Oszustwo kulturowe

14.06.13, 18:25
Wydaje mi się, że współczesna kultura w jakiś sposób mnie oszukała, bo wszędzie, gdzie mowa jest o związkach, pokazany jest romantyzm / „motyki w brzuchu” jako jedyny idealny model nie tylko na początek, ale też na dalsze etapy.
A nawet tu na forum w sąsiednich wątkach widać, że tego romantyzmu w życiu pary w praktyce tak czy inaczej nie ma po krótkim czasie.
Inny przykład: mówię mojemu chłopakowi, żeby mi wreszcie powiedział, co szepnął do swojego kumpla, gdy mnie pierwszy raz zobaczył (pytałam kiedyś już o to, nigdy nie chciał mi powiedzieć). No ale w końcu ostatnio się dowiedziałam - to było mniej więcej tak: „Strasznie chce mi się bzykać”.
Czy ktokolwiek z was widział film, w którym początek znajomości tak wygląda? Poza komediami, oczywiście! – bo właśnie o to chodzi, że tak jest tylko w komediach!

Czy więc dobrze mi się wydaje, że romantyzm jest szkodliwy? Przez to na nowo trzeba się uczyć, jak jest naprawdę. I być może po latach niepotrzebnie tęskni się za nie wiadomo czym.
    • loppe Re: Oszustwo kulturowe 14.06.13, 19:58
      Tak, motylki w brzuchu - choć ekscytujące - mogą być mylące jako kryterium doboru partnera/partnerki.

      Czy nie lepiej wypracować jakąś konkretniejszą listę, np. ma być ładna, dobra, bystra i silna. I z nią a nie z motylkami szukać? Nie wiem:)
      • zawle Re: Oszustwo kulturowe 14.06.13, 20:55
        A od kiedy bzykanie przestało być romantyczne? Dla mnie osobiście nie ma nic bardziej żenującego niż facet recytujący wiersze. Ale już taki który mi śpiewa na przystanku disco- polo, nic sobie nie robiąc z siary i faktu ze disco-polo nie znoszę...rozczula.
        • loppe Re: Oszustwo kulturowe 14.06.13, 21:04
          www.youtube.com/watch?v=n8CBduErWak
          • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 09:30
            A co chcesz przez powiedzieć przez ten cytat muzyczny, Loppe?
            • loppe Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 11:32
              Poetycki, poetycki, nie muzyczny - to piękny wiersz recytowany dla kilkunastu tysięcy zachwyconych słuchaczy. O miłości, a jakże!
              • zawle Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 11:46
                Taki wyidealizowany obraz dotyczy nie tylko związków ale i macierzyństwa. Mam wokół siebie dużo młodych mam, których macierzyństwo rozczarowało. Obraz który miały zakodowany w głowie ( reklamy, infantylizm, nawyki kulturowe), nijak się ma do tego z czym przyszło im się zmierzyć. A wystarczyłoby trochę prawdy, żeby mogły się czuć dobrymi mamami, pomimo faktu że czasami mają chęć uciec lub udusić własne dziecko.
                • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 11:52
                  I dokładnie o to mi chodzi: muszą "uczyć się" na nowo, że same wcale nie są złe przez to, że odstają od jakiegoś modelu.
                • loppe Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:01
                  "Szczęście dane ludzkości to stan, którego zaznaje dziecko do szóstego roku życia w domu, w którym jest kochane" - L.Kołakowski
                  • jesod Szczęście dane ludzkości 15.06.13, 16:43
                    loppe napisał:
                    > "Szczęście dane ludzkości to stan, którego zaznaje dziecko do szóstego roku życia
                    > w domu, w którym jest kochane" - L.Kołakowski

                    A czy nie jest tak, że wiele problemów bierze się właśnie stąd, że rodzice nie potrafią (nie chcą), nie maja czasu kochać swoich dzieci? To potem działa jak matryca...

                    • loppe Re: Szczęście dane ludzkości 15.06.13, 19:46
                      jesod napisała:

                      > loppe napisał:
                      > > "Szczęście dane ludzkości to stan, którego zaznaje dziecko do szóstego ro
                      > ku życia
                      > > w domu, w którym jest kochane" - L.Kołakowski
                      >
                      > A czy nie jest tak, że wiele problemów bierze się właśnie stąd, że rodzice nie
                      > potrafią (nie chcą), nie maja czasu kochać swoich dzieci? To potem działa jak m
                      > atryca...
                      >

                      Powiadam Wam że najważniejsze w życiu człowieka to kochać (a na drugim miejscu - być kochanym). Cała reszta doświadczeń i przeżyć jest bardzo interesująca, często cenna, lecz jeśli bez kochania to ostatecznie b. ograniczona co do ostatecznego znaczenia życia.
                • jesod W wystarczyłoby trochę prawdy 15.06.13, 16:36
                  zawle napisała:
                  > A wystarczyłoby trochę prawdy, żeby mogły się czuć dobrymi mamami, pomimo faktu że
                  > czasami mają chęć uciec lub udusić własne dziecko.

                  Do prawdy trzeba dojrzeć. Dojrzałości nie można osiągnąć w zakłamaniu, bierności oraz fałszywie kreowanym, narzuconym z zewnątrz wizerunku własnego istnienia.

        • jesod Romantyczne bzykanie 15.06.13, 16:22
          zawle napisała:
          > A od kiedy bzykanie przestało być romantyczne?

          No właśnie. Nieważne jak się to nazywa - ważne że z uczuciem.
      • jesod Motylki w brzuchu 15.06.13, 16:20
        loppe napisał:
        > Tak, motylki w brzuchu - choć ekscytujące - mogą być mylące jako kryterium dobo
        > ru partnera/partnerki.

        A co mają motylki w brzuchu do romantyzmu, a raczej romantyczności?
        Natomiast sama romantyczność relacji może mieć już pewne znaczenie w doborze partnera/partnerki.
    • protein.spill Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 00:20
      Jeżeli użył określenia "bzykać" to jest romantyczny.
    • jesod Wydaje mi się 15.06.13, 00:50
      kotoshi napisała:
      > Wydaje mi się, że współczesna kultura w jakiś sposób mnie oszukała, bo wszędzie
      > , gdzie mowa jest o związkach, pokazany jest romantyzm /

      Związek dwojga ludzi w teorii zawsze był idealizowany - był wzorem, modelem do którego należy dążyć.
      Myślę, że w tej materii nic się nie zmieniło i nadal nie zmieni przez wiele następnych lat.

      kotoshi napisała:
      > A nawet tu na forum w sąsiednich wątkach widać, że tego romantyzmu w życiu pary
      > w praktyce tak czy inaczej nie ma po krótkim czasie.

      Oj, to bardzo źle... Czyżby ludzkość schodziła na psy?
      Używasz słowa romantyzm, romantyczny... A dokładnie, co przez nie rozumiesz w relacjach między kobietą a mężczyzną?
      • kotoshi Re: Wydaje mi się 15.06.13, 09:45
        jesod napisała:
        > Związek dwojga ludzi w teorii zawsze był idealizowany - był wzorem, modelem do
        > którego należy dążyć.
        > Myślę, że w tej materii nic się nie zmieniło i nadal nie zmieni przez wiele nas
        > tępnych lat.
        >
        > kotoshi napisała:
        > > A nawet tu na forum w sąsiednich wątkach widać, że tego romantyzmu w życi
        > u pary
        > > w praktyce tak czy inaczej nie ma po krótkim czasie.
        >
        > Oj, to bardzo źle... Czyżby ludzkość schodziła na psy?

        Jesod, kiedyś zapewne było to samo, i mój wpis nie jest z grupy narzekań na "dzisiejsze czasy" i nie uważam, że ludzkość schodzi na psy:)
        Odnoszę się do tego, co znam: więc uważam, że teraz związek między dwojgiem ludzi jest w taki, a nie inny sposób idealizowany przez kulturę współczesną

        > Używasz słowa romantyzm, romantyczny... A dokładnie, co przez nie rozumiesz w r
        > elacjach między kobietą a mężczyzną?
        Dokładnie to chodzi mi o to, że kultura wychowuje nas tak, byśmy wierzyli, że namiętność to coś najfantastyczniejszego na świecie.
        Jesod, znasz to? (z najukochańszego serialu mojej mamy zresztą):
        www.youtube.com/watch?v=SMy6q4O5tQw
        Czy już wiesz, o co mi chodzi?
        A potem może każdy zderzy się z szarą rzeczywistością (do tego w mojej relacji z byłym nie doszłam, więc nie wiem) - albo tak jak ja teraz ze zdziwieniem stwierdza, że "wyuczył" się jakichś głupot o związkach, nieprzystających do rzeczywistości.
        • fragaria_eh Re: Wydaje mi się 16.06.13, 22:07
          a przecież Basia była kochana, tak jak wiele kobiet chciałoby... i tam masa romantyzmu była. Tylko ona była nań odporna całkiem, bo co innego sobie wyśniła...
          • humi-dor Re: Wydaje mi się 16.06.13, 22:29
            fragaria_eh napisał(a):

            > a przecież Basia była kochana, tak jak wiele kobiet chciałoby... i tam masa rom
            > antyzmu była. Tylko ona była nań odporna całkiem, bo co innego sobie wyśniła...

            Masz racje Poziomka, czasem kobietom romantyzm myli sie z kiczem i to za kiczem tesknia, a nie za romantyzmem ;-)
        • bgz0702 Re: Wydaje mi się 16.06.13, 22:53
          A ja powiem ci, że mama twoją nie mogłabym być ale bohaterów romantycznych mam chyba podobnych ;) Bogumił świetny gość, Wokulski cudowny, Anzelm Bohatyrowicz przefajna istota i ta jego "choroba duszna"... i jest mi dobrze ju ż na samą myśl że są ludzie z zasadami, naiwnie wierni ideałom nawet jeśli popełniają błedy i błądzą-błądzć rzecz ludzka
    • yoric Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 02:41
      Dobra, powiedz wprost - co dokładnie powiedział? :)
      • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 09:55
        yoric napisał:

        > Dobra, powiedz wprost - co dokładnie powiedział? :)
        Yoric, użyłam określenia "mniej więcej", bo po paru miesiącach mój chłopak mógł coś przestawić, na pewno jednak był tam ten czasownik. Czyli pełne zdanie (jako komentarz do kumpla, gdy nas przedstawiono i usiadłam): "Gdy patrzę na tę małą, to strasznie chce mi się bzykać".
        Yoric, żebyś nie myślał: mnie to wcale nie oburzyło / nie zdziwiło, bo mój obecny chłopak nigdy nie był romantyczny i w ogóle jest raczej w każdym aspekcie życia przeciwieństwem takiego podejścia.
    • marek.zak1 Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 09:26
      A gdyby powiedział: chcę się z moją ukochaną połączyć, abyśmy byli szczęśliwi.
      Znaczy to samo, ale powiedziane ronatycznie.
      • hello-kitty2 Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 09:47
        No przeciez zrekompensowal brak romantyzmu pieknym widokiem z chaty, pania do sprzatania, pelna lodowka i kasa na wyjscia :) Nie mozna miec wszystkiego. Wszystko sprowadza sie do ruchania. Kiedys chyba Sabat cos takiego powiedzial, ze gdyby mezczyzni nie potrzebowali nas do seksu to bysmy nadawaly sie tylko do najnizszego sortu prac, jako podgatunek.
        • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 10:00
          Kitty, możesz ironizować, jeśli chcesz, ale ja owszem uważam, że nie nauczyłam się tego, że - cytuję Wszys > tko sprowadza sie do ruchania.
          Albo inaczej: nie nauczyłam się, że powyższa teza nie oznacza niczego złego.
          PS. Czy Sabat to jakiś guru forumowy?
          • hello-kitty2 Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 11:55
            kotoshi napisała:

            > Kitty, możesz ironizować, jeśli chcesz, ale ja owszem uważam, że nie nauczyłam
            > się tego, że - cytuję Wszys > tko sprowadza sie do ruchania.
            > Albo inaczej: nie nauczyłam się, że powyższa teza nie oznacza niczego złego.
            > PS. Czy Sabat to jakiś guru forumowy?

            Sabat to powracajacy staly uzytkownik.

            Szczerze mowiac nie wiem o co pytasz i o co Ci chodzi? Romantyzm to byl okres w filozofii i literaturze na poczatku XIX wieku po upadku idealow rewolucji fancuskiej, kiedy sie okazalo, ze wolnoscia, rownoscia, braterstwem mozna sobie dupe podetrzec. To o czym Ty wspominasz to nie wiem co to jest ten romantyzm? Ja nie widze we wspolczesnej kulturze zadnych romantycznych wzorcow. A jesli Ci sie do nich teskni do romantyzmu to czytaj Byrona, Victora Hugo, z holenderskich dorzuce Bilderdijka. Ale biorac pod uwage takiego byronic hero, to przeciez tam mamy do czynienia z miloscia fatalna, bohater wprawdzie porywa serce, buntuje sie, walczy, niczego sie nie boi ale zyje poza spoleczenstwiem, nie wierzy w Boga i przede wszystkim jest gleboko nieszczesliwy. Wiec czy na pewno jest za czym tesknic?

            A romantyzm w przedstawieniu dzisiejszym amantow to ma na celu rwanie dup, z byronic hero to ma nie wiele wspolnego. A gatunek: komedia romatyczna jest jest taki chlam, ze glowa boli. Takie moje zdanie.

            Cos Ci ten byly chlopak po glowie chodzi i cos tak jabys ewalulowala swoje obecne zycie czy dokonalas wlasciwego wyboru, co? Moja matka zawsze mowi: wez to na czas, czas pokaze :)
            • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:16
              Romantyzm (ok, niefachowo może) rozumiem jako kult namiętności.
              Nie chodzi mi po głowie były, tylko zrzucam "balast kulturowy" - a że sytuacja z byłym jakoś mnie na to uczuliła, to zupełnie inna sprawa.
      • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 10:03
        marek.zak1 napisał:

        > A gdyby powiedział: chcę się z moją ukochaną połączyć, abyśmy byli szczęśliwi.
        > Znaczy to samo, ale powiedziane ronatycznie.

        To by był świetny tekst do komedii, w której ośmieszano by chłopaka, który rzuca takie teksty :)
        • marek.zak1 Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 10:39
          Mówi, że chce bzykać - źle. Powie, ,,połączmy się, kochanie" - tez źle.
          Po prostu sama zaproponuj, jak ma być, żeby było OK.. Faceci to proste urządzenia. Trzeba im mówić wprost o swoich potrzebach.
          • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 11:53
            marek.zak1 napisał:

            > Mówi, że chce bzykać - źle. Powie, ,,połączmy się, kochanie" - tez źle.
            > Po prostu sama zaproponuj, jak ma być, żeby było OK.. Faceci to proste urządzen
            > ia. Trzeba im mówić wprost o swoich potrzebach.

            Niech mówi, co czuje, tu nie chodzi o mnie, tylko o wzorce kulturowe, które - ta uważam - musze teraz "zrzucać", żeby się odnaleźć.
            • hello-kitty2 Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:08
              kotoshi napisała:

              > Niech mówi, co czuje, tu nie chodzi o mnie, tylko o wzorce kulturowe, które - t
              > a uważam - musze teraz "zrzucać", żeby się odnaleźć.

              Dobrze ALE jesli NIC nie czuje to o czym ma mowic? Klamac? To mowi, ze chce mu sie bzykac. Probujesz sie zwyczajnie odnalezc w relacji bez uczucia ze strony faceta i zwalasz to na kulture. Wyraznie Ci brakuje uczucia z jego strony, takiego jakie mialas od eksa.
              No chyba, ze chodzi Ci o wzorce wspolczesnej kultury typu: jak Kag np ciagle o milosci, hehe :) Podchodz z wiekszym dystansem to opowiadan o milosci, nie bedziesz musiala niczego wtedy z siebie "zrzucac". Zauwazylas np. ze mezczyzni tak chetnie o milosci nie opowiadaja?
              • loppe Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:14
                Zupełne niezrozumienie imho. Brakuje uczucia w sobie jakie miała dla eksa, a nie tak jak napisałaś od eksa.
                • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:29
                  :) :) :)
                • hello-kitty2 Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:43
                  loppe napisał:

                  > Zupełne niezrozumienie imho. Brakuje uczucia w sobie jakie miała dla eksa, a ni
                  > e tak jak napisałaś od eksa.

                  Az tak dokladnie nie sledze wszystkich watkow, pogubilam sie chyba. Czyli co kotoshi, nie kochasz go? Tego obecnego? Eks Cie nie kochal? Ja myslalam, ze w poprzednim zwiazku byla obustronna milosc, a ten zwiazek jest zdroworozsadkowy bez milosci? Przypomnisz?
                  • loppe Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:48
                    hello-kitty2 napisała:

                    > loppe napisał:
                    >
                    > > Zupełne niezrozumienie imho. Brakuje uczucia w sobie jakie miała dla eksa
                    > , a ni
                    > > e tak jak napisałaś od eksa.
                    >
                    > Az tak dokladnie nie sledze wszystkich watkow, pogubilam sie chyba. Czyli co ko
                    > toshi, nie kochasz go? Tego obecnego? Eks Cie nie kochal? Ja myslalam, ze w pop
                    > rzednim zwiazku byla obustronna milosc, a ten zwiazek jest zdroworozsadkowy bez
                    > milosci? Przypomnisz?

                    No to nie było tak jasno wyłożone przez Kotoshi (i nie śledzę dokładnie wątków), jak zwykle indukowałem z poznanych fragmentów pełniejszy obraz Osoby i jej związków
                  • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 13:56
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Az tak dokladnie nie sledze wszystkich watkow, pogubilam sie chyba. Czyli co ko
                    > toshi, nie kochasz go? Tego obecnego? Eks Cie nie kochal? Ja myslalam, ze w pop
                    > rzednim zwiazku byla obustronna milosc, a ten zwiazek jest zdroworozsadkowy bez
                    > milosci? Przypomnisz?

                    Kitty, z eksem była obostronna wielka miłość (namiętna i od pierwszego wejrzenia – czyli w pełni zgodna z wzorcem kulturowym), co jednak nie przeszkadzało eksowi w tym, żeby po pierwsze skorzystać z okazji na imprezie, na której mnie nie było, a po drugie nie przyznać mi się do zdrady i dalej „kochać” mnie szaleńczo. A gdy to wyszło przypadkowo po paru miesiącach, to eks oczywiście rozpaczał z powodu zerwania, zapewniając, że błąd, że alkohol, ale że dalej kocha nad życie. Oczywiście zerwałam – a po ok. 3 tygodniach, tj. zaraz po Sylwestrze, poznałam mojego obecnego chłopaka. Wiadomo, że byłam w stanie średnio nadającym się do związku, ale jakoś się to potoczyło (zachorowałam, zajął się ze mną z największym poświęceniem, itp.).
                    Tak więc obydwoje zaczęliśmy „zdroworozsądkowo”, jak piszesz, chociaż co mnie uderzyło - mimo to w tym związku było coś bardzo wartościowego, np. to, że potrafiliśmy się wspierać w wielu ważnych sprawach, że mój chłopak był niesamowicie troskliwy, że super dogadywaliśmy się w zwykłych sprawach na co dzień. To był jakby pierwszy punkt, kiedy poczułam, że to nie pasuje do "wzorca".
                    Ten związek bardzo się zmienił, jest w tym wszystkim coś głębokiego, nie umiem tego dobrze określić. Co do uczuć - to myślę, że mojemu chłopakowi coś wymknęło się spod kontroli (a być może tego nie chciał).
                    Czyli jak już gdzieś pisałam, kolejny stereotyp leży - że jak nie było uczuć na początku, to potem też nie będzie.
                    Czy ja go kocham? Znowu trafiasz w sedno, Kitty, bo jakbym miała przyłożyć wzorzec kulturowy („motyki”), to wyjdzie, że nie, ale widzę w sobie inne rzeczy / uczucia, tylko że w tym wzorcu one są na dalszym planie, więc nie wiem, jak mam odpowiedzieć :)
                    • hello-kitty2 Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 14:20
                      kotoshi napisała:

                      > Czy ja go kocham? Znowu trafiasz w sedno, Kitty, bo jakbym miała przyłożyć wzor
                      > zec kulturowy („motyki”), to wyjdzie, że nie, ale widzę w sobie inn
                      > e rzeczy / uczucia, tylko że w tym wzorcu one są na dalszym planie, więc nie wi
                      > em, jak mam odpowiedzieć :)

                      Twoja sytuacja jest mi bardzo bliska, ja od czasu rozwodu krece sie tylko w takich klimatach. Hmm i coraz bardziej mi to ciazy. Podobno jak kogos kochasz to wiesz. Z tego wychodzi mi, ze ja nie kocham nikogo (oprocz syna). Brakuje mi tego zeby kogos kochac. Tobie tez, co? Wez to na czas, masz jeszcze duzo czasu. Ja juz nie mam ale Ty jak najbardziej.
                      • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 16:41
                        hello-kitty2 napisała:
                        > Twoja sytuacja jest mi bardzo bliska, ja od czasu rozwodu krece sie tylko w tak
                        > ich klimatach. Hmm i coraz bardziej mi to ciazy. Podobno jak kogos kochasz to w
                        > iesz. Z tego wychodzi mi, ze ja nie kocham nikogo (oprocz syna). Brakuje mi teg
                        > o zeby kogos kochac. Tobie tez, co? Wez to na czas, masz jeszcze duzo czasu. Ja
                        > juz nie mam ale Ty jak najbardziej.

                        Nie wiem, czy zawsze jest tak, że się wie, gdy się kocha, Kitty.
                        Inna sprawa- To co to za uczucie u mnie w takim razie, jeśli na przykład staram się zawsze, choćby w jakichś drobiazgach wspierać mojego chłopaka, martwię się o niego, gdy się np. przemęcza, uwielbiam na niego patrzeć, gdy siedzi obok z gołymi ramionami (bo jest wtedy niesamowicie sexy), cieszy mnie wszystko, co on dla mnie miłego zrobi i co mi powie - i tak mogłabym jeszcze wyliczać...
                        Ja nie uważam, że mi brakuje tych "motylków". Ja się raczej czuję zdezorientowana: czyli stwierdzam, że coś jest (wartościowego), ale jednocześnie coś "pyta" we mnie, dlaczego to nie miłość. No więc się buntuję, bo uważam, że to co mam, jest piękne, a w ogóle to co mi tu jakiś obcy głos próbuje wartościować :)
                        A może z Tobą wszystko jest w porządku (i ze mną też), a tylko wzorzec kulturowy nas wypaczył? :)
                        • sea.sea Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 16:49
                          A dlaczego odczuwasz potrzebę definiowania tego uczucia?
                          Ważne jest chyba to, czy czujesz się w związku dobrze, czy źle, tak po prostu, tu i teraz. Bo tak generalnie, to wiadomo, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, a trawa na drugim brzegu rzeki jest zawsze bardziej zielona :)
                          • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 16:51
                            sea.sea napisała:

                            > A dlaczego odczuwasz potrzebę definiowania tego uczucia?
                            Bo mnie kultura oszukała :)

                            > Ważne jest chyba to, czy czujesz się w związku dobrze, czy źle, tak po prostu,
                            > tu i teraz. Bo tak generalnie, to wiadomo, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby n
                            > ie mogło być lepiej, a trawa na drugim brzegu rzeki jest zawsze bardziej zielon
                            > a :)
                            To są bardzo mądre słowa, bardzo Ci dziękuję :)
                      • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 00:21
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Twoja sytuacja jest mi bardzo bliska, ja od czasu rozwodu krece sie tylko w tak
                        > ich klimatach. Hmm i coraz bardziej mi to ciazy. Podobno jak kogos kochasz to w
                        > iesz. Z tego wychodzi mi, ze ja nie kocham nikogo (oprocz syna). Brakuje mi teg
                        > o zeby kogos kochac. Tobie tez, co? Wez to na czas, masz jeszcze duzo czasu. Ja
                        > juz nie mam ale Ty jak najbardziej.

                        Kurtka na wacie, kitty, a mnie zarzucasz, ze ja ciagle o milosci. Po ch...a jej szukasz jak ona niewazna?:))
                        • zawle Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 09:03
                          kag73 napisała:
                          > Kurtka na wacie, kitty, a mnie zarzucasz, ze ja ciagle o milosci. Po ch...a jej
                          > szukasz jak ona niewazna?:))

                          Jak ktoś nie wie czym jest miłość, to trudno mu ją traktować serio. Ale pragnąć jak najbardziej...można. Ja osobiście pragnę wiary, urodzona jestem jako ateistka.
                          Kitty bez miłości żyje, więc teza że żyć się bez niej da, jest jak najbardziej zasadna. A do seksu to już w szczególności nie jest niezbędna. Z tym że ja też w tą miłość powątpiewam, chociaż byłam szaleńczo zakochana dwa razy. Tylko nie wiem co było pierwsze. Zakochałam się, bo w łóżku było szaleństwo, czy na odwrót? Więc może miłość jest dla każdego czymś innym?
                          • marek.zak1 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 09:15
                            Miłość jest przynajmniej trójwymiarowym, a więc emocjonalno/seksualno/intelektualnym matrixem.
                            Da się życ bez miłości. Jest alkohol, są wibratory, lale itp.
                        • hello-kitty2 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 12:07
                          kag73 napisała:

                          > Kurtka na wacie, kitty, a mnie zarzucasz, ze ja ciagle o milosci. Po ch...a jej
                          > szukasz jak ona niewazna?:))

                          Nie zarzucam, troche sie podsmiewam z 'paplania' :). Mam troche podobne podejscie do milosci jak Abrigado, ze to dosc intymna sprawa. U mnie to co w sercu to nie na jezyku. Wiec jestes moim przeciwienstwem i troche mnie bawi Twoja uczuciowa wylewnosc. Ale kiedys tez taka bylam, wylewna, dawno temu, rzeczywistosc mnie troche wyprostowala. Nie mowie, ze milosc nie jest wazna i tez nie szukam jej. Robie swoje, na wiele nie licze.

                          Zgadzam sie z Zawle, pewnie dla kazdego milosc to co innego.
                          • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 12:36
                            hello-kitty2 napisała:
                            "Nie zarzucam, troche sie podsmiewam z 'paplania' :). Mam troche podobne podejscie do milosci jak Abrigado, ze to dosc intymna sprawa. U mnie to co w sercu to nie na jezyku. Wiec jestes moim przeciwienstwem i troche mnie bawi Twoja uczuciowa wylewnosc. Ale kiedys tez taka bylam, wylewna, dawno temu, rzeczywistosc mnie troche wyprostowala."

                            Kitty, forum jest od tego, zeby "paplac", jak dla mnie. Przedstawiam swoja wizje zwiazku/dobierania sie w pary, co nijak ma sie do mojej "uczuciowej wylewnosci" w zyciu. Moj maz chyba na palcach jednej reki moglby policzyc jak czesto(rzadko) uslyszal od mnie "kocham Cie" albo w ogole "paplanie" o milosci. Bo dla mnie milosc nie przejawia sie w slowach tylko w czynach/dzialaniu i w odczuwaniu, najprosciej powiedziec "kocham Cie" a czesto nic to nie znaczy, bo nie ida za tym czyny. Taka milosc nic dla mnie nie znaczy i ja za nia podziekowawszy, jezeli ktos np. ciagle mnie rani a jednoczesnie ciagle powtarza, ze mnie kocha.
                            • jesod Na palcach jednej ręki 16.06.13, 12:44
                              kag73 napisała:
                              > Moj maz chyba na palcach jednej reki moglby policzyc jak czesto(rza
                              > dko) uslyszal od mnie "kocham Cie" albo w ogole "paplanie" o milosci.

                              To dziwne... Uważasz, że należy żałować sobie dobrych słów?
                              Dobre słowa i dobre czyny wzajemnie sobie nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie - uzupełniają się i wzmacniają.
                              • kag73 Re: Na palcach jednej ręki 16.06.13, 17:08
                                jesod napisała:

                                > kag73 napisała:
                                > > Moj maz chyba na palcach jednej reki moglby policzyc jak czesto(rza
                                > > dko) uslyszal od mnie "kocham Cie" albo w ogole "paplanie" o milosci.
                                >
                                > To dziwne... Uważasz, że należy żałować sobie dobrych słów?
                                > Dobre słowa i dobre czyny wzajemnie sobie nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie -
                                > uzupełniają się i wzmacniają.

                                Nie uwazam, ze trzeba zalowac sobie dobrych slow i takie wypowiadam wiele razy. Jednak "kocham Cie" naduzywane staje sie takie wyswiechtane. Zreszta chyba kazdemu wedlug potrzeb, niektorzy tak lubia sobie powtarzac "kocham Cie" itd., hmm, moze ja, wbrew temu co mysli kitty, az taka wylewna nie jestem:))
              • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:26
                hello-kitty2 napisała:

                > Dobrze ALE jesli NIC nie czuje to o czym ma mowic? Klamac? To mowi, ze chce mu
                > sie bzykac. Probujesz sie zwyczajnie odnalezc w relacji bez uczucia ze strony f
                > aceta i zwalasz to na kulture. Wyraznie Ci brakuje uczucia z jego strony, takie
                > go jakie mialas od eksa.

                Kitty, to powiedział mój obecny chłopak, kiedy mnie pierwszy raz zobaczył :) Nie brakuje mi uczucia z jego strony, mam go mnóstwo i nawet nie zawsze wiem, jak zareagować.

                > No chyba, ze chodzi Ci o wzorce wspolczesnej kultury typu: jak Kag np ciagle o
                > milosci, hehe :) Podchodz z wiekszym dystansem to opowiadan o milosci, nie bedz
                > iesz musiala niczego wtedy z siebie "zrzucac". Zauwazylas np. ze mezczyzni tak
                > chetnie o milosci nie opowiadaja?

                Uczę się tego dystansu właśnie! - ale to kosztuje dużo energii. Mam wrażenie, że wyczułaś, o co mi chodzi w tym wątku (mimo że chyba nie umiem chyba dobrze tego wyrazić).
                A co do mężczyzn - to dokładnie tak jest, że nie lubią mówić o miłości. Bo to właśnie kobietę kultura pod tym względem chyba jakoś "wykrzywia".
    • sea.sea Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 10:53
      > wszędzie, gdzie mowa jest o związkach, pokazany jest romantyzm / „motyki w brzuchu” jako > jedyny idealny model nie tylko na początek, ale też na dalsze etapy.

      Weź podaj jakieś przykłady z tej współczesnej kultury, bo Dąbrowską trudno uznać za współczesną.

      Poza tym z pokazywaniem związków w kulturze jest jak z pokazywaniem rżnięcia w porno. Wiele osób w realu lubi minetę, ale nie jara ich przedstawienie minety w porno, bo wizualnie na ekranie jest to mało dynamiczne i podniecające - więc przewijają do "akcji". Stąd większość porno pomija grę wstępną ;) To samo ze przedstawieniem związków - kultura pokazuje akcję, przeciwności do pokonania, jakieś nieprzewidziane okoliczności, ogromne emocje, wyjątkowe sytuacje - bo jak pokazuje codzienne dylematy w stylu: "a na obiad to ryż, czy makaron" - to mamy najnowszy odcinek Klanu :)
      • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 11:50
        Do Dąbrowskiej: serial nakręcono współcześnie, i oddziałuje dalej, tak samo jak "Lalka" Prusa, która jest lekturą, i trudno zaprzeczyć, że składa się na współczesną kulturę (tak samo jak "Duma i uprzedzenie", "Przeminęło z wiatrem" "Doktor Żywago" itp.)
        Ale nowsze, proszę bardzo: "To właśnie miłość", "Ttitanic", "Nigdy w życiu", "Wszystko co kocham" itd. A pomijam tu tak czy inaczej seryjnie produkowane komedie romantyczne zupełnie niskich lotów, choć również oddziałujące niemało zapewne.

        > Poza tym z pokazywaniem związków w kulturze jest jak z pokazywaniem rżnięcia w
        > porno. Wiele osób w realu lubi minetę, ale nie jara ich przedstawienie minety w
        > porno, bo wizualnie na ekranie jest to mało dynamiczne i podniecające - więc p
        > rzewijają do "akcji". Stąd większość porno pomija grę wstępną ;)

        O jakimś wpływie porno jednak też się mówi! - nawet tu na forum wiele razy była teza, że niektórzy za dużo tego oglądają i potem myślą, że wszystko można zastosować naprawdę w identycznej wersji.
        • sea.sea Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:01
          No nie, ja bym nie nazwała współczesną - w tym kontekście - produkcji sprzed 40 lat. Trudno mówić o wpływie Dąbrowskiej na współczesną młodzież (taką, powiedzmy, do 30-tki), bo jeśli nawet jakieś małolaty obejrzały Noce i Dnie, to prawie na pewno dlatego, że było potrzebne do szkoły - a nie z zainteresowania czy potrzeby serca.

          Prawdziwe życie (no, w cudzysłowie, ale powiedzmy, że takie z grubsza zbliżone do rzeczywistości) to możesz sobie obejrzeć w Klanie. Oglądasz? Ciekawe to jest? "Jarasz" się życiowymi dylematami jakiejś klanowej Kasi czy Marysi, która nie wie z którym z przystojnych kolegów ze studiów ma iść na kawę? Czy może jednak ciekawszy jest mezalians premiera i klnącej jak szewc sekretarki z Love Actually? :)
          • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 12:28
            sea.sea napisała:

            > No nie, ja bym nie nazwała współczesną - w tym kontekście - produkcji sprzed 40
            > lat. Trudno mówić o wpływie Dąbrowskiej na współczesną młodzież (taką, powiedz
            > my, do 30-tki), bo jeśli nawet jakieś małolaty obejrzały Noce i Dnie, to prawie
            > na pewno dlatego, że było potrzebne do szkoły - a nie z zainteresowania czy po
            > trzeby serca.

            a moim zdanie oddziaływuje również to, z czym się po prostu stykamy, nie tylko po co sięgamy z potrzeby serca?


            > Prawdziwe życie (no, w cudzysłowie, ale powiedzmy, że takie z grubsza zbliżone
            > do rzeczywistości) to możesz sobie obejrzeć w Klanie. Oglądasz? Ciekawe to jest
            > ? "Jarasz" się życiowymi dylematami jakiejś klanowej Kasi czy Marysi, która nie
            > wie z którym z przystojnych kolegów ze studiów ma iść na kawę? Czy może jednak
            > ciekawszy jest mezalians premiera i klnącej jak szewc sekretarki z Love Actual
            > ly? :)

            "Klan" oglądałam w podstawówce. Dzisiaj oglądam kino zupełnie "niemainstreamowe"
            • sea.sea Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 16:02
              > a moim zdanie oddziaływuje również to, z czym się po prostu stykamy, nie tylko po co sięgamy > z potrzeby serca?

              No ale jak współczesna młodzież patrzy na Dąbrowską to po pierwsze z założenia ble, bo lektura szkolna, po drugie - nie te problemy, nie te realia, nie ten klucz. Titanic to niby też nie te problemy i nie te realia, ale są emocje, jest walka o życie, jest przystojny DiCaprio a nie jakiś za przeproszeniem stary piernik Strasburger, co się nie kojarzy z amantem, tylko ze słabymi dowcipami.

              Ja trochę nie rozumiem idei wzorca kulturowego miłości/związków spod którego się jakoś strasznie trzeba wydobywać, bo on tak strasznie narzuca optykę. Przecież już nawet średnio ogarnięty nastolatek obserwuje związki w praktyce: rodziców, dziadków, sąsiadów - i chyba jest w stanie wyciągnąć wniosek, że film/książka rzadko bywa wiernym odwzorowaniem przeciętnej rzeczywistości?

      • jesod Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 16:13
        sea.sea napisała:
        > Weź podaj jakieś przykłady z tej współczesnej kultury, bo Dąbrowską trudno uznać
        > za współczesną.

        Uważam zdecydowanie inaczej.
        "Noce i dnie" są w swoim przesłaniu ponadczasowe, ale... zależy kto i co w nich potrafi dostrzec, odkryć oraz sobie uświadomić.
        To piękna opowieść o życiu i przemijaniu. Współczesność sprawia jedynie to, że zmieniają się realia - to co nas otacza, ale... ludzie wewnątrz pozostają ci sami. Nasze charaktery, zachowania, reakcje, pragnienia, tęsknoty, rozterki, marzenia, problemy, konieczność odnalezienia się w życiu oraz ciągłe poszukiwanie swojego miejsca na ziemi nie ewoluuje wprost proporcjonalnie do postępu technicznego i zmieniających się możliwości zewnętrznych.
        • sea.sea Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 16:22
          Nie chodziło mi o to, czy - obiektywnie - Dąbrowska ma w dzisiejszych czasach jakąś wartość, a o to, czy zetknięcie z tego typu klasyką (czyli np też z Lalką czy Przeminęło z Wiatrem) ma szansę wywrzeć istotny wpływ na to, w jaki sposób przeciętny reprezentant(ka) dzisiejszej młodzieży postrzega związki damsko-męskie.
          • jesod Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 16:30
            sea.sea napisała:
            > Nie chodziło mi o to, czy - obiektywnie - Dąbrowska ma w dzisiejszych czasach j
            > akąś wartość, a o to, czy zetknięcie z tego typu klasyką

            Jeśli o czymś rozmawiamy w zetknięciu z tego typu klasyką to chyba właśnie pod kątem wartości. Oddziel czasy od ludzi, a zobaczysz więcej. Można powiedzieć, że czasy się zmieniają, a ludzie - nie.
            Czasy nacechowane są kulturą dla nich charakterystyczną - tym przesiąkają ludzie w danym czasie. To jest tło, ale ich wnętrza w kategoriach reakcji, pragnień, zachowań wydają się być niezmienne.
            • sea.sea Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 16:39
              Dalej się nie rozumiemy :)
              Młodzież dziś czyta Dąbrowską masowo i ze zrozumieniem? Dąbrowska ma wpływ na umysły młodzieży i prezentowaną przez tę młodzież wizję związków?

              W tym kontekście współczesny to jest na przykład Zmierzch (pomijając zupełnie to, czy ma jakąkolwiek wartość literacką czy życiową). Bo to Zmierzch i komedie romantyczne współcześnie, w tej chwili, działają na umysły młodych, pobudzają ich wyobraźnię i marzenia o ideale związku. To Zmierzch i komedie romantyczne biją rekordy popularności, to w Edwardzie kochają się dziewczęta - a nie w Józefie Tolibowskim.
              • kotoshi Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 16:50
                > W tym kontekście współczesny to jest na przykład Zmierzch (pomijając zupełnie t
                > o, czy ma jakąkolwiek wartość literacką czy życiową). Bo to Zmierzch i komedie
                > romantyczne współcześnie, w tej chwili, działają na umysły młodych, pobudzają i
                > ch wyobraźnię i marzenia o ideale związku. To Zmierzch i komedie romantyczne bi
                > ją rekordy popularności, to w Edwardzie kochają się dziewczęta - a nie w Józefi
                > e Tolibowskim.

                To nie było do mnie, ale odpowiem: i w komediach romantycznych, i w Dąbrowskiej ideał miłości (= namiętności jako czegoś najbardziej wartościowego) jest podobny.
                Poza tym nie stwierdzałabym ot tak, że młodzi tylko takie rzeczy czytają / lubią. Znam dziewczynę, która zna chyba na pamięć całą twórczość Lwa Tołstoja. A ulubionym serialem pewnej mojej koleżanki jest "Czterej pancerni i pies" (!) - staroć, którą mój wujek, starszy jeszcze sporo od mojego taty, pamięta z młodości.
                A ja uwielbiam "Jolka Jolka pamiętasz", które znam od kołyski, bo zawsze to śpiewał mój tata :)
                Więc nie zgadzam się, że działa tylko to, co jest modne - zgadzam się z Jesod, że jest - i działa - dużo rzeczy ponadczasowych.
                • sea.sea Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 17:06
                  > Poza tym nie stwierdzałabym ot tak, że młodzi tylko takie rzeczy czytają / lubią.

                  Nie zamierzam się wypowiadać o całej młodzieży, wiadomo że się zdarzają wyjątki które mają w nosie Zmierzch i wolą Annę Kareninę, no ale statystycznie coś się tam da uogólnić.

                  A kultura Cię nie oszukała, to Ty nie patrzyłaś ze zrozumieniem ;) Filmowe/książkowe namiętności eksplodują w obliczu przeszkód do pokonania (wspominano zresztą wielokrotnie na forum, że nadmierne, zasiedziałe poczucie bezpieczeństwa bardzo często zabija pożądanie). A Twój związek napotkał jakieś takie przeszkody? Musiałaś ratować życie, groziło Ci przymusowe zamążpójście, ukradli Ci dziecko, próbowałaś wybrać mniejsze zło, dokonywałaś poważnych poświęceń? No i po drugie: gdyby w Twoje ręce trafiła książka o kimś takim jak Ty, kto przeżywa podobne życie jak Ty i ma problemy w podobnej skali - czytałabyś ją z zainteresowaniem? :)
                  • kotoshi Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 17:15
                    sea.sea napisała:
                    > A kultura Cię nie oszukała, to Ty nie patrzyłaś ze zrozumieniem ;)

                    Być może taką wersję tj. IQ (emocjonalne?) poniżej przeciętnej też muszę wziąć pod uwagę ;)
                    • kotoshi Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 17:39
                      sea.sea napisała:
                      Filmowe/ksią
                      > żkowe namiętności eksplodują w obliczu przeszkód do pokonania (wspominano zresz
                      > tą wielokrotnie na forum, że nadmierne, zasiedziałe poczucie bezpieczeństwa bar
                      > dzo często zabija pożądanie). A Twój związek napotkał jakieś takie przeszkody?
                      > Musiałaś ratować życie, groziło Ci przymusowe zamążpójście, ukradli Ci dziecko,
                      > próbowałaś wybrać mniejsze zło, dokonywałaś poważnych poświęceń? No i po drugi
                      > e: gdyby w Twoje ręce trafiła książka o kimś takim jak Ty, kto przeżywa podobne
                      > życie jak Ty i ma problemy w podobnej skali - czytałabyś ją z zainteresowaniem
                      > ? :)

                      Sorry, za wcześnie mi się wysłało.
                      Pamiętam, że gdy się dowiedziałam o zdradzie eksa (jeszcze wtedy nie eksa), to chciałam umrzeć. I miałam okropne myśli... Tylko coś się we mnie z buntem odezwało, że z takiego powodu kończyć życie to strasznie głupie.
                      Nie wiem jednak, jakie to ma znaczenie, czy by to kogoś zainteresowało - w każdym razie jakieś "przeszkody" tu były.
                      • sea.sea Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 17:58
                        Jeszcze raz: szeroko pojęta kultura nie ukazuje zwyczajnego życia zwyczajnych ludzi, którym się nic wyjątkowego nie przydarza - bo nikt by tego nie czytał.

                        Nawet takie dość zbliżone do realizmu (w porównaniu z np Modą na Sukces) twory jak popularne polskie seriale są grubo podkoloryzowane. Bohaterom przydarza się na głowę więcej niecodziennych sytuacji (w stylu zdrada, romans, ciężka choroba, nałogi, problemy finansowe, konflikty z prawem itd), niż przeciętnemu Kowalskiemu. Nie trzeba być jakimś bardzo uważnym obserwatorem, żeby to zauważyć.

                        Dlatego nie rozumiem tego rozdrapu wewnętrznego pod tytułem "kurde, Jack i Rose to się kochali, a u mnie to jakieś takie mdłe wszystko, może to nie miłość". Jack i Rose się kochają dla oglądalności. Nie widzimy Rose gotującej pierogi i Jacka wypełniającego wniosek o kredyt "Rodzina na swoim" :) Skąd porównania z Jackiem i Rose, a nie na przykład z sąsiadami spod piątki albo z koleżanką z roku?
                        • urquhart Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 18:39
                          sea.sea napisała:
                          > Dlatego nie rozumiem tego rozdrapu wewnętrznego pod tytułem "kurde, Jack i Rose
                          > to się kochali, a u mnie to jakieś takie mdłe wszystko, może to nie miłość". J
                          > ack i Rose się kochają dla oglądalności. Nie widzimy Rose gotującej pierogi i J
                          > acka wypełniającego wniosek o kredyt "Rodzina na swoim" :) Skąd porównania z Ja
                          > ckiem i Rose, a nie na przykład z sąsiadami spod piątki albo z koleżanką z roku

                          Różnica jest gdzie indziej. Nawet w finansach gdzie bezpieczeństwo tam mały zysk, gdzie ryzyko można dużo dopiero zyskać (owa romantyczna rzeczywistość) ale i dużo stracić szczególnie jeśli jest się naiwnym, do tego nie ma się wiedzy i intuicji.
                          Jak wszystko podporządkowuje się stabilizacji i bezpieczeństwu to na co można liczyć w zyciu?
                          Ile można żyć wspomnieniami minionej przeszłości?
                          Są ludzie którzy dają się wkręcić jako konsumpcyjne trybiki, poświęcając w pracy żeby zarobić, a są tacy co próbują pracować zarabiać realizując swoje pasje, robiąc i zarabiając to co lubią. Podobnie przecież w związku. Wtedy codzienność wygląda inaczej. Ale to dane jest tym co się odważą.
                          • hello-kitty2 Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 19:07
                            urquhart napisał:

                            > Jak wszystko podporządkowuje się stabilizacji i bezpieczeństwu to na co można l
                            > iczyć w zyciu?
                            > Ile można żyć wspomnieniami minionej przeszłości?
                            > Są ludzie którzy dają się wkręcić jako konsumpcyjne trybiki, poświęcając w prac
                            > y żeby zarobić, a są tacy co próbują pracować zarabiać realizując swoje pasje,
                            > robiąc i zarabiając to co lubią. Podobnie przecież w związku. Wtedy codzienność
                            > wygląda inaczej. Ale to dane jest tym co się odważą.

                            Fajnie napisane ale chyba trzeba w to wierzyc, bez wiary trudno podejmowac ryzyko.
                        • kotoshi Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 16.06.13, 10:16
                          sea.sea napisała:

                          > Jeszcze raz: szeroko pojęta kultura nie ukazuje zwyczajnego życia zwyczajnych l
                          > udzi, którym się nic wyjątkowego nie przydarza - bo nikt by tego nie czytał.
                          >
                          > Nawet takie dość zbliżone do realizmu (w porównaniu z np Modą na Sukces) twory
                          > jak popularne polskie seriale są grubo podkoloryzowane. Bohaterom przydarza się
                          > na głowę więcej niecodziennych sytuacji (w stylu zdrada, romans, ciężka chorob
                          > a, nałogi, problemy finansowe, konflikty z prawem itd), niż przeciętnemu Kowals
                          > kiemu. Nie trzeba być jakimś bardzo uważnym obserwatorem, żeby to zauważyć.
                          >
                          > Dlatego nie rozumiem tego rozdrapu wewnętrznego pod tytułem "kurde, Jack i Rose
                          > to się kochali, a u mnie to jakieś takie mdłe wszystko, może to nie miłość". J
                          > ack i Rose się kochają dla oglądalności. Nie widzimy Rose gotującej pierogi i J
                          > acka wypełniającego wniosek o kredyt "Rodzina na swoim" :) Skąd porównania z Ja
                          > ckiem i Rose, a nie na przykład z sąsiadami spod piątki albo z koleżanką z roku
                          > ?

                          Wydaje mi się, że to, o czym tu piszesz, to nie są wzorce kulturowe - albo to jest tylko jakaś niewielka część wzorców.
                          Równie dobrze mogłabyś zaprzeczyć, że istnieje następujący wzorzec: przyzwolenie na agresję u mężczyzny. Mogłabyś wtedy argumentować, że w filmach / książkach takich i takich agresja męskich bohaterów jest np. ukarana (np. pokazane są jej negatywne skutki) i pytać, dlaczego dorastający chłopak ma się porównywać akurat z tymi bohaterami (agresywnymi), a nie z innymi (nieagresywnymi).
                          Ale przyznam, że nie umiem tego dobrze wytłumaczyć, sorry - zaczynam się gubić.
              • jesod Re: Dąbrąwską trudno uznać za współczesną 15.06.13, 17:06
                sea.sea napisała:
                > Dalej się nie rozumiemy :)

                Dlaczego? Patrzymy z różnych (indywidualnych) punktów widzenia?
                Nie znam Zmierzchu, ani wielu zbyt współczesnych komedii romantycznych, bo odbieram je jako nudny chłam. To nie moja bajka - to co płytkie i powierzchowne zdecydowanie mnie nie bawi.
                Zauważ jednak, że młodziakom serwuje się pewną pożywkę na której wyrastają i kształtują swoje wiedzenie świata i osobowość. Dokąd sami nie odkryją w sobie potrzeby dociekania istoty rzeczy i głębszej penetracji sensu swojego istnienia - dotąd będą tylko wytworem teraźniejszości kształtowanym przez media, zgodnie z potrzebami marketingu i komercji.
                To co się dobrze sprzedaje staje się wzorem i idolem na potrzeby innych, a kto się temu ślepo poddaje zatraca samodzielność myślenia i radość odkrywania swojego świata.

                Co do Tolibowskiego... Nigdy nie widziałam w nim żadnego ideału - to był tylko istotny wątek w życiu Barbary. Jakieś tam sztuczne gesty, chwilowe manifestacje - na pokaz, bez zdecydowania i dalszej konsekwencji w działaniu.
                Dla mnie, jako kobiety, zawsze bardziej interesujący i godny uwagi był Bogumił. :)
    • yoric Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 13:16
      A tak serio mówiąc, podzielam Twój punkt widzenia. Nawet sam myślałem nad założeniem podobnego wątku. Też mi się wydaje, że gdyby kultura nie generowała irracjonalnych oczekiwań (np. jeden monogamiczny związek aż do śmierci jako norma i idealne-naturalne rozwiązanie), ludziom byłoby łatwiej radzić sobie z rzeczywistością.

      Z drugiej strony, jak ktoś zauważył, kultura też w jakiejś mierze działa na zasadzie podaż-popyt. Bierzemy z niej to, co nam się podoba. Pewnie te wzorce w jakimś stopniu wynikają z przypadku (lub jakichś okoliczności ekonomiczno-społecznych) i się potem same napędzają z pokolenia na pokolenie - ale w jakimś stopniu są zakorzenione w głębszych ludzkich sentymentach...
      • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 15.06.13, 13:59
        yoric napisał:

        > A tak serio mówiąc, podzielam Twój punkt widzenia. Nawet sam myślałem nad założ
        > eniem podobnego wątku. Też mi się wydaje, że gdyby kultura nie generowała irrac
        > jonalnych oczekiwań (np. jeden monogamiczny związek aż do śmierci jako norma i
        > idealne-naturalne rozwiązanie), ludziom byłoby łatwiej radzić sobie z rzeczywis
        > tością.
        >
        > Z drugiej strony, jak ktoś zauważył, kultura też w jakiejś mierze działa na zas
        > adzie podaż-popyt. Bierzemy z niej to, co nam się podoba. Pewnie te wzorce w ja
        > kimś stopniu wynikają z przypadku (lub jakichś okoliczności ekonomiczno-społecz
        > nych) i się potem same napędzają z pokolenia na pokolenie - ale w jakimś stopni
        > u są zakorzenione w głębszych ludzkich sentymentach...

        Yoric, super wyraziłeś chyba wszystko to, czego ja nie umiałam - ale o to mi właśnie chodziło. Co do zdania o popycie - podaży i że bierzemy, co się nam podoba: moim zdaniem właśnie najpierw coś musi zacząć się podobać, żebyśmy dalej chcieli to brać - a co zaczyna nam się podobać, jak nie jakieś elementy wzorca? Czyli trochę jesteśmy skazani na schematy...
        • urquhart Jakie Oszustwo? 15.06.13, 16:53
          > a: moim zdaniem właśnie najpierw coś musi zacząć się podobać, żebyśmy dalej chc
          > ieli to brać - a co zaczyna nam się podobać, jak nie jakieś elementy wzorca? Cz
          > yli trochę jesteśmy skazani na schematy...

          No ale z drugiej strony pary które nie 2-4 lata a dziesiątki lat utrzymują narkotyczny gratyfikujący stan miłości romantycznej istnieją i można to badać i udowodnić. Natomiast głupie jest oczekiwanie że to naturalny i spontaniczny par, a taka relacja nie potrzebuje żadnych elementów do życia i utrzymania, że można od niej jedynie oczekiwać i wymagać jak w wielu wątkach tutaj.
          • yoric Re: Jakie Oszustwo? 15.06.13, 19:01
            Zgadza się - i też w tym sęk, że to wyjątki, a reguła jest inna - a kultura przedstawia to na odwrót...

            Kotoshi:
            > najpierw coś musi zacząć się podobać, żebyśmy dalej chcieli to brać - a co zaczyna nam się podobać, jak nie jakieś elementy wzorca? Czyli trochę jesteśmy skazani na schematy...

            ja się odwzajemnię - doskonale wyrażone - my swoim popytem kształtujemy kulturę, ale cóż innego kształtuję nasz popyt, jeśli nie wzorce kulturowe. Jedno, co bym dodał do tego, to że pewne składniki są stałe i uniwersalne, tak jak że ludzie wolą słodkie, niż gorzkie, tak samo podoba im się raczej gładka skóra niż pryszcze. Kultura też jest nie w próżni, tylko jest nabudowana na pewnych tego typu podstawach. Myślę, że ideał miłości romantycznej też ma jakieś miejsce w takiej bazowej psychice ludzkiej - z kulturą jest ten problem, że rozdmuchuje go do nieproporcjonalnych rozmiarów.
            • urquhart To przecież nie iluzja! 15.06.13, 20:06
              > pu podstawach. Myślę, że ideał miłości romantycznej też ma jakieś miejsce w tak
              > iej bazowej psychice ludzkiej - z kulturą jest ten problem, że rozdmuchuje go d
              > o nieproporcjonalnych rozmiarów.

              A ja myślę że doinwestowana ma nieproporcjonalna rozmiary, czytałeś czy oglądałeś choćby Helen Fisher o badaniu aktywności i gratyfikacja w mózgu to nie iluzja jeżeli nawet nie spotyka każdego - przecież gratyfikacja jest większa niż przy najtrwalszych narkotykach raczej problemem jest rabunkowa gospodarka, chce się jedynie czerpać nic nie inwestując.
              Mało tego to nie musi być stan chwilowy na 2 lata jak sie przymuje.
              Dla mnie to bardzo inspirujące i dzieliłem się refleksją o tym niedawno
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,145107402,145107402,Wieczna_milosc_nagroda_motywacja_i_gratyfikacja.html
            • kotoshi Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 10:25
              yoric napisał:
              > Myślę, że ideał miłości romantycznej też ma jakieś miejsce w tak
              > iej bazowej psychice ludzkiej - z kulturą jest ten problem, że rozdmuchuje go d
              > o nieproporcjonalnych rozmiarów.

              Być może to sedno tego, co czuję (intuicyjnie), tyle że nie umiałam wyrazić.
              Yoric, jakie jeszcze według Ciebie są inne wzorce kulturowe (szkodliwe lub nie), oprócz tego, który wymieniłeś - "monogamiczny związek aż do śmierci"? A propos, a jak się ma do tego wychowywanie dzieci? Bo gdy się pojawia dziecko, to zmiana partnera jest raczej mało wskazana ;)
              • urquhart Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 11:16
                kotoshi napisała:
                > Yoric, jakie jeszcze według Ciebie są inne wzorce kulturowe (szkodliwe lub nie)
                > , oprócz tego, który wymieniłeś - "monogamiczny związek aż do śmierci"? A propo
                > s, a jak się ma do tego wychowywanie dzieci? Bo gdy się pojawia dziecko, to zmi
                > ana partnera jest raczej mało wskazana ;)

                Wtrącę się. W interesie państwa jest wkręcić rodziców w płodzenie i wychowanie dzieci bo od zastępowalności pokoleń zależy ład społeczny. Natomiast państwu i społeczeństwu szczęśliwe i harmonijne jednostki są nie na rękę. Nie można nimi manipulować. Bo zarządzanie społeczne oparte jest na istnieniu tworzeniu i zaspokajaniu poczucia braków i frustracji. Stąd sprawne działanie społeczeństw konsumpcyjnych. W tym jest podstawowa sprzeczność.
                Ciekawie o tym pisze Szlendak.
                - Są ludzie, którzy po prostu nie nadają się do małżeństwa. W niektórych przypadkach można z dużą dozą pewności przewidzieć, że związek prędzej czy później się zakończy. I to boleśnie - (...)
                Skąd w Polsce ta determinacja państwa, by za wszelką cenę utrzymać związek?

                - Najkrócej mówiąc, dziś to państwu zależy na tym, by obywatele się rozmnażali. Dla samych obywateli bywa to obciążeniem. Dzieci są postrzegane przez wielu ludzi jako ciężar czasowy, energetyczny i ekonomiczny. A dla państwa są one czystym zyskiem - bez nich rozpadnie się np. system ubezpieczeń społecznych. Im dłużej trwają małżeństwa, tym dzieci więcej.

                W niektórych krajach po prostu zanosi się papier do prawnika i dalej wszystko idzie gładko. U nas toczy się rozprawa przed sądem, są przesłuchania, świadkowie. Po co?

                - Nasze państwo po prostu korzysta ze wszystkich prawnych narzędzi, aby małżeństwa rozpadały się trudniej i rzadziej. Kłopot w tym, że jeśli państwo jest poukładane, neoliberalnie, to wymuszając na swoich obywatelach rodzenie dzieci, nieszczególnie pomaga w opiece nad nimi. Widać to także w braku wsparcia po rozwodzie. A wiadomo przecież, że po rozwodzie najczęściej ekonomicznie cierpią dzieci.

                m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,13529263,Raz__dwa___trzy__rozwod_bierzesz_ty___SYPIAJAC_Z_WROGIEM_.html
                • kotoshi Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 11:45
                  Urquhart, nie znam się na tym, ale ciekawi mnie, co to konkretnie za kraje - cyt.:
                  > W niektórych krajach po prostu zanosi się papier do prawnika i dalej wszystko i
                  > dzie gładko.
                  Chodzi mi o to, że chyba żadne państwo nie może być zainteresowane w pozwalaniu na "gładki" rozwód.
                  • jesod Gładki rozwód 16.06.13, 12:13
                    kotoshi napisała:
                    > Chodzi mi o to, że chyba żadne państwo nie może być zainteresowane w pozwalaniu
                    > na "gładki" rozwód.

                    Znasz powiedzenie, że nie należy wchodzić/wtykać się między wódkę a zakąskę.
                    Tu jest pewna analogia, jeśli chodzi o działanie państwa w materii podtrzymania związku.
                    A przecież... nic na siłę. Po prostu trzeba chcieć być razem - oto cała tajemnica.
                    Sztuczne sklejanki, namawianki, nawracanki, tłumaczenie, przeciąganie w czasie - to tylko przedłużanie agonii czegoś, co i tak albo już nie istnieje, albo... już nie ożyje bez woli, chęci i potrzeby obydwu stron. A w tym cały jest ambaras...



                  • hello-kitty2 Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 12:16
                    kotoshi napisała:

                    > Urquhart, nie znam się na tym, ale ciekawi mnie, co to konkretnie za kraje - cy
                    > t.:
                    > > W niektórych krajach po prostu zanosi się papier do prawnika i dalej wszy
                    > stko i
                    > > dzie gładko.
                    > Chodzi mi o to, że chyba żadne państwo nie może być zainteresowane w pozwalaniu
                    > na "gładki" rozwód.

                    Holandia na przyklad. Nie ma rozwodow, bo nie ma malzenstw. U prawnika regulujesz sposob zycia z partnerem wg wlasnych zasad, a nie pomyslow panstwa czy Kosciola na jego regulacje. Zobowiazania wobec dzieci sa regulowane przez panstwo, a miedzy rodzicami regulacje nie sa narzucane. Kazdy pomysl na zycie jaki masz mozesz sobie u prawnika uregulowac z wlasnym partnerem.
                    • kag73 Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 13:03
                      W Niemczech przy rozwodzie tez juz zniesiono pytanie o wine i dobrze. Moze trzeba najpierw miec rok separacji, na zastanowienie sie, a potem rozwod.
                      A Anglii(podobno) wystraczy wniesc o rozwod w urzedzie, druga strona zostanie poinformowana pisemnie.
                      • protein.spill Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 18:10
                        W UK to prawda, ale dotyczy tylko obiegu dokumentow (w tym przypadku zlozenia pozwu) a nie samego rozwodu. Tutaj na razie walczy sie o mozliwosc rozwiedzenia sie bez orzekania o o winie, o ile sie nie myle.

                        Do tego biezacy rzad zapowiada wieksza troske o malzenstwo, latwo sie domyslic co to oznacza dla prostoty rozwodow.
                        • kotoshi Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 20:32
                          Nie wiedziałam o tym, że u nas w Polsce jest jakoś szczególnie trudno, może dlatego, że nie mamy żadnej rodziny za granicą (i chyba żadnych bliższych znajomych rodzice też tam nie mają).
                          • protein.spill Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 21:12
                            Przepraszam, niejasno sie wyrazilem. Mówiąc "tutaj" miałem na myśli UK. Nie wiem jak jest z tym w Polsce.
                • protein.spill Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 18:35
                  urquhart napisał:

                  > Wtrącę się. W interesie państwa jest wkręcić rodziców w płodzenie i wychowanie
                  > dzieci bo od zastępowalności pokoleń zależy ład społeczny. Natomiast państwu i
                  > społeczeństwu szczęśliwe i harmonijne jednostki są nie na rękę. Nie można nimi
                  > manipulować. Bo zarządzanie społeczne oparte jest na istnieniu tworzeniu i zasp
                  > okajaniu poczucia braków i frustracji. Stąd sprawne działanie społeczeństw kons
                  > umpcyjnych.

                  Opozycja "szczesliwa jednostka" vs "silna grupa" jest starsza niz spoleczenstwa konsumpcyjne. Jest starsza niz ludzie. Przy ludziach dochodzi element samoswiadomej jazni, ktora trzeba utemperowac i od tego jest kultura. W tym przypadku (milosc, wychowanie mlodych) natura i kultura wspieraja sie - na niekorzysc subiektywnego szczescia jednostki. Ale tez nie da sie nie zauwazyc, ze przez ostatnie kilkaset lat zakres swobod jednostki systematycznie rosnie, wiec niedlugo powinnismy byc bardzo szczesliwi. Chyba ze wyeliminuje nas ktoras z konkurencyjnych grup stawiajaca na bardziej opresyjny model traktowania swoich jednostek.
                  • kag73 Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 18:40
                    Uwazam, ze nie jest tak zle, zawsze mozna po prostu odejsc/sie rozstac bez koniecznosci rozwodu i zyc osobno.
              • yoric Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 18:55
                Do listy oszustw kulturowych dodałbym stereotyp, że seks to jest coś, czego facet chce, a kobieta łaskawie daje facetowi, który jej się odpowiednio przypodoba. To może nie jest oszustwo, bardzij chodzi o to, że kultura choduje w nas przekonanie, że raczej nie ma innej drogi. Tutaj PUA potrafi otworzyć oczy.
                • kotoshi Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 21:39
                  yoric napisał:

                  > Do listy oszustw kulturowych dodałbym stereotyp, że seks to jest coś, czego fac
                  > et chce, a kobieta łaskawie daje facetowi, który jej się odpowiednio przypodoba
                  > . To może nie jest oszustwo, bardzij chodzi o to, że kultura choduje w nas prze
                  > konanie, że raczej nie ma innej drogi. Tutaj PUA potrafi otworzyć oczy.

                  A ja bym jeszcze dodała stereotyp księżniczki na szklanej górze - co często przekłada się na "mądrości" w stylu, że kobieta powinna dać się (długo!) zdobywać, bo inaczej nie zazna szacunku.
                  • kag73 Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 21:55
                    > A ja bym jeszcze dodała stereotyp księżniczki na szklanej górze - co często prz
                    > ekłada się na "mądrości" w stylu, że kobieta powinna dać się (długo!) zdobywać,
                    > bo inaczej nie zazna szacunku.

                    A to juz jest kwestia bardziej skomplikowana, moim zdaniem. Po pierwsze zalezy od faceta(sama takiego z przekonaniem, ze "latwa", bo tak szybko sie "oddala" bym nie chciala) i jego interpretowania faktow, jego nastawienia. Poza tym zalezy tez od motywacji zainteresowanych: czy czegos konkretnego chca czy nie chca, czego szukaja i co maja gdzies z tlu glowy i od okolicznosci. Poza tym i tutaj mamy ustalone reguly: to element gry, zeby facet sie troche postaral, jemu wbrew pozorom rowniez to porzebne, wiadomo mezczyzni to zdobywcy. Nie chodzi tutaj o szacunek.
                    Mysle, ze co ma wisiec nie utonie, jednak dla pewnosci, jezeli nie ma pospiechu, dalabym sie troche "postarac", ale moze nie za dlugo. Zreszta zalezy tez od wieku i doswiadczen.
                    • kotoshi Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 22:38
                      kag73 napisała:
                      > A to juz jest kwestia bardziej skomplikowana, moim zdaniem. Po pierwsze zalezy
                      > od faceta(sama takiego z przekonaniem, ze "latwa", bo tak szybko sie "oddala" b
                      > ym nie chciala) i jego interpretowania faktow, jego nastawienia. Poza tym zalez
                      > y tez od motywacji zainteresowanych: czy czegos konkretnego chca czy nie chca,
                      > czego szukaja i co maja gdzies z tlu glowy i od okolicznosci. Poza tym i tutaj
                      > mamy ustalone reguly: to element gry, zeby facet sie troche postaral, jemu wbr
                      > ew pozorom rowniez to porzebne, wiadomo mezczyzni to zdobywcy. Nie chodzi tutaj
                      > o szacunek.
                      > Mysle, ze co ma wisiec nie utonie, jednak dla pewnosci, jezeli nie ma pospiechu
                      > , dalabym sie troche "postarac", ale moze nie za dlugo. Zreszta zalezy tez od w
                      > ieku i doswiadczen.

                      Oczywiście, że to zależy od różnych rzeczy, ale tak czy inaczej wzorzec jest i mówi: mężczyzna ma zdobywać, kobieta ma się (przez jakiś czas) opierać zalotom.
                  • kag73 Re: Jakie Oszustwo? 16.06.13, 22:22
                    kotoshi napisała:

                    > yoric napisał:
                    >
                    > > Do listy oszustw kulturowych dodałbym stereotyp, że seks to jest coś, cze
                    > go fac
                    > > et chce, a kobieta łaskawie daje facetowi, który jej się odpowiednio przy
                    > podoba
                    > > . To może nie jest oszustwo, bardzij chodzi o to, że kultura choduje w na
                    > s prze
                    > > konanie, że raczej nie ma innej drogi. Tutaj PUA potrafi otworzyć oczy."

                    Jest jeszcze droga, ze facet podoba sie kobiecie i ona zwyczajnie chce isc z nim do lozka, nie bo on chce(chociaz moze chciec), ale bo ona chce. Niemniej jednak, dla mnie jego atrakcyjnosc w moich oczach jest zdecydowanie warunkiem koniecznym. Bo gdby mi przyszedl np. jakis brzuchaty i nie wiem co opowiadal, to ja z nim nie pojde. Nic nie poradze, tak mam:) I nie dam sobie wmowic, ze dobry bajer i ide na to, bo nie ide. Naleze moze do wyjatkow, bo znam sporo kobiet z takim brzuchatymi, moze to kwestia dostepnosci i wyboru, tam gdzie mniej mezczyz a wiecej kobiet, nie ma z czego wybierac. Ale ja swoje doswiadczenia zbieralam tam gdzie mezczyzn bylo wiecej, wiec jestem/bylam nieco rozpieszczona w tym wzgledzie.
                    • yoric Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 02:44
                      > I nie dam sobie wmowic, ze dobry ba
                      > jer i ide na to, bo nie ide. Naleze moze do wyjatkow

                      tak, ja wiem, Wy kobiety wszystkie jesteście takie wyjątkowe :)
                      • rekreativa Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 11:21
                        Yoric, nie że wyjątkowe, ale też nie przesadzajmy w drugą stronę.
                        Jednak istnieją jakieś granice estetyczne, poza które kobieta (i mężczyzna zresztą pewnie też) nie wyjdzie, choćby przeciwna strona prawiła najcudowniejsze bajery -komplementy -poematy pod słońcem.
                        • yoric Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 11:45
                          A czy ja mówię, że nie? :)
                    • yoric Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 02:49
                      PS:
                      > Jest jeszcze droga, ze facet podoba sie kobiecie i ona zwyczajnie chce isc z nim do lozka, nie bo on chce(chociaz moze chciec), ale bo ona chce

                      tak, właśnie o to mi chodzi. W rzeczywistości jest, ale w przekazie kulturowym nie jest jakoś szczególnie wyeksponowana - ten raczej lansuje drogę zdobywania przez podlizywanie się i bycie 'nice guy'.
                      • hello-kitty2 Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 12:31
                        yoric napisał:

                        > PS:
                        > > Jest jeszcze droga, ze facet podoba sie kobiecie i ona zwyczajnie chce is
                        > c z nim do lozka, nie bo on chce(chociaz moze chciec), ale bo ona chce
                        >
                        > tak, właśnie o to mi chodzi. W rzeczywistości jest, ale w przekazie kulturowym
                        > nie jest jakoś szczególnie wyeksponowana - ten raczej lansuje drogę zdobywania
                        > przez podlizywanie się i bycie 'nice guy'.

                        Zgoda nudzi, niezgoda podnieca. Ale u Ciebie Yoric problem jest, ze Ty tez jestes 'nice guy' i poplyniesz stereotypem i chyba Ci czegos zal, co? Nie martw sie inni, ci nie 'nice' tez poplyneli, no moze z wyjatkami, a teraz z wyrzutami sumienia lub nie prowadza podwojne zycie.
                        • kag73 Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 13:10
                          hello-kitty2 napisała:

                          > Zgoda nudzi, niezgoda podnieca. Ale u Ciebie Yoric problem jest, ze Ty tez jest
                          > es 'nice guy' i poplyniesz stereotypem i chyba Ci czegos zal, co? Nie martw sie
                          > inni, ci nie 'nice' tez poplyneli, no moze z wyjatkami, a teraz z wyrzutami su
                          > mienia lub nie prowadza podwojne zycie."

                          A nie mialo byc "zgoda buduje, niezgoda ruinuje"?:)
                          Kitty, zeby to wszystko bylo takie proste. Najtrudniej trafic na swojego, jak sie trafi to juz idzie. Dle jednych to bedzie "nice guy" dla innych sku...el, dla jeszcze innych cos posrodku.
                          • hello-kitty2 Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 14:15
                            kag73 napisała:

                            Kitty, zeby to wszystko bylo takie proste. Najtrudniej trafic na swojego, jak s
                            > ie trafi to juz idzie. Dle jednych to bedzie "nice guy" dla innych sku...el, dl
                            > a jeszcze innych cos posrodku.

                            A jak rozpoznac ''swojego"? Skad wiadomo, ze to ten/ta, a moze jest tam jednak ktos lepszy/lepsza? Jak recepta jest na ''swojego''?
                            • kag73 Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 14:45
                              hello-kitty2 napisała:
                              > A jak rozpoznac ''swojego"? Skad wiadomo, ze to ten/ta, a moze jest tam jednak
                              > ktos lepszy/lepsza? Jak recepta jest na ''swojego''?"

                              A jak rozpoznac, ze to nie ten? Chyba latwiej.
                              Jak rozpoznac czy to "swoj"? Hmm, pewnie kazdy ma troche inne kryteria. Ja bym powiedziala najpierw opytka, czy mi sie podoba, jest atrakcyjny fizycznie. Potem jego podejscie do zycia, sposob bycia i takie tam. No i oczywiscie jak jest mi z nim w lozku i czy serce mi bije szybciej na jego widok a jak go nie ma przy mnie, zaprzata moje mysli.
                              No i trzeba, jak mawia Twoja mama "dac to na czas" i sie okaze jak sie sprawa rozwija. Jak Ci wszystko pasuje, jestes szczesliwa i zadowolona, nie chcesz innego, to wiesz, ze to wlasnie ten:))
                              Oczywiscie to wszystko musi byc odwzajemnione.
                              • hello-kitty2 Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 15:18
                                kag73 napisała:

                                > A jak rozpoznac, ze to nie ten? Chyba latwiej.
                                > Jak rozpoznac czy to "swoj"? Hmm, pewnie kazdy ma troche inne kryteria. Ja bym
                                > powiedziala najpierw opytka, czy mi sie podoba, jest atrakcyjny fizycznie. Pote
                                > m jego podejscie do zycia, sposob bycia i takie tam. No i oczywiscie jak jest m
                                > i z nim w lozku i czy serce mi bije szybciej na jego widok a jak go nie ma przy
                                > mnie, zaprzata moje mysli.
                                > No i trzeba, jak mawia Twoja mama "dac to na czas" i sie okaze jak sie sprawa r
                                > ozwija. Jak Ci wszystko pasuje, jestes szczesliwa i zadowolona, nie chcesz inne
                                > go, to wiesz, ze to wlasnie ten:))
                                > Oczywiscie to wszystko musi byc odwzajemnione.

                                Trudne to Kag, dla mnie wrecz nieosiagalne. Kreca mnie tacy, ktorymi gardze, ktorzy mnie nudza, nie ciekawia. Tacy, przy ktorych mi serce wali fizycznie mnie odrazaja. Kreca mnie lysi, a ja lubie przciez wlosy. Seks i milosc to dwa swiaty u mnie nie do pogodzenia :) A odwzajemnienie to w ogole inna bajka. Nie da sie, no nie da. Zazroszcze Ci poukladego zycia uczuciowego :)
                                • kag73 Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 15:46
                                  "Trudne to Kag, dla mnie wrecz nieosiagalne. Kreca mnie tacy, ktorymi gardze, ktorzy mnie nudza, nie ciekawia. Tacy, przy ktorych mi serce wali fizycznie mnie odrazaja. Kreca mnie lysi, a ja lubie przciez wlosy. Seks i milosc to dwa swiaty u mnie nie do pogodzenia :) A odwzajemnienie to w ogole inna bajka. Nie da sie, no nie da. Zazroszcze Ci poukladego zycia uczuciowego :)"

                                  No moze dlatego, ze wlasnie nie pojawil sie jeszcze "ten wlasciwy" na Twojej drodze. Nikt nie twierdzi, ze to latwo znalezc takaowa osobe.
                                  No albo jestes w tym punckie "pokrecona", to juz nic nie zrobisz:))
                                  Ja jak najbardziej potrafie oddzielac seks od milosci(teraz juz mnie nie dotyczy, bo zyje szczesliwie monogamicznie). Mysle jednak, ze generalnie powinno sie dac kochac i pozadac jedna i te sama osobe. Ale glowy bym se nie dala uciac, zwlaszcza czytajac co piszesz:) Hmm, moze jestes tym nieszczesnym wyjatkiem, ktory potwierdza regule:((
                                • lampardzikus Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 16:52
                                  Może się da Kitty jednak. Być może jest tak, że to wymaga wysiłku - nie w sensie fizycznym - a rozumowo-psychicznym.
                                  Niektórzy z nas - takie mam wrażenie - rozum przeceniają (w tych sprawach) a inni go nie doceniają zdając się tylko na "motyle w brzuchu" :)
                            • izyrider Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 17:45
                              hello-kitty2 napisała:

                              > kag73 napisała:
                              >
                              > Kitty, zeby to wszystko bylo takie proste. Najtrudniej trafic na swojego, jak
                              > s
                              > > ie trafi to juz idzie. Dle jednych to bedzie "nice guy" dla innych sku...
                              > el, dl
                              > > a jeszcze innych cos posrodku.
                              >
                              > A jak rozpoznac ''swojego"? Skad wiadomo, ze to ten/ta, a moze jest tam jednak
                              > ktos lepszy/lepsza? Jak recepta jest na ''swojego''?
                              moze taka?..wiecej umiec niz wiedziec + byc zawsze soba + cierpliwa komunikacja.
                              • hello-kitty2 Re: Jakie Oszustwo? 17.06.13, 20:01
                                izyrider napisał:

                                > moze taka?..wiecej umiec niz wiedziec + byc zawsze soba + cierpliwa komunikacja

                                i nie miec nadwagi?
                                i
                                i
                                itd sure :)
                                • izyrider Re: Jakie Oszustwo? 18.06.13, 01:05
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > izyrider napisał:
                                  >
                                  > > moze taka?..wiecej umiec niz wiedziec + byc zawsze soba + cierpliwa komun
                                  > ikacja
                                  >
                                  > i nie miec nadwagi?
                                  > i
                                  > i
                                  > itd sure :)
                                  for sure..im wiecej wspolnych osiagniec tym atrakcyjniej..ale minimum j/w..nadwaga to nie moj ,,thing,,( kto lubi wszystko?) jest wielu innych ktorzy lubia nadwage.. ale kolor wlosow,skory,oczu jest bez znaczenia..
                        • yoric Re: Jakie Oszustwo? 18.06.13, 01:41
                          Chyba inaczej rozumiemy 'nice guy'?
                          Jeśli chodzi o tęsknotę do stałego związku to oczywiście tak, mam okres wolnego strzelca, ale postrzegam go jako okres, a kiedyś tam, gdzieś tam na końcu chciałbym, żeby był długi stabilny związek.
                          • rekreativa Re: Jakie Oszustwo? 18.06.13, 13:05
                            Z dziećmi?
                  • jesod Stereotyp księżniczki na szklanej górze 16.06.13, 23:31
                    kotoshi napisała:
                    > A ja bym jeszcze dodała stereotyp księżniczki na szklanej górze - co często prz
                    > ekłada się na "mądrości" w stylu, że kobieta powinna dać się (długo!) zdobywać,
                    > bo inaczej nie zazna szacunku.

                    Moja droga, dokładasz zupełnie nie po damsku... :)
                    To nie chodzi o mądrości w ujęciu, które podajesz - jakby były przekazywane z pokolenia na pokolenie celem zachowania tradycji w kwestii szacunku.
                    Nie. To jest mądrość wynikająca z czegoś innego, a mianowicie wzajemnego, genetycznego poznania na płaszczyźnie kobieta-mężczyzna.
                    Panowie lubią polować. Polowanie to zdobywanie i poznanie.
                    Gdzie dreszczyk emocji, gdy babnika sama pacha im się w ręce? Nici z polowania i co? Czegoś im brak... Smak się zepsuł, nudno się jakoś tak zrobiło i nijak...
                    Babeczka w zasięgu ręki (możesz również czytać kutaska) jakoś tak bez większych emocji i starań specjalnie nie cieszy, więc wyciąga się rękę (możesz czytać kutaska) po następną w poszukiwaniu większych emocji i doznań, które zdobywcy są przecież niezbędne i potrzebne do oddychania jak powietrze.
                    A ty kreujesz tutaj sytuację, że myśliwy nie zdążył nawet zrobić kroku w kierunku lasu, bo las przyszedł do niego i dał wszystko co miał - tak, że nawet strzelba nie była mu potrzebna. :-))))
                    Oni muszą polować, poza pewnymi wyjątkami, które uważają, że to ich trzeba zdobywać, a tacy niestety też są.
                    Mądra kobietka przygląda się w jaki sposób przebiega polowanie i.... robi naturalną selekcję w kierunku egzemplarza, który najbardziej jej odpowiada.
                    Jak chcesz to stanowisko podglądu możesz umiejscowić sobie na szklanej górze, a kobietkę nazwać nawet księżniczką, ale to zupełnie nic nie zmieni poza wprowadzeniem pewnego elementu uszczypliwości ze strony tych, którym polowanie idzie nieco opornie.
                    Albo... są zbyt leniwi by chcieć to w ogóle robić, więc wygadują na te kobietki rzeczy niestworzone, złośliwe, jadowite, okrutne ze swojej wielkiej złości, że same do nich nie przychodzą i nie jedzą im z ręki. :)
                    • bgz0702 Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 16.06.13, 23:44
                      ;)) dobre, kutasek mi się spodobał, zawsze mnie bawi ten wyraz choć sama go używam
                      • jesod Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 16.06.13, 23:55
                        bgz0702 napisała:
                        > ;)) dobre, kutasek mi się spodobał

                        Kutasek to taki ptaszek świergolaszek, który baaardzo lubi by nim się zajmować, a przede wszystkim by o nim nie zapominać. W innym przypadku kutasek robi grymasek i sam nie wie czego chce. Czegoś mu brak, coś idzie nie tak... Mędzi, marudzi i nudzi. :)
                        • bgz0702 Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 17.06.13, 00:06
                          jesod napisała:

                          > bgz0702 napisała:
                          > > ;)) dobre, kutasek mi się spodobał
                          >
                          > Kutasek to taki ptaszek świergolaszek, który baaardzo lubi by nim się zajmować,
                          > a przede wszystkim by o nim nie zapominać. W innym przypadku kutasek robi grym
                          > asek i sam nie wie czego chce. Czegoś mu brak, coś idzie nie tak... Mędzi, mar
                          > udzi i nudzi. :)

                          I niech mu się wiedzie ;)) nie mam nic przeciwko żeby wszystkie kutaski na calym świecie byly zadowolone
                    • kotoshi Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 17.06.13, 12:22
                      jesod napisała:
                      > Panowie lubią polować. Polowanie to zdobywanie i poznanie.
                      > Gdzie dreszczyk emocji, gdy babnika sama pacha im się w ręce? Nici z polowania
                      > i co? Czegoś im brak... Smak się zepsuł, nudno się jakoś tak zrobiło i nijak...
                      > Babeczka w zasięgu ręki (możesz również czytać kutaska) jakoś tak bez większych
                      > emocji i starań specjalnie nie cieszy, więc wyciąga się rękę (możesz czytać ku
                      > taska) po następną w poszukiwaniu większych emocji i doznań, które zdobywcy są
                      > przecież niezbędne i potrzebne do oddychania jak powietrze.
                      > A ty kreujesz tutaj sytuację, że myśliwy nie zdążył nawet zrobić kroku w kierun
                      > ku lasu, bo las przyszedł do niego i dał wszystko co miał - tak, że nawet strze
                      > lba nie była mu potrzebna. :-))))
                      > Oni muszą polować, poza pewnymi wyjątkami, które uważają, że to ich trzeba zdob
                      > ywać, a tacy niestety też są.
                      > Mądra kobietka przygląda się w jaki sposób przebiega polowanie i.... robi natur
                      > alną selekcję w kierunku egzemplarza, który najbardziej jej odpowiada.

                      W jakimś ogólnym sensie to niby wszystko tu jest jasne, tylko jak przykładam to do sytuacji z własnego życia albo życia znajomych, to nic mi nie pasuje.
                      Po pierwsze - przecież mężczyźni uwielbiają być podrywani! I jeśli podrywająca mu się podoba, nic nie stoi na przeszkodzie, by się taka znajomość rozwijała.
                      Po drugie - czy w tym, co napisałaś, chodzi może (głównie) o tempo pójścia do łóżka? Ale też nie zgadzam się, że szybkie pójście do łóżka z facetem coś przekreśla, a przeciąganie podnosi atrakcyjność "zdobyczy".
                      To, co piszesz wyżej, pasuje mi raczej do takich facetów, którzy po prostu mają w genach konieczność skakania z kwiatka na kwiatek i zaraz tak czy inaczej się nudzą (co się trochę opóźni, gdy zostaną "przetrzymani", ale wyjdzie na to samo). Normalnie facet raczej cieszy się, że ma przy sobie partnerkę, z którą może uprawiać seks, bo z reguły ma jego deficyt, a potrzeby duże. Mówię tu o mężczyznach w moim przedziale wiekowym, bo o nich to na pewno wiem - wystarczająco dużo rozmawiałam na te tematy z moim bratem, czasem z jego kolegami, wiem to też z relacji moich własnych kumpli.
                      No ale może się nie zna :)
                      • kotoshi Poprawka 17.06.13, 12:25
                        Miało być
                        Może się nie znam
                      • jesod Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 17.06.13, 13:52
                        kotoshi napisała:
                        > W jakimś ogólnym sensie to niby wszystko tu jest jasne, tylko jak przykładam to
                        > do sytuacji z własnego życia albo życia znajomych, to nic mi nie pasuje.

                        Może przykładasz tylko tyle, ile Ci pasuje? Wiesz to trochę jak z księżycem w rybach - widzisz tylko to, co chcesz widzieć.

                        kotoshi napisała:
                        > Po pierwsze - przecież mężczyźni uwielbiają być podrywani! I jeśli podrywająca
                        > mu się podoba, nic nie stoi na przeszkodzie, by się taka znajomość rozwijała.

                        Taaak? A skąd ta pewność? Może mylisz przyzwolenie kobiety na polowanie i zdobywanie ze strony mężczyzny z podrywaniem przez kobietę?
                        Osobiście mam i zawsze miałam daleko w tyle angażowanie się w podrywanie facetów.
                        A jeśli chodzi o wabienie... to już zupełnie inna para kaloszy:)

                        kotoshi napisała:
                        > Po drugie - czy w tym, co napisałaś, chodzi może (głównie) o tempo pójścia do
                        > łóżka? Ale też nie zgadzam się, że szybkie pójście do łóżka z facetem coś przek
                        > reśla, a przeciąganie podnosi atrakcyjność "zdobyczy".

                        Nie, nie chodzi jedynie o pójście do łóżka. W życiu nie liczy się tylko łóżko.
                        Niestety. Choć się tak może niektórym wydaje, że twierdzę można na nim zbudować. Jest bardzo ważne, ale jest tylko elementem z wielu innych składowych związku.

                        kotoshi napisała:
                        > To, co piszesz wyżej, pasuje mi raczej do takich facetów, którzy po prostu mają
                        > w genach konieczność skakania z kwiatka na kwiatek i zaraz tak czy inaczej się
                        > nudzą (co się trochę opóźni, gdy zostaną "przetrzymani", ale wyjdzie na to sam
                        > o).

                        Wygląda na to, że nie zrozumiałaś jednak o czym pisałam...

                        kotoshi napisała:
                        > Normalnie facet raczej cieszy się, że ma przy sobie partnerkę, z którą może
                        > uprawiać seks, bo z reguły ma jego deficyt, a potrzeby duże. Mówię tu o mężczy
                        > znach w moim przedziale wiekowym,

                        Normalny facet inwestuje więcej w partnerkę niż tylko seks. Co do potrzeb seksualnych są sprawą wybitnie indywidualną, chociaż... można tutaj w jakimś schemacie dopasowywać go do przedziału wieku, ale to są uogólnienia.
                        • kotoshi Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 17.06.13, 15:41
                          Napisałam o moich własnych odczuciach i doświadczeniach, Jesod (a czy mężczyźni lubią być podrywani - też napisałam, kto mi to mówił).
                          Może to nie jest zgodne z Twoją opinią, przykre tylko, że podsumowujesz moje zdanie tylko w takich opcjach (w kolejności): że przykładam, ile mi pasuje / wszystko mylę / coś mi się wydaje / nie rozumiem, o czym piszesz.
                          • jesod Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 17.06.13, 18:04
                            kotoshi napisała:
                            > Napisałam o moich własnych odczuciach i doświadczeniach,

                            Ja również i co to zmienia wzajemnie w naszym osądzie doświadczeń męsko-damskich? :)

                            kotoshi napisała:
                            > Może to nie jest zgodne z Twoją opinią, przykre tylko, że podsumowujesz moje zd
                            > anie tylko w takich opcjach (w kolejności): że przykładam, ile mi pasuje / wszy
                            > stko mylę / coś mi się wydaje / nie rozumiem, o czym piszesz.

                            Eeeee.... chyba przesadzasz w teraz w swoim podsumowaniu. :) Gdzie tu widzisz przykrość, którą jakoby Ci sprawiłam pisząc swoje zdanie, tak jak to odbieram i oceniam?
                            Lepiej powiedz konkretnie o co Ci dokładnie chodzi? O to bym oceniała dokładnie tak jak Ty? Nie. Ja to widzę inaczej...

                            To, że ktoś Ci powiedział, że mężczyźni lubią być podrywani nie przesądza sprawy i nie świadczy o tym, że tak rzeczywiście jest i naprawdę dotyczy to większości.
                            Może niektórzy to lubią, a nawet tego oczekują - ja tego wcale nie wykluczam. Tak jak nie wykluczam tego, że w ogóle istnieją, ale wykluczam takich facetów, jako mniej męskich, narcystycznych, jaśniepańskich, wygodnickich i zapatrzonych w siebie. Zdecydowanie odrzuca mnie od takich typów, którzy nawet w najzwyklejszym obcowaniu sprawiają wrażenie, iż każdy kto się z nimi zetknie doświadcza łaski i wniebowstąpienia. Poza tym zawsze starają się bardzo sprawiać wrażenie, jakby zeżarli całą wiedzę wszechświata i dzięki niej posiedli prawo wyznaczenia każdemu miejsce w swoim życiu, tylko zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Tak to ma się kręcić - tylko dla nich i tylko wokół nich, taki samiec słońce.
                            Dla mnie to jest odpychające, ale być może dla innych kobiet stanowią jakieś wyzwanie i motywację do zdobywania. To kwestia gustu, motywów i argumentów.
                            • lampardzikus Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 17.06.13, 18:11
                              To niekoniecznie tak jesod. Inteligentny podryw przez kobietę - jest kręcący. Niekoniecznie facet musi być narcyzem. Poza tym są faceci, którzy lubią być zdominowani w ten sposób. Oczywiście to nie dla wszystkich, ale dlatego bym nie generalizował.
                              • jesod Inteligentny podryw 17.06.13, 18:26
                                lampardzikus napisał:
                                > To niekoniecznie tak jesod. Inteligentny podryw przez kobietę - jest kręcący.

                                Chyba inaczej rozumiemy pojęcie podryw. :) Dla mnie to jest coś dosyć prymitywnego, topornego, raczej na krótką metę i w określonym celu.

                                Wydaje się, że to o czym piszesz to raczej kuszenie, uwodzenie, przyciąganie - ale do takich reakcji zdolni są bardziej inteligentni i wrażliwi osobnicy płci męskiej.
                                Inteligencja w relacjach męsko- damskich nie dotyczy raczej zetknięcia i przełknięcia lecz trwania i smakowania.
                                To dzięki poznaniu, wtedy, kiedy to obydwie strony sobie zaczynają odpowiadać pod różnymi względami we wzajemnym obcowaniu, a nie tylko pod względem seksualnym -jest trwanie i smakowanie.
                            • kotoshi Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 17.06.13, 21:23
                              Jesod, pisz, jak, jak chcesz, ja już napisałam, o co mi chodziło - i dla mnie problemu nie ma żadnego.
                              Wkleję jeszcze tu tylko Twój fragment:
                              jesod napisała:
                              > Tak jak nie wykluczam tego, że w ogóle istnieją, ale wykluczam takich facetów,
                              > jako mniej męskich, narcystycznych, jaśniepańskich, wygodnickich i zapatrzonyc
                              > h w siebie. Zdecydowanie odrzuca mnie od takich typów, którzy nawet w najzwykle
                              > jszym obcowaniu sprawiają wrażenie, iż każdy kto się z nimi zetknie doświadcza
                              > łaski i wniebowstąpienia. Poza tym zawsze starają się bardzo sprawiać wrażenie,
                              > jakby zeżarli całą wiedzę wszechświata i dzięki niej posiedli prawo wyznaczeni
                              > a każdemu miejsce w swoim życiu, tylko zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Tak to
                              > ma się kręcić - tylko dla nich i tylko wokół nich, taki samiec słońce.

                              Nie uważam, że faceci, którzy lubią być podrywani, to wyłącznie osobniki pasujące do tego opisu :)
                              • jesod Faceci lubią być podrywani 17.06.13, 22:53
                                kotoshi napisała:
                                > Jesod, pisz, jak, jak chcesz, ja już napisałam, o co mi chodziło - i dla mnie p
                                > roblemu nie ma żadnego.

                                Oczywiście, że będę pisać tak jak chcę. Innej możliwości nie widzę. :)
                                Jednak nie do końca pojęłam o co Tobie tak naprawdę chodziło w opozycji do tego, co napisałam wcześniej.
                                Nie zauważam też bym w tym temacie miała jakiś problem... Myślę, że po prostu sobie rozmawiamy, choć widzę, że nie za bardzo się rozumiemy, więc i ta rozmowa też się jakoś nie klei, ale... może to jakaś różnica pokoleń i stąd ta bariera. :)

                                kotoshi napisała:
                                > Nie uważam, że faceci, którzy lubią być podrywani, to wyłącznie osobniki pasują
                                > ce do tego opisu :)

                                Ja nie twierdzę, że mam rację, bo to są tylko uogólnienia. Trudno je przyjąć za pewnik skoro pewnością jest to, że nie ma dwóch takich samych, identycznych pod każdym względem osobników.
                                Jednak może zechcesz napisać, dlaczego ci faceci lubią być podrywani, skoro nie wszyscy akurat pasują (mniej więcej) do tego opisu, który podałam? :)
                                • kotoshi Re: Faceci lubią być podrywani 18.06.13, 08:39
                                  jesod napisała:
                                  > Jednak może zechcesz napisać, dlaczego ci faceci lubią być podrywani, skoro nie
                                  > wszyscy akurat pasują (mniej więcej) do tego opisu, który podałam? :)

                                  Uważam, że opis, który podałaś, nie ma nic do rzeczy, to opis narcyzów i zarozumialców. A moim zdaniem większość facetów lubi być podrywana. Wrzuciłam do netu hasło "czy mężczyźni lubią być podrywani", wklejam dwa pierwsze rezultaty (takie, żeby wypowiadali się w nich mężczyźni):
                                  mezczyzna.eblog.pl/comment.php?id_notki=889343
                                  wirtualna-redaktorka.bloog.pl/id,1208402,title,Umow-sie-ze-mna-przystojniaku,index.html
                                  Poza tym zawsze możesz spytać jakichś mężczyzn z Twojego otoczenia.
                                  A może któryś z panów z forum się wypowie?
                                  • jesod Re: Faceci lubią być podrywani 18.06.13, 10:04
                                    kotoshi napisała:
                                    > Uważam, że opis, który podałaś, nie ma nic do rzeczy, to opis narcyzów i zarozu
                                    > mialców.

                                    Aha.

                                    kotoshi napisała:
                                    > A moim zdaniem większość facetów lubi być podrywana.

                                    Aha.

                                    kotoshi napisała:
                                    > Poza tym zawsze możesz spytać jakichś mężczyzn z Twojego otoczenia.

                                    Mhm.

                                    kotoshi napisała:
                                    > A może któryś z panów z forum się wypowie?

                                    Może...


                                    • yoric Re: Faceci lubią być podrywani 18.06.13, 12:29
                                      I tu, i tu jest coś na rzeczy.

                                      Chętnie będę podrywany i podoba mi się to. Z drugiej strony element napięcia, niepewności i gonienia, jakkolwiek trochę wkurza, jest ważny i często skuteczny. Cenimy to, co nam przyszło z trudem... :)
                                      • rekreativa Re: Faceci lubią być podrywani 18.06.13, 12:59
                                        Oby ten trud nie był zbyt przytłaczający, bo wtedy już nie mamy siły sie cieszyć z tego,cośmy wreszcie zdobyli.
                                        • jesod Trud 18.06.13, 15:25
                                          rekreativa napisała:
                                          > Oby ten trud nie był zbyt przytłaczający, bo wtedy już nie mamy siły sie cieszy
                                          > ć z tego,cośmy wreszcie zdobyli.

                                          Gdy ślinka ścieka
                                          A trudu szkoda
                                          W pakiecie czeka
                                          Pogoda na wzwoda

                                      • kotoshi Re: Faceci lubią być podrywani 18.06.13, 18:22
                                        yoric napisał:
                                        > Cenimy to, co nam przyszło z trudem... :)

                                        Ale przyznaj, Yoric, że np. większego trudu potrzeba na poderwanie atrakcyjniejszej "zdobyczy" (niż mniej atrakcyjnej) - czy więc często nie jest tak, że cenisz atrakcyjną zdobycz po prostu?
                                      • tygrys-bez-rys Cenie to, co nam przyszło z trudem... 19.06.13, 03:38
                                        ... bo jestem bezmozgowiem, wytresowaym w szkole podstawej nr. 5, gdzie zdobywalem laury na powiatowej olimpiadzie geograficznej, nie stac mnie na refleksje i zachwyt nad tym co cenne.
                                    • izyrider Re: Faceci lubią być podrywani 18.06.13, 16:54
                                      jezeli podrywanie to rozmowa majaca zakonczc sie seksem..i np. kobieta bylaby atrakcyjna ,elokwentna ,inteligentna,zaangazowana i seksi a rozmowa trwalaby dluzej niz 20 min to taka chetna nie mialaby u mnie zadnych szans..seksu by nie bylo.ta sama kobieta proponujaca seks w 3-5 zdaniach i czekajaca na decyzje ,mialaby duzo wieksza szanse, ale ..kobieta ktora znalbym dobrze i lubial (nawet malo atrakcyjna) zaczelaby mnie ,,uwodzic,, by miec seks (tylko), taka kobieta dostalaby to co chce i staralbym sie jej nie rozczarowac..ja nie znosze prob manipulacji..zaloty,flirt,uwodzenie to proby manipulacji, dlugie i pracochlonne bo umozliwajace zmiane nastroju ..ale jest manipulacja ktora zmusza do seksu ..to wynika z faktu ze ludzie wbrew przekonaniu ze posiadaja wybor, nie maja tzw. wolnej woli czyli mozliwosci wyboru, co znaczy gdy ktos znajdzie sie lub zaakceptuje sytuacje(przez zwkla rozmowe) w ktorej mial seks i byl szczesliwy.. to zrobi to samo- to dot.wszystkich ,kobiet i mezczyzn - i,,da dupy,,.
                            • rekreativa Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 18.06.13, 18:11
                              Najpierw trzeba by wiedzieć, co właściwie mężczyźni mają na myśli, gdy twierdzą, że lubią być podrywani? Jakie konkretnie zachowania? czy chodzi o to , co wczesniej nazwałaś wabieniem, czyli jakieś kokieteryjne, zalotne gesty, flirtowanie , usmiechy itp., czy o propozycje typu "daj mi swój numer telefonu", "pójdziemy na kawę?", "chodźmy do mnie".
                              Bo ja mam wrażenie, że to pierwsze lubią, a drugiego nie.
                              • kotoshi Re: Stereotyp księżniczki na szklanej górze 18.06.13, 18:29
                                rekreativa napisała:
                                > Najpierw trzeba by wiedzieć, co właściwie mężczyźni mają na myśli, gdy twierdz
                                > ą, że lubią być podrywani? Jakie konkretnie zachowania? czy chodzi o to , co wc
                                > zesniej nazwałaś wabieniem, czyli jakieś kokieteryjne, zalotne gesty, flirtowan
                                > ie , usmiechy itp., czy o propozycje typu "daj mi swój numer telefonu", "pójdzi
                                > emy na kawę?", "chodźmy do mnie".
                                > Bo ja mam wrażenie, że to pierwsze lubią, a drugiego nie.

                                Pisałam, że moim zdaniem uwielbiają być podrywani - oczywiście że nie miałam na myśli zaproszenia do łóżka! Przez podrywanie kobiet chyba też nikt nie rozumie zapraszania do łóżka! A co do kawy i numerów telefonów, to już chyba zależy od kontekstu, a to już każdy z panów chyba sam wie.
      • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 13:08
        W dziesiejszych czasach, wiekszej swobody seksualnej, wiekszego luzu, przesuniecia wieku zawierania malzenstw Ty piszesz o oczekiwaniach typu jeden monogamiczny zwiazek na cale zycie? Hmm, no nie wiem, sama zdecydowalam sie na monogamiczny do konca zycia w wieku lat 28, ale ptrzedtem...Mysle, ze to sie nie zgadza, zaczynasz z kims byc, moze sie zakochujesz i jezeli stwierdzasz, ze to ten to po co go konczyc? Wiecej niz szczesliwym czlowiek byc nie musi. Jednym zdarza sie to zaraz z pierwszym partnerem, inni szukaja dluzej. Co innego jak sie potem zaczyna walic a ludzie z roznych powodow tkwia w tym dalej, bo kredyt, dzieci, zaleznosci finansowe, wygoda, przysiega malzenska, nie wiem co jeszcze.
        • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 13:31
          Kotoshi to o czym Ty piszesz to moze tzw. milosc od pierwszego wejrzenia, co nie zadrza sie zawsze, raczej rzadko i nie wszystkim.
          Nastepna istotna sprawa...Twoj facet zapewne widzac Ciebie do kumpla powiedzial "Ale laska, do lozka bym z nia poszedl". I to zadna nowosc. Prawie kazda historia zaczyna sie od fascynacji erotycznej i od optyki, bo jezeli kobieta facetowi nie wpadnie w oko, to raczej nie ma szans, ze sie nia zainteresuje. W przypadku kobiet jest zreszta najczesciej podobnie. No chyba, ze ktos da komus szanse i ten zyskuje przy blizszym poznaniu albo ludzie znaja sie juz dluzej i nagle cos zaiskrzy.
          Co do romantycznosci i co sie przez nia rozumie. Twoj facet, twierdzisz, romantyczny nie jest a jednak pokazal Ci widok z okna swojego mieszkania, ktory wrecz Cie powalil na kolana, zabiera Cie na kolacje do restauracji(moze i swieczki tam maja), bez okazji kupuje Ci drobne prezenty, bo zwyczajnie o Tobie mysli...
          I teraz ten wazny aspekt: przeszkody, rozsterki, trudnosci.
          Nadal nie znam Twoich uczuc, co do Twojego faceta jestem raczej pewna, ze wpadl jak swlika w kompot. Ale, no wlasnie...co by bylo gdyby pojawily sie przeszkody, co by bylo gdyby nagle on Cie zdradzil, albo postanowil, ze to koniec, albo zakochal sie w innej albo z jakichs powodow stwierdzilby, ze nie mozescie byc razem? Potrafisz sie wczuc, wyobrazic to sobie? Cierpialbys, mialbys "zlamane serce", brakowloby Ci jego? Moze nie potrafisz sobie tego wyobrazic, bo musialbys to przezyc, zeby wiedziec jak by bylo.
          Moim zdaniem zakochanie/milosc nie musza/nie pojawiaja sie od razu i natychmiast, albo niekoniecznie po obu stronach. To uczucie spowodowane jest czesto pozytywnymi emocjami jakie wyzwala w nas druga osoba, jej dzialnie, bliskosc fizyczna i duchowa.
          Poza tym jestem zdania, ze do czasu mozna miec to pod kontrola, zwlaszcza kiedy czlowiek jest tego swiadom, ma za soba "zlamane serce", asekuruje sie troche zanim ta sie poniesc emocjom i oddac bez reszty, ze tak powiem.
          Wy macie "spokojny" zwiazek bez wiekszych przeszkod. Jednak te male sprzeczki/po drodze ta historia z eksem, reakcja Twojego faceta, Twoje tlumaczenia i niezrozumienie dlaczego sie czepia, to wszystko emocje, wywolane z pewnoscia nie obojetnoscia. Czasami zauwaza sie, ze to jednak zakochanie/milosc w momencie gdy mozna ja stracic, gdy nagle staje ktos przed Toba i mowi "z mojej strony to koniec, do widzenia, wiecej nie chce". To jest wlasnie ta cala szarpaninka, ktora wywoluje ogromne uczucia.
          Czy natomist kogos pozadasz fizycznie, to juz moze kwestia feromonow i chemii.
          • kotoshi Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 21:33
            Kag, dzięki Ci za ten wpis. A tego zdania chyba nauczę się dokładnie na pamięć:
            > Moim zdaniem zakochanie/milosc nie musza/nie pojawiaja sie od razu i natychmias
            > t, albo niekoniecznie po obu stronach. To uczucie spowodowane jest czesto pozyt
            > ywnymi emocjami jakie wyzwala w nas druga osoba, jej dzialnie, bliskosc fizyczn
            > a i duchowa.
            Kag, już gdzieś tu pisałam, że eks po prostu „złamał mi kręgosłup”. I wtedy byłam pewna, że co najmniej przez lata (o ile nie nigdy) żaden facet nie wywoła we mnie cieplejszych uczuć, poczucia bliskości itp. A teraz między nami tworzy się, tak cegiełka po cegiełce, coś niesamowicie wartościowego. O oszustwie kulturowym mówię, bo „nauczono” mnie, że najpierw ma być namiętność, bo bez niej nic dalej nie wypali - ale u nas jest zupełnie inaczej.

            To, że mój chłopak jest „nieromantyczny”, mówię pół żartem pół serio - jeśli nawet, to jakie to ma znaczenie? Najważniejsze, że ma inne cechy, za które go bardzo cenię. Strasznie mi imponuje, że jest taki pracowity i ambitny, podczas gdy wielu na jego miejscu prawdopodobnie na wesoło „korzystałoby z życia”. Poza tym oczywiście jest cudownym mężczyzną! - i nie mogę sobie wyobrazić, Kag, że nagle wyrzuca mnie z domu :)
          • jesod Miłość od pierwszego wejrzenia 16.06.13, 23:40
            kag73 napisała:
            > to moze tzw. milosc od pierwszego wejrzenia, co nie zadrza sie zawsze, raczej rzadko i nie > wszystkim.

            Tak. Nie ma reguły. Miłość może nawet zacząć się od wzajemnej lub jednostronnej niechęci, wręcz antypatii... A potem - zmiana o sto osiemdziesiąt stopni. :)

            • tygrys-bez-rys A nawet o 380 stoopni ... 18.06.13, 02:35
              ... O czym nam donosi poeta.

              love at first sight love with a travelling man
              I been a slut all my life!
              wish every night was a one-night stand

              www.youtube.com/watch?v=Ahaf7x-pARA
              • jesod Re: A nawet o 380 stoopni ... 18.06.13, 13:38
                tygrys-bez-rys napisała:
                > ... O czym nam donosi poeta.
                >
                > love at first sight love with a travelling man
                > I been a slut all my life!
                > wish every night was a one-night stand

                Drogi Lisie Tygrysie
                Nie śniłeś dziś mi się
                Lecz mam propozycję
                Nie, nie - nie pozycję
                Ale... nie do odrzucenia
                Co zmienia chu..wy kąt widzenia:
                Pochlej sobie jeszcze
                A może... zostaniesz wieszczem?

                A to dla osłody
                Na wieczne wzwody
                www.youtube.com/watch?v=rp4NL-16UiA
                • tygrys-bez-rys Wieszcze leszcze 19.06.13, 03:32
                  Picie zycie
                  Grube baby
                  Precz z estrady
                  • jesod Re: Wieszcze leszcze 19.06.13, 14:48
                    tygrys-bez-rys napisała:
                    > Picie zycie
                    > Grube baby
                    > Precz z estrady

                    Jeśli estrada należy do gada, to inaczej zrobić nie wypada.
                    Kobieta spełniając jego marzenia w grubą szybko się zmienia.
                    • tygrys-bez-rys Brednie z doopy ... 19.06.13, 22:30
                      Brednie z doopy, bajki bory, gruba baba, opowiad
                      Moje dziadki, wojki babki, nie słuchajta, tej wariatki
                      Gad ja zywil, kochał szlohal, do stop padał, sie podkładal

                      Ona krnabrna dumna słodka, z wielka doopa, czpiotka kotka
                      Gada zjadla, kotka zbila, a skorobki, wyrzucił

                      Kuma wszystkim zaś sie żałila ze zjeść gada jej wypada
                      Wszak od zadań złego gada doopa rośnie jej nie cycki,

                      Dla was moral z tej powiastki drogie dziadki czekoladki:

                      Nie wkurwiajta tygrys bo wam nogi z dupy powyrywa chyba ze macie fajne cycki.
                      • jesod Re: Brednie z doopy ... 19.06.13, 23:41
                        tygrys-bez-rys napisała:
                        > Brednie z doopy ...

                        Dzięki za tak subtelne podsumowanie tego co napisałam.
                        Mam nadzieję, że skutecznie poprawiłeś sobie samopoczucie.
                        Dobranoc
                        Jak mam się podpisać specjalnie dla Ciebie?
                        Chyba... wariatka. Tak będzie najlepiej, prawda?








                        • tygrys-bez-rys Kaczka sraczka wykalaczka 20.06.13, 04:07
                          Spluwa stuwa grzyb makowa
                          Czy to zaba waskodupa?
                          Czy tez latajaca kupa?

                          Nie! To tygys cham i prostak
                          Wiejski glupek, choj spod mosta
                          Pierdzi, smierdzi w dupie gmera
                          Na co cala wies sie zbiera

                          Biegna baby chlop dziady
                          Cztery kilo marmolady
                          Ogrodnicy Samotnicy
                          Losie leszcze i gornicy

                          Slojo-yady warotwnicy
                          Niemcy ruskie i chinczyk
                          Gdy sie wszystkie juz zebraly
                          Tego chuja pogrzbaly

                          W piaski grzaski sru tygrys
                          Niech syn kozi nam nie kica
                          Gardzi baba, chlopem gardzi
                          Niech go biera dzicy czarci

                          Na piczforki Na pierczarki
                          Az lud caly przeszly ciarki
                          Ze nareszczcie koniec tego
                          Gownojada Zbiesialego!

                          Kluja, sieka, dokazuje,
                          Szklane oczy wydlubuja,
                          Tygrys zerka do lusterka
                          Niechcee zwierzyc, znowu zerka

                          Okazolo sie ze z niego nie tygyrs
                          tylko prosie, co je myal nawlosnym nosie.
                          Po co mi kanapa skoro nie pale.
        • yoric Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 18:47
          Proszę Cię...

          a "i żyli razem długo i szczęśliwie"? Która historia kończy się "i żyli razem 5 lat, aż nie mogli na siebie patrzeć, po czym rozwiedli się i żyli dalej w szczęśliwych związkach"...
          A statystyki rozwodowe sobie... I nie kładź mi makaronu na uszy, każdy gdzieś tam jakoś tam w głębi marzy o tym jedynym/tej jedynej, nawet jak jest aktualnie na etapie eksploracji...
          • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 20:03
            yoric napisał:

            > Proszę Cię...
            >
            > a "i żyli razem długo i szczęśliwie"? Która historia kończy się "i żyli razem 5
            > lat, aż nie mogli na siebie patrzeć, po czym rozwiedli się i żyli dalej w szcz
            > ęśliwych związkach"...
            > A statystyki rozwodowe sobie... I nie kładź mi makaronu na uszy, każdy gdzieś t
            > am jakoś tam w głębi marzy o tym jedynym/tej jedynej, nawet jak jest aktualnie
            > na etapie eksploracji...

            No "i zyli razem dlugo i szczesliwie" ale nie dopisali kiedy zaczeli i ilu mieli przedtem i jak dlugoto jest "dlugo";)
            A ze kazdy marzy o tej jedynej/tym jedynym jest zrozumiale, bo kazdy(wiekszosc) chce milosci i tyle. Jak dlugo ta jedyna bedzie ta jedyna czy ten jedyny tym jedynym to juz inna bajka.
            Ja tam zawsze mowie: Milosc pozostaje, tylko obiekty sie zmieniaja:)
            • bgz0702 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 20:08
              kag73 napisała:

              > Ja tam zawsze mowie: Milosc pozostaje, tylko obiekty sie zmieniaja:)

              ;)
              • protein.spill Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 21:17
                Babcia do wnuczki: ... i pamietaj ze kluczem do prawdziwego szczescia jest znalezienie tej jednej jedynej milosci i trzymanie sie jej do konca. Moja byli marynarze...
    • izyrider Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 17:11
      tzw.motylki w brzuchu,, maja moim zdaniem wiecej z natura wspolnego niz z kultura..taki sztorm hormonow powoduje zmiane stanu psychicznego i reakcja u zaatakowanych jest zawsze identyczna - co mam okazje obserwowac na sobie i moich dwoch kolegach (obaj w stalym zwiazku) - gdy przechodzaca kobieta stuka obcasami jak w hiszpanskiej operze,smieje sie do klezanki ze,,az przeszywa,,lub przechodzi w sposob ,,ponizej pasa,, to pierwszy wola kelnera chce placic mamroczac,,jola mnie znowu zabije,,,drugi zamawia kolejke piw mowiac ,,trzeba to olac,,a ja powtazam w kolko do siebie,,uspokuj sie idioto,,,,..kultura i srodowisko formuja nasze preferencje i opis reakcji ale przyczyna reakcji jest genetyczna..musimy z tym zyc bez szukania uzasadnien dla roznic..to nic nie zmieni
      • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 17:18
        Ten stukajace obcasy dzialaja rowniez kiedy ma je na nogach "wlasna" kobieta/zona. Sprawdzone:))
        • izyrider Re: Oszustwo kulturowe 17.06.13, 02:57
          kag73 napisała:

          > Ten stukajace obcasy dzialaja rowniez kiedy ma je na nogach "wlasna" kobieta/zo
          > na. Sprawdzone:))
          sprawdzone..odpada efekt zaskoczenia bo za buty przewaznie place/ ,,wlasna,,kobieta ? ja nie posiadam wlasnych ludzi..za kogo ty mnie bierzesz..
          • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 17.06.13, 12:08
            izyrider napisał:

            > kag73 napisała:
            >
            > > Ten stukajace obcasy dzialaja rowniez kiedy ma je na nogach "wlasna" kobi
            > eta/zo
            > > na. Sprawdzone:))
            > sprawdzone..odpada efekt zaskoczenia bo za buty przewaznie place/ ,,wlasna,,kob
            > ieta ? ja nie posiadam wlasnych ludzi..za kogo ty mnie bierzesz..

            Bo to nie buty maja zaskakiwac i dzialac, tylko ich stukot, nie Twoja bajka, widac, Ty nie z tych smakoszy:)
            Nic dziwnego, skoro nawet "wlasnej" kobiety nie masz:(
            • izyrider Re: Oszustwo kulturowe 17.06.13, 16:15
              kag73 napisała:

              > izyrider napisał:
              >
              > > kag73 napisała:
              >
              > Bo to nie buty maja zaskakiwac i dzialac, tylko ich stukot, nie Twoja bajka, wi
              > dac, Ty nie z tych smakoszy:)
              > Nic dziwnego, skoro nawet "wlasnej" kobiety nie masz:(
              efekt zaskoczenia jest jednorazowy i nie stukot czy buty go powoduja ..tylko osoba umiejaca go wywolac i ona jest centrum uwagi.. taka uwage nikt kogo traktuje sie jak ,,wlasnosc,, lub chce byc ,,wlasnoscia,, nie ma mozliwosci utrzymac i traci atrakcyjnosc, wspolne bycie z kims kto nie jest w stanie byc soba , bronic swojej niezaleznosci,osobowosci,przekonan w sposob zmuszajacy do zaakceptowania(nawet niechetnych) jest dla mnie zadna opcja..dlatego nie mam i nie mam ochoty miec ,,wlasnej,,kobiety.. seks jest wazny poniewaz umozliwia ludzia wspolnie przezyc wolnosc -to jest rowniez mozliwe przypadkowo - ale takie zdazenie powtorzyc i potrafic celebrowac jest mozliwe jedynie z osoba niezalezna / seks nie jest najwazniejszy chociazby poniewaz jest popularny,latwy, szybki i tani..(jak pilka nozna) to nie jest powod by sie poswiecac czy rozczulac ..
              • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 17.06.13, 20:52
                > efekt zaskoczenia jest jednorazowy i nie stukot czy buty go powoduja ..tylko os
                > oba umiejaca go wywolac i ona jest centrum uwagi.. taka uwage nikt kogo traktuj
                > e sie jak ,,wlasnosc,, lub chce byc ,,wlasnoscia,, nie ma mozliwosci utrzymac i
                > traci atrakcyjnosc, wspolne bycie z kims kto nie jest w stanie byc soba , bro
                > nic swojej niezaleznosci,osobowosci,przekonan w sposob zmuszajacy do zaakceptow
                > ania(nawet niechetnych) jest dla mnie zadna opcja..dlatego nie mam i nie mam oc
                > hoty miec ,,wlasnej,,kobiety.. seks jest wazny poniewaz umozliwia ludzia wspol
                > nie przezyc wolnosc -to jest rowniez mozliwe przypadkowo - ale takie zdazenie p
                > owtorzyc i potrafic celebrowac jest mozliwe jedynie z osoba niezalezna / seks n
                > ie jest najwazniejszy chociazby poniewaz jest popularny,latwy, szybki i tani..(
                > jak pilka nozna) to nie jest powod by sie poswiecac czy rozczulac .."

                "wlasna" napisalam nie bez powodu w cydzyslowie. Skoro niektorzy bedac z zona marza o "obcej" to ta nie obca musi byc "wlasna", "swoja". Rozumiesz? To taki skrot myslowy troche, oczywiscie mowie o mezu "moj" maz, co wcale nie znaczy, ze jest on moja wlasnoscia, choc w porywach uczuc moge mu powiedziec "Ty jestes tylko MOJ". Wiec nie czepiaj sie slowek. To taka fraza. Wiadomo, ze kazdy jest wolnym czlowiekiem i do nikogo nie nalezy.
                I to nie prawda, ze efekt zaskoczenia jest jednorazowy i oczywiscie, ze ktos musi te stukajace buty miec na sobie, ale najpierw slyszysz stukot, odwracasz glowe w tamta strone i wtedy widzisz kto ten stukot wywolal i jak najbardziej mogloby sie zdarzyc Twoim kolegom z baru, ze bylaby to ich "wlasna" zona. I uwierz mi, smakosze(z fantazja), koneserzy, lecacy na stukot takich obcasow(i na takowe w lozku) reaguja zawsze, nawet jezeli tego stukotu nie powoduja buty na nogach za kazdym razem innej kobiety ale "swojej" wlasnej kobiety. No chyba, ze seks w zwiazku im sie znudzil, szukaja przygod, nie sa zainteresowani.
                • izyrider Re: Oszustwo kulturowe 18.06.13, 02:32
                  kag73 napisała:
                  >
                  > "wlasna" napisalam nie bez powodu w cydzyslowie. Skoro niektorzy bedac z zona m
                  > arza o "obcej" to ta nie obca musi byc "wlasna", "swoja". Rozumiesz? Nie..nikt szczesliwy nie szuka szczescia..wiec na druga brak czasu i biedula pozostaje bez reakcji..( przecinek po ,,to ta ,,moglby wiele zmienic..?)
                  > I to nie prawda, ze efekt zaskoczenia jest jednorazowy / u mnie jest.. to niestety jednorazowe i wynika z dobrej podzielnosci uwagi .. i jak najbardziej mogl
                  > oby sie zdarzyc Twoim kolegom z baru, ze bylaby to ich "wlasna" zona. Wierze.. sam widzialem..ale chociaz rozpoznaja ,,stukot obcasow ,, wlasnych zon,, przed rogiem,, to daja sie zaskoczyc i mowia : to znajoma kolegi,siadaj prosze.(.czyli moja) ha,ha jak te zony mnie nie lubia..
                  > smakosze(z fantazja), koneserzy, lecacy na stukot takich obcasow(i na takow
                  > e w lozku) reaguja zawsze, nawet jezeli tego stukotu nie powoduja buty na nogac
                  > h za kazdym razem innej kobiety ale "swojej" wlasnej kobiety.
                  masz racje ..tylko obawiam sie ze ,,smakosze i koneserzy,, sa przekleci bo zmuszeni do probowania nowego.. a ci w szczesliwym zwiazku to wyjatki tym dedykuje typ (za darmo) : danie z chilli zjedzone wieczorem uatrakcyjnia seks oralny w nocy ..a seks analny w poludnie nastepnego dnia moze sprawic duza niespodzianke..to dot.zarowno kobiety jak i mezczyn..ale obcasy w lozku odradzam..moja znajoma skwitowala to ..,, z malpa umiejaca chodzic po scianie nie bede konkurowala,,i bylo po niej..
                  • kag73 Re: Oszustwo kulturowe 18.06.13, 11:55
                    "..ale obcasy w lozku odradzam..moja znajoma skwitowala to ..,, z malpa umiejaca chodzic po scianie nie bede konkurowala,,i bylo po niej.."

                    Dzieki za rade, albo odrade, ale zbyt lubie/lubimy seks na wysokich obcasach, zeby z tego zrezygnowac;) Nie po to mam cala kolekcje w szafie, zeby w nich chodzic do marketow albo stukotac ku uciesze obcych samcow, wole stukotac i uszczesliwiac "wlasnego";))
                    • izyrider Re: Oszustwo kulturowe 18.06.13, 17:25
                      kag73 napisała:

                      >
                      >
                      > Dzieki za rade, albo odrade, ale zbyt lubie/lubimy seks na wysokich obcasach, z
                      > eby z tego zrezygnowac;) Nie po to mam cala kolekcje w szafie, zeby w nich chod
                      > zic do marketow albo stukotac ku uciesze obcych samcow, wole stukotac i uszczes
                      > liwiac "wlasnego";))
                      to ogolna rada ,buty zostawiaja slady n a scianie / jezeli o tobie ..to ty jestes happy wszyscy sa happy,ja rowniez ,a widzac karmen na ramieniu szczesliwca nic mu nie zazdrszcze bo przeciez jej nie znam..
    • fragaria_eh Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 22:04
      bliska mi kobieta powiedziała dawno, dawno temu - zakazane powinno być pozwalanie dorastającym dziewczynkom na czytanie wszelkich emilek, ań z wzgórz i takich tam, bo potem rodzi się dysonans poznawczy i boli.
      I fakt - trochę zwykle dostanie się po dupie od życia, zanim się człowiek zorientuje, że "żyli długo i szczęśliwie" to idea performatywna... e nie - to kit, przecież.
      • bgz0702 Re: Oszustwo kulturowe 16.06.13, 22:23
        fragaria_eh napisał(a):

        > bliska mi kobieta powiedziała dawno, dawno temu - zakazane powinno być pozwalan
        > ie dorastającym dziewczynkom na czytanie wszelkich emilek, ań z wzgórz i takich
        > tam, bo potem rodzi się dysonans poznawczy i boli.

        Absolutnie byłam i jestem fanką wszystkich Ań i Emilek nawet w życiu dorosłym naiwnie oglądam ich ekranizacje szukając wzruszeń z dzieciństwa i o zgrozo specjalnie ich nie musze szukać ;) ta naiwność we mnie jest i ma się całkiem dobrze a dysonans poznawczy mnie niedotknął;) mało tego uwielbiam też rozważną i romantyczną oraz dumę i upprzedzenie ; )) i mam w domu pannę która idzie śladami matki i niech sobie idzie to jej dobrze zrobi po lekturze bravo
        • tygrys-bez-rys Dysonans bogactwa materialnego i intelektualnej . 16.06.13, 23:50
          ... Nędzy. Brak etosu. Miałkie spory o tym jakiś twór grafomnaski jest czy nie jest wspolczesny. Z drugiej strony czemu sie dziwić. W samocie pilotowanym przez pijanych portugalczykow z lagos do nayrobi wsród kur, zawodzacych kikuyu, podstarzalego afrykanera, sami Hindusi i hinczycy. Żadnego przedstawiciel młodzieży europejskiej. Ale teraz już wiemy dlaczego, zamiast kochać i żyć, rozpaczaja nad tym ze ich kultura oszukula i wyruchalo państwo. Home sovieticusy? Kiedyś był choć jedne Kapuściński nie dość ze zadupczyl na wszyskich kontynentach to i odcisnal piętno. Armia ludowa ruszyła z pomocą ucisnionemu narodowi Kuby. A teraz co? Spadkobiercy Beniowskiego piszą ze romantyzm to jakiejś retarded plevo w telewizji za abonament? Zgnilizna degeneracji, smród stagnacii. roszczenia i rozpacz.
          • bgz0702 Re: Dysonans bogactwa materialnego i intelektualn 16.06.13, 23:55
            tygrys-bez-rys napisała:

            > ... Nędzy. Brak etosu. Miałkie spory o tym jakiś twór grafomnaski jest czy nie
            > jest wspolczesny...
            Spadkobiercy Beniowskiego piszą ze romantyzm to jakiejś retarded plevo w
            > telewizji za abonament? Zgnilizna degeneracji, smród stagnacii. roszczenia i rozpacz.

            A cózesz ty masz na myśli panie TBR?
            • tygrys-bez-rys Anne of Green Gables ... 17.06.13, 00:10
              ... to dopiero jest doopa. I podpisuje sie pod twoim niesmialym miauknieciem na tego imbecyla, który powtarza z doopy wyssane brednie, żeby obniżać standardy bo jego znajomej sie wydaje ze jest chooyowo.

              Usiądzie i sie uspokoj, bo nie dostałas punktów karnych, ja nie jest twój tata ani ma. Żeby ci tlymaczyc życie.

              Co do pytania. Ja na myśli mam przeważnie doopy i cycki co mi nie przeszkadza aspirowac do wyższych wartości.
              • bgz0702 Re: Anne of Green Gables ... 17.06.13, 00:14
                tygrys-bez-rys napisała:

                > ... to dopiero jest doopa. I podpisuje sie pod twoim niesmialym miauknieciem na
                > tego imbecyla, który powtarza z doopy wyssane brednie, żeby obniżać standardy
                > bo jego znajomej sie wydaje ze jest chooyowo.
                >
                > Usiądzie i sie uspokoj, bo nie dostałas punktów karnych, ja nie jest twój tata
                > ani ma. Żeby ci tlymaczyc życie.
                >
                > Co do pytania. Ja na myśli mam przeważnie doopy i cycki co mi nie przeszkadza a
                > spirowac do wyższych wartości.

                ;)) cudownie, aspiracje trza posiadać
              • bgz0702 Re: Anne of Green Gables ... 17.06.13, 00:16
                tygrys-bez-rys napisała:

                > Usiądzie i sie uspokoj, bo nie dostałas punktów karnych, ja nie jest twój tata
                > ani ma. Żeby ci tlymaczyc życie.

                a co to są te punkty karne? ;))
                • tygrys-bez-rys Trzy karne ... 17.06.13, 00:28
                  ... Kop w doope. Chyba ze masz Fajne cycki I sie potrafisz po nich Polizac to sie mozemy inaczei dogadac bzykalska.
                  • bgz0702 Re: Trzy karne ... 17.06.13, 00:30
                    tygrys-bez-rys napisała:

                    > ... Kop w doope. Chyba ze masz Fajne cycki I sie potrafisz po nich Polizac to s
                    > ie mozemy inaczei dogadac bzykalska.

                    Niestety załuję, nie potrafię ;)) ale kopać się nie pozwalam
                    • tygrys-bez-rys Żeby nie było ze jestem tylko twardy ... 17.06.13, 01:04
                      ... Ale i elastyczny, i ze sie mozemy jakos dogadac, zgadzam sie na ta lale z wątku pani suki będziesz ja mogła po cyckach lizać.
                      • bgz0702 Re: Żeby nie było ze jestem tylko twardy ... 17.06.13, 01:06
                        tygrys-bez-rys napisała:

                        > ... Ale i elastyczny, i ze sie mozemy jakos dogadac, zgadzam sie na ta lale z w
                        > ątku pani suki będziesz ja mogła po cyckach lizać.

                        ;)) a dlaczego ty nie śpisz? i nie chce ci sie spać czy nie możesz sobie pozwolić na spanko panie twardy? mnie już ziewanie dopadło
                        • bgz0702 Re: Żeby nie było ze jestem tylko twardy ... 17.06.13, 01:08
                          tygrys-bez-rys napisała:
                          >
                          > > ... Ale i elastyczny, i ze sie mozemy jakos dogadac, zgadzam sie na ta la
                          > le z w
                          > > ątku pani suki będziesz ja mogła po cyckach lizać.

                          a co do lal, to fajne te lale, dostarczają wrażeń estetycznych bo fajną mają "aparycję" i nic mnie nie mirzi w nich, jak ktoś lubi to niech ma. Chciałbyś?
                        • tygrys-bez-rys A ty co? 17.06.13, 01:13
                          Książkę piszesz jak mr. Koniarek ze ci takie fakty z życia potrzebne? Ja nigdy nie śpię. Bo to strata czasu.
                          • bgz0702 Re: A ty co? 17.06.13, 01:20
                            tygrys-bez-rys napisała:

                            > Książkę piszesz jak mr. Koniarek ze ci takie fakty z życia potrzebne? Ja nigdy
                            > nie śpię. Bo to strata czasu.

                            Nie, a ja się dziwię bo ja normalnie o tej porze śpię ;) i jutro poniosę tego niespania konsekwencję, już to czuję ;)) ale zaraz zmykam i faktów mi nie trzeba;( to było grzecznościowe pytanie retoryczne
                            • tygrys-bez-rys Dziwny kraj, dziwne obyczaje ... 17.06.13, 01:25
                              ... gdzie za grzcznosc uchodzi wpierdalanie sie w nieswojo sprawy. Niech ci sie przyzna wielki gumowy cyc.
                              • bgz0702 Re: Dziwny kraj, dziwne obyczaje ... 17.06.13, 01:31
                                tygrys-bez-rys napisała:

                                > ... gdzie za grzcznosc uchodzi wpierdalanie sie w nieswojo sprawy. Niech ci sie
                                > przyzna wielki gumowy cyc.

                                Będac w gościach gospodarzy się nie obraża. Jesteś w gościach czy z zagranicy wyzywasz? Wścibska
                                p.s. jutro nas zrąbią żeśmy se prawie prywatne pogaduchy strzelili ;) ale ja już id spac chyba
                                • tygrys-bez-rys Alez przepraszam ... 17.06.13, 03:27
                                  ... juz sie poprawiam, co wam to zawsze obcokrajowcy sprzedaja?

                                  Piekne kobiety, kraj goscinny, JHS narodow. Walesa, kielbasa i papierz. Na zdrowie.

                                  Ja Ci poddaje pod rozwage moral bajki o wrobleku, "Nie ten Twoj przyjaciel, kto Cie z gowna wyciagnie i nie ten Twoj wrog kto na Ciebie nasra."
          • bgz0702 Re: Dysonans bogactwa materialnego i intelektualn 17.06.13, 00:28
            tygrys-bez-rys napisała:

            > Spadkobiercy Beniowskiego piszą ze romantyzm to jakiejś retarded plevo w
            > telewizji za abonament? Zgnilizna degeneracji, smród stagnacii. roszczenia i r
            > ozpacz.

            Ty mnie rozwalasz znawco kultury polskiej ;)) a o co ci chodzi z tym Beniowskim i spuścizną? Może ci bardziej o autora chodzilo...? tak nieśmiało zapytuję, prawie na palcach i szeptem
            • tygrys-bez-rys Spóscizna na cycki i rozwalanie ... 17.06.13, 00:59
              ... To jedna z wielu moich niezliczonych zalet. A skoro grzecznie pytasz to ci wytłumaczam o proszę: pl.m.wikipedia.org/wiki/Maurycy_Beniowski

              pwzmianka o "autorze" pomine milczeniem bo sadze Ze ci chodzi o jakiegoś bulandzkiego grafomana co sie pod sukces Maurycego chciał podszyc, opiewajac jego wybitne życie.
              • bgz0702 Re: Spóscizna na cycki i rozwalanie ... 17.06.13, 01:01
                ach o "prototyp" ci chodziło a ja głupia myślałam że wieszczów polskiej literatury wychwalasz
                • tygrys-bez-rys Wzorce i prototyp ... 17.06.13, 01:22
                  ... Czyli kolejne klejnoty z kopalni gowna tego wątku, jak jesZcE raz usłyszeć o wzorcach kulturowych to se obtargam malzowiny i w kanały wbije osikowe kołki. Głupi jest każdy czasem, gorzej ja sie ten stan przeradza w permanetna wymowke na wszelkie dolegliwości.
                  • bgz0702 Re: Wzorce i prototyp ... 17.06.13, 01:29
                    tygrys-bez-rys napisała:

                    > ... Czyli kolejne klejnoty z kopalni gowna tego wątku, jak jesZcE raz usłyszeć
                    > o wzorcach kulturowych to se obtargam malzowiny i w kanały wbije osikowe kołki.
                    > Głupi jest każdy czasem, gorzej ja sie ten stan przeradza w permanetna wymowke
                    > na wszelkie dolegliwości.

                    Aż ty jesteś biedny, wspólczuje tej pracy przy przygotowaniu tych kolków osikowych ;( musisz je wszystkie dobrze przliczyć i pozostawić tak zeby były łatwo dostępne, co by czasu nie tracić i jak najszybciej zacząć je wbijać bo to normalnie już lada chwila będzie, tylko forumowicze się pobudzą i zaczną pisać z entuzjazmem. Pozdrawiam ich, ja pewnie będę jutro długo spała;)
                    • izyrider Re: Wzorce i prototyp ... 17.06.13, 02:41
                      osoba ktora publicznie oswiadcza ze nigdy nie spi, demontruje brak snu obwolujac beniowskiego wybitnie zalozonym dla kultury polskiej,maltretuje gumowe cycki bez powodu (bo jaki?) i pluje na nie,lata w poplamionym w kroczu kostiumie tygrysa po watkach ..szukajac pisuaru musi byc lunatyc..bo kto inny? / mnie to nie bulwersuje..przeciwnie uwielbiam ekscentrykow.wow ! ale tylko wykapanych i dobrze naoliwionych.
                    • tygrys-bez-rys Dla pokolenia dobrobytu ... 17.06.13, 03:21
                      ... mamy tu dobry przyklad co to jest OSZUSTWO, np. jak kto powie ze idzie spac a nie idzie. Moze wtedy latwiej bedzie im zrozumiec ze pierdolenia o "kulturowych oszustwach" wywoluje u mnie szczerzenie zebow.
                      • bgz0702 Re: Dla pokolenia dobrobytu ... 17.06.13, 22:13
                        tygrys-bez-rys napisała:

                        > ... mamy tu dobry przyklad co to jest OSZUSTWO, np. jak kto powie ze idzie spac
                        > a nie idzie. Moze wtedy latwiej bedzie im zrozumiec ze pierdolenia o "kulturow
                        > ych oszustwach" wywoluje u mnie szczerzenie zebow.

                        A może szedł tylko miał daleką drogę przed sobą ;) co to brak wyobraźni? myślisz że wszyscy mają blisko?
                        • tygrys-bez-rys We will never run out ... 18.06.13, 01:52
                          ... of excuses. Rozumiem, ze mnie nie czytasz, wiec przypominam nie jestme z tych co sie pytaja, ja Ci mowie.
    • twojabogini Re: Oszustwo kulturowe 17.06.13, 18:43
      Kwestia definicji.
      Motyle w brzuchu - symptom podniecenia. Nie z każdym, kto budzi podniecenie da się zbudować dobrą relację, nie każdy kto budzi pożądanie, umie je zaspokoić. Więc mit motyli w brzuchu jako zapowiedzi dobrego związku - to mit.
      Romantyzm - jeśli chodzi o to, że on ją będzie za rączkę trzymał i wiersze mówił całe życie - to bardzo szybko zdechną z głodu, chyba, że każde odziedziczyło po małej fortunce. Zawsze wtedy mogą jeszcze z nudów pozdychać.

      Jeśli chodzi o namiętność - to jest w mojej opinii podstawa każdego udanego związku. Miłość romantyczna - to nie flaki z olejem, tylko burze, dramaty, niekiedy rozstania, kłótnie przeplatane sielanką. I taki związek to dobry i satysfakcjonujący związek. Bo partnerzy mają okazję się rozwijać, bo na bieżąco załatwia się i problemy i duperele, no i jest dobre spoiwo - w postaci dobrego seksu. Miła "romantyczna" otoczka rozumiana jako wzajemna uważność, odgrywanie niekiedy rycerza i damy itp. też jest fajna - jako urozmaicenie (zwłaszcza jeśli są też odgrywane inne role).
      • potwor_z_piccadilly Re: Coś o gotowaniu zupy 17.06.13, 22:03
        twojabogini napisała:

        > no i jest dobre spoiwo - w postaci dobrego seksu.

        Dobry seks nie jest spoiwem, a jedynie pochodną dobrego spoiwa.


        • potwor_z_piccadilly Re: Coś o gotowaniu zupy 17.06.13, 22:17
          Aha, miało być o gotowaniu zupy.
          No miało, ale mi się odechciało pisaniny.
          Leń we mnie wstąpił.
        • izyrider Re: Coś o gotowaniu zupy 18.06.13, 00:49
          potwor_z_piccadilly napisał:

          > twojabogini napisała:
          >
          > > no i jest dobre spoiwo - w postaci dobrego seksu.
          >
          > Dobry seks nie jest spoiwem, a jedynie pochodną dobrego spoiwa.
          > dobry seks to jedno i drugie : gdy zaczyna sie seksem to budzi zainteresowanie na znajomosc..poznajac kogos kto wydaje sie atrakcyjny chce sie wiecej.. w dystansie dobry seks jest mozliwy gdy sie kogos lubi .
          >
        • twojabogini Re: Coś o gotowaniu zupy 18.06.13, 10:31
          potwor_z_piccadilly napisał:

          > Dobry seks nie jest spoiwem, a jedynie pochodną dobrego spoiwa.

          Miało być o zupie, wyszło o dupie :)

          Nie mogę się z tobą zgodzić. Dobry seks jest podstawą, a jeśli w związku wszystko jest dobrze - staje się także spoiwem. Gdy nie jest dobrze - także potrafi być dobrym spoiwem na trudne czasy, konflikty i obiektywne trudności.

          Gdyby w związkach nie chodziło o seks, ludzie wiązaliby się z najlepszymi przyjaciółmi. Znam parę związków tego typu i sama próbowałam być kiedyś w takim - to nie działa. Wiele małżeństw ma problemy, bo jedno z małżonków zignorowało problem kiepskiego seksu na starcie znajomości i wmawiało sobie, że nie o to chodzi, seks jest drugoplanowy i podobne bzdury.
          • yoric Re: Coś o gotowaniu zupy 18.06.13, 12:27
            > Dobry seks jest podstawą...

            a zwłaszcza:

            > Gdyby w związkach nie chodziło o seks, ludzie wiązaliby się z najlepszymi przyj
            > aciółmi...

            i dalej - znakomite podsumowanie!
          • kruche_ciacho zgadzam sie z boginia 18.06.13, 14:44
            sex to wazne spoiwo zwiazku

            ja zignorowalam to na poczatku malzenstwa tlumaczac wlasnie ze nie to jest najwazniejsze
            ale jak cala reszta nawalila nie bylo juz zadnego punktu zaczepienia, chociazby lozka

          • potwor_z_piccadilly Re: Wracamy do gotowania zupy 18.06.13, 22:38
            Znałem młodziana, który na czas nauki mieszkał u babci.
            W czasie gdy na krótko babcia wyjechała, chłopak postanowił ugotować zupę pomidorową.
            Do garnka nalał wody, posolił ją i podpalił gaz. Gdy woda zaczęła bulgotać, wrzucił makaron, a gdy ten zmiękł, dodał koncentratu pomidorowego i zupa była gotowa.
            Na moje pytanie, czy smaczna ta zupa była, odpowiedział "ohydna".
            Spytasz, co ma zupa do dupy.
            Ano ma, bo dobry seks, to jak dobra zupa.
            I to i to trzeba umieć przyrządzić stosując dobrze dobrane, wysokiej jakości produkty. Produkty te mają być zastosowane w odpowiednim czasie i w odpowiednich proporcjach.


            twojabogini napisała:

            > Nie mogę się z tobą zgodzić. Dobry seks jest podstawą, a jeśli w związku wszyst
            > ko jest dobrze - staje się także spoiwem.

            Znaczy się, w/g ciebie to dobra zupa jest podstawą, a to jak powstała, to mało ważna dupa.
            Czy tak ?

            Gdy nie jest dobrze - także potrafi b
            > yć dobrym spoiwem na trudne czasy, konflikty i obiektywne trudności.

            Na ile czasu tego rodzaju spoiwo starczało w twoich związkach ?
            Miła pani, ja nie piszę o seksie, który jest dobry rok, czy dwa lata. Ja piszę o dobrym seksie trwającym trzydzieści lat i muchy się nawet nie gonią, na to by mogło być inaczej.
            Pozdrawiam.

            • twojabogini Re: Wracamy do gotowania zupy 19.06.13, 12:09
              potwor_z_piccadilly napisał:

              > Znaczy się, w/g ciebie to dobra zupa jest podstawą, a to jak powstała, to mało
              > ważna dupa. Czy tak ?

              Czy nie. Ważne żeby zupa/seks były dobre. Jak powstały? A kogo to obchodzi jeśli są zajebiste?

              > Na ile czasu tego rodzaju spoiwo starczało w twoich związkach ?

              Po raz pierwszy jestem w związku, który jest związkiem długoterminowym w zamierzeniu obu stron. Jednym z jego fundamentów jest seks. Po fazie początkowej, gdy smakuje wszystko z uwagi na zakochanie, musieliśmy się nauczyć "gotować", bo przez jakiś czas chodziliśmy głodni i bardzo nam naszego spoiwa brakowało. Gdyby nie przeświadczenie obojga, że seks jest ważną i priorytetową sferą naszego związku - dziś albo nie bylibyśmy razem, albo nadal żylibyśmy jak asceci. Tak - musieliśmy coś z tym zrobić, gdy "faza zakochania" minęła.

              Sądzę, że seks jako spoiwo starczy nam do końca życia. I sądzę, że jest to o wiele lepsze spoiwo niż wspólny kredyt, dzieci czy takie tam.

              > Miła pani, ja nie piszę o seksie, który jest dobry rok, czy dwa lata. Ja piszę
              > o dobrym seksie trwającym trzydzieści lat i muchy się nawet nie gonią, na to by
              > mogło być inaczej.

              I? Taki seks nie jest spoiwem?

              Pozostanę przy swoim. Dobry seks jest podstawą udanych długoterminowych związków. Jeśli na starcie jedna ze stron wchodzi w związek z założeniem że seks jest mało ważny (typowe podejście, gdy coś w tej sferze od początku nie gra) - będą kłopoty. Jednym parom uda się je przełamać, innym nie - ale tak czy siak sprawa seksu prędzej czy później wypłynie.
              • potwor_z_piccadilly Re: Wracamy do gotowania zupy 19.06.13, 20:38
                twojabogini napisała:

                > potwor_z_piccadilly napisał:
                >
                > Czy tak ?
                >
                > Czy nie.

                To twoje "czy nie" względem mojego, czy tak ?, jest bez sensu. Chyba że pozwoliłaś sobie delikatnie pysknąć, a jeśli tak, to taka - ciut nerwowa reakcja, też jest bez sensu, bo ty nic jej skutkiem nie zyskujesz.
                Ja owszem, zyskuję.
                Takie demonstracyjne reakcje, pomagają mi w odgadnięciu z kim mam sprawę.


                > Ważne żeby zupa/seks były dobre. Jak powstały? A kogo to obchodzi jeśl
                > i są zajebiste?

                Tu, to demonstracja postawy roszczeniowej.
                - mamusie ugłaskały
                - tatusie dofinansowali
                - lobbyści i spece od reklamy zrobili wodę z mózgu wmawiając, lej to, należy ci się, a skąd to się bierze ? A kogo to obchodzi, ważne by produkt finalny był zajebisty, a że zajebisty będzie to pewne jak amen w pacierzu, Nawet jeśli do kluszczanki dodamy koncentrat pomidorowy, to tez będzie zajebiście, bo musi być zajebiście, bo tak się umówiliśmy, bo tak pan w reklamie - głosem jakby siedział na klopie biedny bo się ze...ć nie mógł, powiedział.

                > Po fazie początkowej, gd
                > y smakuje wszystko z uwagi na zakochanie, musieliśmy się nauczyć "gotować", bo
                > przez jakiś czas chodziliśmy głodni i bardzo nam naszego spoiwa brakowało.

                Tu już lepiej.
                Wykonaliście pracę i co ? I w/g ciebie ta praca, zbiór czynności - pewnie nawet kosztem wyrzeczeń po obu stronach, nie jest spoiwem ?
                Jeśli tak twierdzisz, to się nie zgadzamy.
                Tym razem ja pozostaję przy swoim.
                Dla mnie takie zbiory w zgodzie wykonanych czynności to czyste spoiwo, a ta uwarzona zupa, to rezultat tych prac, nagroda.

                > Sądzę, że seks jako spoiwo starczy nam do końca życia.

                Życzę wam tego, ale obawiam się że będzie trudno. Napisałaś że u was "faza zakochania minęła".
                Szkoda, bo to ważny produkt.
                Bez niego jakakolwiek zupa aromatu pozbawiona będzie.
                No i na koniec - względem tej kulejącej "fazy zakochania", dedykacja.
                www.youtube.com/watch?v=0PZxFpRxz9U
                Pozdrawiam



                • twojabogini Re: Wracamy do gotowania zupy 19.06.13, 21:13
                  potwor_z_piccadilly napisał:

                  > To twoje "czy nie" względem mojego, czy tak ?, jest bez sensu.

                  To zabawa: "Isn`t it?" "Oh, yes it is". Tak mi się nasunęło z uwagi na to, że konstrukcja była typowa dla brytyjskiej gramatyki. Luźne skojarzenie, rodem z Kajka i Kokosza. Nie traktuj wszystkiego tak poważnie, bo "takie demonstracyjne reakcje, pomagają mi w odgadnięciu z kim mam sprawę".
                  I niestety - nie mogę się powstrzymać przy kwestii "z kim mam sprawę":tym razem z klasyki "Mówią, że miałem sprawę z Julią w basenie. Chyba raczej z basenem miałem sprawę".

                  > Tu, to demonstracja postawy roszczeniowej.
                  > - mamusie ugłaskały
                  > - tatusie dofinansowali
                  > - lobbyści i spece od reklamy zrobili wodę z mózgu wmawiając, lej to, należy ci
                  > się, a skąd to się bierze ?

                  Tak tak, wiem młodzież ma dzisiaj nasrane w głowach i wszystko na tacy i płytka jest. Za stara jestem do tej kategorii i do tego pochodzę z niemajętnej rodziny("Bardziej pasowałby napisać: jestem sierotą, ale to niestety nieprawda" - to też parafraza, a nie przejaw niechęci do rodzicieli :)
                  Rzecz w tym, że jeśli coś sprawia mi przyjemność to mimo skłonności do dzielenia na czworo nie rozkładam swojej satysfakcji na czynniki pierwsze i nie wołam szefa kuchni, żeby mi podawał przepis. Delektuję się.

                  >I w/g ciebie ta praca, zbiór czynności - pewnie nawet
                  > kosztem wyrzeczeń po obu stronach, nie jest spoiwem ?

                  Wszystko co para osiągnie razem staje się spoiwem. Rzecz w tym, że gdyby nawet tylko jedno z nas nie uznało seksu za ważny i priorytetowy, nigdy byśmy żadnej pracy nie wykonali.
                  Dzięki temu, gdy coś przestało działać (a przestało, bo żadne z nas nie miało pojęcie w dziedzinie seks i współpraca po porodzie - bo przerabialiśmy to po raz pierwszy) to zaczęliśmy nad tym pracować i nie satysfakcjonowały nas popularne (i rzekomo uzasadnione naukowo) odpowiedzi typu "po trzech latach namiętność mija".
                  To, że przed ciążą i rodzicielstwem mieliśmy dobry seks, zmotywowało nas do tego, aby jakoś znów go odnaleźć. pary, które takich doświadczeń nie mają są w trudniejszym położeniu, gdy po porodzie seks całkiem pada. Niektóre kobiety czują wręcz ulgę i się ze sfery seksualnej wycofują.

                  Faza zakochania minęła - to uproszczenie. Po urodzeniu dziecka nie byliśmy w sobie zakochani. Wręcz przeciwnie mieliśmy siebie dość, nie mogliśmy się porozumieć w wielu kwestiach - pomimo, że oboje bardzo kochaliśmy nasze dzieciaki i siebie nawzajem i każde chciało dobrze. Mówiliśmy innymi językami.
                  Odnaleźliśmy siebie - przez seks. Miłość miłością - z zakochaniem nie ma wiele wspólnego. Za to zakochanie z seksem i namiętnością - wiele.
                  Naiwne przekonanie, że małżeństwo to wieczny stan miłości, zakochania, aniołków i motylków zawsze mnie powala. Są fazy miłości, namiętności, są fazy spadku libido, a nawet niechęci, są fazy wojny, fazy sprzecznych interesów, walki o dominację. To wszystko składa się na dobry związek - w którym oboje partnerów ma szanse się rozwijać. I w którym wszystkie uczucia mają prawo zaistnieć. Wystarczy dwoje dojrzałych partnerów, którzy naprawdę mają ochotę być razem - na dobre i na złe także i wszystko to razem brać jako wspólne więc wiążące i wartościowe doświadczenie.
                  Jestem głęboko przekonana, że w tym wszystkim seks i namiętność wiodą pierwsze skrzypce.
    • kutuzow Romantyzm by CK Dezerterzy 18.06.13, 14:17
      kotoshi ---> Wrzuciłaś tutaj pewne zderzenie podejścia swego Ex vs zachowanie obecnego faceta. Mam nadzieję, że się nie obrazisz (i nie weźmiesz tego znów do siebie), ale tak mi się skojarzyło:

      www.youtube.com/watch?v=4SbG_Fw5AUs#t=67m17s
      ;-)

      • hello-kitty2 Re: Romantyzm a namietnosc 18.06.13, 15:52
        Wg mnie relacja romantyczna czyli inaczej zakochanie nie musi miec wiele wspolnego z wybuchem namietnosci = pozadania.

        To tak jak kiedys opowiadalam kumplowi, ze mi sie cieplo zrobilo na mysl o jakims tam facecie. Wtedy kumpel spytal ze wskazaniem na odpowiednia czesc ciala:
        1. zrobilo ci sie cieplo tutaj => wskazal na klatke piersiowa
        czy
        2. zrobilo ci sie cieplo tytaj => wskazal na krocze.
        Lepiej sie nie da przedstawiac tej wlasnie roznicy:
        1. motyle w klacie => zakochalam sie,
        lub
        2. motyle w kroku :) => jak spiewal Liroy 'ze co? ze jabac ci sie chce'

        Wiec motyle w brzuchu to co to jest wlasciwe? Wiec nie wiem autorka pisze, ze nie ma uczucia czy nie ma namietnosci, ale jak to nie ma namietnosci jak seks jest?

        • kotoshi Re: Romantyzm a namietnosc 18.06.13, 18:35
          hello-kitty2 napisała:
          > Wiec motyle w brzuchu to co to jest wlasciwe? Wiec nie wiem autorka pisze, ze n
          > ie ma uczucia czy nie ma namietnosci, ale jak to nie ma namietnosci jak seks je
          > st?

          Wszystko chyba sprowadza się do tego, że zaczęło się od seksu, a potem powoli zaczęło robić się inaczej i coraz fajniej.
        • kag73 Re: Romantyzm a namietnosc 18.06.13, 22:40
          hello-kitty2 napisała:

          > Wg mnie relacja romantyczna czyli inaczej zakochanie nie musi miec wiele wspoln
          > ego z wybuchem namietnosci = pozadania.

          No niby nie musi, no ale z drugiej strony zakochani(ze wzajemnoscia oczywiscie) sie do siebie kleja, mezczyzni jak osmiornice...ich rece sa wszedzie i w efekcie koncowym wiemy co z tego klejenia sie najczesciej wychodzi. Mnie sie wydaje, ze jednak najczesciej idzie to ze soba w parze.
      • kotoshi Re: Romantyzm by CK Dezerterzy 18.06.13, 18:32
        Fajna scena z tą wariatką :)
        Co do dwóch różnych podejść - w każdym razie uprzejmie zwracam uwagę, że ich nie wartościowałam :)
        • kotoshi Uzupełnienie 18.06.13, 21:02
          Bo nie zdążyłam - Kutuzow, myślę, że wtedy miałeś rację, dlatego obiecałam, że nie będę już robić wpisów jak w telenoweli :) I mam nadzieję, że w najbliższym czasie nawet nie będę miała na nią materiału (bo musiałam przerwać nowe tabletki, coś się pomieszało i zaczynam się trochę bać) - ale widzisz, telenoweli nie piszę :)
Pełna wersja