rafill
13.08.13, 08:23
zawle napisała:
> Powiem Ci że rozumiem Twoje przemyślenia, dlatego od wielu lat pracowałam na to
> żeby wreszcie stać się dorosła i móc mieszkać sama. I teraz cieszę się tym sta
> nem. Różnica pomiędzy nami jest taka, że ja zrezygnowałam z chłopa w DOMU, nie
> w ŁÓŻKU. Nie chcę go tam, gdzie daję sobie radę sama. Dlaczego mam rezygnować z
> reszty?
Wyciągam na główną, bo to jest bardzo ciekawy wątek.
Dało mi to sporo do myślenia.
Zastanawiam się nad następującą kwestią - ile procent ludzi, gdyby oczywiście było to w zasięgu ich możliwości, wybrałoby taką opcję ?
Mieszkają sami, żyją na własny rachunek, a z partnerem spędzają kilka miłych wieczorów w tygodniu, na zasadzie randki, zazwyczaj kończącej się przyjemnym finałem w łóżku.
Krótko mówiąc - coś jak okres narzeczeństwa.
Czy to nie świat doskonały ? Bez codziennego wzajemnego zrzędzenia, kwaśnych min, fochów non-stop chuj wie o co i za co, patrzenia w jakim partner dzisiaj jest humorze i zgadywania myśli co stoi za jego kolejną rozzłoszczoną albo ponurą miną ?
Bez tego uciążliwego brzemienia, w jakie przekształca się nieuchronnie większość długoletnich związków. Wzajemnego obrzucania się winą o skarpety, ogryzek, szminkę, pozostawiony talerzyk, że się ktoś spóźnił o pięć minut, albo że znowu coś przez niego się nie udało ? O to, że jedno siedzi non-stop przy komputerze a drugie przy serialu ?
A może małżeństwo jako instytucja jest zwyczajnie do dupy, o ile są inne opcje ? Lepsze opcje ?