Dodaj do ulubionych

Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie.

19.03.14, 09:52

Witam , pozwolę sobie po krótce napisać co i jak.
Jesteśmy w związku od 6 lat i tak naprawdę nie mam na co narzekać ja ją kocham ona myślę że mnie też .Jednak moim i wyłacznie moim problemem jest rzadkość współżycia , próbowałem już wielu rzeczy , rozmowa włączając wytłumaczenie jak ja się z tym czuję , próbę zmiany sposobu w jaki dochodzi do seksu tj. starałem się robić t czego ona oczekiwała , rozmowa z psychologiem niestety jesdnorazowa bo jak to stwierdziła moja pani nie ma potrzeby na większą ilość spotkań, ostatnią rzeczą jaką spróbowałem był kompletny brak zainteresowania z mojej strony no i podziałało ale niestety bardzo krótkofalowo.

Seks w 99% wychodzi z mojej inicjatywy ona twierdzi że nie potrafi na domiar złego mam często poczucie że robi to z przymusu a to mnie odpycha ( brak jej zaangazowania , lezy i czeka) .
Sytuacja ta trwa od jakiś 4 lat najpierw myslalem ze to przez dziecko , ciąże ale czas leci a tu nic sie nie zmienia . Niestety doprowadza to do konfnliktów ponieważ moje zachowanie tez sie zmienia jestem chłodny nie przytulam jej i ogólnie unikam sytuacji bliskości.
Nie potrafię tego rozgraniczyc dla mnie bliskość zawsze była związana również z seksem wiec czesto dochodzilo do spięc kiedy ja miałem ochotę na coś a ona nie, skonczylo sie tak ze ja przestałem się przytulac itp. ale tez nie mam oczekiwan jesli chodzi o seks a dzieki temu brak tez jest konfliktow.
Zdaje sobie sprawę że to nie jest rozwiązanie problemu ale naprawdę już brak mi pomysłów nadmienie że jestem przystojnym fecetem myslę ze dla niej atrakcyjnym ona dla mnie rowniez. Ja mam 30 a ona 27 wiec wiek tez nie jest tu problemem.
Prosze o jakies wskazowki.
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:03
      Założyciel tego forum będąc w takiej jak Twoja sytuacji najpierw bodaj zaczął "po prostu ją brać", żonę, ale to takie sobie rozwiązanie, bo po pierwsze boli Cię tak samo niechęć Partnerki do seksu z Tobą, jak brak seksu, a po drugie takie rozwiązanie trąci gwałtem małżeńskim. No więc w następnym kroku on się rozwiódł, jeśli dobrze pamiętam.

      Proponuję żebyś powiedział żonie, że chcesz się czuć kochany, a seks jest ważnym wyrazem miłości. Następnie, jeśli to nie pomoże to... ja już nie wiem:)
      • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:14
        no niestety ale nie pomogło rozmawiałem z nia na ten temat i bardziej szczerym być nie mogłem , doskonale wie jak to na mnie wpływa jak się z tym czuje ale jakoś nie robi to wiekszej różnicy. Mrukiem nie jestem i wychodzę z założęnia ze rozmowa i zrozumienie potrzeb drugiej osoby jest kluczem do rozwiązania problemów .
        • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:23
          Pomyśl czy zrobiłeś wiele by rozkochać w sobie Partnerkę. Jeśli zrobiłeś co w Twojej mocy, a Ona nie chce wiele robić by dać Ci seks małżeński, to co jeszcze możesz zrobić?

          Technicznie biorąc, należałoby przede wszystkim prawidłowo zdiagnozować przyczynę seksualnej niemocy Partnerki. Bo od tego zależy metoda kuracji. Może to nie jest brak miłości do Ciebie mimo Twoich, założonych tu na tę chwilę, starań? No ale Ona jak piszesz nie jest zainteresowana diagnozą. I nic Ci nie powiedziała, dlaczego tak jest z tym seksem?? mimo że rozmawialiście?? Bo nie napisałeś nic o jej stanowisku werbalnym.
          • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:29
            Racja , nie napisałem jej stanowisko jest nastepujące nie mam takich potrzeb jej seks raz w miesiacu wystarcza i nie widzi w tym problemu mowi ze postara sie nad tym popracowac ale jak przychodzi co do czego to nie widac zmian a nawet staran o ktorych mowila . Rozmowa z nia na ten temat jest trudna mowi ze nie lubi tematu nie wie dlaczego tak sie zachowuje , nikt jej nie skrzywdzil w przeszlosci bo to tez wykluczylem.
            • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 10:32
              dimmur11 napisał(a):

              > Racja , nie napisałem jej stanowisko jest nastepujące nie mam takich potrzeb je
              > j seks raz w miesiacu wystarcza i nie widzi w tym problemu mowi ze postara sie
              > nad tym popracowac ale jak przychodzi co do czego to nie widac zmian a nawet st
              > aran o ktorych mowila . Rozmowa z nia na ten temat jest trudna mowi ze nie lubi
              > tematu nie wie dlaczego tak sie zachowuje , nikt jej nie skrzywdzil w przeszlo
              > sci bo to tez wykluczylem.

              To teraz - z braku jej autodiagnozy oraz jej niechęci do zostania zdiagnozowaną przez specjalistę - być może kobiety pomogą Ci tu jakoś, wniknąć w psyche żony...
              • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:13
                oppe napisał:

                > dimmur11 napisał(a):
                >
                > > Racja , nie napisałem jej stanowisko jest nastepujące nie mam takich potr
                > zeb jej seks raz w miesiacu wystarcza i nie widzi w tym problemu mowi ze postar
                > a sie nad tym popracowac ale jak przychodzi co do czego to nie widac zmian a na
                > wet staran o ktorych mowila

                I zapewne jest w tym szczera. Nie pojęcia co mogłaby zrobić dla siebie, swojej seksualności, dla związku - choć naprawdę by chciała. A z drugiej strony nie jest w stanie zmuszać się do seksu - zwłaszcza, że ty wtedy także to wyczuwasz - więc to rozwiązanie do niczego z punktu widzenia was obojga nie prowadzi.
                Zapewne - postrzegając swoją seksualność przez pryzmat tego co wie o seksie bardzo obawia się, że jest z nią coś nie tak. Oboje się tego obawiacie, skoro zastanawialiście się także nad opcją, że w przeszłości mogła być skrzywdzona itp.
                • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 12:53
                  Tak dokadnie jak piszesz ,nie wiem naprawde jak wybrnac z tej sytuacji i co jeszcze moge zrobic.
                  W kwesti pelnego zrozumienia nie nieuwazam sie za jakiegos alfe i omege jesli chodzi o seks , bazuje na szczerej rozmowie z partnerka jesli mowi ze jest jej ze mna swietnie to jej wierze bo nie mam powodów do innego myslenia. Oczywiscie nie zawsze i to tez mi mowi (jesli np zdarzy sie ze nie ma orgazmu albo nie jest do konca zadowolona) wiec prowadzimy na ten temat rozmowy( prowadzilismy) teraz to spada na dalszy plan bo zaczelo mnie glownie to irytowac i jak pisalem wczesniej prowadzi do konfliktow.

                  Jakies pomysly jak zaczac czy co zrobic , nie prosze o rozwiazanie sytuacji bo wiem ze to skomplikowana sytuacja ale o jakies pomysly co ewentualnie moge sprobowac zrobic bo sam juz wykorzystalem wszystkie ktore mi przyszly do glowy.
    • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:04
      Jak rozumiem: przez pierwsze dwa lata związku nie było problemów. Potem ciąża i pojawienie się dziecka wpłynęły na to, że seksu było mniej. Jednak minęły już cztery lata i nie tylko nic się nie zmieniło, ale jest wręcz gorzej. Bark płaszczyzny seksualnej w związku jest dla ciebie frustrujący. Uwierz mi na słowo, że dla twojej żony na pewno też.
      Zazwyczaj działa to tak: w początkowej intensywnej fazie związku działa to co zwyczajowo określamy jako "hormony". Gotowość kobiety do aktywności seksualnej, jej poczucie własnej atrakcyjności dla partnera, chęć sprawiania partnerowi przyjemności, obopólny stan zakochania - wszystko to wpływa na to, że seksu jest dużo i jest on satysfakcjonujący.
      Jeśli w tej fazie kobieta zostanie rozbudzona seksualnie i para nauczy się prowadzić życie seksualne w taki sposób, aby oboje partnerów odczuwało seksualne zaspokojenie - problemy zazwyczaj nie występują.
      Jednak najczęściej jest tak, że gdy faza "hormonów" mija, okazuje się, że kobieta nie odczuwa satysfakcji seksualnej (w przeciwieństwie do emocjonalnej, oraz zaspokojenia potrzeb takich jak bycie kochaną, pożądaną, potrzeby bliskości), w przeciwieństwie do mężczyzny (który uważa życie seksualne za satysfakcjonujące także na poziomie odczuwanej przyjemności). Długo by pisać czemu tak jest, generalnie wpływają na to uwarunkowania kulturowe: brak wiedzy o kobiecej seksualności, powszechne postrzeganie seksu przez pryzmat seksualności męskiej. Przy takich uwarunkowaniach para zazwyczaj ma niewielkie szanse na to, aby nauczyć się satysfakcjonującego dla obojga seksu.
      Kobieta gdy nie odczuwa satysfakcji seksualnej (a zazwyczaj kobietom wmawia się, że zaczną ja w pełni odczuwać, gdy założą stały związek, urodzą dziecko itp. - dlatego są one skłonne "oczekiwać" - że z czasem ich przyjemności się po prostu pojawi) - zaczyna się z seksu powoli wycofywać. Stopniowo seks staje się dla niej frustrujący, gdyż pomimo seksualnego pobudzenia, nie dochodzi do zaspokojenia.
      Na to wszystko zazwyczaj nakłada się ciąża, połóg, okres karmienia - które wcale sytuacji nie poprawiają i są wtedy dodatkowymi czynnikami obniżającymi kobiece libido - najczęściej do zera.
      Po okresie połogu część kobiet godzi się na seks (dla dobra związku, z miłości do partnera), kompletnie nie będąc na ten seks przygotowana. To kolejna pułapka - gdyż zaczynają wtedy postrzegać partnera jako seksualnego agresora, i ich brak ochoty na seks przeradza się w awersję do seksu. A kobieta zaczyna sądzić, że mężczyzna traktuje ją przedmiotowo.
      Mężczyźni wtedy z kolei wpadają w inną pułapkę - zaczynają sądzić, że kobieta zwabiła ich na seks, że nimi manipuluje, że jest nieczuła, że ma gdzieś ich potrzeby, frustrację.
      Do tego większość kobiet obawia się szczerej rozmowy z partnerem (nie odczuwam satysfakcji seksualnej i dlatego unikam współżycia, ani się do niego nie garnę). Przyczyny są dwie - po pierwsze większość kobiet nie wie dlaczego tak jest i bardzo się obawiają, że jest coś z nimi nie tak. Po drugie - bardzo boją się reakcji partnera (poniekąd słusznie, biorąc pod uwagę, że w znanych mi przypadkach, w których kobiety zdecydowały się na szczerość, spotkały się z oskarżeniami, że dotąd "kłamały", czasem też z bardzo upokarzającym porównywaniem do innych kobiet, które nie mają problemów seksualnych lub też ich partnerzy czuli się przytłoczeni prawdą, wycofywali się z z seksu, uważali, że partnerka oskarża ich złośliwe o seksualną nieudolność).

      Im dłużej to trwa, tym lista zarzutów, pretensji i podejrzeń się wydłuża. Oczywiście wpływa to na całą relację, partnerzy zaczynają się odnosić do siebie wrogo, zanikają uczucia pozytywne. Zanika bliskość.

      Pytanie jak wybrnąć z tej pułapki?
      Pierwsza sprawa - trzeba zlikwidować nieufność w związku, nawiązać na nowo bliskość. Co wiąże się ze szczera rozmową, gotowością do zaakceptowania prawdy drugiej strony i nie traktowania jej jako osobistej obrazy. Mężczyźni na prawdę potrafią reagować egoncentrycznie i gdy partnerka przyznaje się do braku seksualnej satysfakcji - staje się to problemem mężczyzny i jego zranionego ego, a nie wyzwaniem dla pary.

      Trudno też mieć satysfakcjonujący seks z osobą, której obecność powoduje, że odrzuca nas na drugi koniec pokoju, czy łóżka. Bez nawiązania bliskości i zbudowania na nowo zaufania nic z tego nie wyjdzie.

      Druga - trzeba rozbudzić seksualnie kobietę, wziąć też na klatę, że nie osiąga ona orgazmów przy stosunku, albo, że w ogóle trudno jest jej osiągnąć przyjemność lub orgazm - i wspólnie uczyć się jak to można zmienić. Gdy seks stanie się satysfakcjonujący także dla niej - problem BSM zniknie.

      Jeśli jesteś zainteresowany jak pomóc żonie nauczyć się jej seksualności i czerpać z seksu radość - mogę podać ci parę pomysłów, które się jak dotąd sprawdzają.

      Pozdrawiam,
      • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:17
        twojabogini napisała: Stopniowo seks staje się dla niej frustrujący, gdyż pomimo seksualnego pobudzenia, nie dochodzi do zaspokojenia.

        Właśnie. Niedawno nie osiągnąłem orgazmu będąc pod wpływem środka opóźniającego orgazm męski i... było przeżycie frustracji. Polecam panom to doświadczenie by znacznie pełniej zrozumieć Partnerki.
      • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:18
        Dzieki , jasne że chetnie spróbuje czegokolwiek co może pomóc . Pragnę tylko sprostować ze wzgledu na to iż moja pani nie ma takiego libido jak ja , zawsze priorytetem jest zaspokojenie jej potrzeb mysle że podejście jak do sterotypowego faceta (egocentryka) który nie bardzo się tym interesuje , zakłada ze to samo przyjdzie nie jest właściwe.
        Ja dbam o jej stysfakcje seksualną i jak ona mowi jak już dojdzie do seksu to jest super ale problemem jest aby do niego doszło .
        Nie mam problemu z akceptacja swych niedoskonałości często wprowadzałem nowe rzeczy które po rozmowie z nia wiedziałm że pozwalają jej przeżywać orgazm intensywniej.Dbam o to aby było to dla niej coś czego chce .
        Mam nadzieję ze mimo to masz dla mnie jakieś wskazówki .
        • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:22
          "Ja dbam o jej stysfakcje seksualną i jak ona mowi jak już dojdzie do seksu to jest super ale problemem jest aby do niego doszło ."

          No trzeba było to już wcześniej napisać, bo widzisz Bogini słusznie założyła że super nie jest gdy dochodzi do seksu. Twój przypadek jest niewątpliwie skomplikowany. Tzn. czy skomplikowany. Skoro jest super a rzadko, to od razu prosi się hipoteza chorobliwej obawy przed ciążą...
            • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 11:27
              dimmur11 napisał(a):

              > przykro mi ale starm sie opisac w miare wszytko ale pewnie musialbym ksiazke na
              > pisac.

              Oj, troszkę to świadczy o braku wczucia się w sytuację, empatii, jeśli nie dzielimy się swoim zdumieniem wielkim paradoksem - żonie jest świetnie w łóżku, ale nie chce do łóżka...
                • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:31
                  loppe napisał:

                  > - żonie jest świetnie w łóżku, ale nie chce do łóżka...
                  > Bo to na tym polega niezwykłość Waszej sytuacji...

                  Na tym polega zasadniczy problem. Żonie nie wypada przyznać, że nie jest jej świetnie w łóżku, bo:
                  - obawia się, że coś jest nie tak z jej seksualnością i z nią samą,
                  - jest przeświadczona, że inne kobiety nie mają takich problemów,
                  - nie wie jak wybrnąć z tego, że do tej pory twierdziła, że jest jej świetnie,
                  - obawia się zarzutu o to, że wcześniej okłamywała partnera,
                  - obawia się, że mąż ją odrzuci - jako niepełnowartościową kochankę,
                  - obawia się, że straci męża.
                  Dodatkowym czynnikiem hamującym jest to, że ona nie ma zapewne pojęcia, co mogliby oboje zrobić, żeby ona mogła mieć satysfakcję. Bo gdyby mogła po prostu powiedzieć - bardziej w lewo, trochę głębiej i będzie mi lepiej - pewnie by się przyznała. Ale takiej recepty nie zna.
                  Więc co miałaby powiedzieć:
                  "Nie odczuwam satysfakcji w łóżku. Jestem tym sfrustrowana, rozczarowana do tego stopnia, że moje libido zaczęło wysiadać i najchętniej pominęłabym seks w swoim życiu jako źródło ogromnej frustracji. Obawiam się, że coś jest ze mną nie tak, no bo wszystko czego do tej pory próbowałam nie zadziałało. Z tego co wiem inne kobiety tak nie mają, potrafią się cieszyć seksem i mają pewnie z 10 orgazmów na stosunek. Czy będziesz mnie taką kochał?"
                  Gdyby miała być szczera, zapewne tak by to brzmiało. Gdyby wiedziała, że mąż zareaguje empatią, współczuciem, że nie potraktuje jej jak ósmego cudu świata, dziwadła, wybrakowanej kobiety, nie obrazi się...Może i by się przyznała...
                  Gdyby wiedziała, że nie jest z nią nic nie w porządku, że po prostu musi odnaleźć swoją seksualność i oboje muszą się jej wspólnie nauczyć, gdyby wiedziała, że jej mąż będzie gotowy poświęcić jej czas, uwagę - może to wpłynęłoby na jej decyzje o szczerym wyznaniu prawdy.

                  Nie piszę o żonie z tego konkretnego przypadku - piszę o żonach, które spotkałam do tej pory i które taki problem miały. Mężowie tych żon byli przekonani, że zaspokajają swoje kobiety, że mają one orgazm przy stosunku, jeśli nie zawsze, to często - bo byli w tym przez żony utwierdzani.

                  Jest to na tyle częsty przypadek, że w zasadzie jest chyba najczęstszą przyczyną BSM. Jest to na tyle częsty przypadek, że ewolucjoniści uznali, że kobiety nie są w stanie stale osiągać satysfakcji seksualnej, a seks służy im jedynie do prokreacji i przyciągnięcia oraz usidlenia partnera, a po akcie prokreacji libido kobiety spada do zera, bo koncentruje się ona na potomstwie.

                  Jest to wierutną bzdurą. Wystarczy aby kobieta i jej stały partner skupili się na kobiecym aspekcie seksualności, poznali go - i kobieta okazuje się osoba równie seksualną jak jej mąż.

                  Niektórzy zrzucają na niskolibidowość, tak jakby libido było jakąś cechą fizyczna czy stałą. śmieszne, że jako niskolibidowe określa się także kobiety, które w okresie narzeczeństwa lubiły seks, inicjowały go i nie ustępowały w niczym królicom. To też jak rozumiem był przejaw niskiego libido?

                  Libido to coś co nie jest dane raz na zawsze - w niektórych latach byłam królową seksu, w innych śpiącą królewną. Tak samo jak wiele kobiet - i mężczyzn.
                  • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:42
                    Masz rzecz jasna rację, że zawsze istnieje ewentualność nieprawdziwej, nieotwartej prezentacji własnych przeżyć w związku drugiej stronie. No i dodajmy, autopoznanie może też szwankować - no tu już nie mówimy raczej akurat o orgazmie bo ten jak jest to jest, ale szerzej - wtedy szczera prezentacja może być po prostu mylna.

                    Teraz rozszerzając dyskusję - rozważmy możliwość, że żona jest kobietą fatalną, która z jakiegoś powodu odmawia seksu Partnerowi by go ranić i kontrolować... Ale to tylko luźna sugestia, nie związana z opisem Autora, a tylko mająca zgodnie z jego życzeniem strzelać w mroku i poszerzać perspektywę...
                    • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:22
                      loppe napisał:

                      > Teraz rozszerzając dyskusję - rozważmy możliwość, że żona jest kobietą fatalną,
                      > która z jakiegoś powodu odmawia seksu Partnerowi by go ranić i kontrolować...

                      Kobieta fatalna, to kobieta, która opętuje mężczyzn seksem i potem rozpętaną chuć wykorzystuje - a nie upokarza brakiem seksu :) Więc z kobietą fatalną na pewno nie mamy do czynienia w tym przypadku.

                      Kobietę, która celowo rani partnera (i siebie), niszczy swój związek, chce pozbawić dziecko ojca, uwielbia seks, ale dręczy partnera jego brakiem - i wszystko to z wyrachowania dla nieznanych celów - włóż między bajki. Opisu takiego przypadku nie znajdziesz nawet w literaturze science-fiction.
                    • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:56
                      loppe napisał:

                      > PS. radbym usłyszeć że są kobiety, dla których orgazm nie jest warunkiem koniec
                      > znym satysfakcji z bliskości, czytałem kiedyś że jednak są takie...

                      To nie zmienia faktu, ze i tak seks lubia i im daje przyjemnosc. Gorzej jak ktoras ma zero przyjemnosci. Moge mowic za siebie: orgazmu zawsze miec nie musze i tak moze mi sie podobac, ale nie wyobrazam sobie, zebym nie miala/nie miewala go NIGDY!
                      • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:17
                        > loppe napisał:

                        > > PS. radbym usłyszeć że są kobiety, dla których orgazm nie jest warunkiem
                        > koniecznym satysfakcji z bliskości, czytałem kiedyś że jednak są takie...

                        Tak są. Są to kobiety zakochane - te na początku związków. Jest sporo pieszczot, adoracji, chemii, to i czasem przy głaskaniu tu i ówdzie orgazm się trafi. I są stosunki, które są fajne, ale orgazmu nie dają, co w niczym nie przeszkadza. Na dłuższą metę robi się to jednak wkurwiające. Dlatego tego rodzaju problemu ujawniają się najczęściej dopiero wtedy gdy para jest już w zaawansowanym związku, z kotami, dziećmi i kredytami.

                        Są też kobiety, które chętnie skupią się na zaspokojeniu partnera, pomijając własny orgazm - to kobiety, które wiedzą, że mogą liczyć na wzajemność.

                        kag73 napisała:
                        > To nie zmienia faktu, ze i tak seks lubia i im daje przyjemnosc. Gorzej jak kto
                        > ras ma zero przyjemnosci. Moge mowic za siebie: orgazmu zawsze miec nie musze i
                        > tak moze mi sie podobac, ale nie wyobrazam sobie, zebym nie miala/nie miewala
                        > go NIGDY!

                        A ja mam na przykład tak, że byle orgazm wynikający np. z pomasowania łechtaczki po prostu mnie denerwuje. Jestem wtedy jeszcze bardziej sfrustrowana, niż gdybym w ogóle niczego nie zaczynała. Nawalałbym talerzami, zachowywała się jak wiedźma, masakra.

                        A z drugiej strony sprawia mi przyjemność seks w którym skupię się wyłącznie na partnerze, czerpiąc przyjemność z dawania i gdy nie osiągam pełni satysfakcji, mega przyjemności fizycznej. I tak ma większość kobiet - dlatego nawet przez kilka lat są one w stanie czerpać przyjemność z seksu, który nie przynosi im satysfakcji seksualnej. Jeśli jeszcze wspomagają się autoerotycznie - mogą dać radę (i dają) i paręnaście lat.
                        W pewnym momencie dochodzi jednak do kumulacji - no bo ile można znosić seksualną frustrację. Jedne kobiety wycofują się wtedy z seksu, inne zaczynają wyżywać na partnerze.
                        Jedne obwiniają siebie, inne sądzą, że trafił im się mąż do dupy. Te pierwsze są zostawiane, te drugie zostawiają.
                        Jeśli wiem, że mogę liczyć na wzajemność, z chęcią poświęcę uwagę partnerce/owi i będę czerpać przyjemność z tego że ją daję, nawet jeśli tym razem nie uzyskam seksualnego zaspokojenia. To jest nawet kręcące - ale jednak tylko wtedy, gdy mogę jednak w perspektywie liczyć na rewanż.

                        To niesamowite, że tak wiele kobiet czeka na ten rewanż latami. No ale jeśli słyszą od ginekologów, że im się odmieni po pierwszym dziecku, po pięciu latach pożycia i w końcu po trzydziestce - (to nagminne reakcje ginów, nie wiem czy ich tak na studiach uczą, czy co?), to niestety czekają.
          • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:42
            Jeszcze istotne pytanie: jak sie zabezpieczacie? Moze bierze pigulke, stad spadek libido. Jezeli nie, moze boi sie kolejnej ciazy, bo nie chce drugiego dziecka.
            Moim skromnym zdaniem, jezeli nie jest winna chemia/hormony, tarczyca, choroba...babce zwyczajnie seks zbyt malo daje, zeby sie miala do niego garnac.
            Rzecz nastepna, skoro ona nie chce/nie potrafi inicjowac seksu, pogodz sie z faktem i zwyczajnie Ty go inicjuj.
            • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:58
              kag73 napisała:

              Kag, masz racje co do antykoncepcji - to bardzo ważne i hamuje wiele par.

              Co do satysfakcji seksualnej żony - moim skromnym zdaniem to jest sedno problemu, ale nie sądzę, po latach doświadczeń w tej materii aby zbyt wielu mężczyzn było w stanie wziąć taką prawdę na swą męską klatę. Zazwyczaj kończy się na zapewnieniu, że żona ma orgazmy, satysfakcje i lubi seks, tylko się do niego nie garnie z przyczyny nieznanej.

              Na wiele, wiele przypadków takich kłopotów małżeńskich spotkałam się jedynie z trzema przypadkami w których nie doszło po takim wyznaniu kobiety do rozwodu. Za to w tych właśnie przypadkach udało się małżonkom nawiązać satysfakcjonującą wieź seksualną. Są mężczyźni i są faceci.
          • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:52
            marek.zak1 napisał:

            > Masz właściwe podejście, dbasz o jej satysfakcję, a Twoim priorytetem jest jej
            > orgazm, dbasz o to, aby było dla niej, czego ona chce - a ona nie chce.
            > Jeśli zatem bedziesz starać się jeszcze bardziej, ona może jeszcze bardziej nie
            > chcieć.
            > Dziwny jest ten świat.

            Marek. Wyobraź sobie, że nie znosisz tłustej kuchni, takiej powiedzmy a'la wschód, wiele potraw cię nawet brzydzi. Ale żyjesz na wschodzie, wśród ludzi, którzy tak gotują i tak jedzą. Żona z miłością przygotowuje ci potrawy. Najpierw jesz i trochę to nawet jest ciekawe - bo ona gotuje z miłością, bo urok nowości, bo sądzisz, że się przyzwyczaisz. Gdy coś jest nawet zjadliwe chwalisz (więc to co nieopatrznie i z dobrej woli pochwaliłeś wjeżdża teraz na stół dwa razy w tygodniu). Z czasem jednak od tej ciężkiej kuchni zaczynasz czuć się źle, unikasz jedzenia w domu - a żona się niepokoi, no bo wszystko do tej pory było dobrze, jest wręcz przekonana że dobrze gotuje. Sam ją z dobrej woli o tym przekonywałeś.

            Gdybyś znał inne przepisy, nazwy innych potraw - mógłbyś zaryzykować, coś podpowiedzieć. Choć i tak obawiałbyś się, czy żona nie zareaguje się tym oburzeniem, że ci się w dupie poprzewracało, zawsze chciałeś normalnie, a teraz jakieś cuda. I do tego bałbyś się przyznać, że ci nie smakuje jej kuchnia, bo mógłbyś ja bardzo urazić. I żarłbyś dalej, aż na sam zapach obiadu miałbyś ochotę rzygać. Do tego mógłbyś usłyszeć zarzut, że wszystkie chłopy dookoła tak jedzą, tylko ty jesteś jakiś dziwak.

            Pytanie: co byś zrobił - sądząc o sobie, że to ty jesteś kulinarnym dziwadłem, z niemęską preferencją do diety, nie chcąc urazić żony, którą sam latami wprowadzałeś w błąd, wiedząc przy tym, że jej bardzo zależy na opinii dobrej kucharki i że na tym opiera ona swoje ego. Co byś zrobił, gdyby żona domagała się przy tym od ciebie codziennej konsumpcji pysznego obiadu? I gdybyś tą żonę nadal kochał i obawiał się, że gdy się przyznasz to skończy się wasz związek, a ona uzna cię za niewartościowego wybrakowanego mężczyznę?
            A gdyby żona zaczęła coś podejrzewać, grzebać w twojej przeszłości - może mama cię źle karmiła, masz uraz z dzieciństwa - no bo to nienormalne, że unikasz jedzenia.

            Kobiety w takiej sytuacji stosują uniki i nie wiedzą jak wybrnąć. A mężowie sądzą, że ich żony unikają skądinąd wspaniałego dla nich i dostarczającego satysfakcji seksu.

            Świat nie jest dziwny - czasem ludzie tak się kochają, tak boja się zranić partnera, że brną w głupie sytuacje, oszukują samych siebie a im dalej brną - tym trudniej im wybrnąć. I niszczą swoją miłość, choć chcieli ją ocalić.

            Ja tam mam swoją misję życiową, ale poważnie się czasem zastanawiam nad tym aby otworzyć jakiś front na polu edukacji seksualnej. Tylko, że w naszym kraju edukacja na której młodzież miałaby się dowiedzieć jak pokonywać nawyki masturbacyjne w związku partnerskim, jak prawidłowo wzmacniać mięśnie Kegla, jak działają orgazmy kobiece i jak nauczyć kobietę satysfakcjonujących orgazmów, jak wzmocnić męski orgazm - to raczej nie przejdzie. Wnieś wibrator albo kulki gejszy do szkoły średniej to cie wsadzą za pedofilię, propagowanie pornografii nieletnim i dorzucą parę zarzutów gratis.
            A to jest wiedza, której większość nie posiada. Niestety mam okazję obserwować do jakich dramatów to prowadzi (bo rozwody młodych małżeństw, w których są małe dzieci i obiektywnie nie ma trudności - alkoholizmu, narkomanii, przemocy, a są właśnie problemy seksualne, są dramatem i wcale nie kończą się jak pokazują to w TV "żyli długo i szczęśliwie i wszystkim się poprawiło").
            • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:20
              Szanuję Twój punkt widzenia, ale się z nim nie zgadzam. Najwazniejszym organem jest jednak głowa, a nie łechtaczka i jej stymulacja. Coś się przestało podobać, rozczarował ją, przestal ją fascynować, odkryła, ze jest słaby, czy coś innego i czar prysł. Może przez to upokarzające proszenie i takie staranie o orgazm. Ja jestem pilnym uczniem i starannie czytam opinie kobiet. Przeciez jego żona jest generalnie zadowolona, ma orgazm, a jednak nie chce.
              • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:22
                marek.zak1 napisał:

                > Szanuję Twój punkt widzenia, ale się z nim nie zgadzam. Najwazniejszym organem
                > jest jednak głowa, a nie łechtaczka i jej stymulacja. Coś się przestało podobać
                > , rozczarował ją, przestal ją fascynować, odkryła, ze jest słaby, czy coś inneg
                > o i czar prysł. Może przez to upokarzające proszenie i takie staranie o orgazm
                > . Ja jestem pilnym uczniem i starannie czytam opinie kobiet. Przeciez jego żona
                > jest generalnie zadowolona, ma orgazm, a jednak nie chce.
                A skad ta pewnosc, ze jest zadowolona i ze ma orgazm? Bo tak powiedziala?
                • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:25
                  kag73 napisała:

                  > marek.zak1 napisał:
                  >
                  > > Szanuję Twój punkt widzenia, ale się z nim nie zgadzam. Najwazniejszym or
                  > ganem
                  > > jest jednak głowa, a nie łechtaczka i jej stymulacja. Coś się przestało p
                  > odobać
                  > > , rozczarował ją, przestal ją fascynować, odkryła, ze jest słaby, czy coś
                  > inneg
                  > > o i czar prysł. Może przez to upokarzające proszenie i takie staranie o
                  > orgazm
                  > > . Ja jestem pilnym uczniem i starannie czytam opinie kobiet. Przeciez jeg
                  > o żona
                  > > jest generalnie zadowolona, ma orgazm, a jednak nie chce.
                  > A skad ta pewnosc, ze jest zadowolona i ze ma orgazm? Bo tak powiedziala?

                  Marek mi się bardzo podoba właśnie z tego powodu - że słowo znaczy dla niego słowo, mógłby spokojnie mieszkać w środkowych stanach USA (bo nie w Nowym Jorku i nie w Los Angeles:)
                  • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:38
                    Dzieki Loppe. Mam info od niego. Skoro ona go informuje, ze sex był OK, przyjmuję, ze taki był.
                    Słowo jest ważne, Rosja gwarantowała integralność Ukrainy i zo zrobił Putin? Zlamał słowo i zachował się jak szmata. Nawet Sowa tak uważa, chociaz nie była, podobnie jak ja, w środkowych stanach.
                    zakbajka.blog.onet.pl/2014/03/18/aneksja-co-to-takiego/
                    • orzech69 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 21.03.14, 12:02
                      marek.zak1 napisał:

                      > Dzieki Loppe. Mam info od niego. Skoro ona go informuje, ze sex był OK, przyjmu
                      > ję, ze taki był.
                      > Słowo jest ważne, Rosja gwarantowała integralność Ukrainy i zo zrobił Putin? Zl
                      > amał słowo i zachował się jak szmata. Nawet Sowa tak uważa, chociaz nie była, p
                      > odobnie jak ja, w środkowych stanach.
                      > zakbajka.blog.onet.pl/2014/03/18/aneksja-co-to-takiego/
                      Zachował się jak polityk. Jego nie ocenia się po tym jak działa tylko jakie to ma skutki. To wygrani piszą historię.
                • rekreativa Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:11
                  Zdarza się, że mam orgazm, ale nie mogę uznać akurat tego konkretnego seksu za satysfakcjonujący.
                  Albo odwrotnie: seks był fajny i dobrze się bawiłam, chociaż orgazmu nie miałam.
                  Moim zdaniem nie ma takiej prostej zależności, że orgazm równa się satysfakcji z zycia seksualnego. Na satysfakcję sie składa o wiele więcej niż kilka sekund skurczów pochwy.
                  • urquhart Dziura w teorii TB wielkości Pałacu Kultury 20.03.14, 08:36
                    rekreativa napisała:
                    > Moim zdaniem nie ma takiej prostej zależności, że orgazm równa się satysfakcji
                    > z zycia seksualnego. Na satysfakcję sie składa o wiele więcej niż kilka sekund
                    > skurczów pochwy.

                    Parę Pań pisało już w podobnej wymowie, dla panów to chyba jeszcze bardziej oczywiste i często na forum opisywana jest sytuacja kiedy facet woli masturbować się przy porno niż seksić z żoną która jest nieatrakcyjna bo się utuczyła jak locha i/lub zapuszcza w kroczu i na nogach amazoński busz. Ale klucz nieatrakcyjności bogini pomija nie przypadkiem. Bogini wszelkie teorie psychoewolucyne i neuropsychologiczne o naturalnym spadku pożądania i atrakcyjności mężczyzn w oczach kobiet w monogamicznym związku mysi wypierać bo kłóci sie jej to feministycznym światopoglądem, jest niezgodne z polityczną poprawnością i ma wydźwięk mizoginizmów. Ale jej mechanizm obronny to zwykła obłuda, nie jest ciekawa odkrywawania i interpretowania rzeczywistego świata, bo tworzy lepszy, własny, to się nazywa życzeniowe myślenie :)
                    Gdyby orgazm był jedynym lub nawet determinującym wyznacznikiem satysfakcji seksualnej dla kobiet to kobiety które odkryły masturbacje według tej teorii nie potrzebowałyby partnera i zamasturbowałyby się na śmierć...

                    Pomijając że pragmatycznie TB rady dla faceta sprowadzają się do standardowo "staraj sie bardziej" w łóżku, co na tym forum jest już mocno zdewaluowane i ośmieszone jako dobrze znana ślepa uliczka.
                    • mojemail3 Re: Dziura w teorii TB wielkości Pałacu Kultury 20.03.14, 10:46
                      urquhart napisał:
                      > Parę Pań pisało już w podobnej wymowie, dla panów to chyba jeszcze bardziej ocz
                      > ywiste i często na forum opisywana jest sytuacja kiedy facet woli masturbować s
                      > ię przy porno niż seksić z żoną która jest nieatrakcyjna bo się utuczyła jak lo
                      > cha i/lub zapuszcza w kroczu i na nogach amazoński busz.

                      No, nie jest na zero wygolona, a takie są standardy porno;-)
                      Mi się takie na zero wygolenie jedynie z zabiegiem operacyjnym na oddziale ginekologii kojarzy,więc przepraszam, wysiadam.
                      Facet się woli się masturbować bo:
                      A. to prostsze niż postarac się o seks z żoną
                      B.minimum wysiłku, maksimum efektu
                      C.łatwiej uciec od problemów w związku w proste rozładowanie energii
                      D.nawet niebrzydka i niezapuszczona partnerka nie wygra z dwuwymiarowym obrazem w necie....
                      Żałosne, ale coż, to wynika z odmiennej męskiej seksualności.

                      A co w efekcie??? Satysfakcja może, czy poczucie,że się jest przegranym facetem, na polu seksualnym? A poczucie wartości ciężko odbudować, chyba że się wybiera brnięcie w iluzję.


                      > Pomijając że pragmatycznie TB rady dla faceta sprowadzają się do standardowo "s
                      > taraj sie bardziej" w łóżku, co na tym forum jest już mocno zdewaluowane i ośmi
                      > eszone jako dobrze znana ślepa uliczka.

                      A dlaczego nie??? Niechże się starają, a nie tylko starzeją ;-)
                    • twojabogini Re: Dziura w teorii TB wielkości Pałacu Kultury 20.03.14, 14:58
                      urquhart napisał:

                      1. Orgazm nie zawsze równa się satysfakcja seksualna (zresztą u kobiet i mężczyzn - co podkreślam) - i o tym także piszę w tym wątku, nawet przyznając rację Starowiczowi, który to samo swym lotnym umysłem pojął. Piszę nawet, że nie zawsze kobiecy wytrysk równa się satysfakcja. Więc czepiasz się mnie o to bez sensu.

                      2. Co do pominięcia aspektu atrakcyjności. Spadek atrakcyjności wizualnej to specjalność pań - to niektóre kobiety w związkach tyją i zapuszczają dżunglę, mimo, że znają preferencje partnera i puszczają skargi mimo uszu. Te kobiety zresztą zazwyczaj są nieatrakcyjnie obiektywnie - bo się zapuściły i same nie czuja się seksualnymi boginiami. Więc wbrew temu co twierdzisz to nie upływ czasu ma znaczenia, ale obiektywny spadek atrakcyjności i zaprzestanie starań o jej utrzymanie.
                      Autor wątku napisał, że jest atrakcyjny. Ufam mu.
                      3. Co do psychoewo - zacytuję ci coś fajnego: "Ludzie są wytworem ewolucji. Co gorliwsi psychologowie ewolucyjni twierdza, że dosłownie każdy aspekt ludzkiego zachowania da się wyjaśnić w kategoriach selekcyjnych korzyści. Nietrudno jest znaleźć ewolucyjne wyjaśnienie dowolnego zachowania. Psycholodzy ewolucyjni po prostu wymyślają wyjaśnienia, bo są przywiązani do pewnej teorii. Nie mamy jednak powodu by wierzyć proponowanej przez nich wykładni bardziej niż dowolnym innym spekulacjom.Nie ma przy tym żadnej możliwości weryfikacji ich hipotez. Są lepsze sposoby wytłumaczenia większości ludzkich zachowań" J. Baggini

                      Prawidłowa jest obserwacja, że w stałych związkach kobiety często wycofują się z seksu i unikają go. Nieprawidłowe jest przyjęcie, że jest to powszechna cecha samic gatunku homo sapiens. Badając dane historyczne dochodzimy do wniosku, że nie zawsze i nie we wszystkich kulturach tak było. Badając dane współczesne dochodzimy do wniosku, że nie we wszystkich kulturach tak jest oraz nie wszystkie samice w kulturze, gdzie takie zachowania są powszechne tak postępują. To już poważne argumenty za tym, aby tego konkretnego zachowania nie uważać za uwarunkowane ewolucyjnie.

                      Dalej: dostępne dane empiryczne mówią o uwarunkowaniach masturbacyjnych kobiet, lukach w wiedzy partnerów co do kobiecej seksualności, niezdolności 70% kobiet do osiągnięcia orgazmu w wyniku stosunku. Po usunięciu tych trudności w drodze terapii lub pracy kobiety z własną seksualności lub zmianie wzorca zachowań seksualnych przez mężczyznę (to drugie jest skuteczniejsze, a trzecie najbardziej) - życie seksualne pary rozkwita i oboje osiągają satysfakcję. To kolejny argument przeciwko argumentom z przedszkola - już cie nie kocha, albo taka jest ewolucyjna natura kobiet. Podczas paru miesięcy zabawy z wibratorem ewolucja nie byłaby w stanie odwrócić swojego biegu. Sorry.

                      > Pomijając że pragmatycznie TB rady dla faceta sprowadzają się do standardowo "s
                      > taraj sie bardziej" w łóżku, co na tym forum jest już mocno zdewaluowane i ośmi
                      > eszone jako dobrze znana ślepa uliczka.

                      Oczywiście, że jest ślepa - bo to "staranie" obejmuje nadal seks androcentryczny i kompletnie nie polega na rozbudzeniu kobiety i poznaniu i zaspokojeniu jej potrzeb. To co mężczyzna postrzega jako seks (wywołanie jego podniecenia i odpowiednia stymulacja jego genitaliów ) nie jest seksem dla kobiety (bo dla niej seksem jest to co jest seksem dla mężczyzny, tyle, że analogicznie - wywołanie jej podniecenia odpowiednia stymulacja jej genitaliów).
              • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:33
                marek.zak1 napisał:

                >Przecież jego żona jest generalnie zadowolona, ma orgazm, a jednak nie chce.

                Marek, proszę cię, nie żartuj. 30% kobiet potrafi przeżyć orgazm podczas stosunku. 90 % żonatych mężczyzn wyszło za te 30% kobiet, ponadto kochanki tych panów też są z tych 30%. Tyle statystyki.

                Poza tym orgazm nie oznacza satysfakcji seksualnej. Kobietom trafia się to częściej - orgazm, który tylko - najlepsze słowo - wkurwia. Jest to jeden z nielicznych przypadków, w którym mogę się zgodzić ze Starowiczem, który głosi to samo, że orgazm dla kobiety nie równa się jej satysfakcji seksualnej. Zresztą mężczyznom takie wkurzające orgazmy też się zdarzają.

                Kobiety udają orgazmy, udają satysfakcję seksualną i jest to w sumie zjawisko dość powszechne.

                Co do organów - seksualność kobiety nie różni się od seksualności mężczyzny. Wyobraź sobie, że miałbyś mieć satysfakcjonujące życie seksualne z kobietą która:
                - dba o romantyczną atmosferę w związku,
                - jest czuła i inicjuje seks,
                - pożąda cię i często to okazuje

                ale przy tym sądzi, że:

                - orgazmy przezywasz na skutek penetracji analnej,
                - stymuluje twoje genitalia tak, że nie masz szansy nawet na cień orgazmu zresztą uważa, że to nie ma znaczenia, bo i tak seks zaczyna się w twojej głowie, a penis nie ma tu nic do rzeczy.

                Największym kłamstwem na temat kobiecej seksualności jest to, że jest ona z mgieł usnuta i znacząco różni się od męskiej. Nic podobnego - dobra stymulacja jest podstawa orgazmu.

                Inna sprawa, że mężczyznom orgazm przychodzi łatwo, bo w większości mają silne mięśnie wewnętrzne miednicy (z wiekiem słabną, stad i spadek możliwości i satysfakcji seksualnej). U większości kobiet jest z tym fatalnie (a wysportowane kobiety znacznie rzadziej miewają problemy z seksem).


                  • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:51
                    marek.zak1 napisał:

                    > No więc ma orgazm i nie ma satysfakcji. Kitty ma satysfakcję gdy:
                    > - wejdzie w rolę dziwki i/lub
                    > - faceta się boi.
                    >
                    > I tutaj żadna praca, ćwiczenia nie pomogą.

                    Alez, Kitty nie musi byc wyznacznikiem dla wszystkich, to po jedno. Po drugie ona szuka wyczynowcow, ktorzy potrafia dlugo i daja sie ujezdzac, ale moim zdaniem, niekoniecznie wiekszosc do nich nalezy.
                    Od siebie dodam, ze jak dla mnie orgazm to orgazm, nie wazne jak osiagany. Owszem zdarza sie rozna intensywnosc, ale ogolnie w dlugoletnim i czestym pozyciu to raczej pikus. Jak mam slabo dzis/albo sie nie udalo, to sobie odbije jutra:))
                    • marek.zak1 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:04
                      KAG, oczywiscie masz rację. Gdy jest OK i normalnie raz jest , raz nie ma, raz jest tak, a raz inaczej, a raz robi sie dla partnera, żeby był zadowolony. Tutaj jest sytuacja raz miesiacu i facet stara się bardzo, bo sądzi, że jest to droga do tego , żeby było częściej. Babka ewidentnie go nie chce, nie lubi z nim sexu, nie kocha go i nie wiem co jeszcze, ate jego starania podejrzewam, jeszcze go pogrążają..
                      • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:36
                        "Tutaj jest sytuacja raz miesiacu i facet stara się bardzo, bo sądzi, że jest to droga do tego , żeby było częściej. Babka ewidentnie go nie chce, nie lubi z nim sexu, nie kocha go i nie wiem co jeszcze, a te jego starania podejrzewam, jeszcze go pogrążają.."

                        Ano właśnie.
                        Generalnie wszystkie istotne oczekiwania tej pani są spełnione, tzn. ma faceta, który (z opisu przynajmniej tak wnioskuję) nie jest troglodytą, jest w dodatku zaobrączkowany, ona spełnia się jako matka i żona, mają gdzie mieszkać i co do garnka włożyć - zatem jakieś tam starania faceta o to aby wylądować w łóżku częściej niż raz na miesiąc są jak petycje UE do Putina w sprawie Krymu, żeby zaprzestał łamania prawa ;-)
                        Póki druga strona nie odczuje jakiegoś istotnego dla siebie braku w relacji - to niespecjalnie zrobi cokolwiek poza rozmową i tłumaczeniem, że ja tak mam.
                        Syty głodnego nie zrozumie dopóki okoliczności nie spowodują iż zabraknie mu chleba jego powszedniego z masłem...
                • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:44
                  Aha i zapomnialem dodac , jestem bacznym obserwatorem i wiem ze nie udaje orgazmu z calym szacunkiem ale wytrysku nie mozna udawac chyba ze ma sie tak dobrze wyciczone miesnie .
                  Orgazmy ma jasne ze nie zawsze ale mnie osobiscie nie chce sie wierzyc ze jej udawanie byloby az do tego stopnia .
                  W ciagu ostatnich 15 lat mialem kilka partnerek i tak jak pisze twojabogini nie raz udawaly tu jest inaczej wiem kiedy jej niezaspokoje bo ona o tym mowi jesli ja zapytam a robie to aby mrozumiec co mozna zmienic czy poprawic.
                  • mabelle2000 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 16:49
                    Piszesz:

                    " na domiar złego mam często poczucie że robi to z przymusu a to mnie odpycha ( brak jej zaangazowania , lezy i czeka) "
                    i ...
                    " jestem bacznym obserwatorem i wiem ze nie udaje orgaz mu z calym szacunkiem ale wytrysku nie mozna udawac chyba ze ma sie tak dobrze
                    wyciczone miesnie "

                    " Rozmowa z nia na ten temat jest trudna mowi ze nie lubi tematu nie wie dlaczego tak sie zachowuje"
                    i...
                    " Bardzo duzo rozmawiamy i staramy sie wypracowac nasze realcje glownie przez poznawanie samych siebie wie ze moze mi powiedziec o wszystkim i tak tez robi wiec ciezko mi uwierzyc ze tu byloby inaczej"

                    No i po co sciemniasz ?
                      • potwor_z_piccadilly Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:54
                        dimmur11

                        > No i po co głupie komentarze

                        1 - Skąd wiesz, że to "głupi komentarz" ?
                        Czy nie lepiej jest zapytać o co biega, zamiast nazywać coś czego się nie rozumie "głupim" ?
                        2 - Sądzę, że tym wpisem ujawniłeś jedną ze swoich wad.
                        3 - Nie przejmuj się, ja w Twoim wieku miałem identyczny problem. Na szczęście usłyszałem, zakonotowałem sobie i przemyślałem pewien gdzieś zasłyszany dowcip.

                        Mąż do pana Boga.
                        - Boże, jak to jest ? Wokół pełno ponętnych, chętnych i uroczych dziewcząt, a nasze żony ciągle obolałe, niskolibidowe i w papilotach.
                        Bóg
                        - Bo to widzisz, te wszystkie ponętne piękności, to moje dzieło. Co do żon to wybacz, ale to już nie moja robota, lecz wasza, mężów.

                        Jeszcze pytanie.
                        Czy ta przypowiastka o Bogu i mężu, to tylko dowcip ?

                        • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 21:14
                          Kiedys pewna mezatka zapytala Pana Boga: Boze, jak to jest, ze dookola jest pelno zaradnych, przystojnych i inteligentnych facetow, a tylko mezowie - moj i moich kolezanek - to takie nieudolne, zaniedbane tumany ?
                          Bog rozlozyl rece i rzekl: Wybacz dziecko. Tamci to moje dzielo, a wasi mezowie ? No coz, to juz, sama rozumiesz - wasza sprawa.

                          Oj potwornicki... W kolko ta sama spiewka na forum. Zeby tylko pokazac, jacy to inni mezczyzni, z nieudanych zwiazkow to cieniasy. Ale nie ty, o nie. Ty jestes james bond.
                          Obrazasz jednoczesnie facetow, spychajac na nich odpowiedzialnosc za wszystko (tu mozesz sobie z TB podac reke) a z drugiej strony obrazasz kobiety, bo robisz z nich bezwolne gesi, tak jakby facet mial byc tym, ktory decyduje jakie one sa. A ja po cichu liczylem, ze maja w sobie jakis element samokontroli i decydowania o wlasnym losie. W piekny garniturek ubrales swoje forumowe teorie, ale sa one wybitnie toksyczne i na szczescie rownie wybitnie bzdurne. Babrasz sie tutaj we wzbudzaniu w innych poczucia winy aby karmic swoje ego, czego wybitnie nie znosze.
                            • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 21:49
                              He he, wylazi z potwora prawdziwa twarz :) Nie mialem co do ciebie zludzen, nie czuje sie rozczarowany. Ale skoro chwytasz sie tak prymitywnych zagrywek, to znaczy ze cios byl trafny :) Milego wieczoru. Co do ruchania, to dla odmiany ja mam dla ciebie kawal:
                              Stoi sobie pod sciana ryzy i lysy. Ryzy gapi sie na lysego z przekasem i mowi: Co, jak bozia rozdawala wlosy w kolejce to sie nie zalapales ? A lysy ze stoickim spokojem: Zalapalem, zalapalem, ale jak zobaczylem, ze sa ryze, to nie wzialem :)
                              ps. z gory upraszam o wybaczenie wszystkich rudych i lysych z forum ;p
                              • potwor_z_piccadilly Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:00
                                sabat.77 napisał:

                                > He he, wylazi z potwora prawdziwa twarz :)

                                Nic nie wyłazi,

                                > Nie mialem co do ciebie zludzen, nie
                                > czuje sie rozczarowany. Ale skoro chwytasz sie tak prymitywnych zagrywek, to z
                                > naczy ze cios byl trafny :)

                                bo to nie zagrywki, to konsekwencja.
                                Kojarzysz ?
                                Przynajmniej dwa razy do roku zadaję Tobie (bez względu na nick jaki sobie wybierałeś) pytanie
                                - ruchasz wreszcie ?




                                • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:13
                                  Ty milosierny samarytaninie ! Lzy wzruszenia polaly mi sie po plecach (takiego dostalem zeza z emocji)... Doprawdy, to imponujace, ze stac cie te dwa razy do roku na pochylenie sie nad problemem takiego marnego robaczka jak ja :)

                                  Nie wiem czy zawracasz sobie glowe moja odpowiedzia na zadane pytanie, bo juz kilka razy ci to sugerowalem. Guzik cie tak naprawde obchodzi to czy rucham i czy ruchaja mi podobni z forum. Nawet lepiej jak nie ruchaja. Bo to tak dziala, ze sucha kromka, ktora zjadasz smakuje od razu lepiej, jak zapytasz dzieci sasiada czy u nich ciagle jest glod.
                                  Na tym forum jest pelno takich gosci, co chca sie dowartosciowac miernota innych :) Zaiste, godny podziwu sposob budowania wlasnej wartosci, nic tylko klaskac. A ruchaj sobie pan, az cie ledzwie rozbola.
                                      • lybbla Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 23:14
                                        sabat.77 napisał:

                                        > Nie radze sie licytowac w tej kategorii wagowej :) Moja obecnosc na forum jest
                                        > dalece bardziej uzasadniona niz tej radosnej czeredy 90% nickow chwalacych sobi
                                        > e na forum udane pozycie zwiazkowe :D

                                        Jest światłość! To stukamy w klawiaturę. Jak TB zauważyła kolejny trefny wątek mnie ta trefność nie przeszkadza. Nieładnie potworze czyżby jakość tego ruchanka spadła.
                                        Wywyższanie się poprzez wbijanie w błoto innych. Twoja następna depresja czeka za rogiem.
                                        • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 00:19
                                          Tak zauważylem ze moje słowa nie maja znaczenia dla TB zachowuje sie jak dość ograniczona osoba jesli nie potrafi czasem spojrzec obiektywniej niz przez pryzmat wlasnych wyuczonych i nie koniecznie wlasciwych przekonan.

                                          dzieki wam wszystkim za wypowiedzi napewno przemysle jak to wykorzystac.
      • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 13:48
        orzech69 napisał:

        > Może problem jest w poziomie waszego libido ?
        > Ty masz wysokie ona niskie.
        > Wyobraź sobie że tobie chce się 2 razy w miesiącu, a twoja zona co drugi dzień
        > Cię zaczepia. Oczywiste jest że w takim przypadku twoja inicjatywa była by zer
        > owa.


        Tak, ale Ona wg opisu nie przejawia troski ani o namiętny przebieg okazjonalnego zbliżenia, ani nie chce się dla Partnera poddać kompromisowemu np. dwukrotnemu pożyciu na miesiąc zamiast tego 1/miesiąc, a przecież nic by jej się nie stało...
        • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:01
          loppe napisał:

          > Tak, ale Ona wg opisu nie przejawia troski ani o namiętny przebieg okazjonalneg
          > o zbliżenia, ani nie chce się dla Partnera poddać kompromisowemu np. dwukrotnem
          > u pożyciu na miesiąc zamiast tego 1/miesiąc, a przecież nic by jej się nie stało.

          Stałoby się, to po pierwsze. Wyobraź sobie, że raz w miesiącu udostępniasz swoje ciało jakiemuś przystojniakowi, kompletnie nie mając na to ochoty.

          Poza tym: przy tezie o niskim libido - czyli, że ochota bierze rzadko - gdy już ta ochota by naszła, nawet i raz w miesiącu, kobieta zachowywałaby się namiętnie, a nie jakby się przymuszała. Inicjowałaby. To się przecież czuje, czy partner jest chętny.

          Więc to nie libido jest przyczyną unikania seksu.
          • orzech69 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:12
            > Poza tym: przy tezie o niskim libido - czyli, że ochota bierze rzadko - gdy już
            > ta ochota by naszła, nawet i raz w miesiącu,
            > Więc to nie libido jest przyczyną unikania seksu.
            Przecież napisał że jak się powstrzymał od seksu to z jej strony pojawiła się inicjatywa i nastąpiła poprawa. Po czym wszystko wróciło do normy.
            Wyobraźcie sobie że potrzebujecie seksu raz w miesiącu a ktoś wam proponuje codziennie. Przecież taki stan rzeczy zabija inicjatywę i namiętności.
            Przykładowo lubię zjeść od czasu do czasu meksykańskie jedzenie, ale jak ktoś codziennie by mi podsuwał je do jedzenia to po pewnym czasie na sam jego widok miałbym ochotę na ucieczkę.
            • loppe Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:17
              orzech69 napisał:

              > > Poza tym: przy tezie o niskim libido - czyli, że ochota bierze rzadko - g
              > dy już
              > > ta ochota by naszła, nawet i raz w miesiącu,
              > > Więc to nie libido jest przyczyną unikania seksu.
              > Przecież napisał że jak się powstrzymał od seksu to z jej strony pojawiła się i
              > nicjatywa i nastąpiła poprawa. Po czym wszystko wróciło do normy.
              > Wyobraźcie sobie że potrzebujecie seksu raz w miesiącu a ktoś wam proponuje cod
              > ziennie. Przecież taki stan rzeczy zabija inicjatywę i namiętności.
              > Przykładowo lubię zjeść od czasu do czasu meksykańskie jedzenie, ale jak ktoś c
              > odziennie by mi podsuwał je do jedzenia to po pewnym czasie na sam jego widok m
              > iałbym ochotę na ucieczkę.


              Tak, może Partner nie spełnia jej wysokich wymagań, np. (ale tylko np.) co do poziomu dochodów w związku, i Ona - mimo że zadowolona z seksu gdy jest, fizycznie - przestała widzieć w nim tego Partnera, z którym z wszystkimi nadziejami się wiązała kiedyś...
              Czy Twoja żona jest piękną kobietą?
              • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:37
                Heehe , no coz jest jak najbardziej piękną kobieta inaczej nigdy bym nie zdecydowal sie na zwiazek wiem ze dzi sbardzo popularne sa twierdzenia ze fizycznosc jest przereklamowana , niestety ja jestem innego zdania .Nadal mnie pociaga tak jak kiedys i napewno jest dla mnie atrakcyjna.

                Odnośnie twierdzenia ze nie spełniam jej potzreb seksualnych , hmm jasne ze moge zalozyc ze przez ostatnie 4 lata mnie oklamywala ale trudno mi w to uwierzyc --twojabogini- dzieki za wszystkie podpowiedzi ale prosze nie wzucac wszystich do jednego kotła ja potrafie przyjac wszystko na klate a jesli nie zaspokajam jej w lozku napewno zrobilbym wszystko aby to zmienic i ona doskonale o tym wie. Bardzo duzo rozmawiamy i staramy sie wypracowac nasze realcje glownie przez poznawanie samych siebie wie ze moze mi powiedziec o wszystkim i tak tez robi wiec ciezko mi uwierzyc ze tu byloby inaczej .

                Nigdy nie zdecydowalbym sie na odejscie nawet jesli okazaloby sie ze nie jestem super kochankiem bo to dla mnie nie kwestia dumy raczej zacheta do nauki i checi zmiany tego co robie nie wlasciwie.
                • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 01:39
                  dimmur11 napisał(a):
                  > Odnośnie twierdzenia ze nie spełniam jej potzreb seksualnych , hmm jasne ze mog
                  > e zalozyc ze przez ostatnie 4 lata mnie oklamywala ale trudno mi w to uwierzyc
                  > --twojabogini- dzieki za wszystkie podpowiedzi ale prosze nie wzucac wszystich
                  > do jednego kotła ja potrafie przyjac wszystko na klate a jesli nie zaspokajam j
                  > ej w lozku napewno zrobilbym wszystko aby to zmienic i ona doskonale o tym wie.
                  > Bardzo duzo rozmawiamy i staramy sie wypracowac nasze realcje glownie przez po
                  > znawanie samych siebie wie ze moze mi powie...

                  Nie odpowiedziales na pytanie co z antykoncepcja. Moze jest cos co powoduje brak czestej ochoty na seks u Twojej zony/niskie libido. Moze piguly/hormony/stres/przemeczenie/jakies problemy.
                  Bo z tego co piszesz tak by wychodzilo: seks sprawia jej frajde jak juz do niego dojdzie, ale mimo wszystko niezbyt czesto ma na niego ochote. Ja w to wierze, zdarza sie. I tutaj trzeba wziac pod uwage czynniki trzecie.
                  Prawda, ze syty glodnego nie zrozumie. Czasem pomaga terapia wstrzasowa. Zona powinna zdac sobie sprawe o co toczy sie gra: o Wasze malzenstwo/rodzine. Romowa na spokojnie ale konkretnie: mimo, ze bardzo ja kochasz(jest atrakcyjna, nadl ja pozadasz itd), rozpadnie Wam sie malzenstwo, bo....albo mozecie zachowac status quo malzenstwo a Ty poszukasz seksu na boku, czego wcale nie chcesz, ale...
                  Jezeli jej rowniez zalezy na rodzinie/zwiazku, Mozecie razem sprobowac cos zmienic. Po calej tej pogadance, dac jej troche czasu do zastanowienia, na przemyslenia, np. tydzien i potem znow usiasc do rozmowy. I wtdy mozna powiedziec co kto komu dlaczego czego oczekuje, jak sobie pomoc itp. Hmm... duzo rozmawiacie, ale te rozmowy nic nie przynosza.
            • kag73 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 14:20
              orzech69 napisał:
              > Wyobraźcie sobie że potrzebujecie seksu raz w miesiącu a ktoś wam proponuje cod
              > ziennie. Przecież taki stan rzeczy zabija inicjatywę i namiętności.
              > Przykładowo lubię zjeść od czasu do czasu meksykańskie jedzenie, ale jak ktoś c
              > odziennie by mi podsuwał je do jedzenia to po pewnym czasie na sam jego widok m
              > iałbym ochotę na ucieczkę.

              Prawda, prawda, chociaz 1x w miesiacu to naprade dosc rzadko. Mysle, ze zdarza sie jednak czesto(u mnie w zwiazku sie zdarza), ze jedno drugiemu jednak ochoty moze narobic chociaz wydawaloby sie, ze jej sie wybitnie nie ma, bo moim zdaniem cialo ma pamiec, reaguje na okeslone(znajome) bodzce itd. Czasem warto sprobowac i dac sobie szanse a potem okazuje sie, ze jest z gorki i frajda, jezeli daje to przyjemnos oczywiscie. Moim zdaniem jeakby sie czekalo az oboje w rownym czasie maja wielka ochote, to seks bylby duzo rzadziej, zwlaszcza w "starych" zwiazkach.
              Podobnie jak z tym jedzeniem, nie masz ochoty a jak sprobujesz kesa, to jednak stwierdzasz, ze calkiem niczego sobie, da sie zjesc. Prawda?

    • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 15:21
      Stary, wyjątkowo źle trafiłeś w tym wątku, niestety.

      Mam krótką radę, nie czytaj Loppe, który nie ma generalnie nic do powiedzenia, ani TB, która karmi Cię swoją ideologią, bo trafiła na podatny grunt - na przykład twierdzi, że różnice między seksualnością męską i kobiecą biorą się z uwarunkowań kulturowych, albo wie lepiej od Ciebie, co Twoja kobieta czuje w łóżku.

      Zamiast tego poczytaj całą resztę Forum, ludzi obecnie tu piszących, a jeszcze lepiej piszących kiedyś, archiwalne wpisy. Podsumowanie dorobku jest Forum jest proste - generalnie nie idziesz do łóżka z kimś, kto jest dla ciebie nieaktrakcyjny. Nakieruj się na takie wątki.
      • twojabogini Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 17:32
        > proste - generalnie nie idziesz do łóżka z kimś, kto jest dla ciebie nieaktrak
        > cyjny. Nakieruj się na takie wątki.

        Jeszcze prostsze - idziesz do łózka z kimś kto jest atrakcyjny, ale seks z nim nie sprawia ci satysfakcji, co z czasem staje się dla ciebie frustrujące. Przestajesz z nim sypiać, mimo, że nadal jest dla ciebie atrakcyjny (tyle, że już nie na polu seksualnym).

        Jak widzę forum jest bardzo skuteczną formą terapii, żona autora wątku z leżącej jak kłoda i odrzucającej go swoją niechęcią do seksu kobiety, która niespecjalnie chce rozmawiać na te tematy, zamieniła się w tryskającą laskę, z którą można pogadać swobodnie. Starczyło pare godzin wirtualnej rozmowy.
        Jeszcze parę dni wymiany postów a oboje tak się zreformują, że będą mogli założyć własną szkołę seksu dla małżeństw :)

        Swoją drogą - raz jeden jedyny poznałam kobietę, która miała wytryski podczas stosunków, nie mając przy tym kompletnie orgazmów. Mężczyźni też czasem miewają takie problemy.


        • dimmur11 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 18:05
          Hmm ale agresja .
          To nie moja wyobraznia tylko nie dogadanie . mozecie mnie orazac albo pomoc znalezc rozwiazanie .
          Jak mowilem pierwsze 2 lata zwiazku byly udane uprawialismy sex
          rozmowa nie zawsze jest identyczna mowiac ze staram sie zrozumiec mowie o sobie i moich probach czasem uzyskuje odpowiedz a czasem nie . Sex jest rzadki ale nie zawsze jest tak ze ona nie ma ochoty jak juz pisalem byly sytuacje ze sama inicjowala np kiedy ja nie zwracalem na nia uwagi, wtedy tez nie lezala jak kloda ale potrafila cos zrobic .

          Nie starajcie sie mi wmowic ze klamie bo nie mam w tym interesu , nie potrzebuje klepania po ramienu ale jakiejs konkretnej rady .



          dzieki
          • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 19:08
            dimmur11 napisał(a):
            >
            > Nie starajcie sie mi wmowic ze klamie bo nie mam w tym interesu , nie potrzebuj
            > e klepania po ramienu ale jakiejs konkretnej rady .
            ----------
            Dam ci dwie rady, choć jestem chyba ostatnią osobą, która może tutaj dawać jakiekolwiek rady.

            Rada pierwsza: Pogódź się z tym albo się rozwiedź i szukaj szczęścia z kimś innym, z kimś kto cię będzie kochać. Brak ochoty żony na seks jest tylko pochodną tego, że cię nie kocha.

            Rada druga: W życiu to się trzeba tak emocjonalnie ustawić, żeby nie zastanawiać się specjalnie o co innym chodzi, tylko, żeby to inni zastanawiali się o co Tobie chodzi.
            • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 19:18
              Gdyby slowo "kochac" w Twoim poscie zamienic na "pozadac", to zgodzilbym sie z tym co napisales. Tak czy owak, z tego co pisze autor mozna wywnioskowac, ze jest pozamiatane i wszelkie dzialania w zakresie naprawy tzw. zwiazku sa tutaj z gory skazane na porazke. Niemniej, ludzka natura jest latwa do przewidzenia - najtrudniej czasem pogodzic sie z nieuniknionym. Totez mozna z duza doza prawdopodobienstwa przyjac, ze troche walenia glowa w mur jeszcze autora czeka.
              • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 19:40
                "Pożądać" też. Napisałem "kochać" - bo miłość między ludźmi polegać powinna też na chęci zrozumienia i zaspokojenia nawzajem swoich potrzeb. A jak ktoś ma potrzeby małżonka centralnie w dupie, to znaczy - nie kocha. Jak nie pożąda, a kocha, to przynajmniej dostrzeże problem i spróbuje, być może bezskutecznie, ale przynajmniej spróbuje go rozwiązać.
                  • wont Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:11
                    rekreativa napisała:

                    > No tak, tylko jak uporządkować kwestię seksu, jeśli się nie odczuwa pożądania?
                    -------------------------
                    Nie mam pojęcia :) Ale to nie powinien być problem wyłącznie autora wątku, tylko autora wątku ORAZ jego żony. Zresztą, pieprzyć to, to powinien być przede wszystkim problem jego żony. To ona a nie on powinna się zastanawiać, co z tym fantem zrobić - ze spadkiem JEJ pożądania, JEJ libido. To ona powinna sobie zadawać pytanie - czy on mnie aby nie zostawi? A tak jak jest, to jest do dupy - to jakieś zupełne pomieszanie ról jest. Autorze, przed rozwodem możesz jeszcze spróbować całonocnych libacji w podejrzanym towarzystwie albo słabo ukrywanych romansów. Może instynkt psa ogrodnika się odezwie? Ale, znając życie spłodzisz wtedy kolejnego potomka i pogrzebiesz resztki szans na opuszczenie tego tonącego okrętu.
                • sabat.77 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 20:03
                  W jakims sensie masz racje. Milosc to chyba najbardziej naduzywane slowo swiata. W mediach i kulturze jest wszechobecna, ale w praktyce to wedlug mnie dosc rzadko spotykane zjawisko. Pozadanie, namietnosc, fascynacja, nawet intymnosc - owszem, wystepuja czesciej. Jednak chyba z wiekszym naciskiem na zaspokojenie potrzeb wlasnych, bardziej egocentryczne niz by sie to z pozoru wydawalo. U obu stron relacji.
          • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:27
            Ja Ci daję konkretną radę, a nawet dwie:

            - nie czytaj TB, bo jest ideologicznie motywowana. Jak sam widzisz wie lepiej od Ciebie, co odczuwa Twoja kobieta i będzie Ci to wciskać, bo jej pasuje do ideologii, i na podstawie tej ideologii tworzy wypracowania na 10 stron przy zerowym poparciu empircyznym.

            Nawiasem mówiąc osobiście byłem w Twojej sytuacji, dziewczyna miała ze mną orgazmy, a chodzić do łóżka nie chciała, bo byłem dla niej mało atrakcyjny (potem zrozumiałem dlaczego), ale nie chciała kończyć związku, bo zaspokajałem inne jej potrzeby. Potem byłem w kilku luźnych relacjach, w których kobiety się garnęły do łóżku, mimo iż orgazmy czasem były, czasem nie - bo byłem dla nich atrakcyjny.

            -druga rada, poczytaj wszystkich innych ludzi, którzy Ci tu dobrze tłumaczą, choćby Żorżyk (albo nawet Ty w swoich własnych wpisach!!) pisze coś, co jest od dawna znane na Forum, póki laska ma co chce, nie ma motywacji, żeby zmienić sytuację. Poczytaj Urquharta, poczytaj moje stare wątki z archiwum, poczytaj trochę lasek jak piszą jaki ma być facet, żeby miały na niego ochotę.
            • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 19.03.14, 22:37
              yoric napisał:

              (...) "nie czytaj TB, bo jest ideologicznie motywowana (...)"

              Ooooo, jaka zagrywka, jak w przedszkolu...Nie baw się z Boginką w tej samej piaskownicy???
              Dziecinada...

              Mnie rozśmiesza twierdzenie,że są osoby na forum, co sobie raz na zawsze z BSwM poradziły i mają swoje doskonałe i niezawodne sposoby i tricki...
              Przeciez relacja męsko-damska to sinusoida, wymaga ciągłej pracy i uważności a nie zestawu gierek i sztuczek...

              • yoric Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 02:34
                Daje facetowi dobre rady po prostu. Po co ma czytać kogoś, kto pisze to samo, niezależnie od przedstawionego opisu problemu. Mógły napisać "dzień dobry, jestem mężczyzną" i koniec wpisu, a w odpowiedzi dostanie łatkę "typowy samiec" (cytat z wątku) i 10 stron wypracowania kopiuj-wklej oderwanych od jego przypadku. Jeśli bowiem opis faktów nie pokrywa się z ideologią, tym gorzej dla faktów. Coś jak internetowy lekarz, który na odległość diagnozuje ci zapalenie płuc i potem wciska ci, że wcale nie boli cię noga, tylko klatka piersiowa.
                To nie jest dziecinada?
                • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 10:33
                  yoric napisał:

                  > Daje facetowi dobre rady po prostu. Po co ma czytać kogoś, kto pisze to samo, n
                  > iezależnie od przedstawionego opisu problemu.

                  No, "dobrymi radami jest piekło wybrukowane" ; -)

                  >Coś jak internetowy lekarz, który na odległość diagnozuje ci zapalenie płuc i pot
                  > em wciska ci, że wcale nie boli cię noga, tylko klatka piersiowa.
                  > To nie jest dziecinada?

                  Przecież wszyscy prawie tak tu odpowiadamy, stawiamy diagnozy na odległość, bez szczegółowego wywiadu....
              • urquhart Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 08:46
                mojemail3 napisała:
                > Mnie rozśmiesza twierdzenie,że są osoby na forum, co sobie raz na zawsze z BSw
                > M poradziły i mają swoje doskonałe i niezawodne sposoby i tricki...
                > Przeciez relacja męsko-damska to sinusoida, wymaga ciągłej pracy i uważności a
                > nie zestawu gierek i sztuczek...

                Ale jak ktoś od początku jest karmiony życzeniowymi bzdurami co powoduje wzrost a co spadek tej męsko-damskiej sinusoidy i z tego powodu w czarnej dupie, a nagle zaczyna odczuwać że dzięki nowym (innym znanym od dawna) sposobom i trickom odzyskuje kontrolę to ma poczucie przełomu, nieprawdaż? :)
                • mojemail3 Re: Brak seksu w związku .Proszę pomóżcie. 20.03.14, 10:48
                  urquhart napisał:

                  > Ale jak ktoś od początku jest karmiony życzeniowymi bzdurami co powoduje wzrost
                  > a co spadek tej męsko-damskiej sinusoidy i z tego powodu w czarnej dupie, a na
                  > gle zaczyna odczuwać że dzięki nowym (innym znanym od dawna) sposobom i trickom
                  > odzyskuje kontrolę to ma poczucie przełomu, nieprawdaż? :)

                  Prawdaż, ale takie poczucie kontroli i stosowanie sposobów i tricków mnie nie interesuje.
                  P......ę to.
              • kutuzow trafianie ciągle na złych facetów 20.03.14, 11:25
                mojemail3 napisała:
                > Mnie rozśmiesza twierdzenie,że są osoby na forum, co sobie raz na zawsze z BSw
                > M poradziły i mają swoje doskonałe i niezawodne sposoby i tricki...
                > Przeciez relacja męsko-damska to sinusoida, wymaga ciągłej pracy i uważności a
                > nie zestawu gierek i sztuczek...

                To nie jest kwestia jakiejś "tajemnej" wiedzy. To raczej nauczenie rozpoznawania pewnych sytuacji/wzorców które "nie rokują". Zobacz to tak jak z kobietami które ciągle trafiają na ten sam typ faceta, a to jednego alkoholika zamieniają na kolejnego, a to ciągle trafia im się "biedny misio" itp. To nie jest kwestia tylko jakiegoś okropnego pecha w życiu, tylko tego co człowiek akceptuje i jakich ludzi przyciąga do siebie.

                Prosty przykład.
                Jeden facet będzie godził się na rzadki i słaby seks przed ślubem mamiony wizją że "po ślubie partnerka się rozkręci" i ....się najczęściej rozczaruje. Drugi zaś będzie na tyle doświadczony, że będzie wiedział, że jeśli na początku jest kiepsko to może być tylko gorzej z czasem i nie będzie tracił czasu na taki związek.

                Także to nie jest kwestia "sztuczek", tylko raczej doświadczenia życiowego. Odkrycia, że popularne porady typu "staraj się bardziej", nie pomogą jeśli w związku jest większy problem niż tylko zmęczenie partnera. Przede wszystkim dla partnera/partnerki ten seks też musi być WAŻNY, aby osiągnęli jakieś porozumienie.
                • mojemail3 Re: trafianie ciągle na złych facetów 20.03.14, 11:30
                  kutuzow napisał:

                  (...)"Prosty przykład.
                  Jeden facet będzie godził się na rzadki i słaby seks przed ślubem mamiony wizją że "po ślubie partnerka się rozkręci" i ....się najczęściej rozczaruje. Drugi zaś będzie na tyle doświadczony, że będzie wiedział, że jeśli na początku jest kiepsko to może być tylko gorzej z czasem i nie będzie tracił czasu na taki związek(...)"

                  Masz rację, o ile facet nie będzie zaślepiony i racjonowanie mu do jego wizji kobiety będzie pasowało.
                  Poza różnicami w temperamencie mogą jeszcze wyjść jak szydło z worka róznice w seksualności, a taka chętna babka ( o której wczesniej pisała Bogini) może być powodem frustracji a nie radości z chęci na ilość ;-)
                  • kutuzow Re: trafianie ciągle na złych facetów 20.03.14, 11:57
                    mojemail3 napisała:
                    > Masz rację, o ile facet nie będzie zaślepiony i racjonowanie mu do jego wizji k
                    > obiety będzie pasowało.

                    Widzisz użyłaś słowa "zaślepiony". Jest to ciekawe bo wg Urqu dokładnie o to chodzi, że część facetów jest własnie "zaślepionych" przez wychowanie na "grzecznych chłopców". Takich co to mają się słuchać (czyli godzić się na to), być rozsądnymi itp. "Grzeczny Miś" rzadko kiedy zwilża kobiece cipki. Jest fajnym materiałem na partnera (bo pomoże/wesprze itp), ale nie zawsze powoduje że sama myśl o nim wywołuje zwierzęce pożądanie i częsty seks. Pisał o tym Yoric - o niby fajnym związku gdzie fajerwerków jednak nie było (przynajmniej tak to zrozumiałem odnosząc do swoich własnych podobnych doświadczeń).

                    > Poza różnicami w temperamencie mogą jeszcze wyjść jak szydło z worka róznice w
                    > seksualności, a taka chętna babka ( o której wczesniej pisała Bogini) może być
                    > powodem frustracji a nie radości z chęci na ilość ;-)

                    Owszem, dlatego warto się poznawać. Jeśli po pierwszym okresie zauroczenia okazuje się że nagle niewiele łączy ta parę (bo mają inny temperament, inne potrzeby itp), to raczej wg mnie nie ma sensu męczyć się kilka lat, próbując łączyć dwa różne światy bo z czasem i tak frustracja weźmie górę.
            • kutuzow Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 11:47
              yoric napisał:
              > - nie czytaj TB, bo jest ideologicznie motywowana. Jak sam widzisz wie lepiej o
              > d Ciebie, co odczuwa Twoja kobieta i będzie Ci to wciskać, bo jej pasuje do ide
              > ologii, i na podstawie tej ideologii tworzy wypracowania na 10 stron przy zerow
              > ym poparciu empircyznym.

              Głównym problemem TB, jest to, że na złym założeniu nie da się zbudować poprawnej teorii.
              TB zakłada (świadomie czy nie), dwie kwestie:
              1. Kobiety mają takie samo libido jak mężczyźni
              2. Za częstotliwość seksu w dużej mierzy odpowiedzialna jest "jakoś"/technika kochanka

              AD 1. Tutaj na forum jest straszny opór przed przyznaniem iż mężczyźni mają statystycznie większe libido (pochodna poziomu testosteronu). Na nic przykłady odwołujące się do poziomu prostytucji u obu płci, obecności na portalach typu erodate/zbiornik, skali przemysłu porno, rozkładu przestępstw na tle seksualnym w obu płciach itp. Nie będę tego dalej drążył.

              AD2. Oczywiście jakość tego co oferuje kochanek MA ZNACZENIE, ale jest to jeden z elementów który wpływa na zainteresowanie seksem u kobiet, a nie JEDYNY jak sugeruje nam TB.
              Owszem gdyby autor wątku był idealnym kochankiem w skali TB, miał Tantrę i Kamasutrę w małym paluszku to na pewno jego żona kochała by się z nim częściej. Pytanie tylko ILE CZĘŚCIEJ? Może nawet cztery razy częściej niż dotychczas....czyli zamiast 1 raz w miesiącu byłby 1 raz na tydzień. Co może przy jego potrzebach kilka razy na tydzień i tak byłoby za mało.

              Twierdzenie TB jest półprawdą. Analogicznie moglibyśmy twierdzić, iż lepsza jakość kształcenia matematyki w szkole podstawowej spowoduje, że więcej kobiet zostanie programistami/informatykami. To że teraz mało jest programistów/informatyków płci pięknej to wina złej jakości/techniki nauczycieli. Ta analogia jest równie prawdziwa co twierdzenie TB o kochankach. Owszem jakość szkolenia na pewno przełożyłaby się na większą liczbę kobiet studiujących informatykę na Politechnikach, z tym, że nawet wzrost o 100% dałby nam 8 studentek zamiast 4 w grupie co nadal byłoby 1/10 liczby studiujących mężczyzn na tym kierunku.

              Gdyby to technika była głównym czynnikiem od którego zależy częstotliwość seksu, to teoretycznie związki lesbijskie powinny uprawiać seks równie często jak związki gejowskie. Kto bowiem lepiej wie jak pieścić cipkę innej kobiety niż druga kobieta? Cytowałem już wcześniej badania że jest dokładnie odwrotnie (Urqu je dzisiaj przypomniał).
              Najczęściej uprawiają seks gejem, w środku są pary hetero, a lesbijskie pary najrzadziej!

              Także twierdzenie TB, w skrócie "za brak seksu/słaby/rzadki seks odpowiedzialna jest kiepska technika kochanka/faceta" jest błędne. Owszem technika ma znaczenie, ale nie decydujące.
              • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:05
                kutuzow napisał:
                >Analogicznie moglibyśmy twierdzić, iż lepsza jak
                > ość kształcenia matematyki w szkole podstawowej spowoduje, że więcej kobiet zos
                > tanie programistami/informatykami. To że teraz mało jest programistów/informaty
                > ków płci pięknej to wina złej jakości/techniki nauczycieli. Ta analogia jest ró
                > wnie prawdziwa co twierdzenie TB o kochankach. Owszem jakość szkolenia na pewno
                > przełożyłaby się na większą liczbę kobiet studiujących informatykę na Politech
                > nikach, z tym, że nawet wzrost o 100% dałby nam 8 studentek zamiast 4 w grupie
                > co nadal byłoby 1/10 liczby studiujących mężczyzn na tym kierunku.


                Hmmm, no tu bym polemizowała, a na dowód proszę opracowanie -raport w pdf o procentowym wzroście studiujących dziewcząt na Politechnikach...

                www.dziewczynynapolitechniki.pl/2012/pdfy/raport2012.pdf
                • kutuzow Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:16
                  mojemail3 napisała:

                  > Hmmm, no tu bym polemizowała, a na dowód proszę opracowanie -raport w pdf o p
                  > rocentowym wzroście studiujących dziewcząt na Politechnikach...
                  >
                  > rel="nofollow">www.dziewczynynapolitechniki.pl/2012/pdfy/raport2012.pdf


                  Zauważ, że chodziło mi o informatykę -kierunek ściśle związany z matematyką.
                  Nawet widzę, że się wiele nie pomyliłem pisząc o 1/10 :-) Zobacz na stronę 11 i 12.

                  Na kierunku informatycznym w latach 2006/2007 - 2010/2011 było od 9,1% do 8,2% -czyli jeszcze mniej niż pisałem

                  To że na politechnikach rośnie ogólna liczba dziewcząt wynika pewnie też z tego że ogólnie rosła (do czasu niżu demograficznego) liczba studentów.
                  • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:30
                    kutuzow napisał:

                    > Zauważ, że chodziło mi o informatykę -kierunek ściśle związany z matematyką. et widzę, że się wiele nie pomyliłem pisząc o 1/10 :-) Zobacz na stronę 11 i 12.
                    > Na kierunku informatycznym w latach 2006/2007 - 2010/2011 było od 9,1% do 8,2%
                    > -czyli jeszcze mniej niż pisałem
                    >
                    > To że na politechnikach rośnie ogólna liczba dziewcząt wynika pewnie też z tego
                    > że ogólnie rosła (do czasu niżu demograficznego) liczba studentów.

                    Dobrze, zwracam honor, ale jeszcze mi wrzuć badania naukowe potwierdzające większe zdolności i predyspozycje płci męskiej do matematyki ( bo nie wiem)

                    A z tym,że libido jest zmienne zarówno u kobiet jak i mężczyzn w ciągu życia też się nie zgadzasz???
                    • kutuzow Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 23:51
                      mojemail3 napisała:
                      > Dobrze, zwracam honor, ale jeszcze mi wrzuć badania naukowe potwierdzające więk
                      > sze zdolności i predyspozycje płci męskiej do matematyki ( bo nie wiem)

                      To nie jest takie proste, bo wg feministek badania są zafałszowane naleciałościami kulturowymi, że dziewczynki na starcie nie są tak samo mocno zachęcane do nauki matematyki jak chłopcy.
                      Skoro jednak widać niezbite dowody, że chłopcy znacznie gorzej od dziewczynek radzą sobie z umiejętnościami językowymi (np. 90% jąkających się to chłopcy/mężczyźni), to uważam że realne jest iż w drugą stronę też mogą istnieć jakieś zależności.

                      > A z tym,że libido jest zmienne zarówno u kobiet jak i mężczyzn w ciągu życia te
                      > ż się nie zgadzasz???

                      Wiesz, gdy para KOCHA się na wzajem to zmienne libido w ciągu życia nie jest problemem. Bo jeśli kochasz drugą osobę to w naturalny sposób chcesz o nią dbać, zaspokajać jej potrzeby. Jeśli nie masz ochotę na seks, to zostają inne sposoby (oral, petting itp). Wg mnie jeśli ktoś twierdzi że pieszczenie osoby którą (niby) kocha jest dla niego odrażające, to wg mnie uczucia tam nie ma, a jest przyzwyczajenie i wygoda.
                      • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 07:55
                        Biologicznych różnic miedzy kobietami i mężczyznami jest dosyć sporo.
                        Kobiety dużo lepiej odróżniają kolory, za to my widzimy lepiej w ciemności. Spowodowana to jest inna proporcja miedzy ilości słupków i pręcików w siatkówce i takich różnic można znaleźć dosyć sporo.
                      • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 11:58
                        "chłopcy znacznie gorzej od dziewczynek r
                        > adzą sobie z umiejętnościami językowymi (np. 90% jąkających się to chłopcy/mężc
                        > zyźni),"

                        Ja tylko w kwestii formalnej: jąkanie nie musi mieć nic wspólnego z umiejętnościami językowymi.
                        Ktoś może się jąkać, kiedy mowi, a jednoczesnie może pięknie, elokwentnie pisać.
                        • kutuzow Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 12:17
                          rekreativa napisała:
                          > Ja tylko w kwestii formalnej: jąkanie nie musi mieć nic wspólnego z umiejętnośc
                          > iami językowymi.
                          > Ktoś może się jąkać, kiedy mowi, a jednoczesnie może pięknie, elokwentnie pisać

                          Chodzi tutaj o mowę. Jąkanie jest najbardziej miarodajne -bo można je zbadać i policzyć (widać ogromną nadreprezentację chłopców). Poza tym ogólnie chłopcy (statystycznie) później zaczynają mówić (od dziewczynek) i w tym samym wieku mają często mniejszy zasób słów.

                          Pisanie, jako posługiwanie się językiem to już raczej późniejszy okres, gdy te różnice się zacierają (nie są tak bardzo widoczne).
                          • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:18
                            Ok, rozumiem.
                            Tylko wydaje mi się, że znowu o dwóch innych rzeczach mówimy: różnice biologiczne, które można łatwo zbadać, zmierzyć oraz różnice, które moga wyjść w statystykach, ale trudno jednoznacznie określić ich korelacje i przyczyny.
                            Więcej chłopców się jąka, dziewczynki lepiej odrózniają odcienie kolorów, autyzm dotyka bardziej chłopców, a choroby tarczycy znacznie częściej dotykaja kobiet - to są fakty.
                            Ale teraz, jak wytłumaczyć, że wśród znanych malarzy czy wielkich pisarzy prawie nie ma kobiet? Przecież biologia raczej by tu faworyzowała kobiety, skoro to one lepiej odrózniają barwy i łatwiej posługują się językiem?
                            Ktoś tu zaraz wtrąci "kreatywność". To zadajmy sobie kolejne pytanie, czy naprawdę wystarczy być kreatywnym i zdolnym, żeby Twe obrazy wystawiła najbardziej znana galeria w kraju, albo żeby jakiś milioner chciał je kupić i powiesić w soim gabinecie?
                            Czy żeby zostać szefem kuchni w trzygwiazdkowej restauracji wystarczy po prostu świetnie gotować? Ilu jest mężczyzn fajnie gotujących, a ilu jest Gordonów Ramseyów?
                            Czy żeby zdobyć intratne stanowisko w firmie wystarczy dobrze wykonywać swoje obowiązki?
                            Czy awans zawsze dostanie ten lepszy programista, czy może czasem ten, który po prostu umie gładko pochlebiać szefowi?
                            Itd. Itp.
                            Rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona, niż mierzalne różnice biologiczne.
                            A sukces jedynie w iluś procentach zależy od faktycznych predyspozycji i umiejętności - reszta to charakter, osobowość, okoliczności, sytuacja ekonomiczna i społeczna danego miejsca, sytuacja osobista, mnóstwo jeszcze innych rzeczy, a w końcu i odrobina zwykłego szczęścia.
                    • lybbla Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 03:21
                      mojemail3 napisała:

                      > Dobrze, zwracam honor, ale jeszcze mi wrzuć badania naukowe potwierdzające
                      > większe zdolności i predyspozycje płci męskiej do matematyki ( bo nie wiem)

                      Mojemail po co od razu badania naukowe.

                      Tu trzeba dopowiedzieć o czym mówimy.
                      Jaki jest rozkład zdolności matematycznych dla kobiet a jaki dla mężczyzn nie wiem.
                      Być może jest więcej głąbów matematycznych wśród mężczyzn niż wśród kobiet.
                      Wiem jednak, że chłopaki w matematyce wyżej skaczą.
                      Obejrzyj sobie listy finalistów olimpiad matematycznych
                      archom.ptm.org.pl/?q=node/7
                      Przejrzałem jedną: 9 kobiet na 101 finalistów.
                      Żadna kobieta nie dostała medalu Fieldsa.

                      • urquhart chłopaki w matematyce wyżej, zmaskulinizowany mózg 21.03.14, 08:06
                        lybbla napisał:
                        > Tu trzeba dopowiedzieć o czym mówimy.
                        > Jaki jest rozkład zdolności matematycznych dla kobiet a jaki dla mężczyzn nie w
                        > iem.
                        > Być może jest więcej głąbów matematycznych wśród mężczyzn niż wśród kobiet.
                        > Wiem jednak, że chłopaki w matematyce wyżej skaczą.

                        To dosyć znana zależność że wśród mężczyzn jest więcej geniuszów ale i idiotów a średnia badań IQ zawsze wychodzi taka sama dla obu płci.
                        Każdy zarodek jest żeński, płód i jego mózg maskulinizuje się wskutek skomplikowanej obróbki hormonami na każdym etapie rozwoju którego może pójść coś nie tak. Stąd także też przecież znacznie większy odsetek osobników homo, trans.
                        Za uzdolnienia matematyczne, programistyczne czy czytanie map odpowiada obszar abstrakcyjnego myślenia który jest u mężczyzn wiekszy, co dziś sie łatwo bada, kobiety mają typowo większy obszar doznań zmysłowych, emocji, węchu i znacznie więcej połączeń między półkulami.
                        Oczywiście to że 10% kobiet ma odwrotnie i zmaskulinizowany mózg posiadaczki waginy dla feministek jest dowodem że nie ma reguł, a dla neuropsychologów konsekwentnym przykłądem maskulinizującego wpływu testosteronu na mózg ważniejszego od faktu posiadania waginy który jedynie potwierdza regule :)

                        Determinujący Wpływ kulturowy to banialuki dla naiwnych i wyznawców gender, niczym geocentryzm dla wyznawców boskiej sprawiedliwości świata niegdyś. Od dawna w naszym kręgu kulturowym dziewczynki statystyczne osiągają lepsze wyniki w szkołach od chłopców, znacznie więcej z nich uczęszcza i kończy wyższe studia, czyli lepiej wykorzystują równe szanse, ba nawet wiecej zakłada prywatne firmy, łatwiej im pozyskać środki, tymczasem mniej z nich osiąga sukces i rzadziej słychać o wybitnych pomysłach i osiągnięciach i sukcesach tych firm, ba feministki muszą walczyć o parytety w zarządach. Mało tego, znana jest zalezność że te najlepsze absolwentki i absolwenci grzęzną na szczeblach średniej kariery i wykańczają ich choroby zawodowe przez nadodpowiedzialność która kiedyś była motorem ich pracowitości. Nadmiar odpowiedzialności zabija kreatywność.
                        Bo niestety kreatywność to przecież pozytywny odcień cechy lenistwa ale połączonej z odpowiedzialnością do tego niezbędna jest potrzeba rywalizacji a nie jedynie wiedza, inteligencja i zdolności społecznych. . Idealny zestaw naturalnych takich preferencji posiada kobieta o męskim mózgu którą rodzice nie skazili nadopowiedzialnością w wychowaniu.
                        Typowi geniusze mają przecież rozrostu obszaru abstrakcyjnego myślenia kosztem obszaru emocji w mózgu i w konsekwencji brak zdolności społecznych i inteligencji emocjonalnej też blokuje ich w osiąganiu sukcesu. Mężczyźni z najwyższym testosteronem też wcale nie mają wysokiego IQ, natura nie predysponuje ich do rozwijana akurat tej zdolności, użycie mięśni i skłonność do agresji rozwiązywało ich problemy ;0
                        Wszystko ma swoje konsekwencje, a przyczyna rodzi jakiś skutek.
                        • hello-kitty2 Re: chłopaki w matematyce wyżej, zmaskulinizowany 21.03.14, 09:41
                          urquhart napisał:

                          Mało tego, znana jest zalezność że te naj
                          > lepsze absolwentki i absolwenci grzęzną na szczeblach średniej kariery i wykańc
                          > zają ich choroby zawodowe przez nadodpowiedzialność która kiedyś była motorem i
                          > ch pracowitości. Nadmiar odpowiedzialności zabija kreatywność.
                          > Bo niestety kreatywność to przecież pozytywny odcień cechy lenistwa ale połączo
                          > nej z odpowiedzialnością do tego niezbędna jest potrzeba rywalizacji a nie jedy
                          > nie wiedza, inteligencja i zdolności społecznych. . Idealny zestaw naturalnych
                          > takich preferencji posiada kobieta o męskim mózgu którą rodzice nie skazili nad
                          > opowiedzialnością w wychowaniu.
                          > Typowi geniusze mają przecież rozrostu obszaru abstrakcyjnego myślenia kosztem
                          > obszaru emocji w mózgu i w konsekwencji brak zdolności społecznych i inteligenc
                          > ji emocjonalnej też blokuje ich w osiąganiu sukcesu. Mężczyźni z najwyższym tes
                          > tosteronem też wcale nie mają wysokiego IQ, natura nie predysponuje ich do rozw
                          > ijana akurat tej zdolności, użycie mięśni i skłonność do agresji rozwiązywało i
                          > ch problemy ;0

                          Bardzo ciekawy post szczegolnie w odniesieniu do lenistwa i nadodpowiedzialnosci. Tez oserwuje w grupie chlopaka, ktoremu wroze znakomita przyszlosc, a najciekawsze, ze gdybym miala go scharakteryzowac jednym slowem, to nazwalabym go leniem ;) Ale ma w sobie jakis taki dystans, luz, brak otwartej krytyki wobec innych osob ale jednoczesnie nie odpuszcza rywalizacji, przebija ludzi kreatywnoscia i entuzjazmem. Jest leniem ale nie olewa. Konkuruje ale bez emocji i zawisci, nagadywania. Najciekawsze, ze nie znam takich kobiet. Kobiety albo nie sa zupelnie czyms zainteresowane, olewaja albo angazuja sie za bardzo. Nadodpowiedzialnosc jest niszczaca, nie pozostawia miejsca na oddech, luz.
                      • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 17:43
                        lybbla napisał:

                        > Mojemail po co od razu badania naukowe.
                        >
                        > Tu trzeba dopowiedzieć o czym mówimy.
                        > Jaki jest rozkład zdolności matematycznych dla kobiet a jaki dla mężczyzn nie w
                        > iem.

                        Ja wiedziałam,że jak Was dobrze podpuścić, to się zacznie licytowanie się:-)
                        Może jeszcze statystyki bezrobocia, przestępczości, samobójstw i zapadalności na choroby psychiczne...
                        Nie wiem po co wytaczacie takie działa,żeby umniejszyć przeciwną płeć???
                        Smutne.
                • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:30
                  Mam za sobą z 7-8 lat pracy jako programista, miałem duży przemiał doświadczeń, tylko dwa lata z tego przepracowałem na etacie w jednym miejscu, do czynienia miałem przez ten czas z kilkoma kobietami które programowały - wszystkie poza jedną, znalazły by się w top ten najgorszych programistów gdyby je umieścić w generalce, wszystkie poza tą jedną wykazywały raczej niechęć do tej pracy, gdy u mężczyzn często programowanie staje się pasją, okazją do mierzenia się z intelektualnymi wyzwaniami. Przez te wszystkie lata współpracowałem z wieloma menadżerami - kobiety były dwoma najlepszymi w moim odbiorze, do dzisiaj dobrze wspominam świetną współpracę. Jak słyszę, ze rozkład płci w programowaniu to efekt kulturowy, to mnie śmiech ogarnia, te dziewczyny nie trafiły do branży na siłę, spróbowały, ale po prostu, w większości przypadków to nie dla nich; nie podejmuję się odpowiadać dlaczego, wystarczy mi, że moje doświadczenia każą mi to traktować jako fakt.
                  • urquhart top ten najgorszych programistów - a pasja 20.03.14, 12:44
                    bigbadpig napisał:

                    > Mam za sobą z 7-8 lat pracy jako programista, miałem duży przemiał doświadczeń,
                    > tylko dwa lata z tego przepracowałem na etacie w jednym miejscu, do czynienia
                    > miałem przez ten czas z kilkoma kobietami które programowały - wszystkie poza j
                    > edną, znalazły by się w top ten najgorszych programistów gdyby je umieścić w ge
                    > neralce,

                    To trochę jak z tymi porządkami i garami o które pytałeś. Mam stryja który był szefem kuchni w znanych drogich restauracjach i potrafi na talerzu wyczarować cuda że gościom opada kopara, nie jest od tego mniej męski od stania przy garach, gotowanie jest jego pasją, jakieś nagrody zdobywał, zmieniał narzeczone jak rękawiczki , ale to co robi nigdy nie pokazywał jako cierpiętnictwo, dodatek do dzieci i rytuałów gniazda konieczność tylko kompetencja, wyzwanie i pasja i to jest męskie. Zawsze wychodził do gosci i szczerze wkręcało go że im smakuje to co im robił, przysiadał sie i słuchał jak zasłużyćł na pochwały.
                    Niemal każda kobieta gotuje ...
                    • bigbadpig Re: top ten najgorszych programistów - a pasja 20.03.14, 12:59
                      Jednostki mnie nie przekonują jako argument, moja żona gotuje lepiej od 95% ludzi u których jadłem; też bardzo jest łasa na efekt zwrotny; też lubi komponować, kombinować - bierze przepis i mówi: to mnie nudzi, zrobię to po swojemu. Nie jest to postawa zarezerwowana dla mężczyzn. Ja pisałem o tych programistkach, tam najwyraźniej je ta praca męczy i frustruje, to bywa bardzo stresująca praca, ale przecież nie jest tak, że one mają na pracę jako taką wywalone, że nie mają potrzeby wykazywać się, dowartościowywać się dowodząc swoich umiejętności. Z drugiej strony właśnie w pełni rozumiem, że jego męskość nie cierpiała na gotowaniu, ale nie zrozumiałem zupełnie tego otwartego zakończenia: "Niemal każda kobieta gotuje ..." no i co dalej?
                      Gotują ale nie są jak Twój stryj?
                      A mężczyźni którzy gotują, jak jeden - są?
                  • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 12:44
                    bigbadpig napisał:

                    "Jak słyszę, ze rozkład płci w programowaniu to efekt kulturowy, to mnie śmiech ogarnia, te dziewczyny nie trafiły do branży na siłę (...)"

                    A ktoś napisał,że to efekt kulturowy???
                    Ja sama jestem ciekawa, a przyznaję szczerze, mnie taka praca jak również intelektualna gra w brydża w ogóle nie interesuje, od siedzenia na dupie to można hemoroidów dostać, preferuję działanie oraz inny rodzaj stymulacji intelektualnej( cokolwiek byś o moim poziomie intelektualnym sądził;-)
                    Miałam takiego "menadżera" co się o swoich pracownikach i ich intelekcie ( nie dorastacie mi do pięt) wyrażał z lekceważeniem, pracował też jako programista,teraz stacza się jako alkoholik, po dawnej potędze jedynie sny zostały.
                  • that.bitch.is.sick Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 14:57
                    bigbadpig napisał:

                    > Mam za sobą z 7-8 lat pracy jako programista, miałem duży przemiał doświadczeń,
                    > tylko dwa lata z tego przepracowałem na etacie w jednym miejscu, do czynienia
                    > miałem przez ten czas z kilkoma kobietami które programowały - wszystkie poza j
                    > edną, znalazły by się w top ten najgorszych programistów gdyby je umieścić w ge
                    > neralce, wszystkie poza tą jedną wykazywały raczej niechęć do tej pracy, gdy u
                    > mężczyzn często programowanie staje się pasją, okazją do mierzenia się z intele
                    > ktualnymi wyzwaniami. Przez te wszystkie lata współpracowałem z wieloma menadże
                    > rami - kobiety były dwoma najlepszymi w moim odbiorze, do dzisiaj dobrze wspomi
                    > nam świetną współpracę. Jak słyszę, ze rozkład płci w programowaniu to efekt ku
                    > lturowy, to mnie śmiech ogarnia, te dziewczyny nie trafiły do branży na siłę, s
                    > próbowały, ale po prostu, w większości przypadków to nie dla nich; nie podejmuj
                    > ę się odpowiadać dlaczego, wystarczy mi, że moje doświadczenia każą mi to trakt
                    > ować jako fakt.

                    E tam, taką samą śpiewkę stosowano w czasach gdy panowie z brodami w surdutach udowadniali że kobiety nie nadają się na lekarzy i prawników bo ich mózgi inaczej funkcjonują:) gdyż argumentacją to ciężko nazwać. Jeśli ktoś powołuje się na swoją profesjonalną wiedzę w ocenie cudzych kompetencji a jednocześnie przywołuje kryterium płci to świadczy o ideologicznym i emocjonalnym nastawieniu w miejscu racjonalnego.
                    A nie sądzisz, że twoje wnioski mogą wynikać z wielu innych przyczyn nie z ideologii którą podałeś. I ta historyjka o mężczyznach programujących z pasją, podczas gdy kobieta tylko czeka by wrócić do domu i ugotować mężowi kartofle. To zbyt pięknie brzmi. Jak biskup, tak retorycznie podkoloryzowałeś:).

                    Freedom's just another word for nothing left to lose
                    Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                    • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 15:28
                      > Jeśli ktoś powołuje się na
                      > swoją profesjonalną wiedzę w ocenie cudzych kompetencji a jednocześnie przywoł
                      > uje kryterium płci to świadczy o ideologicznym i emocjonalnym nastawieniu w mie
                      > jscu racjonalnego.

                      Jeśli opisałem swoje obserwacje i one Ci się nie spodobały, a można je ewentualnie nazwać kontrowersyjnymi (szczególnie jak się doda jakieś wtręty o kartoflach) to niech kontrowersja będzie argumentem. A robi się to tak: moje słowa nie trafiają w poprawność, wnioski mogłyby być niepopularne, niepoprawne jak to się mówi. Kulturalni, wykształceni ludzie takich rzeczy nie mówią, wiedzą jak jest bo są wykształceni. Już sam fakt, że wyartykułowałem takie "historyjki" źle świadczy o mnie, dyskredytuje mnie. A skoro jestem zdyskredytowany to moje słowa również, nie jestem wiarygodny. Ja mówię o mojej praktyce, lubię Cię więc specjalnie dla Ciebie mogę napisać moje obserwacje wymyślone tak, żeby Ci bardziej odpowiadały: np. jeden z dwójki najlepszych menadżerów z jakimi miałem do czynienia był mężczyzną, a kobiety programistki z którymi miałem do czynienia bywały równie dobre i "zajawione" jak mężczyźni. W takiej formie to już nie będzie "historyjka"?
                      • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 15:39
                        Ja własnie męża spytałam, czy pracował z babkami programistkami - pracował.
                        Czy były dobre? Dobre, mówi, lepsze od wielu facetów, z którymi pracowal.
                        No i co z tego wynika? Nic, tak naprawdę. Ot, po prostu doświadczenie jednej osoby. Podobnie jak to, o czym Ty piszesz.
                        Trudno na tej podstawie wyciągać ogólne wnioski dot. kobiet-programistek.
                        • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 16:01
                          Ok, ja mam inne doświadczenia; gdybym miał takie jak twój maż nie miałbym o czym tu pisać. Trudno jest poddać weryfikacji własne życiowe obserwacje, tylko dlatego, że kłóci się z nimi cytowana relacja męża osoby z forum o którym nic nie wiadomo. Być może kobiety i mężczyźni są identyczni w kwestii predyspozycji do programowania - ja po prostu tego nie dostrzegam. Jeśli widzę wzorzec, a nie doktoryzuję się akurat w danym temacie, to przyjmuję go jako wiarygodny z ewentualną opcją na weryfikację jeśli inne fakty mnie do tego skłonią. Nie jestem mizoginem, jestem daleki od paternalizmu wobec kobiet. Wysoko oceniam kompetencje kobiet z którymi współpracuję, a z jakiegoś powodu na szczeblu z jakim miałem jako programista do czynienia, kobiety są większością. Z innej bajki - moja żona jest rewelacyjna w kwestii rozwiązywania trudnych sporów - ma pracę która tego od niej wymaga i nie wyobrażam sobie abym mógł z nią konkurować w tej kwestii. To wszystko nie zmienia faktu, że prawie wszystkie kobiety programistki które znałem były słabe. Kod ma to do siebie, że przy pierwszym nieszablonowym problemie czarno na białym pokazuje skill autora, nie pozostawia niedomówień, to nie są moje interpretacje. Mogę co najwyżej nie znać przyczyn które sprawiły, że tak to wyglądało, może to był przypadek? Żeby jakoś ogarnąć rzeczywistość, czasami trzeba przestać patrzeć ze zdziwieniem na powtarzalność obserwacji i założyć występowanie wzorca.
                          • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 17:48
                            "Trudno jest poddać weryfikacji własne życiowe obserwacje, tylko dla
                            > tego, że kłóci się z nimi cytowana relacja męża osoby z forum o którym nic nie
                            > wiadomo"

                            A jakby było coś wiadomo (i co?), to byłbys skłonny weryfikować swoje obserwacje? Bo nie bardzo rozumiem, co ma piernik do wiatraka.
                            W końcu Ty dla mnie jesteś równie obcy, co mój mąż dla Ciebie.
                            Równie dobrze trzy czwarte opisywanych tu historii z zycia może być wyssana z palucha, ot, żeby akurat do tezy pasowało.
                            Nie zarzucam Ci bynajmniej, że zmyślasz, ale nie uważam, by jednostkowe doświadczenie można było przekładać na jakieś ogólne wzorce. Spotkałeś same beznadziejne programistki, ale to faktycznie mógł być przypadek. Z drugiej strony, to, że Twoja żona jest świetnym mediatorem, nie oznacza, że ogół kobiet ma większe predyspozycje od mężczyzn do takiej roboty (nawet jakbyś znał jeszcze ze dwie czy trzy dobre mediatorki, to nadal by nie znaczyło, że kobiety są w tym lepsze).

                            PS Przy okazji powiedz jeszcze, ilu kiepskich programistów spotkałeś w pracy? Bo chyba nie wszyscy to wybitne umysły, co?
                            • bigbadpig Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 20.03.14, 20:48
                              > PS Przy okazji powiedz jeszcze, ilu kiepskich programistów spotkałeś w pracy? B
                              > o chyba nie wszyscy to wybitne umysły, co?

                              Nie prowokuj :P Cokolwiek nie napiszę w temacie będzie złudzeniem, fałszem albo historyjką; chyba, że akurat będzie pasować do symetrycznego wzorca. Ja akurat widzę pomiędzy płciami asymetrie w rozkładzie statystycznym wielu cech, ale nie mam zamiaru nikogo nawracać, bądźmy sobie identyczni jak komuś to bardziej pasuje.
                                  • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 08:12
                                    Programowanie do dosyć trudna sztuka i trzeba mieć dar żeby dobrze to robić. Nie wystarczy inteligencja i chęci. Ja próbowałem ale stwierdziłem że nie będę w tym wystarczająco dobry więc zostałem facetem od sieci.
                                    Z moich skromnych obserwacji wynika że kobiety dużo rzadziej maja dar do programowani lub ogarniania sieci. Przepchnąłem 3 kobiety przez studia z informatyki łącznie z napisaniem za nie prac mgr i niby zdolne inteligentne kobiety a przy jak im robiłem zadania i je tłumaczyłem to po prostu masakra.....
                                    • hello-kitty2 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 09:47
                                      orzech69 napisał:

                                      Przepchnąłem 3 kobiety przez studia z informatyki
                                      > łącznie z napisaniem za nie prac mgr

                                      Powiem po budowlanemu: a na chuj je pchales? ;)

                                      i niby zdolne inteligentne kobiety a przy
                                      > jak im robiłem zadania i je tłumaczyłem to po prostu masakra.....

                                      Strzelam: moze nie potrafiles sie umiejetnie wyslowic? ;)
                                      • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 11:32
                                        hello-kitty2 napisała:

                                        > orzech69 napisał:
                                        >
                                        > Przepchnąłem 3 kobiety przez studia z informatyki
                                        > > łącznie z napisaniem za nie prac mgr
                                        >
                                        > Powiem po budowlanemu: a na chuj je pchales? ;)

                                        dla pieniędzy.

                                        > i niby zdolne inteligentne kobiety a przy
                                        > > jak im robiłem zadania i je tłumaczyłem to po prostu masakra.....
                                        >
                                        > Strzelam: moze nie potrafiles sie umiejetnie wyslowic? ;)

                                        Posiłkowałem się książka c++ for dummies prościej niż w tej książce to już się nie da. Uczyły się na blachę jak to działa i modliliśmy się żeby nie kazali im czegoś zmieniać.
                                        • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 12:51
                                          Jejuś, weź już przestań z tym kobiecym i męskim mózgiem.
                                          Jesteś facetem? Czujesz się fizycznie i pscyhicznie mężczyzną? To znaczy, że mózg w Twojej łepetynie jest mózgiem faceta. A nie żaden "kobiecy", nawet jeśli będziesz nosił różowe sweterki i płakał na "Pożegnaniu z Afryką".
                                          • kutuzow Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:08
                                            rekreativa napisała:

                                            > Jejuś, weź już przestań z tym kobiecym i męskim mózgiem.
                                            > Jesteś facetem? Czujesz się fizycznie i pscyhicznie mężczyzną? To znaczy, że mó
                                            > zg w Twojej łepetynie jest mózgiem faceta. A nie żaden "kobiecy", nawet jeśli b
                                            > ędziesz nosił różowe sweterki i płakał na "Pożegnaniu z Afryką".

                                            ...a jak wyjaśnisz przypadki osób które zmieniają płeć, bo czują się np. mężczyzną w ciele kobiety lub na odwrót?

                                            Zauważ, że to nie jest proces 0/1, tylko jest to jakaś skala. Nie trzeba od razu zmieniać płci żeby udowodnić że ma się "kobiecy" mózg.
                                            Zobacz np. na gejów którzy "pełnią rolę kobiety" w związku z innym facetem. Nie widzisz róznicy w zachowaniu, podejściu, kwestiach emocjonalnych itp?
                                            • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:33
                                              A ci dalej swoje jak mantrę...
                                              Po pierwsze wyraźnie napisałam: jesli czujesz się fizycznie i PSYCHICZNIE facetem - więc po co pytasz o trans osoby? Zresztą trans osoba to nie jest facet z kobiecym mózgiem, ani kobieta z męskim mózgiem - to jest kobieta z męskim ciałem, albo facet z kobiecym ciałem - bardzo duża, wbrew pozorom, różnica.
                                              Po drugie: gej , choćby najbardziej przegięty i cioteczkowaty wciąż ma mózg faceta, bo kuzwa, jest nim. Nawet jeśli mówi o sobie per "ona" . Jest facetem i ma mózg faceta, bo się ani trochę nie czuje kobietą, kocha swojego peniska i ani przez chwilę nie marzył o zmianie płci.
                                              Przy okazji> żebyś nigdy nie zapytał jakiegoś gejowskiej parki, kto jest "kobietą" w tym związku - tam nie ma żadnego udawania kobiety, bo to są GEJE - a geje lubią FACETÓW.
                                              To wy, drodzy panowie zerojedynkowi, zrozumcie wreszcie, że FACET to nie jest monolit.
                                              A wrażliwość, upodobanie do rózowego, albo emocjonalność to nie są cechy z natury kobiece, tylko osobnicze.
                                              Ja oczywiście rozumiem, że ten "kobiecy" i "męski" mózg to są takie tam symboliczne nazwy dla ułatwienia rozmowy, ale mimo wszystko mnie wkurzają, bo zakładają stereotypowe istnienie stałego, przypisanego do płci zestawu cech, zdolności i predyspozycji, czyli bazują na fałszywej podstawie.
                                              • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:42
                                                rekreativa napisała:
                                                > Ja oczywiście rozumiem, że ten "kobiecy" i "męski" mózg to są takie tam symboli
                                                > czne nazwy dla ułatwienia rozmowy, ale mimo wszystko mnie wkurzają, bo zakładaj
                                                > ą stereotypowe istnienie stałego, przypisanego do płci zestawu cech, zdolności
                                                > i predyspozycji, czyli bazują na fałszywej podstawie.
                                                To nie są symbole tylko cechy biologiczne. Jest typowo męski mózg i typowo kobiecy mózg. Z tym żeby było trudniej istnieje cała gama mózgów "przejściowych".
                                                • urquhart Żaden symbol tylko konkretnie działanie hormonów 21.03.14, 14:02
                                                  orzech69 napisał:

                                                  > rekreativa napisała:
                                                  > > Ja oczywiście rozumiem, że ten "kobiecy" i "męski" mózg to są takie tam s
                                                  > ymboli
                                                  > > czne nazwy dla ułatwienia rozmowy, ale mimo wszystko mnie wkurzają, bo za
                                                  > kładaj
                                                  > > ą stereotypowe istnienie stałego, przypisanego do płci zestawu cech, zdol
                                                  > ności
                                                  > > i predyspozycji, czyli bazują na fałszywej podstawie.
                                                  > To nie są symbole tylko cechy biologiczne. Jest typowo męski mózg i typowo kobi
                                                  > ecy mózg. Z tym żeby było trudniej istnieje cała gama mózgów "przejściowych".

                                                  Żaden symbol tylko konkretnie działanie hormonów typowo żeńskich estrogenu lub typowo męskich testosteronu na mózg podczas jego formowania co potem przejawia się w budowie mózgu i najczęściej skorelowane jest z chromosomami płodu ale niekoniecznie. Najczęściej koreluje potem ze stymulacją i równowagą hormonalną późniejszego organizmu. Jest to następstwem genów, ale i zaburzeń hormonalnych podczas ciąży i przekłada się potem na preferencje i cechy osobnicze.
                                                  Dlaczego irytuje to potwornie kogoś wierzącego w gender i feminizm doskonale rozumiem :)
                                                  • bigbadpig Re: Żaden symbol tylko konkretnie działanie horm 21.03.14, 14:18
                                                    Feminizm to chyba zupełnie inna bajka, dotyczy organizacji życia społecznego a nie hormonów i hromosomów; a gender w formie niewypaczonej przez KK i polskie przy wódce rozmowy, analizuje zakres i sposób oddziaływania kultury na rozumienie płci, ograniczenia z tego wynikające i samookreślanie siebie (to tak w skrócie) Dlatego sformułowanie "wierzący w gender i feminizm" jest bez sensu w tym kontekście. Feminizm można odrzucać lub wspierać, a wiara w gender to by było coś jak "wiara w BADANIA antrpologów dot. kultur staroindiańskich. Wiara w co konkretnie? W słuszność obserwacji? W zasadność badania? Już o tym pisałem i przytoczyłem wypowiedzi polskiej "sceny gender" w sensie ludzi zaangażowanych zawodowo a nie idiotów typu kempa, biskupi czy środa - i z ichwypowiedzi jednoznacznie wynikało, że w ogóle nie interesuje ich kwestionowanie różnic fizjologicznych, ale analiza kultury. Usilne zamykanie oczu na ten wpływ, dla zajęcia klarownego stanowiska (za/przeciw) w sprawie gender to taki sam idiotyzm. Zalinkowany kiedyś filmik skandynawskiego komika powiela te obiegowe kłamstwa poprzez, jak mniemam, świadomy dobór rozmówców. To tak na marginesie - odnośnie do jednego zdania z Twojej wypowiedzi :P
                                                  • rekreativa Re: Żaden symbol tylko konkretnie działanie horm 21.03.14, 14:34
                                                    Problem polega na tym, że urqu każdy sprzeciw wobec głoszonych przez siebie teorii, każdą próbę polemiki, każdą wyrazoną wątpliwość klasyfikuje jako feministyczno-genderowy wrzask i jako taki rzuca od razu do kosza.
                                                    Nie zgadzasz się z urqu, znaczy jesteś feministka ze zrytym genderowo łbem.
                                                  • urquhart Wyznawanie Gender Studies 21.03.14, 19:01
                                                    bigbadpig napisał:
                                                    > czyłem wypowiedzi polskiej "sceny gender" w sensie ludzi zaangażowanych zawodow
                                                    > o a nie idiotów typu kempa, biskupi czy środa - i z ichwypowiedzi jednoznacznie
                                                    > wynikało, że w ogóle nie interesuje ich kwestionowanie różnic fizjologicznych,
                                                    > ale analiza kultury.

                                                    Odpowiem ci tak. Jak odnoszę się do tematu Katolicyzmu to odnosisz się jedynie do głoszonych ideałów czynienia dobra wszystkim? Czy kulturę i zjawiska które tworzy? Środa to oficjalnie profesor od GS i prowadzi zajęcia z GS na UW o ile wiem i nie jest żadnym ekstremum.
                                                    Feminizm jako równouprawnienie kobiet w ich prawach i uznania dorobku jest dla mnie oczywistą oczywistością jak ideały czynienia dobra u katolików. Ale feminizm który ujawnia się w mediach i polityce to feminizm radykalny, który zakłada przyczynę opresji kobiet w męskiej dominacji opartej na patriarchalnych strukturach społeczeństwa. To jedynie wiara bo moim zdaniem opresja dotyczy po prostu zawsze słabszych.
                                                    Wspomniany komik nie dobierał idiotów, ale zwrócił się do oficjalnych lokalnych katedr GS jak opisują, a po owym filmie i wytknięciu niekompetencji straciły one państwowe finansowanie.

                                                    Nie kwestionuje ani skuteczności socjotechnik ani wielu badanych zależności kulturowych, ale wiara w gender to dla mnie coś wiecej wiara w ów paradygmat męskiej opresyjności (czyli definiuje źródło zła) wiara że rozmycie ról płciowych (czyli ujmując dosłownie kulturowe wykastrowanie) przyczyni się do ulepszenia życia społecznego (coś ala komunizm wdział ideał w likwidacji klas) , oraz na koniec dopiero krytykowaną w filmie wiarę że różnice płciowe biorą się tylko czy głównie z kultury a biologiczny wpływ jest pomijalny

                                                    Cytując z Wiki > Gender studies
                                                    Studia te wyrosły w latach 70. XX w. z tzw. women's studies jako akademicki efekt działań drugiej fali feminizmu. (...) Problematyka płci kulturowej analizowana jest w powiązaniu z kwestiami klasowymi, etnicznymi, rasowymi, religijnymi i innymi. Ważnym obszarem analiz w obrębie gender studies jest nienormatywność płciowa: zjawiska transseksualizmu, transgenderyzmu czy androgynii. Przedmiotem badań w gender studies jest także seksualność, w tym szczególnie normy seksualne oraz obszary seksualnej nienormatywności.
                                                    Ważnym paradygmatem studiów gender jest teoria społeczeństwa patriarchalnego, zgodnie z którą kobiety są ofiarami instytucjonalnie utrwalonej męskiej dominacji w społeczeństwie i kulturze. Dominacja ta, uzasadniana naturalną nierównością biologiczną płci, prowadziła do wykluczenia kobiet z najważniejszych obszarów życia społecznego (przede wszystkim z nauki, gospodarki, polityki i religii). Kobiecość konstruowana była jako odwrotność i uzupełnienie męskości, przypisywano jej cechy związane z wycofaniem, biernością i słabością, rezerwując dla kobiet podrzędne role w strukturze społecznej. (...) Teoretycy gender studies przyjmują założenie, że wszystkie aspekty ludzkiego życia uwarunkowane są konsekwencjami obowiązywania społecznych i kulturowych norm płci.
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Gender_studies
                                                  • bigbadpig Re: Wyznawanie Gender Studies 22.03.14, 16:01
                                                    Wymieniłem środę, bo w mojej subiektywnej opinii jest ekstremum na płaszczyźnie intelektualnej, to bardziej celebrytka. Jeśli chodzi o definicję jaką przytoczyłeś - myliłem się więc, ty miałeś rację. Wychodzi na to, że zbyt życzeniowo życzliwie oceniam ten nurt (mówię o gender, nie o feminiźmie) Jeśli chodzi o feminizm to dyskusja zawsze się rozbija o to, że pojęcia są używane tak jak komu bardziej pasuje. Niechętni mężczyźni mówiąc feminizm mają na myśli opętane androgynią performerki ganiające z cyckami na wierzchu po ulicach nowego yorku, żeby przyp... każdemu mężczyźnie który się będzie 'gapił', kobieta mówi o walce z krzywdzącymi stereotypami i takim traktowaniem; i mogą się do śmierci spierać czy feminizm jest zły czy ok. Ale nie chcę roztrząsać - to było tylko odniesienie do jednego zdania wyrwanego z kontekstu, Zauważyłem, że używasz gender i feminizmu jako negatywnie nacechowanych symboli, wychodzi na to, że powinienem skorygować swój subiektywny rating gender dla słowa gender, choć sama analiza płci w kontekście kulturowym zawsze mi się wydaje szalenie ciekawa.
                                                • rekreativa Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 14:28
                                                  Czasem mam wrażenie, że piszę po chińsku.
                                                  Co to jest, na miłość boską, typowo męski mózg???
                                                  Przecież to jest właśnie sztuczny konstrukt.
                                                  ktoś kiedyś uznał, że wrażliwość, czy emocjonalność przypiszemy babom i od teraz każdy emocjonalnie reagujący facet będzie miał kobiecy mózg.
                                                  Skoro masz całą gamę "mózgów przejściowych" (brzmi jak "brakujące ogniwo"), to jak można mówić, że cechy typu kreatywność, wrażliwość, emocjonalność, opanowanie, odwaga itp, itd - to są cechy biologiczne zależne od płci?
                                                  Co z kształtowaniem się mózgu w życiu pozapłodowym wreszcie? Nic już nie ma wpływu na powstawanie nowych połączeń, nabywanie zdolności itd. poza hormonami?
                                              • mojemail3 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 14:28
                                                rekreativa napisała:
                                                (...)"Ja oczywiście rozumiem, że ten "kobiecy" i "męski" mózg to są takie tam symboliczne nazwy dla ułatwienia rozmowy, ale mimo wszystko mnie wkurzają, bo zakładają stereotypowe istnienie stałego, przypisanego do płci zestawu cech, zdolności i predyspozycji, czyli bazują na fałszywej podstawie (...)"

                                                Re,podobną do twojej opinię wyraża,o tym,że aż tak bardzo się nie różnimy,że granice płci bywają płynne, w książce " Dlaczego mężczyzni to udają" autorstwa lekarza...
                                                www.gandalf.com.pl/b/dlaczego-mezczyzni-to-udaja/
                                                Mam nadzieję,że to nie kryptoreklama, książka naprawdę ciekawa...
                                          • orzech69 Re: Problem z twierdzeniem TwojejBogini 21.03.14, 13:29
                                            Nauczałem informatyki dosyć spore stadko ludzi i zostały mi w pamięci same nieogarnięte kobiety. Miłe sympatyczne ale nie były wstanie pojąc zakresu.
                                            Faceci którzy pozostali mi w pamięci to przede wszystkim dupki, które pozjadały rozumy i co to nie nie oni potrafią i co mi pokażą jacy są the best. Swego czasu grupa pokłóciła się z jednym takim a ja stałem i słuchałem jak się kłócą ;).
                                            Nie oznacza ze nieogarniętych facetów nie było tylko było ich na tyle mało, lub tak się dobrze kryli że nie zostali mi w pamięci.