czy to już koniec budzenia księżniczki...?

26.05.13, 16:29
Ja 36, księżniczka 35. Staż małżeński 14lat. Troje dzieci, dwoje już odchowanych, trzecie 5lat. Nie chce rozpisywać dyrdymałów jak to nie było naj przed ślubem (bo to za banalne...). Problem polega nie na częstotliwości, ale na jakości.... Nie oczekuję porad w stylu... ciesz się człowieku, że możesz mieć kiedy chcesz... lub, jak to raczej z mojej strony wygląda, jak nie zainicjujesz to nie masz... Ale nie o tym... Owszem kiedy zainicjuje - mam, tyle że od 10 lat tak samo - czyli klasycznie...(jak bozia przykazała) - to mojej księżniczce w odpowiada i tak by mogła zawsze... Nie chce pytań w stylu: czy próbowałeś rozmawiać, bo rozmawiałem nie raz.
Oral - nie odpowiada bo odruch wymiotny, bo smak nasienia, bo zapach...itd. - odpuściłem. Wibrator - wole ciebie... - odpuściłem.
Anal - spróbowała - nie chce bo boli (przeczytałem 1000 stron internetowych jak być megadelikatnym w tych sprawach... i byłem...) - boli - odpuściłem.
Squirt - z czystej ciekawości chciałem sprawdzić... podsunąłem parę stron na ten temat, rozmowa, próba... "nie kochanie, bo to mnie nie kręci..."
Nie wygląda to tak że chciałbym współżycie zastąpić swoimi marzeniami, tylko po 14 latach klasyka zaczyna wdzierać się do sypialni taki marazm jak Tornado w Okland, że co raz częściej myśli chodzą w zakazanym kierunku - a tu przecież kochane dzieci, kochana księżniczka (tyle że śpiąca....) - nie potrafi zranić....
Co raz częściej przyłapuję się na tym, że sam potrafię sobie sprawić większą przyjemność niż czerpać z tegoż "klasyka" właśnie....
Wczoraj niestety sfrustrowany nie stanąłem już na wysokości swojego zadania i to właśnie we mnie pękło zmuszając do tegoż wylewu na forum...
Budzenie trwa już tak jakieś 10 lat... Czy trwać w tym nadal...? Odpuścić całkowicie...? czy komuś po tylu latach udało się obudzić swoją księżniczkę....???
Czy to czas niestety wsiąść z powrotem na konia, pocałować ostatni raz i wio....?
Na rozdrożu stanąłem i tylko wyć się chce - nic więcej....
    • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 16:50
      A jak nie stanales na wysokosci zadania to co ksiezniczka powiedziala?

      A jak ja bierzesz od tylu to sie odwraca na lecy? A jak ja wezmiesz w 69 to odwraca glowe o 180 stopni?

      A w ogole jakie budzenie? Budzenie to by bylo wtedy, jakby dobrze zarlo, a potem byle jak. A jak tu nigdy nie bylo goraco, co co tu chcesz budzic?

      A inni ja tez tylko klasyczne posuwali czy posuwali sie dalej? Jak dla mnie to tylko inny gosc moglby ja rozkrecic, jesli sie ja w ogole rozkrecic da.
      • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:23
        kitty... od tyłu...? czasami tak ale nie komfortowo. 69...? ty czytasz wogole ze zrozumieniem kto co pisze?????? i jeszcze kwestia posuwani przez innych koesi... - nikt jej inny oprócz mnie nie "posuwał" !!!! i nie pytaj mnie czy jestem tego pewny...
        Dobrze żarło przed ślubem i trochę po... "Inny gość mógłby ją rozkręcić...|? - to co mam ją wystawić na Alle..o ...???!!! żeby naprawić związek....??? Ludzie... co to za rady?????!!!!
        • zawle Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:33
          A może nowe pojęcie forumowe? Syndrom pierwszego partnera?
          • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:38
            i co ten syndrom wnosi do rozwiązania mojego problemu...?
          • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 23:34
            zawle napisała:

            > A może nowe pojęcie forumowe? Syndrom pierwszego partnera?

            Dla mnie ci co bzykaja sie z pierwszymi partnerami albo co chca takich pierwszakow bzykac to sa jakies alien y :) O czym my tu rozmawiamy? A czego sie po alienie mozna spodziewac? :) Zadzy?

            Proponuje spotkac sie z inna chetna parka i popatrzyc jak sie na miescie uprawia seks :) Ewentualnie porno odpalic i szkolic zone. Nie wiem. I tez sea sea ma racje, ze za cienki Bolek jestes zeby cos przedsiewziazc.
            • mojemail3 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 01:02
              Czyli,reasumując, jak księżniczka drewniana, to nie ma rady, trzeba rżnąć tradycyjnie "moja twoja"...
              To taki żargon drwalski;-)

              HelloKitty2 napisała:
              (...)"Dla mnie ci co bzykaja sie z pierwszymi partnerami albo co chca takich pierwszakow bzykac to sa jakies alien y :) O czym my tu rozmawiamy? A czego sie po alienie mozna spodziewac? :) Zadzy?(...)

              Kitty,dobrze,że piszesz "dla mnie" bo to jednak duże uogólnienie...w końcu każdy kiedyś bzyka pierwszy raz z pierwszym partnerem;-) Jak się też okazuje, nawet 14 lat "doświadczenia" nie czyni mistrza...Mnie się wydaje, że jak się ma chęć oraz inwencję to nie trzeba nikogo podglądać, żeby się fajnie kochać, pamiętam,że we wczesnej młodości, mimo niewielkiego doświadczenia wszystko przychodziło naturalnie i prosto, nie trzeba było się wzajemnie do niczego skłaniac i namawiać, samo się działo.
              Może jednak w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz...



              Najmi
            • ksionzka Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 17:34
              Dla mnie ci co bzykaja sie z pierwszymi partnerami albo co chca takich pierwszakow bzykac to sa jakies alien y :) O czym my tu rozmawiamy? A czego sie po alienie mozna spodziewac? :) Zadzy?


              To takli żarcik bo...zacznę myśleć że ktoś nie było NIGDY dziewicą czy prawiczkiem.

              Czyli jest pan X i np pani Y i załóżmy, ze pani Y jest dziewicą. Rozdziewiczona została przez pana X i ten pan X jest alienem tak? Ma ją rzucić i dopiero który jej partner alienem przestanie być? Nie kumam, to mnie przerosło.
    • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:11
      o jej, a mnie się kurka podoba ze jesteś taki wrażliwy i ładnie się wyrażasz o tej swojej księżniczce. Fajnie, niech będzie szczęśliwa że ma fajnego męża. A co do sprawy z rozkręceniem to nie wydaje mi się aby to jeszcze nastąpiło, albo w najbliższym czasie bo czytam że już tracisz cierpliwość. Może seks i wariactwo jej się źle kojarzą, za to klasyka to usprawiedliwiona pozycja boża. Żrób co uważasz za stosowne i nie budź księżniczki ze snu o fajnym życiu w parach
      • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:19
        bgz0702 napisała:

        > o jej, a mnie się kurka podoba ze jesteś taki wrażliwy i ładnie się wyrażasz o
        > tej swojej księżniczce. Fajnie, niech będzie szczęśliwa że ma fajnego męża. A c
        > o do sprawy z rozkręceniem to nie wydaje mi się aby to jeszcze nastąpiło, albo
        > w najbliższym czasie bo czytam że już tracisz cierpliwość. Może seks i wariactw
        > o jej się źle kojarzą, za to klasyka to usprawiedliwiona pozycja boża. Żrób co
        > uważasz za stosowne i nie budź księżniczki ze snu o fajnym życiu w parach

        A Ty na powaznie? Sabatowi kolesie podobaja Ci sie? Czy rozdzielasz to, co Cie kreci w lozku od tego co Cie kreci w zyciu? I na tym polega problem?
        • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:23
          hello-kitty2 napisała:

          > bgz0702 napisała:
          >
          > > o jej, a mnie się kurka podoba ze jesteś taki wrażliwy i ładnie się wyraż
          > asz o
          > > tej swojej księżniczce. Fajnie, niech będzie szczęśliwa że ma fajnego męż
          > a. A c
          > > o do sprawy z rozkręceniem to nie wydaje mi się aby to jeszcze nastąpiło,
          > albo
          > > w najbliższym czasie bo czytam że już tracisz cierpliwość. Może seks i wa
          > riactw
          > > o jej się źle kojarzą, za to klasyka to usprawiedliwiona pozycja boża. Żr
          > ób co
          > > uważasz za stosowne i nie budź księżniczki ze snu o fajnym życiu w parach
          >
          > A Ty na powaznie? Sabatowi kolesie podobaja Ci sie? Czy rozdzielasz to, co Cie
          > kreci w lozku od tego co Cie kreci w zyciu? I na tym polega problem?

          Sabatowi kolesie? ;)) no chyba tak jesli sabat był kulturalny i miły w obejściu ;) ale to nie wyklucza dobrego seksu i innych uwalniających się emocji ;)) aleś mi dała: sabatowi kolesie- musze sobie zapamiętać ten zwrot
          • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:26
            hello-kitty2 napisała:

            > co Cie
            > > kreci w lozku od tego co Cie kreci w zyciu? I na tym polega problem?

            ale sabatowi kolesie naprawdę nie sprawiają mi trudności ani w seksie ani "prozie życia";), nie wiem co by to miał być za problem? chyba nie o to sabatowych kolesi jednak chodzi :)
            • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:31
              bgz0702 napisała:

              > hello-kitty2 napisała:
              >
              > > co Cie
              > > > kreci w lozku od tego co Cie kreci w zyciu? I na tym polega problem
              > ?
              >
              > ale sabatowi kolesie naprawdę nie sprawiają mi trudności ani w seksie ani "proz
              > ie życia";), nie wiem co by to miał być za problem? chyba nie o to sabatowych k
              > olesi jednak chodzi :)

              Nie ma problemu, kazdy ma prawo do tego, co go kreci. Zastanowilo mnie tylko, ze jestes w jakims sensie wyjatkiem wsrod tutejszych kobiet (jesli dobrze Cie odbieram) i w zwiazku z tym chcialam wybadac sprawe :) Bo moglabys byc odpowiedzia na potrzeby pewnej grupy mezczyzn, nazwalam ich zbiorczo Sabatowymi. Takze nie ma nic zlego w Twojej postawie, jesli Ci ona sluzy, a moglabys byc nadzieja dla takich panow. Powaznie.
              • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:36
                hello-kitty2 napisała:

                > Nie ma problemu, kazdy ma prawo do tego, co go kreci. Zastanowilo mnie tylko, z
                > e jestes w jakims sensie wyjatkiem wsrod tutejszych kobiet (jesli dobrze Cie od
                > bieram) i w zwiazku z tym chcialam wybadac sprawe :) Bo moglabys byc odpowiedzi
                > a na potrzeby pewnej grupy mezczyzn, nazwalam ich zbiorczo Sabatowymi. Takze ni
                > e ma nic zlego w Twojej postawie, jesli Ci ona sluzy, a moglabys byc nadzieja d
                > la takich panow. Powaznie.

                To cudowne, być "nadzieją" ;)) ciekawi mnie jakich typów ty jesteś nadzieją ;) naprawdę, tak z cieawości ;)
                • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:40
                  > hello-kitty2 napisała:
                  >
                  > > Nie ma problemu, kazdy ma prawo do tego, co go kreci. Zastanowilo mnie ty
                  > lko, z
                  > > e jestes w jakims sensie wyjatkiem wsrod tutejszych kobiet (jesli dobrze
                  > Cie od
                  > > bieram)

                  A co to znaczy być wyjątkiem wśród tutejszych kobiet? trafiłam w krąg osoby które mają jakieś zbiorcze preferencje? Tak wam sie złożyło?
                  • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:58
                    bgz0702 napisała:

                    > A co to znaczy być wyjątkiem wśród tutejszych kobiet? trafiłam w krąg osoby któ
                    > re mają jakieś zbiorcze preferencje? Tak wam sie złożyło?

                    Sabat nas tu ganial za nasza domniemana meskosc :)
                    • that.bitch.is.sick Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 08:16
                      hello-kitty2 napisała:

                      > bgz0702 napisała:
                      >
                      > > A co to znaczy być wyjątkiem wśród tutejszych kobiet? trafiłam w krąg oso
                      > by któ
                      > > re mają jakieś zbiorcze preferencje? Tak wam sie złożyło?
                      >
                      > Sabat nas tu ganial za nasza domniemana meskosc :)

                      O ile pamiętam sabat zarzucał ci prymitywizm. Męskość sama sobie przypisałaś honoris causa :) aby się upodobnić do typu który opiewał urqu fantazjując o testosteronie.
                      • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 13:07
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        > O ile pamiętam sabat zarzucał ci prymitywizm. Męskość sama sobie przypisałaś ho
                        > noris causa :) aby się upodobnić do typu który opiewał urqu fantazjując o testo
                        > steronie.

                        Wg mnie to Twoje myslenie Bitch, a nie Sabata: jak to jest mozliwe, ze takim prymitywem jak ja moga w ogole interesowac sie mezczyzni? Odpowiedz jest chyba prosta, biorac pod uwage ideal kobiety tutaj wymienany: glupsza, ladna i wierna.

                        Upodobania/fantazje Urqu nie sa dla mnie zadnym wyznacznikiem. A swoja droga po co zaprzeczac faktom? Skoro Urqu twierdzi, ze palec serdeczny dluzszy od wskazujacego swiadczy o meskim mozgu to przeciez takie rzeczy mozna latwo sprawdzic. Wystarczy dojechac do Amsterdamu :-)

                        Poza tym Sabat odnosil sie do grupy kobiet na tym forum piszac o ich domniemanej meskosci. Chyba nie przypisujesz im wszystkim prymitywizmu?

                        Osobiscie wole wesoly prymityzm niz wyszukany jad :)



                • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:45
                  bgz0702 napisała:

                  > To cudowne, być "nadzieją" ;)) ciekawi mnie jakich typów ty jesteś nadzieją ;)
                  > naprawdę, tak z cieawości ;)

                  Ja? Nadzieja chyba tylko na upadek moge byc :-) Ostatnio sypiam z zonatymi, w zasadzie oni juz upadli wczesniej, a ja karmie sie ich upadkiem. Dla nich nie ma juz nadziei, raczej nie ma. A dla Sabatowych jeszcze jest wg mnie.
                  • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:52
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Ja? Nadzieja chyba tylko na upadek moge byc :-) Ostatnio sypiam z zonatymi, w z
                    > asadzie oni juz upadli wczesniej, a ja karmie sie ich upadkiem. Dla nich nie ma
                    > juz nadziei, raczej nie ma. A dla Sabatowych jeszcze jest wg mnie.

                    A ja to normalnie od 16 lat nie sypiam z nikim innym tylko tym samym chyba sabatowym kolesiem moim mężem ;)) szczęściara z ciebie że możesz się rozerwać, ja to jakoś nie mam odwagi skrzywdzić takiego sabatowego kolesia ;)
                    • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:56
                      bgz0702 napisała:

                      > A ja to normalnie od 16 lat nie sypiam z nikim innym tylko tym samym chyba sab
                      > atowym kolesiem moim mężem ;)) szczęściara z ciebie że możesz się rozerwać, ja
                      > to jakoś nie mam odwagi skrzywdzić takiego sabatowego kolesia ;)

                      Jak Ci jest dobrze (niczego nie brakuje), to w czym problem? Czy jednak potrzebujesz czegos wiecej i sie 'rozgladasz'?
                      • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 19:18
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Jak Ci jest dobrze (niczego nie brakuje), to w czym problem? Czy jednak potrzeb
                        > ujesz czegos wiecej i sie 'rozgladasz'?

                        Bywałam tu juz kiedyś, ale zapomniałam hasła i nie mogłam wrócić do siebie "starej" ;))
                        a byłam i jestem w przypływie szału że jestem ukochaną "platoniczną" żoną swojego męża ;) i niech to cholera bo naprawdę fajnego faceta mam w domu. Tak szczerze mówiąc to się nie rozglądam, wpadam na pogaduchy
                    • potwor_z_piccadilly Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 19:07

                      > A ja to normalnie od 16 lat nie sypiam z nikim innym tylko tym samym chyba sab
                      > atowym kolesiem moim mężem ;)) szczęściara z ciebie że możesz się rozerwać, ja
                      > to jakoś nie mam odwagi skrzywdzić takiego sabatowego kolesia ;)

                      No widzisz jaki ten świat jest podły. Z jednym chłopem trza żyć gdy dookoła tylu pięknych książąt dumnie pomykających w swoich Skodach Octaviach (oczywiście kupionych na raty i oczywiście "w dieselku", bo jakże mogłoby być inaczej).
                      Pozdrawiam.
                      • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 19:19
                        potwor_z_piccadilly napisał:

                        > No widzisz jaki ten świat jest podły. Z jednym chłopem trza żyć gdy dookoła tyl
                        > u pięknych książąt dumnie pomykających w swoich Skodach Octaviach (oczywiście k
                        > upionych na raty i oczywiście "w dieselku", bo jakże mogłoby być inaczej).
                        > Pozdrawiam.

                        ;) podłe to życie
    • potwor_z_piccadilly Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:54
      coelos napisał(a):

      > Nie chce rozpisywać dyrdymałów jak to nie było naj przed ślube
      > m (bo to za banalne...).

      Banalne dyrdymały ?
      Chłopie te dyrdymały to fundament no którym ty zbudowałeś związek. Pomyśl zatem, na czym ty ten związek budowałeś, czy technologię zastosowałeś odpowiednią do zamierzeń i czy materiał dobrałeś właściwy.
      A to tylko pierwszy etap.
      A co z dalszymi etapami ? Aaaaa, to już zależy od ciebie, czy będziesz umiał cofnąć się w czasie do waszych początków, tego co po nim nastąpiło i czy będziesz umiał wyciągnąć wnioski ze swoich błędów, których, jak sądzę nie uniknąłeś. Podobnie zresztą jak my wszyscy, ze mną na czele.
      Pozdrawiam.



      Problem polega nie na częstotliwości, ale na jakości..
      > .. Nie oczekuję porad w stylu... ciesz się człowieku, że możesz mieć kiedy chce
      > sz... lub, jak to raczej z mojej strony wygląda, jak nie zainicjujesz to nie ma
      > sz... Ale nie o tym... Owszem kiedy zainicjuje - mam, tyle że od 10 lat tak sam
      > o - czyli klasycznie...(jak bozia przykazała) - to mojej księżniczce w odpowiad
      > a i tak by mogła zawsze... Nie chce pytań w stylu: czy próbowałeś rozmawiać, bo
      > rozmawiałem nie raz.
      > Oral - nie odpowiada bo odruch wymiotny, bo smak nasienia, bo zapach...itd. - o
      > dpuściłem. Wibrator - wole ciebie... - odpuściłem.
      > Anal - spróbowała - nie chce bo boli (przeczytałem 1000 stron internetowych jak
      > być megadelikatnym w tych sprawach... i byłem...) - boli - odpuściłem.
      > Squirt - z czystej ciekawości chciałem sprawdzić... podsunąłem parę stron na te
      > n temat, rozmowa, próba... "nie kochanie, bo to mnie nie kręci..."
      > Nie wygląda to tak że chciałbym współżycie zastąpić swoimi marzeniami, tylko po
      > 14 latach klasyka zaczyna wdzierać się do sypialni taki marazm jak Tornado w O
      > kland, że co raz częściej myśli chodzą w zakazanym kierunku - a tu przecież koc
      > hane dzieci, kochana księżniczka (tyle że śpiąca....) - nie potrafi zranić....
      > Co raz częściej przyłapuję się na tym, że sam potrafię sobie sprawić większą pr
      > zyjemność niż czerpać z tegoż "klasyka" właśnie....
      > Wczoraj niestety sfrustrowany nie stanąłem już na wysokości swojego zadania i t
      > o właśnie we mnie pękło zmuszając do tegoż wylewu na forum...
      > Budzenie trwa już tak jakieś 10 lat... Czy trwać w tym nadal...? Odpuścić całko
      > wicie...? czy komuś po tylu latach udało się obudzić swoją księżniczkę....???
      > Czy to czas niestety wsiąść z powrotem na konia, pocałować ostatni raz i wio...
      > .?
      > Na rozdrożu stanąłem i tylko wyć się chce - nic więcej....
    • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 18:56
      A próbowałeś od dupy strony czyli zapytać na jakie urozmaicenie byłaby gotowa, tak żeby ona sama zaproponowała coś od siebie? Czy ona sobie dobitnie zdaje sprawę z tego, że te Twoje prośby o odmianę to nie jakaś tam fanaberia z chwilowej ciekawości, tylko po prostu już Cię niemoc bierze na fafsetny szósty raz to samo?
      • hello-kitty2 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 19:01
        sea.sea napisała:

        Czy ona sobie dobitnie zdaje spr
        > awę z tego, że te Twoje prośby o odmianę to nie jakaś tam fanaberia z chwilowej
        > ciekawości, tylko po prostu już Cię niemoc bierze na fafsetny szósty raz to sa
        > mo?

        Tez jestem bardzo ciekawa co ona na to, bo jak juz mu nie staje, toz to niemoc niemocy, calkowite wypalenie. Moze jej to na reke?
        • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 19:22
          hello-kitty2 napisała:

          > Tez jestem bardzo ciekawa co ona na to, bo jak juz mu nie staje, toz to niemoc
          > niemocy, calkowite wypalenie. Moze jej to na reke?

          może masz rację. Czasami mam wrażenie że mój mąż tez chciałby mnie tak przetrzymać ;) mieć mnie do dyspozycji i tylko czasem ze mnie skorzystać ;))
      • potwor_z_piccadilly Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 19:26
        sea.sea napisała:

        > A próbowałeś od dupy strony czyli zapytać na jakie urozmaicenie byłaby gotowa,

        To rzeczywiście droga o dupy strony, bo o ile ja znam kobiety, to dyskusje z nimi o sprawach sercowych są niemożliwe.
        Co nam zostaje ?
        To co skuteczne, czytać was, a jest co. Kobiety z natury swojej, zamiast artykułować swoje prawdziwe potrzeby, sygnalizują je (napisałem prawdziwe, bo i owszem, dużo mówią, ale co mówią, aaa tego to już nie mówią).
        Tylko się tu nie obrażajcie. Osobiście uważam to za jedną z piękniejszych cech kobiet.
        Pozdrawiam.
        • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 19:34
          potwor_z_piccadilly napisał:

          > Pozdrawiam.

          Ależ ty się napozdrawiasz ;) Pozdrawiam też
          • potwor_z_piccadilly Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 19:52
            bgz0702 napisała:

            > Ależ ty się napozdrawiasz ;) Pozdrawiam też

            To pozdrawiam taka moja parafa, bo jak piszę pozdrawiam, to rzeczywiście forumowiczów pozdrawiam, a zarazem pisząc pozdrawiam, podpisuję się wyrazem pozdrawiam, bo wyraz pozdrawiam przecież może być użyty jako parafa, czyż nie ?
            Pozdrawiam, a co.
      • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:14
        sea.sea próbowałem i to jak ktoś poprzednio napisał "fafsetny szósty raz" rozmów i propozycji było jeszcze fafsetniej. Zabezpieczony w wiele porad z tego forum nie omieszkałem z wybiegiem o to co ona w takim razie proponuje.... reakcja zawsze ta sama... szklane oczy, drżąca warga i że wymyślam sobie nie wiadomo co... zaraz zmiana tematu i rozmowa kończy się jak zwykle na dupie maryni tylko nie na problemie, który pozostaje i tak nie rozwiązany... Czasami kwitowała: daj mi czas... spróbuje to zmienić... nie naciskaj... Ale ile się da chodzić przez 10 lat dookoła na paluszkach... Nic na siłe to moja dewiza - tylko że ona przestaje niestety przynosić żadnych korzyści.... Coraz częściej się łapie na tym, że zaczynam uciekać - a to w kieliszek, a to w hobby, ale mam wrażenie że biegam jak je...y pies za swoim ogonem... :(
        • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:43
          coelos napisał(a):

          ale mam wrażenie że biegam
          > jak je...y pies za swoim ogonem... :(

          oj, to ty wściekły jesteś. Biedny pies, nawet nie wie że jest j....y, a tak lubi sobie poganiać za własnym ogonem :)
          • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:46
            brawo... dziękuję za pomoc...
            • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:48
              coelos napisał(a):

              > brawo... dziękuję za pomoc...

              brawo... nie wiem co mam myślec ;) że niby sarkazm czy co?
        • potwor_z_piccadilly Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:43
          coelos napisał(a):

          > sea.sea próbowałem i to jak ktoś poprzednio napisał "fafsetny szósty raz" rozmó
          > w i propozycji było jeszcze fafsetniej. Zabezpieczony w wiele porad z tego foru
          > m nie omieszkałem z wybiegiem o to co ona w takim razie proponuje.... reakcja z
          > awsze ta sama... szklane oczy, drżąca warga i że wymyślam sobie nie wiadomo co.
          > .. zaraz zmiana tematu i rozmowa kończy się jak zwykle na dupie maryni tylko ni
          > e na problemie, który pozostaje i tak nie rozwiązany... Czasami kwitowała: daj
          > mi czas... spróbuje to zmienić... nie naciskaj... Ale ile się da chodzić przez
          > 10 lat dookoła na paluszkach... Nic na siłe to moja dewiza - tylko że ona przes
          > taje niestety przynosić żadnych korzyści.... Coraz częściej się łapie na tym, ż
          > e zaczynam uciekać - a to w kieliszek, a to w hobby, ale mam wrażenie że biegam
          > jak je...y pies za swoim ogonem... :(

          O czym ty tu piszesz ?
          O naszywaniu łat na dziurawe łaty ? O zaklejaniu pęknięć ścian, które oparłeś na piaskowym fundamencie ?
          Chłopie, nic doraźnymi zabiegami nie wskórasz, bo u was jest tak,
          www.youtube.com/watch?v=lKXg8bxSDYU
          a by było inaczej, to ty musisz cofnąć się z drogi którą dotychczas szedłeś i twardo, po męsku, musisz wytyczyć nową drogę, która coś tak, za pięć lat, może doprowadzić was do seksu o którym nie powinno się pisać, by listu potępiającego proboszcze nie musieli czytać po parafiach.
          To jest wykonalne, wierz mi.
          Pozdrawiam
          • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:52
            potwor_z_piccadilly napisał:

            > O czym ty tu piszesz ?
            > O naszywaniu łat na dziurawe łaty ? O zaklejaniu pęknięć ścian, które oparłeś n
            > a piaskowym fundamencie ?
            > Chłopie, nic doraźnymi zabiegami nie wskórasz, bo u was jest tak,
            > www.youtube.com/watch?v=lKXg8bxSDYU
            > a by było inaczej, to ty musisz cofnąć się z drogi którą dotychczas szedłeś i t
            > wardo, po męsku, musisz wytyczyć nową drogę, która coś tak, za pięć lat, może d
            > oprowadzić was do seksu o którym nie powinno się pisać, by listu potępiającego
            > proboszcze nie musieli czytać po parafiach.
            > To jest wykonalne, wierz mi.
            > Pozdrawiam

            oparłeś radę na własnych doświadczeniach?
            pozdrawiam ;)
            • potwor_z_piccadilly Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 21:04
              bgz0702 napisała:

              > oparłeś radę na własnych doświadczeniach?

              Po części tak.
              Troszkę mi namieszała moja natura człowieka żyjącego bezkredytowo.
              No dobra, bez parafy, ale mimo tego.
              Pozdrawiam.
      • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 20:37
        sea.sea próbowałem i to jak ktoś poprzednio napisał "fafsetny szósty raz" rozmów i propozycji było jeszcze fafsetniej. Zabezpieczony w wiele porad z tego forum nie omieszkałem z wybiegiem o to co ona w takim razie proponuje.... reakcja zawsze ta sama... szklane oczy, drżąca warga i że wymyślam sobie nie wiadomo co... zaraz zmiana tematu i rozmowa kończy się jak zwykle na dupie maryni tylko nie na problemie, który pozostaje i tak nie rozwiązany... Czasami kwitowała: daj mi czas... spróbuje to zmienić... nie naciskaj... Ale ile się da chodzić przez 10 lat dookoła na paluszkach... Nic na siłe to moja dewiza - tylko że ona przestaje niestety przynosić żadnych korzyści.... Coraz częściej się łapie na tym, że zaczynam uciekać - a to w kieliszek, a to w hobby, ale mam wrażenie że biegam jak je...y pies za swoim ogonem... :(
        • mojemail3 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 21:02
          coelos napisał(a):

          (...)> Zabezpieczony w wiele porad z tego forum nie omieszkałem z wybiegiem o to co ona w takim razie proponuje.... reakcja z
          > awsze ta sama... szklane oczy, drżąca warga i że wymyślam sobie nie wiadomo co.
          > .. zaraz zmiana tematu i rozmowa kończy się jak zwykle na dupie maryni tylko ni
          > e na problemie, który pozostaje i tak nie rozwiązany...

          Coelos...to jeszcze jednak jest szansa,że księżniczka da się obudzić( może?) bo tyle nieodkrytych lądów przed Wami...Ale jeśli przez 10 lat się nie udało, to albo ona jest święta madonna klasycznie kochająca albo...obrałeś złe metody i wykonanie?
          Piszę,że jest szansa, bo jednak coś nowego przed Wami, przed Tobą może być w perspektywie, macie dopiero po 35 lat, może ona koło 40 tki poczuje zew boży( a raczej natury)
          Ja takich perpektyw nie mam, poniewaz na początku związku a raczej przez 10 lat było fajnie,pomysłowo( a inwencja do zmian i modyfikacji z mojej strony, mimo mniejszego doświadczenia-chodzi mi o ilość partnerów; była zawsze przyjmowana z entuzjazmem)to teraz po latach 15 a w wieku ok.40 tki chyba nam się już znudziło obopólnie, ja niby jęczę,ze za rzadko, ale tak naprawdę ja chyba tez jestem czesto zbyt zmęczona i chadzamy sypiać do pokoju Młodego, któremu jest to na rękę, bo nie lubi spać sam...ech życie...

          A Ty masz tyle ciekawych tematów do przerobienia...
          • tekii Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 31.05.13, 11:24
            A Ty masz tyle ciekawych tematów do przerobienia...

            no ale czy akurat z tą księżniczką to bym się kłóciła. nie wierze w takie czekanie.
    • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 21:33
      coelos napisał(a):

      <Squirt - z czystej ciekawości chciałem sprawdzić... podsunąłem parę stron na ten temat, rozmowa, próba... "nie kochanie, bo to mnie nie kręci..."

      też z czystej ciekawości musiałam sprawdzić w internecie o czym ty piszesz w ogóle ;))
      • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 21:51
        ...a to już nie sarkazm... to prowokacja (przebiegła i nie potrzebna - bo problem poważny)
        • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 21:59
          coelos napisał(a):

          > ...a to już nie sarkazm... to prowokacja (przebiegła i nie potrzebna - bo probl
          > em poważny)

          to do mnie i mojej niewiedzy?
      • kag73 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 21:59
        Ciezka sprawa, mysle. Zona z malym doswiadczeniem pomimo 14 lat pozycia, ale jakby nie bylo tylko z jednym jedynym facetem. A osiaga chociaz orgazmy w tej klasycznej pozycji?
        Mysle, ze ciezko bedzie z jej inicjatywa do zmian. Piszesz, ze od tylu zdarza sie ale nie komfortowo, ale jednak sie zdarza. Probuj nie czkajac az ona sama bedzie chciala. Jestes facetem, masz wiecej sil, jezeli nie wyzy 100 kilo to myk na na krzeslo, sofe albo lezac na plecach i sadzaj sa sobie na ptaka. Zrobic jakis masaz oliwka plecow i nie tylko i wtedy pakowac sie od tylu np. Jak bedzie marudzic, mimo wszystko troche "przetrzymywac" i jak bedzie narzekac, ze "niekomfortowo", powiedziec "wiem, wiem, malenka, jutro zrobimy tak jak Ty lubisz".
        A kiedys zonie wspomniec przy winku, ze 10 lat tej samej tak samo przyprawionej pomidorowej, to sie naprawde nie da. A alkoholu zapodawales czasem i wtedy probowales? A minete probowales robic i co wtedy? A probowales jej raczke na Twojego ptaka pokierowac co by go troche "obrabiala" a Ty w tym czasie zajmowac sie recznie jej mala?
        Troche zdecydowania w "przekrecaniu" na rozne boki/strony w lozku mysle mogloby pomoc a nie pytanie czy chce.
        • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:02
          kag73 napisała:

          > Ciezka sprawa, mysle. Zona z malym doswiadczeniem pomimo 14 lat pozycia, ale ja
          > kby nie bylo tylko z jednym jedynym facetem. A osiaga chociaz orgazmy w tej kla
          > sycznej pozycji?
          > Mysle, ze ciezko bedzie z jej inicjatywa do zmian. Piszesz, ze od tylu zdarza s
          > ie ale nie komfortowo, ale jednak sie zdarza. Probuj nie czkajac az ona sama be
          > dzie chciala. Jestes facetem, masz wiecej sil, jezeli nie wyzy 100 kilo to myk
          > na na krzeslo, sofe albo lezac na plecach i sadzaj sa sobie na ptaka. Zrobic j
          > akis masaz oliwka plecow i nie tylko i wtedy pakowac sie od tylu np. Jak bedzie
          > marudzic, mimo wszystko troche "przetrzymywac" i jak bedzie narzekac, ze "niek
          > omfortowo", powiedziec "wiem, wiem, malenka, jutro zrobimy tak jak Ty lubisz".
          > A kiedys zonie wspomniec przy winku, ze 10 lat tej samej tak samo przyprawionej
          > pomidorowej, to sie naprawde nie da. A alkoholu zapodawales czasem i wtedy pro
          > bowales? A minete probowales robic i co wtedy? A probowales jej raczke na Twoje
          > go ptaka pokierowac co by go troche "obrabiala" a Ty w tym czasie zajmowac sie
          > recznie jej mala?
          > Troche zdecydowania w "przekrecaniu" na rozne boki/strony w lozku mysle mogloby
          > pomoc a nie pytanie czy chce.

          No toś mnie pokonała ;))
          • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:04
            Zdecydowanie i po męsku, tak czasami trzeba robić. Kag ci daje dobre rady, tylko sobie kobiety nie uszkodź ;)
            • kag73 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:08
              No Ty sie smiej, ale mnie sie wydaje, ze jemu nie pozostaje nic innego jak "kombinowac" i albo ona sie rozkreci albo bedzie kombinowal dalej, co by od czasu do czasu miec odmiane.
              A na tyle bedzie mial wyczucia, zeby wiedziec czy nie uszkodzi, brutalem nie jest. Wazne, zeby kobiete przedtem odpowiednio "rogrzac" a ie pakowac sie bez przygotowania.
              • potwor_z_piccadilly Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:49
                kag73 napisała:

                > Wazne, zeby kobiete przedtem odpowiednio "rogrzac" a ie pakowac sie bez prz
                > ygotowania.

                Rada dobra, aczkolwiek pod jednym warunkiem.
                Czy ta kobieta chce być przez tego faceta rozgrzewana. Jeśli nie chce, a wszystko na to wskazuje, to - wybacz, ale ty doradzasz facetowi molestowanie. Nie sądzę by naszemu - troszkę zbyt często irytującemu się, niedopieszczonemu o to chodziło, bo zapewne zna powiedzonko "bo w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało na raz".
                Piękniejsza połowa tego związku - z tego co wiemy, nieszczególnie chce, a jeśli tak, to pytanie. Dlaczego nie chce ?
                Tu my jedynie możemy snuć przypuszczenia, małżonek może, a nawet powinien to wiedzieć.
                Może
                - On jest zamiast
                - Mąż jej nie imponuje
                - Ktoś obcy jej imponuje
                - Może nawet ten obcy już konsumuje
                - A może po prostu czuje, że mąż może się zbyt daleko rozbrykać w swawoli i hamuje go. Może zna go na tyle, by obwiać się tego, że perwersje u niego wezmą górę nad standardowe (naturalne) formy kontaktów między płciami.
                - No i na koniec - może źle się czuje w roli pisuaru ?
                Tyle póki co.
                No i by się wam lepiej spało
                www.youtube.com/watch?v=8x8S5Mgimy0
                • kag73 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:53
                  Hmm, no dobra napisal, ze sie szybko rogrzewa, po dwoch minutach minety chce misjonarki i ze zawsze ma orgazm(chociaz tutaj bym nie byla pewna, ale wszystko cie zdarza w przyrodzie) Czyli z rozgrzewaniem nie ma problemu. Ma byc podniecona/wilgotna jak sie bedzie pakowal.
                  Moze chodzi o to, ze chce miec wszysko szybko za soba...ale nie wiem czy wypada serwowac takie przypuszczenia
        • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:16
          kag super... to wszystko działa... winko, masażyki, minetka... itp. itd. ale zawsze jako najlepiej niedłuższa niż dwie minuty gra wstępna... a potem ciach, odpychanko i poza tradycyjna... orgazmy w tej pozycji - ma zawsze... Myk myk na krzesło - nie ma możliwości - dzieciaki... Były już opcje - podstępne wywożenie dziatwy do dziadków, potem świece, winko... i.... znów tradycja...
          I co... za każdym razem mam wznawiać rozmowe o tym samym od nowa...??? ile razy jeszcze???
          O tej pomidorowej dobra rada... tyle że już widze znowu te szkliste oczy i rozmowe na temat czepiactwa sie...
          Przekręcanie na różne boczki działają tak samo jak reszta powyżej...
          • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:20
            coelos napisał(a):

            > kag super... to wszystko działa... winko, masażyki, minetka... itp. itd. ale za
            > wsze jako najlepiej niedłuższa niż dwie minuty gra wstępna... a potem ciach, od
            > pychanko i poza tradycyjna... orgazmy w tej pozycji - ma zawsze...

            No to widzisz, może o te orgazmy chodzi, może ją tylko taka pozycja kręci i nie chce tracić tej frajdy. Pogadaj o tym. ona musi być fajną seksistką skoro miewa orgazmy, wiesz ile kobiet nie wie co to orgazm?
            • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:25
              ja zdaję sobie doskonale sprawę z tego że sprawiam jej przyjemność... i co...? mam się tym napawać ????
          • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:23
            A jej w ogóle ten seks potrzebny? Tzn zauważyłaby, gdyby go przez jakiś czas nie było i gdybyś dla odmiany ty robił szkliste oczka "kochanie, przez 14 lat robiliśmy tak jak lubisz, może byśmy teraz pomyśleli o mnie, bo wiesz, ja już tak nie mogę...?"
            • zawle Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:26
              sea.sea napisała: "kochanie, przez 14 lat rob
              > iliśmy tak jak lubisz, może byśmy teraz pomyśleli o mnie, bo wiesz, ja już tak
              > nie mogę...?"

              Nie rób tego...wsadzi Ci nóż w plecy:))) Przez 14 lat?????
              • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:28
                Bo mnie intryguje, czy autor odpuszcza jak widzi szkliste oczka, bo mu żal księżniczki i się nagle czuje roszczeniowym xujem, czy po prostu się boi, że jak przyciśnie, to się w ogóle dupa skończy, nawet w pozycji klasycznej.
                • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:36
                  odpowiedź na twoje pytanie jest banalnie prosta... - bo ją kocham po prostu... bo kocham nasz dom, dzieciaki i wszystko... sprawę komplikuje tylko i wyłącznie sypialnia.
                  • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:42
                    No to przy takim podejściu, że skoro kochasz, to ustępujesz na najmniejszą oznakę tego, że uczucia księżniczki zostały urażone = jesteś w czarnej dupie i forum nic Ci nie pomoże. Ona ma zerową motywację do zmiany, bo wie, że zrobi rzewne oczka i Ty jej dasz święty spokój i może jeszcze nawet przeprosisz, robiąc z siebie skruszony dywanik.

                    A sposobu na to, żeby jej się tak samej z siebie zachciało czego innego, skoro to co ma, satysfakcjonuje ją całkowicie - nie ma. Przykro mi.
                    • kutuzow respekt sea.sea 26.05.13, 23:16
                      sea.sea napisała:

                      > No to przy takim podejściu, że skoro kochasz, to ustępujesz na najmniejszą ozna
                      > kę tego, że uczucia księżniczki zostały urażone = jesteś w czarnej dupie i foru
                      > m nic Ci nie pomoże. Ona ma zerową motywację do zmiany, bo wie, że zrobi rzewne
                      > oczka i Ty jej dasz święty spokój i może jeszcze nawet przeprosisz, robiąc z s
                      > iebie skruszony dywanik.
                      >
                      > A sposobu na to, żeby jej się tak samej z siebie zachciało czego innego, skoro
                      > to co ma, satysfakcjonuje ją całkowicie - nie ma. Przykro mi.

                      Piękne podsumowanie i jednocześnie realna ocena możliwości manewru. Jeśli autor faktycznie coś chce zmienić to musi zaryzykować, jeśli nie zaryzykuje to NIC się nie zmieni od samego "chcenia" jeśli nie idą za tym działania lub ew. perspektywa zmian.
                      Brawo Sea!
                      • sea.sea Re: respekt sea.sea 26.05.13, 23:30
                        Jakoś tak mnie parę dni temu olśniło, że nie jesteśmy w stanie spowodować u partnera (płci dowolnej) realnej zmiany, jeśli nie mamy w sobie gotowości na jego/jej utratę lub na zranienie go/jej.

                        Zmiana boli, zmiany są męczące, ludzie (wielu, większość?) nie lubią się dostosowywać, zmieniać wygodnego dla siebie status quo, więc generalnie oporują i wykorzystają każdy możliwy chwyt by właśnie - nie zmieniać niczego. Jeśli nie poczują ze strony partnera totalnej determinacji, przysłowiowego "wóz albo przewóz", jeżeli znajdą choć jeden "miękki", wrażliwy punkt, to zrobią wszystko, by nie kiwnąć palcem i nie ruszyć się ze swojej koleiny.

                        Tyle, że jak wskazują historie wyczytane na forum - nawet zdesperowani są rzadko wystarczająco zdeterminowani. Bo zawsze przecież może być gorzej. To jeden z powodów, dla których tak rzadko tu widzimy happy endy. A może po prostu ludzie się - tak generalnie - nie zmieniają, bo nie, choćby nie wiem co? Właśnie się nad tym zastanawiam :)
                        • kutuzow Re: respekt sea.sea 26.05.13, 23:42
                          sea.sea napisała:

                          > Jakoś tak mnie parę dni temu olśniło, że nie jesteśmy w stanie spowodować u par
                          > tnera (płci dowolnej) realnej zmiany, jeśli nie mamy w sobie gotowości na jego/
                          > jej utratę lub na zranienie go/jej.
                          >
                          > Zmiana boli, zmiany są męczące, ludzie (wielu, większość?) nie lubią się dostos
                          > owywać, zmieniać wygodnego dla siebie status quo, więc generalnie oporują i wyk
                          > orzystają każdy możliwy chwyt by właśnie - nie zmieniać niczego. Jeśli nie pocz
                          > ują ze strony partnera totalnej determinacji, przysłowiowego "wóz albo przewóz"
                          > , jeżeli znajdą choć jeden "miękki", wrażliwy punkt, to zrobią wszystko, by nie
                          > kiwnąć palcem i nie ruszyć się ze swojej koleiny.
                          >
                          > Tyle, że jak wskazują historie wyczytane na forum - nawet zdesperowani są rzadk
                          > o wystarczająco zdeterminowani. Bo zawsze przecież może być gorzej. To jeden z
                          > powodów, dla których tak rzadko tu widzimy happy endy.

                          Sea.sea ---> chyba Ci dzisiaj będę komplementy prawił jako to mądra kobieta z Ciebie, bo naprawdę podoba mi się to co napisałaś.
                          Co do tego czy ludzie się zmieniają, ja osobiście sądzę że nie wszyscy, ale część tak. Pod warunkiem że mają naprawdę dobrą motywację do zmian.

                          Co do groźby (tego wóz lub przewóz), to podobał mi się tekst z Housa, chodziło o to, że nie stosuj gróźb których nie masz zamiaru spełnić, bo totalnie tracisz na wiarygodności.
                          Czyli jeśli już chcemy coś uzyskać to najpierw sami musimy być gotowi na konsekwentne działanie.
                        • kag73 Re: respekt sea.sea 26.05.13, 23:54
                          Mnie sie nie wydaje to jakies odkrywcze. Czesto sie mowi "chcesz ja zmusic czy jego, zaszantazowac" itd. Tymczasem takie radykalne kroki sa potrzebne i sprawdzaja sie dlatego, ze bez tego ta druga strona czesto w ogole nie zdaje sonie sprawy z powagii sytuacji z tego jak czuje sie i co przechodzi druga osoba. Po prostu "syty glodnego nie zrozumie".
                          Dopiero ktos postawiony do muru zaczyna zdawac sobie sprawe o co toczy sie gra i co ma sie do stracenia. I jezeli komus zalezy to cos zrobi, postara sie, ale owszem to ryzyko trzeba podjac. Ja to nazywa "zagrac w pokera":) Do tego trzeba miec jaja. Pomaga przekonanie, ze po drugiej stronie tez jest milosc i ze drugiej stronie zalezy na byciu razem. Jezeli sie okaze, ze nie....coz trzeba wziac na klate. Latwiej oczywiscie jezeli nie ma sie zbyt wielu zaleznosci, wspolnych kredytow i innych utrudnien.
                          • sea.sea Re: respekt sea.sea 27.05.13, 00:01
                            Mnie się to też nie wydaje odkrywcze - wręcz przeciwnie, raczej oczywiste, tak na logikę.
                            Tyle, że większość żalących się na tym czy owym forum nie zdaje sobie z tego sprawy, mam takie nieodparte wrażenie. Sytuacje w stylu "ja tu cierpię, on(a) ma to w dupie, ja tu zgłaszam że mi źle, a on(a) robi łzawe oczka/focha, więc odpuszczam" widzę właściwie co krok.

                            No i tak w ogóle to sama wiem, jakie to trudne, bo też nie mam w sobie tej determinacji, żeby zmienić w moim najmilszym jedną taką rzecz, która mi dość bardzo nie pasuje, choć obecnie nie utrudnia życia jakoś bardzo... acz w przyszłości może [zero związku z tematem forum, żeby nie było].
                            • that.bitch.is.sick Re: respekt sea.sea 27.05.13, 08:11
                              sea.sea napisała:

                              > Mnie się to też nie wydaje odkrywcze - wręcz przeciwnie, raczej oczywiste, tak
                              > na logikę.
                              > Tyle, że większość żalących się na tym czy owym forum nie zdaje sobie z tego sp
                              > rawy, mam takie nieodparte wrażenie. Sytuacje w stylu "ja tu cierpię, on(a) ma
                              > to w dupie, ja tu zgłaszam że mi źle, a on(a) robi łzawe oczka/focha, więc odpu
                              > szczam" widzę właściwie co krok.
                              >
                              > No i tak w ogóle to sama wiem, jakie to trudne, bo też nie mam w sobie tej dete
                              > rminacji, żeby zmienić w moim najmilszym jedną taką rzecz, która mi dość bardzo
                              > nie pasuje, choć obecnie nie utrudnia życia jakoś bardzo... acz w przyszłości
                              > może [zero związku z tematem forum, żeby nie było].


                              Zgadzam się z tokiem rozumowania sea.sea. Jednak bez znaczenia wydaje mi się fakt że żona jest w tym przykładzie osobą która w danej pozycji nauczyła się przeżywać orgazm więc po wuj ma majstrować przy urządzeniu które działa. W mojej opinii więc nie jest osobą zamkniętą całkowicie na seks. Jest po prostu w forumowym typie niskoerotycznej, a libido w normie. Mąż jest wysokoerotyczny. To ciekawy przypadek doprawdy. Mąż jest odpowiednikiem Czesi która płacze że ją wykorzystał i nie dał buzi. A ona odpowiednikiem takiego mężczyzny, co jak to panie niesłusznie mówią jest "wychowany na porno" prymityw, co włożył wyjął i spuścił z krzyża bez żadnych ozdobników. Ona po prostu realizuje się tak jak jest. Każda zmiana z jej strony, będzie kompromisem. Stąd nadzwyczajne środki są jak najbardziej wskazane. Na zmianę jednak wielką chyba nie ma co liczyć. Tu nie jest tak że mąż na prawie stoi. Ludzie są różni. Nie wszyscy muszą lubić wygibasy na świeczniku po prostu, choć w tym przypadku można nauczyć się inaczej osiągać orgazm i urozmaicić pożycie chociażby do postaci bardziej współcześnie akceptowalnej. Gdyby pani urodziła się w poprzednim pokoleniu podejrzewam, że nikt by się jej nie czepiał bo to była norma wśród kobiet..po prostu leżeć.
                              Ciekawe czy autor potwierdzi że żona się realizuje.
                              Ja mam szybko orgazm(anomalia taka) i muszę się do tradycyjnej gry wstępnej czasami zmuszać, tak więc poniekąd ją rozumiem. Aby zgrać się w łóżku z większością partnerów którzy "piłują" niestety musiałam się zmienić poniekąd. No ale ja nie miałam męża który się trząsł nade mną jak kwoka:)
                              • sea.sea Re: respekt sea.sea 27.05.13, 17:11
                                woland.blox.pl/resource/najezdzca.jpg
                                Wiem, że stare, ale uwielbiam i nie mogłam się powstrzymać...

                                A na problem pt "dochodzę tylko w jednej pozycji" jest kompromisowa i akurat wyjątkowo nikogo niekrzywdząca rada: zmieniać pozycje w trakcie stosunku. Tyle, że do tego trzeba odrobiny dobrej woli względem partnera i chęci komunikacji, a nie nadużywania funkcji "śmiertelna rozpacz w oczach, bo ten zwyrol znów do mnie mówi o seksie".
                        • jesod Zmiany 27.05.13, 00:07
                          sea.sea napisała:
                          > Jakoś tak mnie parę dni temu olśniło, że nie jesteśmy w stanie spowodować u par
                          > tnera (płci dowolnej) realnej zmiany, jeśli nie mamy w sobie gotowości na jego/
                          > jej utratę lub na zranienie go/jej.

                          Jaki sens mają jakiekolwiek zmiany doprowadzające do utraty partnera, jeśli faktycznie nam na nim zależy?
                          Jaki smak mają zmiany osiągnięte zranieniem partnera, na którym nam zależy?
                          Co osiągniemy tak wprowadzonymi zmianami? Naprawdę to, czego oczekujemy...?
                          • sea.sea Re: Zmiany 27.05.13, 00:28
                            Należy się zwyczajnie zastanowić: czy nam bardziej zależy na danym partnerze, czy na zaspokojeniu naszych potrzeb. Ludzie, którzy przychodzą się uskarżać na forum zazwyczaj wyczerpali arsenał w stylu prośby, sugestie, uwodzenie, przekonywanie i subtelne nakłanianie. Nikt nie ma czarodziejskiej różdżki, która cudem zmienia podejście partnera względem czegokolwiek, więc mamy do wyboru albo strzelić partnerowi ultimatum i sprawdzić, czy faktycznie budzi w nim to jakieś refleksje, albo bezskutecznie prosić do usranej śmierci odwołując się do sumienia czy czułych uczuć, które tenże partner żywi względem nas - albo nie żywi. Kolega coelos jakoś się wzrusza smutkiem na buzi małżonki i skutkiem tego odpuszcza. Dlaczego małżonka się nic a nic nie wzrusza nieszczęściem coelosa - i jaki z tego wniosek?

                            Ja kocham swojego chłopa nad życie, ale gdybym była w sytuacji, że ja mu mówię "kochanie, strasznie mi zależy, żeby coś tam, to dla mnie naprawdę ważne" a on mi na to "ojej, paznokieć mi się złamał i jakiś taki czuję dyskomfort życiowy jak mnie o to pytasz, czepiasz się, weź przestań" to by dla mnie konkluzja była jasna, że tak naprawdę to ma mnie w dupie i mimo całej mojej miłości - wolałabym być sama, niż z człowiekiem, który totalnie bagatelizuje moje potrzeby. Zauważenie absolutnego wdupiemania moich potrzeb otrzeźwia mnie dość wybitnie. I żeby nie było - ja nie wymagam bycia w pełnej gotowości na każde moje miauknięcie, ale zbywania pod pretekstami z dupy lub udawania, że nie ma problemu - też nie zniosę.
                            • rekreativa Re: Zmiany 27.05.13, 11:19
                              O, mam identyczne przemyślenia na ten temat.
                              Kiedy czytuję męskie żale na tym forum, to w większości przypadków naprawdę rozchodzi się o jakieś drobnostki typu żeby baba dała cipkę polizać, ubrała koronkowe majtki, albo raczyła zamiast wiecznie na plecach położyć się na bok.
                              Nie wiem, jak głęboko w doopie trzeba mieć swojego faceta - niestety, w sensie metaforycznym wyłącznie - żeby nawet takich prostych, nie wymagających żadnej filozofii i pokonywania nie wiadomo jakich oporów próśb nie spełnić.
                            • bgz0702 Re: Zmiany 27.05.13, 19:05
                              sea.sea napisała:

                              > Ja kocham swojego chłopa nad życie, ale gdybym była w sytuacji, że ja mu mówię
                              > "kochanie, strasznie mi zależy, żeby coś tam, to dla mnie naprawdę ważne" a on
                              > mi na to "ojej, paznokieć mi się złamał i jakiś taki czuję dyskomfort życiowy j
                              > ak mnie o to pytasz, czepiasz się, weź przestań" to by dla mnie konkluzja była
                              > jasna, że tak naprawdę to ma mnie w dupie i mimo całej mojej miłości - wolałaby
                              > m być sama, niż z człowiekiem, który totalnie bagatelizuje moje potrzeby. Zauwa
                              > żenie absolutnego wdupiemania moich potrzeb otrzeźwia mnie dość wybitnie. I żeb
                              > y nie było - ja nie wymagam bycia w pełnej gotowości na każde moje miauknięcie,
                              > ale zbywania pod pretekstami z dupy lub udawania, że nie ma problemu - też nie
                              > zniosę.

                              Jesteś zasadnicza ;) ja to chyba jakaś ciepła klucha jestem przy tobie ;)) mam problem chyba bo kocham swojego chłopa, już dawno przestałam z nim walczyć, w końcu musiałam wybrać
                        • zyg_zyg_zyg Re: respekt sea.sea 27.05.13, 11:27
                          > Zmiana boli, zmiany są męczące, ludzie (wielu, większość?) nie lubią się dostos
                          > owywać, zmieniać wygodnego dla siebie status quo, więc generalnie oporują i wyk
                          > orzystają każdy możliwy chwyt by właśnie - nie zmieniać niczego. Jeśli nie pocz
                          > ują ze strony partnera totalnej determinacji, przysłowiowego "wóz albo przewóz"
                          > , jeżeli znajdą choć jeden "miękki", wrażliwy punkt, to zrobią wszystko, by nie
                          > kiwnąć palcem i nie ruszyć się ze swojej koleiny.

                          A może po prostu ludzie
                          > się - tak generalnie - nie zmieniają, bo nie, choćby nie wiem co? Właśnie się n
                          > ad tym zastanawiam :)

                          Ja też się ostatnio zastanawiałam i dochodzę do takiego właśnie wniosku. Że ludzie się - tak generalnie - nie zmieniają w zasadniczych kwestiach. To znaczy nie są w stanie zmienić swojej natury, wrodzonego usposobienia.

                          I jeżeli nawet zdesperowany partner powie "wóz albo przewóz", to zmiana wywołana lękiem przed jego utratą będzie chwilowa i wymuszona. Jeśli groźba zniknie, to zniknie też motywacja do zmiany. Jeśli groźba nie zniknie, to utrzymywanie zmiany będzie kosztowne i męczące, okupione wysiłkiem i być może nie do utrzymania na dłuższą metę. To tak jak jazda na najwyższych obrotach silnika - przez cały czas się nie da. Naturalny stan to stan minimalnego wydatku energii. Czyli z grubsza zdrowy człowiek, który potrzebuje seksu codziennie, nie jest w stanie spotkać się w pół drogi ze zdrowym człowiekiem, który potrzebuje go raz w miesiącu ku obopólnemu zadowoleniu i satysfakcji.

                          Właściwie to wydaje mi się, że jedyna zmiana, która ma szanse na trwałość, to naprawa czegoś, co nie pracuje zgodnie ze swoją naturą, czegoś zaburzonego. Uregulowanie nieprawidłowo działającej gospodarki hormonalnej, wyleczenie zaburzeń wzwodu czy wytrysku, wyzbycie się kompleksów, rozprawienie się z traumatyczną przeszłością albo z chorobliwym wdrukowanym przez kogoś stosunkiem do seksu itp. Czegoś, co przysłania i zakłoca tę pierwotną seksualność człowieka.

                          Albo zmiana jakichś drobiazgów, która nie wymaga ciągłego pilnowania się, którą można bez problemu i wysiłku wrzucić do pakietu "moje". Mojemu pierwszemu chłopakowi przeszkadzało to, że bezgłośnie szczytuję. I zmiana tego nie była wbrew mnie - teraz muszę się mocno pilnować, jak trzeba być cicho.
                          • hello-kitty2 Re: respekt sea.sea 27.05.13, 23:06
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            > Właściwie to wydaje mi się, że jedyna zmiana, która ma szanse na trwałość, to n
                            > aprawa czegoś, co nie pracuje zgodnie ze swoją naturą, czegoś zaburzonego. Ureg
                            > ulowanie nieprawidłowo działającej gospodarki hormonalnej, wyleczenie zaburzeń
                            > wzwodu czy wytrysku, wyzbycie się kompleksów, rozprawienie się z traumatyczną p
                            > rzeszłością albo z chorobliwym wdrukowanym przez kogoś stosunkiem do seksu itp.
                            > Czegoś, co przysłania i zakłoca tę pierwotną seksualność człowieka.
                            >
                            > Albo zmiana jakichś drobiazgów, która nie wymaga ciągłego pilnowania się, którą
                            > można bez problemu i wysiłku wrzucić do pakietu "moje". Mojemu pierwszemu chło
                            > pakowi przeszkadzało to, że bezgłośnie szczytuję. I zmiana tego nie była wbrew
                            > mnie - teraz muszę się mocno pilnować, jak trzeba być cicho.

                            Fajnie napisane, problem moze w tym, ze gdy frustracja narasta trudno ocenic o jakiej zmianie mowimy i ktora strona moze uczciwie ocenic czy to zmiana wbrew usosobieniu parnera czy cos co da sie zmienic i wyjdzie na dobre obojgu.
                          • urquhart Re: respekt sea.sea 27.05.13, 23:57
                            zyg_zyg_zyg napisała:
                            > Ja też się ostatnio zastanawiałam i dochodzę do takiego właśnie wniosku. Że lud
                            > zie się - tak generalnie - nie zmieniają w zasadniczych kwestiach. To znaczy ni
                            > e są w stanie zmienić swojej natury, wrodzonego usposobienia.

                            Jak mają wsparcie emocjonalne i potwierdzenie że maja rację w grupie to nie mają szans się zmienić. Interpretacja faktów tworzy subiektywną rzeczywistość.
                            Wrzuć ten wątek na Życie Rodzinne zaraz autor zostaje potraktowany jako niedojrzały kolejny facet przemocowiec psychiczny dążący do uprzedmiotowienia kobiety przez seks ...
                            • zyg_zyg_zyg Re: respekt sea.sea 28.05.13, 12:26
                              No to oświeć mnie Urqu i napisz, gdzież to mężczyźni znajdują wsparcie i potwierdzenie grupy, że raz w miesiącu wystarczy? I że baba , która domaga się cześciej to jakaś zboczona nimfomanka. Wybiorę się tam z krucjatą, jak Ty niegdyś na ŻR.
            • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:28
              szkliste oczka u faceta błagającego o odmianę w sypialni....?
              • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:30
                Prośby nie działają, groźby odpadają, uwodzenie próbami sprawienia jej większej przyjemności możesz sobie wsadzić w kapcie, no to zostają tylko szkliste oczka, na logikę patrząc ;)))
          • kag73 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:31
            Hmm, czyli szybko sie podnieca skoro nie potrzebuje dlugiej gry wtepnej... i teraz ona moze/potrafi "odpychanko" i misjonarka a Ty nie potrafisz troche bardziej zdecdowanie "docisnac" i szepnac "tak, wiem, kochanie, pozniej, za chwilke". Poza tym mozesz jej rece przywiazac do lozka i wtedy lizac do orgazmu, albo przewracac na boki, brzuch i co jeszcze.
            A te dzieci to co spia z Wami w jednym pokoju? Jakby co pokoj mozna zmienic ;)
            Przy "szklistych" oczach dodaj cieplo ale powaznie, ze Ty z nia i dla niej i z mila rokosza, bo tylko ona Cie kreci, ale po tylu latach tego samego masz ochote zobaczyc ja w innej pozie, piekny tylek ma i takie ponetne skaczace piersi w pozycji na jezdzaca...bo wiadomo, ze mezczyzni to wzrokowcy. Jej sie jeszcze nie znudzilo, ale to gra we dwoje. Ludzie sa rozni, jedni moga ciagle jesc to samo, inni nie. Zaproponuj, zeby bylo na zmiane, raz jak chce ona, innym razem jak chcesz i tego sie trzymaj. Bedzie przygotowana. Jakby w trakcie marudzila, mowisz "kochanie, umowa jest umowa". Oczywiscie nie zaczynaj zmian od anala, bo anal to nie tak hop siup i bedzie po Tobie, ale cos z innych pozycji.
            • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:35
              kag73 napisała:

              > Poza tym mozesz jej rece przywiazac do lozka i wtedy lizac do orgazmu, albo pr
              > zewracac na boki, brzuch i co jeszcze.

              Nie przewracałabym jej z przywiązanymi rękoma na "na boki, brzuch i co jeszcze" ;)) Kag, to się może źle dla niej skończyć ;))
          • ruda_owca Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 04.06.13, 11:16
            A czy wiesz, czy dla swojej zony jestes meski?
            To oczywiscie moze byc slepy trop, ale jesli do zony mowisz tak jak tutaj (winko, masażyki, minetka, boczki), to mozesz nie byc.
            To nie prowokacja, nie musisz odpowiadac, sam sie nad tym zastanow.
        • zawle Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:20
          kag73 napisała: > A kiedys zonie wspomniec przy winku, ze 10 lat tej samej tak samo przyprawionej
          > pomidorowej, to sie naprawde nie da. A alkoholu zapodawales czasem i wtedy pro
          > bowales? A minete probowales robic i co wtedy? A probowales jej raczke na Twoje
          > go ptaka pokierowac co by go troche "obrabiala" a Ty w tym czasie zajmowac sie
          > recznie jej mala?

          Uwielbiam Twoje porady kag...niezmienne od zawsze. Co Ty, w alkoholowym pracujesz?:)))
          • kag73 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 26.05.13, 22:42
            Gdybys Ty wiedziala jak malo ja ostatnio(wlasciwie juz od lat) pijam:)
            Mimo wszystko jestem zdania, ze alkohol(w niewielkich ilosciach) ma dzialanie dosc dobroczynne, rozluznia, poprawia humor, poluzowuje hamulce, jest szansa na dluzsza penetracje, w przypadku analu sie przydaje, bo znieczula troche a niektorym pozwala sie troche zapomniec a to czasem pomaga. I mysle, ze sprawdza sie czasem w przypadku wyprobowywania "nowych" rzeczy w lozku, troche tak "wypijmy se jednego na odwage":)
            Niemniej jednak nie jest moja intencja zachecanie do naduzywania alkoholu.
            • rekreativa Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 11:24
              Ze znieczulaniem się czymkolwiek do anala to nie jest dobry pomysł. Kiedy nie czujesz, jestes stępiona na ból, to partner nieświadomy sytuacji może Ci zrobic niezłe kuku.
              A następnego dnia poczujesz aż zanadto.
    • ksionzka Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 18:09
      Księżniczka to taka delikatna dama, która boi się swej cielesności i ogólnie nie może zaakceptować, ze nie jest nimfą bez skazy a człowiekiem z całą fizjologią i jeszcze musi akceptować fizjologię swego partnera a to takie nie ładne a tfu. Ona by chciała czysty, ładny, porządny w sensie taki przyzwoity (jak ustalono gdzieś tam) seks, bez niespodzianek o ile w ogóle go akceptuje i ma z niego przyjemność. Ten seks z niespodziankami to i inwencji wymaga i inicjatywy a księżniczkom nie wypada, poza tym to je zbruka :P Ty chyba masz to szczęście w nieszczęściu, że ta twoja księżniczka dopuszcza że mężczyzna może mieć potrzeby i daje. Ale jak już napisałeś masz to w..:). O dziwo twoja księżniczka ma nawet orgazm co pewnie ułatwia jej to dawanie - szybko i po bożemu ale inne nawet tyle nie dają.
      Jak już napisałam zmiany wymagają inicjatywy i starań - JEJ a księżniczka jak powszechnie wiadomo się nie stara - no jak to tak. Starać się ma bezgranicznie zakochany jeleń, który odlatuje na widok cycka :P
      Istnieje pewna nikła szansa, że księżniczka szczególnie taka, która jakiś tam orgazm ma i rozkłada nogi bo zdaję sobie sprawę z potrzeb mężczyzny ( no co są takie co nie maja i tego nie wiedzą i to są beznadziejne przypadki) obudzi się jak ją stanowczo, że tak powiem weźmiesz w obroty - żadne jęczenie, proszenie, namawianie -bierzesz i już, jak zacznie protestować to przerywasz i krótka piłka: dajesz tak albo wcale a jak nie to idź na m jak miłość. Niektóre księżniczki wpierw się oburzą ale mrowienie koło dupy poczują..i to już dobra droga, inne się oburzą i zrobią z ciebie chama i prostaka a inne dodatkowo oprócz zrobienia z ciebie chama i prostaka, pokażą zaszklone oczka na zasadzie: co ci zrobiłam?
      Ktoś powie po co ryzykować ale w sumie co ci zostało?
      No bo co? Rozmowa nie. Bo nie umie o tym rozmawiać - temat tabu. Przekonywanie nie bo 10 lat zawsze coś nie tak. Próby były co też jest dobrym znakiem.
      • kag73 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 18:21
        Otoz, ona moze byc z tych co to tylko po bozemu chca i daja, inaczej czuja sie niedobrze a moze nawet chcialyby inyczej ale boja sie, bo inaczej to nie po bozemu i kolko sie zamyka.
        • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 19:12
          kag73 napisała:

          > Otoz, ona moze byc z tych co to tylko po bozemu chca i daja, inaczej czuja sie
          > niedobrze a moze nawet chcialyby inyczej ale boja sie, bo inaczej to nie po boz
          > emu i kolko sie zamyka.

          No i tak może byc, przemożny wpływ wychowania i opinii społecznej, która robi z nas koorwy bo chcemy i lubimy inaczej. A teraz się dziwisz? Kim mamy być w końcu? Laska lubiąca seks to nimfomanka i puszcalska, a facet lubiący seks to ogier ;) a teraz ogier jeden z drugim będą cierpieć ;) współczuję
          • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 19:18
            Jakbym się sugerowała tym, co mi w procesie wychowawczym wkładano do głowy, to bym do dzisiaj w całkowitym celibacie żyła. Niestety, na przekaz "facet to świnia bo myśli tylko o jednym" zareagowałam niezgodnie z planem - mianowicie "ooo, świetnie, bo ja też!" ;)))
            • mojemail3 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 20:37
              sea.sea napisała:

              > Jakbym się sugerowała tym, co mi w procesie wychowawczym wkładano do głowy(...)"

              W procesie wychowawczym księżniczek ważną rolę grają komedie romantyczne lub melodramaty, gdzie księżniczka jest zawsze w pozycji klasycznej, akt jest pokazywany do pasa, jest pięknie, subtelnie, romantycznie.
              Na drugim biegunie porno z platynowymi lalami.
              Ale jest jeszcze złoty środek dla kobiet lubiących się kochać, na różne sposoby...
              • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 21:49
                mojemail3 napisała:

                > W procesie wychowawczym księżniczek ważną rolę grają komedie romantyczne lub me
                > lodramaty, gdzie księżniczka jest zawsze w pozycji klasycznej, akt jest pokazyw
                > any do pasa, jest pięknie, subtelnie, romantycznie.
                > Na drugim biegunie porno z platynowymi lalami.
                > Ale jest jeszcze złoty środek dla kobiet lubiących się kochać, na różne sposoby
                > ...

                Opowiadaj o złotych środkach;) autor czeka na takie podpowiedzi
                >
                >
            • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 22:05
              sea.sea napisała:

              > Jakbym się sugerowała tym, co mi w procesie wychowawczym wkładano do głowy, to
              > bym do dzisiaj w całkowitym celibacie żyła. Niestety, na przekaz "facet to świn
              > ia bo myśli tylko o jednym" zareagowałam niezgodnie z planem - mianowicie "ooo,
              > świetnie, bo ja też!" ;)))

              ;)) a ja to chyba jestem taka księżniczką samą winną sobie ;) ale co tam, lubie życie i bycie księżniczką, nie narzekam, okres nerwicy mam już za sobą, teraz tylko śmiać mi sie chce i dowcipkować. W końcu załatwie tego męża jakimś cichacznym kochankiem ;) albo i nie... ;))
      • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 22:13
        ksionzka - dziękuję.
        ze wszystkich wpisów ten chyba najbardziej trafił w dyche w mojej (naszej... jeszcze chyba...) sytuacji...
        tyle że:
        "obudzi się jak ją stanowczo, że tak powiem weźmiesz w obroty - żadne jęczenie, proszenie, namawianie -bierzesz i już, jak zacznie protestować to przerywasz i krótka piłka: dajesz tak albo wcale a jak nie to idź na m jak miłość." - PRÓBOWAŁEM
        "Niektóre księżniczki wpierw się oburzą ale mrowienie koło dupy poczują..i to już dobra droga, inne się oburzą i zrobią z ciebie chama i prostaka a inne dodatkowo oprócz zrobienia z ciebie chama i prostaka, pokażą zaszklone oczka na zasadzie: co ci zrobiłam? "
        A co jeśli nic nie powie...??? Jeśli po tym wszystkim się przytuli, gdzie święcie przekonany jesteś że BIIIINGOOOO...!!!! Ze się udało !!!! a przy następnym razem z powrotem to samo - KLASYK...! i nie pytajcie, czy nie wracałem do BINGO sytuacji - bo wracałem... i....??? odpowiedź: "jakoś mnie to nie kręci...)
        ...więc co...? znowu na ostro...??? z przeświadczeniem, że jednak to, to znowu nie to...???!!!
        Od nowa zmykać kółko...? czy znowu zacząć za ogonem ganiać... świadomie czy nie świadomie... jaka to różnica, jak to ten sam ogon ciągle jest...!!!! co...?
        • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 22:21
          > odpowiedź: "jakoś mnie to nie kręci
          W odpowiedzi krótka piłka: ale MNIE kręci.
          Skoro się dziewczyna daje posuwać na ostro i nie odstawia potem zbrukanej niewinności, to może po prostu należy posuwać tak jak lubisz i nie pytać księżniczki o zdanie?
          • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 22:25
            sea... z przeświadczeniem że rżniesz dywan...??? podnieciło by Cie to...? tylko tak z ręką na sercu....
            • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 22:30
              Jakbyś się wyrażał jaśniej, to sytuacja by była jaśniejsza :]
              Tzn co, raz robisz X i ona cała w spazmach a potem się tuli, ale gdy za drugim razem robisz X, to już nie ma spazmów, tylko leżenie martwym bykiem?

              No to ja nie ogarniam, bo przez chwilę już miałam hipotezę, że skoro - mimo braku jej wyraźnej zgody - są spazmy a potem nie ma focha, tylko przytulanie, no to może ona po prostu jednak lubi X, tylko się za nic nie przyzna, bo się wstydzi albo jej wpojono, że porządne kobiety nie lubią seksu - więc podporządkować się silniejszemu partnerowi to spoko (zdejmuje z niej odpowiedzialność za to, co robi), ale samej się przyznać że jest fajnie, to już nie.
              • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 22:38
                jak robie po jejnemu - to spazmy... jak robie po mojemu to spazmy - tyle że u mnie... a potem żeby po jejnemu spazmy były - to trzeba zkończyć po jejnemu (czyt. jak wyżej)... lub, jeśli się kiedykolwiek uda dospazmować... to potem w rozmowie: "nie kręci"...
                rozjaśniłem...?
                • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 22:46
                  Ja chyba muszę odetchnąć od tego wątku, bo mam ochotę księżniczkę przełożyć przez kolano :]

                  Btw to jest wąteczek ładnie pokazujący podwójne standardy. Gdyby to kobieta przyszła się poskarżyć na partnera, co od czternastu lat leci klasykiem, jest ciągle na nie i nawet polizać nie chce, to by momentalnie zdiagnozowano, że burak pierwszej wody, smętny dupek i łóżkowy egoista i rzuć go dziewczyno albo znajdź kochanka. A tu proszę, wszyscy się grzecznie gryzą w język.

                  Ja bym poszła do seksuologa i spytała, czy są może jakieś nieznane tipsy i tricksy żeby rozkręcić tego typu partnerkę. Jeśli i to zawiedzie, to masz ode mnie dyspensę na siedem kochanek i kopnięcie królewny w roszczeniowy zad, she had it coming.
                  • coelos Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 23:09
                    sea... to pierwsza rada w kierunku seksuologa... tego chciałem uniknąć, bo chciałem sprawdzić czy komuś się mimo wszystko udało, żeby nie zabrzmiało infantylnie..."klasycznie"...

                    "Jeśli i to zawiedzie, to masz ode mnie
                    > dyspensę na siedem kochanek i kopnięcie królewny w roszczeniowy zad, she had it
                    > coming."

                    tyle że wracając do sedna tematu, który w miare przypływu "drogocennych" postów
                    zatracił swój wątek.... Ja nadal nie chcę zadowolić tylko swoich pragnień (bo to żadne żądze...) ja tylko chcę żeby księżniczka cieszyła się z tego tak samo jak ja (...bym się cieszył...)
                    ot.to...
                    • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 23:23
                      Tyle, że
                      albo - jak sugeruje Bitch - księżniczka ma użytkowe podejście do seksu, odbębnić i mieć z głowy i zwyczajnie nie rozumie, dlaczego te jakieś fidrygały i ozdobniki są interesujące, wręcz fizjologicznie nie jest w stanie tego pojąć, nudzi ją to, jak piłka nożna
                      albo - Ty dbasz o jej przyjemność, a ona dba o swoją przyjemność i nie jest skłonna do żadnych ustępstw czy kompromisów, bo zwyczajnie jej nie zależy na tym, żeby Ci też było miło

                      Jakby nie patrzeć, czarno widać, skoro przez 14 lat się nic z niej nie dało wykrzesać, to nie sądzę, żeby się jeszcze dało - jakiś cień współpracy mógłbyś wykrzesać mając silniejsze atuty niż jej szkliste oczka i "ale mnie to jakoś nie kręci...", acz w tym przypadku raczej niekoniecznie byłaby to współpraca wynikająca z chęci czynienia dobra Waszemu związkowi :/

                      • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 23:25
                        Edit: miało być "przebijając w tej rozgrywce jej karty pt "szkliste oczka" i "nie kręci mnie to" jakąś swoją silniejszą kartą"
                    • that.bitch.is.sick Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 23:43
                      coelos napisał(a):

                      > tyle że wracając do sedna tematu, który w miare przypływu "drogocennych" postów
                      > zatracił swój wątek....

                      no to trochę na bezczela pojechałeś tym stwierdzeniem. nieładnie - jakby nie było ludzie chcą Ci pomóc ale spoko może poinformuj z góry i na privie se z kim chcesz pogadaj bo nikt tu jożina z bażin nie będzie odpieprzał żebyś ignorował i jeszcze sobie dworował...
                    • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 28.05.13, 13:16
                      coelos napisał(a):

                      > tyle że wracając do sedna tematu, który w miare przypływu "drogocennych" postów
                      > zatracił swój wątek.... Ja nadal nie chcę zadowolić tylko swoich pragnień (bo t
                      > o żadne żądze...) ja tylko chcę żeby księżniczka cieszyła się z tego tak samo j
                      > ak ja (...bym się cieszył...)
                      > ot.to...

                      No to może ksieżniczce zafuduj jakies dodatkowe emocje związane z róznymi frjadmi ot tak żeby obudzić entuzjazm do życia i przygód, a wtedy kazda zmiana może zostać potraktowana jako kolejna fascynujaca przygoda, której nie trzeba się bać bo przeciez jest rycerz obrońca. Spontaniczny entuzjazm czasem powinien zastapic radość ze spokojnego, ułożona życia na "zamku"
                • that.bitch.is.sick Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 23:02
                  coelos napisał(a):

                  > jak robie po jejnemu - to spazmy... jak robie po mojemu to spazmy - tyle że u m
                  > nie... a potem żeby po jejnemu spazmy były - to trzeba zkończyć po jejnemu (czy
                  > t. jak wyżej)... lub, jeśli się kiedykolwiek uda dospazmować... to potem w rozm
                  > owie: "nie kręci"...
                  > rozjaśniłem...?

                  Powiedz czy nie jest tak, że ona - już od tego abstrahując, że się nauczyła po swojemu przeżywać orgazm, to zwyczajnie jest niskoerotyczna, więc jest osobą którą nie interesują urozmaicenia w seksie, traktuje seks jako czynność prowadzącą do pewnego celu: rozluźniającą czy więziotwórczą, kwestię wymiany za inne dobra itp...W tego typu hmm dyspozycji osobowościowej seks nie fascynuje ani się go nie celebruje tylko odbębnia.
                  Są tacy ludzie, zarówno kobiety jak i faceci którzy z tą samą kobietą to mogą jedynie wyjąć włożyć - done. Oni nie chcą wiedzieć, że w kakao też jest miłość. Po co im takie komplikacje.
                  Do zmiany jaką ma motywacje twoja żona? robotę swoją odwalasz, ona szczytuje i ogranicza się do odpierania twoich ataków zmierzających do zmian. musisz chyba zająć lepszą pozycję negocjacyjną bo zwyczajnie karty masz słabe.:)
            • kag73 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 27.05.13, 22:30
              Mnie sie wydaje, ze powiedzenie "ale mnie kreci" i idziemy na kompromis, raz jak chcesz Ty, innym razem jak chce ja. Moze jednak zacznie ja krecic a jak nie, to tez zadna tragedia. W koncu Ciebie ta klasyczna tez przestaje krecic a jednak odwalasz te robote. Hmm, tak bywa, jestescie we dwoje, musicie szukac kompromisu.
    • ksionzka Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 28.05.13, 15:51
      Po 14 latach sytuacja wydaje się być hmm obrobiona z wszystkich stron, szansę na zmianę są jakby raczej nikłe ale jak ja to mówię nie takie cuda się działy. Nie wiem czy podejmujesz ostatnią próbę hmm uratowania małżeństwa ( rozwodowe myśli) czy raczej wszystko obraca się w ścianach:
      *dać sobie spokój z takim seksem i zająć się zbieraniem znaczków.
      * próbować do śmierci może kiedyś..
      * dać sobie spokój z takim seksem i poszukać na boku.
      * próbować do śmierci jednocześnie rozładowując się na boku.
      - bok to w zależności od preferencji jakaś lasia czy przydatna dłoń.

      Dobra wiemy czego chcesz ty:
      - jej inicjatywy.
      - różnorodności. raczej takiej minimalnej, podstawowej.
      - jej satysfakcji z tych innych niż klasyk podstaw.
      Czy ta inicjatywa kiedykolwiek była? Jak była a teraz nie ma to sytuacja beznadziejna.
      Jak była nieudolna czy w ogóle nie było to może uważa, że jej nie wypada, może nie umie?
      Co do tej różnorodności próby były tylko, że jej to nie kręci, boli ją - a więc ciężko o satysfakcję. Jednak zauważ że pierwszy seks nas kobiety też boli, nie zawsze od razu mamy satysfakcję a jednak idziemy za ciosem bowiem jedna jaskółka wiosny nie czyni. Czerpania satysfakcji a potem proszenia o więcej z seksu analnego np też trzeba się często nauczyć.
      Idąc tokiem rozumowania KAG ja np długo nie lubiłam czerwonej papryki bo ble, a teraz wpieprzam jak szalona.

      Dla równowagi czego oczekuje twoja żona wiesz co nie co na ten temat?
      - ma orgazm w jednej pozycji, rozkłada nogi wiec jakiś tam popęd ma wiec można uznać że oczekuje seksu i satysfakcji i tyle wiemy. To jest minus. Tylko ktoś kto zna dwie wersje jest w stanie wam pomóc się dogadać w kwestii oczekiwań (a może raczej czy wam po drodze w kwestii waszych oczekiwań) jeśli wam nie wychodzi. Seksuolog to nie jest zło. Nakreśli ci sytuację dzięki czemu bez zgadywań będziesz mógł podejmować świadome decyzje bez" A może" no i bez tracenia czasu ( 14 lat to i tak sporo).

      Bez seksuologa skoro rozmowa nic nie daje trzeba rzucić jasny czytelny komunikat bez uginania się przed szklanym wzorkiem, drżącą wargą. Chciała czasu. Powiedz czas się skończył. Nie daje rady. Nie widzisz, czy nie chcesz widzieć moja księżniczko? Musimy z tym coś zrobić. Oczekuje od ciebie: INICJATYWY - chcę czuć się kochany, pożądany. Nie czuje się. Czy to dla ciebie takie trudne? Chcę w łóżku urozmaicenia. Wiesz zapewne, ze seks ma wiele twarzy. 14 lat w jednej pozycji mnie nie bawi i MNIE NIE KRĘCI. 14 lat robiłem tylko to co ciebie kręci. Czy mi się nic nie należy? Nie chce się zmuszać, nie chce ci robić krzywdy. Chcę żebyśmy RAZEM próbowali inaczej i mam nadzieję że ci się spodoba. Chciałbym. Wielu kobietom się podoba. Czy ty w ogolę masz ochotę nawet na seks klasyczny czy tylko się zmuszasz? A może tylko ze mną nie chcesz? Itd, itd.
      Nie odpuszczaj bo łzawe oczka oczekuj jakiejś reakcji/ odpowiedzi.
      Powiedz, że dłużej tak nie dasz rady i że jak nic się nie wydarzy to odpuszczasz i ( patrz gwiazdki u góry) I że teraz czekasz na jej ruch i że teraz znów to ona rozdaje karty (jak zawsze) ale z tą różnicą że teraz czas się skończył i poniesie konsekwencje ( zdrada, rączka koniec seksu rozwód - nie wiem na co jesteś gotowy - nie wiem czy ten koń i pa to takie nawiązanie do rozstania :D )

      Istnieje prawdopodobieństwo że coś zrobi, będzie próbować - w sumie jeśli tak to wspieraj ( i nie odpuszczaj i oczekuj np: Od dziś do odwołania każdy seks ma być z twojej inicjatywy inaczej nici a to może mieć swoje konsekwencje żebyś się nie zdziwiła) choć wbrew temu czego oczekujesz na początku może to być raczej takie wymuszone..ale może w trakcie coś zaskoczy (no wiesz..). Może też być tak że nic z tego nie będzie i zacznie się tak od niechcenia i skończy na zniechęceniu. No cóż. z tego i nawet czarodziej nic nie wyczaruje.

      Może być tak, ze zaleje się łzami i będzie ryczeć, nie odzywać się. Daj jej czas i olej to. I konsekwentnie trwaj przy tym co powiedziałeś. Zbywaj ją jeśli nie zacznie konkretnie tematu:
      Czy lubi, czy chce, a czemu nie chce, czy pożąda czy się boi czy ma blokady, czy chce zmian, czy chce ratować, czy widzi że to linia pochyła, czy zależy jej na tobie a nie tylko na stabilności i bezpieczeństwie, na co jest gotowa, czy chce bardziej na zasadzie: jakoś się zmuszę, czy tak chcę odnaleźć w tym radość nie dla ciebie a dla siebie i dla nas.

      Dawaj. I marnuj se życia.





    • twojabogini Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 29.05.13, 13:46
      Przeczytałam cały wątek, w szczególności twoje wypowiedzi. Widzę sytuację tak: Związek jest ogólnie udany, życie seksualne w nim nie zamarło, niemniej jednak jest monotonne. Partnerka - żona nie wyraża zgody na nowości, które ty proponujesz dla urozmaicenia (oral, anal, zabawy z wibratorem + squirt), ponieważ nie czuje takich zabaw i nie są one dla niej atrakcyjne.
      Odkryłeś, że sam sobie jesteś w stanie sprawić dużą przyjemność, nawet większą niż płynącą ze stosunków z żoną (to twoja ocena, pytanie brzmi czy nie jest to po prostu inny rodzaj i kategoria przyjemności, którego nie dostarczy ci nie tylko żona, ale żadna inna kochanka - zwłaszcza jeśli swój autoerotyzm wspomagasz pornografią). Odkryłeś też, że zaczynasz się interesować innymi kobietami (czemu określasz to zakazanym kierunkiem?). To dobrze, że eksplorujesz swoją seksualność, ale dlaczego robisz to z takim poczuciem winy, które w dodatku przenosisz na żonę? To żona jest winna że jest ci dobrze, kiedy robisz to sam sobie przy filmie, albo tego, że interesują cie inne kobiety? Czy może uważasz, że gdyby ona była w łóżku inna to nie miałbyś takich potrzeb, nie czuł radości z autoerotyzmu (czy aby na pewno?) i nie podniecała by cię pornografia (tak?)?

      Piszesz też, że tak prozaicznie ujmę ci nie stanął. I znów winisz za to żonę (no bo ona na twoje urozmaicenia się nie godzi i to na pewno stało się z powodu monotonii). Pośrednio się zgodzę - robiąc sobie sam dobrze, korzystając z porno przestawiłeś się na inny system stymulacji. Nie gorszy, nie lepszy - inny. Co ważniejsze - taki, którego nie będziesz w stanie zrealizować z żoną, ani inną kobietą (nawet najlepsza kochanka nie sprosta zadaniu polegającemu na dostarczeniu nowych i szybkich bodźców o porażającej mocy - co robi doskonale porno). Na chwilę zadziała urok nowości (nowa partnerka - silny bodziec), ale tylko pod warunkiem, że potem znów weźmiesz sobie inną - a z czasem i to przestanie kręcić...

      Czy możesz rozbudzić księżniczkę - na pewno. Tylko nie metodą proponowania jej i namawiania jej na kolejne propozycje z filmów (stały zestaw osób inspirujących się pornosami: anal, oral, wibrator, a teraz coraz częściej squirt). Co do squirtu - to tak jakby twoja partnerka obejrzała obfity wytrysk męski z wystrzałem na dwa metry (jest to możliwe i bardzo przyjemne dla mężczyzny, choć bardzo rzadkie) i zażądała od ciebie żebyś w ramach urozmaicenia monotonii w łóżku też zaczął mieć takie obfite i silne wytryski - i podsuwała ci lektury na ten temat. Bo jest ciekawa. Sprostasz, czy wycofasz się, przestraszony, że może się nie uda, przekonany, że jednak większość takich filmów to fejki?
      Analu nie zaczyna się od stosunku analnego (to model filmowy), tylko od rozbudzenia erotycznego obszaru analnego oraz stopniowego uelastyczniania tkanki (masaże, oliwka, rozciąganie - wszystko w przyjaznej i erotycznej atmosferze, wspólnie np. z masażem genitaliów prowadzącym do orgazmu kobiety - żeby pojawiły się dobre skojarzenia czy jak kto woli ścieżki neuronowe). Porady "bądź delikatny" możesz sobie wsadzić w d. (to taki rubaszny żarcik, akurat pasuje) - nie zadziałają i będzie bolało. Filmy XXX to fikcja. Niektóre aktorki doznają bólu i udają rozkosz, inne są odpowiednio przygotowane.

      Także zmień taktykę rozbudzania. Nie tędy droga. Odstaw porno. Postaraj się rozwinąć seksualność żony - odkryć co wam sprawia przyjemność, co rozkosz, jakie są jej granice jakie twoje (może ty zgódź się na anal bierny? to bardzo miłe dla mężczyzn i podnieca kobiety i nie jest to ironia, miałam kiedyś partnera otwartego na eksperymenty) - ucz się tego co sprawia rozkosz tobie, także samodzielnie. Jeśli chcesz utrzymać związek - siłą rzeczy masz pewne granice eksploracji - nie jest nią fantazjowanie o innych kobietach, czy autoerotyzm, tylko zdrada. Życie seksualne stanie się bardziej urozmaicone, przyjemne dla obojga, gdy partnerzy rozwijają je wspólnie, ale i solo (bez przekraczania granic i robienia rzeczy, które zniszczyłyby związek lub zraniłyby partnera).

      Sądzę, że póki co nie tyle swoją księżniczkę rozbudzasz, co traktujesz ją przedmiotowo i obwiniasz za swoje problemy seksualne i poczucie winy związane z zainteresowaniem innymi kobietami, oraz problem z erekcją. Nie każda kobieta ma ochotę na seks w pornostandarzdzie. Istnieje szereg innych sposobów na urozmaicenie życia seksualnego. Nie wszystkie łatwe. Polecam tantrę dla par.

      I jeszcze jedno - gdybyś nie miał w domu kuchni i miejsca do spożywania posiłków - jak wyglądałyby twoje posiłki? Gdybyś nie miał łazienki - o ile trudniej byłoby ci dbać o higienę? Z twoich postów wynika, że w waszym domu nie ma miejsca ani czasu na seks. Wiem, mamy takie głupie budownictwo, że wiele małżeństw nie może marzyć o własnej sypialni - ale jak chcesz rozwijać seksualność w związku, to musisz wygospodarować na to czas i przestrzeń. Niektórzy zamieniają mieszkania na większe, inni budują domy - "tylko" po to, żeby podnieść jakość życia seksualnego w związku. Energia seksualna to ogromna siła napędowa w życiu - można ją wykorzystać, albo roztrwonić trzepiąc konika przy porno i marząc o tym, żeby żona zamieniła się w panienkę z filmiku.

      Do obrońców równouprawnienia: gdyby to pani po 14 latach zwiazku zaczęła płakać, że: mąż nie umie jej zrobić squirta (czy tam ćwiczyć silnych wytrysków, albo orgazmu bez wytrysku), odmawia oralu i brzydzi się analem, a do tego nie ma ochoty być zerżnięty w d., pomimo, że ona jest delikatna i czytała, że wtedy nie będzie bolało, a jednak go to boli - i że on nie chce się rozbudzić...I winiłaby go o to, że fajnie jest jej jak robi to sobie sama, i że w dodatku chyba go zdradzi niedługo, bo myśli o tym coraz częściej, a jego nadal boli d przy podejściu do analu i ma odruchy wymiotne przy oralu i nie lubi wibratorów...
      Napisałabym - przestań czerpać inspiracje z porno i przedmiotowo traktować partnera. Postaraj się o przestrzeń i czas na seks z mężem, rozwijaj się erotycznie także sama - to nic złego, że kręcą cię inni mężczyźni, lub że o nich fantazjujesz (nie przekraczaj granic - jeśli chcesz utrzymać związek), ani że lubisz solo i przy porno - i to nie twoja wina, ani wina męża - tak wygląda ludzka seksualność. Rozbudzenie męża nie polega na zrobieniu z niego aktora porno lub zmuszenia go do tego, czego nie chce i nie lubi lub sprawia ból (seksualna odporność, upodobanie do biernego i czynnego analu i wieczny wzwód to fake, w życiu musisz postarać się bardziej).
      • avide Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 30.05.13, 03:49
        Wiesz co...
        Cudownie napisane. Piszę poważnie.
        Wydrukować, przyczepić koło lodówki i czytać raz w tygodniu tak samo jak co tydzień chodzi się do kościoła.
        Wszystko jest najszczerszą prawdą i podpisuję się obiema rękami, jednak jest małe "ale"

        To co napisałaś jest fantastycznym drogowskazem ale dla ludzi CHCĄCYCH rozwijać swoją seksualność.
        Bywa w życiu tak że czasami ludzi chcą ale nie wiedzą jak i ta obawa przed tym czy to normalne, czy to nie zboczenie itd (np. anal o którym piszesz w wydaniu męskim) ich paraliżuje.
        Jednak przypadek naszego autora wątku to chyba raczej przypadek osoby której NIE CHCE się w tej sferze rozwijać (chodzi o księżniczkę).
        Powiedz jak taką osobę przekonać by zainteresowała się skoro to dla niej zwyczajnie nudne i niezrozumiałe.

        Wyobraź sobie że przychodzi do Ciebie Twój mąż i mówi byś zaczęła uczyć się chińskiego ?
        Pytasz ale dlaczego, przecież mnie to wcale nie interesuje itd. On Ci na to że on się chińskim pasjonuje więc zrobisz mu ogromną przyjemność jak zaczniecie rozmawiać po chińsku.
        To nic że w żaden sposób cię to nie kręci i zastanawiasz się po kiego grzyba ci ta chińszczyzna skoro po polsku też się doskonale dogadujecie. Ale on swoje No więc co... uczysz się tego piekielnego języka . Masz w tym frajdę ? Chce Ci się to robić ?

        Erotyka (wyższy poziom od seksu jako czynności fizjologicznej) w pewnym sensie jest taką chińszczyzną dla wielu osób. Po co mają się jej uczyć skoro na poziomie podstawowym doskonale się z sobą dogadują (przynajmniej w ich mniemaniu). To powoduje, że wcale nie chcą tej chińszczyzny w sobie rozwijać i malowanie pędzelkiem domków i daszków symbolizujących nasze wyrazy, literki i cyferki w ich mniemaniu jest równie interesujące jak zeszłoroczny śnieg.

        Taka metafora.

        Byłem u seksuologów najlepszych w tym kraju, podsuwałem książki erotyczne pisane przez kobiety dla kobiet, książki i filmy polecona przez seksuologa, żadne brudne porno (choć i to było) , ćwiczyliśmy masaże itd. Kupowałem bieliznę taką, siaką, owaką. Wszystko psu na budę. Jak tylko odpuściłem, zainteresowanie drugiej strony natychmiast pikowało do zera. Seks ok, może być ale gadżety ? urozmaicenia ? a po cholerę, przecież i tak na koniec jest stuku-puku rachu-ciachu i po strachu to po co sobie komplikować życie. Takie osoby bardziej tak rozumują.
        Tak to działa w przypadku takich osób. Kluczem jest tutaj zrozumieć je i zaakceptować taki a nie inny stan rzeczy, bo one po prostu tak mają. Są po prostu inne.
        Takie moje zdanie.
        • songo3000 Witaj z powrotem Avide! 30.05.13, 12:14
          Z Boginką się nie dyskutuje, Boginki się tylko słucha bo przecież jak to boginka - wie lepiej, hehe.
          • twojabogini Re: Witaj z powrotem Avide! 30.05.13, 12:56
            songo3000 napisał:

            > Z Boginką się nie dyskutuje, Boginki się tylko słucha bo przecież jak to bogink
            > a - wie lepiej, hehe.

            Jak to z boginiami bywa - najbardziej lubię modły i oddawanie czczi, a nie jakieś protesty i narowy.
            Dyskusje tylko na poziomie - a z Avide to czysta przyjemność.

        • twojabogini Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 30.05.13, 12:51
          avide napisał:

          > Jednak przypadek naszego autora wątku to chyba raczej przypadek osoby której NI
          > E CHCE się w tej sferze rozwijać (chodzi o księżniczkę).
          > Powiedz jak taką osobę przekonać by zainteresowała się skoro to dla niej zwycza
          > jnie nudne i niezrozumiałe.

          Jak do tej pory podejmowane próby szły w kierunku pornostandardu. I tu już wiadomo - to nie kręci, nie odpowiada. Jeśli kobieta się rozbudzi - być może kiedyś da się do tego wrócić.

          Są inne drogi.
          Jedną z nich jest tantra - i jest to droga w której nie zaczyna się od seksu, a od zbudowania harmonii, uważności na partnera, rozwinięciu wszystkich zmysłów (smaku, dotyku, węchu, wzroku, słuchu) stworzenia przestrzeni erotycznej (te nieszczęsne polskie rodzicielskie salono - sypialnie to prawdopodobnie praprzyczyna przynajmniej połowy rozwodów). Wielu kobietom słabo rozbudzonym erotycznie ta droga bardzo pomaga - a mężczyznom pomaga poznać nową głębię. Tantra Sztuka Swiadomego Kochania Muir Charles Caroline - polecam, choć jest nieco zbyt huraoptymistyczna, w duchu hipisowskim, a trochę jeszcze zbyt patrialchalnym i pruderyjnym(zwłaszcza przy opisie technik budzenia świętego miejsca) - ale lepszej książki na początek jeszcze nie znalazłam. Dyrdymały o energiach i czakramach i nowej erze można potraktować jako ciekawostkę, albo pominąć.

          Inną drogą jest stworzenie przestrzeni erotycznej w związku. Każdy ma bodźce które pobudzają - ja uwielbiam mężczyzn, którzy opowiadają i poruszają moją wyobraźnię. Inne kobiety rozbudza oglądanie - wcale nie erotycznych obrazów albo określona muzyka. Taka tam powiedzmy związkowa terapia sztuką raz teatr, raz opera - raz wystawa, raz wykwintna kolacja w naprawdę dobrej restauracji, raz płyta którą kobieta odbiera jako zmysłową w prezencie (3/4 moich przyjaciółek podnieca głos Leonarda Cohena). Nawet jeśli nie zaskoczy w pełni - bo nie będzie do końca trafione - każde z tych doświadczeń rozbudzi zmysły bardziej niż nic. To jeszcze jedna z dróg rozbudzania.

          Inna droga rozbudzania - to budzenie przez emocje. Tworzenie poczucia bezpieczeństwa, bliskości - dla wielu kobiet to ważny element sprzyjający erotycznemu otworzeniu się. Zwłaszcza , gdy w długoletnim zwiazku partner wiele razy zawiódł, były trudności, konflikty (chyba w każdym w którym jest ponad 10 letni staż i dzieci...:)

          Autor najlepiej zna swoja żonę. Jeśli traktuje swoje ciało surowo - to warto ufundować wspólny masaż, komfortowe wakacje - to co pozwoli w sposób nieerotyczny poczuć przyjemność płynącą z ciała. Jeśli ma kompleksy - pomóc je pokonać, pomóc w samoakceptacji. Techniki - jak napisałam jest ich wiele. Nazwałabym to raczej otwieraniem (na przyjemność i zmysłowość) i usuwaniem przeszkód niż rozbudzaniem. Czy to orka - raczej nie. Dla osób wysokoerotycznych - czysta przyjemność. Zanim zostałam mężatką uwielbiałam to robić wciąż i wciąż z nowymi osobami i czasem mi tego bardzo brakuje. Pogawędzić chociaż mogę :)

          A i jeszcze jedno - niemal wszystkie kobiety ruszają opowiadania Anais Nin (opowiadania, nie dzienniki!!!) - to akcja jednorazowa, ale skuteczna. Co kobieta z tym zrobi - czy sama się "ugasi", czy zaprosi partnera to jej wybór - ale za to będzie miała okazję poczuć naprawdę silne podniecenie i w przyszłości znów tego zapragnąć. W dedykacji wpisuję zawsze - radosnych odczuć :) Nie działa na kobiety zablokowane (niekoniecznie trauma, czasem surowym wychowaniem, czasem nadmierna koncentracja na obowiązkach, dzieciach itp.)
          Bardzo słabo rozbudzonym kobietom erotycza wydaje się Saga o Ludziach Lodu (pierwszych ileś tam tomów).
          To takie pomysły na tantryczne prezenty - bez okazji, dla dostarczenia miłych bodźców. Jeszcze jeden z wielu sposobów rozbudzania.
      • gomory Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 30.05.13, 10:35
        > Także zmień taktykę rozbudzania.

        Dobra to rada, bo może prowadzić do sukcesu. Z naciskiem siedzącego słonia na słówko "może" ;).

        Przychylam się do myśli Avide wynikającej z jego epistoły (ufff... jestem dzielny i wszystko przeczytałem).
        Nie można oczekiwać by pieczona kura szybowała niczym kondor. Bo ona podniebienie, a nie oko ma cieszyć. Podrzucanie takiego rożna by fruwało to żenada. Wpieprza się bez cudowania i jest smacznie ;).

        Bogini ma racje o tyle, że bez prób kobieta skrzydeł samoistnie raczej nie rozwinie. Te Avidowskie wysokolibidówki nie rodzą się z kompletną osobowością erotyczną i techniką a'la aktorka porno. To się odbywa przez seksualną ewolucję. A do tego konieczny jest trening w znoju, pocie, śluzie i spermie. No i cóż... by nastąpił progres czasem potrzeba kogoś innego niż obecny partner ;).
        Więc chociaż większość facetów ma się za wysokolibidowych, to chyba mniejszość z nas jest gotowa stworzyć szczęśliwy związek z taką panią. Mimo prób jej wywoływania, dla wielu układów lepiej by się taka magia nie objawiła ;).
        • mojemail3 "Taka zwykła miłość" 30.05.13, 12:34
          To jest tytuł artykułu z czerwcowego numeru Zwierciadła, pisma dla pań...
          Artykuł autorstwa Katarzyny Miller, psychoterapeutki, w dziale " Zycie wewnętrzne-porozmawiajmy o seksie"
          Artykuł polecam autorowi wątku, nie będę zamęczać " drogocennym postem";-)
          Ale po lekturze rozwiązania problemu nie widzę, marne szanse...


          Najmi
        • that.bitch.is.sick Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 31.05.13, 10:44
          gomory napisał:


          > Bogini ma racje o tyle, że bez prób kobieta skrzydeł samoistnie raczej nie rozw
          > inie. Te Avidowskie wysokolibidówki nie rodzą się z kompletną osobowością eroty
          > czną i techniką a'la aktorka porno. To się odbywa przez seksualną ewolucję. A d
          > o tego konieczny jest trening w znoju, pocie, śluzie i spermie. No i cóż... by
          > nastąpił progres czasem potrzeba kogoś innego niż obecny partner ;).

          Boginka nie ma racji, nie masz racji i ty. Niektórzy się rodzą z chęci seksualnego poznania i po prostu nie mogą się doczekać aby zbrukać swój kwiatuszek, a niektórzy go strzegą i nadają przesadnie emocjonalne znaczenie. Czy płeć tu ma znaczenie? Tylko w twojej głowie w której tkwi uogólniony obraz "kobiety" i "mężczyzny" jako monolitu w którym wszyscy reagują tak samo. Nawet na typy nie dzielisz. Niektórzy idą jak w dym we wszystkie seksualne doznania i nowości - to właśnie segment upadku moralnego i zepsucia dzisiejszych gimnazjalistów(he-he), a niektórzy mają "zahamowania" i tu nie jest podział na kobiety i mężczyzn, choć wśród kobiety tych pierwszych było dużo mniej. Do czasu.
          Druga sprawa, też się nie zgadzam z twoim stwierdzeniem. Oczywiście kobieta jeśli jej zależy na seksualnym rozwoju to rozwinie się sama bez pomocy mężczyzny. Po co jej mężczyzna, tym bardziej że jak słusznie niektórzy zauważają, większość wiedzę o seksualności kobiety ma szczątkową i narzuca porno standard. Książki, poradniki, ćwiczenia, zabawki - po to wszystko sięgają kobiety którym zależy na tej sferze życia. Albo ludzie po prostu.
          • urquhart Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 31.05.13, 15:18
            that.bitch.is.sick napisała:
            > ć wiedzę o seksualności kobiety ma szczątkową i narzuca porno standard. Książki
            > , poradniki, ćwiczenia, zabawki - po to wszystko sięgają kobiety którym zależy
            > na tej sferze życia. Albo ludzie po prostu.

            Ludzie ciekawi świata, zjawisk i doznań. T pewna grupa.
            Nie będą czekali aż ich ktoś rozbudzi.
            Ale to oznacza ryzyko. Większość wybiera bezpieczeństwo i wygodę (niezbędne potomstwu). A rozbuchane ego zabija ciekawość poszukiwań...
          • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 31.05.13, 19:59
            gomory napisał:
            >
            Te Avidowskie wysokolibidówki nie rodzą się z kompletną osobowością
            > erotyczną i techniką a'la aktorka porno. To się odbywa przez seksualną ewolucj
            > ę. A do tego konieczny jest trening w znoju, pocie, śluzie i spermie. No i cóż
            > ... by nastąpił progres czasem potrzeba kogoś innego niż obecny partner ;).


            Tak bywa bardzo często, trening czyni mistrza, a apetyt rośnie w miarę jedzenia, wystarczy że jedzenie zaczyna nam dobrze smakować. Każdy kolejny kucharz ważny jest, liczy się bez dwóch zdań


            that.bitch.is.sick napisała:
            > Boginka nie ma racji, nie masz racji i ty. Niektórzy się rodzą z chęci seksualn
            > ego poznania i po prostu nie mogą się doczekać aby zbrukać swój kwiatuszek, a n
            > iektórzy go strzegą i nadają przesadnie emocjonalne znaczenie... Niektórzy idą jak w dym we wszystkie seksualne doznania i nowości ... niektórzy mają "zahamowania" i tu nie jest podział na kobiety i mężczyzn.... Oczywiście kobieta jeśli jej zależy na seksualnym rozwoju to rozwinie się sama bez pomocy mężczyzny.
            > Po co jej mężczyzna, tym bardziej że jak słusznie niektórzy zauważają, większoś
            > ć wiedzę o seksualności kobiety ma szczątkową i narzuca porno standard. Książki
            > , poradniki, ćwiczenia, zabawki - po to wszystko sięgają kobiety którym zależy
            > na tej sferze życia.

            tak też bywa ale bardziej stawiałabym na intuicje i wrażliwość w postrzeganiu tego co nam i partnerowi słuzy. Zwyczajnie ludzkie odczucia, bo przeciez podświadomość cały czas pracuje i odbiera bodźce, które przetwarza na konkretne bądź nieuświadomnione doznania. Seks to sfera życia związana z emocjami, zmysłami i percepcją. Większość z nas rozwija się tu w oparciu o doświadczenia chyba że ktoś rzeczywiscie stawiałby na technikę wyuczoną w poradnikach, ale sądze że częściej jest to wizualna edukacja on line i ogladanie ruchomych obrazów ;)
      • that.bitch.is.sick Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 31.05.13, 10:34
        twojabogini napisała:

        >
        > Do obrońców równouprawnienia: gdyby to pani po 14 latach zwiazku zaczęła płakać
        > , że: mąż nie umie jej zrobić squirta (czy tam ćwiczyć silnych wytrysków, albo
        > orgazmu bez wytrysku),

        Ograniczę się poniżej w meritum, tylko do tego nieszczęsnego squirtu bo cała reszta jest tylko projekcją przekonań i oczekiwań bogini na przypadek autora wątku, z którym się wcale rzetelnie nie zapoznała, nie ma więc z mojego punktu widzenia z czym dyskutować. Wszystkie podkreślam WSZYSTKIE wypowiedzi bogini na temat autentycznych wątków (nie tych stworzony dla pompowania ego stałych użytkowników) są monotematyczną wariacją na temat jakiegoś wyimaginowanego mężczyzny który jest kiepski w łóżku (cokolwiek to oznacza - być może to że nie odgrywa "tantrycznego" role play albo nie nosi buddyjskiej czapeczki albo japonek latem), rzekomo narzuca porno standard (tu też to pojęcie jest rozdymane do granic niedorzeczności) co z góry jest identyfikowane jako przyczyna kryzysów seksualnych.
        Dochodzę do wniosku że niejaka bogini jest tu po to, żeby prezentować wszystkim genialne w swoim mniemaniu stanowisko, niestety jest ono dość niezmienne i przewidywalne. bez względu na sytuację. Na tym forum byli już mężczyźni stający na rzęsach aby rozbudzić księżniczkę i ..niestety, zupełnie nie o to idzie aby w pocie i znoju uprawiać orkę na ugorze, prędzej czy później przy takim wyrobnictwie głowa się zacznie odwracać za innymi partnerkami, porno, czy tak się nie dzieje i z kobietami oziębłych partnerów?
        Seks ma być pełen wysiłku, okupiony męką i poświęceniem, czy to nie jest przypadkiem jakiś nasz kulturowy standard dotyczący wszystkich dóbr doczesnych?

        Ja rozumiem, że określenie "zrobić squirta" jest tu użyte w kontekście absurdalnym bo na wypadek gdyby było użyte przypadkiem na serio w jakiejś części, spieszę donieść o swojej obserwacji - jako że wpisuje się to podejście w szerszy kontekst w którym mężczyzna jest jedynym sprawcą, odpowiedzialnym oraz na wypadek niepowodzenia jedynym winowajcą w zakresie doznań seksualnych kobiety i jej łóżkowego ars amandi. Nie - zrobić coś może tylko mężczyzna, co zaowocowało stwierdzeniem tak absurdalnym jak "zrobić squirta".
        • twojabogini Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 04.06.13, 14:11
          that.bitch.is.sick napisała:

          > na przypadek autora wątku, z którym się wcale rzetelnie nie zapoznała więc z mojego >punktu widzenia z czym dyskutować

          Twój zarzut jest idiotyczny. Wiem tyle samo, co pozostałe wypowiadające się osoby. W takim razie wszelka dyskusja jest bezcelowa - bo nikt nie zna rzetelnie przypadku. Technika zdyskredytowania czyjejś wypowiedzi poprzez sformułowanie pozornie uzasadnionego zarzutu jest stara jak świat, a stosowana - gdy brak jest pomysłu jak przeciwstawić argumentom argumenty. No tak - łatwiej je zdyskredytować.
          Jest to chwyt niskich lotów i niewiele wnosi sensu merytorycznego do dyskusji.

          Wszystkie podkreślam WSZYSTKIE wypowiedzi bogini na te
          > mat autentycznych wątków (nie tych stworzony dla pompowania ego stałych użytkow
          > ników) są monotematyczną wariacją na temat jakiegoś wyimaginowanego mężczyzny k
          > tóry jest kiepski w łóżku

          Dalsza technika polega na dyskredytowaniu autora, poprzez sformułowanie zarzutów, których nikt nie jest w stanie zweryfikować, ale wydaja się prawdopodobne. Kolejny wybieg w celu zapobieżenia merytorycznej dyskusji.

          > Dochodzę do wniosku że niejaka bogini jest tu po to, żeby prezentować wszystkim
          > genialne w swoim mniemaniu stanowisko, niestety jest ono dość niezmienne i prz
          > ewidywalne. bez względu na sytuację.

          Dalej strzelasz ad personam. Pustakami.

          Na tym forum byli już mężczyźni stający na
          > rzęsach aby rozbudzić księżniczkę i ..niestety, zupełnie nie o to idzie aby w
          > pocie i znoju uprawiać orkę na ugorze, prędzej czy później przy takim wyrobnict
          > wie głowa się zacznie odwracać za innymi partnerkami, porno, czy tak się nie dz
          > ieje i z kobietami oziębłych partnerów?

          Kolejna technika - wskazanie innego przypadku, w celu wytworzenia wrażenia, że jest on identyczny z omawianym.
          I jak ma się to do omawianego przypadku? Wskaż może na czym polegało stawanie na rzęsach w celu rozbudzenia zony przez autora omawianego przypadku? Bo z opisu wynika, że głównie na ponawianych próbach zerżnięcia jej w tyłek (ale "delikatnie"), bez wiedzy jak się za to zabrać i dziwieniu się że boli. To jest pornostandard - nie seks analny, tylko seks analny w takim wydaniu.

          > Seks ma być pełen wysiłku, okupiony męką i poświęceniem, czy to nie jest przypa
          > dkiem jakiś nasz kulturowy standard dotyczący wszystkich dóbr doczesnych?

          Przypisanie opinii, której adwersarz nie wypowiedział. Kolejny wybieg (a może projekcja własnych bolączek?pominę pozostałe głupie uwagi jakie mogłam poczynić w odniesieniu do twojej wypowiedzi - lubię dyskusje merytoryczne, a nie zabawy z shopenhauerem, bo uważam że jego "sztuka", to w istocie sztuka buraków i nieuków).

          A teraz merytorycznie:

          W tym konkretnym przypadku sądzę, że przyczyną łóżkowej klapy jest brak wystarczającej kompetencji seksualnej mężczyzny. Kobieta nie jest nierozbudzona - ona po prostu odpracowuje seks, a ponieważ nie jest on wysokich lotów - to i ona się nie przykłada. Podjęła wiele prób rozbudzenia księcia i tłumaczyła mu,jak krowie na rowie: np. że tak boli (nie odrzuca seksu analnego, podjęła próbę, ale nie ma ochoty być rznięta w tyłek i jęczeć z bólu, choć dopuszcza myśl o analu - a że chciałaby mieć z tego przyjemność nie ból?), albo, że coś jej nie kręci.

          Mój osąd o niskich kompetencjach seksualnych autora wątku jest oparty na jego konkretnych wypowiedziach - zdziwieniu, że seks analny żonę boli, pomimo, że jest "delikatny", chęci "sprawdzania" squirtu, palecie urozmaiceń jakie proponował żonie (anal, oral, wibrator, squirt), sposobowi w jaki opisuje swoją seksualność - w klimacie poczucie winy za trzepanie konia oraz myśli o zdradzie, czy co tam autor rozumie pod "zakazanym kierunkiem".
          Być może na podstawie wypowiedzi autora jesteś w stanie udowodnić coś innego, np. że jest wirtuozem seksu i posiada ogromną wiedzę i kompetencje kochanka doskonałego, albo przynajmniej możesz merytorycznie obalić moje twierdzenia. Może faktycznie źle te wypowiedzi interpretuję?

          Poza tym wskazałam, że klapa w łóżku wiąże się też z brakiem miejsca do uprawiania seksu - autor sam wspomniał o tym w wypowiedzi. Ja uważam, że to istotny czynnik klap w łóżkach małżonków i też swoją wypowiedź uzasadniłam. Możesz sądzić inaczej i twierdzić, że fakt przeszkadzających dzieci, albo braku sypialni albo intymności nie ma wpływu na jakość seksu. Niektórzy w sumie lubią to robić przy dzieciach i intymność im nie potrzebna.
          • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 04.06.13, 18:12
            W rzeczy samej, żeby wpaść na pomysł z próbami doprowadzenia do squirtu to wystarczy przejrzeć dowolną stronę w stylu seksualnosc-kobiet, gdzie jest sporo na temat - i notorycznie się przewija sugestia, że orgazm ze squirtem jest dla kobiety odczuciem niesamowitym, wyzwalającym i wręcz mistycznym. Ergo, można to podciągać pod pornostandard, ale bardziej adekwatny jest hm - jak to nazwać? Feminostandard? ;)

            Co do tego analu - autor pisze, że sporo czytał na ten temat, przypuszczam, że to nie były opowiadania erotyczne o chętnej loli, co jej wystarczy splunąć na dziurę i jazda. Być może za mało - i wykazał się niekompetencją, być może faktycznie ją bolało (może zaboleć i osobę zaprawioną w bojach, jak partner niechcący wejdzie pod nieodpowiednim kątem), a może jednak nie bolało, ale ból to doskonała wymówka, żeby dał spokój i przeszedł do ulubionego klasyka. Tego nie wiemy.

            Zauważ, że małżonce nie odpowiadają nie tylko, hem, pornostandardy, ale nie godzi się nawet na zmianę pozycji, sama z siebie też nie ma w ogóle żadnych propozycji. Jej komunikat jest jasny "klasyk mi odpowiada, wszystko inne - nie". Jak autor ma zostać łóżkowym mistrzem zaspokojenia kobiety, gdy kobieta mu daje pozytywny feedback tylko w jednej sytuacji - i żadnych sugestii choćby w stylu "na jeźdźca byłoby ok, ale tylko w koszulce/po ciemku" - założywszy, że ma kompleksy dotyczące wyglądu, co po trzech ciążach jest możliwe. Oczywiście możemy założyć, że autor to maksymalnie niekompetentna pipa boża, jednak robi wrażenie, jakby chciał się nauczyć (ilu facetów zadaje sobie trud poczytania o technikaliach seksu analnego, zanim go zaproponuje?) i dysponował jednak jakąś dobrą wolą. Tyle, że choćby przeczytał fafdziesiąt książek o tantrze, partnerka musi wykazać choć cień dobrej woli, a ja tu takowej nie widzę.
            • twojabogini Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 05.06.13, 15:41
              ea.sea napisała:

              > W rzeczy samej, żeby wpaść na pomysł z próbami doprowadzenia do squirtu to wyst
              > arczy przejrzeć dowolną stronę w stylu seksualnosc-kobiet,

              Tak tylko, że pan to chciał zrobić "z ciekawości" i podsuwał żonie materiały na ten temat. Feminostandard to jest wtedy kiedy doprowadzenia jej do wytrysku żąda kobieta (bywa i jest to równie chamskie, co chęć obejrzenia squirta w wykonaniu kobiety z ciekawości) - a w porno squirt staje się nowym standsrdem - wypiera szejki.

              > Co do tego analu - autor pisze, że sporo czytał na ten temat, przypuszczam, że
              > to nie były opowiadania erotyczne o chętnej loli,

              Nie wiem co czytał, w sieci jest masę materiałów na ten temat - i żaden z nich nie jest o tym, żeby zacząć "delikatnie", można znaleźć dokładne instrukcje co zrobić żeby było miło i nie bolało - od sposobu uelastycznienia tkanki, oswojenia i wprowadzenia doznań analnych jako nowych i miłych doświadczeń erotycznych, aż po kat wejścia, aż po to, żeby mężczyzna penetrujący z początku pozostawał bierny, a stosunek odbywał już po zaspokojeniu kobiety (mężczyzny), gdyż po orgazmie osoba penetrowana analnie będzie bardziej odprężona.

              Naprawdę nie wiem gdzie szukać materiałów o treści "wchodź delikatnie to nie zaboli". I co to za oczekiwanie - niech się podda analowi a ja postaram się, żeby jej nie bolało? To faktycznie zajebiste podejście do partnerki - niech da d. a ja nie sprawie jej bólu. A przyjemność? Nie można było poczytać o tym?

              Kobieta ewidentnie spełnia swój łóżkowy obowiązek. I ewidentnie jej się nie chce - ale mi w opisanych okolicznościach też by się nie chciało - wcale nie miałabym ochoty być obiektem eksperymentów a to anala, a to squirta na żywo.

              Oczywiście możemy zało
              > żyć, że autor to maksymalnie niekompetentna pipa boża, jednak robi wrażenie, ja
              > kby chciał się nauczyć

              No i bierze się do tego od dupy strony. Brak edukacji seksualnej w naszym społeczeństwie jest szokujący. Same chęci nie wystarczą, a pornos albo artykuł wątpliwej jakości to nie instrukcja.

              > Tyle, że choćby przeczytał fafdziesiąt książek o tantrze, partnerka musi wykaza
              > ć choć cień dobrej woli, a ja tu takowej nie widzę.

              Jakie kilkadziesiąt książek? Ja rozumiem, że zrobienie sobie dobrze o kobietę i poczytanie o tym jak jej za bardzo nie uszkodzić przy nanalu, to nie to samo - co praca nad rozwinięciem przede wszystkim swojej seksualności. Ale wystarczy przeczytać jedna albo dwie książki o tym, co sprawia przyjemność kobiecie. I nie poznałam jeszcze kobiety, która nie potrafiłaby się odwdzięczyć.
              Myślę, że kiedy partner w łóżku chociaż przez miesiąc dla odmiany skoncentruje się na jej potrzebach, a nie realizacji swoich fantazji - to chęć się pojawi. Może zamiast od dupy zacznie od godzinnej bardzo powolnej stymulacji łechtaczki oraz rozbudzania czucia w wargach sromowych i zrezygnuje ze stosunku. Seks nie jest tylko dla satysfakcji mężczyzn.
              • rekreativa Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 05.06.13, 15:56
                "Myślę, że kiedy partner w łóżku chociaż przez miesiąc dla odmiany skoncentruje
                > się na jej potrzebach, a nie realizacji swoich fantazji - to chęć się pojawi. M
                > oże zamiast od dupy zacznie od godzinnej bardzo powolnej stymulacji łechtaczki
                > oraz rozbudzania czucia w wargach sromowych i zrezygnuje ze stosunku."

                O właśnie.
                Bo jak czytam, że facet chce rozbudzać żonę, która tylko klasyk i nic poza tym zaczynając od stosunku analnego to mi się fejspalm uruchamia...

                Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
              • sea.sea Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 05.06.13, 16:43
                Ze snuciem dalszych spekulacji w temacie: co zrobił autor, a czego nie zrobił, poczekam może na samego założyciela tematu. Bo na razie to nie wiemy nawet, czy pod pojęciem "anal" autor rozumie stosunek analny czy jakąkolwiek stymulację analną. Nie wiemy, czego dokładnie próbował, bo opisy są dość enigmatyczne. Nie możemy na ich podstawie wykluczyć możliwości, że on np przeczytał piętnaście instrukcji na temat tego, jak z sukcesem wykonywać oral, a pani i tak nie chce, bo WOLI KLASYK, a dotykanie ustami narządów płciowych jej się wydaje obrzydliwe. Albo, że ona ma jakiś fetysz, do którego się nigdy nie przyzna, bo jej się wydaje strasznie perwersyjny, albo mąż nie będzie w stanie go spełnić - więc w łóżku po prostu odwala pańszczyznę dla świętego spokoju, a swe potrzeby realizuje fantazjując pod prysznicem i mąż choćby pękł, i tak nigdy nie usłyszy "ooo, to mnie bierze". Co, nie ma takiej możliwości?

                Natomiast pani ma zdaje się sprawny aparat wydający dźwięki (nikt nie wspominał, że jest niemową) i może tego aparatu użyć, kiedy mąż grzecznie pyta - żeby powiedzieć "proszę słabiej", "proszę bardziej w prawo", "proszę mocniej" albo "proszę przy zgaszonym świetle". Jakoś mam wrażenie, że autor by się z przyjemnością dostosował, bo jakby miał w nosie jej preferencje, to by ją posuwał jak mu się podoba, skoro żona w trakcie nie protestuje.
                • twojabogini Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 07.06.13, 14:10
                  sea.sea napisała:

                  > Natomiast pani ma zdaje się sprawny aparat wydający dźwięki (nikt nie wspominał
                  > , że jest niemową) i może tego aparatu użyć, kiedy mąż grzecznie pyta

                  Na podstawie opisu założyciela wątku - kobieta jest ewidentnie "księżniczką" tj. kobietą przekonaną, że osobą odpowiedzialną za jakość jej życia seksualnego jest mąż, a także, że ona z racji bycia kobietą nie ma obowiązku zadbania o to, aby seks był satysfakcjonujący dla męża. Przy tym nie oznacza, to że jest suką, że chce męża wykorzystać. Podobnie zresztą jak to, że mąż chce zrealizować z nią swoje fantazje, choćby i o rodem z porno - nie oznacza, że on jest szowinistyczną zmaskulinizowaną świnią.

                  Oboje mają niski poziom wiedzy o swojej i partnera seksualności, przy czym odpowiedzialność za jakość życia seksualnego z racji księżniczkowatości kobiety spoczywa na mężczyźnie. I tenże mężczyzna nawet jest gotów ten ciężar odpowiedzialność wziąć na swoje hmm...barki i księżniczkę obudzić/rozbudzić. Rzecz to chwalebna, tyle, że wziął się za to - dosłownie i w przenośni od dupy strony.

                  Jeśli kobieta nie jest rozbudzona seksualnie - to trudno startować z nią od zaawansowanych akcji, bo faktycznie nie będzie czerpać z nich satysfakcji. Można biadolić całe życie albo dać sobie spokój z rozbudzaniem (i faktycznie zdradzić, rozstać się albo przejść na ręczny i filmy)- a można spróbować rozbudzić kobietę, tym razem z głową i w oparciu o rzetelną wiedzę o seksualności.

                  Kiedy kobieta czerpie satysfakcję z seksu jest w stanie zrobić naprawdę wiele dla partnera, aby i jemu dostarczyć satysfakcji. W tym przełamać swoje opory co do zaspokojenia partnera w pożądany przez niego sposób (nawet tylko w formie prezentu dla niego i bez własnej satysfakcji seksualnej).




    • avide Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 30.05.13, 03:10
      Przeczytałem wątek.
      Wiele ciekawych rad. Mój punkt widzenia jako forumowicza z wieloletnim stażem który 99% tych rad przećwiczył na własnej skórze jest taki:
      Na początek musisz sobie uświadomić coś o czym wspominali forumowicze weterani ;D a mianowicie to że ludzie dzielą się na różno-erotycznych. My sobie tutaj ich kilka lat temu podzieliliśmy na wysoko i nisko. Co to oznacza ? Poczytaj, ciekawa lektura, dla mnie odkrycie owej natury ludzkiej było swego rodzaju punktem zwrotnym w bardzo podobnym problemie jak twój.
      Jak już uporasz sobie z naszą forumową "erotycznością" pora na sprawę lżejszej kategorii czyli libidowość. I tutaj tak samo mamy nisko i wysoko a to do której kategorii się człowiek zalicza zależy nie tyle od jego potrzeb seksualnych co od tła na jakim je prezentuje. Pisząc wprost, ogier dla libido jednej damy będzie ledwo źrebakiem dla innej.
      Teraz musisz spróbować zrozumieć psychikę seksualności Twojej księżniczki. Spróbuj umiejscowić w tym zestawie (nE/wE + nL/wL) siebie i księżniczkę. Z tego co piszesz jest odpowiednio libidowa i nisko erotyczna. Ty równie "odpowiednio" (nisko/wysoko*
      * - niepotrzebne skreślić) libidowy ale na jej tle (podkreślam "tło") wysoko erotyczny.
      Czyli ty masz taką wrodzoną chęć poznawania. Ona ? Poznała coś, zaakceptowała i broni tego jak niepodległości.
      Kolejna kluczowa sprawa do dalszych rozważań:
      Czy czerpiesz satysfakcję z dawania ? Chodzi mi o to czy jestem takim pozytywnym łóżkowym egoistą dla którego satysfakcja jaką odbiera partnerka w łóżku na podstawie dostarczanych jej przez ciebie bodźców jest równie ważna jak koniec własnego fiuta ? Pytam się o to bo piszesz jakby frajda łóżkowa Twojej żony była dla ciebie równie ważna jak Twoja własna (Odpuszczasz jak jej się nie podoba, rezygnujesz z siebie na rzecz jej upodobań itd.).,
      Odpowiedziałeś sobie na te pytania ? To cholernie ważne.
      Czemu to takie ważne ?
      Widzisz, przeczytałeś do tej pory wiele rad co robić jak robić itd. Być stanowczym, huknąć na księżniczkę, pokazać że jesteś samcem ALFA itd. Wszystko fajnie. Tylko jest w tym wszystkich pewien haczyk o którym jeszcze nikt nie napisał a pewnie niewielu też zdaje sobie z niego sprawę.
      Ludzie wysoko erotyczni traktują seks nie tyle jak sposób rozładowania pewnego rodzaju fizycznych dolegliwości co bardziej jako wydarzenie polegające na wzajemnym dawaniu sobie rozkoszy i umiejętności czerpania satysfakcji ze świadomości podarowanej rozkoszy partnerowi (partnerce). Zatem erotyczność to z jednej strony chęć poznawania ale z drugiej strony samorealizacja poprzez nie tyle branie co dawanie rozkoszy. Osoby nisko-erotyczne koncentrują się na sobie i własnej rozkoszy a ich partnerzy w trakcie zbliżenia muszą się wpasować w ich profil seksualny. Wszystkie osoby wysoko erotyczne jakie w życiu poznałem na równi z własną satysfakcją stawiały satysfakcję partnera. Potrafiły wręcz przedłożyć satysfakcję fizyczną partnera nad własną bo wraz z rozkoszą fizyczną drugiej strony osiągały własną rozkosz psychiczną. Co ciekawe owa rozkosz psychiczna bywa często kluczowa bo to bardziej ona decyduje u osób z tej grupy o długofalowej satysfakcji seksualnej. Orgazm, choć bardzo ważny to jednak tylko moment, chwila. Zaś frajda pozostająca w głowie, psychice, po daniu rozkoszy drugiej osobie pozostaje na dużo dłużej i długofalowo jest czynnikiem decydującym o zadowoleniu z pożycia zwłaszcza w kontakcie z osobą którą się kocha i jest naszym stałym partnerem seksualnym np. mąż lub żona. Jeżeli seks jest z okazjonalnymi partnerami można mieć pisząc wprost "w dupie" ich wrażenia po zbliżeniu seksualnym. W długofalowym związku sprawa jest zupełnie inna i dlatego dla osoby czującej to (wysoko erotycznej) bywa to sprawą priorytetową.
      A więc bez wątpienia jest to cholernie ważne.
      Trochę może to brzmi jak masło maślane ale zaraz poukłada Ci się w jedną całość jaką chcę przekazać.
      W chwili obecnej problem jest taki że jest zawsze tak samo nudno. Twoja nisko erotyczna partnerka chce tak jak jej to sprawi frajdę. Zauważ że przez dobre kilka lat i Tobie to sprawiało satysfakcja. Zadałeś sobie pytanie czemu ? Czy przypadkiem nie było tak że w ten sposób wiedziałeś że dajesz jej orgazmy i ta świadomość była przez długi czas wystarczającym motorem by bzykać ją na jej warunkach ? Z czasem stało się nudne. Bywa. Zatem szukasz czegoś innego. Normalne. Nie zapominaj jednak że w tej inności w swoich wyobrażeniach zapewne Twoja Księżniczka również czerpie pełnymi garściami. Rzeczywistość jest jednak inna i tutaj powstaje problem.
      Zadałeś sobie kiedyś pytanie a co będzie jak zastosujesz forumowe rady tj. będziesz silny, zdecydowany, stanowczy i w sobie tylko znany sposób przekonasz ją do nowości, wynalazków i wygibasów w łóżku.
      Kocha cię, załóżmy, że nawet w końcu się zgodzi, załóżmy że nawet wejdzie to na stałe do waszej sypialni. Załóżmy że techniczne seks stanie się "bogatszy". Zwróć uwagę na słowo TECHNICZNE.
      Pisze tak bo po tym co napisałeś o sobie, o księżniczce całej waszej sytuacji prawie dam sobie fiuta uciąć że możesz nauczyć ją odtwarzać pewne role ale jeżeli ona sama tego nie poczuje, nie zapragnie i tak suma summarum po chwili okaże się że to nie jest to. Siądziesz wtedy z własnymi myślami i zadasz sobie pytanie skoro jest już wszystko co chciałem to dlaczego czuję się bardziej jak sutener niż jak kochanek.
      Widzisz, na podstawie doświadczenia z postów z tego forum z kilku lat, doświadczenia ludzi tutaj poznanych a wielu z nich stawiam w kategorii jedyni i niepowtarzalni, czy wreszcie na podstawie lektury własnego ogródka, uważam (choć masz pełne prawo się z tym nie zgadzać) iż różnica między wami w tym temacie jest nie do przeskoczenia.
      Po to się tyle powyżej rozpisałem byś zrozumiał dlaczego.

      Moja opinia jest o ludziach taka że każdy ma swój paszport erotyczny. Czasami jeżeli mamy trochę szczęścia potrafimy rozwinąć się bardziej, ale rodzimy się tacy a nie inni.
      Ona czuje inaczej, ona odbiera bodźce inaczej, ona zna taki a nie inny świat w którym jest jej dobrze.
      Dlatego nawet jeżeli wyćwiczysz ją w robieniu loda, analu czy przyzwyczaisz do zabawek erotycznych, jeżeli masz w sobie naturę o której pisałem powyżej to po chwili zachłyśnięcia się sukcesami i otrąbieniu zwycięstwa z każdym następnym razem gdy ta Twoja połowica zrobi ci od niechcenia kolejny raz loda, wypnie w ostateczności tyłek byś coś jej tam włożył po czym dał jej wreszcie święty spokój obracając się na bok rzucając w przelocie machinalne "było ok" zaczniesz zadawać sobie pytanie "skoro mam com chciał dlaczego wcale nie daje mi to spodziewanej frajdy ?"
      Taki przykład z autobiografii (tak mi się przypominało czytając Twój wątek):
      Kiedyś, dawno, dawno temu wylądowałem sam na sam z pewną niezwykle wrażliwą kobietą (dziś wiem, iż była to baardzo wysoko erotyczną istotą). Choć przelecieć się nie dała, nad czym ubolewałem wielce ;-), dała się cudownie wylizać rewanżując się lodem jaki zapadł mocno (jak widać ;D) w mojej pamięci. Czemu było to takie niezwykłe przeżycie ?Ano pasja, zaangażowanie, chęć z jaką dawała mi rozkosz podczas fellatio, czy też reakcje jej ciała w trakcie minetki były absolutnie osoby, która kochała zarówno dawać jak i brać. Bez zbędnej pruderii, zahamowań czy konwenansów. Czysta rozkosz brania i dawania. Do dzisiaj się zastanawiam czy większą frajdę miałem będąc pieszczonym czy gdy pieściłem. I chyba skłaniam się ku tej drugiej wersji.
      Rozumiesz o co chodzi ?
      Po latach, pełny chęci i zapału tak jak i ty próbowałem obudzić swoją księżniczkę. I nawet przez moment byłem przekonany iż mi się udało. Technicznie, bez większych zastrzeżeń dało się pokazać i nauczyć. Nawet psa można wytresować by siadał, skakał i tańczył.
      Jednak nauczyć to jedno, ale polubić to, pokochać, robić to później z pasją, to inna para kaloszy.
      • avide c.d. 30.05.13, 03:22
        Cholera posta zabrakło ... ;-)

        No dobra a teraz końcowa konkluzja.
        To co robić ?
        Widzisz, seks siedzi w głowie a nie w lędźwiach, głowa to psychika a psychika jest u każdego człowieka inna. Jest tajemnicza i całkowicie zaskakująca.
        Kto wie, a nóż księżniczka się obudzi i zaskoczy o co kaman.
        Yeti też podobno ktoś kiedyś widział.
        Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz. Więc próbować trzeba. Co i jak napisali powyżej. Jednak trzeba w tym wszystkim pamiętać że prawdziwą frajdę da ci to dopiero wtedy gdy te wszystkich fantastyczne gadżety zagoszczą w waszej alkowie naturalnie. Tak więc zalecam daleko idącą obserwację. Jeżeli księżniczkę tylko "wytresujesz" może się okazać, że i tak problem nie zniknie.
        Generalnie nie zazdroszczę i stwierdzam że przerąbane. Bo się nawet za bardzo poskarżyć nie możesz bo 9,9 na 10 osób zwyczajnie uzna że pieprzysz jak potłuczony i wymyślasz jakieś dyrdymały. No bo w końcu bzykanie jest ? Jest. Czasami ona zainicjuje ? No zdarzy się.
        No więc o co Ci chodzi... ;-)
        Brzmi znajomo ?
        Pozdrawiam.
        AVI.
        • twojabogini Re: c.d. 30.05.13, 13:10
          Zgadzam się, że tresura na dłuższa metę nie daje satysfakcji. Mało tego czasem to co oglądamy i dostarcza nam frajdy i odjechanych wrażeń - odtworzone w realu okazuje się klapą. Co innego oglądać jak murzyn daje satysfakcję analną kruchej blondynce wijącej się z rozkoszy, co innego w ten sam sposób obsługiwać wijącą się z bólu żonę. Dlatego fikcyjny standard porno warto zastąpić własnym standardem.

          Tak sobie pomyślałam jeszcze - to mało prawdopodobne, ale bywa: żona nie jest wcale rozbudzona i wcale nie doświadcza orgazmów, za to czuje przyjemność z bycia blisko, ofiarowania siebie partnerowi, dania mu satysfakcji (także udawanym orgazmem) - z miłości do męża. jest wiele takich kobiet, które po prostu obok małżeńskiego życia seksualnego raz na jakiś czas same sobie pomagają i to bez szczególnej finezji, dostarczając sobie krótkiego orgazmu lub przeżywając go w snach. Taka kobieta zawsze sądzi, że już taka jest - stąd brak chęci do rozwijania czegoś - czego w swoim mniemaniu nie ma. Na to jest ta sama droga - otworzenie partnerki i poświęcenie czasu na jej rozbudzenie - z korzyścią dla obojga (tu ważna jest antykoncepcja - bo wiele kobiet hamuje się bojąc się kolejnej ciąży, gdy już odchowały potomków). bez obwiniania kobiety za dotychczasowe teatrzyki i hamowanie seksualności. na takie przypadki polecam portal - seksualnośćkobiet oraz książkę - Sztuka kobiecego orgazmu - Levinson Mark, Cattrall Kim

          Niektórych mężczyzn przeraża długość opisanych pieszczot - godzina to krótko - ale dla niedoświadczonych kobiet po prostu tego trzeba - i to przy pełnym zaangażowaniu emocjonalnym (kobieta wyczuje, gdy w myślach zaczniemy układać plan na jutro albo rozważać co na kolację). Z czasem - gdy kobieta i jej partner odnajdą właściwe drogi do rozkoszy - czas się mocno skróci.



          • sea.sea Re: c.d. 30.05.13, 13:51
            "żona nie jest wcale rozbudzona i wcale nie doświadcza orgazmów, za to czuje przyjemność z bycia blisko, ofiarowania siebie partnerowi, dania mu satysfakcji (także udawanym orgazmem) z miłości do męża"

            I tych orgazmów nie może na przykład udawać w pozycji na jeźdźca, bo to roszczeniowy pornostandard... :)
            Doczytałaś, że

            "to wszystko działa... winko, masażyki, minetka... itp. itd. ale zawsze jako najlepiej niedłuższa niż dwie minuty gra wstępna... a potem ciach, odpychanko i poza tradycyjna... orgazmy w tej pozycji - ma zawsze... Myk myk na krzesło - nie ma możliwości - dzieciaki... Były już opcje - podstępne wywożenie dziatwy do dziadków, potem świece, winko... i.... znów tradycja..."

            Chyba że on tę minetę i te masaże robi wręcz tragicznie cienko. Jakkolwiek mogę sobie bez trudu wyobrazić cienką i przykrą minetę, tak masaż raczej z definicji nie może być aż fatalny, że aż nie do zniesienia przez więcej niż kilka minut - chyba że partner ma łapy jak niedźwiedź i tak też nimi poczyna....

            Z kolei z posta treści

            "jak robie po jejnemu - to spazmy... jak robie po mojemu to spazmy - tyle że u mnie... a potem żeby po jejnemu spazmy były - to trzeba zkończyć po jejnemu (czyt. jak wyżej)... lub, jeśli się kiedykolwiek uda dospazmować... to potem w rozmowie: "nie kręci"..."

            zrozumiałam, że przy innych aktywnościach też miewa orgazmy (lub udaje, wszystko jedno) ale potem deklaruje, że jej to nie kręci.

            No i bądź tu mądry: jeśli udaje orgazmy z miłości, to czemu tylko w jednej pozycji (no trudno uwierzyć że na jeźdźca czy na łyżeczkę by ją bolało, albo uznać te pozycje za pornostandard)? A jeśli ma orgazmy przy innych aktywnościach także, to czemu się upiera, że jej to nie kręci?
            • rekreativa Re: c.d. 30.05.13, 14:08
              " A jeśli ma orgazmy przy innych aktywnościach takż
              > e, to czemu się upiera, że jej to nie kręci? "

              Bo może jej nie kręci?
              Przecież autor pisze o tych innych aktywnościach: " jeśli się kiedykolwiek uda dospazmować".
              Czyli jeśli orgazm się zdarzył, to z wielkim trudem.
              • kag73 Re: c.d. 30.05.13, 14:35
                Hmm, "spazmy" to moze niekoniecznie orgazm. A moze chodzic o to, ze to "nie kreci" oznacza, ze tej pozycji nie lubi mimo spazmow.
                • rekreativa Re: c.d. 30.05.13, 14:40
                  Na moje oko "spazmowanie" w języku autora wątku oznacza właśnie orgazm.
                  Inna sprawa, czy on prawdziwy, ten orgazm, czy udawany (i stąd spazmy, bo tak małżonka na filmach widziała).
                  • twojabogini Re: c.d. 30.05.13, 16:06
                    spazmy - brr...jakoś tak kojarzy mi się z agonią...
                • mojemail3 Re: c.d. 30.05.13, 23:05
                  kag73 napisała:

                  > Hmm, "spazmy" to moze niekoniecznie orgazm. A moze chodzic o to, ze to "nie kre
                  > ci" oznacza, ze tej pozycji nie lubi mimo spazmow.

                  "Spazmy" są,żeby się cała akcja szybciej skończyła;-)
                  • kag73 Re: c.d. 30.05.13, 23:06
                    mojemail3 napisała:

                    > "Spazmy" są,żeby się cała akcja szybciej skończyła;-)

                    No nie dolujmy goscia, bo sie chlop kompletnie zalamie.

                  • sea.sea Re: c.d. 30.05.13, 23:08
                    Wyjaśnienie, że księżniczka chce skończyć ASAP ma w sobie jakąś logikę, ale dlaczego koniecznie w klasyku - skoro zdaje się w każdej innej pozycji małżonek by skończył szybciej i szybciej byłby spokój. Nadal nie jestem w stanie uwierzyć w to, że jeździec czy łyżeczka ją boli, sorry :]
                    • mojemail3 Re: c.d. 30.05.13, 23:12
                      sea.sea napisała:

                      > Nadal nie jestem w stanie uwierzyć
                      > w to, że jeździec czy łyżeczka ją boli, sorry :]

                      A czemu nie, może klasycznie jest bardziej zrelaksowana bo w pozycji horyzontalnej już sobie na następny dzien listę zakupów układa???
                      • sea.sea Re: c.d. 30.05.13, 23:14
                        No proszę Cię, w łyżeczce czy na słonia by nawet nie musiała utrzymywać miłego wyrazu twarzy.
                        • rekreativa Re: c.d. 31.05.13, 11:28
                          Ha, ha, mogłaby się nawet zdrzemnąć niepostrzeżenie :D
                    • kag73 Re: c.d. 30.05.13, 23:14
                      No ale na lyzeczki moze nie lubic, apropos tez cale lata nie lubilam a ostatnio niedawno mi sie spodobalo, no kto by pomyslal. A na jezdzca to ona musi "pracowac", tez jej sie nie podoba i moze do tego nie po bozemu jest. Na jezdzca i lyzeczki to raczej facet szybciej nie skonczy niz w klasycznej, ale od tylu owszem.
                      • sea.sea Re: c.d. 30.05.13, 23:18
                        Znałam jednego faceta, co na jeźdźca by nie skończył szybko - ale on silnie preferował męską dominację. Pozostali orbitowali ewidentnie szybciej, niż w klasyku.
                        • kag73 Re: c.d. 30.05.13, 23:22
                          sea.sea napisała:

                          > Znałam jednego faceta, co na jeźdźca by nie skończył szybko - ale on silnie pre
                          > ferował męską dominację. Pozostali orbitowali ewidentnie szybciej, niż w klasyk
                          > u.
                          Hmm, pewnie zalezy jakie tempo narzuci kobieta. Fakt, jezeli bedzie chciala to chlop skonczy szybko, jezeli nie bedzie chciala to da rade przedluzyc. Stad to czesto zalecana pozycja, bo w niej to kobieta ma kontrole a tym samym wieksza szanse na orgazm.
                      • sea.sea Re: c.d. 30.05.13, 23:22
                        No i zdecydujmy się - jeśli zakładamy, że ona nie lubi seksu i nie ma orgazmów i marzy o tym, by się skończył jak najszybciej - no to co to znaczy "ona nie lubi na łyżeczki" albo "na jeźdźca" czy jakkolwiek (skoro nie ma opcji wymówki, że na łyżeczki ją boli). Przy takim założeniu, to ona nic nie lubi, więc logika by wskazywała wybranie pozycji która gwarantuje, że facet szybko skończy i da jej spokój.
                        • kag73 Re: c.d. 30.05.13, 23:25
                          No mysle, ze nie mozemy zalozyc, ze ona nie lubi seksu a iinych pozycji nie lubi ze wzgledu na zahamowania, kompleksy, niewygode...kto ja wie.
                          • sea.sea Re: c.d. 30.05.13, 23:28
                            Do mnie generalnie przemawia interpretacja Avide jako jedyna spójna.
                            Wszelkie inne dochodzą do punktu, gdzie nie trzymają się kupy :/
              • sea.sea Re: c.d. 30.05.13, 15:13
                No ale się, jak zrozumiałam, jednak zdarza, jak się dobrze postarać. Ja trochę nie rozumiem idei "mam od tego orgazm, ale mnie to nie kręci" i odwrotnej "nie kręci mnie to, ale jak się uprzeć, to mam orgazm". No to jaka jest definicja "kręcenia" w takim razie? Mam od tego orgazm w minutę = kręci, nie mam od tego natychmiast orgazmu = nie kręci?

                Mnie nie kręci pozycja na łyżeczkę, jest w mojej opinii po prostu pozbawiona energii i nudna i nawet tysiąc atletów czyniących dodatkowe cuda z moimi sutkami i łechtaczką, nie sprawiłoby, żebym tak doszła. I to właśnie rozumiem przez "nie kręci".
                • bgz0702 Re: c.d. 30.05.13, 23:23
                  sea.sea napisała:

                  > Mnie nie kręci pozycja na łyżeczkę, jest w mojej opinii po prostu pozbawiona en
                  > ergii i nudna i nawet tysiąc atletów czyniących dodatkowe cuda z moimi sutkami
                  > i łechtaczką, nie sprawiłoby, żebym tak doszła.

                  ;))
            • twojabogini Re: c.d. 30.05.13, 16:04
              sea.sea napisała:

              > Doczytałaś, że

              Doczytałam i stąd moje wnioski. Nikt nie przerywa przyjemnej minetki lub miłego masażu po dwóch minutach, żadna kobieta nie ma orgazmów "zawsze" (za wyjątkiem tych co udają - wtedy nie tylko zawsze, ale często równocześnie z partnerem).

              Do tego autor niewiele wie o kobiecej seksualności - dziwi się, że anal żonę bolał, choć "był delikatny", chciał oglądać z ciekawości squirta w wykonaniu żony - jednym słowem chciałby jak na porno, ale nie wie jak to dobrze i satysfakcjonująco osiągnąć w realu. Do tego jego własna seksualność także go przeraża - martwi się tym, że porno i ręka dały mu frajdę, że jego myśli błądzą wokół zdrady i innych kobiet - i wini za to żonę, podobnie zresztą jak za brak erekcji. Do tego, aby dać satysfakcję seksualna kobiecie jeszcze wiele mu brakuje.

              Owszem są kobiety zawsze (podkreślam - ZAWSZE) chętne na szybki numerek, bez gry wstępnej, lub zredukowaną grą - i jest ich aż pięć kategorii:
              1. Prostytutki
              2. Kobiety z zaburzeniami emocjonalnymi (większość przypadków nimfomanii)
              3. Postacie filmowe - niekoniecznie z branży xxx
              4. Kobiety, które z jakiś powodów udają
              5. Ofiary gwałtów, które tak odgrywają swoja traumę - dla zainteresowanych działa taki mechanizm:

              wyborcza.pl/1,95892,13999466,Nazwijcie_mnie_szmata_____list_.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
              Dlatego sądzę, że to z tego powodu (totalne nierozbudzenie kobiety) seksualna płaszczyzna zwiazku nie jest udana. Kobieta udaje - to istotnie kolejna nierozbudzona księżniczka, która sądzi, że jest z nią coś nie tak - i jest produktem braku edukacji seksualnej - swojej własnej i partnera (który porno traktuje jako instruktaz do rozbudzenia).

              Do autora - wiem, że dla wielu mężczyzn strefa seksu jest ważnym elementem samooceny i jakakolwiek krytyka lub wskazanie, że czegoś w tej materii nie wiedzą lub robią nie tak - budzi gniew i sprzeciw.
              Proponuję prosty test:
              1. Ile części ma łechtaczka
              2. Od czego zaczyna się dobra minetka i ile czasu trwa ustalanie tempa (co to jest ustalanie tempa?)
              3. Gdzie są strefy erogenne kobiety? Tylko błagam -nie są to piersi, pachy, ani wewnętrzne części ud.
              4. Po czym poznać, że kobieta ma orgazm?
              5. Czy widziałeś kiedykolwiek rytmicznie pulsującą, nabrzmiałą łechtaczkę - i byłeś tego zjawiska przyczyną?
              6. Jak przygotować strefę analną do analu (obojętne czy męską czy żeńską) i jak powinien przebiegać pierwszy anal?

              Odpowiedz sam sobie i wyciągnij wnioski.


              • bcde Re: c.d. 31.05.13, 02:41
                > Do autora - wiem, że dla wielu mężczyzn strefa seksu jest ważnym elementem samo
                > oceny i jakakolwiek krytyka lub wskazanie, że czegoś w tej materii nie wiedzą l
                > ub robią nie tak - budzi gniew i sprzeciw.
                > Proponuję prosty test:
                > 1. Ile części ma łechtaczka
                > 2. Od czego zaczyna się dobra minetka i ile czasu trwa ustalanie tempa (co to j
                > est ustalanie tempa?)
                > 3. Gdzie są strefy erogenne kobiety? Tylko błagam -nie są to piersi, pachy, ani
                > wewnętrzne części ud.
                > 4. Po czym poznać, że kobieta ma orgazm?
                > 5. Czy widziałeś kiedykolwiek rytmicznie pulsującą, nabrzmiałą łechtaczkę - i b
                > yłeś tego zjawiska przyczyną?
                > 6. Jak przygotować strefę analną do analu (obojętne czy męską czy żeńską) i jak
                > powinien przebiegać pierwszy anal?
                >
                > Odpowiedz sam sobie i wyciągnij wnioski.


                Te pytania zasadniczo nie są obiektywnie weryfikowalne, a odpowiedzi na nie (lub ich brak) i nie muszą dawać jakiekolwiek wiedzy nt. jakim kochankiem jest autor. Ludzie mogą różnie odpowiedzieć i odpowiedzi te mogą być prawdziwe w wielu wypadkach. Można też nie zastanawiać się nad tymi kwestiami, a mieć świetną intuicję i wyczucie kobiet.
                Prosty test dla ciebie:
                1. Jaki jest wzór chemiczny testosteronu?
                2. Od czego zaczyna się dobry oral i ile czasu trwa ustalenie tempa (co to jest ustalenie tempa).
                3. Gdzie są strefy erogenne mężczyzny? Tylko błagam - nie jest to penis, moszna, sutki i odbyt.
                4. Po czym poznać, że mężczyzna ma orgazm (wytrysk wyłączamy)?
                5. Czy widziałaś kiedykolwiek rytmicznie pulsującego, nabrzmiałego penisa - i byłaś tego zjawiska przyczyną?
                6. Jak przygotować penisa do masturbacji i jak powinna przebiegać pierwsza masturbacja?

                Odpowiedz sobie sama i wyciągnij wnioski jaką jesteś kochanką.
              • tekii Re: c.d. 31.05.13, 11:51
                Masz trochę idealistyczne, życzeniowe i zaróżowione podejście. Nie bierzesz pod uwagę, ze są ludzie nisko erotyczni z małym libido itp ( zwał jak zwał) i oni choć im sprawia coś przyjemność do tego nie dążą. Nie przyjmują tego choćby ktoś ze skory wychodził a jak już to na zasadzie łaski: " a masz, co mi tam, w sumie i tak będę mieć orgazm". Tak wiec uważaj z tym entuzjastycznym: Da się obudzić księżniczkę. Na pewno. Tylko ty jesteś za słaby. hłe hłe hłe. Otóż bywa, że nie da się. Bo ona tak ma i już. Czasem owszem działa opcja: nie ten partner i nie że kiepski a nie ten typ. Ten może ze skóry wychodzić a i tak nic z tego nie będzie. Owszem czasem działa opcja: Kompleksy i wtedy tak nawet jak babce jest dobrze to przerywa. Nie wiem co w tym cie tak dziwuje że tak się wyrażę.

                Z twych może i "mądrawych" postów bije:

                Cześć Zbyszek, trafiłeś na orzeszek w twardej skorupce. Pokaż chłopie jaki jesteś orzeł. A rób i tak i tak ( co ci boginka poradziła). Nie podziałało? Pipa z ciebie hłe hłe.
                Droga boginko: Seks nie polega na tym, że jedno nierozbudzone leży i czeka aż przez 14, 20 lat partner obudzi smoka. A jak nie obudzi to kiepski, nie umie. Owszem może i być tak ale nikt orłem nie jest od razu. A nigdy nim nie będzie jeśli uczy się na drewnie, które leży i czeka i na wszystko kręci nosem i nic nie kręci, nie ma chęci, inicjatywy. Jaka to frajda? Poznawać te wszystkie "zachowania" łechtaczki samemu, na kimś kto nie ma ochoty, chęci a na koniec powie że to ją nie kręciło. Nie od razu Rzym zbudowano ale jakby budowano na takim materiale to nie powstałby nigdy. Żeby coś mieć, też trzeba coś dać. Jeszcze inna sprawa o czym pisze wyżej, że to drewno nie trafiło na odpowiedniego drwala i niekoniecznie o umiejętności chodzi wiec nie obudzi się nigdy lub późno z kimś innym, ma kompleksy: tak bywa, że jak kobieta ma problem z jakąś częścią ciała ukrywa, zakrywa, unika pieszczot choć jej się podobają. Tak bywa, że po prostu kobieta tak ma. I nawet jak wyjdzie pan i władca ze skóry nie ujrzy ani chęci, ani inicjatywy. Rozpali co najwyżej bardziej niż zwykle i to też raczej na drewnie a potem pochodnia zgaśnie i nie zalali się sama z siebie.
        • urquhart Osobnicy Upośledzeni Erotycznie ??? 01.06.13, 09:57
          avide napisał:
          > Kto wie, a nóż księżniczka się obudzi i zaskoczy o co kaman.
          > Yeti też podobno ktoś kiedyś widział.
          > Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz. Więc próbować trzeba. Co i jak napisa
          > li powyżej. Jednak trzeba w tym wszystkim pamiętać że prawdziwą frajdę da ci to
          > dopiero wtedy gdy te wszystkich fantastyczne gadżety zagoszczą w waszej alkowi
          > e naturalnie. Tak więc zalecam daleko idącą obserwację. Jeżeli księżniczkę tylk
          > o "wytresujesz" może się okazać, że i tak problem nie zniknie.
          > Generalnie nie zazdroszczę i stwierdzam że przerąbane. Bo się nawet za bardzo p
          > oskarżyć nie możesz bo 9,9 na 10 osób zwyczajnie uzna że pieprzysz jak potłuczo
          > ny i wymyślasz jakieś dyrdymały. No bo w końcu bzykanie jest ? Jest. Czasami on
          > a zainicjuje ? No zdarzy się.
          > Brzmi znajomo ?

          Pomijając twój udany sarkazm weteranie Avide, to jakie widzisz rozwiązania, rozbudzanie oczekiwań erotycznych podobnie jak muzycznych czy plastycznych ma sens w stosunku do osób które smykałkę i iskerkę tego talentu mają, zgoda inaczej to walka na ugorze.

          Ale co wtedy?
      • urquhart Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 31.05.13, 15:22
        avide napisał:
        > Po latach, pełny chęci i zapału tak jak i ty próbowałem obudzić swoją księżnicz
        > kę. I nawet przez moment byłem przekonany iż mi się udało. Technicznie, bez wię
        > kszych zastrzeżeń dało się pokazać i nauczyć. Nawet psa można wytresować by sia
        > dał, skakał i tańczył.
        > Jednak nauczyć to jedno, ale polubić to, pokochać, robić to później z pasją, to
        > inna para kaloszy.

        Bolesne.
        • bgz0702 Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 31.05.13, 20:04
          urquhart napisał:

          > avide napisał:
          > > Po latach, pełny chęci i zapału tak jak i ty próbowałem obudzić swoją ksi
          > ężnicz
          > > kę. I nawet przez moment byłem przekonany iż mi się udało. Technicznie, b
          > ez wię
          > > kszych zastrzeżeń dało się pokazać i nauczyć. Nawet psa można wytresować
          > by sia
          > > dał, skakał i tańczył.
          > > Jednak nauczyć to jedno, ale polubić to, pokochać, robić to później z pas
          > ją, to
          > > inna para kaloszy.
          >
          > Bolesne.
          >
          o jejku, smutne bardzo, rzeczywiście. To trochę tak jak mój ksiaże ale ja tam jakoś tego do siebie już niebiorę. Nauczyłam się z tym żyć i nie boleć nad tym, poddałam się, żeby nie oszaleć zaniżyłam loty
        • glamourous Coz... 01.06.13, 17:07
          urquhart napisał:

          > Bolesne.

          > avide napisał:
          > > Po latach, pełny chęci i zapału (...)


          A wszystko to sprowadza sie do jednej, bolesnie prostej konkluzji : z kury orla nie zrobisz* Poniewaz siedzenie na grzedzie czy stateczne chodzenie po podworku stanowia sedno jej natury i sa zupelnie dla niej satysfakcjonujace, za Chiny nie poczuje i nie podzieli Twojej potrzeby wysokiego latania, chocbys nie wiem jak ja ewangelizowal. Mariaz orla z kura zawsze bedzie mezaliansem, bo naturalne predyspozycje sa raczej niereformowalne.

          Wplatany w taki mezalians orzel ma dwa wyjscia : dojsc do wniosku, ze ciazy mu ten kurnik i pomyslec o rozstaniu, albo grac role przykladnego, lecz sfrustrowanego koguta-nielota do emerytury. Jest oczywiscie jeszcze alternatywna droga zdrad i kombinatorstwa na boku, ale nie kazdy ma zdrowie do zycia w takim permanentnie podwojnym matriksie bez szwanku dla psychiki. Przerobilam to na wlasnym podworku - nie byla to moja bajka i konczylo sie zazwyczaj rodzajem paranoi czy manii przesladowczej, ze zostane nakryta ;) Punktowe zdrady sa latwiejsze moralnie i organizacyjnie, ale z tym wieksza frustracja orzel wraca potem do swojego kurnika, ktory wydaje mu sie potem jeszcze bardziej beznadziejny i obmierzly.

          *pisze ogolnie, bynajmniej nie personalnie :)
          • bgz0702 Re: Coz... 01.06.13, 17:15
            glamourous napisała:

            Jest oczywiscie jeszcze alternatywna droga zd
            > rad i kombinatorstwa na boku, ale nie kazdy ma zdrowie do zycia w takim permane
            > ntnie podwojnym matriksie bez szwanku dla psychiki. Przerobilam to na wlasnym p
            > odworku - nie byla to moja bajka i konczylo sie zazwyczaj rodzajem paranoi czy
            > manii przesladowczej, ze zostane nakryta ;) Punktowe zdrady sa latwiejsze moral
            > nie i organizacyjnie, ale z tym wieksza frustracja orzel wraca potem do swojego
            > kurnika, ktory wydaje mu sie potem jeszcze bardziej beznadziejny i obmierzly.

            takie stany własnie bardziej by mnie przerażały niż zgodne życie z "nielotem"
        • avide Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 04.06.13, 23:24
          eeeee tam bolesne.
          Ludzie nie mają co jeść, są mordowani, gwałceni, pozbawiani godności itd.
          To jest bolesne, że żyjąc w XXI wieku w różnych zakątkach świata mają miejsce sceny niczym ze średniowiecza. Bolesne jest to że niby jesteśmy naczelnym gatunkiem tej planety, najbardziej rozwiniętym, inteligentnym, rozumnym a zachowujemy się gorzej jak prymitywne zwierzęta.
          Tak, dla mnie to jest bolesne.
          To zaś, że ktoś tam robi loda bez większego zaangażowania i nie odczuwa w tym spodziewanej przez drugą stronę frajdy... cóż, da się z pewnością zupełnie normalnie z tym żyć.
    • kataraktata Re: czy to już koniec budzenia księżniczki...? 07.06.13, 13:05
      Takim księżniczkom polecam podrzucić Piątą falę namiętności seksuolog Moniki Nowickiej. Książka to zbiór historii polek wrzuconych w jedno przesycone erotyzmem opowiadanie. Rozbudza zmysły, zmienia poglady na namiętność, zabiera we wspaniałą podróż po świecie fantazji nowoczesnej kobiety w różnym wieku.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja