protein.spill
09.07.13, 23:49
Rafill i Gomory przypomnieli mi dziadzia Lema.
W jednej z moich ulubionych nowel, gdzies w szpitalu wariatow, na marginesie glownej historii pojawia sie multimilioner Grammer (a.k.a Adelajda) w chronicznej depresji z powodu swojego dotyku Midasa na sterydach: czego mu sie zachce, dostaje bez wysilku, co zabija marzenia. Jego cierpienia dedukuje (polzartem) tym, co im zona/maz "nie daje":
“Depresja ta, jak mi tłumaczył, poszła stąd, że nigdy nie mógł usnąć, jeżeli przedtem leżąc w łóżku, trochę sobie nie pomarzył.[...]”
“Mając intelektualne zacięcie, z którym musiał się ukrywać przed współmilionerami, czytał książki, nawet de Sade’a. Był to nieszczęsny osioł! Marzył o tych wbijaniach na pal, obskórowaniach i ewentracjach, a siedział w ciupie i nic prócz much nie miał do dyspozycji. Biednemu dobrze! Wszystko go kusi i wszystko mu się podoba. Każda piękna kobieta jest dlań niedostępna. Dlatego, rzecz jasna, tak prosperuje przemysł porno. Nadymane kochanki z buzią w szeroki ciup, barwnie ilustrowane opisy orgii, kopulatorynki, pasty, maście, wszystko to przecież surogaty i zawracanie głowy. Nic tak nie męczy jak orgia, nawet najsprawniej zaaranżowana. Nie ma o czym gadać i nie ma o czym marzyć. Ach, mieć nieziszczalną tęsknotę!”
Lem, Stanislaw. “Pokój na Ziemi.”
itunes.apple.com/gb/book/pokoj-na-ziemi/id665883760?mt=11