Dodaj do ulubionych

Kwoczenie versus bycie kochanką CD

19.04.17, 06:43
W opozycji do wątku o kwoczeniu i kontrolowaniu z gabinetu psychogii procesu:

"Powiedziałaś ostatnio, że w związku jest bardzo ważne, żeby ludzie mogli czerpać z potencjału, który niosą różne role – żony, matki, kochanki czy męża, ojca, kochanka. Co miałaś na myśli (...)
Czasami jest tak, że jeżeli ktoś chce całkowicie wypełnić jedną rolę, to ona go „wsysa”. Szczególnie rola matki jest taka bardzo zasysająca. Próbując ją zrealizować w 100% na nic innego nie zostaje już energii. (...) Kłopoty zaczynają się wtedy, jeśli nie realizujemy ról, za którymi tak naprawdę tęsknimy, których potrzebujemy (...) Żyjemy w kulturze, w której bardzo ważna dla kobiety jest rola matki. Dlatego często kobietom trudno jest utożsamiać się z rolą kochanki po tym, jak wejdą w związek małżeński. Głównym ich zainteresowaniem – wspieranym przez środowisko i społeczne oczekiwania – będzie to, żeby jak najlepiej wypełniać rolę matki. I to nie w dowolny sposób, tylko zgodny z wzorcami danej kultury czy społeczności (...)

Myślę, że kobietom, jak już są w związkach, rzeczywiście najtrudniej jest się utożsamić z rolą kochanki. Ale jesteśmy w czasie przemian i coraz więcej kobiet boi się utożsamienia z rolą matki, a mężczyzn z rolą ojca.(...)
Dla mężczyzn seks jest istotny, trochę na tym opiera się ich tożsamość, więc bardzo często jeżeli chodzi o rolę kochanka to ją zaspokajają, tzn. wchodzą w nią dosyć łatwo. I kiedy się rodzi dziecko to często pojawia się problem. Mąż chce mieć nadal partnerkę seksualną, a kobieta szybko jest przeciągana w stronę roli matki, zajmowania się dziećmi. Przestaje podkreślać te swoje właściwości, które przynależą do roli kochanki. (...) Jest teraz taka przepaść między byciem matką i żoną, a kochanką czy kobietą sukcesu. Ten konflikt jest tak duży, też na poziomie zewnętrznym, że jak już się jest w jednej roli to jest się odciętą od drugiej.

Kobiety wchodząc w stabilny związek często zaczynają matkować swoim partnerom. To też moim zdaniem jest związane z tym, że rola matki jest taka… popularna (śmiech). (...) Opiekowanie się daje duże poczucie siły, ale też kontroli.

Jedyną osobą, którą możesz na świecie zmienić jesteś ty sama. Tylko na siebie ma się tak naprawdę wpływ.
Jeżeli np. mam zarzut do mojego partnera, że nie jest w roli kochanka to znaczy, że ja tego w jakiś sposób potrzebuję. (...)

Pełnienie roli ojca rzeczywiście czasami jest trudne dla mężczyzny, ale na pewno nie można go do tego zmusić. Przede wszystkim trzeba oddać mu trochę pola, odsunąć się, wyjść z roli matki i zrobić wokół dzieci wolną przestrzeń. To się zdarza w tych wszystkich filmach, w których nieobecnych wcześniej ojców okoliczności zewnętrzne zmuszają do zajęcia się dziećmi. W pewien sposób tylko dziecko może wymóc na ojcu, żeby był ojcem. To dziecko jest komplementarną rolą do ojca, a nie żona.
Więc trzeba się po prostu wtedy wycofać, zostawić dziecko z ojcem i już! Tylko że on będzie takim ojcem, jakim będzie, a nie takim, jakim kobieta chce, żeby był. Bo jeśli miałby spełniać jej zalecenia, to znowu nie byłby ojcem, tylko dzieckiem, które ma się słuchać matki… Mężczyznom jest dosyć łatwo wejść w rolę dziecka. Rola matki jest bardzo silna w naszej kulturze.

Całość:
psychologiapar.pl/2013/satysfakcjonujace-role-w-zwiazku/


Obserwuj wątek
    • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 09:09
      Ty...a jak już się tego męża zostawi z dziećmi i się wraca do domu po odpoczynku w roli kochanki, a on tam w roli dziecka to jak tak dalej? Samo mu przeskoczy tak od razu?

      --
      sabat3 napisał:
      > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
      • potwor_z_piccadilly Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 09:43
        zawle napisała:

        > Ty...a jak już się tego męża zostawi z dziećmi i się wraca do domu po odpoczynk
        > u w roli kochanki, a on tam w roli dziecka to jak tak dalej? Samo mu przeskoczy
        > tak od razu?

        Przeskoczy od razu, albo się utopi.
        Kiedyś latem na "Capri", kolega mojego starszego brata wyniósł mnie na głęboką wodę i zakomenderował - płyń. Jakoś tam stylem typu rozpaczliwiec dopłynąłem do brzegu.
        Czy małżonek w okolicznościach pani żony i matki realizującej się, będzie potrafił dopłynąć do brzegu? Albo inaczej, czy tak doświadczony, będzie chciał do tego brzegu dopłynąć?




        • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 10:15
          druginudziarz napisał:

          > zawle napisała:
          >
          > > Ty...a jak już się tego męża zostawi z dziećmi i się wraca do domu po odp
          > oczynk
          > > u w roli kochanki, a on tam w roli dziecka to jak tak dalej? Samo mu prze
          > skoczy
          > > tak od razu?
          >
          > Za dziecko wyszłaś za mąż?

          Dzieci w męskim ciele nie.brakuje. Zawle (jak zwykle) zadała bardzo przytomne pytanie. Co zrobić jeśli mimo zostawiania mężczyznie dużego marginesu swobody, nie matkowania mu, nie koncentrowania wszystkich swoich myśli na potomstwie on zachowuje się ciągle jak obrażone dziecko niechętne nawiązaniu kontaktu z potomstwem?

          --
          Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
          Zawle
          • druginudziarz Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 10:35
            aandzia43 napisała:

            > Dzieci w męskim ciele nie.brakuje. Zawle (jak zwykle) zadała bardzo przytomne p
            > ytanie. Co zrobić jeśli mimo zostawiania mężczyznie dużego marginesu swobody, n
            > ie matkowania mu, nie koncentrowania wszystkich swoich myśli na potomstwie on z
            > achowuje się ciągle jak obrażone dziecko niechętne nawiązaniu kontaktu z potoms
            > twem?

            Nie, zawle o tym nie pisała, dodałas sobie kolejne smutkowe kryteria.
            A co robić gdy dziecko się nie chce bawić? wg mnie przedszkolanak do dupy.
      • urquhart Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 10:26
        zawle napisała:

        > Ty...a jak już się tego męża zostawi z dziećmi i się wraca do domu po odpoczynk
        > u w roli kochanki, a on tam w roli dziecka to jak tak dalej? Samo mu przeskoczy
        > tak od razu?

        Wyobrażam sobie jak wracasz do domu z tej pracy i od razu ci przeskakuje wchodzac w inna rolę.

        --
        "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
        C.G.Jung
      • urquhart Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 10:53
        zawle napisała:

        > Ty...a jak już się tego męża zostawi z dziećmi i się wraca do domu po odpoczynk
        > u w roli kochanki, a on tam w roli dziecka to jak tak dalej? Samo mu przeskoczy
        > tak od razu?

        Tam jestprzecież odpowiedz ze problem lezy gdzie indziej czy "samo zaskoczy" tylko ze niezgodnie z wyobrazenuami kobiety bo na mrski sposób i poza jej kontrolą czy wyznaczinymi standardami, ramami:

        "Tylko że on będzie takim ojcem, jakim będzie, a nie takim, jakim kobieta chce, żeby był. Bo jeśli miałby spełniać jej zalecenia, to znowu nie byłby ojcem, tylko dzieckiem, które ma się słuchać matki… "


        --
        "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
        • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 12:12
          urquhart napisał:
          > "Tylko że on będzie takim ojcem, jakim będzie, a nie takim, jakim kobieta chce,
          > żeby był. Bo jeśli miałby spełniać jej zalecenia, to znowu nie byłby ojcem, ty
          > lko dzieckiem, które ma się słuchać matki… "

          Nie załapałeś urgu że ten artykuł to spisek feministek. Skierowany przeciwko wam. Ja Ci powiem mniej naukowo, że takie rozmowy to my w damskim gronie po winku przeprowadzałyśmy
          - No jak to co masz zrobić? Wy-cho-dzisz. Ubierasz się, wychodzisz i zamykasz drzwi. Nie martw się, dzieciaki już duże, nie dadzą się zabić. Wy-cho-dzisz. I zostawiasz tego skurwysyna z całym bałaganem. Dokładnie. A nich się nagimnastykuje. Może mu prolaktyna podskoczy ( tu się głupkowato i rubasznie śmiejemy i polewamy).
          Na tym polega ta nasza babska siła, że was tak prosto w chuja zrobić. Wystarczy parę tricków, posmyrać po jajkach, zrobić cielęce oczy, dupą pokręcić i ....w tryb dziecka przechodzicie. Dobrego seksu z tego nie będzie, raczej ssanie cyca, ale czego się nie robi dla świętego spokoju?
          --
          sabat3 napisał:
          > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
          • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 12:28
            zawle napisała:

            > urquhart napisał:
            > > "Tylko że on będzie takim ojcem, jakim będzie, a nie takim, jakim kobieta
            > chce,
            > > żeby był. Bo jeśli miałby spełniać jej zalecenia, to znowu nie byłby ojce
            > m, ty
            > > lko dzieckiem, które ma się słuchać matki… "
            >
            > Nie załapałeś urgu że ten artykuł to spisek feministek. Skierowany przeciwko wa
            > m. Ja Ci powiem mniej naukowo, że takie rozmowy to my w damskim gronie po winku
            > przeprowadzałyśmy
            > - No jak to co masz zrobić? Wy-cho-dzisz. Ubierasz się, wychodzisz i zamykasz d
            > rzwi. Nie martw się, dzieciaki już duże, nie dadzą się zabić. Wy-cho-dzisz. I z
            > ostawiasz tego skurwysyna z całym bałaganem. Dokładnie. A nich się nagimnastyku
            > je. Może mu prolaktyna podskoczy ( tu się głupkowato i rubasznie śmiejemy i pol
            > ewamy).
            > Na tym polega ta nasza babska siła, że was tak prosto w chuja zrobić. Wystarczy
            > parę tricków, posmyrać po jajkach, zrobić cielęce oczy, dupą pokręcić i ....w
            > tryb dziecka przechodzicie. Dobrego seksu z tego nie będzie, raczej ssanie cyca
            > , ale czego się nie robi dla świętego spokoju?


            Fakt, jeśli jest na tyle normalny na umyśle, że masz gwarancję, że dzieciaka nie zabije/nie pozwoli mu się zabić to wychodzisz, bo nie sposób ciągnąć za sobą wszędzie ogona w postaci potomstwa. A tatuś pozostawiony sam sobie albo zaskoczy, albo nie zaskoczy, a rozliczą go i tak dzieciaki w przyszłości :-P Każdy sam odpowiada za swoje grzechy. Choć wielu panów chciałoby niechęć dzieci do nich widzieć jako efekt "nastawiania przez matkę". Moja teraz na terapii, ale mi się będzie dostawało! ;-) Ojcu dostało się już dawno.

            --
            Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
            Zawle
            • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 12:50
              aandzia43 napisała:

              > A tatuś pozostawiony sam sobie albo zaskocz
              > y, albo nie zaskoczy, a rozliczą go i tak dzieciaki w przyszłości :-P

              Czasem moga nie dostac szansy na to rozliczenie ;-) Moj byly maz jako dwulatek polkal silne tabletki nasenne, pozostawiony pod opieka ojca, ktory przejety rola ogladal mecz w telewizji. Dzieciak zdazyl przystawic sobie krzeslo do stolu, wdrapac sie na nie i wyciagnac z szafki " witaminki". Skonczylo sie na plukaniu zoladka. Ale prokuratorem tez ich wtedy postraszyli.
              • urquhart Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 13:05
                > Czasem moga nie dostac szansy na to rozliczenie ;-) Moj byly maz jako dwulatek
                > polkal silne tabletki nasenne, pozostawiony pod opieka ojca, ktory przejety ro

                I to jest roznica w wychowaniu kontra ochranianie przed swiatem
                Nie ochronisz dzieka przed wszystkimi szafkami swiata Mabelle !
                ale mozesz nauczyć. Nie wytlumaczysz konsekwencjii. Musi popelniac bledy i sie na nich uczyć .

                Ostatnio jakies dziecko wypilo w markecie udrazniacz do rur z polki i zostalo kaleką i matka oskazyla sklep wygrała ze trzymaja na polkach takie niebezpieczne rzeczy...


                --
                "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
                C.G.Jung
                • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 13:47
                  urquhart napisał:

                  > I to jest roznica w wychowaniu kontra ochranianie przed swiatem
                  > Nie ochronisz dzieka przed wszystkimi szafkami swiata Mabelle !

                  Owszem, nie ochronie. Tyle, ze facet ogladal mecz. " Na swoich zasadach" rozumiem niekoniecznie sie z nim bawic, ale przynajmniej nie spuszczac gowniarza z oczu, skoro wiadomo, ze zywy i wszedzie wejdzie.

                  niekon
                  > ale mozesz nauczyć. Nie wytlumaczysz konsekwencjii. Musi popelniac bledy i sie
                  > na nich uczyć .

                  Ale rozumiesz, ze pewne bledy sa nieodwracalne? Dlatego zabezpiecza sie okna, zeby dzieciaki samowolnie ich nie otwieraly i nie wypadly na zewnatrz, kuchenki elektryczne zeby sie nie poparzyly, gniazdka elektryczne, zeby w nich nie grzebaly. I tlumaczy ciagle zasady bezpieczenstwa.

                  > Ostatnio jakies dziecko wypilo w markecie udrazniacz do rur z polki i zostalo k
                  > aleką i matka oskazyla sklep wygrała ze trzymaja na polkach takie niebezpieczne
                  > rzeczy...

                  Dzieciaka sie pilnuje, to jest obowiazek rodzicow. Kiedys podniosl sie wrzask, bo matka wyprowadzala potomka w uprzezy i na smyczy. Z dwojga zlego to chyba lepsze niz spuscic mu manto, ze nie slucha i wybiega na ulice wprost pod pedzace samochody.
                  • urquhart Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 14:16
                    > bo matka wyprowadzala potomka w uprzezy i na smyczy. Z dwojga zlego to chyba le
                    > psze niz spuscic mu manto, ze nie slucha i wybiega na ulice wprost pod pedzace
                    > samochody.

                    Nie Mabelle. Słowo klucz to potomek "nie slucha"
                    Teraz wzorcem jest dorosli maja słuchać kaprysow dzieci i to oni się nim podporządkowują.
                    To skotek odwrocenia fundamentalnych rol dziecka i rodzica kto wyznacza granice.
                    PS
                    U mnie nie ma zabezpieczenia okien kontaktow kuchenki i chemii leki są normalnie w szafce, szelek i dzieci żyją. Bo sa nauczone czego wolno, mam autorytet i sa posluszne.
                    --
                    "There is no Love without fear of loss" Esther Perel
                    • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 14:23
                      urquhart napisał:

                      > PS
                      > U mnie nie ma zabezpieczenia okien kontaktow kuchenki i chemii leki są normalni
                      > e w szafce, szelek i dzieci żyją. Bo sa nauczone czego wolno, mam autorytet i
                      > sa posluszne.

                      U mnie bylo tak samo Urqu, ale jak przyszedl facet z nadzoru budowlanego i mnie opierdolil, ze nie mam jeszcze balustrady, to grzecznie podkulilam uszy, bo mial racje. Mnie do glowy nawet nie przyszlo, ze moje dzieciaki moga polezc tam gdzie im zabronilam.
                    • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 14:28
                      urquhart napisał:
                      > U mnie nie ma zabezpieczenia okien kontaktow kuchenki i chemii leki są normalni
                      > e w szafce, szelek i dzieci żyją. Bo sa nauczone czego wolno, mam autorytet i
                      > sa posluszne.

                      To tak nie działa. Maluchy mają wrodzoną ciekawość świata i małą o nim wiedzę.
                      --
                      sabat3 napisał:
                      > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                      • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 14:37
                        zawle napisała:

                        > To tak nie działa. Maluchy mają wrodzoną ciekawość świata i małą o nim wiedzę.

                        Pewnie ze tak. Jako dziecko uwielbialam rozgryzac male zaroweczki, bardzo lubilam chrzest szkla w ustach. Przestalam nie dlatego, ze mi tlumaczyli, tylko zal mi bylo przerazonej matki z babcia, jak leca z chusteczka, zeby tamowac krew i krzycza " wypluj! wypluj!".
                        • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 14:50
                          mabelle2000 napisała:
                          > Pewnie ze tak. Jako dziecko uwielbialam rozgryzac male zaroweczki, bardzo lubil
                          > am chrzest szkla w ustach. Przestalam nie dlatego, ze mi tlumaczyli, tylko zal
                          > mi bylo przerazonej matki z babcia, jak leca z chusteczka, zeby tamowac krew i
                          > krzycza " wypluj! wypluj!".

                          A ja byłam mega grzecznym dzieckiem. Z tych co to rączki na sukieneczkę i proszę i dziękuję a mamusia taka dumna i się wszystkim chwaliła że mnie tak cudnie wychowała. Odbiłam sobie chwilę pózniej:)))
                          --
                          sabat3 napisał:
                          > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                          • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 15:21
                            zawle napisała:

                            > mabelle2000 napisała:
                            > > Pewnie ze tak. Jako dziecko uwielbialam rozgryzac male zaroweczki, bardzo
                            > lubil
                            > > am chrzest szkla w ustach. Przestalam nie dlatego, ze mi tlumaczyli, tylk
                            > o zal
                            > > mi bylo przerazonej matki z babcia, jak leca z chusteczka, zeby tamowac k
                            > rew i
                            > > krzycza " wypluj! wypluj!".
                            >
                            > A ja byłam mega grzecznym dzieckiem. Z tych co to rączki na sukieneczkę i prosz
                            > ę i dziękuję a mamusia taka dumna i się wszystkim chwaliła że mnie tak cudnie w
                            > ychowała. Odbiłam sobie chwilę pózniej:)))

                            Kolejny dowód na to, żeby bachorom nie ufać - moja była jak szatanek (nie mogłam się pochwalić grzecznym dzieckiem) ale nie pchała do paszczy dziwnych substancji ;-) Nie trafisz za maluchem, chociaż obserwujesz drania pilnie.

                            --
                            Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                            Zawle
                      • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 15:04
                        zawle napisała:

                        > urquhart napisał:
                        > > U mnie nie ma zabezpieczenia okien kontaktow kuchenki i chemii leki są no
                        > rmalni
                        > > e w szafce, szelek i dzieci żyją. Bo sa nauczone czego wolno, mam autoryt
                        > et i
                        > > sa posluszne.
                        >
                        > To tak nie działa. Maluchy mają wrodzoną ciekawość świata i małą o nim wiedzę.

                        Maluchy są przede wszystkim bardzo bardzo różne w zaspokajaniu tej potrzeby. W tym wieku jadą na fizjologii, głównie genach, więc nie ma mowy o wychowaniu dwulatka do 100%-owej pewności, że nie zrobi jakiejś głupoty zagrażającej mu. To następuje w późnijeszym czasie, pod warunkiem ze mamy względnie normalne neurologicznie dziecko. Każdy kto miał z dziećmi do czynienia, niekoniecznie musiał mieć własne, wystarczy zwykła ciekawość i otwartość na poznanie małego stworzenia, wie że dzieci się pilnuje. Pilnuje i zabezpiecza przestrzeń wokól niego. Szczególnie jeśli ma się mocno pobudliwe i energiczne dziecko. Ja rozumiem, że to upierdliwe i ze się nie chce, ale trzeba przez to przejść. Do etapu względnej rozumności.
                        Moja była nadpobudliwa, pewne zagrożenia ściągała na siebie, innych nie. Np. leków i domestosów się nie czepiała. Co nie znaczy, że lezały gdize popadnie.

                        --
                        Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                        Zawle
                    • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 15:14
                      urquhart napisał:

                      > > bo matka wyprowadzala potomka w uprzezy i na smyczy. Z dwojga zlego to ch
                      > yba le
                      > > psze niz spuscic mu manto, ze nie slucha i wybiega na ulice wprost pod pe
                      > dzace
                      > > samochody.
                      >
                      > Nie Mabelle. Słowo klucz to potomek "nie slucha"
                      > Teraz wzorcem jest dorosli maja słuchać kaprysow dzieci i to oni się nim podpor
                      > ządkowują.
                      > To skotek odwrocenia fundamentalnych rol dziecka i rodzica kto wyznacza granice
                      > .
                      > PS
                      > U mnie nie ma zabezpieczenia okien kontaktow kuchenki i chemii leki są normalni
                      > e w szafce, szelek i dzieci żyją. Bo sa nauczone czego wolno, mam autorytet i
                      > sa posluszne.

                      Bzdury. Tragiczne bo wygłasza je facet, który spłodził dzieci i z grubsza gdzieś tam w ich okolicy się pałętał.
                      Wiesz, to w sumie bardzo smutne, że nawet tak oczywistą dla dorosłych (niekoniecznie rodziców) prawdę, że bardzo małe dzieci (bo o takich przypominam tu rozmawiamy) chroni się przed nimi samymi wykorzystujesz żeby szczeknąć o dorosłych w niewoli dzieci. Zazdrościsz dzieciom. Nawet tego, co im się jak psu buda należy. Dlaczego?

                      --
                      Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                      Zawle
              • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 14:50
                mabelle2000 napisała:

                > aandzia43 napisała:
                >
                > > A tatuś pozostawiony sam sobie albo zaskocz
                > > y, albo nie zaskoczy, a rozliczą go i tak dzieciaki w przyszłości :-P
                >
                > Czasem moga nie dostac szansy na to rozliczenie ;-) Moj byly maz jako dwulatek
                > polkal silne tabletki nasenne, pozostawiony pod opieka ojca, ktory przejety ro
                > la ogladal mecz w telewizji. Dzieciak zdazyl przystawic sobie krzeslo do stolu,
                > wdrapac sie na nie i wyciagnac z szafki " witaminki". Skonczylo sie na plukani
                > u zoladka. Ale prokuratorem tez ich wtedy postraszyli.

                Teściowa jak widać nie przeszkadzała mężowi zostać ojcem "na własnych zasadach". No cud partnerka wprost, na pewno nie nadopiekuńcz wobec dziecka i nie wychowująca ojca na ojca ;-)

                --
                Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                Zawle
                • druginudziarz Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 17:40
                  aandzia43 napisała:

                  > Teściowa jak widać nie przeszkadzała mężowi zostać ojcem "na własnych zasadach"
                  > . No cud partnerka wprost, na pewno nie nadopiekuńcz wobec dziecka i nie wychow
                  > ująca ojca na ojca ;-)

                  Teściowa opiekowała się moja dwuletnią żoną gdy ta bawiąc się wlazła na stół, potem na otwarte okno, potem na zewnetrzny parapet. Tesciowa opowiadała że złapała w ostatniej chwili za nóżkę (6. pietro). Zastanawiam się co trzeba mieć w głowie, żeby chwalić się taką opowieścia.
                  Z kolei moja mama "pilnowała" mnie na osiedlu, a w praktyce plotkowała z sąsiadkami, przez osiedle przepływała rzeka, ja tam polazłem i wpadłem. Nie wiem jakim cudem, ale złapałem się jakiś nadrzecznych badylków i wygrzebałem sie. Pobiegłem cały mokry (a pamietam to do dziś, lat miałem 3) i płączący, bo mocno się wystraszyłem jednak, a motak jak to matka, wydarła się na mnie, wyszarpała za uszy, a w domu jeszcze sznurem od żelazka poprawiła.
                  Zachowujesz się andziu idiotycznie usilnie dzieląc opiekę rodzicielską na ta "odpowiedzialną" czyli matczyna i ta "nieodpowiedzialną" czyli ojcowską.
                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 18:45
                    druginudziarz napisał:

                    > Z kolei moja mama "pilnowała" mnie na osiedlu, a w praktyce plotkowała z sąsiad
                    > kami, przez osiedle przepływała rzeka, ja tam polazłem i wpadłem. Nie wiem jaki
                    > m cudem, ale złapałem się jakiś nadrzecznych badylków i wygrzebałem sie. Pobieg
                    > łem cały mokry (a pamietam to do dziś, lat miałem 3) i płączący, bo mocno się w
                    > ystraszyłem jednak, a motak jak to matka, wydarła się na mnie, wyszarpała za us
                    > zy, a w domu jeszcze sznurem od żelazka poprawiła.

                    Ale sie musiales strachu najesc. Juz za sam ten strach bym Ci ten kabel darowala ;-) Ciekawe, ze nie zadzialal mechanizm euforii z "cudownego ocalenia", byc moze uswiadomione zagrozenie tak podzialalo, ze zlosc na samego siebie w calosci skupila sie na dziecku.
                  • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 18:55
                    druginudziarz napisał:

                    > aandzia43 napisała:
                    >
                    > > Teściowa jak widać nie przeszkadzała mężowi zostać ojcem "na własnych zas
                    > adach"
                    > > . No cud partnerka wprost, na pewno nie nadopiekuńcz wobec dziecka i nie
                    > wychow
                    > > ująca ojca na ojca ;-)
                    >
                    > Teściowa opiekowała się moja dwuletnią żoną gdy ta bawiąc się wlazła na stół, p
                    > otem na otwarte okno, potem na zewnetrzny parapet. Tesciowa opowiadała że złapa
                    > ła w ostatniej chwili za nóżkę (6. pietro). Zastanawiam się co trzeba mieć w gł
                    > owie, żeby chwalić się taką opowieścia.
                    > Z kolei moja mama "pilnowała" mnie na osiedlu, a w praktyce plotkowała z sąsiad
                    > kami, przez osiedle przepływała rzeka, ja tam polazłem i wpadłem. Nie wiem jaki
                    > m cudem, ale złapałem się jakiś nadrzecznych badylków i wygrzebałem sie. Pobieg
                    > łem cały mokry (a pamietam to do dziś, lat miałem 3) i płączący, bo mocno się w
                    > ystraszyłem jednak, a motak jak to matka, wydarła się na mnie, wyszarpała za us
                    > zy, a w domu jeszcze sznurem od żelazka poprawiła.
                    > Zachowujesz się andziu idiotycznie usilnie dzieląc opiekę rodzicielską na ta "o
                    > dpowiedzialną" czyli matczyna i ta "nieodpowiedzialną" czyli ojcowską.

                    Ranyjulek, Drugi, to był sarkazm! I wcale nie w stosunku do teściowej czy teścia Mabelle, tylko do uporu niektórych panów (niektórych), że ludzie (męzczyźni w tym wypadku) sami wiedzą na co stać dzieci, jak należy się z nimi obchodzić i nie potrzebują żadnych pouczeń z niczyjej strony, idt. Oraz że malutkich dzieci się nie pilnuje tylko mówi im co wolno, a co nie, a do tego wystarczy mieć autorytet i posłuch, ale to już później doszło. U malutkich dzieci, ofkors :-P
                    Nie dzielę odpowiedzialności na matczyną czy ojcowską. Trzeba mieć wyobraźnię i znać dziecko, istotę różniącą się poważnie od dorosłego. A żeby ją poznać trzeba chcieć, być otwartym i życzliwei nastawionym na inność, być zainteresowanym, a nie nastawionym np. że bachor ma się słuchać i już, bo inaczej to pajdokracja. Albo że jak żona mówi "uważaj na szklankę na brzegu stołu" to wychowuje męża na ojca swojego dziecka. Albo że jak mąż mówi "zdejmij mu tę piętnastą czapeczkę" to wychowuje żonę ;-)
                    Mnie mało nie pozbawiła życia osobista babcia. Mało pozbierana kobieta z niej była, świeć Panie nad jej duszą :-)

                    --
                    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                    Zawle
                    • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 19:41
                      Z historii rodzinnych...moja ciotka miała zwyczaj jeść bułkę tartą. A że ja miałam 3 lata, a ona 13 i bardzo chciałam tej bułki, to mi sypnęła w paszczękę. Gdy zaczęłam się dusić, dała herbaty na popicie:)) Moja córa najadła się rozsypanego kreta. Bardzo się śpieszyła, ja pobiegłam po zmiotkę więc wiedziała że ten cukier długo leżeć w łazience nie będzie. No i raz mi zginęła nad morzem. Wycierałam drugiego potomka, a ta franca sobie gdzieś poszła. Byłam pewna że bez mojej zgody wlazła do morza i się utopiła. A ciotce syn wypadł z okna. Co prawda z wysokiego parteru, ale ciotka wyskoczyła za nim. Jemu sie nic nie stało, ciotka miała rękę w gipsie. Rodzina bez autorytetów:)))

                      --
                      sabat3 napisał:
                      > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                      • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 20:19
                        Każdy chyba ma takie swoje przeżycia z dzieciństwa, czasem różne rzeczy się działy, ale żeby jakoś szczególnie przykładać do tego wagę zaniedbań dorosłych, czy niedostatecznego nieupilnowania to bym nie powiedziała. Zwyczajne, czasem niespodziewanie i nieumyślne wypadki i przypadki, które zdarzały się kiedyś i będą zdarzać dziś. Mojej siostrze dziadek przejechał kiedyś kosą po łydce, bo niespodziewanie podbiegła ( bawiłyśmy się w berka i to poczucie winy miałam ja, za to, że ją namówiłam, schowałam się wtedy na długie godziny).Siostra jak była mała najadła się szklanych bombek choinkowych, a ja wpadłam dłonią na nóż, którym moja mama obierała ziemniaki. Było szycie i wycie ;). No i ojciec raz wylał mi niechcący wrzątek na stopę, gdzie rana później strasznie zaczęła się paskudzić, ale do lekarza nie poszliśmy, samo się wygoiło. Z moimi dziećmi nie pamiętam takich przypadków, chociaż od małego były puszczane samopas i nie pilnowane na okrągło i nada nie są.
                      • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 21:43
                        Ja sobie napchałam witaminy C do nosa. Jak się tabletki zaczęły rozpuszczać, to strasznie piekło i wyłam wniebogłosy. Dziadek zadzwonił wtedy po swojego brata lekarza i on mi te witaminki wyciągał takimi cążkami.
                        Moja siostra zjadła metalowy guzik, ale lekarz stwierdził, że najpewniej go wydali i tak też się, na szczęście, stało :)


                        --
                        "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                          • marek.zak1 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 19.04.17, 22:49
                            sabat3 napisał:

                            > Ja sie ozenilem z baba, zmajstrowalem jej blizniaki, a ona mnie po tym zdradziecko wyjebala z wyra.
                            ---------------------
                            Sabat, ja się mogę z Kitty ścinać wiele razy, ale z szacunkiem czytam jej posty., bo odkrywa, jak myślą babki Tak więc jak babka nie ma respektu do Ciebie, to robi, jak chce. To, czy pracujesz tu czy tam, czy przynosisz mniej lub więcej, nie ma znaczenia.
                            • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 01:09
                              marek.zak1 napisał:
                              > Sabat, ja się mogę z Kitty ścinać wiele razy, ale z szacunkiem czytam jej posty
                              > ., bo odkrywa, jak myślą babki Tak więc jak babka nie ma respektu do Ciebie, to
                              > robi, jak chce. To, czy pracujesz tu czy tam, czy przynosisz mniej lub więcej,
                              > nie ma znaczenia.

                              Chryste... To był żart! Z cyklu "co głupiego zrobiliście w dzieciństwie" :)
                            • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 07:29
                              marek.zak1 napisał:
                              > Sabat, ja się mogę z Kitty ścinać wiele razy, ale z szacunkiem czytam jej posty
                              > ., bo odkrywa, jak myślą babki Tak więc jak babka nie ma respektu do Ciebie, to
                              > robi, jak chce. To, czy pracujesz tu czy tam, czy przynosisz mniej lub więcej,
                              > nie ma znaczenia.

                              A parafrazujac Kitty, skoro tak powaznie ja (i mnie) potraktowales: "swiadomosc, ze kobiety leca na ich kase, jest dla mezczyzn paralizujaca".
                              Wypierasz oczywistosc. Nie warto.
                              Jestem zwolennikiem tezy, ze jesli cos zlego spotyka innych, to rowniez moze spotkac mnie.
                              I nie wypieram, ze uroda jest istotnym czynnikiem w ocenie kobiet przez mezczyzn.
                              Tak samo w druga strone, majatek jest istotnym czynnikiem w ocenie mezczyzn przez kobiety.

                              A czy atrakcyjnosc rzutuje na uklad sil w zwiazku? Naiwnoscia byloby sadzic inaczej. Ona z automatu "kolysze lodka", czyniac zdobycz niepewna.
                              Sam wielokrotnie podkreslasz urode zony, dlaczego ona nie mialaby byc dumna z Twojej sprawnosci w gromadzeniu dobr? To biologia.
                              • marek.zak1 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 08:44
                                sabat3 napisał:
                                Tak więc jak babka nie ma respektu do Ciebie, to robi, jak chce. To, czy pracujesz tu czy tam, czy przynosisz mniej lub węcej, nie ma znaczenia.
                                ---------------------------
                                > A czy atrakcyjnosc rzutuje na uklad sil w zwiazku? Naiwnoscia byloby sadzic inaczej. Ona z automatu "kolysze lodka", czyniac zdobycz niepewna.Sam wielokrotnie podkreslasz urode zony, dlaczego ona nie mialaby byc dumna z Twojej sprawnosci w gromadzeniu dobr? To biologia.
                                --------------------------
                                Jesteś atrakcyjny, bo jesteś na miejscu, opiekujesz się dziećmi i co najważniejsze - jesteś. Prawdopodobieństwo, że na twoim miejscu zjawi się ktoś inny i jest bliskie zeru. Przestań uważać się za nieudacznika, co często piszesz. Jesteś w porządku człowiekiem, facetem o interesującej osobowości i inteligencji znacząco powyżej średniej. To bardzo dużo, tylko musisz w to i w siebie uwierzyć.

                                • hello-kitty2 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 09:03
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > Jesteś atrakcyjny, bo jesteś na miejscu, opiekujesz się dziećmi i co najważniej
                                  > sze - jesteś.

                                  A to nie jest Jego psi obowiazek? ;)

                                  Jeszcze raz: swiadomosc ze baba leci na kase jest tak samo slaba jak ze facet leci na urode. Plycizna, plycizna i jeszcze raz plycizna. Zatem co z tym zrobimy? Nie zmienimy wiec mozemy:
                                  - nie mowic o tym,
                                  - nie myslec o tym,
                                  - udawac, ze tego nie ma,
                                  - klamac.

                                  --
                                  'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 09:53
                                    hello-kitty2 napisała:
                                    > Jeszcze raz: swiadomosc ze baba leci na kase jest tak samo slaba jak ze facet l
                                    > eci na urode. Plycizna, plycizna i jeszcze raz plycizna.

                                    O jaka ładna interpretacja. Baby nie tylko na kasę lecą. Na urodę lecą, na dobre serce lecą, na zainteresowania faceta lecą, na władzę lecą. No i dla każdej ta kasa to co innego znaczy. Dla jednej to stała najniższa krajowa, a dla drugiej wille w każdym zakątku świata.
                                    Podobnie z męskim leceniem na urodę.
                                    Masz dziwną przypadłość widzieć gówno we wszystkim. Teraz pytanie: Czemu tak jest Kicia?
                                    --
                                    sabat3 napisał:
                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                    • hello-kitty2 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 10:59
                                      zawle napisała:

                                      > O jaka ładna interpretacja.

                                      To jest moja interpretacja. Ty sobie mozesz miec swoja.

                                      > Masz dziwną przypadłość widzieć gówno we wszystkim. Teraz pytanie: Czemu tak je
                                      > st Kicia?

                                      Bo mnie nie znasz. To Tobie wydaje sie, ze ja wszystkim widze gowno. Ja sie fascynuje wieloma rzeczami (o ktorych tutaj zazwyczaj nie rozmawiamy).

                                      --
                                      'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                                      • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 11:01
                                        hello-kitty2 napisała:
                                        > Bo mnie nie znasz. To Tobie wydaje sie, ze ja wszystkim widze gowno. Ja sie fas
                                        > cynuje wieloma rzeczami (o ktorych tutaj zazwyczaj nie rozmawiamy).

                                        Jedno drugiego nie wyklucza.
                                        --
                                        sabat3 napisał:
                                        > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                    • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 11:30
                                      zawle napisała:

                                      > hello-kitty2 napisała:
                                      > > Jeszcze raz: swiadomosc ze baba leci na kase jest tak samo slaba jak ze f
                                      > acet l
                                      > > eci na urode. Plycizna, plycizna i jeszcze raz plycizna.
                                      >
                                      > O jaka ładna interpretacja. Baby nie tylko na kasę lecą. Na urodę lecą, na dobr
                                      > e serce lecą, na zainteresowania faceta lecą, na władzę lecą. No i dla każdej t
                                      > a kasa to co innego znaczy. Dla jednej to stała najniższa krajowa, a dla drugie
                                      > j wille w każdym zakątku świata.


                                      Na stabilność emocjonalną, elastyczność, brak poważniejszych świrów, brak nałogów, pogodę ducha i pozytywny stosunek do świata i niej samej, potencjał już realizowany (takimi z wiecznym tylko potencjałem nie będziemy sobie głowy zawracać). O ilez istotniejsze od aktualnie posiadanej kasy czy wykształcenia. Marek sobie może ględzić, że go dziewczyna brała w jednych spodniach, ale ona brała świetny potencjał w trakcie realizacji z dużą gwarancją, że entuzjazm i energia spowodują w lubym efekt wańki-wstańki w razie jakiejś zyciowej załamki. Uczyć tego córki, uczyć!


                                      > Podobnie z męskim leceniem na urodę.

                                      A w życiu się jeden z drugim nie przyzna, że on nie tylko na urodę. Obowiązuje linia "my TYLKO z gorącej miłości opartej na pożądaniu" ;-)

                                      --
                                      Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                      Zawle
                                      • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 11:43
                                        aandzia43 napisała:
                                        > Na stabilność emocjonalną, elastyczność, brak poważniejszych świrów, brak nałog
                                        > ów, pogodę ducha i pozytywny stosunek do świata i niej samej, potencjał już rea
                                        > lizowany (takimi z wiecznym tylko potencjałem nie będziemy sobie głowy zawracać
                                        > ). O ilez istotniejsze od aktualnie posiadanej kasy czy wykształcenia.

                                        Ładne podsumowanie...o le ktoś lubi się podziwiać przyrodę podczas podróży łódką, zamiast ratować życie:))

                                        Marek so
                                        > bie może ględzić, że go dziewczyna brała w jednych spodniach, ale ona brała świ
                                        > etny potencjał w trakcie realizacji z dużą gwarancją, że entuzjazm i energia sp
                                        > owodują w lubym efekt wańki-wstańki w razie jakiejś zyciowej załamki. Uczyć te
                                        > go córki, uczyć!

                                        Mało że w jednych spodniach to leniwego i brzydkiego:))
                                        Mojej córy ani syna uczyć nie zamierzam...może potowarzyszę podczas popełniania błędów, ale niech sami wszystko osiągną;)

                                        > A w życiu się jeden z drugim nie przyzna, że on nie tylko na urodę. Obowiązuje
                                        > linia "my TYLKO z gorącej miłości opartej na pożądaniu" ;-)

                                        Oooo...zaraz...mam w robocie takiego co mówi że z ładnej miski się człowiek nie naje:))
                                        --
                                        sabat3 napisał:
                                        > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                        • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 11:59
                                          zawle napisała:

                                          > Oooo...zaraz...mam w robocie takiego co mówi że z ładnej miski się człowiek ni
                                          > e naje:))

                                          Tak sobie to biedaczek wytlumaczyl? :-D Mnie wychodzi, ze z ladnej to nie tylko sie naje, ale jeszcze miske wylize z samej przyjemnosci patrzenia na nia ;-)
                                        • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 12:20
                                          zawle napisała:

                                          > aandzia43 napisała:
                                          > > Na stabilność emocjonalną, elastyczność, brak poważniejszych świrów, brak
                                          > nałog
                                          > > ów, pogodę ducha i pozytywny stosunek do świata i niej samej, potencjał j
                                          > uż rea
                                          > > lizowany (takimi z wiecznym tylko potencjałem nie będziemy sobie głowy za
                                          > wracać
                                          > > ). O ilez istotniejsze od aktualnie posiadanej kasy czy wykształcenia.
                                          >
                                          > Ładne podsumowanie...o le ktoś lubi się podziwiać przyrodę podczas podróży łódk
                                          > ą, zamiast ratować życie:))

                                          A co mi tu będzie trząsł łódką jeden z drugim ;-)


                                          > Mojej córy ani syna uczyć nie zamierzam...może potowarzyszę podczas popełniania
                                          > błędów, ale niech sami wszystko osiągną;)


                                          A ty myślisz, że jak wychowasz w duchu to oni grzecznie jak za panią matką zrobią pod sznurek i z dokładnością co do milimetra? :-D Koniec końców i tak możemy tylko towarzyszyć i łzy ocierać. Ale z czystym sumieniem, że się ostrzegało córkę przed klinicznymi narcyzami, a syna przed księdzem proboszczem ;-)

                                          --
                                          Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                          Zawle
                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 11:53
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > Jeszcze raz: swiadomosc ze baba leci na kase jest tak samo slaba jak ze facet l
                                    > eci na urode. Plycizna, plycizna i jeszcze raz plycizna.

                                    Ale dlaczego to jest slabe? Ja nie rozumiem. Jak faceta kreci kobieca dupa, cycki i cialo, to przeciez fajne jest. Pozadanie ma byc, ma iskrzyc, to z czego to iskrzenie wykrzesac ? Z kolei jak babka szuka ogarnietego, niestrachliwego i takiego ktorego nie bedzie musiala przez zycie holowac, to zwiekszy szanse potencjalnemu potomstwu. Prawa natury sa nieublagane, ale jest w tym jakas madrosc, na ktora nie ma co krecic nosem.

                                    Zatem co z tym zrobimy
                                    > ? Nie zmienimy wiec mozemy:
                                    > - nie mowic o tym,
                                    > - nie myslec o tym,
                                    > - udawac, ze tego nie ma,
                                    > - klamac.

                                    Mowic i cieszyc sie tym.
                              • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 08:46
                                sabat3 napisał:
                                > Jestem zwolennikiem tezy, ze jesli cos zlego spotyka innych, to rowniez moze sp
                                > otkac mnie.

                                Doprecyzuje. W tym wypadku staram sie nie uwazac, ze moje relacje z kobietami opieraja sie na innych zasadach niz zwykle sie to dzieje. Rzadza nimi te same prawa.
                                Inaczej byloby to myslenie magiczne.
                                Podobnie jest z Toba, Marku, jak i z Twoim zwiazkiem.
                                • marek.zak1 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 09:16
                                  sabat3 napisał:

                                  > sabat3 napisał:
                                  > > Jestem zwolennikiem tezy, ze jesli cos zlego spotyka innych, to rowniez m
                                  > oze spotkac mnie.
                                  >
                                  > Doprecyzuje. W tym wypadku staram sie nie uwazac, ze moje relacje z kobietami opieraja sie na innych zasadach niz zwykle sie to dzieje. Rzadza nimi te same prawa.
                                  > Inaczej byloby to myslenie magiczne.
                                  > Podobnie jest z Toba, Marku, jak i z Twoim zwiazkiem.
                                  -------------------------
                                  Każdy gra tym, czym ma i stara się wykorzystywać swoje atuty. Najważniejszym jest wewnętrzna pewność siebie i świadomość swojej wartości. Jak jej nie ma, to każda babka wejdzie Ci na głowę.
                                  Jeśli gryziesz się tym, że skończyłeś zarządzanie i pracujesz jako kierowca i traktujesz to jako porażkę, bo oczekiwania były inne, to inni też tak to odbierają. To powinieneś zmienić w pierwszej kolejności.
                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 09:50
                                    marek.zak1 napisał:
                                    > Każdy gra tym, czym ma i stara się wykorzystywać swoje atuty. Najważniejszym je
                                    > st wewnętrzna pewność siebie i świadomość swojej wartości. Jak jej nie ma, to k
                                    > ażda babka wejdzie Ci na głowę.
                                    > Jeśli gryziesz się tym, że skończyłeś zarządzanie i pracujesz jako kierowca i t
                                    > raktujesz to jako porażkę, bo oczekiwania były inne, to inni też tak to odbiera
                                    > ją. To powinieneś zmienić w pierwszej kolejności.

                                    No coś Ty marek....przecież najważniejsze i jedyne są uroda i kasa;) Facet mojej przyjaciółki ma studia i podyplomówkę. Pracował jako kierownik linii produkcyjnej, dyrektor i tak dalej. Niedawno zadzwoniła do mnie i mówi że on to pierdolnął i robi kurs na prawo jazdy na autobusy. Tyle że nie zrobił z tego tragedii greckiej, ale podjął decyzję w miejscu w jakim się znalazł. I jest OK.
                                    --
                                    sabat3 napisał:
                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                    • marek.zak1 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 11:00
                                      zawle napisała:
                                      > No coś Ty marek....przecież najważniejsze i jedyne są uroda i kasa;) Facet mojej przyjaciółki ma studia i podyplomówkę. Pracował jako kierownik linii produkcyjnej, dyrektor i tak dalej. Niedawno zadzwoniła do mnie i mówi że on to pierdolnął i robi kurs na prawo jazdy na autobusy. Tyle że nie zrobił z tego tragedii greckiej, ale podjął decyzję w miejscu w jakim się znalazł. I jest OK.
                                      ----------------------
                                      Mój znajomy podobnie, z tym, że jeździ na taksówce. A o tym,że kasa nie jest najważniejsza pisałem wiele razy.
                                      • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 11:45
                                        marek.zak 1 napisał
                                        A o tym,że kasa nie jest najważniejsza pisałem wiele razy <

                                        Ja też pisałam nie raz i będę pisać ponownie. A już na pewno nie jest czynnikiem w ocenie atrakcyjności mężczyzny, czy człowieka, tak bardziej uniwersalnie ujmując. Być może ten sposób myślenia jest płytki, miałki, naiwny, śmieszny, ograniczony, ale innego podejścia nie jestem w stanie z siebie wykrzesać, ani zmienić, ani zgodzić się z innymi, którzy mają odmienny osąd w tej kwestii.I z taką świadomością już umrę ;)
                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 12:38
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Każdy gra tym, czym ma i stara się wykorzystywać swoje atuty. Najważniejszym je
                                    > st wewnętrzna pewność siebie i świadomość swojej wartości. Jak jej nie ma, to k
                                    > ażda babka wejdzie Ci na głowę.

                                    Nie " wejdzie ci na glowe" tylko przejmie Twoje obowiazki, zacznie dzialac za dwoch, bo nie bedzie miala innego wyjscia. Czyli zdegraduje Cie z funkcji glowy rodziny, do stanowiska zaledwie pomocnika, ze nie powiem brzydko- lokaja na uslugach ;-)

                                    > Jeśli gryziesz się tym, że skończyłeś zarządzanie i pracujesz jako kierowca i t
                                    > raktujesz to jako porażkę, bo oczekiwania były inne, to inni też tak to odbiera
                                    > ją. To powinieneś zmienić w pierwszej kolejności.

                                    A kogo obchodzi co skonczyl i gdzie pracuje, jakie to ma w ogole znaczenie ?
                                    • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 12:50

                                      > > Każdy gra tym, czym ma i stara się wykorzystywać swoje atuty. Najważniejs
                                      > zym je
                                      > > st wewnętrzna pewność siebie i świadomość swojej wartości. Jak jej nie ma
                                      > , to k
                                      > > ażda babka wejdzie Ci na głowę.
                                      >
                                      > Nie " wejdzie ci na glowe" tylko przejmie Twoje obowiazki, zacznie dzialac za d
                                      > woch, bo nie bedzie miala innego wyjscia. Czyli zdegraduje Cie z funkcji glowy
                                      > rodziny, do stanowiska zaledwie pomocnika, ze nie powiem brzydko- lokaja na usl
                                      > ugach ;-)

                                      No tak, trudno czcić "głowę domu", która leży na kanapie/podejmuje z dupy wzięte decyzje i patrzeć spokojnie jak się wszyskto wali. Instynkt samozachowawczy włącza działanie. Ups, przepraszam, wrodzona każdej babie potrzeba zgnojenia chłopa/feministyczna potrzeba pokazania "jestem lepsza!" ;-)


                                      --
                                      Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                      Zawle
                                      • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 13:28
                                        aandzia43 napisała:
                                        > No tak, trudno czcić "głowę domu", która leży na kanapie/podejmuje z dupy wzięt
                                        > e decyzje i patrzeć spokojnie jak się wszyskto wali. Instynkt samozachowawczy w
                                        > łącza działanie. Ups, przepraszam, wrodzona każdej babie potrzeba zgnojenia chł
                                        > opa/feministyczna potrzeba pokazania "jestem lepsza!" ;-)

                                        Nie to inaczej:
                                        "Leży chuj jeden na kanapie, mówi że niby tonę węgla przerzucił i posprzątał piwnicę, ale co mnie to obchodzi, ja tam przecież nie chodzę nawet. A nie będę myć jego naczyń, rano tylko umył, ja wszystko myję po leniu patentowym! Wziął by się do roboty wreszcie i naprawił moją torebkę, o co proszę go już trzeci dzień. Albo pozałatwiał sprawy urzędowe, popłacił rachunki. obiecał że do piętnastego się tym zajmie, no, zobaczymy. Już ja to widzę. Rozliczę, niech nie myśli, że zapomniałam. Wszystko muszę pamiętać, co on ma zrobić. Niezaradny jest. Jakie to niemęskie. Rano tylko z dziećmi do szkoły jeździ, a ja z powrotem, taszczę je, toboły ich, jak beduin na pustyni, tłukę się z powrotem niemiłosiernie, flakami ze zmęczenia po podłodze ciągnę, a ten skurwysyn sobie hyc - do pracy i zadowolony! Nieszczęśliwa jestem z takim leniem, życie mi kutas zmarnował, gdzie mój sernik i serial?"
                                        • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 13:35
                                          Stawiam 10 do 1, że w tych stadłach, gdzie występuje przypadek "leniwego małżonka" w większości wypadków obowiązuje zasada "to co ja robię x2, to co robi on /2". I wychodzi, że wszystko na głowie tego "zarobionego" ;)
                                          Jak się kogoś nie lubi, to się umniejsza jego zasługi.
                                          • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 14:17
                                            sabat3 napisał:

                                            > Stawiam 10 do 1, że w tych stadłach, gdzie występuje przypadek "leniwego małżon
                                            > ka" w większości wypadków obowiązuje zasada "to co ja robię x2, to co robi on /
                                            > 2". I wychodzi, że wszystko na głowie tego "zarobionego" ;)
                                            > Jak się kogoś nie lubi, to się umniejsza jego zasługi.

                                            Ale ci się ulało, Sabat :-) Według mnie ani 10 do 1, ani 3 do 150 czy inne cyferki jeśli chodzi o przypieprzanie się płci do płci. "Leniwi wpółmałżonkowie" są po obu stronach, czyli po obu stronach są ludzie skorzy do użalania się nad sobą, przypieprzania się bez powodu lub z byle powodu, ślepi programowo na zasługi drugiej strony, okresowo zagubieni. A propos: w mediach ostatnio o jakimś pisdzielcu, który ciągał żonę regularnie po podłodze i po głowie okładał za kurze w kącie nie wytarte. Leniwa baba była ;-)
                                            Ja pisałam z przekąsem o czymś innym: o nerwowym reagowaniu jednej strony (chyba częściej mężczyzn, bo duma męska tak zwana) na branie przez drugą stronę spraw w swoje ręce, gdy ta pierwsza nawali.

                                            --
                                            Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                            Zawle
                                    • marek.zak1 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 13:10
                                      mabelle2000 napisała:

                                      > marek.zak1 napisał:
                                      >
                                      > > Każdy gra tym, czym ma i stara się wykorzystywać swoje atuty. Najważniejszym jest wewnętrzna pewność siebie i świadomość swojej wartości. Jak jej nie ma, to każda babka wejdzie Ci na głowę.
                                      >
                                      > Nie " wejdzie ci na glowe" tylko przejmie Twoje obowiazki, zacznie dzialac za dwoch, bo nie bedzie miala innego wyjscia. Czyli zdegraduje Cie z funkcji glowy rodziny, do stanowiska zaledwie pomocnika, ze nie powiem brzydko- lokaja na uslugach ;-).
                                      ---------------------------
                                      Tak to rzeczywiście bywa.
                                      >
                                      > > Jeśli gryziesz się tym, że skończyłeś zarządzanie i pracujesz jako kierowca i traktujesz to jako porażkę, bo oczekiwania były inne, to inni też tak to odbierają. To powinieneś zmienić w pierwszej kolejności.

                                      > A kogo obchodzi co skonczyl i gdzie pracuje, jakie to ma w ogole znaczenie ?
                                      -------------------------------
                                      Jak się facet tym sam dołuje, mówi, że jest nieudacznikiem, to tym swojej pozycji nie poprawia.
                                  • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 13:55
                                    marek.zak1 napisał:
                                    > Każdy gra tym, czym ma i stara się wykorzystywać swoje atuty. Najważniejszym je
                                    > st wewnętrzna pewność siebie i świadomość swojej wartości. Jak jej nie ma, to k
                                    > ażda babka wejdzie Ci na głowę.

                                    Z terrorystami się nie negocjuje.
                                    Ale masz rację, że sporo zależy od charakteru, a właściwie od skryptu.
                                    Moja teoria jest taka, że część osób to z natury kąśliwe zrzędy i umniejszacze otoczenia. Pech chce, że ci ludzie zwykle wiążą się z osobami zakompleksionymi, przyzwyczajonymi do słownej agresji i braku ciepła. Tylko ktoś z niskim poczuciem wartości może uznać gówniane zachowanie jakie funduje wredota za naturalne, bo najprawdopodobniej jego dom rodzinny wyglądał podobnie. Ktoś poukładany w głowie spierdala przed toksyną gdzie pieprz rośnie.

                                    Na jakimś etapie życia dochodzi do tego momentu, że, jak to mówią, "co za dużo to i świnia nie zeżre". Człowiek stwierdza, że nie pozwoli sobie więcej na jeżdżenie po nim jak po łysej kobyle. Może z czasem spada tolerancja na takie zachowania? Stąd rozwody.
                                    Przy czym wcale nie musi tak być, że wnoszącym o rozwód jest strona bierna.
                                    Toksyk w swoim zacietrzewieniu może uwierzyć tak dalece, że to on jest ten biedny i nieszczęśliwy, który musi użerać się z tak katastrofalnym idiotą i próbuje zadać ostateczny cios, uzasadniający jego dotychczasową działalność. Osa wbija żądło w ofiarę, obracając wszystko przeciwko niemu.

                                    > Jeśli gryziesz się tym, że skończyłeś zarządzanie i pracujesz jako kierowca i t
                                    > raktujesz to jako porażkę, bo oczekiwania były inne, to inni też tak to odbiera
                                    > ją. To powinieneś zmienić w pierwszej kolejności.

                                    Nie pracuję jako kierowca, tylko handlowiec, tak jak i Ty. Praca z wózkiem jest po prostu logistycznym elementem mojej roboty, ale nie jest ostateczną treścią. Poza tym - od jakiegoś czasu nie muszę się nim posługiwać, bo trochę zmieniłem zakres czynności.
                                    Marek - ja nawet lubię tę pracę. Jest ciekawa, sporo się dowiedziałem pożytecznego, moja aktualna branża jest o wiele bardziej techniczna niż sprzedaż kredytów w placówce bankowej. W sumie - ciekawsza.
                                    Ale ludzie, Marku, oceniają rzecz po pozorach. Praca, którą wykonuję ma o wiele niższy prestiż społeczny, a na obecnym etapie płacą za nią przeciętnie. Bo też i obowiązki są przeciętne, nie jestem "dobity" robotą. Chociaż element pracy fizycznej również mnie dotyczy. To jest fajne. Element, bo gdzie mi do prawdziwej fizycznej tyrki na kopalni czy hucie.
                                    Ale ja jedno, a otoczenie drugie. Dokumentnie wszyscy znajomi postrzegają to co robię jako degradację społeczną i pukają się w czoło. Mimo że pracując w finansach zarabiałem może o 10-20% więcej niż teraz. Serio, taka mała różnica. Ale czarny garnitur, neseser i już wszyscy myślą, że jesteś wilkiem z Wall Street.
                                    I jeśli sądzisz, że dla mojego wizerunku jest to bez znaczenia, to rusz trochę głową. Ludzie oceniają po pozorach, a kobiety - w szczególności.
                                    • marek.zak1 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 14:07
                                      sabat3 napisał:


                                      > > Jeśli gryziesz się tym, że skończyłeś zarządzanie i pracujesz jako kierowca i traktujesz to jako porażkę, bo oczekiwania były inne, to inni też tak to odbierają. To powinieneś zmienić w pierwszej kolejności.
                                      >
                                      > Nie pracuję jako kierowca, tylko handlowiec, tak jak i Ty. Praca z wózkiem jest po prostu logistycznym elementem mojej roboty, ale nie jest ostateczną treścią. Poza tym - od jakiegoś czasu nie muszę się nim posługiwać, bo trochę zmieniłem zakres czynności.
                                      > Marek - ja nawet lubię tę pracę. Jest ciekawa, sporo się dowiedziałem pożytecznego, moja aktualna branża jest o wiele bardziej techniczna niż sprzedaż kredytów w placówce bankowej. W sumie - ciekawsza.
                                      --------------------------
                                      Sabat, chyba nikt nie zrozumie o co Ci chodzi. Masz fajną pracę, podobną do mojej, i do mojego syna. Skąd te rozkminy?
                                      A wózkiem elektrycznym to jeżdziłem jak pracowałem w fabryce. Oczywiście nie miałem żadnych uprawnień, a i hamulce za bardzo skuteczne nie były :).


                                      > Ale ludzie, Marku, oceniają rzecz po pozorach.
                                      ------------------------------------------
                                      Pier...l to. Niech oceniają, jak mają ochotę i się tym dowartościowują.
                                    • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 14:17
                                      sabat3 napisał:

                                      > Toksyk w swoim zacietrzewieniu może uwierzyć tak dalece, że to on jest ten bied
                                      > ny i nieszczęśliwy, który musi użerać się z tak katastrofalnym idiotą i próbuje
                                      > zadać ostateczny cios, uzasadniający jego dotychczasową działalność. Osa wbija
                                      > żądło w ofiarę, obracając wszystko przeciwko niemu.

                                      Nie wiem jak Tobie, ale mnie wychodzi, ze tu na forum, to tylko Ty i ninek uzeraja/ uzerali sie z " katastrofalnym idiota".

                                      • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 14:28
                                        mabelle2000 napisała:

                                        > sabat3 napisał:
                                        >
                                        > > Toksyk w swoim zacietrzewieniu może uwierzyć tak dalece, że to on jest te
                                        > n bied
                                        > > ny i nieszczęśliwy, który musi użerać się z tak katastrofalnym idiotą i p
                                        > róbuje
                                        > > zadać ostateczny cios, uzasadniający jego dotychczasową działalność. Osa
                                        > wbija
                                        > > żądło w ofiarę, obracając wszystko przeciwko niemu.
                                        >
                                        > Nie wiem jak Tobie, ale mnie wychodzi, ze tu na forum, to tylko Ty i ninek uzer
                                        > aja/ uzerali sie z " katastrofalnym idiota".
                                        >
                                        Sugerujesz ze Ninek i Sabat znęcali/ją się nad współmałżonkami?

                                        --
                                        Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                        Zawle
                                          • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 14:36
                                            mabelle2000 napisała:

                                            > aandzia43 napisała:
                                            >
                                            > > Sugerujesz ze Ninek i Sabat znęcali/ją się nad współmałżonkami?
                                            >
                                            > Nic nie sugeruje, po prostu rejestruje fakt, ze za ich krzywdy byli odpowiedzia
                                            > lni ich wspolmalzonkowie, co zreszta oni sami potwierdzaja.

                                            I jedno, i drugie pisało o swoich niedomogach również. Poza tym oni zapodają nam tu na bieżąco serial ze swojego życia, bo na bieżąco w ostatnich latach się odklejają mentalnie i życiowo od swoich połówek. Jak się ma coś przerobione dawno temu to można odgrywać mistrza zen i sprawiedliwego wśród narodów świata. Na bieżąco ma sie łzy, smarki i żenadę. Taka kolejność.

                                            --
                                            Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                            Zawle
                                            • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 14:52
                                              aandzia43 napisała:

                                              > I jedno, i drugie pisało o swoich niedomogach również.

                                              Mozna miec niedomogi i kazdy je ma, ale wlasnie dlatego, ze je ma, ze zdaje sobie z nich sprawe, to nie jest sie juz tak skorym, aby upatrywac toksykow/ narcyzow/ przemocowcow/ umniejszaczy w innych. W nieobecnych w dodatku, w tych, ktorzy nie moga sie obronic, bo nikt im nie dal prawa glosu.

                                              Poza tym oni zapodają na
                                              > m tu na bieżąco serial ze swojego życia, bo na bieżąco w ostatnich latach się o
                                              > dklejają mentalnie i życiowo od swoich połówek. Jak się ma coś przerobione dawn
                                              > o temu to można odgrywać mistrza zen i sprawiedliwego wśród narodów świata. Na
                                              > bieżąco ma sie łzy, smarki i żenadę. Taka kolejność.

                                              Skad wiesz czy druga strona, ta " podla, wredna i okrutna" nie ma tez lez, smarkow i zenady?
                                              • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 15:05
                                                mabelle2000 napisała:

                                                > aandzia43 napisała:
                                                >
                                                > > I jedno, i drugie pisało o swoich niedomogach również.
                                                >
                                                > Mozna miec niedomogi i kazdy je ma, ale wlasnie dlatego, ze je ma, ze zdaje sob
                                                > ie z nich sprawe, to nie jest sie juz tak skorym, aby upatrywac toksykow/ narcy
                                                > zow/ przemocowcow/ umniejszaczy w innych. W nieobecnych w dodatku, w tych, ktor
                                                > zy nie moga sie obronic, bo nikt im nie dal prawa glosu.

                                                "Tak" skorym się może nie jest, co nie wywołuje z miejsca amnezji na podłości drugiej strony. Żaden zen-sren nie nie spowoduje, że przestanie istnieć przemoc czy podłość. Jak coś zaistniało, to zaistniało. Nie tylko małżeństwa to dotyczy. Wiesz, ja przeszłam drogę od "pełnego zrozumienia drugiej strony" i "prawda jest pośrodku" do "nikt mi kurwa nie powie, że pada deszcz jak mi się właśnie rzyga na głowę" (moje) oraz "prawda leży ani po środku, ani z brzegu tylko tam gdzie leży" (Sisi z forum sprzed lat :-)). Bardzo zdrowe, polecam wszystkim z niskim poczuciem wartości oraz tym z kijem w dupie. Oczyszcza i pozwala otrzepawszy się uprzednio z rzygów i własnych smarków ruszyć w drogę.
                                                Nie mogą się obronić, więc pozostaje nam ostrożność w sądach, ale nie sznurowanie usteczek i spinanie odbytu i nie przyjmowanie do wiadomości, że ta druga strona może mieć broń Boże jakieś felery.


                                                >
                                                > Poza tym oni zapodają na
                                                > > m tu na bieżąco serial ze swojego życia, bo na bieżąco w ostatnich latach
                                                > się o
                                                > > dklejają mentalnie i życiowo od swoich połówek. Jak się ma coś przerobion
                                                > e dawn
                                                > > o temu to można odgrywać mistrza zen i sprawiedliwego wśród narodów świat
                                                > a. Na
                                                > > bieżąco ma sie łzy, smarki i żenadę. Taka kolejność.
                                                >
                                                > Skad wiesz czy druga strona, ta " podla, wredna i okrutna" nie ma tez lez, smar
                                                > kow i zenady?

                                                Jasne że ma. To się dzieje przecież pomiędzy ludźmi, nie jednemu z nich.

                                                --
                                                Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                                Zawle
                                              • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 15:15
                                                mabelle 2 000 napisała
                                                >Skad wiesz czy druga strona, ta " podla, wredna i okrutna" nie ma tez lez, smarkow i zenady?<

                                                To podobnie trochę, jak Twoje opowieści o braku oczekiwań w stosunku do innych osób, czy chęć złożenia siebie innym w darze można uznać za konfabulację i chęć podwyższenia swojej wartości w oczach innych. Skąd wiadomo, czy to nie ściema, skoro jesteś anonimowym nickiem, który niewiele przejmuje się opiniami innych anonimowych nicków, jak pisałaś nie raz. Tylko ciekawe z kolei, czemu tak uparcie przyczepia się do co poniektórych, to im bez przerwy wmawiając ściemę?
                                            • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 15:40
                                              aandzia43 napisała: Poza tym oni zapodają na
                                              > m tu na bieżąco serial ze swojego życia, bo na bieżąco w ostatnich latach się o
                                              > dklejają mentalnie i życiowo od swoich połówek. Jak się ma coś przerobione dawn
                                              > o temu to można odgrywać mistrza zen i sprawiedliwego wśród narodów świata. Na
                                              > bieżąco ma sie łzy, smarki i żenadę. Taka kolejność.

                                              No pewnie..mój też był mega chujem i nierobem. Ale tyle razy o tym opowiadałam, że dla mnie samej to za nudne:))
                                              --
                                              sabat3 napisał:
                                              > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                          • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 14:43
                                            mabelle2000 napisała:
                                            > Nic nie sugeruje, po prostu rejestruje fakt, ze za ich krzywdy byli odpowiedzia
                                            > lni ich wspolmalzonkowie, co zreszta oni sami potwierdzaja.

                                            Za moje krzywdy jestem odpowiedzialny ja sam. Nikt mi spluwy przy skroni nie trzymal w czasie slubu.
                                            Gdybym mial sie doszukiwac winy na zewnatrz, to zrzucilbym na wyuczony skrypt z domu, gdzie uzeralem sie z agresywnym ojcem i dominujaca matka.
                                            Doszly kompleksy zwiazane z wygladem, poczucie, ze zadna mnie nie zechce - i bigos gotowy.
                                            Moje malzenstwo to zderzenie Titanica z gora lodowa. Winny jest kapitan a nie gora ;)
                                          • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 14:57
                                            mabelle 2000 napisała
                                            >Nic nie sugeruje, po prostu rejestruje fakt, ze za ich krzywdy byli odpowiedzialni ich wspolmalzonkowie, co zreszta oni sami potwierdzaja.<

                                            To źle rejestrujesz. Opisywałam swoje wieloletnie życie z przemocowcem i toksykiem, jego metody szantażu, umniejszania, poniżania, nie tylko wśród czterech ścian, ale i publicznie, moje wieloletnie bicie się z myślami, że muszę odejść, co w końcu doszło do skutku. I nikt mi tej radości, poczucia wolności, spokoju, które mam teraz nie odbierze- nawet Ty,choćbys nie wiem jak próbowała wykręcić kota ogonem czy uznać mnie za kłamczuchę albo cierpiętnicę. Co nie znaczy, że kreuję się na niewiniątko o cudownym charakterze. Jest wręcz przeciwnie, mam parszywy charakter pod wieloma względami,błędy zapewne były po obu stronach, niedopasowamie, odmienne priorytety bycia w związku, co nie zmienia faktu, że przemocy zaznałam ja,a nie on.
                                            • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 15:08
                                              ninek04 napisała:

                                              > mabelle 2000 napisała
                                              > >Nic nie sugeruje, po prostu rejestruje fakt, ze za ich krzywdy byli odpowi
                                              > edzialni ich wspolmalzonkowie, co zreszta oni sami potwierdzaja.<
                                              >
                                              > To źle rejestrujesz. Opisywałam swoje wieloletnie życie z przemocowcem i toksyk
                                              > iem, jego metody szantażu, umniejszania, poniżania, nie tylko wśród czterech śc
                                              > ian, ale i publicznie, moje wieloletnie bicie się z myślami, że muszę odejść, c
                                              > o w końcu doszło do skutku. I nikt mi tej radości, poczucia wolności, spokoju,
                                              > które mam teraz nie odbierze- nawet Ty,choćbys nie wiem jak próbowała wykręcić
                                              > kota ogonem czy uznać mnie za kłamczuchę albo cierpiętnicę. Co nie znaczy, że
                                              > kreuję się na niewiniątko o cudownym charakterze. Jest wręcz przeciwnie, mam pa
                                              > rszywy charakter pod wieloma względami,błędy zapewne były po obu stronach, nied
                                              > opasowamie, odmienne priorytety bycia w związku, co nie zmienia faktu, że przem
                                              > ocy zaznałam ja,a nie on.

                                              Ależ skąd Ninek, sama nadziewałaś się na jego pięści oraz po wielokroć byłaś kurwą, szmatą i innym pomiotłem za nieuymytąna błysk wannę ;-)

                                              --
                                              Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                              Zawle
                                              • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 15:30
                                                aandzia43 napisała
                                                >Ależ skąd Ninek, sama nadziewałaś się na jego pięści oraz po wielokroć byłaś kurwą, szmatą i innym pomiotłem za nieuymytąna błysk wannę ;-)<

                                                Nosz jasne, że to on cierpiał i doznawał krzywd,kiedy wywrzaskiwał wyzwiska na cały głos i kazał spieprzać, no przecież to ja go naraziłam na to cierpienie, nie odwrotnie. O czym ja mówię w ogóle, jaki toksyk? ;)
                                                • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 15:42
                                                  ninek04 napisała:

                                                  > aandzia43 napisała
                                                  > >Ależ skąd Ninek, sama nadziewałaś się na jego pięści oraz po wielokroć był
                                                  > aś kurwą, szmatą i innym pomiotłem za nieuymytąna błysk wannę ;-)<
                                                  >
                                                  > Nosz jasne, że to on cierpiał i doznawał krzywd,kiedy wywrzaskiwał wyzwiska na
                                                  > cały głos i kazał spieprzać, no przecież to ja go naraziłam na to cierpienie, n
                                                  > ie odwrotnie. O czym ja mówię w ogóle, jaki toksyk? ;)

                                                  Hihi ;-)
                                                  Wiesz czym się różni toksyk i znęt od względnie normalnego człowieka, który dochodzi do ściany i ma ochotę przyczynie tego marszu na ścianę urwać łeb i naszczać w szyję? Toksyk zostaje i z rozkoszą maskowaną "no przecież jestem doprowadzony do ostateczności!" spuszcza się trucizną raz po raz, a względnie normalny wyhamowuje i albo odchodzi, albo ostro szuka innego rozwiązania konfliktu. Jak cię stary jebał przez lata za to czy owo regularnie i do głowy mu nie przyszło powiedziec "wiesz co kobieto, wyluzujmy i odsapnijmy od siebie na chwilę bo sam na siebie patrzeć już nie mogę" to był znęt. Jak próbował się wymiksować to nie taki do końca znęt.

                                                  --
                                                  Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                                  Zawle
                                                  • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 15:55
                                                    aanddzia 43 napisała
                                                    >Jak cię stary jebał przez lata za to czy owo regularnie i do głowy mu nie przyszło powiedziec "wiesz co kobieto, wyluzujmy i odsapnijmy od siebie na chwilę bo sam na siebie patrzeć już nie mogę" to był znęt. Jak próbował się wymiksować to nie taki do końca znęt.<

                                                    On zdawał sobie sprawę, że może mnie gnębic i jebać na wszelkie sposoby, bo był święcie przekonany, że nie odejdę, bo nie mam gdzie.I wtedy robił to z jeszcze większą satysfakcją. Ja niby się odgrażałam, że tak dłużej nie może być i że wkrótce zabiorę się stamtąd, a on mi się śmiał w żywe oczy - ty,ty? ty pójdziesz? Ciekawe kto taką szmatę przyjmie pod dach? I tak to trwało. Gdy w końcu zaczęłam się pakować, robił niewinną minkę i prosił, żeby zostać, że on spróbuje się zmienić, że on tak wcale nie chciał mnie wyzywać, bo to samo z niego wychodziło, no samo dobro wówczas się w nim objawiło. Jak go znam, to na długo by tego nie starczyło - do kolejnego wyzwiska.
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 16:35
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Hihi ;-)
                                                    > Wiesz czym się różni toksyk i znęt od względnie normalnego człowieka, który doc
                                                    > hodzi do ściany i ma ochotę przyczynie tego marszu na ścianę urwać łeb i naszcz
                                                    > ać w szyję? Toksyk zostaje i z rozkoszą maskowaną "no przecież jestem doprowadz
                                                    > ony do ostateczności!" spuszcza się trucizną raz po raz, a względnie normalny w
                                                    > yhamowuje i albo odchodzi, albo ostro szuka innego rozwiązania konfliktu. Jak c
                                                    > ię stary jebał przez lata za to czy owo regularnie i do głowy mu nie przyszło p
                                                    > owiedziec "wiesz co kobieto, wyluzujmy i odsapnijmy od siebie na chwilę bo sam
                                                    > na siebie patrzeć już nie mogę" to był znęt. Jak próbował się wymiksować to nie
                                                    > taki do końca znęt

                                                    Andzia, wszystko mi pasuje oprocz biadolenia, ze toksyk ze mna seksu nie chce. Skoro mnie jebie na kazdym kroku i tak mi zycie marnuje, wyzywa, poniza i dreczy, to jakim cudem tego seksu akurat od niego/ od niej potrzebuje? Nie zgrzyta Ci tu nic?
                                                  • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 16:59

                                                    > Andzia, wszystko mi pasuje oprocz biadolenia, ze toksyk ze mna seksu nie chce.
                                                    > Skoro mnie jebie na kazdym kroku i tak mi zycie marnuje, wyzywa, poniza i drecz
                                                    > y, to jakim cudem tego seksu akurat od niego/ od niej potrzebuje? Nie zgrzyta C
                                                    > i tu nic?

                                                    A tak, tego nie pojmuję. Chyba.że.zażalenia dotyczą okresu sprzed pełnego rozkwitu rzygania jadem.

                                                    --
                                                    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                                    Zawle
                                                  • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 17:06
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    >
                                                    > > Andzia, wszystko mi pasuje oprocz biadolenia, ze toksyk ze mna seksu nie
                                                    > chce.
                                                    > > Skoro mnie jebie na kazdym kroku i tak mi zycie marnuje, wyzywa, poniza i
                                                    > drecz
                                                    > > y, to jakim cudem tego seksu akurat od niego/ od niej potrzebuje? Nie zgr
                                                    > zyta C
                                                    > > i tu nic?
                                                    >
                                                    > A tak, tego nie pojmuję. Chyba.że.zażalenia dotyczą okresu sprzed pełnego rozkw
                                                    > itu rzygania jadem.

                                                    Na tym forum? Gdzie wasza intuicja psychologiczna? Albo zwykle kojarzenie faktow. Podaje wyjasnienie:
                                                    Osoby, ktore doswiadczyly patologii na linii rodzic-dziecko wyksztalcaja czesto duzo wieksza tolerancje na psychiczne i fizyczne razy, a mimo to moga dlugo dazyc do milosci. To uwarunkowanie, jak relacji BDSM.
                                                    Jesli ktos rozwinal poszukiwanie bliskosci (jako dziecko) w toksycznym ukladzie, to jako dorosly moze miec duza sklonnosc do kopiowania wyuczonego schematu.

                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 17:18
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Na tym forum? Gdzie wasza intuicja psychologiczna? Albo zwykle kojarzenie fakto
                                                    > w. Podaje wyjasnienie:
                                                    > Osoby, ktore doswiadczyly patologii na linii rodzic-dziecko wyksztalcaja czesto
                                                    > duzo wieksza tolerancje na psychiczne i fizyczne razy, a mimo to moga dlugo da
                                                    > zyc do milosci. To uwarunkowanie, jak relacji BDSM.
                                                    > Jesli ktos rozwinal poszukiwanie bliskosci (jako dziecko) w toksycznym ukladzie
                                                    > , to jako dorosly moze miec duza sklonnosc do kopiowania wyuczonego schematu.

                                                    I majac te wiedze nadal maja pretensje do wspolmalzonkow? No niesamowite. Skoro szukam ponizania, bo w tym schemacie najlepiej sie czuje, ba TYLKO ten typ osobowosci rozwazam do wspolnego zycia, to jeszcze klapie paszcza, ze mnie skrzywdzil ? A na terapie to nielaska isc i wyprostowac wadliwy schemat? No tak, ale to by trzeba bylo zaczac od siebie.
                                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 17:49
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > I majac te wiedze nadal maja pretensje do wspolmalzonkow? No niesamowite. Skoro
                                                    > szukam ponizania, bo w tym schemacie najlepiej sie czuje, ba TYLKO ten typ oso
                                                    > bowosci rozwazam do wspolnego zycia, to jeszcze klapie paszcza, ze mnie skrzywd
                                                    > zil ?

                                                    Taki schemat znają, a nie czują się w nim najlepiej. Znają lub też dostarcza im swoistej przyjemności. Społecznie rozumieją że to nie jest ok, widzą swój ból, ale tego właśnie pragną.

                                                    A na terapie to nielaska isc i wyprostowac wadliwy schemat? No tak, ale t
                                                    > o by trzeba bylo zaczac od siebie.

                                                    Może nie wiedzą że są pojebani? Poza tym terapia tak nie działa. Nie spowoduje że przestaniesz lubić to czego pragniesz. Nauczysz się życia pośrodku. Pośrodku- czyli czasami bez smaku.
                                                    --
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:00
                                                    zawle napisała:

                                                    > Taki schemat znają, a nie czują się w nim najlepiej. Znają lub też dostarcza im
                                                    > swoistej przyjemności. Społecznie rozumieją że to nie jest ok, widzą swój ból,
                                                    > ale tego właśnie pragną.

                                                    No to podsumujmy- lubia ale nie lubia, maja przyjemnosc ale jej nie maja, trwaja ale biadola, ze jest zle.

                                                    > Może nie wiedzą że są pojebani? Poza tym terapia tak nie działa. Nie spowoduje
                                                    > że przestaniesz lubić to czego pragniesz. Nauczysz się życia pośrodku. Pośrodku
                                                    > - czyli czasami bez smaku.

                                                    Acha, rozumiem. Tylko po co szukanie winnego?
                                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:05
                                                    mabelle2000 napisała: > No to podsumujmy- lubia ale nie lubia, maja przyjemnosc ale jej nie maja, trwaj
                                                    > a ale biadola, ze jest zle.

                                                    Dokładnie..pojebane nie? Ale jest.

                                                    > Acha, rozumiem. Tylko po co szukanie winnego?

                                                    Ty rozumiesz, oni jeszcze nie. Poza tym wina to wina. Gość który pobił swoją ślubną jest winien pobicia. Ona jest winna temu że mu na podobne czyny wcześniej przyzwalała. Każdy ma swój kawałek.
                                                    --
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:32
                                                    Jeszcze jest coś takiego jak problemy decyzyjne: strach przed podjęciem decyzji o czymś nieodwołalnym, czymś, co realnie spowoduje zmianę i nie będzie odwrotu.
                                                    Zauwazyłam, że często dotyczy to osób, które miały apodyktycznych rodziców dyrygujących każdym aspektem ich życia. Jak się człowiek nie nauczy wybierać i decydować jako dziecko, to potem ma z tym problem. Taka była moja matka, taka byłam ja.

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:44
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Jeszcze jest coś takiego jak problemy decyzyjne: strach przed podjęciem decyzji
                                                    > o czymś nieodwołalnym, czymś, co realnie spowoduje zmianę i nie będzie odwrotu

                                                    No tak, tylko zauwaz, ze te osoby mowia o zmarnowanym zyciu, o tym ze nie dostaja rzeczy najwazniejszych- szacunku, bliskosci, wsparcia. A rownoczesnie trzymaja sie kurczowo osoby, ktora nie daje im tego co rzekomo jest dla nich najwazniejsze. Wiec tak na logike, to chyba to nie takie potrzebne, skoro mozna sie obejsc.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:52
                                                    " Wiec tak na logike, to chyba to nie takie potrzebne, skoro mozna sie obejsc. "

                                                    Nie tyle można się obejść, co brak tegoż jest mniej dojmujący niż lęk przed zmianą. Krzywda, jakiej doznajesz od drugiej strony musi przeważyć w pewnym momencie Twój lęk.
                                                    Tyle że poprzeczka jest różnie ustawiona. U jednego nisko i jedna awantura z wyzwiskami spowoduje pakowanie walizek, a au drugiego wysoko i dopiero tydzień na OIOmie da Ci kopa do działania.

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:05
                                                    "Trzymaja sie kurczowo tylko ci, ktorzy maja krucho z kasa. Co tu dywagowac. "

                                                    Ale kruchość kasy to jest własnie czynnik lękotwórczy, sabat, jeden z najmocniejszych zresztą.
                                                    Boisz się, że nie dasz rady sam, nie dasz rady znaleźc i utrzymać roboty, która da Ci wystarczający zarobek, by na powierzchni pozostać, a nie iść na dno.
                                                    Kasa daje poczucie bezpieczeństwa. Brak poczucia bezpieczenstwa rodzi lęk i to na wysokim poziomie.
                                                    To jest to słynne "dokąd ja pójdę?", strach przed przysłowiowym "pod mostem". To oczywiste, że gdybys był bogaty, nie pytałbyś siebie "dokąd pójdę?", bo byś se zwyczajnie wziął i kupił chatę.


                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 22:48
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Ale kruchość kasy to jest własnie czynnik lękotwórczy, sabat, jeden z najmocnie
                                                    > jszych zresztą.
                                                    > Boisz się, że nie dasz rady sam, nie dasz rady znaleźc i utrzymać roboty, która
                                                    > da Ci wystarczający zarobek, by na powierzchni pozostać, a nie iść na dno.
                                                    > Kasa daje poczucie bezpieczeństwa. Brak poczucia bezpieczenstwa rodzi lęk i to
                                                    > na wysokim poziomie.
                                                    > To jest to słynne "dokąd ja pójdę?", strach przed przysłowiowym "pod mostem". T
                                                    > o oczywiste, że gdybys był bogaty, nie pytałbyś siebie "dokąd pójdę?", bo byś s
                                                    > e zwyczajnie wziął i kupił chatę.

                                                    Argumenty z kasą słyszałam od kobiet których mąż przepijał wszystko co było w domu. To są tylko wymówki. Znikają wraz z podjęciem decyzji. Dużo bliższe prawdy byłoby ...boję się.
                                                    --
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:56
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > rekreativa napisała:
                                                    >
                                                    > > Jeszcze jest coś takiego jak problemy decyzyjne: strach przed podjęciem d
                                                    > ecyzji
                                                    > > o czymś nieodwołalnym, czymś, co realnie spowoduje zmianę i nie będzie o
                                                    > dwrotu
                                                    >
                                                    > No tak, tylko zauwaz, ze te osoby mowia o zmarnowanym zyciu, o tym ze nie dosta
                                                    > ja rzeczy najwazniejszych- szacunku, bliskosci, wsparcia. A rownoczesnie trzyma
                                                    > ja sie kurczowo osoby, ktora nie daje im tego co rzekomo jest dla nich najwazni
                                                    > ejsze. Wiec tak na logike, to chyba to nie takie potrzebne, skoro mozna sie obe
                                                    > jsc.


                                                    My rozmawiamy o homo, a nie o homo sapiens. I o tym co jest a nie o tym co jest logiczne.
                                                  • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 21:24
                                                    rekreativa napisała
                                                    >Jeszcze jest coś takiego jak problemy decyzyjne: strach przed podjęciem decyzji o czymś nieodwołalnym, czymś, co realnie spowoduje zmianę i nie będzie odwrotu.
                                                    Zauwazyłam, że często dotyczy to osób, które miały apodyktycznych rodziców dyrygujących każdym aspektem ich życia. Jak się człowiek nie nauczy wybierać i decydować jako dziecko, to potem ma z tym problem. Taka była moja matka, taka byłam ja.<

                                                    Myślę, że nie tylko ci, którzy mieli apodyktycznych, mają tego rodzaju problemy. Ja na przykład miałam kompletnie nie kontrolujących, nie przejmujących się, nie dających wsparcia i bliskości rodziców. Było im wszystko jedno, czy się uczę, czy nie, czy daję sobie radę, co będę robić dalej, po skończeniu podstawówki,co robię w czasie wolnym, z kim, gdzie wychodzę, i kiedy wrócę. No i zero czułości, przytulania, buziaków, gestów okazujących miłość i poparcie.W dodatku ojcu zdarzało się nie wylewać za kołnierz, tylko że nie był agresywny wtedy. Człowiek nie może nie wyjść w jakimś stopniu zjebany po czymś takim i uniknąć błędów, czy potknięć w swoim dalszym, dorosłym już życiu. Ale trzeba iść do przodu, a nie oglądać się wciąż wstecz, mimo wszystko.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 21:34
                                                    " Ja na przykład miałam kompletnie nie kontrolujących, nie przejmujących się, nie dających wsparcia i bliskości rodziców. Było im wszystko jedno, czy się uczę, czy nie, czy daję sobie radę, co będę robić dalej,"

                                                    To jest druga strona tego samego medalu. Taki brak kontroli, obojętność daje dziecku przekonanie, że właściwie wszystko jedno, co i jak zrobi, bo jakiekolwiek by nie były konsekwencje i tak pozostaną bez większej reakcji. Jako dorosły taki człowiek może mieć mniejszą świadomość konsekwencji własnych poczynań, czy mniejszy opór przed wchodzeniem w rozmaite ryzykowne układy i sytuacje. MOże też nie czuć presji podjęcia decyzji, bo po co podejmować, skoro i tak wszystko jedno?

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 22:43
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Jeszcze jest coś takiego jak problemy decyzyjne: strach przed podjęciem decyzji
                                                    > o czymś nieodwołalnym, czymś, co realnie spowoduje zmianę i nie będzie odwrotu
                                                    > .
                                                    > Zauwazyłam, że często dotyczy to osób, które miały apodyktycznych rodziców dyry
                                                    > gujących każdym aspektem ich życia. Jak się człowiek nie nauczy wybierać i decy
                                                    > dować jako dziecko, to potem ma z tym problem. Taka była moja matka, taka byłam
                                                    > ja.

                                                    I to jest choroba, nawet jeśli rozwija się powoli i podstępnie. Czyli sama podejmujesz decyzje które Ciebie wikłają- nie pracujesz, robisz sobie dzieci, stracisz możliwość wyprowadzki ( bo przecież gdzieś wcześniej się mieszka).Nie docenia się tu, nawet jest poprawne politycznie żeby o tym nie mówić- ofiara sama pomaga sprawcy- jest jego sojusznikiem.
                                                    --
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 23:07
                                                    " Czyli sama podejmujesz decyzje które Ciebie wikłają- nie pracujesz, robisz sobie dzieci, stracisz możliwość wyprowadzki ( bo przecież gdzieś wcześniej się mieszka).Nie docenia się tu, nawet jest poprawne politycznie żeby o tym nie mówić- ofiara sama pomaga sprawcy- jest jego sojusznikiem. "

                                                    Szczególnie, jak ktoś Ci stanie nad głową i wrzeszczy "decyduj, decyduj!", to tak walisz tym palcem na chybił trafił "to, tamto", byle nie wrzeszczał... Albo żeby nie zrzędził przez nastepne 20 lat, albo żeby krzywo nie patrzył, nie odmawiał seksu, nie wycofał bycia miłym itd.
                                                    I zawsze się boisz wyboru, że co nie wybierzesz, to ktoś będzie rozczarowany i niezadowolony: ojciec, matka, żona, teściowa, znajomi itd. Ludziom z apodyktycznych domów ciężko przychodzi płynąć pod prąd cudzych oczekiwań, bo tyle lat starali się sprostać i dorosnąć do wymogów swych wiecznie krytykujących starych.

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 23:33
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Szczególnie, jak ktoś Ci stanie nad głową i wrzeszczy "decyduj, decyduj!", to t
                                                    > ak walisz tym palcem na chybił trafił "to, tamto", byle nie wrzeszczał... Albo
                                                    > żeby nie zrzędził przez nastepne 20 lat, albo żeby krzywo nie patrzył, nie odma
                                                    > wiał seksu, nie wycofał bycia miłym itd.
                                                    > I zawsze się boisz wyboru, że co nie wybierzesz, to ktoś będzie rozczarowany i
                                                    > niezadowolony: ojciec, matka, żona, teściowa, znajomi itd. Ludziom z apodyktycz
                                                    > nych domów ciężko przychodzi płynąć pod prąd cudzych oczekiwań, bo tyle lat sta
                                                    > rali się sprostać i dorosnąć do wymogów swych wiecznie krytykujących starych.

                                                    Widzę że piszesz o sobie. Ja miałam apodyktyczną i pierdolniętą matkę- gdy byłam mała dziewczynką a ona mnie biła ( a biła mocno, często, za wszystko, bez logiki) to byłam pewna że to moja wina, płakałam i ją przepraszałam. Ale potem stałam się nastolatką i swoją wolność wywalczyłam mieczem. Mam zwyczajnie inny charakter, a też pochodzę z domu apodyktycznego, niestabilnego itd. To zawsze wypadkowa wielu czynników. Wiem jak to działa, dlaczego tak się dzieje. Ale podczas mojej wieloletniej pracy z rodzinami dotkniętymi przemocą stwierdzam że bycie ofiarą jest czasami niezłym interesem. A wyjście z niej zaczyna się w sytuacji w której przestaje się to opłacać.
                                                    --
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 21.04.17, 00:10
                                                    " A wyjście z niej zaczyna się w sytuacji w której przestaje się to opłacać. "

                                                    W przypadku rodzic - dziecko w sytuacji, w której w ogóle staje się to możliwe, no bo przecież jako 10 latka nie spakuję walizki i nie pójdę z domu...

                                                    Ja też miałam to szczęście w nieszczęściu, że w porę przeszłam terapię. Zanim zaczęłam szukać chłopa do stałego i poważnego związku. Kiedy już miałam w glowie naprostowane, że tak powiem. Bo gdyby nie to, to nie wiadomo, w jaką relację bym się mogła wjebać.

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 21.04.17, 08:22
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > " A wyjście z niej zaczyna się w sytuacji w której przestaje się to opłacać. "
                                                    >
                                                    > W przypadku rodzic - dziecko w sytuacji, w której w ogóle staje się to możliwe,
                                                    > no bo przecież jako 10 latka nie spakuję walizki i nie pójdę z domu...


                                                    Oczywiście..mówię o ludziach dorosłych.
                                                    --
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:04
                                                    Zawle, ale tu chyba jeszcze ma znaczenie fakt, że ten osobnik pomiatający wchodzi nieraz w okres poprawy i udaje słodkiego. Że zwodzi Cię nadzieją, iż może być lepiej, daje Ci próbkę tego lepiej i faktycznie to lepiej jest fajne.
                                                    Nadzieja umiera powoli. Czlowiek się bardzo długo może łudzić, że to lepiej to nigdy nie przejdzie w stan ciągły i zawsze będzie przedzielane okresami pomiatania, z czasem coraz dłuższymi.

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:07
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Zawle, ale tu chyba jeszcze ma znaczenie fakt, że ten osobnik pomiatający wchod
                                                    > zi nieraz w okres poprawy i udaje słodkiego. Że zwodzi Cię nadzieją, iż może by
                                                    > ć lepiej, daje Ci próbkę tego lepiej i faktycznie to lepiej jest fajne.
                                                    > Nadzieja umiera powoli. Czlowiek się bardzo długo może łudzić, że to lepiej to
                                                    > nigdy nie przejdzie w stan ciągły i zawsze będzie przedzielane okresami pomiata
                                                    > nia, z czasem coraz dłuższymi.

                                                    Oczywiście...ale chyba zgodzisz się ze mną że zdrowa osoba odejdzie za pierwszym razem? Chora/uzależniona da szansę.

                                                    --
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:23
                                                    "ale chyba zgodzisz się ze mną że zdrowa osoba odejdzie za pierwszym razem? "

                                                    No nie wiem, czy koniecznie musi być chora, lub uzależniona, by dać szansę. Może być po prostu naiwna i mieć małą wiedzę na temat zjawisk psychologicznych. Faktycznie wierzyć, że się gość poprawi.
                                                    A w międzyczasie a to jakieś dzieci się urodzą, a to poczucie własnej wartości spadnie, a to coś tam i jak juz zaczniesz myśleć, że ten Twój stary to chyba jest pierdyknięty, możesz być już tak uwikłana i zdołowana, że nie znajdujesz odwagi i woli, by spakować manatki. Aż Ci złamie jedno żebro za dużo (przykładowo).



                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:21
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Zawle, ale tu chyba jeszcze ma znaczenie fakt, że ten osobnik pomiatający wchod
                                                    > zi nieraz w okres poprawy i udaje słodkiego. Że zwodzi Cię nadzieją, iż może by
                                                    > ć lepiej, daje Ci próbkę tego lepiej i faktycznie to lepiej jest fajne.
                                                    > Nadzieja umiera powoli. Czlowiek się bardzo długo może łudzić, że to lepiej to
                                                    > nigdy nie przejdzie w stan ciągły i zawsze będzie przedzielane okresami pomiata
                                                    > nia, z czasem coraz dłuższymi.

                                                    Push and pull, mechanizm uzależniania, w jego oryginalnej i zdumiewająco skutecznej wersji. Na tym wzorowali się PUAsi. W łagodniejszej wersji nazywany `bujaniem łódką'.
                                                  • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 17:58

                                                    > I majac te wiedze nadal maja pretensje do wspolmalzonkow? No niesamowite. Skoro
                                                    > szukam ponizania, bo w tym schemacie najlepiej sie czuje, ba TYLKO ten typ oso
                                                    > bowosci rozwazam do wspolnego zycia, to jeszcze klapie paszcza, ze mnie skrzywd
                                                    > zil ? A na terapie to nielaska isc i wyprostowac wadliwy schemat? No tak, ale t
                                                    > o by trzeba bylo zaczac od siebie.

                                                    A co w tym dziwnego, że ma się pretensje do oprawcy (ciut na.wyrost epitet) nawet jeśli mu się kiedyś samemu wlazlo pod chętne do krzywdzenia łapy? Nie musiał bić ;-) Skrzywdził? Skrzywdzil. Patol jest? Patol. Pretensje do siebie za głupotę czy fatalne skłonności do wdeptywaniaw gowno nie umniejszają w niczym zła, które zostało nam uczynione.


                                                    --
                                                    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                                    Zawle
                                                  • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 17:19

                                                    aandzia 43 napisała
                                                    >A tak, tego nie pojmuję. Chyba.że.zażalenia dotyczą okresu sprzed pełnego rozkwitu rzygania jadem.<

                                                    Zaczęłam od braku seksu, skończyłam na przemocowcu;). Odsłaniałam się ze swoimi problemami stopniowo, nie mówiłam wszystkiego od razu. Oczywiście, że wynikało to z niezdrowego wstydu, skrytości, bo o takich sprawach nie mówi się przeważnie w towarzystwie, zwłaszcza w takim, gdzie jedynym problemem co poniektorych jest za rzadki seks,czy że mąż już z nią nie chce, a ona tak się stara. Brak seksu w związku pojawił się na długo przed jego późniejszymi zachowaniami, właściwie zaraz wkrótce po drugim dziecku- to było odrzucenie mnie jako partnerki seksualnej, Zaczęło się od tego praktycznie, potem doszło milczenie, chłód emocjonalny i krok po kroczku doszliśmy do całkowitego poniżenia, pomiatania i szantażu. Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że chciałabym z nim seksu - gdyby mnie wtedy dotknął, otarł się o mnie, to bym dosłownie się zerzygała.Na samą myśl o przytuleniu z nim cierpnie mi skóra.
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 17:44
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Andzia, wszystko mi pasuje oprocz biadolenia, ze toksyk ze mna seksu nie chce.
                                                    > Skoro mnie jebie na kazdym kroku i tak mi zycie marnuje, wyzywa, poniza i drecz
                                                    > y, to jakim cudem tego seksu akurat od niego/ od niej potrzebuje? Nie zgrzyta C
                                                    > i tu nic?

                                                    To akurat proste i Ninek Ci przed chwilą wytłumaczyła. To czego nie bierzesz pod uwagę to `chronologia wydarzeń'. I dlatego Ci zgrzyta.
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 17:51
                                                    lybbla napisał:

                                                    > To akurat proste i Ninek Ci przed chwilą wytłumaczyła. To czego nie bierzesz po
                                                    > d uwagę to `chronologia wydarzeń'. I dlatego Ci zgrzyta.

                                                    A to jeszcze mi zgrzyta dlaczego przemocowcy nie chca seksu ze swoimi ofiarami. To tez mi jakos ladnie wyjasnisz ?
                                                  • zawle Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:01
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > A to jeszcze mi zgrzyta dlaczego przemocowcy nie chca seksu ze swoimi ofiarami.
                                                    > To tez mi jakos ladnie wyjasnisz ?

                                                    Bo nimi pogardzają
                                                    Bo ich nienawidzą
                                                    Bo nie chcą z nimi bliskości
                                                    Bo mają problemy z własną seksualnością.
                                                    Bo ofiara na to nie zasługuje
                                                    Bo im ciągle psuje nastrój
                                                    --
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Kazdy realizuje sie w taki sposob jaki mu odpowiada.
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:08
                                                    zawle napisała:

                                                    > Bo nimi pogardzają
                                                    > Bo ich nienawidzą
                                                    > Bo nie chcą z nimi bliskości
                                                    > Bo mają problemy z własną seksualnością.
                                                    > Bo ofiara na to nie zasługuje
                                                    > Bo im ciągle psuje nastrój

                                                    A z jakich powodow nimi pogardzaja i nie chca z nimi bliskosci? Z jakich powodow nienawidza? Problemy z seksualnoscia ? Pewnie tak, tylko co z popedem seksualnym? Wysylaja w kosmos?
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:12
                                                    mabelle2000 napisała:


                                                    > A to jeszcze mi zgrzyta dlaczego przemocowcy nie chca seksu ze swoimi ofiarami.
                                                    > To tez mi jakos ladnie wyjasnisz ?

                                                    Proszę bardzo. To wersja przemocowca w stylu `czyścioch' (niech mi psycholodzy dopomogą). W skrajnej wersji nakreślona w filmie `Sypiając z wrogiem'.
                                                    Nawet seks służy do utrzymywania porządku.
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:16
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Proszę bardzo. To wersja przemocowca w stylu `czyścioch' (niech mi psycholodzy
                                                    > dopomogą). W skrajnej wersji nakreślona w filmie `Sypiając z wrogiem'.
                                                    > Nawet seks służy do utrzymywania porządku.

                                                    Chcialbys tak to widziec, bo tak jest Ci wygodniej. Ludzie nie wycofuja sie z seksu bez powodu, bo seks to dla wielu, wielu ludzi przede wszystkim bliskosc, intymnosc, zaufanie. To ostatnie chyba przede wszystkim. Wola walic konia w samotnosci.
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:25
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Chcialbys tak to widziec, bo tak jest Ci wygodniej. Ludzie nie wycofuja sie z s
                                                    > eksu bez powodu, bo seks to dla wielu, wielu ludzi przede wszystkim bliskosc, i
                                                    > ntymnosc, zaufanie. To ostatnie chyba przede wszystkim. Wola walic konia w samo
                                                    > tnosci.

                                                    Ja się na mężczyznach nie znam ale TB pisała, że faceci to tylko chcą zamoczyć
                                                    a nie jakieś tam bliskosc, intymnosc, zaufanie. :P


                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:35
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Ja się na mężczyznach nie znam ale TB pisała, że faceci to tylko chcą zamoczyć
                                                    > a nie jakieś tam bliskosc, intymnosc, zaufanie. :P

                                                    Tez mi sie zawsze wydawalo niemozliwe, ze zdrowy facet nie chce seksu z baba, ktora mu sie naprasza. A jednak coraz wiecej znam przypadkow, ze mozna miec taka zadre do kobiety, ze sie jej nawet nie chce dotknac, a co dopiero seks z nia miec.
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:53
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Tez mi sie zawsze wydawalo niemozliwe, ze zdrowy facet nie chce seksu z baba, k
                                                    tora mu sie naprasza. A jednak coraz wiecej znam przypadkow, ze mozna miec taka
                                                    > zadre do kobiety, ze sie jej nawet nie chce dotknac, a co dopiero seks z nia miec.

                                                    Wyłączanie prądu czy internetu jako forma wychowywania partnerki.
                                                    Ja osobiście `zdrowego faceta' bym się tu nie doszukiwał.
                                                  • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:07
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Niegrytyfikujace dzieci tez nie swiadcza o zdrowiu.

                                                    Z tego co mi wiadomo, w tej chwili niemal wylaczna opieke nad tymi "niegratyfikujacymi dziecmi" sprawuje Ninek. Tatus sie nie poczuwa i ma na nie wyjebane.
                                                    Wole czyny niz slowa.
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:15
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Z tego co mi wiadomo, w tej chwili niemal wylaczna opieke nad tymi "niegratyfik
                                                    > ujacymi dziecmi" sprawuje Ninek. Tatus sie nie poczuwa i ma na nie wyjebane.
                                                    > Wole czyny niz slowa.

                                                    W kontekscie tego co pisala jeszcze w czasie malzenstwa, ze wezmie dzieci, zeby ludzie nie gadali, to bardzo pokrzepiajace co piszesz. A tatus raz byl dobry, a raz dzieci glodzil, kto by jej wierzyl.
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:37
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > mabelle2000 napisała:
                                                    > > Niegrytyfikujace dzieci tez nie swiadcza o zdrowiu.
                                                    >
                                                    > Z tego co mi wiadomo, w tej chwili niemal wylaczna opieke nad tymi "niegratyfik
                                                    > ujacymi dziecmi" sprawuje Ninek. Tatus sie nie poczuwa i ma na nie wyjebane.
                                                    > Wole czyny niz slowa.

                                                    A to ciekawe. Nie zauważyłem. To znaczy Ninek utrzymuje dzieci sama?
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 20:09
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > lybbla napisał
                                                    > >A to ciekawe. Nie zauważyłem. To znaczy Ninek utrzymuje dzieci sama?<
                                                    >
                                                    > I Ty Brutusie przeciw mnie? ;) Nie, nie sama,mam 500+;) Od władzy, na którą ps
                                                    > ioczę ;)

                                                    Ej, ja Cię nie dźgam. Snuję paralele miedzy losami Twymi a Mabelle.
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 20:37
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > mabelle2000 napisała:
                                                    >
                                                    > > lybbla napisał:
                                                    > >
                                                    > > > Ej, ja Cię nie dźgam. Snuję paralele miedzy losami Twymi a Mabelle
                                                    > .
                                                    > >
                                                    > > Zejdz ze mnie Lybbla, ok?
                                                    >
                                                    > Cholera, a liczylem na niemiecki film pornograficzny...

                                                    Mam ostatnio słabość do niemieckiego, to przez te Katowice chyba.
                                                  • lybbla Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 22:06
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > że to może wywołać burzę z piorunami;)

                                                    Byle latem i przy otwartych oknach.

                                                    > sabat3 napisał:

                                                    >Bywasz w Kato? ;)
                                                    >Bo ja tu niemieckiego za wiele nie slyszalem.

                                                    Patrz 70 lat po wojnie a oni wciąż w piwnicach siedzą.
                                                    To litewski chyba był;)
                                                    Pojedyńcze słowa po niemiecku również.

                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Nie, to przez ruskie pierogi na sniadanie.

                                                    Z okrasą?
                                                  • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 20:39
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >mabelle2000 napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > Ej, ja Cię nie dźgam. Snuję paralele miedzy losami Twymi a Mabelle.
                                                    >
                                                    > Zejdz ze mnie Lybbla, ok?

                                                    >Cholera, a liczylem na niemiecki film pornograficzny...<

                                                    Chodziło Ci o german swing albo orgy? Zbyt sztywni są jak dla mnie, ci z tagu german. To już wolę Czech orgy zdecydowanie ;)
                                                  • sabat3 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 21:14
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Chodziło Ci o german swing albo orgy? Zbyt sztywni są jak dla mnie, ci z tagu
                                                    > german. To już wolę Czech orgy zdecydowanie ;)

                                                    Ja z czasem doszedlem do wniosku, ze jednak przede wszystkim chodzi o "orgy" ;) Inne kwestie drugorzędne...
                                                  • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 21:44
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Ja z czasem doszedlem do wniosku, ze jednak przede wszystkim chodzi o "orgy" ;) Inne kwestie drugorzędne...<

                                                    U mnie też o orgy, ale na ekranie komputera jak na razie tylko, i chyba tak już zostanie ;). A że Czech w szczególności - bo mam jakiś taki sentyment, częściowo za sprawą byłego męża, który miał kuzynkę w Czechach,cudowną, ciepłą kobietę, do której parę razy zawitaliśmy i zakochałam się od tego czasu w Pradze, a sami Czesi fajni, bezpośredni, wyluzowani ludzie, bez spinki w sprawach polityki i religii między innymi,widać, że w orgy weszliby bez oporów raczej ;)
                                                  • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 22:22
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Ja z czasem doszedlem do wniosku, ze jednak przede wszystkim chodzi o "orgy" ;) Inne kwestie drugorzędne...<

                                                    Zresztą masz rację, zawsze, jeśli spotykasz się z tą osobą, która przyprawia Cię o dreszcze podniecenia, to faktycznie chodzi o orgię - inaczej nie można tego nazwać, jak istną orgię dla ciała, ducha i zmysłów :)
                                                  • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 21.04.17, 04:52
                                                    hello - kitty 2 napisała
                                                    >ZBYT sztywni? :-)<

                                                    Nie za zbytnio, bo wtedy nici z orgii;). Ale na tych filmikach oni trochę sprawiają wrażenie topornych, grubiej ciosanych, no i to lubowanie się w maskach i przebierankach- nie za zbytnio mi to podchodzi. A Czesi, czy Rosjanie - większy spontan, luz i iskry w oku ;)
                                                  • ninek04 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 20:36
                                                    lybbla napisał
                                                    >Ej, ja Cię nie dźgam.<
                                                    Trochę jednak dźgnąłeś( pisząc to) ;)

                                                    >Snuję paralele miedzy losami Twymi a Mabelle.<
                                                    To lepiej nie snuj, bo wiesz, że to może wywołać burzę z piorunami;) Niektórzy wolą się czuć nietykalni.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:58
                                                    " A jednak coraz wiecej znam przypadkow, ze mozna miec taka zadre do kobiety, ze sie jej nawet nie chce dotknac, a co dopiero seks z nia miec. "

                                                    Zadrę, albo pogardę, gdzie wycofanie się z seksu jest jak mówienie:
                                                    "Widzisz, jesteś takie głupie, brzydkie popychadło, że ja, facet ze zdrowym popedem, nawet kijem Cię nie mam ochoty dotknąć".

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:12
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Zadrę, albo pogardę, gdzie wycofanie się z seksu jest jak mówienie:
                                                    > "Widzisz, jesteś takie głupie, brzydkie popychadło, że ja, facet ze zdrowym pop
                                                    > edem, nawet kijem Cię nie mam ochoty dotknąć".

                                                    Sam na siebie by bicza sciagal? Ma przeciez poped seksualny, ktory gdzies trzeby rozladowac:-)
                                                    A wiec nie, w takich przypadkach czesto decyduja osobiste, emocjonalne zranienia, a nie chec dojebania drugiej stronie, jak sugerujesz.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:26
                                                    "Ma przeciez poped seksualny, ktory gdzies trzeby rozladowac"

                                                    No i może gdzieś rozładowywał? Kochanka, dziwki, 15 minut przy wylotówce?
                                                    Skąd wiesz, co on tam se robił? GPSa w dupie mu nikt nie instalował.

                                                    "A wiec nie, w takich przypadkach czesto decyduja osobiste, emocjonalne zranienia, a nie chec dojebania drugiej stronie, jak sugerujesz. "

                                                    Ale ja nie sugeruję sobie tego z dupy. Na temat przemocy domowej i mechanizmów leżących zarówno po stronie ofiary jak i oprawcy napisano tomy. To nie jest żadna wiedza tajemna.
                                                    Owszem, może być taki kierunek, że osobiste zranienia, czasem poważne i głębokie uruchamiają chęć dojebania żonie/mężowi. Tylko że te zranienia często były cudzego autorstwa np. rodzica, albo exa. A obecna żona, mąż, po prostu obrywaja za nich.

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 18:59

                                                    > Tez mi sie zawsze wydawalo niemozliwe, ze zdrowy facet nie chce seksu z baba, k
                                                    > tora mu sie naprasza

                                                    Zdrowy.

                                                    . A jednak coraz wiecej znam przypadkow, ze mozna miec taka
                                                    > zadre do kobiety, ze sie jej nawet nie chce dotknac, a co dopiero seks z nia m
                                                    > iec.

                                                    Mozna. Jeśli pijesz do męża Ninek to gdyby był zdrowy i miał do niej jakiś ciężki ból to by dążył do odseparowania się od niej, jeśli nie wręcz rozstania. On zaś dopiero wtedy zaczął wyzwiska by rozkręcić się.z czasem.

                                                    --
                                                    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                                    Zawle
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:05
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Mozna. Jeśli pijesz do męża Ninek to gdyby był zdrowy i miał do niej jakiś cięż
                                                    > ki ból to by dążył do odseparowania się od niej, jeśli nie wręcz rozstania. On
                                                    > zaś dopiero wtedy zaczął wyzwiska by rozkręcić się.z czasem.

                                                    Nie pije do meza ninka, pije do powodow z ktorych ludzie wymiksowuja sie z seksu. To odciecie sie od erotyki jest dosc znamienne w ukladach, gdzie z druga osoba zycie staje sie hmmm.. ciezkie.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:16
                                                    "To odciecie sie od erotyki jest dosc znamienne w ukladach, gdzie z druga osoba zycie staje sie hmmm.. ciezkie."

                                                    Oczywiście, że czlowiek się wymiksowuje z seksu, z czułości, z intymności, kiedy ma do drugiej osoby jakieś "wąty" (jak to się u mnie na osiedlu mówiło).
                                                    Tyle że Ty, takie mam wrażenie, stoisz raczej na stanowisku, iż te wąty są uzasadnione - druga strona zawsze współodpowiedzialna, a ja uważam, że niekoniecznie. Pretensje, zadry, pogardy, rozczarowania do drugiej osoby mogą bowiem wynikać z jakichś traum, nieprzepracowanych urazów, kompleksów, lęków, braków, odchyłków psychicznych, problemów z agresją, uzależnień itp. tej właśnie strony, która wąty ma. I tutaj coby druga strona nie robiła i tak się powód znajdzie, żeby rzucić tą "głupią szmatą", albo chlasnąć z liścia, bo słynna zupa była za słona.
                                                    Ty zapytywujesz, dlaczego ten pomiatany pozwala i w tym tkwi i jeszcze daje szansę.
                                                    Ja zapytywuję, dlaczego pomiatający męczy się z głupią szmatą? Nie lepiej byłoby odejść i mieć ją z głowy?

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • mabelle2000 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:44
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Oczywiście, że czlowiek się wymiksowuje z seksu, z czułości, z intymności, kied
                                                    > y ma do drugiej osoby jakieś "wąty" (jak to się u mnie na osiedlu mówiło).
                                                    > Tyle że Ty, takie mam wrażenie, stoisz raczej na stanowisku, iż te wąty są uzas
                                                    > adnione - druga strona zawsze współodpowiedzialna, a ja uważam, że niekonieczni
                                                    > e.

                                                    Nie wiem czy sa uzasadnione, ale biore pod uwage ze taka sytuacja moze sie zdarzyc. Bo wtedy ta straszna " przemoc" jest widziana tylko u tego, kto seksu nie chce, a calkowicie pomijana u tego, ktory chce, a nie dostaje.

                                                    Pretensje, zadry, pogardy, rozczarowania do drugiej osoby mogą bowiem wynika
                                                    > ć z jakichś traum, nieprzepracowanych urazów, kompleksów, lęków, braków, odchył
                                                    > ków psychicznych, problemów z agresją, uzależnień itp. tej właśnie strony, któr
                                                    > a wąty ma. I tutaj coby druga strona nie robiła i tak się powód znajdzie, żeby
                                                    > rzucić tą "głupią szmatą", albo chlasnąć z liścia, bo słynna zupa była za słona

                                                    No to skoro wiadomo, ze druga strona plawi sie w swoich "lekach, zadrach, urazach, kompleksach, brakach", to nie obwiniam za swoja krzywde. A juz na pewno seksu nie oczekuje. No albo albo, chcesz z normalnym, to szukaj normalnego.

                                                    > Ty zapytywujesz, dlaczego ten pomiatany pozwala i w tym tkwi i jeszcze daje sza
                                                    > nsę.
                                                    > Ja zapytywuję, dlaczego pomiatający męczy się z głupią szmatą? Nie lepiej byłob
                                                    > y odejść i mieć ją z głowy?

                                                    Najprawdopodobniej sa sobie oboje potrzebni, nie tak latwo sie rozstac, wszak oboje z tego ukladu czerpia korzysci.
                                                  • rekreativa Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:51
                                                    "Najprawdopodobniej sa sobie oboje potrzebni, nie tak latwo sie rozstac, wszak oboje z tego ukladu czerpia korzysci."

                                                    No to właśnie, jest to słynne "współuzależnienie". A skąd ono płynie, to se można poczytać, Ameryki w nocniku nie będziemy odkrywać tutaj.

                                                    --
                                                    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
                                                  • aandzia43 Re: Kwoczenie versus bycie kochanką CD 20.04.17, 19:52
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Mozna. Jeśli pijesz do męża Ninek to gdyby był zdrowy i miał do niej jaki
                                                    > ś cięż
                                                    > > ki ból to by dążył do odseparowania się od niej, jeśli nie wręcz rozstani
                                                    > a. On
                                                    > > zaś dopiero wtedy zaczął wyzwiska by rozkręcić się.z czasem.
                                                    >
                                                    > Nie pije do meza ninka, pije do powodow z ktorych ludzie wymiksowuja sie z seks
                                                    > u. To odciecie sie od erotyki jest dosc znamienne w ukladach, gdzie z druga oso
                                                    > ba zycie staje sie hmmm.. ciezkie.

                                                    To odcięcie jest znamienne dla kkilku układów lub kilku różnych typów ludzkich. Pula obejmuje i zranionyh zwykłych ludzi znajdujących potem szczęście w innych zwykłych normalnych ramionach, i uszkodzonych osobowościowo lub/i seksualnie którzy zawsze kończą takim "zranieniem". Można (i trzeba) mieć do siebie pretensje że się zraniło normalnego miłego chłopa, ale biczowac się za jedno podobno krzywe spojrzenie wśród setek przyjaznych które .doprowadziło do ciężkiej obrazy i załamania u Kąbiego to sorry, do absurdu posunięty relatywizm czyli czysty debilizm. Zresztą o tym już było w tym wątku nie raz mówione.

                                                    --
                                                    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                                                    Zawle