Dodaj do ulubionych

Czyż nie dobija się koni?

05.03.15, 20:51
Nie, nie bedzie na temat tańca, ani wielkiego kryzysu.

Obejrzałem niedawno romcom Don Jon. m.imdb.com/title/tt2229499/

Film IMO słaby, ale zaskoczył mnie przyjemnie (jak na hollywoodzka produkcje) w dwoch aspektach (lekkie spoilery):
- główna postać sympatyczna mimo "uzależnienia" od porno,
- zwiazek "poważny" jest przedstawiony rozbrająco przyziemnie a nawet niekorzystnie, za to zwiazek "płytki" - jako cos szczerego i kruchego.

Zwłaszcza drugi aspekt jest dla mnie nowy w amerykańskim filmie. To oczywiście tylko cień krytyki instytucji zwiazku, fabułę można interpretować też tak, ze to "zła kobieta była" (zwiazek - tak, wypaczenia - nie)
Obserwuj wątek
          • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 03:36
            > Ale nie utnij sobie czasem jak będziesz już impotentem

            To wyraz troski? Dzieki, to rzadkość. Widać ze czytujesz klasyków medycyny i psychologii:

            „Oko błędne, przyćmione, słabe i często zaczerwienione, obolałe, kaprawe, zawsze zwilgotniałe, powieki spuchnięte, twarz zgrzybiała, pożółkła i wychudzona, zmęczenie, któremu żaden wypoczynek zadośćuczynić nie zdoła, trawienie trudne, kał nieczęsty, uryna zgęstniała, zbielała, najczęściej smrodliwa, skłonność do rzygania częsta, a rzygi tłuste, wielka słabość nerek oraz nóg, trzęsionka nieustająca, głos ochrypły, wątły i głuchy, czasami zupełnie zgasły, poty nadzwyczaj obfite, nawet bez przyodziewku, skóra nieuchronnie wysuszona i rozogniona, kaszel urywany, suchy, nieodkrztuśny, stękania, częste ziewania”.

            Źródło: "Niebezpieczeństwa onanizmu" J. Louisa Doussin-Dubreuil.
      • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 05.03.15, 21:46
        Sam seks, kobieta o pokolenie starsza, nie naciska ani na pogłębianie zwiazku, ani na deklaracje ani nie wymienia seksu za inne rzeczy. To pozycja wyjściowa, w koncu film to komedia romantyczna (chyba), wiec jakies komplikacje musza sie pojawić. Za to narzeczona - uosobienie koszmarów facetow z tego forum.
        • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 05.03.15, 22:43
          protein.spill napisał(a):

          > Sam seks, kobieta o pokolenie starsza, nie naciska ani na pogłębianie zwiazku,
          > ani na deklaracje ani nie wymienia seksu za inne rzeczy. To pozycja wyjściowa,
          > w koncu film to komedia romantyczna (chyba), wiec jakies komplikacje musza sie
          > pojawić. Za to narzeczona - uosobienie koszmarów facetow z tego forum.

          Opisz ten koszmar krotko.
            • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 09:31
              prosty_facet napisał:

              > Kitty obejrzyj po prostu film. Kiedyś chyba już była o nim dyskusja na forum.
              > W kontekście walenia przed kompem. Mi się film podobał.

              Jasne, ze obejrze. Scarlett Johansson mnie kreci, szczegolnie glos i cycki ;)
          • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 03:12
            > Opisz ten koszmar krotko.

            Kobieta motywowana ambicją ale sama niezbyt skłonna do wysiłku. Umiejętnie lawiruje miedzy tradycyjnym i nowoczesnym wizerunkiem kobiety, wybierając w danym momencie taki ktory daje wiecej korzyści. W seksie nie daje ani ciepła ani dzikości, ani nawet zrozumienia. Każdy kto ma inna wizje erotyki niż ona to zbok, w istocie wszyscy faceci to zboki.
      • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 09:14
        > Punkt 1. Masturbacja jest zla i koniec. Jak ktos nie wie
        > rzy powrot do punktu 1.

        Tak to odebrałeś? Hm, możliwe. Jak dla mnie scenariusz/reżyser potraktował masturbacje całkiem łaskawie: jest lepsza od zakłamanego zwiazku ale słabsza od zdrowej relacji.
        • marek.zak1 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 09:25
          protein.spill napisał(a):

          > > Punkt 1. Masturbacja jest zla i koniec. Jak ktos nie wie
          > > rzy powrot do punktu 1.
          >
          > Tak to odebrałeś? Hm, możliwe. Jak dla mnie scenariusz/reżyser potraktował masturbacje całkiem łaskawie: jest lepsza od zakłamanego zwiazku ale słabsza od zdrowej relacji.

          Reżyser/scenarzysta wszedł w znane tu twierdzenie, że masturbacja uzależnia i pokazał jak facet robi to bez umiaru. Tymczasem nawet woda pita bez umiaru tez moze zabic, jak to sie stało podczas konkursu w USA, w którym zwyciężczyni wypiła kilka litrów i umarła.
          To jest teza opisana przez Schopenhauera w ,,Erystyce". - Doprowadź argument przexiwnika do ekstremum i wykaż, że jest bez sensu.
          Jestem przeczulony na takie manipulacje.

          • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 09:33
            marek.zak1 napisał:

            > protein.spill napisał(a):
            >
            > > > Punkt 1. Masturbacja jest zla i koniec. Jak ktos nie wie
            > > > rzy powrot do punktu 1.
            > >
            > > Tak to odebrałeś? Hm, możliwe. Jak dla mnie scenariusz/reżyser potraktowa
            > ł masturbacje całkiem łaskawie: jest lepsza od zakłamanego zwiazku ale słabsza
            > od zdrowej relacji.
            >
            > Reżyser/scenarzysta wszedł w znane tu twierdzenie, że masturbacja uzależnia i p
            > okazał jak facet robi to bez umiaru. Tymczasem nawet woda pita bez umiaru tez m
            > oze zabic, jak to sie stało podczas konkursu w USA, w którym zwyciężczyni wypił
            > a kilka litrów i umarła.
            > To jest teza opisana przez Schopenhauera w ,,Erystyce". - Doprowadź argument pr
            > zexiwnika do ekstremum i wykaż, że jest bez sensu.
            > Jestem przeczulony na takie manipulacje.

            ??? Jaka manipulacje ???
            • marek.zak1 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 09:49
              hello-kitty2 napisała:

              > marek.zak1 napisał:
              > > To jest teza opisana przez Schopenhauera w ,,Erystyce". - Doprowadź argum
              > ent przexiwnika do ekstremum i wykaż, że jest bez sensu.
              > > Jestem przeczulony na takie manipulacje.
              >
              > ??? Jaka manipulacje ???

