O co tu chodzi - czy ktoś wie?

12.05.13, 11:26
Wczoraj zadzwonił do mnie mój były chłopak - niby w neutralnej sprawie, chodzi o uroczystość dot. naszej wspólnej znajomej. Przekazał mi, co miał przekazać, a ja na to, że ok, dzięki, ale przecież tak czy inaczej zadzwoniłaby do mnie znajoma X, więc jego telefon mnie dziwi, i niech powie, o co chodzi (dodam, że ostatni raz rozmawialiśmy po zerwaniu w grudniu).
On coś zaczął mieszać, co u mnie słychać itp., ja na to, że nie mam mu nic do powiedzenia w żadnym temacie (na zasadzie: kończmy proszę). On na to, że wie, że z kimś jestem, i czy jestem szczęśliwa (!). No to ja że mu nic do tego, tak niezbyt uprzejmie, i już czekałam, jak się odgryzie, a on tylko, tak szybko, że „nawet sobie nie wyobrażasz, jak strasznie żałuję tego, co się wtedy stało”. Ale że oczywiście mimo to życzy mi szczęścia, i jakbym czegoś potrzebowała, to zawsze mogę na niego liczyć (i się pożegnał i rozłączył).

No i ogarnął mnie taki dziwny nastrój, przypomniało mi się, jak podle się zachował i jak to przeżywałam, no i zaczęłam płakać, sama nie wiem, dlaczego. Mój obecny chłopak rozmawiał wtedy długo przez telefon w jakiejś zawodowej sprawie, ja byłam oczywiście w innym pokoju.
I kiedy słyszałam, że kończy, to spróbowałam się uspokoić - ale kiedy wszedł, to oczywiście zaraz spytał, co się stało, i przytulił mnie. No to ja mówię, że dzwonił mój były, i powtórzyłam całą rozmowę dokładnie. Mój chłopak pyta, czy coś jeszcze, bo nie widzi tu żadnego powodu do rozpaczy. Ja na to, że nie rozpaczam, tak się tylko rozkleiłam z powodu przykrych wspomnień i tego, jak były mnie kiedyś potraktował.
No i reakcja mojego chłopaka - wstał, chociaż byłam do niego przytulona, stanął na środku i mówi, że moja reakcja jest strasznie niedojrzała, jak dwunastolatki, i że strasznie go tym rozczarowałam, i że dałam się kolesiowi zmanipulować w trzy sekundy w rozmowie telefonicznej. Mnie wcięło po prostu, bo nagle tyle zarzutów, i mówię, że to bzdura, że zupełnie nie o to chodzi, ale on dalej swoje - że dałam się zmanipulować, na tanie chwyty, i jak go rozczarowałam tym „strasznie niedojrzałym zachowaniem”. To ja bez słowa wyszłam, zresztą powoli musieliśmy się szykować do wyjścia, bo byliśmy umówieni do kina ze znajomymi.
Potem trochę się wszystko rozeszło, bo najpierw to kino, potem poszliśmy wszyscy na pizzę, więc niby normalnie, ale po powrocie między mną a moim chłopakiem oczywiście chłód - bo ja obrażona, on też. Potem spytałam, o co chodzi, może porozmawiamy - on, że nic, nie ma żadnego problemu. I dalej niby normalnie rozmawiamy na temat zwykłych spraw itp. - ale on na dystans.
Dzisiaj od rana to samo - on jak za szklaną ścianą, chociaż niby wszystko normalnie. Pod koniec śniadania podjęłam próbę - pytam, o co chodzi. On, że przecież wszystko ok (!) To mnie zirytowało. Pytam „A może ty jesteś zazdrosny?” On, że chyba oszalałam.
Trzeciej próby podejmować nie będę, siedzę i się uczę, on też siedzi nad swoją robotą. Nie wiem, o co chodzi, bo nic mu nie zrobiłam, poza tym do zazdrości powodu rzeczywiście brak, a oprócz tej rozmowy telefonicznej nic innego się nie wydarzyło. Z fochem mojego chłopaka sobie poradzę, a przy okazji pokażę mu, jak to fajnie, ale czy ktoś może mi powiedzieć, o co mu chodzi?!
    • rekreativa Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 12:10
      Niedojrzałość to może za grube słowo, natomiast widać wyraźnie, że jeszcze nie otrząsnęłaś się po poprzednim związku, jeszcze sporo emocji: żalu, smutku, zawodu w Tobie siedzi i się odzywa, kiedy je podrażnić.
      Jak ja się z jednym moim ukochanym rozstałam, to jeszcze trzy lata po na wspomnienie pewnych sytuacji łzy mi do oczu napływały. Natomiast nie wchodziłam w nowe związki, dopóki się nie upewniłam, że mi całkiem przeszło.
      Reakcja Twego chłopaka jest w części zrozumiała. Oto zadzwonił były jego dziewczyny, a dziewczyna płacze i przeżywa, jakby jej może jeszcze zależało. Mówi, że nie jest zazdrosny, ale coś tam go pewnie ukuło, jak Cię taką roztrzęsioną zobaczył.
      • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 12:51
        Rekreativa, oczywiście, że siedzą we mnie emocje, ale dwie rzeczy wiem na pewno: że nigdy nie wróciłabym do byłego i że go już nie kocham. Te emocje to głównie upokorzenie - z tego się jeszcze nie wyleczyłam, ale to akurat wiem.
        A Twój opis po rozstaniu z Twoim ukochanym odbieram tak (o ile się nie mylę), że łzy napływały Ci z powodu żalu za tym, co było piękne. Ja czegoś takiego nie miałam wczoraj po rozmowie, to raczej jakaś frustracja znalazła ujście. I wydaje mi się, że to jest jasne dla mojego chłopaka, bo bardzo dokładnie powtórzyłam mu rozmowę.
        Dlatego zazdrość wydaje mi się mało prawdopodobna. Do tego mój facet jest osobą taką bardzo racjonalną, nigdy nie stwarza problemu z niczego, a gdy jakiś problem jest, to konkretnie działa. I jeszcze jedno: jest bardzo szczery, tj. raczej nie odpowiada nic (jeśli z jakichś powodów nie chce), ale nie kłamie. A tu mi wyraźnie powiedział, że zazdrosny nie jest. Już nic więc nie rozumiem.
        Przykro mi też, że mi się dostało tyle, że jestem niby taka niedojrzała. A to też mi nie pasuje, bo właśnie uważał mnie za nad wiek dojrzałą - sam mi to parę razy powiedział!
        Czy mam zatem robić to, co postanowiłam, czyli też udawać, że wszystko ok?
        PS. A podobno mężczyźni wysyłają proste komunikaty - jak widać, niekoniecznie.
        • rekreativa Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 14:00
          No w tej konkretnej sytuacji to chyba Twój chłopak nie był szczery.
          Odciął się od jakichkolwiek emocji typu zazdrość itp., ale jego reakcja na sytuację była mocna. Potraktował Cię raczej ostro, co wskazuje, że się poczuł jakoś urażony. Jak loppe pisze, może jego ego ucierpiało, bo zobaczył, że inny facet wzbudza Twoje emocje?
          A czy to emocje natury romantycznej, czy wręcz przeciwnie, to już mniej istotne.
          • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 14:25
            Być może jest tak jak Ty, i Loppe piszecie, że jakiś rodzaj zazdrości wchodzi tu w grę. Przy tym mój chłopak nic konkretnego nie wie o moim wcześniejszym związku, oprócz tego, że miało miejsce gwałtowne rozstanie (on mi o swoich związkach nic nie mówił, to ja jemu też).
            Dziś zwłaszcza od śniadania zachowuje się poprawnie, tzn. tak, że nie można się przyczepić, ale jest jakiś taki jak za szklaną ścianą właśnie. I pewnie się cieszy, że ma cały dzień roboty (a wiedzieliśmy wcześniej, że ją będzie miał na weekend), bo ma pretekst, żeby ze mną wiele nie rozmawiać.
          • humi-dor Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 14:46
            rekreativa napisała:

            > może jego ego ucierpiało, bo zobaczył, że inny facet
            > wzbudza Twoje emocje?

            Mysle, ze nie chodzi o zazdrosc o innego faceta, ale o infantylnosc w najgorszym wydaniu. Rzadko, ktory mezczyna rozumie placz bez powodu, dlatego zasugerowal, ze jej reakcja jest na poziomie dwunastolatki. Osobiscie tez tak uwazam, bo sam nie lubie kobiet, ktorych byle blahostka doprowadza do spazmow.
            • rekreativa Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 15:57
              "Płacz bez powodu", "byle błahostka"...

              Koleżanka wyraźnie napisała, jakie emocje i dlaczego ją opanowały. Można tego osobiście nie rozumieć, nie odczuwać na tym samym poziomie, ale dlaczego zaraz sprowadzać jej przeżycia do czegoś infantylnego i błahego?
              • zawle Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 16:12
                rekreativa napisała: Można tego o
                > sobiście nie rozumieć, nie odczuwać na tym samym poziomie, ale dlaczego zaraz s
                > prowadzać jej przeżycia do czegoś infantylnego i błahego?

                Można. Gdy słyszał: nie mazgaj się. Gdy nie radził sobie ze swoimi emocjami i znalazł sposób: nie czuć. Gdy widział że ktoś kogoś karał, gdy tamten czuł. Ech, można.
                • rekreativa Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 16:16
                  Możliwe, że ten sam wychów otrzymał chłopak autorki i w sytuacjach, gdy komus sie "ulały" emocje traci grunt pod nogami.
              • humi-dor Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 16:40
                rekreativa napisała:

                > "Płacz bez powodu", "byle błahostka"...
                >
                > Koleżanka wyraźnie napisała, jakie emocje i dlaczego ją opanowały. Można tego o
                > sobiście nie rozumieć, nie odczuwać na tym samym poziomie, ale dlaczego zaraz s
                > prowadzać jej przeżycia do czegoś infantylnego i błahego?

                Bo to bylo infantylne zachowanie. Gdyby ten "byly" grozil jej przez telefon ublizal jej, upokarzal, czy diabli wiedza co jeszcze, to histeryczna reakcja byc moze bylaby uzasadniona. A w tym przypadku to nie wiadomo o co chodzi. Zreszta autorka watku tez za bardzo nie wie, skoro pisze:
                "No i ogarnął mnie taki dziwny nastrój, przypomniało mi się, jak podle się zachował i jak to przeżywałam, no i zaczęłam płakać, sama nie wiem, dlaczego."
                Ot, fochy nastolatki i tyle.
    • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 12:53
      Partner pragnie widać monopolu na Twoje silne przeżycia, ma słaby kontakt ze swoimi emocjami i dlatego tak niejasno się z Tobą skomunikował w tej sytuacji. No i tylko obwinił Cię, zamiast coś prawdziwego powiedzieć o swoich uczuciach. Przedmówczyni dobrze to zresztą naświetliła.
      • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 12:57
        Ale konkretnie, Loppe - o co mu chodzi? O co jest zazdrosny? Napisz to (z punktu widzenia mężczyzny), z góry dzięki.
        • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 13:21
          Chodzi właśnie o to że On dokładnie nie czuje o co mu chodzi.
          • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 14:27
            loppe napisał:
            > Chodzi właśnie o to że On dokładnie nie czuje o co mu chodzi.

            :)
            Tylko jak ma się teraz zachowywać przy takim "nieczującym, o co mu chodzi"?
            • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 14:33
              • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 14:35
                Przynajmniej Ty go już lepiej rozumiesz Dziecko (zresztą powiem że imponujesz emocjonalnym rozgarnięciem), może i On siebie poczuje/zrozumie z czasem:)
                • hello-kitty2 Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 15:42
                  Jak na moj gust to on nie jest uczuciowy/emocjonalny. O uczuciach nie lubi mowic, prawda? Wybuchy emocji tylko draznia takie osoby. Wcale nie chodzi o zadna zazdrosc. Widac, ze lubi miec wszystko pod kontrola. Ta dojrzalosc, ktora w Tobie widzial to pewnie to panowanie nad emocjami, umiejetnosc stworzenia zwiazku bez uczuc. Silniejsze osobniki nie lubia tych co sie rozklejaja, bo okazywanie slabosci jest krepujace dla otoczenia. Nie wiadomo jak sie zachowac.

                  Ja jak juz musze poplakac to najlepiej w samochodzie :)
                  • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 16:16
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Jak na moj gust to on nie jest uczuciowy/emocjonalny. O uczuciach nie lubi mowi
                    > c, prawda? Wybuchy emocji tylko draznia takie osoby. Wcale nie chodzi o zadna z
                    > azdrosc. Widac, ze lubi miec wszystko pod kontrola.

                    Moim zdaniem nie wygląda na osobę bez uczuć, mówię to na podstawie różnych sytuacji dotyczących różnych rzeczy, w których miałam okazję to zaobserwować.

                    Ta dojrzalosc, ktora w Tobi
                    > e widzial to pewnie to panowanie nad emocjami, umiejetnosc stworzenia zwiazku b
                    > ez uczuc. Silniejsze osobniki nie lubia tych co sie rozklejaja, bo okazywanie s
                    > labosci jest krepujace dla otoczenia. Nie wiadomo jak sie zachowac.

                    Moją dojrzałość odnosił do konkretnych spraw, zachowań, poglądów na życie (chyba że mówił co innego, a myślał co innego). A co do tego, co napisałaś o tych silniejszych osobnikach - to ja to raczej odniosłabym do mężczyzn w ogóle :)

                    > Ja jak juz musze poplakac to najlepiej w samochodzie :)

                    Ja też nie lubię płakać przy nikim, ale nie zawsze da się powstrzymać. Ale mój chłopak pierwszy raz widział mnie płaczącą.

                    • zawle Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 16:24
                      kotoshi napisała: > Moim zdaniem nie wygląda na osobę bez uczuć, mówię to na podstawie różnych sytu
                      > acji dotyczących różnych rzeczy, w których miałam okazję to zaobserwować.

                      Są ludzie którzy okazują emocje tylko w sytuacjach, gdy nad tymi emocjami panują. Gdy prawdziwie czują, chowają się w pancerz.

                      > Moją dojrzałość odnosił do konkretnych spraw, zachowań, poglądów na życie (chyb
                      > a że mówił co innego, a myślał co innego). A co do tego, co napisałaś o tych si
                      > lniejszych osobnikach - to ja to raczej odniosłabym do mężczyzn w ogóle :)

                      To nieprawda. Są mężczyźni, którzy czują i dają prawo kobietom do tego samego. Są dla nich podporą w trudnych sytuacjach
                      • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 16:40
                        zawle napisała:
                        > Są ludzie którzy okazują emocje tylko w sytuacjach, gdy nad tymi emocjami panuj
                        > ą. Gdy prawdziwie czują, chowają się w pancerz.

                        Pewnie tak, a pewnie są też tacy, którzy w ogóle chowają się w pancerz. Po prostu wydaje mie się, że mój chłopak raczej skrywa emocje, a nie że ich w ogóle nie posiada.

                        > To nieprawda. Są mężczyźni, którzy czują i dają prawo kobietom do tego samego.
                        > Są dla nich podporą w trudnych sytuacjach

                        Może, ale ja uważam, że to raczej wyjątki i że meżczyźni w wiekszości nie lubią okazywania uczuć w sensie mówienia o tym, co czują.
                      • humi-dor Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 16:47
                        zawle napisała:

                        > To nieprawda. Są mężczyźni, którzy czują i dają prawo kobietom do tego samego.
                        > Są dla nich podporą w trudnych sytuacjach

                        Jednak przyznasz, Zawle sama, ze byc podpora dla kobiety w trudnych sytuacjach, a przezywac z nia jej zlamany paznokiec, to dwie rozne sprawy ;-)
                        • rekreativa Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 17:14
                          Ale dlaczego uparcie sprowadzasz wszystko do tego złamanego paznokcia i sugerujesz, że autorka histeryzuje lub urządza spazmy?
                          Koleżanka sobie troszkę chlipnęła, bo jej się po prostu smutno zrobiło z powodu wspomnień. To nie powód, żeby na nią wsiadać. Jeśli chłopak nie lubi patrzeć na płaczących ludzi, to mógł ja poklepać po plecach i wyjść z pokoju, poczekać, aż sobie dochlipie do końca.
                          Prawienie kazań o niedojrzałości co miało na celu? Pokazać własną dojrzałą wyższość?
                          • zawle Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 17:20
                            rekreativa napisała: > Prawienie kazań o niedojrzałości co miało na celu? Pokazać własną dojrzałą wyżs
                            > zość?

                            Odcięcie się, umniejszenie, poniżenie.
                          • humi-dor Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 19:29
                            rekreativa napisała:

                            > Ale dlaczego uparcie sprowadzasz wszystko do tego złamanego paznokcia i sugeruj
                            > esz, że autorka histeryzuje lub urządza spazmy?

                            Tu masz odpowiedz samej zalozycielki watku :
                            " Przy tym mój chłopak nic konkretnego nie wie o moim wcześniejszym związku, oprócz tego, że miało miejsce gwałtowne rozstanie (on mi o swoich związkach nic nie mówił, to ja jemu też)."
                            On nie mowil jej, ona nie mowila jemu, zawsze jednak warto strzelic focha, ze potraktowal ja jak nastolatke i ze nie rozumie o co jej chodzi.
                        • zawle Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 17:18
                          humi-dor napisał(a): > Jednak przyznasz, Zawle sama, ze byc podpora dla kobiety w trudnych sytuacjach,
                          > a przezywac z nia jej zlamany paznokiec, to dwie rozne sprawy ;-)

                          Trochę to nie na temat. Złamany paznokieć kontra ciężkie wspomnienia. Mnie czasami złamany paznokieć wyprowadzi z równowagi. Bo jest tą kroplą która czarę przechyla. Nie wiem czy ktokolwiek ma prawo wartościować cudze emocje i dzielić je na te uprawnione i nieuprawnione.
                          • humi-dor Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 19:42
                            zawle napisała:

                            > Trochę to nie na temat. Złamany paznokieć kontra ciężkie wspomnienia. Mnie czas
                            > ami złamany paznokieć wyprowadzi z równowagi. Bo jest tą kroplą która czarę prz
                            > echyla. Nie wiem czy ktokolwiek ma prawo wartościować cudze emocje i dzielić je
                            > na te uprawnione i nieuprawnione.

                            Ale ludzie, ktorzy sa razem otwieraja paszcze i mowia o swoich emocjach, precyzuja je, opowiadaja dlaczego czuja tak, a nie inaczej. Owszem, moge nie czuc tego co moja partnerka, ale znam ja na tyle, ze wiem, ze byle glupota nie wywola u niej niekontrolowanego napadu placzu. Jesli wiec zalewa sie lzami, to znaczy, ze zdarzylo sie cos absolutnie niepomyslnego.
                            Grzeczna rozmowa z "bylym" nie nalezy do takich dramatow, a facet, powtarzam, przez ten telefon ani jej nie grozil, ani jej nie zastraszal, ani jej nie ublizal.
                            • zawle Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 21:20
                              humi-dor napisał(a): > Ale ludzie, ktorzy sa razem otwieraja paszcze i mowia o swoich emocjach, precyz
                              > uja je, opowiadaja dlaczego czuja tak, a nie inaczej. Owszem, moge nie czuc teg
                              > o co moja partnerka, ale znam ja na tyle, ze wiem, ze byle glupota nie wywola u
                              > niej niekontrolowanego napadu placzu. Jesli wiec zalewa sie lzami, to znaczy,
                              > ze zdarzylo sie cos absolutnie niepomyslnego.
                              > Grzeczna rozmowa z "bylym" nie nalezy do takich dramatow, a facet, powtarzam, p
                              > rzez ten telefon ani jej nie grozil, ani jej nie zastraszal, ani jej nie ubliza
                              > l.

                              Nadal uważasz że masz prawo oceniać czy ktoś powinien reagować w taki czy w inny sposób? Jeśli znasz swoją partnerkę i ona reaguje inaczej niż oczekujesz to albo nie mówi Ci prawdy, albo pierwsze założenie jest błędne. I po to masz paszczę żeby dopytać:)))
                              To na pierwszy argument.
                              Ale widzę że dajesz sobie prawo ocenienia czy coś może spowodować jakąś reakcję, czy nie. W Twojej ocenie po grzecznej rozmowie ona nie ma prawa tak czuć. To mi pachnie tyranią.

                              Kiedyś miałam bardzo podobną sytuację. Przez długi czas byłam z kimś. W zasadzie do dnia dzisiejszego nie usłyszałam że już razem nie jesteśmy. Facet wykończył mnie psychicznie. Byłam już z kimś innym i wtedy on zadzwonił. Poczułam że mną usiłuje znowu manipulować. Że zaczyna znowu ten sam taniec. Z wściekłości się poryczałam. Mój ówczesny facet wyszedł mi na przeciw i zobaczył mnie zaryczaną. Przytulił mocno i powiedział że wsiądzie w pociąg do miasta N i obije mu ryja jeśli nie da mi spokoju. Nie jestem miłośniczką obijania ryja, ale poczułam się dobrze że go mam i że jestem dla niego ważna. Dał mi siłę i wsparcie.
                              • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 21:24
                                zawle napisała:
                                > To mi pachnie tyranią.
                                >

                                Trafiony zatopiony ;)
                              • humi-dor Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 21:38
                                zawle napisała:

                                > Ale widzę że dajesz sobie prawo ocenienia czy coś może spowodować jakąś reakcję
                                > , czy nie. W Twojej ocenie po grzecznej rozmowie ona nie ma prawa tak czuć. To
                                > mi pachnie tyranią.

                                Nie zrozumielismy sie Zawle :-)
                                Jesli jestes z kims, to go znasz, wiesz czego sie boi, jakie ma obawy, co go uwiera. I jesli zre go jakis robal, to widzisz to na pierwszy rzut oka. Ja tak mam i tak ma moja partnerka.
                                Zauwaz, ze autorka watku NIE POWIEDZIALA o swojej przeszlosci, teraz wpadla w histerie i oczekuje zrozumienia. A co ten jej obecny chlopak ma zrozumiec ? Przeszlosc, ktorej nie zna ? Dopytal czego dotyczyla rozmowa telefoniczna i placz wydal mu sie nieadekwatny do sytuacji. I tyle. Nie widzisz faktow, czy nie chcesz ich widziec ?

                                > Jeśli znasz swoją partnerkę i ona reaguje inaczej niż oczekujesz to a
                                > lbo nie mówi Ci prawdy, albo pierwsze założenie jest błędne. I po to masz paszc
                                > zę żeby dopytać:)))

                                No widzisz, wlasnie dlatego, ze ja znam, to zadna jej reakcja nie jest dla mnie zaskoczeniem. Ale ona jest raczej zrownowazona emocjonalnie, bo zanim wpadnie w histerie, wyjasni dokladnie z czym ma problem.
                                • zawle Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 21:51
                                  humi-dor napisał(a): Nie widzisz faktow, czy nie chces
                                  > z ich widziec ?

                                  Z faktami jest tak że każdy je widzi inaczej:) Brak zrozumienia nie daje nikomu prawa do umniejszania czyiś uczuć. Jeśli nawet jej zachowanie wydało mu się nieadekwatne to nie powinien nazywać tego niedojrzałością. Odmówił jej tym samym prawo do czucia tego co czuje. Spowodował że będzie w jego towarzystwie się kontrolować, unikać sytuacji ujawniania uczuć a i pewnie mówienia o problemach, emocjach. Do tego strzelił focha. Ludzi nie kroi się na swoją miarę. Kocha się ich takimi jacy są. Co do histerii...wygląda inaczej:)))
                                  • humi-dor Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 22:06
                                    zawle napisała:

                                    > Z faktami jest tak że każdy je widzi inaczej:)

                                    Tak, to prawda :-)

                                    Brak zrozumienia nie daje nikomu
                                    > prawa do umniejszania czyiś uczuć. Jeśli nawet jej zachowanie wydało mu się ni
                                    > eadekwatne to nie powinien nazywać tego niedojrzałością. Odmówił jej tym samym
                                    > prawo do czucia tego co czuje.

                                    A ja mysle Zawle, ze doskonale zrozumialas to co Ci napisalem, rowniez to, ze rozumiemy tylko to, o czym przynajmniej mielismy szanse uslyszec :-)

                                    > Spowodował że będzie w jego towarzystwie się kon
                                    > trolować, unikać sytuacji ujawniania uczuć a i pewnie mówienia o problemach, em
                                    > ocjach.

                                    Ale oni to maja na wlasne zyczenie, tak konczy sie brak szczerosci. Nikt nie ma daru przenikania czyjegos umyslu, dlatego tez nikt nie bedzie Cie kochac za Twoje tajemne mysli.

                                    > Do tego strzelił focha.

                                    Ona tez. Jest wiec remis ;-)

                                    > Ludzi nie kroi się na swoją miarę. Kocha się ic
                                    > h takimi jacy są.

                                    Absolutnie sie z Toba Zawle zgadzam, dlatego chcialbym dostac szanse od moich bliskich, zeby dali sie poznac. Bez tego nie bede umial im pomoc, nawet jesli bede chcial.
                                  • hello-kitty2 Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 13.05.13, 00:41
                                    zawle napisała:

                                    > Z faktami jest tak że każdy je widzi inaczej:) Brak zrozumienia nie daje nikomu
                                    > prawa do umniejszania czyiś uczuć. Jeśli nawet jej zachowanie wydało mu się ni
                                    > eadekwatne to nie powinien nazywać tego niedojrzałością. Odmówił jej tym samym
                                    > prawo do czucia tego co czuje. Spowodował że będzie w jego towarzystwie się kon
                                    > trolować, unikać sytuacji ujawniania uczuć a i pewnie mówienia o problemach, em
                                    > ocjach. Do tego strzelił focha. Ludzi nie kroi się na swoją miarę. Kocha się ic
                                    > h takimi jacy są.

                                    Wszystko sie zgadza! Dlatego wg mojej teorii on osiagnal lub 'pracuje' zeby osiagnac dokladnie to czego chce, a co wymienilas. Generalnie wszystko miec pod kontrola. Eks ma nie manipulowac dziewczyna, to jego dzialka teraz :) Moze to nawet drugi Marek, a ona jest jakas jego czescia (?)
                • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 16:02
                  Loppe, a czy Ty tak serio o mnie? Jeśli tak, to bardzo się cieszę z tego komplementu!
                  • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 17:07
                    Dodam, że chociaż nie miałam ochoty robić obiadu, to pomyślałam, że właśnie pokażę mojemu chłopakowi, że nie będę jak on obrażona (czy cokolwiek on tam jest), i wyjęłam z lodówki obiecanego łososia i zrobiłam marynatę, potem normalnie zrobiłam obiad, a przy rybie jest trochę pracy, także ze sprzątaniem po smażeniu. Powiedział, że dziękuje mi, i że było bardzo dobre, i że wieczorem, jak skończy swoją pracę, chętnie umyje to wszystko.
                    Poza tym jednak wiele nie rozmawialiśmy (a ja zaraz wychodzę do przyjaciółki), nastrój jest jaki był, tj. nie-wiadomo-jaki, ufff... Ciekawe, co moja przyjaciółka powie na tę sytuację.
                  • kag73 Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 17:11
                    Przede wszystkim nie dalas soba "zmanipulowac" bylemu. Gdyby tak bylo to plakalabys z tesknoty i sentymentu i chciala do niego wracac, zalowala, ze bylo mnielo. Bo to bylo celem jego wywodu przez telefon.
                    Tobie tylko podeszlo, bo przypomnialas sobie jego podlosc, chamstwo, nielojalnosc, co tam jeszcze. Kazdy ma prawo do swoich uczuc i plakanie, podobnie jak smianie sie, nie jest zabronione. A Twoj obecny chlopak moze miec swoja wizje przerabiania emocji, nie musi narzucac jej Tobie. Owszem moglo rozczarowac go, ze rzeczy zwiazane z eksem nie splywaja po Tobie jak po kaczce, ale to on zachowal sie niedojrzale prawiac Tobie kazanie. Dojrzale byloby zamkniecie buzi na klodke i zachowanie komentarzy dla siebie. Nie pozostaje nam nic innego jak zaakceptowac, ze nasi partnerzy mieli jakies zycie przed nami i na niektore sprawy, czasami, badz do czasu, maja prawo reagowac emocjonalnie, czy nam sie to podoba czy nie.
                    • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 21:03
                      kag73 napisała:
                      > Przede wszystkim nie dalas soba "zmanipulowac" bylemu. Gdyby tak bylo to plakal
                      > abys z tesknoty i sentymentu i chciala do niego wracac, zalowala, ze bylo mniel
                      > o. Bo to bylo celem jego wywodu przez telefon.
                      > Tobie tylko podeszlo, bo przypomnialas sobie jego podlosc, chamstwo, nielojalno
                      > sc, co tam jeszcze. Kazdy ma prawo do swoich uczuc i plakanie, podobnie jak smi
                      > anie sie, nie jest zabronione. A Twoj obecny chlopak moze miec swoja wizje prze
                      > rabiania emocji, nie musi narzucac jej Tobie. Owszem moglo rozczarowac go, ze r
                      > zeczy zwiazane z eksem nie splywaja po Tobie jak po kaczce, ale to on zachowal
                      > sie niedojrzale prawiac Tobie kazanie. Dojrzale byloby zamkniecie buzi na klodk
                      > e i zachowanie komentarzy dla siebie. Nie pozostaje nam nic innego jak zaakcept
                      > owac, ze nasi partnerzy mieli jakies zycie przed nami i na niektore sprawy, cza
                      > sami, badz do czasu, maja prawo reagowac emocjonalnie, czy nam sie to podoba cz
                      > y nie.

                      Kag, dziękuję Ci za tyle zrozumienia :) I fajnie, że ktoś też uważa, że wcale nie dałam się zmanipulować. Ja w sumie też uważam, że to nie ja z nas dwóch zachowałam się niedojrzale.
                  • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 18:38
                    kotoshi napisała:

                    > Loppe, a czy Ty tak serio o mnie? Jeśli tak, to bardzo się cieszę z tego komple
                    > mentu!

                    Ależ tak, oczywiście. Ja zawsze szczerze piszę (nie bardzo rozumiem po co ktoś miałby nieszczerze pisać na forum), wydajesz mi się bardzo rozgarniętą 21-latką. Kobiety zresztą o wiele mil wyprzedzają nas w rozwoju emocjonalnym w młodych latach, a Ty jesteś w rocznikowym topie - także sam fakt że tu jesteś o czymś świadczy, zauważyłaś?
                    • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 19:48
                      Być może zauważyłaś jak wiele wąskich projekcji własnych wyobrażeń, a jak mało empatii na forum, stąd mój - nie bójmy się użyć tego zwrotu - zasłużony autorytet
                      • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 19:53
                        Ta Twoja zdolność rozróżniania również zaświadcza o zaskakującym poziomie ....

                        Nie musze Ci tego mówić - raczej im to powiem: nie wierz wszystkim wapniakom.

                        Niektórzy ludzie mają owszem 20 lat experience, ale niestety jest to 20x1 ten sam experience w kółko; brak rozwoju..
                      • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 20:46
                        loppe napisał:
                        > Być może zauważyłaś jak wiele wąskich projekcji własnych wyobrażeń, a jak mało
                        > empatii na forum, stąd mój - nie bójmy się użyć tego zwrotu - zasłużony autoryt
                        > et
                        Hehe, no i dobrze, Loppe, poczucie własnej wartości warto mieć i umieć pokazać :)
                    • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 20:38
                      Hej, Loppe - to dziękuję!
                      Aha, i ja nie mam 21, dopiero niedługo będę mieć 20 lat.
    • kobieta-praktyczna Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 19:09
      Popełniłaś dwa błędy: 1. niepotrzebnie przedłużałaś rozmowę z byłym. Trzeba było podziękować za informację i zakończyć. 2. Nalezało skryć emocje przed obecnym i niczego mu nie tłumaczyć, nie informować o rozmowie z byłym, bo w nim budzi to złe emocje, zazdrość, niepewność, brak zaufania. Teraz pozostaje przeczekać, nie wracać do tematu, postępować tak, jakby się nic nie wydarzyło. I nie dać się więcej wciągnąć w rozmowę z byłym.
    • yoric Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 19:15
      Facet już pewnie dawno zapomniał o całej rzeczy, ale babka & przyjaciółki mają temat na najblizszy tydzień :)))
      • kag73 Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 19:40
        Facet już pewnie dawno zapomniał o całej rzeczy, ale babka & przyjaciółki mają temat na najblizszy tydzień :)))
        To jest wersja, powiem Ci, najbardziej prawdopodobna:)
      • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 20:43
        yoric napisał:

        > Facet już pewnie dawno zapomniał o całej rzeczy, ale babka & przyjaciółki mają
        > temat na najblizszy tydzień :)))

        Tak, oczywiście, ja mam od wczoraj w domu sfochowanego faceta, który nawet podczas seksu zachowuje się inaczej niż zwykle, ale pan Yoric lepiej ode mnie wie, co się u mnie dzieje, i wie, że facet już zapomniał.
        Do tego, a jakże, koniecznie trzeba dorzucić uwagę z kategorii "baby, te plotkary" ;)
        • triss_merigold6 Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 12.05.13, 22:05
          Nic dziwnego, że facet zachowuje się inaczej, Twoja niestabilność emocjonalna i infantylizm musiały go zaszokować.:/
          Ogarnij się kobieto. Nie należy przedłużać rozmów z eksami, komunikat i koniec pogawędki. Nie należy też o szczegółach emocjonalnych owych rozmów opowiadać facetowi z którym się mieszka.
    • kutuzow telefon od jego Ex 13.05.13, 14:04
      kotoshi napisała:

      > Wczoraj zadzwonił do mnie mój były chłopak

      Kotoshi -żeby lepiej zrozumieć reakcję swojego faceta wyobraź sobie proszę analogiczną sytuację. Twój facet ma Ex która go zraniła/zdradziła i się rozstali.
      Właśnie dzwoni ona do Twojego faceta i mają krótką rozmowę. Facet po telefonie jest bardzo poruszony. Nie płacze (faceci nie płaczą), ale chodzi przybity przez dzień/dwa jest jakiś "odległy" emocjonalnie. Zaczynacie rozmawiać i on Ci opowiada o tej rozmowie -wg Ciebie były to jakieś bzdety które były tylko pretekstem jego Ex do wykonania tego tel:

      Pytanie nr 1: czy nie przyszłoby Ci do głowy że może coś jeszcze się "tli" między nimi skoro głupi telefon tak na niego podziałał że chodzi przybity?
      Pytanie nr 2: czy nie zachodziłabyś w głowę czy to jego "oddalenie" to efekt tęsknoty za byłą o której przypomniała mu ta rozmowa, czy może jest zły bo przypomniał sobie jakie niektóre kobiety są "złe", czy może uważa teraz że lepiej nie wiązać się za mocno bo jak pokazuje sytuacja z Ex można dostać po głowie.

      Jak odpowiesz na te dwa pytania napiszę Ci jak to widzę okiem faceta.
      • kag73 Re: telefon od jego Ex 13.05.13, 14:47
        Kutuzow, chyba nie doczytales, bo kotoshi napisala wyraznie:
        "No to ja mówię, że dzwonił mój były, i powtórzyłam całą rozmowę dokładnie. Mój chłopak pyta, czy coś jeszcze, bo nie widzi tu żadnego powodu do rozpaczy. Ja na to, że nie rozpaczam, tak się tylko rozkleiłam z powodu przykrych wspomnień i tego, jak były mnie kiedyś potraktował."

        Czyli facet zna powod placzu, tylko zwyczajnie nie podoba mu sie reakcja dziewczyny i dlatego serwuje jej kazanie na temat jej niedojrzalosci. Moze w jego oczach to niedojrzale, ale to nie jemu decydowac jak kto ma sobie radzic/nie radzic z emocjami. Jak nie umie wesprzec, moze zamknac dziub na klodke i przelknac wlasne emocje.
        • kutuzow Re: telefon od jego Ex 13.05.13, 15:38
          kag73 napisała:

          > Kutuzow, chyba nie doczytales, bo kotoshi napisala wyraznie:

          Kag doczytałem uważnie.

          To, że on zna powód płaczu jest analogią do tego jak ona znałaby powód jego "oddalenia" w podanym przeze mnie analogicznym przykładzie.
          Po prostu bardziej chodzi o to że pojawiło się to "oddalenie" (tutaj płacz) i co to znaczy, a nie streszczenie samej rozmowy która tak na prawdę była pretekstem (i to chyba wszyscy tutaj piszący sami dostrzegli).
      • kotoshi Re: telefon od jego Ex 13.05.13, 16:07
        Kutuzow, ja dobrze rozumiem, co masz na myśli, i odpowiem Ci na Twoje obydwa pytania twierdząco - tak, przyszłoby przyszłoby mi do głowy mniej więcej to, co piszesz w 1 i 2.
        Tyle że ta sytuacja nie jest ogólna, bo już na początku związku obydwoje (chociaż każde na inny sposób) daliśmy sobie do zrozumienia, że żadna ze stron nie powinna oczekiwać zbyt wiele, jesteśmy bardzo nieufni itp., a ja wcale nie ukrywałam, że jestem świeżo po rozstaniu, na co mój chłopak powiedział, ż emu to nie przeszkadza.
        Zresztą ja i mój chłopak mamy za sobą poważną rozmowę w nocy, troche sie wyjaśniło, potem napiszę, bo teraz nie mogę dłużej - ale dziękuję Ci, że zechciałeś się wypowiedzieć, jeśli nawet krytycznie, ale Ty to robisz kulturalnie, to najważniejsze.
        • kutuzow Re: telefon od jego Ex 13.05.13, 17:29
          kotoshi napisała:

          > Kutuzow, ja dobrze rozumiem, co masz na myśli, i odpowiem Ci na Twoje obydwa py
          > tania twierdząco - tak, przyszłoby przyszłoby mi do głowy mniej więcej to, co p
          > iszesz w 1 i 2. > Tyle że ta sytuacja nie jest ogólna, bo już na początku związku obydwoje (choci
          > aż każde na inny sposób) daliśmy sobie do zrozumienia, że żadna ze stron nie po
          > winna oczekiwać zbyt wiele, jesteśmy bardzo nieufni itp., a ja wcale nie ukrywa
          > łam, że jestem świeżo po rozstaniu, na co mój chłopak powiedział, ż emu to nie
          > przeszkadza.

          Wiesz co innego deklarować "brak zbyt dużych oczekiwań" a co innego widzieć na własne oczy że druga strona nadal przeżywa poprzedni związek (w ten czy inny sposób). Piszesz że obydwoje daliście sobie to do zrozumienia. Jestem jednak przekonany że gdyby on zaczął wzdychać do swojej Ex także nie byłabyś za szczęśliwa przy całym tym Waszym uzgodnieniu, że to na luzie związek itp.

          Dla faceta najprostsza myśl jaka przychodzi do głowy widząc scenę taką jak ta którą opisałaś to: "płacze = zależy jej nadal". Szczególnie jeśli z rozmowy nie wynikało wprost co mogłoby Cię tak zdenerwować. Co innego gdyby gośc był niemiły, ubliżał itp. Facet widziałby powód i mógłby zareagować (np. jak ktoś sugerował odbyć z nim "męską" rozmowę). Skoro jednak Ex był kulturalny, a cały problem leży w Twojej głowie, to Twój facet czuł się bezsilny i stąd jego reakcja.


          > a ja wcale nie ukrywa
          > łam, że jestem świeżo po rozstaniu, na co mój chłopak powiedział, ż emu to nie
          > przeszkadza.

          To jest tak, że gostkowie trochę otrzaskani w kwestiach męsko/damskich wiedzą, że wolne atrakcyjne młode dziewczyny to towar bardzo rzadki. Mają tylu adoratorów, że zawsze może się pojawić konkurencją i zainteresować sobą taką kobietę, nawet jeśli jest "po rozstaniu/ciężkim związku/nie chce nic na poważnie itp. Gość byłby kretynem gdyby na takie Twoje zapewnienia powiedział: "A, OK, rozumiem, to masz tu mój numer tel i zadzwoń za jakieś 3-4 miesiące jak sobie już poukładasz tą sprawę". Przystojniak którego bys spotkała za 2-3 tygodnie nie miałby już takich wątpliwości i szansa na ciekawy związek by prysła.
          • kag73 Re: telefon od jego Ex 13.05.13, 18:09
            Kutuzow, przeciez ona nie wzdychala do eksa, tylko plakala na wspomnienie o jego podlosci, o czym powiedziala obecnemu chlopakowi. To ooogrooomna roznica, moim zdaniem.
            A on nie musial nikomu obrabiac ryja, wystarczylo by gdyby jej powiedzial "oj, malenka, nie placz, sk...rwiel pierd...ny, dobrze, ze wie co stracil."
            • kutuzow Re: telefon od jego Ex 13.05.13, 19:22
              kag73 napisała:

              > Kutuzow, przeciez ona nie wzdychala do eksa, tylko plakala na wspomnienie o jeg
              > o podlosci, o czym powiedziala obecnemu chlopakowi. To ooogrooomna roznica, moi
              > m zdaniem.

              Kag, różnica jest tylko co do ładunku emocjonalnego (pozytywny/negatywny). Ważniejsze jest to że przeżywała. Pokazała że nadal targają nią emocje. Czyli sprawa z Ex-em nadal jest "świeża". Nie przeżywamy bowiem kontaktów z ludźmi nam obcymi albo takimi którzy są dla nas totalnie neutralni. Zalałabyś się łzami przy okazji rozmowy z jakimś swoim Ex z którym byłaś lata temu? Pewnie nie, ponieważ to już "stary" temat dawno zapomniany.

              > A on nie musial nikomu obrabiac ryja, wystarczylo by gdyby jej powiedzial "oj,
              > malenka, nie placz, sk...rwiel pierd...ny, dobrze, ze wie co stracil."

              Powiedz czemu miałby tak mówić? Przecież Ex który dzwonił zachowywał się kulturalnie? Nie krzyczał na nią, nie był niemiły. To jest własnie najważniejsze w zrozumieniu jak sprawe postrzegają facecji. Był miły = nie ma powodu do płaczu. Co gdyby Ex np. zadzwonił z życzeniami na urodziny, albo wysłał wiadomość na FB? Co gdyby chciał odzyskać ją i nie daj Boże przysłał kwiaty przez pocztę kwiatową? Jej obecny facet ma mu nawsadzać za takie zachowanie?
              Wg mnie to od autorki zależy jak do tego podejdzie, czy ją to będzie obchodziło tyle co zeszłoroczny śnieg, czy też będzie przeżywała i analizowała przyczyny takiego zachowania.
              • kag73 Re: telefon od jego Ex 13.05.13, 21:27
                "Powiedz czemu miałby tak mówić? Przecież Ex który dzwonił zachowywał się kulturalnie? Nie krzyczał na nią, nie był niemiły. To jest własnie najważniejsze w zrozumieniu jak sprawe postrzegają facecji."

                Totez jej lzy nie byly reakcja na to co jej ex opowiadal przez telefon, tylko nagle przeszlosc stala sie terazniejsza, obecna. rozumiesz?
                Zdarza sie, ze komus lzy sie cisna do oczu na wspomnienie czegos, czasem nawet, z dalekiej przeszlosci. I tych teskow nie mial mowic do eksa tylko do niej o nim, co by rozladowac sytuacja, pocieszyc ja. To nie wazne, ze ex na nie w tej chwili nie zasluzyl, kogo to obchodzi:)

                • kutuzow Re: telefon od jego Ex 13.05.13, 23:59
                  kag73 napisała:
                  > Totez jej lzy nie byly reakcja na to co jej ex opowiadal przez telefon, tylko n
                  > agle przeszlosc stala sie terazniejsza, obecna. rozumiesz?
                  > Zdarza sie, ze komus lzy sie cisna do oczu na wspomnienie czegos, czasem nawet,
                  > z dalekiej przeszlosci. I tych teskow nie mial mowic do eksa tylko do niej o n
                  > im, co by rozladowac sytuacja, pocieszyc ja. To nie wazne, ze ex na nie w tej c
                  > hwili nie zasluzyl, kogo to obchodzi:)

                  kag, czy jeśli teraz dzisiaj zadzwoni do Ciebie jeden z Twoich Ex, taki którego bardzo kochałaś i mieliście fajny związek, to czy popłyną Ci łzy rozrzewnienia na wspomnienie dawnych chwil?
                  Proste pytanie. odpowiedz proszę.
                  • kag73 Re: telefon od jego Ex 14.05.13, 10:07
                    kutuzow napisał:
                    > kag, czy jeśli teraz dzisiaj zadzwoni do Ciebie jeden z Twoich Ex, taki którego
                    > bardzo kochałaś i mieliście fajny związek, to czy popłyną Ci łzy rozrzewnienia
                    > na wspomnienie dawnych chwil?
                    > Proste pytanie. odpowiedz proszę."

                    Kutuzow, pytanie niby proste a odpowiedz na nie wcale nie taka latwa:)
                    Takiego eksa to mialam 14 lat temu, to kope lat( Kotoshi rozstala sie ze swoim calkiem niedawno). Do tego nie ma mojego numeru telefonu i nie wie gdzie mieszkam. Poza tym jestem w udanym zwiazku, mam super faceta i "nowe" zycie od wielu lat. Co nie znaczy, ze jego telefon nie wywolaby we mnie zadnych emocji. Poza tym czesto to nieprzyjemne przezycia nie daja sie latwo przerobic, poczucie krzywdy i tak dalej, nie tylko w konstelacji mezczyzna-kobieta. Mam kolezanka, w moim wieku, ktora niedawno pislala mi, ze do dzis ogarnia ja wscieklosc, lzy cisna jej sie do oczu na wspomnienie ojca tyrana i tego co przezyla a od wiekow juz z nim nie mieszka i to wszystko juz przeszlosc.
                    Zazwyczaj to krzywde duzo trudniej zapomniec i jest nad czym plakac, czesto jak rzecz jest swieza, po dlugim czasie wiadomo latwiej. Chyba sie zgodzisz?
                    Jak wszystko gralo, nie ma o czym gadac, ale pomyslec czasem mozna, mnie sie zdarza. Ten wlasnie eks ma swoje malutkie miejsce w mojej pamieci, bo byl przez jakis czas bardzo wazna osoba w moim zyciu, podobnie jak wielu innych ludzi. Co nie znaczy, ze za nim tesknie, ze chcialbym do niego wrocic, wrecz przeciwnie ciesze sie, ze sie jednak rozstalismy, bo mimo milosci byloby sporo problemow a tak... znalazlam nowa milosc i jestem szczesliwa.

                    • kutuzow Re: telefon od jego Ex 14.05.13, 10:40
                      kag73 napisała:
                      Kutuzow, pytanie niby proste a odpowiedz na nie wcale nie taka latwa:)
                      > Takiego eksa to mialam 14 lat temu, to kope lat( Kotoshi rozstala sie ze swoim
                      > calkiem niedawno). .... Co nie znaczy, ze jego telefon nie wywolaby we mnie zadnych emocji. Poza tym czesto to nieprzyjemne przezycia nie daja sie latwo przerobic, poczucie krzy
                      > wdy i tak dalej, nie tylko w konstelacji mezczyzna-kobieta.

                      Dokładnie o to mi chodzi. Twój eks jest dla Ciebie HISTORIĄ, miłą sercu, ale już historią. Rozdział zamknięty. Mozesz co najwyżej go sobie przez chwilę powspominać i idziesz dalej. To jest ta podstawowa różnica którą wyczuł partner kotoshi (przeżywa = sprawa świeza, wzbudza jej emocje = nie jest obojętny).


                      > Mam kolezanka, w mo
                      > im wieku, ktora niedawno pislala mi, ze do dzis ogarnia ja wscieklosc, lzy cisn
                      > a jej sie do oczu na wspomnienie ojca tyrana i tego co przezyla a od wiekow juz
                      > z nim nie mieszka i to wszystko juz przeszlosc.

                      To trochę inny przypadek. Partnerów mamy kilku/wielu na przestrzeni życia. Ojca i Matkę mamy jednych. Twoja koleżanka nie może sobie "znaleźć" nowego ojca i o starym zapomnieć, jak to można zrobić po nieudanym związku z Ex-em.

                      • kag73 Re: telefon od jego Ex 14.05.13, 10:51
                        "Dokładnie o to mi chodzi. Twój eks jest dla Ciebie HISTORIĄ, miłą sercu, ale już historią. Rozdział zamknięty. Mozesz co najwyżej go sobie przez chwilę powspominać i idziesz dalej. To jest ta podstawowa różnica którą wyczuł partner kotoshi (przeżywa = sprawa świeza, wzbudza jej emocje = nie jest obojętny)."

                        Dokladnie dla niej to swieza sprawa, o czym jej partner doskonale wiedzial wchodzac w zwiazek.
                        Co nie zmienia faktu, ze ona ma prawo do lez a on nie potrafil zapanowac nad wlasnymi emocjami i tyle w temacie. Jak sie okazalo wlasnie to bylo powodem jego "oddalenia", zlosc na samego siebie, ze tak zareagowal. To, ze nie jest "obojetny", bo wywoluje lzy wscieklosci/rozgoryczenia nie jest powodem by byc zazdrosnym a nawet jezeli sie zazdrosnym jest...hmm przelknac trzeba.
                        Jedno i drugie: jej lzy, jego emocje to wszystko jak jak najbardziej jest lludzkie.
                        On poczul sie zagrozony i nie potrafil zachowac tego dla siebie, bo to sztuka jest ogromna:)

                        Zapomnienie mila rzecz ale na to czesto tez potrzeba czasu.
    • urquhart Jeżeli coś do­tyka cię, znaczy: do­tyczy cię. 13.05.13, 20:22
      Ja wiem. Jeżeli mógł cię tak jedną rozmową rozchwiać znaczy że siedzi w twoim sercu umyśle mocno jest ważny i obecny partner powód być zazdrosny.
      Jeżeli coś do­tyka cię, znaczy: do­tyczy cię. Jeżeli­by nie do­tyczyło cię - nie do­tykałoby cię, nie zrażało, nie ob­rażało, nie drażniło, nie kuło, nie ra­niło. (Stachura)

      • kag73 Re: Jeżeli coś do­tyka cię, znaczy: do­tyczy cię. 13.05.13, 21:12
        Moi drodzy panowie, oczywiscie, ze jej to dotyczy, dlatego ja dotyka, Ameryki tutaj raczej nikt nie odkryl. Rzecz jest dosc swieza a ten facet byl albo nawet powiedzialabym pozostanie czescia jej zycia, bo byl obecny w jej zyciu. To jej przeszlosc czyli czesc jej zycia.
        Uwazam, ze obecny partner niekoniecznie ma powod byc zazdrosny, bo ostatecznie ona zakonczyla zwiazek z bylym i zaczela z obecnym, wybrala jego.
        Oczywiscie jest roznica czy ktos rozstal sie z kims 5 albo 10 lat temu, czy dopiero co niedawno. I nawet jezeli sie rozstal, niekoniecznie znaczy to, ze przerobil wszystkie negatywne emocje zwiazane z ta osoba, ktora jednak kiedys byla bardzo wazna w czyims zyciu. A obecny jeszeli jest dojrzaly, nie powinien byc o to zazdrosny, bo nie ma o co. A nawet jezeli by byl zazdrosny, to skrzetne "ukrycie" tego byloby prawdziwa sila a nie robienie kazan na temat jej niedojrzalosci.
        Zazdrosny albo rozczarowany moglby byc co najwyzej gdyby z rozrzewnieniem i sentymentem mowila o bylym. Niemniej jednak trzeba czasem umiec sporo wziac na klate w zwiazku gdzie ludzie maja do czynienia z osobami "z przeszloscia".
    • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 13.05.13, 21:09
      Kutuzow, co do „ustaleń” z początku związku - to myślę, że było to z obu stron uczciwe postawienie sprawy.
      I nie uważam, że to zasypanie mnie zarzutami w sobotę było uzasadnione. W sumie to był wczoraj w nocy punkt wyjścia do naszej rozmowy. Mój chłopak ją zaczął - że chyba fajnie byłoby pogadać, ja na to, że już próbowałam, ale podobno wszystko jest ok. itp., i codziennością będzie teraz, że będę się dowiadywać, że jestem na poziomie dwunastolatki. Ale czekam, a on jakoś nie może zacząć - to mówię, że wystarczy mi wiedza, co ja mu takiego zrobiłam, że strzelił focha. On, że nie strzelił focha, tylko „myślał” (dokładnie taka była odpowiedź). To pytam, że jak nie foch, to co to było i dlaczego. On na to, że moja opowieść dot. rozmowy telefonicznej go „zdenerwowała”, a jego własna reakcja na to „zdenerwowała go dodatkowo”. Na konkretne pytanie, co go tak zdenerwowało, usłyszałam tylko, że „to, że się w tym wszystkim pogubił”.

      I to całe „wyjaśnienie” :) Ale ok, najważniejsze, że bardzo w porządku się zachował, to znaczy widać było, że jakoś tak żałuje (tych zarzutów), i chce to w jakiś sposób naprawić, powiedział też, że jutro będzie mieć dla mnie super niespodziankę. I nagle spytał (a tu już byłam zaskoczona), czy jest jakiś powód, dla którego nie zaprosiłam go na ten ślub (znajomej ślub - w tej sprawie dzwonił były). To ja, że przecież ślub jest w piątek w środku dnia, 30 km poza miastem, musiałby już po jedenastej wyjść z kliniki, żebyśmy tam mogli dojechać na czas, a przecież jemu nie jest łatwo poodrabiać te godziny, i dlatego nawet nie przyszło mi to do głowy. Mój chłopak powiedział, że zamieni się z kolegą, a dodatkowa korzyść, że nie będę się tłukła pociągiem, no i pozna trochę moich starych znajomych (w sumie się cieszę, fajnie, że to się da tak zorganizować. Dodam, że mój chłopak pozna / zobaczy mojego eksa. Niestety będzie tam też kolega eksa, który wie od eksa wszystko o naszym rozstaniu, ale trudno).

      No więc podsumowując - wiem niewiele więcej (o co chodziło), wczoraj w każdym razie było już bardzo słodko :)
      • kag73 Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 13.05.13, 21:22
        Po prostu, Twoj chlopak nie potrafil zapanowac nad emocjami jakie wywolala cala ta sytuacja. Twoja rozmowa z eksem i Twoje lzy.
        Nie wiedzial co o tym sadzic, planal cos, potem pozalowal, ze tak sie palnal i to go jeszcze bardziej wkurzylo.
        Zapewniam Cie, wszyscy czuja podobnie kiedy druga polowka nagle rozmawia z eksem. Jest to bardzo szczegolna sytuacja, bo eks to nie byle kto, to eks, niewazne czy chodzi o faceta czy o kobiete.
        Abstrahujac od tego calego zdarzenia, moim zdaniem Twoj chlopak juz sie w Tobie zakochal albo jest na najlepszej drodze, "do zakochania jeden krok". Zaczelo sie od rozsadkowego "zamieszka ze mna, niezla laska jest, bede mial czesto i gesto seks" a teraz, moim zdaniem, bardzo mu na Tobie zalezy. Teraz jeszcze przydaloby sie, zeby i Tobie zaczelo zalezec i moze wyjsc z tego niezly zwiazek. Niemniej jednak nie wychylaj sie za bardzo z deklarowaniem uczuc, jezeli takowe do niego zywisz. Poczekaj na jego deklaracje i na rozwoj sytuacji :)
        • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 14.05.13, 07:35
          Kag, owszem, zaskoczyła mnie ta gwałtowna reakcja mojego chłopaka, ale co do jego uczuć, to nie wiem, nie umiem stwierdzić. I myślę, że z deklaracjami to nikt się tutaj nie będzie śpieszyć :)
      • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 13.05.13, 22:02
        On na to, że moja opowieść dot. rozmowy telefonicznej go „zdenerwowała”, a jego własna reakcja na to „zdenerwowała go dodatkowo”. Na konkretne pytanie, co go tak zdenerwowało, usłyszałam tylko, że „to, że się w tym wszystkim pogubił”.


        To nie jest wcale mało, to jest już dużo. Jeśli chodzi o samoswiadomość Partnera i informację dla Ciebie. Trochę to zajęło, nie ma jeszcze wprawy. I nie oczekuj że młody mężczyzna dopiero kształtujący swoją osobowość będzie Ci w detalach relacjonował swoje negatywne uczucia. No i wszystko się zgadza.
        • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 13.05.13, 22:05
          Niedojrzali ludzie, a spotyka się takich w każdej grupie wiekowej, często najgłośniej skrytykują partnerkę kiedy są najbardziej niezadowoleni ze swojego, a nie jej przeżycia
          • jesod Winna/winny 13.05.13, 22:47
            loppe napisał:
            > Niedojrzali ludzie, a spotyka się takich w każdej grupie wiekowej, często najgłośniej
            > skrytykują partnerkę kiedy są najbardziej niezadowoleni ze swojego, a nie
            > jej przeżycia

            To jest naturalne w sensie powszechności zjawiska. Nie lubimy czuć się winni i nie lubimy obarczać się odpowiedzialnością. Nie tylko w sensie jakiegoś tam kaca wynikającego z sytuacji, ale często z braku odwagi wzięcia pewnych faktów na tzw. klatę i przyjęcia tego do wiadomości (zaakceptowania faktu). Przecież to my jesteśmy doskonali...
            Winna/winny zdejmuje z nas ciężar z powodu ewentualnych wyrzutów sumienia/poczucia winy. Tak jest lżej, łatwiej i prościej.
            • loppe Re: Winna/winny 13.05.13, 22:53
              Tutaj On doznał zawirowania emocjonalnego - silnych negatywnych uczuć dla których de facto nie było racjonalnej podstawy (Nią - wrażliwą - po prostu, nie wszyscy to rozumieją, wstrząsnęła generalna podłość ludzka i to jest OK) i w swej niedojrzałości... wygarnął jej od niedojrzałych
              • loppe Re: Winna/winny 13.05.13, 22:59
                Wysłał sygnał bezradności - masz nie wyrażać uczuć tak żebym ja sobie z Twoimi uczuciami nie mógł poradzić, bo ja nie radzę sobie nawet ze swoimi
              • jesod Re: Winna/winny 13.05.13, 23:09
                loppe napisał:
                > Tutaj On doznał zawirowania emocjonalnego - silnych negatywnych uczuć dla który
                > ch de facto nie było racjonalnej podstawy

                Myślę, że doznali tego zawirowania obydwoje - każdy w swoim zakresie przeżywania.
                Tylko... że on powinien był powiedzieć o nim wprost, a nie chować głowę w piasek i ocalać swój wizerunek.
                Byłoby prościej, a za to nie byłoby konfliktu i niedopowiedzeń.
                Wygarnianie jej od niedojrzałych raczej ją uraziło niż do czegokolwiek zmotywowało. Na pewno nie pomogło. Co chciał tym osiągnąć? Ocalić siebie w swoich oczach?
                • loppe Re: Winna/winny 13.05.13, 23:13
                  Tu nie trzeba myśleć żeby wiedzieć że Ona doznała zawirowania. Pomyśleć trzeba było troszkę żeby o Nim to powiedzieć.

                  On nie powiedział o tym wprost bo nie jest tak rozwinięty jak Ona, a Ty uważasz najwyraźniej że nic prostszego żeby każdy zdefiniował werbalnie swoje uczucia, wystarczy chcieć! hI HI
                  • jesod Re: Winna/winny 13.05.13, 23:33
                    loppe napisał:
                    > Tu nie trzeba myśleć

                    Słowo "myślę" w swojej wcześniejszej wypowiedzi użyłam w znaczeniu "uważam", o czym informuję Cię wprost. :)

                    loppe napisał:
                    > On nie powiedział o tym wprost bo nie jest tak rozwinięty jak Ona

                    A skąd Ty wiesz jak on jest rozwinięty?
                    Mężczyźni potrafią wyartykułować swoje uczucia, wcale nie gorzej niż kobiety, co nie oznacza wcale, że wszystkie kobiety potrafią to robić tak samo dobrze i bez problemu.

                    loppe napisał:
                    > a Ty uważasz najwyraźniej że nic prostszego żeby każdy zdefiniował werbalnie swoje
                    > uczucia, wystarczy chcieć! hI HI

                    Wyśmiewasz mnie, bo wiesz lepiej? :)
                    Ja uważam i jestem o tym przekonana, że trzeba najpierw chcieć to zrobić. To jest podstawa i punkt wyjścia. Otwartość jest następnym elementem, ale to by ktoś się otworzył wymaga nieco więcej niż tylko chciejstwa - wymaga pewnej podbudowy, fundamentu we wzajemnych relacjach. Stąd wynika pewna śmiałość zachowań i brak wewnętrznej blokady by tego nie zrobić.
                    • loppe Re: Winna/winny 13.05.13, 23:39
                      Powiedziałbym że otwartość nt. uczuć, wewnętrznych sekretów, dla potrzeb związku, jest osiągnięciem i nie wystarczy chcieć. Wielu chciałoby a nie daje rady się otworzyć.

                      No i jeszcze ten wspomniany aspekt merytoryczny - z czym się otworzyć? bo autentycznie!, jeśli ktoś nie zna swoich uczuć to werbalnie otworzy się tylko z mylącymi wszystkich wypowiedziami. On jest mądry w tym że skrótowo mówi, ale mówi
                      • loppe Re: Winna/winny 13.05.13, 23:42
                        Dostrzegł że problem tkwił w nim i to jest dużo... Bada ten problem...
                        • loppe Re: Winna/winny 13.05.13, 23:43
                          Jak już ustali że jest okropnym niepewnym siebie rozchwianym zazdrośnikiem to Jej o tym nie powie:)
                          • loppe Re: Winna/winny 14.05.13, 16:26
                            To było oczywiście przykładowo-żartobliwe, przecież nie znam człowieka. Chodziło o to, że on ma siebie poznać i że popracuje nad sobą, i że wcale nie musi o tym wszystkim mówić w detalach.
                        • mojemail3 Re: Winna/winny 13.05.13, 23:51
                          loppe napisał:

                          > Dostrzegł że problem tkwił w nim i to jest dużo... Bada ten problem...

                          Loppe, pijesz coś wysokoprocentowego podczas pisania w tym wątku?
                          Bo jakoś się zapętlasz w czasoprzestrzeni...
                          • loppe Re: Winna/winny 13.05.13, 23:53
                            > Bo jakoś się zapętlasz w czasoprzestrzeni...

                            To jest zbyt słaba platforma dla merytorycznej debaty...
                      • jesod Re: Winna/winny 14.05.13, 00:07
                        loppe napisał:
                        > Powiedziałbym że otwartość nt. uczuć, wewnętrznych sekretów, dla potrzeb związk
                        > u, jest osiągnięciem i nie wystarczy chcieć.

                        Powiem nawet, że jest to w efekcie szczytowe(!) osiągnięcie. :) Ale ważna jest świadomość czego się chce. Za nią idzie działanie w tym kierunku - wszystkiego ciągle się uczymy i pewna sprawność (między innymi też w tym temacie) przychodzi z czasem. Samo chciejstwo nie wystarczy - to jest oczywiste. Ale chęć działania w tym kierunku już wiele zmienia.
                        W związku uczymy się siebie, tak jak ciągle uczymy się żyć. Związek zdycha jeśli nie ma porozumienia, przyjaźni i zrozumienia, a to bez otwartości na siebie nie istnieje.

                        loppe napisał:
                        > jeśli ktoś nie zna swoich uczuć to werbalnie otworzy się tylko z mylącymi wszystkich
                        > wypowiedziami. On jest mądry w tym że skrótowo mówi, ale mówi

                        Facet, który mówi skrótowo generalnie mnie wkurza, bo ja nie cierpię się domyślać o co mu dokładnie chodzi i ciągnąć za język. To jest irytujące. :)
                        Jeśli facet nie zna swoich uczuć, to przede wszystkim oznacza nie potrafi sam ich nazwać, a tym bardziej werbalizować - będzie przeżywał pewne stany emocjonalne, ale nie będzie znał ich źródła.
                        Warto więc emocje skojarzyć z sytuacją, w której się one pojawiają i przeanalizować.

                        Natomiast, jeśli facet nie potrafi precyzyjnie nazwać swoich uczuć, to wydaje się iż może usiłować przynajmniej rozmawiać o swoich emocjach, aby dojść co jest ich przyczyną - wtedy uczucia mają szanse się wyklarować.
                        Milczenie i niedopowiedzenia jest czymś najgorszym co może "łączyć" dwoje ludzi. Nie wyjaśnione małe problemy/sprawy urastają na przestrzeni czasu do ogromnych i budzą się demony.
                        • loppe Re: Winna/winny 14.05.13, 00:10
                          Ta wypowiedź mi się bardzo podoba:)

        • jesod Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 13.05.13, 22:58
          loppe napisał:
          > I nie oczekuj że młody mężczyzna dopiero kształtujący swoją osobowość będzie Ci w
          > detalach relacjonował swoje negatywne uczucia.

          A dlaczego nie? Według Ciebie spadnie z piedestału męskości?
          Myślę, że im szybciej to zrobi tym lepiej. Otworzenie się i mówienie wprost o swoich uczuciach jest elementem zaufania. To zaufanie buduje bliskość, tym samym pozwala na komfort bycia zrozumianym, a jeśli nie - to przynajmniej wyjaśnienia swoich reakcji.
          Co takiego mężczyzna ma do ukrycia w relacjach partnerskich, które powinny być otwarte i szczere?
          • urquhart Mit_szczerej_rozmowy 13.05.13, 23:02
            jesod napisała:
            > Myślę, że im szybciej to zrobi tym lepiej. Otworzenie się i mówienie wprost o s
            > woich uczuciach jest elementem zaufania. To zaufanie buduje bliskość, tym samym
            > pozwala na komfort bycia zrozumianym, a jeśli nie - to przynajmniej wyjaśnieni
            > a swoich reakcji.
            > Co takiego mężczyzna ma do ukrycia w relacjach partnerskich, które powinny być
            > otwarte i szczere?

            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,135873256,135873256,Mit_szczerej_rozmowy_cd_.html
            • jesod Re: Mit_szczerej_rozmowy 13.05.13, 23:19
              urquhart napisał:
              > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forumw,15128,135873256,135873256,Mit_szczerej_rozmowy_cd_.html

              Co tym linkiem chciałeś mi zasygnalizować? Że szczera rozmowa to mit? Mnie o tym nie przekonasz.
              Może najpierw należałoby wyjaśnić co? kto? dokładnie rozumie przez szczerość.
              Niektórzy np. szczerość utożsamiają z brutalnym/chamskim waleniem wszystkiego między oczy i ... z dumą określają to szczerością do bólu.
              Mam inne spojrzenie na ten temat.
          • loppe Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 13.05.13, 23:04
            Po pierwsze, to zresztą widać wyżej, jemu zajmuje kilkanaście godzin żeby w ogóle ogarnął mniej więcej o co jego uczuciowej stronie właściwie chodziło

            Po drugie, uważa że wiele jego odczuć jest podejrzanych (nie mówię że niesłusznie bo niektóre są od czapy, problem w tym że On nawet nie wie jeszcze które:)), a w związku z tym po cholerę ma jeszcze je nagłaśniać w detalicznych rozmowach
            • kotoshi Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 14.05.13, 08:01
              Sprawa „szczerej rozmowy” w związku to jest moim zdaniem (w ogóle) bardzo ciekawy temat. Chciałabym tu coś dodać, tylko wkleję, co napisała Jesod:

              > Myślę, że im szybciej to zrobi tym lepiej. Otworzenie się i mówienie wprost o s
              > woich uczuciach jest elementem zaufania. To zaufanie buduje bliskość, tym samym
              > pozwala na komfort bycia zrozumianym, a jeśli nie - to przynajmniej wyjaśnieni
              > a swoich reakcji.
              > Co takiego mężczyzna ma do ukrycia w relacjach partnerskich, które powinny być
              > otwarte i szczere?

              Ogólnie się z tym zgadzam, ale kiedy mój chłopak próbował w niedzielę wieczorem coś mi „tłumaczyć”, to spytałam, owszem, konkretniej, o co chodziło, ale nie miałam ochoty zadawać zbyt wielu pytań. Uważam / uważałam, że nie miałoby to sensu.
              Jesod, to chyba się tak nie da, że każdy będzie na żądanie mówił o swoich odczuciach. Jeśli komuś jest trudno, to trzeba to uszanować. Mojemu chłopakowi jest trudno, a też wydaje mi się, że on po prostu tego nie chce, bo tak jakby nie widzi w tym sensu. Uważam, że Loppe absolutnie trafił w dziesiątkę:
              loppe napisał:
              > Po pierwsze, to zresztą widać wyżej, jemu zajmuje kilkanaście godzin żeby w ogó
              > le ogarnął mniej więcej o co jego uczuciowej stronie właściwie chodziło
              > Po drugie, uważa że wiele jego odczuć jest podejrzanych (nie mówię że niesłuszn
              > ie bo niektóre są od czapy, problem w tym że On nawet nie wie jeszcze które:)),
              > a w związku z tym po cholerę ma jeszcze je nagłaśniać w detalicznych rozmowach

              - to chyba idealne podsumowanie stanu ducha mojego chłopaka!
              Chodzi mi o to, że ważniejsze jest dla mnie to, że mój chłopak zachował się tak, żeby naprawić atmosferę.
              I jeszcze chciałam dodać, że bardzo podoba mi się treść tego linka, króry wkleił Urquhardt wyżej, to tak aprzeciwwaga do różnych porad w gazetach :)
              • sabat-77 Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 14.05.13, 08:08
                mezczyzna odslaniajacy sie w pelni przed kobieta popelnia zwiazkowe seppuku. tak jak zona nie powinna pokazywac mezowi calej dupy, tak maz nie powinien pokazywac jej calego fiuta.
                • kotoshi Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 14.05.13, 08:27
                  sabat-77 napisał:

                  > mezczyzna odslaniajacy sie w pelni przed kobieta popelnia zwiazkowe seppuku. ta
                  > k jak zona nie powinna pokazywac mezowi calej dupy, tak maz nie powinien pokazy
                  > wac jej calego fiuta.

                  Sabat, ja nic nie rozumiem :) Co to jest "odsłonić się w pełni przed kobietą"?
                  Czyli Ty nigdy nie widziałeś żony zupełnie gołej? ;)
                  • sabat-77 Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 14.05.13, 08:38
                    odslonic sie w pelni, drogie dziecko, to pokazac sie komus takim, jakim sie jest w rzeczywistosci. a w praktyce najlepiej wychodza tacy, ktorzy tego nie robia.
                    kobiete trzeba oklamywac, bo prawdy to ona nigdy nie zaakceptuje.
                • zawle Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 14.05.13, 08:46

                  Jesod napisała:
                  Natomiast, jeśli facet nie potrafi precyzyjnie nazwać swoich uczuć, to wydaje się iż może usiłować przynajmniej rozmawiać o swoich emocjach, aby dojść co jest ich przyczyną - wtedy uczucia mają szanse się wyklarować.
                  Milczenie i niedopowiedzenia jest czymś najgorszym co może "łączyć" dwoje ludzi. Nie wyjaśnione małe problemy/sprawy urastają na przestrzeni czasu do ogromnych i budzą się demony.

                  sabat-77 napisał:

                  > mezczyzna odslaniajacy sie w pelni przed kobieta popelnia zwiazkowe seppuku. ta
                  > k jak zona nie powinna pokazywac mezowi calej dupy, tak maz nie powinien pokazy
                  > wac jej calego fiuta.


                  Dobre. Prawdą jest natomiast że nie chodzi o odsłanianie swojego fiuta, tylko raczej jego defektów. Co nie zmienia faktu, że owe defekty wcześniej czy później i tak wypłyną;) Jestem absolutną przeciwniczką wspólnego analizowania uczuć. Za terapie się płaci i terapeuta nie wchodzi w kontakty intymne z pacjentem. Pogadać sobie można, ale bez zbytniego zagłębiania się. Kobiety mają tendencję do znajdywanie odpowiedzi na trudne pytania. Facet który się temu podda i ich wyjaśnienia traktować jak swoje dokonuje samounicestwienia. Z dwóch stron. Raz; kobiety nie szanują facetów nad którymi stoją wyżej. Dwa: u faceta frustracja pojawi się jako wynik nierozpoznanego nawału nie swoich myśli:)
                  Jesteście prości panowie i grzebanie w prostej, ale dobrze działającej maszynie do niczego nie doprowadzi. ( jak zauważyła inżynierska część forum). A jeśli mężczyzna ma do czegoś dojść, niech to zrobi sam.
                  • sabat-77 Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 14.05.13, 08:56
                    ja postrzegam kobiety jako slabe. istoty uksztaltowane w srodowisku naturalnym, ktore bylo ich wrogiem, niezdolne do samodzielnego przetrwania bez sily fizycznej mezczyzn i sily grupy plemiennej. tak uksztaltowana psychika garnie sie ku silniejszym jednostkom i gardzi slabymi. odkrywajac slabosc w partnerze traci wlasne poczucie bezpieczenstwa. mezczyzna dla kobiety w zwiazku powinien byc rodzajem obronnego mitu, dobrej bajki, ktora pozwala jej zasnac bez strachu przed pierwotnymi drapieznikami i wizja glodowej smierci.
                    ten paradygmat przekresla mozliwosc braterstwa i partnerstwa w zwiazku. ono jest destrukcyjne, prowadzi do rozpadu zwiazku.
                    • bcde Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 15.05.13, 02:38
                      Dobrze napisane, choć trochę przesadzone i mało współczesne. Nie wziąłeś pod uwagę tego, o czym sam dobrze wiesz - ochrony, jaką współcześnie daje kobietom prawo i instytucje społeczne. W dzisiejszych czasach kobieta nie musi aż tak bardzo obawiać się drapieżników i głodowej śmierci. Dlatego potrzeba "obronnego mitu" trochę straciła na znaczeniu.
                      • zawle Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 15.05.13, 07:36
                        bcde napisał: Dlatego potrzeba "obronnego mit
                        > u" trochę straciła na znaczeniu.

                        Ale tylko w sensie dosłownym.
                        • sabat-77 Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 15.05.13, 08:21
                          zawle napisała:

                          > bcde napisał: Dlatego potrzeba "obronnego mit
                          > > u" trochę straciła na znaczeniu.
                          >
                          > Ale tylko w sensie dosłownym.

                          Właśnie - trudno zaprzeczyć kilkoma regulacjami prawnymi wielopokoleniowej ewolucji. Myślę, że może teraz rozumiesz zawle co miałem na myśli, mówiąc kiedyś o kobiecie wyzwalającej we mnie instynkt opiekuńczy ? To nie chodziło o litość i kontrolę, ale w założeniu miało określić mnie jako wyraziście męski element w związku. To jest naturalne miejsce mężczyzny. Uważam, że przede wszystkim w takiej roli mężczyzna może czuć się w pełni szczęśliwy.
                          • humi-dor Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 15.05.13, 21:46
                            sabat-77 napisał:

                            > To nie chodziło o litość i
                            > kontrolę, ale w założeniu miało określić mnie jako wyraziście męski element w z
                            > wiązku. To jest naturalne miejsce mężczyzny. Uważam, że przede wszystkim w taki
                            > ej roli mężczyzna może czuć się w pełni szczęśliwy.

                            Ale to chyba oczywiste ? :-) "Meski element" jak to nazywasz, wyraza sie nie tylko w roli opiekunczej wobec kobiety, ale takze wobec wszystkiego co slabsze i tej opieki wymaga.
                            Mnie tam sie podoba opiekowanie i jak corki zniosa do domu kolejnego zabiedzonego futrzaka, to nawet za bardzo nie protestuje ;-)
                          • zawle Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 17.05.13, 18:15
                            sabat-77 napisał: Myślę, że może teraz rozumiesz zawle co miałem na myśli, mówiąc kiedyś o
                            > kobiecie wyzwalającej we mnie instynkt opiekuńczy ? To nie chodziło o litość i
                            > kontrolę, ale w założeniu miało określić mnie jako wyraziście męski element w z
                            > wiązku.

                            Instynkt opiekuńczy to ja doskonale rozumiem. Wyraziście męskie elementy w związku też;)))
                    • jesod Ja postrzegam kobiety 17.05.13, 22:48
                      sabat-77 napisał:
                      > ja postrzegam kobiety jako slabe.

                      Prawidłowo, bo one w większości są słabe...
                      Czasem jednak życie zmusza je do tego, że stają się inne (przynajmniej zewnętrznie) bo inaczej by nie przetrwały, nie byłyby w stanie sobie poradzić.
                      Pozostawione same sobie stają przed dylematem: załamać się czy walczyć? Reszta zależy od odporności psychicznej i determinacji.

                      To mężczyzna stworzył kobietę... :)
                  • yoric Re: Młody mężczyzna kształtujący swoją osobowość 14.05.13, 10:28
                    Aach, Zawle, dobry wpis!
      • kutuzow "obsikać teren" 14.05.13, 00:10
        kotoshi napisała:
        I nagle spytał (a tu już byłam zaskoczona), czy jest jakiś
        > powód, dla którego nie zaprosiłam go na ten ślub (znajomej ślub - w tej sprawi
        > e dzwonił były). To ja, że przecież ślub jest w piątek w środku dnia, 30 km po
        > za miastem, musiałby już po jedenastej wyjść z kliniki, żebyśmy tam mogli dojec
        > hać na czas, a przecież jemu nie jest łatwo poodrabiać te godziny, i dlatego na
        > wet nie przyszło mi to do głowy. Mój chłopak powiedział, że zamieni się z koleg
        > ą, a dodatkowa korzyść, że nie będę się tłukła pociągiem, no i pozna trochę moi
        > ch starych znajomych (w sumie się cieszę, fajnie, że to się da tak zorganizować
        > . Dodam, że mój chłopak pozna / zobaczy mojego eksa. Niestety będzie tam też ko
        > lega eksa, który wie od eksa wszystko o naszym rozstaniu, ale trudno).

        Po prostu Klasyka Rocka. Stosują to obie płcie. Nie ma to jak dokładnie oznaczyć teren/rewir, tak żeby inne samce wiedziały że na tej sawannie pasie się JEGO łania i wara im od niej. Kobiety to samo robią tylko że bardziej dyskretnie (objęcia w towarzystwie, pocałunek w kluczowym momencie itp).
        Zadał sobie tyle trudu nie dla tego, że lubi śluby (w środku dnia pracy), ale dlatego że będzie miał okazję pochwalić się że teraz to on jest Królem puszczy i Twój Ex spadł na niższy szczebel.
        • kotoshi Re: "obsikać teren" 14.05.13, 08:06
          kutuzow napisał:
          > Po prostu Klasyka Rocka. Stosują to obie płcie. Nie ma to jak dokładnie oznaczy
          > ć teren/rewir, tak żeby inne samce wiedziały że na tej sawannie pasie się JEGO
          > łania i wara im od niej. Kobiety to samo robią tylko że bardziej dyskretnie (ob
          > jęcia w towarzystwie, pocałunek w kluczowym momencie itp).
          > Zadał sobie tyle trudu nie dla tego, że lubi śluby (w środku dnia pracy), ale d
          > latego że będzie miał okazję pochwalić się że teraz to on jest Królem puszczy i
          > Twój Ex spadł na niższy szczebel.

          Nie wiem, czy masz rację, ale strasznie się uśmiałam :) :) :)
          I jeszcze coś: Kutuzow, ja też nie lubię ślubów (co w tym do lubienia!), ale ślub bierze dośc bliska mi kolezanka jeszcze z podstawówki, cieszę się, że z nią pogadam, spotkam parę innych osób. Czy z tego wynika, że jadę tam głównie dla celów towarzyskich? ;)
          • kutuzow Re: "obsikać teren" 14.05.13, 09:59
            kotoshi napisała:
            > I jeszcze coś: Kutuzow, ja też nie lubię ślubów (co w tym do lubienia!), ale śl
            > ub bierze dośc bliska mi kolezanka jeszcze z podstawówki, cieszę się, że z nią
            > pogadam, spotkam parę innych osób. Czy z tego wynika, że jadę tam głównie dla c
            > elów towarzyskich? ;)

            Ty jedziesz tam dla bliskiej koleżanki. On koleżanki nie zna, więc jedzie tam po to żeby Ci towarzyszyć. Sama zauważyłaś, że gdyby nie rozmowa która wywołała poczucie zagrożenia (pozycji samca alfa na tej konkretnie sawannie), to pewnie nie zadawał by sobie trudu żeby się tam wybrać.
            • kag73 Re: "obsikać teren" 14.05.13, 10:10
              Kutuzow, byc moze...ale on nawet o tym slubie nic nie wiedzial, bo ona z gory zalozyla, ze nie bedzie mogl urwac sie z pracy.
              Hmm, jednak dobry znak...chce "obsikac teren" ;)
              • kotoshi Re: "obsikać teren" 14.05.13, 16:14
                kag73 napisała:
                > Kutuzow, byc moze...ale on nawet o tym slubie nic nie wiedzial, bo ona z gory z
                > alozyla, ze nie bedzie mogl urwac sie z pracy.
                > Hmm, jednak dobry znak...chce "obsikac teren" ;)

                kutuzow napisał:
                > Ty jedziesz tam dla bliskiej koleżanki. On koleżanki nie zna, więc jedzie tam p
                > o to żeby Ci towarzyszyć. Sama zauważyłaś, że gdyby nie rozmowa która wywołała
                > poczucie zagrożenia (pozycji samca alfa na tej konkretnie sawannie), to pewnie
                > nie zadawał by sobie trudu żeby się tam wybrać.

                Słuchajcie, o ślubie miał jakieś mgliste pojęcie - że jadę tam pociągiem, i nawet dokładnie nie wiedział, kiedy ta impreza, i być może nagle mu się zachciało. Ale nie z poczucia zagrożenia, Kutuzow, to mi zupełnie nie pasuje! Takie coś to może pasować do jakiegoś nieśmiałego albo trochę niepewnego faceta, a mój chłopak, chociaż nawet w towarzystwie jest z tych mniej mówiących, jest naprawdę pewnym siebie mężczyzną. Już na przykładzie, jak go poznałam, to widać. To było tak, że po Sylwestrze poszłam z taką dziewczyną z roku do jej starszego brata, bo ona coś chciała mu zanieść. Tam byli jego kumple, wśród nich mój obecny chłopak. My byłyśmy we trzy, wszyscy się wszystkim poprzedstawiali, usiadłyśmy na trochę w pokoju, ale w sumie było jedno wielkie zamieszanie. Z moim chłopakiem zamieniłam parę zdań, bo coś tam mi podał ze stołu, gdy tego szukałam - więc to była wymiana kilku zdań na temat, co studiuję, i my zaraz już zaczęłyśmy się zbierać.
                No więc stoimy w przedpokoju, chłopcy też, ubieramy się i żegnamy, a mój chłopak wtedy podchodzi bliżej i pyta mnie, czy będę tak uprzejma i dam mu swój numer telefonu - zupełnie nie przejmując się tym, że wszyscy to słyszą, i co powiedzą / pomyślą (i jego towarzystwo właściwie nie zareagowało nie licząc jakiegoś tam chrząknięcia, a moja koleżanka powiedziała tylko „No, no” żartobliwie).
                Po prostu trudno mi uwierzyć, że tego typu facet czuje zagrożenie swojej "pozycji".
                • loppe Re: "obsikać teren" 14.05.13, 16:20
                  Jego pewność siebie nie jest stabilna, nic w tym zresztą nadzwyczajnego. Jest wiele możliwości - lepsze i gorsze dni, albo np. jest pewniejszy gdy mu jeszcze specjalnie nie zależy na tym jak będzie wyglądać odpowiedź dziewczyny (śmiało poprosił o telefon), a gdy się już zakochał po uszy to inaczej. W każdym razie masz fajnego chłopaka:)
                  • loppe Re: "obsikać teren" 14.05.13, 16:23
                    A co Ty go tak chciałabyś rozanalizować dokładnie? Aż tak się dziwisz gdy nie rozumiesz jego zachowań do końca. Pewna tajemnica zawsze zostanie i nie ma powodu żeby się z tym nie pogodzić. Na jakimś poziomie tajemnicy.
                    • kotoshi Re: "obsikać teren" 14.05.13, 16:31
                      loppe napisał:
                      > A co Ty go tak chciałabyś rozanalizować dokładnie? Aż tak się dziwisz gdy nie r
                      > ozumiesz jego zachowań do końca. Pewna tajemnica zawsze zostanie i nie ma powod
                      > u żeby się z tym nie pogodzić. Na jakimś poziomie tajemnicy.

                      Wypowiedzi na forum sprzyjają analizie chyba... W sumie wszystko wzieło się z tego, że mnie ta sytuacja tak zaskoczyła.
                      Loppe, dlaczego uważasz, że mam fajnego chłopaka?
                      • loppe Re: "obsikać teren" 14.05.13, 16:50
                        kotoshi napisała:

                        > Wypowiedzi na forum sprzyjają analizie chyba... W sumie wszystko wzieło się z t
                        > ego, że mnie ta sytuacja tak zaskoczyła.

                        Coś jest w Tobie co domaga się tak dokładnego zrozumienia wszelkich zachowań Partnera (przecież to nie tylko to jedno zachowanie wnosisz pod analizę na forum, co to jest, jak myślisz, zaanalizuj siebie...
                        > Loppe, dlaczego uważasz, że mam fajnego chłopaka?
                        Tak mi się wydaje. Żeby na tym nie skończyć dorzucę garść obserwacji - zależy mu na Tobie, niechętnie ustosunkował się do propozycji zbrandzlowania się na Twoich oczach, z rozmachem nawiązał z Tobą pierwszy kontakt... I coś o sobie - moje kryteria uznania kogoś za fajnego nie należą do najbardziej wyśrubowanych w kraju
                        • kotoshi Re: "obsikać teren" 14.05.13, 17:09
                          loppe napisał:
                          > Coś jest w Tobie co domaga się tak dokładnego zrozumienia wszelkich zachowań Pa
                          > rtnera (przecież to nie tylko to jedno zachowanie wnosisz pod analizę na forum
                          > , co to jest, jak myślisz, zaanalizuj siebie...

                          To jest bardzo proste, nie mam z kim o tym porozmawiać. Moja przyjaciółka nie miała jeszcze faceta, wielu rzeczy nie zrozumie. A tu na forum jest wiele osób z dużym doświadczeniem w związkach.
                          > > Loppe, dlaczego uważasz, że mam fajnego chłopaka?
                          > niechętnie ustosunkował się do propozycji zbrandzlowania się na Two
                          > ich oczach
                          :)

                          > I coś o sobie - moj
                          > e kryteria uznania kogoś za fajnego nie należą do najbardziej wyśrubowanych w k
                          > raju
                          To chyba dobrze, ideałów nie ma? ;)
                          • loppe Re: "obsikać teren" 14.05.13, 17:18
                            :)
                • kag73 Re: "obsikać teren" 14.05.13, 18:54
                  "No więc stoimy w przedpokoju, chłopcy też, ubieramy się i żegnamy, a mój chłopak wtedy podchodzi bliżej i pyta mnie, czy będę tak uprzejma i dam mu swój numer telefonu - zupełnie nie przejmując się tym, że wszyscy to słyszą, i co powiedzą / pomyślą (i jego towarzystwo właściwie nie zareagowało nie licząc jakiegoś tam chrząknięcia, a moja koleżanka powiedziała tylko „No, no” żartobliwie).
                  Po prostu trudno mi uwierzyć, że tego typu facet czuje zagrożenie swojej "pozycji"."

                  Hmm, troche jaj facet musi miec jak chce sie zazanjomic z dziewczyna, ktora mu wpadla w oko, inaczej szansa przepadla.
                  Co nie zmienia faktu, ze moze czuc zagrozenie w momencie kiedy jego dosc nowa dziewczyna idzie na impreze gdzie bedzie jej eks. Mojemu obecnemu mezowi zdarzalo sie na poczatku zwiazku wyrazac watpiwosci czy dalaby rade konkurowac z jakby nie bylo duzej znanym i kochanym eksem, niby pol zartem, pol serio, ale jednak:)
                  • kotoshi Re: "obsikać teren" 15.05.13, 20:58
                    kag73 napisała:
                    > Hmm, troche jaj facet musi miec jak chce sie zazanjomic z dziewczyna, ktora mu
                    > wpadla w oko, inaczej szansa przepadla.

                    Jakoś tam może mógłby znaleźć kontakt do mnie. Jednak takie "podejście" na pewno wymaga odwagi i pewności siebie. Ale dziewczynom się to podobało - rozmawiałyśmy o tym wtedy po wyjściu, któraś powiedziała, że np. mógł dostać właściwie publicznie kosza, i widać, że by mu to nie przeszkadzało.

                    > Co nie zmienia faktu, ze moze czuc zagrozenie w momencie kiedy jego dosc nowa d
                    > ziewczyna idzie na impreze gdzie bedzie jej eks. Mojemu obecnemu mezowi zdarzal
                    > o sie na poczatku zwiazku wyrazac watpiwosci czy dalaby rade konkurowac z jakby
                    > nie bylo duzej znanym i kochanym eksem, niby pol zartem, pol serio, ale jednak
                    > :)

                    Ale czy myślisz, że realnie się czegoś obawiał? I jak się wtedy zachowywałaś?
                • kutuzow Re: "obsikać teren" 14.05.13, 20:25
                  kotoshi napisała:

                  > Kutuzow, to mi zupełnie nie pasuje! Takie coś t
                  > o może pasować do jakiegoś nieśmiałego albo trochę niepewnego faceta,

                  To nie ma nic do rzeczy z pewnością siebie- to raczej próba pokazania kto dominuje na tej polanie. Gdyby miał niską pewność siebie, to byłby zazdrosny (im więcej kompleksów i wiary w siebie tym bardziej jesteśmy zazdrośni o druga połowę -tak w skurcie). Tutaj zaś dumnie będzie prężył klatę i chwalił swoim "trofeum". Znasz pewnie pojęcie "trophy wife"? Tam także chwalą się swoją wybranką tylko mocni facecji którzy osiągnęli sukces (głównie finansowy).

                  oglądasz pewnie filmy przyrodnicze? Czasami widać jak samiec alfa np. lew czy pawian przepędza konkurenta/pretendenta do jego miejsca. Pokazuje mu gdzie jego miejsce w stadzie. Tutaj działa podobny mechanizm. Twój luby poprzez wspomniane "obsikanie terenu" wysyła jasny sygnał do Twego Ex: "looser".
                  msghelp.net/files/index.php?view=rv1qqbph
                  • kotoshi Re: "obsikać teren" 15.05.13, 21:15
                    kutuzow napisał:
                    > oglądasz pewnie filmy przyrodnicze? Czasami widać jak samiec alfa np. lew czy p
                    > awian przepędza konkurenta/pretendenta do jego miejsca. Pokazuje mu gdzie jego
                    > miejsce w stadzie. Tutaj działa podobny mechanizm. Twój luby poprzez wspomniane
                    > "obsikanie terenu" wysyła jasny sygnał do Twego Ex: "looser".
                    > msghelp.net/files/index.php?view=rv1qqbph

                    Kutuzow, trochę mnie przekonałeś, tzn. skojarzyłam jeszcze coś innego i uważam, że może masz rację.
                    Tak więc pytanie: czy jeśli facet chciałby - np. przed wyjściem gdzieś - odrobinę "oznaczyć" swoją partnerkę (wiadomo, czym ;) mówi, że myśl o tym go strasznie podnieca), to czy to jest też coś z tej kategorii?
                    • kutuzow Re: "obsikać teren" 17.05.13, 21:55
                      kotoshi napisała:
                      > Tak więc pytanie: czy jeśli facet chciałby - np. przed wyjściem gdzieś - odrobi
                      > nę "oznaczyć" swoją partnerkę (wiadomo, czym ;) mówi, że myśl o tym go straszni
                      > e podnieca), to czy to jest też coś z tej kategorii?

                      Wg mnie jak najbardziej. Zobacz że wszystkie finały w pornosach typu "facial" to właśnie nawiązanie do potrzeby dominacji mężczyzny i uległości partnerki. Dodatkowo oczywiście w związku jest to przejaw największej bliskości (ale to inna kwestia).
                      To możne tak samo kręcić jak np. numerek w czasie wizyty u rodziców partnerki którzy własnie są za ścianą.

                      P.S. opowiedz jak było na tym ślubie. Jak się zachowywał Twój partner. Czy był stale blisko Ciebie? Jak jego zachowanie przy spotkaniu z Twoim Ex?
                      • kotoshi Re: "obsikać teren" 18.05.13, 10:26
                        Kutuzow, mojego faceta to strasznie kręci, w dwóch opcjach: w nocy moje spanie z „tym”, w dzień przed wyjściem „oznaczenie” mnie. Gdy mnie niedawno pierwszy raz o to poprosił, przede wszystkim mnie to rozbawiło, poza tym ze względów higienicznych średnio mi to odpowiada. Tylko że widziałam, że mu na tym zależy - w takich wypadkach odpuszczam czasem, bo uważam, że w związku to jest konieczne. Zabawne jest tylko, że to go tak strasznie kręci - mówił mi, że nawet gdy wtedy w ciągu dnia nie jesteśmy razem, to niesamowicie podnieca go myśl, że ja gdzieś tam sobie jestem wśród innych i mam „oznaczenie” :)
                        Czy Ty słyszałeś o czymś takim, ale nie w porno, tylko w rzeczywistości?

                        Co do ślubu: mój chłopak oczywiście stał blisko mnie, obejmował mnie czy czasem dał buziaka, ale to nie żadna demonstracja, bo on tak ma zawsze, lubi cały czas mieć kontakt dotykowy (np. w kolejce do kasy jeździ mi nosem po włosach albo pakuje mi dłoń do kieszeni dżinsów, gdy idziemy), taka jego natura po prostu.
                        Przy poznaniu eksa wszystko było normalnie, potem tylko było małe spięcie - tak jak napisałam poniżej, mój chłopak warknął na eksa (po eksa odzywce do mnie o ładnej kreacji), żeby się "nie zapominał".
                        Być może wszystko to należy do "obsikiwania terenu" - jeśli tak, ale trochę dziwne jest, że mężczyzna ma aż taką potrzebę, żeby to robić :)
                        • kutuzow Re: "obsikać teren" 18.05.13, 12:24
                          kotoshi napisała:
                          > Zabawne jest tylko, że to go tak strasznie kręci - mówi
                          > ł mi, że nawet gdy wtedy w ciągu dnia nie jesteśmy razem, to niesamowicie podni
                          > eca go myśl, że ja gdzieś tam sobie jestem wśród innych i mam „oznaczenie
                          > ” :)
                          > Czy Ty słyszałeś o czymś takim, ale nie w porno, tylko w rzeczywistości?

                          Jasne że słyszałem. To troche na zasadzie ta młoda seksowna laska jest tylko moja.
                          Pewnie jest to z jednej strony duma że jego kobieta jest taka atrakcyjna (to pompuje jego ego), z drugiej strony jakiś element dominacji (on, Pan i władca) itp. Gość ma duży temperament z tego co piszesz więc jest to pewnie pochodna dużego poziomu testosteronu.

                          >Przy poznaniu eksa wszystko było normalnie, potem tylko było małe spięcie - tak
                          > jak napisałam poniżej, mój chłopak warknął na eksa (po eksa odzywce do mnie o
                          > ładnej kreacji), żeby się "nie zapominał".

                          Moim skromnym zdaniem (jeśli dobrze zrozumiałem sytuację), to tam nie było powodu do "warkniecia". Traktuje to jako przejaw pokazania "dominacji" i pozycji w stadzie niż przejaw dbania o Twój interes (lub jakąś skrzywdzoną dumę).

                          P.S. Nie chcę Cię martwić, ale te wszystkie zachowania wcale nie musza oznaczać uczucia do Ciebie. Może to być po prostu przejaw jego dumy, że mu się udało "poderwać" super laskę, która jest uległa i chętna. Zaznaczam że troche mało danych do wyciągnięcia jakiś daleko idących wniosków, ale to zachowanie które opisujesz wcale nie musi być przejawem uczucia. Łatwo je pomylić z przejawem dumy samca z jego WŁASNEGO osiągnięcia. Granica jest delikatna, dobrym miernikiem jest tutaj czułość. Z tym że "mizianie" po włosach może być równie dobrze przejawem czułości jak i elementem dyskretnego "obsikiwania terenu" (przekaz dla innych samców jest jasny -ta samiczka jest z tym samcem co to się tak puszy niczym paw).
                          • kotoshi Re: "obsikać teren" 18.05.13, 13:09
                            Kutuzow, ale z tym „panem i władcą“ trafiłeś - mój chłopak używa tego zwrotu i np. czasem gdy wchodzi do mieszkania, woła „Hej, twój pan i władca przyszedł”
                            Co do uczuć, to ja nie należę do dziewczyn zastanawiających się bezustannie nad tym, co czuje ich partner. Do tego niestety nauczyłam się na przykładzie z eksem, że może to nie mieć najmniejszego znaczenia, nawet jeśli do tego x razy w tygodniu słyszy się osławione „kocham cię”. Konkretnie, Kutuzow, nauczyłam się, że liczy się wyłącznie zachowanie, a tu mój chłopak jest bez zarzutu (bo spięcie po nazwaniu mnie niedojrzałą to nie jest nic większego kalibru).
                            A, jeszcze coś aktualnego w tym temacie - wczoraj, gdy wracaliśmy autem ze ślubu, rozmawialiśmy m. in. o jakimś filmie, i mój chłopak, komentując coś tam, dorzucił ogólną uwagę, że on z tego filmu czegoś tam (o miłości) zupełnie nie rozumie, bo nigdy nie był naprawdę zakochany. Odpowiedziałam mu, i było to bardzo szczere, że jest mi z nim sto razy lepiej, niż może by mi było z zakochanym facetem, a zresztą swoją lekcję na ten temat w życiu już dostałam.
    • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 17.05.13, 17:23
      No i po imprezie już. Bardzo fajnie, że byłam z moim chłopakiem. Ale dwa „zgrzyty” z eksem były. Najpierw gdy staliśmy przed imprezą pod kościołem, chwilę po tym, jak poznałam byłego z obecnym. Mój chłopak musiał na chwilę podejść po coś do auta, parę metrów - i wtedy eks mówi do mnie: O, widzę, że chodzisz teraz z samochodem (na co ja, że to żart bardzo niskich lotów, szkoda było więcej gadać).
      A potem, po ślubie, gdy już było więcej osób, eks w obecności mojego chłopaka mówi do mnie, niby zupełnie niewinnie, że mam „piękną kreację”. A mój chłopak popatrzył na niego i mówi tak „Nie zapominaj się kolego, dobrze?” (to było takim głosem, że trudno to opisać, zimnym jak lód). Ci, co stali obok, nie wiedzieli, o co chodzi, na szczęście przybiegły jakieś dzieci i zaraz zrobiło się zamieszanie. Ale eks już nic się nie odezwał, chociaż widziałam, że się lekko zagotował. To tyle z tego aspektu imprezy. A mój chłopak zdążył jeszcze dziś na trening, na koniec którego obiecałam, że dojadę (nigdy mi się nic chciało, bo tam będą sami faceci, którzy po treningu siedzą w lokalu i rozmawiają o sporcie albo krojeniu kości i tkanek, ale dzisiaj odmówić już mi nie wypada :)
      • kag73 Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 18.05.13, 00:01
        "Nie zapominaj sie kolego, dobrze?"

        Oj, dobre, taka zazdrosc i zaborczosc....hmm, nie ma sie chlop pod kontrola, oj, nie. Tak wlasciwie to ten eks nic takiego zakazanego nie powiedzial. Twoj facet zdecydowanie chcial zakomunikowac jaka tutaj panuje konstalacja i kto jest kto ;)
        No nic, spoko, nie ma co roztrzasac tematu.
        • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 18.05.13, 10:36
          Kag, eks powiedział to specyficznym tonem, wydaje mi sie, że jakaś odrobina prowokacji w tym była - ale masz rację, nie ma co roztrząsać, tyle że to jest troszkę śmieszne :) , tj, takie zachowanie. A że eks złośliwy chciał być, to świadczy jego wcześniejszy tekst o samochodzie. Najważniejsze, że impreza była bardzo udana, kontakt z eksem na mnie "wrażenia" nie zrobił (było tylko jakieś małe ukłucie przykrych wspomnień w pierwszej chwili), i wszystko to było tylko w tle, bo fajnie było spotkać dawnych znajomych.
      • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 18.05.13, 20:14
        „Nie zapominaj się kolego, dobrze?”

        Wyśmienite! Twój Partner przypomniał znakomity, a trochę zapomniany zwrot.

        Merytorycznie również znakomite. W przeciwieństwie do Kag uważam że chodziło o cały wiadomy kontekst, nie ma obowiązku mówić tylko szczególarsko na temat ostatniej wypowiedzi konkurenta. 10 na 10!
        • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 18.05.13, 20:15
          Mówić albo raczej zmilczeć i łykać toksynę:). Kontekst decyduje że to była toksyna...
          • loppe Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 18.05.13, 20:18
            A ten ex to z tych co chcieliby być panem młodym na każdym weselu i nieboszczykiem na każdym pogrzebie - mam tu na myśli że tak niedojrzale wyrywa się do grania (bez pracowania) ważnej roli w życiu swojej ex - Kotoshi:)
            • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 19.05.13, 10:13
              Hehe, eks owszem, uwielbia "grać pierwsze skrzypce" i kręcić się tam, gdzie coś się dzieje. Tyle że kiedy jesienią miałam anginę, to powiedział, że nie przyjdzie do mnie, bo się boi zarazić :)
    • zaser Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 18.05.13, 00:51
      Przecież Ci powiedział o co chodzi, jesteś dla niego "niedojrzała", ale to raczej jego wina. Wziął sobie młodą dziewczynę do seksu to musi liczyć się z tym, że jesteście na innym poziomie emocjonalnym. Różni są ludzie, Ty jesteś wrażliwa i młoda, reagujesz prawidłowo.
      • kotoshi Re: O co tu chodzi - czy ktoś wie? 19.05.13, 10:08
        Sorry, dipiero teraz zauważyłam Twój wpis

        > Wziął sobie młodą dziewczynę do seksu to musi liczyć się z tym, ż
        > e jesteście na innym poziomie emocjonalnym

        Chyba to powtórzę mojemu chłopakowi, jeśli kiedyś znowu zarzuci mi niedojrzałość :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja