oh_my
30.09.13, 00:22
Witam się. Forum czytałam przez kilka lat, kiedy trwał mój związek, ale siedziałam cicho. Teraz jako że jestem na etapie podsumowań związku i czasu, który się zakończył, zdałam sobie sprawę, że praktycznie nigdy w moim życiu nie byłam w sytuacji, gdzie ktoś próbował mnie wyrwać czy chociaż flirtować, zaczepić: na ulicy, basenie, sklepie, na imprezie itp. Czytając wątki i rady, jak często piszecie "znajdź sobie coś na boku", "to był facet na jeden raz" czy "mam faceta do łóżka". Generalnie czuję się jak stwór z innego świata - w moim świecie takie sytuacje mi się nie przydarzały. Interesowali się mną faceci (piszę w czasie przeszłym, bo obecnie nijak zainteresowania nie widzę i nie czuję). Kilku było zakochanych. Wszyscy, których poznawałam po pewnym czasie nieśmiałych podchodów byli zainteresowani poważnym związkiem ze mną. Zaklepaniem - to moja dziewczyna. Nikt nigdy nie chciał mnie poprostu przelecieć, czy mieć jakiś romans bez zobowiązań. W związku seks jak najbardziej. No i właśnie - przyciągam facetów, od których potem słyszałam, że myśleli ze jestem poza ich zasięgiem. Poza ich "ligą". Tacy wzdychający do czegoś nieosiągalnego. Nie wiem, dlaczego tak mnie odbierali- jestem w moim odczuciu miła, pomocna, wyglądam normalnie, więc ani nie straszę urodą ani na kolana nie powalam. Panowie Ci ustawiali się sami na pozycji "przyjaciela", który ewentualnie coś przebąkiwali od czasu do czasu o związku, ale na otwarte karty nigdy nie było ich stać. Jeśli ja nie zrobiłam pierwszego kroku, nic z tego nie było. Natomiast gdy ten krok z mojej strony był, nigdy nie spotkała mnie odmowa czy odrzucenie. I teraz do rzeczy, w jakiej sprawie proszę o poradę. Mam obecnie 31 lat. Właśnie zakończyłam siedmioletni związek - najintymniejszy i największa miłość jaka mnie do tej pory spotkała. Związek, w którym była miłość, ale był też ogromny problem z seksem. On nie chciał. Nie chcę do tego wracać, co, jak i dlaczego. Lektura wątków z tego forum między innymi, pomogła mi zrozumieć parę spraw i skłoniła do decyzji, że muszę ten związek zamknąć. Brak seksu i czułości okropnie wpłynął na moja postrzeganie siebie, własnego ciała, jego atrakcyjności. Wiem, że dam radę wejść w następny związek, ale najpierw muszę odbudować siebie. Nigdy nie lubiłam tych początkowych etapów poznawania się i odkrywania po pewnym czasie, ile na początku było w partnerze autokreacji. Zawsze chciałam już tego etapu, że znamy "swoje zapachy", "wady i zalety" i mamy swoją codzienną swojskość. Obecnie jak pomyślę o randkowaniu i przechodzeniu przez tą całą fasadę, to robi się niedobrze. Mogę zatem poczekać aż może jeszcze kiedyś ciekawy facet i uczucie samo przyjdzie z czasem. Na razie chcę zacząć być podrywana - chcę, żeby faceci uśmiechali się do mnie dyskretnie w autobusie, chcę seksu bez związku, tych małych nic nie znaczących momentów, kiedy obie osoby wiedzą, że nic nie będzie, że za chwilę rozejdą się każde do swoich spraw itd. Innymi słowy poczuć się lekko. Ja rozumiem, że to wychodzi z wewnątrz, że jeśli sama ze sobą się dobrze kobieta czuje i czuje się seksownie, to przyciąga itp. Ja tego obecnie nie mam wcale, a i wcześniej, gdy faceci się kręcili wokół mnie, nie miałam takich zaczepek. Tak więc, radźcie, w czym rzecz?