losowylogin
21.07.13, 13:05
Bo tak: zbierając cięgi za to, że jej zainteresowanie fizyczną bliskością biorę za przejaw chęci na seks - i na dodatek mając libido w zaniku - przestałem sobie zawracać głowę tymi domniemanymi przejawami. I teraz też jest źle, bo się nią nie interesuję.
Przestałem się orientować, kiedy jest globus, kiedy jest pms, kiedy jest okres a kiedy nie ma ochoty. Roboczo przyjąłem że chwile kiedy ma są raczej rzadkie i nie uważam, żeby to było moje zadanie zgadywać, kiedy to akurat jest ten moment. Jak będzie potrzebowska to się sama zgłosi (to żart rzecz jasna, nie zgłosi się, będzie narzekać że się nią nie interesuję).
Kilkanaście lat seksu jako źródła frustracji zrobiło swoje. Najgorsze, że nawet jak ten seks jest to w sumie wolałbym żeby go chyba nie było. Żadne nie ma odwagi głośno powiedzieć, że przyczyna jest taka, że obojgu taki seks nie daje satysfakcji. Oczywiście wiem, że nie każdy nie zawsze ma ochotę na to samo, w końcu sypialnia to nie Mc Donald i można sobie to menu modyfikować do woli. A ja mam przecież takie raczej normalne potrzeby: chciałbym poczuć czyjś dotyk na własnym członku, bo moja ręką mi się nieco już opatrzyła. Chciałbym żeby mi ktoś czasem zrobił lodzika, żeby z aprobatą odniósł się do moich prac ustami. "Nie, nie lubię, nie mam ochoty, nie lubię jak się mnie do czegoś zmusza".
Rączka w górę kto znajduje frajdę w szablonowym seksie z zawsze taką samą grą wstępną, gdzie rola faceta polega na tym, żeby kobietę obsłużyć. Z jej śladowym zaangażowaniem.
Zaczynam się rozglądać za kochanką. Mam dość.