z perspektywy niedającej

12.02.13, 14:52
Gdybym miała się ustawić po którejś stronie barykady to ustawiłabym się z „niedającymi”.
I nie dlatego że seksu nie lubię, tylko dlatego że w każdym moim związku największym problemem było właśnie moje ”niedawanie”. Z tego powodu też śledzę forum od paru lat.
Lubię seks, chyba jak każdy, nigdy problemem nie były jakieś moje ograniczenia, zawsze tylko ta pier… częstotliwość. Zawsze jest tak, że ja potrzebuję mniej i po kilku latach sytuacja robi się uciążliwa.

Od pół roku jestem ze wspaniałym mężczyzną, bardzo się kochamy, chcemy razem spędzić życie, miłość rodem ze snów, bla bla bla. Tylko, że znowu powtórka z historii i ja chcę mniej.
On kręci mnie i intelektualnie i fizycznie. Zwyczajnie potrzebuję sporo czasu żeby po seksie z orgazmem znowu „nazbierało” mi się ochoty, żebym była napalona i żeby można mnie było zbałamucić na ostro. Bo wiadomo, że i bez specjalnej ochoty zmusić się mogę, ale to jednak nie to samo, i ani mnie ani tym bardziej mojego partnera taki wymuszony seks nie interesuje.
Zastanawiałam się nad jakąś terapią, bo mój problem może mieć podłoże w psychice. Byłam wykorzystywana przez pierwszego faceta. Ponadto natura pobłogosławiła mnie fizycznie i mam w sumie uraz do mężczyzn. Mam przesyt ich nagabywania mnie i emocjonalnie odbieram ich jako wiecznie napalonych i zafiksowanych na seksie, choć racjonalnie wiem, że nie do końca tak jest.
Z drugiej strony od czasów wykorzystywania minęło już parę lat i wydaje mi się że w głowie mam już tę sytuację poukładaną i bardzo możliwe że jest to zwyczajnie kwestia fizyczna, że po prostu nie mam szczególnie wysokiego libido i wszystko ze mną w porządku.

Tyle, że mam 28 lat i jestem seksualnie sfrustrowana. Za sobą mam lata wymyślania wymówek i wykrętów przed partnerami, żeby tylko nie poczuli się odrzuceni i nie pomyśleli że ja nie chcę, tylko że rzeczywiście jest jakiś powód. Przed sobą jeszcze (daj panie boże) długie życie seksualne i wielki problem jak tę maskaradę dalej ciągnąć.

Najlepszym rozwiązaniem była by magiczna różdżka, którą ktoś machnie tak żeby mi się zachciało raz na zawsze codziennie, albo raz na dwa dni. No i w sumie tak się prawie stało, z moim obecnym partnerem. Machał, machał i wymachał, ale jednak nadal moje potrzeby są mniejsze.

Znacie jakieś nieinwazyjne metody na zwiększenie chęci? Jakieś ćwiczenia na zwiększenie ukrwienia? Może można coś opierniczyć (ale nie extasy) żeby mi się bardziej chciało? Chętnie się poświęcę i będę do końca życia jeść jakieś świństwo o ile to pomoże.
    • that.bitch.is.sick Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 14:58
      stary.dziadyga napisała:

      >
      > Znacie jakieś nieinwazyjne metody na zwiększenie chęci? Jakieś ćwiczenia na zwi
      > ększenie ukrwienia? Może można coś opierniczyć (ale nie extasy) żeby mi się bar
      > dziej chciało? Chętnie się poświęcę i będę do końca życia jeść jakieś świństwo
      > o ile to pomoże.

      Seksuolog na przykład? Naprawdę myślisz że to wystarczy coś opierniczyć? Zresztą gdybyś chciała to już byś u seksuologia siedziała, tak naprawdę to chcesz se pogadać...
      • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 15:17
        > Seksuolog na przykład? Naprawdę myślisz że to wystarczy coś opierniczyć? Zreszt
        > ą gdybyś chciała to już byś u seksuologia siedziała, tak naprawdę to chcesz se
        > pogadać..

        A u seksuologa to nie będę czasem też gadać?
        Bitch przecież od tego jest to forum żeby o swoich frustracjach seksualnych pogadać, więc nie rozumiem zarzutu.

        Mam spore doświadczenie z lekarzami od psychiki róznej maści i w mojej ocenie seksuolog są duże sznase że seksuolog się nie sprawdzi. No bo jak to będzie wyglądało. Przychodzi stary dziadyga do lekrza i mówi panie doktorze nie chce mi się tyle ile moim partnerom. A on (lub ona na to: pani jest zaburzona (czyzby? czy to jakaś "norma" że trzeba chciec codziennie?), pogadamy to się naprawi. Co takiego jest mi wstanie powidziec seksuolog ze mi się nagle zachce? A może jakaś babka bedzie mi walić ściemę za dwie stówy za godzinę, sama nie mając w życiu orgazmu?

        Wolę już pogadać z prawdziwymi ludźmi, którzy mogą mieć podobne problemy.
        Tak się składa że akurat Twoje zdanie sobie cenię i jeśli masz jakieś rady poza operniczaniem że gadam to cetnie posłucham.

        Nie mówię, że nie, ale w tym momencie uważam że bardziej by mi pomogło wiadro lubczyku czy coś w tym stylu, dlatego tez pytam o takie rady.

        Poza tym mieszkam w takim kraju gdzie ciężko o takiego (i to w dodaktu dobrego) specjalistę.
    • sabat-77 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 15:01
      Idz do psychologa, wedlug mnie to uraz zwiazany z tym wykorzystywaniem, jak to elegancko ujelas.
    • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 15:50
      Zapewne to z partnerem Skorpionem tak dobrze Wam się układa.

      Częstotliwość 2 razy w tygodniu, bo taką zdaje się przeżywasz jako ekscytującą jest rzecz jasna OK.

      Jak ją zwiększyć jeśli taka Twoja wola? Może rzeczywiście popróbuj substancje typu lubczyk etc etc. i w ogóle wyluzuj się i miej dużo wolnego czasu, to sprzyja częstotliwości chyba.
      • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:15
        Hę a dlaczego ze skorpionem? Ja za bardzo się nie orientuję temacie tarota i astrologii.

        Nie ze skorpionem tam na marginesie.

        > Częstotliwość 2 razy w tygodniu, bo taką zdaje się przeżywasz jako ekscytującą
        > jest rzecz jasna OK.

        No własnie nawet nie. Jakbym miała tylko i wyłącznie uprawiać seks kiedy jestem bardzo napalona to srednio wyszłoby może maks na tydzień. To zależy od fazy bo zdarza mi się chcieć 3 razy dziennie, ale raczej częsciej to by było raz na dwa tygodnie. Dwa razy w miesiącu dla mlodego faceta to przeciez tragedia.
        • zawle Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:23
          Może powinnaś nie kończyć? Bzykaj się bez orgazmowo. Będziesz niezaspokojona i będzie Ci się chciało więcej?
          • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:28
            zawle napisała:

            > Może powinnaś nie kończyć? Bzykaj się bez orgazmowo. Będziesz niezaspokojona i
            > będzie Ci się chciało więcej?


            Interesująca i prowokacyjna teza z punktu widzenia ewentualnego wyciagnięcia wniosków przez panów uskarżających się na niską częstotliwość chęci damskiej w ich związkach
            • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:25
              > > Może powinnaś nie kończyć? Bzykaj się bez orgazmowo. Będziesz niezaspokoj
              > ona i
              > > będzie Ci się chciało więcej?
              >
              >
              > Interesująca i prowokacyjna teza z punktu widzenia ewentualnego wyciagnięcia wn
              > iosków przez panów uskarżających się na niską częstotliwość chęci damskiej w ic
              > h związkach

              A to jest akurat całkiem sluszna teza. Zreszta niedawno przeze mnie wyprobowana, i ten sposob sie sprawdzil :) Bylo kilka tygodni takiego niedochodzenia. Tyle ze predzej czy pozniej przychodzi kulimancja (bardzo fajna zreszta) i ja jestem po takim wlasnie wielokrotnym szczytowaniu juz jakies czas, on nakrecony ze ostanio bylo tak dobrze i ciagle mnie zaczepia, a ja sfrustowana jak tu sie wykrecic zeby odwlec w czasie kolejny raz (szczesliwie mialam okres w miedzyczasie).
              • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:28
                Nie kombinuj:). To nie jest tak że gdy nie masz orgazmu to jesteś chętna, a gdy go masz to jestes niechętna. To jakies wybiegi:))
                • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:35
                  > Nie kombinuj:). To nie jest tak że gdy nie masz orgazmu to jesteś chętna, a gdy
                  > go masz to jestes niechętna. To jakies wybiegi:))

                  Nie Luppus, to nie tak. Po zaspokojeniu po prostu muszę czekać az mi sie fizyczna ochota odnowi. Cos jakbym (dla facetów) czekała aż mi się wystarczająco spermy w jadrach nazbiera, tyle ze u mnie to trwa zbyt dlugo niestety.
                  • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:39
                    stary.dziadyga napisała:

                    > > Nie kombinuj:). To nie jest tak że gdy nie masz orgazmu to jesteś chętna,
                    > a gdy
                    > > go masz to jestes niechętna. To jakies wybiegi:))
                    >
                    > Nie Luppus, to nie tak. Po zaspokojeniu po prostu muszę czekać az mi sie fizycz
                    > na ochota odnowi. Cos jakbym (dla facetów) czekała aż mi się wystarczająco sper
                    > my w jadrach nazbiera, tyle ze u mnie to trwa zbyt dlugo niestety.


                    Jesteś niewątpliwie skomplikowaną osobowością. Wskazanie na dawnego partnera który wykorzystywał zdaje sie tracić wszelki wpływ na sytuację w świetle powyższej czysto fizjologicznej autoobserwacji. No własnie, nie rozumiesz siebie wcale co?:) A może maskujesz coś przed sobą, nie trzeba, jesteś spoko:)
                    • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 19:09
                      Powiem Ci Loppe że mnie zaskoczyłeś, tą astrologiczną analizą poniżej, bo ja nie wierze w te sprawy, ale z tą autonomicznością to by się w sumie zgadzało. W tej konkretnej sprawie wydawało mi się jednak że mój wkurw na facetów jest jakoś tam indukowany przeszłością i ogólnym moim wrażeniem o mężczyznach.

                      W sumie to szacuneczek chłopie. Ja Cię miałam za forumowego podrywacza, a tu jednak spory potencjał w Tobie drzemie. Całkiem trafnie mnie zdiagnozowałeś po tych kilku postach. Spojrzę na sprawę z tej perspektywy, którą mi przedstawiłeś. Może coś zatrybi
                      • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 19:28
                        No ludzie...

                        Ja i potencjał, ja jestem w pełni zrealizowanym dawnym potencjałem, na nic juz nie liczę, a Ty tu o jakims podrywaniu.

                        Lew lwu zawsze człowiekiem, po prostu. Nie luppusem. Lew zawsze lwu pomoże, pamietaj, ja doświadczyłem morza empatii i pomocy od fellow-lwów w życiu.
              • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 19:11
                stary.dziadyga napisała:

                A to jest akurat całkiem sluszna teza. Zreszta niedawno przeze mnie wyprobowana
                > , i ten sposob sie sprawdzil :) Bylo kilka tygodni takiego niedochodzenia. Tyle
                > ze predzej czy pozniej przychodzi kulimancja (bardzo fajna zreszta) i ja jeste
                > m po takim wlasnie wielokrotnym szczytowaniu juz jakies czas, on nakrecony ze o
                > stanio bylo tak dobrze i ciagle mnie zaczepia, a ja sfrustowana jak tu sie wykr
                > ecic zeby odwlec w czasie kolejny raz (szczesliwie mialam okres w miedzyczasie)
                > .

                A nie lepiej sie od poczatku przyznawac, ze jestes niskolibidowa i ze np. ostatni facet zostawil Cie ze wzgledu na....bla bla.

                Czy to za strzal we wlasna stope/wstyd? Dla mnie nie. Ale nie wiem jak Ty sie z tym czujesz. Mnie np. facet kiedys na pierwszej randce zapytal czy jestem wysokolibidowa. Sprawe stawial jasno :) Czy i tak by Ci nikt nie uwierzy, bo jak jestes taka ladna to MUSISZ byc wysokolibidowa? :) A jak nie jestes, to sie da cos wymyslic, zeby Cie przerobic? :)
                • kag73 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 19:19
                  Wiesz kitty, to nie jest takie proste, bo mezczyzni to wzrokowcy. Jak dziewczyna sie az tak bardzo nie podoba, to moga rzadziej, jak sie bardzo podoba to ciagnie ich bardziej, bo podnieca jej widok.
                  Poza tym ten jej jest z nia dopiero pol roku, wiadomo, ze chce czesto, normalka, moze za jakis czas sie zmienic, jezeli w ogole przetrwaja razem.
                  • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 20:01
                    kag73 napisała:

                    > Wiesz kitty, to nie jest takie proste, bo mezczyzni to wzrokowcy. Jak dziewczyn
                    > a sie az tak bardzo nie podoba, to moga rzadziej, jak sie bardzo podoba to ciag
                    > nie ich bardziej, bo podnieca jej widok.
                    > Poza tym ten jej jest z nia dopiero pol roku, wiadomo, ze chce czesto, normalka
                    > , moze za jakis czas sie zmienic, jezeli w ogole przetrwaja razem.

                    Jasne Kag dlatego wstawilam tyle znakow zapytania. Ale jak kiedys chyba nawet sama pisalas (nie pamietam, ktora z dziewczyn to pisala), ze faceci tez zaslepieni uroda automatem przypisuja wysokolibidowosc a to przeciez nie zawsze idzie w parze. Sami sobie poniekad tez winni. Ale z drugiej strony jakby teraz zapytac jakiegos na bezseksiu czy jakby im zona wtedy na poczatku powiedziala szczerze, ze nie lubi za czesto to by uwierzyli? Nie wiem.
                    • kag73 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 20:06
                      Hmm, trudno wyczuc, bo na poczatku to tak jeszcze nie doskwiera a do tego czlowiek zakochny zaslepiony, jakos sobie radzi, bierze co moze i sie cieszy, ze moze, ludzac sie, ze bedzie lepiej, albo, ze jakos to bedzie. A po ilus tam latach wielka klapa. Chyba wiekszosc ludzi az tak do przodu nie mysli, przynajmniej nie w tych kwestiach.
            • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:28
              p.s. jak ma sie partnera któremu zależy na orgaźmie partnerki (a chyba wiekszosci zalezy) to na dluzsza mete nie dziala.
              Moj facet uwaza ze seks jest bardziej dla kobiety niz mezczyzny (bo kobiety czerpia z niego wiecej przyjemności bo maja wieksze orgazmy) i dla niego seks bez mojego orgazmu jest średnio udany. Tzn nie musi byc zawsze, ale wzkasnik zby niski jednak byc nie moze.
              • loppe Po tym wszystkim dotychczas 12.02.13, 18:32
                Postawiłbym tezę że masz trudnośc oddawania się - to jest podstawowa trudność, a z czego ona wynika to...
                • loppe Re: Po tym wszystkim dotychczas 12.02.13, 18:43
                  ...powiedziałbym że z nieufności do ludzi wrażliwej Osoby
        • sea.sea Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:28
          Jakbym z uprawianiem seksu czekała wyłącznie na chwile, kiedy ja jestem bardzo napalona i partner jest bardzo napalony - jednocześnie, to zasadniczo seks byłby raz na miesiąc przez trzy dni, w czasie gdy mam okres :)

          Tymczasem uprawiamy go jednak nieco częściej, bo nawet gdy tylko jedno z nas jest bardzo napalone, to drugie się daje raczej bezboleśnie namówić na małe co nieco i w trakcie się okazuje, że jednak jest fajnie.

          I nie mówię tu o "zmuszę się do seksu, to może się rozkręcę", o sytuacjach "omg, tylko nie seks, nie dziś, nie teraz, nie chcę, nie mogę, auaaaa!!!", tylko o sytuacjach "w sumie to mi się nie chce, bo wolałabym poczytać/posiedzieć na fb/nie chce mi się iść nóg golić".

        • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:37
          No to przyjmijmy wreszcie, zdiagnozujmy za Twoją zgodą, jesteś dość oziębła czy tak? To nie jest jakaś oryginalna babeczka gorąca "tylko" ale gorąca 1-2 razy w tygodniu, tylko po prostu kobieta z niechęcią czy małym zainteresowaniem dla seksu, która to zasadnicza dyspozycja z rzadka tylko się przełamuje - co zresztą świadczy o potencjale; światełko w tunelu jest JUŻ widoczne. Ale jesteś zarazem Lwicą (pamiętam), a lwy choć szczodre, bronią swojej autonomii i self-ekspresji - stąd Twoja wyrazista niechęć do seksu wbrew sobie (ja mam zresztą tak samo, nie lubię seksu który miałby się odbywać wbrew mnie, na zamówienie jakieś, wg specyfikacji etc). No ale ta szczodrość jednak winna Ci pomóc dojśc do 2 razy w tygodniu bez problemów osobowościowych, estetycznych - trzeba tak jak piszesz znależć środki ku temu realistycznemu celowi prowadzące.
          • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:44
            Tak, w świetle powyższego - mogło dojśc do urazu psychicznego, który "przesunął" Twoją naturalną dyspozycję o oczko w kierunku nieszczodrości seksualnej
            • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:58
              To mogło być w sumie to że z racji atrakcyjności fizycznej byłaś - tak odbierałaś - zbyt często traktowana z przechyłem na swoją seksualną wartość, obiekt seksualny, gdy - co widać - masz bogatą osobowość i nie godziłaś się na bycie traktowaną jako przede wszystkim cud ciała, no i mogło to doprowadzic do tej blokady.
              • zawle Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:04
                Są ludzie którzy lubią jeść, inni to niejadki. Są tacy co lubią spać. Inni sypiają mało. Czym tak nadzwyczajnym jest ten seks że nie dajemy ludziom prawa czuć i pragnąć po swojemu?
                Co się dziej????
                • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:08
                  zawle napisała:

                  > Są ludzie którzy lubią jeść, inni to niejadki. Są tacy co lubią spać. Inni sypi
                  > ają mało. Czym tak nadzwyczajnym jest ten seks że nie dajemy ludziom prawa czuć
                  > i pragnąć po swojemu?
                  > Co się dziej????


