Kto ma rację? (granice w związku)

21.07.13, 12:46
Czy możecie mi powiedzieć, kto ma tu rację?
Jak wspominałam, zajmuję się w lipcu córeczką znajomych mojej babci. Mała ma teraz 4 lata. Jestem z nią pięć dni w tygodniu, ale wczoraj był wyjątek (jej mamie wypadła nagła sprawa). A ja byłam na sobotę umówiona już do dziewczyny, która jest fryzjerką i teraz pracuje w pewnej galerii, i bardzo mi zależało, żeby nie stracić terminu u niej. No więc poszliśmy we trójkę z moim chłopakiem (Mała go zna) i on miał przez te ok 45 minut się nią zajmować. Poprosiłam go tylko, żeby nie kupował jej lodów (które ona jadłaby ciągle, mimo że poza tym jest niejadkiem), bo jest przed obiadem i trzymam się pewnych zasad (ustalonych też z jej mamą, ale wiadomo, że tak czy inaczej wprowadziłabym jakieś, żeby mi dziecko nie chciało co chwila czegoś innego).
No to kiedy wyszłam od fryzjera, zastałam taki obrazek: Mała w czapeczce (nowej) chyba o dwa numery za dużej, wcina batona czekoladowego (czyli niezjedzenie obiadu gwarantowane), w drugiej ręce lalka, mój chłopak z torbą pełną słodyczy i opakowaniem po tej lalce (w którym jeszcze były jakieś dodatki do tego dzidziusia) - bo zrobili „wycieczkę” po Tesco.
Mała oczywiście zachwycona, ja mniej. No i mówię mojemu chłopakowi, że chyba trochę przesadził - na co on, że przecież tak jak obiecał, lodów je nie kupił! I że raczej ja przesadzam, bo nic się nie stanie, jak Mała obiad zje później albo wcale, i nie zgadza się ze mną, że prezentami stawia jej mamę w niezręcznej sytuacji, (bo to przecież „tylko raz”), i że wymyślam sobie problemy. A kiedy po tej wypowiedzi byłam jeszcze bardziej zła, że na dodatek tak wszystko zbagatelizował, mój chłopak powiedział, też już trochę zirytowany, że zajął się dzieckiem tak jak chciał i umiał, i już.
Już do tego nie wracaliśmy i jakoś się rozeszło, ale dzisiaj, gdy zrobiłam pewną rzecz inaczej, niż najpierw ustaliliśmy (przyznam, że z przekory) i gdy mój chłopak spytał, dlaczego, to odpowiedziałam, że tak „chciałam i umiałam, i już”. I z tej rzeczy zrobiła się oczywiście cała kłótnia, ja mu wyrzuciłam wczorajsza sytuację (a teraz się nie odzywamy).
To jest moim zdaniem walka o władzę w związku, no ale to inna sprawa. Mam tu konkretne pytanie: czy mam rację, że on wczoraj nie uszanował moich zasad? A zna je, bo słyszał nie raz ode mnie, że Mała w każdym sklepie by coś chciała, że jadłaby bezustannie słodycze, i ile się trzeba namęczyć, żeby zmusić ją do konkretnego posiłku (i teraz od jutro licząc przez najbliższe dni ja będę to „odkręcać”).
    • sea.sea Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 13:12
      Jakbyś go posadziła z dzieckiem i powiedziała: zajmij się nią, poczytajcie książeczki albo niech sobie koloruje, tu masz kanapkę, jak będzie głodna, to jej daj, nie kupuj jej żadnych słodyczy, nawet jak będzie prosiła - a on by ją zabrał na wycieczkę do Tesco i kupił batona - to wtedy foch można by uznać za uzasadniony.

      IMO problem w tym, że nie sprecyzowałaś swoich oczekiwań. Miał nie zabierać na lody? Nie zabrał. Była mowa, że ma nie kupować prezentów, batonów albo nie zabierać do tesco? Nie było. No to o co chodzi? Logika faceta, który nie miał za dużo do czynienia z dziećmi ;)

      • rafill Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 13:54
        G...no prawda. Facet po prostu wie, jak należy postępować z kobietami :D Nawet tymi najmłodszymi :)))
        • zyg_zyg_zyg Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:08
          Myślisz, że myśli o rewanżu za jakieś.... hm.... 12 lat? :-)
          • rafill Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:21
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > Myślisz, że myśli o rewanżu za jakieś.... hm.... 12 lat? :-)

            A to facet nie może rozpieszczać kobietki tak bezinteresownie ? ;o
            Ale macie o nas zdanie :P
      • zyg_zyg_zyg Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:02
        Widzę to tak samo jak Sea.sea. Dałaś jedną konkretną instrukcję - nie kupuj lodów. Nie kupił. A Tobie nie pasuje, bo kiedyś coś mówiłaś o drobnych kłopotach z tym dzieckiem (niejedzenie, nagabywanie w sklepie), a on nie wziął sobie tego do serca, nie zapamiętał, nie wykorzystał.
        I jakoś dzwoni mi Twój odbiór całej sytuacji, Kotoshi, czyli "to jest walka o władzę". Może to Ty bardziej prowadzisz walkę o władzę w związku, niż Twój chłopak? Albo widzisz ją wszędzie, nie tylko tam, gdzie rzeczywiście jest?
    • rekreativa Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:13
      Babeczki powyżej mają rację.
      Kazałaś nie kupować lodów, nie kupił. Znaczy spełnił Twe życzenie, a Ty się pyrgasz, więc o co kaman???
      Było powiedzieć: nie kupuj jej niczego do jedzenia. Wtedy baton stanowiłby złamanie zakazu, a tak... według faceta czepiasz się nie wiadomo o co.
      • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:35
        Hej, dziewczyny, ale czy komunikat: "Nie kupuj jej lodów, bo jest przed obiadem?" naprawdę jest tak mało czytelny dla dorosłego mężczyzny?
        Przecież nie przewidzę wszystkiego, co można do jedzenie kupić dziecku! - myślałam, że to "zalecenie" było oczywiste!
        • rafill Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:38
          kotoshi napisała:

          > Hej, dziewczyny, ale czy komunikat: "Nie kupuj jej lodów, bo jest przed obiadem
          > ?" naprawdę jest tak mało czytelny dla dorosłego mężczyzny?
          > Przecież nie przewidzę wszystkiego, co można do jedzenie kupić dziecku! - myśla
          > łam, że to "zalecenie" było oczywiste!

          Tak, dla mężczyzny było oczywiste. Nie kupuj lodów. Nie kupił.
        • sea.sea Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:43
          A skąd miał wiedzieć, że przez lody rozumiesz wszystkie możliwe słodycze?
          Było powiedzieć "nie kupuj żadnych słodyczy".
          Albo "jak będzie głodna, kup jej jabłko".
          Albo "nie kupuj jej nic do jedzenia, za 45 minut będzie obiad, jak jej dasz cokolwiek, to nie zje obiadu".
          • marek.zak1 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:50
            Dziewczynka powiedział słodkim głosikiem: ,,Kup mi batona" i kupił. Dla mnie sprawa jest zupelnie nieistotna. Sprawa władzy w związku nie została rozstrzygnięta i każdy temat może jej słuzyć, także kto komu zrobi herbatę, czy na co pójść do kina. Bywa tak, że ludzie walczą ze sobą całe życie.
            Rada, w małych sprawach zawsze ustępuj, szkoda zdrowia.
            • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 19:03
              marek.zak1 napisał:

              > Dziewczynka powiedział słodkim głosikiem: ,,Kup mi batona" i kupił. Dla mnie sp
              > rawa jest zupelnie nieistotna. Sprawa władzy w związku nie została rozstrzygnię
              > ta i każdy temat może jej słuzyć, także kto komu zrobi herbatę, czy na co pójść
              > do kina. Bywa tak, że ludzie walczą ze sobą całe życie.
              > Rada, w małych sprawach zawsze ustępuj, szkoda zdrowia.

              Marku, to jest chyba bardzo dobra rada, dziękuję :)
        • rekreativa Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 14:53
          Tak, dla nas to oczywiste, a dla faceta nie. Miał nie kupować lodów, nie kupił, zadanie wykonał.
          Taka logika, co poradzisz.
    • kag73 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 15:13
      Jak dla mnie piekny obrazek, przeslodko. Naprawde. Wczuj sie w sytuacje, taki mlody facet z mala dziewczynak na spacerku/na wycieczce. Nie msz pojecia jak to jest. Mamy syna, maz go uwielbia. Syn ma kolegow, przychodza w odwiedziny, tata: ta, ta, bawcie sie, to i tamto, ale kochana jak przychodzi w odwiedziny jakas mala slodka dziewczyna, facet sie "rozplywa", zupelnie inny ton, zupelnie inne zachowanie. To musi byc biologia/natura juz od poczatku. Podobnie jak bywa maminsynek i corunia tatusia.
      Ja bym nie zrobila chyba afery o takie cos, bo facet spisal sie na medal a mala byla zachwycona. Do tego ma tyle lat, ze juz wie, ze to byl wyjatek, nowy wujek a nie codziennosc. Wielkie mi rzeczy obiad:))
      • rekreativa Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 15:22
        Dobrze poczytać takie posty.
        Gdybym tak w przyszłości jednak miała dziecko, to już będę wiedzieć, żeby go nigdy nie oddawać pod opiekę niani.
        • kag73 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 15:31
          rekreativa napisała:

          > Dobrze poczytać takie posty.
          > Gdybym tak w przyszłości jednak miała dziecko, to już będę wiedzieć, żeby go ni
          > gdy nie oddawać pod opiekę niani.

          A czemu? Co sie niby temu dziecku stalo? Bez przesady, raz nie zawsze, dwa nie wciaz. Sama pare lat zajmowalam sie dziecmi:)) Jakos nikt sie nie uskarzal.
          • hello-kitty2 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 15:43
            kag73 napisała:

            > rekreativa napisała:
            >
            > > Dobrze poczytać takie posty.
            > > Gdybym tak w przyszłości jednak miała dziecko, to już będę wiedzieć, żeby
            > go ni
            > > gdy nie oddawać pod opiekę niani.
            >
            > A czemu? Co sie niby temu dziecku stalo? Bez przesady, raz nie zawsze, dwa nie
            > wciaz. Sama pare lat zajmowalam sie dziecmi:)) Jakos nikt sie nie uskarzal.

            No pewno, luz, nie ma co przeginac w zadna strone, tu niania sie starala pewnie wywiazywac z zalecen ustalonych z mama wiec ladnie ale z dziecmi to sie nie da tak na sztywno lepiej podstepem typu malutki batonik, potem wyczerpujaca zabawa i moze jednak zglodnieje. A lala moze zostac u Ciebie, jak mala przychodzi to sie nia bawi zeby sie nie nudzila, jak nie chcesz, zeby matka sie gniewala. Chociaz trudno mi sobie wyobrazic by miala zal o prezent.
            • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 19:01
              hello-kitty2 napisała:
              > No pewno, luz, nie ma co przeginac w zadna strone, tu niania sie starala pewnie
              > wywiazywac z zalecen ustalonych z mama wiec ladnie ale z dziecmi to sie nie da
              > tak na sztywno lepiej podstepem typu malutki batonik, potem wyczerpujaca zabaw
              > a i moze jednak zglodnieje. A lala moze zostac u Ciebie, jak mala przychodzi to
              > sie nia bawi zeby sie nie nudzila, jak nie chcesz, zeby matka sie gniewala. Ch
              > ociaz trudno mi sobie wyobrazic by miala zal o prezent.

              Mała lalki za nic by nie zostawiła :) nawet nie próbowałam wczoraj jej nic takiego sugerować. Co do jej mamy - to nie chodzi o gniewanie się, to jest raczej taki typ osoby, która uznaje, że za coś kupionego dziecku powinna oddać pieniądze opiekunce (no może nie za lizaka czy gumę, ale wiadomo, o co chodzi); stara się nie stwarzać takich sytuacji i dlatego zawsze jestem zaopatrzona albo czasem mam od niej drobne na coś ("kup proszę 2 jogurty x")- zostawiam wtedy resztę z paragonem. Chodzi o to, że jej mama nie będzie się z tym dobrze czuła, znam ją trochę.
              • kag73 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 20:35
                Chodzi o to, że jej mama nie będzie się z tym dobrze czuła, znam ją
                > trochę.

                Co ty, mamie z usmiechem i na luzie powiedz "moj chlopak, wariat, koniecznie chcial mlodej kupic te lalke, bo jej sie tak spodobala. Spoko, nie zubozeje, jakby nie chcial albo nie mial kasy to by nie kupil. ucieszyl sie, ze moze dziecku sprawic radosc, to taki typ."
                • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 21:51
                  Kag, oddając Małą powiedziałam, że lalka i wszystkie słodycze są od mojego chłopaka, i że bardzo by mi zależało, żeby to przyjęła, bo chciał dziecku sprawić przyjemność. Myślę, że ten jeden raz nie będzie problemem (choć wiesz, jakie niektórzy mają zasady - są dumni i nie lubią prezentów, i trzeba to uszanować), ale też wiem, że lepiej nie byłoby tego powtarzać.
                  Zresztą dziecko już od progu zaczęło opowiadać, jak to było fantastycznie z wujkiem w sklepie, bo siedziała mu na plecach i pokazywała, co chce, on się podsuwał albo kucał, a ona wkładała to do koszyka (mniej więcej tak to było, choć zapewne jakieś ograniczenia były, inaczej mój chłopak potrzebowałby co najmniej 20 koszyków).
                  • mojemail3 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 22.07.13, 09:02
                    Kotoshi, odnoszę wrażenie, że od 19 roku życia próbujesz sobie budowac związek idealny, zakładając,że to zaprocentuje za kilka lat.
                    Nie chciałabym Cię namawiać do bezmyślności czy niefrasobliwości, ale takie zdarzenie nie mają szczególnie katastrofalnego wpływu na relacje, i ile się z "igieł wideł nie zrobi"...
                    Nie warto wszystkiego rozpatrywać pod kątem przeciągania liny w walce o władzę.
                    To nie Wasze dziecko, masz czas na bycie konsekwentną mamusią, jeszcze zdążysz i jeszcze Ci się to da we znaki...
                    Choć zdolności pedagogicznych nie można Ci odmówić, bo ja na studiach totalnie bez konsekwencji i na luzie zajmowałam się sporadycznie dziećmi koleżanek, a jakoś się wychowały mimo fatalnego wpływu akademikowych " baby sitter"...
                    • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 22.07.13, 10:55
                      mojemail3 napisała:
                      > Kotoshi, odnoszę wrażenie, że od 19 roku życia próbujesz sobie budowac związek
                      > idealny, zakładając,że to zaprocentuje za kilka lat.
                      > Nie chciałabym Cię namawiać do bezmyślności czy niefrasobliwości, ale takie zda
                      > rzenie nie mają szczególnie katastrofalnego wpływu na relacje, i ile się z "igi
                      > eł wideł nie zrobi"...
                      > Nie warto wszystkiego rozpatrywać pod kątem przeciągania liny w walce o władzę.
                      > To nie Wasze dziecko, masz czas na bycie konsekwentną mamusią, jeszcze zdążysz
                      > i jeszcze Ci się to da we znaki...
                      > Choć zdolności pedagogicznych nie można Ci odmówić, bo ja na studiach totalnie
                      > bez konsekwencji i na luzie zajmowałam się sporadycznie dziećmi koleżanek, a ja
                      > koś się wychowały mimo fatalnego wpływu akademikowych " baby sitter"...

                      Hej, nie wiem, skąd to wrażenie czy Ty sama w związkac z czasów studenckich wybiegałaś aż tak daleko w przyszłość? Nie wiem z kim będę za rok czy 10, ale to nie powod, żeby nie pracować nad związkiem, który mam w danym momencie.
                      No dobrze, nie zawsze mi to wychodzi :)
                      Znowu za literówki przepraszam, bo znowu jestem z Małą na basenie i dziś dzidzi- iuś kupiony w sobotę jest najważniejszy i wciąż zażywa kąpieli :) a ja robię trochę z a krawcową
          • marek.zak1 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 15:43
            Kiedys przeprowzadzono doświadczenie. Jednej grupie dzieci dawano jedzenie zgodnie z wiedzą naukowa, a druga brała ze stołu to, co chciała, Zgadnijcie, która się lepiej rozwijała?
            Własnie, ta druga.
            • rekreativa Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 15:51
              A co było na tym stole?
              Z jednej strony warzywa, owoce, a drugiej batony i chipsy?
            • zawle Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 15:59
              marek.zak1 napisał:

              > Kiedys przeprowzadzono doświadczenie. Jednej grupie dzieci dawano jedzenie zgod
              > nie z wiedzą naukowa, a druga brała ze stołu to, co chciała, Zgadnijcie, która
              > się lepiej rozwijała?
              > Własnie, ta druga.

              Z całą pewnością na stole nie stały słodycze, napoje podkręcające, fast-foody. Doczytaj...
          • rekreativa Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 15:57
            Ciekawe, czy byłabyś taka wyrozumiała, gdyby to Twoje zalecenia wobec Twojego dziecka ktoś łamał?
            Pomijając już, że dziecko zostawia się pod opieką niani, a nie jej chłopaków, krewnych, znajomych, czy komu tam jeszcze to dziecko przyjdzie niani ochota podrzucić.
            • kag73 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 16:01
              rekreativa napisała:

              > Ciekawe, czy byłabyś taka wyrozumiała, gdyby to Twoje zalecenia wobec Twojego d
              > ziecka ktoś łamał?
              > Pomijając już, że dziecko zostawia się pod opieką niani, a nie jej chłopaków, k
              > rewnych, znajomych, czy komu tam jeszcze to dziecko przyjdzie niani ochota pod
              > rzucić.
              No nie przesadzaj, milo z jej strony, ze pomogla babce w sobote, chociaz nie miala obowiazku, mogla olac i powiedziec "nie moge". Zostawila ja na 1,5 godzinki z zaufana osoba, nie dramatyzowalbym tak bardzo. Matka niezle by sie moze musial nagimnastykowac, zeby znalezc kogos do dziecka w sobote.
              • kag73 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 16:03
                A gdzie, 45 minut a nie 90.
              • aniuki Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 16:18
                oo gdyby tak się stało z naszymi dziećmi tz męża i moimi, to akurat ja bym machnęła ręką i na nieuzgodnione zastępstwo opieki, i na batonika (no pomijam tu alergię jednego z moich dzieci, bo to wiadomo że niewybaczalne by było)
                a mąż właśnie by się zbulwersował aż by mu uszami poszło
                jak to, ktoś nieznajomy? jakiś chłopak niani? jak to, a gdyby coś się stało, a gdyby to a tamto????????
                jest mocno przewrażliwiony

                oj musiałabym załagadzać sytuację
                chyba że to byliby znajomi, to oczywiście co innego
            • zawle Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 16:08
              ja myślę że problem jest dużo bardziej komplikowany. Mój były mąż potrafił cały dzień karmić dzieci słodyczami i innymi niezdrowymi rzeczami, bo dzieci chciały. Pozwalał im po zapaleniu płuc włazić na rozmarzające jezioro i wracać w przemoczonych do suchej nitki kombinezonach. Rozpuszczał dzieciaki go granic możliwości. Wracał z pracy właśnie wtedy gdy one przysypiały. On je rozbudzał, rano do przedszkola musiałam je ściągać ja. Brak zasad i nieumiejętność uszanowania cudzych to paskudna zasada. Ja oczywiście nie demonizowałabym po jednym razie, ale bacznie bym mu się przyglądała. Prawie każdy problem który potem jest przyczyną rozpadu rodziny jest widoczny wcześniej. Ale bagatelizowany. Bo to takie słodkie jest...prezenty kupił, dzieckiem się zajął. Zresztą daleka jestem od traktowania mężczyzn jak idiotów. No przecież to nie były lody....całą listę trzeba było mu zrobić i zapisać i u notariusza nadać mocy prawnej;))
              Bycie tą z zasadami w domu jest niezbyt przyjemne. Ja czułam się upokarzana takim jego zachowaniem. Zresztą, dzieci z rodzin w których są zasady lepiej sobie radzą w życiu.
              • marek.zak1 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 16:18
                Myslisz, że facet Kotoshi przez danie batona się nie nadaje do zwiazku. Został nakryty, że nie ma zasad.
                • zawle Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 16:22
                  marek.zak1 napisał:

                  > Myslisz, że facet Kotoshi przez danie batona się nie nadaje do zwiazku. Został
                  > nakryty, że nie ma zasad.

                  Nigdzie tego nie napisałam.
              • kag73 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 16:21
                Roznica jest taka, ze on nie jest ojcem tego dziecka i ogolnie w rodzinie troche inaczej krystalizuja sie pewne reguly i zasady. I facet, jezeli nie jest idiota, szybko zatrybia, ze nie tedy droga. Wiadomo, ze najwiecej sprzeczek i klotni(rowniez miedzy znajomymi) jest kwestia wychowywania dzieci, bardzo drazliwy temat
                Ten mlody gosciu tutaj, bez doswiadczenia, z mala dziewczynka ze slodkim glosikiem, nie potrafil odmowic. W zyciu rodzinnym toczy sie to czesto inaczej, bo ciagle powtarzajace sie hstorie mecza i ludzie dla wlasnej wygody nie pozwalaja na wszystko i trzymaja sie zasad.
                To, ze wiekszosc mezczyzn inaczej podchodzi do wychowania dzieci, jest dla mnie jasne, albo nie chca rozumiec, bo tak wygodniej, najwazniejsze to miec swiety spokoj i wszystko sie kreci albo nie zdawaja sobie sprawy ze swojego postepowania. W weikszosci przypadkow jednak po jakims czasie mozna im co nieco wdrozyc i jednak widza logicznosc w ustalaniu pewnych zasad i sie ich trzymaniu.
                Zawle, jak dla mnie Twoj Ex byl ekstremalnym przypadkiem, zachowywal sie tak, bo to nie on usial potem spijac konsekwencje swoich czynow.
                Mysle, ze najlepszy dla dzieci jest dom z pewnymi zasadami w sprawach bardzo waznych, reszte maja prawo negocjowac, moga probowac argumentowac i przekonac rodzicow.
            • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 18:51
              rekreativa napisała:
              > Ciekawe, czy byłabyś taka wyrozumiała, gdyby to Twoje zalecenia wobec Twojego d
              > ziecka ktoś łamał?
              > Pomijając już, że dziecko zostawia się pod opieką niani, a nie jej chłopaków, k
              > rewnych, znajomych, czy komu tam jeszcze to dziecko przyjdzie niani ochota pod
              > rzucić.

              Jej mama doskonale wiedziała, że dziecko będzie i ze mną i z moim chłopakiem, bo to sobota.
      • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 19:24
        kag73 napisała:

        > Jak dla mnie piekny obrazek, przeslodko. Naprawde. Wczuj sie w sytuacje, taki m
        > lody facet z mala dziewczynak na spacerku/na wycieczce. Nie msz pojecia jak to
        > jest. Mamy syna, maz go uwielbia. Syn ma kolegow, przychodza w odwiedziny, tata
        > : ta, ta, bawcie sie, to i tamto, ale kochana jak przychodzi w odwiedziny jakas
        > mala slodka dziewczyna, facet sie "rozplywa", zupelnie inny ton, zupelnie inne
        > zachowanie. To musi byc biologia/natura juz od poczatku. Podobnie jak bywa mam
        > insynek i corunia tatusia.
        > Ja bym nie zrobila chyba afery o takie cos, bo facet spisal sie na medal a mala
        > byla zachwycona. Do tego ma tyle lat, ze juz wie, ze to byl wyjatek, nowy wuje
        > k a nie codziennosc. Wielkie mi rzeczy obiad:))

        Wujek teraz oczywiście będzie najcudowniejszy na świecie :)
        Też mam nadzieję, że Mała traktuje wczorajsze zakupy jako wyjątek, bo inaczej wszyscy by z nią oszaleli (trzeba ją znać, ona działa w sklepach jak taki "mały odkurzacz", tyle że na co dzień nikt oczywiście na to nie pozwala). Przy tym jest strasznie słodka i być może jest coś w tym, Kag, co piszesz o biologii :)
        • kag73 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 20:55
          "inaczej wszyscy by z nią oszaleli (trzeba ją znać, ona działa w sklepach jak taki "mały odkurzacz", tyle że na co dzień nikt oczywiście na to nie pozwala".

          Uwierz mi, ona nie jest wielkim wyjatkiem prawie wszystkie dzieci tak robia. Ja mojemu malemu zanim wchodzilismy do sklepu mowilam "synu, idziemy tutaj kupic cos do jedzenia, nie bede ci kupowala zadnych zabawek ani niczego innego, wiec na mnie nawet nie wolaj, bo to nic nie da". Byl przygotowany, uniknelam wielu scen w sklepach. Albo mowilam wchodzac do spozywczaka: mozesz sobie wybrac jedna rzecz, tylko jedna. Albo zajmowlam go mowiac: pomoz mamie w zakupach, tak, poszukaj pomidorkow i takie tam.
          Kolezanka miala z kolei tak, ze wchodzila do sklepu, corcia pakowala do wozka co jej wpadlo w oko a kolezanka potem wszystko z wozka wyjmowala zanim podeszla do kasy.
    • yoric Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 17:23
      > gdy zrobiłam pewną rzecz inaczej, niż najpierw ustaliliśmy (przyznam, że z przekory)

      najwięcej we wpisie mówi mi ta linijka :)
      • marek.zak1 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 17:45
        To już w PRL-u było. ,,Strajk w stoczni to nie jest strajk o ceny szynki tylko o wladzę, kontrrewolucję" mówili komuniści i oczywiście mieli rację.
        Tak więc nie chodzi o batonik, tylko o to co kto może.
        • yoric Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 19:35
          Tak. A z widocznego na Forum opisu związku wynika, że tam strajk jest nie (tylko) o szynkę, ale po kolei o chleb, o masło i o salami. Oczywiście napięcie w zdrowych dawkach jest potrzebne, ale życie cały czas w okopach na dłuższą metę jest niezdrowe. Nawet partyzanci potrzebują urlopu.
          • kag73 Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 21:00
            Ja tam nie widze zadnej walki o wladze, calkiem normalne zycie jeden robi tak a inny tak, nie ma co przypisywac takim malostkom wielkiego znaczyenia(typu granice w zwiazku) i tyle.
            Albo tego roztrzasac. Facet byl w zupelnie nowej sytuacji, zrobil jak mu podpowiedzialo miekkie meskie serce. Wysluchal swojego, nastepnym razem moze bedzie ostrozniejszy zanim zrobi wszystko na opak:)
          • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 21.07.13, 21:34
            Yoric, Ty lubisz kobiety takie całkiem grzeczne, prawda? ;)
            • yoric Re: Kto ma rację? (granice w związku) 22.07.13, 02:50
              Nie lubię się szarpać.
              • yoric Re: Kto ma rację? (granice w związku) 22.07.13, 13:00
                Albo inaczej - wolę model związku, który jest jak spacer po parku natury, ogólnie przyjemny, z rzadkimi przerwami na emocje (typu niedźwiedź albo kładka nad przełęczą - niestety tu kończy mi się analogia ;)).
                Kiedy związek zaczyna wyglądać jak spacer po poligonie, w hełmie, na czworaka i z rzadkimi przerwami na rozejm - dla mnie to sygnał, żeby się odmeldować. Ale to moje preferencje - nie wątpię w istnienie także amatorów poligonu.
                • kotoshi Re: Kto ma rację? (granice w związku) 22.07.13, 16:57
                  Yoric, u nas na poligonie z reguły spokojnie jest (zresztą mój chłopak też chyba lubi spokój!), strzały słychać rzadko.
                  Poza tym są jeszcze gorsze wersje niż poligon, np. pola minowe ;)
    • potwor_z_piccadilly Re: Kto ma rację? A kto to wie ? 21.07.13, 19:25
      Z mało danych o osobie Twojego kawalera i Tobie samej.
      Ale jeden wniosek można z tej przygody wysnuć.
      Oj, niełatwo będzie jakiejś złośliwej babci wcisnąć temu dziecku płci żeńskiej nauk w rodzaju, "każdy chłop, to twój wróg wnusiu "

      > kotoshi napisała:

      > Czy możecie mi powiedzieć, kto ma tu rację?

      Nie możemy, bo przy tak nikłej ilości danych, krzywdę Wam jedynie możemy zrobić, a jedyną wygraną może tu zostać ta mała, rozmarzona dziewczynka.
      My nie możemy, ale Ty i Twoje/jego bliskie otoczenie tak, bo to Ty/oni znacie faceta, a jeśli mało go znacie, to macie szansę go poznać, a nawet twierdzę, że powinniście go poznać.
      A po co ?
      Ano po to, byś w jakieś bliżej nie określonej przyszłości, nie musiała wysłuchiwać wyśwechtanej formułki "widziały gały co brały".
      Pozdrawiam.

    • kutuzow Źle zidentyfikowałaś problem (do Kotoshi) 22.07.13, 10:15
      Kotoshi --> to nie jest kwestia władzy w związku, to raczej kwestia dwóch innych problemów.
      Pierwsze to KOMUNIKACJA w związku. Ponieważ przykład z dzieckiem jest dla Ciebie z gatunku tych co to każdy powinien wiedzieć/rozumieć, pozwól że pokaże Ci analogiczną sytuację bez tej emocjonalnej otoczki (związanej z dzieciakami).

      Załóżmy że miałaś w weekend zaopiekować się samochodem koleżanki, miałaś jechać z nim na myjnie i na stację benzynową. Coś Ci wypadło więc poprosiłaś swojego faceta żeby się tym zajął w zastępstwie. Przekazujesz mu info iż ma nie tankować tylko benzyny 95 oktanów bo po niej auto słabo jeździ (przyzwyczajone do LPG a benzyne ma tylko do rozruchu).

      Twój facet był na stacji, umył auto, ale widzisz że:
      - zatankował je (mówi że benzyną 98, a nie 95 i że na tej będzie lepiej jeździło)
      - dodatkowo kupił jeszcze choinkę zapachową i komplet nowych dywaników
      -Dostaje więc "zjebkę" że źle się zajął samochodem, bo przecież TY chciałaś żeby to było zupełnie inaczej.

      Czy przy tym opisie widzisz, że problem leży w precyzyjnym przekazaniu oczekiwań?
      Wystarczyło powiedzieć żeby WCALE nie tankował (w przykładzie), albo żeby nie kupował NIC DO JEDZENIA w Twej przygodzie z dzieckiem i sprawa byłaby jasna. Sorry, ale to ty byłaś nieprecyzyjna i jeszcze masz o to pretensje.

      Druga kwestia -WDZIĘCZNOŚĆ za przysługę.
      Mam osobiście takie podejście, że jeśli ktoś nam POMAGA, to nie możemy wymagać od niego tak jak by to była jego praca/obowiązek. Jeśli ktoś Ci pomaga np. posprzątać w domu (bo sama jesteś zarobiona), to nie wytykasz mu chyba potem że okna to źle umyte bo mają smugi, na podłodze to widziałaś jakieś plamy, a zasadniczo mopa to się inaczej wyżyma bo tak mniej chlapie. Przyznasz chyba że po takiej liście uwag taka osoba dwa razy by się zastanowiła nim by Ci chciała pomóc.
      Przy pomocy przy dziecku obowiązuje ta sama zasada. To Twój chłopak pomaga TOBIE i za to powinnaś być mu wdzięczna (pomijam formę rewanżu którego pewnie oczekiwał sądząc po jego opisie który tutaj przedstawiasz ;-)

      Jeśli uważasz że wywiązał się źle, to zamiast narzekać następnym razem po prostu nie proś go o taką pomoc. Wiąże się to oczywiście z rezygnacją z Twoich planów (czyli w tym przypadku nie poszłabyś do fryzjera), ale niestety coś za coś.
      • kotoshi Re: Źle zidentyfikowałaś problem (do Kotoshi) 22.07.13, 16:52
        Kutuzow, dziękuję Ci za Twoją wypowiedź. Co do tego nieprecyzyjnego przekazania oczekiwań - tu się można sprzeczać, co i na ile jest oczywiste w danej sytuacji (moim zdaniem niezapychanie dziecka przed obiadem było oczywiste, jego zdaniem nie).
        Jednak owszem, do braku wdzięczności z mojej strony przyznaję się. Przyznałam to zresztą sama przed sobą wczoraj (po przemyśleniu i w dużej części po przeczytaniu wczorajszych odpowiedzi na mój wątek). Jednym słowem: jeśli nawet z czymś tam w sobotę nawalił, to starał się. Przy tym podczas kłótni mój chłopak twierdzi, że jeśli nawet on sam ma „zapędy” do decydowania za dwoje (mój zarzut), to stara się z tym walczyć, a ja jestem (podobno) zacięta :)
        Ale wczoraj pogodziliśmy się oczywiście - i to ja wyciągnęłam rękę na zgodę (także przyznałam się do błędu). Nie wiem tylko, czemu potrzebne (?) są takie burze…
        • realistka2008 Re: Źle zidentyfikowałaś problem (do Kotoshi) 23.07.13, 00:10
          kotoshi napisała:

          > Nie wiem tylko, czemu potrzebne (?) są takie burz
          > e…

          A nie sa one przypadkiem potrzebne wlasnie Tobie?
          Wybacz, ale dla mnie to jakis kosmos, zeby taka pierdule roztrzasac na pol strony forum, w takich szczegolach, analizowac i doszukiwac sie niewiadomo czego.
          Wyluzuj nieco dziewczyno, przestan sie czepiac faceta o pierduly to i takich burz mniej bedzie. No chyba ze tak wlasnie lubisz.
          • kotoshi Re: Źle zidentyfikowałaś problem (do Kotoshi) 23.07.13, 08:02
            realistka2008 napisała:> Wybacz, ale dla mnie to jakis kosmos, zeby taka pierdule roztrzasac na pol stro
            > ny forum, w takich szczegolach, analizowac i doszukiwac sie niewiadomo czego.
            > Wyluzuj nieco dziewczyno, przestan sie czepiac faceta o pierduly to i takich bu
            > rz mniej bedzie. No chyba ze tak wlasnie lubisz.

            Ty masz inne problemy, ja mam inne, Ciebie śmieszą moje, a mnie może Twoje wydałyby się śmieszne.
Pełna wersja