losowylogin
18.04.13, 15:29
I co. Wyszalałem się, zgrzeczniałem, nie łajdaczę się i nie puszczam, jestem przykładnym mężem po dwóch latach naprawiania związku, nie pakuję się w żadne nowe historie. Efekt? W małżeńskim łóżku jest chyba najgorzej w historii. Przez jakiś czas nie było seksu bo związek trzymał się na cieniutkiej niteczce, teraz związek od strony emocjonalnej ma się świetnie, a seks? Seksu nie ma, chyba że 2-3 razy w kwartale można uznać za normę.
Nie ma i chyba już nie będzie, bo nagle okazuje się, że wszystko robię źle. Dziwne, bo moje kochanki musiałyby chyba być nienormalne, żeby regularnie chodzić do łóżka z tak beznadziejnym beztalenciem, ale tego argumentu raczej nie użyję w rozmowie z żoną.
Wiem, wiem, każdy ma inaczej, ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że moja żona ma zupełnie niedojrzałą seksualność, mimo 40-tki na karku w łóżku jest jak nastolatka - i to nie jest niestety komplement. Nie przez namiętność, a jakiś infantylny stosunek do seksu (pomijam seks jako przedmiot handlu małżeńskiego, bo niestety wiele kobiet to robi, a poza tym jest w czasie przeszłym obecnie). Plus to że wiecznie ją coś tam boli, a to nie tak wchodzę, a to za wcześnie wkładam jej rękę w majtki, a to ma globusa, a to ma spadek libido bo bez sensu bierze nuvaring (chyba po to obniżone libido) a to to, a to tamto.
Jak się łajdaczyłem, to przynajmniej miałem dobry seks. W końcu się ogarnąłem że nie chcę tak spędzić życia, ostatnio mnie znów zaczęło kusić ale szybko zakończyłem rodzący się temat. Co dalej - nie mam pojęcia. Dzięki za uwagę.