kotoshi
12.05.13, 11:26
Wczoraj zadzwonił do mnie mój były chłopak - niby w neutralnej sprawie, chodzi o uroczystość dot. naszej wspólnej znajomej. Przekazał mi, co miał przekazać, a ja na to, że ok, dzięki, ale przecież tak czy inaczej zadzwoniłaby do mnie znajoma X, więc jego telefon mnie dziwi, i niech powie, o co chodzi (dodam, że ostatni raz rozmawialiśmy po zerwaniu w grudniu).
On coś zaczął mieszać, co u mnie słychać itp., ja na to, że nie mam mu nic do powiedzenia w żadnym temacie (na zasadzie: kończmy proszę). On na to, że wie, że z kimś jestem, i czy jestem szczęśliwa (!). No to ja że mu nic do tego, tak niezbyt uprzejmie, i już czekałam, jak się odgryzie, a on tylko, tak szybko, że „nawet sobie nie wyobrażasz, jak strasznie żałuję tego, co się wtedy stało”. Ale że oczywiście mimo to życzy mi szczęścia, i jakbym czegoś potrzebowała, to zawsze mogę na niego liczyć (i się pożegnał i rozłączył).
No i ogarnął mnie taki dziwny nastrój, przypomniało mi się, jak podle się zachował i jak to przeżywałam, no i zaczęłam płakać, sama nie wiem, dlaczego. Mój obecny chłopak rozmawiał wtedy długo przez telefon w jakiejś zawodowej sprawie, ja byłam oczywiście w innym pokoju.
I kiedy słyszałam, że kończy, to spróbowałam się uspokoić - ale kiedy wszedł, to oczywiście zaraz spytał, co się stało, i przytulił mnie. No to ja mówię, że dzwonił mój były, i powtórzyłam całą rozmowę dokładnie. Mój chłopak pyta, czy coś jeszcze, bo nie widzi tu żadnego powodu do rozpaczy. Ja na to, że nie rozpaczam, tak się tylko rozkleiłam z powodu przykrych wspomnień i tego, jak były mnie kiedyś potraktował.
No i reakcja mojego chłopaka - wstał, chociaż byłam do niego przytulona, stanął na środku i mówi, że moja reakcja jest strasznie niedojrzała, jak dwunastolatki, i że strasznie go tym rozczarowałam, i że dałam się kolesiowi zmanipulować w trzy sekundy w rozmowie telefonicznej. Mnie wcięło po prostu, bo nagle tyle zarzutów, i mówię, że to bzdura, że zupełnie nie o to chodzi, ale on dalej swoje - że dałam się zmanipulować, na tanie chwyty, i jak go rozczarowałam tym „strasznie niedojrzałym zachowaniem”. To ja bez słowa wyszłam, zresztą powoli musieliśmy się szykować do wyjścia, bo byliśmy umówieni do kina ze znajomymi.
Potem trochę się wszystko rozeszło, bo najpierw to kino, potem poszliśmy wszyscy na pizzę, więc niby normalnie, ale po powrocie między mną a moim chłopakiem oczywiście chłód - bo ja obrażona, on też. Potem spytałam, o co chodzi, może porozmawiamy - on, że nic, nie ma żadnego problemu. I dalej niby normalnie rozmawiamy na temat zwykłych spraw itp. - ale on na dystans.
Dzisiaj od rana to samo - on jak za szklaną ścianą, chociaż niby wszystko normalnie. Pod koniec śniadania podjęłam próbę - pytam, o co chodzi. On, że przecież wszystko ok (!) To mnie zirytowało. Pytam „A może ty jesteś zazdrosny?” On, że chyba oszalałam.
Trzeciej próby podejmować nie będę, siedzę i się uczę, on też siedzi nad swoją robotą. Nie wiem, o co chodzi, bo nic mu nie zrobiłam, poza tym do zazdrości powodu rzeczywiście brak, a oprócz tej rozmowy telefonicznej nic innego się nie wydarzyło. Z fochem mojego chłopaka sobie poradzę, a przy okazji pokażę mu, jak to fajnie, ale czy ktoś może mi powiedzieć, o co mu chodzi?!