Stereotyp (?) rozsiewacza genów

22.02.13, 12:32
Zawsze dziwiłem się czytając że mężczyzną kieruje potężny motyw przekazania swoich genów na możliwie wielką skalę. Wydawało mi się że przynajmniej ja staram się i martwię żeby właśnie nie przekazać genów na wielką skalę (świadome ojcostwo).

Ale ostatnio, może pod wpływem wyraźniej uświadamianej śmiertelności własnej, właściwie tak myślę że miłoby by było trochę genów jeszcze zasiać.

Jak Wy na te sprawy patrzycie?
A kobiety też chciałyby tak swoje geny przekazać na wielką skalę?
    • loppe Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 12:49
      "Sukces reprodukcyjny" - tak to nauka sformułowała; sukces reprodukcyjny mottem życia mężczyzny...
      • rozwodnik-waw Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 05.03.13, 17:31
        Ja na przykład zawsze chciałem mieć kilkoro dzieci z różnymi kobietami.

        Nawet nie wiedziałem wtedy, że żona (ówczesna) z chęcią i radością mi to umożliwi.
        • hello-kitty2 Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 05.03.13, 17:55
          rozwodnik-waw napisał:

          > Ja na przykład zawsze chciałem mieć kilkoro dzieci z różnymi kobietami.

          Zartujesz? Skad taki pomysl? Nie masz co robic z kasa? :)
          • rozwodnik-waw Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 06.03.13, 08:47
            > Zartujesz? Skad taki pomysl? Nie masz co robic z kasa? :)

            Zawsze to większa szansa, że któreś z nich odniesie sukces w życiu.

            Ja raczej myślałem o zostawieniu swoich genów w banku nasienia, choć to teraz też ryzykowne jest...
    • zawle Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 12:50
      Mam dwójkę. Więcej nie chciałabym mieć. Nie oddałabym też swoich jajeczek do banku.
      • altz Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 23.02.13, 18:10
        zawle napisała:

        > Mam dwójkę. Więcej nie chciałabym mieć. Nie oddałabym też swoich jajeczek do ba
        > nku.
        Mam tak samo. Też mam dwójkę i nie oddałbym swoich jajeczek! ;-)
    • hello-kitty2 Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 13:37
      loppe napisał:

      > A kobiety też chciałyby tak swoje geny przekazać na wielką skalę?

      Pytasz doslownie? Czy szukasz partnerki do tej zbrodni? :) Czy znalazles sobie nowy motyw na podkrecenie sie? :)
      • loppe Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 13:49
        Kitty, intencje autorów wątków są drugorzedne, liczy się waga poruszanych problemów. A tu - przyznaj - nic nie da się mi zarzucić:)
    • gomory Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 13:53
      > Zawsze dziwiłem się czytając że mężczyzną kieruje potężny motyw przekazania swoich genów

      Ci ktorzy tak twierdza, dodaja, ze odbywa sie to na poziomie nieuswiadomionym. Takie wewnetrzne instynkty ktore gdzies tam obok id sie kolacza.
      Dlatego swiadomie mozesz naciagac gume, albo odbywac stosunek przerywany by nie ponosic kosztow niechcianego dziecka.
      Jednak jesli przeanalizujesz wnikliwie siebie, powinienes dojrzec popedy umozliwiajace teoretyczne odbycie stosunkow seksualnych z wieloma partnerkami. Jest przyjemnym ogladanie kobiety, dotykanie, pieszczenie. Nie musisz sobie tego narzucac - wrecz przeciwnie musisz wykonac pewien wysilek by kontrolowac chec rozsiewania genow. Iluz to facetow bezwiednie obraca lbem za atrakcyjna kobieta? Kto nie panuje nad tym w towarzystwie damy swojego serca uchodzi za sporego chama ;).
      Ale swiadomie wybierasz opcje by nie bzykac wszystkich lasek w okolicy. Tak jak mozesz powstrzymac chec spluniecia w czasie publicznego wystapienia, puszczenia baka przy kolacji wigilijnej, sikania w niedozwolonym miejscu, spania na wykladzie, zaspokojenia glodu kosztem diety, czy tez wybierzesz niezaspokojone pragnienie niz ryzyko spoznienia sie na odlatujacy samolot. A przeciez jesz, pijesz, spisz, wydalasz - no i potrzebe seksualna takze zaspokajasz, bo to wszystko w Tobie jest. Gdybys nie trzymal sie w tych ryzach uchodzilbys za chorego psychicznie.
      Dlatego albo nie kradniemy, nie zabijamy, nie lamiemy przepisow itd. Albo robimy to w sposob niejawny. Poza uposledzonymi , jebnietymi rewolucjonistami, i rownie powalonymi artystami otwierajcymi wrota podswiadomosci :).
    • humi-dor Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 13:57
      Siedemnascie lat temu, jak urodzilo sie moje drugie dziecko, poddalem sie wasektomii, podobnie jak kilku moich znajomych/przyjaciol. Nigdy tej decyzji nie zalowalem, genow rozsiewac nie zamierzam i watpie, zeby cokolwiek sie w tej kwestii zmienilo.
      • gomory Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 14:11
        Mialem kolesia ktoremu badania wykazaly, ze jest nieplodny. Jego zona to zaakceptowala ze zrozumieniem. Ale jej cialo jakby nie do konca, bo przestala z nim miec orgazmy.
        I jak cos takiego odkrecic?
        • humi-dor Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 14:26
          gomory napisał:

          > Mialem kolesia ktoremu badania wykazaly, ze jest nieplodny. Jego zona to zaakce
          > ptowala ze zrozumieniem. Ale jej cialo jakby nie do konca, bo przestala z nim m
          > iec orgazmy.
          > I jak cos takiego odkrecic?

          Na chlopski rozum, to powinna sie babka cieszyc, ze w ciaze nie zajdzie ;-)
          Mnie straszono, ze po wasektomii bede impotentem, albo nagle popadne w depresje z powodu niemoznosci ponownego zostania ojcem. Oba te proroctwa to kompletna bzdura.
        • zawle Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 15:10
          gomory napisał:

          > Mialem kolesia ktoremu badania wykazaly, ze jest nieplodny. Jego zona to zaakce
          > ptowala ze zrozumieniem. Ale jej cialo jakby nie do konca, bo przestala z nim m
          > iec orgazmy.
          > I jak cos takiego odkrecic?

          To się nazywa niejawna przemoc domowa;)
    • aandzia43 Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 17:19
      Z racji sporej dawki neurotyzmu, melancholii i gnostyckiego pesymizmu przychylam się do albigensowskiego postulatu "skończmy z rozmnażaniem się, świat z człowiekiem w roli głównej jest paskudny i niewart przetrwania". A może katarskiego? Postulatu. Z drugiej strony żywa emocjonalność i dobra łączność z biologiczną tkanką wyprodukowała w moim mózgu coś na kształt panteistycznego sposobu odczuwania rzeczywistości. Nadwrażliwość zaś na bodźce skierowała mnie w stronę epikureizmu. Z połączenia panteizmu z epikureizmem wyszło, że jestem za rozsiewaniem, ale dobrych genów (złe, skazane na cierpienei i cierpienie niosące niech się nie męczy i innych nie męczy). Czyli ostatecznie wylądowałam w ramionach tej okropnej eugeniki? ;-)
      Moje geny ostatecznie mogą być, gorsze widziałam, ale szczególnego pędu do powielania się nie mam i nie miałam. Córkę instruuję, żeby wybrała sobie męża również pod kątem dobrego materiału genetycznego, czyli najlepiej takiego uzupełniającego jej niedostatki. Sama intuicyjnie rozmnożyłam się właśnie z takim facetem. Gdybym miała dziecko obciążone poważniejszymi chorobami uwarunkowanymi genetycznie namawiałabym do powstrzymania się od rozmnażania. Jajeczek bym do anonimowych działań rozrodczych nie oddała (jakaś odpowiedzialność za ewentualne potomstwo mnie gryzie). Znajomej bezpłodnej kobiece tak, jeśli miałabym o niej dobre zdanie. Takiej wynajęłabym też macicę. Przy czym bardziej czułabym się związana z moim genetcznym potomkiem, nawet gdybym nei nosiła go w łonie. Swoją macicę traktuję dość użytkowo, ważniejsze geny.
      • zawle Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 22.02.13, 23:11
        aandzia43 napisała: Swoją macicę
        > traktuję dość użytkowo, ważniejsze geny.


        Poród był dla mnie taką masakrą, że z chęcią zakrzyknęłabym za Orwelem - zróbcie to Julii ( Julian bardziej by mi pasował:)
        Mogłabym urodzić dziecko tylko swojej córce.
        • aandzia43 Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 23.02.13, 20:18
          Ggghhhyyyyy, dokładnie tak, zróbcie to Julianowi ;-)
          Rozwiązanie takiej ciąży tylko przy pomocy cesarki.
          • zawle Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 23.02.13, 20:24
            Moja znajoma po cesarkach mówiła, że nie jest to taki miód. Pewnie inaczej jest jak się dziecko komu innemu oddaje;)
      • loppe Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 23.02.13, 23:34
        Z epikureizmem wiązałem spore nadzieje i przeczytałem grubą ksiązkę na jego temat. Epikur zresztą seks uważał za tzw. potrzebę niekonieczną. Poziom skomplikowania poglądów tej szkoły oddalił mnie jednak od niej, w kierunku stoicyzmu. I innych jeszcze kierunków. Panteizm - duży szacun dla panteizmu.
        • jesod Na Ozyrysa! 24.02.13, 00:28
          loppe napisał:
          > Z epikureizmem wiązałem spore nadzieje i przeczytałem grubą ksiązkę na jego tem
          > at. Epikur zresztą seks uważał za tzw. potrzebę niekonieczną. Poziom skomplikow
          > ania poglądów tej szkoły oddalił mnie jednak od niej, w kierunku stoicyzmu. I i
          > nnych jeszcze kierunków. Panteizm - duży szacun dla panteizmu.

          Na Ozyrysa! Tyle wysiłku by móc wreszcie świadomie rozpylać geny? :)
    • replika78 Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 24.02.13, 01:36
      Jasne, że chciałabym przekazywać swoje kobiece geny, niestety wiąże się to z 9 miesiącami z piłką lekarską w brzuchu, paroma godzinami, podczas których przez otwór tylko nieco większy niż Twój odbyt usiłuje wydostać sie na świat bochenek chleba zbudowany z kości i mięsa, a potem prze co najmniej 3 lata jest się zatrudnioną na 24/8 etatu przy obsłudze egoistycznego pasożyta. (tak tak, ja też byłam takim pasożytem). Tak więc zostanę przy tym co przypisane kobiecie: ochronie i zapewnianiu bezpieczeństwa tym moim genom, które już są na świecie.
    • grosz-ek Re: Stereotyp (?) rozsiewacza genów 03.03.13, 01:12
      Zawsze mnie bawił stereotyp, że facetom tylko jedno w głowie. Równie absurdalny, jak ten, że kobiety to takie "cnotki-niewydymki".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja