ratunkuu
20.07.13, 14:40
nie wiem co robić...
tak ogólnie to tworzymy udany związek, przyjaznimy się, rozumiemy się itp.
nadal jest tak samo przystojny i pociągający.
ale... straciłam w pewnym stopniu zainteresowanie seksem z nim, chociaż on raczej nie stracił, przynajmniej nie zauważyłam.
po 10 latach związku... nie czuję już tego samego pociągu seksualnego
(dzieci brak, więc nie przeszkadzją w sypialni i nadmiar obowiązków domowych też odpada)
nie, żeby mi zupełnie libido spadło, czasem na myśl o kimś to...
ale bynajmniej nie jest tak, że go nie kocham. kocham go bardzo i jest najbliższym mi człowiekiem. i nie zamierzam się z nim rozstawać.
ale potrzebuję czegoś, jakiejś dodatkowej iskierki zapłonowej.
czy to się na terapię małżeńską nadaje? - chyba tak :/
czy to jest sens ratować? czy od razu lepiej zbierać manatki?
sama doszłam do tego, że bardzo by mi się przydał TEN DRUGI, tak w ramach urozmaicenia, wróciłabym wtedy do małżeńskiego łoża uśmiechnięta, grzeczna i podniecona tym, co ukrywam, takie sytuacje bardzo dobrze na mnie działają.
ale to droga bez powrotu... poza tym, na dłuższą metę nie potrafiłabym chyba żyć w takim rozdwojeniu.
gdybam sobie, że zycie w związku nieco "otwartym" byłoby, przynajmniej dla mnie wskazne.
tak, to byłaby ta iskierka zapłonowa, i przyznam się, że tak bardzo chciałabym też, abym nie musiała tego przed nim ukrywać. dlaczego? bo go kocham, bo to by było barierą i murem gdzies między nami, a ja nie chcę się od niego oddalać.
ale mój facet raczej na to nie pójdzie. czy którykolwiek by poszedł?
wiec to takie gdybanie tylko. po lekturze innego wątku na forum, stwierdziłam, że raczej też nigdy mu o tym nie powiem. to by go bardzo unieszczęsliwiło, odebrałby to jako osobistą porażkę.
a chyba lepiej, aby tylko jedna osoba w związku była nieszczęśliwa, niż obie. jeśli związek ma trwać oczywiście. a ja chcę z nim być. nawet z taką cenę.
jak więc zmienić podejście i kierunek?
jak odnowić więz seksualną?
jak znalezć satysfakcję w związku?
ale a drugiej strony dodam, że koniecznosć pracy nad tym aspektem związku jakoś mało optymistycznie widzę. jak pracować nad swoimi emocjami, pożądaniem. jak to okiełznać?
można oczywiscie uświadamiać sobie po raz kolejny to i tamto, analizować i zdawać sobie sprawę, co jest dobre a co złe, co powinno sie robić, ale... wydaje mi sie to takie WYMUSZONE - czy to właściwe tak się zmuszać, czy to jednak nie jest negowaniem czegoś?
jak na razie nie widzę jednak chyba żadej innej opcji przede mną.
będę więc potulna, wierna i ...nieszczęśliwa.
i pod koniec życia powiem mu: NIGDY CIĘ NIE ZDRADZIŁAM
może chociaż jego to uszczęśliwi...