marek.zak1
12.05.13, 20:32
Rada, jaka udzieliłem zdesperowanemu mężowi, od którego odeszła żona, uwiedziona przez innego faceta wywołała żywiołową dyskusję. Argumentem przeciwko było, że żona nie jest przedmiotem, który kradnie się właścicielowi. Chciałbym tutaj jednak nadmienić, że zamężną kobietę przedstawia się jako : ,,moja żona”. Czytelnicy moich książek wiedzą już, że ,,żona” jest nie tylko częścią mojej rodziny, ale także mnie samego, tak więc jej uwiedzenie i zabranie jest pozbawienie ważnej części mnie samego. Porównuję to do pozbawienia mnie ręki, czy nogi i przeszczepienia jej innej osobie. Mogę bez niej żyć, ale jestem o tę rękę uboższy i bardzo mnie boli jej brak. Tak więc skoro logicznym jest obrona mojej ręki, czy nogi przed ocięciem, tak samo usprawiedliwiona jest pełna desperacja męża, który powinien zrobić wszystko, aby powstrzymać złodzieja, tu uwodziciela żony przed jej utratą. Obcięcie penisa uważam zatem za skuteczną i jak najbardziej usprawiedliwioną reakcję pokrzywdzonego mężczyzny i stosunkowo łagodną karę, wymierzoną agresorowi.
W takiej sytuacji istnieje duże prawdopodobieństwo, że żona nie zdecyduje się odejść do kochanka, pozbawionego penisa, a raczej zostanie u boku prawowitego męża i ojca jej dzieci. Sprawiedliwość zwycięży.