marek.zak1
11.09.13, 11:14
Wczoraj przeczytałem osławnym skoczku narciarskim Svenie Hannawaldzie, rywalu Adama Małysza, który od lat walczy z depresją. Chciałem coś napisać w temacie, ale nagle przeczytałem taki oto komentarz:
Najlepszym antydepresantem dla mnie jest moja kobieta. Jak zasypiam, ona zasypia kolo mnie, jak budzę się w srodku nocy, ona śpi koło mnie, jak budzę się rano, ona też się budzi i tak zabawnie mruczy. I tak od 30 lat. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi się to znudzi.
Podpisuję się obiema rękami pod wpisem anonimowego internauty. Niedoceniana funkcja żony to bycie antydepresantem swojego faceta. Sa tez takie które swoich facetów dołuja, ale przecież nie ma lekarstwa uniwersalnego i zawsze skutecznego.