wijs
27.02.13, 14:16
Ona:35 lat
On: 34 lata
W związku: 13 lat
Dziecko: 1,5 roku
Ilość seksu na miesiąc: 1 raz
Czuję się jak współlokatorka mojego męża. Obydwoje spędzamy dużo czasu poza domem, mamy inne rytmy dnia (ja wstaję o 4 rano, kładę się o 22, przeważnie mi to nie wystarcza; on wstaje o 6.30, kładzie się ok. 24, wydaje się wypoczęty), mało czasu spędzamy wspólnie. Wspólnie - mam na myśli w jednym pomieszczeniu, każde w swoim kąciku.
Weekendy przeznaczone są na nadrabianie zaległości w obowiązkach domowych, odwiedziny u dziadków itp. Niezbyt ekscytujące.
Rozmowy u nas to wymiana komunikatów o synku. Mąż jest typem małomównego, skrytego faceta, który ma problemy z okazywaniem uczuć i rozmawianiem o nich. Ja właściwie też mam problemy z rozmową, ale zdaję sobie sprawę, że rozmawiać trzeba.
Seks, jak już do niego dojdzie, jest fantastyczny (albo przynajmniej bardzo dobry), przynajmniej od strony czysto fizycznej. Duchowo - leży na całej linii.
Seks przed urodzeniem dziecka był częstszy, minimum raz na tydzień. Po porodzie wszystko się posypało - najpierw połóg, potem obydwoje byliśmy zmęczeni nocnym wstawaniem do syna.
Ale już od 7-8 m-cy syn przesypia całe noce, moglibyśmy wygospodarować trochę czasu dla siebie, ale.. nie ma w nas ognia, chęci. Ja odczuwam pożądanie tylko kiedy mam dni płodne, a i wtedy niespecjalnie chce mi się czynić wygibasy ;)
Mąż ma ochotę częściej (chociaż u niego libido też podupadło) ale wybiera momenty, kiedy ja akurat jestem zajęta.
Nie możemy się zgrać. Nie jesteśmy w stanie o tym pogadać - ja próbuje raz na jakiś czas zacząć rozmowę, ale mąż mnie zbywa, albo ja monologuję a on milczy.
Proszę o rady - jak wyrwać się z tego marazmu?