Być jak Marylin Monroe

25.07.13, 12:19
Tzn. być pożądaną przez mężczyzn, adorowaną, być przedmiotem ochów i achów, wzwodów i nocnych polucji;) oraz w alternatywie do bycia szarą myszą. Tu mnie zainspirowały rozterki nieszczęsnej elviry, które mają niestety miejsce w zupełnie nieodpowiednim momencie, gdy powinna się cieszyć rodziną i dzieckiem (co jest naprawdę marzeniem wielu) a musi się borykać z rozterkami niepewności co do swojej seksualności z okresu który powinien się zaczynać i kończyć u nastolatków i oczywiście tu wini męża.
Chcę otworzyć dyskusję z pytaniem czy to takie fajne(tj. frustracje i nieszczęścia kobiet które uosabia przysłowiowa Marylin, Malena a których szare myszki nie znają). Co te, marzące o byciu adorowaną mają? Do jakich emocjonalnych problemów, operacji, wydatków, prowadzi obsesja, zazdrość i niepewność seksualna u kobiet i jak uniemożliwia im normalne życie, niszczy zdolność do cieszenia się tym, co się ma. Czy aby dążycie do tego co was uszczęśliwi? czy znacie drugi koniec kija? Kolejne pytanie, czy kobiety pragnące obsesyjnie bycia pożądanymi obok potwierdzenia bycia kobietą nie robią tak z braku innych możliwości zaistnienia? Wiadomo że kobiety jak Wanda Rutkiewicz która z pierwszą brygadą kobiecą zdobyła Nanga Parbat nie będą szukały potwierdzenia w taki sposób bo nie muszą - one nie szukają potwierdzenia przez identyfikacje z męskim pożądaniem tylko przez zewnętrzne sukcesy. Przecież Wanda Rutkiewicz też pewnie uprawiała seks ale ciężko ją podejrzewać o myśli samobójcze bo mąż jej nie pożąda. Zmieniała mężów więc z tego powodu też by tak zrobiła. Przecież nie była niewolnikiem kwestii przyziemnych jak opinia otoczenia, lęki o przetrwanie, problemy z wizerunkiem itd.
Teraz przejdźmy do winy męża. Przecież mąż nie pożąda to nie jego wina, nie jest to też wina żony. To niczyja wina:)
Pouczająca jest historia Marylin Monroe i jej drugiego męża Joe Dimaggio .
Marylin była otwarta seksualnie i odważna jak na tamte czasy. Pokazała majtki w słomianym wdowcu. Zarabiała na wizerunku seksbomby z czym nie mógł się pogodzić jej tradycyjny włoski mąż, który w codziennym życiu zaczął deprecjonować rozbuchaną seksualność Marylin która tak go zauroczyła na początku Nie wiemy czy ta deprecjacja zaowocowała problemami seksualnymi ale z różnych źródeł które czytałam, wiem że tło nieporozumień polegało na tym że Dimaggio był typem zazdrośnika i który pewnie nie chce by żona robiła mu laskę bo jak ona potem będzie całować jego dzieci.
Marylin szybko się przekonała że ona nie nadaje się na tradycyjną żonę, która będzie gotować lasagne podczas gdy mąż i jego koledzy będą oglądali w telewizji mecze. Nawet Marylin została po prostu potraktowana zgodnie z gotowym wizerunkiem żony której skrypt ma w głowie tak a nie inaczej wychowany mężczyzna. Nie chciała się godzić na rolę nudnej karmicielki i tej aseksualnej mammy. Więc czemu wy myślicie że to wasza nieatrakcyjność a nie skrypt powoduje waszą aseksualność w związku?
Kolejny mąż Arthur Miller, trafił się Marylin kiedy ona już miała powoli dosyć wizerunku bezmózgiej dupy, chciała dziecka i rodziny - przekonała się jednak że zupełnie inaczej widzi ją mąż i za co innego podziwia, niestety już ten podziw na tym etapie przestał jej wystarczać.
Jakie miała rozterki przed śmiercią wiemy doskonale. Jest najlepszym dowodem że problemów emocjonalnych, z brakiem samoakceptacji nie rozwiążą nawet miliony mężczyzn pragnących iść z tobą do łóżka. Oczekiwanie że mężczyzna rozwiąże ten problem adoracją jest utopią. Każdy musi sam rozwiązać problem ze swoimi dążeniami i wizerunkiem.
    • hello-kitty2 Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 12:55
      that.bitch.is.sick napisała:

      Jest najlepszym dowodem że
      > problemów emocjonalnych, z brakiem samoakceptacji nie rozwiążą nawet miliony m
      > ężczyzn pragnących iść z tobą do łóżka. Oczekiwanie że mężczyzna rozwiąże ten p
      > roblem adoracją jest utopią.

      Jednego tu na forum nie potrafie zrozumiec juz od lat. Jak kobiety pragna byc pozadane i adorowane i w konsekwencji miec seks to interpretuje sie to ich problemami emocjonalnymi (a jakimi dokladnie?) i brakiem samoakceptacji. A jak mowimy o tej samej potrzebie w przypadku mezczyzn, gdy wprost przyznaja sie, ze bez tego czuja sie niedowartosciowani i ich samoocena im spada to nie interpretujemy tego ich problemami emocjonalnymi i barkiem samoakceptacji? Dlaczego wobec kobiet jestesmy bardziej krytyczni w tej kwestii? Dlaczego mezczyna ma prawo i nie jest to naganne dowartosciowywac sie damskim pozadaniem, a kobieta dowartosciowujaca sie meskim pozadaniem jest skrzywiona emocjonalnie? To moze mowmy o kazdym czlowieku pragancym odczuwac pozadanie ze strony partnera, ze ma problemy emocjonalne i brak samoakceptacji.
      • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:05
        hello-kitty2 napisała:
        .
        >
        > Jednego tu na forum nie potrafie zrozumiec juz od lat. Jak kobiety pragna byc p
        > ozadane i adorowane i w konsekwencji miec seks to interpretuje sie to ich probl
        > emami emocjonalnymi (a jakimi dokladnie?) i brakiem samoakceptacji. A jak mowim
        > y o tej samej potrzebie w przypadku mezczyzn, gdy wprost przyznaja sie, ze bez
        > tego czuja sie niedowartosciowani i ich samoocena im spada to nie interpretujem
        > y tego ich problemami emocjonalnymi i barkiem samoakceptacji? Dlaczego wobec ko
        > biet jestesmy bardziej krytyczni w tej kwestii? Dlaczego mezczyna ma prawo i ni
        > e jest to naganne dowartosciowywac sie damskim pozadaniem, a kobieta dowartosci
        > owujaca sie meskim pozadaniem jest skrzywiona emocjonalnie? To moze mowmy o kaz
        > dym czlowieku pragancym odczuwac pozadanie ze strony partnera, ze ma problemy e
        > mocjonalne i brak samoakceptacji.

        Nie chodzi o dowartościowywanie, tylko gdy to się staje obsesją i treścią życia.
        • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:06
          Zresztą gdzie jest zjawisko że mężczyzna czuje się szarą myszką przez to że mu żona nie daje?:) Nie spotkałam się.
          • hello-kitty2 Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:25
            that.bitch.is.sick napisała:

            > Zresztą gdzie jest zjawisko że mężczyzna czuje się szarą myszką przez to że mu
            > żona nie daje?:) Nie spotkałam się.

            Szara myszka czy wycieraczka, zwal jak zwal.
            • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:34
              hello-kitty2 napisała:

              > that.bitch.is.sick napisała:
              >

              >
              > Szara myszka czy wycieraczka, zwal jak zwal.

              Chyba pantofel? :)Pantofli na tym forum traktujemy jako osoby które maja ewidentny problem z samoakceptacją. Jednak ten problem polega na czymś innym niż u szarej myszki i braku adoracji.
        • zyg_zyg_zyg Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:19
          > Nie chodzi o dowartościowywanie, tylko gdy to się staje obsesją i treścią życia

          Co jest dziwnego w tym, że dotkliwy głód może stać się obsesją i przypominać o sobie na każdym kroku? I przesłaniać inne, wielkie dary od losu?
          Czy gdyby Wandzie Rutkowskiej zabrać jej góry, to myślisz, że dałaby radę zastąpić to zajebistym seksem z mężem czy też miłością swojej matki?
          • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:25
            zyg_zyg_zyg napisała:


            >
            > Co jest dziwnego w tym, że dotkliwy głód może stać się obsesją i przypominać o
            > sobie na każdym kroku? I przesłaniać inne, wielkie dary od losu?
            > Czy gdyby Wandzie Rutkowskiej zabrać jej góry, to myślisz, że dałaby radę zastą
            > pić to zajebistym seksem z mężem czy też miłością swojej matki?

            Mówimy o kompleksie szarej myszki a nie potrzebach seksualnych. Potrzeb seksualnych nikt nie kwestionuje.
            • zyg_zyg_zyg Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:42
              A może poczucie gorszości wynika również z porównywania się do innych? Nie masz tego, co bardzo chciałabyś mieć, czego potrzebujesz, o co bezskutecznie starasz się i zabiegasz, chociaż dla innych jest to dostępne w każdej chwili i na wyciągnięcie dłoni?

              Jeśli cała klasa pierwszaków przynosi na drugie śniadanie kanapkę z szynką, batona i soczek, a Ty masz suchą bułkę, to oprócz tego, że możesz czuć się głodna, to możesz czuć się też gorsza. Nawet jak z matmy nikt Ci nie podskoczy. Chociaż to nie Twoja wina - przynosisz po prostu to, co dostajesz w domu.

              • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:51
                zyg_zyg_zyg napisała:

                > A może poczucie gorszości wynika również z porównywania się do innych? Nie masz
                > tego, co bardzo chciałabyś mieć, czego potrzebujesz, o co bezskutecznie staras
                > z się i zabiegasz, chociaż dla innych jest to dostępne w każdej chwili i na wyc
                > iągnięcie dłoni?
                >
                > Jeśli cała klasa pierwszaków przynosi na drugie śniadanie kanapkę z szynką, bat
                > ona i soczek, a Ty masz suchą bułkę, to oprócz tego, że możesz czuć się głodna,
                > to możesz czuć się też gorsza. Nawet jak z matmy nikt Ci nie podskoczy. Chocia
                > ż to nie Twoja wina - przynosisz po prostu to, co dostajesz w domu.

                Jeśli umówimy się że stan normalny, to ugruntowana opinia na swój temat, to dorosły człowiek wie jak wygląda, wie czy jest atrakcyjny czy nie. czyli czy dysponuje suchą bułką, czy wypas śniadankiem:) i stan zaakceptował albo zmienił (bo trzeciej drogi brak). A moim zdaniem nienormalny stan jest, kiedy ta opinia na swój temat buja się w zależności od tego co mi kto powie. Dziś on zwrócił na mnie uwagę - widocznie jestem ładna. Jutro on usiadł przy forum - czuję się jak mysza. To jakaś bzdura, można wylądowac u psychiatry i zamęczyć drugą osobę.
                • zyg_zyg_zyg Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:32
                  > Jeśli umówimy się że stan normalny, to ugruntowana opinia na swój temat, to dor
                  > osły człowiek wie jak wygląda, wie czy jest atrakcyjny czy nie. czyli czy dyspo
                  > nuje suchą bułką, czy wypas śniadankiem:) i stan zaakceptował albo zmienił (bo
                  > trzeciej drogi brak).

                  A moim zdaniem to jednak trochę zależy od czynników zewnętrznych. Bo atrakcyjność nie jest do końca stanem obiektywnym - różne przecież bywają standardy atrakcyjności, różne u różnych ludzi. Są miejsca, gdzie nas chcą, są miejsca, gdzie nas nie chcą. Jasne - nie należy się pchać w te drugie, ale one istnieją.

                  Skąd wiesz, że jesteś atrakcyjna? Kiedy i na jakiej podstawie ugruntowała się w Tobie taka opinia na swój temat? Nie potrzebowałaś/nie potrzebujesz do tego innych ludzi? Np. strażnika miejskiego, który za jeden Twój uśmiech zdejmuje Ci blokadę z koła? ;-) Rozumiem, że gdybyś zapłaciła mandat, to Twoje poczucie własnej wartości by nie ucierpiało. Ale gdybyś zaczęła nagle być przezroczysta dla każdego (powiedzmy) mężczyzny, to co to by miało znaczyć to, że jestes atrakcyjna?
                  • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 15:22
                    Oczywiście, że wpierw musisz dostać jakies info od otoczenia, żeby ugruntować swoją opinię na temat własnej atrakcyjności. Musisz po prostu wiedzieć, co w Twoim kręgu kulturowym jest uznawane za atrakcyjne. Dalej masz lustro, patrzysz i jesteś w stanie ocenić, na ile odbiegasz od wzorca. Reakcje innych ludzi mogą Cię utwierdzać w tym, co widzisz.
                    Problem polega na tym, że wiele jest kobiet, które nie wyrosły w normalnym, akceptującym je środowisku i nie potrafią realnie ocenić swoich walorów, nie tylko fizycznych. To raz.
                    Dwa, że sporo jest ludzi, którzy potrafią ocenić, ale nie potrafią zaakceptować.
                    Trzy, znowu sporo takich kobiet, które przekonano, że ich wygląd to ich jedyny atut.
                    Wszystko to może sprawić, że poczucie własnej wartości nie zostaje ugruntowane, tylko waha się w zależności od tego, co kobieta usłyszy. Policjant nie wypisze jej mandatu, to będzie chodzić uśmiechnięta, bo taka jest super laska. Ale następnego dnia inny facet nie zareaguje na jej kokieterię i będzie rozpacz i oglądanie przed lustrem siebie na golasa, czy przypadkiem nie przybyło fałdek, albo cellulitu.
                    Bo taka kobieta traktuje mężczyznę jak lustro, a ponieważ mężczyzn jest wielu i są rozmaici, to raz zobaczy w tym lustrze seksbombę, a raz paszteta. I to nie jest dobre.
                    • zawle Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 16:53
                      rekreativa napisała: > Trzy, znowu sporo takich kobiet, które przekonano, że ich wygląd to ich jedyny
                      > atut.

                      Myślę że są to głownie kobiety określające siebie przez pryzmat mężczyzny. Te które będąc same, nie istnieją.
                    • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 17:18
                      rekreativa napisała:

                      > Bo taka kobieta traktuje mężczyznę jak lustro, a ponieważ mężczyzn jest wielu i
                      > są rozmaici, to raz zobaczy w tym lustrze seksbombę, a raz paszteta. I to nie
                      > jest dobre.

                      Ja ad vocem, panie pośle. W odpowiedzi na Pańską filipinkę pragnę zauważyć, iż, albowiem, owóż, raz ujży w tym lustrze przepastnym co się męską żądzą nazywa sto pasztetów i jedną bombę, a raz sto bomb i jednego biednego paszteta. Takiego pasztecika biednego, co to z bliska bardziej kwaśne winogrono przypomina. Może chodzi zatem o proporcję w tej militarno-spożywczej mieszaninie ?
                      • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 17:27
                        Proporcje... hm.
                        Czyli jeśli 70% facetów mnie uzna za pasztet, a 30% za super laskę, to powinnam sama uznać się za pasztet?
                        • zawle Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 17:31
                          rekreativa napisała:

                          > Proporcje... hm.
                          > Czyli jeśli 70% facetów mnie uzna za pasztet, a 30% za super laskę, to powinnam
                          > sama uznać się za pasztet?

                          zawsze jest inna droga. 70% to idioci, a 30% fajni faceci. Na tym polega dojrzałość;)))
                          • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 17:33
                            Po prostu targetować (że tak brzydko spolszczę) w te 3o%. A resztę olać.
                            W końcu nawet Angelina Jolie nie podoba się wszystkim, c'nie?
                            • zawle Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 17:43
                              Masz rację. Nawet wtedy można powiedzieć że się ma powodzenie ( bez dodawania " w grupie docelowej"). Ale ..bo zawsze jest jakieś ale...gdzie tu ten osławiony wybór?
                            • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 17:47
                              rekreativa napisała:

                              > Po prostu targetować (że tak brzydko spolszczę) w te 3o%. A resztę olać.
                              > W końcu nawet Angelina Jolie nie podoba się wszystkim, c'nie?

                              Rzecz w tym, że funkcjonujemy w jakiejś kulturze. Chcąc nie chcąc obcujemy z jej przedstawicielami. Drogi do bycia uznanym za piękną są dwie - albo próbować się dostosować do wyznawanych przez zbiorowość wzorców, albo zmienić zbiorowość z którą się obcuje :)
                              Nie da się ignorować negatywnych sygnałów z otoczenia, jeśli są powszechne i stanowią lwią część całości. To mrzonki.
                              • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 18:03
                                " Nie da się ignorować negatywnych sygnałów z otoczenia, jeśli są powszechne i st
                                > anowią lwią część całości. To mrzonki."

                                Mówisz tak, jakby ludzie chodzili za Tobą i walili prosto w Twe oczy, że jesteś brzydki, gruby i beznadziejny.
                                Lwią część negatywnych sygnałów to może odbierać osoba, która jest zdeformowana (jest np. poparzona, albo cierpi na naczyniaka) i na której widok na każdej twarzy sie mimowolnie i automatycznie odmaluje "o, kurwa!"
                                Kiedy wyglądasz normalnie, ale bez szału, to zdecydowana większość ludzi po prostu Cię ignoruje. Tak samo jak Ty ich ignorujesz i też nie przyglądasz się z zachwytem każdej mijanej spódnicy.
                                Może przyjemniej by było, gdyby 80% lasek się do Ciebie kokieteryjnie uśmiechało, ale trudno, to pewnie nawet Brad Pitt tak nie miał, zanim został sławny :D
                                To trzeba po prostu przyjąć na klatę: nie jestem Bradem Pittem, może znajdzie się jakaś jedna, albo 2 fajne dziewczyny, które będą za mną sikały po nogach, ale nigdy nie będzie to tłum.
                                Jasne, można też dostosowywać się do wzorców, ale to ma ostre ograniczenia. Bo w sumie co możesz zrobić prócz schudnięcia? Jak masz 1, 70, to se nie urośniesz. Jak masz wątłą , drobną budowę kostną, to żebyś zapierniczał na siłce po 20 godzin na dobę, nie zrobisz masy jak atleta. I co? Chcesz się mimo to katować i frustrować, czy po prostu znaleźć dziewczynę, której się podobają drobne szczuplaki?
                                • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 18:59
                                  oj nie deprecjonuj pracy nad soba, mozna zrobic naprawde wiele ze swoim cialem. wlasciwie wszystko mozna zmienic oprocz twarzy i wzrostu.
                                  • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 19:47
                                    Nie deprecjonuję pracy nad sobą. Tylko że po pierwsze niektórzy oceniają, co można poprawić nierealnie i zamiast zadowolenia czeka ich jedynie frustracja.
                                    Po drugie zbyt dużą wagę/nadzieję pokładają w tychże zmianach. Coś w rodzaju: zrobię sobie cycki/ nos/ napakuję bicepsy/ wyprostuję zęby i nagle wszystko będzie inaczej: płeć przeciwna będzie walić drzwiami i oknami, szef da podwyżkę, a teściowa stanie się słodka.
                                    • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 23:53
                                      rekreativa napisała:

                                      > Nie deprecjonuję pracy nad sobą. Tylko że po pierwsze niektórzy oceniają, co mo
                                      > żna poprawić nierealnie i zamiast zadowolenia czeka ich jedynie frustracja.
                                      > Po drugie zbyt dużą wagę/nadzieję pokładają w tychże zmianach. Coś w rodzaju: z
                                      > robię sobie cycki/ nos/ napakuję bicepsy/ wyprostuję zęby i nagle wszystko będz
                                      > ie inaczej: płeć przeciwna będzie walić drzwiami i oknami, szef da podwyżkę, a
                                      > teściowa stanie się słodka.

                                      Niekoniecznie. Najwięcej problemu sprawia zmiana zachowania, która idzie za zdobytymi walorami. Ale sama zmiana zachowania to też za mało. To musi iść w parze.
                                  • mojemail3 Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 21:17
                                    rafill napisał:

                                    > "oj nie deprecjonuj pracy nad soba, mozna zrobic naprawde wiele ze swoim cialem.
                                    > wlasciwie wszystko mozna zmienic oprocz twarzy i wzrostu"

                                    Katastrofa...mam 155 cm...ale, ale zapuszczę sobie wąsy!!!

                                    A na temat Marylin, pózniej, fascynuje mnie Ona jako zjawisko od młodzieńczych lat...

                                    Najmi
                        • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 17:42
                          rekreativa napisała:

                          > Proporcje... hm.
                          > Czyli jeśli 70% facetów mnie uzna za pasztet, a 30% za super laskę, to powinnam
                          > sama uznać się za pasztet?

                          Przecież to statystyka kreuje normę. Ładne / brzydkie, to pojęcia względne, które podlegają ocenie właśnie w oczach jakiejś realnie istniejącej zbiorowości, istniejącej w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni, i jako takie nie mogą być rozpatrywane od niej odrębnie. Uważasz, że istnieje obiektywne piękno ?
                          Obiektywnie można jedynie określić wzorce tego piękna, które zmieniają się w zależności od epoki i położenia geograficznego. Są też silnie związane z naszą ewolucją jako gatunku. Można też pokusić się o określenie, jak dalece przystaje się do tych wzorców.
                          • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 18:21
                            " Obiektywnie można jedynie określić wzorce tego piękna, które zmieniają się w za
                            > leżności od epoki i położenia geograficznego. Można też pokusić się o określenie, jak dalece przystaje s
                            > ię do tych wzorców."

                            No i o tym właśnie mówiłam. Masz jakiś wzorzec, pokrój ogólny, że tak powiem i się porównujesz. Chodzi o to, żeby nie wpadać w czarną rozpacz, kiedy to porównanie wypadnie na naszą niekorzyść, żeby mieć tę świadomość, iż jest mnóstwo ludzi, którzy mają gusta niewzorcowe. I że nasz wygląd to nie jest wszystko.
                            Rozumiesz? Mówisz sobie: nie jestem Adonisem. I żebyś teraz nie szedł się wieszać, tylko powiedział: I co, kuźwa, z tego?
                            I właśnie dlatego, że nie istnieje obiektywne piękno, a nawet wzorzec nie jest jeden (bo w jednym środowisku wzorcem będzie Anja Rubik, a w innym Monica Belluci), to nie ma się co specjalnie przejmować własnym wyglądem. Szczególnie, kiedy ten wygląd nie jest wcale tragiczny, tylko po prostu przeciętny. (a powiedzmy sobie szczerze, większość zakompleksionych osób wyolbrzymia swoje rzekome wady jak cholera. Ja przynajmniej nigdy się jeszcze nie spotkałam z sytuacją, by było naprawdę tak źle, jak osoba to przedstawiała).
                            Sadzę w tej chwili banały, ale tak to już jest, że banały to sama prawda (czy odwrotnie?) Atrakcyjność to znacznie więcej niż wygląd. Ja sobie lubię pooglądać wyrzeźbione sześciopaki, ale żaden z chłopaków/facetów, w których się śmiertelnie bujałam, takowego nie posiadał. I tak to właśnie jest w rzeczywistości.
                            • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 20:20
                              10/10.
                              trafione w środek tarczy :)

                              a w ogóle to fajna dyskusja wyszła, oby tylko nie rozlazła się na boki za sprawą Najbardziej Gadatliwego Dyskutanta tego forum ;)
                              • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 22:40
                                zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:

                                > 10/10.
                                > trafione w środek tarczy :)
                                >
                                > a w ogóle to fajna dyskusja wyszła, oby tylko nie rozlazła się na boki za spraw
                                > ą Najbardziej Gadatliwego Dyskutanta tego forum ;)

                                Zatem dziękujemy panu żorżykowi za wielce merytoryczną uwagę w temacie wątku.
                                10/10.
                      • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 29.07.13, 10:38
                        rafill napisał:


                        >
                        > Ja ad vocem, panie pośle. W odpowiedzi na Pańską filipinkę pragnę zauważyć, iż,
                        > albowiem, owóż, raz ujży w tym lustrze przepastnym co się męską żądzą nazywa s
                        > to pasztetów i jedną bombę, a raz sto bomb i jednego biednego paszteta. Takiego
                        > pasztecika biednego, co to z bliska bardziej kwaśne winogrono przypomina. Może
                        > chodzi zatem o proporcję w tej militarno-spożywczej mieszaninie ?

                        Czy nic z historii marylin nie wyciągnąłeś? Marylin miała niską samoocenę i huśtawki nastrojów a miliony mężczyzn potwierdzało że jest seksbombą. To nie w tym rzecz rafill
                        • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 31.07.13, 11:56
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > Czy nic z historii marylin nie wyciągnąłeś? Marylin miała niską samoocenę i huś
                          > tawki nastrojów a miliony mężczyzn potwierdzało że jest seksbombą. To nie w tym
                          > rzecz rafill

                          Marylin wcinała barbiturany jak cukierki, miała deprechę, więc była trochę oderwana od rzeczywistości.
                          Niemniej - chyba przyznasz, że lasce, która urodziła się z rewelacyjnymi genami pod kątem urody jest nieco łatwiej poczuć się atrakcyjną, niż takiej której w wypadku urwało nogi albo spadł na nią kontener kwasu azotowego ? :)
                          I co - może taka kaleka znajdzie sobie środowisko, które będzie ją wielbić i pragnąć ? Ciekawe jak się może dowartościować pod kątem atrakcyjności ?
                          Pomijając wypadki - są sytuacje trudne i trudniejsze, chociaż kobieta generalnie pod kątem atrakcyjności ma dużo łatwiej. Praktycznie zawsze, taki układ, cóż zrobić.
                          • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 31.07.13, 12:06
                            "kobieta generalni
                            > e pod kątem atrakcyjności ma dużo łatwiej. Praktycznie zawsze, taki układ"

                            Strasznie przesadzasz, rafill.
                            • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 31.07.13, 12:12
                              rekreativa napisała:

                              > Strasznie przesadzasz, rafill.

                              Doprawdy ? Zatem dlaczego kobiety nagminnie eksploatują swoją atrakcyjność seksualną w celach manipulacyjnych a mężczyźni wykonujący podobny manewr stanowią coś wyjątkowego (poza środowiskami gejowskimi). Nie jestem skłonny przypisywać negatywnych cech charakteru kobietom, bo to by było nadużycie.
                              Po prostu - wykorzystujemy taką broń w społeczeństwie jaką posiadamy, to naturalne.
                              • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 31.07.13, 13:46
                                " Zatem dlaczego kobiety nagminnie eksploatują swoją atrakcyjność seks
                                > ualną w celach manipulacyjnych a mężczyźni wykonujący podobny manewr stanowią c
                                > oś wyjątkowego"

                                Czytałam o jakichś badaniach, z których wyszło, że męzczyzna w obecności atrakcyjnej kobiety literalnie głupieje: spada mu koncentracja, zapomina słów, podejmuje niekorzystne decyzje.
                                W drugą stronę (panie przy atrakcyjnym panu) nie zaobserwowano takich efektów.
                                Może więc dlatego?
                              • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 31.07.13, 13:51
                                Jeszcze doprecyzuję.
                                Kobiety manipulują z pomocą swych wdzięków, bo to działa. Pokaż facetowi zgrabną nogę czy apetyczny dekolt, a podpisze cyrograf i nawet nie zauważy :)
                                Urodę męską natomiast panie docenią, pokontemplują, ale ta uroda nie robi z nich osób bardziej podatnych na manipulację.
                                Działa natomiast udawanie wielkiej miłości i adoracja. Jesli pan będzie pani prawił, że jest wyjątkowa i on żyć bez niej nie może, to mu pani lekką ręką przeleje na konto milion złotych. A potem będzie płakała, bo amant dał nogę, a przecież tak szczerze wyznawał jej swą miłość, chlip, chlip.
                              • jesod Wykorzystujemy taką broń 31.07.13, 13:53
                                rafill napisał:
                                > Zatem dlaczego kobiety nagminnie eksploatują swoją atrakcyjność seksualną w celach
                                > manipulacyjnych a mężczyźni wykonujący podobny manewr stanowią coś wyjątkowego
                                > (poza środowiskami gejowskimi).

                                Masz takie przekonanie, że dzieje się to nagminnie? A może to raczej jest kwestia męskiego postrzegania i uzasadniania relacji oraz reakcji ze swojej strony?
                                Przecież taki, jeden z drugim, nie przyzna się tak łatwo do swojej słabości (tym bardziej do uczuć) - łatwiej jest powiedzieć, że kobieta go zmanipulowała. No i ona będzie oczywiście znowu wszystkiemu winna...
                                Łatwiej się żyje po męsku, bez poczucia winy. :)

                                rafill napisał:
                                > Po prostu - wykorzystujemy taką broń w społeczeństwie jaką posiadamy, to natura
                                > lne.
                                Pytanie: przed czym (i czy rzeczywiście) musimy się bronić albo... o co musimy walczyć?
                              • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 31.07.13, 14:59
                                Jesod zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt: męskie postrzeganie rzeczywistości.
                                Zauważyłam, że mężczyźni lubią interpretować zachowania kobiet na swoją korzyść. Pani się do pana uśmiechnęła, a jeszcze miała na sobie bluzkę z dekoltem, znaczy kokietowała go.
                                Tymczasem w rzeczywistości ta pani mogła nawet przez sekundę nie pomyśleć o tym panu w kategoriach damsko-męskich,a uśmiecha się identycznie do staruszek, dzieci i psów.
                                • zawle Re: Być jak Marylin Monroe 31.07.13, 15:13
                                  rekreativa napisała:

                                  > Jesod zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt: męskie postrzeganie rzeczywistośc
                                  > i.
                                  > Zauważyłam, że mężczyźni lubią interpretować zachowania kobiet na swoją korzyść
                                  > . Pani się do pana uśmiechnęła, a jeszcze miała na sobie bluzkę z dekoltem, zna
                                  > czy kokietowała go.
                                  > Tymczasem w rzeczywistości ta pani mogła nawet przez sekundę nie pomyśleć o tym
                                  > panu w kategoriach damsko-męskich,a uśmiecha się identycznie do staruszek, dzi
                                  > eci i psów.

                                  To prawda. Mężczyzn należy traktować wyjątkowo ozięble, bo zaraz sobie w główce układają że się na nich leci. Nawet jak powiesz im prosto w twarz że nie, to się nie poddają i coś tam bredzą o obniżeniu wymagań;))
                                  • hello-kitty2 Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 10:28
                                    zawle napisała:

                                    > To prawda. Mężczyzn należy traktować wyjątkowo ozięble, bo zaraz sobie w główce
                                    > układają że się na nich leci. Nawet jak powiesz im prosto w twarz że nie, to s
                                    > ię nie poddają i coś tam bredzą o obniżeniu wymagań;))

                                    Hehe potwierdzam, jeszcze dorabiaja cala teorie o istnieniu zaangazowania emocjonalnego ze strony kobiety. Jeden pan nie dawal mi spokoju. Twierdzil, ze nie jest mi obojetny i nagabywal o spotkanie. Zapytalam go: 'a zaplacisz mi za poswiecowy czas na spotkanie z toba?'. Odpisal: 'oczywiscie ze nie, od razu widac, ze nie masz wobec mnie zadnych uczuc i nie dbasz o moje!'. Noz kurwa przeciez trabie od samego poczatku, ze nie mam :-) O zwykle ruchanie mu chodzilo, po co dorabiac historie o uczuciu, zeby sie lepiej poczuc we wlasnej skorze? O ide cos dopisac do watku o godnych kochania.
                                    • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 11:13
                                      hello-kitty2 napisała:


                                      >
                                      > Hehe potwierdzam, jeszcze dorabiaja cala teorie o istnieniu zaangazowania emocj
                                      > onalnego ze strony kobiety. Jeden pan nie dawal mi spokoju. Twierdzil, ze nie j
                                      > est mi obojetny i nagabywal o spotkanie. Zapytalam go: 'a zaplacisz mi za poswi
                                      > ecowy czas na spotkanie z toba?'. Odpisal: 'oczywiscie ze nie, od razu widac, z
                                      > e nie masz wobec mnie zadnych uczuc i nie dbasz o moje!'. Noz kurwa przeciez tr
                                      > abie od samego poczatku, ze nie mam :-) O zwykle ruchanie mu chodzilo, po co do
                                      > rabiac historie o uczuciu, zeby sie lepiej poczuc we wlasnej skorze? O ide cos
                                      > dopisac do watku o godnych kochania.

                                      Niestety ty nie traktujesz nikogo ozięble wstawiasz cycki do awatarów i dajesz jednoznaczne sygnały więc Ciebie chyba nie dotyczą lamenty że ktoś chce skorzystać na kimś kto pokazuje wizerunek osoby miotającej się.
                                      • hello-kitty2 Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 11:30
                                        that.bitch.is.sick napisała:

                                        > Niestety ty nie traktujesz nikogo ozięble wstawiasz cycki do awatarów i dajesz
                                        > jednoznaczne sygnały więc Ciebie chyba nie dotyczą lamenty że ktoś chce skorzys
                                        > tać na kimś kto pokazuje wizerunek osoby miotającej się.

                                        Przeciez to nie byly prawdziwe cycki tylko rysunek.
                                        Ja pisalam o realu i tez za wczesnie sie cieszylam, nie odczepil sie.
                                        Przeciez moge zmienic zdanie w kazdej chwili, wizerunek tez. A mezczyzni jak te osly, NIE musisz dac, bo wczesniej dalas.

                                        • lampardzikus Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 15:33
                                          Osób miotających się jest co najmniej 95% na tym forum. Sama nazwa forum wskazuje dlaczego tak jest.
                                          Nie ma tylko znaczenia to, czy ktoś jest w małżeństwie, czy nie jest. Czy czegoś szuka, czy nie szuka. Tak czy inaczej miota się.
                                          Ten niewielki margines - tak przypuszczam - do 5 procent to ci, co są chłodni, stateczni nie mający oznak miotania się. Choć - ja takich tu nie spotkałem, ale sądzę, że są.
                                          • lampardzikus Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 15:52
                                            Tak na marginesie - to forum jest wtórną rzeczywistością w dużym stopniu. To co w realu nie daje się ujawnić z różnych powodów jest ujawniane tutaj. Z drugiej strony - tak jak w rzeczywistości - ludzie najzwyczajniej w świecie chcą sobie pomagać. Rzecz jasna - nie wszyscy. W każdym razie jest to świat równoległy, gdzie jednak częściowo - te rady, porady itp. - da się zaaplikowac do realnego świata.
                                            • urquhart Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 16:38
                                              lampardzikus napisał:

                                              > Tak na marginesie - to forum jest wtórną rzeczywistością w dużym stopniu. To co
                                              > w realu nie daje się ujawnić z różnych powodów jest ujawniane tutaj. Z drugiej
                                              > strony - tak jak w rzeczywistości - ludzie najzwyczajniej w świecie chcą sobie
                                              > pomagać. Rzecz jasna - nie wszyscy. W każdym razie jest to świat równoległy, g
                                              > dzie jednak częściowo - te rady, porady itp. - da się zaaplikowac do realnego
                                              > świata.

                                              W realu jet bardzo podobnie, rzadko kiedy ktoś ci powie Wprost że chciałby się z tobą pobzykać.
                                              Odmowa: "myślisz że ty mogłabyś (mógłbyś) mi sie podobać" jest bolesna dla ego...
                                              Jak to było? Stwórz pretekst żebym jak wyląduje u ciebie w łóżku nie poczuła się potem jak zwykła dziwka?
                                              • lampardzikus Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 16:51
                                                Nie tyle chodzi o bzykanie ile o to co ludzie tu piszą o swoich problemach nieujawnionych w realu myślach - słowem o tym wszystkim o czym nie wiedzą ich najbliżsi a najczęściej najbliższa osoba.
                                              • zawle Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 20:29
                                                urquhart napisał: > Jak to było? Stwórz pretekst żebym jak wyląduje u ciebie w łóżku nie poczuła si
                                                > ę potem jak zwykła dziwka?

                                                Daj buzi PO i nie zostawiaj kasy? ;)
                                                • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 20:32
                                                  zawle napisała:

                                                  > urquhart napisał: > Jak to było? Stwórz pretekst żebym jak wyląduje u ciebi
                                                  > e w łóżku nie poczuła si
                                                  > > ę potem jak zwykła dziwka?
                                                  >
                                                  > Daj buzi PO i nie zostawiaj kasy? ;)
                                                  >

                                                  Jakąś urquhart przeprowadza dla odmiany gloryfikację kobiet które u psychiatry powinny wylądować?
                            • bgz0702 Re: Być jak Marylin Monroe 31.07.13, 12:12
                              rekreativa napisała:

                              > "kobieta generalni
                              > > e pod kątem atrakcyjności ma dużo łatwiej. Praktycznie zawsze, taki układ
                              > "
                              >
                              > Strasznie przesadzasz, rafill.
                              >

                              NIe sądze, atrakcyjni fizycznie ludzie zawsze są lepiej postrzegani, a jak jeszcze mają sprawny rozumek to maja jeszcze lepiej i niech im się wiedzie ;)
                          • that.bitch.is.sick Małe cycki M. Monroe 01.08.13, 10:13
                            rafill napisał:


                            > Marylin wcinała barbiturany jak cukierki, miała deprechę, więc była trochę oder
                            > wana od rzeczywistości.
                            > Niemniej - chyba przyznasz, że lasce, która urodziła się z rewelacyjnymi genami
                            > pod kątem urody jest nieco łatwiej poczuć się atrakcyjną, niż takiej której w
                            > wypadku urwało nogi albo spadł na nią kontener kwasu azotowego ? :)
                            > I co - może taka kaleka znajdzie sobie środowisko, które będzie ją wielbić i pr
                            > agnąć ? Ciekawe jak się może dowartościować pod kątem atrakcyjności ?
                            > Pomijając wypadki - są sytuacje trudne i trudniejsze, chociaż kobieta generalni
                            > e pod kątem atrakcyjności ma dużo łatwiej. Praktycznie zawsze, taki układ, cóż
                            > zrobić.

                            Marylin urodziła się z rewelacyjnymi genami? Uroda to rzecz względna i kulturowo zmienna.. Marylin to przemyślana inwestycja. Miała operacje plastyczne (1950 agent zapłacił za korektę nosa i implant podbródka) wizerunek blondynki z krótkimi loczkami też skrystalizował się nieco później i był niezbyt oryginalny vide Mae West, którą parodiował nasz cudowny Eugeniusz Bodo:).
                            i604.photobucket.com/albums/tt128/Molybdenumblues/MaeWest18.jpg
                            W dzisiejszych konkursach piękności nie miałyby ówczesne gwiazdy szans jeśli chodzi o sylwetkę tak samo jak w konkurencji z gwiazdami porno. Marylin małe cycki wedle dzisiejszych standardów i jakoś była ultra seksowna.
                            Omawialiśmy to w wątku o zmuszaniu kobiet do atrakcyjności, jak przeciętne kobiety, brzydkie, małe, przysadziste, grube, wychudzone(Megan FOX) zrobić karierę promowanej przez media dyżurnej seksbomby. Marylin była nią naprawdę dzięki hipnotyzującej osobowości a konkretnie mam na myśli dwubiegunowość. To jest jazda na rollercoasterze.
                            Z jednej strony niska samoocena, epizody depresyjne, z drugiej strony, jak czytałam opisy osób podczas fazy manii - zawyżona samoocena, uczucia wyrastania ponad przeciętność.
                            Coś jak Superman i Clark Kent.
                    • that.bitch.is.sick rekreativa super napisałaś 29.07.13, 10:28
                      rekreativa napisała:

                      > Oczywiście, że wpierw musisz dostać jakies info od otoczenia, żeby ugruntować s

                      > Bo taka kobieta traktuje mężczyznę jak lustro, a ponieważ mężczyzn jest wielu i
                      > są rozmaici, to raz zobaczy w tym lustrze seksbombę, a raz paszteta. I to nie
                      > jest dobre.

                      Super, w zupełności się zgadzam z całością wypowiedzi. Ja myślę że kryterium czy relacja z facetem to jeszcze związek czy już uzależnienie (rozmawiałam o tym z kolegą który przeżył związek z uzależnioną i ma traumę) to czy potrzebujemy adoracji i komplementów żeby w ogóle poczuć się normalnie, bo bez tego tracimy emocjonalną stabilność czy komplementy tylko nam humor poprawiają. Czyli rozmowa jest pomiędzy: POTRZEBUJĘ a CHCĘ.
                      Kiedy kolega mi powiedział trochę o kobiecie to zrozumiałam że nie miałam takiej głupiej intuicji tworząc wątek. Mówił że czuł się jak mięcho czyli ona chciała seksu nie z nim tylko po prostu potrzebowała potwierdzenia, był przekonany że poszłaby do łóżka z byle kim, że byłaby w stanie się zeszmacić byle tylko usłyszeć że ktoś jest nią podjarany. Z innymi sprawami też czuł się traktowany jak przedmiot, rzecz bo służył tylko do tego żeby dostarczać przyjemności i spełniać zapotrzebowanie, to czego on chciał to się nie liczyło.
                      • hello-kitty2 Re: rekreativa super napisałaś 29.07.13, 10:56
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        Mówił że czuł się jak mięcho czyli ona chciał
                        > a seksu nie z nim tylko po prostu potrzebowała potwierdzenia, był przekonany że
                        > poszłaby do łóżka z byle kim, że byłaby w stanie się zeszmacić byle tylko usły
                        > szeć że ktoś jest nią podjarany.

                        Byc moze sa takie kobiety, ja osobiscie nie znam.
                        Jezeli kobieta jest piekna szmacic sie nie musi, nawet rozbierac, mezczyzni beda zachwycac sie sama jej twarza, usmiechem, sama jej obecnoscia.
                      • zyg_zyg_zyg Re: rekreativa super napisałaś 29.07.13, 11:01

                        Ja myślę że kryterium cz
                        > y relacja z facetem to jeszcze związek czy już uzależnienie (...) to czy potrzebujemy a
                        > doracji i komplementów żeby w ogóle poczuć się normalnie, bo bez tego tracimy e
                        > mocjonalną stabilność czy komplementy tylko nam humor poprawiają. Czyli rozmowa
                        > jest pomiędzy: POTRZEBUJĘ a CHCĘ.

                        Tylko że jeśli zamienimy "adorację i komplementy na "seks" to mamy coś kompletnie innego. Bo w seksie "potrzebuję" jest jak najbardziej normalne. A niezaspokojenie tej potrzeby - mimo stałego, sprawnego i kochającego partnera - nie jest normalne.


                        > Kiedy kolega mi powiedział trochę o kobiecie to zrozumiałam że nie miałam takie
                        > j głupiej intuicji tworząc wątek. Mówił że czuł się jak mięcho czyli ona chciał
                        > a seksu nie z nim tylko po prostu potrzebowała potwierdzenia, był przekonany że
                        > poszłaby do łóżka z byle kim, że byłaby w stanie się zeszmacić byle tylko usły
                        > szeć że ktoś jest nią podjarany. Z innymi sprawami też czuł się traktowany jak
                        > przedmiot, rzecz bo służył tylko do tego żeby dostarczać przyjemności i spełnia
                        > ć zapotrzebowanie, to czego on chciał to się nie liczyło.

                        No to po mojemu kolega mówił o tym samym, co Elwira. O intymnej relacji z konkretnym człowiekiem, której brak zaburza poczucie normalności. On chciał być zauważony i doceniany "całościowo" - a nie tylko jak coś doczepione do kutasa, Elwira też. Ona chce być całością, nie godzi się na to, gdy mąż i odrąbuje ten seksualny kawałek jej osobowości.
          • zyg_zyg_zyg Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:26
            *Rutkiewicz,
            sorry
      • kotoshi Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:25
        hello-kitty2 napisała:
        A jak mowim
        > y o tej samej potrzebie w przypadku mezczyzn, gdy wprost przyznaja sie, ze bez
        > tego czuja sie niedowartosciowani i ich samoocena im spada to nie interpretujem
        > y tego ich problemami emocjonalnymi i barkiem samoakceptacji? Dlaczego wobec ko
        > biet jestesmy bardziej krytyczni w tej kwestii? Dlaczego mezczyna ma prawo i ni
        > e jest to naganne dowartosciowywac sie damskim pozadaniem, a kobieta dowartosci
        > owujaca sie meskim pozadaniem jest skrzywiona emocjonalnie? To moze mowmy o kaz
        > dym czlowieku pragancym odczuwac pozadanie ze strony partnera, ze ma problemy e
        > mocjonalne i brak samoakceptacji.

        To chyba nie jest tak, że kobieta nie ma prawa "dowartościowywać się męskim pożądaniem" - natomiast często kobiety jakby żyją tylko tym, czym są dla mężczyzny. A faceci potrafią się spełnić na innych polach i generalnie nie postrzegają się jako gorsi, gdy kobieta się nimi nie zachwyca itp.
        "Dowartościowywanie się męskim pożądaniem" to jakiś (kolejny) wzorzec kulturowy, uważam, że bardzo szkodliwy - cofa kobiety po prostu. Dlatego uważam, że ogólnie warto z tym walczyć.
        • hello-kitty2 Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:34
          kotoshi napisała:

          > . A faceci potrafią się spełnić na innych polach i generalnie nie postrzegają s
          > ię jako gorsi, gdy kobieta się nimi nie zachwyca itp.

          Taaa? Czy to nie Ty zalozylas tutaj watek, ze Twoj chlopak to pozeracz lozkowych komplementow? :-) Przeczysz sobie.

          > "Dowartościowywanie się męskim pożądaniem" to jakiś (kolejny) wzorzec kulturowy
          > , uważam, że bardzo szkodliwy - cofa kobiety po prostu. Dlatego uważam, że ogól
          > nie warto z tym walczyć.

          A mozesz podac kilka przykladow zaobserwowanych przez siebie tego szkodliwego cofniecia to bede miala lepszy obraz z czym konkretnie walczyc.
          • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:57
            hello-kitty2 napisała:


            > A mozesz podac kilka przykladow zaobserwowanych przez siebie tego szkodliwego c
            > ofniecia to bede miala lepszy obraz z czym konkretnie walczyc.

            kitty nikt ci nie zarzuca i nie jesteś ty przedmiotem tego postu tylko elvira.
            Każdy sobie wybiera na czym opiera swoje poczucie własnej wartości. Na obiektywnych przesłankach, na jakiś cyfrach, liczbach, zapisanych osiągnięciach, ośmiotysięcznikach, doktoratach z fizyki, pieniądzach, czy na efemerycznej i zmiennej opinii otoczenia. Można liczyć na to że mąż powie mi komplement ale jak na przykład się zostanie miss to nikt już nie zarzuci że jesteś myszą bo masz na to papier:).
            Gdyby mi zależało na potwierdzeniu atrakcyjności to bym dążyła do zostania światowej sławy seksbombą jak Marylin, albo miss i miałabym spokój a nie liczyć na stałe i subiektywnie dawkowane potwierdzenia ze strony otoczenia
            • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:58
              that.bitch.is.sick napisała:

              > hello-kitty2 napisała:
              >
              >
              > > A mozesz podac kilka przykladow zaobserwowanych przez siebie tego szkodli
              > wego c
              > > ofniecia to bede miala lepszy obraz z czym konkretnie walczyc.
              >

              Zresztą jak ci zależy na jakiejś dziedzinie życia to warto w niej przodować a nie ciągnąć się w ogonie...:)
            • kag73 Re: Być jak Marylin Monroe 27.07.13, 08:35
              Ja sie jednak sklaniam ku przekoniu i pogladzie kitty. Wbrew pozorom, kobiety i mezczyzni w tym wzgledzie tak bardzo sie jednak nie roznia. I do rzeczy to uwazam, ze przede wszystkim prawie wszystkim potrzebna jest akceptacja partnera, osoby, ktora sie kocha pewnie najbardziej na swiecie. Co mnie po tym np., ze podobam sie sasiadowi i pieciu kolegom z pracy, jezeli wlasny maz/zona ze mna nie sypia alno/bo mu sie (moze) nie podobam? A kiedys sie moze podobalam? Kazdy chce byc kims wyjatkowym dla ukochanej osoby.
              Mezczyzni rowniez chca czuc sie pozadani i atrakcyjni. Sa tacy co cierpia, bo zona z nimi nie sypia, traca poczucie wlasnej wartosci, bywaly opisy na forum.
              Roznica moze byc taka, ze od wczesnej mlodosci to faceci robia pierwszy krok, dostaja kosze od kobiet, nie maja albo maja u nich szanse. I tak moglo by sie wydawac, ze to dla nich to normalne, przyzwyczaili sie, splywa po nich jak po kaczce...ale to wcale nie jest prawda. Facet tez ma spier..lony wieczor jak na imprezie juz piata zapytana panenka nie chce z nim zatanczyc. Tak samo facet slyszacy tylko krytyke z ust wlasnej kobiety, w pewnym momencie czesto ma kompleksy i td.
              Poza tym nie na darmo mowi sie, ze faceta mozna rozbroic komplementem, kobiety nie.
              Pewnie zalezy od czlowieka, dla kazdego moze sie liczyc cos innego. Ja wiem jedno np. mojemu mezowi do dzis sie micha smieje kiedy wspominamy, ze mial byc TYLKO przygoda(lozkowa oczywiscie) na jakies 3 tygodnie. Wiekszego komplementu nie moglam mu zrobic. A do tego to nie byl komplement, tylko sama prawda;) I tyle do poczucia wlasnej wartosci faceta, ktory oprocz tego ma super wyksztalcenie, leb na karku i pieniadze(tych ostatnich wtedy jeszcze nie mial):)
              Bo to troche tak: wyglad i atrakcyjnosc dla ukochanej/ukochanego to jedno, cala reszta to inna sprawa. Czyli podobac to sie chce czymusze ten jednej konkretnej osobie, reszta mnie nie obchodzi. No chyba, ze ktos potrzebuje potwiedrzania swojej atrakcyjnosci przez wszystkich wokol, co tez sie moze zdarzac.
          • kotoshi Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:13
            hello-kitty2 napisała:
            > Taaa? Czy to nie Ty zalozylas tutaj watek, ze Twoj chlopak to pozeracz lozkowy
            > ch komplementow? :-) Przeczysz sobie.

            Kitty, nie przeczę! Nie napisałam, że moje komplementy stanowią treść jego życia!

            > A mozesz podac kilka przykladow zaobserwowanych przez siebie tego szkodliwego c
            > ofniecia to bede miala lepszy obraz z czym konkretnie walczyc.

            Z tym, żeby np. zamążpójście nie stanowiło JEDYNEGO celu życiowego kobiety. Z tym, żeby kobieta nie musiała tłumaczyć się nikomu, że np. nie chce mieć dzieci.
            • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:18
              kotoshi napisała:

              > .
              >
              > Z tym, żeby np. zamążpójście nie stanowiło JEDYNEGO celu życiowego kobiety. Z t
              > ym, żeby kobieta nie musiała tłumaczyć się nikomu, że np. nie chce mieć dzieci.

              Albo żeby nie znienawidziła dziecka przez to bo jej się rozstępy porobiły i będzie mniej konkurencyjna w rankingu dup! kompletna bzdura:)
              Chociaż to o czym pisze kotoshi też.
              • hello-kitty2 Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:49
                that.bitch.is.sick napisała:

                > Albo żeby nie znienawidziła dziecka przez to bo jej się rozstępy porobiły i będ
                > zie mniej konkurencyjna w rankingu dup! kompletna bzdura:)
                > Chociaż to o czym pisze kotoshi też.

                NIe no, skad Ci do glowy przychodza takie scenariusze? Nie znam ani jednej takiej matki. Zauwazylam, ze idealizujesz macierzynstwo. Zapytam wprost: Bitch czy Ty sie spodziewasz dziecka?
            • hello-kitty2 Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:32
              kotoshi napisała:

              > Z tym, żeby np. zamążpójście nie stanowiło JEDYNEGO celu życiowego kobiety. Z t
              > ym, żeby kobieta nie musiała tłumaczyć się nikomu, że np. nie chce mieć dzieci.

              Trudno moim zdaniem nie potwierdzać tego zjawiska, zresztą potwierdza je nawet
              > dużo bardziej negatywna otoczka wokół określenia "stara panna" niż "stary kawal
              > er".

              Ale to jest nie na temat. No jaki to ma zwiazek z "dowartościowywaniem się męskim pożądaniem"? A juz tej wypowiedzi o dzieciach to w ogole nie rozumiem co ma do tematu?
              • kotoshi Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 21:37
                hello-kitty2 napisała:
                > Ale to jest nie na temat. No jaki to ma zwiazek z "dowartościowywaniem się męsk
                > im pożądaniem"? A juz tej wypowiedzi o dzieciach to w ogole nie rozumiem co ma
                > do tematu?

                Kitty, związek ma to taki, że wciąż żyje wzorzec kobiecości = zespół cech, które sprawiają, że kobieta w jakiejś tam społeczności zyskuje akceptację / czuje się kobieca / czuje, że się „sprawdziła” w społeczeństwie. Ten wzorzec mówi m.in., że kobieta powinna wyjść za mąż (odpowiednio wcześnie), urodzić dzieci; do tego wartość jej jako człowieka (= kobiecość) określana jest przez mężczyzn, tj. ma być piękna / godna pożądania itp. Stąd droga do kobiety-bluszczu zresztą niedaleka (a o tym jest chyba mowa przy tym „dowartościowywaniu się męskim pożądaniem”).
                I to nie chodzi o to, Kitty, żeby komukolwiek zabraniać jakichś odczuć. Ja sama np. lubię komplementy, a pożądanie ze strony mojego mężczyzny sprawia mi przyjemność itp. (i tym bardziej rozumiem, że ktoś może cierpieć z braku tych rzeczy). Ale niebezpiecznie jest definiować swoją WARTOŚĆ jako człowieka tylko tymi rzeczami z wzorca (i wydaje mi się, że o to chodziło ThatBitchIssick). Bo oddanie tylko rodzinie może sprawić, że kobieta zostanie na lodzie po iluś tam latach małżeństwa (mam zresztą smutny przykład w dość bliskiej rodzinie); a jeśli nie zechce mieć dzieci albo nie będzie mogła, to będzie narażona na głupie komentarze; a jeśli urodzi się brzydka / z jakąś wadą wyglądu, to będzie cierpieć z powodu reakcji rówieśników (bardzie niż chłopiec z równoważną wadą).
                • zawle Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 21:51
                  Tylko widzisz...to wszystko jest nie do uniknięcia. Samoświadomość kształtuje się w konfrontacji z zewnętrzem. Co do wzorców..nie do końca tak jest. ja na przykład pochodzę z rodziny rozbitej i dostałam inny wzorzec. Bez mężczyzny da się żyć, inwestuj w siebie, nie przejmuj się opiniami innych, nigdy nie kładź swojej przyszłości w czyjeś ręce.
                  • rafill Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 22:38
                    zawle napisała:

                    >.nie do końca tak jest. ja na prz
                    > ykład pochodzę z rodziny rozbitej i dostałam inny wzorzec. Bez mężczyzny da si
                    > ę żyć, inwestuj w siebie, nie przejmuj się opiniami innych, nigdy nie kładź swo
                    > jej przyszłości w czyjeś ręce.

                    I robisz to. Potęga skryptu.
                  • kotoshi Re: Być jak Marylin Monroe 26.07.13, 08:08
                    Zawle, jeśli chodzi o "kładzenie przyszłości w czyjeś ręce": niezależność (własny zawód, możliwość samodzielnego utrzymania się) to dla mnie sprawa priorytetowa. I zwłaszcza córce rodzice powinni wbijać do głowy, żeby nigdy nie wychodziła z założenia, że mąż ją będzie utrzymywał, a ona np. będzie zajmować się wychowywaniem dzieci.
                    Moi rodzice też mi to powtarzali, jednak chyba jeszcze bardziej podziałał na mnie przykład z najbliższej rodziny, o którym wspomniałam. Mówiąc ogólnie: kobieta żyła tylko życiem swoich dzieci i męża, sprzątała, gotowała - uwielbiała to zresztą autentycznie - odrabiała z dziecmi lekcje, chodziła na zebrania, dzieci rosły, mąż rozwijał się zawodowo, ona zawsze z dumą powtarzała, że nie jest kurą domową, gdyż dba o siebie i dużo czyta - bo gdy dzieci podrosły, miała więcej czasu. No ale kiedy dzieci doszły mniej więcej do mojego wieku, mąż znalazł sobie inną - zresztą wcale nie młodszą od niej, po prostu inną. I szok: tysiąc pytań dlaczego.
                    Teraz są już po rozwodzie, on po ślubie z tamtą, minęło już trochę.
                    Żyłam tą historią na bieżąco, bo to ciągnęło się trochę, a mama i ciocia wciąż o tym rozmawiały, tę osobę też czasami widywałam, i widziałam, jak to przeżywała. Wiem też, jak strasznie, strasznie zemściło się na niej to, że nie miała własnego życia zawodowego, a nawet to, że jej znajomi to byli prawie wyłącznie znajomi męża. I nawet nie tylko chodzi tu o finanse po rozwodzie (chociaż też fatalnie na tym wyszła), bardziej o to, że - jak kiedyś podsumowała to moja mama - najtrudniej było mentalnie oderwać się od wszystkiego, czym żyła, bo ze "starego" życia nic jej nie pozostało.
        • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 13:45
          kotoshi napisała:


          >
          > To chyba nie jest tak, że kobieta nie ma prawa "dowartościowywać się męskim poż
          > ądaniem" - natomiast często kobiety jakby żyją tylko tym, czym są dla mężczyzny
          > . A faceci potrafią się spełnić na innych polach i generalnie nie postrzegają s
          > ię jako gorsi, gdy kobieta się nimi nie zachwyca itp.
          > "Dowartościowywanie się męskim pożądaniem" to jakiś (kolejny) wzorzec kulturowy
          > , uważam, że bardzo szkodliwy - cofa kobiety po prostu. Dlatego uważam, że ogól
          > nie warto z tym walczyć.

          Cieszę się że mnie rozumiesz i potwierdzasz zjawisko. Rozdzielmy dwie rzeczy.
          Potrzeby seksualne u kobiety i pragnienie żeby się podobać mężczyznom jako jedyny sposób na podobanie się sobie.
          Z drugiej strony jeśli jakaś kobieta ma coś zyskać na tym że podoba się mężczyznom to tylko taka która jest pewna siebie. Pewna siebie poprzez potwierdzenie ze strony mężczyzny czuje się lepiej niż normalnie, a taka z kompleksami bez stałego potwierdzania ze strony faceta czuje się jak myszka. Stan normalny u dorosłego człowieka, to ugruntowana opinia na własny temat.
          Taka jest różnica między narkomanem, a takim co sobie lubi okazyjnie przyjarać (mogę podnieść rękę);).
          • kotoshi Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:08
            that.bitch.is.sick napisała:
            > Cieszę się że mnie rozumiesz i potwierdzasz zjawisko. Rozdzielmy dwie rzeczy.
            > Potrzeby seksualne u kobiety i pragnienie żeby się podobać mężczyznom jako jedy
            > ny sposób na podobanie się sobie.
            > Z drugiej strony jeśli jakaś kobieta ma coś zyskać na tym że podoba się mężczyz
            > nom to tylko taka która jest pewna siebie. Pewna siebie poprzez potwierdzenie z
            > e strony mężczyzny czuje się lepiej niż normalnie, a taka z kompleksami bez sta
            > łego potwierdzania ze strony faceta czuje się jak myszka. Stan normalny u doro
            > słego człowieka, to ugruntowana opinia na własny temat.
            > Taka jest różnica między narkomanem, a takim co sobie lubi okazyjnie przyjarać
            > (mogę podnieść rękę);).
            >

            Trudno moim zdaniem nie potwierdzać tego zjawiska, zresztą potwierdza je nawet dużo bardziej negatywna otoczka wokół określenia "stara panna" niż "stary kawaler". A propos: Starsza siostra mojej znajomej ze studiów słyszy zawsze , gdy wraca na weekend do domu, kiedy wreszcie pomyśli o zamążpójściu (dziewczyna ma 25 lat).
          • eudajmonika Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:09

            Stan normalny u dorosłego człowieka, to ugruntowana opinia na własny temat.

            Czy na pewno chcesz to kojarzyć z normą? To trochę ograniczające - nie sądzisz?
            • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:13
              eudajmonika napisała:

              >
              > Stan normalny u dorosłego człowieka, to ugruntowana opinia na własny temat.
              >
              > Czy na pewno chcesz to kojarzyć z normą? To trochę ograniczające - nie sądzisz?

              A może to skojarzymy to ze skutecznością. Nie osiągniesz celów, nie wiedząc jakimi środkami dysponujesz.
              • eudajmonika Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:24
                that.bitch.is.sick napisała:

                > eudajmonika napisała:
                >
                > >
                > > Stan normalny u dorosłego człowieka, to ugruntowana opinia na własny tem
                > at.
                > >
                > > Czy na pewno chcesz to kojarzyć z normą? To trochę ograniczające - nie są
                > dzisz?
                >
                > A może to skojarzymy to ze skutecznością. Nie osiągniesz celów, nie wiedząc jak
                > imi środkami dysponujesz.
                >
                To jest odwieczny dylemat - mierzyć siły na zamiary, czy zamiary na siły.
                Mówisz, że już go rozstrzygnęłaś?
        • eudajmonika Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:07
          "Dowartościowywanie się męskim pożądaniem" to jakiś (kolejny) wzorzec kulturowy
          > , uważam, że bardzo szkodliwy - cofa kobiety po prostu. Dlatego uważam, że ogól
          > nie warto z tym walczyć.

          Można też walczyć z faktem, że chodzimy na dwóch nogach - bo to szkodliwe - znacznie obciąża kręgosłup.
          Po co mam walczyć z czymś, co daje mi korzyści? Czy dowartościowywanie się męskim pożądaniem czegoś mnie pozbawia? Nie - jest tylko DODATKOWYM dopalaczem. Po prostu wolę homo erectus od pitekantropa ;-)
          • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:08
            Chyba mówisz o czymś innym niż bitch.
            • eudajmonika Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:10
              rekreativa napisała:

              > Chyba mówisz o czymś innym niż bitch.

              Być może. Zauważ, że odpowiadałam innej koleżance.
    • eudajmonika Re: Być jak Wanda Rutkiewicz 25.07.13, 14:02
      Zarówno Rutkiewicz i Monroe odnosiły, każda w swojej branży sukcesy, o jakich inne mogły tylko śnić. Potrafiły wykorzystać swoje atuty aby je osiągnąć. Obie zapłaciły za to najwyższą cenę. Obie miały za sobą kilka małżeństw/poważnych związków.
      Dlaczego uważasz tylko jedną z nich za osobę przegraną - ofiarę męskich skryptów? Rutkiewicz w wywiadzie rzece mówi, że jej austriacki mąż widział ją jako typową hausfrau, podczas gdy ona dusiła się od tych projekcji.
      Czy nie jest raczej tak, że obie coś osiągnęły coś jednocześnie tracąc? Jak bardzo się od siebie różnią? Obie szamoczące się pomiędzy tym czego same chciały, a tym czego od nich oczekiwano?

      Na koniec jeszcze dygresja - przez całe liceum chciałam wyglądać jak Wanda Rutkiewicz, ona po prostu była dla mnie ikoną piękna.
      • that.bitch.is.sick Re: Być jak Wanda Rutkiewicz 25.07.13, 14:09
        eudajmonika napisała:

        > Zarówno Rutkiewicz i Monroe odnosiły, każda w swojej branży sukcesy, o jakich i
        > nne mogły tylko śnić. Potrafiły wykorzystać swoje atuty aby je osiągnąć. Obie z
        > apłaciły za to najwyższą cenę. Obie miały za sobą kilka małżeństw/poważnych zwi
        > ązków.
        > Dlaczego uważasz tylko jedną z nich za osobę przegraną - ofiarę męskich skryptó
        > w? Rutkiewicz w wywiadzie rzece mówi, że jej austriacki mąż widział ją jako typ
        > ową hausfrau, podczas gdy ona dusiła się od tych projekcji.
        > Czy nie jest raczej tak, że obie coś osiągnęły coś jednocześnie tracąc? Jak bar
        > dzo się od siebie różnią? Obie szamoczące się pomiędzy tym czego same chciały,
        > a tym czego od nich oczekiwano?
        >
        > Na koniec jeszcze dygresja - przez całe liceum chciałam wyglądać jak Wanda Rutk
        > iewicz, ona po prostu była dla mnie ikoną piękna.

        krótko ci odpowiem. Nie przedstawiam ich jako przeciwieństwa choć to marylin była uzależniona od leków, barbituranów i nieszczęśliwa a nie Wanda która miała poczucie zwycięstwa i misji.
        Każda z nas musi się zmierzyć z problemem seksualności i relacji z mężczyznami. Nie każda musi się zmierzyć z ośmiotysięcznikami. Banalne.
        • eudajmonika Re: Być jak Wanda Rutkiewicz 25.07.13, 14:21
          Jeśli Twój wstęp nie jest przeciwstawieniem dwóch różnych sposobów na sukces - jednego zasadzonego na walorach cielesnych, a drugiego - na przymiotach ducha, i wcale nie epatujesz tym tanim dualistycznym obrazkiem piętnując tanie chwyty podreperowania słabego kobiecego ego przez barbiturany i ochy/achy amatorów odważnych scen na kratce wentylacyjnej metra, to niejasno sprawę przedstawiłaś.
    • bgz0702 Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 14:51
      Coś ci się chyba pomyliło koleżanko Bitch. Nadinterpretacja biednej Elviry , która po prostu chce żeby maż uprawiał z nia seks jak to mąz z żoną. Alboć nie masz rodziny, alboć bycie matką zakończyło się dla ciebie rezygnacją z kobiecości
      • zawle Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 15:12
        Ja też tego nie rozumiem. Kobieta w ciąży nie staje się nagle istotą bezpłciową. Zwłaszcza w tym okresie zainteresowanie partnera jest jej potrzebne. Myślę że seks to nie tylko rozładowanie napięcia- zwłaszcza w stałym związku. To też intymność we dwoje, miara atrakcyjności w oczach partnera, poczucie bezpieczeństwa.
    • mojemail3 Re: Być jak Marylin Monroe 25.07.13, 23:37
      that.bitch.is.sick napisała:

      (...)"Tzn. być pożądaną przez mężczyzn, adorowaną, być przedmiotem ochów i achów, wzwodów i nocnych polucji;) oraz w alternatywie do bycia szarą myszą(...)"

      Zastanawiem się, czy w przypadku Marylin to nie było tak,że to była "szara mysz" tylko pięknie opakowana?
      Niejasna sytuacja rodzinna, porzucenie przez ojca, matka niezrównoważona psychicznie, większość dzieci z takiego układu wyszłaby z traumą.
      Dobry ojciec zdrową akceptacją potrafi wyzwolić wspomnianą pewność siebie nawet przy niedostatkach urody.Ojciec jest często wzorcem przyszłego partnera, choć pewnie to duże uproszczenie.
      Ojcowie, kochajcie swoje córki mądrze...
      • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 29.07.13, 10:15
        mojemail3 napisała:

        > that.bitch.is.sick napisała:
        >
        > (...)"Tzn. być pożądaną przez mężczyzn, adorowaną, być przedmiotem ochów i achó
        > w, wzwodów i nocnych polucji;) oraz w alternatywie do bycia szarą myszą(...)"
        >
        > Zastanawiem się, czy w przypadku Marylin to nie było tak,że to była "szara mysz
        > " tylko pięknie opakowana?
        > Niejasna sytuacja rodzinna, porzucenie przez ojca, matka niezrównoważona psychi
        > cznie, większość dzieci z takiego układu wyszłaby z traumą.
        > Dobry ojciec zdrową akceptacją potrafi wyzwolić wspomnianą pewność siebie nawe
        > t przy niedostatkach urody.Ojciec jest często wzorcem przyszłego partnera, choć
        > pewnie to duże uproszczenie.
        > Ojcowie, kochajcie swoje córki mądrze...

        Ja jestem przekonana tak prywatnie choć to tylko hipoteza, że Marylin miała CHAD, chorobę afektywną dwubiegunową, która oznacza nie tylko huśtawkę, przechodzenie z manii w depresję tylko w wielu przypadkach odhamowanie seksualne czyli zwiększenie libido nawet przy anorgazmii czy braku przyjemności z seksu.
        Więc gdzieś na końcu skrajnym tego typu problem dotyczy CHAD, ale kobiety są generalnie bardziej narażone na zabieganie o akceptację ze strony otoczenia.
    • elvira88 Re: Być jak Marylin Monroe 26.07.13, 11:08
      Bardzo mi miło że zainspirowały Cię moje "rozterki nieszczęsnej elviry, które mają niestety miejsce w zupełnie
      > nieodpowiednim momencie, gdy powinna się cieszyć rodziną i dzieckiem". Podrzucam link do wątku, żeby była jasność, bo nie do końca się zrozumieliśmy.
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,145893757,145893757,Brak_potrzeb_seksualnych_u_meza_.html?utm_source=powiadomienia&utm_medium=AutopromoPow&utm_content=Forum_Forum--nowy-post-w-watku-dla-userow&utm_campaign=Forum_pow
      • elvira88 Wiadomość od Elvira88 26.07.13, 23:20
        Mam pytanie. Czy Wy do reszty poszaleliście na tym wątku? Jeden forumowicz który chyba nie ma w życiu ciekawszego zajęcia jak siedzieć przed kompem i oceniać innych odważył się założyć wątek o kimś kogo nie zna a reszta nie zagłębiając się w szczegóły ciągnie ten debilny temat. Miałam nie pisać bo z początku sam pomysł autora rozbawił mnie prawie do łez, ale widzę sprawa zaciągnęła się za daleko..
        Drogi autorze przed założeniem wątku mogłeś/aś domyśleć się że mogę na niego wpaść i wstrzymać się z pewnymi opiniami. Wydaje mi się że w życiu ktoś Ci porządnie tyłek obsmarował i teraz w ramach zemsty robisz to samo innym. Baardzo nie ładnie.
        Do tych którzy nie czytali mojego wątku, postarajcie się nadrobić zaległości i nie dopisujcie czegoś bezpodstawnie albo piszcie o dupie marynie byleby kogoś to nie uraziło..
        Ech do czego nuda ludzi doprowadza...
        • zyg_zyg_zyg Re: Wiadomość od Elvira88 26.07.13, 23:51
          Czy wydaje Ci się, że to jest wątek o Tobie? Bo mnie się wydaje, że nie za bardzo. Nieodgadnione są dla mnie ścieżki myślenia Bitch i nie do końca wiem, dlaczego stałaś się dla niej inspiracją do założenia wątku o kobietach, których poczucie własnej wartości jest całkowicie zewnątrzsterowne. Dla mnie to kompletnie nie jest dyskusja o Tobie i Twoich kłopotach w związku - ta toczy się w wątku obok.

          (O Bitch bez Bitch, bo Bitch zniknęła)
          • that.bitch.is.sick Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 02:57
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > Czy wydaje Ci się, że to jest wątek o Tobie? Bo mnie się wydaje, że nie za bard
            > zo. Nieodgadnione są dla mnie ścieżki myślenia Bitch i nie do końca wiem, dlac
            > zego stałaś się dla niej inspiracją do założenia wątku o kobietach, których po
            > czucie własnej wartości jest całkowicie zewnątrzsterowne. Dla mnie to kompletni
            > e nie jest dyskusja o Tobie i Twoich kłopotach w związku - ta toczy się w wąt
            > ku obok.
            >
            > (O Bitch bez Bitch, bo Bitch zniknęła)

            O przepraszam ale nie wiedziałam że jak zakładam wątek to nie mogę iśc do kina, uchlać się czy na randkę tylko mam murem siedzieć i odpisywać na posty na przykład pełnej pretensji elviry. NO jeszcze czego.

            Baśka królowa internetu zapewnia mi też wolność słowa i swobodę wypowiedzi a elvira jak jej się wątek nie podoba to niech się w nim nie wypowiada, do widzenia ślepa gienia.

            Nie wiem czy trzeba załączać zawsze szczególne wyjaśnienia dla osób które z czytaniem mają problem, oczywiście że nie jest wątek o elvirze gdyby był to bym napisała że o niej, czy elvira ma maturę i uczyła się analizy tekstu na języku polskim?

            Żeby odgadnąć mój tok niezbadany myślenia, rozróżnić metaforę i inspirację od wróżenia z fusów to chyba wielkim orłem być nie trzeba. Elviry życia nie oceniam bo go nie znam, kolejna rzecz oczywista - z panią elvirą/panem elvirem nie miałam przyjemności:). Znam tylko elvirę z forumowych wypowiedzi i na tej podstawie mogę wysnuwać wnioski.

            Przepychanie się Zyg kto lepiej zna problemy elviry jest idiotyczne, bo wiadomo że i ty i ja możemy wnioskować na podstawie tego co pisze. A jednak wszystkie ciotki wiedzą najlepiej że jak zwykle mąż jest podły, sadystyczny, niedojrzały, emocjonalnie pogubiony i...odpowiednie wstaw.. Dla mnie skuteczniej szukać problemu w sobie niż w całym świecie dookoła bo świat jest jaki jest i kijem rzeki nie zawrócimy, stąd różnice w naszym odbiorze zapewne - żeby nie było że to niezbadane:).

            A zainspirowały mnie między innymi wypowiedzi elviry (bo i wiele innych rzeczy) gdzie pisze, z pewnej siebie kobiety stała się szarą myszką z uwagi na nikłe zainteresowanie ze strony męża (nie chce mi się cytować.). To żadne novum. Historie filmowe i rzeczywiste zewnątrzsterowności kobiecej możnaby mnożyć. Najlepsze są gorzkie gody, bo tam widać jakiś przełom;).
            Co do elviry, ona sama i jej mąż mnie interesują znacznie mniej - dużo bardziej problemy natury ogólnej. A elvira na podstawie tych wpisów w moim wątku jawi mi się jako mało ciekawa egzaltowana i samolubna osoba której się wydaje na podstawie płytkich przekonań że jest pępkiem świata.I tę opinię musze po lekturze tu załączyć choćby nie wiem co. To by się potwierdzało z domaganiem się więcej uwagi ze strony mężczyzny. Warto wiedzieć że w związku wydrzeć komuś z gardła to nie mieć wcale. W związku można tylko otrzymać dobrowolnie.
            • gomory Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 07:19
              > that.bitch.is.sick napisała:
              Żeby odgadnąć mój tok niezbadany myślenia, rozróżnić metaforę i inspirację od wróżenia z fusów to chyba wielkim orłem być nie trzeba.

              Z tym się nie zgodzę. Wręcz większego ptaka dla Ciebie potrzeba ;).
              • that.bitch.is.sick Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 12:15
                No to prosze co jest niejasne w tym watku? Chetnie pomoge:-)
            • zyg_zyg_zyg Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 10:04
              Bitch, tak ładnie tu wszystko wyjaśniłaś, nawet mnie za bardzo nie zbluzgałaś, skorzystam więc z okazji i dopytam, skąd Ty bierzesz te wszystkie ciotki, "które jednak
              wiedzą najlepiej że jak zwykle mąż jest podły, sadystyczny, niedojrzały, emocjonalnie pogubiony i...odpowiednie wstaw."
              Macie z Urqu jakieś wspólne źródło?
            • elvira88 Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 18:39
              Widzę że z ogromną lekkością idzie Tobie ocenianie innych wd własnych przekonań. Cóż każdy ma własny sposób na dowartościowania siebie. Może wtedy świat wydaje się przychylniejszy, zawsze znajdzie się ktoś o podobnie niskim poczuciu własnej wartości kto do rozmowy się podłączy. Ja stąd uciekam bo robi się tu jakiś ferment.
              I specjalnie dla Ciebie droga that.bitch.is.sick ;-)
              fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/970141_638569622820871_1106588591_n.jpg
        • mojemail3 Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 00:38

          elvira88 napisał(a):
          > (...)"Do tych którzy nie czytali mojego wątku, postarajcie się nadrobić zaległości i
          > nie dopisujcie czegoś bezpodstawnie albo piszcie o dupie marynie byleby kogoś
          > to nie uraziło..
          > Ech do czego nuda ludzi doprowadza..."

          Te, Elvira, po dwóch dniach już nas rozstawiasz po kątach?
          Mamy "nadrabiać zaległości i nie dopisywać czegoś bezpodstawnie" ???
          To nie ma wolności słowa i myśli na TWOIM wątku?
          Ty jesteś tam gospodynią czy dozorczynią ???
          I jeszcze to besztanie..." nieładnie" ...

          Ponieważ na nudę nie cierpię obiecuję nie zaśmiecać Twojego wątku...
          A Tobie życzę więcej autorefleksji i trzymam kciuki do szczęśliwego rozwiązania...


          Najmi
          • bgz0702 Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 12:15
            mojemail3 napisała:

            > Te, Elvira, po dwóch dniach już nas rozstawiasz po kątach?
            > Mamy "nadrabiać zaległości i nie dopisywać czegoś bezpodstawnie" ???
            > To nie ma wolności słowa i myśli na TWOIM wątku?
            > Ty jesteś tam gospodynią czy dozorczynią ???
            > I jeszcze to besztanie..." nieładnie" ...
            >
            > Ponieważ na nudę nie cierpię obiecuję nie zaśmiecać Twojego wątku...
            > A Tobie życzę więcej autorefleksji i trzymam kciuki do szczęśliwego rozwiązania

            dziewczyna jest po prostu zdenerwowana a nawet pewnie wściekła, że jakaś tam Bitch o pojęciach bladych chyba na temat bycia matką, zoną i kochanką śmie zaniżać jeje wartość jako matki i kobiety tylko dlatego, że jej się wydaje, ze seks i potrzeba czułości w ciązy jest uwłaczająca dla każdej szanującej sie kobiety ;)) masakra pani Bitch, matka ty chyba nie jesteś, w ciązy nie bywałaś, bądź bida jakaś starszna cie ogranicza i zło potworne drązy twe ciało i umysł;))) Daj spokój dziewczynie, nie naginaj prostych komunikatów bo to śmiechu warta analiza pewnie wspominana Wanda Rutkowska padła by ze śmiechu, a biedna MM znowu zarzuciałby sobie garść prochów po lekturce wątku

            • bgz0702 Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 12:24
              bgz0702 napisała:



              > Daj okój dziewczynie, nie naginaj prostych komunikatów bo to śmiechu warta analiza
              > pewnie wspominana Wanda Rutkowska padła by ze śmiechu, a biedna MM znowu zarzu
              > ciałby sobie garść prochów po lekturce wątku
              >

              oczywiście chodziło mi o Wande Rutkiewicz, a nie żonę detektywa Rutkowskiego ;))
            • mojemail3 Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 14:30
              bgz0702 napisała:

              (...)"matka ty chyba nie jesteś, w ciązy nie bywałaś, bądź bida jakaś starszna cie ogranicza i zło potworne drązy twe ciało i umysł;)))"

              Bgz, to jest argument poniżej pasa, stosowany często przez tzw. "prawdziwe matki"

              Ja się dyplomatycznie ugryzę w język,bo nie chce mi się kijem Wisły zawracać...


              Najmi
              • bgz0702 Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 17:00
                mojemail3 napisała:

                > bgz0702 napisała:
                >
                > (...)"matka ty chyba nie jesteś, w ciązy nie bywałaś, bądź bida jakaś starszna
                > cie ogranicza i zło potworne drązy twe ciało i umysł;)))"
                >
                > Bgz, to jest argument poniżej pasa, stosowany często przez tzw. "prawdziwe matk
                > i"
                >
                > Ja się dyplomatycznie ugryzę w język,bo nie chce mi się kijem Wisły zawracać...
                >

                ponizej pasa to opowiadać ciężarnej ze "źle" przeżywa ciąze bo tak jak ona to robi jest niegodne szacunku. Może i hormony roznoszą Elvirkę, może i obawy przed nieznanym a do tego frustracja, że maż woli kmputer, nie ważne, robienie z młodej przyszłej matki niekumatej nimfomanki jest durne, "pas" się obniżył nie za moja sprawą
                • that.bitch.is.sick Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 17:36
                  bgz0702 napisała:

                  > ponizej pasa to opowiadać ciężarnej ze "źle" przeżywa ciąze bo tak jak ona to r
                  > obi jest niegodne szacunku. Może i hormony roznoszą Elvirkę, może i obawy przed
                  > nieznanym a do tego frustracja, że maż woli kmputer, nie ważne, robienie z mło
                  > dej przyszłej matki niekumatej nimfomanki jest durne, "pas" się obniżył nie za
                  > moja sprawą

                  Jeśli nie masz do powiedzenia nic oprócz przepychanek, zawodzenia i pyskówek - to przecież jest do tego odpowiednie miejsce - wątek elviry. Po co zaśmiecasz ten wątek, skoro napisałam że wątek nie jest o elvirze tylko na temat jej pewnej wypowiedzi. Zresztą właściwie to nie ona napisała - to jej hormony - więc nie ma o co kruszyć kopii;).
                  Krótko mówiąc nie zamierzam z tobą pyskować być może dlatego że nie jestem w ciąży;).
                  Za was wszystkie najwidoczniej myśli i czuje hormonalna huśtawka - to wam gratuluję bo same się napraszacie najwyraźniej aby was poważnie nie traktować;) Podobno jestem twoją ulubienicą co za hormonalna zawierucha powoduje takie zmiany?:)
                  Co do elviry to wystarczająco życzliwe jej w wątku napisałam co ja bym poważnie zrobiła w tej sytuacji, ani jednym słowem nie zająknęłam się o nimfomanii. Duże libido u kobiet uważam za fantastyczne w przeciwieństwie do emocjonalnej labilności i zależności od innych to nie jest kwestia moich zastrzeżeń tylko zwyczajnych smutnych konsekwencji takiego stanu rzeczy. Jeśli chodzi o mnie to przeżywajcie sobie jak chcecie.
                  I kończę tym samym rozmowę o elvirze z mojej strony. Proponuję przenieść się na tamten wątek w którym uczestnictwo z uwagi na obecność hormonów sobie może daruję.
                  • bgz0702 Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 18:01
                    oj, zmieniasz ci fronty kobieto i tonujesz żeby nie było... ;)) no przecież ty nic złego nie miałas na myśli... przepraszam, źle cię osądziłąm ;))
          • hello-kitty2 Re: Wiadomość od Elvira88 27.07.13, 14:45
            elvira88 napisał(a):

            > Do tych którzy nie czytali mojego wątku, postarajcie się nadrobić zaległości i
            > nie dopisujcie czegoś bezpodstawnie albo piszcie o dupie marynie byleby kogoś
            > to nie uraziło..
            > Ech do czego nuda ludzi doprowadza

            Mnie sie wydaje, ze Ty sie jednak nudzisz i dlatego wydaje Ci sie, ze maz Cie olewa, ze my olewamy Twoj watek, itd. Bo wczesniej to i przedstawienia teatralne byly i cos tam jeszcze, a teraz to tylko ten brzuch :) Albo to hormony Cie tak rozsadzaja. Mnie pomagala praca do dnia samego dnia porodu, zaczytywanie sie ksiazkami o ciazy, porodzie i pologu, urzadzanie pokoju dziecinnego i codzienny, wieczorny masaz stop i znioslam jakos to moje brzuszysko :) Chcesz powiedziec, ze jestes juz przygotowana do porodu? Wiesz jak to sie bedzie odbywalo? Masz juz wszystko przygotowane? Wiesz moj syn przyszedl na swiat 2 tygodnie wczesniej, lepiej wiec nie zwlekac i byc w miare gotowym i tak zycie szykuje tyle niespodzianek. Tym bym Ci polecala sie zajac juz teraz zamiast sterowac ruchem wypowiedzi na forum, bo nie masz do tego autoryzacji.
    • kag73 Re: Być jak Marylin Monroe 27.07.13, 09:29
      that.bitch.is.sick napisała:

      > Tzn. być pożądaną przez mężczyzn, adorowaną, być przedmiotem ochów i achów, wzw
      > odów i nocnych polucji;) oraz w alternatywie do bycia szarą myszą. Tu mnie zai
      > nspirowały rozterki nieszczęsnej elviry, które mają niestety miejsce w zupełnie
      > nieodpowiednim momencie, gdy powinna się cieszyć rodziną i dzieckiem (co jest
      > naprawdę marzeniem wielu) a musi się borykać z rozterkami niepewności co do swo
      > jej seksualności z okresu który powinien się zaczynać i kończyć u nastolatków i
      > oczywiście tu wini męża.

      Bitch, dopiero doczytalam watek elviry:)
      Nie wiem skad u Ciebie zalozenie, ze kobieta oczekujaca dziecka nie ma/nie powinna potrzeb seksualnych i ma sie cieszyc wylacznie rodzina. Wybacz, to ze bede miala dziecko nie znaczy z automatu, ze wylaczaja mi sie inne potrzeby. I nie widze u niej "rozsterek co do seksulanosci". Widze brak seksu. I widze, ze ona chce go od meza...logiczne zreszta. Nic tu nie ma do tego pozadanie o ochy innych facetow.
      Dlaczego maz z nia nie sypia to juz inna kwestia. Co nie zmienia faktu, ze ma prawo jej tego brakowac.
      • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 27.07.13, 17:47
        kag73 napisała:


        > Bitch, dopiero doczytalam watek elviry:)
        > Nie wiem skad u Ciebie zalozenie, ze kobieta oczekujaca dziecka nie ma/nie powi
        > nna potrzeb seksualnych i ma sie cieszyc wylacznie rodzina. Wybacz, to ze bede
        > miala dziecko nie znaczy z automatu, ze wylaczaja mi sie inne potrzeby. I nie w
        > idze u niej "rozsterek co do seksulanosci". Widze brak seksu. I widze, ze ona c
        > hce go od meza...logiczne zreszta. Nic tu nie ma do tego pozadanie o ochy innyc
        > h facetow.
        > Dlaczego maz z nia nie sypia to juz inna kwestia. Co nie zmienia faktu, ze ma p
        > rawo jej tego brakowac.

        Nie mówię co powinna tylko co uważam za lepsze. Ja nikomu nic nie nakazuję. Poza tym słowa typu "potrzeby seksualne", "wyłącznie" i "nie ma prawa" to już wyssane z palca insynuacje. Potrzeb seksualnych nikt nie neguje.
        Radości typu ciąża i małe dziecko - są przemijające. Męskim pożądaniem można się cieszyć przez całe życie i po co się tym stresować akurat wówczas gdy ma się różne dolegliwości często sprawiające żę osoba czuje się nieatrakcyjna? Tak to natura urządziła że organizm ciężarnej przestawia się na inne funkcje niż atrakcyjność seksualna. Nie widzę powodu o rwanie włosów z głowy stanem przemijającym i wydaje mi się to pozbawione rozsądku. Na pytania idiotyczne typu czy kobieta w ciąży "ma prawo": być nierozsądna, po wszystkich jeździć, popadać w histerię, poddawać się zewowi hormonów i utyć 30 kg. - odpowiem: oczywiście! Każdy ma prawo ale konsekwencje poniesie tego jak każdy z nas, tylko na forum ją ktoś pogłaszcze po głowie że jest ciężarna to może.
        Co do obsesji, tu były inspiracją wypowiedź elviry - o której powyżej ale też masa innych sprawia więc, że ten ten wątek nie jest o elvirze ani o kobietach cieżarnych tylko o kobietach które potrzebują do dobrego samopoczucia adoracji mężczyzny (o seksie nie było mowy), bo bez tego czują się jak szare myszy.
        • aniuki Re: Być jak Marylin Monroe 29.07.13, 13:49
          Ale jak ona ma się zająć spokojnie ciążą i urodzeniem, jak widzi, że ją własny mężczyzna i ojciec dziecka odrzucił. Ja bym tam nie umiała być spokojna.

          Jakoś nie widzę żeby przypadek Elviry pasował do tezy początkowej niniejszego wątku.
          Ona jest w newralgicznym punkcie życiowym i w tym właśnie punkcie dostała dotkliwego kopa.
          Sądzę, że gdybym ja będąc w ciąży odebrała taki komunikat od męża jaki otrzymała ona (czyli "wal się bo mnie g. obchodzisz") to wezbrało by we mnie również mnóstwo silnych emocji, i też bym się zastanawiała co ze mną do cholery nie tak, skoro nagle się odmieniło temu, który latał za mną jak opętany?

          Czy zaniepokojenie olewczością najbliższej osoby, która dotąd była bardzo zaangażowana już jest oznaką uzależnienia postrzegania własnej atrakcyjności od męskiego pożądania?

          To moim zdaniem za mało.
          • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 29.07.13, 14:00
            "też bym się zastanawiała co ze mną do cholery nie tak,
            > skoro nagle się odmieniło temu, który latał za mną jak opętany? "

            To się aż trzeba zastanawiać?
            Przecież to gołym okiem widać: w ciąży jest (autorka przywołanego wątku).
            • aniuki Re: Być jak Marylin Monroe 29.07.13, 14:04
              No ja mam na myśli jakby następny etap.
              Bo mogę zaakceptować, że mój mąż ma np. problem z moim ciążowym ciałem (normalka), ale nie mogłabym zaakceptować faktu, że jednocześnie ma mnie i moje odczucia głęboko w d.pie. I nawet się nie zająknie na ten temat, nie raczy coś wyjaśnić, czegoś zaproponować, uzgodnić, wysłuchać moich odczuć i opowiedzieć mi o swoich.

              To jest właściwy cios, a nie sam fakt nieakceptacji zmian fizjologicznych.
              • rekreativa Re: Być jak Marylin Monroe 29.07.13, 14:15
                A tak, to ja się zgadzam, że tu jest głębszy problem, skoro mąż nie tylko że seksu nie uprawia, ale nawet nie okaże odrobiny czułości czy troski. To już może świadczyć o jego emocjonalnym chłodzie, obojętności do żony i jej uczuć.
          • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 29.07.13, 14:11
            aniuki napisała:

            > Ale jak ona ma się zająć spokojnie ciążą i urodzeniem, jak widzi, że ją własny
            > mężczyzna i ojciec dziecka odrzucił. Ja bym tam nie umiała być spokojna.
            >
            > Jakoś nie widzę żeby przypadek Elviry pasował do tezy początkowej niniejszego w
            > ątku.
            > Ona jest w newralgicznym punkcie życiowym i w tym właśnie punkcie dostała dotkl
            > iwego kopa.
            > Sądzę, że gdybym ja będąc w ciąży odebrała taki komunikat od męża jaki otrzymał
            > a ona (czyli "wal się bo mnie g. obchodzisz") to wezbrało by we mnie również mn
            > óstwo silnych emocji, i też bym się zastanawiała co ze mną do cholery nie tak,
            > skoro nagle się odmieniło temu, który latał za mną jak opętany?
            >
            > Czy zaniepokojenie olewczością najbliższej osoby, która dotąd była bardzo zaang
            > ażowana już jest oznaką uzależnienia postrzegania własnej atrakcyjności od męsk
            > iego pożądania?
            >
            > To moim zdaniem za mało.

            Ale ile razy mogę pisać że ja nie wnikałam w kontekście marylin w elvirę, tylko w pewnego rodzaju zjawisko. Oczywiście podejrzewam elvirę o pewne problemy na podstawie jej wypowiedzi, które mnie z lekka przerażają. Wypowiedzi pod tytułem: zemszczę się na nim, nazywanie ciąży uwięzieniem i te teksty o szarej myszy. To jest dla mnie dość sfiksowany punkt widzenia. Czy ciąża usprawiedliwia tak negatywną optykę? Sądzę że nie. Rozumiem kult matki polki i że ręki na nią podnieść nie można;), a jednak nie zmienię tego że niektóre akcje mnie dziwią i straszą.
            Co nie zmienia faktu że wątek był o uwikłaniu samooceny kobiet w sygnały z zewnątrz świadczące o męskim pożądaniu. To jest schemat wzmacniany presją kulturową i większość kobiet ma problem z tym większy lubi mniejszy. Są gdzieś kobiety łykające tasiemca, są 8 latki chore na bulimię, są gwiazdy porno umierające po 8 operacji powiększenia biustu, są kobiety co wstrzykują sobie substancje chemiczne bo nie stać je na botoks. Jest dziewczyna która zmarła w wyniku zażycia niebezpiecznego środka na rzekome odchudzanie. Są miliony dziewcząt które zamiast zbierać nagrody w olimpiadach, angażować w inne osiągnięcia, sport czy jakąś dowartościowującą działalność albo taką która im umożliwi dostatek i niezależność ekonomiczną, wciąż zajmuje się tylko obsesją na tle akceptacji i atrakcyjności która to obsesja uniemożliwia im bycie kimkolwiek innym.
            Są kobiety latami tkwiące w związkach z wykorzystującymi ich labilność mężczyznami.
            Mało?
            Gdzie według mnie to się robi groźne to opisywałam powyżej. Skrajnością są pojawiające się na tym tle np. zaburzenia efektywne różnego rodzaju do dwubiegunowości. O. Tak ja to widzę. I zaprosiłam do dyskusji.
            • zyg_zyg_zyg Re: Być jak Marylin Monroe 29.07.13, 15:03
              > Gdzie według mnie to się robi groźne to opisywałam powyżej. Skrajnością są poja
              > wiające się na tym tle np. zaburzenia efektywne różnego rodzaju do dwubiegunowo
              > ści. O. Tak ja to widzę. I zaprosiłam do dyskusji.

              A nie mylisz skutków z przyczyną? Anoreksja, bulimia, uzależnienie od operacji plastycznych, chorobliwa i niszcząca obsesja na punkcie własnego wyglądu itp. to są rzeczy, które tylko pozornie są przejawem potrzeby podobania się mężczyznom, pozornie się od tego zaczynają. Laska, która waży 30 kilo, wciąż odmawia jedzenia, żeby podobać sie facetom? To pójście na łatwiznę - równie dobrze mogłabyś upatrywać w tym przyczyn alkoholizmu albo narkomanii.
    • kag73 Re: Być jak Marylin Monroe 27.07.13, 09:39
      W historii Marylin Monroe nie widze nic pouczajacego.
      Zwiazala sie z facetem, ktory mial inne oczekiwania niz ona. Sam u schylku kariery, nie potrafil byc moze zdzierzyc, ze ona byla wlasnie u szczytu kariery. Chcial gospodyni domowej a sam byl nudziarzem siedzacym prze Tv, tak podaja zrodla. Do tego byl chorobliwie zazdrosny. Moj Boze, kazdemu sie moze zdarzyc.
      Kolejny maz...tutaj Marylin szukala zasteecy ojca, opiekuna, chciala rodziny, miala za soba 3 poronienia. Do tego maz przyrazony byl iloscia przez nia lykanych tabletek. Po wielu klotniach rozeszli sie. Zycie.
      Czy ktos kogos pozadal, nie pozadal, bylatrakcyjny raczej niewie mialo tutaj do rzeczy, przy tak ogromnych problemach psychicznych i naduzywaniu tabletek i innych problemach.

      • marek.zak1 Re: Być jak Marylin Monroe 27.07.13, 10:19
        Całkowicie się zgadzam. Pieniądze, uroda i sława do szczęścia nie wystarczaja a MM jest tego najlepszym przykładem.
      • that.bitch.is.sick Re: Być jak Marylin Monroe 27.07.13, 17:51
        kag73 napisała:

        > W historii Marylin Monroe nie widze nic pouczajacego.
        > Zwiazala sie z facetem, ktory mial inne oczekiwania niz ona. Sam u schylku kari
        > ery, nie potrafil byc moze zdzierzyc, ze ona byla wlasnie u szczytu kariery. Ch
        > cial gospodyni domowej a sam byl nudziarzem siedzacym prze Tv, tak podaja zrodl
        > a. Do tego byl chorobliwie zazdrosny. Moj Boze, kazdemu sie moze zdarzyc.
        >
        No włąśnie to jest pouczające. Że każdej kobiecie nawet tak atrakcyjnej i pożądanej może się to zdarzyć. Nic nie poradzę że nie widzisz. Ja widzę.
      • maracooja Re: Być jak Marylin Monroe 01.08.13, 10:28
        Być jak wizerunek MM czy być kobietą MM?
        Pierwsze nierealne, drugie bardzo smutne.
Pełna wersja