                  No własnie, ja tak samo od zawsze uważam. Sobą być w seksie. Autorka jednak - ja również czasem - wyraziła chęć bycia trochę inną sobą niż dziś jest.
                • sea.sea Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:13
                  Bo jak nie masz w domu słodyczy z tytułu tego, że partner jest na ścisłej diecie, to nikt nie będzie miał do Ciebie pretensji o zjedzonego w pracy pączka. Ot, co.
                  • bcde Re: z perspektywy niedającej 13.02.13, 03:32
                    :)
              • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:05
                Być może autoterapia powinna pójśc w kierunku który w skrócie wyraziłbym "wybaczam im (czy mu) wszystko a dzieki temu mogę też wszystko wybaczyć sobie"
    • sea.sea Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 16:47
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,139875367,139875367,Tribulus_na_pozadnie_i_wieksza_ochote_na_seks.html
      Tu była dyskusja dłuższa.
      A nie masz tak, że niby Ci się nie chce, ale jak zaczniesz, to już chcesz, czy nie próbowałaś?
      • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 16:55
        Stary dziadygo,

        szczerze? Ja nie widze w Tobie ZADNYCH brakow. Uwazam, ze nie masz w sobie nic do naprawienia. Naprawde. I pisze to z sympatia i na podstawie ogolnego wrazenia o Tobie.
        • sabat-77 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 16:58
          hello-kitty2 napisała:

          > Stary dziadygo,
          >
          > szczerze? Ja nie widze w Tobie ZADNYCH brakow. Uwazam, ze nie masz w sobie nic
          > do naprawienia. Naprawde. I pisze to z sympatia i na podstawie ogolnego wrazeni
          > a o Tobie.

          Bez urazy, gdybym zaczął pisać na tym forum jakieś dwa lata temu, zanim rozgrzebałem problem swojej fizyczności i braku seksu w małżeństwie, mogłabyś odnieść podobne wrażenie. Problem czasem tkwi bardzo głęboko. Ujawnia się powoli, potrafi uderzyć po latach ze zdwojoną siłą.
          • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:13
            sabat-77 napisał:

            > Bez urazy, gdybym zaczął pisać na tym forum jakieś dwa lata temu, zanim rozgrze
            > bałem problem swojej fizyczności i braku seksu w małżeństwie, mogłabyś odnieść
            > podobne wrażenie. Problem czasem tkwi bardzo głęboko. Ujawnia się powoli, potra
            > fi uderzyć po latach ze zdwojoną siłą.

            Dziadyga zyczy sobie rozwiazania 'problemu' "żeby mi się zachciało raz na zawsze codziennie, albo raz na dwa dni."

            Sabat widzisz problem w tym ze jej sie codzinnie nie chce czy raz na dwa dni? Bo ja nie widze. Serio. Jaki to jest problem pytam?
            • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:23
              I tu sie zgodzę z Kitty że to niby nie jest problem. Przynajmniej dla mnie. Mój swiat nie kręci się wokól seksu i nie potrzebuję go bardzo dużo (ale jednak potrzebuję). Problem zaczyna się wtedy kiedy wchodzę w związek. Oczywiście wiadomo, pierwsze miechy to zawsze i wszedzie, hormony działaja. Problem pojawia się pozniej i zawsze jest taki sam. I to wtedy czuje się nienormalna.
              Jedyny raz kiedy to facet mnie zostawił (po kilkuletnim, poważnym związku), był właśnie z tego powodu.
              I tak gdyby ludzie nie łączyli się w pary to pewnie nigdy bym problemu nie miała, ale że jest inaczej to seks jest dla mnie i moich partnerów źródłem frustracji.

              • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:33
                stary.dziadyga napisała:

                > I tu sie zgodzę z Kitty że to niby nie jest problem. Przynajmniej dla mnie. Mój
                > swiat nie kręci się wokól seksu i nie potrzebuję go bardzo dużo (ale jednak po
                > trzebuję). Problem zaczyna się wtedy kiedy wchodzę w związek. Oczywiście wiadom
                > o, pierwsze miechy to zawsze i wszedzie, hormony działaja. Problem pojawia się
                > pozniej i zawsze jest taki sam. I to wtedy czuje się nienormalna.
                > Jedyny raz kiedy to facet mnie zostawił (po kilkuletnim, poważnym związku), był
                > właśnie z tego powodu.
                > I tak gdyby ludzie nie łączyli się w pary to pewnie nigdy bym problemu nie miał
                > a, ale że jest inaczej to seks jest dla mnie i moich partnerów źródłem frustrac
                > ji.

                Problemem jest dobieranie sie z facetami o wyzszym libido. Napisalas, ze zostalas chojnie obdarzona przez nature, tak? Dziewczyny juz wczesniej zwracaly na to, ze faceci blednie identyfikuja 'cycate, dupiate, zgrabne, ladne, fajne laski' za gorace suczki, a tak nie jest. Wiec moze z uwagi na swoje wyposazenie/urode przyciagasz wysokolibidowcow i wiecznie masz problem z seksem na linii podaz - popyt.
                • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:04
                  > Problemem jest dobieranie sie z facetami o wyzszym libido. Napisalas, ze zostal
                  > as chojnie obdarzona przez nature, tak? Dziewczyny juz wczesniej zwracaly na to
                  > , ze faceci blednie identyfikuja 'cycate, dupiate, zgrabne, ladne, fajne laski'
                  > za gorace suczki, a tak nie jest. Wiec moze z uwagi na swoje wyposazenie/urode
                  > przyciagasz wysokolibidowcow i wiecznie masz problem z seksem na linii podaz -
                  > popyt.

                  Dlatego własnie o tym wspomniałam, bo mniej więcej tak to działa. Jeden z moich partnerów, ten który mnie zostawił właśnie z powodu niesatysfakcjonującego go pożycia (w sensie ilości), powiedział mi wprost że czuje się rozczarowany. Przez lata opracowałam już różne strategie, głównie to ubieram się jak dziad (już mi nawet w dwóch pracach szefowie zwrócili uwagę, zebym zadbala o schludniejszy ubiór, w obecnej pracy nie musze się stroić na szczęscie, za to koleżanki nabijaja się z mojego stylu "na bezdomnego" i przynoszą mi ciuchy czasem).
                  Nie wiem cz przyciagam wysokolibidowych, w koncu to ja sobie ich też wybrałam na partnerów, ale moje warunki fizyczne na pewno przyczniaja się do mojego problemu. Nie to że narzekam, wiadomo że lepiej byc mlodym, pieknym i bogatym, ale jest to zapewne jakiś ważny aspekt tego problemu, bo często slyszę że jak oni przy mnie niby mają byc jak nie napaleni. No i dobrze, w sumie lepiej napalony partner niż nienapalony. Ja po prostu chce byc tak napalona jak oni!!!! W kazdym zwiazku mam ten problem i jest naprawde slabo :(
                  • loppe Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 18:17
                    No jednak wyżej wyświetliło się już że nie trzeba być aż wysokolibidowcem żeby być sfrustrowanym Twoją czestą niechęcią do zbliżeń fizycznych (choć wysokolibidowcy będą sfrustrowani bardzo wyraxnie).

                    Tak więc wypowiedź Kitty ma jedynie walor ogólny, teoretyczny, dla innych. Praktyczny dla Ciebie mogłaby mieć gdybyś zechciała szukać niskolibidowca jako panaceum. Jak piszesz, jesteś w kochającym związku z nieniskolibidowcem.
                  • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 19:54
                    stary.dziadyga napisała:

                    ale j
                    > est to zapewne jakiś ważny aspekt tego problemu, bo często slyszę że jak oni pr
                    > zy mnie niby mają byc jak nie napaleni. No i dobrze, w sumie lepiej napalony pa
                    > rtner niż nienapalony. Ja po prostu chce byc tak napalona jak oni!!!!

                    A jego napalenie na Ciebie Cie nie rozpala? Dalej jak masz fajne cialo i z nim obcujesz na codzien to Cie ono nie napala? (ja jak widze siebie naga to sie potrafie sama swoim widokiem nakrecic) Dalej jak sie ubierzesz w odpowiedni sposob to sie nie napalasz? Dalej seks na ekranie Cie nie napala? Dalej alkohol Cie nie rozpala? Dalej masturbacja Cie nie rozpala? Dalej... i tak mozna mnozyc w nieskonczonosc. Jesli jest cokolwiek co cie pokreca to tym sie otaczaj. Sama wiesz co to jest. Czy nie? Ja na ten moment dzialam w druga strone, bo nie mam faceta.
                    • kag73 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 20:07
                      Bardzo dobre wskazowki, kitty. Mysle, ze warto spobowac bardziej zajac sie swoja fizycznoscia i troche pofantazjowac.
                    • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:08
                      Dzięki Kitty. Ja wlasnie szukam takich naturalnych sposobów na nakrecenie się!

                      Jak już wspomnialam z pronosami jestem trochę na bakier pomimo że niektore mnie kręca.
                      Wiekszośc mnie jednak albo obrzydza albo smieszy mnie ich sztuczność.

                      On mnie nakreca, jest bardzo atrakcyjny fizycznie. Jednak ja od malego duzo oglalam porno magazynow i jakos tak jestem dziwnie skonsturowana ze meskie cialo mnie chyba za bardzo nie kreci, pomimo ze nie mam zadnych pociagow do kobiet. Nakrca mnie za to mocno penis w ekrekcji i jego lizanie, ale mam pecha i moj parner za bardzo nie lubi orala, raczej go toleruje bo wie ze ja lubie, tyle ze mnie z kolei juz tak bardzo nie kreci jak on nie ma przyjemnosci.

                      Mastubacja mnie srednio rozpala, raczej juz musze byc napalona zeby cos zaczac sama ze soba. Tyle ze jak juz sie zdarzaja te momenty napalenia to nie chce ich marnowac sama ze soba, czuje sie troche nielojalnie wobec partnera wtedy.

                      Alkohol - tak. Ale nie bede przeciez narabana za kazdym razem do lozka sie ladowac. Marichuana mnie nakreca, ale akurat staram sie nie palic wiec odpada. Zreszta on nie lubi i woli mnie nie na haju, woli zebym byla jak najbardziej "obecna", kontakt wzrokowy te sprawy.

                      Z tych rzeczy ktore wymienilas to najbardziej mnie rozpala wlasnie jakis seksy stroj i ogolnie taka ostrzejsza atmosfera, jak jest niegrzecznie. Ale to juz tuz przed ablo w trakcie, ja chce sie jakos dlugoterminowo nakrecic. Hmm moze by tak nosic ponczochy na codzien?

                      > ie rozpala? Dalej masturbacja Cie nie rozpala? Dalej... i tak mozna mnozyc w ni
                      > eskonczonosc.

                      A mnóż, mnóż bardzo dziekuje i mam nadzieję że pisanie o tym Cię za bardzo nie nakreca, skoro sie starasz w druga strone.

                      Jesli jest cokolwiek co cie pokreca to tym sie otaczaj. Sama wies
                      > z co to jest. Czy nie?

                      Ja mam w sumie dość porąbaną sytuację. Sama nie wiem co mnie kreci do konca, bo wiele z tycfh rzeczy mnie jednoczesnie odpycha. Ja bardzo wczesnie zaczelam rozne igraszki (jakos w wieku siedmiu czy ośmiu lat już "zaliczylam", z kolega czy z kuzynka odkrywalismy rozne cielesne uciechy). Niestety pierwszy facet mnie molestowal a ja jakos w tym trwalam i to mnie bardzo zrazilo do meżczyzn i do seksu. Z kolei kobiety mnie nie kreca (ta kuzynka w dziecinstwie to tak bardziej z braku laku) wiec jestem skazana na facetów.

                      Hmm co by tu jeszcze...fantazjowanie? No niby mnie nakreca, tyle ze ja zazwyczaj nie fantazjuje o moim facecie a raczej z wieksza dozo dewiacji, np. o jakichs zupelnie nieprzytojnych, nieznajomych kolesiach, trojkatach i takich innych. Ta sa fantazje ktorych nigdy w zyciu nie zamierzam spelnic a i nie chce sie nimi nakrecac, zeby potem o tym nie myslec w trakcie seksu ze swoim facetem. Kurde jestem jakims seksualnym werterem, chyba popelnie harakiri przebijając sie członkiem.

                      Troche sie czuje jakbym sie do konca nie znala seksualnie, np. moj parner wie dokladnie jakich ruchow potrzebuje i potrafi dojsc w dwie minuty, z conuting downem do orgazmu (10,9,8...) a ja jak mi sie orgazm trafi czuje sie jakby na mnie łaska boża spłynęła i ciesze sie jak głupia.
                      Niby wiem co i jak, ale tez blokuje sie bardzo psychicznie.

                      Sorki ze ja tu tak o sobie, nie chce wyjsc na jakas megalomanke, ale kurde mam ten problem juz od tylu lat, a tym razem nie chce tego spieprzyc. Chce sie zmienic i miec udany seks z moim facetem (i on w sumie jest udany, ale nie tak czesty, moze sie jeszcze rozkrecimy, hope, hope, hope) bo tym razem czuje ze to jest "ten". Bardzo mi wszyscy pomagacie ze swoimi pounktami widzenia. Dzieki jeszcze raz!

                      • sea.sea Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:21
                        > Ta sa fantazje ktorych nigdy w zyciu nie zamierzam spelnic a i nie chce sie nimi nakrecac,
                        > zeby potem o tym nie myslec w trakcie seksu ze swoim facetem.
                        Ping!
                        A dlaczego nie, skoro Cię to kręci? Odcinasz się od konkretnego źródła bodźców. Wartościujesz te bodźce, zamiast z nich korzystać zakładając, że skoro działają, są dobre.
                        Wiele kobiet (i mężczyzn) fantazjuje, wyobraża sobie jakieś sceny w trakcie. Często są to sceny bez udziału partnera. Jakby się bardzo uparł, to można to uznać za nielojalność względem partnera, ale z drugiej strony partner nie musi znać szczegółów, poza tym - jeśli dzięki temu ma lepszy seks i bardziej napaloną kochankę, to co mu szkodzi?
                        ---> seksualnosc-kobiet.pl/fantazje
                        Poczytaj sobie. Generalnie jest to fajna, pomocna strona.
                        • aandzia43 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:44

                          > > Ta sa fantazje ktorych nigdy w zyciu nie zamierzam spelnic a i nie chce s
                          > ie nimi nakrecac,
                          > > zeby potem o tym nie myslec w trakcie seksu ze swoim facetem.
                          > Ping!
                          > A dlaczego nie, skoro Cię to kręci? Odcinasz się od konkretnego źródła bodźców.
                          > Wartościujesz te bodźce, zamiast z nich korzystać zakładając, że skoro działaj
                          > ą, są dobre.

                          No nie wiem, czy to dobry pomysł. Dziadyga ma problem z integracją różnych kawałków swojej seksualności, więc nie namawiałabym jej na na takie ciach ciach wyobraźnią i rzeczywistością. Ona łapie schizy, bo jej się rozdwaja i rozjeżdża stosunek do rżnięcia, pożądanie przechodzi w obrzydzenie w te i z powrotem w stopniu utrudniającym satysfakcję z własnych odczuć. Ja bym raczej integrowała niż bawiła się czymś, co i tak często wyślizguje się z rąk.
                      • kag73 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:34
                        No momencki, za duzo myslisz, za duzo masz obiekcji, za duzo sobie zabraniasz, za bardzo mistyfikujesz seks.
                        Nie porownuj sie do faceta, to ze zdrowy napalony facet moze dojsc w dwie minuty, to zaden wyczyn, na swoje drodze spotkalam prawie tylko takich. Wiec jak czytam statystyki o 17 minutach to sie pytam kogo przepytywali, 70 cio latkow? Ty jestes kobieta, to roznica, dojsc w dwie minuty mozesz np, jak jestes bardzo napalona i podczas minety(o sobie mowie). Poza tym z dwoswiadczenia powiem, ze jak sie zaczyna robic tak naprawde "dobrze" podczas stosunku, to niestety facetowi rowniez za dobrze i zwyczajnie dochodzi:(
                        Kobiecy orgazm to mistycyzm. Poszukaj sposobu na swoj. Ostatnio w lozku z mezem w pozycji na jezdzca tak sie pospieszylam, ze maz, ktory nie zdazyl stwierdzil "hmm,nie musialas byla sie tak bardzo spieszyc, ja bym mogl jeszcze dluugo dluuugo". Taa, tylko, ze ja rzeczywiscie sie pospieszylam, bo znam jego dlugo a za minute sie okazuje, ze jednak dluzej juz sie powstrzymywac nie moze:)

                        Nakreca Cie penis w erekcji i lizanie, on nie lubi. Przerzuc sie na obrobke reczna, tez moze byc szalenie podniecaja, rece tez potrafia doprowadzic faceta do obledu i nakrecic Ciebie, przetestowalam:) Tylko ze spokojem i meczyc go co by za szybko nie skonczyl.

                        Dalej: fantazje o roznosciach, nie szkodzi, fantazjuj, jak mawiaja Niemcy "Gedanken sind frei". Co w tym zlego, nikt do konca nie wie co ludziom w glowach siedzi. Oczywiscie facet o Twoich fantazjach nic wiedziec nie musi.

                        Uwazam, ze spoko czasami mozna cos wypic razem, lubie seks po odrobinie alkoholu, co jakis czas.

                        Zacznij nosic specjalne majteczki z takimi kulkami/perelkami, albo kulki, ktore wprowadza sie do pochwy albo takie jajko wibrujace.
                      • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 13.02.13, 00:04
                        stary.dziadyga napisała:

                        Bardzo mi wszyscy pomagacie ze swoimi pounktami widzenia. Dzieki jeszc
                        > ze raz!

                        Dziadyga to teraz nie pomoge ale twierdze, ze ten anal na marzec zaplanowany to nie jest dobry pomysl. Nie wiem.

                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142124624,142131673,Re_Seks_analny.html
      • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:36
        > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,15128,139875367,139875367,Tribulus_na_pozadnie_i_wieksza_ochote_na_seks.html
        > Tu była dyskusja dłuższa.
        > A nie masz tak, że niby Ci się nie chce, ale jak zaczniesz, to już chcesz, czy
        > nie próbowałaś?

        Dzięki. Czytałam ten wątek, tylko że to jest jakiś środek na przyrost masy mięśniowej dla koksów.
        Niby są tam jakieś viagry dla kobiet, ale ja nie chce jechać na dopalaczach tylko jakoś zwiększyć naturalnie swoje libido. Nie wiem czy to w ogóle jest możliwe dlatego pytam.

