drugi raz do tej samej rzeki

02.02.13, 14:56
niby nie można, ale...

po dwóch latach zeszliśmy się z dawnym partnerem, ja po jakiejś tam terapii, on niby dojrzalszy i z innymi priorytetami, zaręczyliśmy się, prawie nie wychodziliśmy z łóżka, co dało mi nadzieję, że może jego potrzeby się jakoś rozbudziły. Sielanka trwała krótko. Znowu - jak poprzednio - unikanie seksu - "bo tworzysz napięcie" i "łóżko to nie wszystko". Dzisiejszy tekst "to nie moja wina, że się nie wybzykałaś w młodości" mnie rozwalił totalnie.
Jestem młodą, zdrową kobietą. Teraz jest dla mnie młodość właśnie. I muszę się prosić o seks.
Dzisiaj mam ochotę wiać gdzie pieprz rośnie :(
    • zawle Re: drugi raz do tej samej rzeki 02.02.13, 14:58
      Dostałaś drugą szansę;)
    • kag73 Re: drugi raz do tej samej rzeki 02.02.13, 14:59
      To bierz nogi za pas, moja droga, i wiej jak najdalej, nawet sie nie zastanawiaj, zdaj sie na intuicje!
    • hello-kitty2 Re: drugi raz do tej samej rzeki 02.02.13, 15:27
      w_deszczu_rosne napisała:

      Dzisiejszy tekst "to nie moja wina, że si
      > ę nie wybzykałaś w młodości" mnie rozwalił totalnie.
      > Jestem młodą, zdrową kobietą. Teraz jest dla mnie młodość właśnie.

      To mu oznajmij 'teraz jest dla mnie mlodosc i wychodze wlasnie sie pobzykac, zgodnie z Twoja rada'. A jak nie podoba sie, to nich szuka wystarczajaco 'starej' i wybzykanej.

      • hello-kitty2 Re: drugi raz do tej samej rzeki 02.02.13, 15:34
        Ooo tu kolega Urqu wyestymowal przedzial na zwiazek przyjacielski: niech szuka w przedzile 60-70 lat. A jak ma pecha i na niewybzykana trafi to i nie wiem co juz radzic? :)

        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142229312,142252324,Re_Zwiazek_przyjacielski_czesc_II.html
        • zawle Re: drugi raz do tej samej rzeki 02.02.13, 22:12
          hello-kitty2 napisała:

          > Ooo tu kolega Urqu wyestymowal przedzial na zwiazek przyjacielski: niech szuka
          > w przedzile 60-70 lat. A jak ma pecha i na niewybzykana trafi to i nie wiem co
          > juz radzic? :)


          Nie słyszałaś o kuguarzycach?:)
        • w_deszczu_rosne Re: drugi raz do tej samej rzeki 04.02.13, 13:39
          no też mi się zdaje, że jeszcze na związek przyjacielski to mamy czas, ale podejrzewam, że dla mojego narzeczonego kobieta z libido na poziomie siedemdziesięciolatki byłaby ok.
          Tylko, że ja tego zupełnie nie rozumiem - wiedział doskonale jakie ja mam potrzeby, zamiast wracać do tej nimfomanki - jak mnie określa - trza było znaleźć podobną sobie.

          Póki co się zawzięłam i się przymilać nie będę.
          • zyg_zyg_zyg Re: drugi raz do tej samej rzeki 04.02.13, 14:27
            A ja nie rozumiem - wiedziałaś doskonale, jakie są jego potrzeby. Zamiast wracać do kogoś o seksualności drewnianego kołka trzeba było znaleźć podobnego sobie.

            Może chłopak miał nadzieję, że Cię trochę na tej terapii nareperowali...? ;-)
            • w_deszczu_rosne Re: drugi raz do tej samej rzeki 04.02.13, 15:20
              Zyg, to było tak, że podczas naszego pierwszego podejścia związkowego to ja byłam tą stroną bardziej zaangażowaną, cóż tu wiele mówić - byłam bardzo wówczas zakochana i rozpad tego związku był dla mnie szokiem. Miałam świadomość, że seks wówczas nie działał (od samego początku właściwie), ale dopiero po czasie uświadomiłam sobie, że i sam związek był bardzo kiepski dla nas obojga, a seks był tylko tego odzwierciedleniem. Teraz, za drugim razem przez krótką chwilę na początku było dobrze, ale tylko przez chwilę i to dało mi nadzieję, że może jakoś razem zaskoczyliśmy. Niestety, chyba jednak nie.
              Nie wiem co robić, bo zależy mi na tym facecie, zaręczyliśmy się, ja traktuję poważnie ten związek. Zresztą gdybym nie traktowała tego poważnie to nie wracałabym do niego, bo to nie jest łatwa bajka. Ale w sumie która jest?
              • zyg_zyg_zyg Re: drugi raz do tej samej rzeki 04.02.13, 16:41
                Aha, w tym przypadku to drugie wejście do rzeki staje się dla mnie trochę bardziej zrozumiałe.

                Czy ta kiepskość seksu isamego związku była dla Ciebie mimo tego całego zakochania jakoś uciążliwa? Czy nie na tyle, żeby brać pod uwagę rozstanie? Może tamto jego pierwsze odejście było prezentem od losu, bo sama nigdy nie znalazłabyś wystarczająco dużo siły i odwagi żeby uciec od kiepskości? Nie miałabyś możliwości złapać przez chwilę tego dystansu.

                A teraz myślisz, że jesteś w stanie poświęcić swoje życie seksualne na ołtarzu miłości? Albo raczej na ołtarzu zależenia i poważności związku. Czy widzisz to przyszłe małżeństwo i siebie w nim, jeśli nic się nie zmieni na lepsze? Niewykluczone, że Twój facet sam dojdzie do wniosku, że rzeka jest jednak tak samo mokra jak była, że to mu dalej nie odpowiada i kopnie Cię w dupę jeszcze raz.

                Związek z mężczyzną nie musi być orką na ugorze. A tak na marginesie - nie jesteś jakimś DDA?
                • w_deszczu_rosne Re: drugi raz do tej samej rzeki 05.02.13, 14:42
                  Zyg, ależ ja wówczas wielokrotnie brałam pod uwagę rozstanie, tylko zawsze dochodziłam do tego ostatecznego pytania czy go kocham, no i tak trwałam. Teraz wiem, że to było niekoniecznie dobre dla mnie. I zgadzam się, że tamto jego odejście było dla mnie prezentem. To ja powinnam była odejść dużo wcześniej, nie dlatego by go uprzedzić, tylko dlatego, że tamten związek (na odległość) nie był dla mnie dobry. Ale nie wybielam się, mnie przez pewien czas taki układ pasował a później to już sama nie wiedziałam czego chcę. Tak trwaliśmy w tej bylejakości.

                  Co do orki na ugorze wiem, że związek nie musi tak wyglądać. Ja jestem introwertykiem i już z założenia relacje z innymi ludźmi są dla mnie trudne.
                  Obecny nasz związek jest inny niż tamten i widzę też inne zaangażowanie partnera. Ja również nauczyłam się definiować i komunikować swoje potrzeby. I już nie skaczę na główkę do pustego basenu. Rozmawialiśmy ostatnio i ja powiedziałam, że jeśli czegoś z seksem w naszym związku nie zrobimy to ja nie chcę tak trwać. Jeśli ma się okazać, że zwyczajnie nie pociągam go seksualnie to chcę wiedzieć jak najszybciej i spadam w takim razie. Ja sprawę postawiłam bardzo jasno. To już teraz od drugiej strony zależy na ile jest w stanie zdobyć się na szczerość najpierw wobec siebie, a później wobec mnie.
                  Nie, nie jestem DDA, ale nie miałam też szczególnie pozytywnych wzorców rodzinnych, jeśli chodzi o związki.
                  W chwili obecnej nie ma też żadnej mowy o małżeństwie, jeśli nie wyjaśnimy kwestii łóżkowych.
                  • zyg_zyg_zyg Re: drugi raz do tej samej rzeki 05.02.13, 18:18
                    Faktycznie, DDA to Ty raczej nie jesteś :-) Z posta na post coraz bardziej wyłania się kobieta zdecydowana, świadoma siebie i swoich potrzeb. Duże szanse, że nie dasz sobie spaprać życia. Bylebyś tylko nie straciła z oczu tego, czego chcesz i na co się zgodzić nie możesz i żeby Ci się granice nie porozmywały. Wyznaczyłaś sobie jakiś wstępny deadline?
                    • w_deszczu_rosne Re: drugi raz do tej samej rzeki 06.02.13, 14:26
                      póki co chcę zobaczyć jaki będzie odzew drugiej strony i czy jest chęć długotrwałej pracy nad tą sferą
              • ina_nova Re: drugi raz do tej samej rzeki 04.02.13, 21:21
                >Zresztą gdybym nie traktowała tego poważnie to nie wracała
                > bym do niego, bo to nie jest łatwa bajka. Ale w sumie która jest?

                To bardzo fajna wymówka w sytuacji, gdy tkwi się w gównie po uszy, no ale przecież "cóż można zrobić"
                Twój związek nie domagał za pierwszym i nie domaga za drugim podejściem. I nie zmieni się nic w tym temacie, bo jak na własnej skórze już to poczułaś, ludzie się generalnie w pewnych kwestiach nie zmieniają.
                Odpowiedz sobie na pytanie, czy jesteś gotowa na kilkadziesiąt lat życia w takim związku, a weź pod uwagę to, że związek ewoluuje, z czasem trzeba się bardziej starać i dbać o jakość w związku. Ta troska o związek musi pochodzić z DWÓCH stron. Pomyśl, kilkanaście, w dobrym razie, lat proszenia się o seks i co tam jeszcze po drodze wpadnie? Masz ochotę na takie życie?

                >Teraz, za drugim razem przez krótką chwilę na poc
                > zątku było dobrze, ale tylko przez chwilę i to dało mi nadzieję, że może jakoś
                > razem zaskoczyliśmy. Niestety, chyba jednak nie.

                To na czym Ci zależy tak właściwie? Na męczennictwie,? Na tym, by mieć na co narzekać? Opanuj się dziewczyno i nie marnuj sobie życia. I facetowi też.
                • w_deszczu_rosne Re: drugi raz do tej samej rzeki 05.02.13, 14:50
                  Ina_nova, co do męczennictwa - nie czuję bym miała zadatki, choć faktycznie mój post inicjujący wątek miał jedynie dać upust chwilowej eskalacji mojego rozżalenia. Nie rozważam natychmiastowego odejścia od partnera, bowiem ta relacja nie ma charakteru jedynie seksualnego, więc niedomaganie w sferze seksualnej nie przekreśla jej od razu. Związek całkiem nieźle zaspokaja inne moje potrzeby, więc to nie jest tak, że wszystko jest do kitu.
                  Niewątpliwie mam większe potrzeby seksualne od partnera, lubię seks i jestem w tych sprawach otwarta, a partner jakby mniej.
                  • ina_nova Re: drugi raz do tej samej rzeki 05.02.13, 17:03
                    ok, ale jesteś na to gotowa jeszcze przez długie lata: " Znowu - jak poprzednio - unikanie seksu - "bo tworzysz napięcie" i "łóżko to nie wszystko". Dzisiejszy tekst "to nie moja wina, że się nie wybzykałaś w młodości" mnie rozwalił totalnie." ?

                    > Niewątpliwie mam większe potrzeby seksualne od partnera, lubię seks i jestem w
                    > tych sprawach otwarta, a partner jakby mniej.

                    Można tu na forum poczytać wiele historii, gdzie związki rozbijały się o te z pozoru mało znaczące różnice w seksualności, niczym okręty o góry lodowe. Wzajemne dopasowanie seksualne jest naprawdę bardzo ważne w związku, zdarza się, że gdy tego nie ma, rosnące frystracje i wzajemne pretensje kładą się cieniem na pozostałych sferach wspólnego życia.
                    Poza tym sformułowanie "Związek całkiem nieźle zaspokaja inne moje potrzeby" nie brzmi zbyt obiecująco. Nieźle zaspokaja? Tylko nieźle?
                    • w_deszczu_rosne Re: drugi raz do tej samej rzeki 06.02.13, 14:32
                      Ina, ryzyko rozpadu związku - z tego czy z innego powodu - jest zawsze.
                      Co to zaspokajania potrzeb - ja zasadniczo jestem osobą dość niezależną, więc raczej nie mam nie wiadomo jakich wymagań w stosunku do partnera, trochę jedynie fanaberii, jak to stereotypowy jedynak ;) Prócz łóżka jest ok.
                      • ina_nova Re: drugi raz do tej samej rzeki 06.02.13, 15:19
                        OK. To tylko się zastanów nad tym co pisałam wczesniej.
    • marek.zak1 Re: drugi raz do tej samej rzeki 02.02.13, 16:20
      Zwiewaj jeszcze dzisiaj.
    • zonaikochanka Re: drugi raz do tej samej rzeki 02.02.13, 20:45
      Dla mnie brak seksu oznacza po prostu brak miłości.
      Jak ktoś komuś odmawia seksu, wydziela go, uzależnia od czegoś, czy pozwala się prosić, to znaczy, że tego kogoś nie kocha i tyle. Są może różne sytuacje życiowe nieco bardziej skomplikowane niż ten mój prosty schemat, ale sądzę, że sprawdza się on w większości przypadków.
      • marek.zak1 Re: drugi raz do tej samej rzeki 05.02.13, 22:07
        Ja tez tak z grubsza napisałem, ale to zostało bardzo skrytykowane przezlokalne feministki.
        • sabat-77 Re: drugi raz do tej samej rzeki 05.02.13, 22:47
          marek.zak1 napisał:

          > Ja tez tak z grubsza napisałem, ale to zostało bardzo skrytykowane przezlokalne
          > feministki.

          Marek, przecież ty wywiesiłeś swój nekrolog wczoraj po południu ! Ja rozumiem, pojawić się za miesiąc i głosić, że plotki o twojej śmierci są grubo przesadzone, ale tak ? :) To już zaczyna przypominać występy Groucho Marxa. Burleska po prostu :D ...
          • zawle Re: drugi raz do tej samej rzeki 05.02.13, 23:23
            Każdy ma swój pomysł. Jeden znika cichutko i dokleja wąsy dla niepozanki, drugi trzaska drzwiami i czeka czy ktoś go będzie gonił.
            • aandzia43 Re: drugi raz do tej samej rzeki 07.02.13, 19:52
              zawle napisała:

              > Każdy ma swój pomysł. Jeden znika cichutko i dokleja wąsy dla niepozanki, drugi
              > trzaska drzwiami i czeka czy ktoś go będzie gonił.

              ...a kiedy nikt nie goni wraca i naśladuje odgłosy gonitwy ;-)
        • aandzia43 Re: drugi raz do tej samej rzeki 07.02.13, 20:11
          marek.zak1 napisał:

          > Ja tez tak z grubsza napisałem, ale to zostało bardzo skrytykowane przezlokalne
          > feministki.

          I przez sporą część mężczyzn, gdybyś nie zauważył. To też feministki? Tak z grubsza 80 procent forum to według ciebie feministki płci różnej? Pozwól więc, że wyjaśnię ci pewną, wydawałoby się oczywistą, kwestię: te "lokalne feministki" płci obojga (czyli tłumacząc ci z polskiego na nasze: osoby od których różnią cię poglądy na omawiane kwestie) to trzon forum. Heloł, tu Ziemia tu Ziemia, słyszycie mnie? Zapomniało się, nie zauważyło się? Znowu?
          Poza tym przypominam uprzejmie acz upierdliwie, że pisałeś wyraźnie o powinnościach kochającej żony względem męża polegających na udostępnianiu się na każde zawołanie, powinności męża ograniczając do przynoszenia kasy, tolerowania jej psa i regularnego rżnięcia żony z powodu własnych napięć i żądz, czy jej się chce, nie chce, podoba, nie podoba. Niuansów nie było przez kilkadziesiąt twoich postów tylko te siermiężności co powyżej. Po raz kolejny usiłujesz nam wmówić, że twoje wypowiedzi są tożsame z wypowiedziami użytkowników forum, podczas gdy ich wymowa jest kompletnie inna (Sea, Gomory) lub mocno obok (post Zonaikochanka). Podpisano:
          Zawsze gotowa do niesienia pomocy osobom z problemami z pamięcią ;-)
    • zyg_zyg_zyg Re: drugi raz do tej samej rzeki 02.02.13, 21:52
      To życzę skutecznej ucieczki i żeby trzeciego razu nie było.
    • tygrys-bez-rys Some Days Are Better Than Others 03.02.13, 03:41
      Some days are slippy, other days are sloppy;
      Some days you can't stand the sight of a puppy.


      www.youtube.com/watch?v=88UmKXyQ3w8&feature=youtube_gdata
    • sabat-77 Re: drugi raz do tej samej rzeki 04.02.13, 19:28
      Zauwazylem ciekawa zaleznosc pomiedzy uzywaniem przez kogos poetyckich metafor a chronicznym pakowaniem sie w zyciowe tarapaty :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja