Dodaj do ulubionych

brak oswiadczyn- w praktyce

28.05.13, 19:00
Witam,
Do napisania sklonil mnie post Marka i wiele wypowiedzianych tam zdan mocno zakulo.
Ale po kolei.
Mam 38 lat, moj partner 33. Poznalismy sie 3 lata temu, mieszkamy razem 2 lata.
Gdy sie poznalismy oboje szukalismy czegos stabilnego, stalego zwiazku. W poprzednich zwiazkach oboje bylismy przekonani, ze dzieci nie chcemy.
Z czasem jednak im bardziej nasz zwiazek sie rozwijal to zaczely sie nagle pojawiac w rozmowach takie slowa jak rodzina, dzieci, malzenstwo.
Ja w poprzednim zwiazku bylam 7 lat i bylam pewna, ze dzieci nie chce. Teraz jestem pewna, ze to z tamtym mezczyzna dzieci nie chcialam. Teraz, z perspektywy czasu mam ta swiadomosc, oraz zal dupe sciska za zmarnowanymi latami. Ale tego juz nie zmienie.
Z tym facetem chce miec dzieci, chce za niego wyjsc, chce sie z nim zestarzec.
On deklaruje podobnie, ale... za deklaracjami nic dalej nie idzie. Tzn owszem checi i pragnienia takie ma, ale jeszcze nie jest gotowy.
Rozmawiamy o tym juz od jakiegos czasu i o ile w drugim roku zwiazku rozmowy te byly bardzo pozytywne i cieple, to teraz czuje, ze zaczynamy sie rozmijac. Mnie co raz bardziej frustruje, ze za tymi rozmowami nie ida konkretne dzialania. Jego deklaracje sie nie zmienily, ale tez wciaz nie ma dla tych planow zadnych ram czasowych. A ja, jakkolwiek desperacko to brzmi, czasu nie mam. Taka jest rzeczywistosc i biologia i tego nie zmienie. Jesli chcemy miec rodzine i dzieci to jest to ostatni moment i on twierdzi, ze doskonale zdaje sobie z tego sprawe.
Ostatnie pare miesiecy temat zaczyna powracac w coraz bardziej nerwowej atmosferze. Boje sie, ze on odczuwa presje z mojej strony, a jednoczesnie nie potrafie odpuscic i cierpliwie czekac, bo frustracja we mnie narasta. I rosnie tez poczucie, ze on gra na zwloke i czeka az na dzieci bedzie za pozno.
Kocham go i chce z nim byc. On wedlug tego co mowi czuje tak samo.
Kilka razy probowalam uzyskac od niego konkretna i jasna odpowiedz, postawic pod sciana i zawsze jest to samo. Tak, on chce rodzine ze mna, chce dzieci, to oczywisce, ale jeszcze nie teraz, bo nie jest gotowy.
Wbrew radom Marka nie potrafie postawic przed nim ultimatum. Nie chce byc desperatka z wyjacym zegarem biologicznym, chce aby on podjal decyzje z wlasnej nieprzymuszonej woli.
Coraz czesciej dociera do mnie, ze to sie moze nie stac i jest to cholernie przykre.
Ostanio jego argument na niegotowosc to to, ze sie czesto klocimy. A klocimy sie wlasnie o to, bo nosze w sobie gule i niepewnosc co do jego planow. Chce i potrzebuje od niego konkretnej deklaracji aby w ten zwiazek i jego sens nadal wierzyc. On uwaza, ze kupno samochodu, remont domu, powinno byc dla mnie dowodem o powaznosci jego planow.

O ile jeszcze nie tak dawno nie mialalm watpliwosci, ze mnie kocha i chce ze mna byc, to ostatnio coraz czesciej kielkuje mysl, ze on swiadomie pozbawia mnie szans na cos czego pragne.
Nie wiem co robic, bo moja desperacja to nie to, ze chce miec dziecko i juz. Ja chce miec rodzine z tym wlasnie mezczyzna i on twierdzi, ze chce tego samego.
Ile mozna czekac az on sie zdecyduje i jak mozna w tej sytuacji spokojnie czekac?
Obserwuj wątek
        • tygrys-bez-rys A kto Ci poweidzial ze ja nie cierpie? 28.05.13, 22:47
          I co to ma wspolnego z czymkolwiek?

          Dodatkow, to zapytuje co wybrany ludzie niedupczacy sie z wami dzieje ze tak migaci wszyscy. Plyny wam odpowiednie fizjologiczne zachlapaly oczyska od ciaglego bicia konia? You all turning japanese? www.youtube.com/watch?v=gEmJ-VWPDM4

          Bez czytania wiem, ze kazyd z obecnych dojebal Loli sekcje taneczna na temat tego jak sie to wszystko ma, co on o tym mysli i ze to zalezy, z wyjeciem Fiutongo co jej zaproponowal ze ja wyboksuje na pocieszenie.
    • zyg_zyg_zyg Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 19:50
      Niefajnie to wygląda - współczuję sytuacji, w której jesteś, i trudnych emocji.
      Od razu przyszła mi na myśl Eeela (bywała tu kiedyś często, dziś już nie bywa) i jej rozterki, trochę podobne do Twoich: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,82265407,,dobry_seks_dobra_milosc.html?v=2
      Ona w końcu rozstała się z partnerem.
    • bgz0702 Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 19:54
      Przykro mi, smutna sytuacja. Nie wiem co ci poradzić. Odejdziesz i tak dziecka z tego nie będzie, no chyba że z kimś pierwszym z brzegu kóry się napatoczy jak plaster na ranę, zostaniesz będziesz pewnie jeszcze bardziej cierpieć ale szanse sa. Nie naciskaj może zbyt bardzo, spróbuj odczekać i pozwolić mu odczuć że to on świadomnie decyduje, a nie ulega twojej presji.
    • marek.zak1 Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 20:19
      Przekonaj go, że jeśli chce mieć dziecko to teraz, bo później ryzyko wad genetycznych rośnie. Remont można odłożyć, samochód zmienić, a na dziecko, jesli chce mieć, trzeba zdecydować sie już. Biologia.
      Powodzenia.
      Marek
    • songo3000 Widzę to tak 28.05.13, 20:22
      Sprawa raczej jasna - on nie chce mieć dzieci. Kocha Ciebie, ma fajny związek więc na co mu ten garb? Kupki, pieluszki, kolki, masa energii w błoto... Jakby chciał to już by były w drodze.

      Jest oczywiście tchórzem. Jego strach wynika, z prostego faktu - jak powie to w prost jest duża szansa, że spakujesz manatki i zaciążysz z pierwszym lepszym. Sama powiedz - chęć dzidzi jest większa niż chęć na związek z nim? Ja tego promocyjnie nie oceniam, rysuję tylko możliwy scenariusz.

      I jeszcze jedno:
      > Ja w poprzednim zwiazku bylam 7 lat i bylam pewna, ze dzieci nie chce.
      Rozumiem, że jak się poznaliście to mniej więcej taki przekaz był z Twojej strony.
    • ksionzka Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 20:33
      No dobra przyznaję przeczytałam piąte przez dziesiąte ale chyba wiem o co chodzi ha ha.
      Przykro mi ale ja osobiście ( nikt nie musi podzielać mojej opinii) od zawsze uważałam, że jak facet się tak serio zabuja to zabierze nawet SAM z siebie wybrankę przed ołtarz/stół USC wyjątki widzę tylko u pokaleczonych rozwodników.
      Może wpływ na to miało to co widziałam. A mianowicie wiele par z mego otoczenia było ze sobą. Ona chciała, on nie bardzo - bo to papierek, bo baba po ślubie to smycz chce zakładać a potem pojawiała się jakaś fam fatale i gość był przy ołtarzu szybciej niż ja zdążyłam odnotować go na cotygodniowej imprezie.
      Sama widzisz byłaś z gościem i dzieci nie chciałaś. Wtedy byłaś pewna że ogólnie dzieci nie chcesz mieć. Dziś jesteś z innym i coś kiełkuje.
      • songo3000 Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 20:57
        Wiesz, piękna krecia robota względem koleżanek z sąsiedniego wątku. Taka 'Mareczkowa' ;)

        > Może wpływ na to miało to co widziałam. A mianowicie wiele par z mego otoczenia było ze
        > sobą. Ona chciała, on nie bardzo
        • kag73 Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 21:11
          Na moj gust to on rodziny/dzieci z Toba nie chce. Moze w ogole nie chce dzieci, moze kiedys bedzie chcial. On nie jest gotowy, to wymowka a Tobie czas ucieka. Minely 3 lata razem, takie rzeczy sie po tylu latach wie.
          Hmm, boisz sie stawiac ultimatum, chcesz jego wlasnej inwencji i woli, ale wtedy mozesz sie nie doczekac. Jezeli postawisz ultimatum, bedziesz miala jasnosc sytuacji. Liczyc sie jednak musisz z tym, ze zwiazek sie rozwali/zakonczy. Ale to moze kwestia czasu, bo rozpadl by sie wczesniej czy pozniej. Zeby sie potem nie okazalo, ze nie zostaniesz matka a bardzo tego chcialas. No chyba, ze Ty chcesz dziecko z NIM albo z zadnym, co tez nie gwaratuje, ze po latach pojawia sie wyrzuty pod tytulem "pozbawiles mnie macierzynstwa".
          Ja bym stawiala ultimatum. Jak facetowi zalezy i kocha, to zrobi Ci dziecko. Jak mu nie zalezy...bedzie wolal odejsc albo da odejsc Tobie.
          • kag73 Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 21:19
            "Wbrew radom Marka nie potrafie postawic przed nim ultimatum. Nie chce byc desperatka z wyjacym zegarem biologicznym, chce aby on podjal decyzje z wlasnej nieprzymuszonej woli."

            Stawiajac ultimatum nie bedziesz "desperatka" tylko realistka, oboje wiecie, ze masz 38 lat i niewiele czasu. On glupi nie jest, ale niestety gra na zwloke, jest nie fair. Jezeli mu zalezy i kocha, zabierze sie za robienie dzieciaka od razu.
            • kag73 Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 21:34
              No ale co to za partner, ktory "zawiodl" w tej kwestii, bo moze sie zdarzyc, ze moze potrawac zanim bedzie gotowy(sciema).
              Ultimatum moze sie przydac, bo mysle, ze wersja prawdopodobna jest, ze facet sie chce wymigac ze zwiazku, na dziecko "nie jest gotowy", nagle "czesto sie kloca". Okres zauroczenia/zakochania minal, witamy w szarej rzeczywistosci i moze nagle swita mu, ze to nie to. Zanim sie "upewni", moze troche minac...pomoc moze konkretne ultimatum, wtedy bedzie musial sie szybko i dobrze zastanowic. Jak kocha i mu zalezy nie bedzie zadnego problemu z podjeciem decyzji.
          • bgz0702 Re: brak oswiadczyn- w praktyce 28.05.13, 21:28
            kag73 napisała:

            > Ja bym stawiala ultimatum. Jak facetowi zalezy i kocha, to zrobi Ci dziecko. Ja
            > k mu nie zalezy...bedzie wolal odejsc albo da odejsc Tobie.

            No nie wiem co z tym ultimatum, dla mnie to zwykłę wymuszenie, choiaż rozumie autorkę i dlatego jedną ręką mogłabym sie podpisac pod takim rozwiązaniem. Nię będę oryginalna ale mimo różnych problemów deklaruję, ze dzieci to wspaniałe istoty i jest o co walczyć. Tylko z tym "ultimatum" ;( sama nie lubię być stawiana pod ścianą, burzy się krew we mnie i czasem robiłam różne rzeczy coś na przekór, no ale ultiumatum tez jednak stawiałam. Przemyśl kochana kategoryczne rozwiązanie, szkoda ale czasem mus być roszczeniowym i trzeba ukochanych z różnych obietnic rozliczyć
    • triss_merigold6 Powiem cynicznie 28.05.13, 21:18
      Powiem cynicznie: na Twoim miejscu przestałabym oczekiwać i domagać się konkretnych deklaracji, odstawiła tabsy po cichutku i starała dojeżdżać pana co drugi dzień.
      Jeśli będziesz czekała, to zostaniesz samotną rozgoryczoną kobietą bez dziecka i bez kolejnej szansy na dziecko w nowym związku, bo nie zdążysz zwyczajnie. Z tego co widzę po samotnych pannach przed 40-tką, to tym, które chciały/chcą mieć dzieci, brak dzieci doskwiera bardziej niż brak faceta.
      Powiedz sobie otwarcie (sobie! nie panu) TAK, JESTEM ZDESPEROWANA, a cel uświęca środki. To nic złego, samo życie. Facet wiedział, że chcesz dzieci i nie masz czasu.
        • triss_merigold6 Re: Powiem cynicznie 28.05.13, 21:34
          W rozmowie niczego od niego nie wyegzekwuje, a jak postawi ultimatum, to pan przestanie z nią sypiać. A jak przestanie z nią sypiać, to za chwilę się wyniesie pod pretekstem "przemyślenia wszystkiego" i już nie wróci. Life.

          Bawi mnie fraza "nie chcę wyjść na desperatkę z wyjącym zegarem biologicznym". Kobieto, przecież jesteś desperatką z wyjącym zegarem biologicznym, to sama natura, a nie coś wstydliwego czy nagannego. Swojemu obecnemu partnerowi dobre 2 lata dość regularnie robiłam dzikie awantury, że chcę i muszę mieć drugie dziecko, bo mam szał macicy. O tyle było mi łatwiej niż autorce, że jedno miałam. Absolutnie się tego nie wstydzę, facet ustąpił na zasadzie "Niech się dzieje wola nieba" i jest mi teraz głęboko wdzięczny. Sam pewnie by jeszcze myślał nad tym z pięć lat.
          • june38 Facet czy dziecko 28.05.13, 22:15
            W kilku postach pojawiło się to pytanie więc chce wyjaśnić, ze nie chce mieć dziecka dla siebie. Nie chodzi mi o to, ze czuje szał macicy aby się rozmnozyc. Macierzyństwo to wciąż dla mnie obcy koncept. Ale to czego wiem napewno to ze pragnę budować coś trwałego z tym właśnie człowiekiem. To z nim chce tworzyć rodzine, mówić o nim mój maz, w odróżnieniu do tych wszystkich facetów którzy wcześniej byli w moim życiu. To właśnie ten związek chce wsiąść na następny poziom. Nie interesuje mnie zapłodnienie i "posiadanie" dziecka.
            Jeszcze rok temu byłam pewna ze on tez tego chce i bardzo dobrze nam się układało. Odnoszę wrażenie jednak, ze jak przyszło co do czego i nadeszła pora, zecw zasadzie moznaby to pana mojego ogarnął strach przed ostatecznoscia pewnych decyzji. I nagle ma wątpliwości.

            Tak, tez doskonale znam facetów, w dlugich zwiazkach, którzy latami gadają ze papierek im nie potrzebny. A potem nagle jest nowa kobieta i ślub po 6 miesiącach.
            Mój pan doskonale zdaje dobie sprawę z mojego wieku, ryzyka wad genetycznych i tak dalej. Sam nawet ostatnio stwierdził, ze boi się ze jak się szybko nie zdecyduje to go koronę w dupę.

            Prawda jest tez taka ze jak go kopne w dupę to ani faceta ani rodziny nie będę miała. Nie podejrzewam go p takie wyrachowanie, ale prawda jest taka, ze jak jemu się dzieci zechce za 5 lat to w sumie nie miałby większego problemu.
            Najgorsze jest to, ze moja frustracja rośnie z dnia na dzień, z dnia na dzień rośnie we mnie do niego żal, tlumiony i skrywany, bo przecież codziennie nie będę mu o tym gadać. Co jakiś czas się przelewa, mamy rozmowę i potem jest pare tygodni nadziei i optymizmu. Ale widzę jak to wszystko zatruwa związek na innych płaszczyznach, seksu oczywiście tez.

            Tak jak ktoś napisał, nawet jeśli zrezygnuje z pragnienia rodziny na rzecz faceta to i tak nie wiem jak długo ten związek jeszcze potrwa póki nie zezre go frustracja. A on równie dobrze za kilka lat, jak juz będzie gotowy, może wymienić mnie sobie na młodszy model.
            • triss_merigold6 Re: Facet czy dziecko 28.05.13, 22:23
              Cherie, bądź szczera przed sobą, ok? Jestem trochę starsza od Ciebie i rozumiem.
              Gdybyś nie odczuwała zewu macicy, to nie byłabyś narastająco sfrustrowana. Bez dziecka czy choćby próby posiadania dziecka, Wasz związek rozpadnie się tak czy siak, rozgoryczenie Cię doprowadzi do depresji.
              Ty, czekając, jesteś skłonna zaryzykować niespełnienie macierzyńskie. Co pan jest gotów DLA CIEBIE zrobić podobnego kalibru?
            • kag73 Re: Facet czy dziecko 28.05.13, 22:26
              "Co jakiś czas się przelewa, mamy rozmowę i potem jest pare tygodni nadziei i optymizmu."

              Jakiej nadziei i optymizmu? To bys miala gdyby przyszedl na drugi dzien z piersionkiem i zaczal Ci dzieciaka robic. Ocknij sie.
              I tak, jest duze prawdopodobienstwo, ze wymieni Cie na nowszy model, bo teraz, poki co, po 3 latach bycia razem sie waha. Uwierz mi, tak nie robi facet, ktoremu zalezy i ktory sie boi utracic kobiete swojego zycia.
              No ale dobra, skoro na dziecku samym w sobie Ci nie zalezy, mozesz sobie poczekac. Licz sie jednak z tym, ze moze Cie zostawic. Macie bledne kolo, Twoja frustracja powoduje nieprzyjemna atmosfere co dla niego oznacza, ze moze jednak nie do konca cos gra w Waszym zwiazku.
              A nie mozesz zaakceptowac, ze tak sobie po prostu zyjecie razem?
            • kutuzow gdzie tu logika? 28.05.13, 22:29
              june38 napisał(a):
              > Nie chodzi mi o to, ze czuje szał macicy aby się rozmnozyc. M
              > acierzyństwo to wciąż dla mnie obcy koncept. Ale to czego wiem napewno to ze pr
              > agnę budować coś trwałego z tym właśnie człowiekiem.

              vs

              > Tak jak ktoś napisał, nawet jeśli zrezygnuje z pragnienia rodziny na rzecz face
              > ta to i tak nie wiem jak długo ten związek jeszcze potrwa póki nie zezre go fru
              > stracja. A on równie dobrze za kilka lat, jak juz będzie gotowy, może wymienić
              > mnie sobie na młodszy model.

              czyli dziecka nie chce...ale jednak chce (bo gwarancja, bo dziecko zostanie jak się związek rozwali itp). Czy ktoś to rozumie co autorka stara się przekazać?
              • kag73 Re: gdzie tu logika? 28.05.13, 22:31
                Mnie sie wydaje, ze ten facet to taki jej wymarzony i dlatego chcialby by z nim czegos wiecej miala dotychczas z innymi, a tym bylaby dla niej rodzina i mala kopia(dziecko) tego pana. Tak mysle.
                • kutuzow Re: gdzie tu logika? 28.05.13, 22:34
                  kag73 napisała:

                  > Mnie sie wydaje, ze ten facet to taki jej wymarzony i dlatego chcialby by z nim
                  > czegos wiecej miala dotychczas z innymi, a tym bylaby dla niej rodzina i mala
                  > kopia(dziecko) tego pana. Tak mysle.

                  Sorry Kag, ale wymarzona to jest Dzidzia i to jej brak rodzi presję i psuje (niby ten wymarzony) związek.
                • kutuzow Re: gdzie tu logika? 28.05.13, 22:39
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  > > Czy ktoś to rozumie co autorka stara się przekazać?
                  >
                  > Autorka zwyczajnie chce tworzyć rodzinę z tym facetem. I chciałaby żeby on też
                  > chciał. Kąsasz?


                  Taaa. Myślisz że gdyby się oświadczył, wzieliby ślub (czyli byli formalnie rodziną) to jej by wystarczyło? Czy moze jednak (tak nieśmiało zapytam) chodzi jej o coś więcej... czyli CHCE BYĆ MATKĄ, a gostek ma rozpisaną rolę w tym scenariuszu bycia OJCEM, ale się nie przykłada do swej części skryptu.
                  • zyg_zyg_zyg Re: gdzie tu logika? 28.05.13, 22:48
                    Myślę, że chce być żoną i matką. I myślę, że chciałaby też, żeby jego deklaracje o chęci bycia JEJ mężem i ojcem JEJ dzieci przeszły z fazy czczego gadania do fazy wcielania w życie.
              • triss_merigold6 Re: gdzie tu logika? 28.05.13, 22:37
                Ja rozumiem. Biedulka jest zbyt dobrze wychowana, zbyt równouprawniona, niezależna, samorządna i niebanalna, żeby przyznać, że może kierować nią tak niska potrzeba jak chęć stabilizacji i zachowania gatunku.
                Chciałaby, żeby to on chciał bardziej, się zadeklarował i podjął starania.
              • june38 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 00:15
                logika jest taka, ze on twierdzi, ze chce dzieci i rodzine ZE MNA. Ale nie TERAZ. Bo on nie jest gotowy.
                Ja chce dzieci i rodzine Z NIM i TERAZ, bo choc moze tez do konca nie jestem gotowa, ale nie mam paru lat na zastanawianie sie.

                Mam za to swiadomosci, ze za pare lat, jak on juz wreszcie bedzie gotowy, to dla mnie bedzie za pozno. I wtedy nic nie bedzie stalo na przeszkodzie aby swoja potrzebe posiadania dzieci realizowal gdzie indziej. A ja zostane z reka w nocniku.
                Proste?
                • kag73 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 00:25
                  june38 napisał(a):

                  > logika jest taka, ze on twierdzi, ze chce dzieci i rodzine ZE MNA. Ale nie TERA
                  > Z. Bo on nie jest gotowy.
                  > Ja chce dzieci i rodzine Z NIM i TERAZ, bo choc moze tez do konca nie jestem go
                  > towa, ale nie mam paru lat na zastanawianie sie.
                  >
                  > Mam za to swiadomosci, ze za pare lat, jak on juz wreszcie bedzie gotowy, to d
                  > la mnie bedzie za pozno. I wtedy nic nie bedzie stalo na przeszkodzie aby swoja
                  > potrzebe posiadania dzieci realizowal gdzie indziej. A ja zostane z reka w noc
                  > niku.
                  > Proste?
                  Hmm, no chyba nie jest przyglupem, zeby nie rozumiec, ze pozniej sie nie da. Wiec jezeli rzeczywiscie zalezy mu na dzieciach i rodzinie z Toba to ma zaczynac teraz, bo pozniej niestety nic z tego nie bedzie. Tak mu musisz powiedziec i dodac: 15 tego mam dni plodne, odstawiamy gumy, np.
                  Logiki w tym nie ma, bo on jest nielogiczny, chce dzieci z Toba,Ty masz 38 lat czyli czas nagli. Co to za roznica, jezeli chce sie je miec, czy teraz czy za rok. Zanim zrobicie tez moze potrwac.
                • jesod Tu nie ma logiki 29.05.13, 00:26
                  june38 napisał(a):
                  > logika jest taka, ze on twierdzi, ze chce dzieci i rodzine ZE MNA. Ale nie TERA
                  > Z. Bo on nie jest gotowy.
                  > Ja chce dzieci i rodzine Z NIM i TERAZ, bo choc moze tez do konca nie jestem go
                  > towa, ale nie mam paru lat na zastanawianie sie.

                  Czasem "przypadek" najlepiej rozwiązuje takie dylematy. :)
                  Reszta to jest los na loterii. Jeśli masz świadomość ryzyka to je podejmij, a wtedy sama się przekonasz... Lecz musisz być psychicznie przygotowana na różne warianty rozwoju sytuacji.
                  Co nie oznacza, że nie będą one pozytywne - ale też być nie muszą.
                • mojemail3 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 00:47
                  june38 napisał(a):
                  > Mam za to swiadomosci, ze za pare lat, jak on juz wreszcie bedzie gotowy, to d
                  > la mnie bedzie za pozno. I wtedy nic nie bedzie stalo na przeszkodzie aby swoja
                  > potrzebe posiadania dzieci realizowal gdzie indziej. A ja zostane z reka w noc
                  > niku(...)"
                  June, ja tak niezależnie napisałam o tym nocniku we wczesniejszym poście, trochę mi zeszło wysyłanie, a tu patrz,ten nocnik u Ciebie też...
                  Przepraszam,że ja tak o Tobie w 3 ciej osobie, ale życzę Ci powodzenia,życzę Ci dobrych życiowych wyborów.
                  Zastanów się też dobrze,dlaczego i czy na pewno dziecka chcesz, bo samo dziecko i macierzyństwo i tak Cię zaskoczy i wydobędzie z Ciebie różne strony Twojej osobowości.Rozpadu obecnego związku PRZEZ dziecko też nie możesz wykluczyć.
                  Czy tego dziecka chcesz,żeby sobie coś w życiu "odhaczyć" na liście celów,czy dla niego samego? pomyśl o tym istnieniu potencjalnym, co mu dasz? Nie tylko co ono da Tobie.
                  Pewnie dziwne mam podejście, ale ja typową matką nie jestem, nie będę tu wchodzić w szczegóły,to zbyt osobiste.
                  Pozdrawiam!
                  • songo3000 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 08:20
                    > Czy tego dziecka chcesz,żeby sobie coś w życiu "odhaczyć" na liście celów,czy dla niego
                    > samego? pomyśl o tym istnieniu potencjalnym, co mu dasz? Nie tylko co ono da Tobie.
                    Już do tego nawiązywałem ale to wołanie na pustyni.
                    • mojemail3 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 09:03
                      songo3000 napisał:

                      > > Czy tego dziecka chcesz,żeby sobie coś w życiu "odhaczyć" na liście celów
                      > ,czy dla niego
                      > > samego? pomyśl o tym istnieniu potencjalnym, co mu dasz? Nie tylko co ono
                      > da Tobie.
                      > Już do tego nawiązywałem ale to wołanie na pustyni.
                      >
                      Songo, odpowiadam, bo to moje słowa, więc jeszcze przykłady z życia:
                      Nie ma reguł, bo jak tu dziewczyny się wypowiadają : "nie chce dziecka, a potem uwielbia" tak być może, bo ciężko dzieciaka nie kochac, dzieci są tak wyposażone przez naturę, że jak małe kotki wzbudzają w nas czułość, miłość i takie tam( choćby to nawet półdiablę było...)
                      Ale, na przykładzie wymuszania dzieci na partnerze wśród bliskich znajomych wiem,że skończyło się to :
                      A-zdradą, separacją
                      B-odejściem i rozwodem
                      C-zdradą i powrotem
                      W jednym przypadku było to typowe: "wychodzę za mąż, bo chcę formalnego ojca dla dziecka" potem było odstawienie od łoża, ale...teraz są duże alimenty i nie trzeba pracować, bo dziecko " załatwiło" tą kwestię...
                      Ciężko mi nawet współczuć,takim zdradzonym czy porzuconym, bo od poczatku widziałam, co się święci i jak to się skończy.
                      Teraz są za to dzieci z problemami emocjonalnymi i wychowawczymi.
                      • zawle Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 09:50
                        mojemail3 napisała: > W jednym przypadku było to typowe: "wychodzę za mąż, bo chcę formalnego ojca dl
                        > a dziecka" potem było odstawienie od łoża, ale...teraz są duże alimenty i nie t
                        > rzeba pracować, bo dziecko " załatwiło" tą kwestię...
                        > Ciężko mi nawet współczuć,takim zdradzonym czy porzuconym, bo od poczatku widzi
                        > ałam, co się święci i jak to się skończy.
                        > Teraz są za to dzieci z problemami emocjonalnymi i wychowawczymi.

                        Żeby uściślić...problemy wychowawcze wynikają nie z samotnego macierzyństwa, ale z podłego charakteru matki oraz ślepoty dawcy spermy?
                        • songo3000 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 10:00
                          Mi się zawsze wydawało, że z braku czasu, niedojrzałości rodzica/rodziców i takich tam. Oczywiście podły i nastawiony na siebie charakter matki rozkłada sprawę w dowolnej konfiguracji.
                        • mojemail3 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 10:02
                          zawle napisała:
                          > Żeby uściślić...problemy wychowawcze wynikają nie z samotnego macierzyństwa, al
                          > e z podłego charakteru matki oraz ślepoty dawcy spermy?

                          Problemy wychowawcze wynikają z samotnego macierzyństwa i niedojrzałości ojca dziecka.
                          Uważam,że chłopiec nie powienien się wychowywać bez ojca, ojciec musi być obecny,najlepiej, kiedy jest to ojciec dojrzały i taki, który jest pozytywnym wzorcem dla syna.
                          Nic odkrywczego, prawda?
                          Najmi
                            • hello-kitty2 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 12:25
                              Dla mnie logika jest taka, ze autorka jest 'za stara' dla tego faceta. 5 lat roznicy w niewlasciwa strone w tym newralgicznym wieku to duzy minus. Przeciez Urqu pisal, ze najlespsze (w tym do celow rozrodczych) sa zwiazki, w ktorych mezczyzna jest 4-6 lat starszy od partnerki czy jakos tak, wtedy jak rozumiem ich potrzeby sie zbiegaja (?)

                              Wiem podle to, moze wygladasz na mloda dziewczyne a biologicznie juz wygasasz. Przydalby sie do tego zadania czterdziestolatek. Taa wolny, chetny czterdziestolatek to z lupa szukac ;) To odkladanie macierzynstwa msci sie na kobietach. Bycie kobieta podle jest, a rozmnazanie sie to niewdzieczna robota, ponizajace czasy dla kobiet, bo facetow trzeba z lapanki werbowac na ojcow. Moze z rozwodnikow znajdziesz kogos, ale oni nie wierza w nic i pewnie juz swoje 'garby' maja. Widzisz co Marek pisal, przyciskanie to dziala w wieku 24 lat :)


                                • kag73 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 13:14
                                  Ja nie do konca sie moge z tym zgodzic, tylko po czesci, bo smiem twierdzic, ze gdyby ten 33 latek oszalal na punkcie tej pani, bylaby to kobieta jego zycia, to z pewnoscia bylby gotowy na dziecko juz dzis.
                                  Inna sprawa, ze moze dzieci w ogole nie chciec. Deklaruje jednak cos innego.
                                  Jeszcze inna rzecz, ze moze takie ultimatum pokazaloby mu, ze to jednak ta pani i podjalby decyzje a nie zwlakal.
                                  • marek.zak1 Chęć posiadania dziecka 29.05.13, 13:45
                                    Teraz, po latach, twierdzę, że życiowe spełnienie bez dzieci nie istnieje, ale gdy byliśmy bardzo młodzi, po prostu często i gęsto uprawialismy seks, stosując niepewne metody. Czy jako 25 facet byłem świadomy, że chce mieć dzieci ? Absolutnie nie, ale skoro żona zaciązyła, zaakceptowałem to z radoscią, ale też z WIELKIM niepokojem, jak to wszystko będzie. Czy w tym wieku byłem gotowy na dziecko? Chyba nie do końca. Z drugim i trzecim było tak samo. Efekt kalendarzyka :).
                                • jesod Niestety 29.05.13, 13:54
                                  marek.zak1 napisał:
                                  > Niestety, muszę się z Tobą zgodzić we wszystkim co tutaj napisalaś..

                                  Niestety, ta zgoda jest mało spójna z wyrażaniem siebie, które tu serwujesz.
                                  Zaprzeczasz sam sobie.
                                    • jesod Re: Niestety 29.05.13, 14:58
                                      marek.zak1 napisał:
                                      > Wymien chociaz jeden punkt, w ktorym sobie zaprzeczam.

                                      Jak się dokładnie przyjrzysz temu, co napisała Kicia, to z pewnością znajdziesz odpowiedź.
                                      Podejrzewam jednak, że nie będziesz chciał tego robić.
                                      • marek.zak1 Re: Niestety 29.05.13, 15:19
                                        Dla mnie logika jest taka, ze autorka jest 'za stara' dla tego faceta. 5 lat roznicy w niewlasciwa strone w tym newralgicznym wieku to duzy minus. Przeciez Urqu pisal, ze najlespsze (w tym do celow rozrodczych) sa zwiazki, w ktorych mezczyzna jest 4-6 lat starszy od partnerki czy jakos tak, wtedy jak rozumiem ich potrzeby sie zbiegaja (?)

                                        Wiem podle to, moze wygladasz na mloda dziewczyne a biologicznie juz wygasasz. Przydalby sie do tego zadania czterdziestolatek. Taa wolny, chetny czterdziestolatek to z lupa szukac ;) To odkladanie macierzynstwa msci sie na kobietach. Bycie kobieta podle jest, a rozmnazanie sie to niewdzieczna robota, ponizajace czasy dla kobiet, bo facetow trzeba z lapanki werbowac na ojcow. Moze z rozwodnikow znajdziesz kogos, ale oni nie wierza w nic i pewnie juz swoje 'garby' maja. Widzisz co Marek pisal, przyciskanie to dziala w wieku 24 lat :)


                                        Podaj mi, gdzie sobie zaprzeczam. Wypowiedź HK2 jest bolesna, pewnie cyniczna, ale prawdziwa.
                                        • mojemail3 Re: Niestety 29.05.13, 15:48
                                          marek.zak1 napisał:
                                          (...)"Przeciez Urqu pisal, ze najlespsze (w tym do celow rozrodczych) sa zwiazki, w ktorych mezczyzna jest 4-6 lat starszy od partnerki czy jakos tak, wtedy jak rozumiem ich potrzeby sie zbiegaja (?)"

                                          Racja, racja, zbiegają się do celów założenia rodziny, a potem się rozbiegają w kwestii potrzeb seksualnych...
                                          Ta różnica wieku jak u Autorki wątku jest ok. gdyby mieli 23 i 28 lat, a teraz w kwestiach prokreacyjnych staje się dramatycznie i desperacko...



                                          Najmi
                                        • bgz0702 Re: Niestety 29.05.13, 18:22
                                          marek.zak1 napisał:

                                          > Dla mnie logika jest taka, ze autorka jest 'za stara' dla tego faceta. 5 lat ro
                                          > znicy w niewlasciwa strone w tym newralgicznym wieku to duzy minus. Przeciez Ur
                                          > qu pisal, ze najlespsze (w tym do celow rozrodczych) sa zwiazki, w ktorych mezc
                                          > zyzna jest 4-6 lat starszy od partnerki czy jakos tak, wtedy jak rozumiem ich p
                                          > otrzeby sie zbiegaja (?)

                                          > Podaj mi, gdzie sobie zaprzeczam. Wypowiedź HK2 jest bolesna, pewnie cyniczna,
                                          > ale prawdziwa.

                                          Zawsze kiedy tracisz grunt Mareczku podpierasz sie słowem innego forumowicza jak autorytetem w którym szukasz poparcia dla siebie i swojej prawdy
                              • jesod Bycie kobietą podłe jest 29.05.13, 13:48
                                hello-kitty2 napisała:
                                > Bycie kobieta podle jest, a rozmnazanie sie to niewdzieczna robota, ponizajace cz
                                > asy dla kobiet, bo facetow trzeba z lapanki werbowac na ojcow.

                                Wiesz co... Ja wcale nie uważam, że bycie kobietą jest podłe. Wręcz przeciwnie... Naszą kobiecość przede wszystkim kształtuje i określa to z jakimi mężczyznami obcujemy.
                                Natomiast najbardziej podłe w tym wszystkim może okazać się spotkanie na swojej drodze głupich i podłych facetów, którym wydaje się, że świat za jaja trzymają.
                                Nie uważam też by czasy były poniżające dla kobiet... Tu mylisz się w ocenie sytuacji. Poniżający są faceci, którzy sami sobie nie radzą ze sobą, biorąc własne życiowe odwety na kobietach. A im wcale nie jest tak trudno znaleźć łatwowierną i naiwną ofiarę.
                                Jeszcze zupełnie inną sprawą jest to, czy kobieta sama potrafi się szanować, co jest moim zdaniem, punktem wyjścia by z palantami się nie zadawać w głupiej nadziei, że się go zmieni na lepsze.

                                I co ciekawe jeszcze, że wszystko to, co napisałaś działa w drugą stronę w odniesieniu do mężczyzn, czyli można również autorytatywnie stwierdzić, że bycie mężczyzną też może być podłe, czasy dla niego poniżające itd. To tylko kwestia tego kogo spotkamy w swoim życiu.
                  • kag73 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 13:10
                    Mojemail3 napisala:
                    une, ja tak niezależnie napisałam o tym nocniku we wczesniejszym poście, trochę mi zeszło wysyłanie, a tu patrz,ten nocnik u Ciebie też...
                    Przepraszam,że ja tak o Tobie w 3 ciej osobie, ale życzę Ci powodzenia,życzę Ci dobrych życiowych wyborów.
                    Zastanów się też dobrze,dlaczego i czy na pewno dziecka chcesz, bo samo dziecko i macierzyństwo i tak Cię zaskoczy i wydobędzie z Ciebie różne strony Twojej osobowości.Rozpadu obecnego związku PRZEZ dziecko też nie możesz wykluczyć.
                    Czy tego dziecka chcesz,żeby sobie coś w życiu "odhaczyć" na liście celów,czy dla niego samego? pomyśl o tym istnieniu potencjalnym, co mu dasz? Nie tylko co ono da Tobie."

                    Wszystko co piszesz sie zgadza, rowniez to co napisalas ponizej. Jednak zycie nie jest proste i czasem ma sie wrazenie, ze ludzie jednak musza/chca uczyc sie na wlsnych bledach i tyle. Sami chca sie przekonac. Ktos mogly powiedziec i moze mialby troche racji, ze Tobie latwo mowic, bo sama juz dziecko masz. Jak ktos nie ma/nie moze miec a chce, to nagle jest to zupelnie inna perspektywa. Rozumiesz o co mi chodzi? Sama twierdze, ze to czy czlowiek bedzie/jest szczesliwy nie zalezy od faktu czy ma sie dziecko czy nie. Tez mysle, ze bylabym szczesliwa i bez dziecka, ale faktem jest, ze dziecko mam. Wiec latwo mi mowic.
                    I tutaj jest ten problem, jak ktos ma w glowie taki obrazek szczesliwej pelnej rodziny, trudno mu brac to za zle albo tez przekonywac, ze moze nie wypalic.
                    Ja bardzo sie wahalam zanim zdecydowalam sie na dziecko, sporo bylo rozmow, wymiany zdan, refleksji na ten temat. Jedna znajoma, starsza juz kolo 60, sama majaca dwie corki, ktore praktycznie sama wychowala(ciezko bylo) powiedziala mi wtedy, ze powinnam miec dziecko, bo inaczej pewnego dnia bede myslala, ze ominelo mnie w zyciu cos bardzo wielkiego/waznego. Bo ja nie bylam stanowczo na nie tylko bardzo niezdecydowana. I mysle, ze miala racje. Wiem, wydaje sie to dosc nieracjonalne ale cos w tym jest.
                    • mojemail3 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 14:03
                      kag73 napisała:
                      (...)Ktos mogly powiedziec i moze mialby troche racji, ze Tobie latwo mowic, bo sama juz dziecko masz. Jak ktos nie ma/nie moze miec a chce, to nagle jest to zupelnie inna perspektywa.(...)

                      Kag, może mi teraz łatwo,bo mam, ale znam temat z niejednej perspektywy...
                      Dlatego sytuacja, w której 38 latka koniecznie chce mieć dziecko z niechętnym sprawie 33 latkiem, który dojrzewa do decyzji, z zasady jest patowa.
                      Conajmniej 2 lata może potrwac, zanim się okaże, czy ona w ogóle w ciąże zajdzie i ją optymistycznie: utrzyma.A przecież kwestia decyzji wciąż otwarta...
                      A potem co, leczenie? zarezerwowane dla MAŁŻEŃSTW( dotowane z NFZ) adopcja dla MAŁŻEŃSTW( z conajmniej 5 letnim stażem +badania psychologiczne związku)
                      Ogólnie, musiałby nastąpić ciąg cudownych zdarzeń, typu pan nagle chce, pani zachodzi, rodzi,bobas zdrowy, rodzicielstwo sama radość bez trosk, czyli BAJKA...
                      Najmi
                      • triss_merigold6 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 14:11
                        Leczenie, in vitro? Za kasę prywatnie i nikt o stan cywilny nie pyta. Adopcja odpada, nie spełniają warunków.
                        Mają pat i dlatego uważam, że pani powinna rozważyć czego ona tak naprawdę chce i jaką cenę jest za to gotowa zapłacić.
                        • mojemail3 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 14:15
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Leczenie, in vitro? Za kasę prywatnie i nikt o stan cywilny nie pyta. (...)
                          A toż napisałam,że z NFZ, chyba że to jeszcze nie przeszło ustawowo???
                          A jak takie problemy na początku są z dogadaniem się, to kiepsko widzę te starania o dziecko, to dopiero jest batalia, wspólna.
                      • hello-kitty2 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 17:58
                        mojemail3 napisała:

                        > Dlatego sytuacja, w której 38 latka koniecznie chce mieć dziecko z niechętnym s
                        > prawie 33 latkiem, który dojrzewa do decyzji, z zasady jest patowa.
                        > Conajmniej 2 lata może potrwac, zanim się okaże, czy ona w ogóle w ciąże zajdzi
                        > e i ją optymistycznie: utrzyma.A przecież kwestia decyzji wciąż otwarta...
                        > A potem co, leczenie? zarezerwowane dla MAŁŻEŃSTW( dotowane z NFZ) adopcja dla
                        > MAŁŻEŃSTW( z conajmniej 5 letnim stażem +badania psychologiczne związku)
                        > Ogólnie, musiałby nastąpić ciąg cudownych zdarzeń, typu pan nagle chce, pani za
                        > chodzi, rodzi,bobas zdrowy, rodzicielstwo sama radość bez trosk, czyli BAJKA...

                        Prawda. Troche za pozno (biorac sam wiek autorki). Tak jak mowilam odkladanie macierzystwa jest ryzykowne.

                        Mam kumpele 32 lata, pan 38, rok juz chodza na zabiegi insyminacji (czy jak to sie nazywa?), oboje sa zupelnie zdrowi, plodni, a ona w ciaze nie zachodzi, in vitro nie przysluguje refundowane, bo nie ma medycznego powodu (sa zdrowi, przebadani), no i co teraz?
                        • kag73 Re: gdzie tu logika? 29.05.13, 18:32
                          " Tak jak mowilam odkladanie macierzystwa jest ryzykowne.
                          Mam kumpele 32 lata, pan 38, rok juz chodza na zabiegi insyminacji (czy jak to sie nazywa?), oboje sa zupelnie zdrowi, plodni, a ona w ciaze nie zachodzi, in vitro nie przysluguje refundowane, bo nie ma medycznego powodu (sa zdrowi, przebadani), no i co teraz?"

                          Kitty, dlatego wlasnie twierdze, ze latwiej o faceta niz o dziecko!
                          Chociaz samej bardzo szybko mi sie udalo, tez mialam 32 lata a udalo sie za pierwszym podejsciem:) Maz byl mlodszy, moze tez gra role. No i wiadomo zalezy od wielu czynnikow.
                          Co nie zmienia faktu, ze zajsc w ciaze to jeszcze nie wszystko, potem dochodza nastepne ryzyka i inne takie, cena bywa dosc wysoka, dlatego dziecko to cenny towar, ma wartosc:).

                        • mojemail3 Re: dzieci 29.05.13, 18:35
                          hello-kitty2 napisała:
                          (...)" Mam kumpele 32 lata, pan 38, rok juz chodza na zabiegi insyminacji (czy jak to sie nazywa?), oboje sa zupelnie zdrowi, plodni, a ona w ciaze nie zachodzi, in vitro nie przysluguje refundowane, bo nie ma medycznego powodu (sa zdrowi, przebadani), no i co teraz?"

                          Wyjście zawsze jest, nawet niejedno:) Najlepiej byłoby odpuścić i oddać się miesiącom całym radosnego seksu, czekając cierpliwie nie obsesesyjnie na efekt, ale takim parom tego nie przetłumaczysz, skoro na inseminację już dotarli...Swoją drogą, obecnie zwierzęta hodowlane rozmnaża się tylko tym sposobem,nie pobrykają biedactwa...
                          Mają naprawdę czas, a jak się nie uda do powiedzmy 38 lat tej pani, to już będzie powód do skorzystania z refundacji NFZ...
                          Ileż to ja znam par, przypadków beznadziejnych, po wielu przejściach, którzy się dziecka doczekali, a po tym wszystkim nawet...rozwodu...

                          Najmi
                          • kag73 Re: dzieci 29.05.13, 18:50
                            Otoz, najlepiej dac sobie troche na luz. Ale pewnie rzecz w tym, ze chociaz nie maja jeszcze w ogole dziecka, chca dwojke i dlatego boja sie, ze nie zdaza jak tak dalej pojdzie.
                            Swoja droga ja znam pare, bezdzietna, tez oboje plodni niby, z innymi by niby mogli ale ze soba nie moga. Ale oni moze probowali tylko na drodze naturalnej.
                          • hello-kitty2 Re: dzieci 29.05.13, 19:02
                            mojemail3 napisała:

                            > Ileż to ja znam par, przypadków beznadziejnych, po wielu przejściach, którzy si
                            > ę dziecka doczekali, a po tym wszystkim nawet...rozwodu...

                            Wiesz co, cos w tym jest, jak ich obserwuje. Zgodni sa co do dazenia do dziecka, a jednak z boku to wyglada, ze walcza ze soba, wzajemnie sie obwiniaja i calosc zmierza ku rozpadowi. A jeszcze kumpela twierdzi, ze seksu to juz w ogole nie uprawiaja, nie chce im sie. Dziwne to wszystko. Nie wiem co jej radzic, jak mnie pyta czasem. Zupelnie nie umiem sie w to wczuc. Nawet cos niesmialo przebaknelam o zmianie partnera ale chyba jak kula w plot i sie przymknelam :) Trudna sprawa.
                            • kag73 Re: dzieci 29.05.13, 19:09
                              "Wiesz co, cos w tym jest, jak ich obserwuje. Zgodni sa co do dazenia do dziecka, a jednak z boku to wyglada, ze walcza ze soba, wzajemnie sie obwiniaja i calosc zmierza ku rozpadowi. A jeszcze kumpela twierdzi, ze seksu to juz w ogole nie uprawiaja, nie chce im sie. Dziwne to wszystko. Nie wiem co jej radzic, jak mnie pyta czasem. Zupelnie nie umiem sie w to wczuc. Nawet cos niesmialo przebaknelam o zmianie partnera ale chyba jak kula w plot i sie przymknelam :) Trudna sprawa."

                              Bo to jest po prostu ogromny stres dla pary, stad te niesnaski i wzajemne pretensje.
                              Doradz, zeby troche odpuscili, wyjechali na urlop, znalezli znow radoche z seksu, bo inaczej rozpadnie im sie zwiazek. A dlugo juz probuja?
                              • hello-kitty2 Re: dzieci 29.05.13, 19:51
                                kag73 napisała:

                                > Bo to jest po prostu ogromny stres dla pary, stad te niesnaski i wzajemne prete
                                > nsje.
                                > Doradz, zeby troche odpuscili, wyjechali na urlop, znalezli znow radoche z seks
                                > u, bo inaczej rozpadnie im sie zwiazek. A dlugo juz probuja?

                                Rok tych insyminacji, a wczesniej ponad rok bez zabezpieczen. Tak doradzalam ale to juz sie tak rozkrecilo jak taka maszyna, jak jedno chce odpuscic, to drugie dopinguje, ze jak, ze jak mozna tak rezygnowac, trzeba trwac do konca. Chec przystopowania jednej strony jest odbierana przez druga jak zdrada, jak zamach. Do tego dochodzi niechec do bylych partnerow, ze pomarnowali im czas, ze sobie z kims innym ulozyli zycie, troche takie rozgrzebywanie ran (gosc jest po rozwodzie, z byla zona po perturbacjach finasowych, bezdzietny ale z bijacym zegarem :) ona po jakis depresjach po-zdradowych). Do tego u kumpeli widze nienawisc do innych matek, do dzieci na ulicy, u niego nienawisc do Boga. Nienawisc moze za duze slowo, chodzi o jakis rodzaj pretensji. U niej tez brak checi do pracy, przedtem sie cieszyla z nowej roboty, teraz jej przeszkadza. I na zmiane: apatia - poddenerwowanie, pewnie tez hormony, bo laduja w nia na zwiekszenie plodnosci. Nieciekawie to wyglada. Ciekawe ile pociagna, oboje tez bez planu B, niepogodzeni z rzeczywistoscia. A kumpela mowi, ze jak jada to kliniki na te zabiegi to tam poczekalnie pelne, zawsze pelniusienkie.
                                • kag73 Re: dzieci 29.05.13, 19:59
                                  Bo to czesto tak jest, ze Ci co nie moga to koniecznie chca miec dzieci i finanse graja i pokoi prawie przygotowany i plany. A innym dzieci sie po prostu przytrafiaja, wcale ich nie planuja.
                                  A on sie dokladnie przebadal, moze ma spowolnione plemniki czy cos...
                                  • hello-kitty2 Re: dzieci 29.05.13, 20:09
                                    kag73 napisała:

                                    > Bo to czesto tak jest, ze Ci co nie moga to koniecznie chca miec dzieci i finan
                                    > se graja i pokoi prawie przygotowany i plany. A innym dzieci sie po prostu przy
                                    > trafiaja, wcale ich nie planuja.
                                    > A on sie dokladnie przebadal, moze ma spowolnione plemniki czy cos...

                                    To sie jakos tak odbywa, ze w tej klinice sie onanizuje, oddaje to nasienie i oni jeszcze jakos je wzmacniaja, nie wiem czy ruchliwosc (?) czy wybieraja najlepsze okazy :-), nie pamietam dokladnie i wprowadzaja do jej drog rodnych, aha a u niej powoduja, ze prodkowane jest wiecej jajeczek, wiec teoretycznie moze dojsc do ciazy mnogiej i tez wprowadzaja w odpowiednim dniu cyklu, cuda na kiju :) Nikt nie potrafi wyjasnic dlaczego do zaplodnienia nie dochodzi? Dobra, przegadalismy temat :)
                                • leebanka Re: dzieci 29.05.13, 20:12
                                  hello-kitty2:
                                  > Rok tych insyminacji, a wczesniej ponad rok bez zabezpieczen. Tak doradzalam al
                                  > e to juz sie tak rozkrecilo jak taka maszyna, jak jedno chce odpuscic, to drugi
                                  > e dopinguje, ze jak, ze jak mozna tak rezygnowac, trzeba trwac do konca.


                                  Statystycznie inseminacja to tylko ok. 20% szans na ciążę,czyli tyle samo ile podczas normalnego współżycia.Różnica tylko taka,że plemniki są bezpośrednio wtłoczone do macicy.
                                  Jeśli rzeczywiście bardzo chcą mieć dziecko to niech robią in vitro,bo po tak długim czasie starań szanse są naprawdę marne i chyba tylko cud mógłby sprawić że ona zaciąży.

                                  • mojemail3 Re: dzieci...brak 29.05.13, 23:26
                                    leebanka napisała:
                                    > Jeśli rzeczywiście bardzo chcą mieć dziecko to niech robią in vitro,bo po tak d
                                    > ługim czasie starań szanse są naprawdę marne i chyba tylko cud mógłby sprawić ż
                                    > e ona zaciąży.

                                    Leebanka, cud to by był, jakby ona zaciążyła nie mając macicy czy jajników...
                                    Jeśli oboje zdrowi, to tam są czynniki natury psycho-emocjonalnej,może immunologia, ale to często jedno z drugim się łączy.
                                    Co innego,jak jest wykryta jakaś fizyczna przyczyna, wada, dysfunkcja, choroba somatyczna.

                                    Wciąż uważam,że robimy sobie "kuku" takim instrumentalnym podejściem do własnego organizmu, w kwestii prokreacji nie zadziałamy tak jak nam się podoba, stąd ciąże nieplanowane lub nieplanowana niepłodność...
                                    • leebanka Re: dzieci...brak 30.05.13, 00:19
                                      mojemail3:
                                      > Jeśli oboje zdrowi, to tam są czynniki natury psycho-emocjonalnej,

                                      nie,czynniki psycho-emo nie mają wpływu na zaciążanie,to mit.Są badania z Harvardu o tym świadczące.Psychika i stres ma wpływ na poronienia,natomiast na zajście w ciążę nie.
                                      Prawda jest taka,że w biologii rozrodu człowieka jest jeszcze wiele niewiadomych,bo z etycznego punktu widzenia trudno prowadzić jakiekolwiek badania i sporo wniosków lekarze wyciągają na podstawie pośrednich danych i próbują różnych metod na zasadzie 'nie zaszkodzi,a może pomoże'.


                                      > Wciąż uważam,że robimy sobie "kuku" takim instrumentalnym podejściem do własneg
                                      > o organizmu, w kwestii prokreacji nie zadziałamy tak jak nam się podoba, stąd c
                                      > iąże nieplanowane lub nieplanowana niepłodność...

                                      z tym się akurat zgadzam,ale każdy żyje jak chce i jeśli medycyna daje takie możliwości to dlaczego nie? powiedziałabyś bezdzietnej parze że idzie po trupach do celu?

                                      • mojemail3 Re: dzieci...brak 30.05.13, 00:57
                                        leebanka napisała:
                                        > nie,czynniki psycho-emo nie mają wpływu na zaciążanie,to mit.Są badania z Harva
                                        > rdu o tym świadczące.Psychika i stres ma wpływ na poronienia.

                                        leebanko droga, to jest dopiero MIT, taki rodem z harleqinów i melodramatów...akurat ten temat znam z autopsji i uwierz, ale stres na poronienia to wielkiego wpływu nie ma, jak jest ciąża zdrowa i ma się utrzymać to nie ma siły, były wojny,przesiedlenia, obozy a kobiety rodziły i tak...Badania z Harvardu to nie jest przekrój przez doświadczenia ogólnoludzkie...

                                        leebanka napisała:
                                        (...)powiedziałabyś bezdzietnej parze że idzie po trupach do celu?(...)

                                        Nie powiedziałabym wprost bo bym pewnie " w ryj dostała" ale...nie popieram walki po trupach w tej kwestii, to się musi zemścić.
                                        Dziecko z takiej walki to dopiero jest wartość...TROFEUM prawie...
                                • mojemail3 Re: dzieci 29.05.13, 23:17
                                  hello-kitty2 napisała:
                                  (...)"Do tego u kumpeli widze nienawisc do innych matek, do dzieci na ulicy, u niego nienawisc do Boga. Nienawisc moze za duze slowo, chodzi o jakis rodzaj pretensji. U niej tez brak checi do pracy, przedtem sie cieszyla z nowej roboty, teraz jej przeszkadza. I na zmiane: apatia - poddenerwowanie, pewnie tez hormony, bo laduja w nia na zwiekszenie plodnosci. Nieciekawie to wyglada. Ciekawe ile pociagna, oboje tez bez planu B"

                                  Kiity, zupełnie zwyczajne objawy, norma. Niepłodność to temat poważny, temat rzeka, nie można tego skwitowac kilkom postami,więc lepiej odpuścić, tym bardziej,że póki co temat ten Autorki wątku jeszcze( a może nigdy) nie dotyczy.
                                  Tylko w przypadku tej pary, dziwi mnie,że dali się wpuścić w taki emocjonalny kanał już po roku prób, to za wcześnie.Już kiedyś tu Loppe taki wątek zaczął, o płodności, z którego wynikało,że statystycznie tak szybko się nie zachodzi w ciążę, a i tak część tych wczesnych ciąż ulega poronieniu na wczesnym etapie.
                                  Można oczywiście, jak Leebanka pisze, pójśc od razu w in vitro, ale to jakaś paranoja dzisiejszych czasów,że tak mocno i wręcz neurotycznie chcemy wszystkim sterować, TERAZ NIE CHCĘ, TERAZ CHCĘ jak na zawołanie, a organizm często ma inne plany...Znam kilka par, gdzie po kilku cyklach in vitro nieudanych, po rezygnacji z leczenia, ciąża się pojawiła naturalnie, no i potem właśnie rozwód, po szczęśliwym w sumie finale...


                                  • kag73 Re: dzieci 29.05.13, 23:34
                                    "... ale to jakaś paranoja dzisiejszych czasów,że tak mocno i wręcz neurotycznie chcemy wszystkim sterować, TERAZ NIE CHCĘ, TERAZ CHCĘ jak na zawołanie, a organizm często ma inne plany.."

                                    Tak takie sa czasy, takie okolicznosci, wszystko sie planuje. W tym specjalnym przypadku jest tak, ze ludzie za pozno decyduja sie na dziecko i wtedy musi byc szybko, bo inaczej "bede za stara/stary, nie zdazymy itd., powiklania itd." Chociaz tutaj 32 to jeszcze nie jest tak zle, no ale moze obawija sie, ze jego 38 to juz ostatni dzwonek.
                                    Kiedys dzieci sie przydarzaly i rodzilo sie je duzo wczesniej dlatego nie bylo tego parcia i wielkiej niecierliwosci. Taka para nie zdazyla sie nawet nad tym zastanowic co to jest bezpodnosc;)
                                    • mojemail3 Re: dzieci 29.05.13, 23:45
                                      kag73 napisała:
                                      > Kiedys dzieci sie przydarzaly i rodzilo sie je duzo wczesniej dlatego nie bylo
                                      > tego parcia i wielkiej niecierliwosci. Taka para nie zdazyla sie nawet nad tym
                                      > zastanowic co to jest bezpodnosc;)

                                      Teraz dziecko to jest kosztowny projekt, nie może się tak sobie przydarzać...Dezorganizuje życie zawodowe, mała liczba kobiet może sobie pozwolić na luksus przebywania kilka lat na urlopie wychowawczym itp.itd.
                                      No i te dzieci wieki temu to się zazwyczaj pojawiały w małżeństwie, a nie poza nim, było ich ile Bozia dała...W wiejskich rodzinach to przecież potencjalna siła robocza była.
                                      • kag73 Re: dzieci 30.05.13, 00:14
                                        Ja o az tak odleglych czasach nie mysle. Czesto parka zaliczala wpadke i wtedy szybko bralo sie slub. Ja pisze o pokoleniu moich rodzicow, trojka dzieci, z tego dwoje na pewno nie planowanych. Poza tym komunizm, kobiety pracujace zawodowo, trzy miesiace w domu z dzieckiem a potem kobieta szla do pracy a z dzieckiem zostawala babcia, albo dziecko do zlobka.
                                        • mojemail3 Re: dzieci 30.05.13, 00:17
                                          kag73 napisała:

                                          > Ja o az tak odleglych czasach nie mysle. Czesto parka zaliczala wpadke i wtedy
                                          > szybko bralo sie slub. Ja pisze o pokoleniu moich rodzicow, trojka dzieci, z te
                                          > go dwoje na pewno nie planowanych. Poza tym komunizm, kobiety pracujace zawodow
                                          > o, trzy miesiace w domu z dzieckiem a potem kobieta szla do pracy a z dzieckiem
                                          > zostawala babcia, albo dziecko do zlobka.

                                          Kag73, tak było i jakoś się kręciło, a jakie życie towarzyskie mieli nasi rodzice...ja pamiętam wciąż jakieś imprezy, ogniska, dziećmi się nikt tak strasznie nie przejmował, cudowne poczucie wolności, ech...
                                          • kag73 Re: dzieci 30.05.13, 00:22
                                            No, prawda, prawda, bo wszyscy mieli dzieci, nikomu nie przeszkadzaly, biegaly i mieszaly gdzies tak obok, nie byly w centrum uwagi, nie bylo takich wielkich wymogow a przede wszystkim rynek pracy/godziny pracy wygladaly inaczej. Bezstersowo, bo wszystko trwalo, wyslalo sie list, gonca, ewentulanie dzwonilo, czekalo na opdowiedz a teraz siedzisz w biurze i w minucie Ci wlatuje 100 emaili a prawie kazdy oznacza nowe zadanie.
        • kag73 Re: Powiem cynicznie 28.05.13, 21:57
          urquhart napisał:

          > Ale jak facet podobnie przedmiotowo traktuje kobietę, to jesteś pierwsza w radz
          > eniu kopniecia go w dupę.
          > Podwójne standardy i hipokryzja pierwszego sortu.

          No bo tu sie urqu o cos wielkiego rozchodzi...o DZIECKO, tego nie mozna przyrownac do niczego innego. Rozumiesz? Teraz albo nigdy! On zdzierzy, tylu dalo rade i on da. Jak nie to pojdzie w dluga i tyle. A dziecko jest dziecko:)
          • triss_merigold6 Re: Powiem cynicznie 28.05.13, 22:00
            Dokładnie. Pani już nie ma czasu. Nawet jak pan pójdzie w długą, to cóż... zdarza się i nie jest to największym nieszczęściem, jakie może kobietę spotkać. No i jeśli pójdzie w długą, to pani będzie miała gdzieś jego zdanie na temat "wrobienia".
            • kag73 Re: Nie, tu chodzi o elementarna uczciwość 28.05.13, 22:08
              Ja temu nie przyklaskuje, bo to nie moja bajka. Ja chce tylko urqu pokazac i uzmyslowic, ze niektorych rzeczy nie da sie porownac. Pewnie, albo sie jest uczciwym albo nie, wydawalo by sie ale to, ze se ktos za darmoche film sciagnie z internetu albo muzyke to jednak roznica niz, ze Ci te CD z domu zap..doli. Nie? Niby to i to nieuczciwosc, ale jednak. Tez powiem w zakladzie krasc(jak sie za komuny robilo) to nie to samo co koledze z pracy cos zapieprzyc :) Czujesz o czym pisze?
              • songo3000 Re: Nie, tu chodzi o elementarna uczciwość 28.05.13, 22:21
                Czuję, że piszesz o 100% egoistycznej potrzebie sklecenia dziecka, gdzie kwestia uczciwości i możliwego scenariusza samotnej matki to nieistotne pierdoły. A argumentem o najwyższym priorytecie jest 'nowe życie'.

                A sprawa jest prozaiczna. Jak pani ma chcicę a kandydata na ojca brak to są banki spermy.
                No tak, tylko powraca 'nieistniejąca' odwieczna kwestia - KTO za to zapłaci :)
              • hello-kitty2 Re: Nie, tu chodzi o elementarna uczciwość 29.05.13, 00:28
                kag73 napisała:

                > Ja temu nie przyklaskuje, bo to nie moja bajka. Ja chce tylko urqu pokazac i uz
                > myslowic, ze niektorych rzeczy nie da sie porownac. Pewnie, albo sie jest uczci
                > wym albo nie, wydawalo by sie ale to, ze se ktos za darmoche film sciagnie z i
                > nternetu albo muzyke to jednak roznica niz, ze Ci te CD z domu zap..doli. Nie?
                > Niby to i to nieuczciwosc, ale jednak. Tez powiem w zakladzie krasc(jak sie za
                > komuny robilo) to nie to samo co koledze z pracy cos zapieprzyc :) Czujesz o c
                > zym pisze?

                Ja nie czuje ale wydaje mi sie bezcelowe/bezsensowne tlumaczyc ojcu dwojga dzieci (Urqu), co to znaczy miec dziecko.

          • bgz0702 Re: Powiem cynicznie 28.05.13, 22:03
            kag73 napisała:

            > No bo tu sie urqu o cos wielkiego rozchodzi...o DZIECKO, tego nie mozna przyrow
            > nac do niczego innego. Rozumiesz? Teraz albo nigdy! On zdzierzy, tylu dalo rade
            > i on da. Jak nie to pojdzie w dluga i tyle. A dziecko jest dziecko:)

            to brzmi jak desperacja ;) wypełnić biologiczną role ;)) ale to jest tak chyba w większości przypadków, to siła silniejsza od nas, spełnić instynktowną, przemożną potrzebę BYCIA MATKĄ ;)) Nawet chyba za cenę siłowych ultimatum i samotności jeśli partner odejdzie. A jak odejdzie to niech idzie w pi..u, łaski bez, za wszelka cenę go trzymać nikt nie będzie
            • kag73 Re: Powiem cynicznie 28.05.13, 22:19
              Nawet chyba za cenę siłowych ultimatum i samotnoś
              > ci jeśli partner odejdzie.

              Jak partner odejdzie to sie znajdzie nastepnego, albo i nie. Zawsze powtarzam, ze faceta moge miec za kazdym rogiem, dziecka...nie. Dlatego dziecko to rzecz wielka a facet...tego kwiatu jest pol swiatu:)
              • urquhart Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem 29.05.13, 00:43
                > Jak partner odejdzie to sie znajdzie nastepnego, albo i nie. Zawsze powtarzam,
                > ze faceta moge miec za kazdym rogiem, dziecka...nie. Dlatego dziecko to rzecz w
                > ielka a facet...tego kwiatu jest pol swiatu:)

                I nie rozumiesz pewie zupełnie dlaczego ogarnięci i przewidujący faceci nie chcą być jedynie łatwo wymiennym mało ważnym środkiem do celu i przystankiem do innej wielkiej i wyjątkowej relacji baby przy której będą stanowić drugi plan i sponsoring pod hasłem DZIECKO?

                Cóż twoje myślenie Kag jest dokłądnie jak pełen goryczy tekst psycholożki z sygnaturki ponizej o uprzedmiotowieniu czym są mężczyźni dla większości kobiet.
                • kag73 Re: Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem 29.05.13, 00:56
                  Urqu, to nie ma nic do rzeczy z przelewaniem milosci z faceta na dziecko. Ja swoje dziecko kocham nad zycie, co nie przeszkadza/nie przyszkadzalo mi kochac meza i z nim sypiac, sypialam w ciazy, po ciazy i do teraz, bo lubie. Nie jest zadnym przedmiotem tylko moim towarzyszem zycia, ktorego do tego bardzo lubie i nie zamienilabym na zadnego innego.
                  Rzecz w tym, ze jak sie wali, nie zawsze z winy tylko kobiety(zycie jest pelne niespodzianek) i facet chce odejsc albo z malzenstwa nie ma co ratowac, to na sile go nie bede trzymala. Przestaje byc wtedy moim facetem, moge szukac/znalezc albo nie znalezc nowego, ale dziecko mi pozostanie a to dla mnie ma pewna wartosc. To nie jest jednoznaczne u mnie z mysleniem: poszukam glupiego co mi zrobi dziecko i go oleje. Chlopie czy Ty myslisz, ze mi milosc do dziecka zastapi dobry sex z facetem i jeszcze pare innych dyrdymalow?!!! Nie nie zastapi mi, bo to dwie rozne bajki a je je doskonale potrafie rozdzielac. Do tego mam wielkie serce, wystarczy co najmniej dla dwoch, co najmniej!!!
                  A tak apropos wychodzac za maz o dzieciach nie myslalam.
                  • jesod Re: Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem 29.05.13, 01:32
                    kag73 napisała:

                    > Urqu, to nie ma nic do rzeczy z przelewaniem milosci z faceta na dziecko. Ja sw
                    > oje dziecko kocham nad zycie, co nie przeszkadza/nie przyszkadzalo mi kochac me
                    > za i z nim sypiac, sypialam w ciazy, po ciazy i do teraz, bo lubie. Nie jest za
                    > dnym przedmiotem tylko moim towarzyszem zycia, ktorego do tego bardzo lubie i n
                    > ie zamienilabym na zadnego innego.
                    > Rzecz w tym, ze jak sie wali, nie zawsze z winy tylko kobiety(zycie jest pelne
                    > niespodzianek) i facet chce odejsc albo z malzenstwa nie ma co ratowac, to na s
                    > ile go nie bede trzymala. Przestaje byc wtedy moim facetem, moge szukac/znalezc
                    > albo nie znalezc nowego, ale dziecko mi pozostanie a to dla mnie ma pewna wart
                    > osc. To nie jest jednoznaczne u mnie z mysleniem: poszukam glupiego co mi zrobi
                    > dziecko i go oleje. Chlopie czy Ty myslisz, ze mi milosc do dziecka zastapi do
                    > bry sex z facetem i jeszcze pare innych dyrdymalow?!!! Nie nie zastapi mi, bo t
                    > o dwie rozne bajki a je je doskonale potrafie rozdzielac. Do tego mam wielkie s
                    > erce, wystarczy co najmniej dla dwoch, co najmniej!!!
                    > A tak apropos wychodzac za maz o dzieciach nie myslalam.

                    Po co się tak tłumaczysz? Tłumaczą się tylko winni. :)
              • hello-kitty2 Re: Powiem cynicznie 29.05.13, 01:00
                kag73 napisała:

                > Jak partner odejdzie to sie znajdzie nastepnego, albo i nie. Zawsze powtarzam,
                > ze faceta moge miec za kazdym rogiem, dziecka...nie. Dlatego dziecko to rzecz w
                > ielka a facet...tego kwiatu jest pol swiatu:)

                Przeciez dzieci tez mozesz sobie natrzepac albo adoptpwac pol Afryki albo Azji. W czym problem? :) Zejdz na ziemie Kag.
                • kag73 Re: Powiem cynicznie 29.05.13, 01:03
                  > Przeciez dzieci tez mozesz sobie natrzepac albo adoptpwac pol Afryki albo Azji.
                  > W czym problem? :) Zejdz na ziemie Kag.

                  Wlasnie, ze nie moge se "natrzepac" i adopcja tez taka latwa nie jest jak Ci sie wydaje.
                  Jak dla mnie latwiej o faceta niz o dziecko a ja wygodna jestem:)
              • songo3000 Szkoda tylko, że dziecko w tym ujęciu 29.05.13, 08:31
                sprowadza się do roli pożądanego przedmiotu.

                Sorry, żadne czary, zaklęcia i piar tego nie przesłonią. Jeżeli jest JEDNOSTRONNA gadka: bo zew macicy, bo instynkt, bo MOJA potrzeba (znamienne!!!) posiadania dziecka... zamiast jakiejś tam ale jednak decyzji obydwojga prokurentów to dziecko jest w tym równaniu tylko i wyłącznie przedmiotem, środkiem do zaspokojenia potrzeby.

                Jednym zdaniem panie sprytne i ich propagatorki w temacie dzidzi krzyczą JA, JA, MOJE. Widzę w tym tylko i wyłącznie patologię generującą później inne patologie. Nie widzę tu za to żadnych matek - tylko właścicielki.
                • zawle Re: Szkoda tylko, że dziecko w tym ujęciu 29.05.13, 09:01
                  songo3000 napisał: > Jednym zdaniem panie sprytne i ich propagatorki w temacie dzidzi krzyczą JA, JA
                  > , MOJE. Widzę w tym tylko i wyłącznie patologię generującą później inne patolog
                  > ie. Nie widzę tu za to żadnych matek - tylko właścicielki.

                  To jak to w końcu jest? Nie chcecie mieć dzieci? Uważacie że kobieta dzieckiem zniewala faceta, traktuje go przedmiotowo? Za chwilę że kobiety pazernie obwołują się jedynym "właścicielem" tego niechcianego dziecia, A na końcu płacz, ze nawet jako bankomat nie jesteście potrzebni. Trochę to zagmatwane i histeryczne jak na moją blond główkę.
                  • mojemail3 Re: Szkoda tylko, że dziecko w tym ujęciu 29.05.13, 09:16
                    zawle napisała:
                    > To jak to w końcu jest? Nie chcecie mieć dzieci? Uważacie że kobieta dzieckiem
                    > zniewala faceta, traktuje go przedmiotowo? Za chwilę że kobiety pazernie obwołu
                    > ją się jedynym "właścicielem" tego niechcianego dziecia, A na końcu płacz, ze n
                    > awet jako bankomat nie jesteście potrzebni. Trochę to zagmatwane i histeryczne
                    > jak na moją blond główkę.
                    >
                    Zawle,mężczyżni chcą mieć dzieci, tylko rzeczywiście w różnym wieku do nich dorastają.
                    Pamiętam,że mój mąż przed 30 tką to już delarował chęć, więc spokojnie sobie te dzieci robilismy, w efekcie mamy jedno koło jego 40 tki, wtedy już chciał dziecka bardzo, bardzo.
                    W przypadku autorki, to może tak być, że za 5 lat on dojrzeje, tylko ona przekwitnie, w tej kwestii...
                    Czyli jednak lepiej, brać na żonę młodszą, a na kochankę starszą...chociaż reguł nie ma,jeste pewnie mnóstwo historii z happy-endem w układach odwrotnych( z młodziutką kochanką też, co się potem stała drugą żoną...)
          • kutuzow Hasło "Dziecko" i wszystkie argumenty idą w kąt 28.05.13, 22:19
            kag73 napisała:
            > No bo tu sie urqu o cos wielkiego rozchodzi...o DZIECKO, tego nie mozna przyrow
            > nac do niczego innego. Rozumiesz? Teraz albo nigdy! On zdzierzy, tylu dalo rade
            > i on da. Jak nie to pojdzie w dluga i tyle. A dziecko jest dziecko:)

            Widać że niektóre kobiety dziecko traktują jak "Jokera" - kartę która bije wszystkie inne karty.
            Taki ostateczny argument na cokolwiek. Nie chce się oświadczyć... ale DZIECKO! Zróbmy to dla DZIECKA (bo przecież nie dla czegoś tak banalnego jak potrzeby kobiety). Nie mam ochoty na seks ... bo DZIECKO dopiero co urodziłam, jeszcze nawet rok nie minął przecież. Mam iść do pracy... ale przecież DZIECKO najlepiej gdy jest w domu z matką do X lat. itp itd.
            Praktycznie KAŻDĄ dyskusję da się sprowadzić do takiego podejścia.

            zawle miała w wątku obok super argument że małżeństwo kobiecie nie jest w niczym potrzebne. Więc moze zawle podzielisz się tutaj z autorką swoimi radami, tylko mam nadzieję że będą fair (a nie takie jak triss), czyli męska decyzja, jeśli gostek nie chce dzieci w ciągu np. 6 miesięcy autorka się rozstaje, robi sobie dzidziusia jako samotna matka (np. w banku spermy) i jest szczęśliwą mamusią. Wg zawle obecność partnera/męża kobiecie w niczym przy wychowywaniu dzieci nie pomaga -więc w czym problem?
            • kag73 Re: Hasło "Dziecko" i wszystkie argumenty idą w k 28.05.13, 22:36
              > Widać że niektóre kobiety dziecko traktują jak "Jokera" - kartę która bije wszy
              > stkie inne karty.
              > Taki ostateczny argument na cokolwiek. Nie chce się oświadczyć... ale DZIECKO!
              > Zróbmy to dla DZIECKA (bo przecież nie dla czegoś tak banalnego jak potrzeby ko
              > biety). Nie mam ochoty na seks ... bo DZIECKO dopiero co urodziłam, jeszcze naw
              > et rok nie minął przecież. Mam iść do pracy... ale przecież DZIECKO najlepiej g
              > dy jest w domu z matką do X lat. itp itd.
              > Praktycznie KAŻDĄ dyskusję da się sprowadzić do takiego podejścia.
              >
              Ja tego w zadnym wypadku nie chciaalm powiedziec i tego nie twierdze. Mam po prostu tyle lat i tyle dosiwiadczenia zyciowego, ze jak wspomnialam, niech sie wali z mezem(sram na jego kase, mam swoja) cokolwiek by sie nie dzialo, mam swoje dziecko i to jest piekne. Po prostu. Obawiam sie jednak, ze moj maz mysli podobnie, czyli srac na zone, mam mojego dzieciaka i to jest piekne:)
    • songo3000 Powiem zdroworozsądkowo 28.05.13, 21:59
      Przeprowadź normalną, uczciwą, i szybką rozmową z tym menem. Nie desperacką tylko konkretną. Z konkretnymi wnioskami.

      I cholera, nie przejdę koło tego SZAMBA wylanego przez wiadomą osobę piętro wyżej. Bo to zwykła NIEGODZIWOŚĆ jest szeptanie ze swojego wygodnego fotela i popychanie do oszustwa. Które babce może z prawdopodobieństwem rzutu monetą wysłać do konta samotnych matek.
        • songo3000 Re: Powiem zdroworozsądkowo 28.05.13, 22:29
          Wierzę i niczego nikomu nie bronię, już pisałem o bankach spermy. Wierzę, że dla kobiety sprawienie (tu już konkretnie) SOBIE dziecka to wielka sprawa. Nie wierzę za to, że dla tegoż dziecka z ojcem NN to też taka fajna impreza.
          • kag73 Re: Powiem zdroworozsądkowo 28.05.13, 22:42
            songo3000 napisał:

            > Wierzę i niczego nikomu nie bronię, już pisałem o bankach spermy. Wierzę, że dl
            > a kobiety sprawienie (tu już konkretnie) SOBIE dziecka to wielka sprawa. Nie wi
            > erzę za to, że dla tegoż dziecka z ojcem NN to też taka fajna impreza.

            A przestan, znajdzie sie zastepczy a jak nie, da sie przezyc. Wiekszosc ludzi cieszy sie, ze chodzi po tym swiecie. Sama znam, dzieci jak dzieci, skacza bawia sie, maja cale mnostwo frajdy...w pewnym momencie dzieci i tak maja starych gdzies i zyja wlasnym zyciem.
            • songo3000 Re: Powiem zdroworozsądkowo 29.05.13, 09:34
              Jasne. A te wszystkie popaprane pizdusie i niezadowolone małe księżniczki wychowywane przez samotne (prawdziwie samotne, nie z ojcem dochodzącym) matki, tudzież mamuśki, które poszły w tany z nowym menem to pewnie złudzenie optyczne. I jakoś te złudzenia nawiedzają mnie na każdej wywiadówce mojego siostrzeńca.

              I nie przestanę, bo mówię o realnych osobach z realnego świata a nie o hurraoptymistycznych wizjach dla pani co chce mieć dzidzi.
              • zawle Re: Powiem zdroworozsądkowo 29.05.13, 09:55
                songo3000 napisał:

                > Jasne. A te wszystkie popaprane pizdusie i niezadowolone małe księżniczki wycho
                > wywane przez samotne (prawdziwie samotne, nie z ojcem dochodzącym) matki, tudzi
                > eż mamuśki, które poszły w tany z nowym menem to pewnie złudzenie optyczne. I j
                > akoś te złudzenia nawiedzają mnie na każdej wywiadówce mojego siostrzeńca.


                Ponieważ to moja działka, pozwól że ze swojej praktyki zawodowej powiem Ci jak to widzę. Problemy wychowawcze są i w rodzinach pełnych i w niepełnych. Czasami zdarza się że w rodzinie pełnej to matka pełni rolę uczciwego, rzetelnego opiekuna. Ojciec jest bezwolnym i niekonsekwentnym opiekunem. Czasami jest na odwrót, jednak zazwyczaj ojcowie wymuszają wtedy posłuszeństwo pasem a nie autorytetem. A teraz wróćmy do samotnych matek, gdzie nie ma dochodzącego ojca. Nie ma go bo? Chyba rzadkie są w Polsce przypadki świadomego samotnego macierzyństwa? Spójrz na badania GUS-u i przyczyny rozwodów w Polsce. To wiele wyjaśni.
                • songo3000 Re: Powiem zdroworozsądkowo 29.05.13, 10:08
                  > o bo? Chyba rzadkie są w Polsce przypadki świadomego samotnego macierzyństwa?
                  Nie mam pojęcia ani możliwości weryfikacji aspektu 'świadomego'. Za to jestem blisko efektów 'samotnego macierzyństwa' i te efekty są opłakane. Nie będę politycznie poprawnie zapewniał, że te kobiety 'dają radę'. Bo nie dają i tyle.
                  • zawle Re: Powiem zdroworozsądkowo 29.05.13, 10:16
                    songo3000 napisał:
                    Nie będę polit
                    > ycznie poprawnie zapewniał, że te kobiety 'dają radę'. Bo nie dają i tyle.

                    Bardzo lubię takie tezy. Jeśli wezmiemy pod uwagę tylko rodziny, w których dzieci sprawiają problemy wychowawcze. Jeśli odrzucimy te które mają pełne rodziny, zostaną te które wypełniają Twoją tezę: dzieci sprawiające problemy wychowawcze, wychowywane przez samotne matki. Oczywiście nie będziemy się tu zastanawiać gdzie są tatusiowie, bo pewnie należą do tej grupy wrobionych z ojcostwo, wykorzystanych przez kobietę do celów prokreacyjno-finansowych, więc NIEWINNI. Nie zastanawiajmy się także nad stygmatyzacją i samosprawdzającymi się przepowiedniami, nad pomocą Państwa, nad statutem materialnym rodziny niepełnej, nad ściągalnością alimentów....to nam tylko zanieczyści jakże śmiałą tezę songo.
                    • songo3000 Re: Powiem zdroworozsądkowo 29.05.13, 10:39
                      Zanim zaczniesz się rozkręcać i wypłynie temat głodu w Afryce przypomnę, że ograniczam się tylko do realnych przypadków, do których mam dostęp.

                      Ciekawe, że oczywiście musiałaś znaleźć winnego a jest nim... tadaa - mężczyzna i państwo rządzone przez mężczyzn :DDD
                      • zawle Re: Powiem zdroworozsądkowo 29.05.13, 10:46
                        songo3000 napisał:

                        > Zanim zaczniesz się rozkręcać i wypłynie temat głodu w Afryce przypomnę, że ogr
                        > aniczam się tylko do realnych przypadków, do których mam dostęp.
                        >
                        > Ciekawe, że oczywiście musiałaś znaleźć winnego a jest nim... ta