kutuzow
29.03.17, 11:15
Urqu wrzucił dzisiaj ciekawy art:
coaching.focus.pl/zycie/quotkonflikt-jest-czci-yciaquot-jak-dogadywa-si-w-zwizkach-987?strona=1
Zastanowił mnie bardzo ten oto fragment:
"K.SCH-P.: Zwykle kiedy w rodzinie jest już jedno czy dwoje dzieci. Kobieta żyje wtedy w bardzo bliskiej relacji z dziećmi. Tymczasem mężczyzna jest trochę z boku. Patrzy na ciało kobiety, które się zmieniło, do którego przylgnęło dziecko i zastanawia się, gdzie jest jego miejsce? Gdzie jest jego kobieta? Zdarza się wtedy, że odsuwa się, by szukać intymności poza związkiem.
ZOFIA SCHACHT-PETERSEN: Paradoksalnie właśnie w tym okresie kobieta bardzo potrzebuje partnera a zarazem ojca dla dziecka. Czasem nie potrafi tego wyrazić, a nawet nie bardzo zdaje sobie z tego sprawę, bo jest zaaferowana rolą matki. Jeśli partner towarzyszy jej i poddaje się własnej przemianie w ojca, męża kobiety-matki – wtedy jest nadzieja, że rodzina przetrwa kryzys i będzie się rozwijać."
Ponieważ ja nie mam doświadczenia w tej materii, z chęcią poznałbym Wasze zdanie jak do tego podchodzicie.
Mi bowiem brakuje jasno doprecyzowanych dwóch kwestii tutaj:
1. Motyw "dojrzałego faceta" i "miłości bezwarunkowej" -chodzi mi o te wszystkie "bo ja bym chciała żeby on mnie kochał nawet jak będę miała 120 kg" itp. Tutaj także widzę taki element, że facet ma przyjąć nową rolę i nie narzekać. Wcześniej co prawda Pan z wywiadu wypowiada się o tym, że braki seksu (dla jednej ze stron) są najczęstszymi powodami rozstania, ale tutaj o tym ani słowem. Jest powiedziane, co potrzebuje kobieta i pomija się potrzeby faceta. Brakuje mi tu jasnych granic, kiedy ten proces skoncentrowania na dziecku ma się zakończyć. Kiedy jest powrót do fazy "Nas dwoje plus dziecko". Niektóre związki moim zdaniem cały czas są w tym trybie "zaaferowania rolą matki" i tak to trwa do czasu, aż dzieci nie pójdą na studia (albo i dłużej).
Mam wrażenie, że zarówno Sabat jak i Urqu byli statystycznie lepszymi partnerami (na tle średniej w Polsce) w czasie gdy ich żony urodziły dzieci...ale to nie zapewniło im późniejszego powrotu do schematu "Rodzice/kochankowie+ dziecko". W Polsce dominuje (moim zdaniem i wg tego co pisała Perel) nad wyraz często schemat schemat "Matka i JEJ dziecko + ten trzeci".
Moim zdaniem ten akapit byłby lepszy gdyby padały tam jakieś granice np. przez czas X miesięcy partner przejmuje inicjatywę i wspiera partnerkę w roli matki, ale potem ona powinna "wrócić" także do roli kochanki w związku i łączyć to z rolą matki. Tak jak on ma łączyć rolę kochanka z rolą ojca.
Druga kwestia, to brak wspomnienia o tym iż to związek powinien być celem nadrzędnym (a nie dziecko). Na zasadzie, że szczęśliwi rodzice wychowują szczęśliwe dziecko, które nie będzie miało potem braków, będzie wiedziało co to miłość, bliskość itp. Inaczej mamy wysyp "helikopterowych rodziców", gdzie nie ma bliskości między nimi, a każde z nich dba wyłącznie o dziecko.
Jest akapit o roli mężczyzny, że ma się dostosować i brakuje mi drugiego akapitu o roli kobiety, że powinna także pomyśleć o potrzebach mężczyzny. Kontrastem jest tutaj kiedyś przytaczany art z WO o Francuzkach, które mają rehabilitację, żeby jak najszybciej wrócić do współżycia po porodzie i ....wbić się w te same jensy (a nie worek, który pokazuje że "teraz gdy jestem matką mam wyrąbane na potrzeby estetyczne mego partnera").
Zastanawiam się czy to nie jest właśnie przypadkiem efektem tego (co pada później w tym art.), że na zachodzie bierze się od razu pod uwagę ew rozstanie pary, a w Polsce wszyscy zakładają że rozstanie nie wchodzi w grę...więc siłą rzeczy mogą sobie na więcej pozwolić bez ryzyka.
Nie będę ukrywał, że szczególnie mocno liczę na wypowiedzi Panów, którzy przechodzili przez ten etap. Jak sobie poradzili.
Urqu pisał kiedyś że chyba miał podobne problemy (jak te tutaj które ja dostrzegam). Może sie mylę. Czy napiszesz coś więcej?