Dodaj do ulubionych

coś, za czym się szaleje

24.08.16, 22:11
UWAGA! Zawiera elementy blogosferopodobne :)

Ostatnio podjęłam ileś kroków, żeby zmienić swoje życie (być może rozstanie z mężem będzie jednym z elementów, a być może nie) - zmianie ma ulec praca, tryb życia, moja relacja z samą sobą, kontakty towarzyskie itp. Zaczynam walczyć o siebie i na tym się skupiam i póki co męża i jego problemy masturbacyjne i niechęć do prawdziwego seksu przerzucam na dalszy plan (albo przynajmniej wykopuję z centralnego miejsca w moim życiu). Jednym z elementów układania się samej ze sobą jest próba odróżnienia co jest możliwe do osiągnięcia w związku (nieważne czy tym czy innym), a co jest moim widzimisię, efektem piętna, które odcisnęła na mnie literatura i kinematografia. I zastanawiam się czy jest coś w Was, za czym Wasz partner szaleje i odwrotnie. Jeśli tak, to co to jest? Bo kiedyś (naiwnie) chciałam być dla mojego mężczyzny najpiękniejsza. Oczywiście nie jestem najpiękniejszą kobietą świata, więc o ile nie wezmę sobie ślepego, nie jest to realistyczne oczekiwanie. Teraz chciałabym być po prostu bardzo atrakcyjna i mieć w sobie coś, za czym mój partner szaleje. I zastanawiam się czy po latach bycia w związku, jest to w ogóle możliwe, żeby mężczyźnie nie opatrzyło się w jego kobiecie wszystko. Z kobiecego punktu widzenia wiem, że jest to możliwe, bo ja za moim mężem szaleję, choć staram się nie szaleć. Nie przez 100% czasu, ale zawsze gdy mam ochotę rzucić wszystko w cholerę to znajduję te powody, dla których on, a nie ktoś inny.

Mój mąż nie szaleje za niczym we mnie. Właściwie w moim wyglądzie nie podoba mu się we mnie nic istotnego - i biust, i pośladki, i nogi, i wcięcie w talii - wszystko uważa za przeciętne. Za piękne uważa dłonie, paznokcie, skórę, włosy, twarz (choć i tu oczywiście ma pewne zastrzeżenia). Nie ma we mnie nic co go totalnie rozbraja, co sprawia, że nawet gdy jest na mnie wściekły jak cholera, to właśnie to przekonuje go, że tylko ja i nikt inny. No może moje czekoladowe brownie, ale teraz pyszne kawiarnie wyrastają jak grzyby po deszczu, więc łatwo dla mojego popisowego wypieku znaleźć substytut.
Obserwuj wątek
    • zawle Re: coś, za czym się szaleje 24.08.16, 22:23
      Nie mam w słowniku takiego słowa opisującego mój stosunek do czegokolwiek u partnerów. Lubią, działa na mnie, rozśmiesza mnie, rozczula- takie słowa mam. Nawet nie wiem co mój facet we mnie uważa za ładne. Jeśli ze mną jest, to pewnie zwyczajnie mu się nadal podobam ( to by było już 30 lat:).
      Skąd ty wiesz że coś mu się w Tobie nie podoba? Pytasz go? czy komentuje gdy robisz naleśniki?
      A co popisowego jest w brownie? I czemu jest czekoladowe?;)
      • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 24.08.16, 23:26
        > Skąd ty wiesz że coś mu się w Tobie nie podoba? Pytasz go? czy komentuje gdy ro
        > bisz naleśniki?

        Gdy jeszcze byłam młodsza i głupsza, myślałam, że jak się dowiem co mu się nie podoba to będę umiała to naprawić i zmienić. Dlatego pytałam - teraz żałuję. Choć nie sposób nie zauważyć, że coś mu się nie podoba skoro wybiera panienki w necie zamiast mnie i nawet w czasie, w którym się podobno nie masturbuje, niespecjalnie chętnie się do mnie zabiera.

        > A co popisowego jest w brownie? I czemu jest czekoladowe?;)
        Brownie jest banalnie proste, więc dla kogoś kto umie je zrobić nie jest popisowe, ale upieczenie go tak by było idealnie mokre, wręcz błotniste, i żeby nie wyszedł z tego zwykły murzynek - już takie banalne nie jest :). A czekoladowe - nie wiem czemu - po angielsku się zwykle mówi "chocolate brownie" - może stąd mi się przekalkowało :).
        • zawle Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 07:32
          notyouraveragegirl napisała:
          > Gdy jeszcze byłam młodsza i głupsza, myślałam, że jak się dowiem co mu się nie
          > podoba to będę umiała to naprawić i zmienić.

          Czy przypadkiem nie chciałaś usłyszeć za czym on "szaleje", a nie co mi się nie podoba, żeby to zmienić? Nie przemyślałaś pytania. Nie zadawaj pytań na które nie chcesz usłyszeć odpowiedzi. O nie planuj rzeczy których nie dasz rady zrobić ( zmienić cycków, brzucha, siebie).

          Dlatego pytałam - teraz żałuję. Ch
          > oć nie sposób nie zauważyć, że coś mu się nie podoba skoro wybiera panienki w n
          > ecie zamiast mnie i nawet w czasie, w którym się podobno nie masturbuje, niespe
          > cjalnie chętnie się do mnie zabiera.

          Ja w porno wybieram starych, grubych chłopów- Ci mi się nie podobają najbardziej. Co do wyciągania wniosków:))- nie szukaj przyczyn, nigdy nie będziesz wiedzieć czy są prawdziwe. Diagnozowanie korci żeby zacząć leczyć. I tym sposobem delikwent dostaje się w ręce szarlatana który nie dość że ma kłamiącego pacjenta, to jeszcze sam postawił złą diagnozę, leczy na siłę, a leczyć nie potrafi, to jeszcze właśnie wrzuca na swoje barki ciężar odpowiedzialności za efekt. Jeśli on ma w dupie współpracę, to skup się na sobie. Zobacz siebie za 10 lat w tym związku.


          >
          > > A co popisowego jest w brownie? I czemu jest czekoladowe?;)
          > Brownie jest banalnie proste, więc dla kogoś kto umie je zrobić nie jest popiso
          > we, ale upieczenie go tak by było idealnie mokre, wręcz błotniste, i żeby nie w
          > yszedł z tego zwykły murzynek - już takie banalne nie jest :). A czekoladowe -
          > nie wiem czemu - po angielsku się zwykle mówi "chocolate brownie" - może stąd m
          > i się przekalkowało :).
          • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 10:49
            Zawle, chciałam usłyszeć jedno i drugie, liczylam ze powie ze wszystko super tylko żebym zrzuciła 2-3 kilo to juz bedzie idealnie. Ogrom negatywnych informacji mnie przytłoczył. Ale to było 6-7 lat temu. Teraz zmieniam kierunek bo zmarnowałam zbyt wiele czasu na czekanie "az on". Aż on zainicjuje seks (bo przecież mi nie wypada bo jego zdaniem to niekobiece), az on mnie zaprosi na kolacje, do kina, aż on wróci do domu, az on bedzie miał wolny weekend zeby pojechac nad jezioro, az przejawi jakakolwiek formę inicjatywy. Dosc. Jako jedyna odpowiedziałaś na moje pytanie za co dziekuje.
            • zawle Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 17:31
              Stan idealny nie istnieje. Nie wiem czy tu właśnie u Ciebie nie jest pies pogrzebany. Oczywiście pod warunkiem że on nie jest zwykłym dupkiem;) Tyle że pojawia się pytania kim Ty jesteś skoro z nim jesteś.
              • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 21:53
                Wiem, że stan idealny nie istnieje, ale chyba kiedyś myślałam, że mogę być dla niego spełnieniem wszystkich marzeń. I mocno spadłam z chmurki, na której sobie dryfowałam.
                Mąż nie jest dupkiem. Gdyby nim był to już by mnie przy nim nie było (tak myślę). Ale tak czy inaczej - jego problemy rozkminiałam bez skutku wystarczająco długo. Czas ogarnąć moje własne.
    • glamourous Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 01:26
      O rany.
      Zachowujesz sie, jakby on byl lustrem w ktorym sie przegladasz. Ewidentnie za bardzo sie koncentrujesz na tym co ON lubi, co JEMU sie podoba, co GO kreci. On wyczuwa to Twoje skupienie na nim, to uzaleznienie Twojej samooceny od jego opini. A prawda jest taka, ze najbardziej facetow w nas kreci nasza emocjonalna niezaleznosc. Nie pisze 'emocjonalna niedostepnosc', tylko wlasnie niezaleznosc - roznica jest, mam nadzieje, dla wszystkich oczywista. Wygrasz, kiedy powiesz sobie "fuck it" i przestaniesz sie tak obsesyjnie przegladac w jego oczach.

