Błagam o pomoc - nie wiem co robić...

03.10.04, 12:08
Witam serdecznie. Czeka mnie poważna rozmowa z moją narzeczoną na temat tego,
dlaeczogo ostatnio odeszliśmy od seksu... Kompletnie nie wiem co mam robić,
siedze i czytam to forum, przeglądam wątki, szukam wskazówek, rozwiązań czy
choćby pomysłów. Jedyne co dociera do mnie to fakt, że jak tak dalej pójdzie
to zabrniemy w jakąś ślepą uliczkę i za kilka lat to będzie już wogóle "znamy
się tylko z widzenia...". Dolina totalna...

Z moją cudowną kobietą jesteśmy od ponad 2 i pół roku, od około 3 miesięcy
pojawiły się problemy z seksem. Ja mam 24, ona 23 lata, do tamtego czasu było
nam na prawdę cudownie, a ostatnio jakas klapa straszna... Wcześniej
wyglądało to tak: długie wieczory z butelką doskonałego wina, zmysłowe masaże
popełniane przez moją osobę, dużo czułości i namiętności i wspaniały,
namiętny i bardzo udany seks. Nie usłyszałem nigdy słowem, żeby była
nieszcześliwa; z mojej strony staram się traktować ją jak królową - dosłownie
i w przenośni (może zanadto rozpieściłem).

Przez ostatnie dwa miesiące kochaliśmy się może ze 3 razy, ostatnio ze 2
tygodnie temu i to chyba tylko dletego, że wróciełem po tygodniu pobytu na
targach w Poznaniu... ja zaczynam się poważnie martwić tym wsyzstkim.
Próbowałem rozmawiać. O.K wystarczy mi jej uzasadnienie, że po prostu nie ma
ochoty, natomiast absolutnie nie satysfakcjonuje mnie zbywanie rozmowy na
później (dzisiaj zapowiedziąłem jej, że jak się zobaczymy to czeka nas bardzo
poważna rozmowa i nie chcę już dłużej czekać).

Nie wiem czego to może być wina - pigułek (bierze od ponad 2 lat)? Stresów
związanych znową pierwszą pracą, poszukiwaniem mieszkania itp.? Wcześniej też
to było i wszystko było O.K i mogliśmy się cieszyć sobą... Ja już
powolidostaję wariacji, bo ja mam nieco inny temperament (większy), ale z
drugiej strony jestem wierny i lojalny i bardzo sznuję swoje Kochanie i nigdy
nei zrobiłbym jej żadnego numeru. Po prostu dramat... Acha - prbowałem
rózńych środków: masażu Ona nie chce (wczesniej go ubóstwiała) bo "zaraz się
rozleniwi i zaśnie", spróbowałem fajnego prezentu w postaci nowej ładniutkiej
bielizny i co? Od 3 tygodni czekam na "prezentację"; kolacja przy świecach?
Po malutkiej lampce wina (wcześneij działało dobrze) zaczyna ją boleć głowa i
zaczyna się źle czuć. Po prostu ZONK...

Kobiety (mężczyźni?) pomóżcie bo szukam rozwiązań, wskazówek, czegokolwiek -
może lepiej przygotuję sie do rozmowy. Chcę to proporstu rozwiązać, bo jak ma
tak dalej być to ja tak nie chcę...

BŁAGAM O POMOC!
    • sutra Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 03.10.04, 12:17
      abdulian napisał:

      prbowałem
      > rózńych środków: masażu Ona nie chce (wczesniej go ubóstwiała) bo "zaraz się
      > rozleniwi i zaśnie",

      Nie wiem, co jest u was przyczyną. Napiszę tylko, że ja sama mam takie reakcje,
      kiedy jestem naprawdę ostro przemęczona. Zastanów się, czy możesz tę przyczynę
      wykluczyć, czy nie; może spróbuj wybadać narzeczoną, a jesli jest to
      rzeczywiście powód, to spróbuj ją trochę odciążyć. Podziała lepiej, niż
      prezenty w postaci seksownej bielizny :)
      • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 03.10.04, 12:25
        Ja rozumiem zmęczenie, obydowje studiujemy i pracujemy, zmęczenie zmęczeniem,
        ale chyba bez przesady... Wiele rzeczy robimy wspólnie, staram się moja Cudowną
        kobietę odciążyć jak tylko mogę, bo tak jak pisałem - traktuję ją najlepiej jak
        tylko potrafię...

        Rozmawialiśmy o zmęczeniu może i rzeczywiście ostatnio było gorąco, ale wydaje
        mi się, że to nie jest powodem. Wcześniej jak moje Śłoneczko było bardzo
        przemęczone to na weekend wyjeżdżaliśmy w góry "odetchnąć" i było cudownie;
        zaszywaliśmy się w domu braliśmy prysznic a potem robiłem jej długi,
        relaksujący i zmysłowy masaż - a teraz nawet tego ne chce!

        Jestem przerażony, trochę się boję że może kogoś poznała i przeżywa jakąś
        nieiwem "chwilową fascynację" i albo coś w tym stylu? Może jest jeszzce coś
        innego - wydaje mi się to wręcz nieprawdopodobne bo jesteśmy ze soba całkowicie
        szczerzy i bardzo dobrze Ją znam. Ale w akcie desperacji nie wykluczam
        wszystkich mozliwości...

        Dzięki za odpowiedź.
        • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 03.10.04, 12:33
          Mam taki pomysł:

          Może po prostu zadam jej pytanie "czy jest szczęśliwa?" i czy jest
          szczęsliwa "pod każdym względem" w każdej dziedzinie naszego żeycia. Po prostu
          będę oczekiwał, że skoro poruszyłem ten temat to Ona zapyta mnie o to samo.
          Jeżeli nie, to będzie zajefajnie...
          • fredka11 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 03.10.04, 14:17
            a moze spróbuj ja ignorowac i przestań sie tak bardzo starać, bo z tego co
            piszesz to odnosze wrazenie że strasz sie az za bardzo! jak przestaniesz to
            zonka zauwazy ze coś nie tak i może sama zacznie sie starac.

            pozdrawiam
            • anula36 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 03.10.04, 21:34
              jedyne co wam pomoze to dluga szczera rozmowa,albow ogole seria rozmow.
              Strasznie mlody jeszcze jestes i rozhisteryzowany- uspokoj sie najpierw niz z
              nia zaczniesz rozmawiac. i lepeij od razu przyjmij do wiadomosci ze neizwykle
              rzadko udaje sie przez cale zycie utrzymac taka sama czestotliwosc pozycia.
            • woman-in-love Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 03.10.04, 21:58
              też mi wyglada, że jestes tak zaskoczony i przerażony sytuacja, że swoim
              zachowaniem powodujesz dalsze odsuwanie się kobiety. Ot - ona ucieka, a ty
              gonisz. Na chwilę zatrzymaj się i poobserwuj.
              • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 04.10.04, 13:42
                Odbyliśmy wczoraj fantastyczną długa i szczerą rozmowę, zdiagnozowaliśmy
                przyczynę, wyjasniliśmy wszelkie wątpliwości itp. Także problem można uznac za
                rozwiązany.

                Swoją dorgą uważam, że naciskanie na to, żeby w końcu porozmawiać raczej nie
                jest "rozhisteryzowanym" działaniem. A to, że mam 24 lata jeszcze o niczym nie
                przesądza, mam swoje doświadczenie - pewnie nie mniejsze niż wiele starszych
                osób ;) to tak tylko dla wszystkich "starszych szarżą". Wasza pomoc i to forum
                było bardzo przydatne ;) wróć - jest bardzo przydatne :)))

                Co do moich działań - lepiej jest pewne problemu rozwiązywać w zarodku, bo jak
                coś się przeradza w wielki problem i brnie się w to dalej - to normalnie nie ma
                to sensu i im dalej tym gorzej. ja wolę reagowac na początku...

                Pozdrawiam wszystko
                • anula36 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 04.10.04, 21:59
                  No i dzieki takiej postawie macie duza szanse dozyc zlotych godow w szczesciu:)
                  Co do histerii to nie uwazam za histerie naciskania na rozmowe tylko
                  wyopisywania na forum "pomocy", bo jak tu pomoc,pogadac z panna za ciebie?
                  Nie zycze ci rowneiz abys w wieku 24 lat mial doswiadczenia 50 latka.
                  A tak w ogole to trzymam kciuki i zycze szczescia.
                  • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 05.10.04, 22:35
                    anula36 napisała:

                    > No i dzieki takiej postawie macie duza szanse dozyc zlotych godow w
                    szczesciu:)
                    > Co do histerii to nie uwazam za histerie naciskania na rozmowe tylko
                    > wyopisywania na forum "pomocy", bo jak tu pomoc,pogadac z panna za ciebie?
                    > Nie zycze ci rowneiz abys w wieku 24 lat mial doswiadczenia 50 latka.
                    > A tak w ogole to trzymam kciuki i zycze szczescia.

                    I jak to mawia mój kolega " I VIS A VIS " ;))))))))))))))))))

                    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za pomoc!!!
                    • woman-in-love Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 06.10.04, 21:48
                      Mógłbyś uchylić rąbka tajemnicy - o co chodziło???
                      • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 16:11
                        Strasznie późno odpowiadam, ale z pewnych przyczyn odgrzebałem ten wątek
                        dzisiaj...

                        Chodziło o przemęczenie i stres związany z końcem studiów, rozpoczęciem pracy
                        etc., Tak jak mówiłem, jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować wszystko.
                        Rozmowa pomogłam, jednak jak się okazało nie na długo.
                        • ewolwenta Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 16:20
                          A co było dalej? Wróciłeś po takiej przerwie, czyżby wiązało się to z tym „nie
                          na dlugo”?
                          • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 16:26
                            zapraszam do postu niżej - opisałem co i jak :) a w zasadzie powinno być "co i
                            jak :("
                          • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 16:31
                            Acha, ja nie wróciłem po przerwie - ja tu cały czas byłem, tyle że pewnie
                            jestem, jak duże grono użytkowników "bywający, aczkolwiek nie praktykujący (nie
                            piszący)". Poszukiwałem odpowiedzi w różnych miejscach, a to forum jest jednym
                            z lepszych.

                            :)
                        • ewolwenta Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 16:20
                          A co było dalej? Wróciłeś po takiej przerwie, czyżby wiązało się to z tym „nie
                          na dlugo”?
    • weekend123 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 06.10.04, 21:08
      Oj Chłopie - ile jeszcze takich sytuacji/chwil przed Tobą ... wspólne życie to
      nie spędzanie ze sobą czasu w łóżku ! To nie tylko to ! Ile razy ja lub mój
      Mąż tak mieliśmy ! Po prostu brak ochoty na sex ! Li tylko i wyłącznie ! Był
      taki rok, że kochaliśmy się ze sobą osiem !!!!! razy !!!! I to ja liczyłam !
      Dorastające dziecko, zmiany pracy, zmiana mieszkania i wreszcie - zaspokojenie
      się sobą nawzajem, pewien rodzaj usatysfakcjonowania i spełnienia - wszystko ma
      wpływ !

      Trzymaj się i nie panikuj. Życie nie równa się sex. To tak jak w tym starym i
      może mało lotnym dowcipie: "I kawaler i żonaty myślą, że tyle samo razy się
      bzykają". Wszystko będzie OK.

      pzdr!!!
    • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 16:25
      Niestety odgrzebałem swój wątek jak rasowy archeolog - i piszę używając
      słowa "niestety" zupełnie świadomie.

      Minęło trochę czasu, rozmowa pomogła, częsciowo problem znikł. Tylko częściowo,
      bo jak się okazało pojawił się znowu (czytaj: nie został wówczas do końca
      rozwiązany).

      Spędziłem swojego czasu dużo godzin na tym forum czytając wątki i szukając
      odpowiedzi, z pewnością znalazłem ich wiele, ale może nie na wszystkie
      nurtujące mnie pytania. Bardzo do serca wziąłem sobie to co było napisane o
      zostawieniu spraw samym sobie, to, żebym się zatrzymał i poobserwował.
      Podszedłem do tego wszystkiego z większym spokojem i co? I "niestety"...

      Minęło sporo czasu, zmieniło się niewiele. Już mi się nie chce doprowadzać do
      kolejnej rozmowy, po której słysze konkretne deklarację (np. gotowość do
      pójścia do seksuologa itp.) i obietnice kolejnych działań. Zostawiam to na
      tydzień, dwa, miesiąc, kolejny i ...tak jakby sprawy wcześniej nie było. Raz
      staraem się bardzo, innym razem odpuszczałem żeby poobserwować. Rozmawiałem na
      ten temat z psychologiem. Wymyślałem scenariusze zdarzeń. W chwili obecnej
      jestem przerażony, tym razem swoim zachowaniem, bo jest mi już to obojętne.
      Straciłem wiarę w to, że uda się to wszstko rozwiązać, bo kompletnie brak jest
      jakiejkolwiek inicjatywy z drugiej strony... Swojego czasu powiedziałem, zostaw
      te pigułki (plasterki) bo po cholerę masz to brać, skoro to i tak do niczego
      nie jest potrzebne. Zostawiła.

      Kiedyś wyczytałem tutaj takie zdanie, że "seks może istnieć bez małżeństwa, ale
      małżeństwo bez seksu nie". Zgadzam się z tym w 100%, bo ja nie potrafiłbym
      zdradzić mojej przyszłej żony, czy w ogóle kobiety, z którą jestem. Z drugiej
      strony za bardzo kocham moja kobietę i za bardzo mi na niej zależy i nie
      wyobrażam sobie życia z kimś innym.

      Najgorsze jest to, że w zasadzie jesteśmy rok przed wyznaczoną datą ślubu i jak
      na dzień dzisiejszy, powiedziałem jej, że jak dla mnie to ślub należy przełożyć
      o rok, bo ja nie zdecyduję się na ślub przed rozwiązaniem tego problemu. Wiem,
      pewnei wiele osób mi zarzuci, że to był błąd, że zabrzmiało to jak ultimatum,
      ale z drugiej strony odniosłem wrażenie, jakby to delikatnie zadziałało. A może
      się mylę?

      O.K - kończąc przydługi wątek proszę o opinie...
      • thistle Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 16:45
        Jak dla mnie , to uczciwe postawienie sprawy, jeśli nie jesteś w stanie
        zaakceptować mniejszej ilosci seksu w małzeństwie, to wypadało conajmniej
        przełożyć. Jeśli jednak ona faktycznie odebrałą to jako ultimatum, raczej nie
        licz na to, ze będzie fajnie. Częściej - może, ale dla niej raczej mało
        zabawnie, choćbyś się bardzo starał. A po ślubie wróci do poprzedniego stanu i
        tak.
        • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 16:54
          No właśnie... I tego się boję, że po ślubie wróci to do
          niepożądanego "poprzedniego" stanu. Ona nie odebrała tego jako ultimatum (na
          szczęście), ale również na szczęście odebrała to jako sygnał, że coś się dzieje
          źle...

          Cieszę się, że ktoś to zrozumiał i uważa, że uczciwie postawiłem sprawę. Bo w
          sumie, mi chodzi o to, żeby nie brać ślubu po to, żeby się za chwilę rozstawać,
          tylko o to żeby stworzyć uczciwy, szczęśliwy związek pełen miłości i bliskości
          również.

          P.S. Idę się powspinać.
          P.S.2. Na szczęscie z domu (Kraków) mam bardzo blisko na Skałki Twardowskiego.
          Wspinaczka skałkowa stała się dla mnie substytutem seksu. Miernym to miernym,
          ale jakimś. Łażę sobie po ścianach (bez zabezpieczenia) oczywiście nie tak,
          żeby odebrać sobie życie, ale tak żeby dostarczyć sobie dobrego adrenalinowego
          kopa. Wspinaczkę odkryłem mniej więcej miesiąc po tym jak napisałem tego
          pierwszego posta.
          P.S.3. Wracam za godzinkę i zobaczę czy ktoś jeszcze odpisał :)
          • thistle Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 17:29
            na skałkach cięzki tłok , pod skałkami też (dane z wczoraj), ale dzis moze byc
            chyba tylko gorzej, od dymu grillowego wrócisz podwędzany na zimno ;)
            a każdego seks cieszy inaczej i w innym stopniu - bo ja akurat bardziej
            rozumiem Twoją, ale tutaj akurat znajdziesz dużo zrozumienia .
            Miłej wspinaczki.;)
            • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 18:43
              Nie sposób zauwazyć, że też jesteś z Krakowa.

              Otóż - na skałkach całkiem przyjemnie, tłoku nie było, grillowego pikniku też
              niewiele, więc warunki sprzyjające. Po za tym, że dobiegające zewsząd głosy nie
              pozwalają się zresetować w 100%, to było spoko :)

              Hmmm... No cóż - wiadomo, że różne temperamenty się spotykają na swojej drodze.
              Szkoda tylko, że nie zawsze jeden temperament chce spróbować się dopasować do
              tego drugiego, bo ja zafundowałem sobie w tym obszarze niemało wyrzeczeń i od
              drugiej strony też oczekuję wyciągniętej dłoni. Ale wiem też, że to również
              kwestia osobowości - moja kobieta, jest bardzo, ale to bardzo silną
              osobowością, z resztą ja również i to też może jest jakaś przyczyna (gdzieś tam
              podświadomie). Ja jestem otwarty na każdą koncepcję i propoizycję rozwiązania o
              ile ma ono przynieść efekty.

              P.S. Wspinaczka była miła :) u mnie uruchamia ona funkcję "reset" w mózgu i
              jest przez to po prostu najlepsza na świecie.
      • revecca Moja opinia 19.06.05, 16:47
        Nie kręcisz już jej, ale boi się zostać sama. Czyżby przypadek kobiety-bluszcza?
        Z opisu nie wynika by miała powody do wstrętu do seksu.

        A może umówisz Wam wizytę u seksuologa i pojdziecie tam razem zamiast czekać na
        jej decyzję?
        • abdulian Re: Moja opinia 19.06.05, 16:57
          Tak, ostatnio to sugerowałem, nie było sprzeciwu, więc najpewniej tak zrobię.
          Tyle, że fajnie by było, żeby po przemyśleniu sprawy ona powiedziała, czy dała
          jakikolwiek znak, że jest gotowa na taką wizytę.

          Powiem tak. Niestety cholernie się boję, że masz rację, że już przestałem ją
          kręcić fizycznie. Szlag mnie trafia na tą myśl (tak w pierwszej chwili) i
          przywołuje depresyjne myśli (w drugiej).

          Ewidentnie pójde się powspinać :)
          • revecca Re: Moja opinia 19.06.05, 17:15
            abdulian napisał:

            > Tak, ostatnio to sugerowałem, nie było sprzeciwu, więc najpewniej tak zrobię.
            > Tyle, że fajnie by było, żeby po przemyśleniu sprawy ona powiedziała, czy
            dała jakikolwiek znak, że jest gotowa na taką wizytę.

            Z tego co pisałeś wynikało, że trochę czasu czekasz na ten znak. Dałeś jej
            czas, może teraz ona da coś od siebie?



            > Powiem tak. Niestety cholernie się boję, że masz rację, że już przestałem ją
            > kręcić fizycznie. Szlag mnie trafia na tą myśl (tak w pierwszej chwili) i
            > przywołuje depresyjne myśli (w drugiej).

            To okrutne i nie wierzy się w to, gdy się to słyszy od innych, ale: na niej
            Twój świat wcale nie musi się kończyć...
            Dobry seks wypływa z miłości, przecież chyba wszystkie miłości zaczynają się od
            pożądania, które później powinno rozwijać się a nie zanikać. Nie tak szybko jak
            u Was!
            O ile jej czymś nie skrzywdziłeś, ale tego na razie i tak nie jesteś w stanie
            się dowiedzieć.
          • ewolwenta Re: Moja opinia 19.06.05, 17:32
            Mam wrażenie, że dla większości ludzi kręcąca jest nowość.

            Mam takiego znajomego. Obiektywnie rzecz biorąc zupełnie nie mój typ. Ale jest
            w nim „coś”? Długo się zastanawiałam co? W końcu doszłam. Inność, egzotyczność.
            Jest obcokrajowcem. Oczywiście do niczego mnie to nie prowadzi, poza ciekawą
            rozmową. Nie szukam nowych wrażeń bo mi tego nie trzeba.

            Ale może są ludzie którzy potrzebują zawsze takiej nowości? Gdy jej nie ma to
            nie ma potrzeby zbliżeń? Z drugiej strony Ci sami ludzie potrafią po prostu
            kochać, bez pożądania? Nie szukają wtedy nowych doznań?

            Thistle jak to jest?
            • thistle pożno, ale zobaczyłam :) 24.06.05, 12:18
              Nie szukam nowych doznań- w łóżku :), brak potrzeb razem z brakiem chęci na
              eksperymenty. To tak, jakby nowy sos do starej pieczeni wymyslać. pozatym
              obraczka na palcy dobrze zniechęca, a ja nigdy nie zdejmuję;)
              A Mojego kocham ciągle tak samo, choć gdy marudzi o seks, to jakby mniej ;P
              Poza - jak najbardziej. Nowy język, nowa sałatka z nowych, egzotycznych owoców,
              nowy pomysł na wakacje ;)
              Tylko truskawki co roku są tak samo cuuuuuuuuuuuuuuudowne :)))) (objadam się
              nimi bezwstydnie i namiętnie, mam czerwone łapy i wypieki :)
              • ewolwenta Re: pożno, ale zobaczyłam :) 24.06.05, 14:13
                No tak, to podobnie jak z już podjętym wcześniej tematem czekolady.
                A zaraz po truskawkach zaczynają się czereśnie.
                • thistle Re: pożno, ale zobaczyłam :) 24.06.05, 15:50
                  nie,to nie moja działka- za to maliny - jak najbardziej ;)
                  ech,zarłok ze mnie - ale na truskawkach przynajmniej chudnę ;)
                  miłych wakacji ;)
      • ewolwenta Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 17:17
        Moim zdaniem odłożenie decyzji o małżeństwie to w tej sytuacji chyba jedyna
        rozsądna decyzja. Wchodzić w stały związek z założeniem, że jest mi źle, ale
        jakoś to będzie jest chyba zupełnie bez sensu. To jak rezerwacja szybkiego
        rozwodu albo ciągłego konfliktu.

        W to że, długie rozmowy były bezowocne a pojedyncze stwierdzenie zadziałało to
        niestety nie wierzę. „Ultimatum” spowodowało raczej chwilowe drgnięcie.
        Mnie od razu przychodzi do głowy argument zwolenników wolnych związków.
        Małżeństwo to dla wielu patent na posiadanie partnera i na nie staranie się o
        jego względy. Czy ona nie poczuła się zagrożona i tylko dlatego wzięła pod
        uwagę Twoje potrzeby? Czy kiedy będziecie mężem i żoną to nie odpuści sobie
        zupełnie?

        Po lekturze postów na tym forum dochodzę do wniosku, że są dwie metody na takie
        sytuacje. Niechętny do seksu partner musi dostrzec problem i chcieć go
        rozwiązać, co poprowadzi do kompromisu. Drugie wyjście to rozstać się. Inaczej
        człowiek skazuje się na życie na pół-gwizdka. Rzecz w tym, że zalecana
        powszechnie rozmowa to taki wytrych nie zawsze skuteczny. Trzeba mieć sporo
        szczęścia by trafić we właściwą nutę. Ale jak to zrobić? Nie da się tak po
        prostu powiedzieć. Każdy gra na swoim instrumencie.

        Można się cieszyć sobą na różne sposoby byle to co najważniejsze było wspólne
        dla obojga. Jeżeli ktoś uważa że seks jest jednym z nieodzownych składników
        małżeństwa to nie znajdzie szczęścia w związku z człowiekiem nie mającym takich
        potrzeb.

        Twoje rozterki nie są niczym nietypowym, tylko niektórzy nie mają szczęścia i
        zaczynają je mieć już po ślubie, dziecku i wielu latach nieudanego pożycia. Ale
        dość pesymizmu. Ja jestem zwolenniczką konstruktywnych rozwiązań. Może nie
        będzie aż tak źle?
        • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.06.05, 18:37
          Tak. Ja też uważam, że decyzja o odłożeniu zformalizowania związku ma sens. Bo
          z pewnością sensu nie ma brnięcie w małżeństwo z mottem "jakoś to będzie".
          Takie myślenie to totalna pomyłka.

          Boję się natomiaswt, że jak już będziemy mężem i żoną, to odpuści sobie
          zupełnie. Tak na marginesie, to jakbym miał w tej chwili zadeklarować, czy
          chciałbym mieć potomstwo, to z pewnością odpowiedziałbym, że nie. Dlaczego? Bo
          wiem, że wielu kobietom po porodzie mija kompleteni ochota na seks i wiem, że w
          naszym przypadku istniałaby taka ewentualność. Więc tak egoistycznie powiem, że
          wolałbym nie ryzykować utraty tego co mam... To tak zupełnie pobocznie do tego
          wątku.

          Ja też chcę konstruktywnego rozwiązania. Użalanie się nad soba nie ma
          kompletnie sensu, można co najwyżej wpędzić się w depresję. Nie wiem, ale
          myślę, że najbliższe 2-3 miesiące będą decyujące. Od 2 miesięcy moja kobieta
          nie bierze środków antykoncepcyjnych, bo być może to jest przyczyna tego
          stanu,a około 3 miesiące organizm dochodzi do swojego normalnego poziomu
          hormonów. Ale przez dwa miesiące ona nie odczuwa żadnych, ale to żadnych zmian
          libido, więc jest niewielka nadzieja, że to jest przyczyna. Ale mam nadzieję,
          że to się unormuje, bo bardzo się kochamy, i seks (jestem jej pierwszym
          facetem) u nas wypłynął z budowania wspaniałego, trwałego związku, a nie
          związek budowaliśmy na seksie. I to mi tylko, daje nadzieję na rozwiązanie
          problemu :)

          Póki co pozostaje mi wspinaczka :) piłka nożna, tenis (zaczynamy teraz razem
          naukę) i takie tam inne :)
          • williamshakesbeer Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 23.06.05, 23:57
            Przeczytałem cały wątek. Twoja sytuacja jest jakby wyprzedzeniem w czasie tego
            co spotyka mnie i moją ukochaną. Jestem na etapie , na którym ty byles kilka
            miesiecy temu. Ciekaw jestem jak wam się poukłada. Też szukałem wszystkich
            możliwych powodów... Najbardziej martwię się tym, że nawet seksuolog nic nie
            poradzi na to, że ktoś się komuś znudził. Tylko,że w takiej sytuacji wolałbym
            otwartego stwierdzenia i decyzji, bo nie rozdzielam seksu od miłości.Facet bez
            pożądania ze strony swojej kobiety czuje się niekochany i to jest fakt! W moim
            wypadku jak troche pomarudzę to widzę, że stara się żeby było inaczej. Ale to
            po pierwsze efekt krótkotrwały, a po drugie to ŻADNE rozwiązanie--bo kochanie
            sie ze świadomością, że ona nie ma ochoty byłoby gorsze niż celibat.
            Mam nadzieję,że coś się zmieni : u WAs i u nas.... :-) pozdrawiam
            • anais_nin666 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 00:15
              Facet bez
              > pożądania ze strony swojej kobiety czuje się niekochany i to jest fakt! -
              kobieta nie czująca pożądania swego męża też czuje się niekochana, do tego
              nieatrakcyjna itd. W moim związku ultimatum pomagało na krótki czas. Mąz starał
              się powiedzmy tydzień, a potem jakby zapominał o problemie do czasu gdy go enty
              raz naświetlałam...:(
              Abdulian, myślisz o odłożeniu decyzji o ślubie jeszcze o rok. Tylko co to
              zmieni? Jeśli od prawie roku sytuacja się nie klaruje sądzisz, że zmieni się za
              rok, dwa? Nie. Raczej częstotliwość współżycia będzie się jeszcze zmniejszać, a
              Twa frustracja narastać. Jedyne co możesz to pogodzić się z sytuacją, że seks
              będzie w Waszym związku rzadkością i byc z kobieta , którą kochasz lub ...
              odejść. Jeśli masz siłę na związek gdzie seks jest sprawą marginalną to ok, ale
              jeśli nie... sam pomyśl co będzie za x czasu. Ja to właśnie przerabiam...
              Oczywiście trzymam kciuki za to, by ta sytuacja była u Ciebie tylko chwilowym
              kryzysem.
            • ewolwenta Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 07:43
              >-bo kochanie
              > sie ze świadomością, że on[a] nie ma ochoty byłoby gorsze niż celibat.

              Prawda! Prawda.
              • woman-in-love Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 08:52
                moja diagnoza: rozejrzeć się za kimś innym. Wyczytałam w Twoich wątkach: -"nie
                mógłbym zdradzić". Odpowiadam: - mógłbys, a jeśli sie z nią ożenisz - będziesz
                musiał, albo wypaczysz się i zmarniejesz. Sczeżniesz marnie przy tej osobie.
                Obym sie myliła.
                • tomek_abc Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 12:10
                  wiele osób po iluś tam latach małżeństwa...
                  jesli jednak te problemy pojawiają się juz na starcie...
                  to chyba z tej mąki chleba nie będzie
            • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 14:40
              Cieszę się, że ktoś go czyta :) ja zbieram cenne doświadczenia. Pewnie nie
              tylko ja.

              Ja sie absolutnie zgodzę z twierdzeniem, że facet bez pożądania ze strony
              swojej kobiety czuje sie niekochany. W końcu, to przecież bardzo często dla
              nich (nie tylko dla siebie) robimy pewne rzeczy, nawet te na które nie zawsze
              mamy ochotę :P

              A odnośnie tego celibatu, to że tak się wyrażę, święta racja :) Ja powiem, że
              nigdy nie zgodziłbym się na seks wiedząc, że ona się do tego zmusza - po prostu
              chyba by mnie sumienie zabiło...



    • zolza73 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 12:32
      Moze to co napisze bedzie troche wstrzasajace,ale bedzie szczera prawda-moze cie
      zalamac a moze skloni do przemyslen w zupelnie innym kierunku.
      Bylam z moim 1 partnerem ok 7 lat, byl aniolem,mowil mi
      sloneczko,kochanie,kotus, nosil na rekach, zgadywal mysli,zyczenia,slowa zlego
      nie powiem w zyciu na niego, sex z nim (oboje bylismy dla siebie pierwsi)po ok
      2-3 latach totalnie mi sie znudzil...dlaczego? Wypalilo cos sie, sex rodzi sie w
      umysle,faceta zaczelam postrzegac jako przewidywalnego, dobrze znanego
      przyjaciela, ta jego uleglosc,dobroc, doslownie zrobila go dla mnie niemeskim
      osobnikiem, pozadanie gdzies zniknelo, druga rzecz -znalam jego schemat kochania
      sie-zawsze ten sam -choc powiem, ze zadowolenie seksualne ocenialam zawsze na
      5-dbal o moja przyjemnosc jak nikt potem.Lecz ta jego
      miekkosc,czulosc,anielskosc,slodkosc zrobila z niego „babe” -podswiadomie go tak
      odbieralam,choc zawsze szukalam dobrego,czulego mezczyzny-on chyba przesadzil.
      Proces ten trwal. Bo mialam wyrzuty straszne- inne kobiety sa zle
      traktowane,bite,ponizane a ja?? noszona na rekach i co?? chce odejsc?? dlaczego?
      Bo za bardzo mnie kocha?? idiotka mowilam sobie, lecz kiedy doszlo, ze zmuszalam
      sie do seksu a kazde jego czule dotkniecie powodowalo wymioty,musialam podjac
      decyzje. Nie zaprzecze, ze mialam straszna ciekawosc jak to jest z innym – byl
      jedynym a ciekawosc jest tu raczej naturalna rzecza.
      Psychologia mowi,ze namietnosc trwa do 4 lat i nic nie zrobilymy by ja
      zatrzymac,to proces chemiczny mozgu i zgadzam sie. Jednak kiedy konczy sie on
      szybciej cos z zewnatrz musi stymulowac zanik namietnosci jak i cos z zewnatrz
      ja pobudza. W twoim przypadku sadze ze jestes przeslodzony,gonisz ja,roztrzasasz
      problem, a ona czujac sie winna odsuwa sie bardziej bo najzwyczajniej w swiecie
      nie ma wplywu na swoje reakcje ciala.... Rada dla ciebie: daj spokoj z tym
      nianczeniem jej, moze faktycznie robisz sie „bezjajeczny” wez dla odmiany ta
      teorie pod sąd, wyluzuj,moze zacznij z 2 strony, zacznij gadac jej ze sex nie
      jest najwazniejszy itp.,przestan nalegac, zmien troche podejscie do niej, niech
      nie czuje sie tak osladzana, bo wiedz ,ze jestem przykladem kiedy facet mnie
      zaslodzil na smierc-ucieklam.
      Do kogo? Do totalnego przeciwienstwa, gdzie nic nie podaje mi na tacy,gdzie i ja
      musze myslec,starac sie by relacje miedzy nami byly ok, nie zasladza mnie czy go
      obraze czy nie, gdzie wiem, ze kocha ale zeby to trwalo musze starac sie tez i
      pielegnowac. W poprzednim przypadku milosc faceta byla totalnie bezwarunkowa i
      uspila to co wazne-namietnosc,nieprzewidywalnosc,chec bycia razem. Pomysl troche
      w tym kierunku. I daj jej spokoj!!! Przestan drazyc temat jakbys byl jej
      prywatnym psychologiem i rozbieral na czesci zwiazek,przyszlosc,jej
      reakcje....to droga do rozstania.
      • aga-21 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 12:50
        Mialam dokladnie to samo - niby idealnie, niby super, ale zupelne zero ochoty
        na seks.
        On mnie uwielbial, nosil na rekach, zgadzal sie na wszystko. A ja myslalam, ze
        jestem dziwna, bo wcale mnie to nie cieszy. I zupelnie nie patrze na niego jak
        na faceta, fizycznie nie pociaga mnie w ogole. A szkoda.
        Rozstalismy sie.
        Poznalam kogos z kim zwiazek jest zwiazkiem dwojga ludzi - oboje dbamy, oboje
        sie staramy, seks jest wspanialy.
        I tez, tak samo ja w Waszym przypadku - tamten facet byl moim pierwszym...
        Zaobserwowalam, ze zwykla ciekawosc "jak to jest z innym" jest u kobiet
        ogromna..
        I tak samo ochota, zeby milosc nie byla podana na tacy... I seks nie byl
        obowiazkiem...
        • malinka83 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 13:38
          Ja bylam (a raczej jestem) w identycznej sytuacji. Facet od 9 lat - z półroczną
          przerwą, kiedy miałam dość jego słodzenia. Nosi mnie na rękach i traktuje jak
          księżniczkę. Ciężka sprawa, niby próbowałam to skonczyć, ale ciężko, po tak
          długim czasie. A teraz, kiedy po pół roku do siebie wróciliśmy, zastanawiam
          się, czy dobrze zrobiłam. Ale jak patrzę, jak on mnie kocha, to serce mnie boli
          na myśl, że (znowu) miałabym go zostawić. No i oczywiście, dodam, z mojej
          strony brak ochoty na seks...jak u przedmówczyń...
          • aga-21 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 13:45
            Wlasnie tak mialam.. Rozstanie po 5 latach (z 3miesiaczna przerwa w trakcie) to
            koszmar... Nie powiem - czasem mam wyrzuty sumienia: ze on mnie tak kochal a ja
            az tak nie potrafilam.

            Ale wiesz co zdecydowalo o rozstaniu? Ze jestem mloda. Ze nie chce calego zycia
            tak spedzic. Ze skoro teraz tak jest to lepiej nie bedzie! A ja nie
            chce "bialego malzenstwa". Nie chce cierpien i moich i jego, nie chce krzywdzic
            nas oboje.
            • malinka83 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 13:48
              No dokładnie, dlatego go zostawilam: jestem młoda, szkoda marnować życia sobie
              i jemu. Ale za dużo wspólnych znajomych, za blisko siebie mieszkamy i
              wróciliśmy do siebie:( Nie wiem, co robić.Pomijam że mam kochanka (jak to
              dumnie brzmi), żonatego, i z nim zawsze mam ochotę na seks..Może to wynika z
              nowości? Może z nim też po pewnym czasie seks by mi się znudził? Już sama nie
              wiem...
              • malinka83 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 13:53
                ps. a na kochanka dałam się skusić właśnie z tej ciekawości, jak to jest z
                innym, wcześniej nie wyobrażałam sobie zdrady, ale teraz już sobie
                wyobrażam...I też nie jest mi z tym łatwo, że on mnie tak kocha, a ja go
                zdradzam..
              • aga-21 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 13:59
                Ciezka sprawa... Ale ja tez myslalam, ze za daleko to zabrnelo - wspolni
                znajomi (chodzilismy nawet do jednej klasy w lo!), to samo miasto i do tego
                rodziny, ktore sie dobrze znaly i lubily. Po pierwszym rozstaniu bylo mi zle,
                zeszlismy sie chyba dlatego ze nie potrafilam sobie poradzic z tym, ze nagle
                nie ma przy mnie najwierniejszego przyjaciela. I ze juz nikt nie nosi mnie na
                rekach...
                Coz...
                Po drugim rozstaniu (ponad pol roku temu) okazalo sie ze ze znajomymi nie ma az
                takiego problemu. Ci, ktorych lubilam i ktorzy lubili mnie pozostali. Co
                prawda, u nas akurat wyszlo ze wiekszosc znajomych zostala przy mnie, ale nie
                bylo na tym polu problemow.
                Co do miasta - ja mieszkam w Wawie. Przypadkiem spotkalismy sie tylko raz.
                Rodziny :| Tu jest gorzej. Bylo troche niecheci, zlosci, ale teraz jest ok.
                Jendym slowem - mozna sie rozstac, choc wiem dobrze ze jest trudno.

                A skoro masz kochanka i masz ochote na seks z nim, to znaczy ze z Toba wszystko
                ok, tylko Twoj zwiazek nie jest udany...
                Jesli jednak chcesz ratowac dlugoletni zwiazek ze swoim chlopakiem to przede
                wszystkim zostaw tego zonatego...

                (Ale moja opinia jest taka - na sile sie nic nie da... Moze poszukaj nowego,
                wolnego faceta...?)
                • malinka83 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 14:07
                  Własnie taki mam plan:) Upozoruję swoją śmierć i ucieknę z tym trzecim:) A tak
                  poważnie, to jak czytam co piszesz, to jakbym o sobie czytała. Z rodzinami to
                  samo, rodzice się przyjaźnią, wspólne imprezy, wakacje,itd..W sumie już się
                  pogodzili, że się rozstaliśmy, ale wróciłam do niego, bo brakowalo mi go na co
                  dzień, jako przyjaciela. Co do odległoście między domami - 1km, to samo
                  osiedle, ciężko się nie spotykać...A w głowie jedna myśl: co zrobić..co zrobić..
        • malinka83 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 14:16
          Aga, jak długo jesteś ze swoim "nowym" facetem?
          • aga-21 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 26.06.05, 20:21
            Pol roku :-) Wlasnie niedawno nam stuknelo...
      • anais_nin666 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 12:58
        Wiesz co Zołza? Masz cholerną rację. Tylko czy to nie jest trochę przykre?
        Marzymy o kochającym czułym facecie, a gdy się taki "przytrafi" rzucamy go, bo
        jest za dobry. Trudności nas dopingują;)?
        • aga-21 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 13:14
          A czy nie jest tez troche tak, ze chcesz czegos wymagac od siebie? Sama sie
          starac? A kiedy wiesz, ze on kocha bezgranicznie i uwaza Cie za ideal, to co
          masz robic? Przeciez nie zaczniesz wzdychac do samej siebie...

          Potrzeba nam troche zycia w zyciu... Zeby nie bylo nudno...
          • anais_nin666 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 13:20
            Jasne:)
        • zolza73 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 13:25
          pomyslmy logicznie, cos co dostajemy bez staran, na tacy, chocby byly to
          kokosy,ptasie mleczko, itp robi sie nudne, z psychologicznego punktu widzenia
          gdzie miedzy ludzmi zachodzi relacja wiecznej "nagrody" po czasie nie jest juz
          nagroda lecz oczywista rzecza,ktorej nie zauwazamy...sytuacja: urodziny
          zony-facet co roku przynosi roze, tyle ile ma lat...kobieta-zero
          oczekiwania,zero podniecenia,wie ze dzis dostanie roze..sytuacja nr 2-ta sama
          okolicznosc z tym,ze inny facet,czasem zapomina a czasem nie-kobieta w napieciu,
          oczekuje co dzis sie zdarzy? zapomnial? czy nie...facet wlazi z
          kwiatami...wyobrazcie sobie jej radosc...jakby dostala ciezarowke kwiecia a nie
          jedna rozyczke...
          Taka jest nasza psychika,niestety.
      • ewolwenta Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 14:35
        Zaskoczyło mnie ta dyskusja. Przesyt czułością i intymnością, przyczyną
        rozstania?

        Namiętność gaśnie ale nie musi zupełnie zniknąć. To tylko kwestia właściwego
        podejścia do drugiego człowieka i budowania relacji.

        Tego trzeba się nauczyć, ale aby lekcja przyniosła rezultaty musi trwać.
        Związek dojrzały to taki, który wyjdzie poza okres zakochania. Wtedy można
        próbować sił w kompromisie. Czasem coś nie wychodzi, i trzeba się rozstać, to
        oczywiste. Ale wyjście z założenia, o czasowości związku jest chyba mało
        perspektywiczne. Z wiekiem człowiek trudniej się uczy partnera, gorzej
        dopasowuje, jest mniej skłonny do kompromisu.

        Można całe życie skakać z kwiatka na kwiatek, aż przyjdzie jesień i wszystkie
        zwiędną. Następna wiosna nie będzie nasza.

        Ale Wy dziewczyny chyba preferujecie rosiczki zamiast zwykłych kochanych
        rumianków.

        PS> Coś mnie dziś wzięło na tony moralizatorskie. Ale co tam...
      • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 14:35
        OK. Rozumiem posta i przyjmuję go nie tylko do wiadomości.

        To co napisałaś o tym wszystkim ma sens. Ja też trochę poczytałem i pomyślałem
        zanim przystąpiłem do działania (mam na myśli drugie podejście).

        W tej chwili sytuacja wygląda nie beznadziejnie, ale też nie kolorowo. Jest
        bardzo dobra perspektywa, że będzie lepiej. A jaką przyjełem taktykę? Luzzzz...
        Nic nie mówię, nie nagabuję, nie jestem prywatnym psychologiem. Od jakiegoś
        czasu po prostu obserwuję i widzę, że zmiany idą ku lepszemu. Acha no i nigdy
        nie mówiłem, że seks jest najważniejszy, ani w sposób bezpośredni, ani
        pośrednio. Po prostu tak nie uważam i tyle...

        Ja powiem szczerze, że jest to kobieta, którą kocham nad życie i nigdy nie
        mógłbym spojrzeć w lustro, gdybym ją miał zdradzić. Jak na razie dosonale daję
        sobię radę i wspólnie sobie pomagamy :D i tak na prawdę cały ten problem
        jeszcze bardziej zbliżył nas do siebie, co jest dowodem na to, że jest jeszcze
        większa szansa na pozytywne jego rozwiązanie.

        Acha, jeszcze jedno. Ja nie jestem taki idealny tj. nie noszę jej na rękach 24h
        na dobę (chociaż może powinenem) bo od nadmiernej ilości lukru, to się można
        tylko i wyłącznie rozchorować, co chyba wie każdy. Bywa i tak, że jestem
        draniem ;) oczywiście żartuję :)))

        Ale dziękuję za opinię. Bogatszy o każde doświadczenie i wiedzę jestem w stanie
        się rozwijać, a o to przecież chodzi.
        • zolza73 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 14:44
          Zycze wytrwalosci, dla pocieszenia powiem,ze z tym moim "przeciwienstwem" znamy
          sie 5 lat,razem od 4 i nigdy ale to nigdy nie odmowilam mu sexu, poniewaz wciaz
          mam na niego ochote,frapuje mnie, drazni, podnieca, jest po prostu meski ta
          swoja odmiennoscia (bo facet powinien byc inny od kobiety), zdarza, ze to ja
          sciagam go ze sciany (gdy ucieka;)) i rzucam na lozko:D ale to juz inna historia:D
          • ewolwenta Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 14:47
            To i dobrze. Różnorodność bywa solą....
        • anais_nin666 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 15:27
          Seks nie jest najważniejszy, ale jednak na tyle ważny, by jego brak mógł
          idealny związek nieco nadszarpnąc, co miało u Ciebie miejsce. Gdyby ów seks nie
          stanowił problemu nie pisałbyś na tym forum. Zatem najważniejszy - racja, nie
          jest, ale bardzo istotny.
          • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 15:53
            Absolutnie się zgadzam :D Innaczej nie pisałbym tutaj jak słusznie zauwazylaś.

    • alien81 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 24.06.05, 18:02
      Cześć, nie wiem na ile się zmieniło u Was od Twojego pierwszego postu (bo wątek
      długi więc proszę o jakieś streszczenie). jeżeli niewiele to musisz zadać sobie
      pytanie, co jest dla Ciebie ważniejsze - częsty, udany seks z ukochaną Kobietą,
      czy jednak obniżenie swoich potrzeb dla osoby, która widać takich nie ma.
      czasami nic się nie da zrobić - jeśli ktoś ma niskie potrzeby, to czasami tak
      jest i tyle. i nie pomoże lekarz czy terapeuta, bo kto potrafi określić kiedy
      się zaczyna a kiedy kończy oziębłość. warto się więc zastanowić, czy to ta
      właściwa osoba. bo może z kimś innym odczuwałaby większy popęd. tak bywa. mam
      nadzieję jednak że wiele się zmieniło i czekam na jakieś info:)
      • abdulian Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 26.06.05, 23:06
        Wiesz, najwazniejsze jest dla mnie uczucie i wszystko co mnie z moją ukochaną
        łączy. Dlatego ostatecznie, jestem w stanie zrezygnować z częsci swoich potrzeb
        na rzecz tego związku i jej. To jest cenniejsze dla mnie :)

        Ale psrawa się systematycznei polepsza i nie mogę powiedzieć, że jest źle.
        Właśnei wróciłem do domku po cudownym weeknedzie, kóry spędziliśmy razem :) i
        było cudownie :D

        ja mówię - jestem pełen optymizmu, że uda się wszystko o co zawalczymy (wspólnie
        przecież) więc będę informował na bieżąco.
        • alien81 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 27.06.05, 10:44
          bardzo mnie to cieszy. to najważniejsze aby obydwie strony chciały wyciągnąć do
          siebie rękę i pójść krok do przodu. myślę, że to bardzo dobrze wróży związkowi
          (tym bardziej, że Ty na szczęście nie jesteś facetem typu "kocham, ale zdradzam
          bo ona mi nie daje, więc jestem rozgrzeszony").
    • goldenwomen Ma innego !!!! 26.06.05, 21:22
      na bank! albo za duzo ja rozpiesciles! po cholere pokazales jej cala swoja
      D........???? nie robi sie tego nigdy! wybacz szczerośc zycze powodzenia
      • kosztel Re: Ma innego !!!! 26.06.05, 21:36
        tez tak mysle. nagle przestaly odpowiadac jej twoje romantyczne gesty, ktore
        wczesniej sprawialy jej duza przyjemnosc. to zly znak. ona przezywa kryzys
        emocjonalny i moze miec na boku maly romansik. to minie, pytanie tylko czy
        nadal bedziecie razem. mlodzi jestescie to i normalne jest, ze czlowiek sie
        zmienia, zaczyna pragnac czegos innego niz druga polowka i zaczynacie sie
        rozmijac. napisz jak poszla rozmowa i jakie sa tego skutki. pozdrawiam;)
        • selfmademan Re: Ma innego !!!! 26.06.05, 22:47
          No i nie zapominaj o skałkach, wspinaczce i innych pasjach. Poza seksem jest
          pare spraw dających dobra dawkę emocji, człowiek nie powinien ( w każdym
          związku ) ustawiac się wyłacznie w pozycji męża/żony, ale też odrębnego
          człowieka ze swoimi zainteresowaniami, hobby, etc.

          "SYĆKIE TE DZIEDZINY DŹWIGNOM CI POZIOM ADRENALINY "
          (Zakopower)
          • abdulian Re: Ma innego !!!! 26.06.05, 23:11
            :) innego nie ma, tego jestem pewien. Za dobrze ją znam i wiem jaką rolę pełnią
            dla niej zasady nią kierujące. ponadto, zbyt dużo czasu spędzamy razem i tak de
            facto, to nie sądze, żeby miała kiedy. Ostatnio praktycznie razem mieszkamy,
            spędzamy jakieś 98% czasu w tygodniu razem (nie licząc czasu pracy) stąd
            dodatkowy argument...

            A o innych rzeczach nie zapominam, ba nawet od jutra zaczynamy naukę gry w
            tenisa ziemnego :P oczywiście razem. Tylko pierwsze zajęcia mi przepadną, bo
            musze jechać do Warszawki w związku z nowym projektem, który mam prowadzić i nie
            zdążę na 18:00 do Krakowa. Szkoda, ale w piątek kolejna lekcja :)
          • anais_nin666 Re: Ma innego !!!! 26.06.05, 23:11
            człowiek nie powinien ( w każdym
            > związku ) ustawiac się wyłacznie w pozycji męża/żony, ale też odrębnego
            > człowieka ze swoimi zainteresowaniami, hobby
            Święte słowa!!!
    • autoexxxec Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 28.07.05, 16:55
      abdulianie, nie napieraj tak bardzo, to dziala odwrotnie, to trudne ( sam nie
      potrafilem) pewnie w niektorych przypadkach niewykonalne, ale postaraj sie
      zaakceptowac to ze kobita nie chce i juz.

      jesli ciagle za nia biegasz namiawiasz, oczekujesz jakis delkaracji, to ona
      ciagle bedzie uciekala. niestety, nawet jesli bedziesz mówił ze jest ok, ale
      chodzil podkurzony i poirytowany to to nic nie da. jesli Twoja lady poczuje ze
      ja akceptujesz, ze akceptujesz to zze nie ma ochoty na seks np przez 2
      tygodnie, to przestanie uciekac, nie bedzie sie zmuszac, nie bedzie wypatrywac
      momentu kiedy jest troszke podniecona po to zeby od razu leciec do Ciebie zeby
      Cie zadowolic z mozliwie najmniejszym swoim wlasnym dyskomfortem. to ze
      napierasz, to ze jestes niezadowolony z waszego pozycia jest wystarczajacym
      powodem zeby nie miec ochoty na seks.


      jak Twoja lady poczuje sie przy tobie bezpieczna i swobodna w lozku
      (bezpieczna i swobodna- to znaaczy ze nie pod presją) to bedzie odczuwac radosc
      z seksu. radosc z seksu jest stanem naturalnym. i jestem przekonany ze bedzie
      sie chciala z Toba częściej kochać. co innego jesli przyczyna jest inna, typu
      stresy, fascynacja kims innym itd

      co do tego ze chcesz przelozyc ślub to oczywiście racja, ale to było ultimatum -
      niestety.

      napisales ze nie bedziesz chcial miec dzieci, zeby nie stracic tego co masz.
      gościu, jestes chyba bardzo zdesperowany ze myslisz takimi kategoriami i masz
      bardzo roszczeniową postawe.
      • bluewings Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 29.07.05, 01:23
        Autoexxxec ma calkowita racje. Jestem 23-letnia kobieta i potwierdzam to, co
        zostalo powiedziane o presji. Kazda presja nawet ta niewypowiedziana dziala
        zupelnie odwrotnie, trudno to wytlumaczyc ale tak poprostu jest. Przesyt wrazen
        tez nie jest jakas nadzwyczajna sprawa, to sie zdarza i juz. Mysle, ze jakis
        czas abstynencji i poswiecenia uwagi innym sferom JEJ (Waszego) zycia moze dac
        wspaniala skutki. Poza tym uwazam, ze seks ilustruje dokladnie to, co dzieje sie
        w innych sferach zycia kobiety. Wszystko musi byc "zaopiekowane" i
        zaakceptowane, kobieta musi czuc sie w pelni zrozumiana i w 100% kochana (wraz
        ze swoja chwilowa niechecia do seksu!!!) aby moc cieszyc sie cielesnym kontaktem
        ze swoim mezczyzna... Pozdrawiam i zycze powodzenia!
    • mdmno Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 29.07.05, 13:14
      Więc ja w tej sytuacji polecam dobrą lekturę Jacka PULIKOWSKIEGO np. "Wartość
      współżycia małżeńskiego" www.rodzinna.pl/rodzinna/product_info.php?
      cPath=500000&products_id=407. Jeżeli Twoja Partnerka łyka hormonalne tabletki
      antykoncepcyjne to polecam pokładne przeczytanie załączonej ulotki. Ja nigdy
      bym nie pozwolił na trucie takimi środkami mojej Kochanej Żony. Pamiętaj o tym,
      że szczera rozmowa jest bardzo ważna. Cześć Życzę POWODZENIA !!!
    • liwka18 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 30.07.05, 13:15
      Może ona jest porostu w ciąży??
    • liwka18 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 30.07.05, 13:17
      A nie zuważyłam , że ten post tak dawno został napisany , więc moja teoria w
      tym przypadku się nie sprawdziła!! pozdrawiam =)))
    • abdulian Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 06.10.05, 23:58
      Witam wszystkich ponownie, pewnie znowu będzie trochę czytania, więc życze
      wytrwałości i cierpliwości.

      Dla tych co czytają wszytko i dla tych co nie małe streszczenie: w moim związku
      w sprawach seksu było źle, ja spanikowałem, krzyczałem na forum ratunku. Dzisiaj
      sobie uświadomiłem, że to już ponad rok jak napisałem ten wątek... Szmat czasu.
      Ale postanowiłem obsewować wyciągać wnioski i walczyć o to żeby było lepiej.

      W tym tygodniu kochałem się z moją kobietą pierwszy raz od pół roku. Tak, to
      szmat czasu, zważywszy że mam 25 (ona 24 lata) lat i potrzeby znacznie większe.
      Było przemęczenie, był stres, wyniszczająca psychiczne praca. To wszystko
      dotyczyło mojej partneki. Ciężko pracowałem nad tym, żeby w bardzo, ale to
      bardzo delikatny sposób wprowadzać jakieś zmiany. Nauczyć ją dystansu do pewnych
      spraw i w ogóle. Osiągnąłem w tym mały sukces, jest decyzja o zmianie pracy, w
      końcu moja kobieta sama postanowiła, że chce się ze mną kochać, że brakuje jej
      tego typu bliskości.

      Co zrobiłem? Obserwowałem, patrzyłem, analizowałem, wyciągałem wnioski, snułem
      plany. Potem metodą małych kroczków wdrażałem malutki pomysły w życie. Nie tak
      żeby manipulować, ale tak, żeby czasem sama na coś wpadła. Wystarczyło
      odpowiednio nakierować. Ale na wszystko potrzeba było czasu i przede wszystkim
      cierpliwości i wytrwałości.

      Na początku myślałem, że oszaleję ze szczęscia - w końcu udało mi się swoją
      "pracą u podstaw" walczyć o to, żeby ten związek przetrwał. Kocham ją ponad
      wszystko i zawsze ona będzie dla mnie najważniejsza. Było na prawdę cudownie,
      wiem że jej również się podobało.

      Niestety, prawdopodobnie moje zwycięstwo będzie pyrrusowe, bo moja ukochana
      postanowiła wyjechać do pracy za granicę. Już to kiedyś przerabialiśmy, jak była
      pół roku na stypendium w Niemczech i wiem, że jest to niestety cholernie trudne.
      Teraz, kiedy zaczeło nam się układać, ona wyjedzie i wszystko trafi szlag. Nie
      jestem z natury defetystą, ale tamto doświadczenie sprawia, że mój realizm można
      nazwać w tym miejscu pesymizmem i nie będzie to błędem. Szlag mnie trafia, bo
      niestety nie takie rozwiązanie było moim celem, zmiana pracy tak, ale nie wyjazd
      za granicę... Dodam, że nie moge z nią pojechać, z powodu, dużego projektu który
      zaczynam, studiów które w tym roku akademickim kończę i drugich studiów, które
      kończe za dwa lata... Nie będę wspominał o studiach doktoranckich, które miałem
      zacząć za rok...

      Co mnie czeka? Nie dość, że tygodnie bez jakiejkolwiek namiętności, to jeszcze w
      rozłące. I najgorsze jest to, że nie wiem czy sobie z tym poradzę. Może być
      tragicznie, już raz taki jej wyjazd przerabiałem i był to najgorszy okres w moim
      życiu. Nawet w tej chwili nie mam opchoty myśleć co ile będziemy mogli się
      widywać, bo szkoda łez.

      OK - coś na koniec. Mój wniosek, moje osobiste spostrzeżenie jest takie, że
      praca może wykończyć psychicznie i rozbić związek pod względem kontaktów
      fizycznych. Można podjąć walkę, oczywiście bez gwarancji sukcesu, ale jest to
      ogromne wyzwanie. Ja twierdzę, że warto, mam nadzieję, że wkrótce będę mógł
      znowu odświeżyć wątek i napisać: "warto było - wygrałem" chociaż jak na dzień
      dzisiejszy czuję się jak przegrany i niestety mam wrażenie, że tym to sie skończy...
      • tomek_abc Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 00:15
        Powracający wątek (problem?)....co kilka miesięcy

        Ja już swojego nie będę odgrzebywał..niech pójdzie w niepamięć.
        Ostatnio nachodzą mnie jednak pewne refleksję.
        1) rozmowy mają ograniczoną skuteczność...
        ma być dobrze....a jest jak zwykle...po 1-2 tyg
        2) stosuję metodę Marcina i zauważąm, ze kobieta w zagrożeniu troche się zmienia
        zaczyna jej zależeć, jakby dziwiła się i pytała "moze juz mnie nie kochasz?"
        Pewnie też to jest droga do nikąd.
        Trzymanie na krókiej smyczy obojętnosci - nie jest to przecież partnerski
        zwiazek. Popuszczenie smyczy -powrót do starego stanu

        Co zostaje ? Chyba jakies zajmująca pasja...
        czyli albo pasjonująca kochanka, albo zbieranie znaczków ;)
        • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 00:22
          Tiaaaa...

          Piłka nożna, ekstremalna jazda rowerem górskim po ulicach Krakowa (sotatnio
          nawet w nocy, niezła adrenalinka) siłownia i wspinaczka skałkowa (o innych nie
          napiszę)... Muszę gdzieś dawać upust testosteronowi, bo bym chyba oszalał :(

          Zostaje mi poczekać, po raz ostatni popatrzeć co i jak. Może coś z tego będzie.
          Ja łatwo się nie poddam.
      • atopik Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 10:14
        Smutne...
        Skoro chce wyjechać, to jak Ona widzi waszą przyszłość ? Jest w niej miejsce
        dla Ciebie ?
      • sheriff2000 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 11:20
        abdulian napisał:
        > ygodnie bez jakiejkolwiek namiętności, to jeszcze
        > w
        > rozłące

        Ale te powroty....
        Czasem warto czekać

        Zdroofka
        Sheriff
        • anula36 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 12:40
          zeby sie tylko nie okazalo ze bylo to czeklanie bez powrotu...
          • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 12:43
            Z całą moją niekłamaną symaptią do Ciebie Anula - obyś nie miała racji :)
            • lulajka83 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 13:49
              gdzies slyszalam ze sex jest barometrem w zwiazku. jak jest dobrze to jest sex,
              jak jest zle to nie ma.
              a nie na odwrot: jest zle bo nie ma sexu.
              gratuluje wytrwalosci. ja bym sie poddala duzo szybciej.
              ale to, ze bylo fajnie po pol roku przerwy nie znaczy, ze tak bedzie trwac.
              ja zachowuje sie jak twoja dziewczyna tylko wtedy, kiedy chce odejsc i nie wiem
              jak to zrobic. tylko to trwa krocej, bo po 3 miesiacach max takiego zachowania
              odchodze.
            • anula36 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 15:24
              po prostu nie lubie takiego gadania "czymze jest rozstanie wobec wizji powrotu"
              nie samymi powrotami sie zyje...
              • yacobs1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 16:13
                Do abdulaina (autora postu):
                chlopcze jesli myslisze ze seks w dlugim zwiazku bedzie zawsze taki super,
                taki spontaniczny jak na poczatku, to jestes w bledzie. Lepiej przewartosciuj
                swoje poglady na ta sprawe. Albo to zrozumiesz i bedziesz madry albo zmienisz
                partnerke (predzej czy pozniej).
                • jakobieta1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 16:50
                  I tu się muszę zgodzić z yacobs1.
                  Czasem czytając to forum mam wrażenie, że ludzie narzekający na słaby seks w
                  długoletnim związku zapomnieli, że takie po prostu jest życie. MIłość w związku
                  ma wiele etapów, na początku jest ogniście, a z czasem namiętność maleje, ale
                  wzmacniająsię inne więzi. Czy naprawdę nie można być wtedy szczęśliwym?
                  A może byłoby mniej problemów i frustracji gdyby wszyscy
                  narzekający "wyszaleli" się na maxa, a potem dopiero założyli trwały zwiazek?
                  Tak, coś czuję, że niepotrzebnie wywołam burzę w szklance wody.
                  • anula36 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 17:50
                    bardzo potrzebnie;)
                    ylko jaki to jest slaby seks?
                    czy raz na rok to slaby seks czy juz brak seksu?
                  • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:25
                    Usus magister est optimus :)

                    Ja już się wyszalałem, mimo moich młodych lat i usiłuję stoworzyć trwały związek
                    :) Nadrzędnym celem jest to, żeby moja kobieta i ja byliśmy razem szczęsliwi.

                    Co do burzy, to na weekend zapowiadają pogodę :)

                    Cum debita reverentia,

                    Abdulian
                • ewolwenta Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 19:36
                  Uwielbiam te protekcjonalne tony.
                  „Chłopcze...”
                  wrrrr

                  PS> AL e może dziś jestem przewrażliwiona – użycie faceta w roli wibratora, z
                  opcją przytul, mnie wnerwia, więc wybaczcie. Tylko zły dzień

                  • karina72 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 19:47
                    ewolwenta napisała:
                    > Uwielbiam te protekcjonalne tony.
                    > „Chłopcze...”
                    > wrrrr



                    Czepaisz sie i tyle, napisz cos konkretnego i na temat.
                    • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:31
                      Mnie protekcjonalny ton irytuje (to chyba najłagodniejsze słowo) i świadczy o
                      autokratycznych zapędach wypowiadającego i niskiej kulturze rozmówcy, bądź braku
                      wiedzy na temat zasad komunikacji.

                      Dzięki Evo za poparcie :) Ja się czepiał będę, bo nie lubię takich omnibusów,
                      wcielają sie w postać "wujka dobra rada" i zbawiają świat... LOL :)
                      • yacobs1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:41
                        abdulian napisał:
                        > Mnie protekcjonalny ton irytuje (to chyba najłagodniejsze słowo) i świadczy o
                        > autokratycznych zapędach wypowiadającego i niskiej kulturze rozmówcy, bądź
                        brak
                        > u
                        > wiedzy na temat zasad komunikacji.
                        > Dzięki Evo za poparcie :) Ja się czepiał będę, bo nie lubię takich omnibusów,
                        > wcielają sie w postać "wujka dobra rada" i zbawiają świat... LOL :)

                        Abdulian zupelnie nie tak odczytales moj ton wypowiedzi. Coz internet to nie
                        rozmowa na zywo jednak.
                        Teraz nie dziwie sie ze twoja dziewczyna nie chce uprawiac seksu z taka sierota
                        jak ty. Musi miec powod skoro tak postepuje. Probujesz zgrywac nie wiadomo
                        kogo, nie wiadomo jakiego omnibusa i erudyte. I jeszcze szukasz poparcia u
                        jakiejs tam Ewy. Facet az taki slaby jestes?
                        ROTFL:)
                        • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:48
                          LOL :)

                          Po pierwsze, ni tylko ja tak odczytałem ton Twojej wypowiedzi. Tak, się akurat
                          składa, że miała ona protekcjonalny ton i bezzasadne jest dowodzenie, że jest
                          inaczej.

                          Po drugie, skończ waść z atakami na moją osobę i nazywaniem mnie "sierotą" bo
                          jeżeli masz w ręku takie atuty to, to jestem pewien, że zaraz będzie Wielki
                          Szlem... A może Szlam? nie wiem czy dostrzeżesz tą subtelna różnicę.

                          Po trzecie, widzę że: nie czytasz dokładnie, jesteś nowy na forum, no i może
                          jakas tam Ewa mnie poprze - albo wszystkie trzy na raz :)

                          Dostajesz ostatnią szansę na rehabilitację, żeby wyjśc z tej potyczki z twarzą
                          :) Do boju ogierze!
                          • yacobs1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:52
                            Dziekuje ze nazwales mnie ogierem. Dla mnie to komplement.
                            O tobie to mozna powiedziec chyba tylko jedno: muł.
                            Po nastepne: nie ja zaczalem wojne na slowa, tylko ty, wiec
                            rehabilituj sie ty gburze.
                            • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:59
                              Ad personam, fiu fiu - to już wyższa szkoła jazdy...

                              No widzisz erudyto, bo z pewnością nie Erudyto, jeżeli umiesz używać
                              wspaniałych, logicznych, rzeczowych i konkretnych argumentów typu "muł" i "gbur"
                              to moje gratulacje.

                              Id quod erat demonstrandum :)

                              • yacobs1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:01
                                Nie obroniles sie zupelnie tym komentarzem. Dawaj dale MULE.
                                • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:07
                                  Grzecznie poprosiłem, o nie atakowanie mnie poprzez używanie tak barwnych
                                  epitetów :) zostawiam go na pamiątkę Twojej klęski i proszę administratoró forum
                                  o pozostawienie dyskusji do tego moemntu.

                                  Każda następna Twoja wypowiedź, która będzie obraźliwa tak jak ta poprzednia
                                  zostanie wycięta.
                                  • yacobs1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:24
                                    abdulian napisał:
                                    > Grzecznie poprosiłem, o nie atakowanie mnie poprzez używanie tak barwnych
                                    > epitetów :) zostawiam go na pamiątkę Twojej klęski i proszę administratoró
                                    foru
                                    > m
                                    > o pozostawienie dyskusji do tego moemntu.
                                    >

                                    Biedactwo straszy mnie administratorami. Ehh. Wiedzialem ze tak bedzie.
                                    To ty zaczales wojne wiec prosze administratorow o rowne potraktowanie
                                    nas obydwu, a nie ze abdulian jest kims waznym tu na tym forum to jego zostawia
                                    sie w spokoju. Co to to nie.
                                    Nara.
                                    • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:37
                                      Nie straszę, tylko proszę o kulturę wypowiedzi. Ja nie użyłem w stosunku do
                                      Ciebie słów "muł" czy "gbur", nie użyłem tez słów powszechnie uznawanych za
                                      obraźliwe.

                                      Dlaczego zaczałem? A Ty zastanowiłeś się nad tym co napisałeś? Radzisz mi zmianę
                                      systemu wartości w pewnych kwestiach? Arbitralnie stwierdzasz, że jestem w
                                      błędzie? I na koniec stwierdzasz, że: "albo to zrozumiesz i bedziesz madry"?

                                      Człowieku, zastanów się nad tym co piszesz. Pomyśl chilę i zastanów się jak mnie
                                      potraktowałeś taką wypowiedzią. Ja tylko podniosłem rękawicę - a jeżeli nie
                                      zmiaerzałeś jej rzucać, to sam ją rzuciłem za tą zniewagę.
                                      • yacobs1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:39
                                        Skomentuje to tak: sciagnij te skarpete z glowy idioto!
                                      • zdradzony2005 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:40
                                        Odpuść.
                                        Potrzebuje czasu albo nie ma problemów i się nudzi...
                                        Zajmij się swoją Panią i Waszym związkiem.
                                        Tracisz czas na utarczki... po co .. piękny dzień, złota polska jesień, Ty,
                                        Ona... zazdroszczę Wam.
                                        Miłego dnia, wieczoru, nocy.
                                        • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:46
                                          Zdecydowanie odpuszczam. Zaczynają się (nie z mojej strony) obraźliwe docinki,
                                          więc po co?

                                          Tak :) pogoda jest super, dzisiaj wieczorem kina a jutro cały dzień na rowerku
                                          :) wspaniała perspektywa.

                                          Wzajemnie, życzę miłego weekendu :)
                                      • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:48
                                        Koniec, cięcie, według mnie gość nic nie rozumie, a dalej pewnie będzie mnie
                                        tylko obrażał.
                                      • yacobs1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:49
                                        Ja zakopuje topor wojenny, ty ponoc tez (napisales to gdzies wyzej).
                                        Niestety z uporem maniaka drazysz dalej temat i mnie obrazasz. Cos 'ala rzep na
                                        psim ogonie.
                                        Ja mam z tego niezly ubaw tylko:)
                                        • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:57
                                          Ja też zakopuje, tak jak napisałem.

                                          Wcześneijsza Twoja wypowiedź została usunięta za używanie obraźliwych słów (mimo
                                          tego, że był to cytat) a prosiłem, żebyś tego nie robił.

                                          Obięcuję więc więcej tematu nie drążyć. Resztę przemilczę, bo znowu padłby
                                          zarzut, że się czepiam i drążę :)))

                                          Życzę wszystkiego dobrego i powodzenia :)
                                        • ewolwenta Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 22:23
                                          Yacobs dyskutujesz właśnie z adminem, nie zauważyłeś?

                                          Abdulnian po co się bawisz w przepychanki? Nie bój się tnij szerokim gestem :)
                                          Nie ruszam tej sekwencji gg, skoro chcesz żeby została, uważam jednak że nic
                                          nie wnosi.
                          • zdradzony2005 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:01
                            Dajcie spokój, obaj.
                            Nie ma po co walczyc miedzy sobą...
                            Nie mozecie sobie pomóc, to spożytkujcie czas na coś lepszego.
                            Sam nie wiem, najlepiej na uwodzenie Pań Waszych serc.
                            Powodzenia.
                            Obaj głupi nie jesteście, a który mądrzejszy, no cóż w tej dyskusji obaj
                            mozecie tylko stracić...
                            • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:09
                              ja już toporek zakopałem, zakończyłem to na etapie odpowiednim. Nie zmiaerzam
                              się dalej ciąć bo mój kontrpartner chwyta za oręż, który na tym forum jest
                              nieakceptowany.
                              • zdradzony2005 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:11
                                No to Stary (bez podtekstów) powodzenia w Twej sprawie i abyś nie żałował i był
                                szczęśliwy...
                                • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:14
                                  Dziękuję za reprymendę :) chyba faktycznie nieco za ostro zareagowałem, ale
                                  teraz to już nieważne.

                                  Dzięki i powodzenia Tobie również, jak na dzień dzisiajszy wszystko zaczyna się
                                  układać co raz lepiej, no i powróciły namiętne noce :P więc przechodze w
                                  umiarkowany optymizm :)
                  • anula36 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 19:54
                    nie denerwuj sie tak:) Zlosc pieknosci szkodzi:)
                    • ewolwenta Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 07.10.05, 20:04
                      biorę sobie do serca
                • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:16
                  Ojcze (redaktorze)

                  Primo, nie myślę, że seks zawsze będzie super, bo wiadomo, że z upływem czasu w
                  związku i z biegiem lat partnerów będzie inaczej. Ale chciałbym żeby było dobrze
                  zawsze, chociaż to pewnie nierealne. Coś w tym dziwnego, że mam swoje ambicje?

                  Secundo, dziękuję za protekcjonalny ton wypowiedzi, mam swój rozum, co nieco o
                  świecie wiem, a na pewno mam chęc dowiedzieć się wiecej i zbierać nowe
                  doświadczenia.

                  Tertio, na ostatnie zdanie mógłbym zareagować agresywnie, ale pozwolę sobie
                  skomentować to tak: wolę być głupi na swój sposób, niż udzielać mądrych rad.
                  Partnerki zmieniać nie zamierzam.

                  Adulescentia est tempus discendi, sed nulla aetas sera est ad discendum, żeby
                  pozostać w konwencji :) inaczej będzie: barba crescit, caput nescit... Jak w
                  przypadku niektórych (a jednak będę troszkę złośliwy).
                  • yacobs1 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:25
                    abdulian napisał:

                    > Tertio, na ostatnie zdanie mógłbym zareagować agresywnie, ale pozwolę sobie
                    > skomentować to tak: wolę być głupi na swój sposób, niż udzielać mądrych rad.
                    > Partnerki zmieniać nie zamierzam.

                    Hehe albo ona predzej zmieni ciebie na lepszy model!
                    • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 12:38
                      Wiesz, zanim zaczniesz prowadzić dyskusję , to się zastanów nad tym co piszesz,
                      może coś poczytaj, porozmawiaj z kimś mądrym, poszukaj inspiracji.

                      Argumenty których się chwytasz i sposób w jaki je wyrażasz świadczy o tym że,
                      albo mierny z Ciebie partner do dyskusji (jak jest w moim przekonaniu), albo
                      siedzisz przed komputerem z "Erystyką" w ręku i otworzyłeś ja na losowo wybranej
                      stronie (co jest raczej wątplkiwe, chociaż oczywiście prawdopodobne), wreszcie,
                      Twój komentarz świadczy o tym, że nie zrozumiałeś tego co napisałem (czego
                      jestem pewien) i dlatego pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci powodzenia i
                      miłego dnia :)
                      • woman-in-love Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:01
                        Abdulian, ta decyzja o wyjeżdzie do pracy za granicę , to (po odrzuceniu
                        różnych ozdobników) po prostu olanie Ciebie, położenie krzyżyka na związku.
                        Wybacz brutalność, ale tak to wygląda.
                        • zdradzony2005 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:02
                          Kobieta, jak zawsze ma rację... niestety.
                        • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:05
                          W-I-L

                          Trochę się zmieniło, porozmawialiśmy i wyszło na to, że tamta jej decyzja to był
                          impuls chwili, więc na dzień dzisiejszy jest tak, że nie jedzie. Zostaje
                          namiejscu, od nowego roku zmienia pracę an inną. Jeżeli nie znajdzie niczego
                          nowego, to wtedy ewentualnie wyjazd.

                          Także, wciąż nie wiem czy to jest zwycięstwo czy nie, ale na pewno krok duży do
                          przodu. Taki był mój cel, to chciałem osiągnąć (zmianę pracy na inną) i jak na
                          razie jest OK.
                          • woman-in-love Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 08.10.05, 13:15
                            No to cieszę się razem z Tobą :-))))
                            • jackie71 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 10.10.05, 17:17
                              A ja jednak zachowam sceptycyzm, niestety.
                              Jestem dziewczyną Abduliana, ale parę lat później... Wcale dobrze się nie
                              stało, że dawałam sie przekonywać w pewnych kwestiach, że za wiele rozmyslałam
                              i analizowałam. Nieraz po prostu widac i czuć, że coś "nie zaskakuje", że to
                              nie to. I wtedy trzeba działac raczej pod wpływem emocji i tych odczuć-
                              zwłaszcza, jak się ma całe życie przed sobą i szkoda je marnować. Przykro mi,
                              ale nie wierzę, że między Abdulianem i jego dziewczyną będzie pięknie, o ile w
                              ogóle jakoś będzie... Bo on ją bardzo kocha, ale " w tym cały jest ambaras,
                              żeby dwoje chciało naraz". Nie wierzę, że stresująca praca i zmęczenie są
                              jedynymi powodami tego, że jego dziewczyna straciła ochote na seks. Prędzej w
                              tej pracy poznała kogoś, kto zawładnął jej myślami i jej pożądaniem. Gdy byłam
                              trochę młodsza od tej dziewczyny, znalazłam się w tragicznej wręcz sytuacji:
                              straciłam pracę i byłam w trakcie poszukiwań nowej, nie miałam na czynsz, za to
                              musiałam opłacić studia, nie mogłam liczyć na wsparcie rodziny ( bo dostałam
                              mieszkanie, co wtedy było rzadkością i rodzinka uznała, że zostałam tak
                              doskonale wyposażona, że resztę muszę załatwiac sobie sama- dopiero 2 lata temu
                              przyznałam się, w jakiej byłam sytuacji, bo wtedy krępowałam się, czy bałam
                              czy wstydziłam- sama nie wiem). Ale kochałam mojego ówczesnego chłopaka.
                              Pożądałam go jak diabli i seks z nim to była najlepsza metdoa na przynajmniej
                              chwilowe odstresowanie się. Więc prawdopodobnie w tym związku z jednej strony
                              wypaliła się namiętność, została braterska miłość i przywiązanie. Nie sądzę,
                              aby stan sprzed 2 lat był kiedykolwiek możliwy.
                              • ewolwenta Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 10.10.05, 18:37
                                Rzecz w tym, że nie wszyscy jesteśmy jednakowi.
                                Każdy reaguje na swój sposób. Jednym stres odbiera chęć na seks inni szukają w
                                nim rozładownia. Ta druga opcja moim zdaniem, wcale nie jest dobra. Traktowanie
                                zbliżeń jako środka uspakajającego przez dłuższy czas, może utrwalić złe nawyki
                                i skojarzenia ze sfera erotyczną.

                                Ja miałam w zeszłym roku sytuację mocno stresową i zadziałała on na mnie
                                obniżając ochotę na seks. Normalnie mogę się kichać kolka razy w tygodniu a
                                wtedy mogłam wytrzymać i miesiąc bez seksu.
                                • ewolwenta Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 10.10.05, 18:43
                                  kochać :) a nie kichać
                                  i kilka a nie kolka :)))
                              • anais_nin666 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 10.10.05, 22:57
                                Jackie74, pomyślałam dokładnie to samo po przeczytaniu postu Abduliana...
                                Ewolwenta, każdy reaguje inaczej. Oczywiście, ale ta sytuacja wydaje mi sie dośc
                                jasna. Najpierw pracoholizm dziewczyny i brak checi oraz czasu na seks. Teraz
                                zmiana pracy, by miec czas i chec na seks, ale nagle ta zmiana pracy okazuje sie
                                zmiana na gorsze (dla Abduliana), bo to praca poza granicami kraju...
                                Dla mnie nie tak postepuje kobieta, ktora chce naprawic relacje w zwiazku...
                                Abdulian walczy o nią, o dobre relacje miedzy nimi. Ona nie robi dla nich, dla
                                wspolnej przyszlosci nic...
                                • jackie71 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 11.10.05, 13:43
                                  Ten pomysł z wyjazdem to była świadoma albo nieświadoma droga ucieczki.
                                  Zrezygnowała, bo Abdulian "zagłaskuje ją na śmierć". Dziewczyna pewnie tkwi w
                                  tym związku(?), bo jest jej żal wartościowego, dobrego faceta, albo właśnie z
                                  powodu tych jego cech analizuje, co jej się bardziej opłaca- wyjazd w nieznane,
                                  czy zycie z nim. Jestem pewna, że to nie będzie dobry związek, a Abdulian
                                  wyjdzie z niego o wiele bardziej pokiereszowany, niż jego dziewczyna. Będzie
                                  miał świadomość, że poświęcił ( w sensie dosłownym) jej kawał życia, że dla
                                  niej zrezygnował z czegoś, co jest bardzo dla niego ważne, że bardzo ją kochał,
                                  a związek i tak się rozleci lub będzie nieudany.
                                  W każdej pracy są stresy; jeżeli jest ambitna, to nagle nie zostanie kucharką,
                                  żeby ich uniknąć- to piszę na wypadek, gdyby ktoś wierzył, że zmiana pracy da
                                  pozytywny efekt. Nie da.
                                  Abdulianie- Twoja historia jest niewiarygodnie podobna do mojej. Różnica polega
                                  na tym, ze ja wyjechałam daleko od ówczesnego chłopaka, a on w swej desperacji
                                  pojechał za mną "ratować nas". W sumie może on jest i zadowolony z
                                  dotychczasowego kształtu naszego związku, ale będzie już niedługo. Wygrał 6 lat
                                  dla siebie. Bo dla mnie- ani roku. I to się na nim prawdopodobnie zemści.
                                  Jestem u kresu.
                                  Posłuchaj swojej sporo starszej i o wiele bardziej doświadczonej koleżanki i
                                  nie walcz za wszelką cenę. Daję słowo, że nie warto. Na świecie jest duzo
                                  świetnych dziewczyn- to truizm, ale i prawda.
                                  • abdulian Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 14.10.05, 12:32
                                    Szanowne bardziej doświadczone koleżanki :)

                                    Czytam wasze posty i wierzcie mi, dają mi one kosmicznie dużo do myślenia. Mam
                                    świadomość, praktycznie wszystkiego o czym piszecie. Fakt, walczę i na chwilę
                                    obecną nie chcę odpuścić, co do tego jestem pewien. Nie mam wrażenia, że moja
                                    kobieta nie walczy, nic nie robi, bo jednak też się stara. No i co jest chyba
                                    ważne, twierdzi, że to właśnie ja przywracam jej ochotę do życia... To mi daję
                                    motywację do dalszej pracy :)

                                    Inna sprawa, mam świadomość, że jeżeli ona wyjedzie, to prawdopodobnie będzie to
                                    oznaczało kres związku. Ja wiem, że ona wytrzyma rozłąkę, taka po porstu jest.
                                    Przerabialiśmy już taki scenariusz wcześniej, w trakcie jej pobytu na
                                    stypendium. Dla mnie to była klęska, skraj załamania nerwowego i po prostu nie
                                    chcę przechodzić tego jeszcze raz. Ale na chwilę obecną wyjazd za granicę będzie
                                    wtedy i tylko wtedy, jeżeli nie będzie innej opcji (pracy) więc najwcześneij za
                                    kilka miesięcy ;)

                                    "Pół światu tego kwiatu..." wiem o tym i nie zapominam :) jestem więcej niż
                                    pewien, że znalazłbym sobie kogoś, ale nie wiem czy Kogoś.

                                    Seks ostatnio wrócił i jest na prawdę cudownie, chociaż oczywiście częstotliwość
                                    nie powala, ale oboje jesteśmy zadowoleni :) znowu jakiś chytry plan obmyślę,
                                    zaciągnę do łóżeczka (lub niekoniecznie do łóżeczka) zrobię jej masaż i
                                    generalnie postaram się żeby się odprężyła :) wiem to mój cholerny błąd- czasem
                                    za bardzo ją rozpieszczam, ale czasem inaczej nie potrafię :P

                                    Anyway - będę informował na bieżąco ;)
                                    • tomek_abc Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 14.10.05, 13:41
                                      chyba jednak zyjesz złudzeniami....
                                      choc oczywiscie życzę, abyś za 10-20 lat miał tylko taki problem, że ONA chce
                                      raz na tydz, a ty 2 X

                                    • aanka7 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 14.10.05, 14:51
                                      Abdulianie pomyśl sobie nad tym troszkę,czemu młodej i zakochanej kobiecie
                                      trzeba "przywracać ochotę do życia.."jak to napisałeś.
                                      W tym tkwi jakaś sprzeczność.
                                      • woman-in-love Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 14.10.05, 16:13
                                        Abdulian zdradza symptomy nieuleczalnego optymisty, niestety. Zmusi tym samym
                                        swą bogdankę do okrutniejszych posunięć. Masochizm??? Przypomina sie "pustynny"
                                        i "scriptus" oraz "zdradzony". Bez obrazy, nazwałabym was klubem "dup
                                        wołowych" , że zacytuję zdanie z genialnego filmu "Cabaret"
                                        • tomek_abc Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 15.10.05, 00:49
                                          WinL jestes bezwzględna, choc trudno sie nie zgodzić z tym, że spora cześć
                                          męskiego grona na tym forum (zastanawiam sie czy siebie tez zaliczyc) zdradza
                                          pewne objawy masochizmu.
                                          NIeleczalnych optymistów już znacznie mniej....ale to tylko kwestia czasu, gdy
                                          nieuleczalny optymista staje sie masochistą;)
                                          • anula36 Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 15.10.05, 01:48
                                            to ja takiego masochiste biore z calym dobrodziejstwem inwentarza:)
                                          • ewolwenta Re: Odcinek kolejny i pewnie nie ostatni... 15.10.05, 16:03
                                            nie tylko męskiego grona :( panie mają tak samo
    • czyja1 Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 15.10.05, 09:46
      a może odpocząć od tego seksu..dać taki upust. Bo, kobieta nieraz potrzebuje
      oddechu, tak jak ziemia, która musi odpocząć przed następnym zasianiem zboża.
      Wydaje mi się, że jeśli naprawdę kocha będzie Ci wdzięczną.Nic nie robić na
      siłę. Pozdrawiam
      • woman-in-love Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 19.10.05, 16:47
        ha ha hi hi hi w nagrode, że czekałeś rok - możesz poczekać następne dwa :-
        ))))))))
    • veevaa Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 01.12.05, 17:08
      A moze jest w ciazy:) Nie no.. Po prostu ma problemy jakies pewnie. Baby rzadko
      tak same z siebie nie chca sie kochac (chyba). To ma zwykle jakies drugie dno.
      Moze po prostu juz jej tak nie podniecasz i zamiast bielizne podniecajaca jej to
      zrob cos ze soba? nie wiem...
      • ewolwenta Re: Błagam o pomoc - nie wiem co robić... 01.12.05, 17:09
        Przeczytałaś cały wątek?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja