zawle
21.08.13, 09:14
that.bitch.is.sick napisała: > Moje zachowanie celowo aby się droczyć, nie spełniające tych norm było ustawicz
> nie piętnowane jako egoizm ale co najciekawsze, te sprzeczki tworzyły napięcie.
> Gdybym zaczęła realizować oczekiwania - niestety pożądanie by zdechło.
Dość często pojawia się na tym forum temat mówiący o tym, że czego innego chcemy, co innego nas pociąga. Ja też to widzę u siebie. Lubię wysokich i przystojnych mężczyzn, ale nigdy nie miałam z żadnym z nich porządnego seksu. Za to faceci w stylu Woodego Allena sięgali dużo głębiej w moją kobiecość. Jeśli natomiast chodzi o niebieskich ptaków, bawidamków, tradycjonalistów i innych .....u mnie się to nie sprawdza. Chronicznie ich nie znoszę. W związku muszę móc czuć się swobodnie i móc być sobą. Nie znoszę kłótni, awantur, braku poszanowania cudzych potrzeb. W sytuacji gdy sypiający/mieszkający ze mną człowiek usiłuje wymusić na mnie jakieś zachowanie lub też jego postępowanie powoduje że się napinam/ robię na złość/kombinuję co powinnam zrobić....podniecenie mi opada natychmiast. Seks jest dla mnie tą płaszczyzną w której musimy funkcjonować bardzo RAZEM. To wiąże się z szacunkiem, zaufaniem, sympatią i swobodą. Jeśli któryś z tych elementów zniknie... odjazdu nie będzie. Skąd więc u innych takie rozdwojenie jaźni?