Wiem, że nic nie wiem.

17.12.13, 11:17
Już od dłuższego czasu miałam ochotę wyrzucić z siebie to co mnie dopadło i dusi. Nie bardzo wiem jak. Jestem rozbita i nie potrafię stanąć na nogi, chociaż fizycznie stoję.
Brakuje mi rozmowy typowo anonimowej, bo raczej nie mam czym się chwalić, a także nie mam ochoty obarczać swoimi problemami ludzi, których kocham.
Otóż jakiś rok temu nagle zjawiła się w moim życiu kobieta, ktora wywróciła moje życie do góry nogami. Opowiedziała "namiętną" historyjkę z której dowiedziałam się jak to mój mąż ją bzyknął. Upsssssssss.... Niby była skrucha, niby błąd życiowy, chęć naprawy...No i zdaje się na słowach stanęło. Jeszcze nie minął rok. Próbowałam być dalej szczęśliwa i nie umiem. Gdy dochodzi do zbliżenia chce mi się wymiotować z nerwów. Nie mogę go dotykać...i tu i tam. Nie czuję się bezpiecznie. W głowie wciąż widzę jego na niej...brzydzę się po niej. Otoczyłam się murem, pochowałam wszystkie uczucia by nikt już ich nie zdeptał. Stałam się mało dostępna, jeszcze mniej sympatyczna, całkiem sporo zgorzkniała. Nie jestem sobą.
Liczyłam, że z czasem wszystko rozejdzie się po kościach, a on postara się nie dawać mi powodów do niepokoju wewnętrznego. Wiem jak to naiwnie brzmi.
Siadła mi psychika, a on w niczym mi nie pomógl. Pogadał i spodziewał się, że z następną chwilą wszystko będzie jak dawniej. Doszłam do wniosku, że taka postawa świadczy tylko o jednym - braku wyrzutów sumienia.
Wczoraj całkiem przypadkiem odkryłam, że zaczyna kroić się coś nowego. Facet, który (jak twierdzi) nie znosi pisać sms-ów, zaczął wysyłać je całkiem w sporej ilości pod jeden nr tel. Byłam pewna, że jak wykręcę owy nr. odezwie się kobieta. No, ale ponieważ ma całkiem pokaźną grupę znajomych i to, że ja nie znoszę nikogo oskarżać póki nie złapię za rękę, postanowiłam zadzwonić z nadzieją, ze jednak usłyszę męski głos i powiem sobie "oj kobieto! trochę przesadzasz, uspokój się!". Tak jednak powiedzieć sobie nie mogłam. Wciąż się waham, a może to moja naiwność. Każdy ma prawo mieć koleżanki, kolegów...jesteśmy dorośli. Nie miałam odwagi odezwać się i zapytać czy wie o mnie, bo poprzedniej powiedział, że żony nie ma, a życie jak mi się wydawało mieliśmy całkiem fajne. Kochałam. Nie jestem z siebie dumna, ale szukam odpowiedzi, sprawdziłam mu telefon, gdy się kąpał. Każdy sms wykasowany, jej nr nie byl zapisany, a jedynie widniał w połączeniach. Zostawił jedno połączenie, resztę wykasował. Wyciszył telefon. Czy to jest oczywiste co się dzieje, czy ja już wariuję? Dodam, ze sms-y nie są wysyłane tylko w dzień.
Co zrobilam? Wykasowałam ten numer, nie po złości, bo wiem, ze ona się i tak odezwie, ale dlatego by zauważył, że wiem...
Dla jasności, nie jestem osobą, która sprawdza, kontroluje. Od jakiegoś czasu miałam źle nailczane opłaty i to był powod dla którego przeglądam faktury. Na smyczy nigdy nie był, ma swoją pasję. Nawet po zdradzie zdarza mu się wracać w nocy. Mamy dziecko, które mam wrażenie odtrącił całkowicie.
Zastanawiam się jak wy byście postąpili? Jakieś pomysly?
Dodam, ze nie myślę się wyprowadzać...tu gdzie mieszkam, zamieszka kiedyś mój syn. Tu jest jego dom i mój. Nie będziemy placić za to, że mój facet nie potrafi utrzymać doopy na wodzy...
Z drugiej strony jest mi bardzo ciężko patrzeć na tego obcego faceta.
    • kaiser.blade Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 11:40
      A zanim zdradzil, to w lozku u was bylo goraco, czy mocno tak sobie ?
      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:01
        Nie narzekałam. Choć minęło 20 lat, a mam 36 lat, wiąż na mnie działał....wydaje mi się, że i ja na niego. Wspólne kąpiele, spontaniczny seks....wszystko to było. Do zdrady doszło, gdy postanowil, jak twierdzil poprawić nasz byt...dla rodziny. Nie chcialam by jechał, nie mialam nigdy parcia na kasę, ale to człowiek, który musi wszystkiego spróbować i nigdy nie ograniczałam. No więc wyjechal za granicę, poznal ludzi. Poszli na zabawę i z jedną z tych znajomych wylądowali u niego...Noc niby grzeczna, rano prawie alkohol wyparował, a wieczór przy filmie...ona zrobiła pierwszy krok i stało się... Mnie nie było przy nim. Przyjeżdżał do mnie, kochaliśmy się... Wiem, ze to nie to samo gdy ma się kogoś przy sobie, jednak czy można to usprawiedliwić?
    • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 11:40
      No jak on nawet swojego dziecka, jak wspominasz w przelocie analizy smsów, nie kocha, to o czym tu w ogóle mówić, jeśli to prawda.





      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:07
        Nie wiem o czym z nią pisze, nie czytalam. To zwykłe moje spostrzeżenie. Mój syn byl świadkiem, gdy ta kobieta do mnie zadzwoniła, wszystko słyszał. Odsunął się od ojca. Widział jak bardzo mnie zranil. Ojciec osoba dorosła, która szczególnie powinna być autorytetem przestała nim być. Ojcem jest nie najlepszym. Nie umie okazywać uczyć, co sobie tłumaczę jego własnym wkladem wyniesionym z domu rodzinnego.
        • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:09
          A powiedz dlaczego tamta zadzwoniła do Ciebie? Chciała się związać z nim, miała jakieś obietnice, powody, mściła się, o co chodzi?
          • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:21
            Hmmm powiedzial jej, ze ma byłą żonę, która go nęka... Dziwne to, bo mialam na wakacje do niego przyjechać, więc pewnie byśmy się spotkaly. Wiem, ze ona sporo ubarwiła. Byla starsza od niego. Miala męża, a mimo to pytała go czy są razem czy nie...To było tak zakręcone, ze nie wiedziałam w co wierzyć. Babka potrzebowała kasy...szukała facetów, bo jedynym nie był. Na to dostałam dowody w postaci nagrania, które przysłała mi jej znajoma.
            Ogólnie tłumaczył to tym, że nie wie dlaczego tak powiedział, zrobił. Powiedział, że mu zależy, że nie chce mnie stracić. Zapytałam,czy czegoś mu brakowało, stwierdzil że "może", ale konkretnie nie potrafil odpowiedzieć.
            • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:29
              Ogólnie tłumaczył to tym, że nie wie dlaczego tak powiedział, zrobił. Powiedział, że mu zależy, że nie chce mnie stracić. Zapytałam,czy czegoś mu brakowało, stwierdzil że "może", ale konkretnie nie potrafil odpowiedzieć.

              No bo - moim zdaniem nic takiego (by) się nie stało - mogło mu brakować choćby kobiety skoro wyjechał, albo różnorodności skoro tak wcześnie i dawno zaczęliście być razem, nie stałoby się gdyby cała reszta była jakaś normalna, a tu cała otoczka jest dla mnie nienormalna - kontakty tamtej z Tobą, jakieś kłamstwa wszędzie, cała ta atmosfera...
              • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:31
                Wam potrzebny jest terapeuta związkowy, bo imho nie radzicie sobie sami z sytuacją w ogóle
              • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:39
                Otoczka jest nienormalna. Wszystkiego słuchałam w milczeniu. Dużo się nie zgadzało. Ona potem starała się ze mną zaprzyjaźnić, i próbowała nas godzić. Całkiem jakby chciała mieć nad tym kontrolę.
                Jestem w stanie wszystko przełknąć mówiąc o różnorodności, długim stażu...Jestem człowiekiem, istotą myślącą, czującą, wrażliwą. Mógl odejść i żyć.
                • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:48
                  Ad. Ona potem starała się ze mną zaprzyjaźnić, i próbowała nas godzić.