        Czy próbowałam jak mi się nie chce? Oj tak, wiele razy. Zdarza się że jakoś się tam rozkręce, ale w większości się jednak nie rozkręcam a tu już jesteśmy w trakcie i wtedy już nie można się za bardzo rozmyślić. A taki seks bez ochoty na niego i bez przyjemności to dla mnie jednak są tortury (ukłony dla żony pana Marka).
        • po-trafie Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:46
          Mam podobnie jak sea.sea (i mozliwe ze troche podobnie do ciebie). Gdybym czekala na momenty, kiedy faktycznie bardzo chce mi sie seksu jako takiego, to byloby to raz w tygodniu. Bo praca, silownia, zmeczenie itp.
          Ale duzo czesciej chce mi sie chciec. WIec staramy sie z partnerem, zeby to chcenie przyciagnac, rozkrecic, rozgrzac. Znalezlismy punkty, miejsca, rytualy i sposoby, ktore powoduja, ze w ciagu 10-15 minut przechodze od punktu 'absolutnie nie mam na to najmniejszej ochoty' do 'jest bardzo fajnie, kontynuujmy'. Nie chodzi tu po prostu o to, ze on zacznie a ja sie wkrece, tylko o to, zeby faktycznie postarac sie o rozgrzanie i rozbudzenie mnie, rozbudzenie checi i o moj brak oporu, probe relaksu i poddania sie nastrojowi.

          Troche jak z silownia. Nie chce sie, zimno, mokro, energii brak, silownia daleko. Ale wiem, ze jesli sie przemoge i juz pojde, i wejde na tego orbitreka, to bedzie dobrze.
        • kag73 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 19:15
          Hmm, wlasnie tez bym doradzala sprobowac pomimo nienapalenia. Piszesz, ze czesto sie nie rozkrecasz, to juz troche gorzej. Nie rozkrecasz sie na tyle, zeby miec orgazm czy w ogole sie nie rozkrecasz, nie wilgotniejesz?
          Bo jezeli bez orgazmu, to mozna zdzierzyc, uwazam, ale cierpiec tez nie powinnas.
          Moze sprobuj od czasu do czasu poczytac cos z erotyki, albo czasem obejrzej jakies, tak tutaj popularne, porno, nie tak, zeby sie uzaleznic, ale co nieco. A fantazja tez nic nie pomaga?
          A lykasz pigulke moze?
          A moze wlasnie sport/wysilek fizyczny podniosl by nieco poziom testosteronu?
          • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 20:20
            Dzięki, dzięki Wam za wszystkie odpowiedzi, takie glębsze spojrzenie naprawde pomaga.

            Kag po kolei odpowiadam:

            > Nie rozkrecasz sie na tyle, zeby mi
            > ec orgazm czy w ogole sie nie rozkrecasz, nie wilgotniejesz?

            Na orgazm to raczej nie. Czasem nawet nie na tyle zeby zwligotniec :(
            Z tym parnerem jest mi o tyle latwiej ze on na maksa mnie pociaga, mimo wszystko ja przezylam pare lat zmuszania sie i mam przed tym straszny opor psychiczny. Jak mam sie zmusic to czuje obrzydzenie do tej osoby, a nie chce czuc obrzydzenia do mojego partnera.
            Choc w sumie pierwszy raz w zyciu czuje ze ten opor sie nieco lamie, wlasnie dzieki mojemu partnerowi. Mimo wszystko martwie sie co bedzie jak mimo wszystko nie uda mi sie totalnie rozkrecic (w sensie dlugoterminowo) i ten problem zacznie nas zjadac.

            > Moze sprobuj od czasu do czasu poczytac cos z erotyki, albo czasem obejrzej jak
            > ies, tak tutaj popularne, porno, nie tak, zeby sie uzaleznic, ale co nieco. A f
            > antazja tez nic nie pomaga?

            W sumie to porno mnie podnieca, ale rownoczesnie budzi we mnie obrzydzenie, ze wzgledu na to jak kobiety sa czesto w nim traktowane. Troche taki love & hatred stosunek mam do pornosów. Porno używam tylko jako ostatecznosci, do masturbacji gdy jestem singlem, albo partner jest wyjechany na dłużej. Co dziwniejsze, podnieca mnie to porno, ale zaraz po dojsciu czuje do siebie obrzydzenie, ze wlasnie ogladalam jak np, dwoch czy kilku facetow traktuje kobiete jak jakis przedmiot :(


            > A lykasz pigulke moze?

            Juz dawno nie, wlasnie ze zwgledu na jej skutki uboczne na libido i nie chce sie dodatkowo pogrążać.

            > A moze wlasnie sport/wysilek fizyczny podniosl by nieco poziom testosteronu?

            Dobra sugestia. Tu mam sprawe utrudnioną o tyle, ze kiedys uprawialam sport wyczynowo i mam takie kontuzje, ze nie moge nawet zabka plywac ani uprawiac jogi. Lubie sobie za to czasem skoczyc na basen (i tak sie pluskam bardziej rekreacyjnie) i saune, to mnie bardzo relaksuje i pomaga w rozluźnieniu :)




            • zyg_zyg_zyg Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 20:29
              > W sumie to porno mnie podnieca, ale rownoczesnie budzi we mnie obrzydzenie

              Ale "normalny" seks z Twoim partnerem nie powoduje podobnych dysonansów?
              • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:26
                > Ale "normalny" seks z Twoim partnerem nie powoduje podobnych dysonansów?

                Hmmm, dobre pytanie...ale raczej nie. Chyba ze wtedy kiedy nie uda mi sie rozrkecic, a juz jestesmy w trakcie (i przeciez mu wtedy nie powiem, ej sorki jednak zmienilam zdanie, moze sobie obejrzymy na wspolnej zamiast). Wtedy sie przymuszam zeby to jakos pociagnac do konca i czuje sie z tym bardzo zle.
                • sea.sea Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:41
                  > Wtedy sie przymuszam zeby to jakos pociagnac do konca i czuje sie z tym bardzo zle.

                  Czy mogłabyś mi (a przy okazji i sobie) wytłumaczyć, bo ja funkcjonuję w zupełnie innym trybie i po prostu nie potrafię sobie wyobrazić co dokładnie wtedy czujesz i co Ci przeszkadza.
                  Codziennie robisz milion innych rzeczy, które muszą lub powinny być zrobione, mimo, że wolałabyś spać, oglądać na wspólnej czy robić cokolwiek innego - i nie masz traumy z tego powodu, nie klniesz że to takie potworne, że włosy się same nie ułożą a pieniądze się nie pojawią na koncie bez wychodzenia do pracy, przyjmujesz to na klatę. Natomiast seks, w czasie gdy masz ochotę na coś innego, sprawia, że się wszystkiego odechciewa. Dlaczego?

                  Pytam, bo z obecnym partnerem który mnie strasznie kręci, chyba ze dwa razy w ciągu kilku lat musiałam przerwać w połowie, bo po prostu nie mogłam się zupełnie skoncentrować ani odprężyć, rozgryzałam jakiś problem i byłam akurat w stanie myśleć wyłącznie o tym.

                  Natomiast bywa tak, że się jednak nie rozkręcam, ale wtedy leżę, kołyszę sobie biodrami, uśmiecham się i kochamy się na leniwca, mój partner wyczuwa, że tego dnia się jednak nie podniecę, więc ten seks jest wtedy bardziej okazaniem czułości przez kontakt fizyczny, jak głaskanie po plecach, tyle że z elementem połączenia narządów płciowych. No nijak mi się wtedy nagle stosunek nie zaczyna wydawać obrzydliwy czy bez sensu, a partner roszczeniowy i namolny. Czym się różnimy, że Ty to odbierasz zupełnie inaczej?
                  • aandzia43 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:59
                    Natomiast bywa tak, że się jednak nie rozkręcam, ale wtedy leżę, kołyszę sobie
                    > biodrami, uśmiecham się i kochamy się na leniwca, mój partner wyczuwa, że tego
                    > dnia się jednak nie podniecę, więc ten seks jest wtedy bardziej okazaniem czuło
                    > ści przez kontakt fizyczny, jak głaskanie po plecach, tyle że z elementem połąc
                    > zenia narządów płciowych. No nijak mi się wtedy nagle stosunek nie zaczyna wyda
                    > wać obrzydliwy czy bez sensu, a partner roszczeniowy i namolny. Czym się różnim
                    > y, że Ty to odbierasz zupełnie inaczej?

                    Tym, że w twoim umyśle pożądanie (to odczuwane i to odbierane od partnera) ma ładunek jednoznacnie pozytywny. Bez schiz i rozszczepienia. U Dziadygi miesza się w sposób przez nią niekontrolowany jedno z drugim. Kiedy jest jednoznacznie nakręcona, to jedzie na tej pozytywnej fali (ale lepiej niech nie zbacza z drogi, bo zaraz przyplącze się obrzydzenie ;-)). Kiedy zaś nie naszła na nią fala tego jednoznacznego, poczętego w niej samej pożądania, zasiać w niej się tego nie da, bo próby zasiania powodują wewnętrzny opór kojarzony pewnie gdzieś na głębszym poziomie z gwałtem. Nawet jeśli siewcą stara się być ona sama.
                    Inaczej: ciebie stać na spokojny stosunek do partnera, a więc i na oddawanie się w jego ręce, ona podświadomie węszy przemoc i próbę wykorzystania, nawet jeśli świadomie ma do swojego partnera stosunek bardzo pozytywny. Ty pewnie nie byłaś wykorzystywana seksualnie?
                    • sea.sea Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:09
                      Nie byłam molestowana, ale w sumie akurat na Dziadygę padło, że zadałam to pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu w kontekście innych wątków czy wypowiedzi o wymuszonym seksie, o nękanej żonie Marka która nigdy nie mówi nie, powracającego zapytania bcde "dlaczego tak trudno dać dupy" itd.

                      A Twoje tłumaczenie bardzo celne, choć zastanawiam się, na ile tłumaczy zachowania kobiet niemolestowanych.

                      • aandzia43 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:46

                        > A Twoje tłumaczenie bardzo celne, choć zastanawiam się, na ile tłumaczy zachowa
                        > nia kobiet niemolestowanych.

                        A skąd wiesz, kto molestowany a kto nie? ;-)
                        Myślę, że taką mocno ambiwalentną wobec seksu postawę Dziadygi mogą przejawiać również kobiety bez traumy konkretnego wykorzystywania seksualnego, za to z jakimiś nieprawidłowościami w przebiegu rozwoju emocjonalnego. Mamusia wrogość wyraźną do cielesności miała, tatuś nie udźwignął ciężaru przemiany córki w kobietę i nie tak jak trzeba popatrzył, albo co gorsza powiedział, może tatuś emocjonalnie uwodził ukochaną córeczkę, do tego córka z natury swojej chwiejną i delikatną konstrukcję miała. Kupa zdarzeń i niezliczona ilość kombinacji tych zdarzeń.
                        A taką mniej ambiwalentną postawę, ale nadal czujną, ma większość kobiet. W sumie rzadko która daje się rżnąć beznamiętnie bez konsekwencji dla psychiki. Udostępniać bez konsekwencji można się tylko odpowiedniemu biorącemu ;-) Takiemu, który wie, kiedy i jak brać.

                        Bcde pyta natrętnie: "dlaczego tak trudno dać dupy", a ja pytam: "dlaczego tak trudno nie spuścić się". Seks człowiekowi potrzebny, ale bycie traktowanym jak człowiek też potrzebne. Jeśli jest równowaga w dawaniu i braniu, to jest ok. Wtedy CZASEM kobieta po prostu da dupy, a mężczyzna CZASEM powstrzyma się przed odbyciem z nią stosunku. Słowa-klucze w naszych rozważaniach: ZAWSZE, CZASEM. Pomijane lub niewłaściwie używane w postach Marka i Bcde.
                        Może Dziadyga trafiła kiedyś właśnie na takiego, co nie łapie niuansów (chociaż, co cholery, jakież to niuanse?! słupy milowe raczej!)
                        • sabat-77 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:57
                          aandzia43 napisała:

                          > Bcde pyta natrętnie: "dlaczego tak trudno dać dupy", a ja pytam: "dlaczego tak
                          > trudno nie spuścić się". Seks człowiekowi potrzebny, ale bycie traktowanym jak
                          > człowiek też potrzebne. Jeśli jest równowaga w dawaniu i braniu, to jest ok. Wt
                          > edy CZASEM kobieta po prostu da dupy, a mężczyzna CZASEM powstrzyma się przed o
                          > dbyciem z nią stosunku. Słowa-klucze w naszych rozważaniach: ZAWSZE, CZASEM. Po
                          > mijane lub niewłaściwie używane w postach Marka i Bcde.

                          Naturalnie, ważne są pewne zdroworozsądkowe normy. Oczekiwanie seksu 4 razy dziennie jest równie nierozsądne jak oczekiwanie braku spuszczenia się przez 4 lata. Jednak dość istotne wydaje mi się istnienie jakiejś perspektywy w wypadku uprawiania seksu bądź brak tej perspektywy. Patrząc na siebie, nie było żadnym wyczynem przetrzymać w abstynencji kilka miesięcy ciąży zagrożonej i po porodzie. To było naturalne. Przykro zaczęło robić się dopiero wtedy gdy obraz zarysował się wyraźnie jako brak większych perspektyw w tym zakresie na przyszłość :)
                          • aandzia43 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 23:07
                            Jednak dość istotne wydaje mi się istnienie jakiejś perspektywy w wypadku up
                            > rawiania seksu bądź brak tej perspektywy.

                            Jasne. Z przyczyn różnych, a chłopem związanych (chory, wyjechał, dąsa się), mogę bez większego bólu nie uprawiać seksu przez miesiąc. Ale jak by do mnie dotarło, że tak będzie zawsze, to bym się zeźliła. W drugą stronę: mogę czasem dać bez szczególnego szału cielesnego dupy mężczyźnie, co mi z nim ogólnie dobrze w łóżku. I też będzie mi fajnie. Ale jak sobie pomyślę, że miałabym tak dawać za każdym razem, kiedy jemu się zachce, a mnie się chcieć nie będzie, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Perspektywa właśnie :-)
                  • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 13.02.13, 00:49
                    sea.sea napisała:

                    > > Wtedy sie przymuszam zeby to jakos pociagnac do konca i czuje sie z tym b
                    > ardzo zle.
                    >
                    > Czy mogłabyś mi (a przy okazji i sobie) wytłumaczyć, bo ja funkcjonuję w zupełn
                    > ie innym trybie i po prostu nie potrafię sobie wyobrazić co dokładnie wtedy czu
                    > jesz i co Ci przeszkadza.

                    Ogladalam kiedys program, w ktorym byly przedstawione przypadki molestowania seksualnego nastolatkow przez osoby dorosle. Przykladowo w ukladzie uczen - nauczyciel. Zdarza sie, ze do molestowania seksualnego dochodzi na skutek biernej zgody ofiary. Tzn nie ma walki ale nie ma wyraznej zgody ani wyrazniej niezgody ze strony ofiary. Zalozmy, ze uczen nie 'wie' jak odmowic nauczycielowi lub go lubi lub czuje respekt czy czuje sie wobec niego zobowiazany i przystaje na praktyki seksualne, choc tak naprawde ich nie chce. Potem czuje do siebie niechec, ze nie byl w stanie wyartykulowac wyraznie odmowy, a np taka artykulacja wystarczylaby zeby do molestowania nie doszlo. Po prostu mlody czlowiek moze nie byc w stanie rozdzielic dwoch rzeczy typu:
                    1. lubie tego czlowieka (molestujacego), mam potrzebe wyrazenia tego, odwdzieczenia sie, ect
                    2. nie mam obowiazku i nie musze okazywac, ze go lubie, odwdzieczac sie kontaktem eksualnym.
                    Takie godzenie sie na placenie kontaktem seksualnym za cos, za co seksem placic sie nie powinno. To od strony molestowanego.
                    To raz.

                    A dwa, w tym programie pokazano rowniez, ze moga odczuwac do siebie/do seksu niechec ofiary molestowania, ktore odczuly z tytuly molestowania przyjemosc fizyczna, np orgazm. Wtedy rodzi sie w nich obrzydzenie na zasadzie jak ja moglem odczuc satysfakcje z kontaktu seksualnego, ktory jest 'zly'.

                    Mysle, ze w przypadku Dzidygi moglo dojsc do molestowania na skutek biernej zgody, bo jak dobrze zrozumialam to molestowal ja jej chlopak, tak? Stad takie ambiwalentne uczucia teraz.
                    • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 13.02.13, 11:00
                      Fajnie że napisałaś o tym programi Kitty, bo to jest właśnie mój przypadek.
                      Ja nie byłam trzymana w piwnicy i gwałcona, tylko seks był na mnie wymuszany na różne chore sposoby: gra na emocjach (że jestem nic nie warta jak nie dam, że jestem niernormalna bo nie mam ochoty, jestem oziębłą suką itp.), wielokrotnie zagrywki typu np. byliśmy na wakacjach czy gdzies dalej samochodem i on mi mówił że jak nie będzie seksu to mam wracać na piechote i jego nie obchodzi co się ze mną stanie, czasem zamykał mnie gdzies albo zabierał mi ubrania i nie pozwalał się ubrac dopóki się nie "zgodzę", groził mi że w jakiś sposób mnie ośmieszy jeśli mu nie dam itp itd. Za to po seksie, był cudowny, nagle wszystko już bło dobrze a ja byłam jego ukochaną dziewczyną i już biegł mi zrobić zsniadanie albo coś. W sumie kij i marchewka. I tak przez pare lat zanim zrozumiałam że to jest złe i muszę to skonćzyć.

                      Co ciekawe, być może z podowu braku męskiego autorytetu, ja orpocz tego że się w sumie na to wszystko godziłam, to czasem rzeczywiście odczuwałam jakiegoś rodzaju dziwną przyjemność z tego ze ktoś ma nade mną taka kontrolę. Chore wiem :(

                      I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. On wdrukował mi też pogląd że w seksie mężczyzna bierze, a kobieta daje i to jest mi cięzko pokonać. Do dziś mam tak, że trochę czuję jakbym facetowi robiła przysługę że z nim idę do łóżka i on powinien mi byc za to wdzięczny. Mam też problem z przyjmowaniem przyjemności, np. podczas minety mysłe o tym że on się na pewno nudzi i się dla mnie poświęca i jestem na siebie zła że jeszcze nie mam orgazmu a ten biedak się tam męczy.
                      • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 13.02.13, 11:31
                        stary.dziadyga napisała:

                        > Fajnie że napisałaś o tym programi Kitty, bo to jest właśnie mój przypadek.

