujemy materiał na dobrego ojca i męża i się poddajemy. Przyjaciółka mi mówi: "Wiesz, chyba weźmiemy ślub, mamy już po trzydzieści coś lat, on będzie dobrym ojcem, ma dobrą pracę". Ale ja wiem, że ten facet jej nie kręci. Ona mówi o fajnym człowieku i już robi miejsce na tego trzeciego. Zamiast powiedzieć sobie, że chce mieć partnera, który zaspokaja jej potrzeby na każdej płaszczyźnie. Warto być z kimś, z kim – gdyby wylądować z nim na bezludnej wyspie – można spokojnie zajadać przepyszne owocki.
To może ten układ "rycerz i rozpustnik" jest układem idealnym? Pełnym?
Andrzej Gryżewski: Tak się zdarza! My, specjaliści, twierdzimy, że trójkąt nie wyjdzie w życiu, ale może się mylimy. Trafiają do nas trójkąty, którym się nie powiodło. A być może większość jest zadowolona z takiego układu. Ukazała się niedawno książka "Puszczalscy z zasadami". Autorki Dossie Easton, Janet W. Hardy opisują swoje życie w trójkącie i przekonują, że to jest ogromna siła, tylko trzeba ustalić zasady, żeby wszystkie osoby wiedziały, jak ma wyglądać ta relacja.
Zastanawiam się, czy trójkąt jest bardziej wyrazem dojrzałości, czy niedojrzałości. To wcale nie takie oczywiste. Z filmu Tykwera można wysnuć wniosek, że prawdziwa miłość nie zależy od tego, czy jesteśmy we dwoje, czy w troje.
Maria Rotkiel: Ja uważam, że trójkąt jest wynikiem braku czegoś w relacji. Wtedy tworzy się przestrzeń dla tego trzeciego.
Andrzej Gryżewski: Pytanie, czy jak budowaliśmy ten związek, to już były jakieś szczeliny? Każdy związek jest domknięty tylko w iluś procentach. I nagle pojawia się osoba wypełniająca 20 proc., które mamy niedomknięte. I mamy związek idealny. Myślę, że ciężko znaleźć jedną osobę, która by nas w pełni satysfakcjonowała.
Czyli uważa Pan, że trójkąt jest OK?
Andrzej Gryżewski: Zanim się spotkaliśmy, zresztą we troje, myślałem, że trójkąt nie jest OK. Ale przygotowując się do tej rozmowy, prześledziłem literaturę, wspomniałem przypadki swoich pacjentów i okazało się, że ludzie potrafią się odnaleźć w trójkątach i chwalą to sobie. Czasami my im próbujemy wmówić, że to nie jest OK. Więc myślę, że trójkąt jest wyzwaniem. We Włoszech jest instytucja trójkąta. Gdy żona urodzi syna, ma prawo do mężczyzny, który będzie jej adoratorem. To trwa od XVII wieku. Taki przyjaciel domu chodzi z nią do opery, na bal, jak męża nie ma, to on musi jej bronić.(...)
Andrzej Gryżewski: Kobieta, która zdradza, ma zwykle mniejszą ochotę na seks z mężem. Mężczyznę, który ma kochankę, taka sytuacja raczej stymuluje.
Maria Rotkiel: Kobiety szukają w trójkątach kontaktu emocjonalnego, czyli deficyt w relacji z partnerem najczęściej dotyczy elementów emocjonalnych. Często mówią, że nie chodzi o to, że on miał częściej ochotę na seks niż mąż, tylko odnosił się do niej tak, że czuła się piękna, ważniejsza, zauważona.
A kto częściej zostawia małżonka dla tego trzeciego?
Andrzej Gryżewski: Nie zostawiają. Tylko raz zdarzyli mi się pacjenci z taką historią. Łączyła ich więź finansowa, emocjonalna, seksualna. Aż w końcu kobieta spotkała na Naszej Klasie kolegę, który w liceum był jej wielką platoniczną miłością. Kiedyś mistrz sportowy, teraz facet z brzuszkiem, pracuje w Anglii na zmywaku, mieszka z mamą. Ale ona zobaczyła go tylko przez pryzmat wspomnień. Zostawiła męża, dwoje dzieci i wyjechała. Nic nie mogło jej zatrzymać.
(...)
W filmie Tykwera ten trzeci pojawia się, gdy oboje bohaterowie wszystko już o sobie wiedzą, potrafią przewidzieć każdy swój ruch. Wydaje się, że ich związek przeszedł już wszystko. I co teraz będzie? – zadaje sobie pytanie każde z nich. Czy trójkąt może być kolejnym etapem związku?
Maria Rotkiel: Moment, gdy pojawia się ktoś trzeci, może być ważny dla związku. Mówimy więc o kryzysach jako o okazji do zrozumienia pewnych rzeczy. Największy kłopot, że to nie jest zwykła zdrada, lecz równoległy związek. Dla kobiety nie jest najważniejsze, że oni spali z sobą, tylko że on dawał kochance prezenty, spędzał z nią czas, był przy niej. Poczucie dzielenia się emocjonalnie naszym partnerem jest najtrudniejsze. Boli nas, że kogoś straciliśmy. Choć przecież nigdy go nie mieliśmy tak naprawdę. Ktoś, kogo kochamy, nie jest nasz.
Andrzej Gryżewski: Mam pacjenta, który walczy o swoją żonę. Chce ją odzyskać, choć zakochała się w innym. Tamten jest bardziej wyrafinowany, wykształcony, obyty. Delikatniejszy w seksie. Poznała ich z sobą. Próbujemy to, co ma w związku z tamtym, przenieść do jej małżeństwa. Z jej męża barbarzyńcy uczynić czułego barbarzyńcę. Jeśli to się uda, na tym etapie otwartości, jego determinacji i jej chęci, trójkąt być może im się przysłuży. Ale czeka ich spore wyzwanie. Życie po trójkącie.

zdrowie.onet.pl/psychologia/zycie-w-trojkacie,4,5123364,artykul.html
    • kag73 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 00:39
      Jakos jeszcze nigdy nie slyszalam o tym, zeby zwiazki wybieraly takie rozwiazania. Owszem o trojkatach juz slyszalam, z tym, ze czasem nie wszyscy w trojkacie wiedza, ze zyja w trojkacie.
      Do tego niektorzy zyja w trojkacie, bo nie maja innego wyjscia, ale nie bo "wybrali" takie rozwiazanie.
      Ale zeby tak cala trojka, swiadomie i bez przymusu wybierala....musze poglowkowac, bo nie przychodzi mi do glowy zaden taki przyklad.
      • sea.sea Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 01:02
        Cała książka o tym powstała z licznymi przykładami. Chciałam zalinkować, ale coś mi gugle nie hula. "Miłość we troje" Foster, Foster, Hadady. Autorzy żyją w trójkącie (MKK)
    • hello-kitty2 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 00:46
      Uuu jaki ciekawy kasek Urqu. Fajnie.

      Trojkat ale taki na legalu, gdzie wszystkie osoby o sobie wiedza, a trzecia osoba jest przyjacolka/przyjacielem domu wydaje mi sie zwiazkiem idealnym. Zawsze mialam jakies poczucie nudy, gdy zamykalam sie w parze na dlugi okres. Sama obecnosc i obserwacja jak dziala osoba trzecia na moja polowke jest podniecajaca. Kobiety o tym wspominaly, jak podbudzajaca jest wizja meza z kochanka.

      Ale powtarzam mnie by szczgolnie interesowal taki trojkat, ktory bylby akceptwany przez wszystkie osoby, a ta trzecia osoba nie chce rozbic zwiazku. Zreszta spokojnie moglabym byc ta trzecia.
      • urquhart Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 01:00
        hello-kitty2 napisała:
        > Trojkat ale taki na legalu, gdzie wszystkie osoby o sobie wiedza, a trzecia oso
        > ba jest przyjacolka/przyjacielem domu wydaje mi sie zwiazkiem idealnym

        historie z życie prześcigają pomysły scenarzystów:
        >>>
        www.newsweek.pl/wydania/1296/sekrety-michaliny-wislockiej,78951,1,1
        Wanda była przyjaciółką z czasów młodości, która jej i mężowi uratowała życie, wyciągając ich z obozu. Wanda miała też temperament, którego Wisłockiej – jak wówczas niesłusznie uważała – brakowało. Nie chciała kochać się z mężem, ale nie chciała go też stracić. Zaprasza więc do siebie przyjaciółkę, ale na początku nie mówi jej o swoich zamiarach. Żeby podczas okupacji mieć większe racje żywnościowe, cała trójka zatrudnia się w instytucie produkującym szczepionki przeciwko tyfusowi. To zabezpiecza ich także przed aresztowaniem i wywózką na roboty. Dla Michaliny kończy się to źle – zapada na tyfus. Trafia na miesiąc do szpitala, ale po powrocie orientuje się, że jej plan się powiódł – między przyjaciółką a jej mężem doszło już do zbliżenia. Szołajskiemu po latach powie: „Zawsze to było dwa na dwa, nie kochaliśmy się w trójkę”.
        Ale nawet jak na trójkąt byli dość osobliwi: Wisłocka nie lubiła gotować i nie przepadała za seksem, więc zajmowała się studiowaniem medycyny, Wanda miała ogromny temperament i lubiła gotować, więc zajmowała się domem i mężem Wisłockiej. On w tej trójce był ogniwem najsłabszym. W pracy siedział przy mikroskopie, bo był mikrobiologiem z wykształcenia, a po pracy zachowywał się jak wypuszczony z zagrody buhaj. Któregoś razu Wisłocka nie wytrzymuje i robi mu straszną awanturę, bo naliczyła, że ją i Wandę zdradził już z 36 kobietami. Krzyczy, bo martwi się nie o siebie, ale o Wandę, która jest okropnie zazdrosna. – To wszystko guziki, niepotrzebnie się martwisz – miał jej odpowiedzieć mąż. Trójkąt, czego niestety nie przewidziała, nie jest idealny, tak samo jak pary zalicza wzloty i upadki. Pierwsze trzęsienie ziemi Wisłocka przeżywa, kiedy się okazuje, że w tym samym czasie nie tylko ona zachodzi w ciążę, lecz także Wanda. Nie wiedzą, co robić. Aborcji, choć Wisłocka oficjalnie nic przeciwko niej nie ma, w ogóle nie biorą pod uwagę. Jednak jest problem, bo Wanda nie chce, żeby jej dziecko w rubryce „nazwisko ojca” miało napisane: „nieznany”. Próbują ożenić ją z kolegą, ale plan się nie udaje, bo niedoszły pan młody umiera.
        Wisłocka wpada wówczas na szalony plan: obie pojadą rodzić gdzieś na głuchą wieś, a po powrocie ona powie, że urodziła bliźniaki. Tak robią. To był największy sekret jej życia, dopiero przed śmiercią się do niego przyznała. Zawsze mówiła: moje dzieci. Nawet w wywiadzie, jaki przeprowadził z nią dziennikarz „Gazety Wyborczej” Dariusz Zaborek, w którym mówi szczerze o swoim życiu – czasem aż zbyt szczerze, bo zdaje sobie sprawę, że jest to być może ostatni wywiad przed śmiercią (nie wstaje już z łóżka od ponad roku) – nie przyznaje się do prawdy:

      • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 09:49
        hello-kitty2 napisała:

        > Uuu jaki ciekawy kasek Urqu. Fajnie.
        >
        > Trojkat ale taki na legalu, gdzie wszystkie osoby o sobie wiedza, a trzecia oso
        > ba jest przyjacolka/przyjacielem domu wydaje mi sie zwiazkiem idealnym. Zawsze
        > mialam jakies poczucie nudy, gdy zamykalam sie w parze na dlugi okres. Sama obe
        > cnosc i obserwacja jak dziala osoba trzecia na moja polowke jest podniecajaca.
        > Kobiety o tym wspominaly, jak podbudzajaca jest wizja meza z kochanka.
        >
        > Ale powtarzam mnie by szczgolnie interesowal taki trojkat, ktory bylby akceptwa
        > ny przez wszystkie osoby, a ta trzecia osoba nie chce rozbic zwiazku. Zreszta s
        > pokojnie moglabym byc ta trzecia.

        Tak jak Mareczek z niewolnicami swym tak ty możesz se pospekulować, w rzeczywistości wątpię aby kobieta tak zazdrosna i zawistna jak Ty była w stanie dzielić się uwagą mężczyzny.
        • marek.zak1 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 11:29
          Jestem przeciw. Jesli poznałbym kogoś i hipotetycznie zakochal się, mówie o tym żonie i skladam pozew. Na samą myśl o trójkacie, jego kontynuowaniu i życiu w nerwach i klamstwie czuje się zmęczony.
          Przewiduję wielkie straty, odwrócenie sie rodziny, zostawienie domu itd.. Nie dla mnie.
        • hello-kitty2 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 11:48
          that.bitch.is.sick napisała:

          > Tak jak Mareczek z niewolnicami swym tak ty możesz se pospekulować, w rzeczywis
          > tości wątpię aby kobieta tak zazdrosna i zawistna jak Ty była w stanie dzielić
          > się uwagą mężczyzny.

          Bitch a skad wiesz, ze ja spekuluje, a nie wypowiadam sie na podstawie wlasnych doswiadczen i obserwacji zycia dookola. Poza tym przeceniasz forum jako medium do poznania drugiego czlowieka. Ja nie jestem w ogole zazdrosna. Wielokrotnie dzielilam sie uwaga mezczyzny i nigdy nie doprowadzilam do rozpadu czyjegos zwiazku, przynajmniej nie zeby bylo mi wiadomo. Malo tego proponowalam wyjscie z ukrycia i trojkat na legalu.

          Powiem tak: to mezczyzni nie chca sie zgodzic na jawne rozwiazania. To mezczyzni nie chca sie dzielic wlasnymi zonami, tylko wola, w tym samym czasie rznac, po cichu kochanki.
    • urquhart Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 01:24
      dwa fakty są warte wyłuskania

      "Kobieta, która zdradza, ma zwykle mniejszą ochotę na seks z mężem. Mężczyznę, który ma kochankę, taka sytuacja raczej stymuluje."- Dla mnie to oczywiste, ale baby projektując własne reakcje na facetów wymyślają tu i wałkują zależność ze jak z żoną mu nie chce się to musi mieć kochankę.

      " 60 proc. mężczyzn dotyka syndrom Madonny i ladacznicy" nie nowina, ale więcej niż połowa to już reguła (dalej tego nie kumam)
      • aandzia43 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 11:22
        >
        > " 60 proc. mężczyzn dotyka syndrom Madonny i ladacznicy" nie nowina, ale więcej
        > niż połowa to już reguła (dalej tego nie kumam)

        Czego nie kumasz? Że tak dużo?
        Z innej beczki: nie sądzisz, że wysoki odsetek MiL-u u mężczyzn może być powodem (lub jednym z powodów) połączenia intensywnego korzystania z pornografii z brakiem zainteresowania żoną?
        • gomory Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 15:48
          Ja za to doskonale kumam idee MiL. Moze nie w wersji az tak drastycznej zeby z zona tylko przez dziure w nocnej koszulinie i bez orala, ale ogolnie rzecz biorac i owszem.
          Cieple uczucie jakie sie zywi do kobiety wcale nie ulatwiaja sprawy. Za nimi tlocza sie te wszystkie emocje jak szacunek, dbalosc, instynkt opiekunczy. Oczywiscie, ze da sie to wszystko w lozku zdeptac i obudzic jaskiniowca, ale wymaga wysilku. No i wspolpracy oraz pozytywnego odbioru.
          Przy calej irytujacej tresci i formie niezle to pokazalo "50 twarzy Greya". Ciekawosc wklada dziewczynie w usta slowa "pokaz mi sie naprawde, jakim sukinsynem mozesz byc", a pozniej lzy i foch - alez Ty naprawde jestes sukinsynem! Kobieto nie pros faceta zeby Ci zajebal, bo to moze zrobic i padzniesz z wrazenia ;).
          Mnie sie zdarzylo powstrzymac z jakimis swinskimi zapedami, bo widzialem, ze to nie ma sensu. Oczywiscie czlowiek bez pozytywnego odbioru sie zaczyna coraz bardziej "czaic" i podchodzic z wieksza ostroznoscia. Wiem po sobie. Taka jest prawda - nie jestesmy wszyscy tak samo perwersyjni.
          Wielu znanych mi facetow chetnie by z driniem w lapie z przyjemnoscia obejrzalo show, w ktorym paru obdarzonych bydlakow pastwiloby sie seksualnie nad... No wlasnie zona to niekoniecznie.
          Urqu - jestes siebie 100% pewien? Wiesz, ze z zona pozwolilbys sobie na wszystkie brudne sztuczki do ktorych bylbys zdolny w innym skladzie osobowym? Ja taki pewien nie jestem, i wiem jakimi roznymi uprzedzeniami jestem skrepowany. Nie ona, JA. A badz pewien, ze jestem gosciem ktory raczej swobodnie sie po krainach seksu porusza i byle czym sie nie zszokuje. Nawet dla tego czego nie lubie tolerancje mam.
          Andzia: a jak Ty laczysz porno z MiL? Brak zainteresowania zona przy jednoczesnym korzystaniu z pocieraczy jakby rozumiem. Ale syndrom madony i ladacznicy gdzie tu wciskasz?
          • kutuzow MiL 21.01.13, 16:28
            gomory napisał:

            > Ja za to doskonale kumam idee MiL. Moze nie w wersji az tak drastycznej zeby z
            > zona tylko przez dziure w nocnej koszulinie i bez orala, ale ogolnie rzecz bior
            > ac i owszem.
            > Cieple uczucie jakie sie zywi do kobiety wcale nie ulatwiaja sprawy. Za nimi tl
            > ocza sie te wszystkie emocje jak szacunek, dbalosc, instynkt opiekunczy. Oczywi
            > scie, ze da sie to wszystko w lozku zdeptac i obudzic jaskiniowca, ale wymaga w
            > ysilku. No i wspolpracy oraz pozytywnego odbioru.

            gomory ---> bardzo dobrze napisane. Dodałbym tylko że poza tym co wymieniłeś (szacunek, instynkt opiekuńczy) dochodzi jeszcze wysoka stawka gdy ma się związek na którym nam zależy. Jeśli w czasie przelotnej znajomości sprawy wymkną się spod kontroli i któraś ze storn powie "pass", OK, było minęło, zostało coś fajnego do wspomnień. W związku który jest cenny, poruszamy się zdecydowanie ostrożniej. Na tym forum były już przypadki gdzie dzielenie się ew. fantazjami poszło nie tak i ciężko wrócić do wcześniejszego stanu.

            Zgodzę się także z Tobą że kluczowe (z punktu widzenia faceta) jest ten "pozytywny odbiór" partnerki o którym wspomniałeś. Kumpel opowiadał mi kiedyś taką oto historyjkę. Ożenił się (po wpadce) z dziewczyną dla której nauki KK były dość istotne (ściana wschodnia i te klimaty).
            Kiedyś po długich namowach, budowaniu nastroju itp. udało mu się ją namówić na orala, Po wszystkim średnio zadowolony (lód jak wspominał był słaby) poprzytulał dziewczyne, pogadał itp (pełna kultura jak sam ocenił opowiadając). Ponieważ był nałogowym palaczem po pewnym czasie (10-20 min po lodzie) wstał zapalić. Wraca do łóżka a jego kobieta z pretensją tymi słowami, "wziąłeś mnie jak Kór**** i poszedłeś sobie palić"?

            Kumpel nie opowiadał jak zakończyła się ta konkretna historia, ale dobrze oddaje ona potrzebę pozytywnego odbioru, żeby w łóżku nie było grzecznie i nudno.
          • hello-kitty2 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 17:25
            gomory napisał:

            i wiem jakimi roznymi uprzedzeniami jestem skrepowany. Nie o
            > na, JA.

            Jakimi?

            Wszedzie jest tylko ten przyklad o nie calowaniu tymi samymi ustami od orala wlasnych dzieci. A moze ktos poda jakis inny. Czego nie bylibyscie w stanie zrobic wlasnym zonom mimo pozytywnego odbioru, a innym tak? Dobra jak nie chcecie pisac o sobie, to piszcie co kolega powiedzial :)
            • gomory Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 21:16
              > Czego nie bylibyscie w stanie zrobic wlasnym zonom mimo pozytywnego odbioru, a innym tak?

              Nie bzyknalbym zony i mojej tesciowej jednoczesnie.
              Ale widzialem niezly zestaw mamy z corka ktore bym tak mogl potraktowac :).
              Poczulas, ze zajrzalas w meskie mroczne odmety gdzie madonny nosza kabaretki?
          • urquhart MiL 21.01.13, 18:38
            > Urqu - jestes siebie 100% pewien? Wiesz, ze z zona pozwolilbys sobie na wszystk
            > ie brudne sztuczki do ktorych bylbys zdolny w innym skladzie osobowym? Ja taki
            > pewien nie jestem, i wiem jakimi roznymi uprzedzeniami jestem skrepowany. Nie o
            > na, JA. A badz pewien, ze jestem gosciem ktory raczej swobodnie sie po krainach
            > seksu porusza i byle czym sie nie zszokuje. Nawet dla tego czego nie lubie tol
            > erancje mam.

            MiL to temat przemilczany a przecież kluczowy.
            Zastanowiłem się nad odpowiedzią i albo coś wolałbym żeby pozostało w sferze fantazji jedynie, albo nie i wtedy nie widzę różnicy żona czy nie żona, inna kobieta, którą traktując jak osobę. Albo ją to jak kręci jak odkrywa nawet swoje nieznane reakcje i emocje wzajemnie się napędzają i polaryzują (jak w Grey'u) albo nie i wtedy nie ma znaczenia czy to żona czy nie. No przecież to tworzy pożądanie czyż nie?
            Nie mam żadnego problemu z przełknięciem że masochistki z twojego przykładu Greya tworzą stałe związki są w pełni osobami które to kręci i realizują hardcorowe fantazje z mężami w związku. Ze to nie musi być ukradkowy, anonimowy, odhumanizowany seks z I jeszcze ciekawie się tym dzielą :)
            wizaz.pl/forum/showthread.php?t=333548
            > Andzia: a jak Ty laczysz porno z MiL? Brak zainteresowania zona przy jednoczesn
            > ym korzystaniu z pocieraczy jakby rozumiem. Ale syndrom madony i ladacznicy gdz
            > ie tu wciskasz?

            Przede wszystkim MiL nie jest naturalny, ale to zwichrowanie kulturowe tam gdzie jest silny stereotyp sacrum macierzyństwa vs profanum i brudu seksu - zaszczepiany przez kogo pytam?
            Oczywiście odwieczny konflikt między potrzebami zapewnienia bezpieczeństwa i stabilizacji w stałym związku a potrzebami niebezpieczeństwa, tajemnicy, pożądania pozostaje.
            • aandzia43 Re: MiL 21.01.13, 19:03
              Jezusmaryja, Urquharcie, muszę się zgodzić z każdym słowem twojego postu! ;-)
              Dla porządku zadzwoniłam do starego i zapytałam, czy ma jakieś fantazje, których ze względu na ich brutalność czy nieprzyzwoitość nie próbowałby wcielić w życie ze mną, a próbowałby z jakąś inną panią ewentualnie. Powiedział, zgodnie z moją dotychczasową wiedzą o nim, że nie ma takich, a wszystkie świństwa, jakie mu przychodzą do głowy wciela w życie ze mną (albo przynajmniej proponuje wcielanie). Oczywiście z tych świństw, które w ogóle chce wcielić. W życie, czy w rzyć, jak tam sobie kto życzy ;-) Innymi słowy: wszystko, co chce zrobić jakiejkolwiek kobiecie, chce zrobić mnie. Czy to znaczy, że kocha wszystkie kobiety? ;-)
              Ja nie wiem od czego tak do końca zależy MiL, czy może jakieś ukierunkowanie różnych rodzajów popędów ku różnym kobietom, ale może również od procentowej zawartości agresora seksualnego w samcu? Jak w facecie siedzi kawał seksualnego skurwiela, to nic dziwnego, że komuś, kogo kocha nie chciałby tego skurwiela zaserwować? A jak tego skurwiela jest zaledwie kawałeczek, to odważnej żonce można go odważnie pokazać i nie odstraszyć jej od siebie?
              • urquhart Re: MiL - ryzyko odrzucenia - porno? 21.01.13, 20:41
                aandzia43 napisała:
                > Ja nie wiem od czego tak do końca zależy MiL, czy może jakieś ukierunkowanie ró
                > żnych rodzajów popędów ku różnym kobietom, ale może również od procentowej zawa
                > rtości agresora seksualnego w samcu?

                Starowicz to kiedyś tłumaczył że stereotyp silnej dominującej zaangażowanej matki jako archetyp kobiecości powoduje że mężczyzna nie potrafi się przeciwstawić kobiecie, być agresorem seksualnym, żeby czuć nad nią przewagę musi ją zdepersonalizować, pozbawić mocy i takie tam. Najlepiej żeby nie miała żadnej mocy i pozycji to bidny facio nic nie ryzykuje, jak u prostytutki, płaci i wymaga.
                Mama to jedyna osoba i tym bardziej jedyna kobieta która nagradza grzeczność. Męskość to ryzyko i wyzwania przecież.
                I że matka która żyje iluzją "idealnej czystej miłości" z synem mężczyzną poddanym i i idealnym jej życia jedyne czego nie może mu dać to seks (pomijając ekstrema), więc musi go zdeprecjonować.

                Włazisz na inne fora to wiesz jak często piszą baby: dziecko to jedyne co jest naprawdę twoje, dla czego czego warto żyć, ono jedynie nigdy cię nie zdradzi (czyżby???)

                W tym sensie porno to faktycznie dla MiL bezpieczna choć nieco brudna przystań za to bez dołującego ego ryzyka odrzucenia, dla grzecznych i nauczonych posłuszeństwa.
                • hello-kitty2 Re: MiL - ryzyko odrzucenia - porno? 21.01.13, 21:02
                  urquhart napisał:

                  > Mama to jedyna osoba i tym bardziej jedyna kobieta która nagradza grzeczność.

                  Matko czy Sabat, ktory szczyci sie swoja grzecznoscia to czyta????
              • gomory Re: MiL 22.01.13, 09:55
                > zapytałam, czy ma jakieś fantazje, których ze względu na ich brutalność czy nieprzyzwoitość nie próbowałby wcielić w życie ze mną, a próbowałby z jakąś inną panią ewentualnie.

                Coz, ja jednak umiem w sobie znalezc zaspiewy madonny ;).
                Wyobraz sobie sytuacje: na domowce kolega mowi, ej chlopaki ktory chce moze pomacac cycki mojej zony. No wiec ja bym mogl sie skusic i z usmiechem na ustach podotykac. Ale juz krepowalbym sie zaprosic kolezkow, na macanie mojej zony. Twoj ma na odwrot ;).
                Ale on jest tym rzadszym czterdziestoprocentowcem, a ja jednak zwyklym 60% mezczyzna.
              • kutuzow Re: MiL 22.01.13, 11:12
                aandzia43 napisała:

                > Dla porządku zadzwoniłam do starego i zapytałam, czy ma jakieś fantazje, któryc
                > h ze względu na ich brutalność czy nieprzyzwoitość nie próbowałby wcielić w życ
                > ie ze mną, a próbowałby z jakąś inną panią ewentualnie. Powiedział, zgodnie z m
                > oją dotychczasową wiedzą o nim, że nie ma takich, a wszystkie świństwa, jakie m
                > u przychodzą do głowy wciela w życie ze mną (albo przynajmniej proponuje wciela
                > nie). Oczywiście z tych świństw, które w ogóle chce wcielić.

                aandzia, masz fajny układ ze swoim mężem i z jednej strony nie mam powodu by mu nie wierzyć, z drugiej zaś strony tak postawione pytanie przez telefon mi osobiście przypomina kobiece: "kochanie, czy ja wyglądam grubo?" Trzeba nie mieć instynktu samozachowawczego, żeby na tak postawione pytanie odpowiedzieć twierdząco. Wiadomo że można to samo przekazać w inny sposób/delikatniej.
                • aandzia43 Re: MiL 22.01.13, 13:32
                  Zadzwoniłam i dopytałam tylko celem potwierdzenia czegoś, o czym już kiedyś rozmawialiśmy. Chciałam sprawdzić, czy nic mi się nie poplątało i że pamięć mnie nei zawodzi :-) Wiesz, ja nie wykluczam, że są rejony jego seksualności, które on sam ma nie do końca spenetrowane, i że jakby się tak naprawdę bardzo głęboko zastanowił, to jednak znalazłby tam coś, co chciałby zrobić sąsiadce spod szóstki, a mnie niekoniecznie. Chodzi o to, że te sprośne myśli, które mu się plączą na co dzień, świadomie lub półświadomie bo do nieświadomości nie sięgamy, są jak najbardziej zestawialne z moją osobą.
                  • gomory Re: MiL 22.01.13, 13:47
                    > sprośne myśli, które mu się plączą na co dzień, świadomie lub półświadomie bo do nieświadomości nie sięgamy, są jak najbardziej zestawialne z moją osobą.

                    To wam naprawde swietnie wrozy :).
            • gomory Re: MiL 21.01.13, 21:36
              > Albo ją to jak kręci jak odkrywa nawet swoje nieznane reakcje i emocje wzajemnie się napędzają i polaryzują (jak w Grey'u) albo nie i wtedy nie ma znaczenia czy to żona czy nie

              No dobra... ale my tutaj nie mowimy o wyimaginowanej zonie tylko Twojej z krwi i kosci.
              Zwyczajnie wracasz sobie w wyuzdanym nastroju, i mowisz "kochanie masz taka piekna twarz, ze chcialbym ja perwersyjnie skalac, wiec usmiechaj sie przymilnie gdy bede Ci plul na buzke".
              A zona na to robi oczy niczym wilk ktoremu potrzask jaja przytrzasnal.
              No i co wtedy?
              Bo zasadniczo to temat dalej chciales w polityczne rejony popchnac i pisem zakonczyc. Zatrzymujesz wszystko na wieki wiekow w sferze fantazji? Nie zaczniesz myslec, ze ona nie jest od takich swinstw? A moze myslisz - byloby to fajne i niewazne zona czy nie zona, tyle, ze z moja to akurat nie przejdzie, wiec nie ma tu zadnego MiLowania.
              • loppe Re: MiL 21.01.13, 21:45
                Osobiście mam odruch traktowania w seksie, łóżku wszystkich kobiet tak samo (chyba również za to tak mnie lubiły), mianowicie z szacunkiem
                • loppe Re: MiL 21.01.13, 21:48
                  Więc nie ma MiL u mnie w łóżku

                  Natomiast - rzadko - zdarza mi się platońska sprawa (chyba 2 razy)
                  • gomory Re: MiL 21.01.13, 22:13
                    > Natomiast - rzadko - zdarza mi się platońska sprawa (chyba 2 razy)

                    Co to takiego platonska sprawa?
                    Dwa razy pod rzad po platonsku brzmi grubo :P
                    • sabat-77 Sprawa platońska. 21.01.13, 22:26
                      Już wyjaśniam sprawę platońską. Grupa mężczyzn w wieku dojrzałym. Włochata, masywna. Brodata. Spocona. Miny ponure, wódka na stole. A trzeba dodać, że rzecz ma miejsce w saunie, dookoła szaleje zimowa zawierucha. Para wodna ścieka po cielskach, które okładają się leszczynowymi witkami po plecach. I nagle komuś, temu z przodu wyślizguje się mydło z ręki... i puk. Spada na podłogę.

                      Sprawa platońska.

                      Bo Platon znaczy duży, obszerny. Niektórzy mówią "bear".
                      • loppe Re: Sprawa platońska. 21.01.13, 23:10
                        Panowie,

                        ja chcę tutaj rozmawiać z kobietami, one...

                        nie z wami...


                        ...

                        ...
                        • sabat-77 Re: Sprawa platońska. 21.01.13, 23:23
                          loppe napisał:

                          > Panowie,
                          >
                          > ja chcę tutaj rozmawiać z kobietami, one...
                          >
                          > nie z wami...

                          Szanowny Panie. Skąd pan wiesz z kim Pan rozmawiasz ? :D
                          To że ktoś się przedstawia jako kobieta wcale nie musi oznaczać stanu faktycznego. Wszak jesteśmy na sieci i wiele niespodzianek może nas spotkać. Może uwieść nas sex appeal :D

                          www.youtube.com/watch?v=FSKvi5sB1Po
                          Chcesz pan rozmawiać z kobietami ? Czyli co, mam założyć teraz konto niebieskooka24 i sprawdzić, że pojedziesz Pan, Panie szanowny na drugi koniec Polski z bukietem róż w zębach ? :D Wiedz Pan, że kusi mnie to niepomiernie, ale szkoda mi tych róż. Wolę jak sobie rosną w jakiejś szklarni :)))
                          • loppe Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 18:52
                            sabat-77 napisał:


                            > Chcesz pan rozmawiać z kobietami ? Czyli co, mam założyć teraz konto niebieskoo
                            > ka24 i sprawdzić, że pojedziesz Pan, Panie szanowny na drugi koniec Polski z bu
                            > kietem róż w zębach ? :D Wiedz Pan, że kusi mnie to niepomiernie, ale szkoda mi
                            > tych róż. Wolę jak sobie rosną w jakiejś szklarni :)))


                            Sabacie, Kitty - mnie się nie da zwieść istotnie, ja faceta rozpoznam raczej wcześniej niż później, a już na pewno przed proponowaną randką;)
                            • hello-kitty2 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:30
                              loppe napisał:

                              > Sabacie, Kitty - mnie się nie da zwieść istotnie, ja faceta rozpoznam raczej wc
                              > ześniej niż później, a już na pewno przed proponowaną randką;)

                              Chcesz przez to powiedziec, ze uwazasz mnie za mezczyzne?
                              • loppe Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:38
                                hello-kitty2 napisała:

                                > Chcesz przez to powiedziec, ze uwazasz mnie za mezczyzne?

                                Nie, kobitka jesteś.
                                Powiem Ci coś mądrego Kitty - Twój światopogląd i sposób na życie, Twoja sprawa, uczynił mózg Twój niesłychanie egocentrycznym.
                                • sabat-77 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:43
                                  loppe napisał:

                                  > Powiem Ci coś mądrego Kitty - Twój światopogląd i sposób na życie, Twoja sprawa
                                  > , uczynił mózg Twój niesłychanie egocentrycznym.

                                  Ja Ci powiem coś jeszcze mądrzejszego. Nie ma nic, ale to zupełnie nic złego w byciu egocentrycznym, pod warunkiem, że nie krzywdzisz innych. Więcej - nadmiar altruizmu jest zwyczajnie szkodliwy. Szczególnie w świecie, gdzie jednak przeważają egocentrycy :)
                                  • loppe Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:50
                                    sabat-77 napisał:

                                    > loppe napisał:
                                    >
                                    > > Powiem Ci coś mądrego Kitty - Twój światopogląd i sposób na życie, Twoja
                                    > sprawa
                                    > > , uczynił mózg Twój niesłychanie egocentrycznym.
                                    >
                                    > Ja Ci powiem coś jeszcze mądrzejszego. Nie ma nic, ale to zupełnie nic złego w
                                    > byciu egocentrycznym, pod warunkiem, że nie krzywdzisz innych. Więcej - nadmiar
                                    > altruizmu jest zwyczajnie szkodliwy. Szczególnie w świecie, gdzie jednak przew
                                    > ażają egocentrycy :)


                                    Mam doświadczenie w byciu egocentrycznym i altruistycznym i powiem Ci coś jeszcze mądrzejszego. Będąc altruistycznym o wiele wiele łatwiej jest czuć się zadowolonym ze świata i ludzi, a zatem i życia. Owszem, mogą materialnie dokuczyć, ale egocentrykowi też mogą, choć...może nieco mniej. The choice is ours. Ja naprawdę szczęśliwy byłem tylko jako altruista, a szczęście jest największym osiagnięciem człowieka.
                                    • hello-kitty2 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:57
                                      loppe napisał:

                                      > Mam doświadczenie w byciu egocentrycznym i altruistycznym i powiem Ci coś jeszc
                                      > ze mądrzejszego. Będąc altruistycznym o wiele wiele łatwiej jest czuć się zadow
                                      > olonym ze świata i ludzi, a zatem i życia. Owszem, mogą materialnie dokuczyć, a
                                      > le egocentrykowi też mogą, choć...może nieco mniej. The choice is ours. Ja napr
                                      > awdę szczęśliwy byłem tylko jako altruista, a szczęście jest największym osiagn
                                      > ięciem człowieka.

                                      "Bylem"? Loppe zapedziles sie w kozi rog. No chyba, ze rozmawiam z duchem. Apropos slyszeliscie kiedys aby swiat duchowy kontaktowal sie ze swiatem zywych za pomoca forum? :)
                                      • loppe Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 20:00
                                        To jest błyskotliwa ale nadmierna analityczność - zresztą cecha egocentryków, ja też taki byłem:)
                            • sabat-77 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:46
                              loppe napisał:

                              > Sabacie, Kitty - mnie się nie da zwieść istotnie, ja faceta rozpoznam raczej wc
                              > ześniej niż później, a już na pewno przed proponowaną randką;)

                              Zapominasz, że wielu panów tutaj miało długo wątpliwości czy nie jestem czasem kobietą podszywającą się pod faceta. Zaręczam, że kobietę udaje bezbłędnie, nie miałbyś ze mną najmniejszych szans :D Ale luz, powiedziałem to w ramach żartów, nie jestem aż tak podły ;)
                              • hello-kitty2 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:52
                                sabat-77 napisał:

                                > Zapominasz, że wielu panów tutaj miało długo wątpliwości czy nie jestem czasem
                                > kobietą podszywającą się pod faceta. Zaręczam, że kobietę udaje bezbłędnie, nie
                                > miałbyś ze mną najmniejszych szans :D Ale luz, powiedziałem to w ramach żartów
                                > , nie jestem aż tak podły ;)

                                Sabat, a moglbys uwiesc faceta? Np tu na forum. Powaznie pytam. Moze to byloby dobre rozwiazanie na Twoje bolaczki: bycie przezroczystym i takie tam?
                                • sabat-77 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 20:49
                                  Pewnie, faceci sa latwi. Tylko co to mialoby dac ?
                                  • hello-kitty2 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 21:13
                                    sabat-77 napisał:

                                    > Pewnie, faceci sa latwi. Tylko co to mialoby dac ?

                                    Sex chat moglbys miec.
                                    • sabat-77 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 21:19
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Sex chat moglbys miec.

                                      Z facetem ? :D Chyba za bardzo wzięłaś sobie do serca moje rubaszne, pedalskie humoreski. W prawdziwym świecie nie kręcą mnie męskie pośladki.
                        • hello-kitty2 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 00:00
                          loppe napisał:

                          > Panowie,
                          >
                          > ja chcę tutaj rozmawiać z kobietami, one...
                          >
                          > nie z wami...

                          Ale w jakiej sprawie? Platonskiej? MiLowskiej?

                          Btw Jesod tez sie dzisiaj do mnie zwracala uzywajac rodzaju meskiego, fajnie mnie to podlechtalo, ale nie az tak jak Monica Bellucci na You Tube. Ta to ma dopiero cyce. Ooo Loppe i ona ma z 180 cm wzrostu, brunetka, fajna nie?

                          www.youtube.com/watch?v=HZ_avkXaSo4
                        • loppe Sprawa platońska - wielki potencjał 22.01.13, 14:14
                          Otóż sądzę że wielki potencjał tkwi w tytułowym trójkącie wszelako częściowo platońskim...
                          Rozumiemy się?
                      • that.bitch.is.sick Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 13:20
                        sabat-77 napisał:

                        > Już wyjaśniam sprawę platońską. Grupa mężczyzn w wieku dojrzałym. Włochata, mas
                        > ywna. Brodata. Spocona. Miny ponure, wódka na stole. A trzeba dodać, że rzecz m
                        > a miejsce w saunie, dookoła szaleje zimowa zawierucha. Para wodna ścieka po cie
                        > lskach, które okładają się leszczynowymi witkami po plecach. I nagle komuś, tem
                        > u z przodu wyślizguje się mydło z ręki... i puk. Spada na podłogę.
                        >
                        > Sprawa platońska.
                        >
                        > Bo Platon znaczy duży, obszerny. Niektórzy mówią "bear".

                        Spodziewam się detalicznej kontynuacji na miarę spraw z niewolnicą. Nie będzie tak że sprawy platońskie to tylko w półmroku i za zamkniętymi drzwiami się toczą:)
                        • sabat-77 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 18:51
                          Nie uwazasz, ze moze jednak spuscic zaslone milczenia na stado morsow rytmicznie klaskajacych otylymi cielskami o olbrzymie, wypiete posladki partnera, przy akompaniamencie dramatyczne brzmiacych porykiwan przypominajacych zawodzenie oprozniajacego kiszke stolcowa jelenia na rykowisku chorego na przewlekle hemoroidy ?
                          • hello-kitty2 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:26
                            sabat-77 napisał:

                            > Nie uwazasz, ze moze jednak spuscic zaslone milczenia na stado morsow rytmiczni
                            > e klaskajacych otylymi cielskami o olbrzymie, wypiete posladki partnera, przy a
                            > kompaniamencie dramatyczne brzmiacych porykiwan przypominajacych zawodzenie opr
                            > ozniajacego kiszke stolcowa jelenia na rykowisku chorego na przewlekle hemoroid
                            > y ?

                            O czym to jest i do kogo to jest???
                            Zlituj sie Sabat i jednak kopiuj na czyj post odpowiadasz. Pojade teraz Jesod: czytales kiedys posty Kutuzowa? Zwrociles uwage na przejrzystosc?
                            • sabat-77 Re: Sprawa platońska. 22.01.13, 19:40
                              hello-kitty2 napisała:

                              > O czym to jest i do kogo to jest???
                              > Zlituj sie Sabat i jednak kopiuj na czyj post odpowiadasz. Pojade teraz Jesod:
                              > czytales kiedys posty Kutuzowa? Zwrociles uwage na przejrzystosc?

                              No ale przynajmniej nie piszę po holendersku :D
                              O kopiowaniu już mówiłem, z komórki to technicznie niemożliwe. Ale czy to tak trudno przeczytać post na drzewku wyżej ?

                              Kitty, jestem w stanie tak pisać, że zrozumiesz każde zdanie. Mam bardzo specyficzne poczucie humoru i to jest powód, dla którego mnie nie rozumiesz. Mógłbym pisać na smutno i poważnie, ale to by mi odebrało całą przyjemność słownego wyżywania się na tym forum.
                              • hello-kitty2 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 20:17
                                sabat-77 napisał:

                                > O kopiowaniu już mówiłem, z komórki to technicznie niemożliwe. Ale czy to tak t
                                > rudno przeczytać post na drzewku wyżej ?

                                Ty ale nie masz gwarancji jak piszesz, ze Twoj post ustawi sie bezposrednio = jako pierwszy, pod tym na ktory odpowiadasz. Wystarczy, ze ja bede tez na niego odpowiadac + banda 10 innych uzytkownikow i zaczniemy pisac minutke przed Toba, a skonczymy po Tobie i w konsekwencji ustawisz sie na nastej pozycji i co wtedy?

                                A czemu piszesz z komory? Nie mozesz doczekac, az dojedzisz do chaty albo uzywac tablet? :)

                                Dobra robie sobie jaja, pisz jak chcesz, jestes dorosly.

                                > Kitty, jestem w stanie tak pisać, że zrozumiesz każde zdanie. Mam bardzo specyf
                                > iczne poczucie humoru i to jest powód, dla którego mnie nie rozumiesz.

                                Swoja droga to tez moze byc powod dlaczego nie zwilzasz miedzy nogami, co innego ten siersciuch. Dla niego to czytam nawet rzeczy, ktorych nie rozumiem :)


                                • sabat-77 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 21:15
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > Swoja droga to tez moze byc powod dlaczego nie zwilzasz miedzy nogami, co inneg
                                  > o ten siersciuch. Dla niego to czytam nawet rzeczy, ktorych nie rozumiem :)

                                  Nie. Abrigado to tłumaczył parę miesięcy temu, a ja uzupełniałem. Trzeba było słuchać.

                                  Ludzie nie wiedzą o sobie nawzajem zbyt wiele. Właściwie to w większości mogą nie wiedzieć prawie nic, a wcale nam to nie przeszkadza funkcjonować jako społeczeństwo. Umysł ma dość ograniczone możliwości percepcyjne, natomiast sporo dzieje się w samym procesie myślowym. Każdy z nas ma w głowie takie, ja nie wiem jak się to fachowo nazywa, ale powiedzmy że archetypy zachowań.
                                  Modelowy słabeusz, modelowy lider, modelowy uwodziciel itd.
                                  Jak poznajesz kogoś nowego, to na początku go intensywnie obserwujesz, po czym klasyfikujesz w jakiejś z tych swoich modelowych kategorii. Potem dokonujesz podświadomego dopasowywania większości zachowań danego człowieka do modelu, który mu przypisałaś. Interpretujesz i nadajesz znaczenia.
                                  Powtarzam - nie ma prawdy. Każdy ma swoją prawdę, swoje modele, a percepcja innych osób jest mocno upośledzona i w dużej mierze zafałszowana.
                                  Odkryłem to bardzo dawno. Lubiłem zmieniać środowiska. Kobieto, czego ja nie przeszedłem. Od błazna do mędrca, od popychadła do wodza grupy :D
                                  Aż czasem chce się krzyknąć jak w "Alicji..." - jesteście tylko talią kart !

                                  Najłatwiej byłoby powiedzieć, że ludzie to durnie. Ale nie, to zbyt pochopny wniosek. Raczej są zbyt zapatrzeni w siebie, by dostrzegać rzeczy słabo dostrzegalne. Niuanse, emocje innych, to najczęściej nie jest nam potrzebne.

                                  Ale w związkach miłosnych... Oj, tu jest problem. Jakże często okazuje się, że nie kochamy człowieka z krwi i kości, ale jakiegoś fantoma, którego sami sobie uroiliśmy. Smutne.

                                  Dlatego nawet raz mogę zwilżać, a raz nie zwilżać. Zależy jak się ukłonie i jak się aktualnie przedstawię ;)
                                  • aandzia43 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 21:33
                                    >
                                    > Dlatego nawet raz mogę zwilżać, a raz nie zwilżać. Zależy jak się ukłonie i jak
                                    > się aktualnie przedstawię ;)

                                    To jak możesz zwilżać, to dlaczego nie bzykasz? Stefek Burczymucha?
                                    • sabat-77 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 21:44
                                      aandzia43 napisała:

                                      > To jak możesz zwilżać, to dlaczego nie bzykasz? Stefek Burczymucha?

                                      Nikt większego nie znał zucha !
                                      Coś tam bzykam pani Aandziu, gwoli ścisłości.

                                      Ale - znowu nadinterpretacja. Co to znaczy zwilżać w tym kontekście ? Przyciągać czyjąś uwagę, pobudzać, podniecać, inspirować. Czy tygrys bzyka kitty ? No dobra, ich sprawa, nie zaglądajmy pod pościel innym. I w tym kontekście to mówię. To jak ty, ona, on, ono - odczytujecie to co ktoś o sobie mówi.
                                      Wierz mi, większość z nas ma coś takiego w sobie, że nic nas tak nie cieszy, jak to że ktoś okazał się głupszy, gorszy itd.

                                      Ja na ten przykład zaobserwowałem takie tajemnicze zjawisko, że ci co pretendują do miana największych forumowych tuzów zmiatają gdzie pieprz rośnie, kiedy trzeba otwarcie przyznać się do jakiejś swojej słabości, albo powiedzieć coś szczerze o sobie. Bo aby spojrzeć prawdzie w oczy potrzeba największej odwagi. Ale mało kogo dziś na to stać. Lepiej stanąć z boku i się napierdalać, że się bliźni poślizgnął na skórce od banana :D
                                      My byśmy tak w życiu nie zrobili, co złego to nie my.
                                      • hello-kitty2 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 22:08
                                        sabat-77 napisał:

                                        > Ale - znowu nadinterpretacja. Co to znaczy zwilżać w tym kontekście ? Przyciąga
                                        > ć czyjąś uwagę, pobudzać, podniecać, inspirować. Czy tygrys bzyka kitty ? No do
                                        > bra, ich sprawa, nie zaglądajmy pod pościel innym. I w tym kontekście to mówię.
                                        > To jak ty, ona, on, ono - odczytujecie to co ktoś o sobie mówi.
                                        > Wierz mi, większość z nas ma coś takiego w sobie, że nic nas tak nie cieszy, ja
                                        > k to że ktoś okazał się głupszy, gorszy itd.

                                        "Zwilzac" w tym kontekscie oznacza 'wzbudzac pozadanie seksualne'.

                                        Natomiast pewnie Cie rozczaruje Sabat ale ja jestem o wiele bardziej pragmatyczna i wole bzykac sie z facetami, ktorych zwyczajnie rozumiem co do mnie mowia, podziwiam ich, bo mnie przerastaja w tym, co mi sie podoba, bo to co lubie maja opanowane po mistrzowsku, nie specjalnie dla mnie, poprostu tacy sa. I jesli potrzebujesz przykladu i dlatego pytasz czy Tygrys bzyka Kitty? Odpowiedz brzmi - nie, z prostej przyczyny: ja nie rozumiem wiekszosci jego wypowiedzi. Zaszufladkowalam go jako zawodowego zwilzacza i czasem sobie robie jaja. Gdybym miala podac z postaci forumowych, kto najbardziej odpowiadalby moim potrzebom: to bylby to Kutuzow. Juz Ci na niego wskazywalam zreszta ale jak zwykle wiesz lepiej.


                                        >
                                        > Ja na ten przykład zaobserwowałem takie tajemnicze zjawisko, że ci co pretenduj
                                        > ą do miana największych forumowych tuzów zmiatają gdzie pieprz rośnie, kiedy tr
                                        > zeba otwarcie przyznać się do jakiejś swojej słabości, albo powiedzieć coś szcz
                                        > erze o sobie. Bo aby spojrzeć prawdzie w oczy potrzeba największej odwagi. Ale
                                        > mało kogo dziś na to stać. Lepiej stanąć z boku i się napierdalać, że się bliźn
                                        > i poślizgnął na skórce od banana :D
                                        > My byśmy tak w życiu nie zrobili, co złego to nie my.
                                      • aandzia43 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 22:31
                                        Nic z tego nie rozumiem. Co ma napierdalanie się z bliźniego, że się poślizgnął na skórce od banana? Sugerujesz, że umiesz zagrać to i owo, że wcielasz się w różne role, i że zwilżasz, to ja pytam konkretnie: dlaczego z tego nie korzystasz, skoro umiesz bajerować. Fizjonomię i cielesność masz ok. Dobra, nie moja sprawa.

                                        > Bo aby spojrzeć prawdzie w oczy potrzeba największej odwagi

                                        A to akurat święta prawda.
                                        • sabat-77 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 22:49
                                          aandzia43 napisała:
                                          > Sugerujesz, że umiesz zagrać to i owo, że wcielasz się w
                                          > różne role, i że zwilżasz, to ja pytam konkretnie: dlaczego z tego nie korzysta
                                          > sz, skoro umiesz bajerować.

                                          Nareszcie zadałaś właściwe pytanie.
                                          Powodów jest przynajmniej kilka. Pierwszy i najważniejszy, to taki, że jestem jakby nie patrzeć żonatym facetem. Jest wciąż źle, ale było gorzej. Sypiamy czasem ze sobą, ale często są też gorsze momenty i mam wrażenie, że wszystko idzie w diabły. To można opisać jak walkę z jakąś ciężką, nieuleczalną chorobą. Wierzę, że stanie się cud i robię co mogę by ten cud sprokurować. Z drugiej strony dobija mnie poczucie, że może się oszukuję i tylko tracę czas.
                                          Wierzę, że gdybym zdecydował się zdradzić - nigdy bym sobie tego nie darował. Nie umiałbym, to ponad moje siły. Szczególnie, że wszystko mogłoby się potem naprawić, a ja zrobiłbym coś w moim rozumieniu nieodwracalnego. Nawet gdyby się nie wydało, to by we mnie tkwiło jak cierń i nie dawało żyć.

                                          Po drugie. Udawać kogoś innego ? Oszwabić kogoś by go wyruchać ? Aandzia. Wolałbym iść do burdelu z takim podejściem, tam przynajmniej wszystko byłoby zgodnie ze sztuką. Uczciwiej.

                                          Ja mógłbym tylko zwariować z miłości do kogoś, kto by pokochał mnie takim jaki jestem naprawdę. Tylko wtedy mógłbym zdradzić.
                                          Okłamywać kogoś by go zerżnąć - to jest obrzydliwe i bez honoru. Nie umiałbym się ogolić potem.
                                          W pewnym sensie rozumiem to co mówił Loppe, w tym zakresie mogę się zgodzić. Uczucia mogą usprawiedliwić rozmaite występki, ale nie prostacka chuć.
                                          • hello-kitty2 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 23:17
                                            sabat-77 napisał:

                                            > Ja mógłbym tylko zwariować z miłości do kogoś, kto by pokochał mnie takim jaki
                                            > jestem naprawdę. Tylko wtedy mógłbym zdradzić.

                                            Sabat to jest bardzo zla wiadmosc. I nie dlatego, ze Ci nie zycze lub ze nie ma takiej osoby, ktora by Cie mogla pokochac, zwyczajnie dlatego, ze milosc sie bardzo rzadko zdarza. Wiem, ze zaraz zaprzeczy Kag czy Aandzia czy inni, ze to nieprawda. Ale to wlasnie moze oni sa wyjatkami od reguly, szczesciarzami. Bo takie rzeczy nie dzieja sie powrzechnie, wbrew temu chorowi bab zaczynajacych swoje watki typu kocham go, ale... One zwyczajnie staraja sie cos stworzyc na sile (wg mnie). A tym bardziej nie dzieja sie takie rzeczy zonaym, mezatym, dziedziatym, niestety, bo nikt sie nie chce wpieprzyc w czyjes zycie i dzielic je z tym calym balaganem, ktory sie juz tam zrobil i spieprzyc swoje. Lepiej zwiazac sie z kims bez przeszlosci i nie po przejsciach. Taka moja opinia.
                                            • sabat-77 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 23:23
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > Sabat to jest bardzo zla wiadmosc. I nie dlatego, ze Ci nie zycze lub ze nie ma
                                              > takiej osoby, ktora by Cie mogla pokochac, zwyczajnie dlatego, ze milosc sie b
                                              > ardzo rzadko zdarza. Wiem, ze zaraz zaprzeczy Kag czy Aandzia czy inni, ze to n
                                              > ieprawda. Ale to wlasnie moze oni sa wyjatkami od reguly, szczesciarzami. Bo ta
                                              > kie rzeczy nie dzieja sie powrzechnie, wbrew temu chorowi bab zaczynajacych swo
                                              > je watki typu kocham go, ale... One zwyczajnie staraja sie cos stworzyc na sile
                                              > (wg mnie). A tym bardziej nie dzieja sie takie rzeczy zonaym, mezatym, dziedzi
                                              > atym, niestety, bo nikt sie nie chce wpieprzyc w czyjes zycie i dzielic je z ty
                                              > m calym balaganem, ktory sie juz tam zrobil i spieprzyc swoje. Lepiej zwiazac s
                                              > ie z kims bez przeszlosci i nie po przejsciach. Taka moja opinia.

                                              Tak, dokładnie tak. Nareszcie zaczynasz mnie rozumieć. Oczekuję cudu. W jedną albo drugą stronę. Ja mam zwyczajnie nieziemsko wysokie wymagania, w tym rzecz :)
                                          • aandzia43 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 23:17

                                            > Po drugie. Udawać kogoś innego ? Oszwabić kogoś by go wyruchać ? Aandzia. Wolał
                                            > bym iść do burdelu z takim podejściem, tam przynajmniej wszystko byłoby zgodnie
                                            > ze sztuką. Uczciwiej.

                                            Ale mnie nie o taki bajer chodziło! Oszwabić, oszukać? Po co? Miałam na myśli umiejętność stwarzania fajnego klimatu, prowadzenia gry, na którą obydwoje przystają. Kobiety to lubią, bo to jest sposób prezentowania przez mężczyznę inteligencji i kompetencji społecznych.
                                            • that.bitch.is.sick prymitywne pseudodyskusje 23.01.13, 09:39
                                              aandzia43 napisała:

                                              >
                                              > > Po drugie. Udawać kogoś innego ? Oszwabić kogoś by go wyruchać ? Aandzia.
                                              > Wolał
                                              > > bym iść do burdelu z takim podejściem, tam przynajmniej wszystko byłoby z
                                              > godnie
                                              > > ze sztuką. Uczciwiej.
                                              >
                                              > Ale mnie nie o taki bajer chodziło! Oszwabić, oszukać? Po co? Miałam na myśli u
                                              > miejętność stwarzania fajnego klimatu, prowadzenia gry, na którą obydwoje przys
                                              > tają. Kobiety to lubią, bo to jest sposób prezentowania przez mężczyznę intelig
                                              > encji i kompetencji społecznych.

                                              Czy ja dobrze widzę, czy droga pani chce sabata naszego kochanego poczciwca do zdrady namówić? Sabat jako worek treningowy, bo jest zbyt porządny żeby się takiej babie odwinąć podobnym sucharem, sabat jako cel kpinek - to wszystko jest jakby nie było grą, ale sabat w układzie z jakimś cynicznym, tudzież głupim babsztylem? Jakoś nie sądzę.
                                              >
                                              • aandzia43 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 20:56
                                                > Czy ja dobrze widzę, czy droga pani chce sabata naszego kochanego poczciwca do
                                                > zdrady namówić?

                                                Źle widzisz.
                                                • hello-kitty2 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 21:26
                                                  aandzia43 napisała:

                                                  > > Czy ja dobrze widzę, czy droga pani chce sabata naszego kochanego poczciw
                                                  > ca do
                                                  > > zdrady namówić?
                                                  >
                                                  > Źle widzisz.

                                                  Ja odnosze wrazenie, ze nie trzeba go namawiac, jest zasadniczo gotowy do zdrady, tylko chce zrobic to z milosci. Ciekawostka: z milosci DO niego. Problem w tym, ze trudno jednak orzec kim wlasciwie On jest, co utrudnia bardzo pokochanie Go, takim, jaki jest naprawde :)
                                                  Jest jak ten terminator T1000 z cieklego metalu, ktory przybiera wyglad przedmiotu, ktory dotyka.

                                                  www.youtube.com/watch?v=GR_ETB58fy8
                                                  "Ja mógłbym tylko zwariować z miłości do kogoś, kto by pokochał mnie takim jaki jestem naprawdę. Tylko wtedy mógłbym zdradzić. "
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 21:43
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ja odnosze wrazenie, ze nie trzeba go namawiac, jest zasadniczo gotowy do zdrad
                                                    > Problem w tym, ze trudno jednak orzec kim wlasciwie On jest, co utrudnia bardzo
                                                    > pokochanie Go, takim, jaki jest naprawde :)

                                                    A o kim można tutaj powiedzieć coś na temat, jaki jest naprawdę ? Gwarantuje Ci, że gdybyśmy się spotkali w grupie in real life to ludziom by w większości poopadały kopary ze zdziwienia. Forumowy wodzirej mógłby okazać się nieprzystępnym, mamrocącym coś pod nosem panem, a nieśmiała forumowa myszka mogłaby robić za królową balu :)
                                                    Forum nie oddaje naszej mimiki, ekspresji, tonu głosu. To duża część przekazu. Nie wszyscy potrafią zwerbalizować swoje myśli w uporządkowany i logiczny sposób.


                                                  • hello-kitty2 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 21:50
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Nie wszyscy potrafią zwerbalizować swoje myśli w uporządkowany i logiczny sposób.

                                                    A myslisz, ze na zywo by potrafili? :)
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 21:57
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A myslisz, ze na zywo by potrafili? :)

                                                    Bardzo możliwe. Przykładowo, jeśli napiszę na forum, że zaraz kopnę moją żonę w dupę, to przekaz może być inny niż, gdy powiem to samo uśmiechając się wesoło a inaczej gdy będę warczał przez zaciśnięte zęby i cedził każde słowo z ponurym wyrazem twarzy.
                                                    Na podkreślaniu gestami, mimiką i tonem głosu komunikatu werbalnego opiera się kunszt aktorski i czasem aktor zmieniając parę gestów i ton głosu może przekazać coś diametralnie odmiennego (czytelne dla każdego widza) niż gdyby to samo napisał.
                                                    W świecie szarych zjadaczy chleba wcale nie działa to wiele słabiej.
                                                  • aandzia43 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 22:03

                                                    > Ja odnosze wrazenie, ze nie trzeba go namawiac, jest zasadniczo gotowy do zdrad
                                                    > y, tylko chce zrobic to z milosci. Ciekawostka: z milosci DO niego. Problem w t
                                                    > ym, ze trudno jednak orzec kim wlasciwie On jest, co utrudnia bardzo pokochanie
                                                    > Go, takim, jaki jest naprawde :)

                                                    Niezłe :-D
                                                • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 21:28
                                                  aandzia43 napisała:
                                                  > Źle widzisz.

                                                  Zatem jak mam rozumieć "korzystanie z umiejętności bajerowania" ? Mam zbajerować swoją żonę ? Nie wierzę własnym uszom, aandzia43 przecież to jest szczyt naiwności. Dziewczyna zna mnie prawie połowę swojego życia, ma o mnie stałe i silnie ukonstytuowane zdanie. Dysonans poznawczy jaki musiałbym wywołać, żeby wybić ją z tego zdania i przekonać, że jest we mnie coś nowego czego nie znała, można by porównać z lądowaniem na Księżycu w drewnianej balii ze starymi gaciami zamiast żagla.
                                                  Jak u licha ? Zabajerować to można głupią osiemnastoletnią gąskę, sprzedającą w osiedlowej "żabce" piwo menelom. Nie człowieka ze stałego związku, który święcie sądzi, że wie o tobie wszystko. Mission impossible.

                                                  Poza tym - czy to nie stały powód, dla którego zbierają się masowo żonaci chłopcy i dziewczęta by do siebie zalotnie pomiaukiwać ? Stały partner im obmierzł, wierzą święcie, że to najgorsza łajza na świecie, której nawet okoliczny pies z kulawą nogą nie raczyłby uroczyście obszczać w zastępstwie słupa telegraficznego.

                                                  No nie da się zrobić drugi raz pierwszego wrażenia, niestety :)

                                                  • aandzia43 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 22:00

                                                    > Zatem jak mam rozumieć "korzystanie z umiejętności bajerowania" ? Mam zbajerowa
                                                    > ć swoją żonę ?

                                                    Dżizas! Pytałam o korzystanie z umiejętności posługiwania się słowem, o korzystaniu z inteligencji i kompetencji społecznych na przestrzeni całego twojego życia! Dlaczego nigdy nie wplotłeś tych atutów w budowanie relacji erotycznych? Pytałam o całokształt, nie konkretnie o żonę czy ewentualne panie na boku.


                                                    >
                                                    > No nie da się zrobić drugi raz pierwszego wrażenia, niestety :)

                                                    Owszem, da się. Nie pytaj się jak się da zrobić to wrażenie, tylko zmieniaj siebie, to samo się stanie.
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 22:06
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Dżizas! Pytałam o korzystanie z umiejętności posługiwania się słowem, o korzyst
                                                    > aniu z inteligencji i kompetencji społecznych na przestrzeni całego twojego życ
                                                    > ia! Dlaczego nigdy nie wplotłeś tych atutów w budowanie relacji erotycznych? Py
                                                    > tałam o całokształt, nie konkretnie o żonę czy ewentualne panie na boku.

                                                    Ładnie napisane, ale chciałbym się grzecznie dowiedzieć, czy pytasz w gruncie rzeczy o to dlaczego nie mam 20+ partnerek na seksualnym liczniku ? :D
                                                  • aandzia43 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 22:29

                                                    > Ładnie napisane, ale chciałbym się grzecznie dowiedzieć, czy pytasz w gruncie r
                                                    > zeczy o to dlaczego nie mam 20+ partnerek na seksualnym liczniku ? :D

                                                    Nie rżnij głupa i nie udawaj, że nie wiesz, o co mi chodzi. Pytam wyraźnie dlaczego nigdy nie wykorzystałeś atutów, które wymieniłam, do budowania relacji erotycznych z kobietami. RELACJI EROTYCZNYCH Z KOBIETAMI. Szeroko pojętych realcji erotycznych z kobietami. Jakby się mnie ktoś spytał: dlaczego jojczysz na brak zainteresowania tobą płci przeciwnej i kiepskie życie seksualne (lub jego zupełny brak), a chodzisz z tłustymi włosami w worku pokutnym i kwaśną miną zamiast tanecznym krokiem w sukience podkreślającej walory, to chyba bym się ciut zastanowiła nad kwestią. Jak ci się chce, to też się zastanów nad swoją. Tylko błagam, nie udawaj głupiego.
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 22:59
                                                    Ależ wykorzystuje wszystko co mam w zanadrzu, by te relacje budować. Jojczę wyłącznie na tym forum, traktuję to jako swoiste katharsis. Żonie nawet jakoś wyjątkowo dupy nie truję, że seksu mało. Wręcz wspominam o tych kwestiach może z raz na tydzień czy coś koło tego, ale na zasadzie zachęty, przytulenia. Staram się być miły, imponować, być prawdziwym facetem itd. A jak nie chce, to nie nalegam - bo po co. Co można więcej zrobić ? Nic, wszystko co się dało to zrobiłem. A budowanie relacji z innymi ? Nie wiem z kim miałbym budować, o co chodzi ? Z żoną kolegi ? Sąsiadką ? Koleżanką z pracy zafiksowaną na dzieciach nie mniej niż moja ? Co to, czas dyskotek, flirtów klasowych ? Ja nie mam takich relacji, bo nawet nie obracam się wśród wielu kobiet. A jedna własna w domu ma na głowie inne problemy.
                                                    Pytasz może o przeszłość ? Czemu nigdy ? Też się mylisz, wykorzystywałem jak się dało. Problem w tym, że w okresie kiedy kształtują się normalnie relacje damsko męskie w grupach rówieśniczych miałem dość znaczącą nadwagę i moje dodatkowe atuty szlag z miejsca trafiał.
                                                    Pamiętam że kiedyś na dyskotece chciałem zatańczyć z dziewczyną, odwarknęła "nie". Zapytałem dlaczego, to usłyszałem "spójrz do lustra". I to była krótka, rzeczowa i szczera odpowiedź. Co tam jakieś smętne pierdolenie o inteligencji i jakichś walorach społeczno-towarzyskich, jak rzeczywistość skrzeczy ?
                                                  • hello-kitty2 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 22:12
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Zatem jak mam rozumieć "korzystanie z umiejętności bajerowania" ? Mam zbajerowa
                                                    > ć swoją żonę ?

                                                    Oczywiscie, ze nie. Aandzia napisala: "Miałam na myśli umiejętność stwarzania fajnego klimatu, prowadzenia gry, na którą obydwoje przystają. Kobiety to lubią, bo to jest sposób prezentowania przez mężczyznę inteligencji i kompetencji społecznych."

                                                    Gdybym byla Toba to bym bajerowala inne w obecnosci Twojej zony (= prezentujesz na jej oczach inteligencje i kompetencje spoleczne, o ktore Twoja zona Cie pewnie nawet nie podejrzewa, zaskakujesz ja). Tej nocy sama by do Ciebie przyszla. A tak, skoro nie prezentujesz to nie przychodzi. To jest tak jak z mezczyzna, ktorzy lubi, jak na jego laske leci na przyjeciu paru gachow, on sie tym napawa, a wieczorem ja bierze. Bo to wszystko do czego paru sie slinilo nalezy sie tylko jemu. Nie bawiles sie tak nigdy z zona?

                                                    Lub w innej wersji: prowadzisz gre, z obca kobieta, na ktora ona przystaje, jest fajnie, robisz let it go i nie wiem zakochujecie sie w sobie, rozwodzisz sie, jestes z nia szczesliwy, kochacie sie.
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 22:25
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie bawiles sie tak nigdy z zona?

                                                    W miarę możliwości, ale my się widujemy z innymi ludźmi raz na miesiąc czy dwa. I to i tak w tym samym, znanym od wielu lat gronie. To kogo mam podrywać ? Sąsiadkę - emerytkę ? :)
                                                  • hello-kitty2 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 22:51
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > W miarę możliwości, ale my się widujemy z innymi ludźmi raz na miesiąc czy dwa.
                                                    > I to i tak w tym samym, znanym od wielu lat gronie. To kogo mam podrywać ? Sąs
                                                    > iadkę - emerytkę ? :)

                                                    Napisz chociaz prosze, ze masz fascynujaca prace lub jestes zajebiscie spelniony w tacierzynstwie :) Toz to klapa klapa pogania w calej rozciaglosci.

                                                    A pamietasz jak Aandzia kiedys pisala, ze przechadza sie pobudzajac patrzeniem na fajnych mezczyzn, wraca do domu, a maz spija z tego smietanke. Nie zastanowilo Cie to? Mnie jej slowa nadal dzwiecza w uszach. Gdzie ta Twoja zona ma sie na co napatrzec i jak pobudzic jak Ty jej nigdzie nie zabierasz?

                                                    Zacznijcie bywac to sie seks sam rozkreci. Nie myslales o tym?
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 23.01.13, 23:07
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Napisz chociaz prosze, ze masz fascynujaca prace lub jestes zajebiscie spelnion
                                                    > y w tacierzynstwie :) Toz to klapa klapa pogania w calej rozciaglosci.

                                                    Nie mam fascynującej pracy, a dzieciaki jak to dzieciaki - dają popalić na maksa. A jeśli chodzi o klapę, no to coś w tym jest.

                                                    > A pamietasz jak Aandzia kiedys pisala, ze przechadza sie pobudzajac patrzeniem
                                                    > na fajnych mezczyzn, wraca do domu, a maz spija z tego smietanke. Nie zastanowi
                                                    > lo Cie to? Mnie jej slowa nadal dzwiecza w uszach. Gdzie ta Twoja zona ma sie n
                                                    > a co napatrzec i jak pobudzic jak Ty jej nigdzie nie zabierasz?
                                                    >
                                                    > Zacznijcie bywac to sie seks sam rozkreci. Nie myslales o tym?

                                                    Jak to "ja jej nie zabieram" ? Weź mnie nie denerwuj. Ją gdzieś zaciągnąć to wołami chyba by trzeba. Wiesz, że przez te wspólne naście lat nigdy nie byliśmy w dyskotece ? Ani razu. Ona nigdy nie odczuwała większych potrzeb towarzyskich, nigdzie nie chciało jej się chodzić. Jak proponuję nawet kino, to przecież nie ma z kim dzieci zostawić. Dzieci, dzieci i jeszcze raz dzieci. Meaning of life :) 24/7. No ale to tak wygląda życie wielu dzieciatych par niestety, przynajmniej wśród moich znajomych.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 09:40
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Oczywiscie, ze nie. Aandzia napisala: "Miałam na myśli umiejętność stwarzania f
                                                    > ajnego klimatu, prowadzenia gry, na którą obydwoje przystają. Kobiety to lubią,
                                                    > bo to jest sposób prezentowania przez mężczyznę inteligencji i kompetencji spo
                                                    > łecznych."
                                                    >
                                                    > Gdybym byla Toba to bym bajerowala inne w obecnosci Twojej zony (= prezentujesz
                                                    > na jej oczach inteligencje i kompetencje spoleczne, o ktore Twoja zona Cie pew
                                                    > nie nawet nie podejrzewa, zaskakujesz ja). Tej nocy sama by do Ciebie przyszla.
                                                    > A tak, skoro nie prezentujesz to nie przychodzi. To jest tak jak z mezczyzna,
                                                    > ktorzy lubi, jak na jego laske leci na przyjeciu paru gachow, on sie tym napawa
                                                    > , a wieczorem ja bierze. Bo to wszystko do czego paru sie slinilo nalezy sie ty
                                                    > lko jemu. Nie bawiles sie tak nigdy z zona?
                                                    >

                                                    Wiesz co kitty, koń by się uśmiał na te Twoje mądrości, obawiam się że ślepy kulawego pouczał. Nie zmuszaj mnie abym podsumowała publicznie twój życiowy sukces który wyziera z tego co prezentujesz na forum. Bardziej Ty potrzebujesz pomocy obawiam się niż sabat.


                                                    Słuchaj kitty a może ty napiszesz coś o swoich sukcesach życiowych zamiast krytykować innych, a może chcesz żebym ja cię podsumowała?
                                                  • marek.zak1 Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 09:51
                                                    Sukcesy sukcesami, ale w tym konkretnej sprawie Kitty ma rację. Moja żona była przepiękną dziewczyna, teraz kobietą i zawsze bardzo podobała się facetom, a w końcu, jak napisała HK2, potem wszystko należało do mnie. I to tez jest fajne dla faceta :)
                                                  • hello-kitty2 Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 11:48
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Wiesz co kitty, koń by się uśmiał na te Twoje mądrości, obawiam się że ślepy ku
                                                    > lawego pouczał. Nie zmuszaj mnie abym podsumowała publicznie twój życiowy sukce
                                                    > s który wyziera z tego co prezentujesz na forum. Bardziej Ty potrzebujesz pomoc
                                                    > y obawiam się niż sabat.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Słuchaj kitty a może ty napiszesz coś o swoich sukcesach życiowych zamiast kryt
                                                    > ykować innych, a może chcesz żebym ja cię podsumowała?

                                                    Sluchaj pisz co chcesz. Wszystko wolno ale nie wszystko jest pozyteczne.

                                                    Dodam na marginesie: Kag twierdzi, ze ludzi nie trzeba sie bac, a mnie matka powtarzala regularnie od dziecinstwa, ze wlasnie trzeba sie bac.
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 19:33
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dodam na marginesie: Kag twierdzi, ze ludzi nie trzeba sie bac, a mnie matka po
                                                    > wtarzala regularnie od dziecinstwa, ze wlasnie trzeba sie bac.

                                                    Wszyscy mamy w sobie pierwiastek zła. Wojny obnażają to znakomicie. Ilu sąsiadów postanowiło dla zabawy dać nauczkę żydom, tylko dlatego, że było można i nie było konsekwencji ? Może to tego zła powinniśmy się bać, najlepiej na początku tego który nosimy w sobie ?
                                                • that.bitch.is.sick Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 09:37
                                                  aandzia43 napisała:


                                                  >
                                                  > Źle widzisz.

                                                  Źle to się dzieje, że rozsądna babka jak Ty i w Twoim wieku, przyłącza się do tego szeroko pojętego czepialstwa i wmawiania sabatowi, że jest fatalny, a jego życie to porażka - skąd Ty to możesz wiedzieć, bo sam fakt że ktoś funkcjonuje na tym forum - nie oznacza że czuje się załamany, ja dzięki bogu nie "rucham" codziennie i powiem szczerze że świetnie się z tym czuję, nie potrzebuję do szczęścia i samooceny by facet z nabrzmiałym przyrodzeniem ganiał mnie wokół kominka. Ludzie są różni i skale oceny też są różne. Osobiście wysoko cenię poczucie humoru sabata i zauważ iż mimo iż niewątpliwie mógłby czepiać się innych, nikogo tutaj nie obrzuca błotem. Są kobiety które potrafią to docenić (nie mówię że ja) wstawianie mu pierdoł że nie jest casanovą lub jaskiniowcem to poniekąd wasze prywatne koncepcje.

                                                  >
                                                  • hello-kitty2 Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 11:27
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    Osobiście wysoko cenię poczucie
                                                    > humoru sabata i zauważ iż mimo iż niewątpliwie mógłby czepiać się innych, nikog
                                                    > o tutaj nie obrzuca błotem.

                                                    No to fajnie, ze wysko cenisz, byc moze przyda Ci sie to wkrotce. Zalecam research zanim wydasz swoje sady. Tip: Sabat jest 15 dni na forum, nie od razu aktywowal profil, tak? A jak juz aktywowal to po co? Z kim rozmawial i o czym? Wiec kto wie wiecej?

                                                    Jesli chodzi Ci o to, zeby z nim nie rozmawiac i nie czepiac sie to sie da to zrobic. Normalnie jestes bardziej wymagajaca niz moderacja, oni przynajmniej nie pouczaja jak sie odnoscic do innych uzytkownikow.

                                                    Sabat wiec wybacz, jesli kiedykolwiek sie Ciebie czepialam, nie moge juz wiecej z Toba rozmawiac, krolowa sobie nie zyczy :)
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 19:40
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No to fajnie, ze wysko cenisz, byc moze przyda Ci sie to wkrotce. Zalecam resea
                                                    > rch zanim wydasz swoje sady. Tip: Sabat jest 15 dni na forum, nie od razu aktyw
                                                    > owal profil, tak? A jak juz aktywowal to po co? Z kim rozmawial i o czym? Wiec
                                                    > kto wie wiecej?

                                                    Jeśli myślisz, że tego nie przewidziałem to jesteś w błędzie. To że powiedziałem akurat Tobie i tylko Tobie to też nie jest przypadek. Zwykła ciekawość drugiego człowieka, taki eksperyment z serii "kim jesteśmy".
                                                    Dowiedziałaś się kim jestem, a teraz ja dowiedziałem się kim jesteś Ty.
                                                    Jesteśmy kwita, przed Bogiem, Szatanem czy kim tam chcesz :)

                                                    Od kiedy zrozumiałem część literatury, na którą nakierowały mnie życzliwe dusze w zeszłym roku, zrozumiałem, że w gruncie rzeczy zło i egoizm jest prawdziwą naturą człowieka, na którą społeczeństwo nałożyło maskę miłosierdzia i uległości, by uczynić nas niewolnikami.
                                                    A o tym jaki mamy stosunek do bliźniego, najłatwiej przekonać się będąc taką osobą, której każdy może zrobić coś złego, bo sądzi że nie będzie się bronić. Sabatem77.

                                                  • hello-kitty2 Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 20:29
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Jesteśmy kwita, przed Bogiem, Szatanem czy kim tam chcesz :)

                                                    Jestesmy kwita :)
                                                  • lampardzikus Re: prymitywne pseudownioski 25.01.13, 13:33
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Od kiedy zrozumiałem część literatury, na którą nakierowały mnie życzliwe dusze
                                                    > w zeszłym roku, zrozumiałem, że w gruncie rzeczy zło i egoizm jest prawdziwą n
                                                    > aturą człowieka, na którą społeczeństwo nałożyło maskę miłosierdzia i uległości
                                                    > , by uczynić nas niewolnikami.
                                                    > A o tym jaki mamy stosunek do bliźniego, najłatwiej przekonać się będąc taką os
                                                    > obą, której każdy może zrobić coś złego, bo sądzi że nie będzie się bronić. Sab
                                                    > atem77.
                                                    >

                                                    Społeczeństwo nałożyło?
                                                    A może skoro zło jest prawdziwą naturą człowieka, to może człowiek jest złem? A skoro tak...
                                                  • sabat-77 Re: prymitywne pseudownioski 25.01.13, 22:14
                                                    lampardzikus napisał:

                                                    > Społeczeństwo nałożyło?
                                                    > A może skoro zło jest prawdziwą naturą człowieka, to może człowiek jest złem? A
                                                    > skoro tak...

                                                    Po trochu społeczeństwo, po trochu ewolucja.
                                                    Musimy uściślić, czy tak samo rozumiemy pojęcie zła. Dla mnie złym jest czyn antyspołeczny, zagrażający interesowi grupy, pojedynczego bliźniego, a w ostateczności własnej osobie jako elementowi społeczeństwa. Nic co nie występuje w jasny sposób przeciwko temu szeroko pojętemu interesowi złem dla mnie nie jest.
                                                    Dlatego nie uważam by było coś złego w robieniu sobie dobrze, póki nie narusza to interesu innych. Niech każdy uprawia swój ogródek.
                                                    Z drugiej strony wierzę (i tutaj wracamy do tematu rozmowy), że jesteśmy z natury chciwi i gdyby nie pewne odgórnie narzucone normy, większość z nas ruszyłaby z pochodniami w stronę ogródka słabszego sąsiada, bo tam są słodsze jabłka :)
                                                    Dlatego w sumie dobrze, że społeczeństwo nas niewoli (przez prawo, normę społeczną i odium związane z jej naruszaniem), bo sumarycznie grupa na tym zyskuje. W anarchii i barbarzyństwie zyskują jedynie ci najsilniejsi.
                                                  • aandzia43 Re: prymitywne pseudownioski 24.01.13, 15:37
                                                    > Źle to się dzieje, że rozsądna babka jak Ty i w Twoim wieku, przyłącza się do t
                                                    > ego szeroko pojętego czepialstwa i wmawiania sabatowi, że jest fatalny, a jego
                                                    > życie to porażka

                                                    Naprawdę mi przykro Bitch, ale kompletnie nei wiem, o co ci chodzi. Cenię Sabata za inteligencję, poczucie humoru i jeszcze parę innych rzeczy, nie czepiam się go i nie wmawiam mu, że nie jest Casanovą. W tym wątku napisałam kilka skeirowanych do niego postów, które są odpowiedzią na jego wcześniejsze posty. Nic więcej. Oprócz niewątpliwych zalet Sabat posiada parę cech dezorganizujących mi dyskusję z nim. Nadmiar słów, boczne ścieżki, jak mu się nie chce trzymać głównej, czasem niedomówienia zmieniające obraz całości. I dlatego zdarza mi się huknąć podczas dyskusji (sorry Sabat :-)) Bitch, przeczytaj sobie jeszcze raz moją rozmowę z Sabatem, albo jak ci się nie chce, to po prostu odpuść.
                                  • hello-kitty2 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 21:38
                                    sabat-77 napisał:

                                    > Dlatego nawet raz mogę zwilżać, a raz nie zwilżać. Zależy jak się ukłonie i jak
                                    > się aktualnie przedstawię ;)

                                    Tak, tak innymi slowy: 'jak bede chcial to was wszystkie bede mial' :)
                                    Ty juz sie tu przedstawiales w roznych wcieleniach i jakos nie zwilzyles. Ja juz Ci powiedzialam co mozesz zrobic: klamac i udawac kogos innego, nie wiem Urqu 2 (?), zaczynam jednak podejrzewac, ze Ty za bardzo jestes w sobie zakochany, zeby sie na to zdobyc. Bo dla Ciebie nikt nie jest tak fajny, jak Ty sam. Dlatego dziwisz sie dlaczego tego te wszystkie laski nie widza i jestes przezroczysty.
                                    • sabat-77 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 21:53
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Tak, tak innymi slowy: 'jak bede chcial to was wszystkie bede mial' :)

                                      Nie, i wyjaśniłem to już wcześniej, tłumaczenie wszystkiego od początku zaczyna być zwyczajnie nudne. Nie będę miał, ponieważ zawsze przyjdzie moment prawdy, kiedy trzeba wyłożyć karty na stół. Kluczyć, kłamać, zwodzić itd. można bardzo długo. Ale jeśli chce się do czegoś dojść to trzeba mieć ku temu możliwości. Ja ich NIE MAM. Ja nie wiem, kurwa, po chińsku mam zacząć pisać ? No dobra, nie znam chińskiego.

                                      > Ty juz sie tu przedstawiales w roznych wcieleniach i jakos nie zwilzyles. Ja ju
                                      > z Ci powiedzialam co mozesz zrobic: klamac i udawac kogos innego, nie wiem Urqu
                                      > 2 (?), zaczynam jednak podejrzewac, ze Ty za bardzo jestes w sobie zakochany,
                                      > zeby sie na to zdobyc. Bo dla Ciebie nikt nie jest tak fajny, jak Ty sam. Dlate
                                      > go dziwisz sie dlaczego tego te wszystkie laski nie widza i jestes przezroczyst
                                      > y.

                                      Ja pierdolę. Tak, masz rację, uważam że jestem Bogiem przez duże B, pewnie dlatego uczciwie przyznaję na tym forum i to chyba w co drugim poście, że mam przejebane i generalnie jestem ofiarą losu. Ale choćby się zesrać to wy i tak będziecie wiedzieć swoje - że jestem zakochanym w sobie narcyzem i że "gdybym chciał to bym miał".
                                      Wasze chore nadinterpretacje zaczynają być wkurwiające, serio.
                                      Zresztą - po co tłumaczyć, skoro i tak wiecie najlepiej.
                                      • hello-kitty2 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 22:16
                                        sabat-77 napisał:

                                        > Wasze chore nadinterpretacje zaczynają być wkurwiające, serio.
                                        > Zresztą - po co tłumaczyć, skoro i tak wiecie najlepiej.

                                        Jakie Wasze? Rozmawiasz ze mna, odpowiadasz na moj post, a mowisz Wasze? Zaraz wszyscy winni?

                                        > Nie, i wyjaśniłem to już wcześniej, tłumaczenie wszystkiego od początku zaczyna
                                        > być zwyczajnie nudne

                                        Nie musisz tlumaczyc. Mozesz nie odpowiedac na ten czy inny post. Mozesz zwyczajnie olac.
                                        • sabat-77 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 22:20
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          > Nie musisz tlumaczyc. Mozesz nie odpowiedac na ten czy inny post. Mozesz zwycza
                                          > jnie olac.

                                          Mogę, ale mimo wszystko czuję do wielu z forumowiczów jakąś sympatię i chcę rozmawiać, by zrozumieć i być zrozumianym.
                                • aandzia43 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 21:36
                                  > Swoja droga to tez moze byc powod dlaczego nie zwilzasz miedzy nogami, co inneg
                                  > o ten siersciuch. Dla niego to czytam nawet rzeczy, ktorych nie rozumiem :)

                                  Kto to jest "ten sierściuch"?
                                  • hello-kitty2 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 21:45
                                    aandzia43 napisała:

                                    > Kto to jest "ten sierściuch"?

                                    Na forum sa 2 siersciuchowe nick-y: Kitty i Tygrys. Referowalam do dyskusji o definicji romantyzmu. Tygrys jest zawodowym zwilzaczem, wg mnie. Przynajmniej w mojej klasyfikacji internetowych bytow Aandziu. Dlatego nazwalam go ''sztucznym''.
                                    • aandzia43 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 22:24
                                      Się domyślałam, że Tygrys, ale nie byłam pewna :-)
                                      • hello-kitty2 Re: Sztuczny siersciuch, a jednak zwilza :) 22.01.13, 22:34
                                        aandzia43 napisała:

                                        > Się domyślałam, że Tygrys, ale nie byłam pewna :-)

                                        Aandzia a czy Twoj maz jest romantyczny? Pamietam, ze w ktoryms momencie wspomnialas, ze znasz pare romantykow. Zdziwilam sie, bo ja nigdy nie znalam zadnego, wokol mnie zawsze sami realisci. Fajnie byloby poobserwowac romantyka, mysle. Opiszesz jednego? Jak Ty odbierasz takiego czlowieka? Na przykladach, definicja jest za sucha dla mnie i nie czuje jej. Sprobujesz?
              • urquhart Re: MiL 21.01.13, 21:51
                gomory napisał:
                > No dobra... ale my tutaj nie mowimy o wyimaginowanej zonie tylko Twojej z krwi
                > i kosci.
                > Zwyczajnie wracasz sobie w wyuzdanym nastroju, i mowisz "kochanie masz taka pie
                > kna twarz, ze chcialbym ja perwersyjnie skalac, wiec usmiechaj sie przymilnie g
                > dy bede Ci plul na buzke".
                > A zona na to robi oczy niczym wilk ktoremu potrzask jaja przytrzasnal.
                > No i co wtedy?

                Z pluciem mnie nie wkręca.
                Żeby ci odpowiedzieć musiałby tu odnieść się do realizowanych i nierealizowanych razem fantazji, co jest z pewnych względów kłopotliwe. Oczywiście kończy się że "zona na to robi oczy niczym wilk któremu potrzask jaja przytrzasnął". Ja znacznie rzadziej robię takie oczy ale są takie pomysły których jej zainteresowania nie podzielam. No ale kto nie gra nie wygrywa, jak powiadają. Mnie oczy żony jakoś nie przerażają bym miał się zniechęcić :)
                • gomory Re: MiL 21.01.13, 22:21
                  > Mnie oczy żony jakoś nie przerażają bym miał się zniechęcić :)

                  Z pluciem to byl jakis tam przyklad ;). No ale rozumiem :).

                  Widac we mnie wiecej wszelakich uprzedzen, braku otwartosci, wyluzowania i lozkowej sprawiedliwosci.
          • aandzia43 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 19:10
            > Andzia: a jak Ty laczysz porno z MiL? Brak zainteresowania zona przy jednoczesn
            > ym korzystaniu z pocieraczy jakby rozumiem. Ale syndrom madony i ladacznicy gdz
            > ie tu wciskasz?

            Tak na luźno: potrzeba ostrego, wyuzdanego, ciut odhumanizowanego seksu jest realizowana przez panów przy kompie z różnistymi filmami, bo nie mieści im się w głowie, że można ją czasem realizować z żoną. A niejedna żona chciałaby, oj chciała. Ale to, że jest taki układ seksualny możliwy do zrealizowania bez niszczenia relacji uczuciowej z żoną, jest poza zasięgiem wyobrażeń MiL-owców.
            Co oczywiście nie oznacza, ze każdy facet korzystający z porno, a nie zainteresowany tyłkiem żony to MiL-wiec.
          • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 13:15
            gomory napisał:

            > Ja za to doskonale kumam idee MiL. Moze nie w wersji az tak drastycznej zeby z
            > zona tylko przez dziure w nocnej koszulinie i bez orala, ale ogolnie rzecz bior
            > ac i owszem.
            > Cieple uczucie jakie sie zywi do kobiety wcale nie ulatwiaja sprawy. Za nimi tl
            > ocza sie te wszystkie emocje jak szacunek, dbalosc, instynkt opiekunczy. Oczywi
            > scie, ze da sie to wszystko w lozku zdeptac i obudzic jaskiniowca, ale wymaga w
            > ysilku. No i wspolpracy oraz pozytywnego odbioru.
            > Przy calej irytujacej tresci i formie niezle to pokazalo "50 twarzy Greya". Cie
            > kawosc wklada dziewczynie w usta slowa "pokaz mi sie naprawde, jakim sukinsynem
            > mozesz byc", a pozniej lzy i foch - alez Ty naprawde jestes sukinsynem! Kobiet
            > o nie pros faceta zeby Ci zajebal, bo to moze zrobic i padzniesz z wrazenia ;).
            > Mnie sie zdarzylo powstrzymac z jakimis swinskimi zapedami, bo widzialem, ze to
            > nie ma sensu. Oczywiscie czlowiek bez pozytywnego odbioru sie zaczyna coraz ba
            > rdziej "czaic" i podchodzic z wieksza ostroznoscia. Wiem po sobie. Taka jest pr
            > awda - nie jestesmy wszyscy tak samo perwersyjni.
            > Wielu znanych mi facetow chetnie by z driniem w lapie z przyjemnoscia obejrzalo
            > show, w ktorym paru obdarzonych bydlakow pastwiloby sie seksualnie nad... No w
            > lasnie zona to niekoniecznie.
            > Urqu - jestes siebie 100% pewien? Wiesz, ze z zona pozwolilbys sobie na wszystk
            > ie brudne sztuczki do ktorych bylbys zdolny w innym skladzie osobowym? Ja taki
            > pewien nie jestem, i wiem jakimi roznymi uprzedzeniami jestem skrepowany. Nie o
            > na, JA. A badz pewien, ze jestem gosciem ktory raczej swobodnie sie po krainach
            > seksu porusza i byle czym sie nie zszokuje. Nawet dla tego czego nie lubie tol
            > erancje mam.
            > Andzia: a jak Ty laczysz porno z MiL? Brak zainteresowania zona przy jednoczesn
            > ym korzystaniu z pocieraczy jakby rozumiem. Ale syndrom madony i ladacznicy gdz
            > ie tu wciskasz?

            Nie chcę nikogo rozczarować ale znałam panów, których "świńskie" fantazje idą w przeciwną stronę niż posiadanie niewolnicy.
            • gomory Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 13:37
              > Nie chcę nikogo rozczarować ale znałam panów, których "świńskie" fantazje idą w przeciwną stronę niż posiadanie niewolnicy.

              Ale coz w tym takiego rozczarowujacego?
              Mechanizm jest podobny. Wiedzac, ze zona preferuje brutalnych barbarzyncow moglbym ja sadystycznie dreczyc. Jednoczesnie jednak utrzymywac w tajemnicy "swinskie" checi by robic za niewolnika ktoremu laska chlosta jadra, z cukinia w tylku i masce ze swinskim ryjem.
              Z ladacznica bym mogl robic za nadzianego niewolnika, a z domowa madonna nie.
              Liczy sie zasada, a nie technikalia.
              Jakos Cie poruszyly te Markowe niewolnice. Cos szczegolnego sie za nimi kryje? Osobiscie czujesz sie dotknieta czy rozdrazniona?
              • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 13:54
                gomory napisał:


                >
                > Ale coz w tym takiego rozczarowujacego?
                > Mechanizm jest podobny. Wiedzac, ze zona preferuje brutalnych barbarzyncow mogl
                > bym ja sadystycznie dreczyc. Jednoczesnie jednak utrzymywac w tajemnicy "swinsk
                > ie" checi by robic za niewolnika ktoremu laska chlosta jadra, z cukinia w tylku
                > i masce ze swinskim ryjem.
                > Z ladacznica bym mogl robic za nadzianego niewolnika, a z domowa madonna nie.
                > Liczy sie zasada, a nie technikalia.
                > Jakos Cie poruszyly te Markowe niewolnice. Cos szczegolnego sie za nimi kryje?
                > Osobiscie czujesz sie dotknieta czy rozdrazniona?

                Niewolnictwo to uważam sprawa dość bolesna, robić sobie z tego kpinki gmerając w rozporku, to jak oglądać pornola w którym scenografią będzie burdel w Auschwitz. Nie powiem już że słabo mnie kręci męska dominacja, ubolewam, wolę gejowskie porno jakby mnie kto pytał.
                Co do MiL ciągniesz tylko taką tezę jak na początku, wzbogacając fabułę. Uważam że nie masz racji. MiL to ogólnie kojarzenie sfery seksualnej jako sfery brudnej, związanej ze sferą winy i wstydu. Mężczyznę dotkniętego tego typu syndromem wyobrażam sobie zupełnie inaczej niż Ciebie - plastycznego narratora opowiastek erotycznych. Ten to będzie bił dziecko które się masturbuje, zabraniał córce dotykać "sisi" i czerwienił się ze wstydu na myśl że ma wyjaśnić latorośli "sprawy nieładne". Zabroni żonie nosić stringi do kościoła i będzie tłumił poczucie winy związane ze swoimi całkiem standardowymi fantazjami.
                • hello-kitty2 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:12
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  Ten to będzie bił dziecko które się masturbuje, zabraniał córce
                  > dotykać "sisi" i czerwienił się ze wstydu na myśl że ma wyjaśnić latorośli "spr
                  > awy nieładne". Zabroni żonie nosić stringi do kościoła i będzie tłumił poczucie
                  > winy związane ze swoimi całkiem standardowymi fantazjami.

                  Moja droga, czy ja dobrze kombinuje? Czy to nie bedzie wypisz wymaluj forumowy Marek? Sprawy wpierdolu dzieciom za akcje pod koldra tudziesz klopotliwych rozmow delegowal zonie i zaplacil jej piesnia o jej ciezkiej pracy, przy czym tak naprawde umyl rece. Zona na pewno cieka w garsonce, jak przystalo ba zone wiadomo kogo, seks oralny kuleje, no bo jak? A za fantazje zaluje gloryfikacja malzenswa w swoim pisarstwie. No bo po jakiego gnata inzynier tenisista mialby pisac ksiazki o malzenstwie?
                  • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:20
                    hello-kitty2 napisała:

                    >
                    > Moja droga, czy ja dobrze kombinuje? Czy to nie bedzie wypisz wymaluj forumowy
                    > Marek? Sprawy wpierdolu dzieciom za akcje pod koldra tudziesz klopotliwych rozm
                    > ow delegowal zonie i zaplacil jej piesnia o jej ciezkiej pracy, przy czym tak
                    > naprawde umyl rece. Zona na pewno cieka w garsonce, jak przystalo ba zone wiado
                    > mo kogo, seks oralny kuleje, no bo jak? A za fantazje zaluje gloryfikacja malze
                    > nswa w swoim pisarstwie. No bo po jakiego gnata inzynier tenisista mialby pisac
                    > ksiazki o malzenstwie?


                    Nie no, to Ty żeś z nim posty wymieniała, ja bym z nudów padła, jednak imponuje mi ilość zgromadzonych przez Ciebie informacji:) No to się potwierdza, przypuszczałam że Mareczek to specyficzna postać.
                  • marek.zak1 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:31
                    Inżynier - wyuczony i niegdyś wykonywany zawód.
                    Tenisista - hobby + sposób na to, żeby być sprawny fizycznie i wbiec na dowolne pietro w razie awarii windy,
                    Pisarz - pasjonat, który optuje w kierunku zawodu.
                    Małzeństwo - po 35 latach coś na jego temat wiem i chcę się podzielić.
                    Mam po prostu szerokie zainteresowania :).
                    O strategii przetrwania w trójkącie nie wiem nic. Ostatnio bliski członek rodziny to praktykuje ale jest to źródłem bardziej frustracji niz radości.

                    A niewolnice, które wprowadziłem na forumowe salony, odgrywają ważną rolę w dyskusji. Kontynuuję watek, rozpoczęty przez Wagnera w Tanchauserze, który z przyczyn poprawności politycznej nie mógl być wówczas rozwijany.
                    • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:35
                      marek.zak1 napisał:

                      > A niewolnice, które wprowadziłem na forumowe salony, odgrywają ważną rolę w dys
                      > kusji. Kontynuuję watek, rozpoczęty przez Wagnera w Tanchauserze, który z przy
                      > czyn poprawności politycznej nie mógl być wówczas rozwijany.

                      Akurat Tanchauser to najdoskonalsza estetycznie interpretacja syndromu MiL jaką można sobie wyobrazić:)
                      • marek.zak1 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 15:13
                        Dokładnie. Jak gdzieś napisalem, o ile Puccini jest głosem Boga, Wagner jest sam Bogiem :).
                        • gomory Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 23.01.13, 14:32
                          > Dokładnie. Jak gdzieś napisalem, o ile Puccini jest głosem Boga, Wagner jest sam Bogiem :).

                          Nie no wiadomo... Bog jest naprawde dobry. Ale i tak szatan ma lepsza muze ;).
                          • marek.zak1 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 23.01.13, 21:41
                            Puccini przenosi boskośc na scenę, a Wagner stwarza swój własny swiat. To robi różnicę.
                • kutuzow Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:33
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Niewolnictwo to uważam sprawa dość bolesna, robić sobie z tego kpinki gmerając
                  > w rozporku, to jak oglądać pornola w którym scenografią będzie burdel w Auschwi
                  > tz.

                  TBiS --> zdajesz sobie sprawę że w Auschwitz funkcjonował burdel (Puff)?
                  www.polityka.pl/historia/260561,1,puff-w-auschwitz.read
                  Pomijam kwestię tego pornola, ale życie erotyczne tam istniało (wbrew obiegowej opinii i temu jak wyobrażamy sobie obóz).

                  Druga kwestia:
                  >MiL to ogólnie kojarzenie sfery seksualnej jako sfery brudn
                  > ej, związanej ze sferą winy i wstydu. Mężczyznę dotkniętego tego typu syndromem
                  > wyobrażam sobie zupełnie inaczej niż Ciebie - plastycznego narratora opowiaste
                  > k erotycznych. Ten to będzie bił dziecko które się masturbuje, zabraniał córce
                  > dotykać "sisi" i czerwienił się ze wstydu na myśl że ma wyjaśnić latorośli "spr
                  > awy nieładne". Zabroni żonie nosić stringi do kościoła i będzie tłumił poczucie
                  > winy związane ze swoimi całkiem standardowymi fantazjami.

                  Jak dla mnie są to zaburzenia związane z seksem, a nie syndrom MiL, jakoś nie widze w takim przypadku tej części dotyczącej "Ladacznicy", tutaj jest tylko "Madonna".
                  Wg mnie to co opisałaś to inna bajka niż MiL.
                  • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:41
                    kutuzow napisał:

                    > that.bitch.is.sick napisała:
                    >
                    > > Niewolnictwo to uważam sprawa dość bolesna, robić sobie z tego kpinki gme
                    > rając
                    > > w rozporku, to jak oglądać pornola w którym scenografią będzie burdel w A
                    > uschwi
                    > > tz.
                    >
                    > TBiS --> zdajesz sobie sprawę że w Auschwitz funkcjonował burdel (Puff)?
                    > www.polityka.pl/historia/260561,1,puff-w-auschwitz.read
                    > Pomijam kwestię tego pornola, ale życie erotyczne tam istniało (wbrew obiegowej
                    > opinii i temu jak wyobrażamy sobie obóz).

                    O tym burdelu właśnie piszę. Oczywiście że życie erotyczne istniało, chodzi mi o kwestię zohydzenia go skrajną formą walki o przetrwanie.
                    >
                    > Druga kwestia:
                    > >MiL to ogólnie kojarzenie sfery seksualnej jako sfery brudn
                    > > ej, związanej ze sferą winy i wstydu. Mężczyznę dotkniętego tego typu syn
                    > dromem
                    > > wyobrażam sobie zupełnie inaczej niż Ciebie - plastycznego narratora opow
                    > iaste
                    > > k erotycznych. Ten to będzie bił dziecko które się masturbuje, zabraniał
                    > córce
                    > > dotykać "sisi" i czerwienił się ze wstydu na myśl że ma wyjaśnić latorośl
                    > i "spr
                    > > awy nieładne". Zabroni żonie nosić stringi do kościoła i będzie tłumił po
                    > czucie
                    > > winy związane ze swoimi całkiem standardowymi fantazjami.
                    >
                    > Jak dla mnie są to zaburzenia związane z seksem, a nie syndrom MiL, jakoś nie w
                    > idze w takim przypadku tej części dotyczącej "Ladacznicy", tutaj jest tylko "Ma
                    > donna".
                    > Wg mnie to co opisałaś to inna bajka niż MiL.

                    To polecam Tanchausera. MiL jest ściśle związany z naszą kulturą, nie chodzi o alokacje upodobań poza małżeńskie stadło, przecież zresztą jakaś przyczyna być musi - jak sama nazwa wskazuje - tradycja chrześcijańska. Wspomina o tym też Eichelberger w "Kobiecie bez winy i wstydu" - ambiwalentna postawa wobec wyobrażeń na temat natury kobiecej.
                  • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:50
                    kutuzow napisał:


                    > TBiS --> zdajesz sobie sprawę że w Auschwitz funkcjonował burdel (Puff)?
                    > www.polityka.pl/historia/260561,1,puff-w-auschwitz.read
                    > Pomijam kwestię tego pornola, ale życie erotyczne tam istniało (wbrew obiegowej
                    > opinii i temu jak wyobrażamy sobie obóz).
                    >

                    Abstrahując od tematyki, to mnie właśnie w Tobie drażni Kutuzow, zakładasz że wiesz więcej niż rozmówca. Po pierwsze, na jakiej podstawie sądzisz że mam mniejszą wiedzę historyczną niż Ty i puszysz się znajomością faktów ogólnodostępnych? Właśnie nie miałabym do Ciebie zastrzeżeń gdyby nie ta pretensjonalność, krygowanie się na jakiegoś eksperta między maluczkimi.
                    • kutuzow Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 15:40
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > Abstrahując od tematyki, to mnie właśnie w Tobie drażni Kutuzow, zakładasz że w
                      > iesz więcej niż rozmówca. Po pierwsze, na jakiej podstawie sądzisz że mam mniej
                      > szą wiedzę historyczną niż Ty i puszysz się znajomością faktów ogólnodostępnych
                      > ? Właśnie nie miałabym do Ciebie zastrzeżeń gdyby nie ta pretensjonalność, kryg
                      > owanie się na jakiegoś eksperta między maluczkimi.

                      TBiS ---> wyskoczyłaś tak z tym przykładem pornola w Auschwitz, że wydawało mi się iż jest to dla Ciebie coś nie do pomyślenia.
                      Skoro jednak masz świadomość, że:
                      a) burdel tam istniał (nawet dwa)
                      b) obsługiwały tam także Niemki
                      c) filmy o zbliżonej tematyce powstawały
                      d) obraz samego burdelu w obozie wcale nie jest taki czarno/biały jak chciałabyś go kreaować (na potrzeby przykładu):

                      "„Niemki same tam chętnie szły. Uważały dom publiczny za szczyt szczęścia. (…) Bardzo sobie chwaliły pobyt tam. (…) Miałam pacjentkę, która przyszła do obozu i mówiła, że pragnie wrócić do swego zawodu. Marzyła, żeby wyzdrowieć i pójść tam. (...) Nie znam wypadków zmuszenia Polek do pójścia do domu publicznego, widziałam tylko Niemki, które uważały to za wyzwolenie. Komendant obozu dostarczał im szminek i malowały się okropnie. Do Polek odnosiły się z nienawiścią, nie mówiły nigdy inaczej, tylko die Polacken (Polaczki)”. (Dr Janina Kościuszkowa, nr obozowy 36 319, lekarka w obozowym szpitalu)"
                      www.polityka.pl/historia/260561,1,puff-w-auschwitz.read
                      ...to nie rozumiem Twojego wcześniejszego oburzenia.
                      • po-trafie Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 17:51
                        Niesprawiedliwe przeinaczenie. Podajesz jedna z wielu wypowiedzi subiektywnych. Na dole pod artykulem:
                        "Z nielicznych ocalałych dokumentów, poświadczających przeprowadzenie badań na obecność chorób wenerycznych, można odczytać nazwiska kilkudziesięciu kobiet, które pracowały w Puffach. Wydaje się, że jest wśród nich mniej więcej tyle samo Niemek co Polek"

                        Więcej pod adresem www.polityka.pl/historia/260561,1,puff-w-auschwitz.read#ixzz2IiwVf8wB

                        W jednej z pierwszych wypowiedzi kobieta wspomina, ze kandydatka chciala isc do burdelu byle tylko dostala troche chleba. To jest walka o zycie i przetrwanie.
                        Wydaje mi sie, ze pornol odgrywajacy sie w Aushwitzowym burdelu bylby czyms zdecydowanie przegietym.
                        • aandzia43 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 18:52
                          A propos seksu w obozach, to nie zapominajmy o orgiach, jakie urządzali sobie niektórzy bardzo przykładający się swojego zajęcia oprawcy. Często im bardziej sadystyczni, tym bardziej wyuzdani. Czasem do zaspokojenia żądz wykorzystywali więźniów. To chyba też należy nazwać obozowym życiem seksualnym, no bo jak inaczej - czynności seksualne były przecież wykonywane. Ale czy z punktu widzenia więźnia biorącego w tej ohydzie udział było to JEGO życie seksualne? Nie. To było wykorzystywanie seksualne.
                          Życie seksualne przytrafiało się więźniom czasem. Trafiały się wielkie miłości i namiętności.
                          www.faktyoswiecim.pl/index.php/inny-format/historia/5844-romeo-i-julia-z-auschwitz
                          Mnie szczególnie utkwiły w pamięci schadzki w szpitalu obozowym i miłość na stole operacyjnym, na którym za dnia przeprowadzano doświadczenia medyczne na więźniach. Kwiat na bagnie i potajemny triumf życia nad śmiercią. Świetny materiał na film. Ze śmiałymi scenami erotycznymi jak najbardziej. Ale pornos o burdelu w Auschwitz byłby co najmniej niesmaczny.
                          • kutuzow Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 23:55
                            aandzia43 napisała:

                            > Ale pornos o burdelu
                            > w Auschwitz byłby co najmniej niesmaczny.
                            >

                            Aandzia ---> nie ma takiej rzeczy której ludzie by nie nagrali. Jeśli nawet nie Europejczycy, to zawsze możesz liczyć na Azjatów. Oczywiście nie jest to Auschwitz (jest to miejsce-symbol), ale tematyka "obozowa" nie jest nowa zarówno w filmach o wydzwięku erotycznym jak i w klasyce kina (Salo).

                            Z łagodnieszych filmów ocierających się o erotykę (jeszcze nie porno), masz Ilse Wilczyce SS (jeśli się nie mylę to są 2 lub 3 filmy tej serii).
                            www.imdb.com/title/tt0071650/
                            tutaj coś czego nie miałem okazji oglądać, ale ładnie pokazuje tematykę która jest poruszana także w cięższych gatunkowo filmach:
                            www.imdb.com/title/tt0074395/
                            i oczywiście zostaje jeszcze mainstream, czyli "Salo, 120 dni Sodomy"
                            www.imdb.com/title/tt0073650/
                            (nie jest to pornos, ale sceny sex-u są nieźle pojechane)


                            • sabat-77 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 23.01.13, 00:02
                              kutuzow napisał:

                              > i oczywiście zostaje jeszcze mainstream, czyli "Salo, 120 dni Sodomy"

                              Jak śmiesz nazywać arcydzieło mistrza Pasoliniego mainstreamem !
                              • kutuzow Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 23.01.13, 01:40
                                sabat-77 napisał:


                                > > > i oczywiście zostaje jeszcze mainstream, czyli "Salo, 120 dni Sodomy"
                                >
                                > Jak śmiesz nazywać arcydzieło mistrza Pasoliniego mainstreamem !

                                Sabat, co do arcydzieła, to osobiście mam odmienne zdanie. To pewnie kwestia gustu/wrażliwości.
                                To trochę tak jak ze sztuką, ktoś kupuje rekina w formalinie za grube miliony, ja tam widze tylko rekina w formalinie. Tutaj zaś przemoc przesłania mi odbiór całości.

                                Nazwałem to głównym nurtem dlatego że był wyświetlany w kinach (produkcje typu Ilsa to raczej dystrybucja VHS/DVD)
                                Przychodzi mi na myśl inny film "Caligula" (McDowel zebrał bardzo dobre recenzje za swą kreację). Widzę pewne podobieństwa.
                            • aandzia43 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 23.01.13, 21:04

                              > Aandzia ---> nie ma takiej rzeczy której ludzie by nie nagrali.

                              Wiem. I nie ma takiego gówna, którego by ludzie nie zjedli. I dlatego nie oglądam wszystkich filmów świata jak leci, choć wydelikacona szczególnie nie jestem. Inaczej: nie jaram się każdym aktem płciowym w technikolorze.
              • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:01
                gomory napisał:

                . Jednoczesnie jednak utrzymywac w tajemnicy "swinsk
                > ie" checi by robic za niewolnika ktoremu laska chlosta jadra, z cukinia w tylku
                > i masce ze swinskim ryjem.

                i czemuż ma służyć to krzywe zwierciadło w którym pokazujesz femdom? Czyżby uwierało Cię w dupę?:)
                • gomory Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 14:57
                  > . Jednoczesnie jednak utrzymywac w tajemnicy "swinskie" checi by robic za niewolnika

                  > i czemuż ma służyć to krzywe zwierciadło w którym pokazujesz femdom? Czyżby uwierało Cię w dupę?:)

                  Mam juz taki styl. Aby odddac sprawiedliwosci zauwaz, ze nie waham sie traktowac tym zwierciadlem siebie.
                  Chcialem zwrocic uwage Tobie, ze czy to femdom, czy maledom nie ma roznicy dla syndromu madonnoladaczniczego.
                  Uwiera Cie w dupe gdy pisze o dominach :)?
                  • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 15:13
                    gomory napisał:


                    >
                    > Mam juz taki styl. Aby odddac sprawiedliwosci zauwaz, ze nie waham sie traktowa
                    > c tym zwierciadlem siebie.
                    > Chcialem zwrocic uwage Tobie, ze czy to femdom, czy maledom nie ma roznicy dla
                    > syndromu madonnoladaczniczego.
                    > Uwiera Cie w dupe gdy pisze o dominach :)?


                    Chyba jednak coś nieprawidłowo zinterpretowałeś Gomoruś. Madonna to męskie wyobrażenie o kobiecie wzorowane na Matce Boskiej, stosunek do niej charakteryzuje nabożność i pełnia szacunku(jak u Mareczka), nie mowy o okładaniu Madonny witką brzozową czy brutalnym posuwaniu w odbyt, nawet gdyby ta czołgała się po podłodze przepełniona seksualną desperacją próbując odbyć stosunek z nogą od stołu - dla mężczyzny który ją usytuował w roli Madonny - pani ta na głowie kwietny ma wianek a w ręce zielony badylek. A przed nią bieży baranek a nad nią lata motylek. Pozycje dominujące lub uległe, jako część sfery profanum - możliwe są li tylko z ladacznicą.
                    Sprawdź jak opisują to seksuolodzy i odszczekaj:). Bardzo jesteś utalentowany literacko, ale naginasz fakty do tezy.
                    • zyg_zyg_zyg Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 15:28
                      gomory napisał:
                      > czy to femdom, czy maledom nie ma roznicy dla syndromu madonnoladaczniczego.

                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > Pozycje dominujące lub uległe, jako część sfery profanum - możliwe są li
                      > tylko z ladacznicą.

                      Ale co ma odszczekać, jak napisałaś to samo?
                      • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 15:39
                        zyg_zyg_zyg napisała:

                        >
                        > Ale co ma odszczekać, jak napisałaś to samo?

                        Ale ja nie z samą tym zdaniem polemizuję tylko z tym do czego go ono wcześniej doprowadziło tam, gdzie pisze, cytuję:

                        Mechanizm jest podobny. Wiedzac, ze zona preferuje brutalnych barbarzyncow moglbym ja sadystycznie dreczyc. Jednoczesnie jednak utrzymywac w tajemnicy "swinskie" checi by robic za niewolnika ktoremu laska chlosta jadra, z cukinia w tylku i masce ze swinskim ryjem.
                        Z ladacznica bym mogl robic za nadzianego niewolnika, a z domowa madonna nie

                        Wątpię aby MiL polegał tylko i wyłącznie na alokacji rzeczywistych swoich specyficznych upodobań poza związkiem, tylko chodzi o sam rodzaj tych upodobań, a mianowicie: Dręczyć sadystycznie Madonnę? oj raczej nie.
                        • aandzia43 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 18:26
                          Wątpię aby MiL polegał tylko i wyłącznie na alokacji rzeczywistych swoich specy
                          > ficznych upodobań poza związkiem, tylko chodzi o sam rodzaj tych upodobań, a mi
                          > anowicie: Dręczyć sadystycznie Madonnę? oj raczej nie.

                          No i nie zapominajmy o wymaganiach MiL-owca co do braku entuzjastycznej odpowiedzi czczonej małżonki na te żądze, które on uważa za sprośne i małżonce uwłaczające. Tak więc radość z misjonarskiego seksu pod kołderką małżonce przystoi, spłoniona, niewinna radość z przyjemności sprawionej mężowi lodem - sporadycznie też. Ale jakieś orgiastyczne uniesienia podczas anala czy wypowiadania brzydkich wyrazów?! Nie uchodzi! ;-P
                          • hello-kitty2 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 19:34
                            aandzia43 napisała:

                            > Wątpię aby MiL polegał tylko i wyłącznie na alokacji rzeczywistych swoich spec
                            > y
                            > > ficznych upodobań poza związkiem, tylko chodzi o sam rodzaj tych upodobań
                            > , a mi
                            > > anowicie: Dręczyć sadystycznie Madonnę? oj raczej nie.
                            >
                            > No i nie zapominajmy o wymaganiach MiL-owca co do braku entuzjastycznej odpowie
                            > dzi czczonej małżonki na te żądze, które on uważa za sprośne i małżonce uwłacza
                            > jące. Tak więc radość z misjonarskiego seksu pod kołderką małżonce przystoi, sp
                            > łoniona, niewinna radość z przyjemności sprawionej mężowi lodem - sporadycznie
                            > też. Ale jakieś orgiastyczne uniesienia podczas anala czy wypowiadania brzydkic
                            > h wyrazów?! Nie uchodzi! ;-P

                            Kurcze to przerazajace. A czy to da sie 'leczyc'? Powaznie pytam.
                    • gomory Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 15:44
                      Wlasnie dlatego na samym poczatku wspomnialem, ze nie chce pisac o wersji ekstremalnej, znanej z kozetki psychologa. Bo tutaj nie ma marginesu do dyskusji. Kazdy latwo moze sie wyplatac piszac "mnie to nie dotyczy".
                      Natchnal mnie do tego Urquhart dziwiacy sie, ze ponad polowa mezczyzn "to ma". Wiec analizuje siebie. Skoro ma wiekszosc, to jak nic pewnie mam i ja. Tylko wersje mniej rzucajaca sie w oczy ;). Taka malutka mil-ka. No w koncu nikt nie jest doskonaly.
                      W dzisiejszych czasach sacrum kolo profanum lezy. Madonna to tez kobieta o twarzy mlodszej niz corka, pokazujaca publicznie cycki w Telaviwie, a gola dupe w Warszawie bez zadnego mandatu :).
                      • aandzia43 Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 22.01.13, 18:33
                        > Natchnal mnie do tego Urquhart dziwiacy sie, ze ponad polowa mezczyzn "to ma".
                        > Wiec analizuje siebie. Skoro ma wiekszosc, to jak nic pewnie mam i ja.

                        Po pierwsze ta "większość" to tylko 60%, a nie 99, więc kto powiedział, że się koniecznie załapujesz? ;-) Po drugie ciekawe, czy przy badaniach, czy co tam miało kwalifikować mężcyznę na MiL-owca, w ogóle przeszedłbyś przez sito rekrutacji. Może ten twój maleńki, maciupeńki MiL nie pozwoliłby ci załapać się nawet na ogon 60% panów ;-)
    • gomory Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 09:19
      W naszym kregu kulturowym, taki uklad jest kuriozum godnym okladki Faktu. Jest to niespotykane. Oczywiscie z zalozenia odrzucamy klasyczny model figury, ktory koniec koncow tworza 3 nieszczesliwe postaci ;).
      Trzeba miec swiadomosc, ze zwiazek pary ludzi sam w sobie jest wyzwaniem z emocjonalnymi tarciami i roznica dynamizmow plci, osobowosci.
      Trzeci bok tej figury nie likwiduje elementow trudnych i problemowych ale doklada nowe. Kazda zdarzenie trzeba rozpatrywac nie pod katem opinii jednego partnera, ale dwoch i do tego jeszcze wziasc po uwage jaki to wplywa na ich relacje.
      Oczywiscie, udac sie moze, ale jest to konstrukt wielce nietypowy i wymagajacy niepospolitych osobowosci. Co najmniej jedna z osob w takim ukladzie musi byc uczuciowym geniuszem, mistrzem negocjacji potrafiacym rozladowac kazde napiecie, majaca interes w utrzymaniu tego status quo. Tego by sie NIE DALO upowszechnic. Aczkolwiek atrakcyjne moze sie wydawac krotkowzrocznym ;).
      • that.bitch.is.sick Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 09:48
        NO jasne że idea piękna ale związek erotyczny tak jak każdy związek międzyludzki, kiedy jest więcej niż jedna osoba do jednej michy, powoduje rywalizację. Stąd, znając naturę ludzką, podejrzewam, w przypadku dwóch pań do jednego partnera zwłaszcza, może nieco lepsza konfiguracja odwrotnie, skończyłoby się to prędzej czy później wydrapywaniem oczu, podkopywaniem dołków i sprawdzaniem jedna przez drugą kiedy która ma okres. Jak u tych żon mormońskich co mieszkają w przyczepach. Ohyda.
        • gomory Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 21.01.13, 10:20
          > skończyłoby się to prędzej czy później (...) sprawdzaniem jedna przez drugą kiedy która ma okres.

          Wiem, ze to zadziwiajace, ale kobietom mieszkajacym pod jednym dachem menstruacja w zblizonym czasie sie pojawia :). No chyba, ze sie nienawidza, bo wtedy owulacja jednej to poczatek cyklu drugiej.
      • kutuzow ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 10:44
        gomory napisał:

        > W naszym kregu kulturowym, taki uklad jest kuriozum godnym okladki Faktu.

        gomory ---> zgadzam się że jawne życie w trójkącie jest w Polsce czymś rzadkim, ale to dlatego, że my mieszkamy w kraju pełnym hipokryzji. Jeśli tylko weźmiesz pod uwage te przypadki gdzie mamy do czynienia z układem Matka Polka skupiona na dziecku/dzieciach plus wyposzczony mąż mający kochankę, to nagle się okazuje że jest to układ tak popularny, że aż banalny. Jestem przekonany że wiele kobiet wie o istnieniu tej "trzeciej", ale dopóki nie psuje ona swoistego status quo, jest OK.

        Jeśli połączy się to dodatkowo z kwestią o co są zazdrosne obie płcie (mężczyźni o seks, który może spowodować wychowywanie nieswojego potomka, a kobiety o zaangażowanie emocjonalne którego skutkiem może być porzucenie przez partnera który odejdzie do tej nowej), to wychodzi na to że układ a'la Wisłocka jest teoretycznie możliwy (wystarczy żeby ta "trzecia" nie miała szans na znalezienie lepszego partnera w pojedynkę, niż ma go w trójkącie).
        • that.bitch.is.sick Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 11:08
          kutuzow napisał:

          > gomory napisał:
          >
          > > W naszym kregu kulturowym, taki uklad jest kuriozum godnym okladki Faktu.
          >
          >
          > gomory ---> zgadzam się że jawne życie w trójkącie jest w Polsce czymś rzad
          > kim, ale to dlatego, że my mieszkamy w kraju pełnym hipokryzji. Jeśli tylko weź
          > miesz pod uwage te przypadki gdzie mamy do czynienia z układem Matka Polka skup
          > iona na dziecku/dzieciach plus wyposzczony mąż mający kochankę, to nagle się ok
          > azuje że jest to układ tak popularny, że aż banalny. Jestem przekonany że wiele
          > kobiet wie o istnieniu tej "trzeciej", ale dopóki nie psuje ona swoistego stat
          > us quo, jest OK.
          >
          Tylko dlatego, że ta trzecia jest na marginesie. To typowy trick psychologiczny typu: dziel i rządź. Kochanka cieszy się że ma wspólną z żonatym tajemnicę i robią żonę w bambuko, żona cieszy się że gra pierwsze skrzypce. Generalnie wszystko opiera się na czyimś fałszywym przeświadczeniu, a często emocjonalnym kłamstwie, bądź cynicznym kłamstwie. Np. mówienie żonie że z kochanką był tylko seks, w tym samym czasie mówienie kochance że żona go nie rozumie i jest mało atrakcyjna. Toksyczne jest to że kobieta w roli kochanki to najczęściej jakaś porypana emocjonalnie skrzywdzona postać która cieszy się z katastrofy i atmosfery rozkładu w cudzym małżeństwie. Wystarczy poczytać wypowiedzi kochanek na różnych forach i to jak się upajają udowadnianiem żoną jakim ich mąż jest sukinsynem. To naprawdę są osoby przepełnione złymi emocjami.
          Z drugiej strony przypomina mi się film Woody Allena, gdzie główny bohater podejmuje decyzję o zabiciu kochanki aby reanimować bliski utraty układ z żoną.
          • gomory Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 11:32
            > Z drugiej strony przypomina mi się film Woody Allena, gdzie główny bohater podejmuje decyzję o zabiciu kochanki aby reanimować bliski utraty układ z żoną.

            Ja nie odnioslem wrazenia, ze napedzaly go do morderstwa "szlachetne" pobudki ratowania malzenstwa, ale raczej utrata finansowej pozycji ktora mu zapewniala zona.
            Typ byl przedstawiony jako antypatyczny.
        • aandzia43 Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 11:16

          > gomory ---> zgadzam się że jawne życie w trójkącie jest w Polsce czymś rzad
          > kim, ale to dlatego, że my mieszkamy w kraju pełnym hipokryzji

          Grube uproszczenie. Nie tylko Polacy są hipokrytami, np. Latynosi mają swoje obyczajowe odpały i obszary nietknięte zbiorową i indywidualną świadomością, a instytucja kochanki ma się dobrze. W Polsce nie ma się dobrze, bo inna jest pozycja kobiety. Ale ponieważ ludzie nie od jednej sztancy robieni, to i w Polsce różnie sobie życie układają (vide Wisłocka). W trójkątach też.
          Dlaczego pozycja kobiety ma wpływ na stopień dopuszczalnej obyczajowo poligamii? Bo jak ktoś ma dobrą pozycję, to ma możliwość dopilnowania swoich interesów. A wyłączność na partnera to dobro mile widziane. Poza wyłącznością poszukiwanym dobrem jest też maksymalne branie pod uwagę naszych interesów w układach, w których tkwimy. W trójkątach też. Gomory napisał, że w trójkącie sprawa komplikuje się mocno bo jest konieczność brania pod uwagę interesu dwóch osób, a nei tylko jednego partnera, jak w układzie jeden na jeden. Owszem. A Polka jest na tyle przyzwyczajona od stuleci do bycia uwzględnianą w rodzinnych i związkowych układach, że stworzenie satysfakcjonującego ją układu z mężczyzną i drugą kobietą nie jest tak proste, jak w kulturach, gdzie i tak ma guzik do gadania.
          • kutuzow Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 11:42
            andzia43 napisała:

            > Grube uproszczenie. Nie tylko Polacy są hipokrytami, np. Latynosi mają swoje ob
            > yczajowe odpały i obszary nietknięte zbiorową i indywidualną świadomością, a in
            > stytucja kochanki ma się dobrze.

            andzia43 ---> jasne ze uproszczenie. to forum słabo znosi dłuższe wypowiedzi. Pisałem o sytuacji w Polsce bo taką mogę zaobserwować. Nie wiem jak jest w innych kulturach. Nie przeczę że może być jeszcze gorzej ew podobnie. jestem jednak zdania że obawa o to "co ludzie powiedzą" jest dość mocno wpisana w nasze narodowe kompleksy.


        • gomory Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 11:21
          > Jestem przekonany że wiele kobiet wie o istnieniu tej "trzeciej", ale dopóki nie psuje ona swoistego status quo, jest OK.

          Powatpiewam by wiele zon chetnie przymykalo oko na "trzecia".
          Nawet jesli okolicznosci powoduja, ze nie moga sie wyplatac z takiego ukladu i glosno nie protestuja, to jednak chcialyby. Nie sa w nim szczesliwe, a juz na pewno nie szukalyby kochanki dla meza.
          Jednak podkresle, ze zdradzanie to cos innego niz swiadomie wybrane wielozenstwo, swingowanie czy inne perwersyjne urozmaicacze zwiazku.
          • kutuzow Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 11:38
            gomory napisał:

            > Powatpiewam by wiele zon chetnie przymykalo oko na "trzecia".
            > Nawet jesli okolicznosci powoduja, ze nie moga sie wyplatac z takiego ukladu i
            > glosno nie protestuja, to jednak chcialyby. Nie sa w nim szczesliwe, a juz na p
            > ewno nie szukalyby kochanki dla meza.
            > Jednak podkresle, ze zdradzanie to cos innego niz swiadomie wybrane wielozenstw
            > o, swingowanie czy inne perwersyjne urozmaicacze zwiazku.

            gomory ---> wg mnie wiele sprowadza się do kosztów tego "wyplątania się". Jeśli np. nagle zaczną dostrzegać to co od dawna przeczuwają i zarządają rozwodu, dynamika tego układu się zmienia. Jeśli ex mąż ożeni się z dotychczasową kochanką, traci na tym była żona i jej potomstwo (prawo spadkowe). Wspominaliśmy o roli spadku na relacje rodzinne w sąsiednim wątku. Nie zmieniając statusu prawnego, wychodzą z założenia że gość sobie pobzyka na boku a kasa zostanie w rodzinie (dzieci nie stracą).

            • gomory Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 12:24
              Gdybys sie spytal tej zony - czy chcialaby, zeby kochanka zniknela z ich zycia, to ona tego by pragnela prawda? Najlepiej gdyby w ogole nigdy sie nie pojawila.
              Nie ma w tym zadnego swiadomego wyboru zycia w trojkacie, bo tutaj sa fakty dokonane. Zona nie podsuwa mu kolezanki do bzykania z ktora sie moze zaprzyjaznic.
              W Twoim przykladzie malzonka nie wychodzi z radosnego zalozenia, ze gosc sobie na boku pobzyka, a wszystko jest super. Taka cudowna mama ktora maluje z dziecmi kolorowanki gdy stary puka kochanke. A ona sie cieszy jak fajnie, ze kasa zostanie w rodzinie i status prawny nie ulegnie zmianie.
              Normalnie domalowac sloneczko, dwie owieczki i gotowa karta w elementarzu "Mama, Tata i Ona" :D.
              • hello-kitty2 Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 12:56
                gomory napisał:

                > Gdybys sie spytal tej zony - czy chcialaby, zeby kochanka zniknela z ich zycia,
                > to ona tego by pragnela prawda? Najlepiej gdyby w ogole nigdy sie nie pojawila
                > .
                > Nie ma w tym zadnego swiadomego wyboru zycia w trojkacie, bo tutaj sa fakty dok
                > onane. Zona nie podsuwa mu kolezanki do bzykania z ktora sie moze zaprzyjaznic.
                >
                > W Twoim przykladzie malzonka nie wychodzi z radosnego zalozenia, ze gosc sobie
                > na boku pobzyka, a wszystko jest super. Taka cudowna mama ktora maluje z dziecm
                > i kolorowanki gdy stary puka kochanke. A ona sie cieszy jak fajnie, ze kasa zos
                > tanie w rodzinie i status prawny nie ulegnie zmianie.
                > Normalnie domalowac sloneczko, dwie owieczki i gotowa karta w elementarzu "Mama
                > , Tata i Ona" :D.

                Oj Gomory jestes sentymentaly, bardziej czuly niz niejedna kobieta. Oczywiscie, ze Kutuzow ma racje. Po pierwsze zona sama ma od dawna w dupie takiego meza i nie potrzebuje, zeby ja dziad obspermial, wiec jak druga wezmie to na siebie, za darmo, to z pocalowaniem w reke. Wiekszosc malzenstw to uklad, czysty business, uczucie jest tylko dodatkiem. Pieniadz rzadzi.
                • that.bitch.is.sick Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 12:59
                  hello-kitty2 napisała:


                  > Oj Gomory jestes sentymentaly, bardziej czuly niz niejedna kobieta. Oczywiscie,
                  > ze Kutuzow ma racje. Po pierwsze zona sama ma od dawna w dupie takiego meza i
                  > nie potrzebuje, zeby ja dziad obspermial, wiec jak druga wezmie to na siebie, z
                  > a darmo, to z pocalowaniem w reke. Wiekszosc malzenstw to uklad, czysty busines
                  > s, uczucie jest tylko dodatkiem. Pieniadz rzadzi.

                  Ale ja nie wiem skąd takie dane na temat większości małżeństw? Byłaś tam w roli prezerwatywy, czy jak?
                  • hello-kitty2 Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 13:14
                    that.bitch.is.sick napisała:

                    > Ale ja nie wiem skąd takie dane na temat większości małżeństw? Byłaś tam w rol
                    > i prezerwatywy, czy jak?

                    Lapiesz za slowka. Dobra moj blad. Wiekszosc czy mniejszosc. Gdyby nie chodzilo o pieniadze to kobiety nie parlyby do malzenstwa, bo papier im uczucia nie zagwarantuje, a zabezpieczenie finansowe owszem. Zgodzisz sie?

                    Poza tym nie masz kolezanek mezatek, zazwiazkowionych, o czym one mowia? U mnie jest tak, mezczyzni sie nie zenia ale jak sobie machniesz dziecko z jednym to mozesz miec zabezpieczenie finansowe do konca zycia. Mam kumpele, nie moze zajsc z facetem w ciaze, oboje zdrowi, przebadani od stop do glow, narazie w zwiazku z tym bezplatne in vitro nie przysluguje, dziewczyna poddawana jest stymulacji hormonalnej powodujacej zwiekszenie produkcji ilosc jajeczek, sperma jest wprowadzana przez lekarza i inne tam cuda na kiju zwiekszajace prawdopodobienstwo. Niestety pare cykli i nic. Facet sie cieszy, ze staraja sie o dziecko, a wiesz co ona mowi? W jakim jest stresie, ze sie nie udaje i tak dlugo to trwa? Jak myslisz o co ten stres? Przeciez to powinien byc najfajniejszy okres w ich zyciu, a jednak. Dziewczyna siedzi z zagryzionymi paznokciami.
                    • kutuzow Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 13:58
                      hello-kitty2 napisała:

                      Poza tym nie masz kolezanek mezatek, zazwiazkowionych, o czym one mowia? U mnie
                      > jest tak, mezczyzni sie nie zenia ale jak sobie machniesz dziecko z jednym to
                      > mozesz miec zabezpieczenie finansowe do konca zycia.

                      Ten sam mechanizm widać u młodych "drugich" żon znanych/bogatych facetów. Czują że za plecami czai się konkurencja (taka jak one, gotowa rozwalić małżeństwo) więc starają się w ten sposób zabezpieczyć swoją pozycję.
                    • kag73 Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 15:17
                      Kitty, ale pojechalas z tym cieszeniem sie z terapii hormonalnej. To nie facet musi lazic do szpitala i dawac sobie wstrzykiwac hormony i do tego puchnac i tyc. Oczywiscie, ze to stres i rozczarowanie kiedy mimo wszystko sie nie udaje. To nie to samo co klasyczna frajda przy robieniu dziecka.
                      • hello-kitty2 Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 15:41
                        kag73 napisała:

                        > Kitty, ale pojechalas z tym cieszeniem sie z terapii hormonalnej. To nie facet
                        > musi lazic do szpitala i dawac sobie wstrzykiwac hormony i do tego puchnac i ty
                        > c. Oczywiscie, ze to stres i rozczarowanie kiedy mimo wszystko sie nie udaje. T
                        > o nie to samo co klasyczna frajda przy robieniu dziecka.

                        Ona tez nie musi lazic, wstrzykuje sobie sama i do tego tluszcz sie jej swietnie nadaje :) Facet musi isc razem z nia i zwalic sobie w klinice konia. Wiem dokladnie z czego jest ten stres, bo z nia o tym rozmawiam, malo tego to ja z nia zapierdalam kilometry zeby nie utyla.

                        Stres jest bo bez dziecka nie jest zabezpieczona, lata leca, a zwrotu z inwestycji nie widac. Opowiesci o rozczarowaniu sa dla tych, ktorzy chca w nie wierzyc.

                        I tak wspieram ja w jej planie. Okazje sa po to, zeby je wykorzystywac. Idioci sa po to, zeby ich wyruchac. Bo albo my ich albo oni nas :)
                    • that.bitch.is.sick Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 16:20
                      hello-kitty2 napisała:

                      > Poza tym nie masz kolezanek mezatek, zazwiazkowionych, o czym one mowia? U mnie
                      > jest tak, mezczyzni sie nie zenia ale jak sobie machniesz dziecko z jednym to
                      > mozesz miec zabezpieczenie finansowe do konca zycia. Mam kumpele, nie moze zajs
                      > c z facetem w ciaze, oboje zdrowi, przebadani od stop do glow, narazie w zwiazk
                      > u z tym bezplatne in vitro nie przysluguje, dziewczyna poddawana jest stymulacj
                      > i hormonalnej powodujacej zwiekszenie produkcji ilosc jajeczek, sperma jest wpr
                      > owadzana przez lekarza i inne tam cuda na kiju zwiekszajace prawdopodobienstwo.
                      > Niestety pare cykli i nic. Facet sie cieszy, ze staraja sie o dziecko, a wiesz
                      > co ona mowi? W jakim jest stresie, ze sie nie udaje i tak dlugo to trwa? Jak m
                      > yslisz o co ten stres? Przeciez to powinien byc najfajniejszy okres w ich zyciu
                      > , a jednak. Dziewczyna siedzi z zagryzionymi paznokciami.

                      Ale co to ma do rzeczy że masz takie koleżanki? Zresztą, skąd wiesz czy to dobrze interpretujesz, a może to ty spłycasz i upraszczasz. I że w związku z tym przeszłaś do konkluzji, że interesowność u kobiet eliminuje zaangażowanie emocjonalne i zazdrość, to już zupełnie niejasne dla mnie. Interesowność to nie to samo co kurewska mentalność. Zależności finansowe od mężczyzn były zawsze i nie wykluczało to ani uczucia ani zazdrości ani lojalności - pojmowanej na różne sposoby.
                      • hello-kitty2 Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 16:43
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        I że w związku z tym pr
                        > zeszłaś do konkluzji, że interesowność u kobiet eliminuje zaangażowanie emocjon
                        > alne i zazdrość, to już zupełnie niejasne dla mnie. Interesowność to nie to sam
                        > o co kurewska mentalność. Zależności finansowe od mężczyzn były zawsze i nie wy
                        > kluczało to ani uczucia ani zazdrości ani lojalności - pojmowanej na różne spos
                        > oby.

                        Ale przeciez ja nie przeszlam do konkluzji o eliminacji zaangazowania emocjonalnego, zazdrosci czy lojalnosci. Zwyczajnie uwazam, ze pieniadz gra pierwsze skrzypce i to akceptuje.

                        Sluchaj, a mozesz rozwinac, jak rozumiesz pojecie "kurewska mentalnosc"? Wg mnie chcesz powiedzic, ze kazda kobieta jest interesowna, a gorsza od tej interesownej jest tylko ta o ''kurewskiej mentalnosci", ktora to przypisujesz mnie. Wiec kim jestem wobec Ciebie?
                • loppe Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 13:00
                  Czułość to najlepszych z nas ostatnia mekka
                  Zamieniamy się w oazy czułości
                  W świecie lichości
                  A ile trzeba twardości
                  By dać światu trochę czułości
              • kutuzow Re: ...bo co ludzie powiedzą 21.01.13, 13:55
                gomory napisał:

                > Gdybys sie spytal tej zony - czy chcialaby, zeby kochanka zniknela z ich zycia,
                > to ona tego by pragnela prawda? Najlepiej gdyby w ogole nigdy sie nie pojawila

                Gomory, jakoś tak "życzeniowo" teraz pojechałeś. Jeśli kochanka miałaby zniknąć, to żona musiałaby zacząć dbać o potrzeby męża, to forum zas pokazuje że po dzieciach nie jest to wcale takie. Wiele kobiet ma już swoje laleczki i swoją zabawę w domek, więcej do szczęścia nie potrzebują. Zerknij sobie na ten wczorajszy wątek:
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,141915006,141915006,nic_nie_wiem.html
                Wiesz kto nie całuje w usta? Może małżonka autora wątku zdaje sobie sprawę że tu bliżej małżeńskiej prostytucji niż prawdziwemu związkowi.
    • tygrys-bez-rys OMFG 22.01.13, 20:55
      Andrzej Gryżewski: Mam pacjenta ...

      No nie, noe qrfa nie, trzymta mnie, powinnien Uruq wpisac ostrzezenie, ze tekst nie jest dla osob o slabyc nerwach jak moi.
    • volancik Re: Strategia przetrwania-Życie w trójkącie? 25.01.13, 16:43
      Dla mnie nie ma w tym nic dziwnego. Po prostu ludzie mają dużo zaciachów i ograniczeń wynikających nie z potrzeb, ale z zasad społecznych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja