Specjalizacja czy "równouprawnienie"

28.09.13, 10:55
Podczas gdy w korporacji oczywistym jest za wydajnością, optymalizacją i postępem stoi coraz większa specjalizacja każdego stanowiska, społecznie i rodzinnie propagowania jest odwrotna wizja dokładnie odwrotna czyli współdzielenia równego wszystkiego w domu.
Nie razi Was ta sprzeczność i dysonans?
    • bgz0702 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 11:02
      urquhart napisał:

      > Podczas gdy w korporacji oczywistym jest za wydajnością, optymalizacją i postęp
      > em stoi coraz większa specjalizacja każdego stanowiska, społecznie i rodzinnie
      > propagowania jest odwrotna wizja dokładnie odwrotna czyli współdzielenia równeg
      > o wszystkiego w domu.
      > Nie razi Was ta sprzeczność i dysonans?

      Panie, aś zamieszał;)) o co chodzi? jest godz 11 a ja niedawno wyszalm z łóżka, ale już nie śpię, nawet zrobiłam sobie kawę i czytam. Tyle, że albo szara komórka śpi jeszcze albo... ;))
    • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 11:14
      urquhart napisał:

      > Podczas gdy w korporacji oczywistym jest za wydajnością, optymalizacją i postęp
      > em stoi coraz większa specjalizacja każdego stanowiska, społecznie i rodzinnie
      > propagowania jest odwrotna wizja dokładnie odwrotna czyli współdzielenia równeg
      > o wszystkiego w domu.
      > Nie razi Was ta sprzeczność i dysonans?

      W korporacji nie jest tak do konca. Marzeniem kazdego managera jest zespol identycznych, latwo zastepowalnych elementow, najlepiej wyspecjalizowanych we wszystkim naraz. Poniewaz liczenie forsy w korporacji szybko weryfikuje te mrzonki wiec, zwlaszcza w wyspecjalizowanych zawodach korporacja toleruje wysokooplacanych specjalistow, zamiast taniej sily roboczej - bo w rezultacie przynosza wiecej zysku.

      Zgadzam sie, ze to by moglo miec wiecej sensu w domu, gdyby "pracownicy" byli tak samo zmotywowani do swoich specjalizacji. Ale czesto chyba nie sa i obie strony chca isc w kariere, bo co tu kryc - pieniadze i niezaleznosc sa bardziej wymiernym (lepszym?) kapitalem na starosc, niz tworzenie ogniska domowego.

      Mi sie wlacza wkurw dopiero jak oboje "pracuja", ale tak naprawde jedno utrzymuje cale towarzystwo a drugie "sie realizuje zawodowo" w tym czasie za symboliczna kase (nota bene psujac tym rynek na dodatek) i potem jest: przeciez oboje sa zmeczeni praca wiec trzeba malo fajne obowiazki podzielic na pol. To jeszcze jest do przyjecia przez rok czy piec, jezeli stoi za tym jakas planowana droga kariery, ale jako pomysl na zycie to jest zwyczajne uchylanie sie od partnerstwa, pod pozorem partnerstwa.
      • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 11:52
        protein.spill napisał(a):
        > W korporacji nie jest tak do konca. Marzeniem kazdego managera jest zespol iden
        > tycznych, latwo zastepowalnych elementow, najlepiej wyspecjalizowanych we wszys
        > tkim naraz.

        Nie zgodzę się raz, tam gdzie pracuję kluczowa jest kreatywność, a ta jest skorelowana z indywidualnością więc wszyscy się z nią liczą i pośrednio cenią jako papierek lakmusowy kreatywności. Ale tam gdzie masz supermarket czy pracę przy taśmie to fakt. :)

        > Poniewaz liczenie forsy w korporacji szybko weryfikuje te mrzonki w
        > iec, zwlaszcza w wyspecjalizowanych zawodach korporacja toleruje wysokooplacany
        > ch specjalistow, zamiast taniej sily roboczej - bo w rezultacie przynosza wiece
        > j zysku.

        O tym mówię. specjalizacja z rachunku ekonomicznego , nie dla idei.

        > ony chca isc w kariere, bo co tu kryc - pieniadze i niezaleznosc sa bardziej wy
        > miernym (lepszym?) kapitalem na starosc, niz tworzenie ogniska domowego.

        W kontekście kryzysu, bankruct banków, funduszy emerytalnych i powierniczych to nie zgodzę się po raz drugi. Wypracowana lojalność partnera i dzieci zawsze była historycznie lepszym kapitałem. Dziś państwo burzy te reguły. Po za tym brak realizacji swoich uczuć nie ambicji jest najwiekszym powodem zgorzknienia ludzi u kresu życia.

        > Mi sie wlacza wkurw dopiero jak oboje "pracuja", ale tak naprawde jedno utrzymu
        > je cale towarzystwo a drugie "sie realizuje zawodowo" w tym czasie za symbolicz
        > na kase (nota bene psujac tym rynek na dodatek) (...) jako pomysl na zycie to jest zwyczajne uchylanie sie od partnerstwa
        > , pod pozorem partnerstwa.

        To słuszna uwaga :)



        • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 13:46
          > W kontekście kryzysu, bankruct banków, funduszy emerytalnych i powierniczych to
          > nie zgodzę się po raz drugi. Wypracowana lojalność partnera i dzieci zawsze by
          > ła historycznie lepszym kapitałem. Dziś państwo burzy te reguły. Po za tym brak
          > realizacji swoich uczuć nie ambicji jest najwiekszym powodem zgorzknienia ludz
          > i u kresu życia.

          Lojalnosc partnera nie ma dzis prawie zadnego znaczenia. Odkad idea milosci romantycznej wyparla idee kontraktow ktorych sie nie lamie, odtad stalo sie zupelnie moralne odeslanie partnera na smieci z "juz cie nie kocham" jako wystarczajacym wytlumaczeniem.

          Bardziej sformalizowany uklad (malzenstwo) w tej chwili jest obciazany o wiele wiekszym ryzykiem niz bankructwo banku. Mowimy tu o kilku rzedach wielkosci (procent upadajacych bankow vs procent rozwodow). Po bankructwie malzenstwa jest sie zalatwionym na wszystkich frontach na raz, nie tylko finansowym. Do tego po bankructwie banku jego zobowiazania przejmuje inny lub panstwo i nie zdarza sie obecnie taka sytuacja, ze lokaty znikaja bez sladu natomiast nalezy na ten bank lozyc do konca zycia.

          Najwieksza roznica na niekorzysc malzenstwa jest taka, ze jego "bankructwo" przychodzi czesto nie tyle w czasie, kiedy cala gospodarka kuleje, przed czym mozna sie do pewnego stopnia zabezpieczyc. Rozwod bywa ostatnim gwozdziem do trumny po wielu innych niepowodzeniach (utrata pracy, zdrowia czy atrakcyjnosci).
          • bgz0702 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 13:57
            protein.spill napisał(a):

            > Najwieksza roznica na niekorzysc malzenstwa jest taka, ze jego "bankructwo" prz
            > ychodzi czesto nie tyle w czasie, kiedy cala gospodarka kuleje, przed czym mozn
            > a sie do pewnego stopnia zabezpieczyc. Rozwod bywa ostatnim gwozdziem do trumny
            > po wielu innych niepowodzeniach (utrata pracy, zdrowia czy atrakcyjnosci).

            no bywa, ale czy przed nim nie można się też "zabezpieczyc do pewnego stopnia"? On się rzadko przydarza niespodziewanie, raczej towarzysza mu wczesniejsze znaki, widać ktoś albo ich nie umiał czytać albo nie chciało mu sie nic zmieniać i naprawiać, więc je olał
            • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:12
              bgz0702 napisała:

              > no bywa, ale czy przed nim nie można się też "zabezpieczyc do pewnego stopnia"?
              > On się rzadko przydarza niespodziewanie, raczej towarzysza mu wczesniejsze zna
              > ki, widać ktoś albo ich nie umiał czytać albo nie chciało mu sie nic zmieniać i
              > naprawiać, więc je olał?

              Pytanie czy zgdzi sie z Toba 45 latka wynieniona na nowszy model? Taka bez zawodu, kura domowa?
              • bgz0702 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:27
                protein.spill napisał(a):

                > bgz0702 napisała:
                >
                > > no bywa, ale czy przed nim nie można się też "zabezpieczyc do pewnego sto
                > pnia"?
                > > On się rzadko przydarza niespodziewanie, raczej towarzysza mu wczesniejs
                > ze zna
                > > ki, widać ktoś albo ich nie umiał czytać albo nie chciało mu sie nic zmie
                > niać i
                > > naprawiać, więc je olał?
                >
                > Pytanie czy zgdzi sie z Toba 45 latka wynieniona na nowszy model? Taka bez zawo
                > du, kura domowa?

                to nie jest kwestia tego czy ktoś się ze mną zgadza i czy na rozwodach ktoś cierpi bardziej, a ktoś mniej. Takie sprawy nie poddawane są mojej dyskusji. Odrobina wyobraźni i łatwo sobie wyobrazić że taka "kura domowa"-choć brzmi to fatalnie i ma okropnie negatywny wydźwięk, będzie zawsze bardziej skrzywdzona bo mniej przystosowana do nowego życia po zmianach, ale to nie zmienia faktu, o którym pisałam, że: rozwód rzadko spada na ludzi jak grom z jasnego nieba, a jest przepowiedziany wieloma pretensjami, żalami, złością itp, a więc jakieś
                próby ustrzeżenia się przed nim można podjąć. Co nie znaczy, że się powiodą
                • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:39
                  bgz0702 napisała:

                  to nie zmienia faktu, o który
                  > m pisałam, że: rozwód rzadko spada na ludzi jak grom z jasnego nieba, a jest pr
                  > zepowiedziany wieloma pretensjami, żalami, złością itp, a więc jakieś
                  > próby ustrzeżenia się przed nim można podjąć. Co nie znaczy, że się powiodą

                  Przed rozwodem nie da sie w kazdym wypadku ustrzec, bo nie mozna kogos odlaczyc od jego wolnej woli. To cos na ksztalt: jak ustrzec sie przez zwolnieniem? Poza tym brak rozwodu nie jest zadnym rozwiazaniem w odniesieniu do tematu czyli zabezpiecznia na starosc. Myslalam przez chwile, ze chodzi Ci, ze np ta 45 letnia kura domowa bez zawodu widzac zblizajacy sie kryzys-rozwod, ma jakims cudem ukonczyc szkole i pierdzielnac z 10-20 lat stazu pracy w rok-dwa lata, hehe
                  • bgz0702 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:52
                    hello-kitty2 napisała:

                    > bgz0702 napisała:
                    >
                    > to nie zmienia faktu, o który
                    > > m pisałam, że: rozwód rzadko spada na ludzi jak grom z jasnego nieba, a j
                    > est pr
                    > > zepowiedziany wieloma pretensjami, żalami, złością itp, a więc jakieś
                    > > próby ustrzeżenia się przed nim można podjąć. Co nie znaczy, że się powio
                    > dą
                    >
                    > Przed rozwodem nie da sie w kazdym wypadku ustrzec, bo nie mozna kogos odlaczyc
                    > od jego wolnej woli. To cos na ksztalt: jak ustrzec sie przez zwolnieniem? Poz
                    > a tym brak rozwodu nie jest zadnym rozwiazaniem w odniesieniu do tematu czyli z
                    > abezpiecznia na starosc. Myslalam przez chwile, ze chodzi Ci, ze np ta 45 letni
                    > a kura domowa bez zawodu widzac zblizajacy sie kryzys-rozwod, ma jakims cudem u
                    > konczyc szkole i pierdzielnac z 10-20 lat stazu pracy w rok-dwa lata, hehe

                    ;)) nie, nie wiem co ma zrobić taka kura domowa, a przed rozwodem też nie wiem czy bym się ustrzegła. Będąc w sytuacji kury domowej chyba próbowałabym bo co tu z soba zrobić w takiej sytuacji, ale nie będąc to nie wiem co bym zrobiła ale pewnie "coś" gdyby mi zależało
            • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 16:17
              bgz0702 napisała:
              > no bywa, ale czy przed nim nie można się też "zabezpieczyc do pewnego stopnia"?
              > On się rzadko przydarza niespodziewanie, raczej towarzysza mu wczesniejsze zna
              > ki, widać ktoś albo ich nie umiał czytać albo nie chciało mu sie nic zmieniać i
              > naprawiać, więc je olał

              W wiekszości małżeńst wokół które obserwowałem jak zbankrutowały, problem zaniedbań, niedoinwestowania, był widoczny dla wszystkich wokół i dyskutowany tylko wypierany przez zainteresowanych którzy nie próbowali wdrożyć żadnego planu naprawczego, ewentualnie urządzali strajki żeby ta druga strona nagięła się do ich żądań :)
        • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:19
          urquhart napisał:

          > Nie zgodzę się raz, tam gdzie pracuję kluczowa jest kreatywność, a ta jest skor
          > elowana z indywidualnością więc wszyscy się z nią liczą i pośrednio cenią jako
          > papierek lakmusowy kreatywności. Ale tam gdzie masz supermarket czy pracę przy
          > taśmie to fakt. :)

          Wszedzie, gdzie masz odplatnosc 'za godzine' liczy sie zastepowalnosc i wszechstronnosc. System pracy 'za godzinne' jest bardzo rozpowszechniony, bo czas to pieniadz. W Holandii placi sie pani w przedszkolu za godzine, bo i dzieci oddaje sie godziny, a nie na cale dnie. Nikt jej pracy kreatywnosci odbiera. Poza tym we wszystkich korporacjach, gdzie na koniec dnia musisz zaraportowac LICZBA czym sie caly dzien zajmowales rowniez nie liczy sie indywidualnosc tylko wynik. Wiec nie ma co upraszczac, ze to tylko tam gdzie tasma i supermarket.

          > > chca isc w kariere, bo co tu kryc - pieniadze i niezaleznosc sa bardz
          > iej wy
          > > miernym (lepszym?) kapitalem na starosc, niz tworzenie ogniska domowego.

          Hehe wlasnie to samo napisalam w innym watku.

          > W kontekście kryzysu, bankruct banków, funduszy emerytalnych i powierniczych to
          > nie zgodzę się po raz drugi. Wypracowana lojalność partnera i dzieci zawsze by
          > ła historycznie lepszym kapitałem. Dziś państwo burzy te reguły. Po za tym brak
          > realizacji swoich uczuć nie ambicji jest najwiekszym powodem zgorzknienia ludz
          > i u kresu życia.

          Slowem kluczem byla 'niezaleznosc', a nie pieniadz jako taki. A jaki sens jest inwestowac w cos, co w Twojej rodzinie ma historie WYLACZNIE jednego pokolenia :-) Przeceniasz rodzine, jesli Zachod nadaje ton i pokazuje jak bedzie w Polsce za chwile to ja Ci powiem jak bedzie: na jedna mala wioske masz 2 ogromne domy starcow.
        • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 16:52
          Warto powiedzieć że literatura leadership and management znajduje wielkie zastosowanie w życiu rodzinnym. Jedna z ważniejszych pozycji - Marcus Buckingham, Break All the Rules - oparta na bogatych badaniach liderów businessu wskazuje co następuje:

          1/Select a person for talent (not for well-roundedness, lack of weknesses). Talent is any recurring pattern of bahaviour that can be productively applied. You cannot teach talent, ergo your time is best alocated when you use and further develop your and your subordinates existing talents rather than spend it on trying to change weaknesses into strengths. Weaknesses can be only neutralized which is a must when they are a major obstacle to talents.

          2/Having selected employees, set expectations for them (which are right outcomes and not right steps!), motivate them (when motivating pople focus on their strengths not weaknesses) and develop them (the talents already existing in them).

          3/Your employee will perform best when 6 fundamental conditions are met by you as his/her direct superior:

          a/She knows what is expected of her at work (outcomes again).
          b/She is properly equiped to do the job.
          c/She is assigned in line with at least one of her best talents.
          d/She has received praise in the last week (which, let us note, will not be difficult if conditions a/,b/ and c/ have been met by her manager)
          e/She is convinced that her supervisor cares about her as a person.
          f/She feels there is someone at work who encourages her development.

          You manage around people's weaknesses focusing on their strengths, you choose jobs that play to your strengths - there is a consistent streak in this book that calls for giving attention to the positive rather than negative as the way to produce results. A sequel to this book is a logical next step. Finally, in the light of this reading a talent to identify talents seems to be the greatest of them all.

          • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 16:54
            A więc oczywiście specjalizacja (czyli zadania związane z talentem osoby), a nie i to i tamto i jeszcze to.
            • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:23
              Jedna osoba specjalizuje się więc w prasowaniu, druga np. w odkurzaniu i wynoszeniu śmieci, każde osiągając mistrzostwo w swej ulubionej dziedzinie. Efekt - oszczędność czasu łącznego oraz wyższa jakość.
              • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:35
                Jeśli są czynności domowe do których żadne się nie garnie, warto pomyśleć o outsourcingu.
                To dopełnia model.
          • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:40
            Osobiście uwielbiam sortować śmieci i wynosić je na śmietnik
    • marek.zak1 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 11:56
      W korporacji to bywa różnie. W jednej następuje rotacja, żeby każdy mógł robić wszystko, w innych szanuje się, ze ktoś umie coś robić lepiej.
      Pamietaj, że logika i logika korporacyja, ma tyle do siebie jak demokracja i demokracja socjalistyczna.
      • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 12:07
        > Pamietaj, że logika i logika korporacyja, ma tyle do siebie jak demokracja i de
        > mokracja socjalistyczna.

        A konkretnie? Po za tym że w logice korporacyjnej najsłabiej przystosowany, nieefektywny musi umrzeć (zbankrutować) , a w logice socjalistycznej należy pomagać najsłabszym i najgorzej przystosowanym kosztem tych najwydajniejszych ?
        • marek.zak1 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 12:15
          Konkret. Bankructwo banku powinno oznacza utratę pracy i oszczędności. Obecnie bankructwo oznacza dokapitalizowanie go przez inne banki bądź samo państwo, a management otrzymuje premie z przychodów, ktore ratują tenże bank.
          • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:35
            marek.zak1 napisał:

            > Konkret. Bankructwo banku powinno oznacza utratę pracy i oszczędności. Obecnie
            > bankructwo oznacza dokapitalizowanie go przez inne banki bądź samo państwo, a m
            > anagement otrzymuje premie z przychodów, ktore ratują tenże bank.

            No wlasnie! I jak tu sie nie wku..ic?
        • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 12:26
          urquhart napisał:

          (...)" a w logice socjalistycznej należy pomagać najsłabszym i najgorzej przystosowanym kosztem tych najwydajniejszych ?(...)"

          Ale wielodzietnym rodzinom naprawdę należy pomagać, wspierac zdrowy potencjał genetyczny, nie zakładając,że "dziecioróbstwo" to patologia.
          Chętnie miałabym rodzinę wielodzietną ale mnie na to nie stać...

          Co do podziału obowiązków,widzę szarpaninę w innych związkach, ja tego nie mam, a ponieważ czasem mimo szczerych chęci nie mam siły wszystkiego zrobić sama, zastaję idealnie wysprzątaną kuchnię itp...
          • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 15:04
            mojemail3 napisała:

            > Chętnie miałabym rodzinę wielodzietną ale mnie na to nie stać...

            Mnie tez nie stac i zachodze w glowe jak to jest, ze innych stac????

            > Co do podziału obowiązków,widzę szarpaninę w innych związkach, ja tego nie mam,
            > a ponieważ czasem mimo szczerych chęci nie mam siły wszystkiego zrobić sama, z
            > astaję idealnie wysprzątaną kuchnię itp...

            U mnie tez nie ma absolutnie zadnej szarpaniny o obowiazki, zadnego gderania, jeczenia, proszenia, popychania ani drygowania ale tylko poprzez obustronne, wcale nieuzgadniane obnizenie wymagan czystosciowych obu stron i wzgledem siebie nawzajem. I teraz nie wiem czy to jest zasluga tego tutejszego wyemacypowania mezczyzn (=potocznie spedalenia :) czy dopasowania charakterow?
            • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 15:13
              hello-kitty2 napisała:

              (...)" I teraz nie wiem czy to jest zasluga tego tutejszego wyemacypowania mezczyzn (=potocznie spedalenia :) czy dopasowania charakterow?(...)"

              Jednego i drugiego chyba;-) Ale...ma to swoje skutki uboczne pt. za duża przyjażn, za mało ognia i iskier= BSM...
              • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 16:09
                > (...)" I teraz nie wiem czy to jest zasluga tego tutejszego wyemacypowania mezc
                > zyzn (=potocznie spedalenia :) czy dopasowania charakterow?(...)"
                >
                > Jednego i drugiego chyba;-) Ale...ma to swoje skutki uboczne pt. za duża przyja
                > żn, za mało ognia i iskier= BSM

                O! to to !
                Ale ten związek jest tu właśnie tak uparcie wypierany :)
                • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 16:44
                  "Ale ten związek jest tu właśnie tak uparcie wypierany :)"

                  Nie bardzo się mogę zgodzić, że "iskry" przestają lecieć, ponieważ facet umył talerze. Moim zdaniem to bardziej jest związek między temperamentem i osobowością a tym generowaniem silnych emocji.
                  Są typy męskie, które powodują, że iskrzy bardziej, są takie, przy których iskrzy mniej.
                  Natomiast nie jest powiedziane, że lepszy musi byc ten, przy którym bardziej iskrzy. To już kwestia wyboru: priorytetów. Co jest dla mnie jako człowieka i kobiety ważniejsze.
                  Przy czym to, że mąż spokojny i przewidywalny nie budzi takiej wielkiej namiętności jak tajemniczy samotny wilk czy inny jakiś artysta to nie znaczy, że nie budzi żadnej namiętności. Może budzić mniejszą, ale wystarczającą, żeby mieć udane pożycie seksualne przez długie lata.
                  • urquhart Affection Vs. Attraction raz jeszcze 28.09.13, 17:03
                    rekreativa napisała:
                    > Nie bardzo się mogę zgodzić, że "iskry" przestają lecieć, ponieważ facet umył t
                    > alerze. Moim zdaniem to bardziej jest związek między temperamentem i osobowości
                    > ą a tym generowaniem silnych emocji.

                    Generalnie to skutek a nie przyczyna. Ale były już dyskusje o konkretnych badaniach im bardziej zaangażowani w prace domowe tym mniej pożądania i seksu w domu były.

                    > Natomiast nie jest powiedziane, że lepszy musi byc ten, przy którym bardziej is
                    > krzy. To już kwestia wyboru: priorytetów. Co jest dla mnie jako człowieka i kob
                    > iety ważniejsze.

                    Brzmi nieźle gdyby nie to że to życzeniowe myślenie bo nie panujemy jako ludzie nad priorytetami namiętności. Wieczne wracanie do tematu ewidentnej sprzeczności u kobiet na którą zwraca uwagę wielu psychoterapeutów jak i zwykłych autorów poradników Affection Vs. Attraction , a którą Yoric tu pracowicie onegdaj propagował i za co mu chwała, a którą doprowadza feministki do wściekłości stojąc w jawnej sprzeczności z ideą wrodzonej intuicyjnie mądrości kobiet. :)
                    • rekreativa Re: Affection Vs. Attraction raz jeszcze 28.09.13, 17:31
                      Chodziło mi o to, że można świadomie wybrać między tym affection a attraction, wiedząc, co się zyskuje, a co traci i w gotowości na tego wyboru konsekwencje.
                      Bo zwykle jakieś straty będą.
                      Jeśli wybierasz sobie na target panów spokojnych, pomocnych, taki typowy materiał na męża i ojca, to masz świadomość, że oni ci nie zapewnią raczej pakietu emocji zw. z przygodą, niebezpieczeństwem, tajemnicą - czyli tego, o czym młode damy czytują w romansidłach.
                      Jeśli z kolei bierzesz typ artysty, samotnego wilka czy co tam w powieściach spotkasz, to trzeba się liczyć z tym, że rodzinnie on może być niewydolny.
                      Kwestia Twojego wyboru.
                      Ważne, żeby mieć świadomość tych rzeczy, bo najgorzej jest wtedy, gdy kobieta wzięła domowego misia i jest rozczarowana, że on się nie chce zamienić w tajemniczego gościa na czarnym rumaku. Albo wzięła tego gościa i wkurwiona czeka, aż z niego wyjdzie domowy miś.
                      A tu dupa, bo albo rybki albo pipki. Clark Kent zmieniający się dowolnie z ciapowatego nieśmiałka w Supermena i na odwrót to tylko w filmie :)
                      • kag73 Re: Affection Vs. Attraction raz jeszcze 28.09.13, 17:49
                        rekreativa napisała:

                        A kto potrzebuje wiecznie i ciagle emocji?! Na dluzsza mete ja potrzebuje dobrego pieprzenia i to by bylo na tyle;) I mialam je z tym co gotowal i sprzatal. I mam je z nastepnym wyemancypowanym. Jedno maja wspolne: podobali/podobaja mi sie fizycznie i sa dobrzy w lozku/spelniaja moje oczekiwania i do tego szalenie na mnie lecieli. O co chodzi? Mnie o nic, mnie szarpaninka i niebezpieczne emocje sa do niczego nie potrzebne. Ja chce dobrego zycia, zdrowia, spokoju i skesu.
                        Moze jestem wyjatkiem, ale tak mam.

                        • rekreativa Re: Affection Vs. Attraction raz jeszcze 28.09.13, 18:13
                          Kag, ale ja właśnie o tym piszę: o wyborze wedle potrzeb.
                          Ja wybrałam, tak jak Ty, bo emocji miałam już po kokardę i sądzę, że tajemniczych, szalonych artystów wystarczy mi na całe życie.
                          Natomiast sprzeciwiam się takiemu stawianiu sprawy, że domowy miś oznacza brak zainteresowania seksualnego ze strony kobiety, bo to nieprawda jest.
                          • kag73 Re: Affection Vs. Attraction raz jeszcze 28.09.13, 18:16
                            rekreativa napisała:

                            > Kag, ale ja właśnie o tym piszę: o wyborze wedle potrzeb.
                            > Ja wybrałam, tak jak Ty, bo emocji miałam już po kokardę i sądzę, że tajemniczy
                            > ch, szalonych artystów wystarczy mi na całe życie.
                            > Natomiast sprzeciwiam się takiemu stawianiu sprawy, że domowy miś oznacza brak
                            > zainteresowania seksualnego ze strony kobiety, bo to nieprawda jest.
                            No ale czy na swiecie sa tylko "domowe misie" albo "artysci"? Jest jeszcze cala paleta tego posrodku, czlowiek jest sladowa roznych cech i to, ze nie jest zwariowanym atrysta nie znaczy, ze jest misiem a nawet gdyby byl misiem, nie znaczy, ze sie w lozku nie sprawdzi.
                            >
                            • rekreativa Re: Affection Vs. Attraction raz jeszcze 28.09.13, 18:20
                              Ale to oczywiste jest.
                              Ja tu upraszczam na potrzeby dyskusji.
                          • loppe Re: Affection Vs. Attraction raz jeszcze 28.09.13, 18:17
                            Ad. Natomiast sprzeciwiam się takiemu stawianiu sprawy, że domowy miś oznacza brak zainteresowania seksualnego ze strony kobiety, bo to nieprawda jest.

                            Ktoś świetny w sortowaniu i wynoszeniu śmieci z domu zawsze cieszyć się będzie
                            zasłużonym wzięciem...
                            • kag73 Re: Affection Vs. Attraction raz jeszcze 28.09.13, 18:19
                              loppe napisał:
                              > Ktoś świetny w sortowaniu i wynoszeniu śmieci z domu zawsze cieszyć się będzie
                              > zasłużonym wzięciem...
                              U mnie tak, bo ja nie cierpie tego robic!!!
                • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:16
                  urquhart napisał:

                  > > (...)" I teraz nie wiem czy to jest zasluga tego tutejszego wyemacypowani
                  > a mezc
                  > > zyzn (=potocznie spedalenia :) czy dopasowania charakterow?(...)"
                  > >
                  > > Jednego i drugiego chyba;-) Ale...ma to swoje skutki uboczne pt. za duża
                  > przyja
                  > > żn, za mało ognia i iskier= BSM

                  Potwierdzam.

                  > O! to to !
                  > Ale ten związek jest tu właśnie tak uparcie wypierany :)

                  Ja nie wypieram, ja sie zwyczajnie na to godze, to jest moj wybor lub jego brak. To jest najlepsza z dostepnych opcji, gdy znajde lepsza to to zmienie ale watpie, ze znajde, bo przetestowalam juz inne dostepne opcje i zadna z nich nie byla lepsza. Moglabym dla przykladu uwiesc tego dyrektora, co go opisywalam od tej bezrobotnej babki co rehabilitantowi milosc wyznawala, tak? Ale on ma dwojke dzieci, poza tym on pewnie bedzie chcial powielic tradycyjny model zwiazku, do ktorego ja sie w ogole nie nadaje, do tego ma wysuszona cere :-)), ciaze spozywcza i z 2 metry wzrostu. Nie podoba mi sie :)
              • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 16:47
                mojemail3 napisała:
                > Jednego i drugiego chyba;-) Ale...ma to swoje skutki uboczne pt. za duża przyja
                > żn, za mało ognia i iskier= BSM...

                Skad taki wniosek? Sa jakies dane, ze ludzie tam ze soba nie sypiaja? Potwierdzone? Albo, ze sypiaja ze soba mniej/rzadziej niz np. w Polsce?
                • zawle Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:12
                  kag73 napisała:

                  > mojemail3 napisała:
                  > > Jednego i drugiego chyba;-) Ale...ma to swoje skutki uboczne pt. za duża
                  > przyja
                  > > żn, za mało ognia i iskier= BSM...
                  >
                  > Skad taki wniosek? Sa jakies dane, ze ludzie tam ze soba nie sypiaja? Potwierdz
                  > one? Albo, ze sypiaja ze soba mniej/rzadziej niz np. w Polsce?

                  Ależ z całą pewnością istnieją kobiety które lubią typ: nie pomoże, a orze. Mam taką znajomą. Po każdej awanturze z mężem, który jedzie po niej bez umiaru ( zero pomocy, zero wsparcia, jeden kasy, siedem strofowania, siedem lekceważenia, pięć przemocy), ma po tym z nim wspaniały seks. Na serio. Nie deprecjonujmy tych kobiet. One istnieją i mają się dobrze
                  Czy ja sobie przeczę?
                  Bardzo dobrze, więc sobie przeczę,
                  ( Jestem wielki, we mnie są miliony)
                  Walt Whitman, Pieśń o sobie
    • jesod Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 12:23
      urquhart napisał:
      > Podczas gdy w korporacji oczywistym jest za wydajnością, optymalizacją i postęp
      > em stoi coraz większa specjalizacja każdego stanowiska, społecznie i rodzinnie
      > propagowania jest odwrotna wizja dokładnie odwrotna czyli współdzielenia równeg
      > o wszystkiego w domu.

      A co, tak konkretnie, mają korporacje do związku między kobietą a mężczyzną i ich wspólnego terytorium?
      Nie ma o czym tu gadać, chyba, że się chce koniecznie o korporacjach... i tak na niby, przy okazji, o relacjach partnerskich i układach w domu.
      Nie widzę związku ze związkiem - żadnego.
      • urquhart zaprzeczanie związku 28.09.13, 12:37
        jesod napisała:
        > a niby, przy okazji, o relacjach partnerskich i układach w domu.
        > Nie widzę związku ze związkiem - żadnego.

        A dla mnie to przykład klasycznego narcystycznego mechanizmu obronnego "ja" przez zaprzeczanie :)

        Że atawistycznie mężczyna był wyspecjalizowany fizycznie i psychicznie w polowaniu, ochronie ,a kobieta w zbieractwie, zajmowaniu się małymi dziećmi trudno zaprzeczyć. Dziś ideałem ma być zajmowanie się w domu wszystkim po równo.

        • bgz0702 Re: zaprzeczanie związku 28.09.13, 12:41
          urquhart napisał:

          > jesod napisała:
          > > a niby, przy okazji, o relacjach partnerskich i układach w domu.
          > > Nie widzę związku ze związkiem - żadnego.
          >
          > A dla mnie to przykład klasycznego narcystycznego mechanizmu obronnego "ja" prz
          > ez zaprzeczanie :)
          >
          > Że atawistycznie mężczyna był wyspecjalizowany fizycznie i psychicznie w polowa
          > niu, ochronie ,a kobieta w zbieractwie, zajmowaniu się małymi dziećmi trudno za
          > przeczyć. Dziś ideałem ma być zajmowanie się w domu wszystkim po równo.
          >
          a to pewnie dlatego, że kobiety wspólczesnie też chodzą polowac i przynoszą zdobyczna
          pensję do domu więc potem chciałyby pomocy przy "małych dzieciach", czy nie?
        • jesod Związek bez związku 28.09.13, 13:01
          urquhart napisał:
          > A dla mnie to przykład klasycznego narcystycznego mechanizmu obronnego "ja" prz
          > ez zaprzeczanie :)

          No, ba! Cóż ja na to poradzę???
          Ale, za to jakie "naukowo piękne" podsumowanie jesod... Bardzo opanowane. No i trochę jednak inaczej brzmi niż "samica alfa".

          urquhart napisał:
          > Dziś ideałem ma być zajmowanie się w domu wszystkim po równo.

          Kutfa! Ale Ty nie lubisz tych robót domowych... Pociesz się, że ja też. :) Lecz wiem, że z różnych względów nie wszystko da się podzielić po równo - to jest czasem niemożliwe.
          Ale... to głupie "dzielenie po równo" należy jednak zdecydowanie oddzielić od prostej i zwyczajnej chęci zajmowania się domem, pomocy partnerowi i świadomości, że to jest nasze i robimy to tylko i wyłącznie dla siebie, a więc i dla naszego życia. To buduje dobre klimaty - zdecydowanie lepsze niż dzielenie po równo.
          • bgz0702 Re: Związek bez związku 28.09.13, 13:46
            jesod napisała:

            > Ale... to głupie "dzielenie po równo" należy jednak zdecydowanie oddzielić od p
            > rostej i zwyczajnej chęci zajmowania się domem, pomocy partnerowi i świadomości
            > , że to jest nasze i robimy to tylko i wyłącznie dla siebie, a więc i dla nasze
            > go życia. To buduje dobre klimaty - zdecydowanie lepsze niż dzielenie po równo.

            o jak ładnie proszę i po ludzku;) bo czy przeciez nie o to chodzi? Chciałoby mi się jeszcze we własnym domu toczyc wojnę i bój o zrozumienie tak prostej akcji? Przecież to wszystko co robię w domu to nie dla mnie tylko, to dla nas. Dla mnie i innych, więc cudowne jest to, że inni (najczęsciej;)) ) w moim domu rozumują tak samo
            • jesod Re: Związek bez związku 28.09.13, 23:39
              bgz0702 napisała:
              > o jak ładnie proszę i po ludzku;) bo czy przeciez nie o to chodzi?

              Uważasz, że z reguły wypowiadam się nieładnie i nieludzko? :)

              W związku też powinno był ładnie i po ludzku. Warto to sobie uświadomić i tego chcieć. Są chwile dobre i te gorsze, ale złych nie należy nigdy przytulać i pielęgnować.
              To, wcześniej wspomniane, głupie dzielenie po równo jest formą licytacji w związku - coś za coś. A czasem dobrze coś puścić na żywioł i jakoś samo będzie się układać, bo chcemy (!!!) by układało się dobrze, dbamy o to, zależy nam tym, bo... zależy nam na sobie.
              Staramy się siebie czuć, ale starając się wcale nie mamy poczucia, że jesteśmy do tego zmuszani. :)
    • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 13:47
      Nie bardzo mnie interesuje, jak się co odbywa w korporacji.
      Wiem natomiast, że jeśli jest brudny zlew, a w tym zlewie brudne gary, to ktoś musi zakasać rękawy i umyć.
      Mogę to być ja, albo partner, albo pani Ziuta, ale ktoś musi, bo od brudu to się można pochorować, albo porzygać.
      Kto akurat to będzie, zależy od możliwości: jeśli tylko jeden partner pracuje zawodowo, to drugi niejako z automatu przejmuje obowiązki domowe - trudno bowiem zrobić coś w domu, jesli sie jest gdzie indziej czyli w pracy.
      Jeśli oboje pracują, robi ten, kto akurat wcześniej do domu wrócił, albo na zmiany, albo dzielą konkretne czynności - ja myję gary, on robi zakupy, ja sprzątam łazienki, on odkurza dywany itd.
      W żadnym momencie nie chodzi o to, by było po równo od linijki. Chodzi o to, by obie osoby miały swój wkład w to ognisko domowe i żeby żadna z nich nie czuła się jak wół, którym orzą ponad siły.
    • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:00
      urquhart napisał:

      > Podczas gdy w korporacji oczywistym jest za wydajnością, optymalizacją i postęp
      > em stoi coraz większa specjalizacja każdego stanowiska, społecznie i rodzinnie
      > propagowania jest odwrotna wizja dokładnie odwrotna czyli współdzielenia równeg
      > o wszystkiego w domu.
      > Nie razi Was ta sprzeczność i dysonans?

      Ale przeciez rosnaca liczba tzw waskiej specjalizacja w korporacji jest dla niej zagrozeniem, bo pojawia sie problem backupu czyli zastepowalnosci.
      A w rodzinie to ja bym sie ratowala i aktualnie ratuje obnizeniem wymagan czystosciowych badz obnizeniem liczby dzieci badz obnizeniem wymagan wobec siebie nawzajem zamiast bawic sie w waskie specjalizacje, bo znowu mamy problem z backupem.
    • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:36
      Celna uwaga. To jeszcze zależy od specjalizacji danychczynności oraz 'kosztu alternatywnego'. Co mam na myśli :). Specjalista od wynoszenia śmieci zrobi to tak samo efektywnie, jak zupełny nowicjusz. Jeśli alternatywnie, w tym czasie każde z nich zajmując się swoją normalną pracą mogłoby zarobić te same pieniądze, to tu podział ról nie ma sensu, a sensowny staje się równy podział obowiązków. To jednak dość rzadka sytuacja. Zwykle specjalizacja się opłaca. Jeśli już tak jest, że facetowi prasowanie koszul zajmuje 2x więcej czasu, za którego każdą przepracowaną zawodowo godzinę dostaje 2x więcej niż żona - to z ekonomicznego (nie w sensie finansowym, tylko optymalizacji wydajności) punktu widzenia nie ma sensu, by te zadania dzielili po równo.

      Oczywiście ekonomiczny punkt widzenia na związek to tylko jeden z wielu.
      • kotoshi Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:45
        yoric napisał:
        > Oczywiście ekonomiczny punkt widzenia na związek to tylko jeden z wielu.
        he he no właśnie, jeszcze choćby szkody psychologiczne (poczucie niesprawiedliwości jednej strony), i już wszystko się rozwala.
        Inna sprawa: jeśli X świetnie wyrzuca śmieci i lepiej niż Y, to już na wieki Y ma nie dostać szansy nauczenia się tej czynności?!
        Czyli "ekonomiczny punkt widzenia na związek" to zmierzone tu i teraz, zero rozwoju?
        Sorry, tego nie można brać poważnie.
      • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:53
        yoric napisał:

        Zwykle specjalizacja się opłaca. Jeśli już tak
        > jest, że facetowi prasowanie koszul zajmuje 2x więcej czasu, za którego każdą p
        > rzepracowaną zawodowo godzinę dostaje 2x więcej niż żona - to z ekonomicznego (
        > nie w sensie finansowym, tylko optymalizacji wydajności) punktu widzenia nie ma
        > sensu, by te zadania dzielili po równo.

        Mozna tez zatrudnic pania, ktora prasuje szybciej od zony (bo specjalizuje sie w prasowaniu za kase :) i jesli za godzine mozna jej zaplacic mniejsza kwote, od tej, ktora na godzine zarabia zona to operacja sie oplaca.
        Appropo a Ty juz myslisz o specjalizacji swojej przyszlej zony w dziedzinie wychowywania Waszych przyszlych dzieci :) Jesli bys sie jednak przy tej specjalizacji upieral to rzeczywiscie pomysl Rosjanki jest dobry, tylko nie bierz z miasta. Bez zlosliwosci, jak juz piszemy z ekonomicznego punktu widzenia.
      • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:53
        Mam takie podejście, że nie zamierzam uczyć starego konia podstawowych rzeczy.
        Nie umie gotować, to trudno, nie umie. Ja będę gotować, bo umiem, lubię i idzie mi to szybko oraz sprawnie. Jesli akurat zachoruję, albo wyjadę, to można sie stołować na mieście, kupowac dania do podgrzania, zarobić na gosposię, albo pójść do mamy.
        Z kolei ja nie będę myć okien, czy szorować wanny, bo nie mam na to siły i zdrowia. Wolę w tym czasie wykonać jedno łatwe zlecenie, co mi zajmie może godzinkę i zapłacić jakiejś kobiecie, żeby przyszła i te okna pomyła. Ona sobie zarobi, a ja i mąż się nie zmęczymy.

        Co do Twojego przeliczania zarobku na godziny prasowania, to trochę niesprawiedliwe jest.
        Bo kobieta może zarabiac połowę tego, co mąż, ale w pracy spędzać porównywalna ilośc czasu.
        Można powiedzieć, że jeśli mało zarabia, to po co pracuje, ale takie stawianie sprawy świadczy o niezrozumieniu czym praca bywa dla człowieka. Nie jest to przecież wyłącznie źródło zarobku na teraz, ale też, a czasem przede wszystkim kontakt z ludźmi oraz zabezpieczenie na przyszłość.
        Więc nie traktujmy pracy wyłącznie przez pryzmat zarobków.
        • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 15:18
          rekreativa napisała:

          (...)"Bo kobieta może zarabiac połowę tego, co mąż, ale w pracy spędzać porównywalna ilośc czasu.Można powiedzieć, że jeśli mało zarabia, to po co pracuje, ale takie stawianie sprawy świadczy o niezrozumieniu czym praca bywa dla człowieka. Nie jest to przecież wyłącznie źródło zarobku na teraz, ale też, a czasem przede wszystkim kontakt z ludźmi oraz zabezpieczenie na przyszłość.
          Więc nie traktujmy pracy wyłącznie przez pryzmat zarobków"

          Tak jest w istocie, znam z własnego doświadczenia.
          Co do wcześniejszego akapitu o podziale prac, też mogę się podpisać, niech kazdy robi to co umie i w czym się dobrze czuje,byleby ta druga strona nie czuła się przeciążona obowiązkami, bo to jednak niepoliczalne jest, ten wkład pracy, subiektywne zmęczenie może być jednak skutkiem złej organizacji;-)
          • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:41
            > rekreativa napisała:
            >
            > (...)"Bo kobieta może zarabiac połowę tego, co mąż, ale w pracy spędzać porówny
            > walna ilośc czasu.Można powiedzieć, że jeśli mało zarabia, to po co pracuje, al
            > e takie stawianie sprawy świadczy o niezrozumieniu czym praca bywa dla człowiek
            > a. Nie jest to przecież wyłącznie źródło zarobku na teraz, ale też, a czasem pr
            > zede wszystkim kontakt z ludźmi oraz zabezpieczenie na przyszłość.
            > Więc nie traktujmy pracy wyłącznie przez pryzmat zarobków"

            mojemail3 napisała:

            > Tak jest w istocie, znam z własnego doświadczenia.
            > Co do wcześniejszego akapitu o podziale prac, też mogę się podpisać, niech kazd
            > y robi to co umie i w czym się dobrze czuje,byleby ta druga strona nie czuła si
            > ę przeciążona obowiązkami, bo to jednak niepoliczalne jest, ten wkład pracy, su
            > biektywne zmęczenie może być jednak skutkiem złej organizacji;-)

            No tak, tylko jakos mam przeczucie, ze nie o to (podzial obowiazku w domu typu ja prasuje ty gotujesz) Urqu chodzilo jak zakladal ten watek, hehe. Nie sadze zeby Urqu bral w ogole pod uwage zeby facet czesciowo jednak zajmowal sie sprzataniem, gotowaniem czy dziecmi. Ten tytul watku mnie intryguje. Chyba mial cos innego na mysli piszac ''specjalizacja"?
            • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:46
              Kitty - No tak, tylko jakos mam przeczucie, ze nie o to (podzial obowiazku w domu typu ja prasuje ty gotujesz) Urqu chodzilo jak zakladal ten watek, hehe. Nie sadze zeby Urqu bral w ogole pod uwage zeby facet czesciowo jednak zajmowal sie sprzataniem, gotowaniem czy dziecmi. Ten tytul watku mnie intryguje. Chyba mial cos innego na mysli piszac ''specjalizacja"?

              No właśnie. Dopóki nie wyjaśni dyskusja pozostanie wielowątkowa, ja uważam że są - generalnie, bez fanatyzmu - w gospodarstwie domowym czynności bardziej męskie i bardziej kobiece, co pozwala w takim właśnie świetle widzieć temat Urqu...
              • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:52
                loppe napisał:

                > No właśnie. Dopóki nie wyjaśni dyskusja pozostanie wielowątkowa, ja uważam że s
                > ą - generalnie, bez fanatyzmu - w gospodarstwie domowym czynności bardziej męs
                > kie i bardziej kobiece, co pozwala w takim właśnie świetle widzieć temat Urqu..
                > .
                Oczywiscie, po to jestesmy razem, zeby sie uzupelniac, niech kazdy zrobi co potrafi najlepiej. A jak jest wszystkiego za duzo, to niech kazdy cos zrobi, byle jak ale niech zrobi:) Zeby nie bylo, ze jeden sie zaora a drugi sie zasiedzi i bedzie dziwil sie temu zaoranemu, ze jest nie w humorze i mu energii na przyjemnosci nie starcza. Prawda, loppe?
                • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:57
                  kag73 napisała:

                  > loppe napisał:
                  >
                  > > No właśnie. Dopóki nie wyjaśni dyskusja pozostanie wielowątkowa, ja uważa
                  > m że s
                  > > ą - generalnie, bez fanatyzmu - w gospodarstwie domowym czynności bardzi
                  > ej męs
                  > > kie i bardziej kobiece, co pozwala w takim właśnie świetle widzieć temat
                  > Urqu..
                  > > .
                  > Oczywiscie, po to jestesmy razem, zeby sie uzupelniac, niech kazdy zrobi co pot
                  > rafi najlepiej. A jak jest wszystkiego za duzo, to niech kazdy cos zrobi, byle
                  > jak ale niech zrobi:) Zeby nie bylo, ze jeden sie zaora a drugi sie zasiedzi i
                  > bedzie dziwil sie temu zaoranemu, ze jest nie w humorze i mu energii na przyjem
                  > nosci nie starcza. Prawda, loppe?

                  Jak najbardziej Kag. Ja prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie że na nowoczesnym forum 21. wieku ktoś tutaj poważnie lansuje jakiś model kobiety urobionej po łokcie w domu, będąc w pełni władz umysłowych i moralnych:)
                  • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:01
                    loppe napisał:
                    > Jak najbardziej Kag. Ja prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie że na nowoczesnym for
                    > um 21. wieku ktoś tutaj poważnie lansuje jakiś model kobiety urobionej po łokci
                    > e w domu, będąc w pełni władz umysłowych i moralnych:)

                    O, dobrze gadasz, jabys byl w poblizu bym Ci sie napic dala! Malo tego, nawet bym sie z Toba napila:)
                    • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:08
                      kag73 napisała:

                      > O, dobrze gadasz, jabys byl w poblizu bym Ci sie napic dala! Malo tego, nawet b
                      > ym sie z Toba napila:)

                      Dziękuję:). Jestem tylko skromnym uzupełnieniem mojej żony, niedawno jej powiedziałem że chcę umrzeć przed nią bo nie chcę się uczyć obsługi pralki automatycznej:))
                      • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:11
                        Jak w zeszłym roku napisałem - moja idealna partnerka musi być kimś do kogo będę mógł się czasem w domu zwracać: Inżynierze!
                  • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:15
                    loppe napisał:

                    > Jak najbardziej Kag. Ja prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie że na nowoczesnym for
                    > um 21. wieku ktoś tutaj poważnie lansuje jakiś model kobiety urobionej po łokci
                    > e w domu, będąc w pełni władz umysłowych i moralnych:)

                    Nie sadze, zeby az to sugerowal ale co sugeruje to pewnosci nie mam. 'Znajac' jednak Urqu z forumowej dzialanosci zakladam, ze jakis 'haczyk' w tym temacie jest :)
                    • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:19
                      Tak to jest kiedy mężczyzna nie radzi sobie z sortowaniem śmieci w domu...
                    • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:26
                      A ja myślę, że właśnie to może sugerować.
                      Z jego postów wynika, że gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie i dzieci to nie dla mężczyzny.
                      Więc co zostaje?
                      Rąbanie drewna do kominka? A jeśli mieszkam w bloku i nie mam kominka?
                      • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:29
                        rekreativa napisała:
                        > Rąbanie drewna do kominka? A jeśli mieszkam w bloku i nie mam kominka?

                        Jeszcze mycie samochodu i wymiana opon w samochodzie? A jesli nie mam samochodu?

                        A moze skopanie ogrod? A jak nie mam ogrodka?
                        • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:39
                          Mieszkam w bloku, więc nie ma kominka, nie ma ogródka i nie ma drobnych napraw dookoła obejścia.
                          Mycie samochodu odbywa się, kiedy jest on naprawde strasznie już brudny, czyli jakis raz na dwa miechy - przy czym wygląda ono tak, że siedzimy w aucie słuchając radyjka, a wielkie szczoty odwalają robotę za nas :)
                          Opon się nie zmienia w ogóle, bo to Portugalia, śniegu i zimy niet.
                          No jakby, cholera, nie kombinować, same "babskie" robótki zostają.
                          • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:51
                            > Opon się nie zmienia w ogóle, bo to Portugalia, śniegu i zimy niet.
                            > No jakby, cholera, nie kombinować, same "babskie" robótki zostają.

                            A wożenie małżonki autem według roboczogodziny taksówkarza?
                            A wysłuchiwanie utyskiwań według roboczogodzin psychoterapeuty?
                            Zostaje jeszcze smakowanie porto według roboczogodzin kiperów i za chodzenie na imprezy według stawek wodzirejów lub ochroniarzy w zależności czy się lubi tańczyć czy podpierać ściany.
                            :)
                            • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:06
                              Autem to mnie za często nie wozi, siebie zresztą też nie, bo mamy wszędzie blisko, więc chodzimy na piechotę. Po zakupy autem jedziemy i odwiedzić teściową :)
                              Na imprezy to chadzamy, ale rodzinne. I wtedy to raczej mąż mi powinien płacić, że znoszę z uśmiechem te trzygodzinne nasiadówy przy stole.
                              A utyskujemy oboje, ale mało: ja na polityków, a on na pracę.

                              A poważnie mówiąc to obowiązki mamy podzielone od dawna, ja robię wprawdzie więcej, ale rzeczy, które lubię (jak gotowanie).
                              Zresztą jest zmywarka, jest pralka, są rozmaite urządzenia, jest pani do mycia okien, a dzieci nie mamy, więc nikt tej roboty domowej nawet nie odczuwa.
                      • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:40
                        rekreativa napisała:

                        > A ja myślę, że właśnie to może sugerować.
                        > Z jego postów wynika, że gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie i dzieci to
                        > nie dla mężczyzny.
                        > Więc co zostaje?
                        > Rąbanie drewna do kominka? A jeśli mieszkam w bloku i nie mam kominka?

                        Cieplo, cieplo, coraz cieplej! Co mozna w domu 'rabac' jak nie ma kominka? :)
                        • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:42
                          Ale że co?
                          Że niby ten rodzaj "rąbania" zaliczyć do obowiązków domowych mężczyzny? :D
                          • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:15
                            rekreativa napisała:

                            > Ale że co?
                            > Że niby ten rodzaj "rąbania" zaliczyć do obowiązków domowych mężczyzny? :D

                            No spojrz co odpowiedzial powyzej. Wiesz to 'rabanko' mozna rozszerzac o 'budowanie atmosfery', 'wyszukiwanie pomyslow i organizacja randek', 'wyszukiwanie i zakup gadzetow i seksownej bielizny', 'organizacja wyjazdow we dwoje' ect wszystko to, na co malzenstwa narzekaja, ze nie bylo od dawna, po czym siadl im seks. Zeby seks nie siadl to trzeba wlozyc energie i czas i pieniadze, zwlaszcza jak sa dzieci. Zatem jak to wyklada maz to jak to rozliczamy? Jako hobby? :-)

                            "A wożenie małżonki autem według roboczogodziny taksówkarza?
                            A wysłuchiwanie utyskiwań według roboczogodzin psychoterapeuty?
                            Zostaje jeszcze smakowanie porto według roboczogodzin kiperów i za chodzenie na imprezy według stawek wodzirejów lub ochroniarzy w zależności czy się lubi tańczyć czy podpierać ściany.
                            :)"
                            • urquhart zakup gadzetow i seksownej bielizny', 29.09.13, 16:51
                              hello-kitty2 napisała:
                              > No spojrz co odpowiedzial powyzej. Wiesz to 'rabanko' mozna rozszerzac o 'budow
                              > anie atmosfery', 'wyszukiwanie pomyslow i organizacja randek', 'wyszukiwanie i
                              > zakup gadzetow i seksownej bielizny', 'organizacja wyjazdow we dwoje' ect wszys
                              > tko to, na co malzenstwa narzekaja, ze nie bylo od dawna, po czym siadl im seks
                              > . Zeby seks nie siadl to trzeba wlozyc energie i czas i pieniadze, zwlaszcza ja
                              > k sa dzieci. Zatem jak to wyklada maz to jak to rozliczamy? Jako hobby? :-

                              To bardzo interesujący kierunek myślenia przecież.
                              Wiekszość facetów bardzo doceniłoby wymienione punkty kobiet we wspólnym rozliczaniu. Natomiast one koniecznie chcą żeby rozliczać sprzątanie i nadopiekuńcze godziny zajmowania sie i wyręczania dzieci, czyli włane potrzeby i oczekiwania jako coś robione dla partnera... :)
                              • loppe Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 12:17
                                Na seksowną bieliznę to chyba szkoda pieniędzy. Bielizna idzie na bok. Lepiej przekazać te środki na cele charytatywne i w poczuciu że świat kibicuje teraz naszemu zbliżeniu...:))
                                • kag73 Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 12:28
                                  loppe napisał:

                                  > Na seksowną bieliznę to chyba szkoda pieniędzy. Bielizna idzie na bok. Lepiej p
                                  > rzekazać te środki na cele charytatywne i w poczuciu że świat kibicuje teraz na
                                  > szemu zbliżeniu...:))

                                  Dobre, dobre, loppe. Ostanio bylam z mezem w sklepie i mu pokazuje jakies tam czarne negligé. No maz zainteresowany, patrzy, podziwia az...nie zobaczyl ceny! Nagle, Ty, przestalo mu sie podobac;))
                                  • loppe Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 12:34
                                    kag73 napisała:

                                    > loppe napisał:
                                    >
                                    > > Na seksowną bieliznę to chyba szkoda pieniędzy. Bielizna idzie na bok. Le
                                    > piej p
                                    > > rzekazać te środki na cele charytatywne i w poczuciu że świat kibicuje te
                                    > raz na
                                    > > szemu zbliżeniu...:))
                                    >
                                    > Dobre, dobre, loppe. Ostanio bylam z mezem w sklepie i mu pokazuje jakies tam c
                                    > zarne negligé. No maz zainteresowany, patrzy, podziwia az...nie zobaczyl ceny!
                                    > Nagle, Ty, przestalo mu sie podobac;))

                                    Masz roztropnego męża!!:). To powiedz, Ty byłaś tą bardziej fantazyjną w związku (a z czasem ewoluowaliście tak, że Ty się stawałaś roztropniejsza a On fantazyjniejszy), czy zupełnie inaczej to wygląda/ło?
                                    • kag73 Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 12:41

                                      > Masz roztropnego męża!!:). To powiedz, Ty byłaś tą bardziej fantazyjną w związk
                                      > u (a z czasem ewoluowaliście tak, że Ty się stawałaś roztropniejsza a On fantaz
                                      > yjniejszy), czy zupełnie inaczej to wygląda/ło?

                                      Nie, inaczej. Ile myslmy, chlopie, kasy na gadzety i inne dyrdymaly wydali, to szkoda mowic, wlascie bo maz taki "fantazyjny" byl/jest. Leza teraz w dwoch roznych krajach po szufladach i skrzyniach, od czasu do czasu sie ich uzywa, ale duzo rzadziej niz kiedys. Troche mamy powrot do Margarity, po przetestowaniu wszystkich innych gatuneczkow:)
                                      Po zaliczeniu takich roznach gadzecikow i innych dyrdymalkow seksi koszulki nie maja sily przebicia:) A zaczelo sie od tego, ze sobie kupilam koszulke, wcale nie do spania tylko do wstania(bo spimy zawsze nago) a maz na to, ze to tam zadna ladna koszulka, jakies czarne neglige to by bylo cos. Masz...teraz sie nazywa, ze przeciez mam sliczna koszulke...no mam, jedna i to wcale nie czarna:)
                                      • loppe Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 12:59
                                        Margarita - żel przedłużający seks Voulez-Vous, Speed Limit, 75zł - czytam w opisie sklepu internetowego PokójRozkoszy:).pl. I znowu technika Karezza się upomina o uwagę.

                                        A my z żoną nie tylko nie śpimy już nago, ale nawet od kilku lat nie śpimy razem:). Kiedyś nie do pomyślenia, a potem jakoś tak naturalnie człowiek zaczyna wyżej cenić możliwość w pełni swobodnego przemieszczania się nocą na powierzchni łoża. Ale nieraz zasypiamy razem. Czasem Ona budzi się rano sama w moim łożu, a ja sam w jej:)
                                        • loppe Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 13:14
                                          Bardzo lubię przerzucać się z poduszki na poduszkę, taką chłodną, mam 3 poduszki, każda innych rozmiarów
                                          • loppe Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 13:15
                                            To się chyba nazywa łagodny hedonizm
                                          • loppe Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 13:59
                                            loppe napisał:

                                            > Bardzo lubię przerzucać się z poduszki na poduszkę, taką chłodną, mam 3 poduszk
                                            > i, każda innych rozmiarów

                                            Każda również o nieco innej miękkości, fakturze
                                        • kag73 Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 13:44
                                          > Margarita - żel przedłużający seks Voulez-Vous, Speed Limit, 75zł - czytam w o
                                          > pisie sklepu internetowego PokójRozkoszy:).pl. I znowu technika Karezza się upo
                                          > mina o uwagę.

                                          Ale mnie o pizze chodzilo:) i to porownanie swego czasz chyba zakletewmarmur. Hmm, wlascie, szkoda, ze zakleta juz tutaj nie bywa.
                                          > A my z żoną nie tylko nie śpimy już nago, ale nawet od kilku lat nie śpimy raze
                                          > m:). Kiedyś nie do pomyślenia, a potem jakoś tak naturalnie człowiek zaczyna wy
                                          > żej cenić możliwość w pełni swobodnego przemieszczania się nocą na powierzchni
                                          > łoża. Ale nieraz zasypiamy razem. Czasem Ona budzi się rano sama w moim łożu, a
                                          > ja sam w jej:)
                                          Czyli krotko mowiac macie w nocy Wedrowki Ludow, my tez mamy ale w innej konstelacji, bo jest jeszcze ten trzeci:dzieciak;) Chadzamy do lozka zawsze razem, z mojego doswiadczenia sie oplaca, bo czesto z tego wychodzi seks a seksu nigdy nie za wiele;)
                                          • loppe Re: zakup gadzetow i seksownej bielizny', 30.09.13, 13:58
                                            Margarita - żel przedłużający seks Voulez-Vous, Speed Limit, 75zł - czytam w o
                                            > pisie sklepu internetowego PokójRozkoszy:).pl. I znowu technika Karezza się upo
                                            > mina o uwagę.

                                            Ale mnie o pizze chodzilo:)

                                            Aha, czyli powrót do podstawowych receptur. To świadczy o fundamentalnej witalności związku!
                • hello-kitty2 Re: "Siedzi z jajami" :-) 28.09.13, 18:11
                  kag73 napisała:

                  > Oczywiscie, po to jestesmy razem, zeby sie uzupelniac, niech kazdy zrobi co pot
                  > rafi najlepiej. A jak jest wszystkiego za duzo, to niech kazdy cos zrobi, byle
                  > jak ale niech zrobi:) Zeby nie bylo, ze jeden sie zaora a drugi sie zasiedzi i
                  > bedzie dziwil sie temu zaoranemu, ze jest nie w humorze i mu energii na przyjem
                  > nosci nie starcza. Prawda, loppe?

                  Podobaja mi sie okreslenia 'zasiedzi' i 'zaora'. Wlacze sobie do slownika. Przypomnialo mi sie, ze moja matka zawsze gadala na ojca, ze 'siedzi z jajami w fotelu i nic nie robi'. "Siedzi z jajami" :-)
                  • kag73 Re: "Siedzi z jajami" :-) 28.09.13, 18:18
                    A moja mama mawiala ze "jeden sie moze zaorac a drugi sie moze zasiedziec";) Stad to slownictwo.
        • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 16:59
          > Co do Twojego przeliczania zarobku na godziny prasowania, to trochę niesprawied
          > liwe jest.

          bo i nie ma być, tu rozmawiamy tylko o kalkulacji, która ma sens, albo nie

          > Więc nie traktujmy pracy wyłącznie przez pryzmat zarobków.

          tak, dlatego napisałem - ekonomiczny punkt widzenia i to z zastrzeżeniem, nie chodzi (tylko) o pieniądze, tylko rozsądne gospodarowanie zasobami związku, takimi jak czas i energia. Innych płaszczyzn, np. emocjonalnej tu na razie nie biorę pod uwagę, chociaż przecież nikt nie powie, że należy je w ogóle pominąć.
        • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:58
          > Można powiedzieć, że jeśli mało zarabia, to po co pracuje, ale takie stawianie
          > sprawy świadczy o niezrozumieniu czym praca bywa dla człowieka. Nie jest to prz
          > ecież wyłącznie źródło zarobku na teraz, ale też, a czasem przede wszystkim kon
          > takt z ludźmi oraz zabezpieczenie na przyszłość.
          > Więc nie traktujmy pracy wyłącznie przez pryzmat zarobków.

          Przeanalizujmy ten kawalek - fantastycznie pokazuje jak na pozor poprawne (ba: szlachetne) wypowiedzi sa w istocie uzasadnieniem wyzysku "czlowieka przez czlowieka". Piszesz: "Można powiedzieć, że jeśli mało zarabia, to po co pracuje". Zgadzam sie, ze to niewlasciwie postawiony problem, uproszczenie.

          Co nalezaloby powiedziec to "że jeśli mało zarabia, to nie pracuje dla pieniedzy" ergo "pracuje dla przyjemnosci" lub "ta praca jest inwestycja".

          Rozwazmy najpierw prace dla przyjemnosci: jezeli obie strony pracuja dla przyjemnosci (jak w watku o bocianie i czapli) ale jedna zarabia dwa razy wiecej - wtedy mozna mowic o podziale pozapracowych obowiazkow pol na pol. Jezeli jednak wybory jednej strony sa dyktowane koniecznosciami i pracuje dla pieniedzy w nerwowej, wrogiej atmosferze a druga pracuje zeby "byc z ludzmi" - to to jest wyzysk tej strony co "pracuje z ludzmi", chyba ze w zamian bierze na siebie wiecej codziennej krzataniny. Wyzysk mierzony nie iloscia pieniedzy, tylko iloscia straconych szans, iloscia stresu w rezultacie - znacznie krotszym i znacznie nizej jakosci zyciem.

          Co do pracy jako inwestycji: oczywiscie ze zwiazek jest po to, zeby sie wspierac. Ale tak jak kazda inwestycja - wymaga regularnej ewaluacji. Jezeli inwestycja nie przynosi pieniedzy - to sie z niej wycofujemy i tyle. Jezeli osoba "inwestujaca" nie chce sie wycofac mimo twardych faktow - to znaczy ze klamie i chodzi o prace dla przyjemnosci.
          • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:09
            protein.spill napisał(a):
            "Co nalezaloby powiedziec to "że jeśli mało zarabia, to nie pracuje dla pieniedzy" ergo "pracuje dla przyjemnosci" lub "ta praca jest inwestycja".

            Albo, opcja o ktorej tutaj zapomniano: ma slabo platna prace, ale innej nie ma(np. male miasto w Polsce) ale i tak musi pracowac, bo inaczej tym bardziej nie powiaza konca z koncem. Ta praca nie jest ani przyjemnoscia alni inwestycja, jest koniecznoscia, bo nawet z tych paru stowek rodzina nie moze zrezygnowac.
            • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:22
              > Albo, opcja o ktorej tutaj zapomniano: ma slabo platna prace, ale innej nie ma(
              > np. male miasto w Polsce) ale i tak musi pracowac, bo inaczej tym bardziej nie
              > powiaza konca z koncem. Ta praca nie jest ani przyjemnoscia alni inwestycja, je
              > st koniecznoscia, bo nawet z tych paru stowek rodzina nie moze zrezygnowac.

              Przemilczalem z litosci.

              Pamietaj, ze wyprobowalem wiele miejsc do zycia, w Polsce i za granica - i mowie "da sie". Nie zmienialem tych miejsc z radosci przygody, nienawidze zmian. A jezeli ktos nie chce sie przeprowadzic - to tez wpada do wora "pracuje dla przyjemnosci"
              • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:30
                protein.spill napisał(a):
                > Pamietaj, ze wyprobowalem wiele miejsc do zycia, w Polsce i za granica - i mowi
                > e "da sie". Nie zmienialem tych miejsc z radosci przygody, nienawidze zmian. A
                > jezeli ktos nie chce sie przeprowadzic - to tez wpada do wora "pracuje dla przy
                > jemnosci"
                Ach, zeby wszyscy byli tak przygodowi jak Ty, to by na swiecie nie bylo bezrobotnych ani tych co za male pieniadze pracuja:)
                Nie zwasze jest to takie proste jakby sie wydawalo. Ludzie maja przerozne zobowiazania i zaleznosci, nie zawsze sa wolni jak ptaki.
              • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:51
                protein.spill napisał(a):

                > Pamietaj, ze wyprobowalem wiele miejsc do zycia, w Polsce i za granica - i mowi
                > e "da sie". Nie zmienialem tych miejsc z radosci przygody, nienawidze zmian. A
                > jezeli ktos nie chce sie przeprowadzic - to tez wpada do wora "pracuje dla przy
                > jemnosci"

                2/3 Polakow ma sie przeprowadzic? Gdzie? No gdzie ta ziemia obiecana? Ze swojego przypadku robisz regule, ot co, zafiksowales sie na wlasnym malzenstwie, to sie nie godz na taki podzial obowiazkow we wlasnym domu zamiast tu nam zrzucac rady od czapy :) Dlaczego sie godzisz, skoro Ci do nie odpowiada i Cie to dobija? Odpowiedz szczerze.
                • zawle Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:55
                  hello-kitty2 napisała: Dlaczego sie godzisz, skoro Ci do nie odpowiada i Cie to dobija
                  > ? Odpowiedz szczerze.

                  Bo da się:))
                • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:18
                  hello-kitty2 napisała:

                  > 2/3 Polakow ma sie przeprowadzic? Gdzie? No gdzie ta ziemia obiecana? Ze swojeg
                  > o przypadku robisz regule, ot co, zafiksowales sie na wlasnym malzenstwie, to s
                  > ie nie godz na taki podzial obowiazkow we wlasnym domu zamiast tu nam zrzucac r
                  > ady od czapy :) Dlaczego sie godzisz, skoro Ci do nie odpowiada i Cie to dobija
                  > ? Odpowiedz szczerze.

                  Nie mam recept dla wszystkich, nie jestem politykiem. Racja, ze patrze na wszystko subiektywnie, przynajmniej wiem wtedy o czym mowie. Powinienem czesciej pisac "moim zdaniem". Przy tym ten ton pogardy w poprzednim poscie jest nie do przyjecia - mea culpa.

                  Ale gdybym mial rozwinac, to wcale nie uwazam, ze emigracja jest lepszym wyjsciem niz zostanie. Trywial: przede wszystkim nalezy zdobyc jakis sensowny zawod i byc w nim bardzo dobrym. Ja moge zyc w Polsce, moge i na Bialorusi i wszedzie bede zarabial 2-4 srednich tego kraju. Przyjechalem tu wylacznie, zeby uszczesliwic moja zone. Pieniadze mierzone w cywlizowanej walucie niby robia wrazenie, ale niewidzialna cena tego jest zerwanie wiezi z rodzinami i przyjaciolmi. I w koncu przesiaduje sie ze smarphonem w kibelku wipisujac na forach dyrdymaly, zamiast sie schlac ze szwagrem.
                  • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:06
                    protein.spill napisał(a):

                    (...)" Pieniadze mierzone w cywlizowanej walucie niby robia wrazenie, ale niewidzialna cena tego jest zerwanie wiezi z rodzinami i przyjaciolmi. I w koncu przesiaduje sie ze smarphonem w kibelku wipisujac na forach dyrdymaly, zamiast sie schlac ze szwagrem(...)"

                    Niby tak...
                    To jednak góralowi żal?
                    • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:50
                      mojemail3 napisała:

                      > protein.spill napisał(a):
                      >
                      > (...)"zamiast sie schlac ze szwagrem(...)"
                      >
                      > Niby tak...
                      > To jednak góralowi żal?

                      Pewnie. Aczkolwiek rzeczony szwagier wlasnie zwija w Polsce 15 letnia firme i przyjezdza klasc tutaj podklady kolejowe :(
              • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:05
                protein.spill napisał(a):

                > Przemilczalem z litosci.
                >
                > Pamietaj, ze wyprobowalem wiele miejsc do zycia, w Polsce i za granica - i mowi
                > e "da sie". Nie zmienialem tych miejsc z radosci przygody, nienawidze zmian. A
                > jezeli ktos nie chce sie przeprowadzic - to tez wpada do wora "pracuje dla przy
                > jemnosci"

                Pozalowalem wyslania tego postu od razu po nacisnieciu "wyslij", ze wzgledu na bucowaty styl. Zabrzmialo tak, jakbym pogardzal tymi ktorzy zdecydowali sie nie odrywac sie od swojej lokalnej spolecznosci i teraz maja za malo kasy. Tak naprawde uwazam, ze to madrzejszy wybor niz zapieprzanie od rana do nocy zeby miec jeszcze wiekszy dom, w ktorym bedzie jeszcze wiecej tych niepotrzebnych mi powierzchni.

                Tak, ze ta wrogosc to raczej frustracja, nie pogarda.

                Prosze nie bierz tego do siebie.
                • that.bitch.is.sick Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:24
                  protein.spill napisał(a):

                  > protein.spill napisał(a):
                  >

                  > > jezeli ktos nie chce sie przeprowadzic - to tez wpada do wora "pracuje dl
                  > a przy
                  > > jemnosci"
                  >
                  > Pozalowalem wyslania tego postu od razu po nacisnieciu "wyslij", ze wzgledu na
                  > bucowaty styl. Zabrzmialo tak, jakbym pogardzal tymi ktorzy zdecydowali sie nie
                  > odrywac sie od swojej lokalnej spolecznosci i teraz maja za malo kasy. Tak nap
                  > rawde uwazam, ze to madrzejszy wybor niz zapieprzanie od rana do nocy zeby miec
                  > jeszcze wiekszy dom, w ktorym bedzie jeszcze wiecej tych niepotrzebnych mi po
                  > wierzchni.
                  >
                  > Tak, ze ta wrogosc to raczej frustracja, nie pogarda.
                  >
                  > Prosze nie bierz tego do siebie.

                  Generalnie pytanie by było: kiedy weźmiesz leki? Bo na razie, to przedstawiłeś dwa skrajne poglądy na sprawę emigracji zarobkowej. Uważasz że to takie normalne i zajebiste tułać się po świecie? Pamiętaj że zawsze za granicą człowiek będzie zawsze emigrantem, a brak zakorzenienia i tożsamości narodowej osłabia hamulce moralne i system wartości choćby to był tak mulitkulturowy tygiel jak USA, moja rodzina która najpierw musiała się pozbyć akcentu z polish village aby ktoś ich traktował poważnie zawsze to powtarzała.
                  • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:36
                    Dusza pragnie powrotu do źródła...
                  • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:13
                    that.bitch.is.sick napisała:

                    (...)"Uważasz że to takie normalne i zajebiste tułać się po świecie? Pamiętaj że zawsze za granicą człowiek będzie zawsze emigrantem, a brak zakorzenienia i tożsamości narodowej osłabia hamulce moralne i system wartości choćby to był tak mulitkulturowy tygiel jak USA, moja rodzina która najpierw musiała się pozbyć akcentu z polish village aby ktoś
                    > ich traktował poważnie zawsze to powtarzała(...)"

                    Będzie emigrantem, nawet w następnym pokoleniu.Moja siostra co pół świata zwiedziła, na delegacjach z pracy, a nawet ma obocokrajowca narzeczonego, za żadne skarby nie chce zamieszkać za granicą, powtarza mi że woli tu jeść mniejszą łyżką, ale czuć się u siebie...

                    No ale taka aktorka, córka emigrantów w Australii Mia Wasikowska ładnie się przyznaje do niepopularnej narodowości...

                    • that.bitch.is.sick Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:55
                      mojemail3 napisała:


                      >
                      > No ale taka aktorka, córka emigrantów w Australii Mia Wasikowska ładnie się prz
                      > yznaje do niepopularnej narodowości...
                      >

                      Pewnie łatwiej się do tego przyznać gdy już się osiągnęło sukces niż gdy się dopiero do niego aspiruje..
                  • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:45
                    > Generalnie pytanie by było: kiedy weźmiesz leki? Bo na razie, to przedstawiłeś
                    > dwa skrajne poglądy na sprawę emigracji zarobkowej. Uważasz że to takie normaln
                    > e i zajebiste tułać się po świecie? Pamiętaj że zawsze za granicą człowiek będz
                    > ie zawsze emigrantem, a brak zakorzenienia i tożsamości narodowej osłabia hamul
                    > ce moralne i system wartości choćby to był tak mulitkulturowy tygiel jak USA, m
                    > oja rodzina która najpierw musiała się pozbyć akcentu z polish village aby ktoś
                    > ich traktował poważnie zawsze to powtarzała.

                    Wlasnie skonczylem biezaca serie (to o lekach).
                    Co do emigracji - to wlasnie pisze, ze sie placi za taka tulaczke wiecej niz mogloby sie wydawac z boku. I jest to jeden z dwoch _uzupelniajacych_ sie aspektow emigracji. Drugi jest taki, ze mimo wszystko warto. Ekstrema sa silniejsze, niz przy zostaniu w swoim srodowisku, ale ostateczny poziom satysfakcji nie rozni sie az tak. Gdyby emigracja to byl tylko cud, miod malmazja - to Polska opustoszalaby w rok.
                    • that.bitch.is.sick Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 22:01
                      protein.spill napisał(a):


                      >
                      > Wlasnie skonczylem biezaca serie (to o lekach).
                      > Co do emigracji - to wlasnie pisze, ze sie placi za taka tulaczke wiecej niz mo
                      > globy sie wydawac z boku. I jest to jeden z dwoch _uzupelniajacych_ sie aspekto
                      > w emigracji. Drugi jest taki, ze mimo wszystko warto. Ekstrema sa silniejsze, n
                      > iz przy zostaniu w swoim srodowisku, ale ostateczny poziom satysfakcji nie rozn
                      > i sie az tak. Gdyby emigracja to byl tylko cud, miod malmazja - to Polska opust
                      > oszalaby w rok.

                      Trwanie przy jakimś wyborze i przekonanie o słuszności nie bierze się ze znajomości alternatywy, tu grają rolę czynniki inne. Po prostu, żeby masowo ludzie emigrowali (nie mówię o jakimś wąskim gronie specjalistów) to musi świadczyć o sytuacji negatywnej, podejmują ryzyko ci co niewiele mają do stracenia czyli znana alternatywa jest tak chujowa od podróży w nieznane i porzucenia środowiska. Reasumując, źle się musi dziać w kraju z którego ludzie tak chętnie wyjeżdżają.
                      • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 22:27
                        (cholera znowu jestem offtopic, na dodatek znowu o emigracji - sorry urquhart)

                        > Trwanie przy jakimś wyborze i przekonanie o słuszności nie bierze się ze znajom
                        > ości alternatywy, tu grają rolę czynniki inne. Po prostu, żeby masowo ludzie em
                        > igrowali (nie mówię o jakimś wąskim gronie specjalistów) to musi świadczyć o s
                        > ytuacji negatywnej, podejmują ryzyko ci co niewiele mają do stracenia czyli zna
                        > na alternatywa jest tak chujowa od podróży w nieznane i porzucenia środowiska.
                        > Reasumując, źle się musi dziać w kraju z którego ludzie tak chętnie wyjeżdżają.

                        Nie neguje, widze mase desperatow dookola, to ci co uciekli od czegos. Dla nich jest dokladnie jak piszesz. Co gorsza po przyjezdzie tez jest im ciezko, tylko nieznacznie lepiej niz w PL. Czesto chetnie wrociliby od razu, ale trzyma ich tu poczucie wstydu (dorosli niechetnie przyznaja sie do porazki, czy zle skalkulowanego wyboru). Ja dlatego bede powtarzal: lepiej sie wyrwac z okreslonej klasy niz z okreslonego kraju.
                        • that.bitch.is.sick Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:14
                          protein.spill napisał(a):
                          Ja dlatego bede powtarzal: lepiej sie wyrwac z okreslonej kla
                          > sy niz z okreslonego kraju.


                          Chyba tak jeśli chodzi o Polskę. Gorzka diagnoza. Sama to pytanie sobie zadaję: "Dlaczego jestem z nią. Dlaczego z inną nie. Dlaczego ciągle chcę zasypiać w niej i budzić się" Jest takie zjawisko jak anomia, pisał o tym jeden noblista Merton.
                          Kiedy ludzie nie mogą zdobyć społecznie wymaganych i akceptowanych celów (np. praca, mieszkanie, rodzina, zadowalający status społeczny) za pomocą legalnych środków to mogą to stosować kilka modeli zachowań: rytualizm (popadać w fanatyzmy jak ONR i szukać urojonych wrogów), bunt (popełniać przestępstwa), wycofanie ( depresje i samobójstwa), innowacje,konformizm (emigracja albo inne pomysły z cyklu Polak potrafi).
                          Ano wychodzi że emigracja jest najmniej destrukcyjna z wyżej wymienionych. Wychodzi że w szczególe masz rację. Ale ogólnie to ci ludzie nie wszyscy są innowacyjni część z nich jest konformistyczna. A innowacja w kraju? Nie obrażając nikogo ale gdyby nikt nie walczył o budowę tego kraju - czy przedsiębiorczością czy choćby trwaniem codziennym, a wszyscy uciekali jak szczury z tonącego statku to by naszego kraju nie było. Nie chcę być patetyczna ale wszyscy myślą o swoim interesie, a nasi przodkowie tyle poświęcili abyśmy mogli coś w tym kraju działać a my nie umiemy. Wszyscy odpowiadamy za to jak tu jest.
                          • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:29
                            that.bitch.is.sick napisała:

                            (...)"Nie obrażając nikogo ale gdyby nikt nie walczył o budowę tego kraju - czy przedsiębiorczością czy choćby trwaniem codziennym, a wszyscy uciekali jak szczury z tonącego statku to by naszego kraju nie było(...)"

                            Pomiędzy przedsiębiorczością ( nie tylko w sensie działalności gospodarczej?) a "trwaniem codziennym" jest też taka nisza przyzwoitych ludzi fajnie wychowujących dzieci, zainteresowanych lokalnymi problemami, żywo zajętych inicjatywami społecznymi etc.

                            Kiedy ostatnio rozmawiałam z kuzynem i jego niemiecką żoną to żenujące było wysłuchiwać tego jęczenia jak im tam ciężko, jakie podatki itp.
                            Mizeria duchowa.
                            Tak przy okazji, info dla Urqu- ona nie gotuje ale za to sprząta...
                            • that.bitch.is.sick Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:39
                              mojemail3 napisała:


                              >
                              > Pomiędzy przedsiębiorczością ( nie tylko w sensie działalności gospodarczej?) a
                              > "trwaniem codziennym" jest też taka nisza przyzwoitych ludzi fajnie wychowując
                              > ych dzieci, zainteresowanych lokalnymi problemami, żywo zajętych inicjatywami s
                              > połecznymi etc.

                              No właśnie racja :), jeszcze to dziedzictwo naszej inteligencji - praca u podstaw. Polacy jeszcze mają resztki rozumienia dobra wspólnego. Nie jesteśmy jak amerykanie, że jak ktoś powie: dobro publiczne to zaraz się doszukują totalitaryzmu:).
                            • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:45
                              mojemail3 napisała:
                              Kiedy ostatnio rozmawiałam z kuzynem i jego niemiecką żoną to żenujące było wysłuchiwać tego jęczenia jak im tam ciężko, jakie podatki itp.
                              Mizeria duchowa."

                              Moj Ty Boze, "mizeria duchowa" dotyka poszczegolnych ludzi w rozych krajach. Moze akurat maja ciezki moment i nie moga pohamowac jeczenia.
                              Mnie z kolei ten wspomniany 60 cio latek Polak spotkany na ulicy w UK(mieszka w Polsce, dorywczo pilnuje tutaj wnukow) z przerazeniem opowiadal, ze nie wie co dzieje sie z tym krajem(znaczy sie Polska) ludzie narzekajacy, kogo nie zagaisz, pesymizm, zawisc itd. Ja zdziwiona, bo dopiero co w Polsce bylam ale takiego wrazenia nie odnioslam.
                              • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:54
                                kag73 napisała:

                                > Mnie z kolei ten wspomniany 60 cio latek Polak spotkany na ulicy w UK(mieszka w
                                > Polsce, dorywczo pilnuje tutaj wnukow) z przerazeniem opowiadal, ze nie wie co
                                > dzieje sie z tym krajem(znaczy sie Polska) ludzie narzekajacy, kogo nie zagais
                                > z, pesymizm, zawisc itd. Ja zdziwiona, bo dopiero co w Polsce bylam ale takiego
                                > wrazenia nie odnioslam.

                                Jakoś szczególnie lekko nie jest, jak się nie ma lukratywnego zawodu i się człowiek bokiem do kariery ustawi;-) Pocieszyć się można,że na Ukrainie gorzej mają...
                                Należy nabrać dystansu do rzeczywistości, ja próbuję codziennie:)
                                Poza tym rząd ogłosił,że kryzys się skończył;-)


                          • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 00:16
                            > yjni część z nich jest konformistyczna. A innowacja w kraju? Nie obrażając niko
                            > go ale gdyby nikt nie walczył o budowę tego kraju - czy przedsiębiorczością czy
                            > choćby trwaniem codziennym, a wszyscy uciekali jak szczury z tonącego statku t
                            > o by naszego kraju nie było. Nie chcę być patetyczna ale wszyscy myślą o swoim
                            > interesie, a nasi przodkowie tyle poświęcili abyśmy mogli coś w tym kraju dział
                            > ać a my nie umiemy. Wszyscy odpowiadamy za to jak tu jest.


                            Nie obrazasz mnie ani troche, bo zalozylem w Polsce firme pod koniec lat dziewiecdziesiatych kiedy mialem dwadziescia pare lat i niewiele wiedzy ani doswiadczenia. Przezylem kilka lat szarpiac sie z przetrwaniem. Dwa ciekawe casusy z tego okresu:

                            1. zastanawialismy sie z kolegami czy przesylanie dzwieku internetem w czasie rzeczywistym nie mogloby byc alternatywa do rozmow telefonicznych. Znajomy prawnik szybko wybil nam to z glowy: wtedy istnial zapis, ze licencje na miedzymiastowe rozmowy ma TPSA i to co probujemy zrobic jest nielegalne. Potem pojawil sie jakas mozliwosc dla pseudo konkurencji typu Netia, pare lat pozniej przyjal sie Skype. To nie byl jedyny w miare niezly pomysl, jaki mielismy my i nam podobni. Myslisz, ze to, ze te rzeczy wypalaja w Stanach a w PL nie to efekt geniuszu Amerykanow i naszego zidiocenia? To tyle w temacie innowacyjnosci.

                            2. skarbowka w pipidowie, gdzie bylem zameldowany nekala mnie niekonczacymi sie wezwaniami w sprawie rzekomych nieprawidlowosci. Za kazdym razem musialem sie stawiac osobiscie (a dzialalismy w Krakowie) co bylo "lekko" irytujace. Gorsze bylo zasadzenie kilku kar totalnie od czapy. Placilem, bo nie wiedzialem, ze w tym lokalnym US tak cisna grosz z miejscowych chlopow (lapowki). Potem, jak juz pieprznalem firma (nie tylko ze wzgledu na US, bardziej ze wzgledu na kobiete) dowiedzialem sie, ze czesc z tych urzednikow stracila prace z powodu wykrytych nieprawidlowosci.

                            Tak wiec wsadzilem w ten system mase nadziei i pracy jakiej sobie nikt zatrudniony na etacie nawet nie wyobraza. Jak krew w piach.

                            W tej chwili trzymam sie tezy, ze wszystkiemu (czy to panstwo, czy firma, czy malzenstwo) nalezy dac uczciwa szanse, potem uczciwe ostrzezenie, ale jesli nie pomaga - zero litosci. To paradoksalnie pomaga, gnidy (mowa o politykach) wiedza, ze za bardzo nie da sie przegiac.

                            A teraz poprosze Ciebie o rozwiniecie tematu Twojego prywatnego wkladu w usprawnienie tego systemu (w ramach symetrii - ja Ci pokazalem swoj nieduzy interes, teraz Ty mi pokaz swoj). Jesli jest to "trwanie przy codziennym" - to opisanie w jakim sensie to pomaga Polsce.
                            • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 00:26
                              protein.spill napisał(a):
                              (...)" pokazalem swoj nieduzy interes(...)"

                              To nie ten wątek jest;-)

                              Rejtanadę urządzasz...ja za właściciela firmy za mąż wychodziłam i co z tego ?
                              A że urzędnik w Polsce to nie zawód a stan ducha, cóż...trza się za nich wziąć;-)
                              • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 00:38
                                > Rejtanadę urządzasz...
                                Ano urzadzam. Czasem trzeba.

                                > ja za właściciela firmy za mąż wychodziłam i co z tego ?
                                Nie wiem, bede strzelac: to dobrze?
                                • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 00:47
                                  protein.spill napisał(a):

                                  > > Rejtanadę urządzasz...
                                  > Ano urzadzam. Czasem trzeba.
                                  >
                                  > > ja za właściciela firmy za mąż wychodziłam i co z tego ?
                                  > Nie wiem, bede strzelac: to dobrze?

                                  A to nie w kategoriach dobra i zła. Działalność została zawieszona a następnie zlikwidowana, jedna z przyczyn to szczególny czas na przełomie tysiąclecia, kiedy bez łapówek na przetargi publiczne ani rusz.
                                  Spółka o podobnym profilu chętnie m. przejęła, ale etatowa praca nie daje mu tyle satysfakcji.Pociesza się zleceniami, które dają możliwość wyjścia w teren.
                                  I tak to się kręci.Facet we frustracji to ciężki kawałek chleba;-(
                                  • protein.spill Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 14:08
                                    > A to nie w kategoriach dobra i zła. Działalność została zawieszona a następnie
                                    > zlikwidowana, jedna z przyczyn to szczególny czas na przełomie tysiąclecia, ki
                                    > edy bez łapówek na przetargi publiczne ani rusz.
                                    > Spółka o podobnym profilu chętnie m. przejęła, ale etatowa praca nie daje mu ty
                                    > le satysfakcji.Pociesza się zleceniami, które dają możliwość wyjścia w teren.
                                    > I tak to się kręci.Facet we frustracji to ciężki kawałek chleba;-(

                                    To stad mam takie silne wrazenie, ze wiesz o czym piszesz. Twoj zyciorys wydaje sie komplementarny do mojego w tym zakresie, o ktorym do tej pory wspominalas. Na i jestes goralka :)

                                    A skoro o zyciorysach: zastanow sie dobrze co byc zrobila gbyby przed nim pojawila sie druga szansa, czy bys ja wsparla, czy storpedowala. Jezeli storpedowala - to unikaj prosze argumentu "rob co chcesz, ale jak ci sie nie uda to nigdy ci tego nie wybacze"...
                                    • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 22:47
                                      protein.spill napisał(a):
                                      > To stad mam takie silne wrazenie, ze wiesz o czym piszesz. Twoj zyciorys wydaje
                                      > sie komplementarny do mojego w tym zakresie, o ktorym do tej pory wspominalas.
                                      > Na i jestes goralka :)
                                      >
                                      > A skoro o zyciorysach: zastanow sie dobrze co byc zrobila gbyby przed nim pojaw
                                      > ila sie druga szansa, czy bys ja wsparla, czy storpedowala. Jezeli storpedowala
                                      > - to unikaj prosze argumentu "rob co chcesz, ale jak ci sie nie uda to nigdy c
                                      > i tego nie wybacze"...

                                      Na początek celem wytłumaczenia, bo trwa ożywiona dyskusja nad hipotetyczną progeniturą yorica...może dajmy chłopakowi spokój, kto wie, co mu się w życiu przytrafi w tej kwestii, może będzie musiał przetransformować swoje myślenie, prawdopodobnie i tak sytuacja go zaskoczy oraz jego własne reakcje, tak bywa.

                                      Teraz mogę egocentrycznie zająć się odpowiedzią dla protein.spill; a

                                      Życiorys komplementarny pewnie tylko do momentu edukacji akademickiej w stolycy...Małopolski...Mogliśmy się spotkać chyba, co?
                                      Nie naciągniesz mnie tutaj na szczegółowe informacje, sam się nieżle obwarowałeś, a ja mam się odsłaniać? Mimo cienia sympatii dla prawdopodobnego krajana;-)
                                      Co do sytuacji z wyborem drugiej szansy,jak były sytuacje to byłam na tak, zresztą nie mieszkam w miejscu urodzenia rzecz jasna...
                                      Szantaży emocjonalnych unikam.Widzę,że nie możesz żonie wybaczyć, pamiętliwy góral...

                            • zawle Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 11:11
                              protein.spill napisał(a): > A teraz poprosze Ciebie o rozwiniecie tematu Twojego prywatnego wkladu w uspraw
                              > nienie tego systemu (w ramach symetrii - ja Ci pokazalem swoj nieduzy interes,
                              > teraz Ty mi pokaz swoj). Jesli jest to "trwanie przy codziennym" - to opisanie
                              > w jakim sensie to pomaga Polsce.

                              ja też się zadziwiłam w jak zacnym gronie się tu obracam;)) Ja dołączę się do prośby dodając żeby się tu pochwaliła również mojemail
                              • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 21:00
                                zawle napisała:

                                (...)"ja też się zadziwiłam w jak zacnym gronie się tu obracam;)) Ja dołączę się do prośby dodając żeby się tu pochwaliła również mojemail (...)"

                                O nie zawle,ja jestem niezwykle skromna i nie będę się tu chwalić moim prywatnym wkładem w dobro tego kraju;-)
                                A co do proponowanego tutaj naszego z Bitch odsłonięcia pomnika na cześć własną : " nic o nas bez nas" ...
                                • zawle Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 22:41
                                  mojemail3 napisała:

                                  > zawle napisała:
                                  > O nie zawle,ja jestem niezwykle skromna i nie będę się tu chwalić moim prywatny
                                  > m wkładem w dobro tego kraju;-)
                                  > A co do proponowanego tutaj naszego z Bitch odsłonięcia pomnika na cześć własną
                                  > : " nic o nas bez nas" ...

                                  Tu nie o brak skromności chodzi, tylko o dobry przykład. Co do pomników...jestem zawsze przeciw...żyłam w komunie i tej jej części nie trawię. Ale kto co lubi;)
                            • that.bitch.is.sick Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 29.09.13, 22:03
                              protein.spill napisał(a):

                              >
                              > W tej chwili trzymam sie tezy, ze wszystkiemu (czy to panstwo, czy firma, czy m
                              > alzenstwo) nalezy dac uczciwa szanse, potem uczciwe ostrzezenie, ale jesli nie
                              > pomaga - zero litosci. To paradoksalnie pomaga, gnidy (mowa o politykach) wiedz
                              > a, ze za bardzo nie da sie przegiac.
                              >
                              > A teraz poprosze Ciebie o rozwiniecie tematu Twojego prywatnego wkladu w uspraw
                              > nienie tego systemu (w ramach symetrii - ja Ci pokazalem swoj nieduzy interes,
                              > teraz Ty mi pokaz swoj). Jesli jest to "trwanie przy codziennym" - to opisanie
                              > w jakim sensie to pomaga Polsce.

                              Niestety nie masz na mnie najmniejszego wpływu żeby mi narzucić tę niesmaczną konwencję z którą wyjechałeś:) a mianowicie licytowanie się kto ma większego. Ja fiuta sobie nie dorobię kochany.
                              Innowację i przedsiębiorczość rozumiesz nazbyt wąsko i dosłownie. Twoje egoistyczne i partykularne dążenia to nie moja bajka. A jeśli chodzi o twoje przechwałki w temacie innowacyjności - założyć firmę może każdy głupi. Pomysł na biznes też może mieć każdy głupi. W pięć minut z kartką mogę wygenerować i kilka. Problemem jest analiza, strategia i planowanie które tak zadziała aby coś z tego wyszło. Jednak twoja postawa roszczeniowa i spychanie niepowodzeń na czynniki zewnętrzne to klasyk myślenia nacechowanego emocjami.
                              95 procent małych firm upada przed upływem 10 lat i coś mi świta że nie chodzi tylko o nasz kraj. To prosta statystyka świadcząca o tym że nic ci się szczególnego nie przytrafiło, da się też chłodną analizę przyczyn zrobić tych porażek (chyba widziałam artykuł),mówię ogólnikowo bo mam to w dupie ale ja nie tak bym się do tego zabrała, a także precyzyjnie ustalić cechy przedsiębiorców lub firm którym na rynku się udało utrzymać. Można się DOWIEDZIEĆ jak to się robi i jakie się ma szanse, a nie pierdzieć pod wpływem płaczliwych emocji roszczeniowo o szansach i korupcji i rozdzierać szaty nad czymś oczywistym a już zwłaszcza uogólniać na nasze typowe polskie najpierw "jakoś to będzie" a "potem nie da się".
                              Zwłaszcza już dziwi mnie twoja postawa na temat dawania szans zarówno własnemu krajowi, małżeństwu czy innym kwestiom. Nie rozumiem ciebie człowieku i tej bufonady. Cóż to twój kraj ma ci dawać w zamian za to że chciałeś biznes założyć w swoim zasranym interesie, ma ci dać armię darmowych niewolników albo raj podatkowy jak by chciały obecne biznes płaczki? Czyżbyś prowadził działalność społeczną czy charytatywną że się domagasz od kraju czegoś w zamian? Tak jak Kazik co nagrał płytę a potem grzmiał, że musi mu się to zwrócić. Gówno musi.
                              A kto i dlaczego ma tobie dawać szansę, pomyślałeś o tym? kto ma zmieniać kraj, kto ma skończyć z korupcją kto ma myśleć o formach kontroli nad władzą wykonawczą, samorządową, nad zwykłą chciwością w urzędzie? wynajęta władza która patrzy tylko jak ukraść forsę z twoich podatków? myślisz że jedno się z drugim nie łączy? nie wystarczy narzekać na przestarzałe instytucje. A firmy prywatne pod tytułem spieprzył i uciekł nie wyprodukują konsumenta ani rynku zbytu do nakręcania popytu. nie wyprodukują też niezbędnych dla obniżania barier wejścia dla drobnej przedsiębiorczości regulacji prawnych.

                              Ciekawi mnie czemu tak przesz do nakłaniania mnie już któryś raz do spowiedzi publicznej? Nie każdy się lubuje w ekshibicjonizmie.
                              • mojemail3 Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 29.09.13, 23:14
                                that.bitch.is.sick napisała:
                                (...)"95 procent małych firm upada przed upływem 10 lat i coś mi świta że nie chodzi tylko o nasz kraj. To prosta statystyka świadcząca o tym że nic ci się szczególnego nie przytrafiło(...)"

                                Tak jest w istocie:
                                "Odsetek niepowodzeń w biznesie jest w Polsce na poziomie nieco wyższym niż średnio w Unii Europejskiej (...)Według danych GUS pierwszy rok działalności przeżywają trzy na cztery firmy wPolsce (w 2010 r. wskaźnik przeżycia wynosił 77,8%), przy czym przeżywalność ta w kolejnych latach spada wyraźnie – do 50% w drugim i 31% w piątym roku działalności"
                                żródło: www.parp.gov.pl/files/74/75/76/479/15160.pdf
                                Dlatego napisałam : " no i co z tego" że firma padła, nie ona pierwsza nie ostatnia.
                                A likwidacja całkowita dlatego,że nie chciało nam się chodzić do tych Zusów, Gusów, Srusów sprawozdawać regularnie w " zawieszeniu" poza tym, przy założeniu ponownie można państwo wykorzystać na jakąś dotację, a co...
                                Zresztą mam wielu znajomych, którzy sobie firmy zakładają, zawieszają, likwidują, otwierają nowe i tragedii z tego nie robią...

                                that.bitch.is.sick napisała:

                                (...)Można się DOWIEDZIEĆ jak to się robi i jakie się ma szanse, a nie pierdzieć pod wpływem płaczliwych emocji roszczeniowo o szansach i korupcji i rozdzierać szaty(...)"

                                To dlatego napisałam wcześniej o "rejtanadzie"...nie umiem takiej szczegółowej opisówki zastosować;-)

                                Proteinie, nie ma co się za bardzo nad sobą rozczulać, jest wojna, są ofiary;-)
                                • urquhart Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 29.09.13, 23:26
                                  > Tak jest w istocie:
                                  > "Odsetek niepowodzeń w biznesie jest w Polsce na poziomie nieco wyższym niż śre
                                  > dnio w Unii Europejskiej (...)Według danych GUS pierwszy rok działalności przeż
                                  > ywają trzy na cztery firmy wPol

                                  fajnie, tematy stają się u ciebie także inspiracją do poszukiwań i poznawania zamiast kręcenia się w kółko wokół tego że "moje jest najmojsze" :)
                                  • mojemail3 Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 29.09.13, 23:36
                                    urquhart napisał:


                                    > fajnie, tematy stają się u ciebie także inspiracją do poszukiwań i poznawania z
                                    > amiast kręcenia się w kółko wokół tego że "moje jest najmojsze" :)

                                    Ale nie wypominasz mi tego kręcenia się w kółko mam nadzieję;-) ?
                                    Niestety nie mam zdolności szybkiego argumentowania, moja metoda to przemyślenia i danie szansy wnioskom,żeby się same wykluły;-)
                              • protein.spill Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 30.09.13, 00:30
                                Tak myślałem.

                                Nie oczekuję od Ciebie eksibicjonizmu. Rozmowy o ambicjach i "biznesach" nie są takie. Zaczynasz od "nie obrażając nikogo, ale szczury opuszczające tonący okręt" a na kawalątko mojego CV w Polsce (i to najmniej imponujące kawalątko) mówisz "bufonada"? Brzydko się bawisz ze mną, bo nieuczciwie. Zauważ, że ja się na Ciebie nie obrażam mimo nazwania szczurem (a teraz bufonem), Ty eksplodujesz po zaledwie po żartobliwym "A co Ty zrobiłaś dla kraju?". Oczekuję więcej, a mianowicie: zejdź ze mnie i pokaż co potrafisz.

                                Jeszcze jedno, jako że zarzuciłaś mi, że oczekuję, żeby kraj mi pomógł. Nieuczciwie i nieprawdziwie. Od kraju (jakiegokolwiek) oczekuję tylko jasnych reguł gry, które nie upośledzają żadnej ze stron. Tylko tyle i aż tyle. Wspominasz, że 95% firm pada. Mojej to nie dotyczy. Nie tylko nie padła, ale ma teraz 47% polskiego rynku w swojej niszy (z tego co mi wiadomo). Po prostu ja pierd*lnąłem tym, z powodów o których tu nie napiszę, żebyś mi nie rzucała ekshibicjonizmu (po raz drugi) w twarz. Oczywiście nie mogę przypisać tego sukcesu sobie, to upór, pieniądze i pragmatyzm moich ex-wspólników i ex-pracowników.

                                Natomiast chyłkiem przemknęłaś obok faktu, że ok 90% wartości światowego rynku software'owego jest w USA. Ponawiam pytanie: naprawdę sądzisz, że my wszyscy którzy tu coś chcieliśmy zrobić jesteśmy debilami, a Jobs, Gates i Zuckerberg to jak jeden reinkarnacje Leonardo Da Vinci? Czy może jednak dopuścisz taką możliwość, że nasza ukochana matka Polska jest dla takich "dzieci' bezlitosną suką? Że nie jest żadną matką, tylko milionami gąb wrzeszczących "mnie tu zaraz dawać najwięcej"?

                                Dlatego praca dla Jej Królewskiej Mości (a w zasadzie dla Wuja Sama) jest o niebo, o niebo bardziej satysfakcjonująca. Nie tylko dlatego, że urzędy działają jak trzeba. Przede wszystkim dlatego, że w tym społeczeństwie nie ma tyle pogardy do biedniejszych, bogatszych, obcych, swoich, szaraków, nie-szaraków.
                                • zawle Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 30.09.13, 09:00
                                  protein.spill napisał(a): Czy może jednak dopuścisz taką możliw
                                  > ość, że nasza ukochana matka Polska jest dla takich "dzieci' bezlitosną suką? Ż
                                  > e nie jest żadną matką, tylko milionami gąb wrzeszczących "mnie tu zaraz dawać
                                  > najwięcej"?

                                  Wśród moich znajomych prowadzących firmy jasno wybrzmiewa : tu się nie da. Żyć, co dopiero zarabiać. O ile usiłujesz prowadzić ją uczciwie.
                                  • urquhart na koszt podatników można nieżle wystartować 30.09.13, 09:19
                                    zawle napisała:
                                    > Wśród moich znajomych prowadzących firmy jasno wybrzmiewa : tu się nie da. Żyć,
                                    > co dopiero zarabiać. O ile usiłujesz prowadzić ją uczciwie.

                                    Mam przyłady kuzynów co prowadzili biznesy w USA a przenieśli się tu i błyskawicznie zbankrutowali wśród kar grzywien i kolejnych kontroli :)

                                    Natomiast na koszt podatników można nieżle wystartować i rok dwa przeżyć, konsumująć 20 tysiecy na aktywizację bezrobotnych, plus 40 tysiecy PLN na aktywizację zawodową kobiet, rozglądając się za wpisaniem w profil projektów unijnych można dostać 80-300tys.
                                    Jest co przejadać nawet pasożytniczo na start jak się jest wyrachowanym i ogarnietym.
                                    • zawle Re: na koszt podatników można nieżle wystartować 30.09.13, 11:33
                                      urquhart napisał: > Natomiast na koszt podatników można nieżle wystartować i rok dwa przeżyć, konsu
                                      > mująć 20 tysiecy na aktywizację bezrobotnych, plus 40 tysiecy PLN na aktywizacj
                                      > ę zawodową kobiet, rozglądając się za wpisaniem w profil projektów unijnych moż
                                      > na dostać 80-300tys.
                                      > Jest co przejadać nawet pasożytniczo na start jak się jest wyrachowanym i ogar
                                      > nietym.

                                      Można jeszcze zrobić taki myk z pomaganiem w rozwalaniu złego systemu poprzez unikanie płacenia. Są przecież takie gałęzie "przemysłu" które mają z górki? Gdzie nie ma kas fiskalnych? Lekarz, prostytutka? Każdemu według uzdolnień;)
                                    • mojemail3 Re: na koszt podatników można nieżle wystartować 30.09.13, 11:42
                                      urquhart napisał:
                                      > Natomiast na koszt podatników można nieżle wystartować i rok dwa przeżyć, konsu
                                      > mująć 20 tysiecy na aktywizację bezrobotnych, plus 40 tysiecy PLN na aktywizacj
                                      > ę zawodową kobiet, rozglądając się za wpisaniem w profil projektów unijnych moż
                                      > na dostać 80-300tys.
                                      > Jest co przejadać nawet pasożytniczo na start jak się jest wyrachowanym i ogar
                                      > nietym.
                                      Takie firmy trwają zwykle dwa lata, tyle ile obniżona stawka ZUS...
                                      To nie grzech skorzystac z dotacji, ale prawda, są tacy, którym tylko taki cel przyświeca...
                                      • kag73 Re: na koszt podatników można nieżle wystartować 30.09.13, 11:46
                                        mojemail3 napisała:
                                        "To nie grzech skorzystac z dotacji, ale prawda, są tacy, którym tylko taki cel przyświeca..."

                                        "No co, mojemail, sama napisalas, ze wojna jest:) Kazdy se radzi jak umie, zeby przetrwac.
                                • that.bitch.is.sick Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 30.09.13, 12:13
                                  protein.spill napisał(a):

                                  > Tak myślałem.
                                  >
                                  > Nie oczekuję od Ciebie eksibicjonizmu. Rozmowy o ambicjach i "biznesach" nie są
                                  > takie. Zaczynasz od "nie obrażając nikogo, ale szczury opuszczające tonący okr
                                  > ęt" a na kawalątko mojego CV w Polsce (i to najmniej imponujące kawalątko) mówi
                                  > sz "bufonada"? Brzydko się bawisz ze mną, bo nieuczciwie. Zauważ, że ja się na
                                  > Ciebie nie obrażam mimo nazwania szczurem (a teraz bufonem), Ty eksplodujesz po
                                  > zaledwie po żartobliwym "A co Ty zrobiłaś dla kraju?". Oczekuję więcej, a mian
                                  > owicie: zejdź ze mnie i pokaż co potrafisz.
                                  >
                                  Ale ja ciebie personalnie nie nazwałam szczurem! Nie czytam tego kim jesteś i co robisz:) A bufonem na twoją własną prośbę. jednak bym się nie jeżyła skoro rozmawiasz z osobą co siebie nazywa suką, Dopóki nikt nikomu nie czyni spowiedzi sytuacja jest dla mnie właśnie niesłychanie prosta, nie jest możliwe miotanie bezpośrednich obraźliwości, choć można przypadkiem trafić w czuły punkt i sprowokować reakcję emocjonalną. Nie muszę się podpierać wizerunkiem w realu by być dyskutantem, to właśnie by świadczyło o słabości mojej wartości jako rozmówcy - wyciąganie zewnętrznych atrybutów.

                                  > Jeszcze jedno, jako że zarzuciłaś mi, że oczekuję, żeby kraj mi pomógł. Nieuczc
                                  > iwie i nieprawdziwie. Od kraju (jakiegokolwiek) oczekuję tylko jasnych reguł gr
                                  > y, które nie upośledzają żadnej ze stron. Tylko tyle i aż tyle. Wspominasz, że
                                  > 95% firm pada. Mojej to nie dotyczy. Nie tylko nie padła, ale ma teraz 47% pols
                                  > kiego rynku w swojej niszy (z tego co mi wiadomo). Po prostu ja pierd*lnąłem ty
                                  > m, z powodów o których tu nie napiszę, żebyś mi nie rzucała ekshibicjonizmu (po
                                  > raz drugi) w twarz. Oczywiście nie mogę przypisać tego sukcesu sobie, to upór,
                                  > pieniądze i pragmatyzm moich ex-wspólników i ex-pracowników.

                                  Ale jak możesz oczekiwać reguł od kraju? A kto to jest kraj? Ty i my wszyscy. Armia bezrobotnych zrzucający na czynniki zewnętrzne, armia przedsiębiorców narzekających na reguły, oszustów podatkowych, aut z kratką, dziadów wyprowadzających publiczne pieniądze na bezsens, korumpujących urzędasów i obrzucających się nawzajem wyzwiskami i kurcząca się grupa zapierdalających na to wszystko biernych obywateli. Trochę samokrytyki naprawdę. Tacy jesteśmy najwyraźniej. Twoja postawa i innych to wszystko podtrzymuje.
                                  Ostatnio ktoś mi mówił o dzieciach w chińskiej szkole językowej. Tam ośmiolatki mówią po angielsku płynnie i bezbłędnie. Uczą się w godzinach 7-21. A u nas co się dzieje? Ośmiolatki czytać nie potrafią. Chodzą na religię i wykuwają na pamięć pacierze. A co robią rodzice aby się temu przeciwstawić? Nie widziałam aby coś robili, dostarczają księżom ministrantów do zabaw. Co się stanie jak chińczyki wyedukują swojej pokolenie dzieci? Kto będzie płakał że nasze dzieci u nich skręcają długopisy? Taki mały przykładzik skąd się biorą płaczki.

                                  >
                                  > Natomiast chyłkiem przemknęłaś obok faktu, że ok 90% wartości światowego rynku
                                  > software'owego jest w USA. Ponawiam pytanie: naprawdę sądzisz, że my wszyscy kt
                                  > órzy tu coś chcieliśmy zrobić jesteśmy debilami, a Jobs, Gates i Zuckerberg to
                                  > jak jeden reinkarnacje Leonardo Da Vinci? Czy może jednak dopuścisz taką możliw
                                  > ość, że nasza ukochana matka Polska jest dla takich "dzieci' bezlitosną suką? Ż
                                  > e nie jest żadną matką, tylko milionami gąb wrzeszczących "mnie tu zaraz dawać
                                  > najwięcej"?

                                  Nie wiem jakim cudem tych panów tak lekką ręką wrzuciłeś do wora z nazwą "rynek software'owy":)
                                  Tu trzeba by sięgnąć do pewnych pytań i wyjaśnień> tego kim jest dla amerykanów np. jobs, czemu następuje amerykanizacja kultury we wszystkich krajach rozwijających się i tych co przeszły transformację ustrojową a także jaki wpływ na gospodarkę tych krajów ma konsensus waszyngtoński oraz wymuszanie polityki zadłużania i "pomocy finansowej" ze strony MFW. Może ferujesz sądy rodem z artykulików propagandowych posłusznych dziennikarzy. Winą Polaków jest owszem, że nawet wykształceni dają sobie prać mózgi przy pomocy nieustającego spinu.
                                  Co do przykładów z życia. Nawet gdy stany grają z nami nieczysto jak i ze wszystkimi i nasza sytuacja jest wynikiem polityki globalnej to nadal zależy od nas bardzo duużo. Choć facebook wygrał z nasza klasą, to wyjaśnij mi fenomen allegro i dlaczego ebay na rynku polskim z nim przegrał, dało się? To nie czynniki związane tylko z technologią.
                                  >
                                  > Dlatego praca dla Jej Królewskiej Mości (a w zasadzie dla Wuja Sama) jest o nie
                                  > bo, o niebo bardziej satysfakcjonująca. Nie tylko dlatego, że urzędy działają j
                                  > ak trzeba. Przede wszystkim dlatego, że w tym społeczeństwie nie ma tyle pogard
                                  > y do biedniejszych, bogatszych, obcych, swoich, szaraków, nie-szaraków.

                                  To najciekawsze właśnie że ty jesteś najwyraźniej na podstawie tego co piszesz przykładem pogardy nie tylko dla swojej ojczyzny, ale i dla jej obywateli i typowym asekurantem który zwala wszystko na czynniki zewnętrzne. Nie musisz się spowiadać.
                                  Pojechać tam gdzie obywatelom udało się stworzyć sprawniejsze państwo, bo żeby zmieniać coś trzeba nadstawiać głowę, podnosić krzyk, a część ludzi z boku bo tak lepiej i w razie czego nie tracą nic (taka piosenka była) a Polak -bardzo często (nie o tobie) malwersant i oszust podatkowy który tu pierdolił demagogiczne bzdury o wolnym rynku rodem z wczesnego balcerowicza pojedzie do krajów byłego welfare aby doić socjal i korzystać ze sprawnych instytucji państwowych ufundowanych przez uczciwych podatników. Co za hipokryzja.
                                  A kto u nas zbuduje/zreformuje instytucje? Jak nasze pokolenie zbuduje to asekuranci wrócą na gotowe.
                                  • kag73 Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 30.09.13, 12:24
                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                    Ostatnio ktoś mi mówił o dzieciach w chińskiej szkole językowej. Tam ośmiolatki mówią po angielsku płynnie i bezbłędnie. Uczą się w godzinach 7-21. A u nas co się dzieje? Ośmiolatki czytać nie potrafią. Chodzą na religię i wykuwają na pamięć pacierze. A co robią rodzice aby się temu przeciwstawić? Nie widziałam aby coś robili, dostarczają księżom ministrantów do zabaw. Co się stanie jak chińczyki wyedukują swojej pokolenie dzieci? Kto będzie płakał że nasze dzieci u nich skręcają długopisy? Taki mały przykładzik skąd się biorą płaczki.

                                    No ja Cie przepraszam, Chin to Ty mi za dobry przyklad nie podawaj. Sama bylas dzeickiem i chcialbys sie uczyc albo, zeby Twoje dziecko sie uczylo w systemie 7-21!? Litosci. Za jaka cene??? Za to lezy tam samodzielne myslenie i iteligencja socjalna/emocjonalna, stosunki miedzyludzkie. Mialam kolezanke Niemka, uczyla jakis czas w szkole jezykowej na Polnocy Chin i powiedziala mi, ze tam na zmiane albo plakala ze smutku albo byla wsciekla. I mialam tez przyjemnosc w pacy miec kolezanki z Chin, dla ktorych owszem liczyl sie system i wydajnosc i projekt a aspekt ludzki mialy w du..pie, bo zwyczajnie tego nie czuly.
                                    I w Polsce osmiolatki potrafia czytac, wcale nie najgorzej, niektore nawet pieknie, inne slabiej, wiadomo nie wszyscy jestemy geniuszami. Uczenie sie pacierza na pamiec, inna rzecz.
                                  • protein.spill Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 30.09.13, 21:18
                                    > Ale jak możesz oczekiwać reguł od kraju? A kto to jest kraj? Ty i my wszyscy. A
                                    > rmia bezrobotnych zrzucający na czynniki zewnętrzne, armia przedsiębiorców narz
                                    > ekających na reguły, oszustów podatkowych, aut z kratką, dziadów wyprowadzający
                                    > ch publiczne pieniądze na bezsens, korumpujących urzędasów i obrzucających się
                                    > nawzajem wyzwiskami i kurcząca się grupa zapierdalających na to wszystko bierny
                                    > ch obywateli. Trochę samokrytyki naprawdę. Tacy jesteśmy najwyraźniej. Twoja po
                                    > stawa i innych to wszystko podtrzymuje.

                                    Tak, oczekuje jasnych regol od sumy tych wszystkich ludkow. Ponad szumem ich indywidualnych charakterow jest jeszcze prawo i obyczaj. Sa niezadowalajace, niewystarczajace. Nie mam do Polakow jakiegos zalu, nie pogardzam tez nimi, i nawet moglbym sobie ulozyc tam znowu zycie - ale z mentalnoscia (przynamniej mojego pokolenia) za nic nie moge dojsc do ladu.

                                    Samokrytyka: jasne, moglbym zrobic wiecej. Np skoro mam sklonnosc do napuszonych slowotokow, moglbym jakiemus prowincjonalnemu politykowi pisac metne acz nadete przemowienia. Nie moge do konca powiedziec, ze "zaglosowalem nogami", bo szczerze mowiac wyjechalem z prywatnych powodow, a nie "zeby Polska byla Polska". Ale jednak plawie sie w swiadomosci, ze obietkywny bilans jest lepszy dla obu krajow: z Polski zniknal jeden frajer, w UK pojawil sie jeden uczciwy fachowiec. Nie mysle, zebym podtrzymywal chore relacje w Polsce, ale moze cos mi ucieklo.

                                    > Nie wiem jakim cudem tych panów tak lekką ręką wrzuciłeś do wora z nazwą "rynek
                                    > software'owy":)
                                    Bo zrobili pieniadze produkujac software? (no, Apple - nie tylko software)

                                    > Choć facebook wygrał z nasza klasą, to wyjaśnij mi fenomen alleg
                                    > ro i dlaczego ebay na rynku polskim z nim przegrał, dało się? To nie czynniki z
                                    > wiązane tylko z technologią.

                                    NK to czysty rip-off cudzego pomyslu. Allegro tez, ale nie tak oczywisty i ma na tyle dluga historie, ze sie wywinal. Zaden mnie nie nawilza, bo nie o to chodzi, zeby rznac cudze pomysly i probowac nie placic tantiemow, tylko wychodzic ze swoimi. To zreszta jest podstawa zgnilizny w Polskim biznesie, przynajmniej tam gdzie w gre wchodzi wlasnosc intelektualna: jak do tej pory wypalaja glownie popluczyny pomyslow, i to tylko tych gdzie bardziej sie liczy pomysl, niz solidny produkt (polskie podrobki googla padly jak kawki). Tak sie robi pieniadze na wschodzie. Jak sie tu myle, to z przyjemnoscia zmienie zdanie, po jakims przykladzie. Zebysmy sie dobrze zrozumieli - nie mowie ze Polacy sa mniej innowacyjni, na pewno masa interesujacych rzeczy lezy na dyskach ludzi ktorzy teraz ssa korpacyjnego fiuta za 10k miesiecznie...

                                    > To najciekawsze właśnie że ty jesteś najwyraźniej na podstawie tego co piszesz
                                    > przykładem pogardy nie tylko dla swojej ojczyzny, ale i dla jej obywateli i typ
                                    > owym asekurantem który zwala wszystko na czynniki zewnętrzne. Nie musisz się sp
                                    > owiadać.

                                    Nie musze sie spowiadac. Moge po prostu powiedziec co mysle o tym narodzie, rzucajac rdzawy troche ale niesmiertelny kawalek G. Carlina (trzeba sobie w glowie przestawic "American" na "Polish"):
                                    www.youtube.com/watch?v=xIraCchPDhk&sns=em
                                    Jego sposob na problemy z polityka jest calkiem podobny do tego, ktory tu bez sukcesu sprzedaje ;)

                                    > Jak nasze pokolenie zbuduje to asekuranci wroca na gotowe.
                                    Trzymam kciuki.
                                    • mojemail3 Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 30.09.13, 22:57
                                      protein.spill napisał:

                                      (...)"Nie mam do Polakow jakiegos zalu, nie pogardzam tez nimi, i nawet moglbym sobie ulozyc tam znowu zycie - ale z mentalnoscia (przynamniej mojego pokolenia) za nic nie moge dojsc do ladu"

                                      Ponieważ nie ogarniam połowy z tego co napisałeś, ale zafrapowało mnie powyższe zdanie złożone...
                                      Ciekawa jestem jak ogólnie postrzegasz mentalność twojego pokolenia, obecnych 40 latków zakładam? Bo to dość złożona kwestia, zależna regionu, wykształcenia, statusu majątkowego, chociaż nie przeceniałabym tych czynników, bo dogadać się można zawsze, jak jest wola ku temu.
                                      Karierowicze,materialiści,hipokryci, oszuści wszelkiej maści, są wszędzie, ciekawa jestem czym się wyróżniamy???
                                      • protein.spill Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 30.09.13, 23:49
                                        mojemail3 napisała:

                                        > protein.spill napisał:
                                        >
                                        > (...)"Nie mam do Polakow jakiegos zalu, nie pogardzam tez nimi, i nawet moglbym
                                        > sobie ulozyc tam znowu zycie - ale z mentalnoscia (przynamniej mojego pokoleni
                                        > a) za nic nie moge dojsc do ladu"
                                        >
                                        > Ponieważ nie ogarniam połowy z tego co napisałeś, ale zafrapowało mnie powyższe
                                        > zdanie złożone...

                                        Zaczynam miec slowne rozwolnienie.

                                        > Ciekawa jestem jak ogólnie postrzegasz mentalność twojego pokolenia, obecnych 4
                                        > 0 latków zakładam? Bo to dość złożona kwestia, zależna regionu, wykształcenia,
                                        > statusu majątkowego, chociaż nie przeceniałabym tych czynników, bo dogadać się
                                        > można zawsze, jak jest wola ku temu.
                                        > Karierowicze,materialiści,hipokryci, oszuści wszelkiej maści, są wszędzie, ciek
                                        > awa jestem czym się wyróżniamy???

                                        Jak dla mnie: niewielka ale wyrazna roznica w uczciwosci. Zaczynajac od drobiazgow: nie placenie za TV, za MP3, za soft, za filmy, za ksiazki. W UK tez to jest, ale to jest troche zenujace (cos jak szczycic sie ukradzionymi tik-takami).

                                        Moj zwijajacy firme szwagier mowi, ze na porzadku dziennym sa klienci, ktorzy przychodzac po usluge chca sie umawiac za plecami szefa - nie wiedzac, ze wlasnie rozmawiaja z szefem.

                                        Znajomy, ktory ma firme przewozowa, mowi ze dzwonia do niego jacys na lewo umowieni klienci, pytajac o numery telefonow kierowcow ale tak zeby sie szef (czyli on sam) nie dowiedzial. Jego kierowcy szybciej ucza sie przemycac alkohol i papierosy, niz jak dojechac do celu.

                                        Nie o to chodzi, ze to robia tylko ze nawet sie tego nie wstydza. Ze sa dumni z tego. Ze ich starsi rodzice tez sa z nich dumni. Ze ci co tak nie robia sa skazani nie tylko na biede ale i pogarde. Jednoczesnie potrafia mowic sporo o moralnosci jezeli dotyczy majtek Kryski spod dwunastki.

                                        To oczywiscie tylko jednostronne przyklady i kilka uogolnien. Wiadomo, ze sa tacy, co chca to zmienic (cos wspominalas o swoim zaangazowaniu w prace u podstaw...). Chodzi mi o to, ze na pozor nieznaczne zachwianie proporcji miedzy ludzmi dobrowolnie trzymajacych sie umowy spolecznej i takich ktorzy chca wszystkich wydymac - i nie ma klimatu do robienia interesow, nie ma niezbednej dozy zaufania.
                                        • mojemail3 Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 01.10.13, 00:11
                                          protein.spill napisał(a):

                                          (...)Nie o to chodzi, ze to robia tylko ze nawet sie tego nie wstydza. Ze sa dumni z tego. Ze ich starsi rodzice tez sa z nich dumni. Ze ci co tak nie robia sa skazani nie tylko na biede ale i pogarde"
                                          No cóż, za naród się tłumaczyć nie będę, choć przy lekturze tego posta parę razy uśmiechnęłam się lekko,przy tym abonamencie tv szczególnie, bo...pomyśl sobie, żyjemy w miarę normalnym kraju...24 lata?
                                          Demokracje i społeczeństwo obywatelskie zachodniej Europy miało nieco więcej czasu i o wiele bardziej komfortowe warunki,a co, idealnie jest? Szczególnie w kwestiach równości społecznej?Bo już nie mam ochoty wspominać o kwestiach materialno-bytowych.
                                          Kiedy niedawno odwiedziłam Lwów, zobaczyłam Kraków sprzed własnie 20 lat i uświadomiłam sobie, jak dużo się zmieniło.
                                          I cieszy mnie,że są w młodszych pokoleniach grupy, którym nadal się chce, coś zrobić poza własnym interesem.
                                          Ja nic nadzwyczajnego nie robię, rzeczy bardzo przyziemne;-) taki na pół-wolontariat, choć pewnie mogłabym więcej.
                                          Ale w gronie znajomych, mam paru siłaczy i siłaczki, kasy z tego wielkiej nie mają, ale...jak się spotkamy czasem przy wódce etc.między Gorcami a Pieninami, to lubimy się pośmiać z samych siebie,że nikt wielkiej kariery biznesie ani w polityce nie zrobił, że tacy z nas "szmaciarze" ale...uczciwi;-)

                                          (...)" i nie ma klimatu do robienia interesow, nie ma niezbednej dozy zaufania"

                                          Pewnie klimat nie najlepszy, ale i tak się jakoś kręci...
                                          • zawle Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 01.10.13, 07:08
                                            mojemail3 napisała:> Ale w gronie znajomych, mam paru siłaczy i siłaczki, kasy z tego wielkiej nie m
                                            > ają, ale...jak się spotkamy czasem przy wódce etc.między Gorcami a Pieninami, t
                                            > o lubimy się pośmiać z samych siebie,że nikt wielkiej kariery biznesie ani w po
                                            > lityce nie zrobił, że tacy z nas "szmaciarze" ale...uczciwi;-)

                                            Sorry mojemail....nie znam twoich znajomych, ale przykładam Twój wzór do moich znajomych i powiem Ci że u mnie też większość "pracuje społecznie", za marne grosze. Jednak każdy nadal nazywa to pracą, nawet jeśli ma z tego tylko kilka stów miesięcznie. Mało tego. Ja "pracuję" "za darmo". Jednak nabywam przy okazji nowych doświadczeń, być może buduję sobie "rynek" pod moje usługi. Do głowy by mi nie przyszło tak o sobie myśleć....z żartobliwością i mówić o jakimś tam wyborze. Taki mam zawód.
                                            • mojemail3 Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 01.10.13, 08:13
                                              zawle napisała:

                                              (...)"Sorry mojemail....nie znam twoich znajomych, ale przykładam Twój wzór do moich znajomych i powiem Ci że u mnie też większość "pracuje społecznie", za marne grosze. Jednak każdy nadal nazywa to pracą, nawet jeśli ma z tego tylko kilka stów miesięcznie"

                                              Nie zawle, ja nie piszę o pracy zarobkowej za marne pieniądze i dorabianiu do tego ideologii o rzekomej szlachetności. Mówię o działaniach, że tak powiem unijnym językiem urzędowym: oddolnych inicjatywach społecznych: o pracy naukowej ( nie jako pracownik uczelni) o działaniu na rzecz lokalnej społeczności w dziedzinie edukacji, kultury i wartości.
                                              Szczegółów nie napiszę bo nie mogę tu szanownego towarzystwa "sprzedawać" w internecie...
                                              To są takie niby " małe sprawy" ale w widoczny sposób zmieniają rzeczywistość i to jest fajne, to sprawia,że ja bym z tego kraju nie wyjechała za cholerę, nie wyjechałabym z województwa nawet...No,może do ościennego;-)
                                              • zawle Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 01.10.13, 08:41
                                                Oki....pochwalam nawet te działania które są robione dla własnej kasy/prestiżu/sławy/rozgłosu. Fajnie jeśli się pomoże nawet jednej osobie/zmieni jedną drobną rzecz. Nie lubię tylko tych rozmów o tym, w takim tonie. Kogo nie zapytasz...każdy uczciwy, każdy robi za darmo....mierzi mnie to.
                                        • zawle Re: Taka sobie zwykła proteinowa bufonada:) 01.10.13, 07:13
                                          protein.spill napisał(a): > Jak dla mnie: niewielka ale wyrazna roznica w uczciwosci. Zaczynajac od drobiaz
                                          > gow: nie placenie za TV, za MP3, za soft, za filmy, za ksiazki.

                                          To jest nasza TRADYCJA NARODOWA, nie nieuczciwość;)
                • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:27
                  Ad. Tak naprawde uwazam, ze to madrzejszy wybor niz zapieprzanie od rana do nocy zeby miec jeszcze wiekszy dom, w ktorym bedzie jeszcze wiecej tych niepotrzebnych mi powierzchni.

                  To zdanie rings a bell we mnie. Będąc młodym managerem zobaczyłem wille za kilka milionów, czyli tyle ile przeciętny successful manager zarobi w ciągu kariery i stwierdziłem że to jakiś joke żebym miał się dla takiej willi zażynać. Czytałem również wspomnienia aktora Anthony Quinna który tam napisał, że najszczęśliwsi byli na rozsądnej powierzchni - gdy przenieśli się do za dużej stracili ze sobą kontakt ...
                  • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 22:18
                    loppe napisał:
                    >
                    > To zdanie rings a bell we mnie. Będąc młodym managerem zobaczyłem wille za kilk
                    > a milionów, czyli tyle ile przeciętny successful manager zarobi w ciągu kariery
                    > i stwierdziłem że to jakiś joke żebym miał się dla takiej willi zażynać. Czyta
                    > łem również wspomnienia aktora Anthony Quinna który tam napisał, że najszczęśli
                    > wsi byli na rozsądnej powierzchni - gdy przenieśli się do za dużej stracili ze
                    > sobą kontakt ...
                    Ale przeciez nikt nikogo nie zmusza do kupowania willi za kilka milonow:) To przeciez nie obowiazek!
                    • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 22:30
                      Byłem młody i nie wiedziałem jeszcze że np. Warren Buffet ofiaruje za 25 lat 37 miliardów swoich dolarów (całe dorosłe życie mieszkając w skromnym domu w Omaha) na charytatywną fundację Billa Gatesa - Fundacja przeznacza pieniądze na stypendia dla studentów, zapobieganie AIDS, walkę z chorobami nękającymi Trzeci Świat
                      • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 22:52
                        loppe napisał:

                        > Byłem młody i nie wiedziałem jeszcze że np. Warren Buffet ofiaruje za 25 lat 37
                        > miliardów swoich dolarów (całe dorosłe życie mieszkając w skromnym domu w Omah
                        > a) na charytatywną fundację Billa Gatesa - Fundacja przeznacza pieniądze na sty
                        > pendia dla studentów, zapobieganie AIDS, walkę z chorobami nękającymi Trzeci Św
                        > iat
                        No wlasnie, przynam, ze on mnie bardzo zadziwial zawsze, ze taki skromny czy taki skapy. Z drugiej strony jak domek wygodny to po co to zmieniac? A to on dzieci nie ma, ze organizacjom zapisuje? czy starczy dla wszystkich?
                        • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 22:58
                          Warren całe życie mało co na siebie wydawał, dzieciom też nie dawał dolarów uważając że pozbawi je frajdy rozwoju osobowości i frajdy zdobywania samemu czegoś, a gdy u progu 80-tki dawał 37 miliardów na biedę w świecie to swoim dzieciom zapisał 5 miliardów. Ale one już starutkie i wciąż czekają...
                          • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:10
                            Gdy po ok. 25 latach porzuciła go żona - poślubiona gdy mieli ok. 20 lat...związał się ze swoją gosposią...
                            • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:14
                              loppe napisał:

                              > Gdy po ok. 25 latach porzuciła go żona - poślubiona gdy mieli ok. 20 lat...zwią
                              > zał się ze swoją gosposią...
                              Czyli facet z gatunku konserwatywnych w upodobaniach, lubi i preferuej co zna, co swoje, sprawdzone, po co sie rzucac na nieznane i nowosci:)
                              Tylko szkoda, ze dzieciakom wiecej kasy ni dal.
                              • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:20
                                Cały Buffett - próba mikrofonu to u Niego "milion, dwa miliony...":))

                                www.youtube.com/watch?v=DfuXKpMFUjc
                                • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 01:17
                                  Ich habe genug

                                  www.youtube.com/watch?v=foHTQ2qGozs
                            • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:19
                              loppe napisał:

                              > Gdy po ok. 25 latach porzuciła go żona - poślubiona gdy mieli ok. 20 lat...zwią
                              > zał się ze swoją gosposią...

                              Ona go nie porzucila, zmarla, byli razem bodajze 52 lata.
                              • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 23:23
                                kag73 napisała:

                                > loppe napisał:
                                >
                                > > Gdy po ok. 25 latach porzuciła go żona - poślubiona gdy mieli ok. 20 lat.
                                > ..zwią
                                > > zał się ze swoją gosposią...
                                >
                                > Ona go nie porzucila, zmarla, byli razem bodajze 52 lata.


                                Czytałem biografię.
                                Żona poszła w ostry fantazyjny cug, przeniosła się do San Francisco, żyła z trenerem tenisa itd. Owszem dbała nadal o niego i on o nią. Ale nie mieszkali już razem, on został z gosposią, którą poślubił dopiero po śmierci żony.
                • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:33
                  > protein.spill napisał(a):

                  > Pozalowalem wyslania tego postu od razu po nacisnieciu "wyslij", ze wzgledu na
                  > bucowaty styl. Zabrzmialo tak, jakbym pogardzal tymi ktorzy zdecydowali sie nie
                  > odrywac sie od swojej lokalnej spolecznosci i teraz maja za malo kasy. Tak nap
                  > rawde uwazam, ze to madrzejszy wybor niz zapieprzanie od rana do nocy zeby miec
                  > jeszcze wiekszy dom, w ktorym bedzie jeszcze wiecej tych niepotrzebnych mi po
                  > wierzchni.
                  >
                  > Tak, ze ta wrogosc to raczej frustracja, nie pogarda.
                  >
                  > Prosze nie bierz tego do siebie.

                  Ja? Czy Reactivia? Za siebie odpowiem, ze ja juz dawno nie biore do siebie :) Bardziej obchodzi mnie co Ty naprawde czujesz i myslisz. Ja z latwoscia obieram sobie wypowiedzi z emocji. Mowilam Ci, ze forma nie jest wazna tylko tresc. Emocje towarzyszace naszym wypowiedziom to tylko wzmocnienie formy, tak jak interpunkcja, mi to nie przeszkadza tak dlugo jak dlugo rozumiem przekaz. Mow zawsze co myslisz, nie przepraszaj.
                  • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:38
                    Kitty, dopóki nie dopuścisz uczuć do procesu swojego rozumienia życia, dopóty nie zrozumiesz go w pełni... A Ty tak bardzo chcesz rozumieć
          • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:18
            Wydawało mi się, że mniej więcej to samo napisałam.
          • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:31
            protein.spill napisał(a):

            > Co nalezaloby powiedziec to "że jeśli mało zarabia, to nie pracuje dla pieniedz
            > y" ergo "pracuje dla przyjemnosci" lub "ta praca jest inwestycja".

            Nie masz racji. Z artykulu zalinkowanego dzisiaj przez Urqu wynika, ze 2/3 Polakow zarabia ponizej sredniej krajowej czyli ponizej tego cytowanego 470 euro miesiecznie. Tyle maja przyjemnosci czy tyle inwestuja? A Ci co zarabiaja najnizsza krajowa 1032 PLN to chyba jacys fanatycy :) Czy z Twoja teoria cos jednak nie tak? :)

      • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 14:58
        Acha, jeszcze kwestia dzieci: tutaj trudno mówić o specjalizacji, bo dzieckiem powinni się zajmować oboje rodzice. Nie po to, by statystyczną feministkę zadowolić, ale dla dobra tegoż dziecka.
        Zresztą ze specjalizacją to może być tak, że osoba bardziej leniwa "udaje", że ma dwie lewe rączki i nagle sie okazuje, że to żona wszystko robi lepiej i szybciej. Słabe to.
        • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:12
          rekreativa napisała:

          > Acha, jeszcze kwestia dzieci: tutaj trudno mówić o specjalizacji, bo dzieckiem
          > powinni się zajmować oboje rodzice. Nie po to, by statystyczną feministkę zadow
          > olić, ale dla dobra tegoż dziecka.

          Zgoda! Ale czytalas co Yoric kombinuje z zona z Rosji? A przeciez to nie jest glupi facet wiec cos jest na rzeczy. Mamy do czynienia z jakims zjawiskiem spolecznym (?), ktorego bym nie bagatelizowala. Chcialabym to zrozumiec.
          • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:25
            No właśnie nie bardzo to czaję.
            Że niby zróbmy sobie dziecko, ale to będzie twoja działka, ja się do niego nie będę dotykał?
            Mam nadzieję, że źle yorica zrozumiałam.
            • zyg_zyg_zyg Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:39
              > Że niby zróbmy sobie dziecko, ale to będzie twoja działka, ja się do niego nie
              > będę dotykał?

              Może chodzi po prostu o zniewalający strach przed obsranymi pieluchami? Niezrozumiałym płaczem, nocnym wstawaniem, karmieniem, odbijaniem, ulewaniem, ząbkowaniem, kąpaniem, przebieraniem, gaworzeniem, noszeniem, usypianiem, organizowaniem zabaw, szczepieniami, chodzeniem po lekarzach, zapisywaniem do żłobka, zaprowadzaniem do żłobka, odbieraniem ze żłobka i tak dalej i tak dalej i tak dalej - do momentu wyprowadzki latorośli z domu. Trzeba tylko znaleźć kobietę, która z uroczą gracją weźmie to na siebie. Wtedy spokojnie można robić dziecko :-)
              • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 07:18
                Coś w tym stylu. To weźmie na siebie to nie tyle 'cały wysiłek' co 'pierwsze skrzypce' i w rozliczeniu za inne sfery życia, ale ogólny kierunek się zgadza.
                • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 11:08
                  yoric napisał:

                  > Coś w tym stylu. To weźmie na siebie to nie tyle 'cały wysiłek' co 'pierwsze sk
                  > rzypce' i w rozliczeniu za inne sfery życia, ale ogólny kierunek się zgadza.

                  Zwal jak chcial, nawet jak to w piekne piorka "pierwsze skrzpce" ubrac...harowka jest harowka.
                  Odradzam pakowac sie w dziecko z takim nastawieniem, odradzam, bo mozesz sie bardzo rozczarowac i konflikty masz murowane. A to dlatego, ze teoria z praktyka sie mija. Taka kobieta, zakladam bezdzietna jeszcze, tak naprawde nie wie co to znaczy miec dziecko 24h na dobe, to dopiero wychodzi w praniu, wiec zanim je urodzi moze Ci obiecac, ze nic nie bedziesz musial robic, bo jej sie tak moze wydawac.
                  Wlasciwe nastawienie jest takie: decyduje sie na dziecko i zrobie wszystko, zeby byc dobrym ojcem i spelnic swoja role jak najlepiej, czasem nawet z zacisnietymi zebami(zwlaszcza w 1 roku), matki maja podobnie, ale raczej nikt o tym nie mowi.
                  • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 17:10
                    > wiec zanim je urodzi moze Ci obiecac, ze nic nie bedziesz musial robic, bo jej sie tak moze wy
                    > dawac.

                    mogę pogadać o moim podejściu, ale tu znowu mamy kategorie nic/wszystko. To ja się pod tym nie podpisuję.

                    > Wlasciwe nastawienie jest takie: decyduje sie na dziecko i zrobie wszystko, zeb
                    > y byc dobrym ojcem i spelnic swoja role jak najlepiej, czasem nawet z zacisniet
                    > ymi zebami

                    no dobrze, a co z przykładami, które podałem, 4 dzieci w rocznych odstępach, samotna matka, nastoletni rodzice z wpadki i generalnie wszędzie gdzie nie ma 24h/doba. Te dzieci wyrastają na gorszych ludzi potem?
                    • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 19:07
                      yoric napisał: .
                      > no dobrze, a co z przykładami, które podałem, 4 dzieci w rocznych odstępach, sa
                      > motna matka, nastoletni rodzice z wpadki i generalnie wszędzie gdzie nie ma 24h
                      > /doba. Te dzieci wyrastają na gorszych ludzi potem?

                      Ach, moj Boze, te dzieci niekoniecznie wyrosna na gorszych ludzi. To tez chodzi o ich rodzicow. Czlowiek jest mocny i jak musi to potrafi wszystko, samotna matka 4 dzieci tym bardziej. Minus: dzieci omija troche meskie podejscie do zycia i spojrzenie na swiat, matka moze tracic nerwy i oberwie sie dzieciakom. Dla Ciebie istotne: ta smotna matka sie zmeczona na mezu nie wyzyje(werbalnie), Twoja partnerka, zmeczona, na Tobie tak. Do tego wieczorkiem samotna matka polozy sie do lozeczka i zasnie w 2 minutki, nie szkodzi, nalezy jej sie, dzieci tez spia. Gorzej jak Twoja zona polozy sie wykonczona i zasnie snem kamiennym w 2 minutki, zapominajac i majac w "d..pie", ze Ty moze chcialbys czegos wiecej;)
                      Dziwi mnie nastawienie: chce sie rozmnozyc. Dziecko to wyzwanie, zadanie jakiego sie podejmujesz, poza tym jest jak walizka: wypakujesz z niej to, co do niej zapakowales.
                      A zeby cos zapakowac trzeba zainwestowac troche czasu, inaczej ktos inny wychowa Twoje dziecko i przekaze mu, co zechce przekazac.
                      Ty chcesz kandydatce na zone powiedziec "sluchaj zdecyduje sie na dziecko pod warunkiem, ze Ty bedziesz robila wiecej"? A co jak ona mysli tak samo? Bedziesz szukal nstepnej? Ach, wiadomo, ze kobieta i tak robi wiecej przy dziecku, zwlaszcza malym. Sa rzeczy przy ktorych nie mozna jej tak latwo zastapic a zatem odpowiedzialny facet po mesku robi co zrobic potrafi rowniez on a nie kreci nosem i udaje, ze nie moze zniesc zapachu osranej pieluchy.
                      Rozumiem, ze chcesz robic mniej i co wyobrazasz sobie, ze w punktach napiszesz co chcesz/bedziesz robil, czy bedziesz sie za kazdym razem targowal albo powolywal na umowe, ze miales robic mniej:)? Nie martw sie, kobieta zrobi, bo musi, ale jak Ty bedziesz wygladal w jej oczach...to juz inna bajka;)
                      • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 19:24
                        W ogóle to jest taka mowa, jakby chodziło o jakies tam obce dziecko, a to przecież będzie JEGO dziecko, mały yoric :)
                        Nie mam , niestety, dzieci, ale kiedy patrzę na dzieciaki w mojej rodzinie i na rodzicielstwo innych ludzi, to sobie nie wyobrażam, że mogłabym tak spychać zapobiegawczo te obowiązki na kogoś.
                        • zawle Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 19:39
                          Ja zwróciłam uwagę na sformułowanie "chcę się rozmnożyć" . Nijak się ma do " chcę mieć dziecko"
                        • urquhart Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów 29.09.13, 19:44
                          rekreativa napisała:

                          > W ogóle to jest taka mowa, jakby chodziło o jakies tam obce dziecko, a to przec
                          > ież będzie JEGO dziecko, mały yoric :)
                          > Nie mam , niestety, dzieci, ale kiedy patrzę na dzieciaki w mojej rodzinie i na
                          > rodzicielstwo innych ludzi, to sobie nie wyobrażam, że mogłabym tak spychać za
                          > pobiegawczo te obowiązki na kogoś

                          Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów z tymi dziećmi .
                          Najczęściej mężczyzna kocha dziecko jeżeli kocha jego matkę.
                          forum.gazeta.pl/forum/w,571,27587032,27587032,Mezczyzna_kocha_dzieci_dopoki_.html
                          Ile facetów którzy którzy zostawiają swoje kobiety w Polsce interesuje się w ogóle dziećmi i płaci alimenty? Sama sobie odpowiedz.
                          Spychanie obowiązków na kogoś? W dobie masowej matczynej nadopiekuńczości i wyręczania? Jeżeli jest wolny czas i zasoby kobieta zwykle podwyższa się standardy przecież i oczekuje że partner bedzie realizował te same oczekiwania. Psychoewo.
                          • rekreativa Re: Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów 29.09.13, 20:23
                            Będę Cię cytować w dyskusjach forumowych, kiedy będzie mowa o tym, dlaczego sądy nie przyznają opieki tatusiom...
                            • urquhart Re: Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów 29.09.13, 20:49
                              rekreativa napisała:

                              > Będę Cię cytować w dyskusjach forumowych, kiedy będzie mowa o tym, dlaczego sąd
                              > y nie przyznają opieki tatusiom...

                              To mało bezpieczne jak się włączę że ci mężczyźni co chcą się angażować zależy są i pragmatycznie lepszymi rodzicami, właśnie dlatego że nie realizują swoich potrzeb opiekuńczych pod płaszczykiem potrzeb dziecka. Ale nie wszyscy chcą :)
                              • rekreativa Re: Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów 29.09.13, 21:49
                                Nie, nie, nie.
                                Według Twej teorii facet kocha dziecko póki kocha matkę, a rozwód wskazuje na ustanie tej miłości.
                                Zatem dziecka też nie kocha, a jedynie chciałby dopierdolić babie zabierając jej bachory.
                                • rekreativa Re: Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów 29.09.13, 21:51
                                  (bez urazy o "bachory", to miało wyeksponować chęć dop.... babie)
                                • zyg_zyg_zyg Re: Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów 29.09.13, 22:02
                                  :-)
                                  Siebie lepiej cytuj, Rekreativa, a nie Urqu... :-)
                                  • rekreativa Re: Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów 29.09.13, 22:08
                                    Ja po prostu usiłuję zrozumieć ten paradoks:
                                    Z jednej strony panowie dowodzą na wszelkie sposoby, że faceci w ogóle nie maja instynktów dzieciowych, że nie odczuwają takiego zaangażowania jak kobiety, że nie są stworzeni, by się dziećmi zajmować, a z drugiej domagają się, by sądy to właśnie im przyznawały opieke nad dziećmi.
                                    Dla mnie trochę schizofrenia.
                                    • urquhart Re: Kolejne projekcje kobiecych emocji na facetów 29.09.13, 22:32
                                      rekreativa napisała:
                                      > Ja po prostu usiłuję zrozumieć ten paradoks:
                                      > Z jednej strony panowie dowodzą na wszelkie sposoby, że faceci w ogóle nie maja
                                      > instynktów dzieciowych, że nie odczuwają takiego zaangażowania jak kobiety, że
                                      > nie są stworzeni, by się dziećmi zajmować, a z drugiej domagają się, by sądy t

                                      Instynkt jest bezwarunkowy wspomagany przez nauroprzekaźniki: prolaktynę przymusu opieki i gratyfikującą oksytocynę i tak to działa u wszystkich samic zwierząt które nie mają uczuć wyższych i jest dobrze zbadane przecież. Takiego instynktu mężczyźni nie posiadają, uczucia ojcowskie są w odróżnieniu od macierzyńskich warunkowe mają inne źródło i wymagają rozwijania i nie wszyscy faceci je mają czy chcą rozwijać. Jak się już rozwiną to zabranie dzieci oczywiście odczuwają jako stratę, zwłaszcza jeżeli uważają że matka jest pokręcona ( typowo dlatego nie chcą z nią być) i wyrządzi im wychowaniem krzywdę.
                                      Linkowałem że Włoszech sądy dostały wytyczne że jeżeli psycholog sklasyfikuje matkę jako nadopiekuńczą ojciec z automatu dostaje dzieci o ile chce z powodu społecznych problemów z mamisynkami. Wielu nie chce.
                                      Gdzie tu jakaś sprzeczność?
                                      • zawle Re:opowiedz nam swoją historię 29.09.13, 22:46
                                        urquhart napisał: > Linkowałem że Włoszech sądy dostały wytyczne że jeżeli psycholog sklasyfikuje m
                                        > atkę jako nadopiekuńczą ojciec z automatu dostaje dzieci o ile chce z powodu sp
                                        > ołecznych problemów z mamisynkami.

                                        jesteś ewidentnie zafiksowany na punkcie nadopiekuńczych mamuś. Mama Ci pieluchę zakładać gdy byłeś nastolatkiem?
                                        • urquhart Re:opowiedz nam swoją historię 29.09.13, 22:59
                                          Jestem przewrażliwiony. Oczekujesz medalu za to odkrycie?
                                          Historię musisz sama odgrzebać w archiwum forum.
                                          • zawle Re:opowiedz nam swoją historię 29.09.13, 23:03
                                            urquhart napisał:

                                            > Jestem przewrażliwiony. Oczekujesz medalu za to odkrycie?
                                            > Historię musisz sama odgrzebać w archiwum forum.

                                            Mi to do niczego nie jest potrzebne. Ale może Ciebie uzdrowi? Wiesz....jak opowiesz to tysiąc razy to już sam masz wyrzyga na tą historię. Skoro wiesz że jesteś nadwrażliwy, to już połowa sukcesu. Druga połowa to praca własna.
                      • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 19:43
                        Tak patrzę i widzę, że kobieta jak najbardziej może mieć wymagania wobec faceta i głośno je wyrażać, i jeszcze głośniej mówić, na co ma spadać facet, który ich nie spełnia (na drzewo) i w co go należy kopnąć. Forumowa codzienność. Kociołek robi się, jak w tę rolę wchodzi facet i zaczyna mówić o swoich wymaganiach (a jesli dotyczą one figury, to nawet piekiełko :)).

                        Najkrótsza odpowiedź brzmi, siłą do ślubu i do dziecka nikogo nie przymuszam. I tyle. I te Twoje branie pod włos na sposoby różne a wszelakie - że to niemęskie, że nie znajdę chętnej, że jak pieluchy nie zmienię, to mi wychowają dziecko na islamistę - na mnie nie działa. Mogę to wymagam. Nie chcesz, nie musisz mieć ze mną dziecka ;).
                        • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 19:56
                          yoric napisał:

                          > Tak patrzę i widzę, że kobieta jak najbardziej może mieć wymagania wobec faceta
                          > i głośno je wyrażać, i jeszcze głośniej mówić, na co ma spadać facet, który ic
                          > h nie spełnia (na drzewo) i w co go należy kopnąć. Forumowa codzienność. Kocioł
                          > ek robi się, jak w tę rolę wchodzi facet i zaczyna mówić o swoich wymaganiach (
                          > a jesli dotyczą one figury, to nawet piekiełko :)).

                          Powiem Ci jedno, jak ja to widze: Jezeli moj maz(ojciec mojego dziecka)zmienia dziecku pieluche, robi kanapke czy zaprowadza do szkoly, to nie ma to nic wspolnego ze mna, bo to jego dziecko i on robi to dla dzeicka albo dla siebie. Nie dla mnie. To tyle.
                          Ty w swoich wyobrazeniach nie jestes osamotniony, to dosc popularne, ze wielu ludzi jak najmniej chce sie zajmowac swoim dzieckiem, oni chca je po prostu miec i nie biora pod uwage co to "miec dziecko" oznacza.
                          • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 20:07
                            > Powiem Ci jedno, jak ja to widze: Jezeli moj maz(ojciec mojego dziecka)zmienia
                            > dziecku pieluche, robi kanapke czy zaprowadza do szkoly, to nie ma to nic wspol
                            > nego ze mna, bo to jego dziecko i on robi to dla dzeicka albo dla siebie. Nie d
                            > la mnie. To tyle.

                            Dlatego psychoterapeuci zauważają że zachodnie związki gdzie partnerka ma dziecko z poprzedniego związku i facet się angażuję w nie są dużo bardziej satysfakcjonujące. Bo kobieta docenia i wynagradza mu to zaagażownanie a kiedy para ma dziecko traktuje że to jego psi obowiązek i nie ma docenienia.
                            • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 20:10
                              urquhart napisał:
                              > Dlatego psychoterapeuci zauważają że zachodnie związki gdzie partnerka ma dziec
                              > ko z poprzedniego związku i facet się angażuję w nie są dużo bardziej satysfakc
                              > jonujące. Bo kobieta docenia i wynagradza mu to zaagażownanie a kiedy para ma d
                              > ziecko traktuje że to jego psi obowiązek i nie ma docenienia.

