kotoshi
21.07.13, 12:46
Czy możecie mi powiedzieć, kto ma tu rację?
Jak wspominałam, zajmuję się w lipcu córeczką znajomych mojej babci. Mała ma teraz 4 lata. Jestem z nią pięć dni w tygodniu, ale wczoraj był wyjątek (jej mamie wypadła nagła sprawa). A ja byłam na sobotę umówiona już do dziewczyny, która jest fryzjerką i teraz pracuje w pewnej galerii, i bardzo mi zależało, żeby nie stracić terminu u niej. No więc poszliśmy we trójkę z moim chłopakiem (Mała go zna) i on miał przez te ok 45 minut się nią zajmować. Poprosiłam go tylko, żeby nie kupował jej lodów (które ona jadłaby ciągle, mimo że poza tym jest niejadkiem), bo jest przed obiadem i trzymam się pewnych zasad (ustalonych też z jej mamą, ale wiadomo, że tak czy inaczej wprowadziłabym jakieś, żeby mi dziecko nie chciało co chwila czegoś innego).
No to kiedy wyszłam od fryzjera, zastałam taki obrazek: Mała w czapeczce (nowej) chyba o dwa numery za dużej, wcina batona czekoladowego (czyli niezjedzenie obiadu gwarantowane), w drugiej ręce lalka, mój chłopak z torbą pełną słodyczy i opakowaniem po tej lalce (w którym jeszcze były jakieś dodatki do tego dzidziusia) - bo zrobili „wycieczkę” po Tesco.
Mała oczywiście zachwycona, ja mniej. No i mówię mojemu chłopakowi, że chyba trochę przesadził - na co on, że przecież tak jak obiecał, lodów je nie kupił! I że raczej ja przesadzam, bo nic się nie stanie, jak Mała obiad zje później albo wcale, i nie zgadza się ze mną, że prezentami stawia jej mamę w niezręcznej sytuacji, (bo to przecież „tylko raz”), i że wymyślam sobie problemy. A kiedy po tej wypowiedzi byłam jeszcze bardziej zła, że na dodatek tak wszystko zbagatelizował, mój chłopak powiedział, też już trochę zirytowany, że zajął się dzieckiem tak jak chciał i umiał, i już.
Już do tego nie wracaliśmy i jakoś się rozeszło, ale dzisiaj, gdy zrobiłam pewną rzecz inaczej, niż najpierw ustaliliśmy (przyznam, że z przekory) i gdy mój chłopak spytał, dlaczego, to odpowiedziałam, że tak „chciałam i umiałam, i już”. I z tej rzeczy zrobiła się oczywiście cała kłótnia, ja mu wyrzuciłam wczorajsza sytuację (a teraz się nie odzywamy).
To jest moim zdaniem walka o władzę w związku, no ale to inna sprawa. Mam tu konkretne pytanie: czy mam rację, że on wczoraj nie uszanował moich zasad? A zna je, bo słyszał nie raz ode mnie, że Mała w każdym sklepie by coś chciała, że jadłaby bezustannie słodycze, i ile się trzeba namęczyć, żeby zmusić ją do konkretnego posiłku (i teraz od jutro licząc przez najbliższe dni ja będę to „odkręcać”).