loppe
25.03.13, 11:47
Dużo dobrego mogę powiedzieć o tej metodzie, nazywanej przez sceptyków watykańską ruletką.
Nie zawiodła ani razu, z kilkoma partnerkami. Stosowaliśmy ją zwłaszcza jako młodzi, nowoczesni ludzie, można powiedzieć ekologiczny seks. Owszem, trzeba liczyć i gdy kiedyś dziewczynę raz spytałem w którym dniu cyklu jest i iludniowe ma cykle, to dwa lata już bez pytania sam sobie liczyłem, zanim do niej zadzwoniłem ("możesz prezerwatywę używać, ale mnie to tylko śmieszy" - powiedziała bowiem). Raz spotkalismy się w dni płodne i wówczas usłyszałem błaganie o ostrożność czyli mistrzowski stosunek przerywany. Wtedy jeszcze nie wiedziałem jak dobry w nim jestem, więc oboje cieszyliśmy się potem, że się udało.
Stosowanie kalendarzyka z wielkim powodzeniem przez lata całe - bo to ani gumy, ani chemii pigułki, ani dyskomfortu, ani wydatków, ani ciąży - rozzuchwalało. Coraz bardziej zbliżałem się do granic ludzkich możliwości antykoncepcyjnych. Pewnego dnia zrobiliśmy to, to już z obecną Partnerką, w 11. dniu 29-dniowego cyklu!!! Plemnik wytrzymał te kilka dni i urodziła się dziewczynka (podobno plemniki-chłopcy są szybsi, a plemniki-dziewczynki wytrzymalsi, co jest jakąś wskazówką przy doborze czasu prokreacji dla pragnących dzieciaczka określonej płci, rozumiecie).