                              No ja Cie przepraszam to ja mam doceniac, ze on sie zajmuje swoim wlasnym dzieckiem? A on docenia, ze ja sie zajmuje? Nie mam pojecia. Uwazam, ze moj maz jest super ojcem, podoba mi sie to, cieszy mnie, ale co to ma do doceniania.
                            • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 20:15
                              O ja pierdolę, że tak powiem w pełnej wersji.
                              Jak ja se biorę kota, to czy ja oczekuję oklasków, że się własnym kotem zajmuję?
                              Jasne, że należy trochę poklaskać gościowi, który się zajmuje CUDZYM dzieckiem, szczególnie jeśli robi to dobrze, tak samo, jak należą się oklaski mnie, jeśli się pozajmuję CUDZYM kotem.
                              Ale własnym? Dajże spokój.
                        • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 19:59
                          yoric napisał:
                          "Mogę to wymagam. Nie chcesz, nie musisz mieć ze mną dziecka ;)."

                          Rzecz w tym, ze to Ty chcesz to dziecko, chcesz sie rozmnozyc.
                          • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 30.09.13, 00:20
                            > Rzecz w tym, ze to Ty chcesz to dziecko, chcesz sie rozmnozyc.

                            ale to Ty negocjujesz ze mną moje osobiste wymagania - czy mam to traktować jako propozycję? :)
                            • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 30.09.13, 00:25
                              yoric napisał:

                              > > Rzecz w tym, ze to Ty chcesz to dziecko, chcesz sie rozmnozyc.
                              >
                              > ale to Ty negocjujesz ze mną moje osobiste wymagania - czy mam to traktować jak
                              > o propozycję? :)

                              Ja z Toba zwyczajnie sobie rozmawiam, to wszystko. Probuje Cie zrozumiec:)
                              Planowanie rodziny juz zakonczylam, niestety:(
                            • that.bitch.is.sick Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 30.09.13, 00:59
                              yoric napisał:

                              > > Rzecz w tym, ze to Ty chcesz to dziecko, chcesz sie rozmnozyc.
                              >
                              > ale to Ty negocjujesz ze mną moje osobiste wymagania - czy mam to traktować jak
                              > o propozycję? :)

                              Z zajęciem śledzę i zaczynam coraz bardziej cenić szczerość u yorica. Mówię to bez sarkazmu. Fajne to i rzadkie.
                • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 29.09.13, 12:46
                  To Ty jednak lepiej wstrzymaj się z tym dzieckiem...
            • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:25
              rekreativa napisała:

              > No właśnie nie bardzo to czaję.
              > Że niby zróbmy sobie dziecko, ale to będzie twoja działka, ja się do niego nie
              > będę dotykał?
              > Mam nadzieję, że źle yorica zrozumiałam.

              A może tak:
              Jak już zdecyduje się rozmnożyć, to ta co tego szczęścia z nim dostąpi, jako inkubator progenitury yorica, ze szczęścia podejmie heroiczny i samodzielny wysiłek hołubienia potomstwa? Tylko ja się laska tak w bejbi zaangażuje, to dla tatusia zabraknie czasu;-)
              • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:32
                Hehe ale sie Yoricowo-potomkowy watek rozkreca. Chyba mi za to leb ukreci, ze Was dziewczyny tak podpuscilam :)
          • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 22:21
            hello-kitty2 napisała:
            > Zgoda! Ale czytalas co Yoric kombinuje z zona z Rosji? A przeciez to nie jest g
            > lupi facet wiec cos jest na rzeczy. Mamy do czynienia z jakims zjawiskiem spole
            > cznym (?), ktorego bym nie bagatelizowala. Chcialabym to zrozumiec.

            Ale co jest tym zjawiskiem? To, ze nie chce sie za duzo zajmowac swoim dzieckiem? Czy to, ze chce zone z Rosji?
      • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 16:57
        yoric napisał:
        "Jeśli już tak jest, że facetowi prasowanie koszul zajmuje 2x więcej czasu, za którego każdą przepracowaną zawodowo godzinę dostaje 2x więcej niż żona - to z ekonomicznego (nie w sensie finansowym, tylko optymalizacji wydajności) punktu widzenia nie ma sensu, by te zadania dzielili po równo."

        Akurat ten przyklad jest wyjatkowo nie udany, bo w polskich realiach obie osoby najczesciej pracuja zawodowo i to prasowanie koszul odbywa sie sila rzeczy w czasie wolnym tych osob. Czyli jedna osoba poswieca swoj czas wolny, zeby wyprasowac koszule, pytanie kto jest ta osoba, bo czyje koszule to raczej wiemy:)
        • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:05
          kag73 napisała:

          > yoric napisał:
          > "Jeśli już tak jest, że facetowi prasowanie koszul zajmuje 2x więcej czasu, za
          > którego każdą przepracowaną zawodowo godzinę dostaje 2x więcej niż żona - to z
          > ekonomicznego (nie w sensie finansowym, tylko optymalizacji wydajności) punktu
          > widzenia nie ma sensu, by te zadania dzielili po równo."
          >
          > Akurat ten przyklad jest wyjatkowo nie udany, bo w polskich realiach obie osoby
          > najczesciej pracuja zawodowo i to prasowanie koszul odbywa sie sila rzeczy w c
          > zasie wolnym tych osob. Czyli jedna osoba poswieca swoj czas wolny, zeby wypras
          > owac koszule, pytanie kto jest ta osoba, bo czyje koszule to raczej wiemy:)

          Ależ ten przykład jest bardzo dobry, a Ty Kag nie dostrzegasz oczywistego - że jest więcej do zrobienia w gospodarstwie domowym niż tylko prasowanie koszul. Jedna osoba specjalizuje się więc w prasowaniu, druga np. w odkurzaniu i wynoszeniu śmieci, każde osiągając mistrzostwo w swej ulubionej dziedzinie. Efekt - oszczędność czasu łącznego oraz wyższa jakość.
          • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:12
            loppe napisał:
            > Ależ ten przykład jest bardzo dobry, a Ty Kag nie dostrzegasz oczywistego - że
            > jest więcej do zrobienia w gospodarstwie domowym niż tylko prasowanie koszul. J
            > edna osoba specjalizuje się więc w prasowaniu, druga np. w odkurzaniu i wynosze
            > niu śmieci, każde osiągając mistrzostwo w swej ulubionej dziedzinie. Efekt - os
            > zczędność czasu łącznego oraz wyższa jakość.

            Ale yoric napisal:
            > yoric napisał:
            > "Jeśli już tak jest, że facetowi prasowanie koszul zajmuje 2x więcej czasu, za
            > którego każdą przepracowaną zawodowo godzinę dostaje 2x więcej niż żona - to z
            > ekonomicznego (nie w sensie finansowym, tylko optymalizacji wydajności) punktu
            > widzenia nie ma sensu, by te zadania dzielili po równo."
            • loppe Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:17
              No to może nie jest ten przykład aż tak dobry, jeśli Yoric sugeruje że za każdym razem gdy żona wykonuje czynność domową mąż robi nadgodziny w robocie. Przyjmijmy że pracują te swoje 40-50 godzin tygodniowo zawodowo oboje i teraz chodzi o to jak dzielić obowiązki domowe. Dziękuję Kag:)
        • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:13
          Ale istnieje takie zjawisko jak nielimitowany czas pracy albo nadgodziny. Albo inne obowiązki, jak np. naprawa samochodu, czy zwykłe zabranie go do warsztatu na zmianę opon.
          • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:34
            Jak często zabierasz samochód do warsztatu na zmianę opon?
            • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:17
              > Jak często zabierasz samochód do warsztatu na zmianę opon?

              a Ty jak często prasujesz koszule? :)
              • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:22
                Kiedy mąż pracował w firmie to prasowałam raz w tygodniu.
                Teraz może raz na trzy.
                A zatem... jak często bywasz w tym warsztacie samochodowym?
                • yoric Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:06
                  Nie będę obrażał Twojej inteligencji odpowiedzią, ile razy jadę zmienić opony :).

                  Czasami zdarzy mi się także pojechać do myjni (rzadko), zatankować, pojechać na przegląd, na drobną naprawę, na wymianę oleju, opłacić ubezpieczenie (wyszukać dobrą ofertę), kupić płyn do spryskiwaczy... Takie tam. To jeśli chodzi o samochód.

                  O prasowanie koszul prosiłbym żonę może z 3 razy w roku, głównie dlatego, że nie jest mi to potrzebne i sam tego nigdy nie robię (co w świetle wypowiedzi Kity brzmi nieco niepokojąco...:)).
                  • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:43
                    yoric napisał:

                    (...)"Czasami zdarzy mi się także pojechać do myjni (rzadko), zatankować, pojechać na przegląd, na drobną naprawę, na wymianę oleju, opłacić ubezpieczenie (wyszukać dobrą ofertę), kupić płyn do spryskiwaczy... "

                    Zaryp straszny...
                    Własnie sobie uświadomiłam,że wszystkim się zajmuję, cała logistyka domowa plus finanse, ubezpieczenia, to jesli druga strona 2 x więcej zarabia, ale po pracy ma luzik, czasem coś ciężkiego przyniesie, czasem pomoże jak ja nie wyrabiam- uważam,że układ jest dla niego bardzo uczciwy a wręcz korzystny. Dla mnie natomiast, jak sobie ostatnio pismo z ZUS otworzyłam, może być nieciekawie, o ile dożyję do emerytury...
                    Miałam wybór, ale żal mi było dzieciaka i kontaktu z nim póki jest mały...
                    • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:57
                      mojemail3 napisała:

                      > yoric napisał:
                      >
                      > (...)"Czasami zdarzy mi się także pojechać do myjni (rzadko), zatankować, pojec
                      > hać na przegląd, na drobną naprawę, na wymianę oleju, opłacić ubezpieczenie (wy
                      > szukać dobrą ofertę), kupić płyn do spryskiwaczy... "
                      >
                      > Zaryp straszny...

                      Zaryp to tez fajne slowo, podobnie jak zaoranie i zasiedzene. Biore do slownika :)

                      > Własnie sobie uświadomiłam,że wszystkim się zajmuję, cała logistyka domowa plus
                      > finanse, ubezpieczenia, to jesli druga strona 2 x więcej zarabia, ale po pracy
                      > ma luzik, czasem coś ciężkiego przyniesie, czasem pomoże jak ja nie wyrabiam-
                      > uważam,że układ jest dla niego bardzo uczciwy a wręcz korzystny. Dla mnie natom
                      > iast, jak sobie ostatnio pismo z ZUS otworzyłam, może być nieciekawie, o ile do
                      > żyję do emerytury...

                      Mam znajomego, ktory twierdzi, ze do czasu emerytury (oprocz tego co tu jest potracane z pensji + tego co dostajesz za friko) nalezy we wlasnym zakresie odlozyc 100.000,00 euro. Mnie ogarnal smiech na to ale tak wlasnie kalkuluja Holendrzy.

                      > Miałam wybór, ale żal mi było dzieciaka i kontaktu z nim póki jest mały...

                      Macierzynstwo takie z prawdziwego zdarzenia to dla kobiety czesto upadek ekonomiczny. Pozostaje rozpatrywac je wylacznie z innych punktow widzenia, zeby sie nie zalamac, zwlaszcza w sytuacji kiedy sie juz matka zostalo.

                      Moze sie do emerytury nie dozyje, na razie u mnie jest 67 lat jako wiek emerytalny ale pewnie beda podwyzsza to o to nieodlozone sto tysiecy euro nie musze sie pewnie tak martwic :)

                      • mojemail3 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:19
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Moze sie do emerytury nie dozyje, na razie u mnie jest 67 lat jako wiek emeryta
                        > lny ale pewnie beda podwyzsza to o to nieodlozone sto tysiecy euro nie musze si
                        > e pewnie tak martwic :)
                        >

                        Kitty, pocieszę Cię, że u nas też jest po równo dla kobiet i mężczyzn - 67 lat...
                        Obawiam się,że nawet 100 tys PLN nie odłożę, dziecko trzeba wykształcić i w świat wyprawić...
                      • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 22:27
                        hello-kitty2 napisała:
                        "Mam znajomego, ktory twierdzi, ze do czasu emerytury (oprocz tego co tu jest potracane z pensji + tego co dostajesz za friko) nalezy we wlasnym zakresie odlozyc 100.000,00 euro. Mnie ogarnal smiech na to ale tak wlasnie kalkuluja Holendrzy."

                        I wie co mowi, bo jak my bedziemy miec po 67 to zapomnij o wielkiej emeryturze, dzieciakow za malo, czyli nie bedzie pokolenia mlodych pracujacych(bedzie stanowczo za malo), ktorzy beda placic na nasza rente, niestety.
                  • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:00
                    yoric napisał:

                    > O prasowanie koszul prosiłbym żonę może z 3 razy w roku, głównie dlatego, że ni
                    > e jest mi to potrzebne i sam tego nigdy nie robię (co w świetle wypowiedzi Kity
                    > brzmi nieco niepokojąco...:)).

                    Ktorej wypowiedzi? Troche sie pogubilam, jak nie raczysz cytowac :) Tej o zakupie maszyny do prasowania? :)
                    • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:27
                      Tej o gejach, kitty...
              • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:33
                yoric napisał:

                > > Jak często zabierasz samochód do warsztatu na zmianę opon?
                >
                > a Ty jak często prasujesz koszule? :)

                Odnosnie prasowania to obserwuje teraz taki trend propagowany przez gejow, a mianowicie noszenie wylacznie nieprasowanych rzeczy. Nie przemawia do mnie. Ale maszyne do prasowania rozwazalam, zeby kupic ale nie sa popularne. Ciekawe dlaczego?
          • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 17:43
            yoric napisał:

            > Ale istnieje takie zjawisko jak nielimitowany czas pracy albo nadgodziny. Albo
            > inne obowiązki, jak np. naprawa samochodu, czy zwykłe zabranie go do warsztatu
            > na zmianę opon.

            A zajmowanie się samochodem panie traktują w rozliczeniach jako hobby mężczyzny które do czasu się nie wlicza. :)

            Przy takich porównaniach niedocenionych miłośniczek domowych porządków zawsze postuluję że panowie którzy wychodzą na ryby powinni być automatycznie w związku rozliczani według stawek za godzinę w rybołówstwie. Bo wydajność efekt do wkładu czasu jest podobna :)

            Ale na serio to zamiast zwiększać rozłożenia i wprowadzać kolejne obciążenia jak w państwie, nikt nie mówi o minimalizacji w pierwszej kolejności. Wywalać zabawki, ilość klamotów , które mogą się kurzyć z domu bo ich ilość się regularnie zwiększa inwestować w wydajniejsze urządzenia które ułatwiają życie, uczyć dzieci współuczestnictwa i współodpowiedzialności zamiast ich wyręczać.
            • rekreativa Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:19
              "Wywalać zab
              > awki, ilość klamotów , które mogą się kurzyć z domu bo ich ilość się regularnie
              > zwiększa inwestować w wydajniejsze urządzenia które ułatwiają życie, uczyć dzi
              > eci współuczestnictwa i współodpowiedzialności zamiast ich wyręczać."

              O, bardzo słusznie.
            • kag73 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:20
              urquhart napisał:
              > uczyć dzi
              > eci współuczestnictwa i współodpowiedzialności zamiast ich wyręczać.

              O tak, prawda. I meza tez uczyc:)
            • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:23
              urquhart napisał:

              > Ale na serio to zamiast zwiększać rozłożenia i wprowadzać kolejne obciążenia ja
              > k w państwie, nikt nie mówi o minimalizacji w pierwszej kolejności. Wywalać zab
              > awki, ilość klamotów , które mogą się kurzyć z domu bo ich ilość się regularnie
              > zwiększa inwestować w wydajniejsze urządzenia które ułatwiają życie, uczyć dzi
              > eci współuczestnictwa i współodpowiedzialności zamiast ich wyręczać.

              Jestem 'za'! Niestety na przeszkodzie stoja chomiki i kolekcjonerzy, dla przykladu moj ojciec albo moj partner. Rozwiazaniem czasowym jest ladowanie wszystkiego do szuflad, pudel, szafek. Niestety z czasem trzeba dokupowac szuflad, pudlel i szafek, tych nowych urzadzen, a metrow kwadratowych brakuje. Mozna po cichu wyrzucac, co stosowala moja matka ale to sie na niej mscilo w awanturach.
              • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:29
                > Jestem 'za'! Niestety na przeszkodzie stoja chomiki i kolekcjonerzy, dla przykl
                > adu moj ojciec albo moj partner. Rozwiazaniem czasowym jest ladowanie wszystkie
                > go do szuflad, pudel, szafek. Niestety z czasem trzeba dokupowac szuflad, pudle
                > l i szafek, tych nowych urzadzen, a metrow kwadratowych brakuje. Mozna po cichu
                > wyrzucac, co stosowala moja matka ale to sie na niej mscilo w awanturach.

                E tam, wynajmuje się schowek i tam wszystko znosi. Jak się nie przedłuży i nie zapłaci to przepada. Znaczy subiektywnie nic cennego dla danej osoby tam nie było :)
                • hello-kitty2 Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 18:37
                  urquhart napisał:

                  > E tam, wynajmuje się schowek i tam wszystko znosi. Jak się nie przedłuży i nie
                  > zapłaci to przepada. Znaczy subiektywnie nic cennego dla danej osoby tam nie by
                  > ło :)

                  E tam :-) moj ojciec znalazl lepsze rozwiazanie - zalozyl sobie zamek w drzwiach do swojego pokoju i matka mu juz nic nie mogla wyrzucic czy jak to ladnie politycznie poprawnie nazwales zaniesc do schowka :-)
    • zyg_zyg_zyg Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 19:58
      A jak widzisz Urqu "specjalizację" pracach domowych? Bo sztywne przypisywanie stereotypowo postrzeganych "zadań męskich" mężczyznom, a "zadań kobiecych" kobietom jest tak samo o kanyt dupy potłuc jak dzielenie wszystkiego po równo.
      • zawle Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 20:03
        zyg_zyg_zyg napisała:

        > A jak widzisz Urqu "specjalizację" pracach domowych? Bo sztywne przypisywanie s
        > tereotypowo postrzeganych "zadań męskich" mężczyznom, a "zadań kobiecych" kobi
        > etom jest tak samo o kanyt dupy potłuc jak dzielenie wszystkiego po równo.

        W ustach mężczyzny to znaczące dla ludzkości podsumowanie, w ustach kobiety nieprzemyślana stereotypizacja. Nic nie rozumiesz..;)
    • that.bitch.is.sick Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 28.09.13, 21:06
      urquhart napisał:

      > Podczas gdy w korporacji oczywistym jest za wydajnością, optymalizacją i postęp
      > em stoi coraz większa specjalizacja każdego stanowiska, społecznie i rodzinnie
      > propagowania jest odwrotna wizja dokładnie odwrotna czyli współdzielenia równeg
      > o wszystkiego w domu.
      > Nie razi Was ta sprzeczność i dysonans?

      Zabawię się w adwokata kobiet bo wiem jak cwaniakujesz.
      Możnaby taką analogię wysnuć, choć w korporacji w istocie know how jest gromadzone aby się wykluczyć wpływ zasobów ludzkich i w istocie zwiększyć zastępowalność oraz uzależnienie od kompetencji, po to się tworzy procedury, buduje zarządzanie procesowe, żeby od specjalistów czerpać ale się nie wiązać. Specjalizacja służy ograniczeniu uprawnień i ochronie struktury a nie postępowi czy optymalizacji, nie ma dowodów że procedury sprawdzają się lepiej niż techniki ad hoc. To służy ochronie. Tu wszędzie jest analogia. Na gruncie rodzinnym służyłoby to sztywnemu podziałowi ról i wówczas przy wyborze partnera życiowego większą rolę grałyby komplementarne cechy i umiejętności niż kwestie afektywne. Być może ma to miejsce w społeczeństwach podporządkowanych religijnemu fundamentalizmowi ono też musi chronić swoje struktury, gdzie rolę grają swatki w doborze partnerów a seks i życie intymne podlega również formalnym procedurom. I nie wiem czy to by odpowiadało komuś takiemu jak ty:). I skąd takie marzenia u zwolennika podejścia psychoewolucyjnego i naturalnego doboru?
      W społeczeństwie gdzie dobór nie jest sformalizowany, oczywiście są pewne zwyczajowe preferencje lecz dużą rolę odgrywają czynniki pozaracjonalne, nie ma konieczności ochrony struktur - dochodzi do ich erozji. Właśnie tak jest z rodziną.
    • urquhart Re: Specjalizacja czy "równouprawnienie" 30.09.13, 17:13
      sweettweet1 napisał(a):

      > zmiana zasad wykorzystania urlopu wychowawczego - jeden z 36 miesięcy urlopu wy
      > chowawczego będzie musiał wykorzystać obowiązkowo drugi rodzic.
      > Tym drugim rodzicem w 90 proc. przypadków jest tata, a to oznacza, że w końcu o
      > jcowie będą szli na urlop wychowawczy (bo obowiązkowy)....
      > rel="nofollow">praca.wp.pl/title,Od-1-pazdziernika-zmienia-sie-zasady-wykorzystywania-urlopu-wychowawczego,wid,16029895,wiadomosc.html?ticaid=111664

      To teraz wreszcie też będą chłopów pytać przy rekrutacji albo awansach czy nie planują dziecka i skreślać jak się zawahają :)
Pełna wersja