zyg_zyg_zyg
20.12.13, 22:50
hello-kitty2 napisała:
>Ochota na seks z jedna i ta sama osoba sie konczy. Kwestia tylko kiedy. Trzeba chyba z >gory zakladac, ze wszystko jest tylko na pewien okres czasu i nie moze trwac wiecznie. Co >zeslal los trzeba bedzie stracic.
Nie tylko Kicia - ostatnio zawisło na forum parę wątków o tym, jak się "wypaliło" w pożyciu. Wiem, że Wojciszke, wiem, że Perel... Ale może by tak w jednym miejscu o pomysłach i sugestiach, jak najdłużej zatrzymać namiętność w długoletnim związku? Dawajcie, jakiś poradnik napiszmy :-) Ja najbardziej cenię osobiste doświadczenia, sprawdzone (u kogoś, nie u wszystkich) i konkretne działania. Ale tak hasłowo i do rozwinięcia:
- Dopasowanie na starcie - "jeśli na początku jest źle, to potem będzie tylko gorzej".
- Dbanie o własną atrakcyjność, niezapuszczanie się fizyczne i intelektualne - pilnowanie wagi i kondycji, niechodzenie w wyciągniętych dresach, podartych gaciach i złachanych nocnych koszulach, z tłustymi włosami, niesiedzenie całymi dniami przed TV albo na jakichś głupich forach ;-) Dbanie o rozwój - czyli?
- Pamiętanie o odrębności dwojga, jako pary. Nie zawsze mama i tata, ale często kobieta i mężczyzna. Umawianie się na randki, wyjazdy tylko we dwoje, podrzucanie dzieciaków na weekendy dziadkom itp. Dotykanie, całowanie, przytulanie w codziennych sytuacjach, budowanie napięcia erotycznego.
- Dbanie o własną odrębność - pielęgnowanie indywidualnych pasji, znajomości i wyjść (bez przegięć), nie zlepianie się z partnerem w jedno na wszystkich możliwych płaszczyznach (choć są i tacy, co zlepieni i im dobrze). Mnie kręcą służbowe rozmowy telefoniczne męża :-)
- Związane trochę z powyższym: niezupełna dostępność, trochę tajemniczości, dystansu, a czasem wręcz obcości.
- "Adoracja dla kobiet i podziw dla mężczyzn". Ona ma się czuć tą zawsze piękną i pożądaną, on tym wspaniałym i niezastąpionym.
- Pamiętanie, że wcześniej niż namiętność wygasa spontan. Czyli może lepiej zaplanować seks w środy i soboty, niż czekać aż się sam wydarzy. Ale przy okazji:
- Opieranie się rutynie. Czy to ma znaczyć pilnowanie, żeby seks nie leciał schematem, czy ogólniejsze wystrzeganie się schematów typu schabowy w każdą niedzielę, każde wakacje z dziećmi na Mazurach?
- Szczypta niepewności, napięcia i zaskoczenia (mnie akurat brak poczucia bezpieczeństwa seksualnie hamuje). Może delikatne wzbudzanie zazdrości?
- Obśmiewana przez co poniektórych rozmowa. Ale w końcu ludzie się zmieniają - zmienia im się odbiór rzeczywistości, zmieniają potrzeby i pragnienia (w tym seksualne). Skąd ma o tym partner wiedzieć, gdy rozmowa dotyczy tylko zakupów albo zebrania u dzieci?
A kiedy nie warto już walczyć, tylko lepiej skupić się na wypracowaniu akceptacji dla tego braku?
Albo czy w ogóle czy jest możliwe, że jeden z partnerów udźwignie sam to dbanie o namiętność przy nikłym wkładzie drugiego, albo całkiem bez niego?
Itp... :-)