stary.dziadyga
12.02.13, 14:52
Gdybym miała się ustawić po którejś stronie barykady to ustawiłabym się z „niedającymi”.
I nie dlatego że seksu nie lubię, tylko dlatego że w każdym moim związku największym problemem było właśnie moje ”niedawanie”. Z tego powodu też śledzę forum od paru lat.
Lubię seks, chyba jak każdy, nigdy problemem nie były jakieś moje ograniczenia, zawsze tylko ta pier… częstotliwość. Zawsze jest tak, że ja potrzebuję mniej i po kilku latach sytuacja robi się uciążliwa.
Od pół roku jestem ze wspaniałym mężczyzną, bardzo się kochamy, chcemy razem spędzić życie, miłość rodem ze snów, bla bla bla. Tylko, że znowu powtórka z historii i ja chcę mniej.
On kręci mnie i intelektualnie i fizycznie. Zwyczajnie potrzebuję sporo czasu żeby po seksie z orgazmem znowu „nazbierało” mi się ochoty, żebym była napalona i żeby można mnie było zbałamucić na ostro. Bo wiadomo, że i bez specjalnej ochoty zmusić się mogę, ale to jednak nie to samo, i ani mnie ani tym bardziej mojego partnera taki wymuszony seks nie interesuje.
Zastanawiałam się nad jakąś terapią, bo mój problem może mieć podłoże w psychice. Byłam wykorzystywana przez pierwszego faceta. Ponadto natura pobłogosławiła mnie fizycznie i mam w sumie uraz do mężczyzn. Mam przesyt ich nagabywania mnie i emocjonalnie odbieram ich jako wiecznie napalonych i zafiksowanych na seksie, choć racjonalnie wiem, że nie do końca tak jest.
Z drugiej strony od czasów wykorzystywania minęło już parę lat i wydaje mi się że w głowie mam już tę sytuację poukładaną i bardzo możliwe że jest to zwyczajnie kwestia fizyczna, że po prostu nie mam szczególnie wysokiego libido i wszystko ze mną w porządku.
Tyle, że mam 28 lat i jestem seksualnie sfrustrowana. Za sobą mam lata wymyślania wymówek i wykrętów przed partnerami, żeby tylko nie poczuli się odrzuceni i nie pomyśleli że ja nie chcę, tylko że rzeczywiście jest jakiś powód. Przed sobą jeszcze (daj panie boże) długie życie seksualne i wielki problem jak tę maskaradę dalej ciągnąć.
Najlepszym rozwiązaniem była by magiczna różdżka, którą ktoś machnie tak żeby mi się zachciało raz na zawsze codziennie, albo raz na dwa dni. No i w sumie tak się prawie stało, z moim obecnym partnerem. Machał, machał i wymachał, ale jednak nadal moje potrzeby są mniejsze.
Znacie jakieś nieinwazyjne metody na zwiększenie chęci? Jakieś ćwiczenia na zwiększenie ukrwienia? Może można coś opierniczyć (ale nie extasy) żeby mi się bardziej chciało? Chętnie się poświęcę i będę do końca życia jeść jakieś świństwo o ile to pomoże.