t.akaja
17.12.13, 11:17
Już od dłuższego czasu miałam ochotę wyrzucić z siebie to co mnie dopadło i dusi. Nie bardzo wiem jak. Jestem rozbita i nie potrafię stanąć na nogi, chociaż fizycznie stoję.
Brakuje mi rozmowy typowo anonimowej, bo raczej nie mam czym się chwalić, a także nie mam ochoty obarczać swoimi problemami ludzi, których kocham.
Otóż jakiś rok temu nagle zjawiła się w moim życiu kobieta, ktora wywróciła moje życie do góry nogami. Opowiedziała "namiętną" historyjkę z której dowiedziałam się jak to mój mąż ją bzyknął. Upsssssssss.... Niby była skrucha, niby błąd życiowy, chęć naprawy...No i zdaje się na słowach stanęło. Jeszcze nie minął rok. Próbowałam być dalej szczęśliwa i nie umiem. Gdy dochodzi do zbliżenia chce mi się wymiotować z nerwów. Nie mogę go dotykać...i tu i tam. Nie czuję się bezpiecznie. W głowie wciąż widzę jego na niej...brzydzę się po niej. Otoczyłam się murem, pochowałam wszystkie uczucia by nikt już ich nie zdeptał. Stałam się mało dostępna, jeszcze mniej sympatyczna, całkiem sporo zgorzkniała. Nie jestem sobą.
Liczyłam, że z czasem wszystko rozejdzie się po kościach, a on postara się nie dawać mi powodów do niepokoju wewnętrznego. Wiem jak to naiwnie brzmi.
Siadła mi psychika, a on w niczym mi nie pomógl. Pogadał i spodziewał się, że z następną chwilą wszystko będzie jak dawniej. Doszłam do wniosku, że taka postawa świadczy tylko o jednym - braku wyrzutów sumienia.
Wczoraj całkiem przypadkiem odkryłam, że zaczyna kroić się coś nowego. Facet, który (jak twierdzi) nie znosi pisać sms-ów, zaczął wysyłać je całkiem w sporej ilości pod jeden nr tel. Byłam pewna, że jak wykręcę owy nr. odezwie się kobieta. No, ale ponieważ ma całkiem pokaźną grupę znajomych i to, że ja nie znoszę nikogo oskarżać póki nie złapię za rękę, postanowiłam zadzwonić z nadzieją, ze jednak usłyszę męski głos i powiem sobie "oj kobieto! trochę przesadzasz, uspokój się!". Tak jednak powiedzieć sobie nie mogłam. Wciąż się waham, a może to moja naiwność. Każdy ma prawo mieć koleżanki, kolegów...jesteśmy dorośli. Nie miałam odwagi odezwać się i zapytać czy wie o mnie, bo poprzedniej powiedział, że żony nie ma, a życie jak mi się wydawało mieliśmy całkiem fajne. Kochałam. Nie jestem z siebie dumna, ale szukam odpowiedzi, sprawdziłam mu telefon, gdy się kąpał. Każdy sms wykasowany, jej nr nie byl zapisany, a jedynie widniał w połączeniach. Zostawił jedno połączenie, resztę wykasował. Wyciszył telefon. Czy to jest oczywiste co się dzieje, czy ja już wariuję? Dodam, ze sms-y nie są wysyłane tylko w dzień.
Co zrobilam? Wykasowałam ten numer, nie po złości, bo wiem, ze ona się i tak odezwie, ale dlatego by zauważył, że wiem...
Dla jasności, nie jestem osobą, która sprawdza, kontroluje. Od jakiegoś czasu miałam źle nailczane opłaty i to był powod dla którego przeglądam faktury. Na smyczy nigdy nie był, ma swoją pasję. Nawet po zdradzie zdarza mu się wracać w nocy. Mamy dziecko, które mam wrażenie odtrącił całkowicie.
Zastanawiam się jak wy byście postąpili? Jakieś pomysly?
Dodam, ze nie myślę się wyprowadzać...tu gdzie mieszkam, zamieszka kiedyś mój syn. Tu jest jego dom i mój. Nie będziemy placić za to, że mój facet nie potrafi utrzymać doopy na wodzy...
Z drugiej strony jest mi bardzo ciężko patrzeć na tego obcego faceta.