kotoshi
14.06.13, 18:25
Wydaje mi się, że współczesna kultura w jakiś sposób mnie oszukała, bo wszędzie, gdzie mowa jest o związkach, pokazany jest romantyzm / „motyki w brzuchu” jako jedyny idealny model nie tylko na początek, ale też na dalsze etapy.
A nawet tu na forum w sąsiednich wątkach widać, że tego romantyzmu w życiu pary w praktyce tak czy inaczej nie ma po krótkim czasie.
Inny przykład: mówię mojemu chłopakowi, żeby mi wreszcie powiedział, co szepnął do swojego kumpla, gdy mnie pierwszy raz zobaczył (pytałam kiedyś już o to, nigdy nie chciał mi powiedzieć). No ale w końcu ostatnio się dowiedziałam - to było mniej więcej tak: „Strasznie chce mi się bzykać”.
Czy ktokolwiek z was widział film, w którym początek znajomości tak wygląda? Poza komediami, oczywiście! – bo właśnie o to chodzi, że tak jest tylko w komediach!
Czy więc dobrze mi się wydaje, że romantyzm jest szkodliwy? Przez to na nowo trzeba się uczyć, jak jest naprawdę. I być może po latach niepotrzebnie tęskni się za nie wiadomo czym.