Dodaj do ulubionych

czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym?

08.02.17, 16:02
Takie pytanko mi się nasunęło.

Nie wsydźcie się, dziadyga Was chętnie wysłucha.
Obserwuj wątek
      • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:17
        Ja nie mogę wyszukiwać wątków, bo mi napisano że nie mam uprawnień do wyszukiwania, pfff a co to teraz jaką licencję trzeba sobie wyrobić? :)

        Polimoryczne to te otwarte, bez wyłączności. Bardziej relacje niż związki.

        Jestem ciekawa praktycznie wszystkiego na ten temat, a że tutaj różne interesujące persony się trafiają to zaryzykowałam pytaniem, ale zdaje sięże to wołanie na puszczy, auuuuuuu
          • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:37
            Aha, dobra, to jakaś strona dla dorosłych.

            Tylko ja szukam nie takich ludzi co swingują, tylko takich którzy decydują się na bezwarunkową miłość, takich którzy są w tych relacjach szczęśliwi, bo nie potrzebują nikogo trzymać za mordę i stąd te polimoryczne relacje.
            Swingersi to chyba raczej ci którym mało seksu z jedną osobą i nie lubią się ograniczać.
            • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:44
              stary.dziadyga napisała:

              > Swingersi to chyba raczej ci którym mało seksu z jedną osobą i nie lubią się og
              > raniczać.

              W swingu w ogole przeciez nie chodzi o relacje uczuciowa, no moze oprocz sympatii :-) W poliamorii trzeba by miec zdolnosc do kochania stada i jeszcze nie oczekiwac wylacznosci seksualnej. Dla wielu chyba nie do przeskoczenia.
              • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:51

                > W poliamorii trzeba by miec zdolnosc do kochania stada i jeszcze nie ocz
                > ekiwac wylacznosci seksualnej. Dla wielu chyba nie do przeskoczenia.

                Mam wrażenie, że powoli, jako ludzkość do tego dążymy, choć w obecnych warunkach i przy tak silnym ego jeszcze na pewno dla wielu nie do przeskoczenia.
                I ja włsnie szukam tych co przeskoczyli :)
                • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:59
                  stary.dziadyga napisała:

                  > Mam wrażenie, że powoli, jako ludzkość do tego dążymy, choć w obecnych warunkac
                  > h i przy tak silnym ego jeszcze na pewno dla wielu nie do przeskoczenia.
                  > I ja włsnie szukam tych co przeskoczyli :)

                  Dziadyka, ja mam zmysl praktyczny, to jest dla mnie nie do przeskoczenia:-) Jak zwiaze sie z Jozia, Frankiem i Krzychem, to bede musiala dac im swoj czas. Bo to niezbedne w milosci. A skad ten czas brac? Tak na pol gwizdka to nie zadna milosc, tylko spoldzielnia uslugowa.
                  Druga sprawa, zwroc uwage, chociaz mnie to juz raczej nie dotyczy. Co z maloletnimi dziecmi tych osob?
                  • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:09
                    mabelle2000 napisała:

                    Dziadyga, przekrecilam Twojego nicka, przepraszam.
                    Aha i jeszcze jedno. Napisalas, ze ludzkosc dazy do poliamorii. Odpowiem przewrotnie, troche ze smutkiem wlasciwie, ze raczej dazymy do wielosci powierzchownych relacji. Niektorzy uparli sie nazywac to poliamoria. Niech im bedzie, ale to nie dla mnie.
                    • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:20

                      > Dziadyga, przekrecilam Twojego nicka, przepraszam.
                      > Aha i jeszcze jedno. Napisalas, ze ludzkosc dazy do poliamorii. Odpowiem przewr
                      > otnie, troche ze smutkiem wlasciwie, ze raczej dazymy do wielosci powierzchowny
                      > ch relacji. Niektorzy uparli sie nazywac to poliamoria. Niech im bedzie, ale to
                      > nie dla mnie.

                      Nie szkodzi, majestat nie tak ławto urazić, bo nie przywiązuje wagi do takich drobnostek :)

                      Ja na to patrze inaczej: pod kątem wzrozstu świadomości planety i ludzkości, gdzie ludzie nie mając już przymusu tkwienia w starych strukturach, pozwalają sobie na większą autentyczność wobec siebie i wobec całości. Jedyny słuszny model istnienia, czyli heteroseksualna rodzina, trwająca ze sobą od pierwszego, do ostatniego stosunku jej zalożycieli, powoli odchodzi w niepamięć. Widać ewidentnie że ludzie nie czują się wcale w tym dobrze i że to im nie daje szczęścia. Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości.

                      • ludovicolo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:29
                        stary.dziadyga napisała:

                        > Ja na to patrze inaczej: pod kątem wzrozstu świadomości planety i ludzkości, gd
                        > zie ludzie nie mając już przymusu tkwienia w starych strukturach, pozwalają sob
                        > ie na większą autentyczność wobec siebie i wobec całości. Jedyny słuszny model
                        > istnienia, czyli heteroseksualna rodzina, trwająca ze sobą od pierwszego, do os
                        > tatniego stosunku jej zalożycieli, powoli odchodzi w niepamięć. Widać ewidentni
                        > e że ludzie nie czują się wcale w tym dobrze i że to im nie daje szczęścia. Jes
                        > tem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości.
                        >

                        Wydaje mi się że ponowoczesność nie prowadzi do poliamorii, czy polimorii żeby uszanować Twój neologizm (jest bardzo pozytywne kiedy tworzymy nowe słowa, jak nasi pradziadowie), lecz tylko do większego indywidualizmu a więc autentyczności. Ta autentyczność w przypadku większości osób wyraża się nie w miłości, lecz w kontraktach-interesach z aktualnym współspaczem: ja ci daję to, ty mi daj to. Chodzi zapewne głównie o maksymalizację kwoty przyjemności stron. Przyjemność jednak nie gwarantuje realizacji tajemnicy szczęścia.
                        • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:55
                          O, dziękuję za tak subtelne i dżentelmeńskie zwrócenie uwagi. Faktycznie ta poliamoria brzmi dla mnie jakoś przestarzale, poli ma jakoś więcej sensu dla mnie :)

                          Jeśli chodzi o sposób w jaki wyraża się autentyczność to nie zgadzam się z Tobą na 1000%. To co opisujesz to jest właśnie brak autentyczności, kalkulacja, nie raz mierny kompromis, na który ludzie decydują się ze strachu i ze zrezygnowania, bo "nie ma już prawdziwej miłości, a wszyscy artyści to prostytutki".
                          Znam kilka takich układów, głównie w wersji on bogaty ona ładna. I wierzcie mi, ci ludzie nie są szczęśliwi, czasem tkwią w tych układach, ale obie strony mają świadomość tego co to jest i tak on marzy żeby ktoś go pokochał za to jaki jest a nie ile ma kasy, a ona żeby kotś ją pokochał za to jaka jest a nie jak wygląda.

                          Najbardziej autentyczną miłością póki co potrafi obdarzyć dziecko lub pies.
                          Dlatego ludzie tak bardzo lubią mieć dzieci i psy.
                          Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo "za coś".
                          • ludovicolo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:02
                            Ad. Jeśli chodzi o sposób w jaki wyraża się autentyczność to nie zgadzam się z Tobą na 1000%. To co opisujesz to jest właśnie brak autentyczności, kalkulacja, nie raz mierny kompromis, na który ludzie decydują się ze strachu i ze zrezygnowania, bo "nie ma już prawdziwej miłości, a wszyscy artyści to prostytutki".

                            Zgadzam się z Tobą na innym, głębszym poziomie - bo tam jesteśmy miłością. Autentycznie. To co napisałem dotyczyło poziomu który osiągnęła większość w XXI wieku i masz rację, nie jesteśmy autentyczni nawet w tym całym indywidualizmie i tu nadal jesteśmy przywaleni kupą gówna!!:))
                          • marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:05
                            stary.dziadyga napisała:
                            > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo "za coś".
                            ----------------
                            Im więcej lat, kasy, doświadczeń, i innych dóbr, tym więcej kalkulacji. Opłaca się, czy nie? Co ja z tego będę mieć? Jak tej kasy nie ma, to trudności dnia codziennego, rozczarowanie, moga z kolei zabić uczucie.
                            Coraz trudniej też otwierać się na druga osobę, obdarzać zaufaniem, bo każde przejście czyni ostrozniejszym.

                            • ludovicolo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:12
                              marek.zak1 napisał:

                              > stary.dziadyga napisała:
                              > > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią
                              > obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ,
                              > albo "za coś".
                              > ----------------
                              > Im więcej lat, kasy, doświadczeń, i innych dóbr, tym więcej kalkulacji. Opłaca
                              > się, czy nie? Co ja z tego będę mieć? Jak tej kasy nie ma, to trudności dnia co
                              > dziennego, rozczarowanie, moga z kolei zabić uczucie.
                              > Coraz trudniej też otwierać się na druga osobę, obdarzać zaufaniem, bo każde pr
                              > zejście czyni ostrozniejszym.
                              >

                              Wydaje mi się, że "winny" jest zorientowany na przetrwanie jako najwyższe dobro nasz ludzki mózg. To dlatego wychwytujemy i wyolbrzymiamy akty zła z siłą wiele razy ponad akty dobra i normalności. Polacy podobno mają jako zborowość mózg posttraumatyczny - całkiem prawdopodobne.
                              • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:44
                                ludovicolo napisał(a):


                                > Wydaje mi się, że "winny" jest zorientowany na przetrwanie jako najwyższe dobro
                                > nasz ludzki mózg. To dlatego wychwytujemy i wyolbrzymiamy akty zła z siłą wiel
                                > e razy ponad akty dobra i normalności. Polacy podobno mają jako zborowość mózg
                                > posttraumatyczny - całkiem prawdopodobne.

                                O kurde, wyjąłeś mi to z ust. Albo nie mieszkasz w Polsce, albo masz jakiś wyjatkowo indywidualny, niepodatny na pranie mózg. Albo jedno i drugie
                          • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:17
                            stary.dziadyga napisała:

                            > Najbardziej autentyczną miłością póki co potrafi obdarzyć dziecko lub pies.
                            > Dlatego ludzie tak bardzo lubią mieć dzieci i psy.
                            > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarz
                            > yć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo
                            > "za coś".

                            Milosc dziecka i psa wydaje nam sie tak subtelnie piekna i czysta bo jest nieswiadoma :-)
                      • marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:32
                        stary.dziadyga napisała:
                        Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości.
                        ----------------------
                        Tak. Ja bardzo kocham Sowę. Często wpatrujemy się w siebie, jak przychodze z pracy ona biega dookoła mnie i macha ogonem, potem wtula się we mnie.
                        W biurze mam kubek z jej zdjęciem.
                        To jest jedna z tych możliwości, o których piszesz. Nie wiem, czy to jest czysta poliamoria, ale coś jej bliskiego. Moja żona tez ją bardzo kocha.
                        • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:44
                          marek.zak1 napisał:


                          > Tak. Ja bardzo kocham Sowę.

                          Tak to coś w tym stylu :) W sensie chęć i umiejętność dawania i otrzymywania miłości z wielu źródeł a nie tylko z/do jednego.

                          A tak swoją drogą, to "pan i pani" się przytulają i pies wariuje że też chce, to mówimy wtedy: o! zobacz jaka zazdrosna, nawet nie da nam się poprzytulać!
                          Wtedy chyba niesłusznie projektujemy swoje insecurities na zwierzęta. A może one chcą dołączyć do kochającego się stadka? Naturalni przedstawiciele poliamorii
                          • marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:52
                            stary.dziadyga napisała:

                            > marek.zak1 napisał:
                            >
                            >
                            > > Tak. Ja bardzo kocham Sowę.
                            >
                            > Tak to coś w tym stylu :) W sensie chęć i umiejętność dawania i otrzymywania miłości z wielu źródeł a nie tylko z/do jednego.
                            --------------------------------
                            No to jeszcze dochodzi jeszcze moje liczne potomstwo :).
                      • proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:38
                        > Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości.

                        Ze swojego "punktu siedzenia": stawiam że co najmniej jedno następne pokolenie będzie doświadczać rosnącej alienacji i nawet sznureczek seryjnych związków monogamicznych będzie poprzetykany coraz dłuższymi okresami singielstwa ze wspomaganiem uslug a la Wisienka. Zdaje sie, ze widzialem jakies badania z ktorych wynika, ze ilosc realcji spada, ilosc seksu spada, ilosc satysfacji z bycia w zwiazku spada w porownaniu z poprzednim pokoleniem.

                        Nie lubimy sie juz tak bardzo jak kiedys, albo klamiemy mniej niz kiedys :|
                        • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:59
                          proteinowy.na.chwile napisał:

                          > > Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwo
                          > ści.
                          >
                          > Ze swojego "punktu siedzenia": stawiam że co najmniej jedno następne pokolenie
                          > będzie doświadczać rosnącej alienacji i nawet sznureczek seryjnych związków mon
                          > ogamicznych będzie poprzetykany coraz dłuższymi okresami singielstwa ze wspomag
                          > aniem uslug a la Wisienka. Zdaje sie, ze widzialem jakies badania z ktorych wyn
                          > ika, ze ilosc realcji spada, ilosc seksu spada, ilosc satysfacji z bycia w zwia
                          > zku spada w porownaniu z poprzednim pokoleniem.
                          >
                          > Nie lubimy sie juz tak bardzo jak kiedys, albo klamiemy mniej niz kiedys :|

                          A propos układów a la Wisienka, to zobacz mój post trochę wyżej.
                          To jest tylko smutny kompromis zawierany ze strachu i rezygnacji.
                          Zauważ że ten pan, nie pamietam ksywki, nie czuje się w tym układzie spełniony, ale ma chociaż namiastkę ciepła.
                          • proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:17
                            stary.dziadyga napisała:

                            > A propos układów a la Wisienka, to zobacz mój post trochę wyżej.
                            > To jest tylko smutny kompromis zawierany ze strachu i rezygnacji.
                            > Zauważ że ten pan, nie pamietam ksywki, nie czuje się w tym układzie spełniony,
                            > ale ma chociaż namiastkę ciepła.

                            Dlatego nigdy nie dołączyłem do linczu na prospero, nawet po cichu, prywatnie. Bedzie tego typu zjawisk wiecej, nawet nie trzeba Aspergera do tego. Ludzie beda sie czesciej uzywac niz kiedys ale rzadziej wiazac. Byc moze oswiecenie do ktorego pijesz przyjmie tez forme zrozumienia, ze jako agenci woli i uczuc niewiele znaczymy, ale jako posiadacze rozmaitych narzadow, ksztaltow, zasobow i potencjalu - mamy dla siebie nawzajem wartosc uzytkowa.

                            Nota bene, ta wizja jest tutaj dosc popularna, skuteczna w zyciach konretnych awatarow i pozadana przez inne. Nie jedyna, trzeba to przyznac.
                            • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:30
                              . Byc moze oswiecenie do kt
                              > orego pijesz przyjmie tez forme zrozumienia, ze jako agenci woli i uczuc niewie
                              > le znaczymy, ale jako posiadacze rozmaitych narzadow, ksztaltow, zasobow i pote
                              > ncjalu - mamy dla siebie nawzajem wartosc uzytkowa.
                              >
                              > Nota bene, ta wizja jest tutaj dosc popularna, skuteczna w zyciach konretnych a
                              > watarow i pozadana przez inne. Nie jedyna, trzeba to przyznac.

                              Tak właśnie. I wcale mnie to nie dziwi, najpierw musi być gorzej zeby było lepiej.

                              Ostanio rozmawiam z kolegą o tym co się dzieje na świecie (uwaga, zawiera staropolszczyznę!):

                              -i jak myślisz co z tym wszystkim będzie?

                              -hmmm myślę, że albo się rozjebiemy albo ewoluujemy...a najpewniej to najpierw się rozjebiemy, a potem ewoluujemy!


                              Można powiedzieć, historia nowożytna ludzkości w jednym zdaniu :)



                  • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:12

                    > Druga sprawa, zwroc uwage, chociaz mnie to juz raczej nie dotyczy. Co z malolet
                    > nimi dziecmi tych osob?

                    Mabelle, te dzieci to dla mnie właśnie największa rozkminka, jak to połączyć?
                    W sumie ludzie żyjący w plemionach nieźle sobie z tym radzą, dzieciaki wychowywane są wspólnie i razem ze sobą. Kibbutz też by się tu chyba sprawdził
                    • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:58
                      stary.dziadyga napisała:

                      > Mabelle, te dzieci to dla mnie właśnie największa rozkminka, jak to połączyć?
                      > W sumie ludzie żyjący w plemionach nieźle sobie z tym radzą, dzieciaki wychowyw
                      > ane są wspólnie i razem ze sobą. Kibbutz też by się tu chyba sprawdził

                      Rozumiem Twoja idee, bo rzeczywiscie wychowanie i opieka nad dziecmi sa bardzo czasochlonne, wiec im wiecej dzieci, tym lepiej gdyby osob doroslych bylo wiecej. Chociaz wlasciwie domy dziecka oferuja taka kompleksowa troske i opieke, fachowa w dodatku, a jednak kazde dziecko chce miec swoja mame i swojego tate.
                      Problem ten rozwiazywaly kiedys rodziny wielopokoleniowe, tak rzadkie wspolczesnie. Nie jestem tylko pewna, czy zwiazki poliamoryczne wypelnia te luke ze wzgledu na brak wiezow krwi.
                  • stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:36
                    mabelle2000 napisała:

                    > Dziadyka, ja mam zmysl praktyczny, to jest dla mnie nie do przeskoczenia:-) Jak
                    > zwiaze sie z Jozia, Frankiem i Krzychem, to bede musiala dac im swoj czas. Bo
                    > to niezbedne w milosci. A skad ten czas brac? Tak na pol gwizdka to nie zadna m
                    > ilosc, tylko spoldzielnia uslugowa.

                    Gdy masz 5 dzieci, parnera/męża i rodziców, i wszystkich kochasz, to też dzielisz swój czas dla nich. Przecież to jest miłość do wielu osób jednocześnie. :-)
                      • stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:13
                        mabelle2000 napisała:

                        > Erotycznie inwestuje jednak tylko w jedna osobe, wiec nie musze dzielic czasu n
                        > a dwie, trzy czy wiecej osob.

                        To prawda, że nie musisz, ale jest to możliwe - człowiek może kochać wiele osób naraz (i przeważnie kocha), a preferowanie układu erotycznego typu 1/1 jest raczej wytworem kultury, a nie natury.
                        • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:28
                          stokrotka_a napisała:

                          > To prawda, że nie musisz, ale jest to możliwe - człowiek może kochać wiele osób
                          > naraz (i przeważnie kocha),

                          Tak, jest to mozliwe, pod warunkiem, ze jest sie to w stanie ogarnac czasowo. Matka dziesieciorga dzieci, jesli nikt jej nie pomoze, musi scedowac opieke nad mlodszymi na te starsze. A w takim ukladzie sama deklaracja milosci jest juz dyskusyjna.

                          a preferowanie układu erotycznego typu 1/1 jest ra
                          > czej wytworem kultury, a nie natury.

                          Ja mysle, ze sa ludzie, ile jest takich osob- nie wiem, dla ktorych wylacznosc jest fundamentem ich erotycznej relacji. Zadna kultura tego nie zmieni.
                          • stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:20
                            mabelle2000 napisała:

                            > Ja mysle, ze sa ludzie, ile jest takich osob- nie wiem, dla ktorych wylacznosc
                            > jest fundamentem ich erotycznej relacji. Zadna kultura tego nie zmieni.

                            Takie osoby pewnie są, ale twierdzenie, że żadna kultura tego nie zmieni jest błędne, ponieważ istnieją kultury, w których tej wylacznosci nie ma. Oczywiście, jeśli weźmiesz człowieka wychowanego w kulturze monogamicznej, to inna kultura go nie zmieni, ale jeśli ktoś dorasta w kulturze poligamicznej, to rzecz wygląda inaczej.
                            • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:58
                              stokrotka_a napisała:

                              > Takie osoby pewnie są, ale twierdzenie, że żadna kultura tego nie zmieni jest b
                              > łędne, ponieważ istnieją kultury, w których tej wylacznosci nie ma. Oczywiście,
                              > jeśli weźmiesz człowieka wychowanego w kulturze monogamicznej, to inna kultura
                              > go nie zmieni, ale jeśli ktoś dorasta w kulturze poligamicznej, to rzecz wyglą
                              > da inaczej.

                              To tez nie jest sprawa calkiem oczywista. Poligamiczne kultury nie maja bowiem na celu propagowania poliamorii, tylko sankcjonuja konkretne korzysci plynace z zawierania wieloosobowych zwiazkow.
                              • stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 18:10
                                mabelle2000 napisała:

                                > To tez nie jest sprawa calkiem oczywista. Poligamiczne kultury nie maja bowiem
                                > na celu propagowania poliamorii, tylko sankcjonuja konkretne korzysci plynace z
                                > zawierania wieloosobowych zwiazkow.

                                Ja nie mówię o żadnym celu, tylko o faktycznej różnorodności istniejącej w różnych kulturach. :-)
                    • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:13
                      stokrotka_a napisała:

                      > Gdy masz 5 dzieci, parnera/męża i rodziców, i wszystkich kochasz, to też dzieli
                      > sz swój czas dla nich. Przecież to jest miłość do wielu osób jednocześnie. :-)

                      Tak, ale to nie jest bezwarunkowa, czysta miłość.
                      To jest miłość interesowna na zasadzie: moje, ja zainwestowałam/em to kocham.

                      Przyjżyjcie się temu, ile razy słyszeliście: moja rodzina (ostanio co raz częsciej tylko: moje dzieci) jest najważniejsza, najważniejsze. Za nimi skoczył bym w ogień. Moje dzieci są najwspanialsze, a jakie utalentowane, moja żona nadal taka piękna, choć się starzeje.

                      Oczywiście w razie draki, każdy swoje dzieci najpierw by ratował, swoją rodzinę.
                      I my to uważamy za piękne :)

                      Tylko ze taka miłość wyklucza tych którzy znajdują się poza gronem rodzinnym.
                      Zobaczcie, że ludzie którzy nie mają swoich rodzin czują się samotni, wykluczeni z tego szczęśliwego obrazka. I takich ludzi będzie więcej tak na marginesie, przynajmniej przeez jakiś czas, póki nie zbijemy się na nowy poziom miłości.

                      Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebie, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwestowało się najwięcej czasu, a taka do obcej nawet osoby, którą można pokochac za to że po prostu jest, a nie za to że ma dobre oceny w szkole (taki skórt myślowy, mam nadzieję że do zrozumienia).
                      • marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:19
                        stary.dziadyga napisała:

                        > Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebie, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwestowało się najwięcej czasu, a taka do obcej nawet osoby, którą można pokochac za to że po prostu jest,
                        ------------------------------
                        No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny, a więc perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądania nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony.
                        • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:19
                          marek.zak1 napisał:

                          > No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny, a więc
                          > perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądan
                          > ia nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony.

                          I dlatego właśnie Marku mężczyźni mają więcej drogi do przejścia, bo ich "miłość" jest w większości tak warunkowa, że aż boli. A potem tyle dramatów rodzinnych, bo żona się juz wyrobiła, a wokól tyle obiektów potencjalnych "uczuć" z jędrnymi ciałami...

                          • marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:29
                            stary.dziadyga napisała:

                            > marek.zak1 napisał:
                            >
                            > > No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny,
                            > a więc perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądania nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony.
                            >
                            --------------------------------------
                            > I dlatego właśnie Marku mężczyźni mają więcej drogi do przejścia, bo ich "miłość" jest w większości tak warunkowa, że aż boli. A potem tyle dramatów rodzinnych, bo żona się juz wyrobiła, a wokól tyle obiektów potencjalnych "uczuć" z jędrnymi ciałami...
                            -------------------------------------
                            Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, który trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całkiem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie, a miłość babki. jeśli w ogóle była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało.
                            • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:48

                              > Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, któr
                              > y trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całk
                              > iem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie,

                              Rozumiem, że ten kredyt to masz wręcz dosłownie na myśli.
                              Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związki to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble).

                              Z tym że puk puk, zmiana stoi pod drzwiami, a właściwie u niektórych juz zdejmuje but w przedpokoju, a u niektórych rozsiada się na salonowej kanapie. I tak, kobiety już mniej więcej trzecie pokolenie kobiet pracuje, na tyle żeby byc niezależne finansowo. Jeszcze tylko zniknie szklany sufit i nierówność płac a ho ho wtedy dopiero się zacznie. Ten element gierki, który nie przeczę mógł też działać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyeliminowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relacje niż jakieś układy, układziki.


                              a miłość babki. jeśli w ogóle
                              > była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało.

                              O naiwności! Jaka miłość wyparowuje? W takich układach przecież wiadomo o co cho, a nie jakaś miłość. Chyba że taki facet ma jakąś schizofrenię i choć narzeka że "baby to tylko na kasę lecą, a ja jestem bankomatem", który się na taki układ decyduje, potem doznaje nagle pomroczności jasnej i liczy na autentyczne uczucia.
                              • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 15:27
                                stary.dziadyga napisała:

                                > Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związk
                                > i to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble).

                                I zawsze tak bedzie, dlatego ze ludzie w swej naturze sa pazerni. Nawet jesli moga zdobyc sami/ zadowolic sie czyms drobniejszym, to majac okazje i mozliwosc wykorzystaja druga osobe, aby to jeszcze pomnozyc.

                                > Z tym że puk puk, zmiana stoi pod drzwiami, a właściwie u niektórych juz zdejmu
                                > je but w przedpokoju, a u niektórych rozsiada się na salonowej kanapie. I tak,
                                > kobiety już mniej więcej trzecie pokolenie kobiet pracuje, na tyle żeby byc nie
                                > zależne finansowo. Jeszcze tylko zniknie szklany sufit i nierówność płac a ho h
                                > o wtedy dopiero się zacznie. Ten element gierki, który nie przeczę mógł też dzi
                                > ałać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyelim
                                > inowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relac
                                > je niż jakieś układy, układziki.

                                Ladny ten Twoj optymizm Dziadyga. Obawiam sie jednak, ze suma " dawaczy" i " braczy" jest stala, bez wzgledu na czasy :-)


                              • marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 15:46
                                stary.dziadyga napisała:

                                >
                                > > Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, który trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całkiem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie,
                                >
                                > Rozumiem, że ten kredyt to masz wręcz dosłownie na myśli.
                                > Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związki to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble). a miłość babki. jeśli w ogóle była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało.
                                -----------------------------------------------------
                                > O naiwności! Jaka miłość wyparowuje? W takich układach przecież wiadomo o co cho, a nie jakaś miłość. Chyba że taki facet ma jakąś schizofrenię i choć narzeka że "baby to tylko na kasę lecą, a ja jestem bankomatem", który się na taki układ decyduje, potem doznaje nagle pomroczności jasnej i liczy na autentyczne uczucia.
                                ------------------------------
                                Wiesz, że nie mam tutaj na myśli finansów. Jeśli dziewczyna bierze sobie chłopaka, ona się uczy, rozwija a on nie, to wcale nie jest kwestia finansów, tylko rozjazdu intelektualnego. Ona się rozwija, a on niekoniecznie i fascynacja znika. To, że ona zarabia więcej / dobrze / lepiej niczego ne musi psuć, ale jeśli on się zapuszcza, żegnajcie gorące uczucia.
                              • marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 15:58
                                stary.dziadyga napisała:
                                Ten element gierki, który nie przeczę mógł też działać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyeliminowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relacje niż jakieś układy, układziki.
                                ---------------------------------------
                                Kobiecie trzeba jednak czymś imponować, wzbudzać podziw, a bez tego uczucie zwiędnie. Facetom dawniej było łatwiej, bo finanse, łatwiejsza kariera, dostęp do wiedzy. Autentyczne relacje bez miłości sa, bo ne maw kim sie kochać i masz miliony singli, depresje i marzenia o tym jedynym, albo związki z rozsądku, żeby nie byc samą / samym.
                                • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 16:12
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > Kobiecie trzeba jednak czymś imponować, wzbudzać podziw, a bez tego uczucie zwi
                                  > ędnie. Facetom dawniej było łatwiej, bo finanse, łatwiejsza kariera, dostęp do
                                  > wiedzy. Autentyczne relacje bez miłości sa, bo ne maw kim sie kochać i masz mil
                                  > iony singli, depresje i marzenia o tym jedynym, albo związki z rozsądku, żeby n
                                  > ie byc samą / samym.

                                  Zgadzam się na milion procent.
                                  Mi mężczyzna musi imponować inaczej nie ma szans, dlatego musi byc lepszą wesją tego mężczyzny sprzed lat, którego opisujesz. Piniądz, karierę i wiedzę to ja mam lub mogę mieć (pamiętajmy że nie każdy się na to decyduje), więc najlepiej żeby też to miał, ale do tego/przede wszystkim był dobrym i interesującym człowiekiem
                      • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:12
                        stary.dziadyga napisała:

                        > Oczywiście w razie draki, każdy swoje dzieci najpierw by ratował, swoją rodzinę
                        > .
                        > I my to uważamy za piękne :)

                        No wiesz, trudno zebym ratowala najpierw dzieci sasiada, skoro swoim dalam zycie :-) One sa mi bliskie poprzez wyjatkowosc relacji budowanej wspolnie przez lata, ale sklamalabym mowiac, ze fakt ich urodzenia nic dla mnie nie znaczy.

                        > Tylko ze taka miłość wyklucza tych którzy znajdują się poza gronem rodzinnym.

                        Coz wiec prostszego stworzyc sobie krag ludzi *do kochania* i nazwac go swoja rodzina? Nie wydaje Ci sie Dziadyga, ze to czy bedziemy samotni czy nie zalezy tylko od nas ?

                        > Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebi
                        > e, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwes
                        > towało się najwięcej czasu,

                        Teoretycznie masz racje, tylko jesli obedrzesz milosc z dzialania na rzecz osoby ktora kochasz, nie podzielisz sie z nia swoim czasem, to co Ci zostanie? Klepanie jezorem jak bardzo ja kochasz ?


                        • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:52
                          mabelle2000 napisała:


                          > No wiesz, trudno zebym ratowala najpierw dzieci sasiada, skoro swoim dalam zyci
                          > e :-) One sa mi bliskie poprzez wyjatkowosc relacji budowanej wspolnie przez la
                          > ta, ale sklamalabym mowiac, ze fakt ich urodzenia nic dla mnie nie znaczy.

                          Znaczy najwięcej. Oczywiście nie umniejszam tu miłości żadnej matki do dziecka, nie krytukuję, tylko obserwuję.

                          Wyobraź sobie że znam kogoś, kto uratował najpierw dzieci sąsiada, ale jego dzieci zginęły.
                          Tzn osobiście tej osoby nie znam, tylko jedno z "dzieci sąsiada" właśnie.
                          To jest dopiero dar miłości, a nie "mój synunio jaki zdolny, najpiększniejszy!" (wiem że przesadzam, nie bijcie)


                          > Coz wiec prostszego stworzyc sobie krag ludzi *do kochania* i nazwac go swoja r
                          > odzina? Nie wydaje Ci sie Dziadyga, ze to czy bedziemy samotni czy nie zalezy t
                          > ylko od nas ?

                          Do tego chyba dążymy powoli jako ludzkość. Kiedyś jak ktoś nie założył rodziny, to życiowo i społecznie był w czarnej dupie, chyba że był jakimś wybitnym naukowcem w zamian.
                          Teraz ludzie układają już sobie po swojemu, stąd też moje zaciekawienie tematem.

                          >
                          > Teoretycznie masz racje, tylko jesli obedrzesz milosc z dzialania na rzecz osob
                          > y ktora kochasz, nie podzielisz sie z nia swoim czasem, to co Ci zostanie? Klep
                          > anie jezorem jak bardzo ja kochasz ?
                          >

                          Nie pisałam żeby miłość obdzierać z działania na rzecz innych, rozumiem że tu wracasz do tego że doba ma tylko 24 godziny?
                          No więc w tym ujęciu gdzie miłość masz z wielu źródeł, a ilość obdarzających i obdarzanych się zwiększa to i doba może sobie postostać jaka jest, bo rączek do pomocy więcej
                          • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:15
                            stary.dziadyga napisała:

                            > Znaczy najwięcej. Oczywiście nie umniejszam tu miłości żadnej matki do dziecka,
                            > nie krytukuję, tylko obserwuję.

                            Bo to dzialanie instynktowne, kochasz bardziej wiec ratujesz najpierw.
                            Sa ludzie, ktorzy zawodowo zajmuja sie ratownictwem, oni pewnie najczesciej ratuja " jak leci" ;-) Ale i tak jestem pewna, ze lekarz majacy tylko jeden respirator da go temu z dwoch pacjentow, ktory lepiej rokuje.

                            > Wyobraź sobie że znam kogoś, kto uratował najpierw dzieci sąsiada, ale jego dzi
                            > eci zginęły.
                            > Tzn osobiście tej osoby nie znam, tylko jedno z "dzieci sąsiada" właśnie.
                            > To jest dopiero dar miłości, a nie "mój synunio jaki zdolny, najpiększniejszy!"
                            > (wiem że przesadzam, nie bijcie)

                            No to odwroc sytuacje i pomysl czy chcialabys, zeby Twoja matka uratowala z pozaru najpierw dzieci sasiada, a dopiero pozniej wrocila po Ciebie.

                            > Do tego chyba dążymy powoli jako ludzkość. Kiedyś jak ktoś nie założył rodziny,
                            > to życiowo i społecznie był w czarnej dupie, chyba że był jakimś wybitnym nauk
                            > owcem w zamian.
                            > Teraz ludzie układają już sobie po swojemu, stąd też moje zaciekawienie tematem

                            Raczej nic tego nie potwierdza, jako ogol jestesmy coraz bardziej samotni. Kto wie czy to nie przez to, ze mamy na fejsbuku 947 " przyjaciol" ;-)

                            > Nie pisałam żeby miłość obdzierać z działania na rzecz innych, rozumiem że tu w
                            > racasz do tego że doba ma tylko 24 godziny?
                            > No więc w tym ujęciu gdzie miłość masz z wielu źródeł, a ilość obdarzających i
                            > obdarzanych się zwiększa to i doba może sobie postostać jaka jest, bo rączek do
                            > pomocy więcej

                            Relacja sie liczy. Jej jakosc, uwaga, refleksja nad soba, nad zwiazkiem, nad nami. Temu trzeba sie poswiecic, budowanie do czasochlonny proces. Moze niektorzy ludzie to potrafia. Tego nie wiem.
                        • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:14
                          Hmm...po zastanowieniu to troche za daleko poleciałam z tym przykładem cudzych dzieci, bo do tego (mam nadzieję) nikt tu nie może się odnieść.

                          Ale coś bliżej...masz więcej niż jedno dziecko? Jak się pojawia drugie, to nie zaczynamy tego pierwszego mniej kochać, choć miejsca w sercu tyle samo. Czyli ideę że można po równo kochać więcej niż jedną osobę bez uszczerbku lda tej drugiej będzie w miarę łatwo skumać rodzicom.
                          • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:34
                            stary.dziadyga napisała:

                            > Hmm...po zastanowieniu to troche za daleko poleciałam z tym przykładem cudzych
                            > dzieci, bo do tego (mam nadzieję) nikt tu nie może się odnieść.

                            Moga ci, ktorzy sa w tak zwanych rodzinach patchworkowych i uczestnicza w wychowaniu dzieci partnera/ partnerki. Zapytaj czy tamte dzieci kochaja tak samo jak swoje. Ja mniej wiecej znam odpowiedz ;-)

                            > Ale coś bliżej...masz więcej niż jedno dziecko? Jak się pojawia drugie, to nie
                            > zaczynamy tego pierwszego mniej kochać, choć miejsca w sercu tyle samo. Czyli i
                            > deę że można po równo kochać więcej niż jedną osobę bez uszczerbku lda tej drug
                            > iej będzie w miarę łatwo skumać rodzicom.

                            Da sie kochac wiecej niz jedna osobe. Da sie tez uprawiac z kilkoma osobami seks. Pierwsze wydaje mi sie latwiejsze, z drugim moglabym miec problem. Ile jest takich osob jak ja ? Nie wiem.
          • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:41
            sabat3 napisał:

            > Wyglada na to, ze zainteresowani albo sie wstydza, albo ich tu nie ma :)
            > Stawiam na to drugie, polecam zapytac o to samo na zbiorniku (bez zlosliwosci).

            :-) Dla mnie wyzwaniem byloby zyc w zwiazku z jednym czlowiekiem, a co dopiero z kilkoma. Zaangazowac sie, wszystkim okazac wsparcie, zainteresowanie, spedzic wspolny czas, wypytac o samopoczucie. A tu doba ma tylko 24 godziny. Zdecydowanie nie dla mnie.
            • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:49


              > :-) Dla mnie wyzwaniem byloby zyc w zwiazku z jednym czlowiekiem, a co dopiero
              > z kilkoma. Zaangazowac sie, wszystkim okazac wsparcie, zainteresowanie, spedzic
              > wspolny czas, wypytac o samopoczucie. A tu doba ma tylko 24 godziny. Zdecydowa
              > nie nie dla mnie.

              Mi się wydaje, że to są ludzie, którzy na tyle kochają siebie samych, tzn, nie że są w siebie zapatrzeni tylko umieją siebie samego na tyle kochać i dawać sobie samemu szczęście, że nie potrzebują aż tak wiele od drugiej osoby, także i doba dłuższa być nie musi.
              Chociaż co ja tam wiem...i właśnie dlatego marzy mi się z taką osobą pogadać
              • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:21
                stary.dziadyga napisała:

                > Mi się wydaje, że to są ludzie, którzy na tyle kochają siebie samych, tzn, nie
                > że są w siebie zapatrzeni tylko umieją siebie samego na tyle kochać i dawać sob
                > ie samemu szczęście, że nie potrzebują aż tak wiele od drugiej osoby, także i d
                > oba dłuższa być nie musi.
                > Chociaż co ja tam wiem...i właśnie dlatego marzy mi się z taką osobą pogadać

                Tacy ludzie jak piszesz, " samodzielni" uczuciowo i nie lubiacy nikogo ograniczac, maja zwykle grono dobrych, sprawdzonych przyjaciol. To jest dla nich potezne zrodlo wzajemnego wsparcia. Erotyczna wiez natomiast, jedyna w swoim rodzaju, utrzymuja z jedna osoba.

        • sea.sea Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:05
          Mam ostatnio wrażenie, że takie relacje zdarzają się znacznie częściej, niż się może wstępnie wydawać. Tylko ludzie się z tym bardzo niechętnie ujawniają jakoś szerzej publicznie, między innymi dlatego, że temat budzi sporo emocji i łatwo się po coming oucie dorobić różnych niepochlebnych łatek wynikających z niezrozumienia.
        • hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:48
          stary.dziadyga napisała:

          > Ja nie mogę wyszukiwać wątków, bo mi napisano że nie mam uprawnień do wyszukiwa
          > nia, pfff a co to teraz jaką licencję trzeba sobie wyrobić? :)

          Juz kochany Dziadu Szperacz-Gmeracz poszukal Ci 'bez uprawnien' ten watek Profesor TwojejBoginii. Zle zapamietalam. Negatywnie wypowiadala sie o Promiskuityzmie (ja pierdziele musialalam ten wyraz pisac po literce, skad oni biora takie trudne slownictwo i dlaczego? ;) (powolala sie na: problemy ze soba, brak tworzenia wiezi, krzywdzenie, wymuszanie, ect.) choc potem w ciekawej dyskusji z obywtelem Obrotowym ocenila ze rozumie. Poliamorii przyklasnela aczkolwiek wspomniala o tym, co napomknela juz Mabelle, ze moze okradac z zaagngazowania. Poczytaj sobie. Aha do czego zmierzam. Twoja Boginka miala/ ma (?) tez relacje z kobietami wiec jesli szukasz osob, ktore sie otarly o zwiazki otwarte i potrafia/moga o tym rozmawiac, to chyba by trzeba bylo pukac do boginkowych drzwi. Ostatni cos nie zaglada ale jak ja przywolasz w duchu, to kto wie? ;-)

          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,162065273,162065273,monogamia.html?p=162070255
          (linkiem zrobilam od razu przeskok do wlasciwego postu z 26.07.16, 14:44, bo watek zaczela od monogamii)
          • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 15:24
            Och dzięki Ci nieoceniona o Kitty!

            TB pisze bardzo ciekawe rzeczy, szczególnie o wizięciu odpowiedzialności za siebie.
            To jest własnie to co ja nazywam tym nowym poziomem autentyczności. Wzięcie odpowiedzialności za siebie pozwoli nam wg mnie na wejściu na nowy poziom relacji z ludźmi, bo nie bedziemy oszukiwac ani siebie ani innych
            • hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 16:01
              stary.dziadyga napisała:

              > TB pisze bardzo ciekawe rzeczy, szczególnie o wizięciu odpowiedzialności za sie
              > bie.
              > To jest własnie to co ja nazywam tym nowym poziomem autentyczności. Wzięcie odp
              > owiedzialności za siebie pozwoli nam wg mnie na wejściu na nowy poziom relacji
              > z ludźmi, bo nie bedziemy oszukiwac ani siebie ani innych

              Tak czytam co Ci chodzi po glowie, widze, ze Proteinowy zahaczyl o milosc, Mabelle o skonczonosc zasobow jakimi dysponujemy, jak to wszystko tam upchac w te mnogosc relacji? A zazdrosc? Najgorsza w milosci jest zazdrosc, dlatego tak wygodnie jest byc w relacjach nie opartych na milosci. Zupelnie sie nie spalasz. Mozesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc? A co by to mialo znaczyc? Chyba nie rozumiem o czym Ty do mnie rozmawiasz? ;)
                • hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 17:13
                  sea.sea napisała:

                  > A zastanawiałaś się kiedyś jakoś bardziej nad zazdrością? Nad tym: w jakich syt
                  > uacjach ją czujesz i właściwie dlaczego? :)

                  Nie zastanawialam sie. Zazwyczaj jak sie czegos boje, to unikam tego jak ognia. Teraz od paru dlugich lat udalo mi sie ja calkowicie wyeliminowac ale podsmierdza mi bardzo szybko jak tylko katem oka dostrzege ja w innych ludziach. Co ciekawe ludzie sa w stanie zazdroscic doslownie wszystkiego. Niewiarygodne to jest czym sie potrafia podpalic z zazdrosci. Ale chyba najgorsza jest zazdrosc damsko-meska. Jesu co moj stary wyprawial, to wstyd na cale osiedle ;)Poniewaz byl niepelnosprawny, chodzil o kuli, to tez nikt nie traktowal go az tak powaznie tj nikt mu np nie wpieprzyl, ej no pobij czy nawet wyzwij teraz kaleke, co sie nawet o wlasnych silach nie potrafi na nogach utrzymac ;-) I co zrobic wtedy z wlasnymi emocjami?

                  A Ty masz jakies pozytywne doswiadczenia zazdrosciowe? Podpowiesz cos?
                  • sea.sea Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:52
                    Już napisałam chwilę wcześniej dziadydze, że emocjonalnie nie pojmuję (bo rozumowe argumenty znam) dlaczego temat seksu na boku budzi aż takie emocje.

                    Ja mam ostatnio refleksję taką, że zazdrość o kontakty z innymi osobami w związkach jest bez sensu. Zazdrość to generalnie lęk przed stratą kogoś/czegoś, przed tym, że nam się wymknie, znajdzie coś lepszego, odejdzie.
                    Ale czy jesteśmy w stanie zablokować kogoś na wszystkie bodźce, które mogłyby sprawić, że odejdzie do kogoś innego?
                    A nawet: jeśli nie odejdzie do kogoś innego, partner i tak może nam na oczach odejść sam w siebie i też nie będziemy wiedzieli: dlaczego (jak mój eks).
                    Martwienie się na wyrost potencjalną stratą, na którą wpływ mamy niewielki, zupełnie nie ma sensu, a właśnie totalnie nas spala. Dlatego się nie martwię :) (ale ja mam generalnie dość mocno poukładane w emocjach i możliwe też, że jakieś <<zaburzenia>> względem neurotypowych, bo często nie ogarniam czemu się ludzie tak spalają tym albo owym - więc mi łatwiej)
              • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 16:34
                hello-kitty2 napisała:

                >
                > Tak czytam co Ci chodzi po glowie, widze, ze Proteinowy zahaczyl o milosc, Mabe
                > lle o skonczonosc zasobow jakimi dysponujemy, jak to wszystko tam upchac w te m
                > nogosc relacji? A zazdrosc? Najgorsza w milosci jest zazdrosc, dlatego tak wygo
                > dnie jest byc w relacjach nie opartych na milosci. Zupelnie sie nie spalasz. Mo
                > zesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc? A co by to mialo znaczyc? Chyba
                > nie rozumiem o czym Ty do mnie rozmawiasz? ;)
                >

                Bo mylisz miłość z pożądaniem i zazdrością.
                Prawdziwa miłość to takie uczucie gdzie nie oczekujesz nic w zamian. Jakby to nazwać: nie zrywasz kwiatka dla siebie żeby już zdechł jak się na niego napatrzysz w wazonie, tylko pielegnujesz dopóki czujesz że to jedyne co dla niego chcesz robić, nie potrzebując nim zawładnąć. Patrzysz jak sobie rośnie i to uczucie Cię satysfakcjonuje.


                Mo
                > zesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc?

                Pewnie, najlepiej przekształcając ją w coś innego, taka alchemia uczuć.




        • ewanoga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.01.21, 14:23
          W tym wątku to bzdura na bzdurze bzdurę pogania. Jak mam liczyć w życiu tylko na siebie to nikogo nie potrzebuję a miłość która nie spełnia życiowych oczekiwań drugiej strony MOICH K...A TEŻ jest miłością jak ten koronawirus u niektórych - bezobjawową.

          Życie to:
          - potrzeby duchowe
          - logistyczne
          - seksualne
          - materialne
          - opieka w chorobie
          - urlopy, Święta, wigilie
          - wychowywanie dzieci

          Każdy kto jest obecny w życiu kobiety na krótkie miłe spotkania i okrasza seks jakąś czułością, ale tak poza tym to musi ona liczyć tylko na siebie jest po prostu facetem szukającym emocjonalnego urozmaicenia. Mamy teraz taką modę na zmuszanie kobiet do udowadniania latami jak to stoją na własnych stopach i liczą tylko na siebie. Dopóki młoda i dobrze zarabia to może jej się i to sprawdzi. Ale wystarczy, że ją pieprznie pijany kierowca na przejściu dla pieszych i cała ta poliamoria się wtedy pięknie przetestuje gdy trzeba będzie jej przez pewien czas baseny wylewać i pampersy zmieniać. I tak już jakoś matka natura wymyśliła, że do poświęcenia, troski, czułości, opieki i przezwyciężania trudności zdolne są tylko i wyłącznie osoby, które sprawdzają się w miłości wyłącznej. Przyznaję, że na ziemi jest dużo samotności. Ale dlatego zdobywasz męża na wyłączność żeby miał kto Twoje potrzeby nie bycia samotną zaspokajać. Czasami sie nad tymi biednymi i samotnymi trochę lituję i czasem myślę, że wybaczyłabym męzowi gdyby taką nieszczęśliwą duszę na chwilę przytulił. Ale prawda jest taka, że jeżeli prze...iła czas potrzebny na układanie sobie życia na głupoty a potem liczy, że jakoś sobie zabuduje tą samotność kotami i kochankiem na godziny. Który z nią porozmawia miło i na tym to w sumie koniec, bo nawet kasy jej nie przeleje na operację. Np.

          Wszystko o czym ja powyżej piszę to nie jest interesowność, czy roszczeniowość tylko klocki, z których się życie składa. I owszem męża będę kochała zawsze nawet jeśli będziemy bardzo biedni. Poza tym sama też zarabiam za wyjątkiem oczywistym wychowywania naprawdę malutnich dzieci. Jednakże nie polega to na akceptacji tego, że usiądzie on na kanapie a ja udowadniając swoją bezwarunkową miłość bez oczekiwania czegokolwiek w zamian będę ze wszystkim innym zasuwać sama.
    • proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:21
      > są w tych relacjach szczęśliwi, bo nie potrzebują nikogo trzymać za mordę i stąd te polimoryczne relacje

      Hej dziadu!

      A jak widzisz geneze miłości? Jest czymś eterycznym sączącym sie z góry w nasze głowy, czy tak bardziej oddolnie - sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę?
      Dobór słownictwa wskazuje na to pierwsze.
      • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:36
        Cześć proteinowy!

        Słuszna obserwacja, raczej to pierwsze, choć tak dla ścisłości, myślę że to nie jest nic zewnętrznego od nas, my jesteśmy z miłości zbudowani, to najbardziej naturalny stan dla nas.
        Oczywiście przy małej świadomości tego czym jesteśmy, to wiadomo że lądujemy w drugiej grupie i w niej na razie jest większość ludzkości. Jesteśmy wtedy niewolnikami emocji, czyli ściślej mówiąć biochemi ciała.

        Ale to stare, a idzie nowe.
        Człowiek ma tę unikalną zdolność, że jest w stanie sam obserwować własną świadomość i też sobie ją "uzmysławiać".
        Long story short, w skutek uświadomienia sobie pewnych procesów które do tej pory uważaliśmy za automatyczne i rządzące nami, przestajemy byc ich niewolnikami. Człowiek uczy się panować nad emocjami i widzi że to nie wszystko. Dzięki temu może zykać zupełnie nową świadomośc i panowanie nad sobą, a to go zmienia.
        Wg mnie ewoluujemy w nowym kierunku i to co raz szybciej.
        • proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:03
          stary.dziadyga napisała:

          > Słuszna obserwacja, raczej to pierwsze, choć tak dla ścisłości, myślę że to nie
          > jest nic zewnętrznego od nas, my jesteśmy z miłości zbudowani, to najbardziej
          > naturalny stan dla nas.

          Mysle, ze rozumiem co mowisz, odbije tresc do Ciebie moim slowami i popraw jezeli zle odebralem: kiedy mowisz "zbudowani z milosci" masz na mysli nie biologie, fizyke i takie tam, tylko to jest figura returyczna na "czlowiek nie niepokojony syfem nie przestaje kochac".

          > Oczywiście przy małej świadomości tego czym jesteśmy, to wiadomo że lądujemy w
          > drugiej grupie i w niej na razie jest większość ludzkości. Jesteśmy wtedy niewo
          > lnikami emocji, czyli ściślej mówiąć biochemi ciała.

          Pachnie buddyzmem. To nie jest przykry zapach. Ze wszystkich "izmow" ten najmniej nalega re-interpretacje rzeczywistosci. Niemniej Twoj dualizm swiadomosc <-> biochemia wydaje sie nie pasowac do rzeczywistosci. Wszystko co widze wskazuje, ze swiadomosc jest raczej produktem niz niezaleznym aktorem. Guz wielkosci pilki golfowej w mozgu i zaczynasz strzelac do ludzi (autentyczny przypadek z US). Niewiele to rozne od mrowek zarazonych toksoplazmoza, ktore nagle zaczynaja nie uciekac przed kotem czy owca.

          > Ale to stare, a idzie nowe.
          > Człowiek ma tę unikalną zdolność, że jest w stanie sam obserwować własną świado
          > mość i też sobie ją "uzmysławiać".
          > Long story short, w skutek uświadomienia sobie pewnych procesów które do tej po
          > ry uważaliśmy za automatyczne i rządzące nami, przestajemy byc ich niewolnikami
          > . Człowiek uczy się panować nad emocjami i widzi że to nie wszystko. Dzięki tem
          > u może zykać zupełnie nową świadomośc i panowanie nad sobą, a to go zmienia.
          > Wg mnie ewoluujemy w nowym kierunku i to co raz szybciej.

          Moze tez byc tak, ze swoj prywatny rozwoj mylisz z rozwojem ludzkosci. Oby nie, bo mimo wszystko kibicuje zespolowi "ludzie".
          • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 19:01
            proteinowy.na.chwile napisał:

            > Pachnie buddyzmem. To nie jest przykry zapach. Ze wszystkich "izmow" ten najmni
            > ej nalega re-interpretacje rzeczywistosci. Niemniej Twoj dualizm swiadomosc 
            > 0;-> biochemia wydaje sie nie pasowac do rzeczywistosci.
            > Moze tez byc tak, ze swoj prywatny rozwoj mylisz z rozwojem ludzkosci. Oby nie,
            > bo mimo wszystko kibicuje zespolowi "ludzie".

            O proteinowy, sorki, zapomniałam się odnieśc do Twojej wypowiedzi.

            Może trochę pachnie, ale to ostatecznie żaden izm. Ja żadnych dogmatów nie uważam. Myslę że powinnismy wszystkie takie "prawdy" kwestionować do bólu.

            I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłość jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat.

            Wszystko co widze
            > wskazuje, ze swiadomosc jest raczej produktem niz niezaleznym aktorem. Guz wiel
            > kosci pilki golfowej w mozgu i zaczynasz strzelac do ludzi (autentyczny przypad
            > ek z US). Niewiele to rozne od mrowek zarazonych toksoplazmoza, ktore nagle zac
            > zynaja nie uciekac przed kotem czy owca.
            >

            Tu musialbyś się rozwinąć, bo przyznaję że nie do końca łapię.

            • proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 21:00
              > I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłość jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat. <

              Zdefiniuj "kłamstwo" w tym kontekście. Mój risercz wskazuje na szeroka rozpiętość kłamstwa i szkodliwości poszczególnych religii. Niektóre sa niemal prawdziwe i pożyteczne, zwłaszcza jak przymrużyć oczy. Z terminem "religia" jest troche jak z terminem "sport". Termin-walizka, miesza ze soba takie rzeczy jak pingpong i boks tajski.

              > [o guzach i toksopazmozie] Tu musialbyś się rozwinąć, bo przyznaję że nie do końca łapię.

              Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszystko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu.

              Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych warstw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem góry lodowej.

              Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do cywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji.

              To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziwej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie jak Św Mikołaj.

              Mowisz ze jesteśmy na progu zmiany, ze ludzie sie zmieniają na lepsze. Nie widze tego. Jak dla mnie jesteśmy na granicy kolejnego konfliktu. Możliwe ze to tylko inny punkt siedzenia.

              Nie obraz sie na powierzchowność następującego zdania: z tych kilku wpisów o Twoich problemach z erotyka stawiam na zamknięcie sie przed zwierzecoscia, brudem, bólem i przemocą jako przyczynę.
              • hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:16
                proteinowy.na.chwile napisał:

                > Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszyst
                > ko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu
                > .
                >
                > Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych war
                > stw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem gór
                > y lodowej.
                >
                > Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do c
                > ywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem
                > co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji.

                Bardzo ladnie napisane: rzetelnie, w sposob zrozumialy, z przykladem. W koncu wpadlam dlaczego Cie tak lubie czytac!? Bo moglbys pisac podreczniki, a ja jestem fanem podrecznikow (w odroznieniu od ksiazek fabularnych). Podreczniki sa ksiazkami opisujacymi w prosty sposob skomplikowany swiat idiotom ciekawym swiata. Na studiach czesto wstydzialam sie wyjmowac jakies swoje ksiazki, bo mialam je z tak wysoka dokladnoscia i co do slowa opracowane, ze az wstyd przed wspolstudentami, ktorzy lapali wszystko w lot, ze sluchu z wykladu, a ja wszystko musialalam sobie poporownywac, porobic odnosniki. Rozgadalam sie. Wracajac do tej swiadomosci. Jesli jest tak, jak piszesz (a podrecznik z zalozenia nie klamie ;) to pododnie (w moim odczuciu) jest z geneza milosci, o ktorej rozmawialiscie, a ja sie przysluchiwalam. Nie jest ona czyms splywajacym w gory, jak sie zgodziliscie, tylko wlasnie z dolu "sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę". Tylko nie wiem/nie pamietam co to jest 'sublimacja' ale strzelam bez sprawdzania, ze to to. Czyli jest prodktem naszego ukladu nerwowego i w tym sensie jest w nas (pomysl Dziadygi). Niemniej poniewaz jak z ostatniego wykladu z roboty zapamietalam: w ciele czlowieka nie znajduje sie ani jedna kosc, ktora nie rozni sie (rozmiarem, polozeniem, zainstalowaniem, ect) od tej samej kosci u drugiego czlowieka (=zaden czlowiek nie jest dokladna kopia zadnego innego czlowieka, fizycznie) to moznaby bylo wniesc, ze niektorzy sa bardziej, a niektorzy mniej do odczuwania milosci predysponowani z uwagi na budowe.
                • proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:13
                  > Nie jest ona czyms splywajacym w gory, jak sie zgodziliscie, tylko wlasnie z dolu "sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę". <

                  Wlasnie miałem wrazenie ze Dziadyga nie zgadza sie z tym, widzi milosc jako cos pierwszego, co dopiero potem brudzą emocje, zazdrość, przemoc nie daj Boże. Zapowiadało sie ciekawie.

                  Ale w międzyczasie pojawiły sie wpisy o "wszystkie dzieci nasze sa", "szklany sufit", "inna płaca za ta sama prace" i w koncu obok o "kulcie białego mezczyzny" i juz wiem, ze w subtelności sie juz raczej nie pobawimy. Prawdopodobnie będziemy sie zbliżać do poziomu Anity Sarkeesian youtu.be/SA0aKjY8K50 (7 sekund, rzuć okiem). Ja sie łatwo tym daje trollowac.

                  Wracając do Twojego przykładu z kośćmi - widze to dokładnie tak samo. Kazda milosc jest inna ale jednak milosc. Nie dziele je na czyste i nieczyste. Granica jest przy "szkodliwe".
                  • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:02
                    proteinowy.na.chwile napisał:

                    e. Za
                    > powiadało sie ciekawie.
                    >
                    > Ale w międzyczasie pojawiły sie wpisy o "wszystkie dzieci nasze sa", "szklany sufit", "inna płaca za ta sama prace" i w koncu obok o "kulcie białego mezczyzny" i juz wiem, ze w subtelności sie juz raczej nie pobawimy. Prawdopodobnie będziemy sie zbliżać do poziomu Anity Sarkeesian youtu.be/SA0aKjY8K50 (7 sekund, rzuć okiem). Ja sie łatwo tym daje trollowac.

                    Też mi się zapowiadało ciekawie, ale chyba brakuje jednak otwartości i gotowości do rozmowy, już z mojej strony także.

                    Po co próbujesz mnie proteinowy zamknąć w jakieś znane sobie ramy, porównując do jakichś tam znanych sobie postaci, w dodatku na podstawie kilku wpisów. Piszesz o tym że liczyłeś na sublimację, a sam próbujesz mnie sprowadzić jako osobę do jakiegoś 7 sekundowego gifa???

                    Szukasz potwierdzenia własnej racji wyśmiewając mnie i próbując zamknąc moje poglądy w kilku hasełkach?

                    Nie no zupełnie tych wycieczek osobistych nie rozumiem, tym bardziej na anonimowym forum internetowym gdzie nic nie stoi na przeszkodzie sobie normalnie, szczerze porozmawiać, bo to co tu napiszemy nie naraża nas na żdane straty ani nie przyniesie zysku w świecie realnym, w senie nie musimy tu dbać o swój imidż.


              • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:10
                proteinowy.na.chwile napisał:

                > > I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są
                > kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłoś
                > ć jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat. <
                >
                > Zdefiniuj "kłamstwo" w tym kontekście.
                >
                W największym z możliwych skórtów: coś co z założenia miało pomóc ludziom wznieść się na wyższy poziom świadomości zostało przeistoczone w dokładną odwrotność czyli mechanizm kontroli, serwujący dogmaty i ograniczający własne myślenie.

                >
                O Świadomości i czym ona jest mogła bym tak dużo napisać że to temat na inny wątek i chyba też na inne forum :)

                W pewnym sensie masz rację pisząc że to coś zewnętrznego od nas, bo co raz więcej wskazuje na to że jest to rzeczywiście inteligentne pole nas otaczające (Einstein, macierz, fizyka kwantowa, quantum entanglement i te sprawy), niektórzy nazywają je Bogiem właśnie.
                Z drugiej strony, to że my jesteśmy od tego pola oddzielni to tylko iluzja, nie ma czegoś takiego jak pusta przestrzeń, wszystko jest ze sobą połączone, tak więc i my z tzw "zewnętrzną świadomością".

                Nam się wydaje że nasza świadomość jest zamknięta w tej kupie "mięcha i hormonów" i póki tak jest to ta kupa mięcha i hormonów nami rządzi, a dokładniej rządzą nami emocje, które są niczym innym jak serią chemicznych reakcji. Reakcja chemiczna wysyła impuls do mózgu, a mózg produkuje fale (alfa, beta, delta, gamma), a te fale generują naszą rzeczywistość.
                Wiem że zamkniete w dwa zdania, brzmi to jak jakieś mambo-dżambo więc trudno mi się naprawdę w tej kwestii tu wypowiedzieć.




                >
                > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziw
                > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie
                > jak Św Mikołaj.

                Tu bym się kłóciła :) Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależnia swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość do siebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Póki co stan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualnie środkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość.

                >
                > Mowisz ze jesteśmy na progu zmiany, ze ludzie sie zmieniają na lepsze. Nie widz
                > e tego. Jak dla mnie jesteśmy na granicy kolejnego konfliktu. Możliwe ze to tyl
                > ko inny punkt siedzenia.

                Jesteśmy, jesteśmy, z każdym pokoleniem co raz bliżej.

                > Nie obraz sie na powierzchowność następującego zdania: z tych kilku wpisów o Tw
                > oich problemach z erotyka stawiam na zamknięcie sie przed zwierzecoscia, brudem
                > , bólem i przemocą jako przyczynę.

                Ja jestem ostatnią osoba, która by się tu obrażała, szczególnie za mądre słowa.
                Masz zupełnie rację, taki też wniosek jest owocem moich ostatnich "uświadomień" i postanowiłam trochę spróbować objąć tę swoją ciemną stronę. Na razie przez zaakceptowanie, że ona w ogóle istnieje.
                • proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:35
                  > > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do niepr
                  > awdziw
                  > > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zak
                  > resie
                  > > jak Św Mikołaj.
                  >
                  > Tu bym się kłóciła :)

                  Bo myślisz, ze ja neguje istnienie Św Mikołaja. A on przeciez istnieje. Tak jak milosc. Obie te rzeczy sa idealizacja prawdziwych rysow ludzkiej natury, tyle ze trzeba sobie przypominać (przynajmniej ja sobie musze przypominac) ze żadna z tych idealizacji nie istnieje w formie czystej. I ze nacisk na żywych ludzi w kierunku uzyskania czystej wersji tych rzeczy ich kaleczy. A najpewniej spycha ich w stronę autoagresji, to przerobiłem osobiście jako dziecko.
                  • aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 14:14

                    > Bo myślisz, ze ja neguje istnienie Św Mikołaja. A on przeciez istnieje. Tak jak
                    > milosc. Obie te rzeczy sa idealizacja prawdziwych rysow ludzkiej natury, tyle
                    > ze trzeba sobie przypominać (przynajmniej ja sobie musze przypominac) ze żadna
                    > z tych idealizacji nie istnieje w formie czystej. I ze nacisk na żywych ludzi w
                    > kierunku uzyskania czystej wersji tych rzeczy ich kaleczy. A najpewniej spycha
                    > ich w stronę autoagresji, to przerobiłem osobiście jako dziecko.

                    Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że ludzie przekonani głęboko o zewnętrznym pochodzeniu uczucia miłości mają fatalną łącznosc ze swoimi emocjami, ciałem, itd. Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latające wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miały szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na drugie rozwiązanie.
                        • proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:54
                          > Sorry, nie mam drzewka, więc nie wiem do której mojej wypowiedzi się odnosisz. A ciekawa jestem. <

                          Sorry, tez nie mam, nie powinienem był bez cytowania. To było do:

                          > Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latające wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miały szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na drugie rozwiązanie. <
                          • aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 16:13
                            proteinowy.na.chwile napisał:

                            > > Sorry, nie mam drzewka, więc nie wiem do której mojej wypowiedzi się odno
                            > sisz. A ciekawa jestem. <
                            >
                            > Sorry, tez nie mam, nie powinienem był bez cytowania. To było do:
                            >
                            > > Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latają
                            > ce wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miał
                            > y szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na dru
                            > gie rozwiązanie. <

                            To moje osobiste spostrzeżenie sprzed dwudziestu lat, kiedy to miałam możliwośc oglądać z bardzo bliska w dłuższym okresie czasu nawrócenia ludzi z domów ateistycznych i odejścia od wiary ludzi wychowanych religijnie.
                            Ostatnio rozmawiałam ze znajomym terapeutą o zjawisku. Potwierdził rolę zaburzeń osobowości w sposobie odbioru religii tudzież w odczuwaniu rzeczywistości i swojego w nim miejsca. Ale to chyba nic nowego.
                • hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:45
                  stary.dziadyga napisała:

                  Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależni
                  > a swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość do si
                  > ebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Póki co s
                  > tan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualnie śro
                  > dkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość.

                  Jak mi mozg manipuluje percepcja, po polszkaneczce wina - przeczytalam to tak: czysta milosc to stan osiagany ciezkim orgazmem i srodkami ;-) A na powaznie: to wszystko jest b.ciekawe co piszesz i trzeba sie do tego bezwzglednie odniesc po przemysleniu tylko ze ja mam dzisiaj misterium rownouprawnienia (=porzadki, tak nazywa je Proteinowy), bo potem przychodza kolezanki na trening, a ja nawet nieumyta.
                  • aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 14:18
                    hello-kitty2 napisała:

                    > stary.dziadyga napisała:
                    >
                    > Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależni
                    > > a swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość
                    > do si
                    > > ebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Pók
                    > i co s
                    > > tan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualn
                    > ie śro
                    > > dkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość.
                    >
                    > Jak mi mozg manipuluje percepcja, po polszkaneczce wina - przeczytalam to tak:
                    > czysta milosc to stan osiagany ciezkim orgazmem i srodkami ;-)

                    Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakręci to i trawa wystarczy.

                    >
                    • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:12
                      aandzia43 napisała:

                      > Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakręci to
                      > i trawa wystarczy

                      Rozumiem, że to jest sarkazm z Twojej strony Aandzia?
                      Ja akurat nie polecam ecstasy czy trawy jako rozwiązania, bo to jest tania przyjemność na chwilę. Dlatego też wymieniłam środki psychodeliczne na końcu, ale jeśli ktoś chce być złośliwy to drogę zawsze znajdzie. I tak już odpowidając w temacie Twojej złośliwości to powiem Ci że lepsze nawet to esctasy czy trawa, jeśli ktoś inaczej nie umie się odblokować, niż całe eony cierpienia bez poczucia nawet na chwilę takiego stanu. W różnego rodzaju terapiach dla par, rodzin co raz cześciej stosuje się MDMA i to są przełomowe sytuacje, bo niektórzy w normalnym systemie całe życie nie są w stanie zdobyć się na taki poziom empatii żeby rzeczywiście poczuć i zrozumieć drugiego człowieka, a po tym doświaczeniu wiedzą chociaż jak to jest, chociaż na chwilę.
                      • aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:28
                        stary.dziadyga napisała:

                        > aandzia43 napisała:
                        >
                        > > Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakr
                        > ęci to
                        > > i trawa wystarczy
                        >
                        > Rozumiem, że to jest sarkazm z Twojej strony Aandzia?
                        > Ja akurat nie polecam ecstasy czy trawy jako rozwiązania, bo to jest tania przy
                        > jemność na chwilę. Dlatego też wymieniłam środki psychodeliczne na końcu, ale j
                        > eśli ktoś chce być złośliwy to drogę zawsze znajdzie. I tak już odpowidając w t
                        > emacie Twojej złośliwości to powiem Ci że lepsze nawet to esctasy czy trawa, je
                        > śli ktoś inaczej nie umie się odblokować, niż całe eony cierpienia bez poczucia
                        > nawet na chwilę takiego stanu. W różnego rodzaju terapiach dla par, rodzin co
                        > raz cześciej stosuje się MDMA i to są przełomowe sytuacje, bo niektórzy w norma
                        > lnym systemie całe życie nie są w stanie zdobyć się na taki poziom empatii żeby
                        > rzeczywiście poczuć i zrozumieć drugiego człowieka, a po tym doświaczeniu wied
                        > zą chociaż jak to jest, chociaż na chwilę.

                        To była reakcja na pomyłkę Kitty w odczytaniu tekstu. "Ciężkim orgazmem i środkami" - ubawil mnie tekst i tyle. Nie chciałam być sarkastyczna czy złośliwa.
                        Ładnie piszesz. Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne otwarcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie.
                        • zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:32
                          aandzia43 napisała: Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą
                          > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne ot
                          > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie.

                          Ja mam na odwrót. Łatwiej mi empatyzować z ludżmi którzy nie są bliscy.
                          • aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 16:05
                            zawle napisała:

                            > aandzia43 napisała: Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawd
                            > ziwą
                            > > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na peł
                            > ne ot
                            > > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie.
                            >
                            > Ja mam na odwrót. Łatwiej mi empatyzować z ludżmi którzy nie są bliscy.

                            Nie zrozumiałysmy się :-) Ja empatyzuję jak się nakręcę z najgorszym potworem, nie tylko z kimś mi obcym. Ale nijak ma się to do ochoty przychylenia mu nieba. Taka bezpieczna forma empatii ;-) Po polsku: instynkt samozachowawczy. To było odnośnie sugestii Dziadygi, że brak empatii winnym jest nie dawaniu ludziom z siebie tego i owego.
                        • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:37
                          aandzia43 napisała:

                          >
                          > To była reakcja na pomyłkę Kitty w odczytaniu tekstu. "Ciężkim orgazmem i środk
                          > ami" - ubawil mnie tekst i tyle. Nie chciałam być sarkastyczna czy złośliwa.
                          > Ładnie piszesz. Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą
                          > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne ot
                          > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie.

                          Ah to sorki, proteinowy mnie tak bojowo nastroił i myślałam że drwisz :)
                          Do reszty odniosę się później, bo kurna cały dzien się już tu produkuję. Pozdrawiam
                • lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:21
                  stary.dziadyga napisała:


                  > W największym z możliwych skórtów: coś co z założenia miało pomóc ludziom wznie
                  > ść się na wyższy poziom świadomości zostało przeistoczone w dokładną odwrotność
                  > czyli mechanizm kontroli, serwujący dogmaty i ograniczający własne myślenie.

                  Tu pełna zgoda.


                  > W pewnym sensie masz rację pisząc że to coś zewnętrznego od nas, bo co raz więc
                  > ej wskazuje na to że jest to rzeczywiście inteligentne pole nas otaczające (Ein
                  > stein, macierz, fizyka kwantowa, quantum entanglement i te sprawy), niektórzy n
                  > azywają je Bogiem właśnie.
                  > Z drugiej strony, to że my jesteśmy od tego pola oddzielni to tylko iluzja, nie
                  > ma czegoś takiego jak pusta przestrzeń, wszystko jest ze sobą połączone, tak w
                  > ięc i my z tzw "zewnętrzną świadomością".
                  > Reakcja che
                  > miczna wysyła impuls do mózgu, a mózg produkuje fale (alfa, beta, delta, gamma)
                  > , a te fale generują naszą rzeczywistość.
                  > Wiem że zamkniete w dwa zdania, brzmi to jak jakieś mambo-dżambo więc trudno mi się naprawdę w tej kwestii tu wypowiedzieć.

                  Gorzej. Wzbudza we mnie szowinizm a tego nie lubię. Daj kobiecie neurofizykę do ręki a ugotuje swój mózg na twardo.
                  • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:44
                    lybbla napisał:

                    > Gorzej. Wzbudza we mnie szowinizm a tego nie lubię. Daj kobiecie neurofizykę do
                    > ręki a ugotuje swój mózg na twardo.

                    Hue hue, właśnie z powodu takiego podejścia założyłam to konto wiele lat temu z nickiem stary.dziadyga :)

                    Pamiętam, że przez jakiś czas pisałam bezosobowo, także wszyscy myśleli, że jestem facetem i zgdanij czy miałam wtedy większy szacun na dzielni?

                    Tak się składa że autorami wszsystkich wspomnianych przeze mnie konceptów, także tych łączących fizykę z metafizyką i neurologią, są mężczyźni. Ja tu wiele od siebie nie wniosłam, więc nie doszukuj się tu na siłę "kobiecej logiki".

                    Porzuć o Lybblo swe uprzedzenia względem płci, gdyż jak słusznie zauważyłeś gdzie indziej mamy XXI wiek.

                    A tak na marginesie to w XXI wieku żart o kobietach w stylu: dać chłopu zegarek jest nie na miejscu, a już na pewno nie jest droga do kobiecego, że tak powiem serca.
                    • lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 23:30
                      stary.dziadyga napisała:

                      > Tak się składa że autorami wszsystkich wspomnianych przeze mnie konceptów, takż
                      > e tych łączących fizykę z metafizyką i neurologią, są mężczyźni. Ja tu wiele od
                      > siebie nie wniosłam, więc nie doszukuj się tu na siłę "kobiecej logiki".

                      A Ty łykasz ten bełkot starych dziadyg jak pelikan. Ale tak, nie tylko kobiety łykają.
                      Co Proteinowy delikatnie zasugerował.

                      > Porzuć o Lybblo swe uprzedzenia względem płci, gdyż jak słusznie zauważyłeś gdz
                      > ie indziej mamy XXI wiek.

                      Najlepszy neurofizyk jakiego znam jest kobietą.

                      > A tak na marginesie to w XXI wieku żart o kobietach w stylu: dać chłopu zegarek
                      > jest nie na miejscu, a już na pewno nie jest droga do kobiecego, że tak powiem
                      > serca.

                      Ja póki co chcę rozruszać Twoje zwoje mózgowe. Co z tymi macierzami?
                      • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:49
                        lybbla napisał:


                        >
                        > Ja póki co chcę rozruszać Twoje zwoje mózgowe. Co z tymi macierzami?

                        Jeśli przyjmemy, że w mózgu ugotowanym na twardo neuroplastyczność równa jest 0, to próbujesz dokonać niemożliwego.

                        Nie o macierze pojęcie matematyczne mi chodziło, a o macierz w liczbie pojedynczej, pojęcie z fizyki, a ściślej mechaniki kwantowej, opisane przez matrix mechanics, po polsku nazywa się to mechanika macierzowa. Zaznaczam że nie widzę większego sensu w przerzucaniu się formułkami. Użyłam tylko paru wspomagających pojęć, żeby łatwiej było sobie wyobrazic to co chcę przekazać, w tej ogranicznoej formie jaką jest post na forum (i to nie na temat he he).

              • aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 14:04

                > Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszyst
                > ko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu
                > .
                >
                > Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych war
                > stw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem gór
                > y lodowej.
                >
                > Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do c
                > ywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem
                > co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji.
                >
                > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziw
                > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie
                > jak Św Mikołaj.

                >
                Się podpiszę. Wzbudzam często oburzenie i niesmak przedstawiając swój pogląd na sprawę kiedy rozmowa zejdzie na temat istoty uczuć. Nie tylko u wierzących, choć głównie u nich. Wierzący czyli zarówno przynależący do wielkich religii, jak do ruchów njuejdżowych.
          • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 09:37
            triss_merigold6 napisała:

            > Nie sądzę. Pozłotkę kultury uważam za wyjątkowo cienką, ześlij na społeczność p
            > lagi głodu i wojny (w zasadzie wystarczyłaby dłuższa niż 3-4 dni totalna awaria
            > elektryczności, blackout) i będziesz miała natychmiastowy powrót do małych gru
            > p opartych na sile fizycznej i patriarchalnych.

            Co tak kasandrycznie triss? Ktoś tu wczroaj pisał, chyba Ludlo, że ten tryb przetrwania to bardzo ograniczająca sprawa i on rzeczywiście polaryzuje mocno rzeczywistość i uwypukła aspekty fizyczno-patriarchalne. W skrócie prowadzi do zachowań "wydymaj sąsiada, zanim sąsiad wydyma ciebie" (sorry sąsiad to tylko taka figura retoryczna).

            Ale uwaga, uwaga! I o tym cały czas trąbię, to się zmienia. Obecnie przeżywamy kulminację tego dziadostwa i to jest nasz przysłowiowy gwódź to trumny. Ludzie mają tego zwyczajnie dosyć. Co więcej, o tym że w "trybie" współpracy i miłości żyje się lepiej i ogólnie możemy osiągnąć więcej mówią już nie tylko hipisi i buddyści, ale zaczynają o tym mówić naukowcy, fizycy, lekarze; a ludzie także odkrywają to na własną rękę we własnym doświdczeniu.

            Także głowa do góry.
            A co z tego wyniknie "związkowo" to nie wiem, taka poliamoria jest jedną możliwości ,ale w żadnym wypadku nie peroruję tu specjalnie na jej cześć.
            Właściwie to interesowało mnie doświadczenie osób z takich związków, ale jak widać nie dość że jest ich jeszcze niewiele, to temat wzbudza kontrowersje


            • triss_merigold6 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 13:10
              Chyba nie do końca się zrozumiałyśmy. Uważam, że w czasach bezpiecznych i komfortowych, najbardziej komfortowych w dziejach ludzkości - mowa o społeczeństwach zachodnich, można sobie pozwolić na filozoficzne dywagacje na temat samoświadomości w kierunku miłości i współpracy i wówczas faktycznie żyje się lepiej. Zwyczajnie, mamy komfort rozważania jak zaspokoić potrzeby z górnych półek piramidy Maslowa.
              W momencie, gdy dostęp do podstawowych zasobów zostaje ograniczony, zaczyna się walka o przetrwanie i wspólnota oznacza najbliższy krąg - dzieci, męża/żonę, najbliższych krewnych i ewentualnie przyjaciół. Nie ma pozytywnych scenariuszy postpokaliptycznych, są dystopie.

              Poliamoria jako model powszechniejszy jest niemożliwa dopóki istnieje podział na 2 płcie, a dzieci przychodzą na świat tradycyjnie. Kultury, które dopuszczają wielożeństwo, ograniczają ów przywilej do zamożniejszych mężczyzn, a związki nie są oparte na miłości w sensie romantycznym. Z kolei Mosuo przywoływani jako przykład społeczności, w których dzieci należą do matek i ojcowie są słabo identyfikowali, tymi dziećmi zajmują się krewni kobiet, a w rolę ojca wchodzi brat matki.
              • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 11:39
                Zrozumiałyśmy, zrozumialyśmy, tylko ja nie rozumiem po co Ty w ogóle zakładasz ten apokaliptyczny scenariusz, skoro my właśnie żyjemy w tym pierwszym, mega uprzywilejowanym społeczeństwie, gdzie to nie są już tylko "filozoficzne dywagacje" a konkretna zmiana ewolucyjna. Ludzie uczą się stopniowo, świadomie przeprogramowywać mózg z opcji "przetrawnie" która napędza negatywne emocje i strach przed wszystkim co nieznane.

                A co do dzieci to się zgadzam i to jest właśnie moja największa zagwozdka w ewentualnej poliamorii, prawdopodobnie nie jesteśmy jeszcze na to ewolucyjnie gotowi
    • triss_merigold6 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 21:59
      Bywałam w układach ff, bywałam promiskuityczna oraz monogamiczna, od lat mam normalny związek monogamiczny.

      Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/partnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęły kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi.
      • marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 22:23
        triss_merigold6 napisała:

        > Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/partnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęły kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi.
        -------------
        Tak było u Wisłockiej. Polecam ,,Sztukę kochania".
        >
      • lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 05:21
        triss_merigold6 napisała:

        > Poliamoria - bzdury... . Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęł
        > y kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi.
        >
        Ja jestem poliamorykiem. Seryjnym niestety (w sensie udzielania swojego czasu) bo widocznie One nie były zakompleksione. Kocham je wszystkie. To rewelacyjne kobiety są. Nie mogę przestać się nimi zachwycać.
        • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 10:42
          lybbla napisał:

          > Ja jestem poliamorykiem. Seryjnym niestety (w sensie udzielania swojego czasu)
          > bo widocznie One nie były zakompleksione. Kocham je wszystkie. To rewelacyjne
          > kobiety są. Nie mogę przestać się nimi zachwycać.

          A ruchasz/ ruchales sie z jedna czy ze wszystkimi? Bo to co piszesz to nie jest poliamoria, co najwyzej monogamia seryjna.
          • lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 19:50
            mabelle2000 napisała:

            > A ruchasz/ ruchales sie z jedna czy ze wszystkimi? Bo to co piszesz to nie jes
            > t poliamoria, co najwyzej monogamia seryjna.

            Ale ja kocham prawie wszystkie byłe to co, że się z nimi nie bzykam:P
            Monogamia seryjna to jest jak dostrzegasz, że On woli porno, przychodzisz z tym na forum, mówisz jaki to On jest do kitu i po konsultacjach mówisz `next'.

            slepafuria15 napisała:

            > Czy ja dobrze zrozumiałam, ze brak zazdrości świadczy u braku miłości?

            Kluczowe pytanie:) Miłość bez zazdrości niepojęte dla niektórych. Niższa szkoła jazdy :)
            • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 19:57
              lybbla napisał:

              > Ale ja kocham prawie wszystkie byłe to co, że się z nimi nie bzykam:P

              A ja kocham Mamusie, kocham Babusie i kocham Pania w przedszkolu. I mam cztery latka.

              > Kluczowe pytanie:) Miłość bez zazdrości niepojęte dla niektórych. Niższa szkoła
              > jazdy :)

              Zazdrosc jak zazdrosc, ale jak trafi ci sie poliamoryczny kochliwy to na bank cie jakims syfem zarazi.
                • lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 19:53
                  zawle napisała:


                  > Wystarczy przelecieć lybbę żeby pławić się w jego miłości:))

                  Uściślę. Nie wystarczy. Od przelecenia Libla do wyznania przezeń dozgonnej miłości droga daleka. Chyba, że wytrysk na twarz nazywasz miłością. :)

                  A u Ciebie co nowego Zawleczko, mieszkasz już razem?
                  • zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:04
                    lybbla napisał:
                    > A u Ciebie co nowego Zawleczko, mieszkasz już razem?

                    No pewnie...dziecię w drodze. Właśnie siedzimy przy choince i śpiewamy kolędy:)))
                    A na poważnie to nie. Tyle nam się spiętrzyło kłopotów, że byłoby to na tyle karkołomne iż posypanie naszego cudownego i pełnego szczęścia układu byłoby jak w banku. Poza tym on mieszka w domu naprzeciwko ulicy, więc prawie jak razem na wielkiej posiadłości;)
                    A tak całkiem serio to obecnie mamy ciche dni:)))
                    • lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:38
                      zawle napisała:


                      > No pewnie...dziecię w drodze. Właśnie siedzimy przy choince i śpiewamy kolędy:)
                      > ))

                      To zupełnie jak ja. Rok temu dałem się namówić na seks bez gumki i żadnych zabezpieczeń. Zupełnie mi odbiło. Ale jakie wrażenia :)

                      > A na poważnie to nie. Tyle nam się spiętrzyło kłopotów, że byłoby to na tyle ka
                      > rkołomne iż posypanie naszego cudownego i pełnego szczęścia układu byłoby jak w
                      > banku. Poza tym on mieszka w domu naprzeciwko ulicy, więc prawie jak razem na
                      > wielkiej posiadłości;)

                      To zupełnie tak jak ja, tylko mamy większą posiadłość:)

                      > A tak całkiem serio to obecnie mamy ciche dni:)))

                      To zupełnie tak jak u mnie, kończy się zastawa stołowa :)
              • lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 19:47
                mabelle2000 napisała:

                > Zazdrosc jak zazdrosc, ale jak trafi ci sie poliamoryczny kochliwy to na bank c
                > ie jakims syfem zarazi.

                A to nie Ty o XXI wieku pisałaś.

                O jaki syf Ci chodzi? Pasożyty to niemal mityczne stworzenia, legendy głoszą, że ktoś
                30 lat temu miał (znajomy znajomego znajomej). Grzyby? Raczej nie od faceta.
                Bakterie? Też nie słyszałem. Wirusy? A tu sprawa jest gorsza.
                O które Ci chodzi bo tu kaliber jest różny, od AIDS po opryszczkę.
                Gwarancji tu nie masz żadnej, również jeśli chodzi o Ciebie. Dziewicą nie jesteś.

                Zapytaj monogamistki seryjne ze spiralalą jak sobie z tym problemem radzą.
                Może rozwieją Twoje lęki.

                Tak na marginesie, znalezienie sobie dziewicy (Kombi etc.) jest całkiem niezłym rozwiązaniem. W zamierzchłych czasach ukształtowało się pojęcie czystości. Nic tak nie chroniło stada przed wymarciem od `syfu' jak monogamia. Z czasem pojęcie czystości uległo wypaczeniu, wiadomo czarni patriarchalni oprawcy.
                Z drugiej strony współczesny model, 10-20% obleganych mężczyzn (dziesiątki partnerek, Wisłocki etc) plus większość kobiet mających po kilku partnerów
                nadaje się wyśmienicie do szerzenia zaraz roznoszonych drogą płciową.
                Tyle, że mamy XXI wiek.

      • aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 20:46
        triss_merigold6 napisała:

        > Bywałam w układach ff, bywałam promiskuityczna oraz monogamiczna, od lat mam no
        > rmalny związek monogamiczny.
        >
        > Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez
        > wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/par
        > tnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza
        > się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęł
        > y kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi.
        >
        Podpisuję się. Ściema.
      • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:05
        Triss te sytuacje, które opisujesz to są dysfunkcyjne związki monogamiczne, gdzie ludzie na siłe ich się trzymający w akcie desperacji działają przeciw sobie.

        Ja mówię o związkach gdzie szczerą miłością kocha się jedną lub więcej osób i to wynika z nich samych, to daje im szczęście a nie jest jakimś smutnym, zgniłym kompromisem żeby "zatrzymać partnera"
      • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 11:43
        stary.dziadyga napisała:

        > Czy ktoś z Was wszedł już na taki etap związku z partnerem, że darzy go szacunk
        > iem i bliskością, czułością, ale też nie jest już o nią/niego zazdrosny?

        A co to jest zazdrosc? Nie chcemy zeby druga strona obdarzala uczuciami inne osoby? A jaki mamy na to wplyw? Zaden.
        Obawiam sie, ze gdybym miala uprawiac seks z dwoma czy trzema mezczyznami, to by mi sie imiona popierdolily i tak by z tego nic nie wyszlo. Z kolei miec tylko jedna erotyczna relacje, a swoje problemy i bolaczki duszy powierzac komus innemu, wydaje mi sie jeszcze bardziej do dupy. Nie ma Czlowieka Orkiestry? Pewnie nie ma, ale nazywanie kilku powierzchownych, na pol gwizdka relacji poliamoria, jest zwyczajna sciema.
        • stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:00

          Nie rozumiem, że tak często używacie słowa "ściema" w tym wątku, skoro jeszcze nie wypowiedział się nikt kto w takim związku był. To jest chyba logiczne, że jeśli któs czuje taką relację jako niefajną to nie bierze w niej udziału.
          Przykłady przedstawione przez Triss, to nie jest w ogóle poliarmoria tylko wręcz odwrotnie, próby trzymania się na siłe tej jendej, monogamicznej relacji, gdzie aby ją utrzymać za wszelką cenę ludzie decydują się na jakieś dzwine, uwałczające własnej godności ruchy.

          Spoko, gadamy tu sobie na razie tylko teoretycznie czy to jest w ogóle możliwe. Wg mnie - z bachorami nie bardzo jest.
          • urquhart jak sobie to wyobrażasz przy poliamori? 11.02.17, 12:21
            > Spoko, gadamy tu sobie na razie tylko teoretycznie czy to jest w ogóle możliwe.
            > Wg mnie - z bachorami nie bardzo jest.

            W psychoewo badają zależność miedzy wszystkimi społecznościami wg zasady gdzie facet angażuje się emocjonalnie, zakochuje tam angażuje i przenosi swoje zasoby i zaangażowanie.
            Oczywiście inaczej sytuacja wygląda w bogatych krajach kultury zachodniej gdzie można utrzymać się z typowej pensji, a inaczej w biednych czy w Polsce gdzie z jednej typowej (mediana nie średnia) pensji 1800* pln na rekę nie wynajmiesz mieszkania i nie opłacisz rachunków przy normalnym życiu, wiec ludzie żyjący z pracy własnych rąk a nie spadku typowo żeby jakoś egzystować muszą składać się na wspólne życie.
            jak sobie to wyobrażasz przy poliamori?
            Jak już masz dzieci to robią to panie zaczynają być bezwzględnie zazdrosne o inwestowanie zasobów we własne potomstwo i problem jedynie narasta lawinowo.
            *
            www.praca.pl/poradniki/rynek-pracy/przecietne-zarobki-w-polsce-nizsze-od-sredniej-krajowej_pr-1519.html
          • mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:34
            stary.dziadyga napisała:

            >
            > Nie rozumiem, że tak często używacie słowa "ściema" w tym wątku, skoro jeszcze
            > nie wypowiedział się nikt kto w takim związku był. To jest chyba logiczne, że
            > jeśli któs czuje taką relację jako niefajną to nie bierze w niej udziału.

            A nie masz wrazenia czasem, ze ludzie naduzywaja slowa * milosc * ? Wiesz, cos w rodzaju " kocham wszystkie kobiety" emeryta Stefana z sanatorium w Ciechocinku.
      • sea.sea Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:45
        Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna.

        W tryb "czerwona piana przed oczami" wpadam w przypadku kiedy widzę/słyszę, że ktoś dostaje coś, co ja bym bardzo chciała mieć (nie chodzi tu o rzeczy materialne) - i tego nie szanuje, odrzuca. Zupełnie mi się wtedy wyłącza logika, w coś zapadam niefajnego i mam ochotę coś rozwalać w ilościach hurtowych.

        Mam trudność ze zrozumieniem zjawiska zazdrości seksualnej. Tzn tak, wiem, co na to psychoewo ;) Ale i tak nie rozumiem: ludzie się czasem kiszą w kijowych związkach w imię trudno powiedzieć czego - i nie mają motywacji do wyjścia, a otoczenie jeszcze nie pomaga (patrz wąteczek o martwym łóżku). Ale jak partner(ka) zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lata, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i rozstaje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego??? Tak, znam uzasadnienia, to nagle burzy intymność, zawiedzione zaufanie itp itd - ale nie jestem w stanie emocjonalnie ogarnąć, DLACZEGO się do tego przywiązuje aż taką wagę.
        • zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:28
          sea.sea napisała:

          > Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna.

          Ja bywam tylko raz:)) A to oznacza że partner postawił mnie w tak niezręcznej sytuacji, że dopilnuję żeby mi się więcej nie przytrafiła;)
          A tak na serio....mam znajomą. Od września jej chłop, zapewniający o wielkiej miłości ( dopiero 3 lata razem- aż żal nie wierzyć), uwodził młodą siksę. Na jej pytania odpowiedziami były zarzuty o czepialstwo, zazdrość, chorą wyobraźnię. Trzy miesiące potem ją zostawił dla tejże właśnie. Może to nie o zazdrość chodzi, ale o to, że nikt nie chce być traktowany w taki sposób?

          > Mam trudność ze zrozumieniem zjawiska zazdrości seksualnej. Ale i tak nie rozumiem: ludzie się czasem kiszą w kijowych zw
          > iązkach w imię trudno powiedzieć czego - i nie mają motywacji do wyjścia, a oto
          > czenie jeszcze nie pomaga (patrz wąteczek o martwym łóżku). Ale jak partner(ka)
          > zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lat
          > a, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i roz
          > staje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego???

          Tego też nie rozumiałam, gdy w oczach mojego byłego męża, z którym 7 lat nie rozmawiałam-nie chodziłam do łóżka- nie jadłam- nie spędzałam wolnego czasu, zobaczyłam ból po odpowiedzi na pytanie" Masz kogoś?" ;)
          A jednak staram się tego już nie robić, uważam że miałam chujowo kolejność ustawioną
        • lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:05
          sea.sea napisała:

          > Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna.
          >
          > W tryb "czerwona piana przed oczami" wpadam w przypadku kiedy widzę/słyszę, że
          > ktoś dostaje coś, co ja bym bardzo chciała mieć (nie chodzi tu o rzeczy materia
          > lne) - i tego nie szanuje, odrzuca. Zupełnie mi się wtedy wyłącza logika, w coś
          > zapadam niefajnego i mam ochotę coś rozwalać w ilościach hurtowych.

          Widzisz sea.sea. jak grochem o ścianę.
          Kiedy kocham i jestem kochany to nie jestem zasdrosny. W ogóle!
          Nie interesuje mnie co osoba kochana robi w czasie wolnym ode mnie.
          Interesuje mnie to co uda się zbudować razem.

          Ale jak ktoś inny dostaje to czego mnie się odmawia to palę do ziemi jak pierwszy lepszy Proteinowy :)
        • ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:16
          sea sea napisała
          >. Ale jak partner(ka) zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lata, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i rozstaje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego??? Tak, znam uzasadnienia, to nagle burzy intymność, zawiedzione zaufanie itp itd - ale nie jestem w stanie emocjonalnie ogarnąć, DLACZEGO się do tego przywiązuje aż taką wagę.<

          No też nie wiem tak w zasadzie. Bo kiedyś podpisało się jakiś mało ważny papierek? Który ma sankcjonować właściwość, słuszność i nieomylność wyboru aż po grób? Nie wiem, czemu właściwie, włożenie kutasa w cipę inną( albo nadstawienie cipy kutasowi) , niż zakontraktowana- która/y już zresztą nie jest zainteresowany tamtą /ym rodzi aż takie kontrowersje. Nie chodzi o sam mechaniczny fakt spuszczenia z krzyża w tym wszystkim, ale jeśli ludziom jest dobrze w innych układach, to o co te wrzaski i oskarżanie o zdradę, gdy zdrady tam tyle co na lekarstwo.