remigrantka
20.09.13, 16:14
Podczytuje Was już od dłuższego czasu. Podczytuje tak z nudow. No i niestety mnie tez dopadlo, a myslalabym, ze to ostatnia rzecz, jaka moglaby mi się przytrafić…
Jestesmy malzenstwem z długim stażem. Po wielu przejściach, zawirowaniach, rozstaniach, powrotach itd. Generalnie chyba się dotarliśmy po młodzieńczych ekscesach. Ale chyba za bardzo… Az zaczelo trzec…
Nowy dodatek do naszego zycia nazywa się Rutyna. Okazalo się, ze mieszka z nami. Po wczorajszej, pierwszej chyba tego typu długiej rozmowie wydaje się, ze jest z nami już dość długo. Rozpanoszyla się na dobre.
Wiedzialam, ze cos jest na rzeczy, bo to ja ostatnio inicjowalam wszelaki seks. Bralam to za sygnal przemeczenia, zlej pogody, humoru itp. bzdur. Potem przeprowadzka z mieszkania do domu, dzieci na wakacjach, wiec przez pierwsze dwa tygodnie było bosko. Niestety sypialnia na gorze, komputer mojego M ze stanowiskiem roboczym na dole, wiec ciagle, po tych dwóch pierwszych tygodniach, było mu nie po drodze. Spotykalismy się wiec w lozku w momencie, gdy ja już snilam trzeci sen, wiec on wskakiwal pod koldre i był bezpieczny. Co jakiś czas moja awantura, ze seksu nie ma, wiec na odczepnego tego samego dnia lub następnego był. I znowu posucha do następnej awantury. Ja nie jestem typem „zimne kluchy”. Mnie nie wystarcza raz-dwa razy w miesiącu. Wiec wczoraj wieczorem zaczelam delikatnie się wypytywać co i jak.
No i uslyszalam: ze nigdzie nie chodzimy (nota bene jemu się nie chce), ciagle w sypialni (jak chciałam mu zrobić loda w kuchni, jak dzieci na wakacjach były, to mnie pogonil, bo sąsiedzi zobaczą), zawsze ma tylko do pokonania moja koszule nocna (ciakawa jestem, co mialby pokonywać, jak przychodzi do lozka grubo po polnocy – mam na niego w lateksie czekac przez dwie godziny?), a z drugiej strony wychylić się nie mogę, bo dzieci jeszcze nie spia, bo za wcześnie, bo za widno, bo za ladna pogoda, bo nagrywa, bo zmeczony, bo kurde jeszcze sto tysięcy innych powodow.
Pomozcie, blagam, bo dla mnie to jakas paranoja… On twierdzi, ze seks ze mna zrobil się nudny. Ja go rozumiem, bo ilez można ta sama babe ogladac, sama czasem mam go dość… Ale rece mi opadly, już nawet mam opory, żeby go calowac rano na powitanie, bo pomyśli sobie, ze robie to nakrecona jego przemowa.
Co robic?
Ps. Wszystkim sympatykom komentarzy typu „ziew”, „weź rozwod” serdecznie dziekuje w przedbiegach.