spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności

20.12.13, 22:50
hello-kitty2 napisała:
>Ochota na seks z jedna i ta sama osoba sie konczy. Kwestia tylko kiedy. Trzeba chyba z >gory zakladac, ze wszystko jest tylko na pewien okres czasu i nie moze trwac wiecznie. Co >zeslal los trzeba bedzie stracic.

Nie tylko Kicia - ostatnio zawisło na forum parę wątków o tym, jak się "wypaliło" w pożyciu. Wiem, że Wojciszke, wiem, że Perel... Ale może by tak w jednym miejscu o pomysłach i sugestiach, jak najdłużej zatrzymać namiętność w długoletnim związku? Dawajcie, jakiś poradnik napiszmy :-) Ja najbardziej cenię osobiste doświadczenia, sprawdzone (u kogoś, nie u wszystkich) i konkretne działania. Ale tak hasłowo i do rozwinięcia:

- Dopasowanie na starcie - "jeśli na początku jest źle, to potem będzie tylko gorzej".
- Dbanie o własną atrakcyjność, niezapuszczanie się fizyczne i intelektualne - pilnowanie wagi i kondycji, niechodzenie w wyciągniętych dresach, podartych gaciach i złachanych nocnych koszulach, z tłustymi włosami, niesiedzenie całymi dniami przed TV albo na jakichś głupich forach ;-) Dbanie o rozwój - czyli?
- Pamiętanie o odrębności dwojga, jako pary. Nie zawsze mama i tata, ale często kobieta i mężczyzna. Umawianie się na randki, wyjazdy tylko we dwoje, podrzucanie dzieciaków na weekendy dziadkom itp. Dotykanie, całowanie, przytulanie w codziennych sytuacjach, budowanie napięcia erotycznego.
- Dbanie o własną odrębność - pielęgnowanie indywidualnych pasji, znajomości i wyjść (bez przegięć), nie zlepianie się z partnerem w jedno na wszystkich możliwych płaszczyznach (choć są i tacy, co zlepieni i im dobrze). Mnie kręcą służbowe rozmowy telefoniczne męża :-)
- Związane trochę z powyższym: niezupełna dostępność, trochę tajemniczości, dystansu, a czasem wręcz obcości.
- "Adoracja dla kobiet i podziw dla mężczyzn". Ona ma się czuć tą zawsze piękną i pożądaną, on tym wspaniałym i niezastąpionym.
- Pamiętanie, że wcześniej niż namiętność wygasa spontan. Czyli może lepiej zaplanować seks w środy i soboty, niż czekać aż się sam wydarzy. Ale przy okazji:
- Opieranie się rutynie. Czy to ma znaczyć pilnowanie, żeby seks nie leciał schematem, czy ogólniejsze wystrzeganie się schematów typu schabowy w każdą niedzielę, każde wakacje z dziećmi na Mazurach?
- Szczypta niepewności, napięcia i zaskoczenia (mnie akurat brak poczucia bezpieczeństwa seksualnie hamuje). Może delikatne wzbudzanie zazdrości?
- Obśmiewana przez co poniektórych rozmowa. Ale w końcu ludzie się zmieniają - zmienia im się odbiór rzeczywistości, zmieniają potrzeby i pragnienia (w tym seksualne). Skąd ma o tym partner wiedzieć, gdy rozmowa dotyczy tylko zakupów albo zebrania u dzieci?

A kiedy nie warto już walczyć, tylko lepiej skupić się na wypracowaniu akceptacji dla tego braku?

Albo czy w ogóle czy jest możliwe, że jeden z partnerów udźwignie sam to dbanie o namiętność przy nikłym wkładzie drugiego, albo całkiem bez niego?

Itp... :-)
    • marek.zak1 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:03
      Bardzo ładnie napisane. Najwiekszą wadą i zagrożeniem małżeństwa jest to, że ludzie traktują drugą osobę, jako ,,zdobytą" i przestają się starać, także o własną atrakcyjność. Jak napisałaś, zapuszczają się fizycznie i i ntelektualnie.
      • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 05:33
        Ciągłe staranie to warunek konieczny. A mnie się marzy poznanie jakichś dostatecznych... :-)
        • mabelle2000 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 13:13
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > Ciągłe staranie to warunek konieczny.

          Do starania dorzucilabym jeszcze wdziecznosc. Za wszystko, za najmniejszy serdeczny gest, za zaangazowanie, za chec pomocy, za uwaznosc, troskliwosc, za czas jaki mi poswieca...oj duzo by sie tego uzbieralo, jesli oczywiscie sie to wszystko dostrzeze i nie zalozy z gory, ze mi sie to nalezy :-)
    • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:12
      zyg_zyg_zyg napisała:

      (...)"niesiedzenie całymi dniami przed TV albo na jakichś głupich forach ;-)"

      Oooo,akurat to forum dobrze robi, bo zaczyna być o forum zazdrosny,,,

      (...)"Pamiętanie o odrębności dwojga, jako pary. Nie zawsze mama i tata, ale często kobieta i mężczyzna(...)"

      Nie dalej jak dziś, warknęłam "nie jestem twoją mamą"...ech...

      No cóż, nieuchronne to jest, nie czarujmy się,ja i tak się pocieszam,że dobrze żarło ponad 10 lat zanim zaczęło zdychać;-)
    • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:22
      Wydaje mi się (i mówię stricte na temat, że jest bardzo istotne wybrać na początku ciało o którym możemy z ręką na sercu mówić partnerce: Jesteś stworzona do miłości. No bo potem z ciałem może być różnie, ale często gorzej po tych 30 latach. Osobowość ma natomiast duży potencjał poprawy z czasem. Jeśli wybierzemy takie ciało i mamy temperament to nie widzę problemu w temacie.
      • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:26
        Podkreślę jeszcze temperament - bo mógł tam umknąć ten moment wyżej - temperament czyli własną zdolność do zachwytu płciowością partnerki/partnera
      • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:31
        loppe napisał:

        > Wydaje mi się (i mówię stricte na temat, że jest bardzo istotne wybrać na począ
        > tku ciało o którym możemy z ręką na sercu mówić partnerce: Jesteś stworzona do
        > miłości. No bo potem z ciałem może być różnie, ale często gorzej po tych 30 lat
        > ach.

        E tam. Ja słyszałam 15 lat temu,że...nie odpuści mi do 8o tki ;-) nawet to mam w którymś z listów ( musi-pijany był, ze szczęścia ;-) A pewne parametry mi się poprawiły, bez operacji plastycznych...

        > Osobowość ma natomiast duży potencjał poprawy z czasem. Jeśli wybierzemy t
        > akie ciało i mamy temperament to nie widzę problemu w temacie.

        Nie za bardzo się zgadzam. Tylko jednostki szlachetnieją, zazwyczaj charakter parszywieje;-)
        • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:37
          Sprawa jest skomplikowana Najmi (znakomity temat Zyg), natomiast mogę powiedzieć że w kręgu w którym się obracam czyli żona i ja, i córka od tygodnia u chłopaka zamieszkała, jesteśmy - zwłaszcza ja - lepsi niż dawniej
          • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:39
            loppe napisał:

            (...)" jesteśmy - zwłaszcza ja - lepsi niż dawniej"

            Znaczy, szlachetniejsi duchowo czy zgoła inaczej?


        • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:40
          Mój pierwszy post odpowiadał na Twój drugi punkt. Ten odpowiada na punkt pierwszy -

          Podkreślę jeszcze temperament - bo mógł tam umknąć ten moment wyżej - temperament czyli własną zdolność do zachwytu płciowością partnerki/partnera
          • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:45
            loppe napisał:

            > Mój pierwszy post odpowiadał na Twój drugi punkt. Ten odpowiada na punkt pierwszy

            Tak jest, zrozumiałam...wypunktowane jak należy;-)
            Ta męska logika:-S
            Oj Loppe, ja tu tak ładnie zagajam a Ty mi usta zamykasz, dobrze, idę spać:-(
            • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 20.12.13, 23:48
              :)

              nie było z mojej strony żadnej intencji pstryczka:)

              radzisz sobie zresztą nie gorzej niż ja, możemy kontynuować
      • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 05:56
        > Jeśli wybierzemy takie ciało i mamy temperament to nie widzę problemu w temacie.

        Czyli takie ciało plus temperament to perpetuum mobile namiętności w związku?
    • yoric Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 00:07
      Fajny wątek.

      Co do rozmowy, jest słusznie obśmiana jako rozwiązanie wystarczające. A to nie jest element wystarczający, ale jest to element konieczny. Ktoś tu niedawno linkował super tekst, żeby regularnie, np. raz na miesiąc, siadać do stołu i robić sobie szczerą rozmowę m.in. o seksie. To był świetny pomysł.

      > Dopasowanie na starcie - "jeśli na początku jest źle, to potem będzie tylko
      > gorzej".

      Jakiś czas temu sformułowałem tutaj taką zasadę, bazując na latach forumowego stażu (a trochę tych lat się nazbierało...) - "jeśli na początku było dobrze, nie daje to żadnej gwarancji, że tak będzie i później; ale jeśli na początku było słabo, to jest to prawie stuprocentowa gwarancja, że potem będzie jeszcze gorzej".
      • avide Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 31.12.13, 01:59
        Yoric, co do "rozmowy"
        Tak z czasem, po odbyciu wielu "rozmów" nie wiem czy w tej sferze to takie dobre rozwiązanie.
        Z pewnością trzeba z rozwagą używać tego "narzędzia" bo słowa mogą czynić spustoszenie w umyśle rozmówcy. Zwłaszcza gdy będąc na innym poziomie inteligencji erotycznej nie bardzo będzie tak do końca rozumiał co się do niego mówi i czego wymaga.
        Rozmowa z osobą czującą klimat to fantastyczna podroż w meandry ludzkiego erotyzmu i seksualności. Ale gdy partner nie bardzo łapie o co chodzi można wyjść na osobnika któremu ciągle coś nie pasuje i ciągle się czepia i szuka dziury w całym gdy w związku jest przecież "ok". Słowem zamiast pomóc słowa więcej zaszkodzą.
        Erotyka to delikatny kwiat a umiejętna rozmowa o niej to jakby nie patrzyć jest sztuka.
        pzdr.
        Avi.
    • bigbadpig Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 03:19
      Świetny temat i świetne sformułowana baza do dyskusji, po takim wstępie może się tu urodzić coś sensownego :P