                        Dziadyga wg mnie Ty najpierw powinnas sie z ta przeszloscia 'rozprawic'. Tylko ja nie powiem Ci jak, nie mam takiej wiedzy. Niestety.
                  • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 13.02.13, 11:21
                    > Czy mogłabyś mi (a przy okazji i sobie) wytłumaczyć, bo ja funkcjonuję w zupełn
                    > ie innym trybie i po prostu nie potrafię sobie wyobrazić co dokładnie wtedy czu
                    > jesz i co Ci przeszkadza.

                    atomiast seks, w czasie gdy masz ochotę na coś innego, spr
                    > awia, że się wszystkiego odechciewa. Dlaczego?

                    sea.sea nie chodzi o to że ja musze poświęcić swój cenny czas czy cos w tym stylu. Jak nie mam ochoty to bardzo chetnię zrobię parnerowi oral. Tyle że jemu to nie wystarcza i on wołaby pełny stosunek więc rzadko akceptuje "loda".

                    Tyle że z pełnym stosunkiem to już jest inna historia, bo jak mnie ktoś dotyka (nawet ukochany)
                    w moich intymnych miejscach kiedy ja tego nie chcę to odczuwam to jako bardzo nieprzyjemne doznanie. I ten sam dotyk, który gdybym była podniecona, sprawiałby mi przyjemność jest przykry, odpychający, w najlepszym wypadku denerwujący.
                    • kafana Re: z perspektywy niedającej 22.03.13, 09:44
                      Odchodząc od twoich traum z przeszłości i skupiając się tylko na waszych aktualnych potrzebach i preferowanej formie seksu myślę, że niechęć partnera do loda bardzo komplikuje sprawę. Po 1. sama napisałaś ze cię to kręci 2. Nie masz szansy, bez zmuszania się, dać partnerowi orgazmu ( chyba, że satysfakcjonuje go ręką lub nogą ale zrozumiałam, że zawsze dąży do stosunku), lubisz to i jak mniemam do tego nie musiała byś się zmuszać. Moim zdaniem jest gigantyczna różnica w zrobieniu komuś dobrze w inny sposób niż rozkładanie nóg kiedy nie ma sie ochoty.
                      3.Gdzieś tam migneło mi, że twój partner ma dużego. Nie wiem czy ma to znaczenie u ciebie ale u mnie ma w tym sensie, że jak nie jestem dostatecznie napalona, a mimo tego chcę, a stosunek był niedawno, wolę i przyjemniej mi jest poprzestać na obustronnym oralu.Doznania przy stosunku są mocniejsze, inne, i dłużej zajmuje mi nabranie ochoty na stosunek niż inne pieszczoty mimo, że nie mogę powiedzieć, że jest to kwestia bólu, ogólnego braku ochoty na sex czy czegoś w tym stylu.

                      Po prostu czytając ten wątek pomyślałam sobie, że nie masz szansy w zadowalający dla partnera sposób zrekompensować mu braku ochoty na stosunek jako taki i gdyby u mnie nie było to traktowane na równi też miała bym taki problem.

            • kag73 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 20:33
              Postaraj sie wybrac inne porno, np. dwie kobiety. Moze tez bedzie podniecajace albo dwie kobiety i mezczyzna, gdzie to kobiety zajmuja sie facetem. Niestety nic nie moge polecic konkretnego, bo nie pamietam kiedy ostatnio ogladalam porno ;)

            • sea.sea Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 20:41
              > Jak mam sie zmusic to czuje obrzydzenie do tej osoby, a nie chce czuc obrzydze
              > nia do mojego partnera.

              Ty nie myśl o tym jako o pańszczyźnie, że się masz zmusić, tylko o tym, że chcesz się nakręcić. Bo chcesz :) A przynajmniej znaleźć pomysły, dzięki którym seks w stanie nienapalenia również będzie przyjemny, choć w inny sposób. Ja prywatnie bym poszła w kierunku gry dominacja-uległość, gdzie partner decyduje czy i kiedy wolno mi dojść, daje mi jakieś nakręcające zadania do wykonania w ciągu dnia itd. Ciebie to pewnie nie kręci ze względu na doświadczenia ze zmuszaniem, ale może jesteście w stanie - tak jak tu pisała po-trafie - znaleźć jakiś swój rytuał, nakręcającą grę erotyczną. Fantazjujesz w trakcie seksu? Lubisz świńskie słówka? Może po prostu masz za mało stymulacji albo nie dość różnorodną. Czy uważasz orgazm za warunek udanego seksu? Czy, gdyby Twój orgazm był mniej istotny dla satysfakcji Twojego partnera, byłoby Ci łatwiej się kochać częściej, bo spadłaby z Ciebie ta presja na bycie podnieconą i orgazm?

              BTW Porno to nie tylko filmy, ale także opowiadania na przykład. Zresztą naprawdę da się spokojnie znaleźć darmowe softporno które nie wygląda jak teksaska masakra fiutem mechanicznym.




    • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:05
      > A widzę zagrożenie co jak ty się napalisz a partner nagle zakręci kran
      > z seksem? I co wtedy? Jak to odwrócić ten efekt? Nie wiem takich rzeczy. Ale m
      > oże kitty wie?

      Ja też widzę to zagrożenie, szczególnie po wieloletniej lekturze tego forum.
      Tyle że:
      1) póki co mam odwrotny problem
      2) czemu miałby nagle zakręcić kran z seksem? szczególnie jeśli dostałby dokładnie to czego chce
      3) jeśli już miałbym tylko wybór między złym a gorszym to chyba wolałabym przez 10 lat się sama zaspokajać niż przez 10 lat się zmuszać lub być zmuszaną do seksu, zdarzyło Ci się to kiedyś? Być może nie wiesz jak to jest, ja wiem i to są prawdziwe fizyczne i psychiczne tortury, po których czuje się tylko obrzydzenie do siebie i do tej osoby.

      Ustosunkuj się jak Ci przejdzie, parę lat się zbierałam z napisaniem tego postu, to mogę jeszcze trochę poczekać na jakąś sensowną wypowiedź

      • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 17:17
        stary.dziadyga napisała:

        > > A widzę zagrożenie co jak ty się napalisz a partner nagle zakręci kran
        > > z seksem? I co wtedy? Jak to odwrócić ten efekt? Nie wiem takich rzeczy.
        > Ale m
        > > oże kitty wie?
        >
        > Ja też widzę to zagrożenie, szczególnie po wieloletniej lekturze tego forum.
        > Tyle że:
        > 1) póki co mam odwrotny problem
        > 2) czemu miałby nagle zakręcić kran z seksem? szczególnie jeśli dostałby dokład
        > nie to czego chce
        > 3) jeśli już miałbym tylko wybór między złym a gorszym to chyba wolałabym przez
        > 10 lat się sama zaspokajać niż przez 10 lat się zmuszać lub być zmuszaną do se
        > ksu, zdarzyło Ci się to kiedyś? Być może nie wiesz jak to jest, ja wiem i to są
        > prawdziwe fizyczne i psychiczne tortury, po których czuje się tylko obrzydzeni
        > e do siebie i do tej osoby.
        >
        Dziadygo Bitch nie pisala tego ani do Ciebie ani na powaznie. Pisala to zeby mnie osmieszyc. Niestety.
        • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:11
          A jeszcze tak sie zastanawiam, ze tez mialam taka faze obrzydzenia tym napaleniem facetow. Ale to sie wiazalo z wiekiem i przeszlo jak 'podroslam' :) A mianowiecie razilo/brzydzilo mnie jak jako nastolatka powiedzmy szesnastolatka bylam zaczepiana przez starych dziadow (stary dziadyga? :) jak mi sie wtedy wydawalo STARYCH, teraz wiem, ze moze mieli po 30 lat (?) :) Wydawalo mi sie niestosowne/oblesne, ze interesuja sie dziewczyna, ktora moglaby byc ich corka. Ale nie odczuwalam tego absolutnie w stosunku do chlopakow z mojego pokolenia. Pozniej sie postarzalam i juz nie bylo roznicy wieku wiec obrzydzenie sie skonczylo.
          • aandzia43 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:32
            A mianow
            > iecie razilo/brzydzilo mnie jak jako nastolatka powiedzmy szesnastolatka bylam
            > zaczepiana przez starych dziadow (stary dziadyga? :) jak mi sie wtedy wydawalo
            > STARYCH, teraz wiem, ze moze mieli po 30 lat (?) :) Wydawalo mi sie niestosowne
            > /oblesne, ze interesuja sie dziewczyna, ktora moglaby byc ich corka. Ale nie od
            > czuwalam tego absolutnie w stosunku do chlopakow z mojego pokolenia.

            Hehehe miałam tak samo :-D Ja podejrzewam, że u mnie wynikało to z tego, że w moich oczach zbliżali się niebezpiecznie wiekiem do wieku mojego tatusia (choć tak naprawdę tato był od nich dużo starszy). Tatuś to był tatuś, kiedyś pierwszy mężczyzna swojej córeczki, wiadomo, ale w jej nastoletniości już nie obiekt edypalnych ciągotek, tylko padre pełną gębą, więc i żadnych niezdrowych ciągotek do "starców" córeczka nie miała ;-) Temat został przerobiony w swoim czasie i sprawa została zamknięta. Zrobił się nam off top na temat niechęci młodych kobiet do starców ;-)
            • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:29
              > prawa została zamknięta. Zrobił się nam off top na temat niechęci młodych kobie
              > t do starców ;-)

              Ale to bardzo ważny off top!
              Mnie te różne napalenia starych dziadów czy starszych ode mnie facetów chyba skrzywiły, może inne kobiety też. Jako nastolatki jeszcze mało o sobie i życiu wiemy, jesteśmy naiwne i często nieśmiałe, sporo facetów się wtedy kręci którzy próbują to wykorzystać (no i czy to nie świnie są powiedzcie mi?). Ja nabrałam strasznego obrzydzenia do facetów z wtedy. Do dzis pamietam takie rzeczy jak np jakiś starszy facet mnie dotknąl niby przypadkiem w autobusie, albo jak jakis smierdzacy alkoholem koleś mnie próbowal przelecieć na imprezie, albo jak facet na ulicy wlozyl mi plec miedzy posladki (przez spodnie), albo jak grupa kolesi chciała mnie zgwałcić jak bo jechałam pózno prawie pustym autobusem (na szczeście udalo mi sie uciec).b We mnie te wszystkie rzeczy jakos nadal siedza i nie mogę facetom wybaczyć.

              Loppe pisał że to powinnam wlasnie zrobic, ale nie wiem jak.
              Za każdym razem jak slysze o jakichs takich akcjach mam ochote zamienic sie w super woman obcinającą takim kolesiom czlonki i rzucajacą je lwom na pożarcie. A wolałabym zebysmy se po prostu wszyscy kochali i sobie nawzajem nie robili krzywdy!
              • sabat-77 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:42
                stary.dziadyga napisała:

                > Za każdym razem jak slysze o jakichs takich akcjach mam ochote zamienic sie w s
                > uper woman obcinającą takim kolesiom czlonki i rzucajacą je lwom na pożarcie.

                Protestuję w imieniu Lwów. Niby jemy padlinę, ale bez przesady.

                Swoją drogą - tylko takim kolesiom, czy wszystkim bez wyjątku ? Generalnie facet to świnia ?
                • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:55
                  > Protestuję w imieniu Lwów. Niby jemy padlinę, ale bez przesady.
                  >
                  > Swoją drogą - tylko takim kolesiom, czy wszystkim bez wyjątku ? Generalnie face
                  > t to świnia ?

                  Sabat Ty tez lew? Witam w klubie :)

                  Nie bez wyjatku, tylko tym niedobrym panom. Ale jakos co chwila mam problem ze ten czy iny okazuje sie jednak niedobry, szczególnie jeśli ta jego niedobrość powiązana jest z oczekiwaniem/wymaganiem/wymuszaniem seksu od kobiety.

                  Dlatego mam z tym problem ze moi partnerzy chcą ode mnie seksu. Do dupy ten problem, bo przeciez gdyby nie chcieli to sama bym szczezła (zczezła?).
                  • sabat-77 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 23:02
                    stary.dziadyga napisała:

                    > Nie bez wyjatku, tylko tym niedobrym panom. Ale jakos co chwila mam problem ze
                    > ten czy iny okazuje sie jednak niedobry, szczególnie jeśli ta jego niedobrość p
                    > owiązana jest z oczekiwaniem/wymaganiem/wymuszaniem seksu od kobiety.

                    Mogę to spróbować zrozumieć na zasadzie analogii. Mnie wyjątkowo irytują natrętni geje, którzy próbują się do mnie dostawiać. Rozumiem, że kobieta może podobnie odbierać mężczyznę, który jest dla niej nieatrakcyjny seksualnie.

                    Natomiast jeśli chodzi o oczekiwanie seksu od kobiety, to myślę, że musiałabyś obciąć penisy wszystkim mężczyznom bez wyjątku, nie wyłączając mnie rzecz jasna. Pędzę się gdzieś ukryć, tak na wszelki wypadek :)
                    • aandzia43 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 23:17
                      > Mogę to spróbować zrozumieć na zasadzie analogii. Mnie wyjątkowo irytują natręt
                      > ni geje, którzy próbują się do mnie dostawiać. Rozumiem, że kobieta może podobn
                      > ie odbierać mężczyznę, który jest dla niej nieatrakcyjny seksualnie.

                      Myślę, że to dobra porównanie. To jest oczywiście wersja lajt, kiedy nie mamy do czynienia z zagrożeniem agresją seksualną ale kiedy granice naszej intymności są już naruszane. Ja używam analogicznego porównania, tylko bardziej ostro: kiedy mężczyzna nei jest w stanie zrozumieć kobiecego lęku przed gwałtem. Wizja dobierającego mu się do tyłka samca dwa razy od niego większego i dwa razy silniejszego czasem pomaga mu wejść w skórę kobiety-potencjalnej ofiary gwałtu ;-)
                      • sabat-77 Kiedy "nie" znaczy "nie" 12.02.13, 23:30
                        aandzia43 napisała:

                        > Myślę, że to dobra porównanie. To jest oczywiście wersja lajt, kiedy nie mamy d
                        > o czynienia z zagrożeniem agresją seksualną ale kiedy granice naszej intymności
                        > są już naruszane. Ja używam analogicznego porównania, tylko bardziej ostro: ki
                        > edy mężczyzna nei jest w stanie zrozumieć kobiecego lęku przed gwałtem. Wizja d
                        > obierającego mu się do tyłka samca dwa razy od niego większego i dwa razy silni
                        > ejszego czasem pomaga mu wejść w skórę kobiety-potencjalnej ofiary gwałtu ;-)

                        Widzisz, ja to rozumiem bardzo dobrze. Śmiem tylko zauważyć, że respektując w pełni ów kobiecy lęk przed gwałtem dostaję automatycznie łatkę niepewnego, zalęknionego i wycofanego seksualnie faceta. Oczywiście mam na myśli sytuację, o której bodajże Boy napisał "Ona: Weź mnie, a On nie śmie".
                        Problem w tym, że kobiety są dla mężczyzn zbyt mało czytelne. Oprócz takich jak stary.dziadyga są i takie, które lubią być obiektem intensywnej adoracji i mówią wprost, że jest to warunek sine qua non udanego seksu z danym facetem. Jak odróżnić ? Twierdzę, że nie sposób.
                        Gdy na wszelki wypadek respektuję każde kobiece "nie", słyszę po czasie, że byłem "zbyt mało zdeterminowany" albo "wycofany". No czy nie trafił by Cię szlag ? :)
                        • aandzia43 Re: Kiedy "nie" znaczy "nie" 12.02.13, 23:36
                          > Gdy na wszelki wypadek respektuję każde kobiece "nie", słyszę po czasie, że był
                          > em "zbyt mało zdeterminowany" albo "wycofany". No czy nie trafił by Cię szlag ?
                          > :)

                          Owszem, trafiłby ;-)
              • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 13.02.13, 01:04
                stary.dziadyga napisała:

                > Ale to bardzo ważny off top!
                > Mnie te różne napalenia starych dziadów czy starszych ode mnie facetów chyba sk
                > rzywiły, może inne kobiety też. Jako nastolatki jeszcze mało o sobie i życiu wi
                > emy, jesteśmy naiwne i często nieśmiałe, sporo facetów się wtedy kręci którzy p
                > róbują to wykorzystać (no i czy to nie świnie są powiedzcie mi?). Ja nabrałam s
                > trasznego obrzydzenia do facetów z wtedy. Do dzis pamietam takie rzeczy jak np
                > jakiś starszy facet mnie dotknąl niby przypadkiem w autobusie, albo jak jakis s
                > mierdzacy alkoholem koleś mnie próbowal przelecieć na imprezie, albo jak facet
                > na ulicy wlozyl mi plec miedzy posladki (przez spodnie), albo jak grupa kolesi
                > chciała mnie zgwałcić jak bo jechałam pózno prawie pustym autobusem (na szcześc
                > ie udalo mi sie uciec).b We mnie te wszystkie rzeczy jakos nadal siedza i nie m
                > ogę facetom wybaczyć.
                > Loppe pisał że to powinnam wlasnie zrobic, ale nie wiem jak.
                > Za każdym razem jak slysze o jakichs takich akcjach mam ochote zamienic sie w s
                > uper woman obcinającą takim kolesiom czlonki i rzucajacą je lwom na pożarcie.

                Dziadygo no wlasnie, a jaki byl off top/outcome tych zdarzen u Ciebie? Jak sie zachowalas wowczas w czasie tych zdarzen i po nich? Bo wg mnie to ma wplyw na to, jak postrzegasz seks teraz. Piszesz, ze widzisz sie 'obcinajaca takim kolesiom czlonki'. Pytanie tylko po co obcinac teraz jakims nowym. Czy 'obcielas' wtedy tamtym? Bo jesli tego nie zrobilas to to sie za Toba ciagnie do teraz nierozliczone. Oczywiscie 'obcinanie' traktujemy niedoslownie.
          • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 21:56
            No wlasnie mi ta faza jeszcze nie minela, zainteresowanie meskie raczej mnie obrzydza niz nakreca (z drugiej strony jakby sie nikt nie interesował to bylabym jakbym niby miala znaleźć partnera). Jak bylam nastolatka to tez mialam problem z "dziadami" i jakos mi to nie przeszlo jeszcze. Generalnie to mam jakis żal do facetów ze są jacy są i jeszcze czasem nie potrzebnie sie nakrecam czytajac jakies fora rozwodowe gdzie co chwile kobieta z dziecmi porzucona dla jakiejs dwudziestolatki... w prawdziwym zyciu tez juz wielu dupkow widzialam, np. wlasnie zajetych podrywajacych mnie kolesi, moj ojciec tez jest niezlym dziadem, który uważa kobiety za glupsze.

            Na szczescie trafilam na kilku czulych partnerow ktorzy pomogli mi zmienic zdanie o mężczyznach, ale ten żal jakos nosze w sobie. Wystarczy że partner mnie wkurzy jakims samolubnym zachowaniem i już sobie mysle ze kawal ch.. z niego jak za każdego faceta (oczywisce to jest wyolbrzymione w mojej glowe, ani z niego taki ch.. ani wszyscy meżczyzni nie sa źli) i trace zupelnie ochote na seks. Nie umiem tych dwóch spraw rozdzielic, uczucia i seks sa u mnie powiazane. Wolałabym żeby nie były, ale chyba dużo kobiet tak ma?
            • aandzia43 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:05

              > Na szczescie trafilam na kilku czulych partnerow ktorzy pomogli mi zmienic zdan
              > ie o mężczyznach, ale ten żal jakos nosze w sobie. Wystarczy że partner mnie wk
              > urzy jakims samolubnym zachowaniem i już sobie mysle ze kawal ch.. z niego jak
              > za każdego faceta (oczywisce to jest wyolbrzymione w mojej glowe, ani z niego t
              > aki ch.. ani wszyscy meżczyzni nie sa źli) i trace zupelnie ochote na seks.

              Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego mechanizmu (wyolbrzymianie win bliskiego ci mężczyzny). Młoda jeszcze jesteś i psychikę masz plastyczną. Poza tym masz dużą samoświadomość. Dobrze rokuje. Może pomyślisz jeszcze o pomocy psychologa/terapeuty? Może wystarczą jakieś warsztaty?
            • sabat-77 Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:39
              stary.dziadyga napisała:

              > N
              > ie umiem tych dwóch spraw rozdzielic, uczucia i seks sa u mnie powiazane. Wolał
              > abym żeby nie były, ale chyba dużo kobiet tak ma?

              Chyba tak. To może być źródło problemu. W takim wypadku czując negatywne emocje do mężczyzn jako płci możesz automatycznie tracić ochotę na seks z nimi.

              Rozumiem przenoszenie negatywnych emocji na całą płeć, bo mam analogiczny problem, ale z kobietami. Staram się to zwalczać, ale jest to wyjątkowo trudne.
            • urquhart Archetyp każdej relacji z facetami 12.02.13, 23:07
              stary.dziadyga napisała:
              > moj ojciec tez jest niezlym dziadem, który
              > uważa kobiety za glupsze.

              Mamusia która to wdrukowała za to pewno jest chodzącym ideałem.
              Tu tkwi klucz każdej relacji z facetami od którego zacznie każdy psychodycho.
              Prowokujesz takie zachowania facetów bo się ich spodziewasz, a reszta jak owe molestowanie to samospełniająca się przepowiednia złego faceta w twoim życiu.
              Po urodzeniu dziecka będzie dopiero katastrofa.
              • sabat-77 Re: Archetyp każdej relacji z facetami 12.02.13, 23:17
                urquhart napisał:

                > Mamusia która to wdrukowała za to pewno jest chodzącym ideałem.
                > Tu tkwi klucz każdej relacji z facetami od którego zacznie każdy psychodycho.
                > Prowokujesz takie zachowania facetów bo się ich spodziewasz, a reszta jak owe m
                > olestowanie to samospełniająca się przepowiednia złego faceta w twoim życiu.
                > Po urodzeniu dziecka będzie dopiero katastrofa.

                Uważasz, że to ten osławiony zespół modliszki ?
              • hello-kitty2 Re: Archetyp każdej relacji z facetami 12.02.13, 23:28
                urquhart napisał:

                > Mamusia która to wdrukowała za to pewno jest chodzącym ideałem.
                > Tu tkwi klucz każdej relacji z facetami od którego zacznie każdy psychodycho.
                > Prowokujesz takie zachowania facetów bo się ich spodziewasz, a reszta jak owe m
                > olestowanie to samospełniająca się przepowiednia złego faceta w twoim życiu.
                > Po urodzeniu dziecka będzie dopiero katastrofa.

                Grupa facetow probowala zgwalcic nastolatke w autobusie, a Ty mowisz jej, ze takie zachowanie sama sprowokowala? No nie.
                • urquhart Re: Archetyp każdej relacji z facetami 13.02.13, 13:20
                  > urquhart napisał:
                  >Grupa facetow probowala zgwalcic nastolatke w autobusie, a Ty mowisz jej, ze ta
                  > kie zachowanie sama sprowokowala? No nie.

                  To nie jest przerzucanie winy że winny jest prowokujący. Ale związek jest.
                  Moja matka na przykład przyciągała kieszonkowców, złodziejaszków i popaprańców jak magnes, zachowaniem, roztrzepaniem, niepewnością. Wracała parokrotnie pocięta torebką z autobusu.
                  Musiałem ją odprowadzać na dworzec centralny stawałem z boku (bo aż ciekawe to dla mnie było) i odganiać czasem wydzeć mordę. Czasami wystarczało spojrzeć w te rozbiegane oczki i się zmywali.
              • aandzia43 Re: Archetyp każdej relacji z facetami 12.02.13, 23:28
                >
                > Mamusia która to wdrukowała za to pewno jest chodzącym ideałem.

                O, jest i Urquhart ze stuprocentową pewnością, że mamusia wdrukowała, a tatuś nie zasłużył sobie ;-) Jesteś chyba jedynym jak do tej pory wypowiadającym się w tym wątku, który jest tak bardzo pewny swojej wersji. Jakoś reszta zachowuje dystans i delikatność w snuciu domysłów.


                > Prowokujesz takie zachowania facetów bo się ich spodziewasz, a reszta jak owe m
                > olestowanie to samospełniająca się przepowiednia złego faceta w twoim życiu.

                Jakie zachowania? Swojego ostatniego partnera bardzo chwali przecież i o nic go nie oskarża. O molestowanie też nie. Wręcz przeciwnie: obwinia siebie o reakcje. Znaczy się dystans do emocji już ma, tylko nie ma wpływu na pojawianie się emocji.
                Ja myślę, tak jak Gomory, że problem ma dziewczyna ze sobą szerszy niż tylko kwestie damsko-męskie wynikajace z tego, że kiedyś tatuś to, a mamusia tamto. Chyba ogólnie nerwowa jest i niestabilna.
                • stary.dziadyga Re: Archetyp każdej relacji z facetami 12.02.13, 23:59
                  > Ja myślę, tak jak Gomory, że problem ma dziewczyna ze sobą szerszy niż tylko kw
                  > estie damsko-męskie wynikajace z tego, że kiedyś tatuś to, a mamusia tamto. Chy
                  > ba ogólnie nerwowa jest i niestabilna.

                  Bardzo możliwe, ja chyba jestem takim Sabatem (skuzi Sabacik) w wersji żeńskiej. Niby wiem ze coś dzwoni, ale nie wiem dokładnie gdzie i nie umiem z tym dojsc do ładu. Dużo też opieram na emocjach i pomimo, że racjonalnie zdaję sobie z wielu rzeczy sprawę, to jednak emocje w większości przeważają i wszystko komplikują. Neurotycy tak na ten przykład mają, że wiedzą że są popieprzeni ale nadal nie moga nastąpić na połamaną płytę chodnikową albo zastopować filmu w nieprzystej sekundzie i to bardzo komplikuje im życie.

                  Ja mam problem z pozytywnymi uczuciami wobec mężczyzn i ni chu chu go przeskoczyc nie mogę. Mój facet o tym wie i nawet ostatnio zaczął pół zartem pół serio mowic że to tylko kwestia czasu kiedy się przerzucę na kobiety (eee nie sądze bo mnie babki nie kręcą, jak już mi sie podobają jakieś koleżanki lesbijki to te bardzo męskie w zachowaniu). Powiedziałam mu że jeśli to się stanie to chociaż na pocieszenie zaproszę go do trójkąta. Smiech smiechem, ale ja tu jednak mam ogromny problem. Miło mi że się tak łaskawie nad nim pochyliliście.
                  • sabat-77 Re: Archetyp każdej relacji z facetami 13.02.13, 07:43
                    stary.dziadyga napisała:

                    > Bardzo możliwe, ja chyba jestem takim Sabatem (skuzi Sabacik) w wersji żeńskiej
                    > . Niby wiem ze coś dzwoni, ale nie wiem dokładnie gdzie i nie umiem z tym dojsc
                    > do ładu. Dużo też opieram na emocjach i pomimo, że racjonalnie zdaję sobie z w
                    > ielu rzeczy sprawę, to jednak emocje w większości przeważają i wszystko komplik
                    > ują.

                    Bardzo możliwe, że jesteś znacznie bardziej skomplikowana niż ja :)
                    Pocieszasz się. Ja nigdy nie miałem problemu z seksualnością i umiem oddzielić emocje od większości sfer i problemów w moim życiu. W przeciwieństwie do Ciebie, mnie przy ziemi trzyma pojebana sytuacja życiowa, zaś Ciebie jakiś nieprzetrawiony problem psychologiczny, który mimo pozornie dobrych warunków rzutuje na normalne życie. Sorry Winnetou :D
                    Jeśli już, to przypominasz bardziej moją żonę, nie mnie.
                • urquhart Re: Archetyp każdej relacji z facetami 13.02.13, 13:16
                  aandzia43 napisała:
                  > O, jest i Urquhart ze stuprocentową pewnością, że mamusia wdrukowała, a tatuś n
                  > ie zasłużył sobie ;-)

                  Mój tatuś na ten przykład na nic sobie nie zasłużył poza obojętnością.
                  Ale fakt nieźle wpisuje się to w książkowy schemat

                  > Ja myślę, tak jak Gomory, że problem ma dziewczyna ze sobą szerszy niż tylko kw
                  > estie damsko-męskie wynikajace z tego, że kiedyś tatuś to, a mamusia tamto. Chy
                  > ba ogólnie nerwowa jest i niestabilna.

                  A ty jesteś taka pewna że za to co jest przyczyną a co skutkiem.
                  • aandzia43 Re: Archetyp każdej relacji z facetami 13.02.13, 14:48

                    > A ty jesteś taka pewna że za to co jest przyczyną a co skutkiem.

                    Nie, nie jestem i dlatego nie wyskakuję z gotowymi orzeczeniami.
                    Ale jak na mój gust w dziewczynie jest dużo rozchwiania, które zahacza o rejony niezwiązane bezpośrednio z relacjami damsko-męskimi. Parę takich znałam, a tatusia miały wzorcowego i porządnego wobec córki. Przyczyny dysfunkcji były różne, z biologicznymi włącznie.



                    > Mój tatuś na ten przykład na nic sobie nie zasłużył poza obojętnością.
                    > Ale fakt nieźle wpisuje się to w książkowy schemat
                    >

                    TWÓJ TATUŚ, Urqu, twój! Nie jesteś wzorcem z Sevre. To tylko twoje życie i twoje traumy.
                    Poza tym tak na marginesie: chciałam zauważyć, że grzech zaniechania wobec własnego dziecka, to bardzo poważny grzech, niezależnie od tego, jak przedstawia go drugi rodzic.
                    • urquhart zastanów jaki mechanizm obronny 14.02.13, 08:51
                      aandzia43 napisała:
                      > Nie, nie jestem i dlatego nie wyskakuję z gotowymi orzeczeniami.
                      > Ale jak na mój gust w dziewczynie jest dużo rozchwiania, które zahacza o rejony
                      > niezwiązane bezpośrednio z relacjami damsko-męskimi. (...)
                      > TWÓJ TATUŚ, Urqu, twój! Nie jesteś wzorcem z Sevre. To tylko twoje życie i twoj
                      > e traumy.

                      Czy to nie jest wypisz wymaluj opis:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119622741,119622741,zadowolenie_z_kobiecosci_i_seksualn_zaleza_od_ojca.html
                      Jak siedzisz pod jabłonią i spada pac coś czerwonego to możesz kombinować: wygląda niby jak jabłko, ale może ktoś rzucił kulą bilardową, są też czerwone, może być to meteor, a może piorun kulisty?
                      Raczej ty sama się zastanów jaki mechanizm obronny wypiera istnienie i znaczenie tego związku.
                      • aandzia43 Re: zastanów jaki mechanizm obronny 14.02.13, 13:00
                        > Jak siedzisz pod jabłonią i spada pac coś czerwonego to możesz kombinować: wygl
                        > ąda niby jak jabłko, ale może ktoś rzucił kulą bilardową, są też czerwone, może
                        > być to meteor, a może piorun kulisty?

                        Tylko że nie siedzisz pod jabłonią.


                        > Raczej ty sama się zastanów jaki mechanizm obronny wypiera istnienie i znaczeni
                        > e tego związku.

                        Nie imputuj mi, że wypieram istnienie tego związku. Wypraszam sobie. Co do znaczenia - też go nie wypieram. Protestuję natomiast przeciwko twoim prostackim, nie prostym, uproszczeniom i wyciąganiem z dupy wziętych wniosków. Jeśli (jeśli!) według Bitch Zawle wróży z kuli i bawi się we wróżkę, to ty produkujesz jakieś gazetowe horoskopy i jarmarczne wróżby. Kilka oczek niżej od domniemanej czarodziejki.
                        Jeśli już tak bardzo kręci cię psychologizowanie, to rusz dupę i poczytaj coś poza pschoewo.

                        Skoro zastanawiasz się (sorry, masz ty gotową odpowiedź ;-)), skąd moje protesty, to ci odpowiem: stąd, skąd moje protesty przeciwko wszystkim łatwiznom. Wykłócam się, jak ktoś pieprzy: "został socjopatą, bo go matka nie kochała/za bardzo kochała/ojciec pobłażał/babka się przy przebierała", "zamordował człowieka, bo on się już taki zły urodził" itd.
                        Nie wykluczam przecież, że Dziadyga nieprawidłowej relacji z ojcem nie miała - sama zresztą o tym pisze. Ale ty rzuciłeś się na jej matkę, zanim jeszcze cokolwiek wiedziałeś na ten temat. Znamienne. Nie wykluczam, że ojciec przyłożył się do jej problemów - zaprzeczyć związkowi przyczynowo-skutkowemu się nie da. Ale w tym przypadku zachowania dziewczyny nie wynikają tylko z kiepskiego układu córka-ojciec. Żeby sobie dobrze zrobić w życiu związkowym Dziadyga może ruszyć kwestię ojca. Czemu nie, można od tego zacząć. Ale nie koniecznie. Może być tak, że nie tykając tego problemu a biorąc się za kwestie bardziej pierwotne, ruszy do przodu i problem dawania-nie dawania i ambiwalentnego stosunku do mężczyzn załatwi się sam w ramach lawiny zmian.
              • stary.dziadyga Re: Archetyp każdej relacji z facetami 12.02.13, 23:39
                > Mamusia która to wdrukowała za to pewno jest chodzącym ideałem.

                Akurat moja mama nie ma tu nic do rzeczy. Proszę mi tu nie projektować jakichś własnych problemów z matką.

                Moi rodzice do dziś są razem i moja mama raczej broni ojca niz go krytykuje. Moj ojciec nie jest złym człowiekiem, ale mężczyną jest okropnym. Wg mnie jest także nie najlepszym mężem i ojcem. Ojciec mnie uważa za "ładną i głupią", sam mi to powiedział. I nie zmienia tego ani fakt, że mam IQ sporo powyżej średniej, ani to że skończyłam niełatwe studia w obcym języku. Nie szanuje mojego zdania i umniejsza moje osiągnięcia na każdym kroku. Ja mu się staram wybaczac bo sam miał nieźle popierzonego tate, który jego dziecinstwo zamienil w pieklo, ale jednak jakos wybaczyc nie mogę. Psycholog, która się tym tematem zajmowała kazała położyc mi na nim laskę (w sensie na moich oczekiwaniach wobec niego zeby się zmienił i np choc raz mnie wysłuchał jak coś mówię.

                > Po urodzeniu dziecka będzie dopiero katastrofa.

                Seksualna? Może i tak, dlatego poki co dziecka miec nie zamierzam
    • gomory Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 22:44
      Seksuolog to moglby zaaplikowac serie badan sprawdzajacych czy somatycznie u Ciebie wszystko ok. Teoretycznie moze jakis gruczol szwankowac i na hormonach to wychodzi obnizeniem libido wlasnie. Teoretycznie ;).
      Praktycznie zas, to poki co widzialbym pole do popisu dla psychoterapeuty. Piszesz o tym, ze bylas "wykorzystana". Ale prawde mowiac mi to wyglada (byc moze) na Twoje osobiste alibi tej sytuacji. To dla Ciebie wygodna tarcza (bo czyz nie wzbudza to wspolczucia) za ktora mozesz cos trudniejszego kryc. Przyjrzalbym sie Twojej przeszlosci jeszcze wczesniej. Czy nie masz jakichs niestosownych zachowan wobec Twojej osoby. Zanim zaczelas wspolzyc seksualnie.
      • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 12.02.13, 23:04
        > Praktycznie zas, to poki co widzialbym pole do popisu dla psychoterapeuty. Pisz
        > esz o tym, ze bylas "wykorzystana". Ale prawde mowiac mi to wyglada (byc moze)
        > na Twoje osobiste alibi tej sytuacji

        Dobre spostrzeżenie, szczerze mowiąc sama coś takiego wyczuwam, dlatego napisałam że aż tak bardzo bym nie łaczyła tego faktu z tym wykorzystywaniem w przeszłości.
        Najgorzej chyba byłoby mi się jednak pogodzic z faktem, że ja juz tak mam i ze tego sie nie da zmienic. Molestowanie (które jednak przeżylam) to dość konkretny problem który zapwne dałoby se w konkretny sposób rozwiązać. Myśl o tym, ze moja seksualnośc jest juz taka dziwaczna z natury, jest znacznie gorsza.
        A mógłbys sprecyzować o co masz na myśli z tymi niestosownymi zachowaniami wobec mojej osoby? W sensie od innych czy u mnie samej?
        • gomory Re: z perspektywy niedającej 13.02.13, 23:03
          > Najgorzej chyba byłoby mi się jednak pogodzic z faktem, że ja juz tak mam i ze tego sie nie da zmienic

          Wg mnie jest to jak najbardziej do odkręcenia.
          Odsyłałem Ciebie do psychoterapeuty ponieważ sporo problemów byłoby wartych przepracowania. Żebyś nabrała lepszego wglądu w siebie samą. Jak dla mnie Twoje seksualne problemy są wierzchołkiem góry lodowej. To ona jest ciężarem, a nie tylko to, co tak łatwo dostrzec i teraz Ciebie męczy.
          Wspomniałem o czasach wcześniejszych niż molestowanie o którym pisałaś, bo wydały mi się ważniejsze. Ojciec uważał Cię za nieroztropną, dającą się wykorzystać. Na pewno nie jest to zachowanie kochającego i wspierającego ojca. A Ty co robisz? Wiążesz się z kimś, komu nieroztropnie dajesz się wykorzystywać. Chcesz stanąć na przeciwko tych przykrych zdarzeń i je rozliczać, wypadałoby się cofnąć do ojca i jego obcesowych opinii.
          Wspomniałaś o związku w którym byłaś wykorzystywana. A przed nim? Nie zdarzyły się jakieś przykre incydenty z napastliwością seksualną?
          Myślę, że byłoby dla Ciebie dobrze gdyby specjalista podrążył takimi pytaniami te tematy.
    • urquhart kolejna samospełniająca się przepowiednia 14.02.13, 10:58
      stary.dziadyga napisała:
      > nie potrzebnie sie nakrecam czytajac j
      > akies fora rozwodowe gdzie co chwile kobieta z dziecmi porzucona dla jakiejs dw
      > udziestolatki... w prawdziwym zyciu tez juz wielu dupkow widzialam, np. wlasnie
      > zajetych podrywajacych mnie kolesi, moj ojciec tez jest niezlym dziadem (...)
      > ale ten żal jakos nosze w sobie. Wystarczy że partner mnie wk
      > urzy jakims samolubnym zachowaniem i już sobie mysle ze kawal ch.. z niego jak
      > za każdego faceta

      Dla mnie to kolejna samospełniająca się przepowiednia, na realizacji której najlepszej drodze jesteś i którą prowokujesz swoim zachowaniem. Teraz jeszcze się przecież starasz i partner jest w centrum, ale jak dzieci będą w centrum twojego świata, to ten AMBIWALENTNY stan równowagi przyciągania/odpychania partnera się zmieni, ty przestaniesz się dla partnera starać co jest dla niego ważne a dla ciebie niełatwe bo będą WAŻNIEJSZE rzeczy, natomiast twoje oczekiwania i roszczenia wobec niego mocno wzrosną, że prędko zatęskni on za dwudziestolatką żeby nadrobić stracony czas i wreszcie uczciwie ZASŁUŻY samolubnym zachowaniem na opinię h...ja jak każdy facet.
      :)
      • stary.dziadyga Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 14.02.13, 12:27
        > Dla mnie to kolejna samospełniająca się przepowiednia, na realizacji której naj
        > lepszej drodze jesteś i którą prowokujesz swoim zachowaniem. Teraz jeszcze się
        > przecież starasz i partner jest w centrum, ale jak dzieci będą w centrum twojeg
        > o świata, to ten AMBIWALENTNY stan równowagi przyciągania/odpychania partnera s
        > ię zmieni, ty przestaniesz się dla partnera starać co jest dla niego ważne a dl
        > a ciebie niełatwe bo będą WAŻNIEJSZE rzeczy, natomiast twoje oczekiwania i rosz
        > czenia wobec niego mocno wzrosną, że prędko zatęskni on za dwudziestolatką żeby
        > nadrobić stracony czas i wreszcie uczciwie ZASŁUŻY samolubnym zachowaniem na o
        > pinię h...ja jak każdy facet.

        Urqu przestań mi te dzieci imputować, bo póki co to nie zamierzam się rozmnażać.

        Tak jak Twoje domysły na temat moich rodziców i rzekomej zgubnej roli matki były zupełnie nietrafione tak tutaj się z Tobą zgadzam.

        Wiem to, mam żal do mężczyzn, którego nie umiem pokonać. Ojciec i pierwszy facet najbardziej mi "napsuli", a wszystkie inne przypadki złego, niemoralnego, samolubnego itp. zachowania tylko dolewają oliwy do ognia. Ja chciałabym bardzo ten ogień ugasić, ale nawet jak sobie tak racjonalnie i na chłodno patrzę na mężczyzn to wychodzi mi jednak że generalnie to ch... no i co tu zrobić?

        Masz jakiś pomysł żeby temu zaradzić? Bo widzę że sam sobie jeszcze nie poradziłeś z "krzywdą" (w cudzysłowiu bo nie znam szczegółów), którą wg Ciebie wyrządziła Ci własna matka. Chyba też tak masz, że projektujesz ten żal na wszystkie kobiety. Widzę to w Twoich, obraźliwych w stosunku do kobiet wypowiedziach.
        • zyg_zyg_zyg Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 14.02.13, 12:40
          > Ja chciałabym bardzo t
          > en ogień ugasić, ale nawet jak sobie tak racjonalnie i na chłodno patrzę na męż
          > czyzn to wychodzi mi jednak że generalnie to ch... no i co tu zrobić?
          >
          > Masz jakiś pomysł żeby temu zaradzić?

          No a co z psychoterapią? Bo takie sugestie i rady padły już parę razy, ale bez odzewu z Twojej strony.
          Boisz się jej jakoś? Nie wierzysz w skuteczność? Nie masz czasu lub kasy? Czujesz barierę językową? Nie znasz dojść do sprawdzonych specjalistów?
          • stary.dziadyga Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 14.02.13, 13:08
            > No a co z psychoterapią? Bo takie sugestie i rady padły już parę razy, ale bez
            > odzewu z Twojej strony.
            > Boisz się jej jakoś? Nie wierzysz w skuteczność? Nie masz czasu lub kasy? Czuje
            > sz barierę językową? Nie znasz dojść do sprawdzonych specjalistów

            Kiedyś przechodziłam już psychoterapię, ale żadnej nie ukończyłam.
            Wiem że muszę odpuścić ten żal i w dużej mierze mi się to udało, choć dalej nad tym pracuje., tyle że to sięburzy z każdym nowym indydentem. Wiesz któs się zachowa tak a nie inaczej, a ja sobie myślę: ha! a jednak miałam racje, faceci to świnie jednak!

            Nie mam bariery językowej. Juz kiedyś byłam na terapii w obcym języku kiedy mieszkałam w innym kraju. Tyle że obecnym kraju nie mam za bardzo możliwości podjęcia takiego leczenia, bo nie mieszkam w do końca cywilizowanym świecie.

            Ostanio już miałam nawet jakąś specjalistkę namierzoną, z która mogłabym się umawiac na skypie, ale jednak to był kontak od mojego partnera i stchórzyłam, w obawie że coś jej się jenak kiedys wymsknie, jako że oni się znaja prywatnie.

            Czy ktoś z Was może kogoś polecić? Na skajpie będzie trochę sztywno, ale dam radę.
            • aandzia43 Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 14.02.13, 16:00
              > Kiedyś przechodziłam już psychoterapię, ale żadnej nie ukończyłam.

              Może tu jest pies pogrzebany? :-) Czy czujesz, że problemy z którymi udałaś się na terapię są już załatwione? Terapii nie dokończyłaś, ok, ale może popchnęła ona sprawę do przodu? A może nie?
              Jeśli chodzi o twój ambiwalentny stosunek do mężczyzn: czy czujesz poprawę od czasu zakończenia pierwszego, nieszczęsnego związku z przemocowcem? Czy z każdym napstępnym mężczyzną jest lepiej (mimo, że twoje związki rozpadają się m.in. przez tę przypadłość)? Jak twoje obecne relacje z ojcem? Jak z autoagresją? Jak z nałogami? Nie chcesz nie odpowiadaj, nie po to pytam. Sama sobie przemyśl pytania.
            • man_lucky Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 14.02.13, 16:56
              2 razy w tygodniu.......... niektórzy z tego forum mogliby tylko pomarzyć. Tym bardziej, że jesteś jak piszesz "obdarowana przez naturę. Myślę, że z kimś takim lepsze 2 razy w tygodniu niz z kimś innym 2 razy dziennie, ale to tylko moje zdanie. Jest takie powiedzenie "szukanie pestek w dópie" i wydaje mi się, że choć trochę pasuje do Ciebie. Pewnie jak facet ma na co dzień tyle "przyrody", ile ty mu dajesz to chciałby jak najczęściej, ale to już nasza samcza domena. IMO wielu z nas wolałoby te dwa razy z Tobą niż dwa razy w roku ze swoimi partnerkami he he he.
            • kochanic.a.francuza Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 24.03.13, 22:17
              Zawsze sie zastanawiam, dlaczego to mezczyzna nie pojdzie na psychoterapie, zeby mu sie "mniej zachcialo". Kto powiedzial, ze Twoje libido jest "chore" i trzeba je leczyc? Moze to jego "codzienne chcenie" trzeba leczyc?
              • urquhart Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 24.03.13, 23:40
                kochanic.a.francuza napisała:
                > Zawsze sie zastanawiam, dlaczego to mezczyzna nie pojdzie na psychoterapie, zeb
                > y mu sie "mniej zachcialo". Kto powiedzial, ze Twoje libido jest "chore" i trz
                > eba je leczyc? Moze to jego "codzienne chcenie" trzeba leczyc?

                Bo wtedy by się wyleczył z potrzeby związku z babą :)
                • sabat-77 Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 25.03.13, 07:16
                  urquhart napisał:

                  > Bo wtedy by się wyleczył z potrzeby związku z babą :)

                  No wiesz, nie znamy go - a przecież to mogłoby być dla niego całkiem korzystne. Nikt nie powiedział, że jest jakiś przymus bycia z kimkolwiek w jakimś związku. Nawet na forum mamy reprezentację osób, które drażni czyjaś bezustanna obecność w pobliżu i najlepiej czują się sam na sam.
                  Jeśli związek wnosi wyłącznie seks, to może lepiej żeby go nie było ? Wiemy, że perspektywa seksu w związku nie jest dożywotnia, cóż więc zostaje gdy się kończy ? Jedno wielkie nic. Może dlatego wielu facetów obecnie waha się gdy na tapecie znajdzie się decyzja o ślubie. To racjonalne, perspektywa tak marnych zysków nie jest z ich punktu widzenia wystarczająco kusząca.
                  • hello-kitty2 Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 25.03.13, 10:12
                    sabat-77 napisał:

                    > . Nawet na forum mamy reprezentację osób, które drażni czyjaś bezustanna obecno
                    > ść w pobliżu i najlepiej czują się sam na sam.

                    sabat-77 napisał:

                    > Jak zwykle sam sobie wszystko wytłumaczyłem. Staję się samowystarczalny.

                    :-)

                    > Jeśli związek wnosi wyłącznie seks, to może lepiej żeby go nie było ? Wiemy, że
                    > perspektywa seksu w związku nie jest dożywotnia, cóż więc zostaje gdy się końc
                    > zy ? Jedno wielkie nic. Może dlatego wielu facetów obecnie waha się gdy na tape
                    > cie znajdzie się decyzja o ślubie. To racjonalne, perspektywa tak marnych zyskó
                    > w nie jest z ich punktu widzenia wystarczająco kusząca.

                    Zonaty facet, ktoremu nie oplaca sie rozwiesc 'straszy' niezamezne, mlode, atrakcyjne kobiety staropanienstwem. Mysle, ze juz sie boja :)
                    • sabat-77 Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 25.03.13, 12:08
                      hello-kitty2 napisała:

                      > Zonaty facet, ktoremu nie oplaca sie rozwiesc 'straszy' niezamezne, mlode, atra
                      > kcyjne kobiety staropanienstwem. Mysle, ze juz sie boja :)

                      Ależ Kitty, ja mówię o mężczyźnie, bo w jego wypadku to już faktycznie nie ma sensu. Kobiecie ponoć zwyczajowo się opłaca wychodzić za mąż - ja sam nie rozumiem niby po co - ale kto zrozumie kobietę.
                      Pewnie Urqu wytłumaczy ten proces, ja chętnie posłucham.
                      • urquhart Kobiecie ponoć się opłaca wychodzić za mąż? 26.03.13, 07:00
                        sabat-77 napisał:
                        > ensu. Kobiecie ponoć zwyczajowo się opłaca wychodzić za mąż - ja sam nie rozumi
                        > em niby po co - ale kto zrozumie kobietę.
                        > Pewnie Urqu wytłumaczy ten proces, ja chętnie posłucham.

                        To akurat kutuzow ostatnio ci tłumaczył ale przypomnę, że wiekszość mężczyn odczuwa poprawę finansową po rozwodzie, więc kto odczuwa pogorszenie?

                        Opłaca się bo mażeństwo to władza i kontrola kobiety na mężczyzną, nie tylko jego zasobami. Nawet stare i samotne babki biorą sobie pieski i kotki żeby mieć co kontrolować i uzależniać :)
                        www.msfera.pl/malzenstwo-triumf-kobiety.html
                        Zresztą pytanie o podział zasobów, świadczeń (kapitału seksu?) i dla kogo jest korzystny jest ciekawe:

                        www.eksoconline.uni.lodz.pl/?p=685
                        Miłość i troskliwość niwelują bowiem potrzebę negocjowania co do podziału zasobów, które wiąże się z dodatkowymi kosztami. Uczucia zmniejszają także niebezpieczeństwo, że któraś z osób nie będzie chciała spełnić swojego świadczenia, lub będzie próbowała przywłaszczyć sobie zbyt dużą część produktu. Jeśli kogoś kochamy to jego jakość życia i dobrobyt mają wpływ na naszą użyteczność. Okradanie drugiej osoby zmniejsza jej zadowolenie, co bezpośrednio i negatywnie wpływa na naszą użyteczność. Jest to zatem nieracjonalne z naszego punktu widzenia. Okazuje się więc, że produkt małżeństwa z miłości jest wyższy.
                        • sabat-77 Re: Kobiecie ponoć się opłaca wychodzić za mąż? 26.03.13, 07:49
                          urquhart napisał:

                          > To akurat kutuzow ostatnio ci tłumaczył ale przypomnę, że wiekszość mężczyn odc
                          > zuwa poprawę finansową po rozwodzie, więc kto odczuwa pogorszenie?

                          Od kiedy około 30 procent to jest większość ? Z artykułu kutuzowa wyraźnie wynika ta liczba, czyli 70 procent nie może się pochwalić tym odczuciem.

                          Przypominam, że pada również liczba 1,7 miliona mężczyzn nie płacących alimentów, a zakładam, że robią to nie tylko dlatego, że są głupimi samczymi chujami. Skądś to wynika.

                          Pada również liczba 25% procent tych, którzy nigdy nie poukładają sobie życia po tym ciosie.

                          Zatem - świadomie, bądź nie - manipulujesz faktami, tak jak jest to wygodne dla aktualnej tezy, której bronisz.
                          • urquhart Re: Kobiecie ponoć się opłaca wychodzić za mąż? 26.03.13, 09:13
                            sabat-77 napisał:
                            > Od kiedy około 30 procent to jest większość ? Z artykułu kutuzowa wyraźnie wyni
                            > ka ta liczba, czyli 70 procent nie może się pochwalić tym odczuciem.
                            > Przypominam, że pada również liczba 1,7 miliona mężczyzn nie płacących alimentó
                            > w, a zakładam, że robią to nie tylko dlatego, że są głupimi samczymi chujami. S
                            > kądś to wynika. (...)
                            Zatem - świadomie, bądź nie - manipulujesz faktami, tak jak jest to wygodne dla
                            > aktualnej tezy, której bronisz.

                            Mężczyźni statystycznie pracują wiecej godzin, sa bardziej dyspozycyjni, bardziej zmotywowani do i zarabiają wiecej. 16% w róznicy w UE, 30% w PL Czyli statystycznie mężczyna finansowo traci dzieląc się w związku a kobieta zyskuje. W czym jest tu mainpulacja? W generalizacji?
                            forsal.pl/artykuly/687917,zarobki_kobiet_kontra_pensje_mezczyzn_w_polsce.html
                            kariera.forbes.pl/rynek-pracy/zarobki-2011/kobiety-wciaz-zarabiaja-mniej-od-mezczyzn
                            To że ściągalność alimentów jest na poziomie 15% w PL, to kobiety w małżeństwie znów statystycznie GÓRĄ w stosunku do samotnych bo mogą wyegzekwować zobowiazania mężczyzn, a te poza związkiem maja słabe możliwości.

                            > Pada również liczba 25% procent tych, którzy nigdy nie poukładają sobie życia p
                            > o tym ciosie.

                            A co tu konkretnie argumentujesz?
                            • sabat-77 Re: Kobiecie ponoć się opłaca wychodzić za mąż? 26.03.13, 11:05
                              mezczyzni gora, bo nie placa alimentow ? Alimenty nie sa zobowiazaniem wobec kobiety.
                          • aandzia43 Re: Kobiecie ponoć się opłaca wychodzić za mąż? 26.03.13, 12:10

                            > Zatem - świadomie, bądź nie - manipulujesz faktami, tak jak jest to wygodne dla
                            > aktualnej tezy, której bronisz.

                            Hehe, nic nowego ;-)
        • urquhart Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 14.02.13, 13:01
          stary.dziadyga napisała:
          > ziła Ci własna matka. Chyba też tak masz, że projektujesz ten żal na wszystkie
          > kobiety. Widzę to w Twoich, obraźliwych w stosunku do kobiet wypowiedziach.

          A ja jestem przekonany że nie jesteś przyzwyczajona do mężczyzn komunikujących asertywnie własne inne potrzeby (oceniane przez kobiety jako niedojrzałe) i ich odmienny punkt widzenia. Ponieważ większość która chce się wkupić w łaski kobiet podlizuje się im jedynie i ten stan oceniasz jako normalność.
          • stary.dziadyga Re: kolejna samospełniająca się przepowiednia 14.02.13, 13:41
            > A ja jestem przekonany że nie jesteś przyzwyczajona do mężczyzn komunikujących
            > asertywnie własne inne potrzeby (oceniane przez kobiety jako niedojrzałe) i ich
            > odmienny punkt widzenia.

            Znów nie trafiłeś.

            Jesli nie doczytałeś to mój pierwszy facet był bardzo astertywny w komunikowaniu i egzekwowaniu swoich potrzeb.

            Z obecnym również komunikację mam bardzo dobrą, to nie jest typ zachukanego podlizywacza.
            Znam wzystkie jego potrzeby i nie odbieram ich jako niedojrzałych. Kiedys może tak, dziś już sama jestem na tyle dojrzała, żeby umieć spojrzeć i z perspektywy meżczyzny. Mam jednak problem z nie odbieraniem ich jako ataku na siebie i nie buntowaniem się przeciwko nim.

            Kiedy nie mam ochoty na seks (a niestety mam rzadko), to każdy seksualny gest partnera w stosunku do mnie odbieram jako atak na moją suwerenność i od razu przybieram pozycję obronną. Towarzyszy temu zawsze myśl na zasadzie "co za zwierzęta z tych facetów, nic tylko by ruchali, o ja biedna on chce mnie wykorzystać itp." Za to kiedy mam ochoe na seks to wszystko jest wporządku i takie myśli się nie pojawiają.

            Myślę że tak jak juz mowiłam na świadomym, racjonalnym poziomie, ja dobrze sobie zdaję sprawę z absurdalności swojego podejścia. Gorzej z podświadomym myśleniem, które jednak mną kieruje. Na domiar złego jestem impulsywna, więc jak tylko wkurw na parnera jeśli się do mnie dobiera pojawia sę bardzo szybko.

            Loppe chyba trafnie mi wyłuszczył co i jak. Ja już byłam na różnych terapiach u różnych psychologów, ale jeszcze nikt mi skutecznie nie pomógł. Szczerze mowiąc to nie mam o nich najlepszego zdania. Choć mimo wszystko jeżeli ktoś by mi polecił kogoś dobrego to chętnie podejmę próbę jeszcze raz.

            Dlatego tez piszę tutaj, czytam forum już od dawna. Wiem, że ludzię piszą tu z sensem. Czasem zdarzaja się jakieś osobiste wycieczki, ogólnie forum trzyma poziom merytoryczny. Do tego prawie każdy, ma tu jakiś problem w sferze seksualnej, czytacie mądre księgi i macie wiedzę. Wypowiedzi w tym wątku dały mi dużo do myslenia i już mi bardzo pomogły, oprócz tych że jestem trolem ;) dlatego jestem wdzięczna za każdą wypowiedź i także nie boję się krytyki. Nie zależy mi na tym żeby wzbudzać sympatię czy szukać tu sobie znajomych. Mam problem i to spory, wiem o tym. Nie boję się mowić ze szczegółami o nim, choć czasem się boję nie ujawniiać niektóre fakty żeby mnie nikt nie rozpoznał. Kto wie może gomory jest jakimś moim wujkiem, a aandzia sąsiadką rodziców?


    • lonely.stoner Re: z perspektywy niedającej 14.02.13, 13:27
      e tam przesadzasz torche, ja tez jestem taka powiedzmy z tych co raczej malo chca- kiedys mialam inaczej, ale zmienilo mi sie jakos. Jedyne wyjscie to miec partnera ktory tak samo jak i ja ma male potrzeby. A w ogole ostatnio to stwierdzilam ze blogoslawionym dla mnie wyjsciem jest bycie single :)
      Aha- jesli jestes bardzo atrakcyjna seksualnie to mozliwe ze wiazesz sie tez z mezczyznami ktorzy bardzo po prostu leca na fizycznosc i seks dla nich jest numer 1. Moze dla odmiany poszukaj faceta ktory seks tak jak i Ty lubi od czasu do czasu ale porzadnie - a nie taki co co dzien chodzi nakrecony i by chcial ruchac za przeproszeniem byle co, a juz jak ma atrakcyjna partnerke to ma non stop wzwod.
      • kag73 Re: z perspektywy niedającej 14.02.13, 13:41
        Ja tam bym na szybko poradzila dac na przeczekanie. Od pol roku sa razem. Jak dla mnie, bardzo dobrze i na plus, ze facet chce czesto seksu(wiadomo problem, bo ona nie chce/nie moze). Wcale nie wydaje mi sie dziwny ani napalony, tez na poczatku zwiazku chcialam, facet tez chcial, czasami nie tylko codziennie ale 2x dziennie, bo czlowiek naprawde nakrecony budzi sie obok ukochanej/atrakcyjnej osoby a caly dzien nie moze sie od siebie odkleic albo teskni jak sie nie widzi pare godzin. Mnie taki obrazek pasuje, dla mnie zdrowe i normalne, ta namietnosci i goraco, ktore sa na poczatku. Potem to juz tylko moze byc rzadziej i przypuszczalnie i u niej bedzie. Z perspektywy czasu powiem, ze, jak dla mnie, to bardzo wazne, ze facet leci na fizycznosc i to, ze jest napalony na swoja partnerke nie znaczy wcale, ze chcialby "ruchac byle co". Ona jest atrakcyjna, jest zakochany, chce sie z nia kochac...jak dla mnie rzecz najbardziej oczywista w swiecie. Jestem kobieta a mialam podobnie i zdecydowanie nie szlabym z byle kim, bo napalona bylam na tego jednego(on na mnie tez) i seks sie wydarzal czesto i gesto:)
      • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 14.02.13, 14:05
        O! Cześć lonely, widzę że przymigrowałaś z FK :)

        > ca- kiedys mialam inaczej, ale zmienilo mi sie jakos. Jedyne wyjscie to miec pa
        > rtnera ktory tak samo jak i ja ma male potrzeby. A w ogole ostatnio to stwierdz
        > ilam ze blogoslawionym dla mnie wyjsciem jest bycie single :)

        No nie, jednak nie, bo nie mogę jako pierwszego kryterium stosować niskiego libido.

        Po pierwsze dlatego że jest wiele innych istotnych dla mnie czynników. Raz miałam partnera z niskim libido i mi to pasowało, ale jednak inne czynniki w końcu przeważyły i go zostawiałam, raniąc go przy tym. Nigdy więcej.

        Po drugie, to ja podejrzewam, że wcale nie mam aż takiego niskiego libido, tylko problem psychiczny który to libido blokuje i jak mi się odblokuje (daj boziu, hope hope hope) to to wiadomo.

        Po trzecie na początku to cięzko ocenić w sumie jakie ktoa ma libido, na początku przeciez zawsze jest duża chęć, hormony itp.

        Wiec dla mni ogólnie stawianie takiego kryterium jak poziom libido jako głównego w doborze partnera, nie jest najlepszym pomysłem.

        > Aha- jesli jestes bardzo atrakcyjna seksualnie to mozliwe ze wiazesz sie tez z
        > mezczyznami ktorzy bardzo po prostu leca na fizycznosc i seks dla nich jest num
        > er 1. Moze dla odmiany poszukaj faceta ktory seks tak jak i Ty lubi od czasu do
        > czasu ale porzadnie - a nie taki co co dzien chodzi nakrecony i by chcial ruch
        > ac za przeproszeniem byle co, a juz jak ma atrakcyjna partnerke to ma non stop
        > wzwod.

        Może i tak było z pierwszym, ale z późniejszymi już nie. Z obecnym na pewno nie. Ja od początku związku mam niestety również problemy zdrowotne, przez które często po prostu nie możemy uprawiać seksu, więc jego wcale nie było tak dużo. Mój facet zresztą sami mi powiedział że to jest jego pierwszy związek nie oparty głównie na seksie, on jest młodszy tak btw.) To on mnie na pierwszej randce wywalił z łóżka - nie dosłownie, pozowlił mi spać :) i trzymał seksualnie na dystans przez jakiś czas, bo się zakochał od pierwszej randki i nie chciał żeby nasza więź się zbudowała na fizyczności. Także na 100% nie jestem teraz z kimś, lda kogo moja fizycznośc by przesłaniał samą mnie.

        A z tym signlostwem to masz racje, też mi było bardzo dobrze samej i czułam ulgę ze nie muszę się wykręcać ani kombinować. No ale się zakochałam bardzo poważnie i dlatego wolę nad soba pracować niż go zostawić.



    • loppe Może oksytocyna? 14.02.13, 15:33
      Może jej więcej potrzebujemy

      Neurobiologiczne badania dowodzą, że te pozytywne interakcje społeczne powiązane są ze zwiększonym poziomem oksytocyny. Ten, kto ma jej więcej, bardziej przeżywa sukces innych i potrafi się tym podzielić. Ma też silniej rozwinięte cechy potrzebne w sportach zespołowych: empatię, poziom zaufania, hojność, altruizm, poczucie jedności, chęć współpracy i zwiększoną motywację.
    • loppe Re: z perspektywy niedającej 11.03.13, 12:12
      Znaczy Stary Dziadyga ma piękne ciało z tego co się czyta, tylko się brzydko ubiera, a Wasz sklep nie prowadzi ubrań...
      • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 11.03.13, 16:57
        Luppusiczku dodam info z Twojego kregu zainteresowan. Moj facet sprawdzil wczoraj nasza kompatybilnosc pod wzgledem znakow zodiaku i jesli wierzyc ze to sie sprawdza to jest masakra! Gorzej nie moglismy sie dobrac! On jest koziorozcem, a ja jestem wiadomo czym i to w podwojnym sloncu!
        • loppe Re: z perspektywy niedającej 11.03.13, 17:17
          stary.dziadyga napisała:

          > Luppusiczku

          Widzicie co się dzieje gdy mądrze kobiecie doradzić w sprawach szczęścia osobistego...
          Nic tak nie zdobi mężczyzny jak empatia.
          Słuchaj Dziadzie (ten wpis wyżej to była odpowiedź na anons sklepu z wonnymi olejkami, który już znikł), przyciąganie na linii Koziorożec-Lwica jest słabe. Stąd też w jakiejś części pozostawiająca nieco do życzenia częstotliwośc zbliżeń. Jest jednak duża harmonijność - to też przecież widać w Twoich i Partnera staraniach, których nie szczędzicie by sie udało - i związek, wg mądrości zodiakalnych, może być bardzo udany!
    • diadorim Re: z perspektywy niedającej 14.03.13, 00:44
      Cześć
      Przeczytałam Twój wątek i parę rzeczy mnie zastanowiło. Mam nadzieję, ze nie będą one dla Ciebie ślepymi uliczkami i stratą czasu a jeśli są – że szybko to wyhaczysz.
      - dlaczego właściwie wytrzymałaś (w sensie: zechciałaś wytrzymać,sorry za niezręczność tego wyrażenia) tego „molestanta” i to tak długo? To mi się wydaje dość ważne. Z tego co piszesz (a piszesz dość łagodnie i trochę jakby pomniejszając jego zachowanie) traktował Cię koszmarnie a Ty jednak „wytrwałaś” w sytuacjach gdy zdrowy instynkt samozachowawczy kazałby brać nogi za pas, chłopa posłać na drzewo, wracać samej piechotą skądkolwiek byle nie z nim i zagrozić policją za zabieranie rzeczy i szantaże a zrobione przez niego śniadanie po wymuszonym seksie z hukiem rozbić o najbliższa ścianę itd. :-) Zwykle ludzie tkwią z w takich ukladach, bo coś „duchowo” z tego mają, co to mogło być w Twoim przypadku? W ogóle slowo wytrwac czy wytrzymać – gdzieś użyte przez Ciebie – ma trochę bohatersko-męczennicze konotacje,przynajmniej w moich uszach, jednak nie twierdzę, ze mam słuch absolutny i może slówek się czepiam :-).
      - Zachowanie ojca prowadzi do pytania o zachowanie Twojej mamy – ale nie w stosunku do taty lecz w stosunku do Ciebie i w związku z traktowaniem Cię przez ojca. Czy matka jakoś Cię próbowała osłonić? Obronić? Dala Ci i ojcu wyraznie znac że stoi po Twojej stronie a on Cię krzywdzi? Starasz się ojcu wybaczyć. Wiesz czasem myślę, że wybaczanie to kiepski i nieco oszukańczy sposób na przełknięcie bolesnych pigułek na pośrednich etapach rozumienia samego siebie, na skróty, żeby uniknąć bólu. Trochę jak zamknięcie tematu przed poznaniem najważniejszej pointy.
      - W paru miejscach pisałaś, ze coś cię kręci ale odpada, bo partner tego nie lubi, a z drugiej strony szukasz sposobu na przerejestrowanie siebie, żeby mu dogodzić, tak jakby wyłącznie na Twoich barkach spoczywała odpowiedzialność za związek, przejście calego dzielącego Was dystansu (w sensie różnic), a nie np. połowy. Może jakbyś powiedziała, ze wolisz rzadziej, albo inaczej się rozkręcać (bez maskarady, że chodzi o coś innego) uszanowałby to wcale nie z poczucia obowiązku czy składając się w ofierze, tylko rozumiejąc Twoje prawo do bycia sobą? Ogólnie mam wrażenie jakiejś nierównoważnej konstrukcji dot.Twojej roli w związku, którą masz w głowie. Umiesz (nie boisz się) mu szczerze powiedzieć że czegoś (nie) chcesz, (nie) lubisz? odmówić?. Pisałaś, że nie mówisz facetom, ze wolisz rzadziej, bo nie chcesz, żeby się czuli odrzuceni, może to Ty boisz się odrzucenia? Może niemówienie prawdy o sobie ma na celu nie tyle ochronę ego/uczuć partnerów a jest środkiem kontroli sytuacji - czyli ochrony Ciebie.
      -a jeszcze coś mi przyszło do glowy, może Twoja złość na facetów,jest trochę skutkiem terapii, która, mimo, ze niezakończona, odczopowała zablokowane uczucia (nie wiem czy tkwienie w szkodliwym związku jest w ogóle możliwe bez takiej blokady), tylko masz problem zez "zmapowaniem" tych emocji. I może wobec tego ta złość to tylko etap, stan przejściowy?
      pozdrowienia :-)
    • organza26 Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 14:38
      Stosunek Twojego ojca do Ciebie + pierwsze, niezbyt przyjemne doświadczenia zainteresowania mężczyzn Tobą + doświadczenia ze związku z 'molestantem' = aż dziwne, że i tak masz w miarę udane pożycie seksualne... :)

      Tak na poważnie to bardzo Ci współczuję i jestem na 100% pewna, że powyższe wymienione przeze mnie fakty mają wpływ na Twoje życie seksualne. Pisałaś do tego, że 'molestant' niejako 'wdrukował' Ci pojęcie seksu jako czegoś co kobieta daje mężczyźnie - takie ciągłe dawanie czegoś z siebie jest męczące i jeśli właśnie w taki sposób to postrzegasz to nie dziwię się, że czujesz opór.

      Czy na takich wszystkich terapiach, na których byłaś psycholog/terapeuta 'skonsolidował' Twoje wszystkie doświadczenia, które wymieniłam w tym poście?

      Biłam się z myślami czy pisać Ci o tym, ale... wcale nierzadko zdarza się, że ojciec deprecjonuje swoją córkę bo czuje do niej pociąg seksualny i w taki sposób z tym walczy... Z twojego opisu wynika, że jesteś bardzo udanym dzieckiem, pod każdym względem, więc zachowanie ojca jest dziwne...
    • loppe Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 16:20
      Ludzie...zwracam się do 2 przedmówczyń.

      Czas płynie, czynnik czasu dostrzeżcie. Stary dziadyga już daje, nie dawał w lutym, teraz jest marzec, coś się zmieniło w międzyczasie, wystarczy przeczytać w watku... Trochę to wręcz nietaktowne tak zignorować wieści o poprawie jak Wy to tu uczyniłyście.
      • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 17:02
        loppe napisał:

        > Ludzie...zwracam się do 2 przedmówczyń.
        >
        > Czas płynie, czynnik czasu dostrzeżcie. Stary dziadyga już daje, nie dawał w lu
        > tym, teraz jest marzec, coś się zmieniło w międzyczasie, wystarczy przeczytać w
        > watku... Trochę to wręcz nietaktowne tak zignorować wieści o poprawie jak Wy t
        > o tu uczyniłyście.

        Ale co daje? Daje rade? Daje na tace? Daje dupy? Molestujacemu tez dawala, tak samo sie cieszysz z tego Loppe? Wazne zeby dawala, tak? I wtedy nie ma problemu, tak?
        Wlasnie dobrze, ze napisaly, ze wrzucily jakas tresc do przemyslenia przez dziadyge, przeciez o to prosila (jak rozumiem), a nie o klepanie po ramieniu typu 'dawaj dupy, dawaj, a wszystko sie samo ulozy, sprawdz se znaki zodiaku i dawaj, dawaj dupy, niech se chlop pojezdzi, a ty dawaj, bo to wazne dla zwiazku, zebys dawala'.
        • loppe Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 17:09
          Ale nie o to chodzi.

          Chodzi o to że serce Dziadygi czuje się lepiej, przez co jej mądry umysł częściej daje zielone światło dla seksu.

          To takie proste że nie będe w szczegółach tłumaczyć.
          • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 17:29
            loppe napisał:

            > Ale nie o to chodzi.
            >
            > Chodzi o to że serce Dziadygi czuje się lepiej, przez co jej mądry umysł części
            > ej daje zielone światło dla seksu.
            >
            > To takie proste że nie będe w szczegółach tłumaczyć.

            Oczywiscie wszystkie bajki sa proste i sie dobrze koncza. Trzeba rowniez pamietac, zeby wstawic duza liczbe ladnych slow, skupic sie na przymiotnikach. A mowiac do kobiet, nie potrzeba wstawiac zadnej tresci tylko niezliczona liczbe durnych komplementow zamiast, a one to lykna bo sa glupie ale poki sa ladne i daja dupy to gra gitara :)
            • coffei.na Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 18:07

              > Oczywiscie wszystkie bajki sa proste i sie dobrze koncza. Trzeba rowniez pamiet
              > ac, zeby wstawic duza liczbe ladnych slow, skupic sie na przymiotnikach. A mowi
              > ac do kobiet, nie potrzeba wstawiac zadnej tresci tylko niezliczona liczbe durn
              > ych komplementow zamiast, a one to lykna bo sa glupie ale poki sa ladne i daja
              > dupy to gra gitara :)

              obawiam się,że dzisiejsze kobiety nie są aż tak proste jak piszesz...a nawet gdyby było tak jak opisujesz to jest coś złego w tym,że kobieta mając ochotę na seks to to robi?nie mówię,że z kimkolwiek-trzeba się w końcu szanować,ale proszę Cię!te czasy już minęły kiedy jedynym wytrychem do naszego serca było słowo kocham..
              może na Ciebie działają te "ładne słówka" ale wierz mi..nie na każdą!
              • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 18:30
                coffei.na napisała:

                > obawiam się,że dzisiejsze kobiety nie są aż tak proste jak piszesz...
                > może na Ciebie działają te "ładne słówka" ale wierz mi..nie na każdą!

                Tak potwierdzam, dokladnie to napisalam Loppe.

                to jest coś złego w tym,że kobieta mając ochotę na s
                > eks to to robi?

                Nie ma nic w tym zlego. Sama tak robie :)
                • coffei.na Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 18:34

                  > Tak potwierdzam, dokladnie to napisalam Loppe.

                  jam nie Loppe jam Coffie!!!

                  > to jest coś złego w tym,że kobieta mając ochotę na s
                  > > eks to to robi?
                  >
                  > Nie ma nic w tym zlego. Sama tak robie :)

                  No widzisz...a ja kutwa nie...

                  Ladacznica!!

                  :P :D
                  • hello-kitty2 Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 18:46
                    coffei.na napisała:

                    > > Nie ma nic w tym zlego. Sama tak robie :)
                    >
                    > No widzisz...a ja kutwa nie...

                    A czemu nie? Bierz sie za Sabata, ladny chlopak jest :)
                    • coffei.na Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 18:54

                      > A czemu nie? Bierz sie za Sabata, ladny chlopak jest :)
                      po pierwsze primo:
                      z ładnej miski się nie najesz...
                      po drugie primo :P :
                      to musi być wiesz taki impuls,wulkan emocji,porozumienie serc i ciał rzecz jasna...a nie- bierz się :)
                      • loppe Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 19:42
                        Jak widać Dziadyga nawet juz do tego wątku nie zagląda w marcu. Realizuje się erotycznie. Czego i 4 przedmówczyniom życzę:)
                        • loppe Re: z perspektywy niedającej 19.03.13, 20:31
                          Jako i sobie:)
                        • coffei.na eh! 19.03.13, 20:54
                          loppe napisał:
                          > Jak widać Dzadyga nawet juz do tego wątku nie zagląda w marcu. Realizuje się e
                          > rotycznie. Czego i 4 przedmówczyniom życzę:)

                          pobożne życzenie...:)
                          • loppe Re: eh! 19.03.13, 21:27
                            No nie cierpię takich łatwych odpowiedzi, ale może mi będzie darowane. Załóż wątek "z perspektywy chcącej dawać" i zobaczmy co się wydarzy. Tu się wydarzyło coś...
                            • coffei.na Re: eh! 19.03.13, 21:43
                              loppe napisał:

                              > No nie cierpię takich łatwych odpowiedzi, ale może mi będzie darowane.

                              a może zwyczajnie jej nie zrozumiałeś?

                              Załóż wą
                              > tek "z perspektywy chcącej dawać" i zobaczmy co się wydarzy.

                              nie jest mi to do niczego potrzebne-znam swoją wartość

                              Tu się wydarzyło c
                              > oś...

                              każdego szkoda
                              • loppe Re: eh! 19.03.13, 21:54
                                > No nie cierpię takich łatwych odpowiedzi, ale może mi będzie darowane.

                                a może zwyczajnie jej nie zrozumiałeś?


                                Ależ Coffie, ja o swojej odpowiedzi pisałem, nie o Twojej...
                                • coffei.na Re: eh! 19.03.13, 21:59

                                  > Ależ Coffie, ja o swojej odpowiedzi pisałem, nie o Twojej...

                                  po co zatem podpisuje się Pan Panie pode mną/za mną?? aż się zaperzyłam :)
                                  • loppe Re: eh! 19.03.13, 22:01
                                    :)
                                  • loppe Re: eh! 19.03.13, 22:04
                                    Jesteś czarującą kobietą która już uwiodła Sabata i mnie
                                    • coffei.na hmmm 19.03.13, 22:11

                                      > Jesteś czarującą kobietą która już uwiodła Sabata i mnie

                                      a Panowie to bracia syjamscy?? :D
                                      :) oj nie...nie śmiałabym :)

                                      so stuffy......:
                                      www.youtube.com/watch?v=hB_giBMO23g
                                      • loppe Re: hmmm 19.03.13, 22:18
                                        Sabat to - jak mi się wydaje - jakiś inteligentny stary pierdziel udający z wielkim wdziękiem 35-latka tutaj. Dla mnie jeden z Najlepszych Autorów Forum.
                                        • loppe Re: hmmm 19.03.13, 22:22
                                          Przy okazji, jeśli wy ludzie nie ogarniacie sylwetki tak imponującej wspanmiałej jak ta Sabata tylko uważacie go za jakiegoś własnie nominalnego 35-latka mazgaja to ja doprawdy zastanawiam się gdzie jest wasz mózg głębszy, bo dla mnie to proste jak zagadka dziecinna
                                        • coffei.na don't worry Loppe.. 19.03.13, 22:23
                                          my heart belongs to daddy...:P
                                          • loppe Re: don't worry Loppe.. 19.03.13, 22:24
                                            :)

                                            i bardzo dobrze
                                            • loppe Re: don't worry Loppe.. 19.03.13, 22:26
                                              that's all right babe:)
                                      • coffei.na tylko nie prostuj znowuż,że to nie bylo do mnie... 19.03.13, 22:20
      • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 20.03.13, 13:20
        Ekhm to może ja sie wypowiem za siebie :)

        Otóż, ja owszem zaglądam i czytam, ale też mam powody żeby nie pisać.
        Dzięki za glębsze spojrzenie na temat diadorim i organza.
        I tak macie racje, moje doświaczenia z mężczyznami ogólnie mocno mi ich obrzydziły.
        Obrzydziły mi także bycie kobietą.
        Moja mama z jednej strony mnie broniła przy jakichś wyraźnych atakach ojca, ale też długofalowo, ona jednak wszystko zamiatała pod dywan i ja nie miałam wyjścia jak tylko tę sytuację tolerować, bo to przecież mój ojciec i powinnamgo kochać, tym bardziej że nie jest żadnym alkocholikiem ani przestępcą więc patologii tutaj nie ma prawda?

        No i w ten sposób wydaje mi się że mam spiperzona zupełnie emojonalną inteligencje, a jeśli nie to, to przynajmniej jakąś część mózgu odpowiadającą za ocenę czy czyjeś zachowanie jest wląście wobec mnie mam w zaniku. Całe życie musiałam tolerować totalitaryzm i fochy ojca, to powtem łatwo mi przyszło tolerowanie molestanta-syktatora. Do dzis pamietam jak będąc już jakiś czas w związku z molestantem, zwirzałam się koleżance i pytałam ją czy to jest właściewe i normalne, bo ja czuje się z tym źle. I próbowałam sobie to tracjonalizować, że pewnie wszyscy faceci są tacy, tylko ja nie miałam porównania i moja koleżanka również nie, bo ona jeszcze nie miała zadnego chlopaka wtedy. Mamie nie mówiłam bo chciałam jej oszczędzić zmatwień, zresztą, ojciec miał pełny akcept na wszystkie beznadziejne zachowania, więc nie spodziewałam się żadnej sensownej pomocy. Oni do dziś są razem i matka nadal go toleruje, tzn nie daje sobie w kaszę tak bardzo dmuchać, ale nie rozwiedzie się z nim, chociaż już o tym nie raz wspominała. I tylko mnie przeprasza, że mi takiego mężczyznę wybrała na ojca....szkoda słów.

        Nie che się za dużo rozpisywać, bo komu się będzie chciało to wszystko czytać, więc podsumowując: mam jakięs upośledzenie emocjonalne.

        Ale już nie pisałam o tym, bo aż mi se robi głupio że se tak odkrywam i ludziom dupę zawracam swoimi problemami.

        Jeste tekże dtugi powód, a mianowicie, taki, że problem dotyczący niezbyt dużej ilości na seks, się rozwiązał na razie o tyle, że mój partner bardzo wytrwale pracował nad zmianą mojego podejścia do seksu i wypracował. Pomogło mi też bliższe przyjrzenie się moje sytuacji, analiza i rozmowa z Wami. Zresztą byliśmy już na ddrodze do tego od ostanich paru miesięcy. Wydaje nauczyłam się seks już traktować jako przyjemnośc dla siebie. Coś tam się chyba ułożyło mi pod tym względem w głowie, plus doszło kilka aspektów technicznych i w sumie pozamiatane.

        Tyle że ironicznie, w tej chwili to jest praktycznie jedyna sfera w której se z partnerem dogadujemy i prawdopodobnie to se wszystko i tak sypnie, także dlatego się nie wypowiadałam już w temacie.

        Ale dzięki za rady.





        • loppe Re: z perspektywy niedającej 20.03.13, 13:24
          No własnie. To juz jest obecnie z perspektywy dającej (i biorącej).
          • loppe Re: z perspektywy niedającej 20.03.13, 20:27
            Nastąpiła zatem pewna zmiana perspektywy, a Stary Dziad dojrzał i odmłodniał
        • bcde Re: z perspektywy niedającej 21.03.13, 02:55
          > Jeste tekże dtugi powód, a mianowicie, taki, że problem dotyczący niezbyt dużej
          > ilości na seks, się rozwiązał na razie o tyle, że mój partner bardzo wytrwale
          > pracował nad zmianą mojego podejścia do seksu i wypracował.

          Można wiedzieć, jak twój partner pracował nad zmianą twojego podejścia do seksu? Skoro był skuteczny, to może się to przydać panom na forum.
          • stary.dziadyga Re: z perspektywy niedającej 25.03.13, 11:34
            > Można wiedzieć, jak twój partner pracował nad zmianą twojego podejścia do seksu
            > ? Skoro był skuteczny, to może się to przydać panom na forum.

            Hmmm, spróbuje to jakoś uporządkować, bo rzeczywiście, zmiana jest rewolucyjna, szczerze mowiąc nie wierzyłam, że to jest możliwe w moim przypadku.

            Właściwie to sprawa jest bardzo prosta. Zaczęłam wreszcie traktować seks jako coś dla siebie, choć wydawało mi się że już od dawna tak robię, ale jak się okazuje byłam jeszcze daleko od tego.

            A jak to się stało:

            Po pierwsze, zwiększenie przyjemności z samego seksu, zaczęłam mieć regularne orgazmy od penetracji. Czyli to co wszyscy mężczyźni mają z automatu, a wiele kobiet nie ma wcale, albo rzadko. Wcześniej zdarzało mi się mieć kilka razy taki orgazm, w sumie mogłabym policzyć na placach jednej ręki. W tej chwili czasem nie nadążam z liczeniem w trakcie jednej sesji :) Także nic dziwnego że teraz mi się seksu, bo to jest bardzo przyjemne.

            Jak on to zrobił?
            Na poziomie mentalnym - przede wszystkim od samego początku pracował nad tym żeby mi wytłumaczyć że seks to nie jest coś czego się ode mnie wymaga w związku, że to jest przyjemnośc dla nas obojga, nigdy nie chciał się kochać jeżeli ja nie miałam na to wyraźnej ochoty. Uświadomił mi także, że seks jest fajny tylko wtedy gdy obydwoje tego chcemy i mamy na to ochotę, że ma służyć wyłącznie samemu faktowi czerpania z niego przyjemności.

            Druga sprawa, tłumaczył mi że orgazm to nie dar losu, albo jakiś mityczny koziorożec, tylko coś normalnego, co powinnam mieć regularnie i że mam się nie zadowalać byle czym.

            I także jego podejście zmieniło u mnie myślenie że seks to rzecz której się ode mnie wymaga, która mnie stawia bądź nie w jakiejś pozycji, tzn. że jak seksu nie będzie to on ma prawo się na mnie gniewać albo, że jak seks będzie to ja mam prawo się spodziewać jakiejś nagrody itp. Kilka razy mi również odmówił, co również w pewnym sensie mi pomogło (nie licząc mojej frustracji w tamtym momencie). Nikt mi nigdy wcześniej nie odmówił, nigdy w życiu!!! Przez to zawsze czułam na sobie ciśnienie nie dostarczania partnerom wystarczającej ilości seksu. Odmawiając mi on ze mnie to ciśnienie zdjął, to mi dało inną perspektywę na seks.

            W kwestii technicznej - nie uprawialiśmy seksu kiedy ja nie chciałam, a potem już do ekstremum, kiedy ja nie miałam wyraźnej/swedzącej chęci (wiecie o co chodzi, musiałam być mocno napalona). Do tego długi seks, czyli przynajmniej do momentu kiedy ja miałam orgazm, lub powiedziałam że już nie będe miała/nie będę miała więcej/nie chcę dłużej. I także wytrwałość z jego strony, bo byliśmy już w takich sytuacjach gdzie ja byłam przekonana, że nie będę miała orgazmu albo więcej orgazmów a on kontunuował no i okazało się że słusznie :)
            Także otwartość w seksie, szczerze mówiąc to z nikim wcześniej tak otwarcie na ten temat nie rozmawiałam, owszem wiele było gadek o fantazjach itp. ale z nim pokrwywamy wszystkie tematy, nie ma krycia się z niczym, wstydu, jest bezpośredniość, ale nie taka która wydaje się obrzydliwa, tylko naturalna.

            Ten opis wydaje się nieco oschły, techniczny chciałam to skórcić do najważniejszych istotnych punktów, oczywiście łączy nas także iskra, wzajemny pociąg intelektualny i fizyczny, bliskość, to wszystko pomaga. Ale też zakładam że w Waszych związkach to jest, tylko że seks szwankuje tak jak u mnie.

            Dodam jeszcze od siebie, że na to co opisałam niektórzy z Was mogą powiedzieć: pfff...też mi odkrycie, co ona nie wiedziała że seks jest przyjemny?

            No i wyobraźcie sobie że nie do końca wiedziałam, choć mi sie wydawało że lubię seks i nie jestem jakąś zachukaną babą prosto od proboscza, która nie wie gdzie jest łechtaczka. Jak się okazuje jest jednak orgomna różnica między fajnym, jako takim, w miarę satusfakcjonującym seksem z orgazmami od czasu do czasu jako bonus, a zajebistym namiętnym seksem i regularnym dochodzeniem od penetracji. Szczęscie mają te kobiety, dla których seks od początku był takim właśnie doświadczeniem i nigdy nie musiały tego odkrywać, ale powiem Wam że jest mnóstwo kobiet które tego nie mają i to nie ma znaczenia zupełnie jakie one są czy przebojowe czy nieśmiałe, pewne siebie czy nie, znam skrajnie rózne osoby, które orgazmów nie mają.

            Piewwszy raz w życiu rozumiem obie strony konflktu i jest mi bardzo łatwo empatyzować z każdą z nich. Bo jednak jak jesteś kobietą (albo mężczyzną, choć to chyba rzadziej), od której od dawna społeczeństwo, mężczyźni, świat oczekują i domagają się seksu, a dla ciebie to nie jest jakaś rewelacja, to nie dziwne że seks i ciągłe brzemię stanięcia na wysokości tego zadania frustruje. U polskich kobiet wg mnie frusruje podwójnie, bo często jak już ten seks dasz, albo dajesz i go chcesz to już nie jest wporzo, nagle jesteś puszczalską itp. ale to już inna para kaloszy.

            Rozumiem też i tych, którym się seksu chce, którzy mają go za mało, bo to jest wspaniała sprawa i jeżeli nie ma się tego w życiu to nie dziwne, że czuje się jakby coś ważnego nas omijało. I rozumiem wreszcie, że jego brak frustruje.

            Kurde jestem przypadkiem uzdrowienia!!!!!!

            Dzięki Wam za pomoc, cieszę sięże zdecydowałam się o tym napisać i tym że chcieliście się wypowiedzieć w mojej sprawie.

            Eeee miało być krótko, ale wyszło jak zwykle.

            • bcde Re: z perspektywy niedającej 25.03.13, 22:06
              Dziękuję. :)
            • kutuzow Dziadyga -dzięki za opis zmian które przeszłaś 26.03.13, 11:41
              stary.dziadyga napisała:

              > Hmmm, spróbuje to jakoś uporządkować, bo rzeczywiście, zmiana jest rewolucyjna,
              > szczerze mowiąc nie wierzyłam, że to jest możliwe w moim przypadku.
              >
              > Właściwie to sprawa jest bardzo prosta. Zaczęłam wreszcie traktować seks jako c
              > oś dla siebie, choć wydawało mi się że już od dawna tak robię, ale jak się okaz
              > uje byłam jeszcze daleko od tego.
              >

              Dziadyga, fajnie że napisałaś zakończenie swojej historii (to rzadkie na forum).
              Cieszę się, że razem z partnerem mogliście popracować nad zmianą Twojego podejścia i że mogłaś się przekonać jak fantastyczną sprawą może być radosny seks.

              Masz w swoim poście bardzo wiele trafnych uwag. Nie będę ich wszystkich kopiował. Moim zdaniem trafnie oceniasz, że jest wiele takich kobiet dla których seks jest "w miarę dobry", ale to nie są fajerwerki, stąd ich mała aktywność w tej kwestii. Co ważne, teraz gdy masz już porównanie i wiesz jak moze być super, nie zadowolisz się niczym gorszym (tym co było kiedyś). Życzę Ci tego żeby teraz Twoje życie erotyczne było pełne tych wielokrotnych orgazmów.

              P.S. Na koniec pozwolę sobie na uwagę, że Twoja historia, a szczególnie jej zakończenie potwierdza to co pisałem z Yorikiem, że nie ma co doszukiwać się winy w dzieciństwie*, bo to nie działania psycholog (i "przepracowanie" problemu z ojcem) pomogły wyjść Ci na prostą, tylko szczera relacja z partnerem i jego godne pochwały delikatne podejście do problemu.


              * jasne dzieciństwo ma na nas wpływ, ale gdy jesteśmy dorośli możemy albo traktować to jako alibii naszej bierności, albo wbrew tym doświadczeniom pracować nad sobą i się zmienić w poządanym kierunku.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja