To już koniec?

04.04.13, 15:48
Jesteśmy parą od 20 lat. Wiele razem przeszliśmy (nowotwór i usunięcie jądra). Oprócz wielu innych rzeczy łączył nas udany sex. Chyba nigdy nie zdarzyło mi się odmówić (może to błąd) z powodu focha. Po operacji nasze życie wróciło właściwie do normy. Od jakiegoś czasu( ok 2 lata) nasze życie seksualne umarło. Zaczęło się od problemów z erekcją. Zanik erekcji podczas stosunku lub całkowity brak erekcji. Stopniowo próbowaliśmy coraz rzadziej . Nigdy nie robiłam mu wyrzutów a winy szukałam w sobie ( że nie jestem już tak atrakcyjna jak kiedyś, że to dlatego że przytyłam itp.) Próbowałam z nim rozmawiać - twierdzi że wyczerpał już swoje zasoby. Ostatnio kochaliśmy się 6 grudnia z okazji Mikołaja. Wcześniej gdzieś w maju. Tak naprawdę to strasznie wpływa na moją samoocenę, nie czuję się atrakcyjną kobietą. Moje koleżanki mające starszych partnerów mają wręcz odwrotny problem przesyt seksu. Czasem nie chce mi się żyć , a czasem mam to wszystko gdzieś. Mam 42 lata i nie chciałabym przechodzić na seksualną emeryturę.
    • gomory Re: To już koniec? 04.04.13, 15:56
      Wspolczuje Tobie takiej sytuacji.
    • rekreativa Re: To już koniec? 04.04.13, 16:38
      Piszesz, że mąż miał operację, więc może te problemy z erekcją to efekt zabiegu? Byliście z tym u lekarza?
      • loppe Re: To już koniec? 04.04.13, 16:48
        Lance Armstrong, kolarz, miał wycinanie jądra z powodu raka i romanse potem.

        Pewnie że byli u lekarza. Byli u wielu, byli w szpitalach, dziewczyno
    • loppe Re: To już koniec? 04.04.13, 16:46
      Nie bierz tego personalnie, do siebie, czy raczej o sobie.

      Partner jak się wydaje rzeczywiście jest w jakimś dole energetycznym, albo tak jak powiada u kresu swoich zasobów.
      • loppe Re: To już koniec? 04.04.13, 16:52
        A właśnie! Zdaje się jest taka niesławna tendencja do opuszczania kobiet które były przy megasłabości facetów. Nova nawet nie musiałaby wiedzieć że bez jądra partner.

        Więc tak jak mówię - Ty na pewno nie bierz tej sytuacji na siebie, a czy Partner wyjdzie z dołka czy nie, to ja już nie wiem.
    • sabat-77 Re: To już koniec? 04.04.13, 18:46
      Nice story. Rozumiem że on rządzi w związku i utrzymuje dom ? On jest przy kasie, nie ?
      Częsty wariant z tego co widzę na forum, to taki, że babka widzi problem z seksem kiedy podświadomie czuje, że związek się rypie - a ona jest w nim beneficjentem, tj. żoną kolesia z grubym portfelem. Jakiegoś niezamożnego obszczymura to by olała i dała mu zdechnąć pod płotem, więc pytam życzliwie, czy coś jest na rzeczy.
      • rekreativa Re: To już koniec? 04.04.13, 19:31
        Co Ciebie dziś naszło z tą obsesją finansową?
        • sabat-77 Re: To już koniec? 04.04.13, 19:40
          rekreativa napisała:

          > Co Ciebie dziś naszło z tą obsesją finansową?

          Obsesją ? Dla mnie pieniądze nigdy w życiu nie miały większego znaczenia. JA obsesji nie mam. Nie oceniałem też innych przez pryzmat majątku ani stanowiska, które pełnili. Nie raz wielki pan prezes okazywał się burakiem, a ubogi bezdomny na wózku - ciekawym towarzyszem dyskusji. Niemniej - nie żyję w próżni. Jeśli reszta społeczeństwa zwariowała na punkcie kasy i władzy - to nie mam wyboru, jest to dyktat silniejszego.
          • rekreativa Re: To już koniec? 04.04.13, 19:49
            Masz obsesję doszukiwania się wszędzie pazernych bab.
            Gdzieś Ty w poście autorki wątku znalazł cokolwiek, co by świadczyło o jakimś jej uzależnieniu od kasy męża? I że w ogóle mąż ma kasę wartą poświęceń?
      • loppe Re: To już koniec? 04.04.13, 21:45
        sabat-77 napisał:

        > Nice story. Rozumiem że on rządzi w związku i utrzymuje dom ? On jest przy kasi
        > e, nie ?
        > Częsty wariant z tego co widzę na forum, to taki, że babka widzi problem z seks
        > em kiedy podświadomie czuje, że związek się rypie - a ona jest w nim beneficjen
        > tem, tj. żoną kolesia z grubym portfelem. Jakiegoś niezamożnego obszczymura to
        > by olała i dała mu zdechnąć pod płotem, więc pytam życzliwie, czy coś jest na r
        > zeczy.


        Co za wypowiedź, co za czasy. Cynizm.
        • loppe Re: To już koniec? 04.04.13, 21:50
          Zraniony idealizm to przemawiał?
          • sabat-77 Re: To już koniec? 04.04.13, 22:19
            loppe napisał:

            > Zraniony idealizm to przemawiał?

            Raczej zabity sentymentalizm. ;)
    • kobieta-praktyczna Re: To już koniec? 04.04.13, 23:48
      Autorce pomóc nie potrafię, najwyżej namówić mogę na konsultację u seksuologa, aby dowiedzieć się jak można pomóc partnerowi, lub skłonic partnera do takiej wizyty. Natomiast oburza mnie wpis Sabata. Jak można podejrzewać kogoś o pozostawanie z partnerem tylko dla kasy, skoro autorkę trapi brak seksu, a jak też pisze wiele ją z partnerem łączy. Czy Sabatowi trudno zrozumieć, że można pod każdym względem akceptować partnera, pragnąć z nim seksu i cierpieć z powodu jego braku? Autorka o stronie finansowej nic nie wspomina, jak też o innych sprawach rodzinnych (dzieci). Czemu Sabat nie przypuszcza, że to autorka jest głównym dostawcą kasy? - Takie sytuacje są coraz częstsze.
      • sabat-77 Re: To już koniec? 05.04.13, 00:49
        kobieta-praktyczna napisała:

        > Autorce pomóc nie potrafię, najwyżej namówić mogę na konsultację u seksuologa,
        > aby dowiedzieć się jak można pomóc partnerowi, lub skłonic partnera do takiej w
        > izyty. Natomiast oburza mnie wpis Sabata. Jak można podejrzewać kogoś o pozosta
        > wanie z partnerem tylko dla kasy, skoro autorkę trapi brak seksu, a jak też pis
        > ze wiele ją z partnerem łączy. Czy Sabatowi trudno zrozumieć, że można pod każd
        > ym względem akceptować partnera, pragnąć z nim seksu i cierpieć z powodu jego b
        > raku? Autorka o stronie finansowej nic nie wspomina, jak też o innych sprawach
        > rodzinnych (dzieci). Czemu Sabat nie przypuszcza, że to autorka jest głównym do
        > stawcą kasy? - Takie sytuacje są coraz częstsze.

        Pokrótce:
        Seks pełni podwójną rolę - erotyczną i więziotwórczą. Jest kwestią intuicji i wyczucia dostrzeżenie, który z braków zarysowuje się mocniej w wypowiedzi danego gościa na naszym forum. U kobiet widzę szczególnie silnie to rozróżnienie, faceci są chyba jednak dużo bardziej prostolinijni, ze względu na prymitywniejszą seksualność.
        Kobieta rozczarowana seksualnie partnerem, niezależnie od tego co formalnie przedstawia na forum (często takie kobiety twierdzą wręcz, że to partner zaniechał seksu albo "nie stara się") zachowuje się inaczej niż ta, której brakuje więziotwórczej roli seksu. W tym drugim wypadku nie o sam seks chodzi, ale o to, że brak seksu daje babce do zrozumienia, że coś jest nie tak z więzią i trzeba szybko reagować.
        Rozczarowanie seksualne widać ładnie też na polu rozkładu sił w związku. Kobiety które zdominowały partnerów często są rozczarowane ich słabością i to one de facto generują większą część konfliktu na tle łóżkowym, natomiast kobiety podporządkowane partnerowi będą szukać problemów w sobie i koncentrować się na przerwaniu więzi emocjonalno-
        seksualnych.
        Dlaczego wspomniałem o kasie ? Bo to ma kolosalne znaczenie w kwestii decyzyjności w związku. Rozdawać karty będzie ten, kto ma więcej do powiedzenia. Szkoda że nikt nie zauważył, że zapytałem o to kto rządzi.
        Nie widzę tego typu spraw (o ile ta do nich należy) jako prymitywną pazerność, ale lęk przed utratą więzi wnoszącej pozytywne aspekty do życia kobiety. Kobieta jako długoterminowy beneficjent, nie tylko w postaci mamony, ale bezpieczeństwa, zaspokajania potrzeb gniazda itp. będzie postrzegać seks jako naturalny mechanizm nagrody dla samca. Będzie mieć poczucie, że wnosi to do związku i jest to dobro wartościowe. To daje poczucie trwałości wymiany dóbr w relacji. Kiedy ta wymiana dóbr jest zachwiana - samiec nagle nie chce - ona czuje, że relacja jest zagrożona.

        Mówiąc wprost - gdyby chodziło głównie o realizacją popędu, to już dawno byłoby po sprawie.
      • hello-kitty2 Re: To już koniec? 05.04.13, 00:56
        kobieta-praktyczna napisała:

        Czy Sabatowi trudno zrozumieć, że można pod każd
        > ym względem akceptować partnera, pragnąć z nim seksu i cierpieć z powodu jego b
        > raku?

        Hehe mysle, ze akurat Sabat to rozumie lepiej inni wyrozumiali :)
    • bcde Re: To już koniec? 05.04.13, 04:38
      "Jesteśmy parą od 20 lat. Wiele razem przeszliśmy. Oprócz wielu innych rzeczy łączył nas udany sex. Jakiś czas temu mąż miał wypadek, w którym nieszczęśliwie stracił jądra oraz wacka. Od tego czasu nasze życie seksualne umarło. Zaczęło się od problemów z erekcją, bo mąż nie ma penisa. Całkowity brak erekcji. Stopniowo próbowaliśmy coraz rzadziej. Nigdy nie robiłam mu wyrzutów a winy szukałam w sobie (że nie jestem już tak atrakcyjna jak kiedyś, że to dlatego że przytyłam itp.) Próbowałam z nim rozmawiać - twierdzi że wyczerpał już swoje zasoby. Ostatnio kochaliśmy się przed wypadkiem męża. Tak naprawdę to strasznie wpływa na moją samoocenę, nie czuję się atrakcyjną kobietą. Moje koleżanki mające starszych partnerów mają wręcz odwrotny problem przesyt seksu. Czasem nie chce mi się żyć, a czasem mam to wszystko gdzieś."

      PS.
      Sabat, twoje spostrzeżenia są ciekawe i coś w nich jest, ale zachowania kobiet nie zawsze ogarniesz logiką, bo kobiety są po prostu popieprzone.
      • annomania Re: To już koniec? 05.04.13, 14:43
        bcde mam nadzieję że nigdy nie staniesz oko w oko z chorobą taką jak rak. Po twoim komentarzu oceniam że jesteś wielkim nie spełnionym burakiem. Może jestem popieprzona ale od 20 lat żyję w fajnym związku i chciałabym żeby tak było dalej. Nie jestem finansowo zależna od męża . Obydwoje pracujemy w małej rodzinnej firmie. To ja oficjalnie jestem jej właścicielką. Pieniądze nigdy nie były dla nas ważne bardziej niż dla przeciętnego człowieka. Żyjemy na średnim poziomie. Wspólne konto i gotówka w domu. Czy tak trudno zrozumieć że chciałabym jeszcze "kręcić" mojego faceta ? A problem polega na tym że nie chcę nalegać i przypierać go do ściany proponując wizyty u seksuologa. To że unika seksu wynika z tego że kilka razy nie stanął na wysokości zadania i prawdopodobnie boi się że to się powtórzy. Od operacji minęło już kilka lat więc to raczej nie to. My nie kłócimy się o sex my nie kłócimy się w ogóle. Tak więc teorie Sabat na temat pazernych na kasę bab taż raczej nie pasują.
        • hello-kitty2 Re: To już koniec? 05.04.13, 15:05
          annomania napisała:

          Czy tak trudno zrozumieć że chciałabym jeszcze
          > "kręcić" mojego faceta ? A problem polega na tym że nie chcę nalegać i przypier
          > ać go do ściany proponując wizyty u seksuologa. To że unika seksu wynika z tego
          > że kilka razy nie stanął na wysokości zadania i prawdopodobnie boi się że to s
          > ię powtórzy. Od operacji minęło już kilka lat więc to raczej nie to. My nie kłó
          > cimy się o sex my nie kłócimy się w ogóle.

          To, ze jemu nie staje nie musi oznaczac, ze go nie krecisz.

          Nie klocicie sie to dobrze ale problem jest. Brak klotni i unikanie tematu problemu dotychczas nie rozwiazalo. Wiec mozesz zaniechac stosowania takiego wyjscia z sytuacji, bo nie dziala.

          Malo tego, ja w ogole nie widze sposobu bys to Ty mogla ten problem rozwiazac. Wiesz dlaczego? Bo to nie jest Twoj problem. Wg mnie celowe jest, zeby maz ten problem u siebie dostrzegl i 'cos' z nim zrobil albo okreslil sie nie zamierza. Sadze, ze masz prawo wiedziec co on planuje zrobic (isc do urologa/seksuologa/siegnac po viagre itp/nie robic nic/powiedziec Ci, ze nie chce uprawiac seksu w ogole/nie chce uprawiac seksu z Toba/jest zakochany w kims innym/nie wiem co tam jeszcze. 'Musi' podjac decyzje w sprawie swojego problemu. Nie sadze, zeby domaganie sie zajecia przez niego stanowiska bylo stawianiem pod sciane. Przeciez potrzebujesz jego decyzji, zeby podjac swoja.
          • annomania Re: To już koniec? 05.04.13, 15:15
            Sama nie wiem jaką decyzję miała bym podjąć. To prawda unikam tematu. Czekam. Może znowu będzie jak dawniej. Kocham Go .Oprócz tego nie mamy żadnych większych problemów. Nie chciała bym wikłać się w romans choć z przygodnym seksem raczej nie było by problemu. Widocznie nie można mieć wszystkiego
            • songo3000 Re: To już koniec? 05.04.13, 17:44
              Wedle Boginki powinnaś odbudować seksualną więź z mężulem. Napisz do niej - na pewno da Ci konkretne rady jak :D
              SSTristapo poradzi, że masz "kopnąć go w dupę" i przychylam się do tej rady. Nie, nie chodzi o eksmisję tylko o odpowiedni wstrząs, który zmusi mena do wyjścia z dołka i zadziałania. Inaczej płacz sobie dalej.
            • zawle Re: To już koniec? 05.04.13, 17:49
              annomania napisała:

              > Sama nie wiem jaką decyzję miała bym podjąć. To prawda unikam tematu. Czekam. M
              > oże znowu będzie jak dawniej. Kocham Go .

              Czekanie nikomu nie pomaga. Są leki przeciwlękowe dla faceta. Pomagają. Jeśli to dobry związek to gadajcie bo się rozjedziecie emocjonalnie. Na to już nie ma leków.
            • marek.zak1 Re: To już koniec? 05.04.13, 19:08
              Jak go kochasz, to zapisz się na siłownię/aerobik/basen i nie narzekaj, że utyłaś i gorzej wyglądasz.
        • bcde Re: To już koniec? 05.04.13, 18:48
          Kwestie majątkowe mnie nie interesują w twoim przypadku i absolutnie nie miałem ich na myśli. Moje słowa do Sabata nie mają związku z twoim postem, choć jego słowa zapewne tak.
          Pisząc to, co napisałem, chciałem zwrócić uwagę na absurdalność twoich odczuć co do własnej nieatrakcyjności i spadającej samooceny w sytuacji, gdy podstawową przyczyną problemów wydaje się stan zdrowia twojego męża. Przez kilkanaście lat było dobrze, mąż pożądał cię i nie narzekałaś, że go nie kręcisz. Dopiero po poważnej chorobie zaczął się problem, a gdy twój mąż mówi ci, że "już się wystrzelał" i sam zwraca uwagę, że problem jest po jego stronie, to tobie spada samoocena i uznajesz się za nieatrakcyjną. Nie napisałaś wcześniej ile czasu upłynęło od operacji i zwalczenia choroby, więc nie było podstaw przypuszczać, że to nie choroba, a inny czynnik może grać tu rolę.
          Kobiety są popieprzone, bo na ich poczucie atrakcyjności mają wpływ zdarzenia i okoliczności także zupełnie niezależne od kobiet, a nawet ich partnerów. A jednak niemal zawsze kobieta będzie szukać problemów w sobie. Tylko tyle. Mężowi życzę zdrowia i mam nadzieję, że wszystko będzie OK.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja