Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie.

09.06.13, 20:26
Witam wszystkich,

To moj pierwszy post, wiec prosze badzcie wyrozumiali jezeli chodzi o nieznajomosc juz prezentowanych opinii.

Zaczalem temat od slowa "Jeszcze" bo jestem swiezo po przeczytaniu watku o pornolach wykrzywiajacych zwiazki i ludzi.

Przedstawie swoj przypadek, czyli 40 letniego faceta w 12letnim monogamicznym zwiazku. Nie z powodu potrzeby publicznego obnazania sie, zwyczajnie mdli mnie jak czytam "ja nie osobiscie nigdy nie robilem X ale znam takich co jak najbardziej". Czas na minimum szczerosci, co w koncu nie jest takim wielkim wyzwaniem przy anonimowym (powiedzmy) forum.

W naszym zwiazku seks lezy i kwiczy. Czestotliwosc wola o pomste do nieba, a jakosc to czysta rutyna. Jedyny plus to gwarantowany orgazm (dla niej czasem dwa).

Ja zdecydowanie wole porno od realnego seksu. Sprobuje wyjasnic dlaczego.

Przede wszystkim seks ze soba, o ile sie do tego przylozyc, daje wiecej i glebszych orgazmow. W pojedynczej poltoragodzinnej sesji moge miec 10 sub-orgazmow i jeden finalny, ktory "urywa leb".

Seks we dwoje to (w naszym przypadku) seks wylacznie nastawiony na potrzeby mojej zony: chodzi o odpowiednia dlugosc gry wstepnej, nastepnie doprowadzenie penisa do stanu sztywnej ale malo reaktywnej palki i pozostanie w tym stanie mozliwie dlugo, tak zeby ona miala szanse dojsc. Moj orgazm jest w tym wzgledzie sygnalem "zabawa skonczona", nie jest wiec mile widzianym gosciem. Przez zadne z nas. Czesto bezposrenio "po" ide zrobic to jeszcze raz, ale porzadnie, tak zeby moj Waclaw nie byl postacia negatywna, tylko krolem. Nie jest to "wina" zony - taki seks to moj wybor. Kiedys probowalem jej delikatnie zasugerowac seks "po mojemu", zrobila zniesmaczone oczy a ja wrocilem do staropolskiego chedozenia/ryckania.

Tu uwaga: zona mnie ciagle kreci, kreci mnie jej cialo ze wszystkimi niedoskonalosciami. Przy przegladaniu porno-oferty szukam figur w jej typie w dzialach "amatorzy". Ok, badzmy szczerzy - szukam nie tylko jej, ale dosc czesto jednak chodzi o wyuzdana wersje Jej. Przy porno mam szanse przeleciec ja tak jak ja chce, czasem jako siedemnastolatek, czasem jako inna kobieta, czasem jako gang of black niggas. Przeleciec ja do krzyku.

Nie mam zamiaru jej ujawniac moich fantazji, bo u niej tego typu rojenia leza w szufladzie: "dla chorych zboczencow". Sugestia, ze moglbym sie zgodzic na drugiego faceta dla niej znaczylaby ze jestem homo (czyli koniec malzenstwa), a sugestia drugiej kobiety - moj szowinistyczny egoizm.

Oprocz tego stoi miedzy nami 12 lat wzajemnych rozczarowan i nieplanowane dziecko - jednym slowem nieciekawie.

Na koniec o "niedojrzalosci". Czesto widze to slowo na forach wypowiadane przez kobiety. Mysle, ze to slowo-wytrych. Nieczego nie wyjasnia, bo wczesniej trzeba by zdefiniowac "dojrzalosc". Zdefiniowac inaczej niz "dojrzalosc to zachowania jakich oczekuje". Nie sadze, zeby niedojrzaloscia byla akceptacja faktow, akceptacja cudzej odmiennosci a przede wszystkim wlasnej wizji erotyki. Przeciwnie, mialbym sie za mocno niedojrzalego gdybym modyfikowal swoje autentyczne potrzeby w imie dopasowania sie do sprytnie schowanych za metka "to jest dojrzalosc".

Pozdrawiam wszystkich,
badzcie dla siebie dobrzy ;)
    • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 20:41
      no to fajnie, nie jesteś odosobniony, wielu z nas tak robi albo robiło ( z nas: ludzi w zwiazkach). Niewykluczone że twoja żona tez do nich należy ;)
    • gomory Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 20:56
      Luknij tutaj:

      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,144732294,144822716,Re_czy_to_juz_koniec_budzenia_ksiezniczki_.html
      Oczywiście nie czytaj wszystkiego, bo Avide się rozpędził jak Reymont z Chłopami ;).
      Ale na końcu znajdziesz opis laski której przyjemnością było minetkę liznąć. Gorącą i przeżywającą seks kocicę. Lizanie takiej niuni na codzień to jest właśnie dojrzałość. Dojrzałość wyboru, jeśli jesteś facetem nastawionym w życiu na seks.
      Dojrzałość w Twoim przypadku oznacza jednak co innego. Że zachowasz się porządnie i będziesz dzielnie przynosił wypłatę, kochał dziecko z wpadki i w blasku ekranu z pornosem tarmosił pałę, gdy reszta domowników śpi. Aż do dnia w którym z racji wieku, członek odmówi współpracy.
      Ponieważ kiedyś dokonałeś niedojrzałego wyboru, to zbierasz tego żniwo. A było nie było dziecko potrzebuje Taty, czyż nie?
      Tyle ode mnie w kwestii dojrzałości.
      No i oczywiście współczuje. Mam nadzieję, że przynajmniej masz jakieś fajne hobby?
      • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:13
        "Mam nadzieję, że przynajmniej masz jakieś fajne hobby?"

        No, oczywiscie, ze ma. Poltoragodzinne onanizowanie sie przed porno to nie hobby? Chyba jednak tak, bo jak inaczej to zdzierzyc?:))
        • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:05
          A zdzierzylabys 1.5-godzinny seks? Bez problemu. Zreszta poltorej godziny to przy mojej 40 max. Standard to polowa z tego.
      • 3rd_sin Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:04
        "tarmosić palę" - fantastyczne, juz wiem co wygarne mężowi, gdy tylko dojdzie do kolejnej kłótni ;) Kolejny winowajca braku seksu w małżeństwie - mężczyźni wola tarmisic pale. @Gomory jesteś moja niesłabnącą inspiracja :)
      • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:11
        Na szczescie ani syn ani forsa to nie jest problem.

        Synek okazal sie zajebisty (nie chce mi sie szukac lepszych przymiotnikow, kto ma dzieci ten wie)

        Co do forsy - zarabiam wiecej niz potrzebuje. Zona tez pracuje. Oboje robimy to co lubimy.
        • mojemail3 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:16
          protein.spill napisał(a):

          > Na szczescie ani syn ani forsa to nie jest problem.
          >
          > Synek okazal sie zajebisty (nie chce mi sie szukac lepszych przymiotnikow, kto
          > ma dzieci ten wie)
          >
          > Co do forsy - zarabiam wiecej niz potrzebuje. Zona tez pracuje. Oboje robimy to
          > co lubimy.

          No to gratulacje, czyli jak w "Modzie na sukces", wszystkie problemy poza finansowymi i prokreacyjnymi...
          Może jednak WYDAJE mi się,że gdydby zniknęło to co nas dręczyło/dręczy na codzień i czasem nie daje spać, to byłaby Arkadia, w tzw. pożyciu też...
          To nic do Ciebie, Protein, jak tak sobie sama do siebie...
      • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:16
        Witam i dzieki :)

        Z tonu odpowiedzi widze ze zle opisalem zone: nie jest ani suka, ani idiotka, ani manipulatorka. Jest najlepsza pod wieloma wzgledami kobieta jaka spotkalem. Po prostu widzi "wydziwianie" jako skrzywienie i chcialaby inaczej niz ja. To nie jest problem, jak mawiali przodkowie "nie po to Pan Bog dal nam dwie zdrowe rece ..." ;)
        • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:22
          protein.spill napisał(a):

          > Witam i dzieki :)
          >
          > Z tonu odpowiedzi widze ze zle opisalem zone: nie jest ani suka, ani idiotka, a
          > ni manipulatorka. Jest najlepsza pod wieloma wzgledami kobieta jaka spotkalem.
          > Po prostu widzi "wydziwianie" jako skrzywienie i chcialaby inaczej niz ja. To n
          > ie jest problem, jak mawiali przodkowie "nie po to Pan Bog dal nam dwie zdrowe
          > rece ..." ;)

          No i jest ok. Żona jest fajna, ty widać niegłupi i dlaczego chcesz się konfrontować z opiniami innych? Masz jednak wrażenie ze robisz coś złego, pytasz jak zmienić swoją sytuację, szukasz rozgrzeszenia czy o co ci chodzi?
          • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 23:31
            > No i jest ok. Żona jest fajna, ty widać niegłupi i dlaczego chcesz się konfront
            > ować z opiniami innych? Masz jednak wrażenie ze robisz coś złego, pytasz jak zm
            > ienić swoją sytuację, szukasz rozgrzeszenia czy o co ci chodzi?

            O ta niedojrzalosc z tematu, o ktora nas (a mnie w szczegolnosci) oskarzaja czasem niektore kobiety.

            Chcialem tez wyjsc z szafy, zeby tacy, ktorzy zebrza o byle jaki seks, ktorzy handluja swoim czasem, zdrowiem, ktorzy niszcza swoje pasje za jakies wymeczony, z laski numerek - zastanowili sie, czy to rzeczywiscie rownouprawienie i partnerstwo - czy zwykle sprowadzanie calej relacji do prostytucji?
        • marek.zak1 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:37
          Nikt nie mówi, że jest suka, czy idiotką. Ma mocniejszy charakter i podporządkowała sobie Ciebie i sex.
      • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:59
        Uff, przeczytalem caly post z tego linka - dzieki! Przede wszystkim za to, ze widze ze jest wiecej ludzi ktorzy temperature seksu mierza czyms wiecej niz "razy" i ilosc otworow fizjologicznych, ktore udalo im sie zablokowac penisem na jakis czas.

        Jak dla mnie kompletnie nie o to chodzi - seks ktory "urywa leb" w ogole nie nadaje sie na pornografie, bo jest malo "wizualny". Po prostu siega gdzies wewnatrz do takiego poziomu, ze przestraszona partnerka mowi (autentyk: oddychaj, oddychaj, ODDYCHAJ!)
        • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 23:05
          protein.spill napisał(a):

          > Jak dla mnie kompletnie nie o to chodzi - seks ktory "urywa leb" w ogole nie na
          > daje sie na pornografie, bo jest malo "wizualny". Po prostu siega gdzies wewnat
          > rz do takiego poziomu, ze przestraszona partnerka mowi (autentyk: oddychaj, odd
          > ychaj, ODDYCHAJ!)

          o jej, to masz fantastyczny talent, nie wszyscy tak mają weż to pod uwagę ;) może twoja laska nie ma szansy przeżywac takich akcji i to nic złego, poprostu inny poziom i tyle, albo aż tyle- sam sobie wybierz opcje
          • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 23:34

            > o jej, to masz fantastyczny talent, nie wszyscy tak mają weż to pod uwagę ;) mo
            > że twoja laska nie ma szansy przeżywac takich akcji i to nic złego, poprostu in
            > ny poziom i tyle, albo aż tyle- sam sobie wybierz opcje

            W tym przypadku to byl talent tej dziewczyny.
    • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:01
      Choć nie należę do entuzjastów onanii i pornoli (a tylko toleruję w swoim życiu te dwa fenomeny), zgłaszam wypowiedź kol. Proteiny do Nagrody Miesiąca Czerwca. Podoba mi się!
      • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:03
        Jest w tej wypowiedzi wiele humanizmu i szczęśliwości.
        • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:08
          loppe napisał:

          > Jest w tej wypowiedzi wiele humanizmu i szczęśliwości.

          I ten humanizm niechaj go broni przed nadinterpretacją jego postawy
          • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:12
            Mamy tutaj do czynienia z rzadkim przypadkiem człowieka, który dysponując ograniczonymi środkami danymi przez los (niedobra żona, porno i onania), potrafił zachować swe człowieczeństwo i życiową pogodę ducha.
            • jesod Mamy tutaj do czynienia 09.06.13, 22:42
              loppe napisał:
              > Mamy tutaj do czynienia z rzadkim przypadkiem człowieka, który dysponując ogran
              > iczonymi środkami danymi przez los (niedobra żona, porno i onania), potrafił za
              > chować swe człowieczeństwo i życiową pogodę ducha.

              Szybko oceniasz ludzi. Te parę wpisów tutaj to naprawdę zbyt mało, by można było stwierdzić jak jest naprawdę, chociaż... przypadki chodzą po ludziach. Każdy ma swoją ciemną stronę księżyca i.... zdaje się, że kto jak kto - to Ty powinieneś coś o tym wiedzieć.
              Byłabym jednak ostrożniejsza.
    • that.bitch.is.sick Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:29
      Pewnie jakiś stały forumowicz znowu odreagowuje swoje resentymenty.operując zbiorem wyświechtanych na forum pojęć. Ten fragment o szukaniu żony w pornosach - to już łzy wyciska i generalnie jest mało autentyczny. Albo ów forumowicz przedobrzył albo ten pan tak sobie dorabia piękną i tragiczną ideologię do dość prozaicznej rzeczywistości. Fragment gdzie pisze o dziecku z wpadki i rozczarowaniach - tu przynajmniej mówimy o faktach. Instrumentalne traktowanie się nawzajem przez ludzi, tak się niestety mści.
      • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:33
        Właśnie nie ma nic dziwnego gdy facet trzyma się swojego typu wizualnego, znaczy typu urody. Żona nie odpowiada mu przecież psychicznie, funkcjonalnie, a nie wizualnie...

        Tak często widzi się po rozwodzie że nowa żona ma prezencję bardzo zbliżoną do poprzedniej
        • that.bitch.is.sick Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:38
          loppe napisał:


          >
          > Tak często widzi się po rozwodzie że nowa żona ma prezencję bardzo zbliżoną do
          > poprzedniej

          Ta zwłaszcza u Marcinkiewicza. Obserwuj też Putina.;)
        • that.bitch.is.sick Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:19
          loppe napisał:

          > Właśnie nie ma nic dziwnego gdy facet trzyma się swojego typu wizualnego, znacz
          > y typu urody. Żona nie odpowiada mu przecież psychicznie, funkcjonalnie, a nie
          > wizualnie...
          >
          > Tak często widzi się po rozwodzie że nowa żona ma prezencję bardzo zbliżoną do
          > poprzedniej

          I należy tu zaznaczyć, że "typ wizualny" jest wypadkową możliwości finansowych i intelektualnych danego pana oraz często szeregu innych przypadkowych czynników pod tytułem "Zośka mnie chciała" - jako inseminatora rzecz jasna. Po drugie "typ wizualny" to se można kupić w sklepie real doll, cała reszta człowieczeństwa podlega przemianom fizycznym, hormonalnym i sytuacyjnym, a także zróżnicowaniu w zakresie temperamentu seksualnego, intelektu i osobowości. Ignorowanie prostych faktów mści się. Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć.
      • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:29
        Niewiele moge poradzic na podejrzenia co do tozsamosci i autentycznosci. Troche szkoda bo widzialem pare Twoich wpisow wartych dyskusji. Nie sadze zeby to sie udalo w atmosferze paranoi. Podejrzewam, ze gdybym dorzucil do ogolnego obrazu troche codziennego gnoju zalapalbym sie na autentyzm, ale to pulapka nie sadzisz?

        Co piekna - gdzie Ty tam widzisz piekno?
        Po prostu kreca mnie kobiety w okreslonym typie - i to podciagasz pod lzawy romantyzm?

        Tragizm? Tragedia to zabic ojca zeby przeleciec matke, albo pogrzebac brata wrew biezacemu prawu. To co opisalem to tylko pare niewygod w calkiem spoko poza tym zyciu.

        Co do instrumentalnego traktowania - nie jestem pwien czy zrozumialem. Rozwiniesz?
        • that.bitch.is.sick Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 00:27
          protein.spill napisał(a):

          >
          > Co do instrumentalnego traktowania - nie jestem pwien czy zrozumialem. Rozwinie
          > sz?

          Chodzi o typ urody - czyli o ile dobrze zrozumiałam to wielkość cycków, kształt dupy, długość nóg, nosa i inne śmieszne szczegóły aktualne na dany moment? Cała reszta jak zrozumiałam to u Ciebie nieporozumienie i źródło męczarni czyli ogólnie: urodziła dziecko, chce czegoś w łóżku, mówi coś i ogólnie rusza ustami??
          Słuchaj zadam Ci pytanie retoryczne bo z twojego opisu wyłania się prawda dość oczywista, a co byś powiedział na lalkę? Rozumiem że Cię nie stać i wizerunkowo wypada mieć żonę, zdać maturę i nie być pedałem ani dziwolągiem (jest jeszcze mamusia) ale skoro cała radocha w twoim życiu sprowadza się do "typu urody" skaczącego rytmicznie na ekranie monitora, jaki cel miała ta cała, że się wyrażę słowami Marksa - nadbudowa?:)
          • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 01:46
            Pudlo i to wiele razy.

            Po pierwszy typ. Pisalem ze chodzi zazwyczaj o dzial "amatorki" wiec dokladne przeciwienstwo lal. Chodzi wlasnie o te podniszczone zyciem i ciaza ciala, ktorych wlascicielki nie daja sobie wmowic "nienawidz swoje cialo" przez marketoidow. Ok, wiekszosc z pan w tych dzialach to porn gwazdki na emeryturze, ale jest tez masa autentyzmu. Nawet jak zagrany - to niezle zagrany.

            Pudlo co do kasy. Pare tysiecy za gadzet - warto by bylo, gdyby byl rzeczywiscie cos wart. Lala nie jest warta dla mnie nic. Nie moze konkurowac z cala ta masa oflaktorii zywej kobiety (mineta - lalce?) i nie ma tez szans z reka, skoro zywa kobieta nie zawsze moze z nia konkurowac.

            Co niektorych zdan: kompletnie nie wiem o czym mowisz. Matura? Jam mam 40 lat kobieto. Ja spedzam czas glownie z doktorami (fizycy) ale sam rzucilem studia 20 (slownie dwadziescia) lat temu. Pedalstwo (wolalbym geje, ale nich ci bedzie)? Znowu: mam 40 lat i mam gdzies cala socjalna otoczke. Zreszta nikogo tu to nie rusza. Nie sadze zeby w Polsce to jeszcze byl az taki problem. Gdzie ty zyjesz? Kiedy ty zyjesz?

            No i Marks - nie znam dziel skurwiela, wiem tylko, ze swoich teorii nie wyprobowal u siebie tylko zostaly zaszczepione w krajach takich jak Polska - i skutkiem tego w tych miejscach zakup plastikowej lalki za pare tysiecy jest rozwazany w kategoriach "stac/nie stac". Jezeli zalezy ci na przekazaniu czegokolwiek - unikaj retoryki wzietej z XIX wiecznych dziel idiotow, ktorzy o klasie robotniczej mieli takie pojecie, ze ich tato sie na niej upasl.

            Ale nie czarujmy sie, twoj post to nie jest rozmowa, chcesz mnie kopnac w jaja. OK, mam to, chcesz proboj dalej, nie chcesz - nie probuj, dla mnie ta galaz jest EOT.
            • that.bitch.is.sick Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 11:24
              protein.spill napisał(a):

              > Pudlo i to wiele razy.

              E tam ręce opadają, nawet nie przeczytałeś mojego posta tylko czepiasz się wybranych słów, które wyrywasz z kontekstu jak wariat kompletnie od czapy....kompletnie się do mojego posta nie odniosłeś, czy to jakieś problemy z komunikacją?
              >
              > Po pierwszy typ. Pisalem ze chodzi zazwyczaj o dzial "amatorki" wiec dokladne p
              > rzeciwienstwo lal. Chodzi wlasnie o te podniszczone zyciem i ciaza ciala, ktory
              > ch wlascicielki nie daja sobie wmowic "nienawidz swoje cialo" przez marketoidow
              > . Ok, wiekszosc z pan w tych dzialach to porn gwazdki na emeryturze, ale jest t
              > ez masa autentyzmu. Nawet jak zagrany - to niezle zagrany.

              Chodzi o to że dalej mówimy o ciele - a niestety dla obcowania z żywą kobietą potrzebna jest wiedza i preferencje co do jej seksualnej natury. Obwisła czy nie - dopóki nie jest manekinem, nie obsadzisz ją w swoim pornolu albowiem ma wolną wolę. Co mnie obchodzą twoje preferencje koleś, żywa kobieta to nie twoja graba, co nie?
              >
              > Pudlo co do kasy. Pare tysiecy za gadzet - warto by bylo, gdyby byl rzeczywisci
              > e cos wart. Lala nie jest warta dla mnie nic. Nie moze konkurowac z cala ta ma
              > sa oflaktorii zywej kobiety (mineta - lalce?) i nie ma tez szans z reka, skoro
              > zywa kobieta nie zawsze moze z nia konkurowac.

              Jeśli chodzi o konkurencji: lalka vs. ręka - to guzik z pentelką o tym wiesz bo lalki za 5 tysi nie waliłeś. Jeśli chodzi o żywą kobietę i frajdę z obcowania z nią - to tylko twoje pornograficzne fantazje o kobietach nijak się nie mające do rzeczywistości bo jak wiemy własna żona sytuuje się na pozycji gorszej od ręki. Wychwalasz więc wartość żywej kobiety z pełną hipokryzją wybierając własną rękę. To się nazywa oszust, i to oszust względem samego siebie
              >
              > Co niektorych zdan: kompletnie nie wiem o czym mowisz. Matura? Jam mam 40 lat k
              > obieto. Ja spedzam czas glownie z doktorami (fizycy) ale sam rzucilem studia 20
              > (slownie dwadziescia) lat temu. Pedalstwo (wolalbym geje, ale nich ci bedzie)?
              > Znowu: mam 40 lat i mam gdzies cala socjalna otoczke. Zreszta nikogo tu to nie
              > rusza. Nie sadze zeby w Polsce to jeszcze byl az taki problem. Gdzie ty zyjesz
              > ? Kiedy ty zyjesz?

              Jesteś głupi i czepiasz się słówek. Gdyby wykształcenie nie było dla Ciebie istotną stroną wizerunku tak jak fasadowa żona - to byś nie nie wysuwał stopni doktorskich mi jakiejś wizytówki twojej wiarygodności. Patrz mi to zwisa, nie mam potrzeby Ci się spowiadać ze swojego wykształcenia.
              Nawiązało mi się do pewnego polskiego filmu (chyba Kogiel-Mogiel) niezwykle prześmiesznego.
              Gdzie docent -nieznoszący swojej żony, dziecka i życia, bojący się mamusi - tłumaczy się jej w trudnych momentach. "Mamo, czego ty ode mnie chcesz maturę zdałem, ożeniłem się - tak jak chciałaś"- coś w ten deseń
              Owszem nawiązałam do tej groteskowej sytuacji (z tym docentem trafiłam) ma sie cela he-he, ponieważ poważnie nie mogę zrozumieć po co Ci żona i cała reszta - domagam się odpowiedzi, a na poczekaniu takim oto zarzuciłam stereotypem. Nie mów że to prawda? :)nie przerażaj mnie.

              > No i Marks - nie znam dziel skurwiela, wiem tylko, ze swoich teorii nie wyprobo
              > wal u siebie tylko zostaly zaszczepione w krajach takich jak Polska - i skutkie
              > m tego w tych miejscach zakup plastikowej lalki za pare tysiecy jest rozwazany
              > w kategoriach "stac/nie stac". Jezeli zalezy ci na przekazaniu czegokolwiek - u
              > nikaj retoryki wzietej z XIX wiecznych dziel idiotow, ktorzy o klasie robotnicz
              > ej mieli takie pojecie, ze ich tato sie na niej upasl.

              To już jakaś głupota, po cholerę wyjeżdżasz z tym stosunkiem emocjonalnym do Marksa jak to ma guzik do dyskusji- skoro masz o nim jak widać pojęcie dosyć mgliste. Chodzi o to że podzielił formację społeczną na bazę i nadbudowę. Może to niezbyt trafiona metafora, ale chciałam tylko nadmienić że to zazwyczaj jest powiązane: charakter bazy jest ściśle powiązany z jej nadbudową.. skoro nie jesteś szczery ze swoimi preferencjami - otrzymałeś też całą nadbudowę (żonę, małżeństwo-tradycyjny model życia z dzieckiem), a być może wcale się nie odnajdujesz w takich klimatach. Ile się mówi o mężczyznach co w pewnym momencie życia sprzedają wszystko kupują sobie łódź i motocykl i jadą w świat, bo mają już dość zabiegania o rzeczy z którymi się nie utożsamiają.
              >
              > Ale nie czarujmy sie, twoj post to nie jest rozmowa, chcesz mnie kopnac w jaja.
              > OK, mam to, chcesz proboj dalej, nie chcesz - nie probuj, dla mnie ta galaz je
              > st EOT.

              Zupełnie opacznie to odczytałeś. Oferuję Ci chęć zrozumienia i głęboką autentyczność za cenę jednak porzucenia politycznej poprawności. Jeśli jesteś za bardzo zakłamany aby to wybrać to tkwij dalej w swoim świecie. Jeśli dojdziesz do wniosku że tak Ci dobrze, że to właśnie ty - ja się nie obrażę. To nie o mnie chodzi lecz o Ciebie.
          • urquhart Męska lalka - android ? 10.06.13, 07:50
            that.bitch.is.sick napisała:
            > oczywista, a co byś powiedział na lalkę? Rozumiem że Cię nie stać i wizerunkowo
            > wypada mieć żonę, zdać maturę i nie być pedałem ani dziwolągiem (jest jeszcze
            > mamusia) ale skoro cała radocha w twoim życiu sprowadza się do "typu urody" ska
            > czącego rytmicznie na ekranie monitora, jaki cel miała ta cała, że się wyrażę s
            > łowami Marksa - nadbudowa?:)

            A nie zauważasz że tak opisany chłop jak opisuje się protein.spill to właśnie typ męskiego androida i męskiej laki robota do funkcjonalnego?
            Instrumentalnie traktowanego przez dużą dziewczynkę bawiącą sie w dom?
            Jej nie interesują jego uczucia oczekiwania i potrzeby.
            Jak głoszą właścicielki takich, seks , co za niedojrzałość mógł się wyszaleć przed ślubem, relacja? relacja to jest z dziećmi o której mogą pisać godzinami. Ma taki zarabiać, wykonywać różne funkcje w domu i nie narzekać, ewentualnie słuchać narzekań Pani, trzymany na krótkiej smyczy, będzie SŁUŻYŁ latami .
        • that.bitch.is.sick Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 00:50
          protein.spill napisał(a):


          > Co piekna - gdzie Ty tam widzisz piekno?
          > Po prostu kreca mnie kobiety w okreslonym typie - i to podciagasz pod lzawy rom
          > antyzm?
          >
          > Tragizm? Tragedia to zabic ojca zeby przeleciec matke, albo pogrzebac brata wre
          > w biezacemu prawu. To co opisalem to tylko pare niewygod w calkiem spoko poza t
          > ym zyciu.
          >

          Odczyt poprzedniego postu ma być ironiczny. Piękno i tragizm to szukanie ciała żony u ladacznicy w pornosach - w bardziej wyuzdanej formie na dodatek, odczytałam to jako wzruszający dygresję na temat specyficznej wersji wierności i tęsknoty.
          Te banały o tym że właściwie jesteś szczęśliwy(czy można być szczęśliwym) w tym absurdalnym układzie to se schowaj miedzy półdupki, gdybyś był szczęśliwy to byś nie polemizował o niedojrzałości - zresztą każdy kto tu pisze to zgłasza podświadomie czy świadomie akces do projektu kochanka. Owszem szczęśliwy jest i pies burek na łańcuchu, jak mu żreć dają i sięga łańcuchem tak daleko od budy żeby postawić kloca, przecież nie mówimy tu o zabitych dzieciach w Syrii. Facet jak mu ręce nie uschną, i nie jest eunuchem, a jeszcze ma internet to całe życie może nie pieprzyć kobiety żywej i od biedy być szczęśliwy. Suchy chleb dla konia. Tylko czy o to kurna chodzi w żeby się ręcznie zaspokajać i nie móc przelecieć kobiety bo się przysięgło wierność na ołtarzu - to sobie sam musisz odpowiedzieć. My Ci nie odpowiemy. Jeśli o mnie chodzi to ja nie mam przeciw porno. Ja wszystko verstehe:)
          • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 02:06
            Ale gdzie ja uzylem slowa "szczesliwy"?

            "Wsadz se miedzy poldupki, burek na lancuchu i jego klocki, zabite dzieci w Syrii" - WTF!?
            To tez miala byc ironia!?

            Chcesz mnie sprowokowac?
            Nic z tego - zadalem pytanie, opisalem rzeczy takimi jak je widze i poprosilem o odpowiedz. Naiwne, nie lezy ci to, smieszy cie to, zlosci cie to - zignoruj. Dokladnie tak jak ja ciebie od teraz. PLONK.
            • that.bitch.is.sick Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 11:31
              protein.spill napisał(a):

              > Ale gdzie ja uzylem slowa "szczesliwy"?

              >
              > Chcesz mnie sprowokowac?
              > Nic z tego - zadalem pytanie, opisalem rzeczy takimi jak je widze i poprosilem
              > o odpowiedz. Naiwne, nie lezy ci to, smieszy cie to, zlosci cie to - zignoruj.
              > Dokladnie tak jak ja ciebie od teraz. PLONK.

              Niepotrzebnie się emocjonujesz bo ja już mam taki sposób pisania, nie wiem czemu to poczytujesz za obrazę. takie są moje luźne skojarzenia co do całej sytuacji która wydaje mi się z lekka pojebana. żona się masturbuje tobą, a ty się masturbujesz przy porno. to trąci samotnością ale bez romantycznego wymiaru.. Mogą ci nie pasować porównania do burka, niech będzie książe Carrington(licencja poetycka drogiego sabata) samotny przy kominku.
      • zyg_zyg_zyg Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:51
        > Pewnie jakiś stały forumowicz znowu odreagowuje swoje resentymenty.operując zbi
        > orem wyświechtanych na forum pojęć

        Specjalnie nie węszę trolli i wielonickowców, ale jak przeczytałam o kobiecej definicji dojrzałości królującej na forach, to pomyślałam "Dżizes, znowu? Ileż można?" ;-)
        • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 23:44
          Hm, niedobrze.
          Nie jestem pewien jak wyjsc z zarzutu "wielonickowca", wiem, ze z zarzutu trollowania nie da sie wyjsc w ogole. Co zamyka temat w tej galezi.
          • zyg_zyg_zyg Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 09:55
            > Hm, niedobrze.

            Wcale nie :-) Mnie średnio to obchodzi (tzn. czy ktoś trolluje albo ma pięć nicków). Parę razy się tu zdarzyło, że debil swoją podpuchą zapoczątkował fajny wątek. Nie zazrzucam Ci ani trollowania, ani wielonickowości, ale o tej dojrzałości już nie mogę czytać :-)
    • mojemail3 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:30
      protein.spill napisał:
      (...)Seks we dwoje to (w naszym przypadku) seks wylacznie nastawiony na potrzeby mojej zony
    • kotoshi Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:34
      protein.spill napisał(a):

      > Nie mam zamiaru jej ujawniac moich fantazji, bo u niej tego typu rojenia leza w
      > szufladzie: "dla chorych zboczencow". Sugestia, ze moglbym sie zgodzic na drug
      > iego faceta dla niej znaczylaby ze jestem homo (czyli koniec malzenstwa), a sug
      > estia drugiej kobiety - moj szowinistyczny egoizm.

      Czyli fantazje o "trójkąciku" chętnie wprowadziłbyś w życie, ale nie ośmielasz się wyjść z tą propozycją?
      I to jest ta nieakceptacja twojej wizji "erotyki" (przez żonę) - czy dobrze to zrozumiałam?
      • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:02
        Niekoniecznie trojkacik, niekoniecznie wiecej ludzi. Jak do tej pory wyszedlem tylko z propozycja gadzetow a potem z propozycja zabaw typu: dzis ty kontrolujesz poziom mojego podniecenia i masz do dyspozycji cokolwiek co ci przyjdzie do glowy, jutro ja. To jest gra na czas - im dluzej tym lepiej.
        • mojemail3 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:08
          protein.spill napisał(a):

          (...)> propozycja zabaw typu: dzis ty kontroluje
          > sz poziom mojego podniecenia i masz do dyspozycji cokolwiek co ci przyjdzie do
          > glowy, jutro ja(...)

          Dla mnie brzmi jak zadanie od przełożonego w pracy, albo na nudnym szkoleniu z ambicjami, od razu miałabym blokadę.
          • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 00:00
            Ale dorzuc do tego troche new age'owej pseudo-glebi, uzyj innego jezyka (seks tantryczny np) i wszystko bedzie OK.

            W obronie tego typu "ofert" powiem tak: autentycznie wierzylem, ze to jest nastawione na dialog, na jazde dla dwoch osob. W przeciwienstwie np do naciskania na niechciany (przez jakas konkretna kobiete) anal.

            Problem, ktory mam tu z Toba a w domu z zona jest to, ze nie dochodzi do momentu proby zrozumienia intencji, nie ma tego "jaka potrzeba za tym stoi? Moze ja mam podobne?". Jest krotkie "nie" ,ktore samo w sobie byloby OK, gdybym nie czytal gdzie indziej: faceci nie umieja sie komunikowac.


    • marek.zak1 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:38
      A kto, przepraszam, ustalił, ze sex jest wyłącznie na potrzeby Twojej żony, Mareczek, Twoja żona czy Ty? Jeśli to jednak Twoja żona, a Ty to zaakceptowaleś, to pretensje tylko do siebie. Sorry.
      • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:49
        marek.zak1 napisał:

        > A kto, przepraszam, ustalił, ze sex jest wyłącznie na potrzeby Twojej żony, Mar
        > eczek, Twoja żona czy Ty? Jeśli to jednak Twoja żona, a Ty to zaakceptowaleś,
        > to pretensje tylko do siebie. Sorry.

        Bardzo sluszna uwaga, Mareczku. Niemniej jednak jak maz mial do zaproponowania w ramach urozmaicenia tylko trojkat, nie dziwie sie, ze zona nie musiala sie zgodzic. Trojkaty, wbrew pozorom, pozostaja zazwyczaj w obrebie fantazji, z wielu wzgledow.
        • marek.zak1 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 21:57
          Nie chodzi o trójkąty, czy inne figury geometryczne. W życiu i pożyciu ważny jest kompromis, a nie potrzeba jednej strony. Czy nie?
          • kotoshi Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:04
            Ale ten pan (autor wątku) właśnie chciałby tych figur geometrycznych, Marku! I proponuje nowa definicję dojrzałości - chyba o ten trójkąt chodzi :)
            • marek.zak1 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:22
              Nie. Odnoszę wrażenie, że on w seksie koncentruje się na odpowiedzialnym zadaniu zaspokojenia żony i to go męczy i stresuje. jak facet tak ma w głowie, przyjemność pryska.
    • potwor_z_piccadilly Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:40
      protein.spill napisał(a):

      > Ja zdecydowanie wole porno od realnego seksu.

      A ja do ciebie mam pytanie z zupełnie innej beczki.
      Co wolisz ?
      - Jazdę realnym, fajnym autem z benzynowym, turbodoładowanym silnikiem, czy jazdę takim samym, albo lepszym autem na symulatorze ?

      >Sprobuje wyjasnic dlaczego.
      > Przede wszystkim seks ze soba, o ile sie do tego przylozyc, daje wiecej i glebs
      > zych orgazmow. W pojedynczej poltoragodzinnej sesji moge miec 10 sub-orgazmow i
      > jeden finalny, ktory "urywa leb".

      No tak.
      Jazda w realu, to paliwo, ubezpieczenia, serwis, spadek wartości samochodu i inne wydatki jak: mandaty, kolizje, czy zwykłe rozpieprzenie zawieszenia na naszych, krajowych wyrwach.
      Dlatego ty wybrałeś symulator, bo
      - nic nie kosztuje
      - ubezpieczać się nie musisz
      - serwisem niech przejmują się same laski, lub ich mocodawcy
      - o spadku wartości nie ma mowy, bo nowy materiał ciągle napływa
      - jeśli ściągać i rozprzestrzeniać nie będziesz, to mandatu nikt ci nie wlepi
      - kolizje też ci nie grożą, bo pompujesz sam
      - zawieszenia też nie rozpierdzielisz bo w wirtualnym świecie wszystko naprawi się samo.

      Przyjacielu.
      Smutny ten twój post.
      A dlaczego smutny ?
      Dlatego, bo mi lenistwo się nie podoba i wszelkie przejawy rejterady przed trudnym.
      To niemęskie i sadzę że nie tylko mi się to nie podoba.
      Twojej żonie też.
      Nie są - te żony takie głupie i ślepe, jak (niestety) wielu facetom się wydaje.

      Pozdrawiam.


      > Seks we dwoje to (w naszym przypadku) seks wylacznie nastawiony na potrzeby moj
      > ej zony: chodzi o odpowiednia dlugosc gry wstepnej, nastepnie doprowadzenie pen
      > isa do stanu sztywnej ale malo reaktywnej palki i pozostanie w tym stanie mozli
      > wie dlugo, tak zeby ona miala szanse dojsc. Moj orgazm jest w tym wzgledzie syg
      > nalem "zabawa skonczona", nie jest wiec mile widzianym gosciem. Przez zadne z n
      > as. Czesto bezposrenio "po" ide zrobic to jeszcze raz, ale porzadnie, tak zeby
      > moj Waclaw nie byl postacia negatywna, tylko krolem. Nie jest to "wina" zony -
      > taki seks to moj wybor. Kiedys probowalem jej delikatnie zasugerowac seks "po m
      > ojemu", zrobila zniesmaczone oczy a ja wrocilem do staropolskiego chedozenia/ry
      > ckania.
      >
      > Tu uwaga: zona mnie ciagle kreci, kreci mnie jej cialo ze wszystkimi niedoskona
      > losciami. Przy przegladaniu porno-oferty szukam figur w jej typie w dzialach "a
      > matorzy". Ok, badzmy szczerzy - szukam nie tylko jej, ale dosc czesto jednak ch
      > odzi o wyuzdana wersje Jej. Przy porno mam szanse przeleciec ja tak jak ja chce
      > , czasem jako siedemnastolatek, czasem jako inna kobieta, czasem jako gang of b
      > lack niggas. Przeleciec ja do krzyku.
      >
      > Nie mam zamiaru jej ujawniac moich fantazji, bo u niej tego typu rojenia leza w
      > szufladzie: "dla chorych zboczencow". Sugestia, ze moglbym sie zgodzic na drug
      > iego faceta dla niej znaczylaby ze jestem homo (czyli koniec malzenstwa), a sug
      > estia drugiej kobiety - moj szowinistyczny egoizm.
      >
      > Oprocz tego stoi miedzy nami 12 lat wzajemnych rozczarowan i nieplanowane dziec
      > ko - jednym slowem nieciekawie.
      >
      > Na koniec o "niedojrzalosci". Czesto widze to slowo na forach wypowiadane przez
      > kobiety. Mysle, ze to slowo-wytrych. Nieczego nie wyjasnia, bo wczesniej trzeb
      > a by zdefiniowac "dojrzalosc". Zdefiniowac inaczej niz "dojrzalosc to zachowani
      > a jakich oczekuje". Nie sadze, zeby niedojrzaloscia byla akceptacja faktow, akc
      > eptacja cudzej odmiennosci a przede wszystkim wlasnej wizji erotyki. Przeciwnie
      > , mialbym sie za mocno niedojrzalego gdybym modyfikowal swoje autentyczne potrz
      > eby w imie dopasowania sie do sprytnie schowanych za metka "to jest dojrzalosc"
      > .
      >
      > Pozdrawiam wszystkich,
      > badzcie dla siebie dobrzy ;)
      • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 22:58
        protein.spill wydaje mi sie, ze napisales tutaj po to aby pokazac, ze onanizm nie zawsze ma zwiazek z niedojrzaloscia i czasami bywa dobrym rozwiazaniem, Tobie odpowiada. Jakby nie bylo, stajesz na wysokosci zadania: serwujesz zonie seks jaki lubi, zaspokajasz ja, sam niewiele z tego majac. Dla rownowagi swoje potrzeby realizujesz inaczej. I wlasciwie niby wszystko gra, tylko to zdanie:
        > Oprocz tego stoi miedzy nami 12 lat wzajemnych rozczarowan i nieplanowane dziec
        > ko - jednym slowem nieciekawie."
        A pozniej napislaes, ze dzieciak jest rewelka. To dlaczego wrzucasz go do zdania, ze jest "nieciekawie"? I jeszcze wazne co to za "rozczarowania" i jak maja sie one do pozycia, bo jest to kwestia dosc istotna. No i jaka zone sobie wybrales...bo chyba troche ja znales przed slubem. tyle rozczarowan i "nieciekawie" a Ty nadal w tym tkwisz?

        • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 00:52
          Dobre pytanie.

          Nie spodziewalem sie tego po sobie, ale chyba moge powiedziec ze dziecko kocham. I to wlasnie najbardziej szarpalo nerwy: wrzeszczy pol nocy - i gdyby to byl ktos inny to bym sie na niego wkur*** - i byloby latwiej. A tak - naprawde ci go zal, bo go cos boli - calymi godzinami. Jestes potem jak zombie, fizycznie i psychicznie - i tak przez 2 lata. Teraz juz jest lepiej.

          Co do rozczarowan - moja wina. Zaczalem zwiazek jak szczeniak z masa nierealistycznych, czesto nie uprawnionych oczekiwan. Np swiezo po emigracji chcialem zakladac tu firme. Zona z miejsca powiedziala - jezeli nie wypali nigdy ci tego nie wybacze. Wiec codziennie obciagam wielkiego korporacyjnego k*tasa, zeby miec sensowne pieniadze. Nie narzekam bardzo, bo i tak daja mi robic co chce. Dopiero po wielu latach nauczylem sie, ze malzenstwo to jest spolka z nieograniczona odpowiedzialnoscia - i tylko gowniarze maja pretensje do swoich zon, ze ich nie wspieraja i nie chca dzielic ryzyka.
      • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 00:40
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > protein.spill napisał(a):
        >
        > A ja do ciebie mam pytanie z zupełnie innej beczki.
        > Co wolisz ?
        > - Jazdę realnym, fajnym autem z benzynowym, turbodoładowanym silnikiem, czy jaz
        > dę takim samym, albo lepszym autem na symulatorze ?

        Porownanie jest skrzywione: jezeli juz przekladac moj post na motoryzacje to powinno byc:
        Co lepsze? Jazda malczakiem po kalarepe, czy ostatnie Need For Speed?

        > Jazda w realu, to [...]
        > Dlatego ty wybrałeś symulator, bo [...]

        > Przyjacielu.
        Hm, nie przepadam za ta forma, spodziewam sie patronizowania zamiast argumentow, albo chociaz faktow...

        > Smutny ten twój post.
        > A dlaczego smutny ?
        > Dlatego, bo mi lenistwo się nie podoba i wszelkie przejawy rejterady przed trud
        > nym.
        > To niemęskie i sadzę że nie tylko mi się to nie podoba.

        Zgadlem. Z przyjazni nici - chodzilo o ojcowkie (wujowe?) poklepanie po ramieniu.
        Masz calkowita racje - to niemeskie. Nie ma takiej definicji dojrzalej meskosci, ktora dopuszcza onanizm.

        Z lenistwem Ci juz tak latwo nie pojdzie. Dotknales golego nerwu i porzycze na Ciebie. Zostawilem dla kobiety moja pierwsza firme - jest teraz jedna z wiekszych w swojej niszy w Polsce. Poszedlem do pracy. Przeszedlem od zera do gornej klasy (jezeli chodzi o kwalifikacje i forse). Zostawilem dla zony ta prace, kraj i przyjaciol. (pomysl o samym tym aspekcie - z braku bratniej duszy rozmawiam z obcymi ludzmi na tematy, ktore zarezerwowane sa dla przyjaciol - i dostaje czasem "trollem" po glowie) Wspialem sie tutaj na sam szczyt w moim, dosc wymgajacym zawodzie (top 2%) i znowu jestem w gornej strefie klasy sredniej. Kiedy pojawila sie ciaza zorganizowalem w kilka miesiecy samochod i mieszkanie - w kraju, gdzie autochtoni szarpia sie z tym cale zycie. Oprocz rodziny i pracy pracuje nad patentem, ktory moze byc nasza ostoja na starosc. Moze tez z niego nic nie wyjsc, wiec dopoki nie wyjdzie - ryzyko jest po mojej stronie. Jezeli wyjdzie - to beda nasze pieniadze. Od razu mowie: w niektorych z tych apsektow zona bardzo mi pomogla. Czasem dobrym slowem, czasem kopem w jaja.

        W malzenstwie i seksie pomine wszystko oprocz tego co juz powiedzialem: przyszedlem z tym kim jestem do mojej partnerki - i nie dostalem zadnej konstruktywnej odpowiedzi, zostalem odeslany do kata. (sorry za brak polskich liter, to jest 90 stopniowy kat a nie czlowiek ucinajacy innym glowy)

        Wiec jezeli chcesz zebysmy pogadali jak przyjaciele - to pokaz mi co sam zrobiles, jak jestes aktywny, jak zmieniles relacje oparte o wzajemna korzysc w prawdziwe porozumienie dusz.

        I wtedy mnie poklepiesz po ramieniu...

        > Twojej żonie też.
        > Nie są - te żony takie głupie i ślepe, jak (niestety) wielu facetom się wydaje.
        Moja na pewno nie jest slepa.

        >
        > Pozdrawiam.
        >
        Rowniez pozdrawiam i (mimo rozsierdzenia) zycze wszystkiego dobrego.
    • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 23:12
      Musze dorzucic pare faktow, bo najwyrazniej zle przedstawilem zone, a siebie jako ofiare. Po pierwsze dziecko jest nieplanowane ale po slubie. Zadnego "lapania na dziecko". Oboje bylismy rownie zaskoczeni i jestem pewien, ze zonie oberwalo sie bardziej. Uprzedzajac spodziewane zarzuty kilku kobiet z tego forum: tak bylem przy ciazy, bylem przy porodzie, pozniej pomgalem, choc bez watpienia moglbym pomoc wiecej.

      Po drugie zadne z nas nie oklamalo nigdy drugiego mowiac "kocham cie". Zona powiedziala mi kilka razy na poczaku "nie kocham cie, i czy to jest OK?" Bylo i jest.

      Po trzecie gdybym naprawde sie postaral, ona by kupila moja wersje seksu tak jak w swoim czasie kupila seks oralny (minetka). Po prostu w ktoryms momencie przestalem naciskac, bo ilez mozna przekonywac kogos do jego wlasnej rozkoszy?
      • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 23:22
        "Po drugie zadne z nas nie oklamalo nigdy drugiego mowiac "kocham cie". Zona powiedziala mi kilka razy na poczaku "nie kocham cie, i czy to jest OK?" Bylo i jest."

        Hmm, nie zebym byla ciekawa, ale bardzo by mnie interesowalo takie podejscie do sprawy: nie kocha mnie(ja jej tez nie?) ale nie szkodzi i tak mozemy byc razem, bo dwoje perzychylnie sobie nastawionych ludzi zawsze sie dogada, trzeba tylko chciec?

        Aaaa, czyli ona z takich, ktorych trzeba zmuszac do wlasnego szczescia a potem juz z gorki, udalo sie z mineta. Niektorzy potrzebuja dluzej, zeby byc na jakims tam etapie, czesto zalezy od wieku, wczesniejszych doswiadczen itd. Pewnie udaloby sie i z czyms innym, ale wygodniej jednak rozwijac wlasna seksualnosc w pojedynke. Tez wybor.

        • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 01:14
          > Hmm, nie zebym byla ciekawa, ale bardzo by mnie interesowalo takie podejscie do
          > sprawy: nie kocha mnie(ja jej tez nie?) ale nie szkodzi i tak mozemy byc razem
          > , bo dwoje perzychylnie sobie nastawionych ludzi zawsze sie dogada, trzeba tylk
          > o chciec?

          Tak ja widze to malzenstwo. Mam nadzieje ze ona tez. Niestety nie umiem z nia rozmawiac wiec prawie wszystko co tu napisalem (oprocz golych faktow) to moje przypuszczenia.
      • potwor_z_piccadilly Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 09.06.13, 23:33
        protein.spill napisał(a):

        Zona pow
        > iedziala mi kilka razy na poczaku "nie kocham cie,

        No tu to ty mnie rozbroiłeś.
        Chłopie, znasz zapewne film Seksmisja i ton w jakim Sztuhr wypowiedział - chyba już słynne, "do widzenia".
        To jedne, wyświechtane słowo mogło w twoim/waszym przypadku spowodować, że ta twoja w mig zmieniłaby zdanie, a jeśli by nie zmieniła, to słowo stałoby się ciałem, a nowe wasze drogi otworem.

        Pozdrawiam.
        • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 07:38
          Bylem wczesniej w innych zwiazkach.

          Uzycie tego slowa zbrzydlo mi do bolu. Osoby, ktore sa gotowe uzyc go od razu czesciej niz te powsciagliwe zwina zagle z "juz Cie nie kocham" jako jedynym wytlumaczeniem.

          Szerzej: latwosc uzycia wielkich niekonkretnych deklaracji zamiast gorzej brzmiacych ale precyzyjnych okreslen (w tym przypadku "fascynacja", "zakochanie" "napalenie") zwieksza prawdopodobienstwo, ze masz do czynienia z idiotka albo manipulatorka.

          Po co mialbym ja straszyc? Zeby dobrowalnie wejsc w to manipulatorskie bagno? To jest strategia na krotkich nogach, dzis ja ja - justro ona mnie. Zamiast tego wole sie dogadac - a jak sie nie da dogadac - nie tracic na to czasu i energii.
          • marek.zak1 Nie kocha 10.06.13, 09:41
            Twoja historia jest prosta. Gdyby moja żona powiedziała mi, ze mnie nie nie kocha i czy tak może być, powiedziałbym jak w cytowanej ,,Seksmisji" - ,,To do widzenia".
            Twoja żona ma nad Toba władzę, a jak kobieta taka władzą nad facetem posiądzie nie będzie go kochać. I nie jest wazne, czy zapewnisz jej pałac i weekendy w pięciogwiazdkowych hotelu w....i czy bedziesz dobrym ojcem dla Waszego dziecka.
            • bgz0702 Re: Nie kocha 10.06.13, 09:57
              marek.zak1 napisał:

              > Twoja historia jest prosta. Gdyby moja żona powiedziała mi, ze mnie nie nie koc
              > ha i czy tak może być, powiedziałbym jak w cytowanej ,,Seksmisji" - ,,To do wid
              > zenia".
              > Twoja żona ma nad Toba władzę, a jak kobieta taka władzą nad facetem posiądzie
              > nie będzie go kochać. I nie jest wazne, czy zapewnisz jej pałac i weekendy w p
              > ięciogwiazdkowych hotelu w....i czy bedziesz dobrym ojcem dla Waszego dziecka.

              Coś w tym musi być. Ale albo się godziłeś na to bo nie miała to dla ciebie wielkiego znaczenia, a pod innymi względami żona była idealna kandydatką, albo cierpisz teraz z tego powodu i marzysz zeby żonę rzeczywiście posiąść tak jakby to zrobił facet, który ją kręci emocjonalnie.
              • kag73 Re: Nie kocha 10.06.13, 10:27
                > Twoja żona ma nad Toba władzę, a jak kobieta taka władzą nad facetem posiądzie
                > nie będzie go kochać. I nie jest wazne, czy zapewnisz jej pałac i weekendy w p
                > ięciogwiazdkowych hotelu w....i czy bedziesz dobrym ojcem dla Waszego dziecka."

                A dlaczego uwazasz, ze zona "ma nad nim wladze"? Poniewaz ona jego nie kocha a on ja tak?
                Inaczej nie widze w tym logiki. Dlaczego niby mialaby miec nad nim wladze?
                Co nie zmienia faktu, ze zwasze to powtorze, dokad i jak bez milosci. Jedna milosc to za malo, bo za dwoch kochac nie mozna. Wszystko sie jakos kreci, ale...to jednak nie TO COS.
                • loppe Re: Nie kocha 10.06.13, 10:32
                  Tak jest, kto kocha mniej w związku zwykle ma większą władzę w nim. Ale to atrakcja dla miłośników władzy.

                  Są jak wiadomo 3 główne atrakcje: miłość, władza i pieniądze.
                  • marek.zak1 Re: Nie kocha 10.06.13, 10:47
                    Dobrze napisałeś.,W tym przypadku kobieta go nie kocha, a wszystko co dalej, jest tego skutkiem.
          • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 21:53
            protein.spill napisał(a):

            > Bylem wczesniej w innych zwiazkach.
            >
            > Uzycie tego slowa zbrzydlo mi do bolu. Osoby, ktore sa gotowe uzyc go od razu c
            > zesciej niz te powsciagliwe zwina zagle z "juz Cie nie kocham" jako jedynym wyt
            > lumaczeniem.
            >
            > Szerzej: latwosc uzycia wielkich niekonkretnych deklaracji zamiast gorzej brzmi
            > acych ale precyzyjnych okreslen (w tym przypadku "fascynacja", "zakochanie" "na
            > palenie") zwieksza prawdopodobienstwo, ze masz do czynienia z idiotka albo mani
            > pulatorka.
            >
            > Po co mialbym ja straszyc? Zeby dobrowalnie wejsc w to manipulatorskie bagno? T
            > o jest strategia na krotkich nogach, dzis ja ja - justro ona mnie. Zamiast tego
            > wole sie dogadac - a jak sie nie da dogadac - nie tracic na to czasu i energii
            > .

            Alez ty masz stoickie podejście do życia i cudnie, wiesz wszystko, pewny jesteś, ja osobiście nie wiedzę w tym nic złego, a nawet więcej uznaję ze to jest spoko
      • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 09:34
        protein.spill napisał(a):

        > Musze dorzucic pare faktow, bo najwyrazniej zle przedstawilem zone, a siebie ja
        > ko ofiare. Po pierwsze dziecko jest nieplanowane ale po slubie. Zadnego "lapani
        > a na dziecko". Oboje bylismy rownie zaskoczeni i jestem pewien, ze zonie oberwa
        > lo sie bardziej. Uprzedzajac spodziewane zarzuty kilku kobiet z tego forum: tak
        > bylem przy ciazy, bylem przy porodzie, pozniej pomgalem, choc bez watpienia mo
        > glbym pomoc wiecej.
        >
        > Po drugie zadne z nas nie oklamalo nigdy drugiego mowiac "kocham cie". Zona pow
        > iedziala mi kilka razy na poczaku "nie kocham cie, i czy to jest OK?" Bylo i je
        > st.
        >
        > Po trzecie gdybym naprawde sie postaral, ona by kupila moja wersje seksu tak ja
        > k w swoim czasie kupila seks oralny (minetka). Po prostu w ktoryms momencie prz
        > estalem naciskac, bo ilez mozna przekonywac kogos do jego wlasnej rozkoszy?

        Nie wiem czy tak jest rzeczywiście ale wydaje mi się, ze wyraźnie wiesz co jest tu złe a co dobre, cudów się nie spodziewasz, żonę lubisz jaka jest, rozumiesz ze mógłbyś więcej się postarać ale ci się nie chce. Myślę sobie że albo taki układ jaki jest ci pasuje i chciałbyś sie wyraźnie pochwalić swiatu swoja postawa i wyjść z tej "szafy", coś jak "jestem jaki jestem i się tego nie wstydzę" albo dreczy cię podświadoma wina bo ci zaszczepino że to obyczajowy skandal albo absolutny brak lojalności wobec żony. W tym miejscu jak i na całym świecie jest mnóstwo ludzi, którzy mają swoje ciche tajemnice i się bronią przed tym żeby choć zostać o nie posądzonymi, bo co innego robić lub myśleć a co innego chcieć żeby inni o tym wiedzieli.
        I co tu jest dojrzałę i odpowiedzialne tego nie wiem, bo czy dojrzałe musi być to co większość uzna za kanon? A żona twoja jak myślę głupia nie jest i niewykluczone ze się domyśla twoich potrzeb, a pozwala ci je realizować jak sporo żon na tym świecie, które godzą sie z tym nie z powodu swojej niskiej wartości, a ze zwykłęj partnerskiej ochoty aby zadowolić męża zwierza.
        Nie dziw się że dostajesz bęcki od forumowiczów, to środowisko o różnorodnych preferencjach, doswiadczeniach i przygodach życiowych. Pewnie ja za chwilę też dostanę w łeb ;) Ale nic gorszegp chyba niż hipokryzja i uznanie się się za mentora z wszechwiedzą o społecznych i obyczajowych ideałach
    • jesod Na koniec o "niedojrzałości" 09.06.13, 23:42
      protein.spill napisał(a):
      > Na koniec o "niedojrzalosci".

      Ale... o niedojrzałości do czego? I dlaczego w cudzysłowie?

      protein.spill napisał(a):
      > Nie sadze, zeby niedojrzaloscia byla akceptacja faktow, akceptacja cudzej odmiennosci a > przede wszystkim wlasnej wizji erotyki.

      Akceptacja to jedno, ale zgoda, przekonanie i chęć do uczestniczenia w tej "cudzej odmienności" czy też własnej wizji erotyki - to drugie.
      Można coś akceptować na zasadzie przyzwolenia, albo... zrozumienia, że ten ktoś tak ma i po prostu ma prawo realizować siebie tak jak tego potrzebuje - inaczej jest nieszczęśliwy, nieusatysfakcjonowany. Ale sama akceptacja nie wiąże się automatycznie z uczestnictwem w realizacji tych potrzeb, bo każdy ma swoje.
      A że potrzeby są różne, więc...? To raczej kwestia zgrania, dopasowania by chcieć uczestniczyć w realizacji takich, a nie innych potrzeb partnera, ale.... przede wszystkim jest to kwestia siły uczucia, którym darzymy partnera. To ono sprawia, że jesteśmy w stanie akceptować to czego on potrzebuje, cieszyć się sprawianiem mu przyjemności, a nawet przez to w jakiś sposób przeżywać ją samemu. Z jego/jej przyjemności czerpiemy swoją. Myślę, że to jest w stanie zapewnić jedynie silna psychiczna więź między partnerami, która rodzi równie silną więź fizyczną. I właśnie dlatego nie chcemy kogoś innego, mimo, że ten ktoś jest taki właśnie, a nie inny - tu następuje akceptacja tego co jest faktycznie.

      protein.spill napisał(a):
      > Przeciwnie, mialbym sie za mocno niedojrzalego gdybym modyfikowal swoje
      > autentyczne potrzeby w imie dopasowania sie do sprytnie schowanych za metka "to jest > dojrzalosc"

      Twoja pogoda, którą zauważył tu Loppe wynika właśnie z akceptacji samego siebie - takiego, a nie innego i akceptacji swoich potrzeb. Gdyby było inaczej - męczył byś się bardziej sam ze sobą. Większa frustracja, większa agresja, nerwowe poszukiwanie rozwiązań i poprawy... Ty akceptujesz stan, który jest ( w tym relacje z żoną) i pozwala to Tobie na zachowanie pewnej równowagi istnienia.
      Znalazłeś sposób na swoje życie, by można było je akceptować w formie, która jest - to jest Twoja mądrość życiowa pewnego wyboru, by nie pogrążyć siebie samego, a coś mieć w zamian, jeśli nie możesz mieć tego, czego naprawdę byś chciał. To jest Twój sposób i rozwiązanie na pogodzenie kilku różnych wątków Twojego istnienia.
      Myślę, że to nie chodzi faktycznie o niedojrzałość żadnej ze stron. Chodzi raczej o świadomość zmierzenia się ze stanem faktycznym w sposób, który pozwala zachować równowagę.

      Twoja żona, patrząc z jej perspektywy, też jest dojrzała - akceptuje swoje potrzeby w wymiarze dla niej istotnym. Chociaż... może nigdy nie rozmawialiście ze sobą o sobie
      i każdy poszedł w swoją stronę. Brak tego co Was powinno łączyć nie pozwala na otwartość i radość taką, jakiej każdy z Was być może oczekuje. Ale, jak już napisałam - do tego potrzebne jest silne uczucie. Po co? To takie proste, a jednocześnie kosmiczne - by się w siebie wczuwać i tym samym akceptować. :)
      • protein.spill Re: Na koniec o "niedojrzałości" 10.06.13, 01:09
        Przede wszystkim - dzieki za odpowiedz.

        Napisanie tego typu na forum bardzo pomaga, a czytanie wywazonych rad - jeszcze bardziej. Poniewaz zaczalem od dosc ekshibicjonistycznego opisu wiele z odpowiedzi potraktowalem emocjonalnie. Okazalo sie, ze pytanie jest oklepane i chyba napsulo tu sporo krwi, bo troche mi sie oberwalo.

        Twoja odpowiedz dala mi ciut dystansu do tego wszystkiego i chec przejrzenia wszystkich zmiennych jeszcze raz zamiast zacietrzewiania sie. Co z tego wyjdzie - zobaczymy.

        Jeszcze raz dziekuje,
        Trzymaj sie i badz dla siebie dobra ;)
    • tygrys-bez-rys metoda na glupa 10.06.13, 01:30
      walikon napisal:
      "To moj pierwszy post, wiec prosze badzcie wyrozumiali jezeli chodzi o nieznajomosc juz prezentowanych opinii."

      Te Valikon, jak sie tu wyrzygujesz to nie ma opcji na tania polise ubezpieczeniowa na glupote.
    • zyg_zyg_zyg Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 10:23
      >
      > Ja zdecydowanie wole porno od realnego seksu.
      >

      W moim przypadku porno i masturbacja w samotności są zamiast. I w Twoim przypadku też są zamiast. Zamiast takiego seksu, jakiego potrzebujesz.

      Nie wiem, co do tego ma dojrzałość. Jeśli ktoś tu jest niedojrzały, to raczej Twoja żona - seksualnie. A może nie niedojrzała, tylko nierozbudzona. Tylko jak zielonej śliwce dobrze jest z tą zielonością, to nikt z niej na siłę filotetowej nie zrobi (no chyba że farbką). Sama też nie musi dojrzeć - niektóre usychają zielone i karłowate.

      Nie wiem, czy tworzyłeś odpowiednie warunki do rozwijania jej seksualności, czy nie - ale uważam że to nie ma znaczenia. Są tu na forum osoby - np. Twojabogni -, które twierdzą coś przeciwnego - tzn. że prawie każdą żonę można obudzić i do każdej trafić - tyle że ofertę trzeba odpowiednio skonstruować. Ale mnie się wydaje, że soczystą i słodką będziesz mieć tylko na monitorze. Twojej jest pisana kwaśność.
      • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 10:27
        On dojrzale znalazł zadowolenie w trudnym związku monogamicznym.

        Coś jak ten lew tutaj:

        www.guardian.co.uk/world/video/2013/may/29/lion-puppy-caught-kissing-video
        • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 10:29
          loppe napisał:

          > On dojrzale znalazł zadowolenie w trudnym związku monogamicznym.
          >
          > Coś jak ten lew tutaj:
          >
          > www.guardian.co.uk/world/video/2013/may/29/lion-puppy-caught-kissing-video
          Ja juz do konca nie jestem pewna czy on jest zadowolony ze swojego zycia, powiem szczerze.
        • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 10:39
          loppe napisał:

          > On dojrzale znalazł zadowolenie w trudnym związku monogamicznym.
          >
          > Coś jak ten lew tutaj:
          >
          > www.guardian.co.uk/world/video/2013/may/29/lion-puppy-caught-kissing-video

          No i można się dogadać jak się chce ;)
          • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 10:41
            > No i można się dogadać jak się chce ;)

            Dogadać można, ale dopasowani to oni nie są:) w tej klatce
            • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 10.06.13, 10:44
              loppe napisał:

              > > No i można się dogadać jak się chce ;)
              >
              > Dogadać można, ale dopasowani to oni nie są:) w tej klatce

              Tak bywa że trzeba się odnaleźć w róznych sytuacjach i klatkach ;) mus tylko umieć dostrzegać światełko w tunelu ;))
              • jesod Klatka 11.06.13, 22:37
                bgz0702 napisała:
                > loppe napisał:
                >
                > > > No i można się dogadać jak się chce ;)
                > >
                > > Dogadać można, ale dopasowani to oni nie są:) w tej klatce
                >
                > Tak bywa że trzeba się odnaleźć w róznych sytuacjach i klatkach ;) mus tylko um
                > ieć dostrzegać światełko w tunelu ;))

                Ale... siedząc w tej samej klatce mają tylko tę samą perspektywę by móc dostrzec światełko w tunelu. Jednak nigdy nie ruszą tym tunelem w kierunku światełka.
                • bgz0702 Re: Klatka 11.06.13, 22:41
                  jesod napisała:

                  > bgz0702 napisała:
                  > > loppe napisał:
                  > >
                  > > > > No i można się dogadać jak się chce ;)
                  > > >
                  > > > Dogadać można, ale dopasowani to oni nie są:) w tej klatce
                  > >
                  > > Tak bywa że trzeba się odnaleźć w róznych sytuacjach i klatkach ;) mus ty
                  > lko um
                  > > ieć dostrzegać światełko w tunelu ;))
                  >
                  > Ale... siedząc w tej samej klatce mają tylko tę samą perspektywę by móc dostrze
                  > c światełko w tunelu. Jednak nigdy nie ruszą tym tunelem w kierunku światełka.

                  Muszą poszukać światełka na terenie klatki ;) pozdrawiam, jak żyjesz?
                  • jesod Re: Klatka 11.06.13, 23:24
                    bgz0702 napisała:
                    > Muszą poszukać światełka na terenie klatki ;)

                    Tak. A więc... w duecie muszą stworzyć generator, będą mieli swoje światełko wcale nie zmieniając swojego położenia w tunelu.
                    A może... ta klatka jest na jakiś poduszkach energetycznych?

                    bgz0702 napisała:
                    > pozdrawiam, jak żyjesz?

                    Też Ciebie pozdrawiam. :)

                    Jak żyję...?
                    Chwilą i... tylko tym, co jest dzisiaj.
                    Nie myślę o jutrze. Jutro nie istnieje.
                    A dzisiaj jest piękne - niech nigdy się nie kończy.
                    Chwilo trwaj...
                    www.youtube.com/watch?v=wOtSvzhfAxM
    • hello-kitty2 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 11:45
      Hej protein.spill, przeczytalam tylko pierwszy post, reszte przeczytam lub nie jak znajde czas. Jedno: duzy plus za szczerosc, podoba mi sie. Ide sie wyuzdac (dobra wskazowka :)
      • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 14:49
        hello-kitty2 napisała:

        > Hej protein.spill, przeczytalam tylko pierwszy post, reszte przeczytam lub nie
        > jak znajde czas. Jedno: duzy plus za szczerosc, podoba mi sie. Ide sie wyuzdac
        > (dobra wskazowka :)

        Proteina jest wielką inspiracją dla wszystkich dążących do samowystarczalności seksualnej.

        Kitty z etapu instrumentalnego traktowania ciał męskich zmierza ku samowystarczalności (?)
        • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 19:56
          Loppe napisal:
          > Proteina jest wielką inspiracją dla wszystkich dążących do samowystarczalności
          > seksualnej.

          Loppe, takich samowystarczalnych jest calkiem sporo. Rzecz w tym, ze oni do tej samowystarczalnosci seksualnej raczej nie daza, po prostu najczesciej zostaja do niej zmuszeni :( Nie za bardzo widza inne wyjscie.
          Protein podobnie: zdecydowal sie na trwanie w malzenstiwie, sypianie z innym kobietami nie jest dla niego opcja. Inni maja podobnie a jeszcze inni nie maja stalej partnerki a nie chca, z roznych wzgledow, placic za seks.
          • marek.zak1 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 20:38
            Ja to widze jako totalną porażkę. Mieć żonę, marny seks i regularna masturbacja na boku. Samowystarczalność przy pełnych kosztach i obowiązkach związku.
            • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 20:49
              No niby tak, ale spójrzmy też od strony pozytywów, przyjmując na chwilę że partnerka jest nieosiągalna - there are people you can't reach... Małżeństwo, rodzina funkcjonuje (plus), on nie chodzi do burdeli (plus), przeżycia seksualne ma jak pisze na b.wysokim poziomie rozkoszy (plus). Słabo? Tak więc musicie spojrzeć na wszystkie możliwe scenariusze alternatywne, także te właśnie okropniejsze.
              • marek.zak1 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 22:03
                Niech każdy pozostanie przy swoim zdaniu. Mieć żonę, fatalny z nia seks i plus z dobrej masturbacji to nie mój swiat.
                100% kosztów , a efektów?
                • bgz0702 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 22:12
                  marek.zak1 napisał:

                  > Niech każdy pozostanie przy swoim zdaniu. Mieć żonę, fatalny z nia seks i plus
                  > z dobrej masturbacji to nie mój swiat.
                  > 100% kosztów , a efektów?

                  100% kosztów? a co jest kosztem, ten onanizm który "łeb urywa" ? ;) i "a efektów"? efektów to chyba tyle że żone lubi, spokojnie mu się żyje i widzi w tym radochę a wdał się chłop chyba niepotrezbnie w dyskusję o dojrzałosci. Jego ryzyko, sam się go podjął ;) Masz się za lepszego Mareczku bo preferujesz inny model? Mam nadzieję ze nie bo szkoda by było wiedzić że pisarz nie ma wyobraźni
                  • marek.zak1 Inny model 11.06.13, 22:20
                    Tak, preferuję inny model, w którym moja kobieta mnie kocha i ja ją. To nie jest ryzyko, skoro kobieta mówi mu otwarcie, że go nie kocha, tylko quasi-samobójstwo.
                    Związałabyś się z facetem, który Ci mówi: ,,nie kocham cię, może tak być?"?.
                    • bgz0702 Re: Inny model 11.06.13, 22:25
                      marek.zak1 napisał:

                      > Tak, preferuję inny model, w którym moja kobieta mnie kocha i ja ją. To nie je
                      > st ryzyko, skoro kobieta mówi mu otwarcie, że go nie kocha, tylko quasi-samobój
                      > stwo.
                      > Związałabyś się z facetem, który Ci mówi: ,,nie kocham cię, może tak być?"?.

                      Nie, ale ja to nie on, nie mam parcia żeby żyć w świecie samych bgz0702 ;) lubię ludzi i cieszę że są inni i różni ode mnie. Lubie go już za sam fakt bycia bezpośrednim ale nie chamskim i życzę mu żeby mu się udało to życie przetrwać bez cynizmu i chamstwa, fajna przygoda mieć dystans do siebie. Tak mi pasuje, taki model;)
                      • marek.zak1 Re: Inny model 11.06.13, 22:29
                        Oczywiście, zyczymy koledze wszystkiego, co najlepsze, ale oboje wiemy, ze gdy w związku nie ma miłości, nic z tego nie będzie. Taki świat.
                        • bgz0702 Re: Inny model 11.06.13, 22:35
                          marek.zak1 napisał:

                          > Oczywiście, zyczymy koledze wszystkiego, co najlepsze, ale oboje wiemy, ze gdy
                          > w związku nie ma miłości, nic z tego nie będzie. Taki świat.

                          Nie wiem tego z całą pewnością Marek, nigdy nikogo nie kochałam poza moim mężem choć nie był moim jedynym facetem i pewnie dlatego jestem jego żoną, ale nie wypowiadam się w imieniu innych
                          • marek.zak1 Re: Inny model 11.06.13, 22:57
                            No to wierz mi na słowo. Pozdr. i dobranoc. M.
                            • bgz0702 Re: Inny model 11.06.13, 22:58
                              marek.zak1 napisał:

                              > No to wierz mi na słowo. Pozdr. i dobranoc. M.

                              Pa
                            • bgz0702 Re: Inny model 11.06.13, 23:20
                              marek.zak1 napisał:

                              > No to wierz mi na słowo. Pozdr. i dobranoc. M.

                              Marek, przepraszam, nie mogę. Kiepska jestem z ta wiarą ale pozdrawiam, pa.
                  • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:02
                    Ja nie narzekam. Nie wiem dokladnie o jakie koszty chodzi, ale jezeli o emocjonalne - to duzo nizsze niz wczesniej kiedy chcialem naprawiac, gadac itp. Okazalo sie ze to nie mam do tego naprawiania telantu, ona byc moze tez nie. A tak - nasze zycia sa zoptymalizowane do maksimum biarac pod uwage okolicznosci.

                    Jezeli chodzi o forse - nie ma problemu, zarabiam niezle i moglbym wiecej gdyby trzeba bylo; mam wiecej niz tak naprawde mi potrzeba. Fakt, ze z typowych gadzetow potrzeba mi bardzo niewiele a zona lubi zakupy ale nie lubi przeplacac. I lubi niezaleznosc. Z mojego punktu widzenia wydaje malo albo wrecz wcale - biorac pod uwage ile energii wklada w dom.

                    Jezeli chodzi o koszt "nie mozna poszukac innej kobiety" - to nie koszt, to zaleta. Jako naiwny duren, ktory w stanie zakochania spieprzyl sobie niejedna szanse bardzo sobie chwale ta "wiezienie". Mam od urodzenia syna stosunek do innych kobiet dokladnie taki jakiego chcialy ode mnie kiedy bylem mlodszy - szanuje je i trzymam sie z daleka od ich uroczosci. Jak czasem ktoras powie cos ciekawego - chetnie poslucham. Jak ma pusto w glowie albo jest gadajaca tuba jakiejs ideologii - nie trace czasu. Dygresja - jak sobie ulozysz (odpuscisz) z kontakty z kobietami (jako potencjalnymi partnerkami do lozka) z miejsca odpada tez to wk*rwiajace mierzenie sie na wielkosc fiuta (przenosnia) z facetami. Bo po co?
                    • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:13
                      Rozumiem, czyli zona powiedziala Ci, ze Cie nie kocha, ale dla Ciebie i tak bylo spoko. Ty tez jej nie kochales ale uznales , ze milosc i ta cala romatyczna otoczka jest przereklamowana? Czy moze kochales ja/byles zakochany i mysleles, ze to wystarczy za dwoje?
                      Tutaj nie chodzi o to, ze Ty bys nie mogl z innymi, Ty nie chcesz z innymi, co calkiem rozumiem. Nie mozesz/nie chcesz zmienic swojej rzeczywistosi a zatem zmieniles swoje nastawienie. Rzecz w tym w jaki sposob do takiej sytuacji doszlo? I co tutaj jest "zoptymalizowane" kiedy jednoczesnie napisales, ze stoi miedzy Wam 12 lat rozczarowan i nieplanowane dziecko. Czego tutaj sie trzymac? To troche na zasadzie male, ciasne ale moje? Kto wie co mogloby byc po tym, moze cos jeszcze gorszego?
                      • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:35
                        Przypuszczam że uznaje żonę za piekną wspaniałą kobietę lub coś w tym rodzaju (z wynalazcami niełatwo o empatię...)
                        • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:48
                          No zonka jest spoko - przede wszytkim nie serwuje innym ani sobie sciemy, trzyma sie faktow, ma wyksztalcenie w jednej z nauk scislych.

                          Nie jest piekna ale jest urocza.

                          Ma czesciej dol niz nie ma, i kedys mnie to doprowadzalo do szalu. Jak odpuscilem i trzymam wiekszy dystans jest chyba lepiej (albo tak sobie wmawiam bo mi wygodniej, tego nigdy nie wiesz na pewno)
                      • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:38
                        Nie moge uczciwie powiedziec ze jej nie kocham bo nie rozumiem tego slowa. Jestem do niej mocno przywiazany i ciagle mnie podnieca - to na pewno.

                        Nie znam w ogole jej emocjonalnej przeszlosci. Jej ojciec (czyli moj tesc) jest typowym przewodnikiem stada. Mnie nie irytuje ale ona miala kiedys ciezko. Co do jej "historii" - nie wiem. Sama z siebie nic o tym nie wspomina wiec nie ciagne za jezyk. Nie byla dziewica kiedy sie poznalismy wiec jakies relacje z facetami musiala miec. Jakie i z kim - nie wiem.

                        Ja z kolei przezylem troche przedluzona wersje nieszczesliwej szczeniecej milosci (miedzy 16 a 24 rokiem zycia), potem pare lat w czysto fizycznym zwiazku z dziewczyna nie majaca praktycznie zadnych zahamowan w seksie.Kilka luzniejszych znajomosci i kilka niecodziennych eksperymentow a potem jeden powazniejszy z samotna matka / business woman. Generalnie czuje sie "wyszumiany", ale w Ars Amandi nie wyszedlem poza przecietnosc. Szkoda, ale "nie zawsze musi byc kawior" jak mawiaja moje eks dziewczyny ;p

                        Znajomosc z zona zaczela sie od samotnosci i seksu.
                        • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:43
                          No i wszystko się układa - przeczytajcie. Wytrawny, oryginalny mężczyzna.

                          Wcale Ci się nie dziwię chłopie!!
                          • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:44
                            PS. Ta historia 16-24 odcisnęła b. ważne piętno na tym wszystkim... ja wiem, ja czuję
                            • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:56
                              Nie da sie ukryc.

                              I przy okazji dzieki za empatie - zdanie o 8 letniej nieszczesliwej milosci u faceta po 20 w normalnych warunkach (czyt. nie na forum) dyskredytuje go bardziej niz "a tak przy okazji - lubie w wolnych chwilach zmarszczyc Freda pod hard-core porn". Duzo bardziej.
                              • jesod Zdanie 12.06.13, 00:12
                                protein.spill napisał(a):
                                > zdanie o 8 letniej nieszczesliwej milosci u faceta po 20 w normalnych warunkach
                                > (czyt. nie na forum) dyskredytuje go bardziej niz

                                No, nie żartuj sobie! Facet też człowiek. :)
                            • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:59
                              loppe napisał:

                              > PS. Ta historia 16-24 odcisnęła b. ważne piętno na tym wszystkim... ja wiem, ja
                              > czuję
                              Dokladnie tak. A to blad, myslec po takiej historii "nigdy juz sie nie dam tak zakochac, wkrecic, nigdy wiecej tego bolu, po co komu ta cala romantycznosc." I od tego dnia niby szukac kobiety, ale bez wielkiego angazowania sie, nie dajac 100% ze strachu, ze jakas znow go zrani i znow bedzie cierpial. Przygody, bujanie, niby szukanie az wreszcie mala panika, ze byc moze nikogo juz nie znajde i co wtedy. Ta jest wyksztalcona, rozumiemy sie w miare, milo jest, skes jest a milosc....po co to koumu, spoko, jakos to bedzie, z wieloma ludzi mozna spokojnie zyc.
                        • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:53
                          No a z ta, co nie miala zadnych zahamowan nie bylo probowac? Przegapiles czy nie byles jeszcze wtedy tak "do przodu"? No mniejsza o to, bylo minelo, nie ma co zalowac.
                          Oczywiscie, ze rozumiesz slowo "milosc" i kochac, bo przezyles nieszczesliwa milosc. A potem byl wielki zawod i mysl "nigdy wiecej" i po co komu ta milosc.
                          Pytanie po co sie zeniles? Po co ona wychodzila za Ciebie za maz jezeli Cie nie kochala? Dziecko, piszesz, nieplanowane czy chyba nie bylo tutaj checi zakladania rodziny? Moze, zeby wreszcie kogos miec, tak na stale, zeby moc z nim spedzac samotne wieczory, bo ilez mozna zyc samemu? Tym bardziej, ze wszyscy inni tez kogos maja?
                          • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 00:03
                            Sypiala tez z innymi facetami.
                            Wtedy bylem za mlody na otwarty zwiazek.
                            Zreszta nie mozna miec w takich ukladach dziecka (no - ja nie moge).

                            Zreszta moze dalej jestem, bo nie jestem pewien czy bym sie zgodzil jak by mnie zona o to poprosila. Ale tez nie jestem pewien czy bym sie nie zgodzil - warunek: kamerka i kopia filmu dla mnie (oczywiscie niesmaczny zart, bo takie lubie najbardziej).
                          • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 00:20
                            Nie odpowiedzialem Ci na wazniejsze pytania, te o malzenstwie i o milosc. Istota malzenstwa jest kontrakt, nie uczucie. Owszem ludzie robia to zazwyczaj kiedy sa zakochani, bo normalnie nie pozwala im na to zdrowy egoizm - ale sam sens tej przysiegi (przynajmniej w kanonicznym brzmieniu) to:

                            "bede z Toba do smierci niezaleznie od okolicznosci"

                            Oczywiscie jest tez kawalek ze "przysiegam Ci milosc", ale ta czesc kontraktu nie moze byc traktowana powaznie skoro jest obietnica stanu emocjonalnego. Rownie dobrze moglbym obiecac , ze nigdy nie przestane lubic sera plesniowego. I choc szansa, ze przestane lubic ten ser jest mniejsza, niz ze przestane kocgos kochac, to nikt takiej przysiegi nie wezmie powaznie. Kiedys uwazalem, ze gdyby wybrazic sobie kulture jako istote obdarzona swiadomoscia - to bylaby to wredna manipulatorka (uzywam rodzaju zenskiego ze wzgledu na rodzaj zenski slowa "kultura"). W naszej tradycji pelno jest zakazow nie do utrzymania, nakazow nie do wypelnienia, ciagle jestesmy winni czegos, na co nie mamy wplywu. "Przysiegam kochac Cie az do smierci" to klasyk.

                            Wracajac do sedna: tak powaznych zobowiazan nie podejmuje sie na pod wplywem emocji. Nikt nikogo nie zmusza do chajtania sie, ale jezeli juz to robic - rob to odpowiedzialnie, na chlodno.
                            Poprzednie zdanie jest obliczone na efekt. Nieznacznie. ;)
                            • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 00:41
                              No dobrze, ozeniles sie "odpowiedzialnie" i "na chlodno". Rozumiem. Ale po co?
                              Ja wyszalam za maz ze wzgladow praktycznych(nie wiem czy z milosci byloby to konieczne, mozna byc razem i bez slubu, ale milosc to dla mnie warunek konieczny, inaczej nie widze sensu, ja), ale motorem napedowym byla milosc, bo gdyby jej nie bylo nie chcialabym byc/wiazac sie z tym czlowiekiem, on ze mna tez nie. Bo po co? I stad moje pytanie.
                              Chciales wreszcie zalozyc rodzine? Po co Ci byl ten "kontrakt"? Moze podobnie jak mi potrzebny byl ze wzgledow praktycznych, z ta roznica, ze dla Ciebie warunkiem koniecznym do bycia razem nie jest/nie byla milosc, bo byles przekonany, ze bez niej tez mozna.
                              Temat jest interesujacy, bo wlasnie przerabiam podobny przypadek w rodzinie meza, nie potrafie tego pojac, ale staram sie zrozumiec. Gosc po prostu stwierdzil, ze chce wreszcie miec rodzine a szukal dosc dlugo i milosci nie znalazl, wiec szanse, ze ja znajdzie sa coraz mniejsze a czas leci. Wiec ozenil sie. Jest szansa, ze ja pokocha i ona jego i ze cale to malzenstwo zafunkcjonuje a moze zafunkcjonuje tez bez milosci. Ja nie wiem, znam takie pary, "na letniaka" przetrwa na wieki, ale to nie dla mnie. Jak tak sobie zycia nie wyobrazam. Milosc moze minac, nie ma gwarancji, ze tak sie nie stanie, ale chociaz niech bedzie na poczatku. A co jak slubuje sie milosc i juz w tym momencie sie nie kocha?
                              Tego clalego zawierania zwiazku malzenskiego tak na powaznie nie bralam, ale wazny byl fakt, ze to ten facet i chce z nim byc, bo go kocham i mi na nim zalezy...no i nadzieja, ze bede szczesliwa z nim do konca.
                              • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 01:26
                                Dlaczego nie?
                                Znalismy sie juz dlugo.
                                Wiedzialem ze to wlasciwa osoba do przezycia calego zycia - to podstawa.
                                Oswiadczylem sie - i to dla mnie jest ten wiazacy moment obietnicy i delaracji, nie slub.
                                I po prostu jestesmy razem.

                                W zaden sposob nie chce podwazac Twojego tego co powiedzialas o swoim malzenstwie, ale ja zwyczajnie nie spotkalem nigdy pary ktora po prostu sie kocha.

                                Ludzie zyja ze soba, formuja wielowarstwowe skomplikowane relacje pelne emocji, napiec, sentymentow i resentymentow, wyobrazen, oczekiwan, zawodow, wdzieccznosci rozgoryczenia - a czasem transakcji. Moznaby wyliczac dlugo.

                                Dlaczego upieram sie, zeby tego powyzej nie nazywac miloscia? Bo to slowo splyca. Ludzie sie "kochaja", poten cos sie wydarza i sie "nienawidza". "Od milosci do nienawisci jeden krok" - co za plycizna i banal. Po prostu ich relacje ulegly przemianie, czesto nie takiej znow duzej - i od teraz latwiej to nazwac "nienawiscia".

                                Wroce do sera plesniowego (chyba jestem glodny).
                                Masz mleko i ono jest swieze, "dobre" (dobre = milosc).
                                Bakterie je kwasza (czy moze podpuszczka - nie wiem dokladnie) - i ono jest juz nieswieze i zajezdza rzygiem (niedobre=nienawisc). Oczekujesz jeszcze chwile - masz ser (o znowu milosc! hurra!). Czas leci, ser niezjedzony - zaczyna zalatywac plesnia (ojej - w naszym zyciu znowu zagoscila nienawisc). Plesn okazuje sie szlachetnym szczepem - ser staje sie rarytasem (niravana! oswiecenie!)

                                Jeden i ten sam proces, rozne fazy. Jak zaczniesz sie ograniczac do "to jest dobre a to jest zle" to sie sfrustrujesz. Jak po prostu zaakceptujesz procesy jakie sa - doczekasz sie nirvany.

                                Nie mowie zeby biernie czekac albo unikac precyzji obserwacji. Np produkcja sera to przeciez precyzyjny proces, trzeba sie kolo tego nachodzic.

                                Normalnie wyszly mi madrosci jak u Pablo Cohello - banal, ale jakie wrazenie glebi! To chyba jest juz intelektualna masturbacja.

                                Dobranoc
                                • mojemail3 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 08:03
                                  protein.spill napisał:
                                  "(...)ale ja zwyczajnie nie spotkalem nigdy pary ktora po prostu sie kocha(...)"
                                  Niewiarygodne, zastanawiam się, czy jest to kwestia środowiska w jakim funkcjonujemy w młodości, we wczesnej młodości? Czy jak się człowiek pozytywnie nakręci, szuka miłości życia to ją znajdzie??? Wśród bliskich znajomych, mam w 90 % pary, które się naprawdę kochają do tej pory,a małżeństwa były z tzw. wielkiej miłości...

                                  Co do wcześniejszych opisów podrywu ekonomisty na Heideggera,to rzeczywiście musiały być wyposzczone studentki z żeńskich wydziałów....W czasie studiów mój akademik sąsiadował z akademikiem ekonomii i nie pamiętam ani jednej pary "naszych" z tamtym wydziałem...Niestety ekonomiści nie mieli żadnych szans z wydziałem leśnym...
                                  A Ci byli romantycznie zakręceni, a przy tym męscy...


                                  Najmi
                                  • marek.zak1 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 09:00
                                    Jest mnóstwo małżeństw, które się kocha, choćby Loppe i moje :).
                                    Protein myli organizację z istotą małżeństw, warunki konieczne (miłość) z ważnymi (organizacja, kasa, mieszkanie). Otóż każde małżeństwo jest kontraktem, ale nie każdy kontrakt - małżeństwem.
                                  • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 09:56
                                    Nie rozumiemy sie: mi tylko chodzi o to, obiegowe rozumienie milosc jest tylko uproszczonym (a z tego powodu niewiarygodnym) splyceniem rzeczywisosci. Plytkim a przy tym tak rozleglym, ze nic nie znaczy (semantycznie, bo subiektywnie moze dla kogos znaczyc "wszystko"). Czy Joseph Fritzl kocha swoje dzieci? Albo lagodniej: czy rodzice, ktorzy "rozpuszczaja" dziecko kochaja go?

                                    Iluzja milosci jest dla doroslych tym czym iluzja Mikolaja dla dzieci i iluzja Boga dla umierajacych. Tym czym iluzja wolnosci dla obywateli. Daje komfort, chroni psychike i motywuje.

                                    Co ekonomistow w pelni potwierdzasz moj punkt widzenia: ludzie sa rasistowscy z natury i latwo generalizuja. Naprawde wierzylysz, ze cala populacja ekonimistow to nudziarze, a lesnicy sa "romantyczni"? BTW "romantyzm" podaje w cudzyslowiu, bo jezeli chodzi o stosunek do zycia wziety z literatury to kobiety szukaja pozno-XVIII-wiecznego sentymentalizmu a nie romantyzmu.
                                    • marek.zak1 Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 10:10
                                      Strawiasz tezę, że nie, że jest to wyłącznie iluzja i spłycenie rzeczywistości. Następnie używając typowego tricku erystycznego, podajesz przyklad Fritzla, czyli zboczeńca i dewianta.
                                      Podobnie jak KAG i i nni uczestnicy, uważamy, że się mylisz, a Twoje problemy właśnie biorą się z braku miłości i traktowaniea małżeństwa w kategorii kontraktu.
                                      • bgz0702 Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 18:37
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Strawiasz tezę, że nie, że jest to wyłącznie iluzja i spłycenie rzeczywistości.
                                        > Następnie używając typowego tricku erystycznego, podajesz przyklad Fritzla, cz
                                        > yli zboczeńca i dewianta.
                                        > Podobnie jak KAG i i nni uczestnicy, uważamy, że się mylisz, a Twoje problemy w
                                        > łaśnie biorą się z braku miłości i traktowaniea małżeństwa w kategorii kontrakt
                                        > u.

                                        Marek "trick erystyczny" to twoje ulubione elekwentne wyrażenie ;) Ale to już pomijając chańbą są twoje częste tricki podpierania się cudzym słowem albo osobą co ma świadczyć jak sądzę że "takie" gremium mylić się nie może. A jeszcze przy okazji innych można połechtać docenieniem ich intelektu ;) Że niby co? Wyżyną być ludzkiej osobowości? Jedyne czego nie mogę znieść to ciasnota ludzkich umysłów. Przepraszam ale tłumie to w sobie od kiedy cię "czytam". Straszne to jest, przepraszam. Nie znoszę mentorów

                                        • mojemail3 Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 18:59
                                          bgz0702 napisała:
                                          (...)" Jedyne czego nie mogę znieść to ciasnota ludzkich umysłów (...)

                                          Bgz, nie przesadzasz? z tą...hańbą... Absolutnie nie staję tu w obronie Marka, on się pewnie sam obroni;-)
                                          Każdy z nas jest w jakiś sposób "ograniczony" a może wyspecjalizowany z racji swego wykształcenia, doświadczeń, cech osobowości.
                                          Ty masz chyba humanistyczne wykształcenie, mylę się?
                                          Napiszę tylko w obronie inżynierów( do grona których się zaliczam) że być może nie cechuje ich górnolotność wypowiedzi,ale za to zwykle zwięzłość i prostota...
                                          • that.bitch.is.sick Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 20:39
                                            mojemail3 napisała:

                                            > bgz0702 napisała:
                                            > (...)" Jedyne czego nie mogę znieść to ciasnota ludzkich umysłów (...)
                                            >

                                            > Ty masz chyba humanistyczne wykształcenie, mylę się?
                                            > Napiszę tylko w obronie inżynierów( do grona których się zaliczam) że być może
                                            > nie cechuje ich górnolotność wypowiedzi,ale za to zwykle zwięzłość i prostota..
                                            > .

                                            I najwyraźniej potrafią pisać bez błędów ortograficznych co jak widać zdarza się pani "humanistce". "Ciasnota ludzkich umysłów" to już po po prostu chwytanie się wycieczek osobistych gdy brakuje argumentów.
                                            • bgz0702 Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 20:44
                                              that.bitch.is.sick napisała:

                                              > mojemail3 napisała:
                                              >
                                              > > bgz0702 napisała:
                                              > > (...)" Jedyne czego nie mogę znieść to ciasnota ludzkich umysłów (...)
                                              > >
                                              >
                                              > > Ty masz chyba humanistyczne wykształcenie, mylę się?
                                              > > Napiszę tylko w obronie inżynierów( do grona których się zaliczam) że być
                                              > może
                                              > > nie cechuje ich górnolotność wypowiedzi,ale za to zwykle zwięzłość i pros
                                              > tota..
                                              > > .
                                              >
                                              > I najwyraźniej potrafią pisać bez błędów ortograficznych co jak widać zdarza si
                                              > ę pani "humanistce". "Ciasnota ludzkich umysłów" to już po po prostu chwytanie
                                              > się wycieczek osobistych gdy brakuje argumentów.
                                              >
                                              ;) tak wiem, wyobraż sobie na dodatek ze pracuję w oświacie i mam niezłe wykształcenie i właśnie humanistyczne ;))
                                        • that.bitch.is.sick Re: Czy ta dyskusja jest dla zdrowych ludzi? 12.06.13, 19:11
                                          bgz0702 napisała:

                                          > Marek "trick erystyczny" to twoje ulubione elekwentne wyrażenie ;) Ale to już p
                                          > omijając chańbą są twoje częste tricki podpierania się cudzym słowem albo osobą
                                          > co ma świadczyć jak sądzę że "takie" gremium mylić się nie może. A jeszcze prz
                                          > y okazji innych można połechtać docenieniem ich intelektu ;) Że niby co? Wyżyną
                                          > być ludzkiej osobowości? Jedyne czego nie mogę znieść to ciasnota ludzkich umy
                                          > słów. Przepraszam ale tłumie to w sobie od kiedy cię "czytam". Straszne to jest
                                          > , przepraszam. Nie znoszę mentorów
                                          >
                                          Przepraszam po raz setny że żyję na wstępie, bo to jest jedyne dopuszczalne przez Ciebie zachowanie:) ale spieszę donieść, że to autor jest nadęty jak ryba rozdymka i usiłuje staranować wszelką krytykę trybu życia, który sam tu na krytykę wystawił poprzez jałowe snucie przewlekłej filozofii uzasadniającej jego - nie wiem co? że sobie konia wali? chce poprzez filozofowanie nam udowodnić że to wielki sukces i sposób na niezadowalający seks? , Przyszedł tu znając forum z ogranym hasełkiem pomstować trochę na los, spodziewał się może że ktoś go pochwali ale prędko wycofał się zgrywając pragmatyka - co się zwyczajnie kupy nie trzyma bo skoro małżeństwo jest pasmem rozczarowań, zbytnią kalkulacją się nie wykazał. Przypominam że onanizm uprawia wielu z nas i żadnego kontynentu tu się nie odkrywa, a większości normalnych - dorosłych ludzi nie zaspokaja seksualnie takie rozwiązanie na dłuższą metę, a co dopiero takie rozwiązanie preferują.
                                          Wydawało się że post jest po to aby podyskutować nad optymalnymi rozwiązaniami problemu alternatywą i ukrytą motywacją - a tu się okazało że jest to prezentacja swojej domorosłej doktryny filozoficznej, jakiś egzotycznych definicji abstrakcyjnych pojęć oraz walenie konia jako genialna kalkulacja życiowa.
                                          Czy my już jesteśmy w jakimś zakładzie dla obłąkanych?

                                          Wole już takiego doktura który przynajmniej szczerze przyznał że jest frajerem.
                                          • marek.zak1 Walenie konia vs słaby seks z żoną 12.06.13, 20:03
                                            Trafiłas Bitch. Jest postawiona główna teza, że walenie konia jest lepsze od słabego seksu z żoną. Nie czuję się tutaj ekspertem, wiec czekam na wypowiedzi innych.
                                        • marek.zak1 Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 19:57
                                          Stawiam tezę, że miłośc istnieje, a Ty twierdzisz, że:
                                          - podpieram się trickiem erystycznym,
                                          - jestem mentorem, i jest to straszne,
                                          - hańbą jest podpieranie sie czyims słowem.
                                          Po tym wszystkim już nie wiem, czy uważasz, że miłość istnieje, czy nie?
                                          Na szczęście kolega wycofał sie, z połowywania na Fritzla, jako kochajacego ojca w swojej argumentacji. To naprawdę było nie na miejscu.
                                          • bgz0702 Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 20:25
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > Stawiam tezę, że miłośc istnieje, a Ty twierdzisz, że:
                                            > - podpieram się trickiem erystycznym,
                                            > - jestem mentorem, i jest to straszne,
                                            > - hańbą jest podpieranie sie czyims słowem.
                                            > Po tym wszystkim już nie wiem, czy uważasz, że miłość istnieje, czy nie?
                                            > Na szczęście kolega wycofał sie, z połowywania na Fritzla, jako kochajacego ojc
                                            > a w swojej argumentacji. To naprawdę było nie na miejscu.
                                            >
                                            Marek to nie o tą cała miłosć chodzi i pana autora, który sam się juz zaczyna topić i jego sprawa. To straszne jest dla mnie jak bardzo trzymasz w ryzach swoją wyobraźnie a pisarz z ciebie manifestant na dodatek. Gdybyś nie był taki manifestant byłbyś sobie gościem, którego ominęłabym szerokim łukiem nie widząc powodu do dyskusji ale że wieszasz się na afisz miewam nerwice czytając cię.
                                            Mojemail mnie pyta czy mam humanistyczne wykształcenie, mam, mąż mój inżynier- fajny gośc, zwięzły i tematyczny- pasuje mi to.
                                            A czy miłość istnieje. Istnieje, tak i ja też jestem jej wielkim fanem w róznych postaciach. Miłość jest fajna ale do tego trzeba umieć być frajerem, a nie każdy ma takie ambicje
                                            • marek.zak1 Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 20:35
                                              No wiec sie zgadzamy, miłośc istnieje. Nie rozumiem zatem dlaczego najpierw odrzucasz moją argumentacje, twierdzisz, że jestem mentorem, a potem mówisz to, co ja?
                                              A to, co mnie łączy z Twoim mężem, to to, że ja tez skończyłem politechnikę.
                                              • bgz0702 Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 20:41
                                                marek.zak1 napisał:

                                                > No wiec sie zgadzamy, miłośc istnieje. Nie rozumiem zatem dlaczego najpierw odr
                                                > zucasz moją argumentacje, twierdzisz, że jestem mentorem, a potem mówisz to, c
                                                > o ja?
                                                > A to, co mnie łączy z Twoim mężem, to to, że ja tez skończyłem politechnikę.

                                                Bo to zależy od tego co to za argumentacja. Ukłon w moja stronę ze jest coś co cię łączy z moim mężem ?;)) a więc już nam bliżej do siebie... ;)) Pozdrawiam Marek i przepraszam, nie miałam ochoty ciebie obrazić a twój sposób "zarządzania" słowem

                                                P.s. Bitch- nie przepraszam że żyje choć rzeczywiście smucę sie czasami ze inni musieli już odejść ;))
                                      • protein.spill Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 19:12
                                        ok, cofam fritzla, bezdziejny przyklad, nic nie wnosi.
                                      • protein.spill Re: Czy miłośc istnieje? 12.06.13, 19:56
                                        Ok sprobuje inaczej.

                                        To nie jest splycenie rzeczywistosci. To tylko niedoskolosc przekazu, zbyt ogolne pojecie.
                                        Jedna uwaga: nie moge sie mylic lub nie mylic w kwestii czegos co jest rozumiane tak subiektywnie. Ale pewnie chodzilo Ci o takie szersze "mylisz sie" w kontekscie calego stusunku do kobiet. Moze tak jest, moze nie - mi z tym dobrze.

                                        Nie mam wiekszych problemow. Pisze po to, zeby przedstawic innym niezla (moim zdaniem) alternatywe to beznadziejnych zwiazkow. Nie pisze po to, zeby odwodzic ludzi ktorym dobrze z partnerami od tych partnerow.

                                        No i ostroznie z zarzutami nieuczciwej dyskusji. Dla rozrywki rozbierzmy Twoja ostatnia wypowiedz pod tym katem:

                                        Zarzut erystyki sam w sobie nie wnosi wiele konkretow (aczkolwiek przyznaje, ze Fritzl, tak jak Hitler, w watku zwiastuje jego rychle sprowadzenie do dna - moj ewidentny blad).
                                        Jako argumentu uzywasz autorytetu swojego, KAG oraz zdania wiekszosci. Dla mnie to podpada pod "argumentum ad verecundiam" - twoj (osoby szanowanej) i ogolu punkt widzenia jest inny niz moj, wiec nie mam racji.

                                        W tym temacie proponuje sie zgodzic z oczywistoscia, ze ludzie chca budowac dobre zwiazki i chca nazywac to miloscia - nie chce im tego odbierac. Po prostu bede unikal wypisywania tego slowa na forum wylacznie ze wzgledu na brak precyzji. OK?
                                    • jesod Miłość 12.06.13, 10:43
                                      protein.spill napisał(a):
                                      > Nie rozumiemy sie: mi tylko chodzi o to, obiegowe rozumienie milosc jest tylko
                                      > uproszczonym (a z tego powodu niewiarygodnym) splyceniem rzeczywisosci. Plytkim
                                      > a przy tym tak rozleglym, ze nic nie znaczy (semantycznie, bo subiektywnie moz
                                      > e dla kogos znaczyc "wszystko").

                                      Nie można mówić/pisać o obiegowym rozumieniu miłości. To jest wypowiadanie się za większość ludzkości. Nie można też oceniać jej rozumienia w imieniu tej większości.
                                      Bardziej interesujące jest to, co Ty rozumiesz przez miłość. Czym ona dla Ciebie jest?
                                      Miłość ma zawsze wymiar indywidualny.
                                      Może oznaczać wiele różnych, pozytywnych uczuć, a tym samym dla każdego z nas również coś innego. Wspólną ich cechą jest to, że są dobre - niosą radość, poczucie szczęścia i chęć do życia. Czy to mało? Człowiek pragnie być szczęśliwy... Jestem więc pragnę.
                                      • zawle Re: Miłość 12.06.13, 11:38
                                        Czytam ten wątek i nie bardzo wiem czemu są tu jakieś próby doradzania. Facet żyje tak jak lubi i chce. Pewnie nie unieszczęśliwia swojej żony. Sam realizuje się gdzie indziej. Wszystko na trzeźwo, przemyślane, bez jęków właściwych temu forum. To jego wybór i jego życie. Czy jest gorsze, czy lepsze...nie nam to oceniać. Tak wybrał w pełni władz umysłowych i tego się trzyma.
                                        • marek.zak1 Re: Miłość 12.06.13, 11:41
                                          To skąd pytania na forum, co z tym zrobić?
                                        • kag73 Re: Miłość 12.06.13, 11:43
                                          Ja nie wiem czy mu ktos doradza. Jak dla mnie to zwyczajna wymiana zdan/mysli. Chyba dozwolona, prawda? Dlaczego nie probowac zrozumiec kogos kto zyje inaczej? Nie widze w tym nic zlego.
                                          A tak poza tym nie pisal gdzies, ze zona czesto "miewa dola" i ze maja miedzy soba 12 lat rozczarowan i jest "nieciekawie"? Niemniej jednak probuje w swoich okolicznosciach zyc jak najlepej porafi i nie jeczy, przynajmniej nie glosno:))
                                        • jesod Re: Miłość 12.06.13, 11:44
                                          zawle napisała:
                                          > Facet żyje tak jak lubi i chce.

                                          A czy ktoś z nas Mu w tym przeszkadza?
                                          Zdaje się, że nie o tym była mowa przed chwilą...
                                        • mojemail3 Re: Miłość 12.06.13, 12:23
                                          zawle napisała:
                                          (...)"Wszystko na trzeźwo, przemyślane, bez jęków właściwych temu forum"

                                          Zawle, jęki to kwintesencja istnienia...dzieci jęczą i marudzą ile wlezie, jęczy nawet mój kot i ma co chce skubany sierściuch ;)

                                          Najmi
                                      • mojemail3 Re: Miłość 12.06.13, 12:17
                                        jesod napisała:
                                        > Nie można mówić/pisać o obiegowym rozumieniu miłości. To jest wypowiadanie się
                                        > za większość ludzkości. Nie można też oceniać jej rozumienia w imieniu tej więk
                                        > szości.

                                        Jesod, wygląda to tak, jakbym Cię sparafrazowała, a dokładniej zmałpowała...Pisałam posta jakąś godzinę temu( chyba) zanim się wywiązała dyskusja o miłości, ale w tym czasie przyszedł klient i miałam robotę( jakkolwiek to brzmi;)
                                        Miło,że mamy podobne wnioski na ten temat, pozdrawiam;)
                                      • loppe Re: Miłość 12.06.13, 15:31
                                        Jesod:> Miłość ma zawsze wymiar indywidualny.
                                        > Może oznaczać wiele różnych, pozytywnych uczuć, a tym samym dla każdego z nas
                                        > również coś innego. Wspólną ich cechą jest to, że są dobre - niosą radość, pocz
                                        > ucie szczęścia i chęć do życia. Czy to mało? Człowiek pragnie być szczęśliwy...
                                        > Jestem więc pragnę.

                                        Najcenniejsze to kochać, a zaraz potem być kochanym.
                                        Jak patrzę na siebie, to - w pewnym uproszczeniu - żona pokazała mi czym jest taka naprawdę miłość, ja to potem przeżyłem bardzo mocno kochając córkę, i wreszcie żonę
                                        • loppe Re: Miłość 12.06.13, 15:32
                                          Kiedyś najbardziej w świecie kochałem córkę, a od m/w 10 lat najbardziej kocham żonę ze wszystkich ludzi
                                          • marek.zak1 Re: Miłość 12.06.13, 18:20
                                            A jak córki nie było, też żonę. Czyli żona, córka, a teraz znów żona?
                                            Tak, czy inaczej zawsze dziewczyny, tak jak ja :)
                                            • loppe Re: Miłość 12.06.13, 19:58
                                              Przy okazji, moja córka ma teraz tyle lat co Kotoshi. I pewnego razu musiałem po wizycie boyfrienda wyłączyć - jak się okazało po dotarciu do źródła dziwnego buczenia - wibrator....
                                              • loppe Re: Miłość 12.06.13, 20:01
                                                To było tak silne przeżycie, że aż musiałem się nim podzielić z żoną żeby trochę siebie odciążyć. A żona na to - "A duży?"
                                              • bgz0702 Re: Miłość 12.06.13, 22:20
                                                loppe napisał:

                                                > Przy okazji, moja córka ma teraz tyle lat co Kotoshi. I pewnego razu musiałem p
                                                > o wizycie boyfrienda wyłączyć - jak się okazało po dotarciu do źródła dziwnego
                                                > buczenia - wibrator....

                                                Aś pojechał z tą córką ;) dzieci trzeba chonić, nie wiesz o tym? Tak żeby zdradzać tajemnice własnego dziecka mimo że jest anonimowe? ;) Chciałeś odstresować rozmówców i zwrócić uwagę na dowcipny epizod? ;))
                                                • loppe Re: Miłość 12.06.13, 22:22
                                                  Masz rację, żałuję tego.
                                                  • bgz0702 Re: Miłość 12.06.13, 22:53
                                                    Opowiem ci historię mojej koleżanki tak dla pozbycia się smutku i żalu ;) (notabene skorpionki).
                                                    Miała kiedys takiego chłopaka cwaniaka z pks-u i zbója ale miłość to była wielka i wielce kopulująca. Chłopak często brał autko rodziców bez pozwolenia i jeżdził wieczorem do koleżanki i tam kopulowali bo tylko tak to mogę nazwać, takie były klimaty. Następnie wracał do domu i dostawał wpieprz od ojca bo kawał to było chu.. z tego gościa, taki ojciec. Mama był zawsze bardziej wrażliwa i broniła syna bo on: albo miał ważną sprawę do załatwienia, albo to jechał po zeszyty do kumpla, albo musiał się uczyć na drugim końcu miasta itd.
                                                    A ze chłopak ojcem się nie zrażał i z uporem maniaka zabierał klucze, które ten prowokująco zostawiał zawsze w tym samym miejscu, więc zawsze dostawał wpieprz a biedna mama płakała bo dziecko przecież jechało się uczyć... Pewnego dnia wraca chłpoak do domu i ojciec krzyczy już w drzwiach: -gdzie byłeś ty skur....,
                                                    -w bibliotece- odpowiada chłopak,
                                                    -w bibliotece, o tej porze?!- ojciec krzyczy.
                                                    -Tak w bibliotece i mam w dupie to wszystko najwyzej dostanę pałe!- straszy cwaniak...
                                                    A mama stoi w kącie i placze bo dobre dziecko ma przecież, jechało się uczyć.
                                                    -Dawaj klucze!- krzyczy ojciec.
                                                    -Masz!!!- wyciąga chłopiec klucze z kieszeni i rzuca nimi na podłogę ;))
                                                    Mama patrzy, podnosi klucze z podłogi i mówi: A co to?....
                                                    A to prezerwatywa wypełniona spermą syna, zawiązana i przyklejona do kluczy ;))) Ryk mamy był starszny ponoć, płakała, krzyczała, nie chciała na oczy go widzieć, tylko ojciec od tej pory mrugał do niego porozumiewawczo okiem jak wieczorem wychodził z domu ale autka i tak nie pożyczał
                                                  • loppe Re: Miłość 12.06.13, 23:01
                                                    Dziękuję Ci B.

                                                    W sumie w mojej historii nie było nic takiego - bo wibrator to nic takiego - ale pisanie o tym przeze mnie nie było do końca w porządku. Chyba za bardzo się zdystansowaliśmy - Ona żyje zupełnie swoim życiem, nawet prawie nic nie je już w domu...
                                                  • kag73 Re: Miłość 12.06.13, 23:09
                                                    > W sumie w mojej historii nie było nic takiego - bo wibrator to nic takiego - al
                                                    > e pisanie o tym przeze mnie nie było do końca w porządku. Chyba za bardzo się z
                                                    > dystansowaliśmy - Ona żyje zupełnie swoim życiem, nawet prawie nic nie je już w
                                                    > domu...

                                                    Bez przesady, loppe, to nic takiego, przeciez jej nie znamy. Poza tym czasem czlowiek chce sie podzielic jakas przygoda/anegdotka/zdarzeniem a nie moze, nie ma komu, bo nie wypada. A tutaj na forum spoko, mozesz;)) Mnie sie spodobala odpowiedz Twojej zony:)
                                                  • loppe Re: Miłość 12.06.13, 23:12
                                                    Dziękuję Kag:)

                                                    Ja to w sobie nosiłem kilka miesięcy zanim się tu tak otworzyłem. Zobaczyć wibrującego fiuta w pokoju kochanej dziewczynki to naprawdę jest jakaś trauma dla kochającego ojca. Szkoda że mi tego nie oszczędziła - gówniara jest genialna ale chaotyczna!
                                                  • bgz0702 Re: Miłość 12.06.13, 23:15
                                                    loppe napisał:

                                                    > Dziękuję Kag:)
                                                    >
                                                    > Ja to w sobie nosiłem kilka miesięcy zanim się tu tak otworzyłem. Zobaczyć wibr
                                                    > ującego fiuta w pokoju kochanej dziewczynki to naprawdę jest jakaś trauma dla k
                                                    > ochającego ojca. Szkoda że mi tego nie oszczędziła - gówniara jest genialna ale
                                                    > chaotyczna!

                                                    No i cudownie, znaczy że jest młoda i żyje jak trza. Młodość nie może być poukłada
                                                  • kag73 Re: Miłość 12.06.13, 23:19
                                                    loppe napisał:

                                                    > Dziękuję Kag:)
                                                    >
                                                    > Ja to w sobie nosiłem kilka miesięcy zanim się tu tak otworzyłem. Zobaczyć wibr
                                                    > ującego fiuta w pokoju kochanej dziewczynki to naprawdę jest jakaś trauma dla k
                                                    > ochającego ojca. Szkoda że mi tego nie oszczędziła - gówniara jest genialna ale
                                                    > chaotyczna!

                                                    Ty sie ciesz, ze masz witalna zainteresowana swoja seksualnoscia corke, moj drogi. To bardzo wazne i dla niej i dla jej przyszlych zwiazkow. Teraz mlodziez jest naprawde do przodu, co ja tam wiedzialam w wieku lat 20, nawet na sexi bielizne nie bylo mnie stac
                                                    i do tego majac pod nosem goracego Latynosa musialam walczyc z katolickim wychowaniem i przekonaniem, ze dziewectwo traci sie po slubie:) Na szczescie w pore sie ogarnelam;))
                                                  • protein.spill Re: Miłość 13.06.13, 03:06
                                                    loppe napisał:

                                                    > Dziękuję Kag:)
                                                    >
                                                    > Ja to w sobie nosiłem kilka miesięcy zanim się tu tak otworzyłem. Zobaczyć wibr
                                                    > ującego fiuta w pokoju kochanej dziewczynki to naprawdę jest jakaś trauma dla k
                                                    > ochającego ojca. Szkoda że mi tego nie oszczędziła - gówniara jest genialna ale
                                                    > chaotyczna!

                                                    I to sie nazywa kochajacy ojciec! Czlowiek mniejszego kalibru wybieglby zmieszany a Ty wylaczyles, zeby sie baterie nie wyczerpaly ;)
                                                  • bgz0702 Re: Miłość 12.06.13, 23:13
                                                    loppe napisał:

                                                    > Dziękuję Ci B.
                                                    >
                                                    > W sumie w mojej historii nie było nic takiego - bo wibrator to nic takiego - al
                                                    > e pisanie o tym przeze mnie nie było do końca w porządku. Chyba za bardzo się z
                                                    > dystansowaliśmy - Ona żyje zupełnie swoim życiem, nawet prawie nic nie je już w
                                                    > domu...

                                                    Pozdrawiam Cię ojcu, bądź dumny z tego ze masz fajne dziecko. Już ją lubię że taka ciekawa życia i ma fajnych rodziców. Wszystko się ułoży, my też w pewnym momencie zaczęliśmy się stolować na mieście ;) Taki los rodzica
                                                  • jesod Opowiem ci historię 12.06.13, 23:10
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    > Opowiem ci historię mojej koleżanki tak dla pozbycia się smutku i żalu ;)

                                                    Agresywnie smutna ta Twoja historia. Chyba najbardziej widoczna jest tutaj miłość do samochodu. :)
                                                  • bgz0702 Re: Opowiem ci historię 12.06.13, 23:14
                                                    jesod napisała:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    > > Opowiem ci historię mojej koleżanki tak dla pozbycia się smutku i żalu ;)
                                                    >
                                                    > Agresywnie smutna ta Twoja historia. Chyba najbardziej widoczna jest tutaj mił
                                                    > ość do samochodu. :)

                                                    No miłość ale w samochodzie;))
                                      • protein.spill Re: Miłość 12.06.13, 20:12
                                        Ok, zawsze ma wymiar indywidualny. Ale jak kazde pojecie uzyte w komunikacji miedzy ludzmi ma tez jakies znaczenie, ktore chyba trafnie nakreslilas: cos dobrego, co daje poczuie szczescia i chec do zycia.

                                        Bron Boze nie atakuje tych odczuc! Ciesz sie tym ile wlezie.

                                        Nie podoba mi sie tylko jego jego niska precyzja.

                                        Pytasz jak ja to widze? Staram sie unikac myslenia w ten sposob.

                                        Np przez dluzszy czas bylem beznadziejnie zakochany. Jedni powiedza ze milosc, drudzy ze nie - to i tak nic nie wnosi ani do przezywania tego stanu, ani nawet do proby przekazania tego komus.

                                        Juz wole prymitywne zarciki (zakochac sie to tak jak zsikac sie w spodnie - niby wszyscy to widza, ale tylko ty czujesz to cieplo).
                                        • loppe Re: Miłość 12.06.13, 20:50
                                          Ad. Np. przez dluższy czas bylem beznadziejnie zakochany. Jedni powiedza ze milosc, drudzy ze nie - to i tak nic nie wnosi ani do przezywania tego stanu, ani nawet do proby przekazania tego komus.


                                          To było właśnie zakochanie, i to zapewne platońskie - potężna odmieniająca człowieka siła, nie miłość. Miłość jest spokojniejsza i mniej piękna, ale bardziej przyjemna i wartościowa.
                                          • that.bitch.is.sick Re: Miłość 12.06.13, 21:53
                                            loppe napisał:

                                            > Ad. Np. przez dluższy czas bylem beznadziejnie zakochany. Jedni powiedza ze mil
                                            > osc, drudzy ze nie - to i tak nic nie wnosi ani do przezywania tego stanu, ani
                                            > nawet do proby przekazania tego komus.
                                            >
                                            >
                                            > To było właśnie zakochanie, i to zapewne platońskie - potężna odmieniająca czło
                                            > wieka siła, nie miłość. Miłość jest spokojniejsza i mniej piękna, ale bardziej
                                            > przyjemna i wartościowa.


                                            Ja mam najczęściej taką obserwację, że kiedy jednemu człowiekowi wygodnie używać drugiego do własnych celów, chętnie nazywa to miłością ponieważ taka wizja dobrze wpływa na jego wizerunek oraz usprawiedliwia i uwiarygodnia różne roszczenia.
                                            • loppe Re: Miłość 12.06.13, 22:02
                                              Ale Ty jesteś bardzo cyniczna analityczna i nie piszesz z serca.
                                              • that.bitch.is.sick Re: Miłość 13.06.13, 01:20
                                                loppe napisał:

                                                > Ale Ty jesteś bardzo cyniczna analityczna i nie piszesz z serca.

                                                Czyli że zarzucasz mi niewrażliwość? Ja to samo zarzucam tobie jesteś cyniczny i nie piszesz z serca skoro szastasz pojęciem pięknym i abstrakcyjnym w okolicznościach zupełnie trywialnych.
                                                • loppe Re: Miłość 13.06.13, 18:24
                                                  Jesteś jak mi się wydaje porządnie zranioną idealistką - zranieni idealiści właśnie niekiedy tak ewoluują, w cynizm
                                            • loppe Re: Miłość 12.06.13, 22:38
                                              Znak Zodiaku Panna?
                                            • lampardzikus Re: Miłość 13.06.13, 10:58
                                              Tylko, że granica rozeznania między używaniem do własnych celów, a miłością jest bardzo cienka. Czy człowiek jest zdolny do czystej miłości (tj. takiej, która nie używa do własnych celów) - sądzę, że tak.
                                              W praktyce jednak jest to bardzo trudne i zazwyczaj kryją się jakieś własne cele - jesli nie uświadomione, to podświadome.
                                              • marek.zak1 Re: Miłość 13.06.13, 11:14
                                                Lampardzie. Już Szekspir w swoich dramatach odkrył, że ludzie kieruja się wyłącznie własnymi interesami. W kazdym nastepnym starał się znaleźć sytuacje, w której by tak nie było i nie udało się.
                                                Tak więc także w miłości ludzie się kieruja wlasnym interesem i nie w tym niczego nadzwyczajnego. Chcą, żeby im było dobrze, realizujac jednoczesnie strategię rozrodcza samicy badź samca.
                                                • lampardzikus Re: Miłość 13.06.13, 11:17
                                                  marek.zak1 napisał:

                                                  > Lampardzie. Już Szekspir w swoich dramatach odkrył, że ludzie kieruja się wyłą
                                                  > cznie własnymi interesami. W kazdym nastepnym starał się znaleźć sytuacje, w kt
                                                  > órej by tak nie było i nie udało się.
                                                  > Tak więc także w miłości ludzie się kieruja wlasnym interesem i nie w tym nicze
                                                  > go nadzwyczajnego. Chcą, żeby im było dobrze, realizujac jednoczesnie strategię
                                                  > rozrodcza samicy badź samca.

                                                  W dużej mierze tak jest. Ale nie do końca. Twierdzę, ze istnieje coś takiego jak miłość (w ścisłym tego słowa znaczeniu).
                                                  • marek.zak1 Re: Miłość 13.06.13, 13:07
                                                    Oczywiście, ale miłośc w przyrodzie ma doprowadzić do rozmnażania. Natura jest sprytna, zawraca nam głowę w określonym celu :)
                                                  • lampardzikus Re: Miłość 13.06.13, 13:26
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Oczywiście, ale miłośc w przyrodzie ma doprowadzić do rozmnażania. Natura jest
                                                    > sprytna, zawraca nam głowę w określonym celu :)

                                                    Natura - to słowo wytrych ;). Co to jest ta natura? Niewidzialna bezmyślna ręka? ;)
                                                    To, że "coś" zawraca nam głowę - to jasne. Ale żeby natura? ;)
                                              • that.bitch.is.sick Re: Miłość 13.06.13, 14:08
                                                lampardzikus napisał:

                                                > Tylko, że granica rozeznania między używaniem do własnych celów, a miłością jes
                                                > t bardzo cienka. Czy człowiek jest zdolny do czystej miłości (tj. takiej, która
                                                > nie używa do własnych celów) - sądzę, że tak.
                                                > W praktyce jednak jest to bardzo trudne i zazwyczaj kryją się jakieś własne cel
                                                > e - jesli nie uświadomione, to podświadome.

                                                Jeśli tak bez końca wyostrzać definicję miłości poprzez praktykę stosowania tego pojęcia przez zainteresowanych, to możemy dojść do absurdu i nazywać miłością relacje kompletnie wypaczone. Tymczasem za pojęciem miłość kryje się pewna abstrakcja i idealizacja przypisywanych jej cech. Ona być może wskazuje nam nadzieję i drogę do tego że możemy się jednak wznieść ponad hipokryzję i czyste zło skoro możemy snuć piękne idee. Jeśli nawet idee które snujemy będą brudne i brzydkie to jak będzie wyglądało nasze życie i wizja wzajemnych relacji.
                                                Dlatego protestuję przeciwko nadużywaniu tego pojęcia w kontekście typu "wyruchałem wybitnie żonę wczoraj" co to za miłość albo tak jak stosuje to sobie autor.
                                                • bgz0702 Re: Miłość 13.06.13, 14:50
                                                  that.bitch.is.sick napisała:

                                                  Ona być może wskazuje nam nadzieję i drogę do tego że możemy się jednak wznieść ponad hipokryzję i czyste zło skoro możemy snuć piękne idee. Jeśli nawet idee które snujemy będą brudne i brzydkie to jak będzie wyglądało nasze życie i wizja wzajemnych relacji...
                                                  >... Dlatego protestuję przeciwko nadużywaniu tego pojęcia w kontekście typu "wyruch
                                                  > ałem wybitnie żonę wczoraj" co to za miłość albo tak jak stosuje to sobie autor

                                                  różnice są subtelne. co innego "wyruchałem wybitnie żonę wczoraj" a co innego "wybitny seks z żoną" w klimatach lubię i sznuję swoją żonę. Mus ci chyba zweryfikować "idee wzajemnych relacji";))

                                      • urquhart "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykatura 12.06.13, 21:18
                                        jesod napisała:

                                        > protein.spill napisał(a):
                                        > > Nie rozumiemy sie: mi tylko chodzi o to, obiegowe rozumienie milosc jest
                                        > tylko
                                        > > uproszczonym (a z tego powodu niewiarygodnym) splyceniem rzeczywisosci. P
                                        > lytkim
                                        > > a przy tym tak rozleglym, ze nic nie znaczy (semantycznie, bo subiektywni
                                        > e moz
                                        > > e dla kogos znaczyc "wszystko").
                                        >
                                        > Nie można mówić/pisać o obiegowym rozumieniu miłości. To jest wypowiadanie się
                                        > za większość ludzkości. Nie można też oceniać jej rozumienia w imieniu tej więk
                                        > szości.
                                        > Bardziej interesujące jest to, co Ty rozumiesz przez miłość. Czym ona dla Ciebi
                                        > e jest?
                                        > Miłość ma zawsze wymiar indywidualny.

                                        To jakaś przecież mega relatywizacja mogąca służyć manipulowaniu i wykorzystywaniu innych. Albo miłość to pojęcie wspólne składające się z namiętności, intymności (którą opisałaś kwieciście) i zaangażowaniu, albo subiektywny nieokreślony stan jak szczęście jak sugerujesz "Może oznaczać wiele różnych, pozytywnych uczuć, a tym samym dla każdego z nas również coś innego".
                                        A to nieprawda.
                                        Jedna z Pań ostatnio opisywała że chciałaby "miłości przyjacielskiej" od pana czyli żeby zrobił je jej dziecko i wspierał czyli wyjąć rodzynki z ciasta, czyli samego zaangażowania bez intymności i namiętności, mniej więcej to co ma autor. To wygodne i niektórzy faceci dają się wkręcić i zmanipulować że to "miłość".
                                        Kobiety naigrawają się podobnie gdy faceci postępując podobnie oczekują czasem samej namiętności, bez intymności i zaangażowania, traktując je jako kryzysowe narzeczone do dymania bez zobowiązań i nie mają wątpliwości wtedy że to uprzedmiotawiające , ale przecież chętne i na takie relacje są licząc że się rozwinie...
                                        • kag73 Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 12.06.13, 21:34
                                          Urgu, autorowi zona powiedziala, ze go nie kocha i czy to jest OK. Bylo OK. Poza tym trudno tutaj wyciagac dalekoidace wnioski, zbyt malo znamy ten zwiazek. Nie wiemy co bylo pierwsze jajko czy kura. Moglo zaczac sie od oporow zony a spotegowac mogly je samotne "sesje" meza. Nie jest to wcale tak jednoznaczne. Nie kazdy potrafi tak hop siup schowac do kieszeni, ze facet zamiast seksu z zona woli walic konia przy porno.
                                          • protein.spill Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 02:53
                                            kag73 napisała:

                                            > Urgu, autorowi zona powiedziala, ze go nie kocha i czy to jest OK. Bylo OK. Poz
                                            > a tym trudno tutaj wyciagac dalekoidace wnioski, zbyt malo znamy ten zwiazek. N
                                            > ie wiemy co bylo pierwsze jajko czy kura. Moglo zaczac sie od oporow zony a spo
                                            > tegowac mogly je samotne "sesje" meza. Nie jest to wcale tak jednoznaczne. Nie
                                            > kazdy potrafi tak hop siup schowac do kieszeni, ze facet zamiast seksu z zona w
                                            > oli walic konia przy porno.

                                            kag73 - na temat uczuc dogadalismy sie zanim zaczelismy ze soba sypiac. I mysle, ze masz racje co jej obioru - na pewno czuje sie zraniona i mniej atrakcyjna. Gdyby nie poczatkowe "nie kocham cie" - na pewno bylby to teraz powod do klotni, tak sie stalo w tym rownoleglym watku o porno. Podobienstwo tym wieksze, ze ona wyemigrowala pierwsza (dol pod tytulem: w tym kraju nie da sie zyc), zylismy rok bez siebie, wiec ja widzialem porno jako "oslone przed pokusami" na poczatku.

                                            BTW na bazie tego nikomu nie polecam dlugich rostan. Dla faceta z minimum libido nie ma w takiej sytuacji dobrego wyjscia, nie wiem jak u kobiet.
                                            • kag73 Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 11:43
                                              kag73 - na temat uczuc dogadalismy sie zanim zaczelismy ze soba sypiac. I mysle, ze masz racje co jej obioru - na pewno czuje sie zraniona i mniej atrakcyjna. Gdyby nie poczatkowe "nie kocham cie" - na pewno bylby to teraz powod do klotni, tak sie stalo w tym rownoleglym watku o porno. Podobienstwo tym wieksze, ze ona wyemigrowala pierwsza (dol pod tytulem: w tym kraju nie da sie zyc), zylismy rok bez siebie, wiec ja widzialem porno jako "oslone przed pokusami" na poczatku."

                                              Widzisz i tutaj juz wylania sie zupelnie inny obraz sytuacji w Twoim malzenstwie. Zdarza sie, ze ludzie z czasem "ucza" sie kochac druga osobe, tak samo jak inni moga przestac kochac. Na to sklada sie bardzo wiele czynnikow. Uczucia ulegaja zmianie, ludzie sie w sobie zakochuja czesto wlasnie na skutek bardzo intensywnego zycia seksualnego i nie tylko.
                                              Ty z powodu dlugiej przerwy w pozyciu rozwinales wlasna seksulanosc z porno, ktora Ci bardzo odpowiada i ktorej nie chcesz zmieniac. Owszem, seks z zona jest kiepski rowniez dlatego, ze ona nie czuje zadnej motywacji do "uszczesliwiania" Ciebie, bo gdzies z tylu glowy ma Ciebie walacego konia przed porno, sorry za dosadnosc, ale moze tak to dzialac. Ona jest tylko czlowiekiem, bierze co moze dla wlasnej satysfakcji, niewiele oferujac Tobie, to nie dzieje sie bez przyczyny.
                                              I jeszcze jedno...to, ze ktos nie zaczyna klotni nie znaczy, ze wszystko gra i ze jest szczesliwy, tym bardzie nie jezeli jednoczesnie ma ciaglego "dola". Niestety.
                                              • lampardzikus Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 11:53
                                                "Dół", to może być słowo klucz. "Dół" - można osiągnąć na różne sposoby. Braki finansowe, zła atmosfera w pracy, w domu itd. "Dół" u kobiety sprawia obojętność (zresztą - żeby nie było u wielu facetów także). A obojętność to stan "zwisa mi to wszystko", a w końcu łatwo może przerodzić się w stan "zwisasz mi". A jeśli na dokładkę są dodatkowe czynniki "zobojętniające" - czyli brak zainteresowania ze strony partnera bo woli inne rejony - to zobojętnienie następuje szybciej...
                                              • kag73 Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 12:29
                                                I jeszcze jedno Twojej zonie zycie przecieka przez palce u boku faceta, ktorego moze nie kocha/juz nie kocha, kiedys kochala? Rzadki seks, po ktorym jej facet O ZGROZO!!!! idzie zrobic to sobie sam co by rowniez miec satysfakcje!!!! Ja na jej miejscu z "dola" bym nie wyszla.
                                                Ludzie sa dziwnymi zwierzetami, serio, nie zawsze mozna zrozumiec ich zachowania i decyzje.
                                                • marek.zak1 Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 13:17
                                                  W jego przypadku sex jest nastawiony ,,na zaspokojenie żony" i traktowany jako żmudny obowiązek. W takm kontekscie późniejsze walenie konia to niezobowiazujący fun.
                                                  Delikatnie dawał do zrozumienie, żeby coś zmienić, ale bez skutku.
                                                  Gdzie widzisz błąd?
                                        • jesod To jakaś przecież 12.06.13, 21:58
                                          urquhart napisał:
                                          > To jakaś przecież mega relatywizacja mogąca służyć manipulowaniu i wykorzystywa
                                          > niu innych. Albo miłość to pojęcie wspólne składające się z namiętności, intymn
                                          > ości (którą opisałaś kwieciście) i zaangażowaniu, albo subiektywny nieokreślony
                                          > stan jak szczęście jak sugerujesz

                                          Ja sobie piszę kwieciście, a Ty bełkoczesz po swojemu i... nie chce mi się tego nawet rozszyfrowywać: co Autor miał na myśli? Jako samica alfa nie muszę. Zrozumiałeś.
                                          Nie będę z Tobą gadać o miłości. Po co?

                                          Dedykacja specjalna:
                                          www.youtube.com/watch?v=axaNXuro6Jw
                                          • loppe Re: To jakaś przecież 12.06.13, 22:01
                                            Znak Skorpiona:)
                                            • jesod Re: To jakaś przecież 12.06.13, 22:15
                                              loppe napisał:
                                              > Znak Skorpiona:)

                                              Nio... :)
                                              • loppe Re: To jakaś przecież 12.06.13, 22:21
                                                Eeech wy kobiety spod znaku Skorpiona...

                                                Pamiętam ten stosunek...szło doskonale od początku i oboje wiedzieliśmy że może jeszcze potrwać...i wtedy ona powiedziała - "Jeszcze..." a ja jak idiota się gdzieś tam w mózgu obruszyłem na taką komendę i skończyłem, a ona spojrzała na mnie z niemym wyrzutem...

                                                Tak było...
                                                • jesod Eeech wy 12.06.13, 22:29
                                                  loppe napisał:
                                                  > Eeech wy kobiety spod znaku Skorpiona...

                                                  To tęskne westchnienie?

                                                  loppe napisał:
                                                  > i wtedy ona powiedziała - "Jeszcze..." a ja jak idiota się g
                                                  > dzieś tam w mózgu obruszyłem na taką komendę i skończyłem, a ona spojrzała na m
                                                  > nie z niemym wyrzutem...

                                                  Eeech wy mężczyźni spod znaku Lwa... Myślicie tylko o sobie i własnych przyjemnościach, oczekując by was jeszcze za to nieustannie uwielbiać. :)
                                                  • loppe Re: Eeech wy 12.06.13, 22:31
                                                    Dokładnie, to był odruch typowego lwa... Ale jesteśmy my lwy też bardzo szczodrzy, ale z samych siebie, nigdy nie na komendę... Taka prawda
                                            • urquhart Re: To jakaś przecież 12.06.13, 22:19
                                              loppe napisał:

                                              > Znak Skorpiona:)

                                              Chciałbyś żeby cię taka jadowita domina przeczołgała, co ?
                                              Miłość...
                                              :)
                                              • loppe Re: To jakaś przecież 13.06.13, 23:29
                                                Nie, Skorpionki są bardzo oddanymi ciekawymi kochankami, i wcale nie dominują
                                                • loppe Re: To jakaś przecież 13.06.13, 23:31
                                                  Owszem porażało mnie coś - to ich zatracenie w akcie
                                                  • loppe Re: To jakaś przecież 13.06.13, 23:33
                                                    Właściwie to ja byłem tylko dodatkiem, katalizatorem dla ich własnych fascynujących możliwości...
                                        • protein.spill Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 02:41
                                          urquhart

                                          Dodalbym, ze jeszcze jest jeden poziom potencjalnych problemow, ktory psuje ludziom krew: ludzie manipulaja soba nie tylko swiadomie, uzywajac tego slowa jako wytrychu. Sposrod tych, ktorzy sie krzywdza nawzajem wiekszosc robi to sie podswiadomie: poczatek to przekonanie o swoim glebokim zakochaniu i specjalnych prawach ktore do daje. Rowinez do skladania obietnic od czapy. A po jakims czasie, kiedy mysli nieco sie wyklaruja: "juz cie nie kocham".
                                          Sekwencja wyglada tak:
                                          - Od uproszczen do uroszczen
                                          - Od uroszczen do nieporozumien
                                          - Od nieporozumien do zazdrosci i/lub niecheci i/lub dolow - i wiele innych

                                          Budowac na czyms takim zycie to proszenie sie o problemy. Kiedy temperatura przygasa mozna albo byc ze soba szczerym i sie rozstac (w koncu milosc jest najwazniejsza, a teraz kto inny mnie rozpala) albo wmowic sobie ze to co teraz sie dzieje to ciagle milosc, tylko taka glebsza.

                                          Dostalem kilka postow tutaj w rodzaju "a ja mam wspanialy zwiazek, wszystko jest przesycone gleboka miloscia". Ja nie wiem co na to odpowiedziec, oprocz "swietnie, dobrze dla ciebie". Co w takim motywuje takie osoby do wchodzenia na "Forum -> Towarzyskie -> Brak seksu"? Nie pytam zlosliwie, autentycznie jestem ciekawy. Moja motywacja jest taka, ze nie mam towarzystwa i a w moim malzenstwie seks jest slaby.

                                          Absolutnie nie wyrzucam stad nikogo (to by dopiero bylo! czlowiek przyszedl dwa dni temu i juz chce ludzi rozstawiac po katach), zawsze przyjemnie czytac wypowiedzi ludzi zadowolonych z zycia.
                                          • mojemail3 Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 04:04
                                            protein.spill napisał:
                                            (...)" Od uproszczen do uroszczen
                                            > - Od uroszczen do nieporozumien"(...)

                                            Protein,wszystko dobrze, tylko co to są uroszczenia??

                                            Protein.spill napisał:
                                            (...)"Dostalem kilka postow tutaj w rodzaju "a ja mam wspanialy zwiazek, wszystko jes
                                            > t przesycone gleboka miloscia". Ja nie wiem co na to odpowiedziec, oprocz "swie
                                            > tnie, dobrze dla ciebie". Co w takim motywuje takie osoby do wchodzenia na "For
                                            > um -> Towarzyskie -> Brak seksu"? Nie pytam zlosliwie, autentycznie jes
                                            > tem ciekawy (...)"

                                            Już wyjaśniam, bo też mnie to kiedys zafrapowało,żeby nie powiedzieć dosadnie,wk...wiło.
                                            Jak pominiesz "Brak i "u" w nawiasach, to zostanie Ci...sex w małżeństwie...Każdy czyta, co mu pasuje lub czego...brakuje.


                                            • protein.spill Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 22:27
                                              > Protein,wszystko dobrze, tylko co to są uroszczenia
                                              To z Lema. Przednia gra slow moim zdaniem, chcialem sie podzielic...
                                          • lampardzikus Re: "Miłość przyjacielska" czyli tutejsza karykat 13.06.13, 11:16
                                            protein.spill napisał(a):

                                            Co w takim motywuje takie osoby do wchodzenia na "For
                                            > um -> Towarzyskie -> Brak seksu"? Nie pytam zlosliwie, autentycznie jes
                                            > tem ciekawy. Moja motywacja jest taka, ze nie mam towarzystwa i a w moim malzen
                                            > stwie seks jest slaby.
                                            >
                                            > Absolutnie nie wyrzucam stad nikogo (to by dopiero bylo! czlowiek przyszedl dwa
                                            > dni temu i juz chce ludzi rozstawiac po katach), zawsze przyjemnie czytac wypo
                                            > wiedzi ludzi zadowolonych z zycia.

                                            Wiesz - większość to pewni Ci, którym "coś nie wychodzi". Część ludzi leczy kompleksy. A jeszcze inni są wujkiem dobra rada. I jest pewnie też grupka "niezależnych, niezaangażowanych", ale żywo zainteresowanych. Coś w stylu - jak jest wypadek samochodowy, to lubią przejechać obok z prędkością 10-20km/h, żeby zobaczyć czy mózg komuś wypłynął i potem w towarzystwie o tym opowiadać.

                                            A generalnie - dobrze, że jest to forum bo zmusza do przemyśleń.
                                    • mojemail3 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 12:12
                                      protein.spill napisał(a):

                                      "> Nie rozumiemy sie: mi tylko chodzi o to, obiegowe rozumienie milosc jest tylko
                                      > uproszczonym (a z tego powodu niewiarygodnym) splyceniem rzeczywisosci. Plytkim
                                      > a przy tym tak rozleglym, ze nic nie znaczy (semantycznie, bo subiektywnie moz
                                      > e dla kogos znaczyc "wszystko"). Czy Joseph Fritzl kocha swoje dzieci? Albo lag
                                      > odniej: czy rodzice, ktorzy "rozpuszczaja" dziecko kochaja go?(...)"

                                      Pewnie się nie rozumiemy, na takiej płaszczyżnie konwersacji( posty na forum) komunikacja jest na pewno zaburzona. Ale definicja " obiegowego rozumienia miłości" jest Twoja, subiektywna, a nie uniwersalna, ogólnoludzka, czyż nie? Definicja bardzo gorzka.
                                      A w kwestii wychowania dzieci, o raczej jest jasne,że "rozpuszczanie" to zaniedbanie, kto ma dziecko, wie i jest( chyba) swiadomy konsekwencji wychowania bez zasad.

                                      ptotein.spill napisał:
                                      > Co ekonomistow w pelni potwierdzasz moj punkt widzenia: ludzie sa rasistowscy z
                                      > natury i latwo generalizuja. Naprawde wierzylysz, ze cala populacja ekonimisto
                                      > w to nudziarze(...)
                                      A czy to tak od razu trzeba anegdotę gasić wystrzałem z armaty???
                                      Łatwo generaluizujący to od razu rasiści?
                                      Nie wierzę,że wszyscy ekonomiści to nudziarze,ale...miałam okazję ukończyć podyplomowe studia na uczelni o profilu ekonomicznym, atmosfera była dość ciężka...
                                      Może przywykłam do nieco innego srodowiska, po prostu.
                                      Pozdrawiam, Tobie życzę więcej dystansu...
                                      • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 13.06.13, 04:11
                                        > Pewnie się nie rozumiemy, na takiej płaszczyżnie konwersacji( posty na forum) k
                                        > omunikacja jest na pewno zaburzona. Ale definicja " obiegowego rozumienia miłoś
                                        > ci" jest Twoja, subiektywna, a nie uniwersalna, ogólnoludzka, czyż nie? Definic
                                        > ja bardzo gorzka.

                                        Nie, ja nie znam dobrej definicji. Znam tylko obiegowa i nie jestem pod wrazeniem (definicji, nie stan)

                                        Przyjmuje zyczenia dystansu za dobra monete, cos jest na rzeczy.

                                        Nie chce sie tez rozpedzac za bardzo z rasizmem (czy szerzej ksenofobia) bo to nie miejsce. Wszyscy mamy to w naturze, tylko ze nie wolno tego spuszczasz ze smyczy. Na pewno z faktu ze przedkladasz wasatych dziarskich lesnikow z ich wypolerowana flinta nad ekonomistow nie wynika ze bedziesz gazowac mniejszosci etniczne.

                                        To cos jak defekacja - naturalne ale jeszcze nie powod, zeby chodzisz w
                                        • mojemail3 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 10:37
                                          protein.spill napisał:
                                          (...)" Nie chce sie tez rozpedzac za bardzo z rasizmem (czy szerzej ksenofobia) bo to
                                          > nie miejsce. Wszyscy mamy to w naturze, tylko ze nie wolno tego spuszczasz ze s
                                          > myczy. Na pewno z faktu ze przedkladasz wasatych dziarskich lesnikow z ich wypo
                                          > lerowana flinta nad ekonomistow nie wynika ze bedziesz gazowac mniejszosci etni
                                          > czne(...)"
                                          Oj, chyba głowa Ci spadła na klawiaturę o tej 4 tej rano...bo zdanie niedokończone, więc ostatniego wątku nie rozwijam.
                                          A co do moich upodobań, to widzisz, teraz Ty wpadłeś w pułapkę stereotypu, leśnik nie chodzi z flintą po lesie i mało znam wąsatych...Z flintą to chodzą myśliwi z kół łowieckich, a za tymi nie przepadam, nie leży mi ta filozofia życiowa, choć zdaję sobie sprawę, że liczbę zwierząt w lesie trzeba regulować, bo równowagi już dawno nie ma, za mało drapieżników...
                                          Co do ekonomistów, znam głównie urzędników bankowych, nawet miałam okazję być zaproszona na rozmowę kwal. do gabinetu pewnego grubego dyrektora, no cóż, wiałam stamtąd szybko, wolę mieć więcej wolności niż więcej kasy...

                                          Jeszcze teraz nawiążę do deklaracji Twojej żony, na początku związku,że Ciebie nie kocha. Rozumiem to podejście, ja też nie byłam skora do deklaracji na początku, choć wiedziałam,ze to jest to, ale nie chciałam nadużywać i szastać tym słowem na początku.Potem to się zmieniło i przeszło w wartość trwałą.
                                          Jesteś przekonany,że nic się nie zmieniło,że uczucie jest choć pewnie uległo ewolucji ???
                                          • protein.spill Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 13:56
                                            Wypolerowana flinta to tylko metafora ;)
                                            Chcialem sie zrehabilitowac czyms lzejszym po tych napuszonych postach.

                                            Co do zony - nie wiem.
                                            Jak widzisz na tym forum mam sklonnosc do slowotokow, kobiety tego nie lubia, moja zona tez. Odkrylismy ze najmniejszy poziom stresu dla obojga jest wtedy kiedy za duzo nie rozmawiamy a na pewno nie tym.
                                            • lampardzikus Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 14:01
                                              protein.spill napisał(a):

                                              > Wypolerowana flinta to tylko metafora ;)
                                              > Chcialem sie zrehabilitowac czyms lzejszym po tych napuszonych postach.
                                              >
                                              > Co do zony - nie wiem.
                                              > Jak widzisz na tym forum mam sklonnosc do slowotokow, kobiety tego nie lubia, m
                                              > oja zona tez. Odkrylismy ze najmniejszy poziom stresu dla obojga jest wtedy kie
                                              > dy za duzo nie rozmawiamy a na pewno nie tym.

                                              To ja też nieco lżej. Jeśli poziom stresu jest najmniejszy jak nie rozmawiacie to.... ;)
                                              ...i gotowe ;)
                                            • mojemail3 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 14:19
                                              protein.spill napisał(a):
                                              (...)" Jak widzisz na tym forum mam sklonnosc do slowotokow, kobiety tego nie lubia, m
                                              > oja zona tez. Odkrylismy ze najmniejszy poziom stresu dla obojga jest wtedy kie
                                              > dy za duzo nie rozmawiamy a na pewno nie tym"

                                              Skąd wiesz, że wszystkie kobiety słowotoków męskich nie lubią? Jak ciekawie gada to niech gada...Słowotoki swojego męża doceniam, bo zwykle za wiele nie gada, a jak nie gada to coś go dręczy.Więc jak się otworzy to słucham.

                                              A nie da się jakoś z poczuciem humoru o tej kwestii pogadać? Wiem,że blisko jest w ten sposób od wyśmiania czy wykpienia, ale można oswoić temat...
                                              Mi się zdarza żartować, na temat np. wyrobienia planu na kwartał itp...
                                              • protein.spill Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 22:56
                                                > Skąd wiesz, że wszystkie kobiety słowotoków męskich nie lubią? Jak ciekawie gad
                                                > a to niech gada...Słowotoki swojego męża doceniam, bo zwykle za wiele nie gada,
                                                > a jak nie gada to coś go dręczy.Więc jak się otworzy to słucham.

                                                Racja, niepotrzebnie generalizuje. Moja zona ich nie lubi. Madrze robisz, ze dajesz sie wygadac.

                                                > A nie da się jakoś z poczuciem humoru o tej kwestii pogadać? Wiem,że blisko jes
                                                > t w ten sposób od wyśmiania czy wykpienia, ale można oswoić temat...
                                                > Mi się zdarza żartować, na temat np. wyrobienia planu na kwartał itp...

                                                A to podobnie jak moja zona. Wspomniala kiedys, ze moglibysmy zorganizowac taka akcje charytatywna - maraton lozkowy, zamiast takiego bieganego.
                                                • kag73 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:11
                                                  protein.spill napisał(a):

                                                  > A to podobnie jak moja zona. Wspomniala kiedys, ze moglibysmy zorganizowac taka
                                                  > akcje charytatywna - maraton lozkowy, zamiast takiego bieganego."

                                                  No i, no i? Jak pomyslales ile wysilku by Cie to kosztowalo, to jej wybiles maraton z glowy, co nie:))
                                                  Czyli to niekoniecznie jej wina, ze ten seks tak rzadko. Gdybys Ty nie mial swojej "alternatywy" to czesciej bys kombinowal co by tutaj zrobic dobrego z zona i jak jak przekonac do jakichs roznosci a tak...brak motywacji.
                                                  • protein.spill Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:30
                                                    > No i, no i? Jak pomyslales ile wysilku by Cie to kosztowalo, to jej wybiles mar
                                                    > aton z glowy, co nie:))
                                                    > Czyli to niekoniecznie jej wina, ze ten seks tak rzadko. Gdybys Ty nie mial swo
                                                    > jej "alternatywy" to czesciej bys kombinowal co by tutaj zrobic dobrego z zona
                                                    > i jak jak przekonac do jakichs roznosci a tak...brak motywacji.

                                                    Ale jeszcze kiedys pobiegamy, ze ho ho :) Jeszcze tylko dziecko odchowac, dom nowy kupic, pomysl opatentowac, zaczac ze soba wiecej gadac - i juz!
                                                  • kag73 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:57
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > > No i, no i? Jak pomyslales ile wysilku by Cie to kosztowalo, to jej wybil
                                                    > es mar
                                                    > > aton z glowy, co nie:))
                                                    > > Czyli to niekoniecznie jej wina, ze ten seks tak rzadko. Gdybys Ty nie mi
                                                    > al swo
                                                    > > jej "alternatywy" to czesciej bys kombinowal co by tutaj zrobic dobrego z
                                                    > zona
                                                    > > i jak jak przekonac do jakichs roznosci a tak...brak motywacji.
                                                    >
                                                    > Ale jeszcze kiedys pobiegamy, ze ho ho :) Jeszcze tylko dziecko odchowac, dom n
                                                    > owy kupic, pomysl opatentowac, zaczac ze soba wiecej gadac - i juz!

                                                    Czyzbys byl z tych, ktorzy mysla, ze beda zyli 1000 lat?
                                                    Za chwile przyjdzie menopauza, potem Twoja sflaczalosc i bedzie pozamiatane:(( Do pracowitych nie naleze, chetnie odkladam na jutro, ale nie seks. Teraz jest najlepszy moment, lepszego moze juz nie byc. Zaufaj mi, tez ma 40 i 12 lat monogamii za soba:)
                                                    Jak zaczniecie ze soba wiecej sypiac to i gadka bedzie gladka:)
                                                  • protein.spill Re: Jeszcze troche... 14.06.13, 08:04
                                                    Nie, po prostu w zartobliwym tonie wrzucilem liste wymowek jakie mozna wrzucic, zeby nie powiedziec "lepiej nie bedzie, lepiej juz bylo"
                                                  • lampardzikus Re: Jeszcze troche... 14.06.13, 10:19
                                                    Przepraszam za mały wtręt "od czapy" ale przyszła mi do głowy "złota myśl".
                                                    Po cóż tyle wątków na tym forum? Po cóż to wszystko? Ile tu kłopotów, problemów się przedyskutowuje...
                                                    Facet szuka kobiety, kobieta szuka faceta.Wciąż. Wciąż jakieś problemy...
                                                    Przyznacie że jak przyjrzeć się temu z boku, to czy nie wygląda to kosmicznie? Po co ludzie komplikują sobie życie w związkach.
                                                    Gdyby kosmici nagle pojawili się na ziemi i zobaczyli wpisy na tym forum - także moje - to złapaliby się na głowę i powiedzieli nam ziemianom: dajcie se na luz...
                                                    Nie myślicie tak czasem? Bo ja dziś, akurat dziś rano tak właśnie pomyślałem...
                                                  • urquhart Re: Jeszcze troche... 14.06.13, 12:36
                                                    lampardzikus napisał:

                                                    > Przepraszam za mały wtręt "od czapy" ale przyszła mi do głowy "złota myśl".
                                                    > Po cóż tyle wątków na tym forum? Po cóż to wszystko? Ile tu kłopotów, problemów
                                                    > się przedyskutowuje...
                                                    > Facet szuka kobiety, kobieta szuka faceta.Wciąż. Wciąż jakieś problemy...
                                                    > Przyznacie że jak przyjrzeć się temu z boku, to czy nie wygląda to kosmicznie?
                                                    > Po co ludzie komplikują sobie życie w związkach

                                                    Genarlnie jest droga na skróty, kupujesz flachę obalasz i wszystkie zmartwienia znikają
                                                  • kag73 Re: Jeszcze troche... 14.06.13, 12:40
                                                    Ale ile bys tych flaszek potrzebowal, bo rok jest dluuugi:)
                                                    Potem wysiada Ci watroba i czesc, problemy masz z glowy!
                                                  • lampardzikus Re: Jeszcze troche... 14.06.13, 12:55
                                                    No widzicie! Wiedziałem, że znajdzie się jakieś sensowne rozwiązanie zamiast biadolenia, zamartwiania się wspólnego szukania wariantów (a może wariatów??) do wyjścia z małżeńskich i nie tylko kłopotów.
                                                    Na kłopoty - flacha! ;)

                                                    Nawet ułożyłem naprędce wierszyk z rymami w stylu czestochowskim

                                                    Masz z żoną przerąbane
                                                    Kup se flachę kochanie

                                                    ... czy jakoś tak
                                                  • jesod Masz z żoną 14.06.13, 13:12
                                                    lampardzikus napisał:
                                                    > Masz z żoną przerąbane
                                                    > Kup se flachę kochanie

                                                    Masz z mężem same kłopoty
                                                    Nie prezentuj mu swojej cnoty

                                                  • lampardzikus Re: Masz z żoną 14.06.13, 13:15
                                                    No to jeszcze - pasuje unisex

                                                    Grzybki jadasz na śniadanie?
                                                    Zmień se łóżko
                                                    Me kochanie
                                                  • kag73 Re: Masz z żoną 14.06.13, 13:15
                                                    A jak z mezem nie wychodzi
                                                    wypic flache nie zaszkodzi
                                                  • marek.zak1 Re: Masz z żoną 14.06.13, 13:17
                                                    Jak nie z mężem, to z kochankiem,
                                                    Byle kaca nie mieć rankiem.
                                                  • jesod Jak nie z mężem 14.06.13, 13:27
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Jak nie z mężem, to z kochankiem,
                                                    > Byle kaca nie mieć rankiem.

                                                    Mąż, kochanek - to jest Ktoś
                                                    Co powinien mieć to Coś
                                                    Sama flacha to zbyt mało
                                                    By figlować się już chciało
                                                  • kag73 Re: Jak nie z mężem 14.06.13, 13:44
                                                    jesod napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Jak nie z mężem, to z kochankiem,
                                                    > > Byle kaca nie mieć rankiem.
                                                    >
                                                    > Mąż, kochanek - to jest Ktoś
                                                    > Co powinien mieć to Coś
                                                    > Sama flacha to zbyt mało
                                                    > By figlować się już chciało

                                                    Oto chodzi tu w tej bajce
                                                    zeby nie zawierzac fajce.
                                                    Dobra flacha ci pomoze
                                                    jak malzonek zaniemoze.
                                                    Z mezem troski i zmarwienia
                                                    wypij flache, swiat sie zmienia!


                                                  • jesod O to chodzi tu w tej bajce 14.06.13, 14:43
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Oto chodzi tu w tej bajce
                                                    > zeby nie zawierzac fajce.
                                                    > Dobra flacha ci pomoze
                                                    > jak malzonek zaniemoze.
                                                    > Z mezem troski i zmarwienia
                                                    > wypij flache, swiat sie zmienia!

                                                    Flacha żonę też rozkłada
                                                    Więc dla ciula dobra rada
                                                    Niech jej wleje ile trzeba
                                                    By do woli mógł ją zje..ć

                                                    I nie martwi się już „orzeł”
                                                    Ile czasu jeszcze może
                                                    Żona całkiem wyłączona
                                                    Może nawet na niej skonać
                                                    Gdy przyłoży się do pracy
                                                    Lecz po flaszce …
                                                    Też mu cacy!
                                                    Bzyka upojoną lalę
                                                    Z dumą myśląc, że ma talent.

                                                  • kag73 Re: O to chodzi tu w tej bajce 14.06.13, 15:14
                                                    jesod napisała:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    > > Oto chodzi tu w tej bajce
                                                    > > zeby nie zawierzac fajce.
                                                    > > Dobra flacha ci pomoze
                                                    > > jak malzonek zaniemoze.
                                                    > > Z mezem troski i zmarwienia
                                                    > > wypij flache, swiat sie zmienia!
                                                    >
                                                    > Flacha żonę też rozkłada
                                                    > Więc dla ciula dobra rada
                                                    > Niech jej wleje ile trzeba
                                                    > By do woli mógł ją zje..ć
                                                    >
                                                    > I nie martwi się już „orzeł”
                                                    > Ile czasu jeszcze może
                                                    > Żona całkiem wyłączona
                                                    > Może nawet na niej skonać
                                                    > Gdy przyłoży się do pracy
                                                    > Lecz po flaszce …
                                                    > Też mu cacy!
                                                    > Bzyka upojoną lalę
                                                    > Z dumą myśląc, że ma talent.

                                                    Po co komu zaraz flacha
                                                    by przed zona strugac gacha.
                                                    Niech uzyje real lale
                                                    flaszka nie potrzebna wcale.
                                                    Lala jest jak malowana
                                                    choc nie pada na kolana.
                                                    Jeczy tylko jak potrzeba
                                                    i tym "orla" robi z zjeba.
                                                    Toz to jemu sie wydaje
                                                    ze tak dobrze zapodaje.
                                                    Najwazniejsze sa pozory
                                                    zwlaszcza kiedy ciulek skory.
                                                    A ze "orzel" postac prosta
                                                    daje z siebie zrobic osla.
                                                    Tym sposobem oto mamy
                                                    swiat iluzji, moje damy!
                                                    Bo bez tego, coz ukrywac
                                                    ciul sie moze tylko zgrywac.







                                                    i

                                                  • lampardzikus Re: O to chodzi tu w tej bajce 14.06.13, 15:56
                                                    Idę se napełnić flaszkę
                                                    bo już pusta
                                                    bo już świta
                                                    Jest mi z tym całkiem dobrze...

                                                    - Do roboty!
                                                    ... aaaaa
                                                    to ma kobita
                                                  • jesod Flacha za flachą 14.06.13, 13:21
                                                    kag73 napisała:
                                                    > A jak z mezem nie wychodzi
                                                    > wypic flache nie zaszkodzi

                                                    Flacha za flachą nic nie zdziała
                                                    kiedy z męża głupia pała
                                                  • kag73 Re: Flacha za flachą 14.06.13, 13:37
                                                    Glupia pala to blahostka
                                                    lecz o rozmiar chodzi gostka.

                                                    Glupia czy nie glupia pala
                                                    najwazniejsze, zeby stala!
                                            • kag73 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 14:25
                                              "Odkrylismy ze najmniejszy poziom stresu dla obojga jest wtedy kiedy za duzo nie rozmawiamy a na pewno nie tym."

                                              Hmm, czyli za duzo ze soba nie rozmawiacie, za duzo ze soba nie sypiacie, to po ch..ja pana Wy w ogole zes soba jestescie? Spedziacie chciaz milo czas razem milczac?
                                              • protein.spill Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 20:17
                                                Slub, dziecko, czasem jakis dobry zart z ktorejs ze stron, wzajemna uzytecznosc, spory poziom zaufania, akceptacja. Mamy jakis zakres filmow ktore mozemy obejrzec i ksiazek ktore cos znacza dla nas. Nawet w porywach szacunek. Mamy wspolnych znajomych. Mamy finansowe bezpieczenstwo. Ubezpieczylem swojego trupa bardzo wysoko - nie musze nawet sie martwic czy padne, kiedy padne i jak padne.

                                                Jak do tej pory nie zaliczylem "zwiazkowego" noza w plecy, nie wysluchuje racjonalizacji egoistycznych potrzeb, nie mam rozmow "czyja to jest wina i dlaczego twoja", mam kogos dojrzalego i inteligentnego kolo siebie.

                                                No i - jeszcze sie moze poprawic. Kiedys. Jak jeszcze nam sie zachce.

                                                Teraz porownuje siebie z kolega (wlasciwie szefem) z poprzedniej pracy. Historia jego malzenstwa sprowada sie do ogranego algorytmu:
                                                Kochamy sie - miejmy dom i dzieci - przynies pieniadze - wiecej dzieci - przenies wiecej pieniedzy - (cztery okrazenia) - za dlugo siedzisz w pracy a ja mam potrzeby - JUZ CIE NIE KOCHAM - odchodze ale biore twoja kase (ha ha! skonczyly sie czas wstretnego patriarchalizmu i bedziesz teraz pracowal na mnie, dzieci i nowego tate). Stary dziadu. Zona zostawila go z dnia na dzien dla sympatycznego budowlanca. Facet dzieci widuje rzadko. Dzieci maja prane mozgi - w sumie historia ograna do bolu. Tyle ze inaczej sie to oglada z bliska.
                                                • marek.zak1 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 20:46
                                                  Gdyby moja żona mnie nie kochała, a szacunek miała w porywach, to tego samego dnia złożyłbym pozew o rozwód.
                                                  To, ze inni mają gorzej, ani wspólne spojrzenie na kinematografię do mnie nie przemawiałoby.
                                                  • protein.spill Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 22:43
                                                    1. Good for you.
                                                    2. Inaczej rozumiemy sens przysiegi malzenskiej. Nic tam nie ma o "dopoki mnie bedziesz kochac".
                                                    3. Paroletnie dziecko.
                                                    4. Przecietne zycie z zona stawiam wyzej niz iluzje znalezienia nowej kobiety, w moim otoczeniu wiekszosc nawet nie zbliza sie do jej poziomu. Na tym forum pisze sie o seksie, a ja zaczalem ten temat od marszczyslawa. To tylko fragment zycia, nawet jezeli dla Ciebie najwazniejszy.
                                                    5. Nie chce mi sie.
                                                    6. Nie chce jej sie.
                                                  • bgz0702 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 22:49
                                                    protein.spill napisał(a):

                                                    > 4. Przecietne zycie z zona stawiam wyzej niz iluzje znalezienia nowej kobiety,
                                                    > w moim otoczeniu wiekszosc nawet nie zbliza sie do jej poziomu.

                                                    No i to jest fajne
                                                • bgz0702 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 22:46
                                                  protein.spill napisał(a):

                                                  > Slub, dziecko, czasem jakis dobry zart z ktorejs ze stron, wzajemna uzytecznosc
                                                  > , spory poziom zaufania, akceptacja. Mamy jakis zakres filmow ktore mozemy obej
                                                  > rzec i ksiazek ktore cos znacza dla nas. Nawet w porywach szacunek. Mamy wspoln
                                                  > ych znajomych. Mamy finansowe bezpieczenstwo. Ubezpieczylem swojego trupa bardz
                                                  > o wysoko - nie musze nawet sie martwic czy padne, kiedy padne i jak padne.
                                                  >
                                                  > Jak do tej pory nie zaliczylem "zwiazkowego" noza w plecy, nie wysluchuje racjo
                                                  > nalizacji egoistycznych potrzeb, nie mam rozmow "czyja to jest wina i dlaczego
                                                  > twoja", mam kogos dojrzalego i inteligentnego kolo siebie.
                                                  >

                                                  No to tacy kumple jesteście, mam kilku fajnych kumpli. Mamy podobne poglądy na życie i rozmawiamy bez sło albo grypsem właśnie przez te ksiązki i filmy ale chyba zaden nie byłby mnie w stanie doprowadzić do orgazmu aż "łeb urywa", a mój mąz potrafi
                                                  • marek.zak1 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 22:50
                                                    Mąż inżynier? Zna techniki i procesy, które prowadzą do sukcesu :)
                                                  • bgz0702 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 22:54
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Mąż inżynier? Zna techniki i procesy, które prowadzą do sukcesu :)

                                                    Tak, żebyś wiedział ;) lubie gościa i mam do niego słabość
                                                  • bgz0702 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:06
                                                    Marek, co tam u ciebie? Przepraszam, może zmęczona jestem trochę, też siedzę i piszę jak ty ale ja bez pasji do pracy musze pisac. Trochę pojechałam wczoraj ale wkurza mnie rzeczywiście- nie mogę sie wycofać- twoje mentorstwo.
                                                    Miałes miły dzień dzisiaj? ;)
                                                  • kag73 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 22:55
                                                    "No to tacy kumple jesteście, mam kilku fajnych kumpli. Mamy podobne poglądy na życie i rozmawiamy bez sło albo grypsem właśnie przez te ksiązki i filmy ale chyba zaden nie byłby mnie w stanie doprowadzić do orgazmu aż "łeb urywa", a mój mąz potrafi"

                                                    "Chyba" by zaden nie potrafil. Nie wiesz, bo nie probowalas:))
                                                  • bgz0702 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 22:59
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "No to tacy kumple jesteście, mam kilku fajnych kumpli. Mamy podobne poglądy na
                                                    > życie i rozmawiamy bez sło albo grypsem właśnie przez te ksiązki i filmy ale c
                                                    > hyba zaden nie byłby mnie w stanie doprowadzić do orgazmu aż "łeb urywa", a mój
                                                    > mąz potrafi"
                                                    >
                                                    > "Chyba" by zaden nie potrafil. Nie wiesz, bo nie probowalas:))

                                                    kiedyś próbowałam bo ja niekochliwa jestem niestety- taka ułomność ;) a mój mąż nie był jedynym i okazywało się ze przez pewien okres swoje zycia seksualnego nie wiedziałam co to jest ten cały orgazm, aż ciach, zjawił się on od pierwszego razu wzbogaciłam
                                                    swoją wiedzę ;))
                                                  • marek.zak1 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:03
                                                    Pozdrowienia od inzyniera. A jaką uczelnie kończył?
                                                  • bgz0702 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:07
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Pozdrowienia od inzyniera. A jaką uczelnie kończył?

                                                    Politechnikę gliwicka
                                                  • marek.zak1 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:20
                                                    To tak, jak moi rodzice. Moj ojciec zaczął we Lwowie za Rosjan, a po wojnie jak Politechnika przeniosła się do Gliwic, tam skończył. Poznał tamże moja mamę i sie z nia ożenił. Wszystko na Wydziale Chemii.
                                                    Swiat jest mały.
                                                  • bgz0702 Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:26
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > To tak, jak moi rodzice. Moj ojciec zaczął we Lwowie za Rosjan, a po wojnie ja
                                                    > k Politechnika przeniosła się do Gliwic, tam skończył. Poznał tamże moja mamę i
                                                    > sie z nia ożenił. Wszystko na Wydziale Chemii.
                                                    > Swiat jest mały.

                                                    ;) śpij słodko, idę spać
                                                  • loppe Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:49
                                                    Marek jest w jakims sensie Lwowiakiem... Doceniajcie ludzie takie ubogacenia ludzkiego krajobrazu...Pamiętam jak na studiach w SGPiS - właśnie mi ... - chłopak z Wrocławia, ewidentny potomek Lwowiaków zaśpiewem i taką już wtedy niedzisiejszą .... powiedział...że rzuca studia tu bo "tu ludzie tacy..."
                                                  • loppe Re: Jeszcze troche... 13.06.13, 23:51
                                                    SGPiS - szkoła główna pocałunków i stosunków

                                                    vis a vis nas była uczelnia SGGW - szkoła główna wywożenia gówna (no niestety taki był folklor miejski wtedy u nas)
                        • mojemail3 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie-ps 12.06.13, 08:08
                          protein.spill napisał:

                          (...)"Znajomosc z zona zaczela sie od samotnosci i seksu."

                          I chyba nic się nie zmieniło?
                          • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie-p 12.06.13, 20:20
                            Duzo sie dzialo, znamy sie na wylot - nie wiem czy to podpada pod zmienilo.
                            Temperatura sie nie zmienila.
                    • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:33
                      AD. Mam od urodzenia syna stosunek do innych kobiet dokladnie taki jakiego chcialy ode mnie kiedy bylem mlodszy - szanuje je i trzymam sie z daleka od ich uroczosci. Jak czasem ktoras powie cos ciekawego - chetnie poslucham. Jak ma pusto w glowie albo jest gadajaca tuba jakiejs ideologii - nie trace czasu.

                      Interesujący facet!

                      A to zdanie - Mam od urodzenia syna stosunek do innych kobiet dokladnie taki jakiego chcialy ode mnie kiedy bylem mlodszy - szanuje je i trzymam sie z daleka od ich uroczosci.

                      Zagadkowe, co i oryginalne?

                      Ach ci wynalazcy, naukowcy, nigdy ich nie zdobędziecie na 100% kobiety...
                      • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:38
                        Ja Ci to wytlumacze, loppe. Jak byl mlody to szalal za kobietami i zakochany byl setki razy, ale...kobiety go nie chcialy, mialy gdzies jego uczucia do nich i chcialy co by sie trzymal z daleka. Tak patrz na mnie ale nie dotykaj mnie. Cierpial, ale coz, zycie. Wrszcie znalazl jakas, ktora go zechciala, chociaz nie kochala. Teraz, jest starszy, ma dziecko, zadowolony w swoim "wiezieniu" ma juz gdzies te wszystkie kobiety, zadnego zakochania i uczuc w ich strone. To wszytsko!
                        • loppe Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 11.06.13, 23:41
                          No tak trzeba to odczytać - Proteina dał nam znak w tym zdaniu, dlaczego nie wierzy w coś poza małżeństwem, ja to dostrzegłem. Proteina być może to rozwinie, być może wbrew naszym intuicjom Kag...
                        • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 00:49
                          kag73 - blisssko!
                          Z tym, ze nie setki ale i tak wiecej niz to bylo zdrowe.

                          Na szczescie studia otwieraja pole do obserwacji i esperymentow. Dosc szybko zorientowalem, sie ze seksu nie dostaje sie za cielece oczy i kwiatki (no moze na oazach - BTW istnieje jeszcze cos takiego jak oazy?).

                          Totalnym zaskoczeniem okazalo sie, ze kobieta tez czlowiek, ze moze byc zwyczajnie napalona, ze o ile twoje napalenie jest autentyczne ale bez zebraniny czy tandetnych wierszydel - to to wystarczy. Oczywiscie trzeba miec minimum polotu, zeby zwrocic na siebie uwage. Np moj kumpel zwykl zagajac: "czy czytalas moze Heideggera? Ale czy czytalas go dokladnie?". Warto poswiecic tej perelce dwa zdania. Po pierwsze kolega byl z ekonomii. Heidegger w kontekscie ksiegowego z miejsca wywoluje zainteresowanie. Ale w kontrucji tego dwu-pytania (dla dziewczyn z autentyczna erudycja) jest zawarta ironia i autoironia, w rodzaju: "siedzimy tu sobie, popychamy ta stereotypowa rozmowe jak sie oczekuje w tym srodowisku, ale wiemy jaki jest tego cel, wiec - idziemy?". Z kolei na dziewczyny pretensjonalne albo z kompleksami na punkcie swojej wiedzy - linijka dziala w swojej prostej, nie zakamuflowanej formie. I najlepsze - jakas czesc sie speszy i pojdzie - i bardzo dobrze.

                          Zamiast Heideggera mozna wrzucic Dostojewskiego, Prousta czy kogolwiek kto pisze rzeczy dlugie, metne, nieweryfikowalne w normalnych okolicznosciach - a wiec otwierajace takie pole do interpretacji, ze mozna sobie pozwolic na jakakolwiek opinie. W gruncie rzeczy - im dziwniejsza ta opinia i od czapy - tym lepiej. Wieksza glebia. Posune sie dalej i powiem, ze znajomosc wyzej wymienionych dziel szkodzi w byciu oryginalnym - wiec lepiej ich nie czytac, co tez niniejszym czynie :)
                          • kag73 Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 01:05
                            Hmm, troche sie zgadza co piszesz, ale nie do konca i zalezy czego szukasz i czego ona(ta kobieta szuka). Sama poznalam kiedys takiego z polotem( i on byl zupelnie autentyczny), bylam pod wrazeniem...a w lozku niewypal i widzisz 3 godziny moglam z nim rozmawiac przez telefon, wspanialy partner do rozmowy, ale...nic wiecej. On z kolei podczas takich rozmow mowil "ach, co my tu tracimy czas gadajac prze telefon, juz dawno moglibysmy sie spotkac i pogadac "na zywo" a ja sobie myslalam "tylko nie to", bo wiadomo, ze chcialby znow isc ze mna do lozka a byl z tych, ktorzy uwazali One Night Stand za kompletny bezsens, bo tylko idiota nie chcec powtorki z tego co bylo w deche. Hmm, pewnie gdybym byla w nim zakochana wybaczylabym "braki" w lozku albo "nauczyla" a tak...
                            Najczesciej rzecz ma sie tak, ze co ma wisiec nie utonie. Jak jest chemia i feromony to i nie najlepszy podryw zadziala;))
                            • protein.spill Re: Jeszcze troche o niedojrzalosci i onanizmie. 12.06.13, 01:31
                              Oczywiscie.
                              Ale jezeli jestes po prostu ksiegowym - nie dostajesz nawet pierwszej szansy.
                              No moze tylko u business woman, ktora dopiero zaczyna dzialalnosc gospodarcza.
Pełna wersja