bezsennick
17.04.13, 01:02
Witajcie...problem jakich były tu pewnie tysiące i pewnie będzie drugie tyle. Totalna różnica potrzeb? Sam nie wiem jak to nazwać....Małżeństwo z kilkuletnim stażem, (podobno) kochające się, ale ja powoli przestaję w to wierzyć....atrakcyjna, kobieca żona, ciepła, rodzinna i świetnie zajmująca się domem...... cudowny roczny synek, którym zajmujmy się obydwoje i w którym jesteśmy zakochani do szaleństwa. Własne, całkiem spore mieszkanie, brak większych problemów, poza kilkoma niesnaskami z teściami i lekkimi brakami finansowymi, ale kto dzisiaj ich nie ma? No i ten nieszczęsny seks....wyżebrany, wyproszony, zero inicjatywy ani wyobraźni z jej strony, nie mówiąc już o spontaniczności. Jest rewelacyjnie gdy już do czegoś dojdzie, problem w tym że dochodzi stanowczo za rzadko, i zazwyczaj ja muszę to inicjować i prosić o to, co totalnie mnie wykańcza. Przez jej ciągłe odmawianie, zapominanie i wykręcanie się, moja namiętność wygasa zupełnie, później ona zarzuca mi brak czułości, i tak koło się zamyka. Mam już dość, frustracja sięga zenitu, zwłaszcza że na codzień otacza mnie wiele pokus. Jeszcze z żadną kobietą nie przeprowadziłem tylu rozmów, ba, nawet kłótni na ten temat. Argumenty przez cały czas są takie same - "jak ci się nie podoba, to znajdź sobie inna", "znowu ja jestem najgorsza" i tak do znudzenia.... każda próba poważnej rozmowy kończy się kłótnią..... Myślałem że po ślubie i wspólnym zamieszkaniu nieco się rozkręci, ale jest w dalszym ciągu tak samo. Czasem czuję się totalnie olany i niepotrzebny i mam wrażenie że ona w ogóle nie dostrzega moich potrzeb, nawet gdybym napisał to sprayem na środku pokoju....staram się robić wszystko by była szczęśliwa, ale ona chyba tego nie docenia ....rozmowy, kłótnie, szantaże...nie pomaga totalnie nic...nie wyobrażam sobie rozwodu, chyba nie przeżyłbym rozstania z moim synem.....co dalej ?