                  To jakiś kompletny odjazd. Ja nie rozumiem Waszej sytuacji. Poddaję się.
    • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 11:56
      Zdradza, bo wie, że może sobie na to pozwolić.
      Jakie konsekwencje go spotkały za zdradę? Żadne.
      Niestety w zaskakująco wielu obszarach życia sprawdza się behawioryzm i to w tej najprostszej postaci.
      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:15
        Hmmm czasem myślę sobie, że na za dużo mu pozwalalam. Oczywiście czasem pozrzędziłam, że jestem sama, że potrzebuję więcej uwagi, pomocy, ale nie chciałam wymuszać, a by świadomie sam to zrobił. Kocha motocykle, złota rączka, w takim otoczeniu się obraca. Życie jest krótkie, więc nie chciałam by z tego rezygnował. Dziś patrzę i widzę człowieka wolnego, bez obowiązków i jakby bez zobowiązań. Pracuję, zamjuję się dzieckiem (lekcje, wywiadówki), zakupy, sprzątanie, gotowanie. Od jakiegoś czasu już nie, nie mam sily, straciłam chęci...czuję, że nie mam dla kogo. Nie bardzo mu to pasuje. Wraca z pracy, a tu nie ma obiadku.
        Zadalam sobie pytanie: Dlaczego mam to robić? Wracam z pracy padnięta i nikt nie pomyśli, ze mogę być głodna, to ja mam polecieć po pracy na zakupy i do garów? Będę to wszystko robić, a on będzie się bawić w nieskończoność moim kosztem?
      • zawle Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 17:56
        yoric napisał:

        > Zdradza, bo wie, że może sobie na to pozwolić.
        > Jakie konsekwencje go spotkały za zdradę? Żadne.
        > Niestety w zaskakująco wielu obszarach życia sprawdza się behawioryzm i to w te
        > j najprostszej postaci.

        Mam pytanie...jakie powinny być te kary, żeby były odstręczające? Konkretnie proszę.;)
        • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 18:46
          zawle napisała:

          > Mam pytanie...jakie powinny być te kary, żeby były odstręczające? Konkretnie pr
          > oszę.;)

          "Cudzołóstwo, zgodnie z Koranem, oznacza pozamałżeński związek żonatego mężczyzny i mężatki. Biblia za cudzołóstwo uznaje pozamałżeński związek mężatki (Ks. Kapłańska 20:10, Ks. Powtórzonego Prawa 22:22, Księga Przysłów 6:20-7:27)

          "Mężczyzna który cudzołoży z żona swego bliźniego, poniesie śmierć, zarówno cudzołożnik jak i cudzołożnica." (Ks. Kapłańska 20:10)

          Zgodnie z definicją biblijną, nie jest występkiem związek żonatego mężczyzny z niezamężną kobietą. Żonaty mężczyzna, który ma romans z wolną kobietą nie jest cudzołożnikiem, ani też niezamężna kobieta - cudzołożnicą. Cudzołóstwo popełnione jest jedynie wtedy, kiedy mężczyzna, żonaty lub wolny, śpi z mężatką. W tym przypadku zarówno kobieta jak i mężczyzna uznani zostaną za cudzołożników"

          No widze, ze niektorzy poczuja sie rozgrzeszeni...
          Ale pana meza wystepnego jak spal z mezatka-to na lopatke i do pieca...

      • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 17:59
        yoric napisał:

        > Zdradza, bo wie, że może sobie na to pozwolić.
        > Jakie konsekwencje go spotkały za zdradę? Żadne.
        > Niestety w zaskakująco wielu obszarach życia sprawdza się behawioryzm i to w te
        > j najprostszej postaci.

        Behawioryzm może się i sprawdza, ale pierwsze dwa zdania są świadectwem kompletnego niezrozumienia sytuacji w tym związku, rozpadającym się przecież na naszych oczach w ramach kary za zdradę... Z promptera piszesz, czy z głowy?
    • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:11
      Rozumiem, że po tej zdradzie oczekiwałaś jego większych starań, kwiatów, przeprosin i oznak wyrzutów sumienia, prób naprawy, gorliwości? Ale on się nie postarał i nie spełnił twoich oczekiwań. Mało tego - nawet nie zauważył albo zauważył i nie przejął się Twoim zranieniem, wycofaniem i postawionym murem. Nie docenił Twojego czekania aż rozejdzie się po kościach i prób udawania, że nic się nie stało. Nie naprawił siebie i Ciebie po tej zdradzie. To masz mu najbardziej za złe? Ten powtórny wyskok jest jedynie gwoździem do trumny?

      Jakie pomysły? Może przed złożeniem pozwu o rozwód z jego winy - albo po, wszystko jedno - jakaś terapia indywidualna dla Ciebie? Jakaś próba nauczenia się mówienia wprost o uczuciach, potrzebach i oczekiwaniach, nauczenia się wyrażania gniewu? Nie sugerowania, pokazywania, dawania znaków i sygnałów oraz liczenia, że druga strona je właściwie odczyta.

      Wiem, że od dupy strony trochę ta rada, bo pytasz pewnie, co masz zrobić z tym facetem, ale rzuciła mi się na myśl pierwsza.
      • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:19
        Partner robi wrażenie generalnie nieczułego i dopóki nie zdradzał to się jeszcze trzymało. A nieczuły i zdradzający no to come on...
      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 12:33
        Po zdradzie oczekiwałam poczucia bezpieczeństwa, że gdy poczuję niepewność on to wyprostuje. Że gdy bedzie mi ciężko przytuli i po prostu będzie dla mnie, przy mnie. Nie czekalam nawet na kwiaty, tylko na ludzki odruch. Na skruchę owszem, ale on ma duże problemy z okazywaniem uczuć. Choć często slyszałam, że mnie kocha. Tyle, ze ja przestałam w to wierzyć, a słowa te sprawiały mi ból. Nie umiem zrozumieć dlaczego mówiąc, że kogoś się kocha, robi się komuś krzywdę? Nigdy go nie zdradziłam, to mój szacunek, bo rodzina dla mnie to podstawa, oddanie siebie całej. Poza tym szanuję też siebie i swoje ciało.
        Jedna chwila przekreśliła całe moje szczęście. A boli dlatego, że tego cofnąć nie mogę, naprawić.
        W chwili obecnej on nie wie, że ja wiem o tej nowej, choć nie mam pewności co się dzieje. Jednak instynkt podpowiada mi, że zaczyna się dziać źle. Nie mam sily już walczyć i czuć się jak żebraczka, która może liczyć jedynie na jakieś odpadki.
        To prawda, nie umiem już z nim rozmawiać. Jednakże chciałabym by się dowiedzial, ze ja już wiem o nowej przygodzie, tylko nie wiem jak to zrobić...
        • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 13:03
          Pewnie moja wypowiedz nie bedzie oryginalna i wtorna po przedmowcach ale nie mam mozliwosci czytania calego watku teraz. Zastanawian sie co zrobilas z emocjami,czy wszystko przeszlo w smutek i rezygnacje?A nie trzeba bylo dziada jednego od razu pogonic, walizki przez okno wywalic???Po co z nim sypiasz jak sie nim brzydzisz? Lubisz sie umartwiac?
          • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 13:15
            Moje emocje poszły w bezsilność i smutek. Myślę o tych Świętach, będą straszne.
            Od około 3 miesięcy nie zbliżam się do niego...nie mogę. Śpię w drugim pokoju, bo patrzenie na niego sprawia mi ból. Od str. prawnej wywalić nie mogę, to tez jego mieszkanie, więc jedyne co mogę to sobie pogadać.
            • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 13:44
              > Od około 3 miesięcy nie zbliżam się do niego...nie mogę. Śpię w drugim pokoju,
              > bo patrzenie na niego sprawia mi ból. Od str. prawnej wywalić nie mogę, to tez
              > jego mieszkanie, więc jedyne co mogę to sobie pogadać.

              I wczoraj odkryłaś to jego smsowanie. I napisałaś na forum. I wreszcie podałaś najważniejszy element sytuacji w cytacie powyżej... późno...
              • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 14:25
                Masz rację, tyle, że ja sama nie jestem w stanie niczego naprawić.
                • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 17:50
                  t.akaja napisał(a):

                  > Masz rację, tyle, że ja sama nie jestem w stanie niczego naprawić.

                  Nie mam oczywiście pojęcia jak Twoje małżeństwo wyglądało przez lata. Mam wrażenie że chcesz żeby Partner wszystko naprawiał, przy Twojej właściwie wrogiej a nawet nieobecnej postawie. Obudź się może i przyznaj, że On tego nie może naprawić sam!
                  • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 17:54
                    Tytuł jest więc trafny, bo Ty sama odczuwasz, że coś jest nie tak z postrzeganiem

                    Ja oczywiście nie wierzę po całości tego co tutaj zobaczyłem, że On nie kocha swojego dziecka...
                    • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 18:46
                      Syn ma 14 lat. Był u niego dwa razy na wywiadówce. Wyszedł z nim z max 8 razy. Nie dzwoni do niego gdy jest sam w domu. Nie pyta jak minął mu dzień.
                      Ojca miał wojskowego, więc chyba podłapal sporo cech. Zimny, nieczuły, twardy. Zerowy kontakt z dzieckiem. Słowa syna "ten człowiek nigdy nie powinien mieć dzieci"
                  • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 18:38
                    Po raz kolejny przyznaję Ci rację. Tylko wpierw wytłumacz mi z punktu widzenia mężczyzny, jak mają wyglądać te starania? Może coś przeoczyłam? Chodzi mi tu o stosunek jego do mojej osoby.
                    Dostrzegam jedynie to co złe...a mianowicie jego bezczynność w tej sprawie. Skupił się na sobie, na swoich potrzebach, ba nawet na dobrej zabawie.
                    On jest kotkiem ja zabawką, a gdy kotek znudzi się zabawką rozrywa na strzępy i zostawia.
                    Jest biorcą, nie dawcą. Widzę, ze brakuje mu ciepla, kocha się przytulać, choć na chwilkę czuje się kochany. Tyle, ze odbieram to tak: och koteczu, tak nabroileś, biedaczu chodź przytulę cię do serduszka, pogłaszczę po główce by nie było ci smutno. Bo widzisz, gdy czasem patrzę na niego jest mi potwornie go szkoda, bo jest to człowiek którego kochałam i wciąż mam instynkt dbania, ochrony...prawie jak matka, która wszystko wybacza. Potem przychodzi żal, że zrobil to nam, bo nie widzę sensu w komplikowaniu sobie życia. Jaki problem znaleźć kogoś do łóżka? żaden :) To jest pójście po (jak dla mnie) najżałośniejszej linii oporu. Otóż życie to nie bajka, wiem to. Życie to wyzwanie. Wiem, ze nie każdy tak myśli jak ja i każdy ma prawo do własnego zdania, szanuję to. Jednak dla mnie ważne jest to, że jeśli się kogoś ma wartościowego to jest się mu winnym szacunek. Jeśli mam ochotę na puszczalstwo to tylko jako osoba wolna.
                    Podczas ostatniej kłótni powiedział mi coś takiego "jeśli masz ochotę jeśli da Ci to przyjemnosć to idz". Zastanawiam się czy czasem nie pokazał mi swojej twarzy...seks bez miłości to tylko seks, nie ma w nim uczuć więc nie rani. Całkiem jak zjedzenie o ciastko za dużo, no ale jak smaczne to czemu nie. Nie wiem, może ja za dużo analizuję, rozdrabniam, doszukuję drugiego dna. Powód jest jeden, chcę znaleźć prawdę.
                    • marek.zak1 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 18:49
                      Mam 3 uwagi,

                      1. Jestes jedną z bardzi wielu osób, które doświadczyła, że małżeństwo na odległość prowadzi do jego rozbicia.
                      2. Mleko się rozlało, a Ty zamiast z nim otwarcie porozmawiać, wykasowujesz sms-y, chcesz pogadać z jakąś panienką, śpisz w innym pokoju. Jak koniec to konec i niech idzie w swoja stronę.
                      3. Druga osoba musi wiedzieć, że jak się posunie do zdrady, oznacza to koniec związku. Nie bedzie ŻADNYCH negocjacji. Grożba konsekwencji jest zawsze skuteczniejsza od nich samych.
                      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:12
                        Oj, nie wyjeżdżał po raz pierwszy :) Zresztą gdy było po fakcie widziałam, ze jest coś nie tak. Był bardzo nerwowy, a dowiedziałam się miesiąc później. To nie był związek, który był prowadzony na odległość latami.

                        Nie kasowałam żadnych sms-ów, z panienką też gadać nie chcę.

                        Mam straszyć faceta konsekwencjami po fakcie? Może moja wina, ze wcześniej tego nie robiłam? Hmmm miałam go za mądrego faceta, przede wszystkim dorosłego, a zdawałoby się dorośli ludzie wiedzą, że ogień parzy, a woda jest mokra. Każdy jest kowalem własnego losu, czy też jak se pościelesz tak się wyśpisz....tyle że on pościelil i mi i sobie.
                        Spotykasz człowieka na swojej drodze i tak od razu jak do wroga straszyć konsekwencjami...a gdzie zaufanie?
                      • zawle Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:15
                        marek.zak1 napisał:
                        Nie bedzie ŻADNYCH negocjacji. Grożba konsekwencji jest zawsze skuteczn
                        > iejsza od nich samych.

                        Skąd to przypuszczenie?
                        • marek.zak1 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:28
                          Z podwórka. Nie zaczepia się silniejszego, bo wiadomo, że będzie źle.
                          • zawle Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:34
                            marek.zak1 napisał:
                            > Z podwórka. Nie zaczepia się silniejszego, bo wiadomo, że będzie źle.

                            I myślisz że sama groźba pobicia jest skuteczniejsza niż samo pobicie? W pedagogice mówi się o tym że nieuchronność kary jest jest skuteczniejsza niż jej wielkość. Ale o tym co tu piszesz to nie wiedziałam/nie zaobserwowałam pomimo że pd lat pracuję w resocjalizacji.
                            • marek.zak1 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:41
                              Właśnie piszę o nieuchronności, która odstrasza.
            • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 15:49
              t.akaja napisał(a):

              > Moje emocje poszły w bezsilność i smutek. Myślę o tych Świętach, będą straszne.

              Wyjedż gdzieś z synem, jeszcze zdążysz zarezerwować...
              Święta z nawet nieskłóconą rodzinką są w polskim wydaniu czymś strasznym, masz pretekst żeby od tego uciec. Ja bym uciekła;-)
              Różne są reakcje, nie zawsze jest to apatia, szkoda może że nie złość, bo można ją przerobić na działanie...

              > Od około 3 miesięcy nie zbliżam się do niego...nie mogę. Śpię w drugim pokoju,
              > bo patrzenie na niego sprawia mi ból. Od str. prawnej wywalić nie mogę, to tez
              > jego mieszkanie, więc jedyne co mogę to sobie pogadać.

              Nie dajesz sobie możliwości żadnego ruchu. A moja przyjaciółka wywaliła zdrajcę z mieszkania teściowej, dało się...
              • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 16:02
                Nie mogę wyjechać, mam tu rodziców. Są dla mnie wszystkim, to starsze osoby, więc każdy rok jest dla mnie na wagę złota. Gdybym ich nie miała nawet bym się nie zastanawiała.
                Jeśli dowiem się kim ona jest, spakuję go i osobiście zawiozę jego rzeczy i podaruję jej w prezencie.
                • hello-kitty2 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 18:37
                  t.akaja napisał(a):

                  > Nie mogę wyjechać, mam tu rodziców. Są dla mnie wszystkim, to starsze osoby, wi
                  > ęc każdy rok jest dla mnie na wagę złota. Gdybym ich nie miała nawet bym się ni
                  > e zastanawiała.
                  > Jeśli dowiem się kim ona jest, spakuję go i osobiście zawiozę jego rzeczy i pod
                  > aruję jej w prezencie.

                  Nie masz odwagi nawet powiedziec mu, ze wiesz (!?), zastanawiasz sie jak to zrobic, a masz odwage zawizytowac potencjalna czy faktyczna kochanke? Nie dziwi Cie to? Czyzbys przerzucala odpowiedzialnosc za jego czyny na inna osobe?
                  • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 18:57
                    Nie wiem czy to kochanka, może potencjalna, ale chyba jeszcze nie...
                    Jeśli bawi się kolejną kobietą, to się dowie od niej że ja wiem, prawda?
                    Jeśli zabawia się z nią to z jakiej racji ona będzie spijać śmietankę, a ja szorować mu podłogi?
                    Poza tym chyba on już się domyśla że ja wiem.
                    Nie wiem jak to rozegrać, bo wciąż obserwuję.
                    Dziś poprosiłam by podjechał po sklep, miałam cieżkie zakupy. Rozmowa typowo służbowa.
                    Gdy wnosiliśmy zakupy zapytal czy zamknęłam drzwi na dół, odpowiedziałam ale nie uslyszał. Powiedział, ze moglabym mu chociaż odpowiedzieć. Odparłam że odpowiedziałam, ale jak woli może mi wysłać sms-a z zapytaniem. Zamilkł, zmieszal się...Obecnie jest obrażony...musial iść sam jedzonko sobie zrobić.Upssss
                    • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:01
                      t.akaja napisał(a):

                      > Gdy wnosiliśmy zakupy zapytal czy zamknęłam drzwi na dół, odpowiedziałam ale ni
                      > e uslyszał. Powiedział, ze moglabym mu chociaż odpowiedzieć. Odparłam że odpowi
                      > edziałam, ale jak woli może mi wysłać sms-a z zapytaniem. Zamilkł, zmieszal się
                      > ...Obecnie jest obrażony...musial iść sam jedzonko sobie zrobić.Upssss

                      Obawiam się,że nic nie wskórasz tą wojną podjazdową, tylko mu siebie bardziej obrzydzisz.
                      Coś bardziej spektakularnego, żeby czuł, co stracił. I tak pewnie wróci jak pies z podwiniętym ogonem, tyle razy już to widziałam, ważne,żebyś Ty była panią psa...
                      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:18
                        Spektakularne jest to, ze nie ma już nikogo. Ojciec nie żyje, matka daleko, która deptała go całe życie, aż urwał się kontakt z nami, brat za mamusią więc lata minęły brata nie widział. Byłam ja i jego syn...teraz i tego nie ma.
                        Masz rację, męczą mnie takie podchody. Walnę na stół fakturami i zapytam "co ty na to kotek? kiedy się wyprowadzasz?" Rozbawiło mnie to, chociaż ledwo się trzymam...
                        • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:30
                          t.akaja napisał(a):

                          > Spektakularne jest to, ze nie ma już nikogo. Ojciec nie żyje, matka daleko, któ
                          > ra deptała go całe życie, aż urwał się kontakt z nami, brat za mamusią więc lat
                          > a minęły brata nie widział. Byłam ja i jego syn...teraz i tego nie ma.

                          Nikt Cię tu nie namawia,żebyś się rozwiodła, okazuje się jednak,że Tobie zależy na trwałości rodziny, a dla niego jest to ważne? Okazuje to?
                          • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:47
                            Mam kilka tez i nie wiem która jest prawdziwa.
                            Ponoć, gdy się kogoś kocha to sie tej osoby nie krzywdzi. Więc idąc tym tokiem myślenia, nie kochal mnie.
                            Ta druga to taka, ze człowiek nie jest istotą nieomylną, czasem popełnia blędy. Idąc tym tokiem myślenia, nie kochal.

                            Oczywiście, że mi zależy, tylko że ja bardzo tęsknię za dawnym mężem. Życiem bez tego typu problemów. Bo to co zrobił zawsze już bedzie rzutowało na nasze życie, a to mnie przerasta.

                            Nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie czy mu zależy...bo mam wrażenie że go nie znam.

                            Uzbierałam już całkiem sporą ilość dowodów do sprawy rozwodowej...to trochę chore. W pewien sposób to moje zabezpieczenie, mówiące że już nie czuję się przy nim bezpieczna.
                            • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 19:59
                              t.akaja napisał(a):

                              > Oczywiście, że mi zależy, tylko że ja bardzo tęsknię za dawnym mężem. Życiem be
                              > z tego typu problemów. Bo to co zrobił zawsze już bedzie rzutowało na nasze życ
                              > ie, a to mnie przerasta.

                              Rozumiem, to nie jest miłe, jak następuje w życiu volta i nic nie jest jak było. Ale jest życie po-uwierz.To co było nie wróci, chyba,że terapii poddasz się Ty sama, jakiś psychoterapeuta się ucieszy, a mąż będzie sobie dalej życie intymne urozmaicał.

                              Moja przyjaciółka wyznała mi ostatnio,że najlepszą rzeczą jaka jej się zdarzyła w ostatniej dekadzie, to że mąż od niej odszedł,nieco pogoniony ze spakowaną walizką...
                              A na początku to nawet płakała,że nie ma komu koszul prasować;-)
                              • marek.zak1 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 21:36
                                A potem co? Nowy facet, czy przelotne romanse?
                                • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 21:38
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > A potem co? Nowy facet, czy przelotne romanse?

                                  Mnie pytasz o moją przyjaciółkę?
                                  Przebiera i wybiera, bo bardzo śliczna i seksowna jest a jeszcze dobrze gotuje...
                                  • marek.zak1 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 22:09
                                    Pytałem o przyjaciółkę, gdyz o nije pisałaś. Śliczna, seksowna i dobrze gotuje. Same atuty:). Życzę jej powodzenia.
                                    • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 22:12
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Pytałem o przyjaciółkę, gdyz o nije pisałaś. Śliczna, seksowna i dobrze gotuje.
                                      > Same atuty:). Życzę jej powodzenia.

                                      Powodzenie ma, ale ostatnio doszłyśmy do wniosku,że musi kupić lepszy wibrator;-)
                                      • oluncia t.akaja 17.12.13, 23:03
                                        hmmm bardzo wiele nas laczy, czasami az podnosilam sie z poduszeczek, stracajac oba koty, tak stwierdzenia w twoim watku pasowaly do mojego zycia:)
                                        moj watek jest na tej stronie, spokoijnie znajdziesz jesli bedziesz miala ochote.
                                        kolezako moja w niedoli, stwierdzam, ze tak pewnie juz zostanie jesli nie zmienisz siebie ( wiem, dostane baty) , powaznie t.akaja zacznij zyc. poczekaj, spokojnie poskladaj i zacznij dzialac a przyjdzie dzien, ze sie hmmm usmiechniesz ( wiem c o mowie.....:)))) jesli chcesz zostac, zostan, wbrew otoczeniu, wbrew rozsadkowi ale zgodnie z sercem i jesli to dla ciebie istotne takze filozofia domowo- bankowa.
                                        tylko trzeba dzialac, posluchaj rad forumowych wyjadaczy.....dobre sa:))))
                                        podrawiam cieplo, gdybys miala ochote zapraszam na maila :) trzymaj sie kobietko.
                                        • t.akaja Re: t.akaja 17.12.13, 23:35
                                          Istoto, mówisz do mnie ludzkim glosem :) Wpadłam na Twój wątek, jednak nie pisałam, bo leżę i czekam, aż mi powieki opadną, jutro wpadam w wir pracy, by szczęśliwa przyjąć na czterech kopytach do domu i paść błogo ze zmęczenia by nie myśleć za dużo.
                                          Ale muszę napisać tu i teraz - czy mamy wspólnego męża? :D
                                          To cudne przemówienie o siarczystym klapsie w buźkę...umarłam :D Czy oni mają "kopiuj wklej? :D
                                          Muszę do Ciebie napisać, może złapiesz mnie za wlosy i postawisz na nogi ;)
                                          • t.akaja Re: t.akaja 17.12.13, 23:41
                                            No tak, ale potrzebuję maila :) i sorki za byki, chyba nigdy nie przywyknę do lapka, dziwne rzeczy wypisuję :P
                                            • mojemail3 Re: t.akaja 17.12.13, 23:44
                                              t.akaja napisał(a):

                                              > No tak, ale potrzebuję maila :) i sorki za byki, chyba nigdy nie przywyknę do l
                                              > apka, dziwne rzeczy wypisuję :P

                                              Nick@gazeta.pl

                                              Przypominacie mi moje dwie przyjaciółki co się wspierały w czasie niedoli...
                                              Wszystko się ułożyło, po kilku latach nawet sentyment nie został do ex mężów...
                                              • marek.zak1 Re: t.akaja 17.12.13, 23:48
                                                Dziewczyny, owocnej dyskusji. Pozdrawiam wraz a Sową :). Dbranoc z Krakowa.
                                                zakbajka.blog.onet.pl/2013/12/17/przeze-mnie/
                                      • marek.zak1 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 23:09
                                        Tu nie jestem ekspertem, ale skoro taka decyzja została wspólnie podjeta, trzymam kciuki :)
                                        • oluncia Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 23:31
                                          Marku, pamietam cie z mojego watku.
                                          Moja decyzja tak:) moja!
                                          Jesli piszesz do autorki to ja tez trzymam kciuki (bardziej za to co by mezus szanowny nic juz nie wywinal.... w co przepraszam nauczona wlasnym zyciem, raczej watpie)
                                          -
                                          Zielono mi...
                                          • marek.zak1 Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 23:35
                                            A więc i Tobie życzę wszystkiego co najlepsze. M.
                                            • oluncia Re: Wiem, że nic nie wiem. 17.12.13, 23:42
                                              Roznia nas szczegoly, bagno mamy to samo:) zrobmy spa:))))))
                                              trzymaj sie:)
    • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 00:38
      > Masz rację, męczą mnie takie podchody. Walnę na stół fakturami i zapytam "co ty na to kotek? kiedy się wyprowadzasz?"

      no i jak? Jaka była jego reakcja?
      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 07:12
        :)
        Żadna, a to dlatego, że jeszcze tego nie zrobiłam.
        To ie jest takie proste.
        • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 10:11
          To może powiedz mu to nie wprost. Daj mu jakiś sygnał.

          :))
        • po-trafie Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 18:15
          Nie rozumiem, dlaczego caly czas omijasz w swoich odpowiedziach proponowana przez forumowiczow opcje jasnego sygnalizowania mysli i emocji.

          Ty sie domyslasz,
          Ty chcesz byc anonimowa,
          Ty sugerujesz,
          Ty oczekujesz,
          Ty sie spodziewasz,
          Ty masz nadzieje,
          dla Ciebie jest oczywiste.

          Pytanie: dlaczego nie wylozysz tego wszystkiego mezowi na stol?
          Tego ze oczekiwalas od niego tego i tego (np poczucia bezpieczenstwa, wiekszych staran i dbalosci o Ciebie, wiekszej skruchy wyrazonej czynami, zadoscuczynienia), ze czujesz sie tak a tak, ze myslisz o nim to a tamto, ze podejzewasz nowy romans i ze dowiesz sie czy to prawda.
          A jesli sie dowiesz, to nie wyobrazasz sobie szczesliwego zycia z nim.
          Wyprowadzac sie nie zamierzasz, niech sam sobie radzi.

          Ze to jest ostatni dzwonek zeby cos naprawiac (albo ze jest juz po dzwonku). Ze sie go brzydzisz.. cokolwiek, co ci lezy na sercu. Dlaczego z nim otwarcie o swoich emocjach i gniewie nie porozmawiasz, a jedynie sygnalizujesz i oczekujesz poprzez spanie w pokoju obok i mniejsze checi na gotowanie obiadu?!?
          • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 20:00
            Dziękuję za to co napisałaś. Szukam odpowiedzi, a ludzkie rady bywają bardzo pomocne. Pomagają mi spojrzeć na sprawę trzeźwo. Doszukuję się w nich swoich błędów, które popełniam.
            Wczorajsze rozmowy mi pomogły. Dziś zrobiłam pierwszy krok. To jest chyba lęk przed taką rozmową. No, ale pokrótce opiszę co się wydarzyło.
            Wydrukowałam faktury, położyłam i poprosiłam o wyjaśnienie. Stwierdził, ze jest zmęczony (leżał w łóżku po pracy i oglądał tv). Więc zapytalam, czy nie był zmęczony pisząc z nią. Powiedział, ze pisze równie dużo z innymi ludzmi. Odpowiedziałam, ze nie jestem innymi zainteresowana, a konkretnie nią, szczególnie po tym co się stało (zdrada). Powiedziałam, ze po tym co zrobil wcześniej, postępując podobnie czyli sms-owanie po nocach, wyciszanie telefonu nie wskazuje na nic dobrego. Ponieważ caly czas powtarzal że jest zmęczony, na koniec usłyszał, że jak się dowiem kim ona jest to spakuję go i zawiozę jej jego rzeczy. Wyszłam z pokoju...Słyszałam jak mówił, że może mi powiedzieć kim ona jest, że ma rodzinę itp. Tyle że babka ktorą bzyknął też miała męża.
            Gdy weszłam z tymi kartkami dobrze wiedział o co mi chodzi. Padło również pytanie czy nie może mieć koleżanek. W sumie nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo ja takich rzeczy nie zabraniam, więc odpowiedziałam, że nie w taki sposób, czyli: facet który jak twierdzi nienawidzi pisać sms-ów nagle piszę 12 wiadomości w krótkim odstępie czasu, o bardzo późnej porze. Bo pisząc do niej sms-y np o godzinie zerowej mam wierzyć, że obok leży jej mąż i pomaga jej pisać?
            Sprytnie wybrnął z całej sytuacji. Więc rozmowa była hmmm jakby jej nie było, krótka wymiana zdań, choć w większości mówiłam ja. Na wstępie powiedział że porozmawiamy jutro. Powiedziałam że chcę teraz, zwyczajnie nie chciałam by miał czas do namysłu, jak to ułożyć by wyszło dobrze. Gdy jest zmęczony idzie spać, a nie ogląda telewizję. Powiedziałam otwarcie, stanowczo by powiedział co się dzieje, bo dziećmi nie jesteśmy i chcę wiedzieć na czym stoję, że mnie to meczy. Stwierdził, ze próbował ze mną rozmawiać, ale ja nie chciałam, więc zapytałam kiedy..."wiele razy" . Konkretnie nie potrafił odpowiedzieć. No cóż, mi nie chodziło o odzywanie się do mnie, a o konkretną rozmowę jak dorosły z dorosłą. Prostowanie tego co spaprał.
            • zawle Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 20:59
              t.akaja napisał(a):> Sprytnie wybrnął z całej sytuacji. Więc rozmowa była hmmm jakby jej nie było, k
              > rótka wymiana zdań, choć w większości mówiłam ja. Na wstępie powiedział że poro
              > zmawiamy jutro. Powiedziałam że chcę teraz, zwyczajnie nie chciałam by miał cza
              > s do namysłu, jak to ułożyć by wyszło dobrze. Gdy jest zmęczony idzie spać, a n
              > ie ogląda telewizję. Powiedziałam otwarcie, stanowczo by powiedział co się dzie
              > je, bo dziećmi nie jesteśmy i chcę wiedzieć na czym stoję, że mnie to meczy. S
              > twierdził, ze próbował ze mną rozmawiać, ale ja nie chciałam, więc zapytałam ki
              > edy..."wiele razy" . Konkretnie nie potrafił odpowiedzieć.

              Wybrnął jeśli tak uważasz, lub nie..jeśli tak uważasz. Usiłuje zwalić winę na Ciebie. Teraz masz dwie opcje. Zauważyć to lub nie. Jeśli zauważysz, możesz to zinterpretować dwojako: Ma Cię w nosie lub jeszcze walczy o Was kłamstwami;)
              • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 21:09
                Tak to właśnie czuję, że zaczynam szukać winy w sobie.
                • zawle Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 21:33
                  t.akaja napisał(a):

                  > Tak to właśnie czuję, że zaczynam szukać winy w sobie.


                  jak już zdejmiesz z jego pleców połowę winy, to dalej możecie iść równym krokiem;)
                  • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 22:37
                    Wiesz co?
                    Jak już Cię zdradzi z tą drugą, to za karę nie ugotuj mu na obiad kurczaka, którego lubi. Tylko nielubianą przez niego rybę. Będzie miał za swoje!
                    • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 22:41
                      yoric napisał:

                      > Wiesz co?
                      > Jak już Cię zdradzi z tą drugą, to za karę nie ugotuj mu na obiad kurczaka, któ
                      > rego lubi. Tylko nielubianą przez niego rybę. Będzie miał za swoje!

                      Przeginasz nieco.Wiem jak to wyglądało u mojej przyjaciółki, niedowierzanie, fazy buntu i apatii na przemian. To są lata małżeństwa, dziecko, to się tak łatwo mówi a nam radzi.
                      Trzeba czasu.
                      • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 18.12.13, 23:41
                        Przeginam świadomie, bo widzisz co się dzieje. "Walnę pięścią w stół" a za chwilę "czy to nie moja wina". Oczywiście ciężo wydawać osądy po kilku akapitach tekstu, ale przyznasz chyba, że nie wygląda to dobrze. Zdaje się, że Autorka ma trochę bierną osobowość, daje na siebie wpływać (moze się mylę, ale tak to wygląda z przebiegu wątku). Może potrzebny jest gwałtowniejszy impuls.
                        • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:05
                          yoric napisał:

                          > Przeginam świadomie, bo widzisz co się dzieje. "Walnę pięścią w stół" a za chwi
                          > lę "czy to nie moja wina". Oczywiście ciężo wydawać osądy po kilku akapitach te
                          > kstu, ale przyznasz chyba, że nie wygląda to dobrze. Zdaje się, że Autorka ma t
                          > rochę bierną osobowość, daje na siebie wpływać (moze się mylę, ale tak to wyglą
                          > da z przebiegu wątku). Może potrzebny jest gwałtowniejszy impuls.

                          Jednym postem, jednym zdaniem nikogo nie uleczysz. To musi być proces.Nie wiadomo, jak się to skończy, końcem małżeństwa, czy początkiem czegoś nowego w związku. Wśród moich znajomych, tylko w jednym przypadku na pięć, mąż po zdradzie wrócił do żony ( bo ciężko zachorował...).
                          Takie wieloletnie małżeństwo to zwykle silna symbioza (która w przyrodzie może też przybrać formę komensalizmu lub nawet pasożytnictwa...) tego się nie da rozwiązać jedną rozmową.
                          W zasadzie to pięknym za nadobne wypadałoby się odpłacić,ale w takim stanie ducha kobiety tak zwykle nie działają.( A czy Dr Herpes nie wygłosił tu płomiennej przemowy, o tym jaka to wspaniała okazja do wiarołomstwa w odwecie???)
                          No mam znajomą co zrobiła kochance męża niezły numer, uwiodła ex-męża na nowo i następnie porzuciła...
                          • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:34
                            Tak, ale czy nie widzisz w tych wpisach tego co ja, tj. że ten 'proces' nie idzie w dobrym kierunku, tj. nad mężem nie ma faktycznego bata. Wykręci się od rozmowy i ma problem z głowy, a Autorka zostaje sama z całym obciążeniem psychicznym.
                            • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:37
                              Dokładnie tak jak piszesz.
                            • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:51
                              yoric napisał:

                              > Tak, ale czy nie widzisz w tych wpisach tego co ja, tj. że ten 'proces' nie idz
                              > ie w dobrym kierunku, tj. nad mężem nie ma faktycznego bata. Wykręci się od roz
                              > mowy i ma problem z głowy, a Autorka zostaje sama z całym obciążeniem psychiczn
                              > ym.

                              A skąd wiesz, który kierunek jest właściwy? Mówią, nieważny cel, ważna droga.
                              Życia bez bólu przeżyć się nie da, póki żyjemy to będzie bolało, chyba,że się wybierze metodę znieczulenia. Wszystko przeminie, ten ból też, przyjdzie nowe.

                              T.akaja,jak mi było zle i myślałam,że nic dobrego mnie nie czeka, to powiedziałam sobie w duchu, całkiem świadomie, to moje życie, chcę żyć, doświadczać,nie marnować mojego czasu, chcę i będę szczęśliwa. I jestem, mimo jakichś tam problemów...
                              Trzymaj się, nie poddawaj.
                              • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:54
                                Też chcę, dlatego on musi się określić. Męczy mnie życie w zawieszeniu.
                        • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:09
                          Yoric:Zdaje się, że Autorka ma trochę bierną osobowość, daje na siebie wpływać (moze się mylę

                          Co?? Bierną agresywną to owszem (passive aggressive) a wpływa to ona a nie na nią, człowieku...
                          • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:26
                            Dobry obserwator :)
                            Rozwiniesz swoją myśl?
                            • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:28
                              t.akaja napisał(a):

                              > Dobry obserwator :)
                              > Rozwiniesz swoją myśl?

                              Proszę bardzo rozwinę - Yoric jest zupełnie odklejony psychologicznie od kobiet, chyba nazwijmy to pua mu wyżarła mózg, bo myślę że bywało lepiej
                            • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:29
                              Oprócz Yorica, Ty również masz poważne problemy...
                              • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:44
                                Ze sobą, oczywiście. To wieloletni proces postępujący.
                                Kiedyś byłam romantyczką, okazało się to nie praktyczne. Każdy z nas ma dwie twarze. Życie nauczyło mnie tego, że jeśli ja pierwsza nie ugryzę, to on to zrobi mi. Myślisz, ze dobrze mi z tym?
                                Jest tak, że gdy mi wytyka moje zachowanie mówię wprost to co czuję "Mialam dobrego nauczyciela". Taka jest prawda, jestem kimś kogo sam stworzyl. Mialam 16lat jak się poznaliśmy, byłam plastyczna, oddałam siebie całą, wiecznie z parasolem w dłoni nad jego głową. Dziś czuję się jak wrak.
                                • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:53
                                  > Życie nauczyło mnie tego, że jeśli ja pierwsza nie ugryzę, to on to zrobi

                                  mam wrażenie - zaznaczam znowu, oczywiście mogę się mylić - że jesteś jednak z tych, co nie gryzą, tylko dają się gryźć.
                                  • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:56
                                    Dawałam. Myślę jednak, że on jest mocno świadomy tego, że jest moim słabym punktem, i chociaż zakładam maskę, w środku jestem miękka. Stąd ten mur wokół mnie.
                                    • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 01:00
                                      Myślę jednak, że on jest mocno świadomy tego, że jest moim słabym punktem, i chociaż zakładam maskę, w środku jestem miękka. Stąd ten mur wokół mnie.

                                      Ha ha, a on jest taki sam jak Ty, i jesteś jego słabym punktem. Stąd ten mur wokół niego. Zresztą przypuszczam mur słabszy niż wokół Ciebie bo jesteś ostrzejsza zapewne w sumie
                                      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 01:17
                                        Kurcze, nigdy nie patrzyłam na to z tej perspektywy.
                                        Tyle, ze to ja stalam się jego podobieństwem. Dużo rzeczy negatywnych wyniósł z domu. Stosunek do naszego dziecka to wypisz wymaluj stosunek jego rodziców do niego. W domu musiał walczyć, czuł się podle, niechciany. Nasze życie dość burzliwe było, może to docieranie, a potem było już cudnie. Podczas docierania nauczyłam się agresji, zupełnie obcej mi emocji. I chociaż wolałam zawsze spokojne rozmowy, gdy pojawiał się problem on reagował agresją, więc stałam się taka być może dlatego by porozumieć się zrozumiałym dla niego językiem. Nie pamiętam by kiedykolwiek potrafił ze mną normalnie rozmawiać, uciekał od problemów. Nie jest to normalna postawa przyznasz.
                                      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 01:21
                                        loppe napisał:

                                        > Ha ha, a on jest taki sam jak Ty, i jesteś jego słabym punktem.
                                        Jeszcze jedno, gdybym była słabym punktem, jak on dla mnie już dawno byśmy stali na nogach obydwoje.
                                        • kag73 Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 04:16
                                          Czytajac do wszystko nusze przyznac, ze mam podobne odczucia jak yoric.
                                          Teraz mowisz, ze on ma sie okreslic, bo nie umiesz zyc w zawieszeniu. Hmm, tymczasem wazne jest co Ty czujesz i czego chcesz i jak sobie to wyobrazaz. Piszesz, ze jeses wrakiem i w rozsypcje po zdradzie, rozumiem to, a jednoczesnie on ma sie okreslic. Okreslic z czym/ czy sie chce wyprowadzic do kolezanki od sms ow? Niby po co? On juz zone/sprzataczke/kucharke ma. Po co jemu cos zmieniac.
                                          zaczelas z nim rozmowe o bilingach i kobiecie jakiejs tam tak naprwade nie wiedzac czego sama oczekujesz. Na taki przyklad gdyby mnie taki gostek zapytal "co nie moge miec kolezanek?" To bym powiedzialam "dokladnie tak, nie mozesz, po tym co zrobiles i co robisz, nie mozesz". Wiadomo, ze nie ma sensu z kims byc nie majac do niego kompletnie zaufania, kontrolujac i zabraniajac. Jednak jezeli ktos sie decyduje naprawiac i probowac to ciagnac, powinien jednak sprecyzowac i nawet postawic warunki, bo nic nie jest juz tak jak bylo.
                                          Tez mysle, ze jestes z tych "grzecznych", wyrozumialych i usprawiedliwiajacych a on konsekwencji swoich czynow sie nie boi, bo zadnych nie ponosi. Pomarudzenie od czasu do czasu zdzierzy.
                                          Ty sie usiadz i zastanow czego TY sama chcesz, czy masz w sobie jeszcze resztki milosci dla sniego i co sie da wykrzesac, czy jest i czy warto to ratowac. Od niego przypuszczalnie nic ciekawego sie nie dowiesz, kolezanka i smsy, Ciebie zatka, nic Ci do glowy nie przyjdzie, stoisz w miejscu.
                                          Musisz zdac sobie sprawe, ze dla niego nic szczegolnego sie nie stalo, mam wrazenie, poseksil sie z jakas pania, teraz se flirtuje z inna, ale ogolnie nadal jest mezem, moze to ciagnac, nie ma potrzeby robienia czegokolwiek, z jego punktu widzenia zycie toczy sie dalej. Bylo troche stresu, bo sprawa sie rypla, pogadalas, poplakalas....ma za soba, teraz powrot do normalnosci.Problem masz Ty, bo nie potrafisz zapomniec, bo nie mozesz na niego patrzec itd.
                                          On Ci powie jak odpocznie(bo zmeczony byl), ze se pisze smsy z kolezanka, wielka sprawa. I co? I nic, nie posunelas sie ani kroku do przodu.
                                          Moim zdaniem zastanow sie czego chcesz Ty, bo to jest najistotniejsze. On...on Ci oczywiscie powie, ze nie chce nic zmieniac, bo jest Twoim mezem i nadal chce nim byc. No chyba, ze by sie okazalo co innego, w co watpie.
                                          • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 09:32
                                            kag73 napisała:

                                            > Teraz mowisz, ze on ma sie okreslic, bo nie umiesz zyc w zawieszeniu. Hmm, tymc
                                            > zasem wazne jest co Ty czujesz i czego chcesz i jak sobie to wyobrazaz. Piszes
                                            > z, ze jeses wrakiem i w rozsypcje po zdradzie, rozumiem to, a jednoczesnie on m
                                            > a sie okreslic. Okreslic z czym/ czy sie chce wyprowadzic do kolezanki od sms o
                                            > w?

                                            Dokładnie, ma się określić czego sam chce od życia. Dlaczego? Bo ja też mam prawo do niego. Potrzebuję ciepła, wsparcia, a nie faceta, który dom traktuje jak hotel, pasję i kolegów jak rodzinę, mnie jak to określiłaś sprzataczkę itp, a dziecko jak powietrze. Bagaż życiowy posiadam, znam męża od podszewki, wiem kiedy coś jest nie tak, kłamstwo ma wypisane na twarzy, ale by je rozpoznać potrzebuję dłuższej rozmowy. Po wczorajszej, powiedzmy, że "rozmowie" jego zachowanie przypominać zaczęło to z mojego bagażu życiowego, czyli winny.

                                            Na taki przyklad gdyby mnie taki gostek zapytal "co
                                            > nie moge miec kolezanek?" To bym powiedzialam "dokladnie tak, nie mozesz, po ty
                                            > m co zrobiles i co robisz, nie mozesz".
                                            Masz 100% rację. W sobie też muszę coś zmienić, zacząć być stanowcza. W mojej naturze nigdy nie było zakazów,nakazów. Każdy człowiek jest dla mnie wolny i ufam że wie co robi. Nie bywam zazdrosna o koleżanki, choć czasem obserwuję.

                                            > Tez mysle, ze jestes z tych "grzecznych", wyrozumialych i usprawiedliwiajacych
                                            > a on konsekwencji swoich czynow sie nie boi, bo zadnych nie ponosi. Pomarudzeni
                                            > e od czasu do czasu zdzierzy.

                                            Kiedyś wszystko usprawiedliwiałam, tłumaczyłam sobie. To uległo zmianie, choć małe cosik jeszcze we mnie zostało. Tym razem nie potrafię sobie wytlumaczyć jego postępowania.

                                            > Musisz zdac sobie sprawe, ze dla niego nic szczegolnego sie nie stalo, mam wraz
                                            > enie, poseksil sie z jakas pania, teraz se flirtuje z inna, ale ogolnie nadal j
                                            > est mezem, moze to ciagnac, nie ma potrzeby robienia czegokolwiek, z jego punkt
                                            > u widzenia zycie toczy sie dalej. Bylo troche stresu, bo sprawa sie rypla, poga
                                            > dalas, poplakalas....ma za soba, teraz powrot do normalnosci.

                                            Dokładnie tak to i go odbieram.

                                            • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 10:38
                                              Zauważyłaś, że z każdym, kto tu pisze się zgadzasz i każdemu przyznajesz "100% racji"?
                                              • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:03
                                                Tak, teraz też przytaknę. Dlaczego? bo każdy ma rację. Zwróć uwagę na to co napisała mojemail3 o fazach, które kobieta musi przejść. Nie jest to faza jednobarwna, a o bogatej palecie kolorów. Dziś jestem taka i taka, ale to wciąż ja. I każdy z Was ma rację, nie tak 100%-wą, bo nie rozkladam tego na pierwiastki pierwsze, ale w każdej wypowiedzi jest kawałek mnie.
                                                • mojemail3 Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:13
                                                  t.akaja napisał(a):

                                                  (...)"I każdy z Was ma rację, nie tak 100%-wą, bo nie rozkladam tego na pierwiastki pierwsze, ale w każdej wypowiedzi jest kawałek mnie (...)"

                                                  Panowie chcą Ci dać receptę na tu i teraz, żebyś podjęła szybko działania, a tak się często nie da.
                                                  Ale słuchaj ich też uważnie...
                                • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 09:47
                                  > Jest tak, że gdy mi wytyka moje zachowanie mówię wprost to co czuję "Mialam dob
                                  > rego nauczyciela"

                                  "Miałam dobrego nauczyciela" to jest to niby zdanie, które ma wyrażać to, co czujesz? Dla Ciebie może to znaczy mniej więcej "Czuję się zawiedziona, wykorzystana, czuję się niepewnie. Jestem nieufna i zdezorientowana, rozżalona i bezradna. Nie zniosę tego, jeśli zrobisz to jeszcze raz, rozsypię się na kawałki i umrę. Nienawidzę, kiedy zwracasz się do mnie z agresją i pretensją, ale nie umiem sobie na nie odpowiedzieć inaczej niż agresją i pretensją - wydaje mi się, że tylko tak mogę się przed Tobą obronić i do Ciebie trafić. " Dla niego przekaz jest prostszy, on słyszy zwyczajne "Jesteś skurwysynem". I powiem Ci szczerze, że jego interpretacja jest jakby mało zaskakująca.

                                  Ogólnie wniosek jest taki, że Wasza komunikacja to jakaś katastrofa, totalna masakra. To jest konkretna sprawa, którą możecie się zająć oboje - albo Ty sama możesz się zająć swoją połówką.

                                  Mniej konkretna to Twoja bierność, o której już niektórzy pisali (Loppe o agresywnej bierności). Piszesz, że miał facet ciężkie przeżycia i dlatego jest taki pokrzywiony. Nie wiem, jakie Ty masz za sobą przeżycia. Ale to nie jest tak, że weszłaś w ten związek jak tabula rasa, którą on zapełnił krzywymi kulfonami. Nie jesteś plasteliną w jego rękach - to Ty jesteś kobieto ODPOWIEDZIALNA za swoje życie - to przeszłe, obecne i to przyszłe. To Ty masz je wziąć w swoje ręce - jeśli nie dajesz rady sama, to szukaj pomocy profesjonalnej.
                                  • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 10:44
                                    Autorka to jest jakiś chaos komunikacyjny także i w tym wątku he he
                                    • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 10:51
                                      Moim zdaniem Jej związek wygląda inaczej niż ona go tu przedstawia i trzeba - jak komuś się chce i potrafi - czytać między linijkami i w ogóle włożyć dużo wysiłku he he żeby z tego chaosu komunikacyjnego wydobyć diagnozę i ewentualnie receptę
                                      • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:04
                                        tzn. wygląda jak?
                                        • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:14
                                          t.akaja napisał(a):

                                          > tzn. wygląda jak?

                                          A tego tu nikt tu nie wie, bo skąd. Ja przynajmniej wiem, że mocno inaczej niż przedstawiasz go. To wiem, że nie wiem jaki jest Twój związek. A niektórzy myślą że wiedzą po przeczytaniu Twoich - moim zdaniem dziwnych - relacji nt. związku he he
                                          • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:21
                                            Żeby dotknąć jakiegoś konkretu - przedstawienie związku w zagajeniu vs. to co napisałaś wkrótce potem. W zagajeniu wszystko jasne - Ty dobroć i zranienie, on zło i recydywa. Potem się okazuje że od 3 miesięcy traktujesz go jak trędowatego i on dopiero po tym czasie smsuje z jakąś. Całkowitego czasu akcji nie podano, chyba dłuższy (w zagajeniu) niż 3 miesiące skoro różne zachowania Twoje w opisie, no nie myślę żebyś dwa razy różnie ten sam okres opisała.
                                            • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:29
                                              PS. Możesz objaśnić skąd niezwykła misja godzenia Was przez... kochankę? Z tego że Wy nic nie potraficie, a ona jakaś super czuła na szkodę którą niby zrobiła? Wspomniałas o tym kuriozum, ale beż żadnego tła i objaśnienia. Skąd ta jej chęć? A ona z tej samej miejscowości, czy specjalnie z zagranicy gdzie poznała męża do was zjechała popracować nad Wami?
                                              • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 12:22
                                                Otóż mój mąż pracując za granicą poznal grupkę ludzi na forum. Zaczęli się spotykać. Za jakiś czas do nich dołączyła owa kobieta, pani R. Owej kobiecie pomagało małżeństwo, znaleźli pracę, mieszkanie...Za plecami męża nabrała od ludzi kupę kasy (w dosłownym słowa tego znaczeniu).
                                                Od męża dowiedziałam się, ze poznal ludzi, cieszylam się, bo nie chciałam by czuł się samotnie, by czasem gdzieś wyszedł. Mieliśmy codzienny kontakt na skypie. Wszystko to było w 2012r.
                                                Kiedyś opowiedzial mi o forum. Czasem tam zaglądałam, poczytałam się, pośmialam z ich żartów. Któregoś dnia postanowiłam odezwać się. Ogólnie chcialam podziękować że są dla niego. Jednak gdy padlo imię mojego męża i to że jestem jego żoną, zostałam poproszona o skypa. Zrobilo się dziwnie, taka martwa cisza. Na dzień dobry zadano mi pytanie czy ja jestem jego żoną czy ex żoną. Pani R byla w towarzystwie jednego z chłopaków owej "paczki" i jego dziewczynie. Pomyślałam sobie, co to za dziwne pytanie, zdembiałam. Usłyszałam historyjkę o ex żonie prześladującej nieszczęśliwego ex męża. Potem chłopak powiedzial że zostalam zdradzona i po jakiś 2 minutach uslyszałam od R ze z nią.
                                                Wydzwaniala do mnie codziennie, nakręcala, opowiadala szczegóły. Np. że da jej klucze od domu, że rozmawiali ze sobą i pytala jego czy są parą (co bylo dla mnie dziwne przecież miała męża). Ach dużo tego. Tego wieczora gdy się dowiedzialam zadzwonilam do męża, powiedziałam że skontaktowali się ze mną jego znajomi i że już wszystko wiem. Prze dwa tygodnie byla cisza między nami. Dowiadywałam się od niej że zawsze dziwnym trafem przejeżdzała obok jego domu i....nie omieszkala zajrzeć. Poprosilam by się nie mieszala, nie pomogło. Czemu z nią rozmawiałam? Z nadzieją że wszystko się rypnie i okaże wielkim kłamstwem. Widziałam przecież, ze miała do niego sporą słabość. Żaliła się nawet, że nie odbierał od niej telefonu, że pojechala z tym chlopakiem w środku nocy do niego, a on im zatrzasnął drzwi przed nosem. Tak robil po zdradzie. Myślę ze podle się z nią czuł, jak w nieswojej skórze. Czasem mówiła że on mówił o ex żonie, ale ona czuła że to nie ex, no i w ogóle gdyby wiedziała że to wciąż żona to by nigdy tego nie zrobiła...to dopiero galimatias.
                                                Pewnego dnia po prostu ją usunęłam i tyle....
                                                Potem skontaktowali się ze mną ci ludzie co jej pomagali. Właściwie to tylko z kobietą rozmawialam - pani G. No więc G przyznala ze długo obserwowali panią R, która puszczała się na lewo i prawo...zbierali dowody dla jej męża który był ich wieloletnim przyjacielem. G przysłała mi sporo korespondencji pani R. Zanim to się stało pani R pisała do pani K tak:
                                                i43.tinypic.com/2r59lpu.jpg
                                                • kotoshi Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 16:06
                                                  t.akaja napisał(a):
                                                  > Otóż mój mąż pracując za granicą poznal grupkę ludzi na forum. Zaczęli się spot
                                                  > ykać. Za jakiś czas do nich dołączyła owa kobieta, pani R.

                                                  itd. - przeczytałam to, przeczytałam Twój pierwszy wpis i inne wypowiedzi w tym wątku. Sorry, ale ten facet to straszny... No, pewne słowo na "ch" mi się nasuwa.

                                                  Masz wybór zasadniczo między godnością osobistą (plus problemami wynikającymi z rozstania) a brakiem poczucia godności osobistej (plus wieczną huśtawką).
                                                  Słuchaj Yorica, on radzi bardzo dobrze.
                                                  • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 16:40
                                                    kotoshi napisała:

                                                    > t.akaja napisał(a):
                                                    > > Otóż mój mąż pracując za granicą poznal grupkę ludzi na forum. Zaczęli s
                                                    > ię spot
                                                    > > ykać. Za jakiś czas do nich dołączyła owa kobieta, pani R.
                                                    >
                                                    > itd. - przeczytałam to, przeczytałam Twój pierwszy wpis i inne wypowiedzi w tym
                                                    > wątku. Sorry, ale ten facet to straszny... No, pewne słowo na "ch" mi się nasu
                                                    > wa.
                                                    >
                                                    > Masz wybór zasadniczo między godnością osobistą (plus problemami wynikającymi z
                                                    > rozstania) a brakiem poczucia godności osobistej (plus wieczną huśtawką).
                                                    > Słuchaj Yorica, on radzi bardzo dobrze.

                                                    Oszalałaś? Facet prawie 20 lat jej nie zdradził, musiał aż za granice wyjechać do pracy żeby coś zmalować.

                                                    A do tego znasz tylko Jej, niezbyt spójną i pełną, wersję, nacechowaną intensywnym subiektywnym rozczarowaniem tej chwili. Najłatwiej to komuś małżeństwo rozwalać.
                                                  • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 17:17
                                                    Facet w milczeniu pokutnie znosi to psychiczne znęcanie jakie ona mu za karę od kilku miesięcy funduje, zero agresji (to oczywiste - napisałaby przecież gdyby ją zbluzgał albo uderzył oh), no ludzie, a ta Kotoshi od ch... mu ubliża niemądra
                                                  • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 17:41
                                                    Uderzył, a właściwie zpłapal za gardło i poniósł do góry. Powód? Wyszłam do naszego znajomego po płytę. Świata po za nim nie widzialam, ale tego nie dostrzegal. Widzial jedynie w myślach mnie i tamtego baraszkujących na kanapie.
                                                  • kotoshi Re: Wiem, że nic nie wiem. 22.12.13, 09:35
                                                    loppe napisał:

                                                    > Facet w milczeniu pokutnie znosi to psychiczne znęcanie jakie ona mu za karę od
                                                    > kilku miesięcy funduje, zero agresji (to oczywiste - napisałaby przecież gdyby
                                                    > ją zbluzgał albo uderzył oh), no ludzie, a ta Kotoshi od ch... mu ubliża niemą
                                                    > dra

                                                    Loppe, czy Ty w ogóle przeczytałeś dokładnie, co ona napisała? - że facet kiedyś ją zdradził, a teraz szykuje kolejny numer?!
                                                    Jasne, powinna była głaskać go po główce przez tych parę miesięcy, bo przecież jak zdrada to wina na pewno leży po obu stronach...
                                                  • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 17:37
                                                    Niestety rozczaruję Cię. Podejrzewam, ze zdradzał. Tego typu sms-owanie to nie nowość dla mnie. Jednak nie wiem czy z którąś spał, choć u jednej z nich nocował. Te dzieje zakopałam glęboko.
                                                  • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 17:42
                                                    t.akaja napisał(a):

                                                    > Niestety rozczaruję Cię. Podejrzewam, ze zdradzał. Tego typu sms-owanie to nie
                                                    > nowość dla mnie. Jednak nie wiem czy z którąś spał, choć u jednej z nich nocowa
                                                    > ł. Te dzieje zakopałam glęboko.

                                                    Mówiłem że obraz niepełny? No ja w tym wątku już więcej z siebie dawać nie zamierzam! Pozdrawiam
                                            • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:42
                                              CZy to źle, że uważam się za dobrego człowieka, bo postępuję według własnych zasad? Dla mnie ważne w życiu jest to by szanować siebie, swoje ciało, szanować ludzi, ale....tylko tych którzy szanują mnie. Cóż, chyba nikt nie lubi jak pluje mu się na glowę, gdy tymczasem mówi ci że to deszczyk.
                                              Recydywa? hmmm gdzie to wyczytałeś? Zdecydowaliśmy się na danie sobie szansy. Jeśli podejmuje się tego typu decyzje, to na czym one się kończą, na słowach? To nie mają być słowa, a czyny.
                                              Czuję się jak wielbłąd, praca, sprzątanie, gotowanie, opłaty, sprawy urzędowe, włącznie z jego problemami, pranie, nauka, lekcje, zakupy, wywiadówki to moja działka, no bo zdaje się w jego mniemaniu to należy tylko do kobiet. Jego działka to praca, hobby, koledzy, koleżanki, zloty ...high life! żyć nie umierać :)
                                              Dziwisz się, ze w końcu się buntuję, a może dalej powinnam zaciskać zęby?
                                              • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:49
                                                > Recydywa? hmmm gdzie to wyczytałeś? Zdecydowaliśmy się na danie sobie szansy.

                                                No z zagajenia dowiadujemy się, że zdradził, a wczoraj okazało się że smsuje już z następną czy tą samą w każdym razie smsuje okrutnie, czyli recydywa.
                                                Tak daliście sobie szansę że przez 3 miesiące przed sms traktujesz go jak trędowatego?

                                                Ponieważ powyższe wskazuje na brak Twojej dobrej woli w relacjonowaniu/postrzeganiu związku, to te dorzucone uogólnione skargi nt. dwudziestu lat ja bym odpuścił póki co w analizie związku he he
                                                • loppe Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:51
                                                  ... bo może się okazać że nie było wcale tak źle, a tylko Twoja obecna bezlitosna optyka przyczernia ojca Twojego dziecka

                                                  To takie częste że jak ktoś dziś postrzega kogoś jako trędowatego to mu się obraz nawet dobrych czasów z ost. dwudziestolecia zaczernia...
                                                  • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 12:29
                                                    Powiem sobie, ze będzie dobrze, pstryknę palcami i już wszystko bedzie naprawione :)
                                                • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 12:27
                                                  I to ja mam naprawiać? No bo jeśli on ma na mnie i całą sytuacje wywalone to czego się spodziewa?
                                                  Dla mnie jest logiczne, ze jeśli pobrudzę to muszę po sobie posprzątać.
                                                  Nowa znajomość rozwija się od maja :)
                                                  • po-trafie Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 18:06
                                                    'dla ciebie jest logiczne' - a czy mu to jasno powiedzialas?

                                                    'Sluchaj, Zenek, zdradziles mnie. Albo Ty to naprawisz, tak na powaznie i szybko, albo za miesiac sie wyprowadzaj w diably'?
                                          • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 11:24
                                            Chciałabym napisać i tym razem, ze masz rację, ale tak nie jest.
                                            Oczywistym jest, ze nie jest on przedstawiony w pełnym świetle, bo 20 lat to nie rok.
                                            Przedstawiam swój punkt widzenia i to co czuję, on z pewnością widzi go po swojemu.
                        • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:22
                          Siedzę, piję drinka i tak sobie rozmyślam...mega idiotka ze mnie. Co ma być to będzie, fazę niedowierzania już przerobiłam, teraz czuję się jedynie pusta jak bęben. Wyrzuta, wypluta, pusta, bo wszystkie uczucia jakie w sobie nosiłam gdzieś wsiąkły we mnie jak woda w gąbkę. Uwierzcie mi, potrafię się odezwać tak, że każdemu by w buty poszło, a raczej dobrze o mnie nie świadczy. Jak tak człowiek całą tą złość w sobie dusi, to potem jest efekt łaciński. Nie lubie w sobie tego, mało przeklinałam, ale jak się wkurze, mięsko idzie w ruch. Tak, już usłyszałam, że jestem chamska, szkoda tylko, że nie zada sobie pytania dlaczego, co jest powodem. Tak odreagowuję, a on być może mnie porównuje z nią... Zapomniałam, że facetom zawsze więcej wolno.
                          Ciśnienie mi dziś podniósł na maksa. Muszę poszukać czegoś ciężkiego, może jak porządnie go walnę klepki ułożą się na właściwe miejsce.
                          A tak w ogóle drogie panie myślę sobie, że życie samo w sobie jest mega do bani. Wszystko kręci się wokół doopy, jakby nie było nic ponad to. Ludzie sami sobie stwarzają problemy. Ja, żona, która niemal jest święta, trafiłam na takiego, który wszystko zburzył. Mówię oczywiście o łóżku. I jak tu się cieszyć po takich przejściach wspólnego seksu?
                          • yoric Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:38
                            Mam tylko nadzieję, że drink i Forum nie staną się eskapistycznym odreagowaniem zastępczym...
                            • t.akaja Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 00:51
                              :) nie. Forum mi pomaga jak już wcześniej napisałam spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy, może dostrzec coś co mi umyka, bo trzeźwo nie myślę, może nawet coś w sobie zmienić. Sporo pomieszanych emocji jest we mnie. Bo jak ma się taki bałagan w życiu, trudno o porządek wewnętrzny.
                              A drink to takie male znieczulenie :) by lepiej się potem spało. Czasem sobie pozwolę z dwa razy w roku :)
                          • po-trafie Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 18:08
                            Wszystko sie krecy wkolo dupy, jesli sie pozwoli zeby sie krecilo.
                            Zrobilas z siebie wybaczajaca sluzaca. Niemal swieta.
                            I po co?
    • zyg_zyg_zyg Re: Wiem, że nic nie wiem. 19.12.13, 18:52
      Przeczytaj to - jak Ci się nie przyda w tym związku, to może w następnym?
      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,15032145,Razem__osobno.html#Cuk
    • kucurek Re: Wiem, że nic nie wiem. 20.12.13, 21:43
      wszystkie problemy tu opisywane, dyskusja nad nimi potwierdza tylko fakt że małżeństwo powino być jednak zawierane na czas określony, z możliwością przedłużenia go, taki związek powodowałby że obie strony by się starały się sprzedać, jak w parlamencie :)
      I ludzi byli by szczęsliwi :)
Pełna wersja