Stres, brak samozadowolenia a ochota seks

14.11.13, 00:40
Jesteśmy młodą parą z rocznym stażem(jesteśmy jeszcze studentami). Dawniej kochaliśmy sie często i dobrze ale nie żadziej niż raz w tygodniu. Obecnie nie współżyliśmy od 1,5 miesiąca. Poprzednie 2 miesiące też nie były satysfakcjonujące i już wyjaśniam co sie stało...

Rozmawialiśmy o braku seksu i powiedziała mi że nie ma ochoty i ma bardzo niskie libido a spowodowane jest to że nie czuje się spełniona w życiu, jest zestresowana, odczuwa depresje i generalnie rzecz biorąc jest nieszczęsliwa. Powodem tego jest sytuacja materialna jej rodziców, brak perspektyw na dobry start w życie dorosłe. Pomimo że znajduje we mnie oparcie i pomoc to nie staje się przez to szczęśliwa jak na początku związku. Moja sytuacja jest diametralnie inna, można powiedzieć że to jest inny "świat". Nie zachowuje sie jakbym byl przez to lepszy. Staram sie ja zrozumieć i pomagam jej. Zdaje sobie sprawe że bardzo wydorośleliśmy od momentu gdy sie poznaliśmy ale nie powinno to oznaczać brak namiętności w związku... Kochamy się i słysze zapewnienia że jest ze mną szczęśliwa pomimo tego ze w zyciu tego nie odczuwa.

Jej też brakuje seksu... Na początku nie zdawała sobie sprawy z tego co jest powodem niskiego libido. Problemów z tarczycą nie i zadnych dolegliwości fizycznych związanych ze wspołżyciem też nie ma. Jesteśmy za młodzi na leczenie czy terapie.

Co mamy zrobić? Jak nam pomóc? Nie chce sie rozstawać :( Chce być szczęśliwy właśnie z nią!!

HELP!

    • bcde Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 03:37
      > Rozmawialiśmy o braku seksu i powiedziała mi że nie ma ochoty i ma bardzo niski
      > e libido a spowodowane jest to że nie czuje się spełniona w życiu, jest zestres
      > owana, odczuwa depresje i generalnie rzecz biorąc jest nieszczęsliwa.

      Wygląda na to, że ona nie ma nic przeciwko temu, żebyś też był nieszczęśliwy.

      >Staram sie ja zrozumieć i pomagam jej.

      Wygląda na to, że trochę za bardzo się starasz, skoro stwierdziła, że nie musi się liczyć z twoimi potrzebami. Mężczyźni, którzy starają się "zrozumieć" kobiety za bardzo, nie mają wiele seksu.
      Seks to przyjemność i chwilowa ucieczka od problemów. Okazuje się, że nie dla twojej kobiety.
      Być może ma depresję. A być może po roku z tobą jej uczucia ostygły i po prostu przestała się starać dawać ci przyjemność. Po co ma się starać, skoro ją "rozumiesz i pomagasz"?
      Ja bym nią potrząsnął i wykazałbym się mniejszym "zrozumieniem". Zamówiłbym wizytę u psychiatry, żeby sprawdzić, czy nie ma depresji. Jeśli tak, to niech się leczy. Jeśli nie - dałbym jej żółtą kartkę i ostrzegł, że unikanie przez nią seksu źle się dla was skończy. A jeśli to do niej nie trafi, to bym ją w miarę szybko pożegnał. Kolejny rok z inną będzie tak samo fajny jak pierwszy rok z tą.
      • dreemcatcher Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 10:29
        ja bym powiedział że im szybciej wyciągnie żółtą kartkę i walnię pięścią w stół tym większe szanse zmiany , jak ni ema chęci na zmiany należy się pakować i wiać z takiego układu potem będzie już tylko gorzej
        • kag73 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 10:35
          dreemcatcher napisał:

          > ja bym powiedział że im szybciej wyciągnie żółtą kartkę i walnię pięścią w stół
          > tym większe szanse zmiany , jak ni ema chęci na zmiany należy się pakować i w
          > iać z takiego układu potem będzie już tylko gorzej

          To jest bardzo trudne i moze byc droga donikad, bo ona pod grozba odejscia moze sie zmobilizowac/zmuszac do seksu ale jak dlugo to "przetrzyma" nie wiadomo.
          Pytanie do autora: co z antykoncepcja? Jak sie zabezpieczacie? Moze bierze pigulke i to oslabia jej libido? Jak z hormonami, innym "dolegliwosciami".?
          Poza tym jak wyglada seks jezeli do niego dochodzi, co z jeje satysfakcja?
          No i jeszcze opcja: moze jednak nie ma chemii.
          • dreemcatcher Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 11:47
            o to bym się nie martwił bo bardzo łatwo zdiagnozować czy ktoś robi to z przymusu , to widać po zaangażowaniu i spontaniczności . Jeśli zmiana następuje z chwilą zgłoszenia problemu to doskonały dowód że udaje . Jeśli dla kobiety seks jest nierozerwalną częścią miłości to biorąc tabletki po których osłabiło się libido , reaguje . Jeśli nie to oznacza że uczucia partnera ma za nic i czym prędzejj nalezy sie z takiego związku wypisać
    • kaiser.blade Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 06:01
      9robson9 napisał(a):

      > Co mamy zrobić? Jak nam pomóc? Nie chce sie rozstawać :( Chce być szczęśliwy wł
      > aśnie z nią!!
      >
      > HELP!

      Nie martw się. Jeśli jeszcze nie macie dzieci a ty zaczniesz szaleć z braku seksu, to wkrótce trochę popuści lassa, żebyś mógł sobie pobrykać i się odstresować. I będzie tak robić za każdym razem, kiedy wyczuje że przeholowała i zbierasz się do odejścia na poważnie.
      Aż do czasu, kiedy będzie miała cię kompletnie w garści, wtedy przestanie, a ty będziesz mógł sobie nawet zwariować z rozpaczy. Kogo to będzie obchodzić ?
      Jeśli chodzi o dawanie wiary kobiecym wymówkom dotyczącym seksu:
      www.youtube.com/watch?v=-YaX2jLc_ko
      Proponuję też zimową kolekcję sandałów :D

      One nigdy nie mówią prawdy, musisz się drogi kolego domyślać :)
      Chociaż może i dobrze, bo co byś zrobił gdybyś usłyszał "dam ci raz na jakiś czas, do momentu kiedy przyjdą na świat dzieci" ? ;)

      Moja rada:
      UCIEKAAAAAAJ !!!!

      Albo się zastosujesz, albo za jakiś czas ją gorzko wspomnisz.
      • jesod Moja rada 14.11.13, 11:10
        kaiser.blade napisał:
        > Moja rada:
        > UCIEKAAAAAAJ !!!!

        W takim razie Rabnie, dlaczego sam nie spieprzasz ze swojego związku?
        • kag73 Re: Moja rada 14.11.13, 11:16
          jesod napisała:

          > W takim razie Rabnie, dlaczego sam nie spieprzasz ze swojego związku?

          Widzisz, bo on pisze z doswiadczenia, da niego juz jest za pozno, dal sie wkrecic. A teraz ma dzieci, zobowiazania finansowe i nie tylko. Pewnie stad jego tak relistyczne podejcie do problemu. Rzecz w tym, ze ludzie zazwyczaj i tak ucza/chca sie uczyc na wlasnych bledach i milosc jest slepa, latwo doradzac stojac z boku:( Nie jest latwo rozstac sie z kims kogo sie kocha i czesto dopiero po czasie okazuje sie, ze ktos sie przeliczyl, byl naiwny, nieszczesliwy itd.
          Oni sa mlodzi, watro jeszcze czegos sprobowac jezeli oboje zechca, ale tak tego zostawic nie mozna, trzeba dzialac:)
          • jesod Re: Moja rada 14.11.13, 11:34
            kag73 napisała:
            > Oni sa mlodzi, watro jeszcze czegos sprobowac jezeli oboje zechca, ale tak tego
            > zostawic nie mozna, trzeba dzialac:)

            Piszesz to z perspektywy 73?
            I... czego spróbować, jeśli się tak naprawdę jeszcze niczego nie zaczęło?
            • kag73 Re: Moja rada 14.11.13, 11:39
              jesod napisała:
              > I... czego spróbować, jeśli się tak naprawdę jeszcze niczego nie zaczęło?

              No zaczelo sie, bo sa rok razem. A sprobowac maja, zeby seks byl i sprawial obojgu radosc.
              Jezeli niskie libido wynika z depresji/stresow itd to trzeba cos z tym zrobic. Jezeli jednak nie ma chemii i sa wielkie problemy na tym polu juz na poczatku, to zwiazek, moim zdniem, w tej kwestii za dobrze nie rokuje.
      • dreemcatcher Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 11:48
        popieram w 100%
    • ina_nova Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 09:39
      >Jesteśmy za młodzi na leczenie czy terapie.

      O ile mi wiadomo, nie ma jako takich ograniczeń wiekowych aby pójść do psychologa czy seksuologa...
      • kaiser.blade Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 10:01
        Naprawia sie zwiazki, gdzie zerwanie pociaga ze soba potezne koszty. W sytuacji gdy chodzi jedynie o argument w stylu "bo my sie kochamy" albo jeszcze zabawniejszy "wiem, ze chce byc z nia / nim przez reszte zycia", to lepiej od razu przerwac, bo to dziecinada. Przerwac, zanim nikomu sie nic zlego nie stalo.
        • jesod Naprawia się związki 14.11.13, 11:06
          kaiser.blade napisał:
          > Naprawia sie zwiazki, gdzie zerwanie pociaga ze soba potezne koszty.

          Cóż za zimna kalkulacja liczykrupy....

          kaiser.blade napisał:
          > W sytuacji gdy chodzi jedynie o argument w stylu "bo my sie kochamy" albo jeszcze zabawni
          > ejszy "wiem, ze chce byc z nia / nim przez reszte zycia", to lepiej od razu prz
          > erwac, bo to dziecinada.

          Nie, no wszystko jasne.... Zdecydowanie lepiej uprawiać seks inżynierski. Ludziom w ogóle niepotrzebna jest miłość i kochanie, ani tym bardziej poczucie, że chce się z nią/nim być, bo... to wyższa szkoła jazdy uczuć i emocji. Najlepiej mieć serce w dupie. O! To jest ten właściwy kierunek.
        • hello-kitty2 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 19:49
          kaiser.blade napisał:

          > Naprawia sie zwiazki, gdzie zerwanie pociaga ze soba potezne koszty. W sytuacji
          > gdy chodzi jedynie o argument w stylu "bo my sie kochamy" albo jeszcze zabawni
          > ejszy "wiem, ze chce byc z nia / nim przez reszte zycia", to lepiej od razu prz
          > erwac, bo to dziecinada. Przerwac, zanim nikomu sie nic zlego nie stalo.

          No prosze, po przeczytaniu takiego postu zastanawiam sie co w ogole dla ludzi jest wazne w zyciu? Milosc to dziecinada???? "Naprawia sie zwiazki, gdzie zerwanie pociaga ze soba potezne koszty." ???
          • kaiser.blade Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 20:15
            hello-kitty2 napisała:

            > No prosze, po przeczytaniu takiego postu zastanawiam sie co w ogole dla ludzi j
            > est wazne w zyciu? Milosc to dziecinada???? "Naprawia sie zwiazki, gdzie zerwan
            > ie pociaga ze soba potezne koszty." ???

            Czy to nie z Twoich ust słyszałem, że czasem sama miłość nie wystarczy, by związek przetrwał ?
            Ludzie wiążąc się ze sobą przyjmują ciężar odpowiedzialności. Za siebie, za drugą osobę, wreszcie za ewentualne dzieci, co jest najpoważniejszą konsekwencją, bo one się na świat nie prosiły.
            Po wszystkim co przeszedłem, jestem zdania, że głupotą jest wiązanie się "na pałę", jeśli od razu widać, że coś nie gra pod jakimś istotnym względem. Żadna miłość nie trwa wiecznie, a jeśli między ludźmi nie ma chemii i namiętności, to z czasem związek będzie poważnie zagrożony. Brnąć w to jest zwyczajnie niebezpiecznie.
            Od tego mamy rozum, żeby podejmować świadome decyzje. Czasem trzeba postawić na szali nawet własne uczucia, kiedy widać, że wszystko zmierza ku przepięknej katastrofie.
            Odpowiedzialność - za zmarnowanie życia drugiej osobie, za zmarnowanie życia własnym dzieciom... To nas również dotyczy. Mamy się kierować jakimś chwilowym porywem uczuć, bo "tak czujemy", jeśli rozum podpowiada, że potem poniesiemy srogie konsekwencje ? Albo - co gorsza, za nasze błędy konsekwencje poniosą inni ?
            Nie. Saint Exupery pięknie napisał, że człowiek staje się odpowiedzialny za to co oswoił. Więc jeśli widzisz, że nie udźwigniesz tej odpowiedzialności, to przynajmniej nie oswajaj.
            • hello-kitty2 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 20:52
              kaiser.blade napisał:

              > Czy to nie z Twoich ust słyszałem, że czasem sama miłość nie wystarczy, by zwią
              > zek przetrwał ?

              Nie przypominam sobie.

              > Ludzie wiążąc się ze sobą przyjmują ciężar odpowiedzialności. Za siebie, za dru
              > gą osobę, wreszcie za ewentualne dzieci (...)

              Wyglada na to, ze zwiazek to ciezka praca ale ja przeciez pytalam o milosc i najwazniejsze rzeczy w zyciu czlowieka. O zwiazek nie pytalam. Chyba, ze obstawiasz zwiazek?
              • kaiser.blade Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 21:21
                hello-kitty2 napisała:

                > Wyglada na to, ze zwiazek to ciezka praca ale ja przeciez pytalam o milosc i na
                > jwazniejsze rzeczy w zyciu czlowieka. O zwiazek nie pytalam. Chyba, ze obstawia
                > sz zwiazek?

                To co jest najważniejsze w życiu, to indywidualna sprawa priorytetów danego człowieka. Na to pytanie już sobie sam każdy musi odpowiedzieć.
                A co do tego czy uważam miłość za dziecinadę ? Oczywiście, nie.
                Zauważ co napisałem:
                "W sytuacji gdy chodzi jedynie o argument w stylu "bo my sie kochamy" albo jeszcze zabawniejszy "wiem, ze chce byc z nia / nim przez reszte zycia", to lepiej od razu przerwac, bo to dziecinada. "

                Czyli, uważam że naiwnie / dziecinnie jest:
                1) Brnąć w dany układ, gdy widać ewidentne niedopasowanie, a jedynym argumentem za jest, najczęściej powierzchowna i przeegzaltowana, relacja emocjonalna.
                2) Twierdzić że wie się, co będzie chciało robić się przez resztę życia. Czyli - jasnowidztwo :)

                Nie stwierdziłem, że miłość jest dziecinna, tylko że dobrze byłoby, gdyby miała również jakieś racjonalne podstawy. Uważam, że to jakiś rodzaj dojrzałości uczucia.
                • hello-kitty2 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 21:39
                  kaiser.blade napisał:

                  > Nie stwierdziłem, że miłość jest dziecinna, tylko że dobrze byłoby, gdyby miała
                  > również jakieś racjonalne podstawy. Uważam, że to jakiś rodzaj dojrzałości ucz
                  > ucia.

                  A co to sa racjonalne podstawy milosci?
                  • kaiser.blade Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 21:44
                    hello-kitty2 napisała:

                    > A co to sa racjonalne podstawy milosci?

                    Racjonalne podstawy uczucia :) No wiesz... np. mrówka ze słoniem. Coś mi mówi, że może im być trochę ciężko w związku :P
                    • kag73 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 21:55
                      Tutaj chodzi o to, ze sama milosc to za malo, nie wystarczy do zbudowania dobrego/udanego/szczesliwego zwiazku. Czasem czlowiek wie/zdaje sobe sprawe, ze wiazac sie z kims, z dana osoba po prostu swiadomie wdepnie w gowno(tak obrazowo tlumaczac) i teraz albo pojdzie za glosem rozsadku i sie wycofa, albo zrobi co podpowiada mu serce i wpakuje sie w to gowno. Nie latwo zrezygnowac z milosci, wiem, bo sama zrezygnowalam.
                      Wielu ludzi idzie za glosem sreca i mimo "zaprogramowanych" probemow mowi: "jest taka/taki siaki i owaki/owaka....ale ja go/ja kocham.
                      Tutaj sa mlodzi ludzie, milosc jest slepa a ludzie niedoswiadczeni, trudno im sobie wyobrazic co bedzie za rok albo 5 lat i jak co niektore rzeczy/ich brak potrafia doskwierac.
                    • hello-kitty2 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 22:08
                      kaiser.blade napisał:

                      > Racjonalne podstawy uczucia :) No wiesz... np. mrówka ze słoniem. Coś mi mówi,
                      > że może im być trochę ciężko w związku :P

                      Siedzisz w tym swoim zapetlonym na szyi zwiazku, petla sie zaciska, a nie wpadles jeszcze na pomysl, ze milosc nie musi sprowadzac sie do zwiazku, na zwiazku sie zaczynac i na zwiazku sie konczyc. Czy Wy juz wszyscy postawiliscie znak rownosci miedzy: milosc = zwiazek? Dla mnie to zbyt duze splycenie. Zwiazek, zwiazek, zwiazek i tak do wyrzygania. Racjonalne podstawy uczucia? A nie pomylilo Ci sie uczucie ze zwiazkiem?
                      • kaiser.blade Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 22:20
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Siedzisz w tym swoim zapetlonym na szyi zwiazku, petla sie zaciska, a nie wpadl
                        > es jeszcze na pomysl, ze milosc nie musi sprowadzac sie do zwiazku, na zwiazku
                        > sie zaczynac i na zwiazku sie konczyc. Czy Wy juz wszyscy postawiliscie znak ro
                        > wnosci miedzy: milosc = zwiazek? Dla mnie to zbyt duze splycenie. Zwiazek, zwia
                        > zek, zwiazek i tak do wyrzygania. Racjonalne podstawy uczucia? A nie pomylilo C
                        > i sie uczucie ze zwiazkiem?

                        No bo omawiamy przypadek autora, który w związku jest.
                        Jak nie ma związku formalnego, to nie ma problemu :P Romeo i Julia :P
                        Ale powiedz to tej całej rzeszy kobiet, które uparcie dążą do tego co w bajkach pozostawia się domysłowi czytelnika, czyli że żyli długo i szczęśliwie.
                        Jasne. Narzeczeństwo bez dzieci to najlepszy okres. Nie będę tego kontestował, bo to oczywiste.
                        • hello-kitty2 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 22:34
                          kaiser.blade napisał:

                          > No bo omawiamy przypadek autora, który w związku jest.
                          > Jak nie ma związku formalnego, to nie ma problemu :P Romeo i Julia :P
                          > Ale powiedz to tej całej rzeszy kobiet, które uparcie dążą do tego co w bajkach
                          > pozostawia się domysłowi czytelnika, czyli że żyli długo i szczęśliwie.
                          > Jasne. Narzeczeństwo bez dzieci to najlepszy okres. Nie będę tego kontestował,
                          > bo to oczywiste.

                          Wiesz chodzi mi o to, jak jest milosc to trzeba ja brac i nia zyc poki sie nie wypali, bo moze przyjsc taki wiek czy taki stan, ze juz nigdy NIC wiecej do nikogo nie poczujesz. Nie sadze, zebym na lozu smierci wspominala jak wspaniale funkcjonowaly moze kolejne zwiazki i jak racjonalne byly ich podstawy. Nawet teraz tego nie robie. To nie wzbudza we mnie zadnych emocji. Myslami to wracam do uczucia, ktore bylo bez podstaw, bez zwiazku, bez przyszlosci, niespelnione bylo. Wszyskie moje zwiazki oddalabym zeby choc jeszcze chwile trwalo, zeby jeszcze je troche poczuc.
                          • marek.zak1 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 22:42
                            Romantyczka. Love for ever :).
                          • kag73 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 22:48
                            Kitty, ale zwiazek milosci nie wyklucza. To nie jest tak, ze milosc mozliwa jest tylko bez/poza zwiazkiem a zwiazek mozliwy jest tylko bez milosci.
                            Przypuszczalnie, warto "brac milosc" jak sie nadarza, bo co przezyjesz to Twoje, nikt Ci tego nie odbierze. A jezeli nie wspominasz jak bylo w Twoich zwiazkach to znaczy, ze nie bylo w nich milosci/namietnosci/silnych uczuc, inaczej bys wspominala tak jak wspominasz te niespelnione bez przyszlosci uczcucie. Ale nie kazdy tak ma, niektorzy byli w zwiazkach i tez kochali.
              • bgz0702 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 23:10
                hello-kitty2 napisała:

                > kaiser.blade napisał:
                >
                > > Ludzie wiążąc się ze sobą przyjmują ciężar odpowiedzialności. Za siebie,
                > za dru
                > > gą osobę, wreszcie za ewentualne dzieci (...)
                >
                > Wyglada na to, ze zwiazek to ciezka praca ale ja przeciez pytalam o milosc i na
                > jwazniejsze rzeczy w zyciu czlowieka. O zwiazek nie pytalam. Chyba, ze obstawia
                > sz zwiazek?

                ojeju, miłość to jest robota że ja pierdziu. KOchana to jest absolutnie, jasna cholera praca na rzecz tej osoby, z tą osobą, nad ta osobą i wszystkie inne odmiany popierdalania wiecznego w parach, chociażby ten drugi w domu nie był od dwóch tygodni to i tak nigdy nie jesteś sama i nawet włosy myjąc pod jego nieobecność myślisz, że masz świetną odżywkę i włosy będę fantastycznie błyszczeć w prezencie dla niego chociaż cię nawet nie widzi. To jest brak szans na bycie kiedykolwiek samej i na wyzbycie się błądzącej myśli, która zawsze dziabnie choćby kawałek waszej wspólnej przestrzeni. To jest praca, to jest robota normalnie 24/h. Tu nie masz szans na samotne błądzenie tam gdzie cię ciekawość i fascynacja gna, tu się pracuje w zespole o różnorodnych preferencjach, tu trzeba iść na kompromis, obierać wspólne cele a własne sprawy załatwiać tak żeby ten drugi i tak czerpał z nich choćby pośrednia frajdę. To jest naprawdę wieczna robota, jakieś wariactwo i myśli natręctwo choćby podświadomej. To jest miłość- ciągłe uzależnienie, a gdzie tam praca nad związkiem... Oszaleć można, nigdy więcej nie połączyłabym się w pary z miłości, chyba wolałabym pracować nad związkiem
                • bgz0702 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 15.11.13, 06:40
                  bgz0702 napisała:

                  > ojeju, miłość to jest robota że ja pierdziu. KOchana to jest absolutnie, jasna
                  > cholera praca na rzecz tej osoby, z tą osobą, nad ta osobą i wszystkie inne od
                  > miany popierdalania wiecznego w parach, chociażby ten drugi w domu nie był od d
                  > wóch tygodni to i tak nigdy nie jesteś sama i nawet włosy myjąc pod jego nieobe
                  > cność myślisz, że masz świetną odżywkę i włosy będę fantastycznie błyszczeć w p
                  > rezencie dla niego chociaż cię nawet nie widzi. To jest brak szans na bycie kie
                  > dykolwiek samej i na wyzbycie się błądzącej myśli, która zawsze dziabnie choćby
                  > kawałek waszej wspólnej przestrzeni. To jest praca, to jest robota normalnie 2
                  > 4/h. Tu nie masz szans na samotne błądzenie tam gdzie cię ciekawość i fascynacj
                  > a gna, tu się pracuje w zespole o różnorodnych preferencjach, tu trzeba iść na
                  > kompromis, obierać wspólne cele a własne sprawy załatwiać tak żeby ten drugi i
                  > tak czerpał z nich choćby pośrednia frajdę. To jest naprawdę wieczna robota, ja
                  > kieś wariactwo i myśli natręctwo choćby podświadomej. To jest miłość- ciągłe uz
                  > ależnienie, a gdzie tam praca nad związkiem... Oszaleć można, nigdy więcej nie
                  > połączyłabym się w pary z miłości, chyba wolałabym pracować nad związkiem

                  Zamiast:"To jest praca, to jest robota normalnie 24/h" miało być 24h/ dobę czyli always
              • kag73 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 23:32
                hello-kitty2 napisała:
                > Wyglada na to, ze zwiazek to ciezka praca ale ja przeciez pytalam o milosc i na
                > jwazniejsze rzeczy w zyciu czlowieka. O zwiazek nie pytalam. Chyba, ze obstawia
                > sz zwiazek?

                A jakie to sa najwazniejsze rzeczy w zyciu czlowieka, kitty, oprocz milosci oczywiscie, ktora de facto uwazam za jedna z najwazniejszych?
                Tutaj mamy chlopaka, ktory kocha swoja dziewczyne i chce z nia byc. Pojawia sie problem, bo kocha i chce seksu a tu nic. Co teraz? Moze powoli zaczyna wypalac sie milosc? Ma poczekac az sie wypali calkowicie? Doradz mu teraz: bierz te milosc, bo moze inna juz sie nie nadarzy. Ale co gdy on mimo milosci zaczyna byc nieszczesliwy/rozczarowny, chcialby, zeby wszystko gralo. I co teraz? Milosc wszystko pokona?
                Wbew pozorom niespelniona, nieszczesliwa nieodwzajemniona milosc wcale fajna nie jest, jak sie nad tym zastanowic. Czlowiek zawsze teskni do tego czego nie ma a co mial i co bylo i minelo.
                • hello-kitty2 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 15.11.13, 00:14
                  kag73 napisała:

                  > A jakie to sa najwazniejsze rzeczy w zyciu czlowieka, kitty, oprocz milosci ocz
                  > ywiscie, ktora de facto uwazam za jedna z najwazniejszych?
                  > Tutaj mamy chlopaka, ktory kocha swoja dziewczyne i chce z nia byc. Pojawia sie
                  > problem, bo kocha i chce seksu a tu nic. Co teraz? Moze powoli zaczyna wypalac
                  > sie milosc? Ma poczekac az sie wypali calkowicie? Doradz mu teraz: bierz te mi
                  > losc, bo moze inna juz sie nie nadarzy. Ale co gdy on mimo milosci zaczyna byc
                  > nieszczesliwy/rozczarowny, chcialby, zeby wszystko gralo. I co teraz? Milosc ws
                  > zystko pokona?
                  > Wbew pozorom niespelniona, nieszczesliwa nieodwzajemniona milosc wcale fajna ni
                  > e jest, jak sie nad tym zastanowic. Czlowiek zawsze teskni do tego czego nie ma
                  > a co mial i co bylo i minelo.

                  No ja tu wskazalam na milosc, jako wartosc, ponad to, na co wskazywali inni czyli na brak racjonalnych podstaw do budowania zwiazku. Skoro sa tak mlodzi = studenci, to za wczesnie, zeby juz sie wystrzegac uczucia, szybko konczyc znajomosc, bo "za dzieci, ktore sie na swiat nie prosily trzeba ponosic odpowiedzialnosc" :-) Przeciez moze maja po 20 lat, pewnie jeszcze nie pracuja, do dzieci to maja lekko z 10 lat. Ja bym czekala, az sie milosc wypali. Przezyc to.
                  • kag73 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 15.11.13, 00:22
                    hello-kitty2 napisała:
                    > No ja tu wskazalam na milosc, jako wartosc, ponad to, na co wskazywali inni czy
                    > li na brak racjonalnych podstaw do budowania zwiazku. Skoro sa tak mlodzi = stu
                    > denci, to za wczesnie, zeby juz sie wystrzegac uczucia, szybko konczyc znajomos
                    > c, bo "za dzieci, ktore sie na swiat nie prosily trzeba ponosic odpowiedzialnos
                    > c" :-) Przeciez moze maja po 20 lat, pewnie jeszcze nie pracuja, do dzieci to m
                    > aja lekko z 10 lat. Ja bym czekala, az sie milosc wypali. Przezyc to.

                    Masz racje, mlodzi sa, wszystko przed nimi.
                    No, ale zeby bylo goraco, namietnie zeby bylo!!! Mnie by zalezalo, tym bardziej kiedy juz bym zaczala a oni zaczeli, nie sa na etapie patrzenia sobie w oczy.
                    • kag73 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 15.11.13, 00:35
                      Ale jeszcze mi sie nasunela mysl, ze to roznie bywa, czasem milosc sie moze nie wypalic a problem z seksem moze narastac a im czlowiek bardziej zaangazowany emocjonalnie, z czasem, tym trudniej sie rozstac. Podobnie jak z innymi problemami/zupelnie innym nastwieniem do zycia itp.
                      W dodatku czesto ludzie z przyzwyczajenia zostaja ze soba, bo sie kochaja i nie zawsze jednak sa szczesliwi, bo czegos brakuje, ciagle sie o cos szarpia. A nie mieli szansy sprobowac czegos innego, moze by znalezli, ale nie mieli jak bo byli emocjonalnie zwiazani z kims innym. Czyli troche czasu spoko mozna "przepuscic" ale nie za duzo, moim zdaniem.
                      Moze tutaj dziewczyna ma depresje jesienna, wkrotce jej minie a my i on robimy z igly widly, moze.
    • jesod Jesteśmy młodą parą 14.11.13, 10:05
      9robson9 napisał(a):
      > Jesteśmy młodą parą z rocznym stażem(jesteśmy jeszcze studentami).

      I tego się trzymaj. Związek zmienia się w czasie i w okolicznościach.
      Wy jako wy (para) - też go kształtujecie, zmieniacie, nawet nie do końca mając tego świadomość. Ważne jest to, ile dla siebie znaczycie i... czy tak naprawdę chcecie być razem. To jest punkt wyjścia do pokonywania i rozwiązywania waszych problemów.
      • kaiser.blade Re: Jesteśmy młodą parą 14.11.13, 10:09
        Jak zwiazek zaczyna sie od rozwiazywania problemow, to... sie go po dzentelmensku konczy. Zwiazek ma byc radoscia a nie garbem na plecach. Niezaleznie od tego jakie nami targaja uczucia.
        • jesod Re: Jesteśmy młodą parą 14.11.13, 10:57
          kaiser.blade napisał:
          > Jak zwiazek zaczyna sie od rozwiazywania problemow, to... sie go po dzentelmens
          > ku konczy.

          Czy w tym wypadku "po dzentelmensku" oznacza dla Ciebie potraktowanie z buta?
          Po drugiej stronie też jest człowiek, nie tylko po tej, z której jest ów dżentelmen, jakby się mogło wydawać...

          kaiser.blade napisał:
          > Zwiazek ma byc radoscia a nie garbem na plecach. Niezaleznie od tego jakie nami targaja
          > uczucia.

          No, ja przepraszam bardzo. Co to znaczy "ma być"??? Życie to nie je-bajka.
          Żądanie radości jak oczekiwanie, czegoś co zostanie/musi być podane na tacy i to w dokładnie tylko w takim zakresie i w taki sposób, którego jedna strona potrzebuje?
          A jeśli już piszesz, że "niezależnie od tego jakie nami targają uczucia", to chyba nie masz na myśli samej radości?
          • bigbadpig Re: Jesteśmy młodą parą 14.11.13, 11:59
            Oczekiwanie udanego seksu na początku związku to nie jest jakaś utopijna fantazja, całe doświadczenie tego forum mówi, że problemy z seksem są zabójcze dla związku, a sam seks jest jednym z jego filarów. Nikt nie mówi o oczekiwaniu bajki, ale jeśli związek ma być od początku poświęceniem z jednej strony motywowane tym, że po drugiej stronie też jest człowiek, to taka motywacja może nie wystarczyć na zbyt długo. Ja widzę tylko jeden powód dla którego warto zostać w tym związku i nie ma nic wspólnego z dżentelmenem ani jakimś samarytańskiej koncepcji "drugiego człowieka" na której można co najwyżej zbudować relację terapeuta-pacjent, ale nie satysfakcjonujący związek. Ten powód to złożenie dwóch warunków:
            - nadzieja na poprawę - oparta na chęciach obu stron, gotowości do współpracy i relatywnie krótkim czasie problemu - co daje przesłanki do tego, aby nie uznać go za trwały i immanentny dla tej konkretnej pary
            - partnerka warta tej włożonej pracy i ryzyka fiaska

            W przeciwnym wypadku lepszym rozwiązaniem jest pozwolić dziewczynie poszukać mężczyzny z którym będzie chciała uprawiać seks lub takiego który nie będzie chciał z nią. Autor oszczędziłby czas swój i jej. A to Twoje "dokładnie w taki sposób tylko w takim zakresie" to prymitywna manipulacja - autor nie narzeka na seks niedokładnie taki jaki sobie wymarzył, ale na jego praktyczny brak.
    • kutuzow krewni i znajomi królika 14.11.13, 10:34
      9robson9 napisał(a):

      > Powodem tego jest sytuacja materialna jej rodziców, brak perspektyw na dobry start w życ
      > ie dorosłe. Pomimo że znajduje we mnie oparcie i pomoc to nie staje się przez t
      > o szczęśliwa jak na początku związku. Moja sytuacja jest diametralnie inna, moż
      > na powiedzieć że to jest inny "świat".

      Pewnie brałbym bardziej na poważnie Twoje i jej słowa, gdyby nie fakt, że przecież rok temu JEJ sytuacja była dokładnie taka sama (chyba jej rodzice nie zbankrutowali w ciągu tego roku). Wtedy jednak (w wersji "Demo") nie przeszkadzało jej to bzykać się radośnie pomimo tej samej sytuacji materialno-rodzinnej. Wiadomo, że gdyby na pierwszej randce wyskoczyła z takimi tekstami, to pewnie związku by nie było.

      Czytałem kiedyś ciekawy art. o małżeństwach bogatych, starszych Amerykanów z młodymi Tajkami. Tam występował podobny system, po początkowym okresie seksualnego zaspokojenia partnera, zaczynał się okres narzekania na problemy finansowe rodziny (która została w Tajlandii) i oczekiwanie na pomoc partnera/męża dla jej rodziców/kuzynów/szwagrów i innych "pociotków". Pisali w art. że z czasem gdy młoda żonka wysysa coraz więcej kasy dla rodziny, to część szczęśliwych dotąd mężów jakby przegląda na oczy i wypisuje się z układu. Nie chodzi o skąpstwo, na potrzeby swej małżonki nie skąpili, ale gdy nagle z jednego dochodu trzeba utrzymać kilka/kilkanaście osób to i Ci naprawdę bogaci miękli.

      Pewnie możesz iść drogą tych Amerykanów i wspomóc rodzinę swej partnerki, lub możesz się posłuchać Kaizera który dobrze Ci radzi:
      skreened.com/crossfittshirt/run-away-dude-run-fast-run-far
      • kag73 Re: krewni i znajomi królika 14.11.13, 10:39
        Kutuzow, porownanie niezbyt trafne. Z pewnoscia oni tutaj poznali sie w innych okolicznosciach niz podstarzali Amerykanie naiwnie wierzacy w ich fizyczne dzialanie na mlode Tajki, sorry, one chcialy lepszego zycia dla siebie i swojej rodziny, bo inaczej nie wiazaly by sie z 20 lat od siebie starszymi, jak nie wiecej.
        • kag73 Re: krewni i znajomi królika 14.11.13, 10:42
          Jezeli tutaj rzeczywiscie jest problem depresji to powinno sie cos z tym zrobic, jakos jej/sobie pomoc. Poodwiedzac lekarzy.
        • kutuzow Re: krewni i znajomi królika 14.11.13, 11:57
          kag73 napisała:

          " ...one chcialy lepszego zycia dla siebie i swojej rodziny,"

          Jak dla mnie wygląda to na podobny problem. To że gostek nie ma 60 lat tylko jest na studiach nie oznacza że Panna nie chce mieć przy nim wygodnego życia. Chyba przyznasz że jedno nie wyklucza drugiego?
          • kag73 Re: krewni i znajomi królika 14.11.13, 12:04
            kutuzow napisał:
            > Jak dla mnie wygląda to na podobny problem. To że gostek nie ma 60 lat tylko je
            > st na studiach nie oznacza że Panna nie chce mieć przy nim wygodnego życia. Chy
            > ba przyznasz że jedno nie wyklucza drugiego?

            Owszem nie wykucza, ale w tym przypadku predzej uwierze w zakochanie/milosc a nie wyrachowanie/chec popraw bytu, tak jak w przypadku zamozny dziadus i mloda Tajka.
            • bigbadpig Re: krewni i znajomi królika 14.11.13, 12:32
              > Owszem nie wykucza, ale w tym przypadku predzej uwierze w zakochanie/milosc

              Zdecydowanie - moim zdaniem, obserwując siebie i swoje otoczenie z czasów początków dorosłości - ludzie w wieku powiedzmy "studenckim" są w swojej większości zdecydowanie idealistycznie nastawieni do życia i wiążą się ze sobą ze względu na osobę partnera i jego subiektywne odczuwanie, a nie czyjkolwiek portfel (co oczywiście nie wyklucza sytuacji, że ten portfel mimo wszystko będzie jakąś mniej lub bardziej uświadomioną składową oceny partnera)

              Ponadto dochodzi kolejna kwestia tutaj kompletnie pomijana, młodzi ludzie, szczególnie Ci którzy dopiero niedawno mają za sobą pierwsze doświadczenia seksualne i budujący pierwsze trwałe związki mają dużo większy problem ze zdystansowaniem się i spojrzeniem na problemy w związku szerzej niż, przez pryzmat "jak ja to czuję". I tak niedoświadczona dziewczyna o niskim libido (lub tymczasowo obniżonym) - może mieć obiektywną trudność z uznaniem wagi seksu i zrozumieniem jaki to ma wpływ na partnera.
              • kutuzow Re: krewni i znajomi królika 15.11.13, 01:56
                bigbadpig napisał:

                > > Owszem nie wykucza, ale w tym przypadku predzej uwierze w zakochanie/milo
                > sc

                Big --> Załóżmy że faktycznie się kochają. Więc skoro Pani radośnie się wcześniej bzykała, a teraz nagle coś się jej odmieniło (mimo że nie wydarzyło się "po drodze" nic nagłego), to:
                a) miłość Pani przeszła i już nie czuje "motylków" więc i seks padł (ale za to ma wygodnie więc po co się rozstawać)
                b) Nigdy nie była zakochana, a teraz po prostu przestało jej się chcieć starać, Może doszła do wniosku że jest już na tyle mocno "okopana", że pora na "krokodyla daj mi luby".

                Jak inaczej wytłumaczysz fakt nagłej zmiany po ROKU związku?


                > Zdecydowanie - moim zdaniem, obserwując siebie i swoje otoczenie z czasów począ
                > tków dorosłości - ludzie w wieku powiedzmy "studenckim" są w swojej większości
                > zdecydowanie idealistycznie nastawieni do życia i wiążą się ze sobą ze względu
                > na osobę partnera i jego subiektywne odczuwanie, a nie czyjkolwiek portfel

                Ktoś ostatnio wklejał tutaj jakieś badania (Newsweek albo Polityka), z szacunkami że ok 20% studentek teraz nie ma nic przeciw sponsoringowi. Sądząc po popularności i ilości portali tego typu jestem w stanie w to uwierzyć.

                Ja w pełni zgadzam się z seasea. Skoro Pani już teraz się "stresuje" gdy nie ma jeszcze prawdziwych problemów typu rodzina, dzieci, praca itp, to potem będzie tylko gorzej.
                Jak dla mnie należy odliczyć: 121, 122, 123 i pociągnąć za linkę spadochronu.
                • kag73 Re: krewni i znajomi królika 15.11.13, 10:24
                  kutuzow napisał:
                  > Big --> Załóżmy że faktycznie się kochają. Więc skoro Pani radośnie się wcz
                  > eśniej bzykała, a teraz nagle coś się jej odmieniło (mimo że nie wydarzyło się
                  > "po drodze" nic nagłego), to:
                  > a) miłość Pani przeszła i już nie czuje "motylków" więc i seks padł (ale za to
                  > ma wygodnie więc po co się rozstawać)
                  > b) Nigdy nie była zakochana, a teraz po prostu przestało jej się chcieć starać,
                  > Może doszła do wniosku że jest już na tyle mocno "okopana", że pora na "krokod
                  > yla daj mi luby".
                  >
                  > Jak inaczej wytłumaczysz fakt nagłej zmiany po ROKU związku?

                  Jezeli odpada opcja: pigulka, ktora obniza libido albo depresja/stres, jest jeszcze opcja: kocha czy zakochana nadal moze byc, ale seks marny, moze facet nie pociaga fizycznie, seks niewiele daje, to co sie do niego wyrywac? Na poczatku jeszcze miala checi i nadzieje, ze bedzie odlotowo...moze miec tez male potrzeby i o ile na poczatku jest nowosc tak po jakims czasie sie nudzi np.
                  A czy "bzykala sie radosnie" to juz inna bajka, bo to bardzo subiektywne odczucie, komus moze sie wydawac "mamy super seks", bo on/ona ma, co wcale z automatu nie znaczy, ze druga osoba tez, niestety:((
                • mojemail3 Re: krewni i znajomi królika 15.11.13, 10:35
                  kutuzow napisał:

                  (...)"Ja w pełni zgadzam się z seasea. Skoro Pani już teraz się "stresuje" gdy nie ma jeszcze prawdziwych problemów typu rodzina, dzieci, praca itp, to potem będzie tylko gorzej.
                  Jak dla mnie należy odliczyć: 121, 122, 123 i pociągnąć za linkę spadochronu(...)"

                  Każdy wiek ma swoje problemy, są one wtedy największe i najważniejsze na świecie.
                  Też pamiętam ogromne "cierpienia duszy" w czasie studenckim, też miałam taki etap myślenia " czy ja sobie poradzę w życiu???".
                  Ja bym tu odwróciła sytuację, czy dla tej dziewczyny warto wiązać się z facetem, który na problemy emocjonalne i duchowe dziewczyny patrzy przez pryzmat swoich nie zaspokojonych potrzeb seksualnych.
                  Tak,może warto żeby zrobił za nią " czarną robotę" czyli porzucił,może ona znajdzie odpowiedniego partnera.
                  Ja z perspektywy czasu dziękuję losowi,że mnie oszczędził i nie pozwolił na rozwój wypadków z mężczyznami, z którymi nic dobrego by mnie nie czekało, którzy nie podeszli by nawet do tej niezbyt przyjemnej sesji egzaminacyjnej, którą mi życie przygotowało.Nie podeszli by, bo na pewno by nie zdali tych egzaminów...
                  • kag73 Re: krewni i znajomi królika 15.11.13, 10:42
                    mojemail3 napisała:
                    >
                    > Każdy wiek ma swoje problemy, są one wtedy największe i najważniejsze na świeci
                    > e.
                    > Też pamiętam ogromne "cierpienia duszy" w czasie studenckim, też miałam taki et
                    > ap myślenia " czy ja sobie poradzę w życiu???".
                    > Ja bym tu odwróciła sytuację, czy dla tej dziewczyny warto wiązać się z facetem
                    > , który na problemy emocjonalne i duchowe dziewczyny patrzy przez pryzmat swoic
                    > h nie zaspokojonych potrzeb seksualnych.

                    Mysle, ze troche za surowo go oceniasz. Chlopak zakochany, wspiera, martwi sie a jednoczesnie chce fizycznosci z ukochana dziewczyna. To jak najbardziej naturalne. Dziwne gdyby tym zainteresowany nie byl. Po prostu chce, zeby byli szczesliwi, oboje. Tak wynika z jego postu.
                  • sea.sea Re: krewni i znajomi królika 15.11.13, 19:01
                    Facet, który wspiera i wspiera i nie tupnie w pewnym momencie nóżką: "Mimozo, ogarnij się, taka jest rzeczywistość, zmień, to co potrafisz, a to, czego się nie da zmienić, przyjmij na klatę" - trafia do friendzone, pełni funkcję tatusia, księdza, terapeuty i rękawa do wysmarkania nosa, ale za to już sobie, kolokwialnie mówiąc, nie porucha. Sorry. Autor od czterech miesięcy wiąże ptaka na supeł, bo nie jest w stanie załatwić pannie bogatych rodziców i zapewne sam nie jest na tyle bogaty, żeby pannę pocieszyć, że przy nim z głodu nie umrze i tyrać na kredyty, jak większość ludzkości, nie będzie musiała. To jak bardzo i w jaki sposób miałby ją wspierać, żeby się ogarnęła wreszcie?

                    Poważnie, jak dziewczynie pada libido i przez 4 miesiące nie jest w nastroju bez konkretnych przyczyn zaledwie po pół roku współżycia, to ja to widzę czarno.
                    • kaiser.blade Re: krewni i znajomi królika 15.11.13, 19:52
                      Ja tez. Byle sobie i innym zycia nie zmarnowal. Ech, ale jak do takiego przemowic, zeby nim wstrzasnac...
                      • sea.sea Re: krewni i znajomi królika 15.11.13, 20:08
                        A sorry, doczytałam (bo autor to jakoś ogólnikami ujął), że ona nie ma startu, a on wręcz przeciwnie. Czyli jednak przy nim by z głodu nie umarła. Teoria, że bogatym dziewczęta chętnie dają przynajmniej do ślubu i dorobienia się pary różowych dzieciątek właśnie padła na ryj...
                        • bigbadpig Re: krewni i znajomi królika 16.11.13, 13:58
                          Teorie nigdy nie padają na ryj od jednostkowych obserwacji chyba, że są w całości w domenie matematyki. W szeroko rozumianej dziedzinie nauk społecznych; to jest jeszcze bardziej widoczne. Możesz się nie zgadzać z koncepcją, ale to wygląda jakby myślenie życzeniowe zaczynało dochodzić do głosu.
                          • sea.sea Re: krewni i znajomi królika 16.11.13, 14:31
                            Wiem, niefortunnie mi się myśl zwerbalizowała, zauważyłam od razu po dodaniu posta, ale że nie ma opcji edycji... :/

                            BTW skoro w tym przypadku mimo dobrze rokującego partnera nie działa zasada "panom, którzy dobrze rokują, panie dają, aż ich nie uwiążą", to wnioski można wyciągnąć dwa, 1. że dziewczyna nie jest wyrachowana i nie kupczy tyłkiem 2. może faktycznie ma depresję/stany depresyjne - co, jeśli chodzi o problem autora rokuje dość słabo, nawet jeśli dziewczyna pójdzie do psychiatry/terapeuty i zacznie się leczyć, nie ma gwarancji, że to nie będzie nawracać i że na każdą trudność życiową będzie reagować brakiem libido, zresztą leki na depresję też potrafią ubić potrzeby seksualne przy samym korzeniu...
                            • marek.zak1 Panom, którzy dobrze rokują.... 16.11.13, 14:42
                              Zdanie dnia :)
    • marek.zak1 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 19:10
      Przejrzałem wątek. Uwaga z Tajkami ciekawa. Stresować się można wszystkim dookoła, rodziną, finansami, chorobą i wtedy na seks nie ma się ochoty? Ona seksu nie lubi, może tylko z toba,a może w ogóle. Jesli dla Ciebie seks jest ważny, nic tu po Tobie.
    • sea.sea Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 14.11.13, 21:55
      Młoda, zdrowa para z krótkim stażem po ośmiu miesiącach przestaje uprawiać seks, bo dziewczyna nagle się obudziła, że życie to nie jebajka i mimo tego, że ma obok siebie wspierającego i kochającego człowieka, wpędziło ją to w takiego doła, że ani ręką, ani nogą. Poważnie? Na etapie, na którym obydwoje jeszcze powinniście chodzić na endorfinowym haju z powodu zakochania i generalnie z łóżka nie wychodzić? Czarno to widzę. Bo w takim razie, skoro ona taka delikatna, to jak będzie reagować jak się pojawią poważne dorosłe problemy: praca, dzieci, prowadzenie domu, godzenie obowiązków, wiązanie końca z końcem. Młoda dziewczyna ujawnia tu silny potencjał na zostanie wiecznie niezadowoloną dorosłą kobietą, która łamie się w obliczu wszelkich przeciwności, wymaga permanentnego wsparcia i oparcia a i tak znajdzie sobie jakiś powód, żeby mieć kwaśną minę. Radziłabym przyjrzeć jej się pod tym kątem i poważnie się zastanowić.
    • 9robson9 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 16.11.13, 00:34
      Przeczytałem wasze komentarze i chciałbym dodać coś jeszcze od siebie. Ktoś pisał o pigułkach i innych lekach - nie stosujemy takiej antykoncepcji więc to napewno odpada. Co do jakości seksu gdy jest to obydwoje nie narzekamy. Potrafimy sie kochać przez 2-3 godziny i sprawia nam to przyjemność. Ona dostaje conajmniej kilka orgazmów wiec chyba nie ma na co narzekać...
      Ktoś inny dał mi rade żeby potrząsnąć nią troche. Zgoda ale mnie nie interesuje seks pod groźbą, przymusem czy z innych podubek niż z własnej chęci. Źle się z tym czuje gdy kobieta rokłada nogi i czeka aż to się skończy, jest mało aktywna w łóżku i brakuje namiętności. Dla mnie przyjemność jest gdy oboje mamy przyjemność. Zaraz ktoś napisze żebym ruchał skoro moge i da sie ją jakoś przekonać. Mało pocieszające. Rownie dobrze moge isc na dziwki, taka sama przyjemność.
      Ktoś inny napisał że to może być problem w stylu - na początku dam mu siebie żeby sie nie zraził a teraz gdy już to dla mnie jest męczące to juz nie bedzie seksu bo przeciez ma bardzo male potrzeby lub brak potrzeb. Zgodziłbym sie ale nie jesteśmy swoimi pierwszymi partnerami i jakieś tam doświadczenie mamy i seks jest dla nas czymś normalnym i potrzebnym w zwiazku tylko coś sie zacięło i chce to rozwiązać w jakiś sposób.
      Ktoś inny napisał że warto iśc do psychologa czy psychiatry i to jest dobra myśl i napewno ją tam zaprowadze.
      Ktoś inny napisał że warto skończyć ten związek poki nie mamy dzieci i nie zaangażowaliśmy sie emocjonalnie i rozstanie nie wiąże ze sobą potężnych kosztów. Zgoda ale nie chce kończyć i nie z powodu ze sie kochamy i sobie opowiadamy bajeczki. Zalezy mi i juz. Zakochany jestem. A ona warta jest tego żebym jeszcze zawalczył.
      Ktoś napisał że skoro przez 8 miesiecy było wporządku i jej sytuacja sie nie zmieniła to niemożliwe żeby teraz zaczęło jej to przeszkadzać i prowadziło do depresji. Zgoda ale wydaje mi sie że dopiero teraz zaczęła sobie zdawać z tego sprawe... Zycie sprowadziło ją na ziemie, dotarło do niej że jej rodzice nie beda w stanie - nazwijmy to zostawić po sobie czystego konta i ona bedzie musiala zaczynac na minusie... Ale idac w ta strone to nigdy sie nie poprawi a ja oszaleje.

      Dzieki wam uświadomiłem sobie ze zycie to nie film i musze stanac z boku i sie zastanowic. Ja jeszcze powalcze i jesli chcecie to bede tutaj pisał jak nam idzie i moze ktos wyciagnie z tego cos dla siebie.

      Powiedzcie mi tylko do jakich lekarzy porponujecie sie udac i czy w ogole? Lepiej miedzy soba to załatwić? Powiem wam że nie krepuja nas takie rozmowy. Aha i jeszcze jedno najważniejsze. JAK mam jej uświadomić że mam w dalszym ciagu potrzeby? Ona nie jest w tym momencie tego swiadoma...
      • bcde Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 16.11.13, 01:28
        > Powiedzcie mi tylko do jakich lekarzy porponujecie sie udac i czy w ogole? Lepi
        > ej miedzy soba to załatwić? Powiem wam że nie krepuja nas takie rozmowy. Aha i
        > jeszcze jedno najważniejsze. JAK mam jej uświadomić że mam w dalszym ciagu potr
        > zeby? Ona nie jest w tym momencie tego swiadoma...

        Jeśli chodzi o zdrowie psychiczne (ew. depresja) to tylko psychiatra. Psycholog nie jest lekarzem.
        Sprawy somatyczne - internista, a potem specjaliści, np. endokrynolog.
        O swoich potrzebach po prostu jej spokojnie powiedz. Wątpię, żeby to coś dało, ale spróbować trzeba.
        Ty jesteś, jak mówisz, zakochany, ale możliwe jest, że twojej dziewczynie już trochę wychłódło. Najlepszy, najbardziej spontaniczny seks jest na początku związku, a potem jest już tylko gorzej - coraz większy brak bliskości. Jeśli brakuje ci chęci po jej stronie, to nie ma na to prawdopodobnie lekarstwa. Chętna i aktywna (do pewnego czasu) byłaby nowa partnerka.
      • kaiser.blade Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 16.11.13, 07:27
        Pomyśl, jaki stres będzie przeżywać, jak narobicie sobie dzieciaków. Człowieku, lecisz jak ćma do ognia... To nie nią, ale TOBĄ tutaj trzeba by potrząsnąć :[
        • marek.zak1 Re: Stres, brak samozadowolenia a ochota seks 16.11.13, 08:26
          Tu sie wyjatkowo z Toba zgadzam.
Pełna wersja