      Krecenie laczy sie z fizisem, ale nie jest to jego jedyny warunek. Nie koncentruj sie az tak bardzo na swoim wygladzie jako nieodzownym stymulatorze czyjegos pozadania. Aktywatorem attraction u facetow w poczatkowej fazie jest faktycznie fizis kobiety, ale na dluzsza mete trzeba juz zasilic je rowniez innym paliwem.
      Wlosy, talia, tylek, a moze brownie....? ;)) Kurcze, daj se spokoj dziewczyno z tym rozkminianiem i raczej popracuj nad taka zdrowa, ogolna pewnoscia siebie - takowa, jezeli jest szczera i bez zadecia - potrafi dzialac jak afrodyzjak.
      • hello-kitty2 Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 08:45
        hehe mam te same odczucia co Glam. Czytam posta z serii 'zrobie cos dla siebie, zmienie swoje zycie'. Mysle "o!'' Zdrowa koncepcja, dziewczyna zapisze sie na sporty walki, zdobedzie jakis szczyt, wyruszy w podroz, zapisze sie na kurs jezyka, nie wiem, jakies wyzwanie, a tu dalej czytam 'co tu zrobic zeby sie spodobac mojemu mezowi?' Moze brownie podrasowac? Aha dobra, moze sie jednak lepiej polozyc i polezec zeby osiagnac ten meski Urquowski transcydyczny czy tam jakis od 'trans' pokoj ;-) Przypuszczam, ze wiecej z tego by bylo pozytku.
        • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 10:41
          Kitty, nie wiem gdzie przeczytałaś ze szukam porad co zrobić by mu sie spodobać. Wyzwań mam kilka przed sobą i na tym się skupiam. Tu robię tylko rekonesans, całkowicie abstrahując od mojego męża, jak wyglądają inne związki. Moj mąż jest moim pierwszym długofalowym związkiem - wiec nie mam do czego porównać, a tak jak pisałam wczesniej - nie widzę wokół żadnego udanego związku - oprócz jednego, ktory wyglada na udany i oboje chwała sie nawzajem publicznie, ale nie mam z nimi az tak bliskiej relacji zeby pytać jak to i tamto u nich wyglada.
          • hello-kitty2 Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 14:35
            notyouraveragegirl napisała:

            > Kitty, nie wiem gdzie przeczytałaś ze szukam porad co zrobić by mu sie spodobać
            > .

            Porad to i tak nie bedzie, bo zostaly Ci pewnie tylko operacje plastyczne ;-) Natomiast wybacz ale zmylila mnie po raz pinsetny wstawiana lista pt. 'co sie mojemu mezowi we mnie podoba, a co nie?'.
            • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 29.08.16, 23:34
              myślę, że w tym przypadku i operacje plastyczne nie pomogą. to całe wyszukiwanie wad to była jego próba zracjonalizowania sobie dlaczego uzasadnione jest, że mnie nie chce.

              wczoraj powiedział, że widzi siebie jako młodego mężczyznę z dużą ilością seksualnej energii, której nie wykorzystuje. i że go wnerwia, że banda debili, których ocenia niżej niż siebie, co noc wyrywa inną panienkę. z drugiej strony mnie kocha, mamy za sobą kawał historii, chce być ze mną w różnych ważnych momentach życia w tym ... przytulać po porodzie (!!!).
              nie wiem jak bardzo muszę go nie kręcić, żeby przy tej swojej dużej energii seksualnej, jak to określił, nie chce jej pożytkować na mnie...
              • marek.zak1 Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 08:15
                notyouraveragegirl napisała:


                > wczoraj powiedział, że widzi siebie jako młodego mężczyznę z dużą ilością seksualnej energii, której nie wykorzystuje. i że go wnerwia, że banda debili, których ocenia niżej niż siebie, co noc wyrywa inną panienkę. z drugiej strony mnie kocha, mamy za sobą kawał historii, chce być ze mną w różnych ważnych momentach
                > życia w tym ... przytulać po porodzie (!!!). nie wiem jak bardzo muszę go nie kręcić, żeby przy tej swojej dużej energii seksualnej, jak to określił, nie chce jej pożytkować na mnie...
                ------------------------------------------------
                Powiedział Ci wprost, jak jest. Kręcą go nowe. Ty się mu opatrzyłaś. Jest z wygody, przyzwyczajenia, sentymentu, ale nie z seksu.. Chce czegoś innego. Tu się nic nie da zrobić. Ten typ tak ma.
                    • sabat3 Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 11:34
                      czasrefleksji napisał(a):

                      > Można roboczo przyjąć jak punkt wyjścia rozważań, że partner jest krypto-niskol
                      > ibidowcem

                      Roboczo mozna przyjac, ze partner to slynny biblijny menel o imieniu Tekel Fares, jednakowoz bedzie wynikalo z tego wciaz tyle samo, czyli to co pies robi na trawniku albo to co robi krol tam gdzie chodzi piechota, pod warunkiem ze zdazy dojsc.
                      To nie ma znaczenia, roboczo liczy sie ze bzykania ni ma, a bedzie dopiero wtedy gdy kure zagoni sie na pieterko i zmusi do lotu nurkowego z okna. Czyli rzadko, krotko i z desperacja w oczach, a kura gdy poczuje znowu grunt pod nogami powroci do spokojnego przegrzebywania gruntu lapka w poszukiwaniu robakow, cicho przy tym pogdakujac, gdyz - to logiczne - taka jest natura kury. Koniec i kropka.
                      • zawle Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 12:24
                        sabat3 napisał:
                        > Roboczo mozna przyjac, ze partner to slynny biblijny menel o imieniu Tekel Fare
                        > s, jednakowoz bedzie wynikalo z tego wciaz tyle samo, czyli to co pies robi na
                        > trawniku albo to co robi krol tam gdzie chodzi piechota, pod warunkiem ze zdazy
                        > dojsc.
                        > To nie ma znaczenia, roboczo liczy sie ze bzykania ni ma, a bedzie dopiero wted
                        > y gdy kure zagoni sie na pieterko i zmusi do lotu nurkowego z okna. Czyli rzadk
                        > o, krotko i z desperacja w oczach, a kura gdy poczuje znowu grunt pod nogami po
                        > wroci do spokojnego przegrzebywania gruntu lapka w poszukiwaniu robakow, cicho
                        > przy tym pogdakujac, gdyz - to logiczne - taka jest natura kury. Koniec i kropk
                        > a.

                        Tak mi się skojarzyło. Dedykacja jak Ciebie i proteinowego.:))
                        www.youtube.com/watch?v=46QaOikFYhM
                      • aandzia43 Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 13:16
                        sabat3 napisał:

                        > czasrefleksji napisał(a):
                        >
                        > > Można roboczo przyjąć jak punkt wyjścia rozważań, że partner jest krypto-
                        > niskol
                        > > ibidowcem
                        >
                        > Roboczo mozna przyjac, ze partner to slynny biblijny menel o imieniu Tekel Fare
                        > s, jednakowoz bedzie wynikalo z tego wciaz tyle samo, czyli to co pies robi na
                        > trawniku albo to co robi krol tam gdzie chodzi piechota, pod warunkiem ze zdazy
                        > dojsc.
                        > To nie ma znaczenia, roboczo liczy sie ze bzykania ni ma, a bedzie dopiero wted
                        > y gdy kure zagoni sie na pieterko i zmusi do lotu nurkowego z okna. Czyli rzadk
                        > o, krotko i z desperacja w oczach, a kura gdy poczuje znowu grunt pod nogami po
                        > wroci do spokojnego przegrzebywania gruntu lapka w poszukiwaniu robakow, cicho
                        > przy tym pogdakujac, gdyz - to logiczne - taka jest natura kury. Koniec i kropk
                        > a.

                        No.coś.ty, jak się kurę odpowiednio zmotywuje to będzie latać jak orzeł do końca życia ;-)
                      • czasrefleksji Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 18:33
                        Ad. To nie ma znaczenia, roboczo liczy sie ze bzykania ni ma...

                        Rzeczywiście bez tego trudno mówić o małżeństwie. Sokrates odpowiadając Ateńczykowi który dziwił się, że nie rzuci takiej żony, powiedział że można przyzwyczaić się do jej gadania jak do warkotu kołowrotka. A ty nie znosisz gdakania kur? - dodał. Tamten: ale one dają mi jajka. Sokrates na to, że Ksantypa dała mu synów. Tak więc nie narzekał na brak seksu bez którego może i jego związek rozpadłby się.
                  • sabat3 Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 11:15
                    czasrefleksji napisał(a):

                    > To hamletyzowanie.

                    Nieumiejetnosc podejmowania decyzji, zrzucanie jej na innych. Mieszanina tchorzostwa i bezradnosci. Czesty przypadek w nieudanych seksualnie ukladach, bo normalnie ludzie jak sa niezadowoleni to szybko traca cierpliwosc i cos zaczyna sie dziac. Cokolwiek. Jebna drzwiami, pojda na dziwki, zrobia skok w bok, dadza sie przeleciec na wyjezdzie firmowym druzynie w hokeja na trawie z Timoru Wschodniego, cokolwiek.
                    Bo w przeciwnym wypadku sa wieloletnie przemyslenia osla Kleofasa - filozofa na forach internetowych, czy tez laleczka z saskiej porcelany ze swedzaca cipka wyczekujaca na parapecie swego okna nienadchodzacego Ksiecia z Bajki i osiwienia wlosow lonowych.
                    • czasrefleksji Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 11:29
                      Sabat, Twoje przemyślenia forumowe imho mają wszelkie zalety filozofii. Notabene wyróżniano dwie grupy filozofów: piszących i niepiszących:) - dziś to może brzmieć zabawnie. Ale właśnie największy filozof starożytności był niepiszący (nie znaczy że niepiśmienny), to inni spisali słowa Sokratesa, ile im się tam udało (pisanie na forum można uznać za odpowiednik mówienia). Żeby być filozofem niekonieczne jest napisanie księgi. Do rzeczy - otóż Sokrates zapytany dlaczego nie rzuca Ksantypy odpowiedział, że ona nie tylko ma te wady o których mówił pytający, ale i zalety. No więc autorka pewnie ma ten problem wyważenia zalet i wad partnera, to rozważa między innymi. Ma dylemat prawda, stąd jej rozbudowane refleksje, choć rzecz jasna bardziej zdecydowane głosy z forum pod jej adresem i na jej prośbę o opinię, są na miejscu, a Twój jest bardzo cenny i jasny, niehamletyzujący w tym momencie:)

                      PS. Zanim starożytni stworzyli wyrazy filozofia i filozof, funkcjonowały tylko wyrazy zofia i zof:)
                    • proteinowy.na.chwile Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 11:40
                      sabat3 napisał:

                      > proteinowy.na.chwile napisał(a):
                      >
                      > > Sabat? to Ty?
                      > > Wreszcie!
                      >
                      > Musialem pojsc do lustra, zeby sie upewnic. Wszystko wskazuje na to, ze to ja.

                      Gdzie byłeś?

                      Brnę przez urlop w Polsce, wizyty rodzinne, normalnie jakbym starego znajomego spotkał niespodziewanie na weselu. Zdrowie :)
                      • sabat3 Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 11:45
                        proteinowy.na.chwile napisał(a):
                        > Gdzie byłeś?

                        Latam ze szurkiem jakims w reku. Dziwny troche, jak go pomietosic to zmienia sie w zloty rog.

                        > Brnę przez urlop w Polsce, wizyty rodzinne, normalnie jakbym starego znajomego
                        > spotkał niespodziewanie na weselu. Zdrowie :)

                        Chochol czy blizej wesela w Atomicach?
                        • proteinowy.na.chwile Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 12:03
                          sabat3 napisał:


                          > > Brnę przez urlop w Polsce, wizyty rodzinne, normalnie jakbym starego znaj
                          > omego
                          > > spotkał niespodziewanie na weselu. Zdrowie :)
                          >
                          > Chochol czy blizej wesela w Atomicach?

                          Miałem wysłać, że trochę koło tego: www.filmweb.pl/Wesele
                          ale jednak rodzina jest teraz troche poczciwsza niż to.

                          Przez krótką chwilę pomyślałem - "ale by były jaja jakby Sabat Ninka wyczochrał i dlatego zniknęli", ale takie rzeczy to tylko w telenowelach :)
                        • aandzia43 Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 12:49
                          sabat3 napisał:

                          > proteinowy.na.chwile napisał(a):
                          > > Gdzie byłeś?
                          >
                          > Latam ze szurkiem jakims w reku. Dziwny troche, jak go pomietosic to zmienia si
                          > e w zloty rog.
                          >

                          Brzmi intrygująco. Tak, czasem wystarczy tylko jeden ruch, a nagle jest nam.dane :-)
                • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 14:45
                  Robię coś cały czas. Na przykład zmusilam go zeby poszedł na terapie i chodzi. Efektów w postaci seksu nie ma, ale chociaz nauczył sie komunikować lepiej i przynajmniej pozbawia mnie złudzeń, co jest dla mnie cennym fundamentem do tego by zebrać się w sobie. Robię też ileś rzeczy które mają mi przygotować grunt pod samodzielne życie. To że sobie tu marudzę też jest formą robienia czegoś.
                  Ja narcyz? Plotki i pomówienia.
                  Tchórzem jestem jak najbardziej.
                  • zyg_zyg_zyg Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 15:38
                    Fakt-pozbawienie (się) złudzeń jest bardzo pomocne, jeśli chodzi o kończenie nierokujacych związków. Ale nie zawsze oznacza załatwienie sprawy. Całkiem prawdopodobne, że będziesz musiała sie zmierzyć z głębiej ukrytymi przyczynami Twojego trwania w tym małzeństwie. Może kiedy przestaniesz zasłaniać się, że to nadzieja na zmiany w mężu i w związku z tym w Waszej relacji Cię w niej trzyma, poszukasz w sobie powodów. I albo to, że powody są w Tobie, nie w nim, będzie dla Ciebie przekleństwem, albo błogosławieństwem. Albo i jednym i drugim w dowolnej kolejności. Mam wrażenie, że odwracasz głowę w kierunku, który rokuje zmianę. Nie żebym Cię podejrzewała o śmiałe wdrażanie technologi ;-) ale to patrzenie wydaje mi się dobrym początkiem.
                        • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 31.08.16, 09:50
                          Nie wiem co będzie. Póki co skupiam się na sobie, na szukaniu własnej tożsamości, siebie jako kobiety, odrębnej istoty, a nie jako żony, która czeka "na łaskę męża" i chce się mu przypodobać. Podejmuję różne wyzwania, chcę przełamywać swoje lęki i ograniczenia. Nic nie zakładam oprócz tego że przestaję się chować i uciekać. Jeśli w tym procesie się odkocham i poczuję się gotowa na wyprowadzkę, nowe życie z kimś innym to super; jeśli okaże się że w wyniku tych zmian w moim związku wystarczy gruntowny remont - w porządku. Nie chcę zakładać że na pewno do wtedy i wtedy się wyniosę bo zakładałam to milion razy i się nie udawało. Tak czy inaczej burzę mury, a co powstanie z tych ruin - jeszcze nie wiem :).
      • marek.zak1 Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 10:25
        glamourous napisała:

        Wlosy, talia, tylek, a moze brownie....? ;)) Kurcze, daj se spokoj dziewczyno z tym rozkminianiem i raczej popracuj nad taka zdrowa, ogolna pewnoscia siebie - takowa, jezeli jest szczera i bez zadecia - potrafi dzialac jak afrodyzjak.
        ----------------------------------------------------------------------------
        Tylko tu jest sprzężenie zwrotne - podobam się - mam pewność siebie. Facet woli sam ze sobą - widocznie ze mną jest coś nie tak. Odrzucana kobieta (facet też) traci pewność siebie i trudno własną pracą to zmienić.
        Są tu 2 aspekty:
        - facet się znudził (tak ma) i potrzebuje nowych podniet lub
        - jest zmęczony sytuacją i woli relaksującą masturbację, która jednocześnie pokazuje - ty jesteś atrakcyjna, odnosisz sukcesy a ja wole rękę. I kto jest górą?

      • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 10:35
        Mylisz się Glam. Tzn. to co piszesz było prawdą kiedyś - ubierałam się by mu się podobało, czesałam tak by mu się podobało, nawet nie malowałam paznokci na czarno bo jemu się nie podoba... I teraz to się zupełnie zmieniło - noszę bieliznę jaką ja lubię, wyglądam jak ja chcę i noszę co chcę. Wiem co mi się w sobie podoba i choć wkurza mnie że on nie docenia moich atutów to nie jest to dla mnie źródło cierpienia. I ten wątek w ogóle nie jest o tym. Ja nie oczekuję że on teraz zacznie za mną szaleć - chcę po prostu wiedzieć jak jest w innych związkach - czy moje wyobrażenie o tym, że chciałabym czuć, że ktoś widzi we mnie coś super, co w jego oczach czyni mnie dla niego wyjątkową, jest powszechne, realne, realizowane w innych związkach. Ten wątek nie ma być o moim mężu. Że on nie szaleje to już wiem. I być może on jest wyjątkiem ale jego moja niezależność nie kręci - na każdym kroku gdy podejmuję decyzję bez konsultacji albo nie przyjmuje jego porad mowi mi cos w stylu "no tak, bo Ty zawsze musisz byc taka niezależna i nikt Ci nie bedzie mówił co i jak". Jego moja niezależność i własne zdanie kastruje a nie kręci.
        • hello-kitty2 Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 14:41
          notyouraveragegirl napisała:

          chcę po prostu wiedzieć jak jest w innych związkac
          > h - czy moje wyobrażenie o tym, że chciałabym czuć, że ktoś widzi we mnie coś s
          > uper, co w jego oczach czyni mnie dla niego wyjątkową, jest powszechne, realne,
          > realizowane w innych związkach.

          NIe ma tego. Jestes zwykla i nie jestes wyjatkowa, taka jak wszyscy. Nie licz na to, ze po okresie zakochania ktos Cie bedzie za kogos wyjatkowego uwazal, szalal za Toba ani inne takie. Malo tego, jak twierdzi Wont i Mabelle, nie bedziesz mu nawet potrzebna.
          • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 21:56
            Kitty, czy Marek, Loppe i im podobni nie uważają swoich żon za wyjątkowe? Ja nie jestem już zakochana w moim mężu, a jednak uważam go za wyjątkowego. Aż nie chce mi się wierzyć, że nie ma na świecie człowieka, który mógłby we mnie widzieć coś wyjątkowego przez całe życie. Ale jeśli to, co mówisz, jest prawdą - to zdecydowanie za mało razy byłam zakochana...
            • zawle Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 22:00
              Co do żon naszych panów....niech się sami wypowiedzą. Ja uważam że KAŻDY człowiek jest wyjątkowy, nie każdy do nas pasuje. Ja wolę spokojne, umiarkowane i bezpieczne ciepło. Ty widzę fajerwerki i lukier.
            • czasrefleksji Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 10:50
              Oczywiście że "to" istnieje. Bycie przez lata z fajną osobą sprawia że staje się ona wyjątkowa. Im dłużej to trwa, tym bardziej staje się wyjątkowa, bo tym więcej razy jej zalety zostają dostrzeżone i docenione, a przywiązanie rośnie. Miłość rośnie. W końcu rzeczywiście człowiek stwierdza, że życie bez tej osoby... Ale to jest coś zupełnie innego niż durne - obsesyjne de facto - zapotrzebowanie zakochanego na życie koniecznie z tą a nie inną a przecież słabo jeszcze znaną! oblubienicą.
              • czasrefleksji Re: coś, za czym się szaleje 30.08.16, 11:01
                czasrefleksji napisał(a):

                > Oczywiście że "to" istnieje. Bycie przez lata z fajną osobą sprawia że staje si
                > ę ona wyjątkowa. Im dłużej to trwa, tym bardziej staje się wyjątkowa, bo tym wi
                > ęcej razy jej zalety zostają dostrzeżone i docenione, ZACHWYT ROŚNIE, i przywiązanie rośnie. Mi
                > łość rośnie. W końcu rzeczywiście człowiek stwierdza, że życie bez tej osoby...
                > Ale to jest coś zupełnie innego niż durne - obsesyjne de facto - zapotrzebowan
                > ie zakochanego na życie koniecznie z tą a nie inną a przecież słabo jeszcze zna
                > ną! oblubienicą.
          • cipomir Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 11:17
            Jak mylisz dlaczego masz problem z jej obecnością, z jej pisaniem?
            Napisała przed chwilą mądrze, że nie musisz jej czytać.
            Jak myślisz, dlaczego piszesz tylko w wątku który cię drażni, a nie w wątkach które cię nie drażnią? Czy jesteś osobą negatywną? Co cię boli? Co cię boli w jej pisaniu, czy odnajdujesz tam coś z siebie? Czy ona jest szczersza od ciebie i tego jej zazdrościsz? Czy przypomina ci twój ból o którym nie chcesz pisać ani czytać? Na czym polega twój problem z jej pisaniem, że zachowujesz się toksycznie? Przecież po jej odpowiedzi na twój pierwszy post normalną reakcją byłoby odpuścić, a ty dalej atakujesz, choć ona ciebie nie atakuje?
              • cipomir Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 14:26
                A czy nie jest tak że piszesz 10 razy nudniej niż autorka i inni uczestnicy dyskusji?. Nie znosząc bycia nudziarą nie potrafiącą zabrać głosu w dyskusji wyrzucasz to z siebie na forum na innych? A może oceniasz swój udział w wątku jako błyskotliwy i wartościowy, kulturalny?
                Czy nie dlatego piszesz zdania z małej litery żeby podkreślić że się nie przykładasz, żeby inni myśleli że potrafisz lepiej, tylko ci się nie chce? Moim zdaniem nie nadajesz się nawet na recenzentkę wypowiedzi innych osób na temat, bo autorką oczywiście nie jesteś, nie potrafisz.
                Tak mi się wydaje na podstawie tych słabiutkich wypowiedzi w wątku. Niski intelekt, niska kultura osobista tych wypowiedzi - to moja recenzja. Skoro sama oddajesz się namiętnie recenzjom to poznaj i moją na temat twojego pisania.
    • aandzia43 Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 11:57
      Owszem, po latach bycia w związku jest możliwy zachwyt nad elementami urody partnera, jest możliwe pożądanie i radosne przyjemne pożycie seksualne. W porywach nawet namiętne. Potwierdzam. Wzór twojego związku nie jest jedynym występującym w przyrodzie. Czy o to ci chodziło?
        • dorry Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 23:19
          I ja się podpisuję pod tym, co powiedziała aandzia.
          Po 19 latach wspólnego życia mój mąż codziennie zachwyca się moim ciałem, dosłownie każdym jego elementem (chociaż daleko mi do ideału...). Czasami jest to wręcz wkurzające :D (on niestety ma tendencję do przesady), ale jest to całkowicie szczere. Aby jeszcze bardziej zagmatwać dodam, że ta jego zdolność do zachwytu jest tym, co właśnie mnie w nim najbardziej zachwyca he he.
          Dla osób wyrafinowanych i kręcących nosem na tak przyziemne sprawy jak zainteresowanie ciałem, dodam, że jemu podobają się też różne moje cechy charakteru. Tak, tak, to możliwe i nie stoi w sprzeczności.
          A na koniec, żeby nie było za słodko: czasami mamy siebie serdecznie dosyć i pojawiają się myśli o rozstaniu, nie znosimy w sobie nawzajem wielu cech (szczególnie tych odziedziczonych po rodzicach, standard, hłe hłe) kłócimy się bardzo często, obydwoje mamy sporo za uszami, różne "skoki w bok".
    • mabelle2000 Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 15:17
      notyouraveragegirl napisała:

      > Mój mąż nie szaleje za niczym we mnie. Właściwie w moim wyglądzie nie podoba mu
      > się we mnie nic istotnego - i biust, i pośladki, i nogi, i wcięcie w talii - w
      > szystko uważa za przeciętne. Za piękne uważa dłonie, paznokcie, skórę, włosy, t
      > warz (choć i tu oczywiście ma pewne zastrzeżenia). Nie ma we mnie nic co go tot
      > alnie rozbraja, co sprawia, że nawet gdy jest na mnie wściekły jak cholera, to
      > właśnie to przekonuje go, że tylko ja i nikt inny.

      Trudno sie nie usmiechnac czytajac powyzsze, bo to za czym tak tesknisz Notyouraveragegirl, to wypisz wymaluj relacja ojca i coreczki. Wlasnie coreczki, nie corki :-) To jest ten piekny czas kiedy mala dziewczynka przychodzi do swojego taty po zachwyt. I on rozczula sie nad jej malymi stopkami, jasnymi wloskami i dlugimi rzesami, ktore rzucaja cien na policzki gdy spi. Takiej coreczce wszystko sie wybacza i niewiele wymaga, bo jest tak slodka, ze rozbraja meskie serce samym swoim wygladem. I dobrze ze tak jest, zwiazek ojca z mala dziewczynka jest piekny i wzruszajacy, a ich relacja obustronnie gratyfikujaca.
      Wiez doroslej kobiety i doroslego mezczyny rzadzi sie jednak troche innymi prawami. Oczywiscie nie ma watpliwosci, ze laczaca ich erotyka jest oparta na zachwycie cialem drugiej osoby, ale nie mniejsza role odgrywa tu inne spoiwo.
      Ta atrakcyjnosc, ktora Ty definiujesz poprzez swoj wyglad ( gdzie wymieniasz rozne czesci swojego ciala) tak naprawde moze znajdowac sie zupelnie gdzie indziej. To moze byc np. Twoj stosunek do swiata, umiejetnosc pokonywania zyciowych przeszkod, Twoja kreatywnosc, albo jakis rys romantyczny, zdolnosc do wzruszen, moze to byc determinacja, albo empatyczny stosunek do slabszych. To rowniez wiele cech trudnych do zdefiniowania, ktore inni ludzie moga w Tobie cenic, a ktore nie maja zupelnie nic wspolnego z Twoim wygladem.
      Chcialabys zachwytu nad swoimi wlosami, nogami, piersiami czy jeszcze czyms innym. Rozumiem Cie, ale dobrze, zebys zdala sobie sprawe, ze niemozliwe jest, zeby piekny, nienaganny wyglad zachowac przez cale zycie. Krotko mowiac- nie da sie swojej atrakcyjnosci oprzec tylko na wygladzie.
      Jesli kogos nie krecisz, to najprosciej jest pomyslec, ze przyczna lezy w brzydkim ciele, ale wyglad to tylko czesc Ciebie. I z tego co piszesz, dla tego akurat mezczyzny- czesc wcale nie najwazniejsza.
      • kruche_ciacho Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 15:52
        Czytalas jej porzednie watki?
        Z tego co opisuje to tego akurat mezczyzne nie kreci ani jej wyglad (pamietam jeszcze watek o przegrodzie nosowej :-) ) ani charakter - bo jest zbyt przebojowa, wykazuje inicjatywe itd.
        Wiec ja sie pytam - po to, na co?
      • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 25.08.16, 22:19
        Mabelle, nigdy nie doświadczyłam relacji ojca i córeczki. Nie znałam mojego ojca.

        Nie uważam, że atrakcyjność to tylko mój wygląd. Po prostu kiedyś myślałam, że brak seksu musi wynikać z tego, że nie jestem wystarczająco piękna czy seksowna (w sensie wielkiego biustu doczepionego do mega szczupłego ciała). Teraz już tak nie myślę. Nadal jednak ponoszę konsekwencje mojej dawnej dociekliwości i mam w pamięci ogrom negatywnych rzeczy, które usłyszałam na temat mojego wyglądu po idiotycznym wypytywaniu.

        Uważam się za osobę atrakcyjną zarówno wizualnie jak i osobowościowo/emocjonalnie/społecznie. (Czasem mam wątpliwości czy moja ocena jest słuszna i pokrywa się z opinią reszty społeczeństwa). Co do związku to po prostu wyobrażam sobie to tak, że mój partner powinien mnie w moich słabościach wspierać. I że skoro mi się we mnie nie podoba, dajmy na to, 10 rzeczy, to jemu się nie podobają 3, a pozostałe albo nie mają znaczenia, albo są neutralne, albo się podobają. A tu jest tak, że mi we mnie się nie podoba 10 rzeczy, a jemu we mnie 20. I on jak ma jakieś kompleksy to nie jest tak, że nie widzę tych wad, ale po prostu nie mają dla mnie znaczenia, nie myślę o nich, widzę to, co dobre. Albo sobie wyobrażam to tak, że jak mu jakiś kumpel mówi, że wszyscy w ich paczce zazdroszczą mu żony to jest dumny, a nie zdziwiony.
        • mabelle2000 Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 12:04
          notyouraveragegirl napisała:

          > Uważam się za osobę atrakcyjną zarówno wizualnie jak i osobowościowo/emocjonaln
          > ie/społecznie.

          Co stoi w sprzecznosci z tym co napisalas w poscie zalozycielskim:

          >Teraz chciałabym być po prostu bardzo atrakcyjna i mieć w sobie coś, za czym mój partner >szaleje.

          Wiec moze napisz jasniej, bo teraz to nie bardzo wiadomo o co Ci chodzi.
            • mabelle2000 Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 14:41
              zawle napisała:

              > Można czuć się atrakcyjnym, ale chcieć stać się atrakcyjnym dla kogoś, dla kogo
              > się nie jest.

              Czyli chce gwiazdke z nieba, tak ? A moze chodzi o to, ze ona chce miec dla niego atrakcyjny palec, nos,jezyk, kolano, piete i wargi sromowe, a chlopina do szczegolow zwyczajnie glowy nie ma i wcale sie nad tym nie zastanawia ?
              • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 15:30
                Zawle dobrze rozumie - chcę być atrakcyjna dla mojego docelowego partnera - nie wiem jeszcze czy będzie to mój mąż. Sprawa jest w toku.
                Nie jest to chyba gwiazdka z nieba - zwykle ludzie dobierają się w pary bo są dla siebie atrakcyjni. Ja chcę po prostu być dla kogoś atrakcyjna również gdy zakochanie mija. Potrafię w związku dużo z siebie dać i chcę żeby ktoś to docenił. Nie mówię o nieustannym uwielbieniu ale o czyjejś postawie, która pokazuje "cieszę się że jestem z Tobą". Ta postawa może się objawiać na różne sposoby.
                • mabelle2000 Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 15:51
                  notyouraveragegirl napisała:

                  > Zawle dobrze rozumie - chcę być atrakcyjna dla mojego docelowego partnera - nie
                  > wiem jeszcze czy będzie to mój mąż.
                  > Nie jest to chyba gwiazdka z nieba

                  Ale z tego co piszesz prawdopodobnie nie jestes dla niego atrakcyjna wizualnie, nie krecisz go, on nie chce Cie bzykac. Skoro pozadaniem nie da sie sterowac, to trudno miec nawet o to do niego pretensje. Jest to wiec z Twojej strony oczekiwanie gwiazdki z nieba, czyli oczekiwanie niemozliwego.

                  > Ja chcę po prostu być dla kogoś atrakcyjna również gdy za
                  > kochanie mija.

                  Masz przyjaciol ? To jest wlasnie ten przypadek kiedy ludzie sie nie kochaja, ale sa dla siebie niezwykle atrakcyjni. Bo kiedy ze soba rozmawiaja, spedzaja wspolnie czas, podejmuja razem jakas aktywnosc, pomagaja sobie, wspieraja sie, to maja poczucie, ze ta druga osoba jest kims niezwykle bliskim i wyjatkowym. Wyjatkowosc najlepszych przyjaciol polega na tym, ze nikt inny nie moze ich zastapic, a przyjazn przypominam, moze trwac przez cale zycie, do smierci.
                  Kim wiec jest dla Ciebie Twoj maz ?
                    • notyouraveragegirl Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 22:25
                      zawle napisała:

                      > A nie mozna byc jednym i drugim?
                      >

                      Może można. Też często mam wrażenie, że jesteśmy raczej przyjaciółmi, którzy stworzyli związek. Ale nie było tak zawsze. Mam takie wspomnienie jak leżałam sobie na łóżku wieczorem na jakimś wyjeździe wakacyjnym, a on zabronił mi się ruszać. Wstał jak oparzony i pobiegł po aparat żeby uwiecznić jaka jestem piękna... Koleżanka, która była tam z nami komentowała "Ale Ty mu się podobasz, nie widziałam nigdy żeby czymkolwiek się tak ekscytował". I nagle czar prysł. Pojawiła się matematyka, rozpatrywanie wad - doszukiwanie się za grubych kostek i wszystko to, co zamieniło nas z kochanków w bardzo zaprzyjaźnionych współlokatorów.
                • dorry Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 23:24
                  notyouraveragegirl napisała:

                  > Ja chcę po prostu być dla kogoś atrakcyjna również gdy za
                  > kochanie mija.

                  A to niemożliwe:) Jeśli będziesz dla jakiegoś "ktosia" zawsze atrakcyjna to jego zakochanie nie minie, bo jak?
      • dorry Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 23:03
        mabelle2000 napisała:

        >Rozumiem Cie, ale dobrze, zebys zdala sobie sprawe, ze niemozliwe jest, zeb
        > y piekny, nienaganny wyglad zachowac przez cale zycie. Krotko mowiac- nie da si
        > e swojej atrakcyjnosci oprzec tylko na wygladzie.

        Wydaje mi się, że właśnie zupełnie nie rozumiesz o co chodzi autorce. Ona nie chce zachować na zawsze idealnego ciała, tylko chce, aby to ciało które ma, zachwycało jej partnera. Więcej, żeby zachwycało go nawet wówczas gdy oboje będą mieli po 80 lat.
        Ja uważam, że to nie są rojenia małej dziewczynki, ani marzenia o nierealnej gwiazdce z nieba, tylko całkowicie naturalne, zrozumiałe i możliwe do spełnienia w związku pragnienie.




        • mabelle2000 Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 23:26

          > Wydaje mi się, że właśnie zupełnie nie rozumiesz o co chodzi autorce. Ona nie c
          > hce zachować na zawsze idealnego ciała, tylko chce, aby to ciało które ma, zach
          > wycało jej partnera.

          To moze Ty i autorka watku poczytajcie sobie dla odmiany Gombrowicza :-) Swietny dialog, idealnie oddaje istote rzeczy

          Galkiewicz:
          -Ale ja nie mogę zrozumieć! Nie mogę zrozumieć, jak zachwyca, jeśli nie zachwyca.
          Nauczyciel:
          -Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca.
          Galkiewicz:
          -A mnie nie zachwyca.
          Nauczyciel:
          -To prywatna sprawa Gałkiewicza. Jak widać, Gałkiewicz nie jest inteligentny. Innych zachwyca.

          ;-)


          > tylko całkowicie naturalne, zrozumiałe i możliwe do spełnienia
          > w związku pragnienie.

          Pobudka. W ktorym zwiazku ? W tym aktualnym ?
          • dorry Re: coś, za czym się szaleje 26.08.16, 23:58
            >Pobudka. W ktorym zwiazku ? W tym aktualnym ?

            W czyim aktualnym? W moim tak. W aktualnym autorki nie, to chyba oczywiste, taki jest temat wątku.
            Napisałam ogólnie o oczekiwaniach w związkach, czy to tak trudno zrozumieć?



            • urquhart Re: coś, za czym się szaleje 27.08.16, 10:12
              Znam ten styl. Zachwyt wymaga sprzężenia zwrotnego, podkreślana co gratyfikacja droga stronę. Robię akty ślubnej zachwycam się ale ona często jest niezadowolona, oczekuje wiecznej spontaniczności a nie sprzężenia zwrotnego i współpraca beatyfikację obustronnie.
              Kobiety z deficytem akceptacji u tatusia z dzieciństwa robią dokładnie odwrotnie skupiają się na slabosciach i wadach i chcą żeby przekornie otrzymywać dowodów ze partnerzy kochali akceptowali ich bezwarunkowo
              To destrukcyjne w relacji
              • hello-kitty2 Re: coś, za czym się szaleje 27.08.16, 11:18
                urquhart napisał:

                > Znam ten styl. Zachwyt wymaga sprzężenia zwrotnego, podkreślana co gratyfikacja
                > droga stronę. Robię akty ślubnej zachwycam się ale ona często jest niezadowolo
                > na, oczekuje wiecznej spontaniczności a nie sprzężenia zwrotnego i współpraca b
                > eatyfikację obustronnie.
                > Kobiety z deficytem akceptacji u tatusia z dzieciństwa robią dokładnie odwrotni
                > e skupiają się na slabosciach i wadach i chcą żeby przekornie otrzymywać dowodó
                > w ze partnerzy kochali akceptowali ich bezwarunkowo
                > To destrukcyjne w relacji

                Urqu slubna ma racje, wiecej spontanicznosci, a mniej ustawki. Mnie np nie komplementuje gapienie sie we mnie jak sroka w gnat, analiza cycka, dupy czy wciecia w pasie, bezruch, zdjecia, NIE ZA DUZO SKUPIANIA UWAGI NA MNIE, raczej fizycznosc tylko mimochodem, komplementuje dazenie do spedzania razem czasu, wspolne aktywnosci, rozmowy, jawne zainteresowanie nie wygladem tylko zawartoscia glowy, fizycznosc ma byc tylko przy okazji, spojrzenia kradzione a nie wgapianie sie. Wiesz nie kazda kobieta ma pragnienie byc modelka. Mnie to np odpycha. Moze slubna ma podobnie. Wykorzystaj to jak potrafisz.

                Jak sie wezniemy za analize budowy i skladu ciala to wyjdzie cala jego brzydota. NIe dziwie sie, ze autorce maz wymienil wszystkie defekty. Nikt nie jest ladny sate, wyglad fizyczny to gra zludzen, nie nalezy go rozbierac go na czynniki pierwsze chyba, ze sie startuje w zawodach, to wtedy sedziowie beda bezlitosni.

                Zachwyty sa niepotrzebne wystarczy potrzeba bycia razem. Tak jak kiedys pisal BigBadPig, ze potrzebuje swojej kobiety do zycia. Tyle ode mnie.
                • dorry Re: coś, za czym się szaleje 27.08.16, 12:13
                  hello-kitty2 napisała:

                  > Zachwyty sa niepotrzebne wystarczy potrzeba bycia razem. Tak jak kiedys pisal B
                  > igBadPig, ze potrzebuje swojej kobiety do zycia. Tyle ode mnie.

                  W toksycznych związkach też partnerzy żyć bez siebie nie mogą. Sama potrzeba bycia razem nie czyni dobrego związku.
                • lybbla Re: coś, za czym się szaleje 27.08.16, 17:38
                  hello-kitty2 napisała:


                  > Urqu slubna ma racje, wiecej spontanicznosci, a mniej ustawki. Mnie np nie komp
                  > lementuje gapienie sie we mnie jak sroka w gnat, analiza cycka, dupy czy wcieci
                  > a w pasie, bezruch, zdjecia, NIE ZA DUZO SKUPIANIA UWAGI NA MNIE,

                  Ale zestawienie żona Urqu i Kitty to jak analiza porównawcza samicy pawia i F16.

                  > Wiesz nie kazda kobieta ma pragnienie byc modelka. Mnie to np odpycha. Moze s
                  > lubna ma podobnie.

                  Nie ma.

                  Trywializując lecz nie wylewając dziecka z kąpielą
                  w molach książkowych odkrywamy dziką nieskrępowaną chuć (łapy w majty, cyc w usta i rozkoszujemy się każdym skrawkiem ciała),
                  tym otoczonym wianuszkiem absztyfikantów latem pokazujemy przyjemny chłód ciemnych zaułków biblioteki.
                  Kitulom nic nie pokazujemy tylko zabieramy na bouldery.

                  O wpływach stosunków z ojcem w kilku zdaniach się nie da. Kluczowym są jednak nie same stosunki z ojcem, lecz konfrontacja tych stosunków przy wchodzeniu w dorosłość ze światem stosunków mężczyzna-kobieta.

                • urquhart Re: coś, za czym się szaleje 27.08.16, 18:22
                  > a w pasie, bezruch, zdjecia, NIE ZA DUZO SKUPIANIA UWAGI NA MNIE, raczej fizycz
                  > nosc tylko mimochodem, komplementuje dazenie do spedzania razem czasu, wspolne
                  > aktywnosci, rozmowy, jawne zainteresowanie nie wygladem tylko zawartoscia glowy

                  Ja potrzebuje się zachwycać pięknem i jestem wzrokowcem
                  W długoletnim zwiazku też i wystarczy ze drugą stroną mi wyjdzie na przeciw i jakoś przecież daje radę.
                  Absolutnie opcja sprzątaczki i praczki do bycia razem i wspólnika do czynszu i dzieci mnie nie interesuje
                  To znów kwestia nastawienia, jak nastawiamy się na zachwyt to jest masa krytyczna przekroczona i fizycznosc wyciskania syfow jest fajna, czy wydzielin jak pot i śluz podniecajaca a nie obrzydliwa

                  Symboliczna była uczestnika staradziadyga która pisała wręcz że ubiera się tak brzydko jak może i chce żeby jej facet kochał ją.mimo to. I spojrzenia facetów na jej fizycznosc a miała się za ładną i szczupła odbiera jako obrzydliwe i uprzedmiatawiajace i molestowanie.
                  No to jest to nastawienie które odbiera się podczas wychowania kiedy kształtuje się podświadomość i poczucie wartości (do 8 lat?)

                  Jak się rozumie skąd się problem bierze to można to obejść bez robienia fochów mówić o swoich emocjach oczekiwaniach co w innych relacjach jest oczywiste i spontaniczne a U oddzuconej córeczki oczywiste nie jest .
                  Albo coś wzmacnia relacje gratyfikacją wzajemna albo ja oslabia przecież
                  • hello-kitty2 Re: coś, za czym się szaleje 27.08.16, 23:21
                    urquhart napisał:

                    > Jak się rozumie skąd się problem bierze to można to obejść bez robienia fochów
                    > mówić o swoich emocjach oczekiwaniach co w innych relacjach jest oczywiste i sp
                    > ontaniczne a U oddzuconej córeczki oczywiste nie jest .

                    Ale jaki problem? Dlaczego nie chce byc modelka i zeby sie zachwycano moim pieknem? ;-) No prosze Cie jaki to jest problem? Przeciez mowie o swoich emocjach. Nie chce zadnych ustawianych zdjec, ja juz sie narobilam w mlodosci jako fotomodelka, to jest strasznie nudne i udawane, zdjecia sa pozowane, tam nie ma mowy o spontanicznosci, wszystko jest wystudiowane. Podpowiadam Ci szczerze, moze slubna ma podobnie. Nie wiem czy zainteresowanie fotografia (lub jego brak) ma zwiazek z odrzuceniem przez tatusia. Chyba nie bardzo, bo tu masz przyklad autorki, ktora ojciec w ogole mial w dupe czy tam umarl, a niczego wiecej nie pragnie jak zachwytow wiec cos tu nie ten teges. Mysle, ze szufladkujesz. Starydziadyga moze i ubierala sie brzydko ale ja sie ubieram ladnie. I co teraz w sprawie tatusia? ;) Mnie zainteresowanie seksualne nie odrzuca ani nie uprzedmatawia. Zwyczajnie nie mam potrzeby ''zachwycania sie pieknem" ani zeby ktos zachwycal sie jakos specjalnie moim, zreszta jakim pieknem? Pieknem po czterdziestce? ;-) A sam sie uwazasz za pieknego? Dajesz to czego sam oczekujesz?
                    • urquhart Re: coś, za czym się szaleje 28.08.16, 09:40
                      Ty się skupiając ze nie masz takich potrzeb
                      Ja ze brak takiego pozytywnego sprzężenia zwrotnego dodatniego zachwycają się to brak naturalnej predyspozycji do długoterminowej relacji
                      Zakochanie to spontaniczny zachwyt
                      Brak predyspozycji można wyrównać przez wysoką motywację jak w sporcie

                      Co ja mogę dac w zamian
                      Ślubna komunikuje ze lubi szerokie bary to robię jeszcze szersze
                      Pozdrawiam z kolejnego spływu kajakowego. W przerwie.: )
                    • glamourous Re: coś, za czym się szaleje 28.08.16, 12:30
                      > Nie wiem czy zainteresowanie fotografia (lub jego brak) ma zwiazek z odrzuceniem przez
                      > tatusia. Chyba nie bardzo, bo tu masz przyklad autorki, ktora ojciec w ogole mial w dupe
                      > czy tam umarl, a niczego wiecej nie pragnie jak zachwytow wiec cos tu nie ten teges.
                      > Mysle, ze szufladkujesz.

                      Tu sie zgadzam z Kitty. Nie ma najmniejszego sensu mierzyc ludzi linijka i wyrokowac, ze taki i taki czynnik z dziecinstwa daje z automatu taki czy inny rezultat. Nie ma sensu wszystkiego zwalac na stosunki z rodzicami i takie tam. Pozadanie i zachowania okoloseksualne to wylacznie stosunek X do Y. Wszystko jest kwestia polaryzacji w kierunku tego konkretnego partnera, z innym moze juz byc inaczej. Zona Urqu z nim nie chce zdjec a zachwyty ja nudza - i byc moze on ma racje sa to jej cechy osobowosciowe, a nie polaryzacja X do Y - ale zeby to jednoznacznie stwierdzic, trzeba by porownac jak sie pod tym wzgledem zachowywala z co najmniej dwoma innymi partnerami.
                      Ja teraz widze na przykladzie mojego meza, ze wszystko jest kwestia ad personam. Jak juz pisalam, po zmianie konfiguracji (rozstanie, moja wyprowadzka) zmienila nam sie rowniez polaryzacja. Rzeczy, ktorych wczesniej nie robil w seksie w ogole, bo albo nie lubil, albo wrecz obrzydzaly - teraz robi z wielkim zaangazowaniem i ochota. Np. lizanie i penetracja podczas okresu. Kiedys zupelnie nie do pomyslenia, teraz az sie pali do tego. Odkryl dla siebie to, co kiedy bylo no way. Ja z kolei ogolnie nie przepadam za analem. Ale jak jestem bardzo mocno zakochana, to anal sprawia mi ogromna frajde i daje partnerowi jak najbardziej zielone swiatlo, kiedy tylko chce.
                      Tak, ze wicie-rozumicie....
                  • ninek04 Re: coś, za czym się szaleje 28.08.16, 20:22
                    urquhart napisał
                    >Ja potrzebuje się zachwycać pięknem i jestem wzrokowcem
                    W długoletnim zwiazku też i wystarczy ze drugą stroną mi wyjdzie na przeciw i jakoś przecież daje radę.
                    Absolutnie opcja sprzątaczki i praczki do bycia razem i wspólnika do czynszu i dzieci mnie nie interesuje
                    To znów kwestia nastawienia, jak nastawiamy się na zachwyt to jest masa krytyczna przekroczona i fizycznosc wyciskania syfow jest fajna, czy wydzielin jak pot i śluz podniecajaca a nie obrzydliwa

                    Symboliczna była uczestnika staradziadyga która pisała wręcz że ubiera się tak brzydko jak może i chce żeby jej facet kochał ją.mimo to. I spojrzenia facetów na jej fizycznosc a miała się za ładną i szczupła odbiera jako obrzydliwe i uprzedmiatawiajace i molestowanie.
                    No to jest to nastawienie które odbiera się podczas wychowania kiedy kształtuje się podświadomość i poczucie wartości (do 8 lat?)

                    Jak się rozumie skąd się problem bierze to można to obejść bez robienia fochów mówić o swoich emocjach oczekiwaniach co w innych relacjach jest oczywiste i spontaniczne a U oddzuconej córeczki oczywiste nie jest .
                    Albo coś wzmacnia relacje gratyfikacją wzajemna albo ja oslabia przecież <

                    Tak jak Cię czytam, to stwierdzam, że masz potrzebę udowodniania tej drugiej stronie za wszelką cenę że jesteś samcem alfa, który poprzez budowanie swojej niezależności, chce przekonać się, że może liczyć na zachwyt ze strony swojej partnerki.Ale taka postawa podsycania pożądania niewiele ma ze spontanicznosci, lecz w dużym stopniu przypomina kreację, a tu już zalatuje sztucznością i koniecznością bycia w ciągłej gotowości, byle przypodobać się właśnie niej, byle doceniła te starania. Nie jestem przekonana, że to właściwa droga.
                    • hello-kitty2 Re: coś, za czym się szaleje 28.08.16, 20:37
                      ninek04 napisała:

                      > Tak jak Cię czytam, to stwierdzam, że masz potrzebę udowodniania tej drugiej st
                      > ronie za wszelką cenę że jesteś samcem alfa, który poprzez budowanie swojej nie
                      > zależności, chce przekonać się, że może liczyć na zachwyt ze strony swojej part
                      > nerki.Ale taka postawa podsycania pożądania niewiele ma ze spontanicznosci, lec
                      > z w dużym stopniu przypomina kreację, a tu już zalatuje sztucznością i konieczn
                      > ością bycia w ciągłej gotowości, byle przypodobać się właśnie niej, byle doceni
                      > ła te starania. Nie jestem przekonana, że to właściwa droga.

                      Calkowite niezrozumienie tekstu Ninek. Pomoge: on potrzebuje sie zachwycac uroda partnerki.
                      • ninek04 Re: coś, za czym się szaleje 28.08.16, 20:51
                        hello - kitty 2 napisała
                        >Calkowite niezrozumienie tekstu Ninek. Pomoge: on potrzebuje sie zachwycac uroda partnerki.<

                        No może i tak, ale ten wieczny ścisk dupy, żeby udowadniać jej za wszelką cenę, że jest jej godzien i że ma na nią ochotę i ta wieczna konieczność podsycania pożądania, pokazywania swojej niezależności to mi się kojarzy z taką drżączką i niepewnością, co ta druga strona może o mnie pomyśleć. I że muszę się starać, żeby zasłużyć na odzew. Za dużo kalkulowania jak dla mnie.
                        • hello-kitty2 Re: coś, za czym się szaleje 28.08.16, 20:59
                          ninek04 napisała:

                          > i ta wieczna konieczność podsycania
                          > pożądania

                          No wiesz? Idz i nie grzesz wiecej. Przeciez to jest swiety gral. Czy mozna wyniesc wartosciowszy wniosek z tego forum? A Ty nie przyszlas tu sie czegos nauczyc o szczesliwych, dlugoterminowych zwiazkach?
                          • ninek04 Re: coś, za czym się szaleje 28.08.16, 21:21
                            Ja już wyniosłam odpowiednią naukę z tego forum. I doceniam ten fakt,bo gdybym tu nie trafiła, to sądzę, że dalej tkwiłabym w marazmie i syfie, na który sama sobie przyzwalałam.I nie mam nic przeciwko długotrwałym, szczęśliwym związkom, choć tych opartych na dlugotrwałym podsycaniu pożądania to nie znam za wiele, no ale skoro trwają, to coś je w końcu podsyca i stanowi paliwo by trwać, a nie rozstawać się.
                          • mabelle2000 Re: coś, za czym się szaleje 28.08.16, 22:45
                            hello-kitty2 napisała:

                            > No wiesz? Idz i nie grzesz wiecej. Przeciez to jest swiety gral.

                            Absolutnie sie zgadzam. Atrakcyjnosc fizyczna jest wazna, nie ma co udawac, ze jest inaczej, ja tez jestem wzrokowcem niestety. Wyglad mezczyzny zawsze komplementuje, doceniam i sie nim zachwycam. Piekni do smierci nie bedziemy, prawda, ale mozemy byc wysportowani, zwinni, bez otylosci. Nawyk dbania o wlasne cialo nie jest niczym zlym przeciez. Ja to sobie mysle, ze musze byc sprawna, zeby swoja choroba i niedolestwem nie dokladac zmartwien bliskim.
                            A fajne cialo jest fajnym cialem, przyjemniej sie na nie patrzy, dotyka i lize. Po prostu.
                            • zawle Re: coś, za czym się szaleje 29.08.16, 06:34
                              Przy czyt każdy ma skalę atrakcyjności ustaloną na innym poziome ( poza drobnymi wyjątkami), I tak dola mnie paszczur dla mojej koleżanki może być przystojniakiem. Więć do tej cechy nie ma się tak przywiązywać.