guest38
04.11.13, 15:18
Witam,
potrzebuję się wygadać i usłyszeć Wasze opinie. Stan: ponad 10 lat małżeństwa, pierwszy kardynalny błąd- pierwszy sex dopiero po ślubie. Na początku z niechęcią (jakbym nie dorosła do tego), potem niby coraz lepiej ale bez fajerwerków, generalnie nie inicjowałam, choć były momenty że miałam stany iż mogłabym się kochać non stop- czyli fazowo i najczęściej latem. Teraz jest już tak, że nie potrzebuję tego bo nic nie czuję (a wręcz irytuje mnie to), zmuszam się, nie ma chemii, nie ma pożądania, nawet nie wiem czy jeszcze kocham, wiem że potrzebuję go i że zbudowaliśmy małżeństwo raczej na przyjaźni. Już usłyszałam, że zmarnowałam mu życie, że ma już dość. Ciche dni coraz dłuższe, kryzys rośnie, a ja naprawdę chciałabym aby był szczęśliwy, ale nie mam siły zmuszać się do sexu, robię to bo zagroził, że się wyprowadzi (hmm teraz widzę że wygląda to jak szantaż). Mamy dzieci i nie wiem czy starczyło by mi sił aby być samej. Wykluczam, że brak ochoty związany jest ze zdrowiem (tarczycą), bliższa jest mi myśl- że to raczej przyjaźń niż miłość. Jestem osobą raczej łagodną i spolegliwą a mąż jest tym ostrzejszym, wydaje mi się, że jestem przez niego zdominowana i najlepiej (on by chciał)jak byśmy pili sobie z dzióbków- zaczęło mi brakować przestrzeni. Nie wiem co robić, nie wierzę, że psychoterapia może pomóc. On jest bardzo porządnym facetem i na kochankę sobie nie pozwoli (tak sądzę). Przepraszam jeśli napisałam zbyt chaotycznie.