              Opisując dowolne zjawisko przez pryzmat ekstremum. Zawsze wyjdzie, ze jest złe i szkodliwe. Eksterma sa 2, po pierwsze permanentna masturbacja, po drugie super atrakcyjna SJ. Co sie okazuje - masturbacja wygrywa i niszczy zwiazek.
              Jest to także powszechna metoda w nauce. Ma sie udowodnić, że coś działa na organizmy i podaje sie ekstremalne dawki. Zawsze jest jakis znaczący wynik, podczas gdy podawanie dawek umiarkowanych nie wykazałoby niczego.
    • zyg_zyg_zyg Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 09:50
      Film zaczynał się całkiem nieźle, ale im dalej, tym było gorzej.

      > - zwiazek "poważny" jest przedstawiony rozbrająco przyziemnie a nawet niekorzys
      > tnie, za to zwiazek "płytki" - jako cos szczerego i kruchego.

      A mnie się wydaje wręcz odwrotnie. To znaczy, że odwrotne role głęboki(poważny)-płytki przydzielono tym związkom. Z pierwszą laską była powierzchowność, schematyczność, przycinanie partnera do wyobrażenia o ideale, zamiast poznawania go, złudność, że wyrwanie "dziesiątki", która dodatkowo podoba się rodzicom, wystarczy do stworzenia świetnego związku, Z drugą brak efektu "łał" od pierwszego spojrzenia, ale za to szczerość, otwartość, czułość, intymność i co najważniejsze: całkowita akceptacja drugiej strony.

      "Reżyser stara się odnaleźć klucz tajemnicy udanej relacji. I nie jest nią wcale ucieleśnienie seksualnych fantazji. Pożądanie, namiętność, a nawet pragnienie wspólnego życia nie są zdaniem Gordona-Levitta powodem do zakładania rodziny. Rzeczywista relacja wymaga sprzężenia zwrotnego. Tylko autentyczny kontakt, tylko zauważanie drugiej osoby jako jednostki, a nie nośnika cech, jakie nam się w niej podobają, mogą sprawić, że wkroczymy na wyższy poziom wtajemniczenia w intymności."
      www.filmweb.pl/reviews/Sprz%C4%99%C5%BCenie+zwrotne-14895
      • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 10:41
        > mnie się wydaje wręcz odwrotnie. To znaczy, że odwrotne role głęboki(poważny)
        > -płytki przydzielono tym związkom. Z pierwszą laską była powierzchowność, schem
        > atyczność, przycinanie partnera do wyobrażenia o ideale, zamiast poznawania go,
        > złudność, że wyrwanie "dziesiątki", która dodatkowo podoba się rodzicom, wysta
        > rczy do stworzenia świetnego związku, [...]

        widzimy to podobnie, dlatego "powazny" i "płytki" wziąłem w cudzysłów.
          • zyg_zyg_zyg Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 11:23
            Marek, oglądałeś ten film, czy tylko czytałeś streszczenie?
            Bo przeżycia fizyczne z seks-bombą były raczej średniawe dla bohatera - w przeciwieństwie do przeżyć fizycznych z drugą, mniej atrakcyjną kobietą. I zdaje się, że walenie konia też przegrało z seksem z tą drugą - nie jako coś gorszego, tylko jako coś mniej przyjemnego.
            • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 11:35
              zyg_zyg_zyg napisała:

              I zdaje się
              > , że walenie konia też przegrało z seksem z tą drugą - nie jako coś gorszego, t
              > ylko jako coś mniej przyjemnego.

              Taka dygresja: jednak przypadek Proteinowego rzuca nowe swiatlo na masturbacje. Bo mimo, ze chyba w wiekszosci sie tu zgodzimy, ze masturbacja nie jest zla (bo wszyscy sie masturbujemy oprocz Marka ;) to jednak moze byc przyjemniejsza per se od seksu dla faceta. Trzeba to przyjac na damska klate. I mimo, ze ja nie mam nic przeciwko masturbacji meskiej i pornolom (bo wszyscy ogladamy oprocz Urszulowego meza ;) to ja bym sie nie chciala wiazac z mezczyzna cholbiacym waleniu konia z prostego powodu. Noz kurwa konkurowac i PRZEGRYWAC z graba?!?! Z potencjalem jaki babki tu na forum maja! W zyciu! ;) Hanba panie.
              • zyg_zyg_zyg Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 11:51
                Że masturbacja może być przyjemniejsza od seksu z własnym partnerem, to rozumiem. Że pewne doznania może czynić głębszymi i wyraźniejszymi też. Ale strzelam, że gdyby Proteinowy miał kobietę, która chciałaby się go uczyć i poznawać te wszystkie sztuczki, które on trenuje na samym sobie, gdyby go pragnęła, akceptowała i szalała za nim, to byłaby co najmniej konkurencją dla masturbacji.
                • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 11:58
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  > Że masturbacja może być przyjemniejsza od seksu z własnym partnerem, to rozumie
                  > m. Że pewne doznania może czynić głębszymi i wyraźniejszymi też. Ale strzelam,
                  > że gdyby Proteinowy miał kobietę, która chciałaby się go uczyć i poznawać te ws
                  > zystkie sztuczki, które on trenuje na samym sobie,

                  Zapytam wprost czy chodzi Ci o to: gdyby chciala sie nauczyc go masturbowac tak dobrze jak on sam siebie?

                  gdyby go pragnęła, akceptowa
                  > ła i szalała za nim, to byłaby co najmniej konkurencją dla masturbacji.

                  To mniej wazne jak sadze, bo nieosiagalne.
                  • zyg_zyg_zyg Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 12:16
                    > Zapytam wprost czy chodzi Ci o to: gdyby chciala sie nauczyc go masturbowac tak
                    > dobrze jak on sam siebie?

                    Tak dobrze to się pewnie nie uda... :-) Ale pewne wady seksu z drugim człowiekiem można zrekompensować takimi zaletami, których własna ręka nie ma. Oczywiście seks nie z każdym człowiekiem musi te zalety mieć.

                    > To mniej wazne jak sadze, bo nieosiągalne

                    Dlaczego? Ja nie piszę o żonie Proteinowego, tylko tak bardziej abstrakcyjnie :-)
                    • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 12:37
                      zyg_zyg_zyg napisała:

                      > > To mniej wazne jak sadze, bo nieosiągalne
                      >
                      > Dlaczego? Ja nie piszę o żonie Proteinowego, tylko tak bardziej abstrakcyjnie :
                      > -)

                      OK to wroce i rozszerze:

                      zyg_zyg_zyg napisała:

                      gdyby go pragnęła, akceptowa
                      > ła i szalała za nim, to byłaby co najmniej konkurencją dla masturbacji.

                      Kobieta musialaby spelnic 100% na mojej skali wysilku dla faceta, a w zamian dostalaby tylko pozycje konkurencyjna dla masturbacji z jakas moze gorka okreslona wyrazem 'co najmniej' ;-) Nie widze oczami wyobrazni tych tlumow walacych kobiet do tego walenia konia ;-) No ale rozumiem, ze moze Ci sie poetycko napisalo, zatem lecac Kutuzowem poprosze o rozpisanie konkretnych pozycji przychodow i kosztow w exelu ;) Bo mi sie ta szala calkowicie przechylila na korzysc mezczyzny. A odkad to my traktujemy tu na forum nawet potencjalnego mezczyzne z taka laskawosia?! Przywoluje kolezanke Zyg do porzadku! ;-))))) Tryb bitch WLACZ! ;)
                      • zyg_zyg_zyg Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 13:07
                        No dobra - może napiszę od początku :-) Ja tę sytuację rozpatruje li i jedynie z jednej strony i patrzę na takie jednostronne korzyści. Co nie znaczy, że drugiej stronie korzyści nie należą się jak psu micha :-)

                        Mam taką tezę, że gdyby ludzie mieli do wyboru masturbację i seks z żywym człowiekiem, to generalnie wybieraliby to drugie (to pierwsze stosując być może jako małe urozmaicenie). O ILE ten drugi człowiek spełniałby pewne warunki. I wydaje mi się, że Proteinowy wybiera onanizm, bo jego żona nie spełnia tych jego warunków. Niekoniecznie dlatego, że za nim nie szaleje, ale na przykład dlatego, że seksu nie lubi, że się w niego nie angażuje, że nie jest otwarta, że zrzuca na męża odpowiedzialność za antykoncepcję itd. itp.
                        • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 13:31
                          zyg_zyg_zyg napisała:

                          > No dobra - może napiszę od początku :-) Ja tę sytuację rozpatruje li i jedynie
                          > z jednej strony i patrzę na takie jednostronne korzyści. Co nie znaczy, że drug
                          > iej stronie korzyści nie należą się jak psu micha :-)

                          W porzadku.

                          > Mam taką tezę, że gdyby ludzie mieli do wyboru masturbację i seks z żywym człow
                          > iekiem, to generalnie wybieraliby to drugie (to pierwsze stosując być może jako
                          > małe urozmaicenie). O ILE ten drugi człowiek spełniałby pewne warunki.

                          Tez mam taka teze i lepiej dla mnie jakby sie ja udalo wybronic :)

                          I wydaj
                          > e mi się, że Proteinowy wybiera onanizm, bo jego żona nie spełnia tych jego war
                          > unków.

                          No wlasnie czy WYBIERA? Bo jak na moje oko to on niezupelnie wybiera, bo przeciez uprawia regularny seks z zona. On po prostu ta masturbacje woli (chyba, ze tu 'wybiera' jako synonim preferuje, woli) od seksu z zona. A jesli chodzi o wybor kobiety do seksu, no to przeciez wybiera ja.

                          Niekoniecznie dlatego, że za nim nie szaleje, ale na przykład dlatego, ż
                          > e seksu nie lubi, że się w niego nie angażuje, że nie jest otwarta, że zrzuca n
                          > a męża odpowiedzialność za antykoncepcję itd. itp.

                          A tego to nie wiemy, chyba ze cos przeoczylam. Podawal takie dane?

                          Moim celem nie jest sie spierac o szczegoly tylko nie patrzyc az tak laskawym okiem na jego masturbacyjne zapedy, na zasadzie to nie jego wina, bo gdyby tylko spelnic pkt 1,2,3...n to on by z tej masturbacji zszedl w jakims bardzo znacznym stopniu. Innymi slowy mam tu apel, ze jesli facet woli walenie konia to nie jest to rownoznaczne, ze cos z partnerka jest mocno nie tak albo ze jest uzalezniony od porno tylko moze zwyczajnie lubi w rozumieniu sprawia mu to najwieksza przyjemnosc i zaden seks sie do tego nie umywa.
                          • zyg_zyg_zyg Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 14:15
                            Innymi slowy mam tu apel, ze jesli facet woli walenie konia to nie
                            > jest to rownoznaczne, ze cos z partnerka jest mocno nie tak albo ze jest uzalez
                            > niony od porno tylko moze zwyczajnie lubi w rozumieniu sprawia mu to najwieksza
                            > przyjemnosc i zaden seks sie do tego nie umywa.

                            Jasne, ale wydaje mi się, że to nie jest akurat ten przypadek. I dodając - nie musi być coś nie tak z partnerką - może być cos nie tak ze związkiem i wzajemnymi w nim przepływami.

                            Nie dysponuje takim archiwum jak Ty, Kicia :-) ale coś o tych uciążliwych gumkach mi gdzieś mignęło, a co do reszty, to w wątku forum.gazeta.pl/forum/w,15128,146674048,,Ma_ochote_na_seks_ale_.html?v=2 na początku P. pisał tak:

                            "Można przejść od motylków do fantastycznego seksu, tylko trzeba w to włożyć masę pracy i tyle. Pracy nad sobą, pracy nad partnerem, pracy z partnerem. Ty i on. Żeby to zrobić trzeba rzeczywiście lubić seks sam w sobie, swoją i jego erotykę. Nie zanieczyszczać seksu handlem. (...)
                            Taki związek miałem tylko raz, dawno temu i tylko na dwa lata. A teraz(...) z żoną gadamy niewiele, seks jest słaby i nie mam siły (ani czasu, ani ochoty) przekonywać do wspólnego "gotowania"."

                            Ale najlepiej pytać samego Proteinowego :-)
                            • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 14:47
                              > Ale najlepiej pytać samego Proteinowego :-)

                              Kitty - udany seks we dwójkę jest dla mnie tez lepszy niż graba. Film dlatego mi zagrał ze pokazał dwoje ludzi zobowiązanych do bycia ze soba ale niedopasowanych, nawet nieszczerych i efekt takiego bycia ze soba na seks.

                              Nie mogę sie teraz rozpisać, czas :(
                              • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 15:07
                                protein.spill napisał(a):

                                > Kitty - udany seks we dwójkę jest dla mnie tez lepszy niż graba.

                                No nie wiem, softujesz tu jak Wont zmiekczajac swoje (wczesniejsze) wypowiedzi. Tamten wg mnie szuka akceptacji tak robiac, a Ty czego szukasz?

                                > Nie mogę sie teraz rozpisać, czas :(

                                Pisz kiedy chcesz. Na czytaniu tez mozesz oszczedzic czas ja trzeba :) Sama mam to caly czas z tulu glowy, bez rezultatu jak na razie ;(
                                • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 21:18
                                  > No nie wiem, softujesz tu jak Wont zmiekczajac swoje (wczesniejsze) wypowiedzi.
                                  > Tamten wg mnie szuka akceptacji tak robiac, a Ty czego szukasz?

                                  Nie wiem. Jestem gaduła na emigracji, ktory nie rozmawia z zona. Tu mam namiastkę towarzystwa. Nawet nie namiastkę. Anonimowość jest lepsza, można sie wywnętrzać do woli. Akceptacja? Pewnie każdy troche tego ma. Ja na pewno. Pamietam ze za pierwszym razem Bitch doprowadzała mnie do szału, pewnie wyczuła ta potrzebę i chlast drwina przez plery :)

                                  Nie potrzebuje akceptacji w kontekście masturbacji, to moja sprawa i nie zrezygnuje tak czy siak. Mowie o tym bo chyba za duzo facetow trzepie kapucyna z poczuciem klęski. Tymczasem jak utknąłeś w martwym punkcie to to moze być szampan zwycięstwa i niepodległości o wiele lepszy niż upokarzające namawianie czy system związkowych punktów.
                                  • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 21:32
                                    protein.spill napisał(a):

                                    > Nie potrzebuje akceptacji w kontekście masturbacji, to moja sprawa i nie zrezyg
                                    > nuje tak czy siak. Mowie o tym bo chyba za duzo facetow trzepie kapucyna z pocz
                                    > uciem klęski. Tymczasem jak utknąłeś w martwym punkcie to to moze być szampan z
                                    > wycięstwa i niepodległości o wiele lepszy niż upokarzające namawianie czy syste
                                    > m związkowych punktów.

                                    Taaaak? To zrezygnuj zupelnie z seksu z zona, nie bzykaj sie ze 2 lata powiedzmy, to wtedy sobie swojego szampana niepogleglosci bedziesz mogl otworzyc, nalac i podniesc kielich, bo na razie to bluznisz zakusami swymi na owa niepodleglosc. Nie widze sukcesu. Chwalisz dzien przed zachodem slonca? Czy jestes zwyklym hipokryta?
                                    • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 21:46
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Taaaak? To zrezygnuj zupelnie z seksu z zona, nie bzykaj sie ze 2 lata powiedzm
                                      > y, to wtedy sobie swojego szampana niepogleglosci bedziesz mogl otworzyc, nalac
                                      > i podniesc kielich, bo na razie to bluznisz zakusami swymi na owa niepodleglos
                                      > c. Nie widze sukcesu. Chwalisz dzien przed zachodem slonca? Czy jestes zwyklym
                                      > hipokryta?

                                      Pewnie ze jestem hipokryta. Każdy kto skończył 5 lat jest. Ale nie rozumiem dlaczego miałbym nie sypiać ze swoja zona? Mam dokładnie odwrotny plan: przestać sie lenić i sypiać z nią cześciej.
                                      • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 22:06
                                        protein.spill napisał(a):

                                        > hello-kitty2 napisała:
                                        >
                                        > > Taaaak? To zrezygnuj zupelnie z seksu z zona, nie bzykaj sie ze 2 lata po
                                        > wiedzm
                                        > > y, to wtedy sobie swojego szampana niepogleglosci bedziesz mogl otworzyc,
                                        > nalac
                                        > > i podniesc kielich, bo na razie to bluznisz zakusami swymi na owa niepodl
                                        > eglos
                                        > > c. Nie widze sukcesu. Chwalisz dzien przed zachodem slonca? Czy jestes zw
                                        > yklym
                                        > > hipokryta?
                                        >
                                        > Pewnie ze jestem hipokryta. Każdy kto skończył 5 lat jest. Ale nie rozumiem dla
                                        > czego miałbym nie sypiać ze swoja zona? Mam dokładnie odwrotny plan: przestać s
                                        > ie lenić i sypiać z nią cześciej.

                                        A co Ci sie tak gwaltownie obnizyl prog zrozumienia? Przeciez pisze WYRAZNIE dlaczego wnosze o niesypianie z zona, czy nie wystarczajaco wyraznie? Moze dotlumaczyc?
                                        • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 22:32
                                          > A co Ci sie tak gwaltownie obnizyl prog zrozumienia? Przeciez pisze WYRAZNIE dl
                                          > aczego wnosze o niesypianie z zona, czy nie wystarczajaco wyraznie? Moze dotlum
                                          > aczyc?

                                          No chyba mi sie obniżył. Ja pisze ze utknąłem wiec wale konia, ale nie mam nic przeciwko normalnemu seksowi. Jezeli bede cześciej sypiał z zona (a ona bedzie tego chcieć) wszyscy wygrywają.

                                          Ty mi na to, żebym sie nie cieszył, bo cieszyć sie mogę dopiero jak przestane sie seksic na dwa lata. I to jest moment w którym sie nie rozumiemy. Zamiast tak robić mógłbym przecież od razu rozwieść i dać sobie i jej spokój.
                                          • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 22:45
                                            protein.spill napisał(a):

                                            > No chyba mi sie obniżył. Ja pisze ze utknąłem wiec wale konia, ale nie mam nic
                                            > przeciwko normalnemu seksowi. Jezeli bede cześciej sypiał z zona (a ona bedzie
                                            > tego chcieć) wszyscy wygrywają.

                                            To walisz konia po to, zeby ona z Toba zechciala miec seks?

                                            > Ty mi na to, żebym sie nie cieszył, bo cieszyć sie mogę dopiero jak przestane s
                                            > ie seksic na dwa lata. I to jest moment w którym sie nie rozumiemy. Zamiast tak
                                            > robić mógłbym przecież od razu rozwieść i dać sobie i jej spokój.

                                            Ja Ci mowie zebys nie swietowal swojej niepodleglosci w waleniu konia poki ja posuwasz, bo nie ma zadnej niepodleglosci, rozumiesz?
                                            • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 23:04
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              >
                                              > To walisz konia po to, zeby ona z Toba zechciala miec seks?

                                              Absolutnie nie. Musiałem cos niejasno napisać. Seksu bedzie wiecej kiedy bede podobniejszy do teścia: swoje kobiety trzyma krótko.

                                              > Ja Ci mowie zebys nie swietowal swojej niepodleglosci w waleniu konia poki ja p
                                              > osuwasz, bo nie ma zadnej niepodleglosci, rozumiesz?

                                              A to masz racje. Ja jestem tylko niepodległy w sensie braku potrzeby seksu czy akceptacji. Ale ciagle jestem w małzeństwie i nie mam zamiaru sie jeszcze rozwodzić. Jeszcze bede naprawial
                                              • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 07.03.15, 00:11
                                                protein.spill napisał(a):

                                                > A to masz racje. Ja jestem tylko niepodległy w sensie braku potrzeby seksu czy
                                                > akceptacji. Ale ciagle jestem w małzeństwie i nie mam zamiaru sie jeszcze rozwo
                                                > dzić. Jeszcze bede naprawial

                                                A jaki masz plan naprawy?
                                  • marek.zak1 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 21:39
                                    protein.spill napisał(a):

                                    Tymczasem jak utknąłeś w martwym punkcie to to moze być szampan z wycięstwa i niepodległości o wiele lepszy niż upokarzające namawianie czy system związkowych punktów.

                                    Wiesz, ja takich sytuacji w ogóle nie rozumiem. Skoro Twoja żona Cie nie chce, nie kocha itp, to jak ty możesz w takim zwięzku funkcjonować?
                                    • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 22:08
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > protein.spill napisał(a):
                                      >
                                      > Tymczasem jak utknąłeś w martwym punkcie to to moze być szampan z wycięstwa i
                                      > niepodległości o wiele lepszy niż upokarzające namawianie czy system związkowyc
                                      > h punktów.
                                      >
                                      > Wiesz, ja takich sytuacji w ogóle nie rozumiem. Skoro Twoja żona Cie nie chce,
                                      > nie kocha itp, to jak ty możesz w takim zwięzku funkcjonować?

                                      Widzisz Marek to jest proste: to ON nie kocha jej.
                                    • protein.spill Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 22:17
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Wiesz, ja takich sytuacji w ogóle nie rozumiem. Skoro Twoja żona Cie nie chce,
                                      > nie kocha itp, to jak ty możesz w takim zwięzku funkcjonować?

                                      Jak większość głupców mam nadzieje ze jutro bedzie lepiej. Kitty ma racje co do uczuć.
                                      A co Ty byś zrobił? Rozwód?
                                      • mojemail3 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 22:26
                                        protein.spill napisał(a):

                                        > marek.zak1 napisał:
                                        > > Wiesz, ja takich sytuacji w ogóle nie rozumiem. Skoro Twoja żona Cie nie
                                        > chce,
                                        > > nie kocha itp, to jak ty możesz w takim zwięzku funkcjonować?
                                        > Jak większość głupców mam nadzieje ze jutro bedzie lepiej. Kitty ma racje co do
                                        > uczuć.
                                        > A co Ty byś zrobił? Rozwód?

                                        Rzucić monetą, najprostsze rozwiązanie, jeszcze lepsze niż na skróty...
                                        Cóż począć, skoro zaangażowanie i uczucia są zależne od podmiotu a nie przedmiotu tychże;-)

                                      • marek.zak1 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 22:40
                                        protein.spill napisał(a):


                                        > Jak większość głupców mam nadzieje ze jutro bedzie lepiej. Kitty ma racje co do uczuć. A co Ty byś zrobił? Rozwód?

                                        Dla mnie rozwód byłby oczywistością bez. względu na koszty. Jeden z kolegów rozwiódł sie i kosztowało go to dużo kasy. Powiedział; marek, wolność kosztuje.
                            • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 15:00
                              zyg_zyg_zyg napisała:

                              > Jasne, ale wydaje mi się, że to nie jest akurat ten przypadek. I dodając - nie
                              > musi być coś nie tak z partnerką - może być cos nie tak ze związkiem i wzajemny
                              > mi w nim przepływami.
                              >
                              > Nie dysponuje takim archiwum jak Ty, Kicia :-) ale coś o tych uciążliwych gumkach mi gdzieś mignęło, a co do reszty, to w wątku forum.gazeta.pl/forum/w,15128,146674048,,Ma_ochote_na_seks_ale_.html?v=2 na początku P. pisał tak:
                              >
                              > "Można przejść od motylków do fantastycznego seksu, tylko trzeba w to włożyć ma
                              > sę pracy i tyle. Pracy nad sobą, pracy nad partnerem, pracy z partnerem. Ty i o
                              > n. Żeby to zrobić trzeba rzeczywiście lubić seks sam w sobie, swoją i jego erot
                              > ykę. Nie zanieczyszczać seksu handlem. (...)
                              > Taki związek miałem tylko raz, dawno temu i tylko na dwa lata. A teraz(...) z ż
                              > oną gadamy niewiele, seks jest słaby i nie mam siły (ani czasu, ani ochoty) prz
                              > ekonywać do wspólnego "gotowania"."
                              >
                              > Ale najlepiej pytać samego Proteinowego :-)

                              Ano jak Ty takie rzeczy wyciagasz to zaraz mi braknie argumentow ;) Faktem jest, ze jesli chodzi o Proteinowego to mam jakas szczegolna amnezje dotyczaca jego wczesniejszej odslony. Dziwne jakos musial mi nie lezec, ze go wyparlam czy cos. A w ogole padlo juz pytanie fundamentalne dlaczego kupil osla i nie chce na nim jezdzic? ;) Skoro mial juz jedna taka dobra w lozku to po cholera sie zwiazal z oslem?
              • mabelle2000 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 12:15
                hello-kitty2 napisała:

                > Noz kurwa konkurowac i PRZEGRYWAC z graba?!?! Z pot
                > encjalem jaki babki tu na forum maja! W zyciu! ;) Hanba panie.

                :-) A jakie ma znaczenie, czy facet ktory nie chce ze mna woli inna kobiete, swojego kumpla, czy wlasna grabe ? W koncu wolnosc jest, wybral to co mu sprawia wieksza frajde. Ja tez mam przeciez do tego prawo.
                • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 12:26
                  mabelle2000 napisała:

                  > hello-kitty2 napisała:
                  >
                  > > Noz kurwa konkurowac i PRZEGRYWAC z graba?!?! Z pot
                  > > encjalem jaki babki tu na forum maja! W zyciu! ;) Hanba panie.
                  >
                  > :-) A jakie ma znaczenie, czy facet ktory nie chce ze mna woli inna kobiete, sw
                  > ojego kumpla, czy wlasna grabe ? W koncu wolnosc jest, wybral to co mu sprawia
                  > wieksza frajde. Ja tez mam przeciez do tego prawo.

                  No dobra ale caly czas w tej dyskusji obracamy sie w konwencji zwiazku. Stad ja wrzucilam 'konkurowac', a Twoje 'nie chce ze mna' jest zatem nie ma miejscu. Nie rozmawiamy o zwiazku Proteinowego, w ktorym nastapil rozpad (jakis czesciowy nie wiem jak to nazwac?) tylko o hipotetycznej sytuacji, w ktorej udany zwiazek istnieje lub moze zaistniec z udzialem faceta o profilu Proteinowego, pod katem masturbacji.
                  • marek.zak1 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 12:30
                    hello-kitty2 napisała:

                    tylko o hipotetycznej sytuacji, w ktorej udany zwiazek istnieje lub moze zaistniec z udzialem faceta o profilu Proteinowego, pod katem masturbacji.

                    Masturnbacja jako uzupełnienie sksu ze strony osoby o większym libido jest Ok, jako zamiast seksu z partnerem - nie.
                  • mabelle2000 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 12:46
                    hello-kitty2 napisała:

                    > tylko o hipotetycznej sytuacji, w ktorej udany zwiaze
                    > k istnieje lub moze zaistniec z udzialem faceta o profilu Proteinowego, pod kat
                    > em masturbacji.

                    Jesli chodzi o mnie, to Proteinowy nie wydaje mi sie jakims szczegolnym przypadkiem, moze dlatego, ze niemal w calosci utozsamiam sie z tym co on o sobie pisze. Jesli mozliwy byl udany zwiazek w moim przypadku, to dlaczego w jego mialby nie byc ?
                    • hello-kitty2 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 13:03
                      mabelle2000 napisała:

                      >> Jesli chodzi o mnie, to Proteinowy nie wydaje mi sie jakims szczegolnym przypad
                      > kiem, moze dlatego, ze niemal w calosci utozsamiam sie z tym co on o sobie pisz
                      > e. Jesli mozliwy byl udany zwiazek w moim przypadku, to dlaczego w jego mialby
                      > nie byc ?

                      :-) Wybacz Mabelle jak tam lubie rozne feaki i weirdo's ale Ty bylas/jestes w zwiazku z impotentem. Jestes ekstremalnie skrajnym, nietypowym, odjechanym przypadkiem. Na forum przebija Cie tylko Aardwolf, ktory sie zdenerwowal na orgazm, a zafiksowal na hiv, ktorego omija dziewicami ;-) Przy Tobie to Triis ze swoimi seksualnymi wielokatnymi wyuzdanymi praktykami to sie w mainstreamie miesci ;) Nie wiem na ktorym miejscu plasowac Proteinowego ale on jednak za slabe odjazdy odwala zeby sie w ogole lapac na jakies powazniejsze freak show z grubej rury, taki softik jest ;)
                      • mabelle2000 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 13:15
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Jestes ekstremalnie skrajnym, nietypowym, odjechanym przyp
                        > adkiem.

                        Mylisz sie Kitty :-) A mylisz sie dlatego, ze nie ma, nie wynaleziono definicji "prawidlowego" i "normalnego " seksu. Wszystkie wiec proby zaszufladkowania i skategoryzowania wszelkich zachowan seksualnych sa z gory skazane na porazke. Nawet operowanie pojeciem "wiekszosc" jest niezbyt trafne, bo wyrazne roznice widac nawet tutaj na forum, a jest tu zaledwie kilkanascie osob, pomysl jaka roznorodnosc jest w calej populacji ;-)
                        • urquhart pl.wikipedia.org/wiki/Norma_seksualna 08.03.15, 11:50
                          mabelle2000 napisała:

                          > hello-kitty2 napisała:
                          >
                          > > Jestes ekstremalnie skrajnym, nietypowym, odjechanym przyp
                          > > adkiem.
                          >
                          > Mylisz sie Kitty :-) A mylisz sie dlatego, ze nie ma, nie wynaleziono definicji
                          > "prawidlowego" i "normalnego " seksu. Wszystkie wiec proby zaszufladkowania i
                          > skategoryzowania wszelkich zachowan seksualnych sa z gory skazane na porazke. N
                          > awet operowanie pojeciem "wiekszosc" jest niezbyt trafne, bo wyrazne roznice wi
                          > dac nawet tutaj na forum, a jest tu zaledwie kilkanascie osob, pomysl jaka rozn
                          > orodnosc jest w calej populacji ;-)

                          Kolejny przykład tworzenia rzeczywistostoci życzeniowej na swój własny użytek obrony światopoglądu Mabelle, różnorodność nie zmienia znaczenia normy która istnieje i Kitty dobrze Cię przycisnęła.
                          Pomijając to że w większości jesteśmy z tego forum w różny sposób nienormatywni.
                          Z wiki>>>
                          Na współczesne pojęcie normy w seksuologii zasadniczy wpływ wywarły trzy, o różnym pochodzeniu, koncepcje normy:
                          Norma jako miara wartości, wymóg etyczny, postulat moralny; jako ustanowiona przez społeczeństwo wzorcowa forma zachowania.
                          Norma jako miara przeciętna, najczęstsza, statystyczna.
                          Norma w ujęciu psychologiczno-medycznym, jako zachowanie zdrowe, wymagane dla dobrego samopoczucia cielesnego, psychicznego i społecznego. Nienormalne są sposoby zachowań, nastawienia i dążenia niekorzystnie wpływające na wewnętrzną harmonię i samopoczucie człowieka lub jego partnera oraz wywołujące konflikty lub zaburzenia upośledzające ich zdrowie lub funkcjonowanie społeczne[1].

                          Norma statystyczna w seksuologii to zachowania i praktyki seksualne najbardziej powszechne w danej populacji, których częstość występowania jest zgodna z rozkładem normalnym krzywej dzwonowej Gaussa[2].

                          Kliniczna norma seksualna to nie tylko zdolność do reprodukcji oraz brak dysfunkcji seksualnych, lecz wzbogacanie swego rozwoju i swej osobowości w oparciu o elementy hedonistyczne i więziotwórcze, w postaci autentycznej komunikacji i głębokiej więzi emocjonalnej z innym człowiekiem[3].

                          pl.wikipedia.org/wiki/Norma_seksualna

                          • mabelle2000 Re: pl.wikipedia.org/wiki/Norma_seksualna 08.03.15, 15:05
                            urquhart napisał:

                            > Kolejny przykład tworzenia rzeczywistostoci życzeniowej na swój własny użytek o
                            > brony światopoglądu Mabelle, różnorodność nie zmienia znaczenia normy która ist
                            > nieje i Kitty dobrze Cię przycisnęła.

                            Nie, Kitty, napisala, ze jestem skrajnym, nietypowym i odjechanym przypadkiem, z czym sie nie zgadzam, bo trudno mowic o nietypowosci i skrajnosci jesli cos daje maksimum satysfakcji i zaspokaja wszystkie potrzeby, ktore z seksem sa zwiazane. Podstawowy wiec warunek jest spelniony - obopolna satysfakcja. Roznorodnosc praktyk seksualnych ( bo tego dotyczyla moja rozmowa z Kitty) nie jest wiec rownoznaczne z "nienormalnoscia". Jak zwykle wiec przeczytales po lebkach i wyciagnales bledne wnioski.

            • marek.zak1 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 11:37
              zyg_zyg_zyg napisała:

              > Marek, oglądałeś ten film, czy tylko czytałeś streszczenie? Bo przeżycia fizyczne z seks-bombą były raczej średniawe dla bohatera - w przeciwieństwie do przeżyć fizycznych z drugą, mniej atrakcyjną kobietą. I zdaje się, że walenie konia też przegrało z seksem z tą drugą - nie jako coś gorszego, tylko jako coś mniej przyjemnego.

              Widziałem bo specjalnie kupiłem płytę. Pamiętaj, że film miał udowodnić właśnie taka tezę, a nie inną, to znaczy że kobieta - człowiek jest wazniejsza nż kobieta jako źródło seksu. Dla mnie jedno I drugie jest równie ważne, i nie mozna klasyfikować, co jest ważniejsze.
              Oczywiście może zdarzyć się taka historia, gdzie starsza i brzydsza jest bardziej atrakcyjna dla faceta, ale w realu, a nie bajce (jako pisarz mogę napisać każda bajkę do dowolnej tezy) jest ona mało prawdopodobna.
              • zyg_zyg_zyg Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 11:56

                > Widziałem bo specjalnie kupiłem płytę. Pamiętaj, że film miał udowodnić właśnie
                > taka tezę, a nie inną, to znaczy że kobieta - człowiek jest wazniejsza nż kobi
                > eta jako źródło seksu.

                Ależ wcale nie było takiej tezy. Bo ta druga kobieta jak najbardziej była źródłem seksu i to najlepszym ze wszystkich dotychczasowych.
                • marek.zak1 Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 12:03
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  >
                  > > Widziałem bo specjalnie kupiłem płytę. Pamiętaj, że film miał udowodnić
                  > właśnie taka tezę, a nie inną, to znaczy że kobieta - człowiek jest wazniejsza n
                  > ż kobieta jako źródło seksu.

                  Czyli starsza o wiele lat kobieta jest źródłem fajniejszego seksu niż Scarlett. Może tak być, bo życie płata różne figler, ale to jest sytuacja wybitnie niszowa I nie może służyć udowodnieniu żadnej tezy, tutaj bardzo poprawnej politycznie, że w dusza jest ważniejsza od ciała.
                  Był taki podobny w wymowie film ,40 karatów" gdzie piękna czterdziestoletnia kobieta I dwudziestolatek mieli sie ku sobie. Tak moze być ale jest to super nisza..
                  Ja jako wzrokowiec i fan kobiecego piekna taka tezę odrzucam.
                  >
                  > Ależ wcale nie było takiej tezy. Bo ta druga kobieta jak najbardziej była źródł
                  > em seksu i to najlepszym ze wszystkich dotychczasowych.
                  • zyg_zyg_zyg Re: Czyż nie dobija się koni? 06.03.15, 12:11
                    > Był taki podobny w wymowie film ,40 karatów" gdzie piękna czterdziestoletnia ko
                    > bieta I dwudziestolatek mieli sie ku sobie. Tak moze być ale jest to super nisz
                    > a..
                    > Ja jako wzrokowiec i fan kobiecego piekna taka tezę odrzucam.

                    Bardzo byś się cieszył, gdybyś zamiast swojej żony miał dziś w łóżku inną laskę o jakieś trzydzieści, czterdzieści lat młodszą?
    • urquhart chciała faceta który będzie robił co ona każe 08.03.15, 11:40
      Dyskusja poszła trochę w inną stronę ale jest to ciekawy film w kontekście wielu zapytań kobiet dlaczego "porno może być lepsze dla faceta niż żywa (?) kobieta" daje chyba wyczerpującą odpowiedź, że bez uczuć uznania, zrozumienia to w sumie sam skok dopaminy w mózgu większy jest przy porno plus masturbacja. Kiedy dystrybuowanie seksu staje się narzędziem władzy. Jak kobiety oczekują dostosowania się mężczyzn do "odpowiedzialnych" i "dojrzałych" jedynie słusznych oczekiwań i przestają traktować ich osobowo.

      Jon John chce mieć Scarlett Johansson jako Barbarę tą seksowaną piękność dziesiątkę której zazdroszczą mu wszyscy kumple, ale ona stopniuje mu seks by nim manipulować i zmienić całę jego życie według jej zaplanowanej listy oczekiwań. Czego on oczekuje jest nieistotne. Ma zmienić prace, więcej nie sprzątać bo to nie męskie, nie zaglądać na strony porno być uzależniony od niej jako dystrybuującej seks.

      W zasadzie całe zjawisko puentuje siostra Don Johna po rozstaniu:

      "ona ma swoje własne życie.
      Nigdy nie chodziło jej o Jonnego,
      Nie widziała o nim podstawowej rzeczy.
      Ona chciała faceta który będzie robił
      to co ona mu każe.
      Bardzo dobrze że się rozstaliście."

      I potem w rozmowie z Barbarą sam już to widzi:

      Bo jesteś samolubnym kłamcą.
      - Tak, byłem, Przepraszam.
      - Poprosiam cię żebyś zrobił dla mnie jedną rzecz...
      Tak. Myślałem o tym kiedy
      mówiłaś mi to po raz ostatni.
      Więc, powiedziałam to bo to prawda.
      - To nie jest prawda.
      - Poważnie?
      To nie byłą jedyna rzecz o jaką mnie prosiłaś
      Prosiłąś mnie o bardzo wiele różnych rzeczy
      i nagle... ...Nie byłem w stanie zrobić tego wszystkiego.
      Cóż, kiedy prawdziwy facet kocha kobietę,
      Nie ma nic przeciwko,
      żeby robić dla niej różne rzeczy.
      I zrobi dla niej wszystko.
      Jasne, nie sądzisz że to brzmi trochę
      jednostronnie i samolubnie?

      No właśnie jednostronnie i samolubnie ... Czy to nie to o czy pisze Morrison jak postępują typowo babki, projekując na facetów samolubność same tak postępują, owijając to we frazesy dojrzałości i odpowiedzialności. Rzekomo Prawdziwy mężczyzna - słowo klucz manipulacji :)

      Filmowym przeciwieństwem Barbary jest Julianne Moore jako Esther, nie jest atrakcyjną dziesiątką ale seks z nią nie jest rozczarowujący, interesuje się uczuciami, pobudkami , zainteresowaniami, jak zauważa że lubi porno to też dzieli się że ona też lubi i przynosi jakiej stare swoje ulubione nagrania. Nie traktuje seksu jako narzędzia władzy. Jest ta wspomniana wzajemność, sprzężenie zwrotne , rozwija się miłość (może naiwnie przedstawiona) ale jako wzajemne dopełnienie w przeciwstawianiu dostosowania się Johna do oczekiwań Barbary.

      W sumie powinni tego filmu zabronić na podstawie Art. 12 ratyfikowanej Konwencji o przemocy wobec kobiet bo utwierdza stereotypowy model roli kobiet i mężczyzn...
      • marek.zak1 Re: chciała faceta który będzie robił co ona każe 08.03.15, 13:46
        urquhart napisał:

        >
        > Jon John chce mieć Scarlett Johansson jako Barbarę tą seksowaną piękność dziesi
        > ątkę której zazdroszczą mu wszyscy kumple, ale ona stopniuje mu seks by nim man ipulować i zmienić całę jego życie według jej zaplanowanej listy oczekiwań. Czego on oczekuje jest nieistotne.

        No właśnie, nie trzeba było dać się kobiecie sobą manipulować i od razu wszystko byłoby OK.
          • marek.zak1 Re: chciała faceta który będzie robił co ona każe 08.03.15, 14:42
            urquhart napisał:

            > > No właśnie, nie trzeba było dać się kobiecie sobą manipulować i od razu w
            > szystk o byłoby OK.

            > No ale przecież ty sam powiedziałeś że z powodu partnerki rzuciłeś się w wir zarabiania i pracy nad sobą.

            Oczywiscie pracowałem nad sobą, żeby mieć atrakcyjna partnerkę, a potem, żeby zapewnic jej fajne życie. W stanie wojennym nawet kradłem węgiel z sasiedniej szkoły, bo wszystkie składy węgla stały puste. Nie było lekko :).
            Natomiast nigdy nie dałem się sobą manipulować. Mam za bardzo apodyktyczny charakter.
            • urquhart Re: chciała faceta który będzie robił co ona każe 08.03.15, 15:24
              > Oczywiscie pracowałem nad sobą, żeby mieć atrakcyjna partnerkę, a potem, żeby z
              > apewnic jej fajne życie. W stanie wojennym nawet kradłem węgiel z sasiedniej sz
              > koły, bo wszystkie składy węgla stały puste. Nie było lekko :).
              > Natomiast nigdy nie dałem się sobą manipulować. Mam za bardzo apodyktyczny cha
              > rakter.

              Rozumiem, chciałem wyznaczyć temat w dyskusji gdzie kończy się tzw zmienianie siebie dla partnerki a zaczyna jej manipulacja :)
              • marek.zak1 Re: chciała faceta który będzie robił co ona każe 08.03.15, 15:40
                urquhart napisał:

                > > koły, bo wszystkie składy węgla stały puste. Nie było lekko :).
                > > Natomiast nigdy nie dałem się sobą manipulować. Mam za bardzo apodyktycz
                > ny charakter.
                >
                > Rozumiem, chciałem wyznaczyć temat w dyskusji gdzie kończy się tzw zmienianie siebie dla partnerki a zaczyna jej manipulacja :)

                Zmienianie, powiedzmy poprawianie mnie samego jest efektem mojej decyzji. To robi różnicę.
                Oczywiście, jeśli ćwiczę i jestemk fizycznie OK, robię to w jakims sensie także dla niej, ale głównie dla siebie, bo rozumiem, że seks z zapuszczonym facetem dla kobiety fajny nie jest i jesli bym do tego dopuscił, bylbym może na drodze do BSWM.
                Wracając do filmu, naciski SJ żeby facet przestał sie masturbować, sa w moim zrozumieniu, zupełnie rozsądne i logiczne. Masturbacja jest dla kobiety konkurencja, więc nie dziwię sie, że te konkurencję chciała zniszczyć. Tutaj akurat manipulacji nie widzę.
                    • urquhart Re: chciała faceta który będzie robił co ona każe 08.03.15, 18:22
                      protein.spill napisał(a):

                      > > Manipulacja dotyczy metody a nie celu.
                      >
                      > Przykład : koty wpieprzaja myszy, a myszy zboże. Można powiedziec chłopom "hodu
                      > jcie koty", albo "kot jest święty". Pierwsze nie jest manipulacja, drugie jest,
                      > ale cel jest ten sam: myszy pod kontrola

                      To już lepszy jest przykład z wieprzowiną. Wiadomo nam że jest nośnikiem najniebezpieczniejszych dla człowieka pasożytów bąblowca co jest trudne do skorelowania w czasie po latach kiedy zżera mózg i mięśnie już, a niedopieczona nawet dziś przenosi toksyczną bakterię campylobacter. Ludy dalekiego wchodu dostały instrukcje, nie tykaj tego mięsa bo jest przeklęte, a jego jedzenie obraża Boga.
                      Weź wytłumacz cel pasterzom anafabetom jak ani bakterii nie widać gołym okiem a zarażenie rozwija się powoli. :)

                      Słowianie ludy w hiszpanii ogarnęły temat długotrwałym gotowaniem wieprzowiny w zupach bigosach i kiełbasach, zamiast tradycyjnego pieczenia na rożnie :)

                      Ale wracając to jednak definicja jest inna wiki >>> I faktycznie widzę to w filmie >>>

                      Manipulacja (łac. manipulatio – manewr, fortel, podstęp) – w psychologii oraz socjologii forma wywierania wpływu na osobę lub grupę w taki sposób, by nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora.
                      Inspirowana interakcja społeczna mająca na celu skłonienie osoby lub grupy ludzi do działania sprzecznego z ich dobrze pojętym interesem. (!!!) Zazwyczaj osoba lub grupa ludzi poddana manipulacji nie jest świadoma środków, przy użyciu których wywierany jest na nią wpływ. Autor manipulacji dąży zwykle do osiągnięcia korzyści osobistych, ekonomicznych lub politycznych kosztem poddawanych niej osób.
                      • marek.zak1 Re: chciała faceta który będzie robił co ona każe 08.03.15, 19:37
                        urquhart napisał:
                        >
                        Zazwyczaj osoba lub grupa ludzi poddana manipulacji nie jest świadoma środków, przy użyciu których wywierany jest na nią wpływ. Autor manipulacji dąży zwykle do osiągnięcia korzyści osobistych, ekonomicznych lub politycznych kosztem poddawanych niej osób.

                        Wolę ,,dziesiatkę" Scarlett manipulatorkę niż te drugą czysta i prawą jak łza, ale jednak mniej atrakcyjną. Jak wiesz, że ktoś lubi manipulować, to nic ci nie zrobi.
                        W filmach zawsze autor stara sie udowodnić, że dobra choć mniej atrakcyjna jest górą, ale to jest też manipulacja, bo dobroć i uroda są zjawiskami niezależnymi.
                        • hello-kitty2 Re: chciała faceta który będzie robił co ona każe 08.03.15, 19:55
                          marek.zak1 napisał:

                          > Wolę ,,dziesiatkę" Scarlett manipulatorkę niż te drugą czysta i prawą jak łza,
                          > ale jednak mniej atrakcyjną. Jak wiesz, że ktoś lubi manipulować, to nic ci nie
                          > zrobi.
                          > W filmach zawsze autor stara sie udowodnić, że dobra choć mniej atrakcyjna jest
                          > górą, ale to jest też manipulacja, bo dobroć i uroda są zjawiskami niezależnym
                          > i.

                          Jak daleko mozna sie dac zaprzedac dla czyjejs urody?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka