urquhart
15.03.13, 16:16
W aktualnym temacie wyłuszczania i analizy źródeł męskiej malizny od Eichelbergera
>>>
Często słyszę od singielek: „Jestem sama, bo mężczyźni są do niczego”. I gdy poznaję ich ewentualnych partnerów, stwierdzam, że mają rację. Lepiej być samą niż z hipochondrycznym maminsynkiem czy uwodzicielem ze skłonnością do alkoholu.
Jeśli przychodzi kobieta, opowiadam jej o pewnej zrozpaczonej kobiecie po trzydziestce, która przyszła do mędrca: „Szukam od lat mężczyzny, który by sprostał moim wymaganiom, i nie znajduję. Jestem bardzo zdeterminowana, ale nic z tego nie wychodzi”. Na to mędrzec: „Powiedz mi, jakiego mężczyzny szukasz?”. Kobieta jednym tchem: „Mądrego, silnego, zaradnego, szlachetnego, ciepłego, kochającego, wrażliwego, odważnego, pogodnego… no i pięknego”. Na to mędrzec: „Znajdziesz go bez trudu. Pełno takich”. Kobieta: „Jak to możliwe, że przez tyle lat nie spotkałam ani jednego?!”. Mędrzec: „Nie miałaś szans. Ale zdradzę ci stuprocentowy sposób, żeby go spotkać. Musisz mi tylko obiecać, że z niego skorzystasz, choć będzie cię to kosztować dużo trudu”. Kobieta po chwili namysłu: „Jeśli to jest stuprocentowy sposób, to biorę i obiecuję, że nie zmarnuję tego daru. Nie boję się trudnej drogi, gdy jestem pewna, że prowadzi do celu. To, co było moim udziałem do tej pory, było i trudne, i na dodatek bezowocne.” „Mądra odpowiedź” – pochwalił ją mędrzec i kontynuował: „Sposób jest prosty. Jeśli chcesz spotkać mężczyznę obdarzonego tak hojnie cnotami, które wymieniłaś, to… najpierw musisz je rozwinąć w sobie! Gwarantuję, że wtedy go spotkasz – bo złoto ciągnie do złota, a żelazo do żelaza”. Kobieta pokłoniła się mędrcowi i już chciała wyjść z pokoju, gdy ten dodał ciepło: „Jeśli już to wszystko zrobisz, a jakimś zrządzeniem losu jednak go nie spotkasz, to i tak będziesz czuła, że go spotkałaś”.
(...)
Mężczyznom nie jest łatwo się odnaleźć w tej sytuacji. Tym bardziej że wszystkie dotychczasowe, systemowe podpórki, służące zapewnieniu im dominującej pozycji w związku i uzależniające kobietę od męskiego patronatu, odchodzą w przeszłość. Nadszedł czas związków bez wspomagania. Nawet dzieci przestają odgrywać rolę kleju. Spoiwem nowych związków może być tylko wielkie, wzajemne uczucie, świetny dobór seksualny, partnerstwo, wzajemny szacunek i atrakcyjność społeczna. A tego żadna ze stron nie potrafi. Brak wzorców.
(...)
„Nowy matriarchat” wpędza część mężczyzn w emocjonalny regres, a u innych konserwuje niedojrzałość. Zważmy, że stale wzrasta ilość chłopców wychowanych przez samodzielne matki singielki. Dzielna matka i brak wzorca dorosłego, odpowiedzialnego mężczyzny sprawiają, że wybierają sobie na partnerki kobiety podobne do ich matek, czyli silne i samodzielne. Oni przywykli, że wszystkim zajmuje się kobieta. Nie muszą zarabiać na dom, bo partnerki często lepiej sobie radzą – albo jakoś sobie radzą. Są przekonani, że ich rolą jest pozostać ładnie wyglądającym, opalonym, pachnącym, dostępnym seksualnie chłopcem. Krótko mówiąc, zamieniamy się rolami.
(...)
Za czasów Freuda mówiło się o zazdrości kobiet o penisa, a teraz wygląda na to, że sytuacja się odwraca, mężczyźni kobietom zazdroszczą waginy. Prawdopodobnie działo się tak w matriarchacie z tych powodów, o których już mówiłem. Ale współcześni mężczyźni mają jeszcze jeden ważny powód, by nie chcieć być mężczyznami. Są słusznie obciążani i uświadamiają sobie odpowiedzialność za stan świata, za tysiąclecia upokorzeń i cierpień, które zafundowali kobietom, za wojny i pogromy, ludobójstwa. Za bezwzględną eksploatację przyrody. Młodzi mężczyźni się nie łudzą: bycie mężczyzną nie jest powodem do dumy… Widać to najwyraźniej w skandynawskich szkołach, gdzie silnie zaznacza się feministyczna interpretacja historii akcentująca zło, jakie patriarchat uczynił światu. Zapewne jest to słuszna interpretacja, ale jak się mały chłopiec tego nasłucha, to zaczyna po szkole chodzić pod ścianami i bynajmniej nie ma zamiaru czerpać wzorców z bohaterów męskiego etosu.
(...)
W wielkich miastach, gdzie robi się karierę i realizuje ambicje zawodowe, jest wiele agresywnych, rywalizujących z mężczyznami kobiet. Ich kłopot często tkwi w tym, że przyciągają albo podobnych, agresywnych mężczyzn, albo takich, którzy się na nich wieszają i pozwalają się lekceważyć. Wtedy mogą stworzyć związek zażarcie rywalizujących na wszystkich polach przeciwników albo układ sadomasochistyczny, gdzie mężczyzna będzie podporządkowanym (albo zbuntowanym) chłopcem, który prędzej czy później stanie się przedmiotem pogardy swojej partnerki.
(...)
Całość
zwierciadlo.pl/2012/seks/partnerstwo/wojciech-eichelberger-mezczyzni-sa-do-niczego