Dodaj do ulubionych

Recepta na wyście z feministycznej pułapki

16.08.16, 08:00
Ciekawy i trafny tekst o pułapce feministycznej walki z mężczyznami jakby podsumowanie wątków nieustanie przewijających się przez to forum i recepcie na wyjście z niej.

masculinum.org/koniec-poswiecenia-zakonczy-kryzys-meskosci/
Obserwuj wątek
    • marek.zak1 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 09:21
      urquhart napisał:

      > Ciekawy i trafny tekst o pułapce feministycznej walki z mężczyznami jakby podsumowanie wątków nieustanie przewijających się przez to forum i recepcie na wyjście z niej.
      ------------------------------
      Dla mnie jest to typowa erystyka. Podaje się tezę rzekomo udowodniona i na jej podstawie snuje się dalsze dywagacje. Otóż teza jest:

      ,,Nie ma świata, gdzie mężczyźni musieli zabijać, żeby mieć jedzenie i podbijać świat, żeby zbudować swoją wartość".

      Otóż ten świat nadal jest, z tym, ze zabijanie nie jest potrzebne. Wystarczy odnosić sukcesy i zarabiać kasę. A....jeszcze trzeba dbać o formę fizyczną.


      • hello-kitty2 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 10:53
        marek.zak1 napisał:

        Wystarczy od
        > nosić sukcesy i zarabiać kasę. A....jeszcze trzeba dbać o formę fizyczną.

        Wystarczy ;-) A jakies rady dla mniej przebojowych, mniej zarabiajacych i bardziej otluszczonych czyli dla wiekszosci swiata?

        Artykul bardzo ciekawy ale troche przymalo praktycznych przykladow jakby to mialo wygladac w zyciu. Bo tak, jak ja sie przykladowo przestalam poswiecac dla meza i zarzestalam obslugi to znalazla sie b.szybko kolejna chetna do tej roboty (tesciowa). Ale ok, to byl przyklad skrajny. Tu w artykule przyklad z zarciem. No fajnie tylko czlowiek potrzebuje conajmniej 3-5 posilkow dziennie wiec nie mowimy tylko o tym jednym ostatnim, gotowanym. Skoro mam sie nie poswiecac i nie gotowac dla faceta ale i tak musze cos zjesc wiec wtedy idziemy w 'na osobki' czyli co? Ja gotuje dla siebie, a on sobie rozwiazanie z listy dobiera na 3-5 razy dziennie? Dalej ja piore swoje, prasuje swoje, sprzatam swoja czesc mieszkania, w sumie wyjdzie mi, ze ten pan, to mi tylko przeszkadza ;-) Z drugiej strony moge zejsc ze sprzatania i zaczac zyc w syfie preferowanym przez faceta, moge chodzic z nieuprasowanym, nie miec rano czystych majtek, bo nikt nie zrobil prania. Probowalam tak zyc w przeszlosci z pare miesiecy i sie nie zlamalam, potykalam sie o graty walajace sie na podlodze, ciuchy wybieralam rano do ubrania z kupy lezacej na podlodze, jadlam z plastikowych opakowan, siadalam na ujebanym. Zycie w chlewie doprowadza mnie psychicznie do potrzeby wyprowadzenia sie.

        Nie wiem, nie widze w artykule praktycznych rozwiazan. Jak zyc z mezczyzna pozostaje zagadka. Zycia obok sie nauczylam.
        • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 12:38
          Kiedyś, wieki temu mój mąż z politowaniem patrzył jak lepię pierogi na święta. No i po co Ty się tak męczysz? Nie lepiej iść i kupić? No lepiej. Ale gdy w nastepnym roku kupiłam, to nosem kręcił, nogami przebierał i żadnego nie zjadł. Twoje lepsze. Ano lepsze. I może warto by docenić i zauważyć że ktoś coś robi, że się stara? Może to tu jest pies pogrzebany? A nie w jakichś wydumanych problemach pod szyldem znienawidzonych feministek?
          • druginudziarz Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 16:04
            zawle napisała:

            > Kiedyś, wieki temu mój mąż z politowaniem patrzył jak lepię pierogi na święta.
            > No i po co Ty się tak męczysz? Nie lepiej iść i kupić? No lepiej. Ale gdy w nas
            > tepnym roku kupiłam, to nosem kręcił, nogami przebierał i żadnego nie zjadł. Tw
            > oje lepsze. Ano lepsze. I może warto by docenić i zauważyć że ktoś coś robi, że
            > się stara? Może to tu jest pies pogrzebany? A nie w jakichś wydumanych problem
            > ach pod szyldem znienawidzonych feministek?

            Brak umiejętności pochwalenia kogoś za coś, nawet jak to nie jest jakoś super udane, to niska samoocena. To nie ma nic wspólnego z płcią. Np. nie pamiętam by moja matka pochwaliła cokolwiek kiedykolwiek. Ojciec owszem, choć też był w tym oszczędny.
            • aandzia43 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 16:19
              druginudziarz napisał:

              > zawle napisała:
              >
              > > Kiedyś, wieki temu mój mąż z politowaniem patrzył jak lepię pierogi na św
              > ięta.
              > > No i po co Ty się tak męczysz? Nie lepiej iść i kupić? No lepiej. Ale gdy
              > w nas
              > > tepnym roku kupiłam, to nosem kręcił, nogami przebierał i żadnego nie zja
              > dł. Tw
              > > oje lepsze. Ano lepsze. I może warto by docenić i zauważyć że ktoś coś ro
              > bi, że
              > > się stara? Może to tu jest pies pogrzebany? A nie w jakichś wydumanych p
              > roblem
              > > ach pod szyldem znienawidzonych feministek?
              >
              > Brak umiejętności pochwalenia kogoś za coś, nawet jak to nie jest jakoś super u
              > dane, to niska samoocena. To nie ma nic wspólnego z płcią. Np. nie pamiętam by
              > moja matka pochwaliła cokolwiek kiedykolwiek. Ojciec owszem, choć też był w tym
              > oszczędny.

              Zgadzam się, cecha niezależna od płci. Jednak łatwiej nie chwalić za rzeczy traktowane kulturowo jako powinność danej płci. W tę pułapkę niechwalenia/niedoceniania mogą wpadać osoby generalnie skore do wysyłania pozytywnych informacji zwrotnych.
              • marek.zak1 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 16:28
                aandzia43 napisała:
                Zgadzam się, cecha niezależna od płci. Jednak łatwiej nie chwalić za rzeczy traktowane kulturowo jako powinność danej płci. W tę pułapkę niechwalenia/niedoceniania mogą wpadać osoby generalnie skore do wysyłania pozytywnych informacji zwrotnych.
                --------------------------------------------------------------
                Chwalenie jest bardzo skuteczne, przyjemne dla osoby chwalonej i tak naprawde nic nie kosztuje. Ale, musi być spontaniczne i szczere.

                    • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 21:02
                      Poczucie bezsilności jest dla mnie najgorszym. A je mam, gdy słucham że kobiecość określają cycki, zadbana cera, wymuszanie płaczem, noszenie za małych ubrań, brak zaradności życiowej i wiele innych cech które inni uważają za kobiece, ja jednak za słabość lub zwiazane z czym innym niż płeć. Dla mnie Grodzka jest kobietą, bo się za nią uważa. Podobnie Pawłowicz. Jako człowiek Pawłowicz jest nie do zniesienia, ale jako kobieta? Co to w ogóle znaczy?
                      • aandzia43 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 23:49
                        zawle napisała:

                        > Poczucie bezsilności jest dla mnie najgorszym. A je mam, gdy słucham że kobieco
                        > ść określają cycki, zadbana cera, wymuszanie płaczem, noszenie za małych ubrań,
                        > brak zaradności życiowej i wiele innych cech które inni uważają za kobiece, ja
                        > jednak za słabość lub zwiazane z czym innym niż płeć.

                        Też nie uważam tych cech za kobiece tylko za przejaw słabości lub specyfiki. Osobniczej.

                        Dla mnie Grodzka jest ko
                        > bietą, bo się za nią uważa. Podobnie Pawłowicz. Jako człowiek Pawłowicz jest ni
                        > e do zniesienia, ale jako kobieta? Co to w ogóle znaczy?
                        >
                        Tak, Pawłowicz-człowiek jest nie do zniesienia (jest psychiatryczna). Jako kobieta dla mnie nie istnieje. Co nie.znaczy, że zwacałabym się do nie "PANI Krystyno" w kontakcie z nią.czy publicznie podważałabym jej przynależnosc do.rodu kobiecego.
                        Kobiecość? Jakiś rodzaj delikatnosci, miękkiego wdzięku, słodyczy. Siła, zaradnosc, pazur, energia nie przeszkaszają. Czasem nawet podbijają kobiecośc jak ostra przyprawa słodki smak.
                        • urquhart Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 00:35
                          aandzia43 napisała:
                          > Kobiecość? Jakiś rodzaj delikatnosci, miękkiego wdzięku, słodyczy. Siła, zaradn
                          > osc, pazur, energia nie przeszkaszają. Czasem nawet podbijają kobiecośc jak ost
                          > ra przyprawa słodki smak.

                          Właśnie. Piękno . Piękna płeć. Kompozycja przynosząca przyjemność, gratyfikację zmysłom , dzięki proporcjom, harmonii. Nie wystarczy waginododatniość ...
                          Pawłowicz fakt tego nie ma, ale za to Grodzka udaje że ma, podkreśla, a jest tego antyteezą , orynarnym, ostentacyjnym zaprzeczeniem powyższego i karykaturalnym wykoślawieniem budzącym odrazę.
                  • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 20:58
                    Napisałaś że łatwiej nie chwalić za rzeczy które kulturowo są dopisane do płci.
                    Dla mnie łatwiej, zwłaszcza że ja uważam że nikt nie ma obowiązku. Więc gdy mąż zarabia na rodzinę, coś naprawi, coś umie męskiego to fajnie się go za to chwali, bo chwali się go podówjnie- umacnia też w płci. Ale to jest pozytywne umacnianie.
                    • aandzia43 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 00:02
                      zawle napisała:

                      > Napisałaś że łatwiej nie chwalić za rzeczy które kulturowo są dopisane do płci.
                      >
                      > Dla mnie łatwiej, zwłaszcza że ja uważam że nikt nie ma obowiązku. Więc gdy mąż
                      > zarabia na rodzinę, coś naprawi, coś umie męskiego to fajnie się go za to chwa
                      > li, bo chwali się go podówjnie- umacnia też w płci. Ale to jest pozytywne umacn
                      > ianie.
                      >
                      A to masz rację. Ale ludziom łatwo przychodzi nie chwalenie za to, co jest robione przez kogoś kto wg nich ma to zrobić i basta. Jakoś tak się wydaje im się oczywiste że baba myje kibel, że do głowy im nie przyjdzie nie tylko pochwalić, ale nawet wymiata im ze świadomości istnienie tej czynności ;-)
                      • urquhart praktyka wdzięczności 17.08.16, 02:14
                        aandzia43 napisała:
                        > A to masz rację. Ale ludziom łatwo przychodzi nie chwalenie za to, co jest robi
                        > one przez kogoś kto wg nich ma to zrobić i basta. Jakoś tak się wydaje im się o
                        > czywiste że baba myje kibel, że do głowy im nie przyjdzie nie tylko pochwalić,
                        > ale nawet wymiata im ze świadomości istnienie tej czynności ;-)

                        Praktyka wyrażania wdzięczności to coś odwotnego do choniącej ego dumy i roszczeniowości i warto to sobie wciąż kodować i przypominać.

                        Tu z pomocą w treningu przychodzi od dawna religia, a naukowycy od nowa to odkrywają przy okazji badań nad szczęściem.
                        coaching.focus.pl/zycie/sztuka-doceniania-zycia-317?strona=1
                        Przy okazji Andzia mimo bycia w całkiem przeciwnym okopie nie wstydzę się przyznać że jestem ci wdzięczny za refleksjęno i ten cytat do którego wracam o motywacji i ochocie bo on działa przecież w obie strony...
              • mabelle2000 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 19:47
                hello-kitty2 napisała:

                > Czy lepienie pierogow na swieta jest poswiecaniem sie?

                To zalezy czy sama lubi pierogi ;-) Ja lubie, wiec bede lepic do upadlego. Ale na przyklad zrobienie bigosu czy pieczeni jest moja dobra wola i przyjaznym gestem wobec innych- nie lubie ani dotykac, ani wachac miesa.
              • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 20:55
                Poświęcanie się to robienie czegoś wbrew sobie. My nie doceniamy znaczenia słów. Kobiety same mówią o tym że coś robią, bo to bywa bardzo często niezauważane ( faceci nie mówią). Mówią to w formie dla nich akceptowalnej....jojczenia, wymawiania, narzekania. I słowo ciałem się staje. Moja matka taką martyrologię uprawiała na święta. Ja zwyczajnie lubię te przygotowania. Matka się dziwiła że u mnie to tak sprawnie idzie. Bo nie szło w poprzek.
          • mabelle2000 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 20:05
            zawle napisała:

            > I może warto by docenić i zauważyć że ktoś coś robi, że
            > się stara? Może to tu jest pies pogrzebany?

            Nie moze zauwazyc i docenic, bo do tego to trzeba byc jasnowidzem, a w chacie to prawie wszystko sie przeciez samo robi ;-)
            Moj maz po dwudziestu latach malzenstwa zakonczonego rozwodem stanal przed dylematem, co sie stalo z jego piekna porcelana Villeroy&Boch w lazience. Pytanie do mnie oczywiscie. " A stary, kibla nie umyles, wrzuc jedna corega-tabs, troche pomusuje, popieni sie i bedziesz mial kibel jak nowy". No i wyszlo w koncu, ze przez dwadziescia (sic!) lat nie umyl w chacie zadnego kibla/ bidetu/ wanny/ brodzika/umywalki. No to co mial kurna doceniac jak zawsze bylo czyste ?
          • urquhart można szukać winnych lub… szukać rozwiązania 17.08.16, 01:03
            zawle napisała:
            > oje lepsze. Ano lepsze. I może warto by docenić i zauważyć że ktoś coś robi, że
            > się stara? Może to tu jest pies pogrzebany? A nie w jakichś wydumanych problem
            > ach pod szyldem znienawidzonych feministek?

            Widzałaś wojującą feministkę deceniającą jakiegokolwiek faceta? Nawet jak by się płaszczył wstydząc za wieki patriarchatu i zasuwał ze ścierą zmieniając jednocześnie pieluchę drugą ręką po oddaniu wypłaty to by spełniał jedynie psi obowiązek .

            Dlaczego uważam że jest to poniekąd skrót wielu powracających forumowych dyskusji i płciowych wojenek i jest ważny? W punktach po kolei o jego tezach ale w ujęciu które pamiętam na forum:
            - Kobiety zamiast zając się własną sprawczością zajmują się obwinianiem mężczyzn bo mają wyższe wymagania i oczekiwania. Pół biedy jak same je sobie eskalują "poświęcając się"
            - Kobiety są naturalnie fizycznie słabsze wiec zanim mężczyźni kulturowo nie zrezygnowali z przewagi , nie zostali tak wytresowani żeby zrezygnować z fizycznej przewagi były naturalnie podporządkowane prawem silniejszego wbrew życzeniowym femi-mitom o rzekomej naturalnej równości
            - Wmawianie kłamstwa że jesteśmy płciowio równi implikującą że jesteśmy identyczni w potrzebach zakłóca podstawową komunikację i empatię i jest przyczyną kryzysu
            - Nawet przy dobrych intencjach stron nie rozumiemy że mamy inne płciowo potrzeby i oczekiwania determinowane róznymi neuroprzekaźnikami, kobiety z definicji oczekują że te kobiece są jedynie DOJRZAŁE i SŁUSZNE
            - Nie ma słuszności, są inne punkty widzenia i konflikt różnych oczekiwań
            - Kobiety mają krzątawicę nerwicowych przymusów akrywności i wkurza ich męska potrzeba świętego spokoju, transcendentanego wyciszenia które postrzegają wyłącznie jako lenistwo (Andzia używała taką moją podobną myśl kiedyś sarkastycznie jako sygnaturkę)
            - Kobiety oczekują od facetów sprawowania i łaczenia wielu sprzecznych neroprzekaźnikowo ról: agesywnej aktywności zawodowej i czułej opiekuńczości i nie widzą w tym nic niewłaściwego
            - kryzys męskości jest kryzysem nadmiernych kobiecych oczekiwań i komunikacji.
            - można szukać winnych lub… szukać rozwiązania

            Rozwiązanie : zamiast typowo poświęcać się syzyfowo eskalując oczekiwania, nerwicową krzątawicę wobec domu czy nadopiekuńczość wobec potomstwa i tłumaczyć się potem brakiem czasu na wszystko inne, najpierw trzeba zacząć od zdrowego egoizmu zdefiniować prawdziwe swoje potrzeby żeby móc je skonfrontować z potrzebami drugiej strony i szukać Win-Win. Czy to czego ja oczekuje ma punkty wspólne i da się wtedy pogodzić z tym co on oczekuje .


            • zawle Re: można szukać winnych lub… szukać rozwiązania 17.08.16, 07:56
              urquhart napisał: > Widzałaś wojującą feministkę deceniającą jakiegokolwiek faceta? Nawet jak by si
              > ę płaszczył wstydząc za wieki patriarchatu i zasuwał ze ścierą zmieniając jedno
              > cześnie pieluchę drugą ręką po oddaniu wypłaty to by spełniał jedynie psi obowi
              > ązek .

              Kierowanie się z życiu schematami bardzo zubaża. Jestem wojującą feministką. Uważam że facet podobnie jak ja potrafi zmienić pieluchę i pracować. Zarabianie na dom kojarzy mi się z niepracującą żoną, więc jest mi to kulturowo obce. To że on chodzi do pracy jest oczywistością bo ja chodzę i nie wyobrażam sobie inaczej. To że zarabia więcej? Ma w tym kierunku lepsze predyspozycje. Ja lepiej gotuję.
              Co nie przeszkadza mi go za to podziwiać. Że zarabia więcej odemnie, że jest dobrym tatą, że nie ma w głowie - kurwa, albo zarabiam albo zmieniam pieluchę. Brak ułomności jest taki niespotykany:)))

              > - Kobiety zamiast zając się własną sprawczością zajmują się obwinianiem mężcz
              > yzn bo mają wyższe wymagania i oczekiwania. Pół biedy jak same je sobie eskaluj
              > ą "poświęcając się"

              To prawda. Tyle że to stoi w sprzeczności do tego co napisałeś wcześniej. Wy nie potraficie zamienić pieluchy i zarobić kasy? To ktoś to musi za was ogarniać, czyż nie? Bo co do tego że dzieciak posrany chodzić nie może i musicie coś jeść i gdzieś mieszkać to się zgadzasz?
              To jest proste do rozwiazania.
              Ty zarabiasz, ona siedzi w domu. Ty z tej góry kasy płacisz jej normalną pensję. Za pracę którą ona wykonuje. Na rzecz Ciebie i waszych dzieci.

              > - Kobiety są naturalnie fizycznie słabsze wiec zanim mężczyźni kulturowo nie z
              > rezygnowali z przewagi , nie zostali tak wytresowani żeby zrezygnować z fizyczn
              > ej przewagi były naturalnie podporządkowane prawem silniejszego wbrew życzeniow
              > ym femi-mitom o rzekomej naturalnej równości

              Ale to się skończyło. Fizyczna tężyzna to najmniej opłacane zawody. Czemu ocena ulega zmienie tylko wtedy gdy Ci pasuje?

              > - Wmawianie kłamstwa że jesteśmy płciowio równi implikującą że jesteśmy identy
              > czni w potrzebach zakłóca podstawową komunikację i empatię i jest przyczyną kry
              > zysu

              Ale kto tak twierdzi? To nadużycie które tylko pogłebia podziały. Równi nie znaczy tacy sami.

              > - Nawet przy dobrych intencjach stron nie rozumiemy że mamy inne płciowo potr
              > zeby i oczekiwania determinowane róznymi neuroprzekaźnikami, kobiety z definicj
              > i oczekują że te kobiece są jedynie DOJRZAŁE i SŁUSZNE

              A faceci że....po co tak gadać? Nadal stoicie wyżej i wasze zdanie jest ważniejsze i jedynie słuszne?

              > - Kobiety mają krzątawicę nerwicowych przymusów akrywności i wkurza ich męska
              > potrzeba świętego spokoju, transcendentanego wyciszenia które postrzegają wyłą
              > cznie jako lenistwo (Andzia używała taką moją podobną myśl kiedyś sarkastycznie
              > jako sygnaturkę)

              Znam domu smaotnych facetów. W każdym jest mega czysto. Dużo domów. Znależli sposób na nie bałaganienie? Czy sprzatają?

              > - Kobiety oczekują od facetów sprawowania i łaczenia wielu sprzecznych neroprz
              > ekaźnikowo ról: agesywnej aktywności zawodowej i czułej opiekuńczości i nie wid
              > zą w tym nic niewłaściwego

              A co to za zawody które wymagają agresywności??? :)))) No nie wiedzimy. I powiem Ci wiecej.....widzę że wielu facetów to normalnie godzi.

              > - kryzys męskości jest kryzysem nadmiernych kobiecych oczekiwań i komunikacji.
              > - można szukać winnych lub… szukać rozwiązania

              To ładne zestawienie. Wiem kim jest wróg, ael szukajmy razem rozwiazań:))


              > Rozwiązanie : zamiast typowo poświęcać się syzyfowo eskalując oczekiwania, nerw
              > icową krzątawicę wobec domu czy nadopiekuńczość wobec potomstwa i tłumaczyć się
              > potem brakiem czasu na wszystko inne, najpierw trzeba zacząć od zdrowego egoiz
              > mu zdefiniować prawdziwe swoje potrzeby żeby móc je skonfrontować z potrzebami
              > drugiej strony i szukać Win-Win. Czy to czego ja oczekuje ma punkty wspólne i d
              > a się wtedy pogodzić z tym co on oczekuje .

              To kto zmienia pieluchę?
              • marek.zak1 Re: można szukać winnych lub… szukać rozwiązania 17.08.16, 10:00
                zawle napisała:


                > > - Kobiety oczekują od facetów sprawowania i łaczenia wielu sprzecznych neroprzekaźnikowo ról: agesywnej aktywności zawodowej i czułej opiekuńczości i nie widzą w tym nic niewłaściwego
                >
                > A co to za zawody które wymagają agresywności??? :)))) No nie wiedzimy. I powie
                > m Ci wiecej.....widzę że wielu facetów to normalnie godzi.
                ---------------------------------------------------------------
                Dokładnie. Przecież człowiek , w każdym razie facet, ma 2 natury - czułą dla bliskich i wojowniczą (agresywną niekoniecznie) dla świata. W ,,Ojcu chrzestnym" jest to genialnie pokazane. Czuli, opiekuńczy dla najbliższych - bezwzględni dla wrogów. Nic nowego.
        • marek.zak1 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 16.08.16, 15:57
          hello-kitty2 napisała:

          > marek.zak1 napisał:
          >
          > Wystarczy od
          > > nosić sukcesy i zarabiać kasę. A....jeszcze trzeba dbać o formę fizyczną.
          >
          >
          > Wystarczy ;-) A jakies rady dla mniej przebojowych, mniej zarabiajacych i bardziej otluszczonych czyli dla wiekszosci swiata?
          ----------------------------------------------
          Tak mniej żreć i więcej się ruszać. Do tego nie trzeba przebojowości a i więcej kasy zostanie w kieszeni.
        • urquhart Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 00:54
          hello-kitty2 napisała:
          > rania. Probowalam tak zyc w przeszlosci z pare miesiecy i sie nie zlamalam, pot
          > ykalam sie o graty walajace sie na podlodze, ciuchy wybieralam rano do ubrania
          > z kupy lezacej na podlodze, jadlam z plastikowych opakowan, siadalam na ujebany
          > m. Zycie w chlewie doprowadza mnie psychicznie do potrzeby wyprowadzenia sie.
          > Nie wiem, nie widze w artykule praktycznych rozwiazan. Jak zyc z mezczyzna pozo
          > staje zagadka. Zycia obok sie nauczylam.

          Ze swoich doświadczeń i obserwacji wydaje mi się że ty po prosty nie potrafisz działać na jego motywację, nie wiesz czego on chce, bo założenie że będzie sprzątał jak burdel mu będzie przeszkadzał jest z gruntu fałszywe, bo zakłada podobne potrzeby porządku i o tym jest w tym artykule .
          Jak w cytacie Andzi w mojej sygnaturce, jak jest motywacja to chce się sprzątać i starać nawet jak to nie wynika z potrzeb faceta :)
          Niby TYpowo motywacją i gratyfikacją której nigdy dość jak w ykładach pokazywał Wojciszke badania jest dla facetów namiętność, a dla kobiet intymność. Ale nie zawsze jest typowo...
          • aandzia43 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 01:17

            > Ze swoich doświadczeń i obserwacji wydaje mi się że ty po prosty nie potrafisz
            > działać na jego motywację, nie wiesz czego on chce, bo założenie że będzie spr
            > zątał jak burdel mu będzie przeszkadzał jest z gruntu fałszywe, bo zakłada podo
            > bne potrzeby porządku i o tym jest w tym artykule .
            > Jak w cytacie Andzi w mojej sygnaturce, jak jest motywacja to chce się sprzątać
            > i starać nawet jak to nie wynika z potrzeb faceta :)
            > Niby TYpowo motywacją i gratyfikacją której nigdy dość jak w ykładach pokazywał
            > Wojciszke badania jest dla facetów namiętność, a dla kobiet intymność. Ale nie
            > zawsze jest typowo...
            >

            Ja pierdolę! Alternatywna rzeczywistośc jakiej dawno nie widziałam, a widziałam w życiu dużo umysłuowych zawijasow i skomplikowanych podrygów uskutecznianych celem zamaskowania mizerii własnej sytuacji. Co tak głęboko chowasz sam przed sobą? Alkoholizm? Inne syfy?
            Słyszysz Kitty, nie umialas zmotywowac tygrysa żeby nie pozarl koźlęcia? Słabo kobieto, słabo.
            • druginudziarz Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 07:43
              aandzia43 napisała:

              > Ja pierdolę! Alternatywna rzeczywistośc jakiej dawno nie widziałam, a widziałam
              > w życiu dużo umysłuowych zawijasow i skomplikowanych podrygów uskutecznianych
              > celem zamaskowania mizerii własnej sytuacji.

              W relacji rodzic-dziecko to działa, pracownik-pracodawca działa, uczeń-nauczyciel dział, wszędzie działa tylko w relacji partnerskiej miałoby nie działać bo andzia japierdoli :D
              Nie ma co pierdolic, trzeba przyjąć na klatę, że czasem się czegoś nie potrafi albo przebywa sie w układach, w których coś nie działa.

              > Co tak głęboko chowasz sam przed
              > sobą? Alkoholizm? Inne syfy?

              Jakas ostatnio zgorzkniała jesteś (?)
              • aandzia43 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 08:55
                Wyjaśnie ci.Drugi o co.chodzi w tej wymianie zdań. Motywacja jest cholernie ok, stosuję na co dzień i od święta. Znam i doceniam jej moc. Urqu natomiast wciska kit że umiejętną motywacją można wszystko załatwić w związku dlugofalowym. Bzdura, bo wyżej nerek nikt z nas nie podskoczy, z patologicznego organicznego bałaganiarza na dłuższą metę i na każdy dzień życia nie zrobi się ogarnięty człowiek, a z matematycznego kretyna inżynier. Druga sprawa: ludzie mają swoje bardzo silne upodabnia i priorytety ipodejmują decyzje zgodnie z tymi priorytetami. Czasem zakręcimy nimi na chwilę i wtedy wyskakują ze swoich kolein, potem najczęściej do nich wracają. Wciskanie Kitty, że mogła zrobić ze.swojego wybierająego mamusię i jej usługi męża faceta bez upodobania do życia w syfie i skorego do regularnego ogarniania kwadratu jest chmastwem, złośliwoscią, głupotą?
                • druginudziarz Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 09:32
                  aandzia43 napisała:

                  > Wyjaśnie ci.Drugi o co.chodzi w tej wymianie zdań. Motywacja jest cholernie ok,
                  > stosuję na co dzień i od święta. Znam i doceniam jej moc. Urqu natomiast wcisk
                  > a kit że umiejętną motywacją można wszystko załatwić w związku dlugofalowym. Bz
                  > dura, bo wyżej nerek nikt z nas nie podskoczy, z patologicznego organicznego ba
                  > łaganiarza na dłuższą metę i na każdy dzień życia nie zrobi się ogarnięty człow
                  > iek, a z matematycznego kretyna inżynier.

                  Ale po co miałby sie zrobić inzynier? chciałaś inżyniera za męża trzeba było na politechnikach szukać. A tak masz sportowca lub artystę, po chu.a mu jeszcze ta matematyka??
                  A może założyłaś, że mąż _na_razie_ jest dobry (=wystarczający) taki jaki jest a potem się jakoś go wychowa. No a on ciele uparte wychować się nie dał?

                  > Druga sprawa: ludzie mają swoje bardz
                  > o silne upodabnia i priorytety ipodejmują decyzje zgodnie z tymi priorytetami.
                  No i co w związku z tym?
                  Tak w ogóle to co to są te "priorytety"? to jakaś niewymienna część ciała? nerka? wątroba?
                  Bo widzisz, ja nie mam takiej części ciała i dlatego pytam. Moje priorytety to, jakby to określić, to takie narzędzie na półce w Kastoramie. Mam potrzebę i MOŻLIWOŚĆ wywiercić dziurę w ścianie to idę i kupuję sobie odpowiedni priorytet.

                  > Czasem zakręcimy nimi na chwilę i wtedy wyskakują ze swoich kolein, potem najcz
                  > ęściej do nich wracają. Wciskanie Kitty, że mogła zrobić ze.swojego wybierająeg
                  > o mamusię i jej usługi męża faceta bez upodobania do życia w syfie i skorego do
                  > regularnego ogarniania kwadratu jest chmastwem, złośliwoscią, głupotą?

                  Złośliwość u kogoś sugeruje mi jednoznacznie frustracje z jakimi żyje.
                  • aandzia43 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 12:45
                    Rozkminianie inżyniera opuszczę, jakaś pomyłka. Do rzeczy. Zmiany w człowieku są możliwe tylko w pewnym zakresie. Czasem ktoś czy coś uświadomi nam przypadkiem lub celowym motywującym nas działaniem, że drzemią w nas pokłady mocy czy zdolności o których nie wiedzieliśmy. I zmieniamy się trwale na lepsze, i jest pięknie. Ta zmiana przypuszczalnie nastąpiłaby i tak wcześniej czy później, bo po prostu ... był w nas potencjał na zaistnienie jej. Nie ma potencjału, nie ma trwałej jakościowej iany. Mimo najszczeeszych chęci z gowna bata nie ukrecisz. Są tylko chwilowe zrywy, kłamstwa przed samym sobą i otoczeniem (np. partnerem), że stać nas na bycie lepszym.
                    Ja wiem na co mnie stać, wiem co mogę dac i czego chce sama. I głupotą i chamstwem byloby winić jakiegoś nieszczęśnika, że nie nauczę się dla niego japońskiego/nie uwierzę w Boga/nie zapiszę się do PiSu/nie zostane żoną ze Stepford/nie założę hodowli kotów nastawionej na maksymalna eksploatację zwierzęcia/nie porzuce swojej rodziny/nie założę getrow w pantekę. Jednym słowem nie zrezygnuje z fundamentów swojego jestestwa oraz nie pokonam naturalnych ograniczeń. Żaden chłop, ani żadna inna miłość (dziecko) nie jest w stanie zmotywowac mnie do... niemożliwego. Więc do głowy by mi nie przyszło winić ludzi spotykanych na swojej drodze, że za mało mnie.stymuluja czy za.mało mi dają bymmogła rozkwitnąć/pójść inną drogą.
                    Dokonywałam w.życiu rzeczy, które nie.snily mi.się parę lat przed tym, zanim miały miejsce. Dobrze wiem, co i jak mnie motywowało i co dawało mi siłę. Nie były to czyjeś tanie gierki komiwojażerskie obliczone na efekt "kup zanim się zorientujesz, że wcale tego nie potrzebujesz".
                    • druginudziarz Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 22:21
                      aandzia43 napisała:
                      1.
                      > Żaden chł
                      > op, ani żadna inna miłość (dziecko) nie jest w stanie zmotywowac mnie do... nie
                      > możliwego.
                      2.
                      > Dokonywałam w.życiu rzeczy, które nie.snily mi.się parę lat przed tym, zanim mi
                      > ały miejsce.

                      Nie rozumiem Cię zupełnie, bo wg mnie jedno drugie wyklucza.

                      > Dobrze wiem, co i jak mnie motywowało i co dawało mi siłę. Nie był
                      > y to czyjeś tanie gierki komiwojażerskie obliczone na efekt "kup zanim się zori
                      > entujesz, że wcale tego nie potrzebujesz".

                      Jakoś to obiektywnie oceniasz czy na "widzimisie"?
                      • aandzia43 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 18.08.16, 00:00
                        druginudziarz napisał:

                        > aandzia43 napisała:
                        > 1.
                        > > Żaden chł
                        > > op, ani żadna inna miłość (dziecko) nie jest w stanie zmotywowac mnie do.
                        > .. nie
                        > > możliwego.
                        > 2.
                        > > Dokonywałam w.życiu rzeczy, które nie.snily mi.się parę lat przed tym, za
                        > nim mi
                        > > ały miejsce.
                        >
                        > Nie rozumiem Cię zupełnie, bo wg mnie jedno drugie wyklucza.

                        Nic się nie wyklucza. Jak coś jest niemożliwe to po prostu nie zaistnieje. A moje transformacje były mozliwe,tylko nie sądziłam że mam na nie siły/potencjał.



                        > > Dobrze wiem, co i jak mnie motywowało i co dawało mi siłę. Nie był
                        > > y to czyjeś tanie gierki komiwojażerskie obliczone na efekt "kup zanim si
                        > ę zori
                        > > entujesz, że wcale tego nie potrzebujesz".
                        >
                        > Jakoś to obiektywnie oceniasz czy na "widzimisie"?

                        Nie.wiem czy to co napiszę przejdzie przez sito weryfikacji Drugiego i okaże się wystarczająco obiektywne :-P Takie bzdetne komiwojazerskie gierki ze strony kogoś obok, kogoś realizującego swój prywatny, niekoniecznie zgodny z naszym dobrem, plan nie mają większej mocy sprawczej we wzrastaniu i w rozwoju.
                        • druginudziarz Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 18.08.16, 00:33
                          aandzia43 napisała:

                          > Nic się nie wyklucza. Jak coś jest niemożliwe to po prostu nie zaistnieje. A mo
                          > je transformacje były mozliwe,tylko nie sądziłam że mam na nie siły/potencjał.

                          1. Nie sądzą żebym zrobił 100 pompek
                          2. To niemożliwe żebym zrobił 100 pompek
                          Dla mnie to dokładnie to samo.

                          > Nie.wiem czy to co napiszę przejdzie przez sito weryfikacji Drugiego i okaże si
                          > ę wystarczająco obiektywne :-P Takie bzdetne komiwojazerskie gierki ze strony
                          > kogoś obok, kogoś realizującego swój prywatny, niekoniecznie zgodny z naszym do
                          > brem, plan nie mają większej mocy sprawczej we wzrastaniu i w rozwoju.

                          Doobra, dajmy temu spokój bo takie mgliste tłumaczenia nic mi nie mówią, a żyć bez nich potrafię ;)
                        • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 18.08.16, 07:22
                          aandzia43 napisała: > Nie.wiem czy to co napiszę przejdzie przez sito weryfikacji Drugiego i okaże si
                          > ę wystarczająco obiektywne :-P Takie bzdetne komiwojazerskie gierki ze strony
                          > kogoś obok, kogoś realizującego swój prywatny, niekoniecznie zgodny z naszym do
                          > brem, plan nie mają większej mocy sprawczej we wzrastaniu i w rozwoju.

                          To jest mega subiektywne andzia. Ja osobiście mam dość wzrastania i rozwoju, za to społecznie jestem w czarnej dupie. Zważ gdzie jest norma, pisał o tym drugi. Mam w tym temacie ewidentny brak u miejetności a nawet awersje. A chciałbym żeby to był WYBÓR. Umiem, ale nie chcę.
                        • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 18.08.16, 07:22
                          aandzia43 napisała: > Nie.wiem czy to co napiszę przejdzie przez sito weryfikacji Drugiego i okaże si
                          > ę wystarczająco obiektywne :-P Takie bzdetne komiwojazerskie gierki ze strony
                          > kogoś obok, kogoś realizującego swój prywatny, niekoniecznie zgodny z naszym do
                          > brem, plan nie mają większej mocy sprawczej we wzrastaniu i w rozwoju.

                          To jest mega subiektywne andzia. Ja osobiście mam dość wzrastania i rozwoju, za to społecznie jestem w czarnej dupie. Zważ gdzie jest norma, pisał o tym drugi. Mam w tym temacie ewidentny brak u miejetności a nawet awersje. A chciałbym żeby to był WYBÓR. Umiem, ale nie chcę. Ja tylko wiem, ale nie umiem.
                          • aandzia43 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 18.08.16, 08:41
                            zawle napisała:

                            > aandzia43 napisała: > Nie.wiem czy to co napiszę przejdzie przez sito weryf
                            > ikacji Drugiego i okaże si
                            > > ę wystarczająco obiektywne :-P Takie bzdetne komiwojazerskie gierki ze st
                            > rony
                            > > kogoś obok, kogoś realizującego swój prywatny, niekoniecznie zgodny z nas
                            > zym do
                            > > brem, plan nie mają większej mocy sprawczej we wzrastaniu i w rozwoju.
                            >
                            > To jest mega subiektywne andzia. Ja osobiście mam dość wzrastania i rozwoju, za
                            > to społecznie jestem w czarnej dupie. Zważ gdzie jest norma, pisał o tym drugi
                            > . Mam w tym temacie ewidentny brak u miejetności a nawet awersje. A chciałbym ż
                            > eby to był WYBÓR. Umiem, ale nie chcę. Ja tylko wiem, ale nie umiem.

                            Moglabys rozkminić co jest subiektywne? I w czym masz.ewidentny brak. W manipulowaniu w.drobiazgach czy dostosowywaniu się do partnera?
                            • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 18.08.16, 14:04
                              aandzia43 napisała: > Moglabys rozkminić co jest subiektywne? I w czym masz.ewidentny brak. W manipul
                              > owaniu w.drobiazgach czy dostosowywaniu się do partnera?

                              Subiektywna jest Twoja ocena sytuacji. Dla Ciebie gierki, dla kogoś innego praca nad związkiem. Ewidentny brak i w jednym i w drugim. Chyba za bardzo słucham siebie. Gdy mi zgrzyta to tego nie robię, bo potem mam doła.
                  • hello-kitty2 Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 20:11
                    Podsumowujac odpowiedzia zbiorcza przypadek mojego eks meza. Owszem nie potrafilam zmotywowac, jak i nie potrafie dotad nikogo zmotywowac do niczego. W mojej firmie jest nawet test psychologiczny gdy mowa o stalym kontrakcie, ktory trzeba pomyslnie zdac by kontrakt otrzymac. A jednym z pytan jest: ''twoj kolega w pracy oswiadcza glosno, ze mu sie nie chce pracowac, co mu na to odpowiadasz?". Jaka jest prawidlowa odpowiedz wobec Was? Ja sie zastanawialam i za cholere nie wiem??? Moje podejscie do motywacji jest takie: motywacji szukam w sobie, a jesli jest tam niedobor to szukam owszem na zewnatrz ale nadal to JA szukam sama, podejmuje dzialanie, przegrzebuje internet, szukam ludzi, kontaktow, SAMA.

                    Dalej Nudziarz. Meza nie bralam jako 'Mr right NOW' tylko jako 'Mr right', nie mialam pojecia o zadnym wychowywaniu, za mloda na to bylam. Dodatkowo my sie pobralismy zeby razem zamieszkac wiec ja zielonego pojecia nie mialam co on robil w domu, czy byl calkowicie obslugiwany przez mamusie czy sam cos robil. Moglam sie moze tego wywiedziec na zas zeby potem sie nie zdziwic ale z kolei tez slysze, ze niejeden w domu palcem nie ruszal, a na swoim zapierdala wiec...? Przewidzisz?

                    Aandzia nie ma czego zalowac. Szczescie w nieszczesciu mialam mozliwosc obserwacji jego kolejne malzenstwo, ktore sie skonczylo jeszcze gorzej, co potwierdzilo, ze sie zmotywowac nie dalo, akurat tego czlowieka, bo... i tu do Urqu no wlasnie: nie kazdy mowi wprost czego chce (wydaje mi sie, ze w polskim domu nie uczy sie zeby komunikowac swoje potrzeby wprost, bo to nie wypada) i nie kazdy jest stereotypowy (namietnosc za intymnosc), a i pewnie zdarza sie czasem taki, ktory nic korzystnego na wymiane do zaoferowania nie ma.
          • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 08:05
            urquhart napisał: > Ze swoich doświadczeń i obserwacji wydaje mi się że ty po prosty nie potrafisz
            > działać na jego motywację, nie wiesz czego on chce, bo założenie że będzie spr
            > zątał jak burdel mu będzie przeszkadzał jest z gruntu fałszywe, bo zakłada podo
            > bne potrzeby porządku i o tym jest w tym artykule .

            Chyba nie doczytałeś. Tam nie było słowa na temat jego poziomu lubienia porządku. On szedł tam gdzie to ktoś robił bez szemrania i nie wymagał wsparcia. Do mamy. Oczywiście można pokusić się o to, żeby mamę obwinić, ale nie jest to do końca prawidłowy kierunek. Bylibyśmy zlepkiem chujowizny gdyby wszyscy ludzie wybierali poddawanie się, łatwiznę i wymówki. A tak nie jest. Wybieramy. Czasami poprzez akceptację, zaprzeczenie lub ucieczkę- ale nadal jest to wybór.

            > Jak w cytacie Andzi w mojej sygnaturce, jak jest motywacja to chce się sprzątać
            > i starać nawet jak to nie wynika z potrzeb faceta :)
            > Niby TYpowo motywacją i gratyfikacją której nigdy dość jak w ykładach pokazywał
            > Wojciszke badania jest dla facetów namiętność, a dla kobiet intymność. Ale nie
            > zawsze jest typowo...
            • zawle Re: Recepta na wyście z feministycznej pułapki 17.08.16, 08:14
              A na poważnie...w moim małżeństwie próbowałam. Tak jak tu urgu sugerujesz. Z tym że on CHCIAŁ domowych pierogów, porządku w chacie, czystych i ogarniętych dzieci. Win-win. Tu też może być problem. Jeśli jedna ze stron mówi- masz pralkę, lodówkę i zmywarkę, czego do cholery jeszcze chcesz? Gdy nie szanował wyprasowanych koszul- przestałam prasować. Gdy irytowało go pielegnowanie w chorobie- przestałam pielęgnować. I tak, powoli nie zostało nic. Nic co robilibyśmy razem, nic co robiłabym dla niego, nic nie oczekiwałam. I wtedy się rozwiodłam. Bycie ze sobą to musi być wymiana. Nie na zasadzie - masz mnie a ja mam pranie, sprzątanie i cała resztą. Ten model rodziny odchodzi do lamusa wraz z pójściem kobiet do pracy.
              • urquhart Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 09:01
                zawle napisała:
                > nic co robiłabym dla niego, nic nie oczekiwałam. I wtedy się rozwiodłam. Bycie
                > ze sobą to musi być wymiana

                No ale tu pojawia się Mabelle z resztą wojujących feministek że to sprowadza kobiety do seksitowskiego uprzedmiotowiena i kurestwa przecież na które im DUMA nie pozwoli!

                Jak może być wymiana jak się nie dopuszcza do wiadomości co jest przedmiotem popytu tej wymiany?

                Ty Zawle masz w sobie wyraźną nutę feministycznego roszczeniowego obwiniania mężczyzn za całe zło chociaż sobie przecież poradziłaś i przepracowałaś, jak i ja przepracowałem ale mam nutę żalu i zgorzkienia ML obwiniania kobiet nie są takie jak mnie wychowano w tej iluzji że powinny być i nie nagradzają wcale za wrażliwość, bycie uległym i staranie jak mama , ani też nie robią jak społeczeństwo małp bonobo i nie rozdają seksu potrzebującym sfrustrowanym osobnikom żeby rozładowywać agresję i napięcia tylko odwrotnie je eskalują.

                > A na poważnie...w moim małżeństwie próbowałam. Tak jak tu urgu sugerujesz. Z ty
                > m że on CHCIAŁ domowych pierogów, porządku w chacie, czystych i ogarniętych dzi
                > eci. Win-win. Tu też może być problem. Jeśli jedna ze stron mówi- masz pralkę,
                > lodówkę i zmywarkę, czego do cholery jeszcze chcesz?

                Może zatem był zablokowany wychowaniem i stosował sabotaż komunikacji, bo nie chciał przyznać się sam przed sobą miał wyparte , czy śwadomie nie chciał ujawnić na czym mu naprawdę zależy bo to ujawnienie słabości?
                Jak podobnie kiedyś byłem w czarnej dpoie a wydawało mi się że spełniam wszystko oczekiwania i potrzeb zaangażowania które komunikuje ślubna, a namietnośc i intymnosć tymczasem zdechła.
                Ale dopiero tutaj na tym forum dotarło do mnie to w pełni o czym pisze psychoewo i PUA , konflikcie nieuświadomego affection ze świadomym attraction , że sam sobie jestem winny że traktowała mnie jedynie jak użytecznego przyjaciela
                Motywacja dla niej była zupełnie gdzie indziej niż to komunikowała. I za to jestem wdzięczny forum i Wam że to do mnie w pełni dotarło dzięki dyskusjom tutaj umożliwiło zmianę i przewartościowanie.
                • zawle Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 11:30
                  urquhart napisał: > No ale tu pojawia się Mabelle z resztą wojujących feministek że to sprowadza ko
                  > biety do seksitowskiego uprzedmiotowiena i kurestwa przecież na które im DUMA n
                  > ie pozwoli!

                  Skończ z tym urgu. Ja też jestem WOJUJĄCĄ FEMINISTKĄ. I oczywiście zgadzam się z dziewczynami że to seksistowksie, kurewstwo i uprzedmiotowienie;) Dlatego najczęściej bywam sama lub na dochodne. Nie nadaję się na nianię dla ułomnych typów, nie będę spełniać niczyich oczekiwań. Słucham co kto potrzebuje, staram się to dawać, daję tyle ile potrafię i liczę się z tym że to może być za mało, nie o czasie. To nie kwestia dupy, ale twardych wyborów urgu.
                  >
                  > Jak może być wymiana jak się nie dopuszcza do wiadomości co jest przedmiotem po
                  > pytu tej wymiany?

                  Bo ja raczej nie dałabym dupy tylko po to żeby coś dostać. Cokolwiek by to nie było. Daję tylko to, co mam ochotę dać. Liczę się z tym że ktoś odejdzie. Dlatego nie biadolę, nie robię z siebie męczennicy i nikomu nie podtykam pod nos swojego oddania.

                  > Ty Zawle masz w sobie wyraźną nutę feministycznego roszczeniowego obwiniania mę
                  > żczyzn za całe zło chociaż sobie przecież poradziłaś i przepracowałaś

                  Mylisz się. Ja urgu znam facetów z książek o Stasiu Wilmowskim. Jestem nimi po prostu rozczarowana. Nie jestem roszczeniowa. Wiem czego chcę i chcę to dostać. Albo wypad. To też do dupy, nie? Trwanie i narzekanie do dupy, odchodzenie gdy ktoś nie spełnia wymagań do dupy. Dostosowanie z usmiechem na ustach jest fajne, nie? No tak, to każdy by chciał. Co do ML...szaleńcy mnie interesują tylko na filmach- z daleko odemnie. ML jest niebezpiecznie z mojego świata.

                  > Może zatem był zablokowany wychowaniem i stosował sabotaż komunikacji, bo nie c
                  > hciał przyznać się sam przed sobą miał wyparte , czy śwadomie nie chciał ujawni
                  > ć na czym mu naprawdę zależy bo to ujawnienie słabości?

                  Gdy jesteśmu młodzi to nam się należy. Życie uczy pokory.



                  jak i ja
                  > przepracowałem ale mam nutę żalu i zgorzkienia ML obwiniania kobiet nie są tak
                  > ie jak mnie wychowano w tej iluzji że powinny być i nie nagradzają wcale za wra
                  > żliwość, bycie uległym i staranie jak mama , ani też nie robią jak społeczeństw
                  > o małp bonobo i nie rozdają seksu potrzebującym sfrustrowanym osobnikom żeby ro
                  > zładowywać agresję i napięcia tylko odwrotnie je eskalują.
                  • hello-kitty2 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 19:14
                    zawle napisała:

                    > urquhart napisał: > No ale tu pojawia się Mabelle z resztą wojujących femin
                    > istek że to sprowadza ko
                    > > biety do seksitowskiego uprzedmiotowiena i kurestwa przecież na które im
                    > DUMA n
                    > > ie pozwoli!
                    >
                    > Skończ z tym urgu. Ja też jestem WOJUJĄCĄ FEMINISTKĄ. I oczywiście zgadzam się
                    > z dziewczynami że to seksistowksie, kurewstwo i uprzedmiotowienie;) Dlatego naj
                    > częściej bywam sama lub na dochodne. Nie nadaję się na nianię dla ułomnych typó
                    > w, nie będę spełniać niczyich oczekiwań. Słucham co kto potrzebuje, staram się
                    > to dawać, daję tyle ile potrafię i liczę się z tym że to może być za mało, nie
                    > o czasie. To nie kwestia dupy, ale twardych wyborów urgu.
                    > >
                    > > Jak może być wymiana jak się nie dopuszcza do wiadomości co jest przedmio
                    > tem po
                    > > pytu tej wymiany?
                    >
                    > Bo ja raczej nie dałabym dupy tylko po to żeby coś dostać. Cokolwiek by to nie
                    > było. Daję tylko to, co mam ochotę dać. Liczę się z tym że ktoś odejdzie. Dlate
                    > go nie biadolę, nie robię z siebie męczennicy i nikomu nie podtykam pod nos swo
                    > jego oddania.

                    No dobra ale czy ktoras z pan przyjela do wiadomosci = zaakceptowala rzeczywistosc mianowicie, ze mezczyzna interesuje sie kobieta tylko w jednym celu, jest nim seks i wszystko co mu moze dac jak pierogi, posprzatany dom, zaopiekowane dzieci, ect to sa pomniejsze ekstra's, ktore mu zwisaja i dalej: wszystko co moze od mezczyzny zyskac rowniez w wymierze emocjonalnym to tez tylko za seks? Czyli seks jest de facto przedmiotem wymiany, bo jesli go nie ma to pozostaje pocaluj mnie kobieto w dupe i niewazne jest czy jestes fajna, cool, samodzielna, nienarzekajaca, samoutrzymujaca sie, zaradna, po prostu dla mezczyzny nie istniejesz, nie ma Cie, jestes przezroczysta. A jesli jakis mezczyzna twierdzi, ze jest inaczej to po prostu klamie we wiadomym celu.

                    Mnie jest to trudno zaakceptowac ale skoro tak jest to jestem za wymiana ale na bogato. W przeciwienstwie do Mabelle uwazam za gleboka naiwnosc myslenie, ze bycie z kims nie powinno opierac sie na zadnej wymianie. Jestem za wymiana ale tylko za korzystna. Czyli jesli ja mam zaspokajac potrzeby seksualne pana za to zeby w wymienie dostac zeby on sprzatal po sobie to poweim wprost: nie oplaca mi sie. Jesli mialabym to jednak robic to by musial dorzucic jakas spora kaske powiedzmy.

                    Ty ale najciekawsze jest, ze faceci sie tak samo oburzaja, ze maja dokladac kase do interesu zwanego zwiazkiem jak babki na to, ze chlopy sie chca wymieniac na dostep do dupy. Wiec jest to wszystko przykryte spora warstwa klamstwa, ze niby tak nie jest.

                    I teraz, kto sie nie potrafi wymienic ten zostaje sam jak Zawle czy Aandzia. Tylko prawda jest taka, ze wiekszosc ludzi nie chce samotnie spedzac zycia, wiekszosc tez na to nie stac, stad frustracje.
                    • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 20:05

                      >
                      > I teraz, kto sie nie potrafi wymienic ten zostaje sam jak Zawle czy Aandzia. Ty
                      > lko prawda jest taka, ze wiekszosc ludzi nie chce samotnie spedzac zycia, wieks
                      > zosc tez na to nie stac, stad frustracje.
                      >
                      Trochę się pogubilam w tych wymianach i twojej wartkiej narracji :-) Ale.żeby nie poszła w eter jakaś bajka to od razu zdementuję. Nie zostałam sama bo się nie umiem wymieniać (co na co? bo.seks.lubię co najmniej tak, jak przeciętny mężczyzna). Zostałm sama bo przestałam szanować mojego mężczyznę, dostawać to co najbardziej było mi potrzebne w związku, bo poczułam smród rozkładu umysłowego imoralnego i zaczęłm czuć się jak zatrutia. Bo.zobaczyłam ścianę nie do obejścia, przebicia czy przeskovzenia. Jednym słowem jeszcze parę lat i sczezłabym i stoczyła się na psychiczne dno. Wybrałam ból odgryzanej własnymi zębami tkwiącej w potrzasku łapy od bólu całego, powoli trutego gangreną, ciała.
                      • hello-kitty2 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 20:22
                        aandzia43 napisała:

                        > Trochę się pogubilam w tych wymianach i twojej wartkiej narracji :-) Ale.żeby n
                        > ie poszła w eter jakaś bajka to od razu zdementuję. Nie zostałam sama bo się ni
                        > e umiem wymieniać (co na co? bo.seks.lubię co najmniej tak, jak przeciętny mężc
                        > zyzna). Zostałm sama bo przestałam szanować mojego mężczyznę, dostawać to co na
                        > jbardziej było mi potrzebne w związku, bo poczułam smród rozkładu umysłowego im
                        > oralnego i zaczęłm czuć się jak zatrutia. Bo.zobaczyłam ścianę nie do obejścia,
                        > przebicia czy przeskovzenia. Jednym słowem jeszcze parę lat i sczezłabym i sto
                        > czyła się na psychiczne dno. Wybrałam ból odgryzanej własnymi zębami tkwiącej w
                        > potrzasku łapy od bólu całego, powoli trutego gangreną, ciała.

                        Sorki jesli za bardzo popedzilam. Ja nie pisze dlaczego zostalas sama tylko dlaczego jestes sama. Czyli nie opisuje w przkladzie przyczyn rozpadu Twojego malzenstwa. W ogole sie do niego nie odnosze, wskazuje tylko, ze nie wiazesz sie, jestes TERAZ sama, choc moglabys byc z kims. To samo Zawle. Inni sa zmuszeni do wymian, bo nie chca/nie potrafia byc sami. I teraz napisalam, ze 'kto nie potrafi' sie wymienic zostaje sam ale w sumie moze byc tez 'kto ma komfort braku potrzeby wymiany', roznie to mozna przedstawic.
                        • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 21:24

                          > Sorki jesli za bardzo popedzilam. Ja nie pisze dlaczego zostalas sama tylko dla
                          > czego jestes sama. Czyli nie opisuje w przkladzie przyczyn rozpadu Twojego malz
                          > enstwa. W ogole sie do niego nie odnosze, wskazuje tylko, ze nie wiazesz sie,
                          > jestes TERAZ sama, choc moglabys byc z kims. To samo Zawle. Inni sa zmuszeni do
                          > wymian, bo nie chca/nie potrafia byc sami. I teraz napisalam, ze 'kto nie potr
                          > afi' sie wymienic zostaje sam ale w sumie moze byc tez 'kto ma komfort braku po
                          > trzeby wymiany', roznie to mozna przedstawic.
                          >

                          Aaa, rozumiem :-) Nie chcę.się.wiązać teraz i wiązać się za wszelką cenę dla samego związku. Teraz nie, bo nie.jestem jeszcze w formie i mogę podejmować głupie decyzje (jak nie ja w formie) i skrzywdzić siebie lub/i kogoś. Dla samego związku też.nie bo to.dla mnie guzik warte (póki.co). Nie wiem.co.będzie kiedyś i kim kiedyś będę. Niczego nie.zakładam, chcę tylko być szczęśliwa, dawać.szczęście i żyć w harmonii ze.światem. Czy będzie to związek, polewanie wodą wielorybów na.plaży czy pielgrzymki do.Częstochowy to nie ma większego znaczenia ;-)
                        • mabelle2000 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 21:41
                          hello-kitty2 napisała:

                          > Inni sa zmuszeni do
                          > wymian, bo nie chca/nie potrafia byc sami.

                          A zastanawialas sie dlaczego nie potrafia byc sami ? Bo sami sobie nie maja nic do zaoferowania i licza, ze to drugi czlowiek im cos zaoferuje. Slepa uliczka jak dla mnie.
                          Drugi czlowiek i jego *oferta* sa dla mnie luksusem. Luksusem sie czlowiek cieszy, rozkoszuje sie nim, ale nie jest on niezbedny do zycia. Plawic sie w luksusie jest pieknie, zachwycajaco, radosnie, ale bez luksusu sie nie umiera.
                          • hello-kitty2 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 22:31
                            mabelle2000 napisała:

                            > A zastanawialas sie dlaczego nie potrafia byc sami ? Bo sami sobie nie maja nic
                            > do zaoferowania i licza, ze to drugi czlowiek im cos zaoferuje. Slepa uliczka
                            > jak dla mnie.
                            > Drugi czlowiek i jego *oferta* sa dla mnie luksusem. Luksusem sie czlowiek cies
                            > zy, rozkoszuje sie nim, ale nie jest on niezbedny do zycia. Plawic sie w luksus
                            > ie jest pieknie, zachwycajaco, radosnie, ale bez luksusu sie nie umiera.

                            Wiesz to samo mozna powiedziec o posiadaniu dzieci. Rodzisz dzieci, bo sama nie masz sobie nic do zaoferowania ;-) Wg mnie za zycie razem, a nie samotnie odpowiada przede wszystkim potrzeba dzielenia zycia z kims.

                            W tym calym dzisiejszym rownouprawnieniu nikt nie odwaza sie powiedziec 'potrzebuje go/ja/cie do zycia', a jednoczesnie to jest to, co ja np. bym chciala najbardziej od kogos uslyszec chocby ta potrzeba miala krotko trwac.
                            • mabelle2000 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 22:52
                              hello-kitty2 napisała:

                              > Wiesz to samo mozna powiedziec o posiadaniu dzieci. Rodzisz dzieci, bo sama nie
                              > masz sobie nic do zaoferowania ;-)

                              Nie widze tu sprzecznosci, dziecko to tez drugi czlowiek, tez taki luksus przeciez, w dodatku tylko przez kilkanascie lat mozna sie nim cieszyc na co dzien.

                              > W tym calym dzisiejszym rownouprawnieniu nikt nie odwaza sie powiedziec 'potrze
                              > buje go/ja/cie do zycia', a jednoczesnie to jest to, co ja np. bym chciala najb
                              > ardziej od kogos uslyszec chocby ta potrzeba miala krotko trwac.

                              " Potrzebuje cie poniewaz cie kocham, a nie -kocham cie poniewaz cie potrzebuje". Erich Fromm. To oczywiste przeciez.
                              PS I na cholere mi byc dla kogos *calym swiatem* ? ;-)
                              • wont2 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 23:17
                                mabelle2000 napisała:

                                > " Potrzebuje cie poniewaz cie kocham, a nie -kocham cie poniewaz cie potrzebuje
                                > ". Erich Fromm.
                                ---------
                                A propos twojej stopki, mabelle. Ostatnio dostalem do przeczytania Sztuke Milosci Fromma i zatrzymalem sie wlasnie na tym cytacie bo sie z nim gleboko nie zgadzam. Powinno byc: kocham cie ale cie nie potrzebuje.
                                • mabelle2000 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 17.08.16, 23:23
                                  wont2 napisał:

                                  > A propos twojej stopki, mabelle. Ostatnio dostalem do przeczytania Sztuke Milos
                                  > ci Fromma i zatrzymalem sie wlasnie na tym cytacie bo sie z nim gleboko nie zga
                                  > dzam. Powinno byc: kocham cie ale cie nie potrzebuje.

                                  Bo Fromm odnosi sie do ideii milosci dojrzalej i niedojrzalej.
                                  Wedlug mnie tez powinno byc- kocham cie, ale cie nie potrzebuje. Jestes dla mnie wazny/a i bedzie mi smutno jak odejdziejsz, ale moj swiat sie od tego nie zawali.
                                  • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 00:09
                                    mabelle2000 napisała:

                                    > wont2 napisał:
                                    >
                                    > > A propos twojej stopki, mabelle. Ostatnio dostalem do przeczytania Sztuke
                                    > Milos
                                    > > ci Fromma i zatrzymalem sie wlasnie na tym cytacie bo sie z nim gleboko n
                                    > ie zga
                                    > > dzam. Powinno byc: kocham cie ale cie nie potrzebuje.
                                    >
                                    > Bo Fromm odnosi sie do ideii milosci dojrzalej i niedojrzalej.
                                    > Wedlug mnie tez powinno byc- kocham cie, ale cie nie potrzebuje. Jestes dla mni
                                    > e wazny/a i bedzie mi smutno jak odejdziejsz, ale moj swiat sie od tego nie zaw
                                    > ali.

                                    No ja tak właśnie tak jak ty rozumiem to "potrzebuję cię" ze zdania z Fromma. Potrzebuję cię bo cię kocham, czyli cieszę się bardzo że jesteś, chcę byś był w moim życiu bo jest ono z tobą bogatsze i piękniejsze, będę cierpieć gdy cię zabraknie, ale nie rozsypię się na kawałki i nie przestanę istnieć kiedy to nastąpi.
                                    • urquhart Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 01:05
                                      > No ja tak właśnie tak jak ty rozumiem to "potrzebuję cię" ze zdania z Fromma. P
                                      > otrzebuję cię bo cię kocham, czyli cieszę się bardzo że jesteś, chcę byś był w
                                      > moim życiu bo jest ono z tobą bogatsze i piękniejsze, będę cierpieć gdy cię zab
                                      > raknie,

                                      Wracam od przyjaciół w czasów nastoletnich oazy w na chwile w Polsce. On dziś dyplomata mieszkają na końcu świata i cywilizacji. Ona wróciła właśnie do zdrowia i pełniej aktywności i po wielu miesiącach rehabilitacji i wielu operacjach po rozległym wylewie dzięki jego staraniom, zaangażowaniu i uruchomieniu sieci kontaktów, rozpromienieni i serdeczni dla siebie jak przed dwiema dekadami.
                                      No potrzebował ją i kochał i nie pozwolił jej odejść.
                                      Miłość to wzajemne pragnienie dobrostanu i nastawienie , znacznie więcej niż tylko wymiana która się opłaca lub nie.
                                      Ale nie da se jej zbudować ignorując i nie przyjmując do wiadomości potrzeb i oczekiwań szacunku do potrzeb innych niż swoje.
                                        • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 08:53
                                          zawle napisała:

                                          > co urgu gdy zaspokajanie jego potrzeb jest całkowicie przeciwstawne z moimi?
                                          >

                                          Wtedy kobieta wsadza sobie swoją fundamentalną potrzebę w buty (jako babską czyli z dupy wziętą) i wiedzie szczęśliwe życie w dojrzałym związku u boku małżonka i chronicznej depresji lub innego syfa :-P
                                          Tak bardziej serio: byłam słynną na trzy powiaty mistrzynią w uwzględnianiu potrzeb małżonka. Mam wrodzony talent i lata praktyki. Nadal uważam, że.warto iść tą drogą.
                                            • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 09:31
                                              zyg_zyg_zyg napisała:

                                              > >byłam słynną na trzy powiaty mistrzynią w uwzględnianiu potrzeb małżonka.
                                              > Mam wrodzony
                                              > >talent i lata praktyki. Nadal uważam, że.warto iść tą drogą
                                              >
                                              > Uwzględniałaś i realizowałaś potrzeby małżonka całkowicie przeciwstawne z Twoim
                                              > i?

                                              Nie zdążyłam dokończyć, już rozwijam :-) Owszem, zdarzało się i to był oczywiście błąd, bo mścilo się na mnie i było przyczyną mojego braku szczęścia i satysfakcji. Warto było natomiast realizować jego potrzeby nie będące w większej opozycji z moimi jednakowoż realizacja których wiązała się.z pewną niewygodą i wysiłkiem. Sama też.nie mogłam narzekać na kompletny brak dobrej woli z jego strony.
                                              • zawle Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 19.08.16, 08:56
                                                aandzia43 napisała: Owszem, zdarzało się i to był oczywiśc
                                                > ie błąd, bo mścilo się na mnie i było przyczyną mojego braku szczęścia i satysf
                                                > akcji. Warto było natomiast realizować jego potrzeby nie będące w większej opoz
                                                > ycji z moimi jednakowoż realizacja których wiązała się.z pewną niewygodą i wysi
                                                > łkiem. Sama też.nie mogłam narzekać na kompletny brak dobrej woli z jego strony

                                                Nie daje mi to spokoju...mnie też się wydawało że realizowałam potrzeby męża, syna, facetów z którymi byłam. Nie że nadmiernie, bo ja do robienia wbrew sobie jestem kiepska. Ale na koniec okazuje się że to nie były ich potrzeby. I tą najważniejszą zawsze mieli niezaspokojoną- potrzebę absolutnej akceptacji.
                                                • marek.zak1 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 19.08.16, 10:28
                                                  zawle napisała:

                                                  Nie daje mi to spokoju...mnie też się wydawało że realizowałam potrzeby męża, syna, facetów z którymi byłam. Nie że nadmiernie, bo ja do robienia wbrew sobie jestem kiepska. Ale na koniec okazuje się że to nie były ich potrzeby. I tą najważniejszą zawsze mieli niezaspokojoną- potrzabę absolutnej akceptacji.
                                                  --------------------------------------------------------------------------
                                                  Każdy potrzebuje akceptacji, ale akceptacja absolutna jest nie do utrzymania. Z drugiej strony ludzie często nie komunikują na czym im zależy w pierwszej kolejności i stąd nieporozumienia.
                                                  • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 19.08.16, 12:53
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > Nie daje mi to spokoju...mnie też się wydawało że realizowałam potrzeby męża,
                                                    > syna, facetów z którymi byłam. Nie że nadmiernie, bo ja do robienia wbrew sobie
                                                    > jestem kiepska. Ale na koniec okazuje się że to nie były ich potrzeby. I tą na
                                                    > jważniejszą zawsze mieli niezaspokojoną- potrzabę absolutnej akceptacji.
                                                    > --------------------------------------------------------------------------
                                                    > Każdy potrzebuje akceptacji, ale akceptacja absolutna jest nie do utrzymania. Z
                                                    > drugiej strony ludzie często nie komunikują na czym im zależy w pierwszej kole
                                                    > jności i stąd nieporozumienia.

                                                    Zgadzam się z jednym i z drugim. Akceptacja.absolutna należy się tylko dzieciom (co.nie oznacza pozwalania im na wszystko), a komunikacja to podstawa.
                                                    Może Zawle realizowała jednak potrzeby swoich facetów, tylko nie wszystkie, więc te realizowane przez nią ginęły w morzu potrzeb? ;-)
                                          • marek.zak1 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 09:36
                                            aandzia43 napisała:

                                            > Tak bardziej serio: byłam słynną na trzy powiaty mistrzynią w uwzględnianiu potrzeb małżonka.
                                            -------------------------------------
                                            Ciekawe, bo ja mam tak naprawdę 2 takie potrzeby: miłości i jednak z nią związaną potrzebę seksu. Razem 2. Wszystkie inne potrzeby mogę zaspokoić sam.
                                            Z perspektywy to mogę przyznać, że nie miałem potrzeby posiadania dzieci. Przyszły nieplanowane, i fajnie, ale potrzeby nie mieliśmy.
                                          • druginudziarz Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 09:44
                                            aandzia43 napisała:

                                            > Wtedy kobieta wsadza sobie swoją fundamentalną potrzebę w buty (jako babską czy
                                            > li z dupy wziętą) i wiedzie szczęśliwe życie w dojrzałym związku u boku małżonk
                                            > a i chronicznej depresji lub innego syfa :-P
                                            > Tak bardziej serio: byłam słynną na trzy powiaty mistrzynią w uwzględnianiu pot
                                            > rzeb małżonka.

                                            Tylko widzisz, Twój małżonek twierdzi dokładnie to samo. I że życie sobie zmarnował na uwzględnianie Twoich potrzeb.
                                            • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 09:57

                                              >
                                              > Tylko widzisz, Twój małżonek twierdzi dokładnie to samo. I że życie sobie zmarn
                                              > ował na uwzględnianie Twoich potrzeb.

                                              Znasz mojego małżonka? :-D
                                              Nigdzie nie napisałam, że zmarnowałam życie na realizację jego potrzeb. Zmarnowałam w życiu kilka szans, parę lat, itp., i nie były to zazwyczaj rzeczy związane z nim. No zeby tak jednego chłopinę winić za całokształt! ;-)
                                                • druginudziarz Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 10:17
                                                  zyg_zyg_zyg napisała:

                                                  > Może Nudziarz pisze o sobie? Nudziarz, masz poczucie, że życie marnujesz na rea
                                                  > lizację potrzeb swojej małżonki? Że ten wór nie ma dna?

                                                  Owszem, nie ma dna, więc nie wrzucam tego co mam jak leci, tylko upycham bokami, żeby się nie zsuwało. Czasami też agrafkami dopinam, ale to bardziej widać, więc trzeba się wykazać sprytem.

                                                  BTW Poniedzielski mi się przypomniał z tekstem "Kobiety nie da się zmienić. To znaczy można kobietę zmienić, ale to niczego nie zmienia".

                                              • druginudziarz Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 10:03
                                                aandzia43 napisała:

                                                >
                                                > >
                                                > > Tylko widzisz, Twój małżonek twierdzi dokładnie to samo. I że życie sobie
                                                > zmarn
                                                > > ował na uwzględnianie Twoich potrzeb.
                                                >
                                                > Znasz mojego małżonka? :-D

                                                Ciebie też nie znam.
                                                Założę zaraz konto z nickiem "były andzi43" i napiszę historię o Twoich zachciankach i jak mi czas upływał na ich zaspakajaniu :D

                                                > Nigdzie nie napisałam, że zmarnowałam życie na realizację jego potrzeb. Zmarnow
                                                > ałam w życiu kilka szans, parę lat, itp., i nie były to zazwyczaj rzeczy związ
                                                > ane z nim. No zeby tak jednego chłopinę winić za całokształt! ;-)

                                                No właśnie.
                                                Ja jestem bardzo ostrożny w obdzielaniu kogoś czy czegoś winą za swoje porażki bo bardzo łatwo dać się oszukać swoim mechanizmom obronnym.
                                                • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 10:27

                                                  > > Nigdzie nie napisałam, że zmarnowałam życie na realizację jego potrzeb. Z
                                                  > marnow
                                                  > > ałam w życiu kilka szans, parę lat, itp., i nie były to zazwyczaj rzeczy
                                                  > związ
                                                  > > ane z nim. No zeby tak jednego chłopinę winić za całokształt! ;-)
                                                  >
                                                  > No właśnie.
                                                  > Ja jestem bardzo ostrożny w obdzielaniu kogoś czy czegoś winą za swoje porażki
                                                  > bo bardzo łatwo dać się oszukać swoim mechanizmom obronnym.

                                                  Mam przyjaciółkę. Stara jako i ja, znamy się prawie czterdziesci lat, jesteśmy z tego samego środowiska z całym dobrodziejstwem inwentarza czyli z jego wadami rowiez. Menatalnie jesteśmy podobne, charakterologicznie zupełnie inne. Męża ma ona.z tej samej gliny co i ja miałam, ale decyzję odnośnie dalszych swoich losów podjęła przeciwną do mojej. Powiedziała szczerze, bo to niegłupia i odważna dziewczyna, że jakby tego palanta (moje określenie) nie było obok niej na codzien to pewnych negatywnych rzeczy z ich życia nie miałaby na kogo zgonic ;-) A tak to ma wspólnika w degrengoladzie. Jak się człowiek trochę piwa napije to nawet czasem gada jak człowiek ;-) I tak się wymieniamy relacjami na temat dwóch sposobów na życie przy podobnej sytuacji wyjściowej ;-)
                                • hello-kitty2 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 07:59
                                  wont2 napisał:

                                  > A propos twojej stopki, mabelle. Ostatnio dostalem do przeczytania Sztuke Milos
                                  > ci Fromma i zatrzymalem sie wlasnie na tym cytacie bo sie z nim gleboko nie zga
                                  > dzam. Powinno byc: kocham cie ale cie nie potrzebuje.

                                  Powiedzenie czlowiekowi, ktorego sie rzekomo kocha ''nie potrzebuje cie'' jest zaprzeczeniem tej milosci. Wazne zeby tego nie mowic i nie okazywac szczegolnie dzieciom. Slusznie czynisz, ze zyjesz sam.

                                  Mabelle wody tez potrzebuje do zycia ale woda nie jest calym moim swiatem ;-)
                                  • druginudziarz Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 10:23
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > wont2 napisał:
                                    >
                                    > > A propos twojej stopki, mabelle. Ostatnio dostalem do przeczytania Sztuke
                                    > Milos
                                    > > ci Fromma i zatrzymalem sie wlasnie na tym cytacie bo sie z nim gleboko n
                                    > ie zga
                                    > > dzam. Powinno byc: kocham cie ale cie nie potrzebuje.
                                    >
                                    > Powiedzenie czlowiekowi, ktorego sie rzekomo kocha ''nie potrzebuje cie'' jest
                                    > zaprzeczeniem tej milosci. Wazne zeby tego nie mowic i nie okazywac szczegolnie
                                    > dzieciom. Slusznie czynisz, ze zyjesz sam.

                                    Też mi się tak wydaje. Ja nawet staremu papciowi nie mam odwagi (przed samym sobą) powiedzieć "nie potrzebuje Cię".
                                    Ale też rozumiem sposób działania ludzi którzy potrzebują takiej absolutnej niezależności od każdego i wszystkiego.
                                    • wont2 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 10:56
                                      hello-kitty2 napisała:
                                      >
                                      > > Powiedzenie czlowiekowi, ktorego sie rzekomo kocha ''nie potrzebuje cie''
                                      > jest
                                      > > zaprzeczeniem tej milosci. Wazne zeby tego nie mowic i nie okazywac szcze
                                      > golnie
                                      > > dzieciom. Slusznie czynisz, ze zyjesz sam.
                                      >
                                      ------
                                      Oczywiscie tutaj nie chodzi o to, zeby komus cos mowic, bo takie slowa rzeczywiscie moga byc bolesne, tylko o podejscie do zwiazku z drugim czlowiekiem, do milosci. Jak sie glebiej zastanowisz nad sensem tych slow to zrozumiesz, ze to nie jest epitet tylko komplement. Jestem z toba bo tego chce a nie bo musze/potrzebuje. Jeszcze inaczej - kocham cie NAPRAWDE, bo cie nie potrzebuje.
                                      • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 11:14
                                        wont2 napisał:

                                        > hello-kitty2 napisała:
                                        > >
                                        > > > Powiedzenie czlowiekowi, ktorego sie rzekomo kocha ''nie potrzebuje
                                        > cie''
                                        > > jest
                                        > > > zaprzeczeniem tej milosci. Wazne zeby tego nie mowic i nie okazywac
                                        > szcze
                                        > > golnie
                                        > > > dzieciom. Slusznie czynisz, ze zyjesz sam.
                                        > >
                                        > ------
                                        > Oczywiscie tutaj nie chodzi o to, zeby komus cos mowic, bo takie slowa rzeczywi
                                        > scie moga byc bolesne, tylko o podejscie do zwiazku z drugim czlowiekiem, do mi
                                        > losci. Jak sie glebiej zastanowisz nad sensem tych slow to zrozumiesz, ze to ni
                                        > e jest epitet tylko komplement. Jestem z toba bo tego chce a nie bo musze/potrz
                                        > ebuje. Jeszcze inaczej - kocham cie NAPRAWDE, bo cie nie potrzebuje.
                                        >
                                        To ma sens. Poczyniłabym tylko drobną korektę "kocham cię naprawdę bo nie jesteś mi niezbędny/a"
                                        • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 11:27

                                          > > losci. Jak sie glebiej zastanowisz nad sensem tych slow to zrozumiesz, ze
                                          > to ni
                                          > > e jest epitet tylko komplement. Jestem z toba bo tego chce a nie bo musze
                                          > /potrz
                                          > > ebuje. Jeszcze inaczej - kocham cie NAPRAWDE, bo cie nie potrzebuje.
                                          > >
                                          > To ma sens. Poczyniłabym tylko drobną korektę "kocham cię naprawdę bo nie jeste
                                          > ś mi niezbędny/a"
                                          >
                                          >
                                          Bo relacja miłosna, czy dalej idąc związek, realizują nam bardzomocno różne bardzo silne potrzeby.
                                    • mabelle2000 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 14:11
                                      druginudziarz napisał:

                                      > Też mi się tak wydaje. Ja nawet staremu papciowi nie mam odwagi (przed samym so
                                      > bą) powiedzieć "nie potrzebuje Cię".

                                      Powiedzenie komus , ze sie go nie potrzebuje jest jednym z najladniejszych wyznan milosci jakie znam. Bo latwo mozna sobie wyobrazic sytuacje, ze ta druga osoba nic, absolutnie nic nie moze mi dac, ani pomoc, ani zrobic czegos za mnie, bo na przyklad jest chora, sama wymaga pomocy i troski. Wiec tak na chlopski rozum- w jakim sensie mialabym jej potrzebowac, skoro nie mam z tego zadnej korzysci ? No wiec jej nie potrzebuje, a kocham. Kocham za to ze jest, za sam fakt, ze moge jej dotknac, posluchac czy na nia popatrzec.
                                  • mabelle2000 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 14:30
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > Powiedzenie czlowiekowi, ktorego sie rzekomo kocha ''nie potrzebuje cie'' jest
                                    > zaprzeczeniem tej milosci.

                                    Nie no zdecydowanie bardziej chwytliwe jest powiedziec, ze "zona jest czescia mnie". Mniej bulwersujace na pewno (chociaz mnie, szczerze mowiac, ta przyrosnieta zona bardziej kojarzy sie z synchronizacja porannych wyproznien )

                                    > Wazne zeby tego nie mowic i nie okazywac szczegolnie
                                    > dzieciom.

                                    Dzieciom to trzeba mowic, ze sa mamusi i tatusia POCIECHAMI ( ciekawe kto to durne slowo wymyslil) i najwieksza zyciowa potrzeba rodzicow bylo posiadanie dzieci i opiekowanie sie nimi, najlepiej do konca swojego zycia. No bo skoro cos jest potrzebne, to sie tego tak latwo z rak nie wypusci.
                                    • marek.zak1 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 14:54
                                      mabelle2000 napisała:


                                      > Nie no zdecydowanie bardziej chwytliwe jest powiedziec, ze "zona jest czescia mnie". Mniej bulwersujace na pewno (chociaz mnie, szczerze mowiac, ta przyrosnieta zona bardziej kojarzy sie z synchronizacja porannych wyproznien ).
                                      -----------------------------------------------
                                      Ja jestem twórcą tego powiedzenia i oczywiście można je, i wszystko inne doprowadzić do śmieszności. A więc żona jest częścia mnie jest moim subietktywnym odbiorem drugiej osoby, natomiast w dosłownym słowa znaczeniu, wspomniany kał, żołądek i inne części ciała są istotnie częściami ciebie i każdego innego.
                                      W książce bohater porównuje żone do swojej ręki i twierdzi, że bardzo trudno i boleśnie jest z nią się rozstać.
                                      • mabelle2000 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 15:05
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > W książce bohater porównuje żone do swojej ręki i twierdzi, że bardzo trudno i
                                        > boleśnie jest z nią się rozstać.

                                        Powiedzenie jest o tyle dziwaczne, ze mowi to mezczyzna ( Twoj bohater znaczy sie), bo gdyby byl kobieta, to raczej wiedzialby co to znaczy kiedy inny czlowiek jest jego czescia. To jest wtedy kiedy pod moim sercem bije drugie- malenkie. Tylko wtedy ten drugi czlowiek jest czescia mnie, na krotko, na pare miesiecy i w tym czasie nasze zycia rzeczywiscie sa ze soba scisle zwiazane.
                                        • marek.zak1 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 15:30
                                          mabelle2000 napisała:

                                          > marek.zak1 napisał:
                                          >
                                          > > W książce bohater porównuje żone do swojej ręki i twierdzi, że bardzo trudno i boleśnie jest z nią się rozstać.
                                          >
                                          > Powiedzenie jest o tyle dziwaczne, ze mowi to mezczyzna
                                          ---------------------------------------
                                          Każde nowe określenie wydaje się z początku dziwaczne. Z ,,masturbatorem" czy,,penetratorem" i wieloma innymi też tak było.
                                      • druginudziarz Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 15:47
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Ja jestem twórcą tego powiedzenia i oczywiście można je, i wszystko inne doprow
                                        > adzić do śmieszności. A więc żona jest częścia mnie

                                        Marek, ale to nic zabawnego ani metaforycznego.
                                        Gdy z kimś/z czymś przebywasz dłużej masz w sobie, na poziomie neuronalnym, jego odwzorowanie. Więc to oczywiste, że masz część ciała pt. żona. Urqu może mnie tu jeszcze uzupełni/poprawi, ale to da się obserwować w mózgu na monitorze komputera.
                                        Dlatego zresztą śmierć kogoś bliskiego autentycznie boli. Ból ten trwa jakiś czas aż mózg wygasi część szlaków neuronalnych.
                                        • aandzia43 Re: Bycie ze sobą to musi być wymiana ??? 18.08.16, 16:09
                                          druginudziarz napisał:

                                          > marek.zak1 napisał:
                                          >
                                          > > Ja jestem twórcą tego powiedzenia i oczywiście można je, i wszystko inne
                                          > doprow
                                          > > adzić do śmieszności. A więc żona jest częścia mnie
                                          >
                                          > Marek, ale to nic zabawnego ani metaforycznego.
                                          > Gdy z kimś/z czymś przebywasz dłużej masz w sobie, na poziomie neuronalnym, jeg
                                          > o odwzorowanie. Więc to oczywiste, że masz część ciała pt. żona. Urqu może mnie
                                          > tu jeszcze uzupełni/poprawi, ale to da się obserwować w mózgu na monitorze kom
                                          > putera.
                                          > Dlatego zresztą śmierć kogoś bliskiego autentycznie boli. Ból ten trwa jakiś cz
                                          > as aż mózg wygasi część szlaków neuronalnych.


                                          Otóż to, w długich związkach, nie.ważne dobrych czy złych pod warunkiem że są jakieś emocje, tak właśnie jest. Wiem jak boli brak takiej "ręki". Powiedzenie "czas leczy rany" ma sens. Szlaki neuronalne bledną też pod wpływem nowych doświadczen i przeżyć. I wcale nie mam na mysli tylko doświadczeń erotycznych.