      Ja dodałbym od siebie z doświadczenia, choć to raczej nie nadaje się do świadomego kontrolowania - dobrze mi wpływa na temperaturę związku kryzys; mamy z żoną złe trymestry, awantury co dwa dni kiedy sąsiedzi przyłączają się tłukąc w kaloryfer; a po nich naprawdę pamiętne wzloty. Raz, kryzys półroczny z padającym słowem "rozwód" i po nim lato miłości. Tego się nie da sztucznie odtworzyć, ale są takie charaktery którym to służy - w kolarstwie to tak zwany "góral". Wolę pocierpieć, a potem jeszcze raz czuć się prawie jak :P zakochany.
      • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 10:54
        Mnie tez temat wydaje sie ciekawy. Problem w tym, ze od wczoraj mysle czy mam jakas rade w temacie i nic. Jedyne co to jak sie dobierze 2 wysokolibidowcow to moze zadzialac na dluzsza mete. Maja bowiem parcie na seks sam w sobie wiec zawsze to jakis staly wewnetrzny bodziec, zeby ten seks miec, ktorego ja np nie mam i chyba w zwiazku z tym nie uprawiam seksu dla seksu tylko dla emocji. Mialam kiedys podobnie jak BigPIg burzliwy zwiazek, tam seks byl zawsze i namietnosc tez przez lata, do konca ale byly tez wszystkie szyby w drzwiach potluczone, morze lez, zdrady, tak sie nie da zyc na dluzsza mete.
        • marek.zak1 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 11:26
          Wysokie libido na dzien dobry jest czynnikiem pozytywnym, bo nawet jeśli zjeżdżasz, to z wysokiej górki.
      • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 18:50
        NIEDOJRZAŁOŚĆ
      • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 05:51
        > Ja dodałbym od siebie z doświadczenia, choć to raczej nie nadaje się do świadom
        > ego kontrolowania - dobrze mi wpływa na temperaturę związku kryzys;

        Kurza stopa, mój mąż się nie kłóci. Nie umie. Raz tylko w ciągu naszego związku podniósł na mnie głos (ale było fajnie :-)). Ale zdarzały mi się kłótnie z poprzednim partnerem i raczej nie jestem charakterem, któremu to służy. Może oboje byliśmy zbyt "urażalscy"?

        A drążąc temat - jak myślisz, dlaczego kryzys Cię tak odświeża? Uświadamia, co jest cennego, bo zagraża utratą tego? Powoduje pojawienie się tej pożądanej obcości? Odkrywa nowe pokłady Waszych możliwości? Da się w ogóle to jakoś świadomie rozpracować?
        • mabelle2000 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 13:03
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > Kurza stopa, mój mąż się nie kłóci. Nie umie. Raz tylko w ciągu naszego związku
          > podniósł na mnie głos (ale było fajnie :-)). Ale zdarzały mi się kłótnie z pop
          > rzednim partnerem i raczej nie jestem charakterem, któremu to służy. Może oboje
          > byliśmy zbyt "urażalscy"?

          Klotni unikam jak ognia, a dochodzenie swoich racji podniesionym glosem to juz w ogole nie lezy w mojej naturze. Uwazam, ze absolutnie wszystko mozna rozwiazac normalna rozmowa, spokojnie, w cztery oczy. Poza tym boje sie, ze w klotni padna slowa, ktore nie tylko rania i upokarzaja, ale potem trudno je jeszcze zapomniec.
          W poprzednim zwiazku moj maz mial sklonnosc do ustawicznego kontrolowania mnie, sprawdzania gdzie jestem, co robie. Jak mi juz puszczaly nerwy i probowalam odizolowac sie chociaz na troche, zeby ocalic resztki niezaleznosci, to wtedy robil sie sympatyczny i przymilny. Nie wiem, pewnie myslal, ze to takie babskie gierki z tym oddalaniem sie, nie odbieraniem jego telefonow itd., ale najwyrazniej go to krecilo.
          Dla mnie to bylo ohydne i niezrozumiale, taka ciagla karuzela, wiec czasem rzeczywiscie powiedzialam cos ostrzejszym tonem. Ale poniewaz, tak jak mowie, nie lezy to w mojej naturze, to zawsze wtedy bylam zla na siebie, ze dalam sie sprowokowac.
          Podsumowujac- nie da sie utrzymac ani zwiazku, ani namietnosci, kiedy jedna osoba rosci sobie prawo wlasnosci do drugiej osoby, nie da sie tez stworzyc spokojnej normalnosci, jesli tylko dla jednej ze stron warunkiem koniecznym jest prowokowanie klotni. No mnie sie to przynajmniej nie udalo.
          • yoric Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 13:49
            To jest kwestia kombinacji temperamentów. Ja mam taką osobowość, że unikam konfliktów (przynajmniej na żywo :)). W pierwszym związku latami nie było sytuacji z podnoszeniem głosu. Związek się rozlazł, a przedtem oczywiście był brak seksu. W drugim związku dziewczyna miała taki dar, że potrafiła mnie do białego szału doprowadzić, ale potem godziliśmy się, a w łóżku było zajebiście. Rozstaliśmy się na pewno nie przez kłótnie, a raczej głębokie różnice charakterów i poglądów. Do dziś nie mam pewności, który model jest lepszy. Zacząłem podejrzewać, że przynajmniej lekka huśtawka emocjonalna w związku może być niezbędna do jego funkcjonowania na dłuższą metę. Chociaż wolałbym, żeby nie.
            • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 15:00
              Zacząłem podejrzewać, że
              > przynajmniej lekka huśtawka emocjonalna w związku może być niezbędna do jego
              > funkcjonowania na dłuższą metę. Chociaż wolałbym, żeby nie.

              To mi się kojarzy z forum :-)
              Wątki, w których wszyscy patrzą i piszą w jednym kierunku, zazwyczaj szybka gasną. Ale te, w których jest tarcie, skrzenie i zgrzytanie, w których często pada o jedno czy dwa słowa za dużo, albo w których co druga osoba rzuca się komuś do gardła ;-) rozwijają się w tasiemce i długo nie są porzucane.

              Nie zdarzyło mi się nigdy prowadzić "dobrych kłótni" w związku - to znaczy nie trafiłam na partnera, który by to potrafił. Jeden niekłótliwy wcale, inny kłótliwy z celem przewodnim takim, żeby mnie dotknąć i trafić tam, gdzie najbardziej boli. Jak tak, to wolę się nie wadzić wcale.
              • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 15:06
                zyg_zyg_zyg napisała:

                > Nie zdarzyło mi się nigdy prowadzić "dobrych kłótni" w związku - to znaczy nie
                > trafiłam na partnera, który by to potrafił. Jeden niekłótliwy wcale, inny kłótl
                > iwy z celem przewodnim takim, żeby mnie dotknąć i trafić tam, gdzie najbardziej
                > boli. Jak tak, to wolę się nie wadzić wcale.

                Czy mnie zawodzi intuicja? Ale gdzies miedzy wierszami czytam, ze wpadlas z deszczu pod rynne. Czy to prawda? Znowu Twoj temperemanet jest wiekszy niz partnera? Mozliwe to?
                • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 15:59
                  Kitty, Ty agencie, mnie też dosięgasz swoimi mackami? :-)

                  Nie jest źle, jak kiedyś było. Seksualnie, bo generalnie nie mam wątpliwości, że to mężczyzna mojego życia i mój najlepszy wybór. Po jego stronie jest dobra wola, gotowość i chętna odpowiedź na moje zaproszenie. Tylko ja nie widzę się w roli prowadzącej i zarządzającej naszym życiem erotycznym. A bez tego średnio wszystko idzie. I fakt - w gorszych chwilach, które się pojawiają czasem, zastanawiają mnie te podobieństwa, które jednak istnieją. Nie podobieństwa mężczyzn, tylko moich myśli, uczuć i reakcji. Nie chcę wpaść w stare koleiny, bo tam to dopiero jest chujowo :-)
                  • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 16:43
                    zyg_zyg_zyg napisała:

                    > Kitty, Ty agencie, mnie też dosięgasz swoimi mackami? :-)

                    :-)

                    > Nie jest źle, jak kiedyś było. Seksualnie, bo generalnie nie mam wątpliwości, ż
                    > e to mężczyzna mojego życia i mój najlepszy wybór. Po jego stronie jest dobra w
                    > ola, gotowość i chętna odpowiedź na moje zaproszenie. Tylko ja nie widzę się w
                    > roli prowadzącej i zarządzającej naszym życiem erotycznym. A bez tego średnio w
                    > szystko idzie. I fakt - w gorszych chwilach, które się pojawiają czasem, zastan
                    > awiają mnie te podobieństwa, które jednak istnieją. Nie podobieństwa mężczyzn,
                    > tylko moich myśli, uczuć i reakcji. Nie chcę wpaść w stare koleiny, bo tam to d
                    > opiero jest chujowo :-)

                    Kiedys mi tlumaczyla jedna starsza babka, ze postep/poprawe w zyciu mozna wykonac ale tylko w jakims %, nigdy nie bedzie to poprawa o 100% czy obrot o 180 stopni. Ona to akurat to odnosila do spieprzonego swojego dziecinstwa. Sama miala do dupy wiec swoim dzieciom chciala dac wiadomo wszystko to czego nie miala. Maja teraz lepiej niz ona ale nie calkowicie tak jakby chciala, nie o 100%. Cos w tym jest. Problemem w 100 % postepie jestesmy my sami. Ale jak wykonalas progres o jakis procent, nazwijmy go 'znacznym' to jest dobrze.

                    Ale co do: "Tylko ja nie widzę się w
                    > roli prowadzącej i zarządzającej naszym życiem erotycznym."
                    to Cie doskonale rozumiem. To tak jakby pewne cechy byly rozdawane wylacznie w pakiecie z innymi. Facet idealny nie istnieje, a szkoda, nie? :)
              • avide Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 31.12.13, 01:49
                Mitologizowanie "kłótni" jako katharsis związku czy zapalnika seksualnego jest moim zdaniem mocno przesadzone. Choć potrafię sobie wyobrazić że istnieją ludzie którzy potrzebują tego by przeżyć głębsze emocje.
                Osobiście podobnie jak Yoric unikam kłótni. W związku nie mam problemu komunikacji i nie potrzebuje się kłócić by w końcu sobie coś wygarnąć a później w ramach przeprosin czule dać upust żądzy. Fakt, że kłótni w moim związku z racji charakteru połowicy raczej nie brakowało (i to takich z pazurkami do krwi na moim ciele ;D) i być może zwyczajnie starzejąc się ;-) jestem nimi już zmęczony.
                Tak czy siak, kłótnia zawsze bardziej mnie spalała niż doładowywała erotycznie.
                • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 31.12.13, 03:16
                  avide napisał:

                  > Mitologizowanie "kłótni" jako katharsis związku czy zapalnika seksualnego jest
                  > moim zdaniem mocno przesadzone. Choć potrafię sobie wyobrazić że istnieją ludzi
                  > e którzy potrzebują tego by przeżyć głębsze emocje.
                  > Osobiście podobnie jak Yoric unikam kłótni. W związku nie mam problemu komunika
                  > cji i nie potrzebuje się kłócić by w końcu sobie coś wygarnąć a później w ramac
                  > h przeprosin czule dać upust żądzy. Fakt, że kłótni w moim związku z racji cha
                  > rakteru połowicy raczej nie brakowało (i to takich z pazurkami do krwi na moim
                  > ciele ;D) i być może zwyczajnie starzejąc się ;-) jestem nimi już zmęczony.
                  > Tak czy siak, kłótnia zawsze bardziej mnie spalała niż doładowywała erotycznie.

                  Avide daj spokoj, przeciez Ty juz dawno sie wylaczyles ze swojego zwiazku. Ani klotnia, ani spokoj, ani seks, ani brak seksu nie ma juz znaczenia. Przynajmniej ja tak Cie odbieram, subiektywnie rzecz jasna.
      • urquhart Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 23.12.13, 03:35
        bigbadpig napisał:
        > ego kontrolowania - dobrze mi wpływa na temperaturę związku kryzys; mamy z żoną
        > złe trymestry, awantury co dwa dni kiedy sąsiedzi przyłączają się tłukąc w kal
        > oryfer; a po nich naprawdę pamiętne wzloty.

        O i to jest rzeczywista nie wydumana komunikacja i prawdziwe "szczere rozmowy"!
    • brak.polskich.liter Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 13:38
      Bardzo zacny wpis zalozycielski.
      Moglabym sie podpisac wszystkimi czterema konczynami pod kazdym z podpunktow.

      > Albo czy w ogóle czy jest możliwe, że jeden z partnerów udźwignie sam to dbanie
      > o namiętność przy nikłym wkładzie drugiego, albo całkiem bez niego?

      Z wlasnego doswiadczenia i obserwacji terenowych odpowiem - nie, nie mozna. Jakis tam lekki rozjazd w poziomach tego dbania oczywiscie moze sobie byc i nie wadzi, ale do tanga trzeba dwojga i calkowite zepchniecie dbania o namietnosc w zwiazku na jednego z partnerow w dluzszym okresie czasu musi skonczyc sie zle. Been there, done that.

      Dawno, dawno temu ktos bardzo fajnie napisal w dyskusji o tematyce pokrewnej do tego watku, ze namietnosc w zwiazku jest iloczynem wkladow obydwojga partnerow. Jesli dbanie o namietnosc w zwiazku spoczywa w calosci na barkach jednego z partnerow, to sytuacja przypomina mnozenie przez zero. Efekt podobny.
      • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 05:31
        > Dawno, dawno temu ktos bardzo fajnie napisal w dyskusji o tematyce pokrewnej do
        > tego watku, ze namietnosc w zwiazku jest iloczynem wkladow obydwojga partnero
        > w.

        Faktycznie, przemawia do mnie to podejście :-) A autorką jego jest Aaandzia. Tylko pytanie, co zrobić, żeby chciało się dorzucać też tej drugiej stronie, jest równie beznadziejne, jak co zrobić, żeby druga strona chciała tyle samo seksu... ;-)

        "Dręczyłam się i cierpiałam całymi latami, zanim zrozumiałam, że
        sama swoim oddaniem i dorzucaniem do wspólnego ogniska niczego nie załatam i nie
        poprawię. Popatrz, teraz ofiarowujesz waszemu związkowi tę "ważną jakość" i co?
        ginie w czarnej dziurze. Wrzucasz i wrzucasz, i marnuje się twój potencjał
        emocjonalny i twoje zasoby energetyczne. A pozytków z tego chyba żadnych. Wiesz
        dlaczego?

        Bo to jak z mnożeniem: jeśli jeden z czynników to zero, to iloczyn też będzie
        zerem. Jeśli jedna strona daje (na danej płaszczyźnie) i druga chociaż
        troszeczkę, to mamy jakiś tam wynik, nie rewelacyjny, ale i nie zero (ty 10, mąż
        2 i już macie 20). Dajesz i dostajesz od waszego związku z powrotem. Energię,
        satysfakcję, miłość. Kiedy dajesz, nawet na maxa, a on nic, to całe twoje zasoby
        idą w cholerę. Frustracja, smutek i wyczerpanie."
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,61518733,61523439,Re_mysli_o_zdradzie.html
        • bigbadpig Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 13:41
          W jakimś filmie usłyszałem taki m niej więcej tekst: "wzbudzać w nim namiętność to było jak ogrzewać zimną skałę siedząc na niej. nie ważne ile będziesz próbować, jedyne co osiągniesz to odmrożona dupa".
          Wiem, że ten tekst nie wnosi już nic więcej niż ta sprytna metafora iloczynu, ale zgrabny jest i zapadł mi w pamięć :P
    • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 13:59
      zyg_zyg_zyg napisała:

      > ostatnio zawisło na forum parę wątków o tym, jak się "wypalił
      > o" w pożyciu. Wiem, że Wojciszke, wiem, że Perel... Ale może by tak w jednym m
      > iejscu o pomysłach i sugestiach, jak najdłużej zatrzymać namiętność w długoletn
      > im związku?

      A ja tak przewrotnie, dodam pytanie pomocnicze...
      Jak w długoletnim związku w założeniu monogamicznym, "przekierować" swoje chucie na stałego partnera...czy to jest możliwe?
      Ja sobie mówię tak" "Kobieto, puchu marny, no bądż człowiekiem, zabij w sobie to zwierzę...A we mnie ta kocica się przeciąga i coś chce, o coś miauczy, a przecież ma pełną miskę, wygodną kanapę, starego kocura i młodego kociaka w domu;-) "

      Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt!

      ps. tak mi coś strzyknęło w szyi,że będę jęczec, ale na pewno nie z rozkoszy;-)
      • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 14:37
        mojemail3 napisała:

        > A ja tak przewrotnie, dodam pytanie pomocnicze...
        > Jak w długoletnim związku w założeniu monogamicznym, "przekierować" swoje chuci
        > e na stałego partnera...czy to jest możliwe?
        > Ja sobie mówię tak" "Kobieto, puchu marny, no bądż człowiekiem, zabij w sobie
        > to zwierzę...A we mnie ta kocica się przeciąga i coś chce, o coś miauczy, a prz
        > ecież ma pełną miskę, wygodną kanapę, starego kocura i młodego kociaka w domu;-
        > ) "

        No wreszcie otworzylas sie :) Odpowiedz: nie da sie :( Tez tak kombinowalam ALE mozesz nasycic zadze przygodnie i Ci powninna z czasem przyklapnac. Zatoczysz kolo i wrocisz do starego kocura i mlodego kociaka. Mi jak bije to takie kolko robie. Widzisz tez, ze tam po zerwaniu sie ze smyczy tak naprawde nic porownywalnie lepszego nie ma wiec latwo jest wrocic na stare smiecie, bo sie takie cieple i mile nagle wydaja. To taka walka miedzy jeszcze resztka mlodosci, a nadchodzaca staroscia, taka walka ciepla z zimnem typu w marcu jak w garncu, kwiecien plecien co przeplata, troche zimy, troche lata, az w piecu wygasnie zupelnie :)
        • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 19:58
          hello-kitty2 napisała:
          > No wreszcie otworzylas sie :) Odpowiedz: nie da sie :( Tez tak kombinowalam ALE
          > mozesz nasycic zadze przygodnie i Ci powninna z czasem przyklapnac. Zatoczysz
          > kolo i wrocisz do starego kocura i mlodego kociaka. Mi jak bije to takie kolko
          > robie.

          E tam otworzyłam, jak zwykle żartobliwa prowokacja;-)
          No nie, ja raczej jestem skłonna działać jak TB, niegrożnie fantazjować,w czyn nie wprowadzać.
          No przecież przysięgałam....

          hello-kitty2 napisała:
          >Widzisz tez, ze tam po zerwaniu sie ze smyczy tak naprawde nic porownywa
          > lnie lepszego nie ma wiec latwo jest wrocic na stare smiecie, bo sie takie ciep
          > le i mile nagle wydaja. To taka walka miedzy jeszcze resztka mlodosci, a nadcho
          > dzaca staroscia, taka walka ciepla z zimnem typu w marcu jak w garncu, kwiecien
          > plecien co przeplata, troche zimy, troche lata, az w piecu wygasnie zupelnie :
          > )

          O tu sensownie, ta "walka między resztką młodości" a nadciągającą smugą cienia...

          No to już na tyle, odpowiadam,bo do mnie było," kruca bomba mało casu" -a pamiętaj Kitty, mamy program "P" na święta ;-)
          • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 20:03
            mojemail3 napisała:

            > No to już na tyle, odpowiadam,bo do mnie było," kruca bomba mało casu" -a pamię
            > taj Kitty, mamy program "P" na święta ;-)

            Ja mam pomagiera, zaraz z lotniska odbieram wiec luz, tez sobie jakiegos obierz. A rybke tez robisz? :)
      • kag73 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 19:55
        > A ja tak przewrotnie, dodam pytanie pomocnicze...
        > Jak w długoletnim związku w założeniu monogamicznym, "przekierować" swoje chuci
        > e na stałego partnera...czy to jest możliwe?

        Jak dla mnie jak do tej pory mozliwe. Mam chcice, maz pod reka...gdzie problem? Dzialal kiedys i sie sprawdzil/nadal sprawdza, wiec dziala i teraz. Ja tam nic nie musze "przekierowywac". Odpukac, w niemalowane, nie wiem co bedzie dalej i jak dlugo, ale moze do wtedy to juz sie zestarzeje i mi chuci zabraknie:)
        Dodam, ze swoje mam za soba, sprobowalam tego i owego(faceta), nie mam wrazenia, ze cos przegapiam.
      • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 05:21
        > Jak w długoletnim związku w założeniu monogamicznym, "przekierować" swoje chuci
        > e na stałego partnera...czy to jest możliwe?
        ...A we mnie ta kocica się przeciąga i coś chce, o coś miauczy, a prz
        > ecież ma pełną miskę, wygodną kanapę, starego kocura i młodego kociaka w domu;- ) "

        Czy to skutek, czy przyczyna? ;-) Kocica ma smaka na coś niedookreślonego przy pełnej misce, czy po prostu jest głodna bo w misce bywa pustawo? A kocur stary ale nie za bardzo jary... ;-)
        Ale masz rację - pytanie o zatrzymanie namiętności to nie tylko pytanie, co robić, żeby partner pożądał jak najdłużej.

        A powiedz, Najmi (jak już czas odzyskasz ;-)), dostrzegasz coś, co u Ciebie definitywnie pomogło temu zdychaniu po ponad dziesięciu latach dobrego żarcia? Coś, na co miałaś albo mieliście wpływ, a co przeoczyliście czy zaniedbaliście? Coś innego niż nieuchronność, upływ czasu, codzienne zmęczenie pracą...
        • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 14:54
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > A powiedz, Najmi (jak już czas odzyskasz ;-)), dostrzegasz coś, co u Ciebie def
          > initywnie pomogło temu zdychaniu po ponad dziesięciu latach dobrego żarcia? Coś
          > , na co miałaś albo mieliście wpływ, a co przeoczyliście czy zaniedbaliście? Co
          > ś innego niż nieuchronność, upływ czasu, codzienne zmęczenie pracą...

          Najmi? Kto to jest Najmi?
          • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 15:02
            > Najmi? Kto to jest Najmi?

            Loppe przypomniał, że tak się kiedyś podpisywała Mojemail.
          • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 15:41
            hello-kitty2 napisała:

            > zyg_zyg_zyg napisała:
            >
            > > A powiedz, Najmi (jak już czas odzyskasz ;-))

            > Najmi? Kto to jest Najmi?

            To ja, miałam taki podpis jak 5 lat temu pisałam na forum( na inne tematy) a jak zaczęto się do mnie zwracać "Moje" to wykasowałam, ale niektórzy są uwazni i mają dobrą pamięc ( Zyg, Loppe)
            W sumie, mąż do mnie mówi " Małe" to tu niech będzie też w rodzaju nijakim "Moje"...
            Miłego popołudnia, miotam się jeszcze, znajomi byli.
            paaaaaaa
            • zawle Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 16:08
              Tak piszecie jakby się trzeba było napracować po łokcie. A co po takim zmęczeniu? Czy nie ze środka te starania mają wynikać? Daję bo jesteś dla mnie ważny/ważna. Co się dzieje że ludzie przestają dawać? Że przestają dla partnera być? Może pierwsze wypala się uczucie? A czyny idą w ślad za nimi? A może widzimy kim są po latach? Albo sami zmieniamy skrypty....dotąd dawałam i było mi z tym dobrze, ale przestałam kochać i mi się nie chce?
              • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 16:27
                Raczej chodzi o przejście z trybu "dzieje się samo i z rozpędu" na tryb włączenia świadomości w proces dawania, bycia i dbania. Na pewno nie o orkę na ugorze i ciężką pracę nad związkiem :-)
              • mabelle2000 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 16:54
                zawle napisała:

                > Tak piszecie jakby się trzeba było napracować po łokcie.

                :-)
                No wlasnie teraz to mam wrazenie, ze nic nie robie :-) Teraz np. nie musze kontrolowac slow, ktore wypowiadam, wczesniej moja szczerosc byla wysmiewana, co strasznie mnie blokowalo. No i teraz bardzo pomaga mi fakt, ze nie ma miedzy nami zaleznosci finansowej, bytowej, mieszkaniowej czy jeszcze jakiejs innej. To co sobie dajemy opiera sie glownie na sferze uczuc, a to wartosc, dla mnie przynajmniej, bezcenna.

                > Albo sami zmieniamy skrypty....dotąd dawałam i było mi z tym dob
                > rze, ale przestałam kochać i mi się nie chce?

                Bardziej prawdziwe od *dawalem i bylo dobrze*, wydaje mi sie stwierdzenie, ze *oboje dawali, ale nie to czego oczekiwala druga strona* :-)
        • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 17:28
          zyg_zyg_zyg napisała:
          > Czy to skutek, czy przyczyna? ;-) Kocica ma smaka na coś niedookreślonego przy
          > pełnej misce, czy po prostu jest głodna bo w misce bywa pustawo? A kocur stary
          > ale nie za bardzo jary... ;-)

          A masz koty? Taki domowy, to zawsze chętny jest coś przekąsić, ale byle czego się nie chwyci, do czegoś pospolitego to nawet do miski nie ma ochoty się pofatygować...
          Mój kot ma drugie imię " Tester" bo testuję na nim, czy jedzenie się nadaje do spożycia;-)


          > A powiedz, Najmi (jak już czas odzyskasz ;-)), dostrzegasz coś, co u Ciebie def
          > initywnie pomogło temu zdychaniu po ponad dziesięciu latach dobrego żarcia? Coś
          > , na co miałaś albo mieliście wpływ, a co przeoczyliście czy zaniedbaliście? Co
          > ś innego niż nieuchronność, upływ czasu, codzienne zmęczenie pracą...

          Dostrzegam, coś pewnie zaniedbaliśmy i przeoczyliśmy, ale były też doświadczenia w jakiś sposób traumatyczne, które nam w dużym stopniu zabrały energię i radość życia.
          Z perspektywy czasu ja to ogarniam i jestem pogodzona,ale nie chciałabym wrócić do tamtych czasów, mimo że przetrwałam w głównej mierze dzięki partnerowi,dzięki temu,że jest jaki jest.

          Co do tych kłótni i pyskówek, nie miewalismy, rzadko głos podnosimy, nigdy nie zwróciłam się niecenzuralnym słowem do partnera,do dziecka też nie.
          Może to niektórych kręci, u mnie byłoby żródłem trwałej niechęci.
          Taki sam efekt daje wyjazd na jakiś czas, można zatęsknić.
          • mabelle2000 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 18:00
            mojemail3 napisała:

            > A masz koty? Taki domowy, to zawsze chętny jest coś przekąsić, ale byle czego s
            > ię nie chwyci, do czegoś pospolitego to nawet do miski nie ma ochoty się pofaty
            > gować...

            To prawda :-)
            Wszystkie futra jakie mialam i mam obecnie bardzo byly w tej kwestii podobne, ale zdecydowana wiekszosc z nich najbardziej jest zainteresowana spektaklem jaki nad zarciem moga odegrac, np sprawic, zebym wstala w srodku nocy i napelnila miche, po czym skubnac tylko odrobine, albo jak patrzec w oczy i wymownie sie oblizywac, tudziez jak defilowac z postawionym ogonem w kierunku puszki z zarciem itd. ;-) One chyba zyja nie dla jedzenia, ale dla odstawianego przy okazji cyrku.
    • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 18:27
      Przyjmijmy na chwilę, że jedna partnerka z jednym partnerem może tylko 1000 zbliżeń przeżyć na najwyższych obrotach...

      Wnioski nasuwają się same...

      1000:liczba lat planowanego bycia razem = liczba stosunków rocznie, gwarantująca utrzymanie namiętności na wysokim poziomie...

      1000 jest nieumotywowany, wolno myśleć o 2000...
      • bigbadpig Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 18:32
        cały twój koncept jest "nieumotywowany"
        • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 18:44
          bigbadpig napisał:

          > cały twój koncept jest "nieumotywowany"

          Rzekł kto? ha ha!!
        • yoric Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 19:02
          > cały twój koncept jest "nieumotywowany"

          ja bym to rozszerzył na całą aktywność tego użytkownika.
          • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 19:09
            yoric napisał:

            > > cały twój koncept jest "nieumotywowany"
            >
            > ja bym to rozszerzył na całą aktywność tego użytkownika.

            Dwóch na jednego i słowa puste a wrogie. Pozostawiam Cię ograniczony Yoricu z Twoją mądrością
          • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 23:21
            Ponieważ zaś kończę posługę na tym forum - zawszeć tak się kończy iż kobieci mnie choć akcetuptujom to jednakże zakompleksieni chłopi jak Yoric i tam jeszcze z 1-2 paru ograniczonych analityków atakaują. Powiem Wam ostatnie słowo kobiety -

            Nie wiążcie się nigdy z takimi obsikańcami jak Yoric
            • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 23:26
              Bo ja mam taki test:)

              Czy chciałbyś być żoną tego faceta?

              Dziewczyny, ja za choooja bym nie wyszedł za Yorica ha ha ha!

              Co innego paru facetów - I mean prawdziwych facetów tutaj- i oni wiedzą...:))
            • mojemail3 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 23:42
              loppe napisał:

              > Ponieważ zaś kończę posługę na tym forum(...)"

              A co to ma znaczyć? Już miałam nic nie pisać do świąt,bo zarobiona jestem...
              A mówią,że to kobiety emocjonalne są...A tu się Kaiser wycofał, urażony atakiem, Loppe się gniewa...Tu trzeba mieć metodę kobiecą, atak wytrzymać, a w odpowiednim momencie działać jak..." Przyczajony tygrys, ukryty smok" ;-) w sposób wyrafinowany i skuteczny...
              A przy okazji, czy w roku Konia związek Tygrysa i Psa miewać się będzie lepiej czy gorzej?
              Pozdrawiam...
              • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 23:50
                mojemail3 napisała:

                > A co to ma znaczyć? Już miałam nic nie pisać do świąt,bo zarobiona jestem...
                > A mówią,że to kobiety emocjonalne są...A tu się Kaiser wycofał, urażony atakiem
                > , Loppe się gniewa...Tu trzeba mieć metodę kobiecą, atak wytrzymać, a w odpowie
                > dnim momencie działać jak..." Przyczajony tygrys, ukryty smok" ;-) w sposób wyr
                > afinowany i skuteczny...

                No nie, babki tam wszystko przetrzymaja, twarde sa, wytrzymale.
              • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 21.12.13, 23:52
                Dziękuję za refleksję

                Ja wrócę, nie jestem jakiś nieodporny, ale trochę minie oczywiście

                Ale teraz najważniejsze jest uratować wolnomyslecielskie rozsadzające wszelkie bariery standardy forum przed narcystycznym kryptochamskim atakiem wąskiej percepcji drobnomieszcańskiej prowieniencji znaku i Y tak dalej
                • kutuzow "drama queen" CD 23.12.13, 18:20
                  loppe napisał:

                  > Ja wrócę, nie jestem jakiś nieodporny, ale trochę minie oczywiście

                  ...jednym słowem "obiecanki cacanki"

                  loppe nie pierwszy raz odstawia tutaj numer z "drama queen", na zasadzie kobiecego: "...ale jestem gruba" (powiedzcie że nie).

                  Bądź męski -obiecałeś, że się pogniewasz, to się pogniewaj niczym mężczyzna, a nie nawet w tym jesteś taki ciapciak niezdecydowany, że znów pod postem "to już ostatni post" piszesz kilka kolejnych jeden pod drugim.
                  • zawle Re: "drama queen" CD 23.12.13, 18:48
                    miło się was czyta panowie..........
                  • loppe nie potraficie Kutozov spowolnić zaniku 23.12.13, 19:41
                    tej tytułowej namiętności, to ni słowa o tym od was w temacie...

                    potraficie tylko jątrzyć...
                    • loppe bo drama queen to Kutozov 23.12.13, 19:43
                      ja pisałem ściśle na temat w tym wątku dopóki się dało...dopóki nie przyszli dwaj wąscy: Y i K
    • mabelle2000 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 22.12.13, 13:47
      Do postu zalozycielskiego zyg_zyg_zyg dodalabym jeszcze nadanie takiej rangi erotyce, zeby stala sie forma sztuki, polem do ciaglego eksperymentowania, rozwijania umiejetnosci, do ciaglych poszukiwan. Zeby naturalna byla ZMIENNOSC, bo wiele mozna stracic krecac nosem, ze sie nie dostalo tego czego sie oczekiwalo, a bardzo duzo zyskac bedac zaskoczonym czyms czego sie zupelnie nie spodziewalo.
    • urquhart Podgrzewanie namiętności - Erotyka wraca do domu 23.12.13, 03:26
      zyg_zyg_zyg napisała:
      > im związku? Dawajcie, jakiś poradnik napiszmy :-) Ja najbardziej cenię osobiste
      > doświadczenia, sprawdzone (u kogoś, nie u wszystkich) i konkretne działania. A
      > le tak hasłowo i do rozwinięcia:

      Niechętnie od siebie bezpośrednio , warto wrócić do kluczowego podsumowania książki Perel : rozdział: Podgrzewanie namiętności - Erotyka wraca do domu
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,104157057,104157057,Inteligencja_erotyczna_Podgrzewanie_namietnosci.html
      • urquhart się chce - nie chce się - pielegnowanie erotyzmu 30.12.13, 02:32
        Odnosząc sie do tekstu Perel z linku, Bawić się , uwodzić , kusić jako cel sam w sobie latami.
        To brzmi bardzo niepoprawnie politycznie , nie?

        Byłem na zakupach u znajomej która otworzyła sklep z markową bielizną, pod ladą ma także duzy wybór gustownych seks zabawek takich w droższym wydaniu z UK nie chińskiej tandety. Mówiła że jej towar nie idzie pod choinkę raczej na inne okazje. I że niestety widzi jak jej klientki na drogą wyszukaną bieliznę to niestety głównie kobiety we wczesnej fazie związku lub szukające faceta. Albo które świeżo go zmieniły na nowego. Im się chce podobać i kusić. Potem to już głównie faceci kupują żonom na prezenty, często niechciane...

        Utrzymać ten stan uwodzenia, przygody, eksperymentowania, utrzymać seks jako przyjemny odkrywczy i kuszący z obu stron... Wspomniani przez Perel swingersi mają łatwiejsza motywację jeśli szykują się na randkę z kimś nowym i nieznajomym, choć pośrednio działa to miedzy nimi na ich wzajemny obraz.
        Chęć pielęgnowanie erotyzmu w związku, Aktywne zaangażowanie i planowanie - w jej przypadku połączyła prywatną pasje z zarabianiem pieniędzy.
        • hello-kitty2 Re: się chce - nie chce się - pielegnowanie eroty 30.12.13, 11:34
          urquhart napisał:

          > Utrzymać ten stan uwodzenia, przygody, eksperymentowania, utrzymać seks jako pr
          > zyjemny odkrywczy i kuszący z obu stron... Wspomniani przez Perel swingersi maj
          > ą łatwiejsza motywację jeśli szykują się na randkę z kimś nowym i nieznajomym,
          > choć pośrednio działa to miedzy nimi na ich wzajemny obraz.
          > Chęć pielęgnowanie erotyzmu w związku, Aktywne zaangażowanie i planowanie - w
          > jej przypadku połączyła prywatną pasje z zarabianiem pieniędzy.

          Kto?
          1. Perel
          2. Wlasciecielka sklepu z bielizna
          3. Swinger(ka)

          Pytam, bo masz racje, tam sa pieniadze. Bardziej mnie kusza niz sam seks :) Chcialabym chociaz raz zaplacic za seks, to tez.
          • urquhart seks surogatka, sex coach? 30.12.13, 16:36
            > Kto?
            > Pytam, bo masz racje, tam sa pieniadze. Bardziej mnie kusza niz sam seks :) Chc
            > ialabym chociaz raz zaplacic za seks, to tez.

            Chodziło mi o właścicielkę sklepu. Ona urządza też raz na jakiś czas wieczory dla klientek z edukatorką seksualną promującą zabawki i otwieranie na fantazje.
            Perel też byłą w Warszawie 2013 to jej wykład kosztował 3000 pln, uchodzi za niezwykle skuteczną ale się ceni :)
            Może z twoją energią, intuicją i widzeniem obu stron barykady, nie wiem jak z otwartością seksualną mogłabyś nieźle zarabiać jako surogatka seksualna czy seks coach na miarę Mare Simone, Padmy Deva czy Marty Niedźwieckiej?

            kobieta.wp.pl/kat,26353,title,Zawod-seksualna-surogatka,wid,11505821,wiadomosc.html
            zwierciadlo.pl/uzytkownicy/marta-niedzwiecka
            www.warsztatymistrzow.pl/glebiej/2013-r/
      • zyg_zyg_zyg Re: Podgrzewanie namiętności - Erotyka wraca do d 31.12.13, 18:12
        > Niechętnie od siebie bezpośrednio

        Wiedziałam, że asekurancko zasłonisz się jakimś linkiem :-) - zresztą trafnym i odnoszącym się do tematu doskonale.

        Może chociaż zdradzisz, jak Ci się udało po latach namówić żonę na gorący wyjazd tylko we dwoje? Chyba że to jedynie przejaw większej zmiany w Tobie, a w związku z tym i w Twoim małżeństwie.
        • hello-kitty2 Re: Podgrzewanie namiętności - Erotyka wraca do d 31.12.13, 18:31
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > Może chociaż zdradzisz, jak Ci się udało po latach namówić żonę na gorący wyjaz
          > d tylko we dwoje? Chyba że to jedynie przejaw większej zmiany w Tobie, a w zwią
          > zku z tym i w Twoim małżeństwie.

          Zdziwilo mnie to pytanie ale mozesz wiesz wiecej niz ja :) A Ty bys sie nie dala namowic na goracy wyjazd tylko we dwoje?
          • zyg_zyg_zyg Re: Podgrzewanie namiętności - Erotyka wraca do d 31.12.13, 19:01
            > A Ty bys sie nie dala namowic na goracy wyjazd tylko we dwoje?

            Pewna nie jestem :-) Ostatnio, kiedy nie było nas we dwoje w domu przez kilka dni (choć to nie był wspólny wypad), mało nie ześwirowałam. Nie wiem, co to była za przedziwna schiza - może hormony ciążowe, może jakaś nagle ujawniona fobia przed lataniem - ale miałam przeczucie graniczące z pewnością, że nie wrócę z tego wyjazdu i że moje dziecko zostanie co najmniej półsierotą. Mam nadzieję, że to jednorazowe przeżycie, bo okropne było wyjątkowo. Choć nie wykluczam, że mnie tak instynkt macierzyński ukarał za chwilowe porzucenie dziecka :-)
            • hello-kitty2 Re: Podgrzewanie namiętności - Erotyka wraca do d 31.12.13, 20:20
              zyg_zyg_zyg napisała:

              > > A Ty bys sie nie dala namowic na goracy wyjazd tylko we dwoje?
              >
              > Pewna nie jestem :-) Ostatnio, kiedy nie było nas we dwoje w domu przez kilka d
              > ni (choć to nie był wspólny wypad), mało nie ześwirowałam. Nie wiem, co to była
              > za przedziwna schiza - może hormony ciążowe, może jakaś nagle ujawniona fobia
              > przed lataniem - ale miałam przeczucie graniczące z pewnością, że nie wrócę z t
              > ego wyjazdu i że moje dziecko zostanie co najmniej półsierotą. Mam nadzieję, że
              > to jednorazowe przeżycie, bo okropne było wyjątkowo. Choć nie wykluczam, że mn
              > ie tak instynkt macierzyński ukarał za chwilowe porzucenie dziecka :-)

              A byly jakies przeslanki, ze mozesz nie wrocic, cos sie stalo? Czy tak calkowicie irracjonalnie? A to Ty jestes 'swiezo upieczona mama'? Ja myslalam, ze Ty juz masz dwoje w miare odchowanych dzieci. Ja to jestem przygotowana nawet na swoja smierc :) tez na smierc oboja nas, mamy wszystko spisane u notariusza, syn w pelni zabezpieczony (tu trzeba wszystko podac dotyczace opieki i finasowania osieroconego dziecka, bo tu nie ma domow dziecka). Moze o to chodzi?
              ps mam nadzieje, ze Cie nie nastraszylam, mowie tak jak jest.
    • avide Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 31.12.13, 01:38
      Cześć Zyg

      To co napisałaś w poście pierwszym oczywiście można rozwijać w nieskończoność.
      Myślę, że ujęłaś sedno i zastosowanie tych podpunktów daje gwarancje szczęśliwego pożycia. Problem jest gdzie indziej.
      Moim zdaniem najważniejsze jest tak naprawdę w ostatnim zdaniu.

      Szukamy rozwiązania problemu pod tytułem: "jest mi w łóżku z partnerem/ką nie fajnie bo .... (tutaj wstawić indywidualny problem) i chce to zmienić"

      Problem polega na tym by osiągnąć to o czym myślisz Zyg, tj. trwała satysfakcja z pożycia seksualno-erotycznego w związku musi się spotkać dwoje ludzi którzy maja ten sam cel. Oni OBOJE tego chcą.
      Jeden x 0 = 0. AMEN. Matematyka to nauka ścisła.
      Dlatego problemem jest zaangażowanie obojga partnerów, którzy maja tą samą świadomość (a) co się dzieje ze sferą erotyczną związku w czasie, (b) jaki to ma wpływ na pozostałe sfery związku i że można (lub nawet należny) temu przeciwdziałać. W przeciwnym razie z dwojga kochających ludzi których połączyła namiętność i pożądanie dzień po dniu nie wiadomo kiedy staną się lepiej lub gorzej funkcjonująca firmą pod tytułem małżeństwo/dom/rodzina ale nie będą już kochankami. Co najwyżej odbędą od czasu do czasu akt o znamionach seksualnych ;-).
      Uświadomienie sobie pierwszych dwóch problemów to początek poszukiwania wiedzy na temat tego jak temu przeciwdziałać.
      Etap kolejny to jej (c) wdrażanie w życie (czasami wcale niełatwy gdyż wymaga to niewątpliwie wysiłku)
      Etap ostatni to (d) świadome i systematyczne podtrzymywanie zaleceń.
      Dla mnie to trochę jak z dietą. Chwilowe wdrożenie da efekt na chwilę. Jak tylko odpuścimy czar pryska. I tak w kółko. Byłaś kiedyś na diecie ? ;-))).

      I teraz Zyg jeżeli nie przekonasz partnera do co najmniej równego zaangażowania w tym temacie prędzej czy później polegniesz. I polegnie każdy inny.
      Żeby to na dłuższą metę zadziałało musi przypominać taki związek dwojga pasjonatów tematyki taki np. ... uwaga .... związek takich dwojga uczestników naszego forum. I to aktywnych forumowiczów.
      Libido jak wiemy faluje. Matka natura średnio to poukładała pomiędzy mężczyzną i kobietą. Ale mając obustronnie wiedzę tu zdobytą będzie zrozumienie problemu przez obie strony i nawet jak chwilowo siły witalne będą mniejsze, wiedzą i właśnie inteligencją erotyczną załata się braki. Bo jak chuć rozpiera to żadna magiczna wiedza nie jest potrzebna, trza się zwyczajnie pieprzyć i rżnąć ile tchu ;-))).

      Podsumowując.
      Moje zdanie jest takie że cała wiedza tutaj (oraz na podstawie książek typu Perel etc.) zdobyta jest fantastyczna ale jeżeli jest to wiedza jednostronna można ją potraktować co najwyżej jako hobby bo na wiele w związku się nie zda bez pełnego zaangażowania drugiej strony.
      Paradoks polega na tym że gdyby tą wiedzę zdobywały obie strony podejrzewam że na 99 % byłyby to osoby wysoko-erotyczne a to byłoby wartością samą w sobie.
      Większość problemów uczestników forum i ludzi mających problemy w temacie polega głównie na kontraście nisko-wysoko erotyczności oraz nisko-wysoko libidowości między partnerami.

      To taka moja refleksja oparta o kilka lat doświadczenia na forum oraz wiedzy książkowej i zastosowań praktycznych dotyczących tzw. inteligencji erotycznej.
      pzdr.
      Avi.
      • hello-kitty2 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 31.12.13, 03:02
        avide napisał:

        > Żeby to na dłuższą metę zadziałało musi przypominać taki związek dwojga pasjona
        > tów tematyki taki np. ... uwaga .... związek takich dwojga uczestników naszego
        > forum. I to aktywnych forumowiczów.

        Tak mowisz? To moze zaczac od zaproszenia partnerki/partnera do aktywnego uczestnictwa na forum, hehe, ciekawe czy ktoras/ktorys by sie zdecydowal? Watpie tez, zebys sam tego chcial :)
      • zyg_zyg_zyg Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 31.12.13, 18:08

        > Szukamy rozwiązania problemu pod tytułem: "jest mi w łóżku z partnerem/ką nie f
        > ajnie bo .... (tutaj wstawić indywidualny problem) i chce to zmienić"

        Czołem Avi, miło Cię znów widzieć :-)

        Akurat w tym wątku chodzi mi o sytuację, kiedy jest fajnie. I o pielęgnowanie tego fajnie, właśnie żeby się nie za szybko zmieniło. Nie pytam, co zrobić, kiedy jedna ze stron mniej lub bardziej nagle robi zwrot o 180 stopni i przestaje być zainteresowana seksem. Albo kiedy nie jest spełniony warunek mówiący o początkowym wzajemnym dopasowaniu. W poprzednim związku bezskutecznie szukałam rozwiązania problemu, który sformułowałeś powyżej. Przekonałam się, że przy braku deklaracji „chcę to zmienić” drugiej strony jest on nierozwiązywalny. Pytam o powolne wygasanie namiętności, w zasadzie niezauważalne z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. Związane z codziennością, rutyną, monotonią, przyzwyczajeniem, koleiną. To tylko jeden – i wcale nie ten główny ;-) - z ciekawiących mnie tematów może z pożytkiem dla mojego małżeństwa.

        Podoba mi się Twój algorytm rozpisany na podpunkty :-) To jest takie rozwinięcie tematu, na jakie również liczyłam zakładając wątek.

        Nie chcę być koniem pociągowym (kobyłą pociągową ;-)) seksu w moim małżeństwie. Mierzi mnie myśl, że miałabym brać całkowitą odpowiedzialność za wdrażanie i utrzymywanie punktów c) i d) ;-) Ale siedzenie głębiej niż partner w a) i b) nie jest już takie straszne. Tu mogę ciągnąć... ;-)

        Nie wiem, czy żeby uprawiać miłość długo i szczęśliwie, konieczna jest ta sama fascynacja tematyką - w sensie takiego samego zamiłowania do mentalnej obróbki seksu (to według mnie charakteryzuje uczestników tego forum ;-)). Ja akurat tego potrzebuję, ale mam to poza związkiem i nie widzę w tym nic niewłaściwego. Według mnie ważniejsza jest chęć współpracy i chęć podjęcia współodpowiedzialności przez obie strony, nawet jeśli różni je poziom wiedzy teoretycznej na temat seksu i łatwość w gadaniu o nim.

        A tak poza wszystkim – co u Ciebie? Ojcostwo odsunęło trochę Twoje myśli od BSwM? Uciekasz w nie jakoś?
    • karolajna83g Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 31.12.13, 21:40
      "Dotykanie, całowanie, przytulanie w codziennych sytuacjach, budowanie napięcia erotycznego."

      U mnie w zwiazku tego NIE MA. Czy ja w ogóle jestem w związku?
      • marek.zak1 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 31.12.13, 22:27
        Nie :(. Współlokatorstwo to nie związek.
        • karolajna83g Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 01.01.14, 21:48
          Tez tak myslalam :(
        • bigbadpig Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 08.01.14, 03:08
          Nie daj się ponieść swojemu pędowi do unifikacji, nie wszyscy są tacy jak Ty. Jak się nad tym zastanowisz to na pewno to wiesz. Niektórzy nie okazują sobie czułości na co dzień, co nie znaczy, że nie uprawiają seksu i nie tworzą związku. Oczywiście osobną sprawą jest czy obu stronom to odpowiada. Ja w każdym razie znam mężczyzn, którzy na wyjeździe ze swoją kobietą niemal nie dają poznać, że są parą (nie wiem jak jest za zamkniętymi drzwiami ale kilkudniowy wyjazd daje jako taki obraz). Tak, współlokatorstwo to nie związek, ale to co je różni jest znacznie poważniejsze niż fizyczne oznaki czułości. Ty się oczywiście w ten sposób przechwalasz jaki to jesteś czuły i kochający, natomiast nic nie czyni Twoich zachowań jedynym właściwym modelem znamionującym związek.
          • marek.zak1 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 08.01.14, 09:36
            Tu masz rację. Gra pozorów jest nierzadko i z różnych względów,stsosowana żeby pokazać, jak jest fajnie.
    • gomory Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 01.01.14, 12:06
      > Albo czy w ogóle czy jest możliwe, że jeden z partnerów udźwignie sam to dbanie o namiętność przy nikłym wkładzie drugiego, albo całkiem bez niego?

      Według mnie nie.
      Tym niemniej skoro natura dała nam tak różne potrzeby psychiczne i fizyczne, to musiała również dać mechanizmy umożliwiające ich zaspokajanie. To chyba oczywiste.
      Granice przychodzą mi do głowy trzy: obowiązujące prawo, szlabany rozstawione przez partnera i barierki które sami sobie ustawiliśmy.
      Jeśli ktoś czuje się ograniczany w swojej seksualności, to patrząc na te 3 aspekty, chyba łatwo wykombinować które zapory najłatwiej (co nie znaczy, że łatwo) się forsuje.
      Bez obaw, mamcia natura nie zostawiła nas bez instrumentów radzenia sobie z trudami życia. Najwyżej możemy nie chcieć z nich skorzystać bo...
      ...bo zajebiście jest powylewać żale.
      To dostarcza czasem emocji lepszych niż tantryczne ruchanie duszy ;).
    • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 05.01.14, 17:45
      Wydaje mi się, że jeśli kochamy bardziej niż na początku związku to tak potężne uczucie działa chroniąco na namiętność, jej zanikanie wcale nie musi być takie nieuchronne. W tym celu oboje partnerzy po prostu rozwijają się z czasem jako human beings i coraz bardziej kochają siebie na wzajem.
      • marek.zak1 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 05.01.14, 18:22
        Ja się bardzo rozwinąłem (wiem to od żony) jako human being, ale gdybym nie uprawaił niemal codziennie sportu, moja żona kochałaby mnie własnie jako human being, ale raczej nie jako faceta do seksu.
        • loppe Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 05.01.14, 18:43
          Pomijając na chwilę rolę sportu w profilaktyce zanikania namiętności:),
          mój rozwój na przykład sprawiał że chciałem z czasem iść głębiej
          nie szerzej...
          Poznawać, zachwycać się tą jedną...
        • zawle Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 08.01.14, 09:43
          marek.zak1 napisał:

          > Ja się bardzo rozwinąłem (wiem to od żony) jako human being, ale gdybym nie upr
          > awaił niemal codziennie sportu, moja żona kochałaby mnie własnie jako human bei
          > ng, ale raczej nie jako faceta do seksu.

          Czyli Ty swojej żony nie pożądasz, bo ona raczej sportu nie uprawia? Czy też założyłeś sobie że ta zasada dotyczy tylko facetów?
          • marek.zak1 Re: spowolnić nieuchronne zanikanie namiętności 08.01.14, 10:38
            Moja żona ćwiczy i ma ładna figurę. Bez pożądania nie byłoby SwM a z tym jest OK :). Ta zasada powinna obowiazywać wszystkich, ale wiadomo, jak jest.
            • jesod Ale wiadomo jak jest 08.01.14, 12:34
              marek.zak1 napisał:
              > , ale wiadomo, jak jest.

              Jest strasznie
              Szczególnie gdy światło zgaśnie
              Fałdy, fałdy, fałdeczki
              Trudno trafić do dupeczki
              • marek.zak1 Re: Ale wiadomo jak jest 08.01.14, 13:28
                Nie bądź taka samokrytyczna. Na pewno nie jest tak źle.
                • jesod Re: Ale wiadomo jak jest 08.01.14, 14:26
                  marek.zak1 napisał:
                  > Nie bądź taka samokrytyczna.

                  Jesteś taki przekonany, że to była samokrytyka? :)
                  Wyraźnie mnie prowokujesz, a przy tym jesteś jednak mało delikatny w obcowaniu z kobietą...
                  Udajesz, że nie wiesz o co chodzi, albo... że zrozumiałeś to zupełnie inaczej - to Twój stały zabieg i myk, wtedy, gdy Tobie to odpowiada.

                  marek.zak1 napisał:
                  > Na pewno nie jest tak źle.

                  Myślisz, że coś Ci napiszę na ten temat?
                  Chyba nie jestem na targu, a może... jednak jestem? :)
                  • marek.zak1 Re: Ale wiadomo jak jest 08.01.14, 15:12
                    Sama zaczełaś :).
                    • jesod Re: Ale wiadomo jak jest 08.01.14, 23:26
                      marek.zak1 napisał:
                      > Sama zaczełaś :).

                      Nie Marek, to nie ja zaczęłam, ale Ty. :)
                      Jesteś nieobiektywny.
                      Wypisujesz jakieś swoje przekonania o zasadzie, która powinna obowiązywać wszystkich, a potem z poczuciem wyższości, z pozycji " jestem lepszy od innych" z pogardą piszesz: "ale wiadomo, jak jest".
                      W odpowiedzi na to, moja rymowanka, była ironiczna i prześmiewcza do Twojego podsumowania, ale utrzymana w jego tonie.
                      • marek.zak1 Re: Ale wiadomo jak jest 09.01.14, 09:05
                        Jesod, za dużo winka?

                        To mój post:

                        ,,Moja żona ćwiczy i ma ładna figurę. Bez pożądania nie byłoby SwM a z tym jest OK :). Ta zasada powinna obowiazywać wszystkich, ale wiadomo, jak jest."

                        Wiadomo jak jest, bo według wszelkich badań statystycznych sport uprawia mniej niż 10% populacji Polaków.
                        Gdzie tu widzisz poczucie wyższości? To są twarde fakty.
                        • jesod Re: Ale wiadomo jak jest 09.01.14, 11:02
                          marek.zak1 napisał:
                          > Jesod, za dużo winka?

                          Chyba raczej za dużo cierpliwości do rozmowy z Tobą, w nadziei, że może zrozumiesz jeszcze inny punkt widzenia, albo dotrze do Ciebie, że mogą być różne aspekty tej samej sprawy.

                          A tak, a propos.... Uważasz, że to forum/targ jest alkoholowe i wchodzą tutaj wszyscy na bani lub na lekkim rauszu?
                          Dobrze by było, gdybyś przestał mierzyć wszystko i wszystkich swoją miarką.

                          marek.zak1 napisał:
                          > Wiadomo jak jest, bo według wszelkich badań statystycznych sport uprawia mniej
                          > niż 10% populacji Polaków.
                          > Gdzie tu widzisz poczucie wyższości? To są twarde fakty.

                          Twarde to są Twoje słowa i to bardzo często, bo jak zauważyłam, masz jednak problem i to chyba niejeden, choć usiłujesz przedstawić siebie w wybranym świetle, ale... tak niestety nie jest.

                          To, że 10 % populacji Polaków uprawia sport - to tylko statystyka. Czy ma ona jakieś odniesienie, w postaci takich samych badań statystycznych do kwestii pożądania oraz jakości seksu w związkach?
                          Twoja zaznaczona wyższość w tej sprawie to stwierdzenie, że wszyscy powinni ćwiczyć (tak jak Ty i Twoja żona) wtedy będą mieli ładną figurę oraz pożądanie i seks. Moim zdaniem to nieco zbyt mało do tej szczęśliwości...
                          A z kolei podsumowanie "wiadomo jak jest" daje wyraźną sugestię, że sami sobie winni i mają to na co zasługują. Po prostu są palantami i tak jak Ty (pięknie, prawidłowo, pracowicie i rozsądnie) nie postępują w swoim życiu - nie potrafią nim ani kierować, ani zarządzać by mieć sylwetkę,figurę i dzięki temu pożądanie i dobry seks, a przy okazji radość życia i poczucie szczęścia.

                          Pewnych rzeczy, Mareczku, wcale nie trzeba pisać wprost by dało się wyciągnąć właściwy wniosek, albo odczucie/przekaz co , tak naprawdę, w trawie piszczy.




                          • marek.zak1 Re: Ale wiadomo jak jest 09.01.14, 11:19
                            Odpowiem tak. Dbanie o sylwetkę powinno być o bowiazkiem w stosunku do siebie - swojego zdrowia, ale także w stosunku do partnera. Zapuszczanie się jest w stosunku do partnera postawą nie fair.
                            Zarzucanie mi postaw wyzszości, nazywanie innych palantami to wytwór wyłącznie Twojej wyobrażni i zupełnie fałszywej interpretacji.
                            Ładna figura nie zapewni szczęśćia ani ani seksu ale zapuszczenie się jest prosta drogą do BSwM.
                            • zawle Re: Ale wiadomo jak jest 09.01.14, 13:36
                              Dawno, dawno temu, za górami, za lasami było sobie pewne królestwo. To było Szczególne Królestwo. Szczególne-bo malutkie. Szczególne-bo wymyślone. Szczególne-bo znajdowało się wewnątrz wielu innych Prawdziwych Królestw. Wiecie jak to się zaczęło? Ano tak....
                              Był sobie chłopak i dziewczyna. Mieszkali niedaleko siebie, na tej samej ulicy. Dziewczyna była całkiem zwyczajna, ale kiedyś wydarzył w jednym z Prawdziwych Królestw mały wypadek ( nie będę wdawała się szczegóły, żeby nie zaszkodzić reputacji znanego osobnika z innego królestwa) i na skutek błędu Ela została zaczarowana. Tak skutecznie i takim czarem, że jawiła się Markowi jako cud-miód-dziewczyna. Tylko Markowi- ale o tym cicho sza. Rozpowszechnianie pewnych informacji mogą zepsuć humor innym ludziom.
                              Tak więc gdybyście spytali Marka, kto ma najładniejsze uszy to bez wahania odpowiedziałby Ela. Gdybyście spytali kto ma najładniejszą figurę zaraz zakrzyknąłby Ela. Usilnie uprasza się niegrzecznych chłopców do niezadawania pytań w stylu: kto ma najbardziej rzadkie włosy, bo Marek mógłby bez zastanowienia krzyknąć Ela i wtedy być może ( gdyby się zorientował) skoczyłby z roweru na głowę, a to naprawdę boli.
                              Wracając do tematu....Marek był tak zakochany że chciał mieć Elę na własność. Ela była jeszcze młoda i nie chciała być niczyją własnością co powodowało u Marka przykre bóle didymis ( to oznacza bliźniaków- nie musicie mówić nic więcej dzieciom do lat 3 z uwagi na ich rozwój, drugie znaczenie możecie podać dzieciom od lat 3 bez tłumaczenia- pośmiejecie się razem).
                              Musicie mi wybaczyć że tak schodzę z tematu, ale jestem blondynką.
                              Wracając do Marka.....
                              Marek bardzo pragnął mieć Elę. Niestety czar działał tylko w jedną stronę i Marek bał się że nie jest dla Eli zbyt dobry, bo ona dla niego była najlepsza we wszystkim ( tu grożę niegrzecznym chłopakom). Tak więc długo myślał, długo myślał, długo myślał, długo myślał, długo myślał...no dobra, bo wyjdzie na to że miał rację. No i wymyślił że podaruje Eli całe królestwo. Zaraz wam odpowiem czemu całe. Wiem że całego się nikomu nie daję, tylko pół. Cicho....bo nie powiem.
                              No więc całe, dlatego że to było Szczególne, Wymyślone Markowe Królestwo i Marek miał prawo być szczodry. Do tego nie było mowy o zabijaniu jakiegokolwiek smoka. No może i w Marka głowie jawiły się jakieś smoki w postaci adoratorów Eli, ale to efekt Niepożądanych Skutków Ubocznych. Każdy czar takie ma, każdy lek i wszystko co przyjemne. Tak to już zostało uporządkowane, ale nie będę opowiadać Drugiej Bajki w Pierwszej Bajce, jak to się stało z Markowym Wymyślonym Królestwem.
                              Wracając do Marka.....zaproponował Eli swoją rękę i całe królestwo. Ela żyła w smutnym świecie. Oczywiście znała bajk i bo była przedszkolanką, ale w jej królestwie żadne bajki się nigdy nie urzeczywistniały, więc bez wielkiego zastanowienia się zgodziła.
                              Marek miał jeszcze wiele Trudnych Spraw do załatwienia, ale ze wszystkimi sobie poradził doskonale ( ciągle działały na niego niepożądane skutki uboczne czarów, co powodowało że nie zauważyłby nawet gdyby mu coś nie wyszło). Np....jak już wspomniałam Ela była przedszkolanką. Więc Marek zrobił jej w domu przedszkole robiąc jej trzy małe dziewczynki. Nie musiał za nie nawet płacić, tylko często całował Elę i z oddechem (specjalnie nie napisałam śliną, bo to mogłoby odbić się czkawką na młodym człowieku i taki mały urgu opowiadałby potem historie o nadopiekuńczych matkach i kobietach które wzbudzają pożądanie i obrzydzenie, strach i chęć dania w pysk, itd- przypisek do rodziców). Więc....i z oddechem ten czar trochę wszedł w Elę, tak że była podatna i wydało jej się że tego właśnie chce. Drugi przykład? Może ten...jak już dzieci były duże i poszły w świat ( z nimi się nie całował, więc ich nie zakaził), to Marek wmówił Eli podprogowo że ich suczka jest zaczarowaną księżniczką. A że Marek był w tym królestwie Królem, Ela Królową to no wiecie, Ela jakby zaadoptowała sunię jako swoją córkę, bo zapomniałam o tym napisać, ale Ela kochała wszystkie dzieci. I te z krótkimi nóżkami i rączkami ( tak, Marek prowadził o suni bloga żeby ciągle przemycać do umysłu Eli fałszywe treści), i te upośledzone umysłowo. No dajcie spokój z tymi przykładami Markowego radzenia sobie z Trudnymi Sprawami, bo wyjdzie na to że jest to ważniejsze niż sama bajka. Dobra, jesli chcecie to macie wybór...dokończę bajkę, albo opowiem o jednej Trudnej Sprawie. Tak, będziecie sobie zadać pytanie i ja na nie odpowiem. Jedno pytanie. Wolicie pytanie, zamiast zakończenia bajki? Nudzi was ona? Skoro tak to dobrze...zadajcie pytanie. No czegóż mogłam się spodziewać? Więc pytanie brzmi skąd Marek brał pieniądze na finansowanie swojej krainy? Marek pracował. Nie chce się wam dalej tego słuchać? To nie. A miałam wam zdradzić co zrobił Marek gdy już powoli opuszczały go siły od tego ciągłego uprawiania seksu z Elą, od znoszenia kaca spowodowanego Niepożądanymi Skutkami Ubocznymi Czarów. Teraz zainteresowani? Teraz to mnie w nos pocałujcie. nie. nie. nie. No dobra.....ponieważ nie daliście mi dokończyć bajki powiem wam...jeździł dużo na rowerze w kółko. I wymyślił że na stare lata będzie ich utrzymywać sunia. Blogiem. A jak nie da rady, to zostanie fashionistką.
                              • marek.zak1 Re: Ale wiadomo jak jest 09.01.14, 14:19
                                Zawle, Jestem wzruszony. Bajka o mnie. Przeciez każdy egocentryk marzy o tym, żeby o nim pisano i mówiono i wreszcie ten dzień nadszedł. Przypominam 9.01.2014 roku. Dzięki, dzięki , dzięki Zawle. W tej bajce jest sama prawda. Moim celem jest, żeby Sowa, zaczarowana księżniczka, mnie utrzymywała. Wiem, to się nie stanie od razu, ale z czasem, czemu nie?
                                fashionista (chyba) nie zostanę, bo nie wiem, kto to.
                                Jeszcze raz dzięki. dzisiaj jest mój wielki dzień i to Ty jesteś tego przyczyną. Pełna euforia.
                              • jesod Zamiast bajki 09.01.14, 22:14
                                zawle napisała:
                                > Wolicie pytanie, zamiast zakończenia bajki? Nudzi was ona?

