dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens...

01.02.13, 16:47
Witam,
jesteśmy z mężem od 10 lat po ślubie. Przez kilka pierwszych lat z seksem było OK, potem coraz gorzej. Przez ostatnich parę lat kochaliśmy się raz - dwa razy w miesiącu, w zasadzie wyłącznie z mojej inicjatywy. Prosiłam, rozmawiałam, kłóciłam się - on był zmęczony, przepracowany, bolała go głowa. W końcu miałam mały romans, mój mąż nie wie - ale jakoś chyba wyczuł, bo przez pewien czas się poprawiło i to na tyle, że w końcu zaszłam w ciążę. No i to był już w zasadzie koniec. W całej ciąży udało mi się go zaciągnąć do łóżka dwa razy, "bo on się boi o dziecko". Ciąża super, żadnych przeciwwskazań zdrowotnych, tylko brzuch i piersi mi urosły, z tyłu nawet nie było widać ciąży. No ale, pomyślałam sobie, nie każdy facet lubi z ciężarną, OK...
Nasze dziecko ma już rok i 7 miesięcy. Od jej przyjścia na świat kochaliśmy się dokładnie dwa razy. Sęk w tym, że i mnie się odechciało. Najpierw karmiłam piersią, więc libido miałam niziutkie. A potem stwierdziłam, że po urodzeniu dziecka mój mąż praktycznie w ogóle przestał dbać o siebie. Przestał też ze mną rozmawiać... Mocno przytył, nie uprawia żadnych sportów, przychodzi do domu, siada przy komputerze, zajada słodycze / ciastka / czy co tam jest w domu i tak siedzi do późnej nocy. Próby rozmowy zbywa zmęczeniem. Kiedyś gadaliśmy wieczorami, on chodził na basen, na siłownię - teraz żyjemy jakby osobno, a mój mąż do tego opowiada znajomym, że po urodzeniu dziecka nagle poczuł się stary. I to widać.
Ja wróciłam do przedciążowej figury w 3 miesiące po porodzie, żadnych rozstępów; wróciłam do pracy i eleganckich ciuchów, chodzę regularnie na jogę, do fryzjera, do kosmetyczki...
Mąż nie był przy porodzie, miałam cesarkę, więc nie miał się jak "zniechęcić". Twierdzi, że jest zmęczony opieką nad dzieckiem (w nocy śpi jak kamień, to ja się budzę - a jak chodzę do pracy i na gimnastykę, to z małą jest niania) i że "jak jest dziecko, to się zmieniają priorytety". No więc ja nie inicjuję seksu, nawet za bardzo nie mam ochoty się przytulić... I jest, jak jest.
Ojcem jest faktycznie fajnym, nie mogę powiedzieć - opiekuje się małą, bawi się z nią, przewija, chodzi na spacery.
A ja patrzę na to nasze małżeństwo i myślę sobie, że ja mam dopiero 36 lat - czy to warto? I czy ktoś tak miał i to się zmieniło na lepsze?
    • kruche_ciacho Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 01.02.13, 16:58
      smutne
      u mnie sie nie zmienilo ale ja tez nie czekalam bardzo dlugo
      probowalas rozmawiac i nie dac sie zbyc?
      • anto-nella Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 01.02.13, 17:25
        Próbowałam. Ba, poszłam nawet do psychologa, żeby spróbować ułożyć sobie taki schemat rozmowy, bo może to ja coś źle robię, źle do tego podchodzę, itp. Z panią psycholog przećwiczyłyśmy różne scenariusze, za wyjątkiem jednego. Na pytanie do mojego męża, czy on naprawdę nie widzi żadnego problemu w tym, co się dzieje w naszym małżeństwie, on otworzył zdziwione oczy i powiedział (chyba szczerze), że nie. Że jego zdaniem tak po prostu związki się zmieniają po urodzeniu dziecka... No i mnie wszystko opadło, już nawet gadać mi się nie chce...
        • marek.zak1 Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 01.02.13, 18:12
          I to, mimo mojej calej fascynacji małżeństwem uważam za jego główną wadę. Ludzie przestają dbać zarówno o siebie, jak i o drugą osoba. A bez konkurencji firmy dołują, a ludzie się zapuszczają. Jestem zwolennikiem rozwiązania siłowego - ,,weź się za siebie chłopie, bo tak długo nie wytrzymam".
    • yoric Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 04.02.13, 11:53
      Rozmowa nic nie da, póki ktoś nie jest przygotowany na przyjęcie pewnych racji. Facet czuje się w swej pozycji bezpiecznie i wygodnie, i do tego ma racjonalne argumenty. To jest jak twierdza. Twoje pretensje co najwyżej przekonają go, że jesteś histeryczką, itd.
      Na początek facet musiałby wyjść z twierdzy - musiałby odczuć realne zagrożenie. Nie tajny romans tym razem, tylko jawne i odwzajemnione zainteresowanie konkurencją. Wtedy sam zacznie się pytać, co jest. Wtedy wydrukuj swój wpis i daj mu do przeczytania :).
    • that.bitch.is.sick Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 04.02.13, 12:19
      Facet wygląda jak w depresji, jak...taki chomik w klatce. Pewnie jak zwykle: nadmiernie aktywna, kontrolująca i pełna oczekiwań partnerka, usiłująca przykroić swoje życie do wizji z kolorowych magazynów. Joga, fryzjer, kosmetyczka, wakacje za granicą, pięciogwiazdkowy hotel i rywalizacja z sąsiadami kto się bardziej dorobił. Nie każdy da się przykroić do takiego życia, choć niektórzy czują się z nim jak ryba w wodzie.
      Aha, w "Wysokich obcasach" napisali że jest moda na gadżety w sypialni, a na blogu kasi tusk pojawiły się zasłonki w groszki - teraz je się brunch i pastę z rukoli, a małż nie nadąża i dalej wpieprza kopytka.
      • noname2002 Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 04.02.13, 12:23
        Mowisz, ze seks w malzenstwie uprawiaja tylko fashion victims?
        • that.bitch.is.sick Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 04.02.13, 12:55
          noname2002 napisała:

          > Mowisz, ze seks w malzenstwie uprawiaja tylko fashion victims?

          Nie o to chodzi, po prostu to co jednych nakręca, innych przygnębia. Nie wartościuję tego choć osobiście głosuję za make life harder przeciw make life easier. jedni zostają french fries a inni swojskimi kartoflami. Niedobranie często wychodzi po urodzeniu dziecka bo się uaktywniają różne wzorce rodzinne i to niedobranie zwane za komuny niezgodnością charakterów może (bo oczywiście nie jestem wróżką) skutkować brakiem wzajemnego pożądania.
          Ja uważam że trzeba się zastanowić w takich sytuacjach - czemu jestem z tym człowiekiem. Czy był jakiś powód głębszy, czy go kocham i chcę mu pomagać, czy chodzi mi tylko o zaspokajanie moich potrzeb. Jeśli uczucie trwało tylko do momentu dopóki było "fajnie" to trzeba się rozstać bo najwyraźniej przestało być "fajnie" i z drugiej osoby więcej zaspokajania własnych potrzeb wycisnąć się nie da. Zastrajkowała.
          • anto-nella Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 04.02.13, 16:00
            Wiesz co, trochę się w tym odnajduję, co piszesz, ale nie do końca. Sęk w tym, że z mojej tylko pensji też by nas było stać na te wakacje w pięciogwiazdkowym hotelu, spłatę kredytu, czy inne takie... Mój mąż zarabia mniej więcej tyle samo, jedną pensję (a właściwie to trochę więcej) po prostu co miesiąc oszczędzamy. Regularnie mu powtarzam, że nie musi pracować tyle i w tej firmie, której nie lubi (a która mu dobrze płaci), i że ja bym wolała, żeby był więcej z nami. Ale on nie chce nic z tym zrobić, zupełnie nic. Nawet cv nie chce napisać, i to pomimo moich kilkukrotnych rozmów, awantur, itp... MOże masz rację, że to chodzi przede wszystkim o wzorce wyniesione z domu (mój teść utrzymywał rodzinę, teściowa zarabiała "na waciki" i zajmowała się domem) i on nie wierzy w to, co mówię / nie daje rady... Może...
            Ale jak komuś pomóc, jeżeli nie chce rozmawiać i nie widzi problemu??? No jak?
            Bo ja problem mam. I jeżeli seks więcej niż raz na pół roku i facet, który nie ogranicza aktywności fizycznej do objadania się paluszkami przed telewizorem to są takie ogromne wymagania, to tak, mam ogromne wymagania :-(

            • rhexxanthor Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 05.02.13, 03:28
              jesteśmy małżeństwem z 5,5letnim stażem..mamy 4,5letnią córkę..1,5roku po ślubie nasze małżeństwo zaczęło się "sypać",głównie za sprawą teścia..w ciągu 5,5lat małżeństwa z żoną mieszkałem (!) aż 2lata...pół roku po narodzinach dziecka zostałem wyrzucony z domu teściów pierwszy raz..kolejny i zarazem ostatni w styczniu 2011po 2,5miesięcznej mojej tam obecności..powód w obu przypadkach można skrócić do krótkiego zdania:jestem "mieszczuchem" (czyt.leniem,nierobem,darmozjadem,wyzyskiwaczem)...od maja minionego roku ponownie zamieszkałem z żoną tym razem w wynajmowanym przez nas wspólnie mieszkaniu..od września '12zaczął nasz związek "sypać" się na dobre..tym razem z winy obojga-moją jest i była zobojętnienie (we wrześniu '11zostałem brutalnie-nożem zaatakowany przez żonę,wyrzucony z domu,a moich rzeczy po tym jak je rozrzuciła do tej pory wielu znaleźć nie mogę) stałem się zimny jak lód i obojętny na to co wokół się mnie dzieje,ignorancja której nauczyłem się mieszkając z nią przez tych kilka mies,dzięki niej łatwiej mi było znieść ataki żony,choć nie wszystkie,ale to już jej "grzech"..jej natomiast to - brak zrozumienia dla moich potrzeb snu i odpoczynku (wg mojej żony śpię po 12h/dobę,będąc w domu nierzadko 9-10h/dobę),"napuszczanie" dziecka na mnie i to co mnie boli i to czego w końcu nie zniósłem wmawianie córce że jej ojciec nie jest do szczęścia potrzebny,że ma tatę skur****na itp...na dniach może uda mi się wyprowadzić,a jak tylko uporam się z długami składam pozew do sądu o separację..jeśli związek ma trwać wyłącznie przez dziecko które widzi i czuje co się dzieje to lepiej to przerwać choćby w taki sposób jak ja planuję i dać sobie i współmałżonkowi czas..
            • noname2002 Re: dziecko... ale czy takie małżeństwo ma sens.. 05.02.13, 08:27
              Mialam bardzo podobna do Was pare znajomych, zona byla pelna energii i checi do zycia a maz zachowywal sie jak schorowany emeryt, tez mieli jedno dziecko. U nich maz sie ocknal jak byli o wlos od rozwodu-schudl, doprowadzil do zamiany mieszkania na wieksze(urzadzanie go tez ich na nowo zblizylo), zaczal z zona wychodzic. Teraz nie mam nimi kontaktu ale ich widuje, sa razem i wygladaja na szczesliwych.
              Moze powiedz, ze jestes na skraju wytrzymalosci i jesli nic sie nie zmieni, to odejdziesz?
              Tylko to nie moze byc straszenie ale faktyczna decyzja.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja