irre.nka
08.04.13, 09:44
Przeglądam sobie forum od jakiegoś czasu, czytam, znajduje opisy podobnych doświadczeń jak moje. Jestem taką żoną, której się nie chce.
Wiem, były podobne wątki. Ale ja postaram się opisać krótko moją historię.
Staż małżeński 11 lat. Małżeństwo z miłości, brak większych problemów, udane dzieci, my fajni, atrakcyjni, seks kiedyś namiętny, częsty.
Pamiętam taki moment, na wakacjach, jeszcze nie mieliśmy dzieci, kochaliśmy się, było wspaniale, wprowadziliśmy jakieś nowe eksperymenty, było cudownie, a ja na końcu pomyślałam, że przecież to nie będzie trwać wiecznie. Co zrobimy, gdy przerobimy już wszystkie zabawy? Już nic nie będzie nowe, nic nie zaskoczy, znudzimy się sobą.
Życie płynęło dalej, ale rzeczywiście seks odsuwał się stopniowo na dalszy plan.
To klasyka, każdy o tym wie, rodzą się dzieci, libido kobiet spada, ale mążczyzn nie i w tym jest problem.
Były dziesiątki rozmów, były moje zapewnienia,że to nie tak jak on myśli, że jest dla mnie wciąż atrakcyjny itd.
Mąż się męczy, ale ja też. Jestem rozczarowana. Rozczarowana tą sferą życia.
Naiwnie wierzyłam, że mnie się to nie przytrafi. Kochamy się raz w tygodniu, ale tylko co trzeci, czwarty raz wynika to z tego , że na prawdę mam ochotę. Jest mi z tym źle.
Chciałabym, by dotyk, pocałunek męża mnie podniecał, a nie dzieje się nic.
Ja wciąż udaję! I prowadzimy te grę, on wie, głupi nie jest, ja wiem, że on wie, ale otwarcie nie rozmawiamy.
Rozmawiamy tak na 70%. Gdy dochodzimy do pewnego punktu ja się zamykam. Nie chcę go ranić i nie powiem mu: posłuchaj, nie podniecasz mnie, nic nie czuję! Tylko wciąż owijam w bawełnę.
Chcę być napalona, chcę bardzo, ale w tym związku to już chyba niemożliwe.
Od jakiegoś czasu fantazjuję o romansie. Wiem, że moja seksualność nie umarła, że jest uśpiona. Miałam przyjaciela, który ostro podkręcał mnie sms-ami. Czułam ogień, wtedy to kochałam się z mężem jak wulkan seksu, ale myśląc o tamtym. Czyli można... Tylko jakim kosztem...
Drodzy zaniedbywani mężowie! Żal mi was, ale nas też, nam tez nie jest łatwo, brakuje nam namiętności, pożądania.
Wszystkie moje koleżanki, jak się ostatnio okazało, bo odważyły się o tym mówić, przeżywają to samo. Dążymy do stabilizacji, marzymy o bezpieczeństwie, a gdy to osiągamy zaczynamy się nudzić i tęsknimy za adrenaliną, napięciem, niepewnością czyli tym co potencjalnie daje nam romans.
Eh ,życie...