                                Nudzi i to baaaaardzo... Porządne i ciekawe bajki mają wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Niosą ze sobą jakieś przesłanie, naukę i morał. No i kończą się dobrze - ku pokrzepieniu serc.
                                A tutaj mamy gorzko-cyniczne, niby śmieszno-wesołe, ze sparaliżowanym przymrużeniem oka postękiwania na temat Marka. Bez ładu i składu. Ale... z wyraźnie zaznaczoną pełną czarą goryczy i przekonanie w wybawienie przez jednego z największych przyjaciół człowieka.
                                • marek.zak1 Re: Zamiast bajki 09.01.14, 22:30
                                  A mnie się bajka Zawle podoba. Jest w niej dowcip, zgryźliwość i puenta. Już Sowie powiedzialem, że ma na mnie pracować. Jak kocha musi zapieprzać. Ja to robię od lat :)
                                  • jesod Re: Zamiast bajki 09.01.14, 22:44
                                    marek.zak1 napisał:
                                    > A mnie się bajka Zawle podoba.

                                    Wcale mnie nie zaskoczyłeś.
                                    W związku z tym, że wcześniej potwierdziłeś swoją, uprawianą już od dawna w czasie i w przestrzeni, autoprezentację: "Przeciez każdy egocentryk marzy o tym, żeby o nim pisano i mówiono i wreszcie ten dzień nadszedł" - nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

                                    marek.zak1 napisał:
                                    > Jest w niej dowcip, zgryźliwość i puenta.

                                    Dowcipu w niej nie widzę za wiele, raczej usilne na niego silenie się.
                                    Zgryźliwość... Nie mogę jakoś za bardzo jej dostrzec. Mam zupełnie inne skojarzenia w tym względzie.
                                    A puenta? Chyba dla psa... Żeby wiedział, że nie ma nic za darmo.
                                    • zawle Re: Zamiast bajki 09.01.14, 22:55
                                      jesod napisała: > Zgryźliwość... Nie mogę jakoś za bardzo jej dostrzec.

                                      Ty tu jesteś mistrzynią o Pani:)))
                                      • jesod Re: Zamiast bajki 09.01.14, 23:05
                                        zawle napisała:
                                        > jesod napisała: > Zgryźliwość... Nie mogę jakoś za bardzo jej dostrzec.
                                        >
                                        > Ty tu jesteś mistrzynią o Pani:)))

                                        Wiem o tym. To moja broń kobieca. :)
                                        • zawle Re: Zamiast bajki 10.01.14, 10:13
                                          jesod napisała:
                                          > Wiem o tym. To moja broń kobieca. :)

                                          W mojej ocenie się przetrenowałaś.
                                          • jesod W mojej ocenie 10.01.14, 11:08
                                            zawle napisała:
                                            > jesod napisała:
                                            > > Wiem o tym. To moja broń kobieca. :)
                                            >
                                            > W mojej ocenie się przetrenowałaś.

                                            Twoja ocena jednak dla mnie nie ma żadnego znaczenia, między innymi dlatego, że i tak nie jest obiektywna.
                                            Natomiast, jeśli tak bardzo domagasz się bym ja to zaczęła robić... To proszę bardzo.
                                            Chociaż... specjalnie na to akurat nie chce mi się tracić czasu.
                                            • zawle Re: W mojej ocenie 10.01.14, 11:24
                                              jesod napisała:> Natomiast, jeśli tak bardzo domagasz się bym ja to zaczęła robić... To proszę b
                                              > ardzo.
                                              > Chociaż... specjalnie na to akurat nie chce mi się tracić czasu.

                                              To następna "kobieca" broń? Cieszę się więc że nie jestem facetem, bo nie muszę na takie egzemplarze "kobiet" trafiać.
                                              • jesod Re: W mojej ocenie 10.01.14, 12:03
                                                zawle napisała:
                                                > To następna "kobieca" broń?

                                                Ah, zapomniałam wcześniej dodać, że tamta, to była broń tajna, o ile tak mi się uważnie przyglądasz...

                                                zawle napisała:
                                                > Cieszę się więc że nie jestem facetem

                                                :))))) Zbyt męskie są Twoje przekazy bym zechciała w to uwierzyć.

                                                zawle napisała:
                                                > Cieszę się więc że nie jestem facetem, bo nie muszę na takie egzemplarze "kobiet" trafiać.

                                                Bardzo się starasz, by być przykra(y), ale... niestety, nie udaje Ci się, ponieważ właśnie to ja patrzę na Ciebie jak na egzemplarz (czytaj: okaz). Przyznam, że jestem zdumiona.
                                                A jeśli chodzi o mnie, to nie muszę być egzemplarzem spełniającym oczekiwania byle kogo.
                                                • zawle Re: W mojej ocenie 10.01.14, 12:09
                                                  jesod napisała:> Ah, zapomniałam wcześniej dodać, że tamta, to była broń tajna, o ile tak mi się
                                                  > uważnie przyglądasz...

                                                  To tajemnica Poliszynela, nie tajna bron. Jesteś TYLKO złośliwa, nic więcej nie piszesz poza krytykowaniem innych.

                                                  > Bardzo się starasz, by być przykra(y), ale... niestety, nie udaje Ci się, ponie
                                                  > waż właśnie to ja patrzę na Ciebie jak na egzemplarz (czytaj: okaz). Przyznam,
                                                  > że jestem zdumiona.

                                                  Nie muszę się strać, bycie przykrą mam w swojej naturze. I jak już wcześniej napisałam wiem o tym i nie udaję niewiniątka.Lubię być OKAZEM, wolę to niż nijakość i bylejakość
                                                  • jesod Re: W mojej ocenie 10.01.14, 12:34
                                                    zawle napisała:
                                                    > Jesteś TYLKO złośliwa, nic więcej nie piszesz z poza krytykowaniem innych.

                                                    Powiedzmy, że uczę się tu dzielnie i jak widać, po reakcji, z efektami. Mam przecież od kogo. Taka klasa specjalistów od złośliwości, że trudno przejść obojętnie...
                                                    A jak jesteś ślepa i trudno Ci dostrzec co piszę, to wybacz, ale to nie mój problem.
                                                    Nie bądź taka zapatrzona(y) w siebie to zobaczysz więcej.

                                                    zawle napisała:
                                                    > Nie muszę się strać, bycie przykrą mam w swojej naturze.

                                                    Och, jak siebie delikatnie traktujesz. Wręcz dopieszczasz... Coś trąci nawet rozgrzeszeniem. Ktoś kto jest przykry z natury, jak Ty to nazywasz, jest jednocześnie również złośliwy z natury.

                                                    zawle napisała:
                                                    > Lubię być OKAZEM, wolę to niż nijakość i bylejakość

                                                    No i jesteś!!!
                                                    Co wcale nie oznacza ani klasy jakości, ani tym bardziej czegoś dobrego.
                                                  • zawle Re: W mojej ocenie 10.01.14, 12:39
                                                    jesod napisała: > Powiedzmy, że uczę się tu dzielnie i jak widać, po reakcji, z efektami. Mam prz
                                                    > ecież od kogo. Taka klasa specjalistów od złośliwości, że trudno przejść obojęt
                                                    > nie...
                                                    > A jak jesteś ślepa i trudno Ci dostrzec co piszę, to wybacz, ale to nie mój pr
                                                    > oblem.
                                                    > Nie bądź taka zapatrzona(y) w siebie to zobaczysz więcej.

                                                    Nie możliwe. Taka super kobieta to z całą pewnością jest ponad to. Jestem ślepa. Nie wolno się wyśmiewać ze ślepych..to niekobiece.
                                                  • jesod Re: W mojej ocenie 10.01.14, 18:03
                                                    zawle napisała:
                                                    > Nie możliwe.

                                                    Co jest niemożliwe?

                                                    zawle napisała:
                                                    > Taka super kobieta to z całą pewnością jest ponad to.

                                                    Po raz kolejny udowadniasz to, co już wcześniej w ramach samokrytyki (albo radosnego obwieszczenia światu) napisałaś:
                                                    "Nie muszę się strać, bycie przykrą mam w swojej naturze."(zawle)

                                                    Rzeczywiście.
                                                    Potwierdzam.
                                                    Różnica między nami jest jednak taka, że Ty masz to z natury, a ja z przymusu i wyboru.

                                                    zawle napisała:
                                                    > Jestem ślepa.

                                                    O czym Ty piszesz???
                                                    Czyżbyś naprawdę nie zrozumiała tego co napisałam? Nie wierzę. Taka MĄDRA I DOŚWIADCZONA KOBIETA....
                                                    W kontekście, w którym mi odpisałaś może być informacja, ale w tym przypadku zupełnie nie na temat.
                                                    Ciągnąc jednak dalej ten klimat, chcę powiedzieć, iż równie dobrze możesz rozmawiać z kimś chorym na serce, nowotwór lub mającym innego rodzaju problemy zdrowotne, więc nie wyrywaj się z tą swoją przykrością z natury i nie młóć nią jak cepem. Po drugiej stronie też jest człowiek, a nie pustka.

                                                    zawle napisała:
                                                    > Nie wolno się wyśmiewać ze ślepych..to niekobiece.

                                                    Co tym razem usiłujesz bezczelnie mi wmówić?
                                                • mojemail3 Re: W mojej ocenie 10.01.14, 12:12
                                                  jesod napisała:

                                                  (...)"A jeśli chodzi o mnie, to nie muszę być egzemplarzem spełniającym oczekiwania byle kogo (...)"

                                                  Jasne, lepiej "sobie a muzom"...
                                                  Ja się przy Tobie Jesod, przy Twej "ultra kobiecej" postawie czuję jak prosty chłop od pługa oderwany;-)
                                                  • jesod Re: W mojej ocenie 10.01.14, 12:20
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Ja się przy Tobie Jesod, przy Twej "ultra kobiecej" postawie czuję jak prosty c
                                                    > hłop od pługa oderwany;-)

                                                    No i bardzo dobrze! Tak trzymaj!
                                                    W końcu, by oderwać prostego chłopa od pługa trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje.
                                                  • mojemail3 Re: W mojej ocenie 10.01.14, 12:22
                                                    jesod napisała:

                                                    > No i bardzo dobrze! Tak trzymaj!
                                                    > W końcu, by oderwać prostego chłopa od pługa trzeba mieć jakieś specjalne pred
                                                    > yspozycje.

                                                    Akurat mam, te predyspozycje, a nawet na to papiery;-)
                                      • marek.zak1 Sowa do pracy 10.01.14, 08:43
                                        To już się stało.

                                        zakbajka.blog.onet.pl/2014/01/10/mam-wiecej-pracowac/
Pełna wersja