Dodaj do ulubionych

jakoś tak...źle...

27.05.17, 00:52
Wszystko nie tak...wszystko nie w tym kierunku...gardło zaciśnięte z żalu...cholera. Ostatni taki kryzys miałam jako nastolatka. Wszystkie takie kryzysy topiłam w bliskości, intensywnej, zmysłowej seksualnej, czasem przypadkowej, ale zawsze takiej mocnej, obecnej...pomagało...poczuć kogoś mocno, teraz, już...coś mi się wywaliło...zamroziłam się. I nie wiem jak się dokopać sama do siebie.
Pewnie jutro będzie lepiej. Ale jak ktoś miał coś na kształt i wybrnął to chętnie posłucham.
Obserwuj wątek
    • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 27.05.17, 09:20
      A nie jest tak, ze musisz cos zrobic ale chodzisz dookola, patrzysz 'spodelba' i ci sie nie chce? Jesli przed czyms uciekasz, to bedzie tylko gorzej. Trzeba sie za to wziac. (opisalam jedyne strapienia jakie mnie jeszcze napadaja these days, poza tym nirvana). Marek u mnie 30 stopni caly weekend. Lato. Basen juz na tarasie rozlozony, kto sie nie posmarowal kremem z mocnym filtrem, ten rak ;-) Kolo basenu rzniemy w siatke plazowa. Wlasnie mi przszlo do glowy ze przydaloby sie rozsypac piach. Chyba by musiala to jakas kopara tu wrzucic. Swoja droda przyponialo mi sie, ze w duzych miastach na rynkach czasem przywoza piach i rzna w pile normalnie w centrum. W Polsce chyba tez. A gdzie wybieracie sie na wakacje tego roku? Moze zrobimy sobie Boginka watek plazowy? Ty w tym roku nie jedz do Portugalii, bo Wont ostrzegal, ze to nie kraj dla smutasow. Ja ryzykuje. Czy chcesz sie jednak posmucic, to pisz. Na smutna nute tez sie cos znajdzie. A co sie w ogole stalo?
      • zawle Re: jakoś tak...źle... 27.05.17, 12:00
        Mnie wyrosło trzecie pokolenie na tyle duże że wybieram się z wnusią po raz pierwszy na wakacje. Jedzie z nami moja córa, dla której będą to ostatnie wakacje przed dorosłym życiem. Pies plus kot. Spędzać je będziemy rodzinnie- brat, bratowa, dwójka dzieci, pies i dwa koty:)) Obawiam się że zwariuję lub popadnę a alkoholizm:))) Pod ruską granicę do mega głuszy- tak jak lubię:))
        • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 27.05.17, 16:15
          zawle napisała:

          > Mnie wyrosło trzecie pokolenie na tyle duże że wybieram się z wnusią po raz pie
          > rwszy na wakacje. Jedzie z nami moja córa, dla której będą to ostatnie wakacje
          > przed dorosłym życiem. Pies plus kot. Spędzać je będziemy rodzinnie- brat, brat
          > owa, dwójka dzieci, pies i dwa koty:)) Obawiam się że zwariuję lub popadnę a al
          > koholizm:))) Pod ruską granicę do mega głuszy- tak jak lubię:))

          O kurka, bardzo fajnie! Tak pamietam swoje dziecinstwo, zaszyc sie w jakiejs gluszy, bylo super. A to koty tez moga jezdzic na wczasy i nie spierdziela? Alkoholim wakacyjny nie zaszkodzi ;)
      • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 27.05.17, 17:46
        A ja, jako matka, którą ( ponoć i powiedzmy) nie gratyfikuje macierzyństwo , "pozbywam" się swoich dzieci, prawie na całe dwa miesiące, właściwie daję im przerwę od siebie i przebywania z nimi dzień w dzień. One będą mieć radochę, odskocznię i możliwość zdobycia nowych wrażeń, ja również ;)
        • potwor_z_piccadilly Re: jakoś tak...źle... 27.05.17, 21:05
          ninek04 napisała:

          > A ja, jako matka, którą ( ponoć i powiedzmy) nie gratyfikuje macierzyństwo , "p
          > ozbywam" się swoich dzieci, prawie na całe dwa miesiące, właściwie daję im prz
          > erwę od siebie i przebywania z nimi dzień w dzień.

          To młodzieżowe hufce pracy jeszcze istnieją?
          • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 18:03

            potwor _z_picadilly napisał
            >To młodzieżowe hufce pracy jeszcze istnieją? <

            A gdyby nawet, to co w tym złego? Zawsze to jakaś alternatywa do urabiania sobie palców od klikania w klawiaturę. Młodzież chętnie garnęłaby się do pracy, gdyby dać im taką możliwość,i wtedy nic, tylko przyklasnąć i wspierać.
      • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 27.05.17, 17:35
        Też bym była skłonna tak twierdzić, że się odmieni, albo że trzeba będzie się z tymi nieciekawymi myślami oswoić. Nawet jeśli są to okoliczności zewnętrzne, które nas dopadają od czasu do czasu i biorąc je pod uwagę od razu sytuujemy się w sytuacji bez wyjścia, to przecież nie ma to przełożenia na rzeczywistość, bo po czasie wszystko przeważnie wraca do normy. W przypadku bólu duszy, niewiadomego,albo okresowego pochodzenia, który też potrafi dopaść i zrobić swoje, no to też przeważnie udaje się dojść do równowagi, czas, który ma tu kluczowe znaczenie, działa zwykle na korzyść.
    • twojabogini Re: jakoś tak...źle... 27.05.17, 23:39
      Hej, dzięki - lepiej :) Światło robi swoje, trochę czasu wśród przyjaciół i bieżący humor lepszy. Ale generalnie chyba wkraczam w kryzys wieku średniego. Do czterdziechy niby jeszcze trochę, ale chyba zmierzam w stronę podsumowania tego co zdziałałam dotąd i wnioski nie są "optymistycznie nastrajające". Może zresztą nie o wiek chodzi - zawsze jak coś robię "sobie wbrew" to tracę kontakt ze swoją seksualnością, przestaje we mnie płynąć ten fajny ogień - to zawsze znak, żeby zawrócić, pogrzebać, dokopać się do czegoś. Tak jak kitek napisała - wziąć się z tym za łeb. Tylko muszę ustalić z czym.

      Tak sobie układam i wychodzi mi, że:
      1) Mogę już sobie szczerze powiedzieć, że rodzina jako źródło gratyfikacji i satysfakcji jest mocno przereklamowana. Przez ostatnie 10 lat włożyłam naprawdę sporo wysiłku w to, żeby dojrzeć, wyzbyć się egoizmu, uwzględniać potrzeby dzieci, męża itp. a nawet do jakiegoś stopnia wytworzyć w sobie gotowość do poświęceń. Na końcu tej drogi miał być raj, sielsko i radośnie.
      2) Rodzina to rodzina. Ma plusy, ma minusy. Ale nie czuję się jakoś nieporównywalnie bardziej szczęśliwa lub bardziej nieszczęśliwa, żyjąc w komórce społecznej, niż kiedy żyłam jako jednostka (czy tam laska z dzieckiem).
      3) Lubię swoich chłopaków, cały komplet, lubię z nimi spędzać czas - z każdym z osobna i z kompletem, ale lubię też spędzać czas bez nich.

      Rzecz w tym, że jednak oczekiwałam, że rodzina, dzieciaki, związek to będzie samo w sobie źródło satysfakcji. Coś jak u Marka - to znaczy nie neguję, wierzę, że Marka to realnie nie kręci i jest dla niego źródłem poczucia spełnienia. Dla mnie nie jest. To samo mogę napisać o macierzyństwie. Kiedy moje młode były młode miałam realną gratyfikację, karmienie piersią, bliskość, haj hormonalny te sprawy. W obu przypadkach ustało tak gdzieś między 4 a 5 rokiem życia potomnych. I dobrze, dzieciaki by dłużej nie wytrzymały :) Teraz mam dwójkę ludziów z którymi łączy mnie silna więź, ale nie wyobrażam sobie, żeby byli jedyną treścią mojego życia. To samo mogę też napisać o związku. Nie jest to jakieś mega źródło satysfakcji życiowej.

      Tak sobie myślę, że przyczynkiem tych refleksji jest śmierć dwóch kobiet z mojego otoczenia w ostatnim czasie. Jedna z nich - matka czwórki dzieci w wieku dorastania. Poświęciła całe życie rodzinie. Teraz, kiedy nie żyje, rodzina radzi sobie całkiem dobrze - i super. Ale chodzi o to, że może mogła robić w takim razie ciekawsze rzeczy, niż opieranie, sprzątanie i gotowanie dla całej trzódki. Nigdy "nie mogła" iść do pracy, za którą bardzo tęskniła. Mąż zawsze twierdził, że to się nie będzie opłacać, że on sobie nie da rady...że jednak lepiej, kiedy matka jest na miejscu i dba. Druga z kobiet była starszą osobą. Nasza ostatnia rozmowa była o tym, że ona musi żyć, żeby opiekować się mężem. Wyszło inaczej, a mąż daje sobie rady. Jasne, że teraz ma mniej wygodnie, ale jest okej.
      I tak sobie myślę, że jednak gdzieś w głębi oczekiwałam, że te poświęcające się kobiety będą miały jakąś mega nagrodę za cały trud. A tymczasem odeszły i jak by ich nie było. I okazało się, że wszyscy sobie dają radę. czyli że jednak mogły poświęcać więcej czasu sobie i wszyscy też dawaliby sobie radę.

      Daleko mi do poświęcenia tych kobiet. Raczej zarzuca mi się, że jestem egoistką. Ale jednak ostatnie lata spędziłam na częściowym przystosowywaniu się do poświęcania właśnie. Zrezygnowałam z iluś tam planów, odmówiłam sobie iluś tam rzeczy. I miałam w łebku, że od tego będzie mi dobrze. Wychodzi na to, że kompletnie bez sensu.

      Żeby nie było - nie neguję rodziny, dzieci, związku. To wszystko jest okej. Ale w życiu zdecydowanie trzeba sięgać po więcej. A że odchowałam potomstwo do etapu, kiedy mam czas sięgać - to musze sobie zadać jedno zajebiście ważne pytanie - co lubię w życiu robić. I zacząć to robić. Bo bez sensu czekać - skąd wiem ile ja mam czasu?

      I jeszcze jedno mnie wkurza. Zaczyna mnie pociągać taki zgniły mieszczański luksusik. Autkiem by się dupkę powoziło, panią do sprzątania zatrudniło, panią od masażu erotycznego opłaciło. Taki tam komforcik. I tak sobie myślę, że to może być kolejny fałszywy raj. W transporcie publicznym można czytać, każdy powinien ogarniać koło siebie sam, dokąd może, inaczej tworzą się nierówności, a opłacana erotyka jest do d. Więc podejrzliwie przyglądam się sobie o co mi chodzi z tymi ciągotami.

      I chyba wiem i to paskudne - bo jak masz autko, panią do sprzątania i do przyjemności (tudzież dom pod miastem, komplet mebli skądś tam a bielizny skądś tam), to niby masz prawo do satysfakcji. No i zyskujesz władzę na paniami, którym płacisz. Takie tam zastępcze sukcesy.

      Nie neguję zatrudniania kogokolwiek (jeśli nie wiąże się to z wyzyskiem). Gdybym np. pisała książkę i nie miała czasu ogarnąć parania, czy czegoś tam - ma to sens. To samo z różnymi formami płatnej erotyki - nie mam czasu angażować się w relacje, albo odmrażać seksualnie, więc za to płacę (bez wyzysku).
      • triss_merigold6 Re: jakoś tak...źle... 27.05.17, 23:48
        Masz za dużo czasu na myślenie o pierdołach (i wzruszanie się własnym poczuciem braków) + uroiłaś sobie wyobrażenie szczęścia. Qrwa, to normalne, że jeśli masz dzieci, zwłaszcza małe, to rezygnujesz z iluś planów i dostosowujesz się do potrzeb i rytmu dzieci - taki lajf, błędem jest oczekiwanie gratyfikacji innej niż ewentualna satysfakcja z posiadania dzieci.
        Z tym samochodem i panią do sprzątania brzmisz jak hippiska, którą zaskoczyło, że ma cztery dychy i przestała być wiośnianym dziewczęciem, za to jest podobna do swojej mieszczańskiej matki. Płatny seks jest ok, ale znów - oczekiwanie, że kurwa za pieniądze dostarczy Ci innych wzruszeń niż fizjologiczne jest mocno naiwne.
        \Najkrócej mówiąc, zejdź na ziemię i przestań oczekiwać od innych cudów.
        • twojabogini Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 01:36
          Myślę, że myślenie, także o pierdołach jest ważne. "Nie myśl, zapierdalaj" to nie dla mnie. Kiedy coś mnie uwiera - to robię stop i myślę. Oraz się wzruszam. Co do wyobrażenia szczęścia - zazwyczaj czuję się zadowolona. A kiedy się nie czuje myślę co zmienić, żebym czuła się znów.
          Co do "normy", że jak są dzieci, to się z automatu rezygnuje - nie zgadzam się. Przy starszym dostałam korby i byłam matką na 100% i 24 na dobę. I byłam szczęśliwa. Przy młodszym czułam potrzebę robienia innych rzeczy, więc je robiłam. Nie widzę nic złego w kobiecie, która dwa dni po porodzie wraca do pracy a dziecko oddaje pod opiekę. Więcej złego robi dziecku matka, która wbrew sobie rezygnuje ze swoich potrzeb, bo wypada, a potem wypomina albo oczekuje medalu.
          Co do samochodu i pani - nie mam mieszczańskiej matki, więcej ostatnio pracuję i zaczęłam być w niedoczasie. Samochód i pani do sprzątania to spora oszczędność czasu. Tylko, że niezgodna z tym co uznaję za sensowne. Nie liczę się tylko ja. Odebrałam dobrą peerelowską edukację, która obejmowała odpowiedzialność jednostki za środowisko, stosunki społeczne, wyzysk. Jedno auto dla jednej osoby to zbędny luksus, szkodliwy dla środowiska. Pani do sprzątania powinna mieć to samo co ja: etat, urlop, odprowadzone składki, godne wynagrodzenie i zabezpieczenie na wypadek choroby. Tyle, że danina dla państwa przy tym wszystkim jest zbyt wysoka. "Opłacalne" jest jedynie zatrudnianie Ukrainek lub emerytek na czarno. A tego nie zrobię. Nie ma gorszej obłudy niż dziecko polityka w prywatnej szkole, prywatne pakiety medyczne dla członków rządu i nielegalne nianie i sprzątaczki u feministek. Albo panie na śmieciówkach sprzątające po Kongresie Kobiet. Widać jestem mentalna hipiską. To, że takie pomysły ułatwienie sobie życia lęgną mi się w głowie jest objawem kryzysu.

          Co do płatnego seksu - kompletnie nie to miałam na myśli. Jest trochę tantryczek, które zapewniają coś zupełnie innego niż płatny seks. Masaż w ich wykonaniu to obcowanie z boginią z miłością. To odpowiednik dawnej prostytucji swiatynnej, która ze współczesną prostytucją nie ma nic wspólnego. Po takim doświadczeniu masz ten sam power i radość, jak wtedy gdy się zakochasz. Taki masaż jest zmysłowy, przyjemny, jednak wykracza poza zaspokojenie popędu, choć jak najbardziej może wiązać się z orgazmem i erotyzmem. Jest to super opcja na kryzysy, kiedy musisz doładować baterie. Rzecz w tym, że dotąd udawało mi się je doładować inaczej - w bezpośrednich relacjach. Moje siły gdzieś odpływają - i nie jest to fajne.
          • szopen_cn Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 04:08
            Najpierw poglaskam.
            Glask, glask

            Kazdy nastepny dzien to cos nowego, cos nieoczekiwanego, cos wartego zycia.

            W kwesti refleksji to nalezy pamietac, ze cmentarze sa pelne ludzi nie do zastapienia.
            Zycie toczy sie dalej.
            Najlepsza metoda na: jak oni sobie bez mojej osoby poradza to duza kwota ubezpieczenia na zycie.
            Grzyby wtedy tez intensywniej smakuja.

            Luksusik zyciowy.
            Parafrazujac Grabarza to sorry baby ale ty juz nie mieszkasz w punk rock city.
            Tamtego swiata juz nie ma.
            Jest ten tu i teraz.

            No i na koniec to o ile mnie pamiec nie myli to PRL skonczyl sie w 1989 roku. Piszesz, ze do czterdziestki chwila, to ile tej peerelowskiej edukacji odebralas? Trzy klasy?

            • twojabogini Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 09:48
              Co do punk rock city i innych takich - tak sobie myślę, że pokolenie które weszło w świat po przełomie systemowym 89 odwaliło kawał dobrej roboty. To "tu i teraz" jest znacznie lepsze niż mogłoby być. Kiedyś albo byłeś w systemie i działałeś jak społeczeństwo chciało - albo mogłeś zostać artystą i umrzeć młodo (albo od razu zostać odpadem społecznym). Polska oferowała jeszcze swoim outsiderom Bieszczady, tyle, że mało kto tam wytrzymywał. Więc cała rzesza ludzi wydzierała sobie prawo do alternatywnych modeli życia. Testowali je na własnych żywych ciałach.

              Co do dobrej peerelowskiej edukacji równościowej - prowadzona była od przedszkola. 89 zastał mnie w czwartej klasie, ale zanim szkoła się zreformowała jeszcze trochę minęło. I przy wszystkich błędach i wypaczeniach sama idea, że praca powinna odbywać się nie tylko dla własnej korzyści, ale również dla dobra powszechnego mocno się we mnie osadziła. Nie tylko we mnie. Większość moich rówieśników odwala sporą działkę pracy pro bono. Ja też. Ja się z tym naprawdę identyfikuję - że moje umiejętności, wiedza i to co gromadzę powinno służyć nie tylko zabezpieczeniu sobie bytu, ale też po prostu - ludziom. Dziki kapitalizm z ideą selfmademanów wydawał się nam przerażający (i do gruntu fałszywy - jaki self made skoro najpierw korzystał z edukacji i opieki medycznej oraz nieodpłatnych studiów? Wydawało się oczywiste, że jest to rodzaj długu, który zaciągamy). Na całe szczęście mieliśmy jeszcze czas na refleksję, bo do naszej wachty na rynku pracy mieliśmy jeszcze ładnych parę lat. I mogliśmy popatrzeć co się dzieje z tymi, którzy kapitalizm w takiej wersji kupują.

              Myślę, też że spora część mojej frustracji wynika z tego, że jest ogromna fala backlashowa - że alternatywny inny niestandardowy znów znaczy zły, gorszy, do zniszczenia. I wiele osób zaczyna naprawdę tak myśleć. Zostaje czysta substancja narodu, tradycyjna rodzina realizująca zadania prokreacyjne i podtrzymująca narodowe tradycje - a każdy kto się w to nie wpisuje, ten nasz największy wróg. Rodzina zagrożona jest lesbijkami, terrorystami, feministkami, rowerzystami i panami z tatuażem...znów wywala się ze szkół każde dziecko, które "tworzy problem" czytaj jest inne, wracamy do modelu szkół specjalnych - po tylu latach mozolnego pracowania nad edukacją włączającą i równościową...znów w szkołach dziewczynki dowiadują się, że są gorsze z matmy... i tak wszędzie...ech...
              Dla mnie i dla wielu ludzi, którzy aktywnie walczyli o to żeby inny nie znaczyło gorszy, straszny, zagrażający to co się dzieje jest katastrofą. I osobistą porażką.
              • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 10:38
                >Zostaje czysta substancja narodu, tradycyjna rodzina realizująca zadania prokreacyjne i podtrzymująca narodowe tradycje - a każdy kto się w to nie wpisuje, ten nasz największy wróg. Rodzina zagrożona jest lesbijkami, terrorystami, feministkami, rowerzystami i panami z tatuażem...znów wywala się ze szkół każde dziecko, które "tworzy problem" czytaj jest inne, wracamy do modelu szkół specjalnych - po tylu latach mozolnego pracowania nad edukacją włączającą i równościową...znów w szkołach dziewczynki dowiadują się, że są gorsze z matmy... i tak wszędzie...ech...
                Dla mnie i dla wielu ludzi, którzy aktywnie walczyli o to żeby inny nie znaczyło gorszy, straszny, zagrażający to co się dzieje jest katastrofą. I osobistą porażk<

                Tu nigdy nie będzie normalnie, dopóki nie zacznie obowiązywać zasada rozdziału państwa od kościoła, a na to się nie zanosi, niezależnie od tego, kto się dorwie do władzy. Czy przyjdzie ten, czy tamten, bardziej lewicujący, czy typowy prawicowiec, liberał, czy jeszcze inny to i tak nie będzie w stanie wprowadzić żadnych konkretnych zmian, również na polu równościowym( praw kobiet, praw mniejszości seksualnych) , bez oficjalnego przyzwolenia decydentów kościelnych. Zawsze można się zasłaniać śpiewką, że społeczeństwo, w większości wyznajace wartości katolickie, nie jest na te zmiany gotowe i trzeba to uszanować. To, co się dzieje, jak do władzy dochodzą ludzie kierujący się swoimi uświęconymi wartościami ( i swoim jakże przeczystym sumieniem) widać doskonale już teraz -choćby przepychanki wokół dostępności ellaone. Tak, oni mając na uwadze dobro kobiety i dbałość o jej zdrowie ograniczają stosowanie tego środka ( dziwne, że w innych krajach ta dbałość decydentów jest już chyba nie taka wielka, skoro tam jest dostępna i jakoś nikt nie choruje, ani nie umiera od jej stosowania), natomiast zastanawiające jest to, że z kolei ta dbałość o zdrowie i dobro mężczyzny już nie jest taka ważna? No bo viagra jest dostępna w nieograniczonym już teraz zakresie, kosztuje w dodatku grosze ( w przeciwieństwie do ellaone) i też ma swoje skutki uboczne, łącznie z możliwością zgonu ( jak każdy lek zresztą). A jednak nie, w tym wypadku sumienia tych bogobojnych, którzy wprowadzają tego typu zmiany są jak widać bardzo czyste , w przeciwieństwie do niezgody ich sumień, jeśli chodzi o możliwość wyboru i pozostawienia decyzji w rękach kobiety, każdej z osobna - no nie, na to przecież nie może być ich zgody.
          • wont2 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 08:03
            Poruszyłaś tyle kwestii, że trudno będzie się do wszystkich odnieść, ale spróbuję przynajmniej skomentować część z nich.

            Przede wszystkim, to moim zdaniem jesteś osobą, która nigdy nie będzie w pełni zadowolona, bo zawsze będzie jej czegoś brakować, zawsze coś będzie nie tak, zawsze coś mogłoby być lepiej. Projekt rodzina był sposobem na zatopienie się w obowiązkach, rytuałach i niemyślenie. No ale jednak wewnętrzny ból jest silniejszy, nie dało ci to ostatecznie ukojenia i szukasz innego, nowszego, lepszego sposobu. Nic to moim zdaniem nie da, bo ten ból i nienasycenie jest w tobie a czynniki zewnętrzne, rzucenie się w wir czegoś nowszego, bardziej intensywnego, może go tylko na jakiś czas przypudrować.

            Ad śmierci dwóch kobiet z twojego otoczenia - wychodzi mi na to, że ich poświęcenie "opłaciłoby się" tylko w przypadku, gdyby bliscy, po ich śmierci, nie dawaliby sobie rady bez nich. Jakieś takie egoistyczne to bardzo. Ty chuju, ja się tak dla ciebie poświęcałam, a ty po mojej śmierci sobie radzisz beze mnie! :) Poświęcanie się dla bliskich jest fajne, jeśli wypływa z wewnętrznego imperatywu (potrzeby serca) i nie jest obłożone cierpiętniczym makijażem.

            Ad mieszczański luksusik - nie rozumiem skąd wniosek, że jak zatrudnisz panią do sprzątania to generujesz nierówności. Wręcz przeciwnie - zatrudniaj, tylko dobrze płać, to wtedy zasypujesz nierówności. Ja mojej płacę więcej niż ceny rynkowe - i obie strony są zadowolone. Ja - bo mam osobę, której mogę zaufać i na którą mogę liczyć a ona - bo ma normalnego klienta (nasłuchałem się jej opowieści o innych klientach i muszę stwierdzić, że jesteśmy narodem cebulaków). No i oczywiście, żeby to było opłacalne dla obu stron to nie może być mowy o zusie, bo przecież to parapodatek, który nie ma żadnego związku z przyszłą emeryturą. A ubezpieczenie zdrowotne sprzątaczki, także Ukrainki, sobie same opłacają i nie jest to jakoś strasznie drogie. W związku z tym, twoje moralne rozterki związane z zatrudnianiem sprzątaczki są niepotrzebne. To taka sama usługa jak - przejazd taksówką, wizyta u kosmetyczki a jestem więcej niż pewien, że ukraińskie sprzątaczki, które mają swoich stałych klientów, zarabiają na rękę więcej niż polscy taksiarze czy kosmetyczki. Zupełnie nie rozumiem fragmentu "zyskujesz władzę nad paniami, którym płacisz". Jaką władzę? Władzę nad sprzątaniem? :)

            Ad panie na śmieciówkach sprzątające po Kongresie Kobiet - to że wydaje ci się to obłudne, to nie jest znak, że jesteś mentalną hipiską, tylko, że dojrzewasz i rozwijasz się duchowo :) Przy czym, za "śmieciówkę" uznaję gównianą pensję a nie fakt, czy coś jest ozusowane czy nie. Każdy chyba chciałby dostawać kasę, która idzie na zus w swoje ręce (albo chociaż połowę).

            Mam też pytanie odnośnie do seksu tantrycznego - znasz dziewczyny, które rzeczywiście umieją to robić? Bo na odlotach teraz to co druga masażystka to tantryczka ale jakoś doświadczenie uczy mnie, że to raczej chwyt marketingowy a nie rzeczywista umiejętność. Jeśli tak, to ogromnie byłbym wdzięczny za namiar :)

            Na koniec, podsumowując, moim zdaniem niepotrzebnie szukasz dziury w całym. Masz fajną rodzinę, to jest bardzo duża wartość, której nie ma co pomniejszać ale też nie ma co zanadto gloryfikować i oczekiwać, że rozwiąże wszystkie rozterki egzystencjalne, bo ich nic, żadna nowa aktywność, w którą rzucisz się jak w wir, nie rozwiąże. Po prostu, znajdź sobie dodatkowe zajęcie, hobby, pasję, które będzie ci sprawiać radość, bo rzeczywiście życie tylko i wyłącznie dla samej rodziny może być frustrujące. Ale nie oczekuj cudów. Po prostu, to będzie tylko i wyłącznie dodatkowe zajęcie :)
            • twojabogini Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 10:00
              Całkiem spójna i sensowna koncepcja tego, co jest śmieciówką, a co nie. Co do zyskiwania władzy - rozmawiam z osobami zatrudnionymi śmieciowo - i tak, ich szefowie mają władzę i nie wahają się jej używać. To jest ogromna przemoc, zresztą przemocą jest już kwota wynagrodzenia. Dlatego nie chcę w tym uczestniczyć.

              Zatrudnienie pani sprzątającej bardzo by mi pomogło - czasowo, ale nie zrobię tego - bo mam dwoje dorastających dzieci. W Krakowie, eks zakonnica wytoczyła swojemu zakonowi proces - zniszczyła sobie zdrowie szorując kościoły i plebanie. Tak wygląda rzeczywistość wielu kobiet zakonnych w Polsce. Są jednak miejsca, gdzie siostrzyczki pobuntowały się i już nie są darmową siłą roboczą. Wierni sami sobie muszą posprzątać, a i księdzu korona nie spadnie jak wyszoruje swój własny kibel. A jak czuje się powołany do wyższych celów - to niech płaci. Dla mnie to ważne, żeby dzieciaki nie miały poczucia wyższości i czuły się odpowiedzialne, za to ile syfu robią wokół siebie i za to, żeby ten syf usuwać samodzielnie.
              • wont2 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 11:04
                twojabogini napisała:

                > Co do dobrej tantryczki - mogę ci puścić namiar na priv. Jednak to, co robi nie
                > ma nic wspólnego z prostytucją. Dużo z uzdrawianiem miłością.
                -----
                Jestem teraz pod kosciolem na komunii mojej chrzesnicy i nie wiem czy wypada w tej wlasnie chwili prosic o namiary na tantryczke, ale skoro to nie prostytucja, to dawaj! :)

                No i co to wlasciwie znaczy, ze nie prostytucja? Nie bedzie happy endu? :(
          • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 08:15
            Te Twoje rozważania to trochę taka wariacja wokół odwiecznego pytania" być czy mieć " w sytuacji, gdy to " mieć " ma się dawno zaspokojone i teraz przychodzi refleksja, czy potrzeba skupienia się na tym, co jeszcze mogę zrobić dla siebie, by osiągnąć tę satysfakcjonującą mnie tzw. pełnię życia. To przeważnie rozkminy ludzi w ten, czy inny sposób sytych, a nie zmuszonych walczyć dzień w dzień o swój byt. No i umówmy się, ale samochód jako element luksusu, powodujący lekki dyskomfort z tego powodu, to też zależy od perspektywy - dla innych to może być podstawowy środek lokomocji, dzięki któremu wykonywanie ich pracy jest w ogóle możliwe.
            • twojabogini Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 10:05
              Mamy jeden samochód - potrzebny do firmy. Ale też i dla naszej wygody. Drugi byłby tylko dla mnie - i to już w moich oczach marnotrawstwo. Mieszkam w mieście, mam całodobową komunikację, stacje kolejowe, lotniska, dostawy zakupów do domu. Mieszkam w mieście ludzi, którzy cenią sobie swoją wygodę, nie czując się odpowiedzialni za resztę - mieście korków, smogu i braku miejsc do parkowania.
          • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 08:36
            Podaje lekarstwo, aplikowac przez tydzien:
            - programowo poruszac sie jedynie na piechote
            - zatrudnic sie na smieciowce i posprzatac samotnie po Kongresie Kobiet, albo chociaz u jakiegos zblazowanego Ukrainca.
            - dac ogloszenie na "odlotach" i wymasowac tantrycznie prostate wielorybowi Kaziowi, ktoremu siwiejaca szczecina wystaje z kazdego naturalnego otworu ciala i nie tylko.
            ;)
      • bcde Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 04:15
        > Tak sobie myślę, że przyczynkiem tych refleksji jest śmierć dwóch kobiet z moje
        > go otoczenia w ostatnim czasie. Jedna z nich - matka czwórki dzieci w wieku dor
        > astania. Poświęciła całe życie rodzinie. Teraz, kiedy nie żyje, rodzina radzi s
        > obie całkiem dobrze - i super. Ale chodzi o to, że może mogła robić w takim raz
        > ie ciekawsze rzeczy, niż opieranie, sprzątanie i gotowanie dla całej trzódki. N
        > igdy "nie mogła" iść do pracy, za którą bardzo tęskniła. Mąż zawsze twierdził,
        > że to się nie będzie opłacać, że on sobie nie da rady...że jednak lepiej, kiedy
        > matka jest na miejscu i dba. Druga z kobiet była starszą osobą. Nasza ostatnia
        > rozmowa była o tym, że ona musi żyć, żeby opiekować się mężem. Wyszło inaczej,
        > a mąż daje sobie rady. Jasne, że teraz ma mniej wygodnie, ale jest okej.
        > I tak sobie myślę, że jednak gdzieś w głębi oczekiwałam, że te poświęcające się
        > kobiety będą miały jakąś mega nagrodę za cały trud. A tymczasem odeszły i jak
        > by ich nie było.

        Te kobiety miały nagrodę za życia. One chciały robić to, co robiły i miały satysfakcję z tego "poświęcenia", więc dla nich to nie było poświęcenie.

        >Zaczyna mnie pociągać taki zgniły mieszczański luk
        > susik. Autkiem by się dupkę powoziło, panią do sprzątania zatrudniło, panią od
        > masażu erotycznego opłaciło.

        >No i zyskujesz władzę na paniami, którym pł
        > acisz. Takie tam zastępcze sukcesy.

        To sukces pozorny, bo guzik ci z tej rzekomej władzy przyjdzie. Na panią do sprzątania i tak będziesz narzekać, że jest niedokładna i nie sprząta jakbyś chciała, bo to norma. Musiałabyś mieć szczęście, żeby trafić na taką, z której będziesz w pełni zadowolona. Masz więc rację, że to fałszywy raj.
        Prostytutka jako specjalistka od tantry to dla mnie jak jednorożec. Nie wierzę, że takie istnieją.
        A auto to żaden luksus. Zwykle po prostu konieczność albo istotny ułatwiacz życia.
        Trochę dziecinnie brzmią te twoje rozkminy, bo można wysnuć wniosek, że nigdy nie miałaś samochodu ani nigdy nikogo nie zatrudniałaś, tymczasem to żaden wyczyn nawet dla dużo młodszych ludzi. "Luksusik" jest zgniły i mieszczański, mimo że obecnie na wsi żyje się zwykle podobnie albo i wygodniej jak w mieście. I co jest takiego złego w ułatwianiu sobie życia, że cię to wkurza? Wyzysk i tworzenie nierówności? Nie bój się, obecnie nie tak łatwo kogoś wyzyskać. Częściej niestety poziom usług w Polsce jest nieadekwatny do zapłaconych pieniędzy, a z ludźmi trzeba się użerać.
        • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 06:03
          Nie rozumiem potrzeby posiadania pani do sprzatania. To juz nie mozna samemu sobie posprzatac albo zyc w wiekszym brudzie? Samochod tylko dla Ciebie? A rower Ci nie wystarczy? Moze wystarczy? Tantryczke wyproboj ;)
          • twojabogini Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 10:18
            :) Kitku dzięki, z rowerkiem mam jeden problem - jeżdżę niby, ale tak samo jak pływam. Z drugiej strony ćwiczenie czyni mistrza. Ja z tych aspergerków co z tego rodzaju czynnościami mają trudności. Ale w sumie zawsze to jakaś misja - opanować jazdę rowerkiem na tyle, żeby stał się przyzwoitym środkiem lokomocji :)
            • druginudziarz Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 11:05
              twojabogini napisała:

              > :) Kitku dzięki, z rowerkiem mam jeden problem - jeżdżę niby, ale tak samo jak
              > pływam. Z drugiej strony ćwiczenie czyni mistrza. Ja z tych aspergerków co z te
              > go rodzaju czynnościami mają trudności. Ale w sumie zawsze to jakaś misja - opa
              > nować jazdę rowerkiem na tyle, żeby stał się przyzwoitym środkiem lokomocji :)

              "mam problem z prowadzeniem roweru, to samochodem spróbuje, jakby co to nic MI się nie stanie".
            • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 12:57
              twojabogini napisała:

              > :) Kitku dzięki, z rowerkiem mam jeden problem - jeżdżę niby, ale tak samo jak
              > pływam. Z drugiej strony ćwiczenie czyni mistrza. Ja z tych aspergerków co z te
              > go rodzaju czynnościami mają trudności. Ale w sumie zawsze to jakaś misja - opa
              > nować jazdę rowerkiem na tyle, żeby stał się przyzwoitym środkiem lokomocji :)

              Ooo zapomnialam. Gdybym mieszkala blizej, to bym Cie chetnie pouczyla (jazdy rowerem, plywania). I chcialam jeszcze dodac, ze bardzo mi sie podobasz, ze masz takie (i inne) dylematy, ze patrzysz na sprawy z szerszej perspektywy, ze szanujesz srodowisko, ze myslisz czego nie uczyc dzieci i zeby nie wykorzystywac innych ludzi. Ze sprzataczkami jest przypuszczam tak, jak z prostytutkami: nienawidza swoich klientow, a to, ze niby lubia, to co robia, to luksusowy matrix dla psychiki klientow.

              Odnosnie srodowiska to ja np mam schize smieciowa. Denerwuje sie np na niepotrzebne prezenty, ktore dostaje sie do domu, tony niewykorzystanych zabawek, one tylko zalegaja i czekaja na wyrzucenie. Zawsze sie zastanawiam gdzie ta rzecz bedzie sie potem poniewierac, iles dziesiatek lat rozkladac na jakies zanieczyszczonej lace. Nie znosze braku segregowania smieci, zasmiecania miejsc publicznych, braku dbalosci o rzeczy wspolne i tego syfu, ktory jest wpisany w polska kulture typu 'nie moje wiec mam w dupie'. Pamietam kiedys stopnial snieg po jakiejs groznej zimie, to na trawniku kolo bloku lezalo gowno kolo gowna, klocki wielkosci ludzkich. Myslisz, ze to ktos posprzatal? Ee tam. Na szczescie juz na to nie patrze, chociaz tyle.
              • kag73 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 13:23
                "Ze sprzataczkami jest przypuszczam tak, jak z prostytutkami: nienawidza swoich klientow, a to, ze niby lubia, to co robia, to luksusowy matrix dla psychiki klientow."

                Sama bylam swego czasu sprzataczka i wcale nie nienawidzilam swoich klientow, bylo wsrod nich wielu bardzo milych ludzi. "Nienawisc" to bardzo mocne slowo, do tego to juz potrzebuej konkretnego powodu. Natomiast sprzatnie nie bylo super zajeciem, bylo srodkiem do celu, jak wiele innych prac dla wielu. Potrzebowalam pieniedzy a bylam nielegalnie w obcym kraju a oni dali mi szanse te pieniadze zarobic. Nie czulam sie w ogole wykorzystywana, oprocz jednego przypadku jak mi za prace nie zaplacono. Ale i tu znalazl sie ktos kto mi zaplacil w zamian. Tez musze dodac i docenic.
                Ale, mimo, ze nie przepadalam za tym co robie, poza praca zylo mi sie wspaniale. Mialam krag super znajomych, bylam zakochana, pasjami zarywalam noce na tance i wyjscia z ukochanym. Zarabialam na siebie i wspomagalam do tego finansowo rodzine. I to bylo to co liczylo sie najbardziej.
                Znam wielu takich: praca jest srodkiem do celu, koniecznoscia, a spelnienie i radosc jest gdzies indziej. Nietsty nie kazdy ma wymarzona prace i wymarzone warunki/atmosfere pracy, ale bez pieniedzy sie zyc nie da a nikt w prezencie nie daje :(
                • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 13:29
                  kag73 napisała:
                  > Znam wielu takich: praca jest srodkiem do celu, koniecznoscia, a spelnienie i radosc jest gdzies indziej. Nietsty nie kazdy ma wymarzona prace i wymarzone warunki/atmosfere pracy, ale bez pieniedzy sie zyc nie da a nikt w prezencie nie daje :(
                  ---------------
                  Kiedyś spytałem jednego takiego z Niemiec, czy lubi swoja pracę.
                  Tak - odpowiedział - bo dzięki niej robię, to, co lubię.
                • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 13:48
                  kag73 napisała:

                  > "Ze sprzataczkami jest przypuszczam tak, jak z prostytutkami: nienawidza swoich
                  > klientow, a to, ze niby lubia, to co robia, to luksusowy matrix dla psychiki k
                  > lientow."
                  >
                  > Sama bylam swego czasu sprzataczka i wcale nie nienawidzilam swoich klientow, b
                  > ylo wsrod nich wielu bardzo milych ludzi. "Nienawisc" to bardzo mocne slowo, do
                  > tego to juz potrzebuej konkretnego powodu. Natomiast sprzatnie nie bylo super
                  > zajeciem, bylo srodkiem do celu, jak wiele innych prac dla wielu. Potrzebowalam
                  > pieniedzy a bylam nielegalnie w obcym kraju a oni dali mi szanse te pieniadze
                  > zarobic. Nie czulam sie w ogole wykorzystywana, oprocz jednego przypadku jak mi
                  > za prace nie zaplacono. Ale i tu znalazl sie ktos kto mi zaplacil w zamian. Te
                  > z musze dodac i docenic.
                  > Ale, mimo, ze nie przepadalam za tym co robie, poza praca zylo mi sie wspaniale
                  > . Mialam krag super znajomych, bylam zakochana, pasjami zarywalam noce na tance
                  > i wyjscia z ukochanym. Zarabialam na siebie i wspomagalam do tego finansowo ro
                  > dzine. I to bylo to co liczylo sie najbardziej.

                  Dobrze, poprawie sie: nienawidza tego, co robia. Wiesz Kag fajnie sie opowiada z perspektywy, gdy sie juz tego nie robi. NIestety jakas tam Ukrainka tej perspektywy nie ma chyba, ze pokieruje swoja droga kariery idac twoimi sladami ;)
                  • kag73 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 14:58
                    "Dobrze, poprawie sie: nienawidza tego, co robia."

                    No a to jest roznica. Owszem nienawidzi sie a moze nie lubi tego co sie robi. Po prostu koniecznosc. Niemniej mozna przyzyc, bo zarabia sie pieniadze i realizowac dalsze plany, bo moze sie takowe ma.
                    Apropos mialam jedna kolezanke, ktora sprzatala za pieniadze i te robote lubila :)


                    "Wiesz Kag fajnie sie opowiada z perspektywy, gdy sie juz tego nie robi. NIestety jakas tam Ukrainka tej perspektywy nie ma chyba, ze pokieruje swoja droga kariery idac twoimi sladami ;)"

                    Ja tez bylam taka Ukrainka w nie swoim kraju i tez nie mialam innej perspektywy a w tym kraju chcialam zostac, mialam plan/plany. Chcialam podszkolic jezyk i skonczyc studia. Ona moze tez ma. I nie wiadomo jak jej sie zycie potoczy, co przyniesie. Sie okaze. Ma jednak jakis powod, ze chce byc akurat w Polsce. Byc moze taki, ze we wlasnym kraju przezyc jej jeszcze trudniej, albo, bo ten nowy kraj na dluzsza mete daje lepsze mozliwosci na rozwoj/lepsze zycie.
                    • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 16:11
                      kag 73 napisała
                      >Ja tez bylam taka Ukrainka w nie swoim kraju i tez nie mialam innej perspektywy a w tym kraju chcialam zostac, mialam plan/plany. Chcialam podszkolic jezyk i skonczyc studia. Ona moze tez ma. I nie wiadomo jak jej sie zycie potoczy, co przyniesie. Sie okaze. Ma jednak jakis powod, ze chce byc akurat w Polsce. Byc moze taki, ze we wlasnym kraju przezyc jej jeszcze trudniej, albo, bo ten nowy kraj na dluzsza mete daje lepsze mozliwosci na rozwoj/lepsze zycie.<

                      No widzisz Kag, Tobie Twój nowy kraj dał Ci wszystko . Skończyłaś studia ( a zaczęłaś je w Polsce, i dopiero w nowym kraju udało Ci się je dokończyć,czy w nowym kraju je zaczęłaś i skończyłaś?). Wiesz, z językiem to tam pal licho, bo wyjeżdżają całkiem zieloni, a w pracy i tak dają radę, to akurat nie taki wielki problem, skoro ich potrzebują i ich gotowość do pracy w obcym kraju się liczy. I perspektywy, które nowy, obcy( początkowo tylko) kraj im przynosi. I z których korzystają, bo ich własny kraj nie dał im nic.
                • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 13:52
                  kag 73 napisała
                  >Sama bylam swego czasu sprzataczka i wcale nie nienawidzilam swoich klientow, bylo wsrod nich wielu bardzo milych ludzi. "Nienawisc" to bardzo mocne slowo, do tego to juz potrzebuej konkretnego powodu. Natomiast sprzatnie nie bylo super zajeciem, bylo srodkiem do celu, jak wiele innych prac dla wielu. Potrzebowalam pieniedzy a bylam nielegalnie w obcym kraju a oni dali mi szanse te pieniadze zarobic. Nie czulam sie w ogole wykorzystywana, oprocz jednego przypadku jak mi za prace nie zaplacono. Al<

                  Kag, brzmi trochę jak opowieść " od pucybut(ki) do milionerki ;)
              • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 13:49
                hello - kitty 2 napisała
                >ze masz takie (i inne) dylematy, ze patrzysz na sprawy z szerszej perspektywy, ze szanujesz srodowisko, ze myslisz czego nie uczyc dzieci i zeby nie wykorzystywac innych ludzi.<

                Ameryki to Ty za bardzo nie odkrywasz. Takie rzeczy wpaja się dzieciom od maleńkości, to raczej jest norma, a nie ewenement,przynależny tylko co poniektórym. Dbajmy o wspólne dobro, czystość przyrody i środowiska, a wszystkim będzie żyło się lepiej ;).


                >Odnosnie srodowiska to ja np mam schize smieciowa. Denerwuje sie np na niepotrzebne prezenty, ktore dostaje sie do domu, tony niewykorzystanych zabawek, one tylko zalegaja i czekaja na wyrzucenie. Zawsze sie zastanawiam gdzie ta rzecz bedzie sie potem poniewierac, iles dziesiatek lat rozkladac na jakies zanieczyszczonej lace.<

                Zawsze można je przecież oddać, na pewno komuś się przydadzą, skoro Ty, czy dziecko akurat nie potrzebuje.

                > Nie znosze braku segregowania smieci, zasmiecania miejsc publicznych, braku dbalosci o rzeczy wspolne i tego syfu, ktory jest wpisany w polska kulture typu 'nie moje wiec mam w dupie'. Pamietam kiedys stopnial snieg po jakiejs groznej zimie, to na trawniku kolo bloku lezalo gowno kolo gowna, klocki wielkosci ludzkich. Myslisz, ze to ktos posprzatal? Ee tam. Na szczescie juz na to nie patrze, chociaz tyle.<

                A kto miał posprzątać? No właśnie, oburzać się na syf dookoła to się można i każdy to robi, a samo się nie sprzątnie, a już na pewno nie ci, którzy widząc, jak np. ich pies sra gdzie popadnie, mają to dokładnie w nosie. Bo widocznie nikt ich tego nie uczył, że tak nie powinno być,albo nic z tych nauk nie wnieśli. Stąd trzeba tłumaczyć,tłuc do głów od małego, wpajać konkretne zachowania.
        • twojabogini Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 10:11
          Te kobiety nie miały nagrody za życia. Znałam je. One ciągle odkładały swoje życie dla rodziny. Po to, żeby ktoś nie musiał myć kibli i ogarniać swojej dupy. I ciągle były zapewniane jak to są niezbędne, potrzebne.
          Co do samochodu - kupiliśmy jak się okazał potrzebny do firmy. Co do zatrudniania ludzi - zatrudniałam ale nigdy do tego, żeby robili coś za mnie.
          Co do ułatwiania sobie życia - jeśli dzieje się to kosztem innych, środowiska, i takie tam - widzę w tym wiele złego.
        • druginudziarz Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 10:41
          bcde napisał:

          > Trochę dziecinnie brzmią te twoje rozkminy, bo można wysnuć wniosek, że nigdy n
          > ie miałaś samochodu ani nigdy nikogo nie zatrudniałaś, tymczasem to żaden wyczy
          > n nawet dla dużo młodszych ludzi. "Luksusik" jest zgniły i mieszczański, mimo ż
          > e obecnie na wsi żyje się zwykle podobnie albo i wygodniej jak w mieście. I co
          > jest takiego złego w ułatwianiu sobie życia, że cię to wkurza? Wyzysk i tworzen
          > ie nierówności? Nie bój się, obecnie nie tak łatwo kogoś wyzyskać. Częściej nie
          > stety poziom usług w Polsce jest nieadekwatny do zapłaconych pieniędzy, a z lud
          > źmi trzeba się użerać.

          Jak sie ktoś oczytał marksistowskiej bibuły to i nic dziwnego że od wizji zatrudnienia kogoś skóra cierpnie. To tym ciekawsze, że ma się państwową posadę, państwową czyli z pieniedzy odebranych komuś w podatkach.
      • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 08:45
        twojabogini napisała:

        > Rzecz w tym, że jednak oczekiwałam, że rodzina, dzieciaki, związek to będzie samo w sobie źródło satysfakcji. Coś jak u Marka - to znaczy nie neguję, wierzę, że Marka to realnie nie kręci i jest dla niego źródłem poczucia spełnienia. I dobrze, dzieciaki by dłużej nie wytrzymały :) Teraz mam dwójkę ludziów z którymi łączy mnie silna więź, ale nie wyobrażam sobie, żeby byli jedyną treścią mojego życia. To samo mogę też napisać o związku. Nie jest to jakieś mega źródło satysfakcji życiowej.
        -------------------------------
        Rodzina jest jednym ze źródeł, a jak ważnym, można sobie wyobrazić, gdy tej rodziny by jednak nie było. Pamiętasz, że będąc sama z dzieckiem, nie czułaś się wiele gorzej niż teraz. Ale, ale to było trochę lat temu i nie wiesz, co by było teraz. Może samotność, depresja?
        Moja rodzina nie jest jedyna treścią mojego życia, chociaż nasze magiczne love story, czyni je kolorowym, nawet w trudnych chwilach, jakimi była choroba i operacja mojej. Dzieci mieszkają oddzielnie i dobrze. Zresztą ciągle się widujemy.
        Jesteś dla mnie osobą, która szuka absolutu, a przynajmniej perfekcji. Absolut dla kobiety jest jeden, a jest nim szalona, spełniona miłość do swojego faceta. Bez niej ani rodzina, ani zawodowe spełnienie, nawet udany seks, które to dadzą wiele satysfakcji, ani sprzątaczka i kierowca, ani wczasy na Karaibach spełnienia nie przyniosą. Zapytaj sama siebie, czy to masz.
        Miłej niedzieli:

        Czego chcą koty?

        Czego Kicio chce od życia?
        Żeby przy nim była Kicia.
        Czego Kicia pragnie w życiu?
        Zawsze być przy swoim Kiciu.

        Kicie bardzo się kochają,
        Ciągle razem przebywają.
        Tak się z sobą dobrze czują,
        Że bez przerwy się kiciują.

        Gdy wieczorem zasypiają
        Zawsze mocno się wtulają.
        Głaszczą siebie, obejmują.
        Po futerkach się masują.

        Kiedy Kicio źle się czuje,
        Kicia zaraz go ratuje.
        Różne leki mu podaje
        Tak że Kicio zaraz wstaje.

        Bądźcie tacy, jak te Kicie,
        I kochajcie się nad życie.
        Trudno to powiedzieć prościej,
        Nic lepszego od miłości.



        • twojabogini Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 10:15
          Pewnie i gdzieś tam tęsknię za absolutem. Ale czy szalona spełniona miłość to ten święty graal? Obawiam się, że nie. Na pewno dla kobiet, które mają potrzebę, żeby mężczyzna był silny, zapewniał poczucie bezpieczeństwa itp. Kiedy już takiego mają, to może to poczucie i dbanie o to, żeby takiego supermana utrzymać przy sobie daje jakieś tam spełnienie. Ja z innej bajki...
          • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 11:17
            twojabogini napisała:

            > Pewnie i gdzieś tam tęsknię za absolutem. Ale czy szalona spełniona miłość to ten święty graal? Obawiam się, że nie. Na pewno dla kobiet, które mają potrzebę, żeby mężczyzna był silny, zapewniał poczucie bezpieczeństwa itp.
            --------------------
            Mylisz świat ducha, ze realem, tu , na ziemi. Absolut, czy jak wolisz Święty Graal to nie siła ani poczucie bezpieczeństwa, tylko jedność ze wszechświatem przez miłość. Siła, wewnętrzny spokój, spełnienie, poczucie bezpieczeństwa są następstwem.
          • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 11:28
            Ostatnie słowa Steve'a Jobsa:

            Osiągnąłem szczyt sukcesu w biznesie. W oczach innych, moje życie stało się symbolem sukcesu.
            Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadnego wrażenia.
            W tej chwili, leżąc na łóżku szpitalnym i rozpamiętując całe życie, zdaję sobie sprawę, że wszystkie osiągnięcia i bogactwa, z których kiedyś byłem tak dumny, stały się nieistotne w obliczu mojej rychłej śmierci.
            Kiedy w ciemności, patrzę na zielone światła urządzenia do sztucznego oddychania i słyszę jego mechaniczne dźwięki, czuję oddech zbliżającej się śmierci.
            Dopiero teraz rozumiem, że nawet jeśli zgromadzisz dużo pieniędzy, nagle chcesz realizować cele, które nie są związane z bogactwem. Jest coś ważniejszego: miłość, sztuka, marzenia z twojego dzieciństwa.
            Nie, nie uganiaj się za bogactwem, to może robić tylko osoba tak zakręcona jak ja.
            Bóg stworzył nas, aby każdy mógł poczuć miłość w sercu, a nie biegał za złudzeniami budowanymi przez sławę i pieniądze, tak jak ja to robiłem w moim życiu. Teraz wiem, że nie mogę zabrać je ze sobą.
            Jedyne co się liczy to wspomnienia wzmocnione miłością.
            To jest prawdziwe bogactwo, które będzie szło za tobą; będzie ci towarzyszyło, da siłę i światło, które cię poprowadzi.
            Miłość nie zna granic. Będzie ci towarzyszyć nawet poza granice życia. Przeniesie się tam, gdzie chcesz się udać. Dąż do osiągnięcia celów, które sobie wyznaczasz. Wszystko jest w twoim sercu i w twoich rękach.
            Które łóżko jest najdroższe na świecie? Łóżko szpitalne.
            Jeśli masz pieniądze, możesz zatrudnić kogoś do prowadzenia twojego samochodu, ale nie jesteś w stanie zatrudnić kogoś, kto zabierze chorobę, która cię zabija.
            Rzeczy zagubione można odnaleźć. Ale jest jedna rzecz, której nigdy nie można znaleźć, gdy ją stracisz – życie.
            Niezależnie od tego, na jakim etapie życia jesteśmy teraz, w końcu będziemy musieli zmierzyć się z chwilą, gdy kurtyna opadnie.
            Szanuj swoją rodzinę, kochaj współmałżonka, szanuj znajomych ...
            Traktuj wszystkich dobrze i dbaj o przyjaźnie.
            • potwor_z_piccadilly Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 14:31
              marek.zak1 napisał:

              > Ostatnie słowa Steve'a Jobsa
              > Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadneg
              > o wrażenia.

              Na mnie robi. Kasa umożliwia rozwinięcie skrzydeł choćby po to, by mieć czym sfinansować kuracje traum i depresji nawiedzających okresowo kobietę. Każdą kobietę.
              Bogini jeśli sama sobie poradzi, to efekt będzie liczony w skali umiarkowanej. A by efekt był w pełni zadowalający, to jej pan powinien wkroczyć. Powinien zebrać dane, odczytać je (rozkodować, panie kodują takie tematy), wydać diagnozę, ustalić tryb leczenia i leczyć. To ważne. Jego inicjatywa, udział i mądre decyzje w programie naprawczym stanu ducha swojej miłości, zbliży ich do siebie. Jeśli jednak problem zostawi na barkach wyłącznie pani, nawet gdy ona stanowczo sobie tego życzy, oddalą się od siebie. Podświadomie pani uzna go za bezużytecznego trutnia.

              > W tej chwili, leżąc na łóżku szpitalnym i rozpamiętując całe życie, zdaję sobie
              > sprawę, że wszystkie osiągnięcia i bogactwa, z których kiedyś byłem tak dumny,
              > stały się nieistotne w obliczu mojej rychłej śmierci.

              Też umierałem i też myśli mi się kołatały. Ale życia nie rozpamiętywałem. Owszem, leżąc na stole operacyjnym zacząłem, ale taki był natłok materiału, a w dodatku wszystko bolesne i żal, że odpuściłem sobie. Gromada mnie podłączała pod aparaturę, ktoś golił mi klatę, a ja rozglądając się po sali zobaczyłem błękit, a jak błękit, to The Blue i zagrało mi. Świetny utwór. Adekwatna sceneria, tekst odpowiedni do sytuacji i zakończenie. Pięć uderzeń w struny gitary i odjazd. Koniec.
              Nie dane mi było jednak kawałka wysłuchać do końca (może dlatego odjazd nie nastąpił), bo po mojej lewej stronie pojawiła się postać w zielonym kitlu. Gość przedstawił się, powiedział, że jest anestezjologiem i że będzie mnie usypał. Ja odpowiedziałem, że bardzo mi miło i że jeszcze bardziej mi miło będzie gdy on mnie obudzi. Facet zapewnił, ze tak bezapelacyjnie się stanie, po czym zniknął. Po chwili pojawił się po mojej prawej stronie, przyłożył mi coś do ust i zrobiło się czarno. Żadnych świateł w tunelu.
              www.youtube.com/watch?v=sIaiqkxiVyU

              Dla Ciebie O Boginio też coś mam. Tak ogólnie w dwóch punktach. Szczegóły to pole do popisu dla Twojego chłopa.
              Pierwszy punkt troszkę będzie wulgarny, ale drugi, poezja.
              1 - Wszystko to chuj naprzeciw wieczności.
              2 - www.youtube.com/watch?v=jRA_50BbUcg


              • kag73 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 14:49
                "Też umierałem i też myśli mi się kołatały. Ale życia nie rozpamiętywałem. Owszem, leżąc na stole operacyjnym zacząłem, ale taki był natłok materiału, a w dodatku wszystko bolesne i żal, że odpuściłem sobie."

                Bo Ciebie wlasnie ratowali i jeszcze byla nadzieja i czasu nie bylo. On wiedzial, ze nadzei nie ma i czasu zapewne tez mial wiecej na te przemyslenia :) Wiec raczej nie ma porowania.
                • potwor_z_piccadilly Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 15:23
                  kag73 napisała:

                  > Bo Ciebie wlasnie ratowali i jeszcze byla nadzieja i czasu nie bylo. On wiedzia
                  > l, ze nadzei nie ma i czasu zapewne tez mial wiecej na te przemyslenia :) Wiec
                  > raczej nie ma porowania.

                  Dawali mi małe szanse biorąc pod uwagę planową operację i byłem tego świadomy. Ale operacji planowanej na środę (pierwszy dzień po długim weekendzie majowym) nie doczekałem, bo aorta brzuszna pękła mi w poniedziałek przed piątą rano.
                  Po wycieczki medyków do mnie przychodziły, by dziwum zobaczyć.
                  Ale zgoda, jakieś szanse miałem i odrobina nadziei się we mnie kołatała. Ale żeby tak mocno, to nie powiem. Chyba byłem gotowy. Powiedziałem sobie, co będzie to będzie. Wpływu na to nie mam.
                  • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 16:24
                    potwor _ z picadilly napisał
                    >Chyba byłem gotowy. Powiedziałem sobie, co będzie to będzie. Wpływu na to nie mam. >

                    Bo chyba nikt nie ma wpływu,jak już leży podłączony do aparatury,z tymi wszystkimi rurkami wetkniętymi w usta, z venflonami wkłutymi w dłonie i jeszcze mając gdzieś w tyle głowy, że twoje dziecko, świeżo wydane na świat jest narażone na głód, niedosyt, brak, który może okazać się trwały i już całkiem realny. Jasne, wpływu na to się nie ma i to jest właśnie najokropniejsze w tej całej sytuacji.
              • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 15:26
                potwor_z_piccadilly napisał:

                > marek.zak1 napisał:
                >
                > > Ostatnie słowa Steve'a Jobsa
                > > Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadnego wrażenia.
                >
                > Na mnie robi. Kasa umożliwia rozwinięcie skrzydeł choćby po to, by mieć czym sfinansować kuracje traum i depresji nawiedzających okresowo kobietę. Każdą kobietę.
                ----------------
                Każdy, facet też, ma wahania nastrojów, pytania o sens życia, natomiast nie widzę, jak (tu wielka) kasa może sobie z tym poradzić.

                --------------------

                > Bogini jeśli sama sobie poradzi, to efekt będzie liczony w skali umiarkowanej. A by efekt był w pełni zadowalający, to jej pan powinien wkroczyć. Powinien zebrać dane, odczytać je (rozkodować, panie kodują takie tematy), wydać diagnozę, ustalić tryb leczenia i leczyć. To ważne. Jego inicjatywa, udział i mądre decyzje w programie naprawczym stanu ducha swojej miłości, zbliży ich do siebie.
                ---------------------
                Wypowiedziany problem, to, że rodzina i facet nie są lekiem na całe zło i że czegoś do pełnego szczęścia brakuje. Takie przemyślenia o pierwszej w nocy uważam za normalne. Szczęście nie jest stanem ciągłym, a pytania na temat sensu życia niemal każdy sobie zadaje.
                • druginudziarz Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 17:09
                  marek.zak1 napisał:

                  > > Na mnie robi. Kasa umożliwia rozwinięcie skrzydeł choćby po to, by mieć c
                  > zym sfinansować kuracje traum i depresji nawiedzających okresowo kobietę. Każdą
                  > kobietę.
                  > ----------------
                  > Każdy, facet też, ma wahania nastrojów, pytania o sens życia, natomiast nie wid
                  > zę, jak (tu wielka) kasa może sobie z tym poradzić.

                  > Wypowiedziany problem, to, że rodzina i facet nie są lekiem na całe zło i że cz
                  > egoś do pełnego szczęścia brakuje. Takie przemyślenia o pierwszej w nocy uważam
                  > za normalne. Szczęście nie jest stanem ciągłym, a pytania na temat sensu życia
                  > niemal każdy sobie zadaje.

                  Bo pytania o "sens życia" zadają sobie zwykle osoby w depresji lub ze stanami depresyjnym. Nie mając kasy łatwo o nie.
                  Mając kasę łatwiej unikać stanów generujacych depresję, choćby łatwiej się leczyć.
                  • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 17:46
                    druginudziarz napisał:
                    > Bo pytania o "sens życia" zadają sobie zwykle osoby w depresji lub ze stanami depresyjnym. Nie mając kasy łatwo o nie. Mając kasę łatwiej unikać stanów generujacych depresję, choćby łatwiej się leczyć.
                    -------------------
                    Wydaje mi się, że o sens życia pyta, z różną częstotliwością, każdy myślący człowiek, bogaty, czy biedny. Gdy na pytanie nie znajduje odpowiedzi, może to doprowadzić do depresji. Zobacz ilu znanych i bogatych ludzi popełniło samobójstwo. Oni nie znaleźli odpowiedzi a leki / dragi /alko im nie pomogły.
                    • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 22:15
                      Ja o sens zycia ludzkiego przestalem pytac, po tym jak pierwszy raz zapytalem siebie samego o sens zycia swini. Odpowiedzialem. Eureka, juz wiem!
                      Mam przeswiadczenie graniczace z pewnoscia, ze sens zycia nagiej, dwunoznej malpy jest dokladnie taki sam jak ssaka na czterech sympatycznych raciczkach.
                      • kag73 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 22:35
                        "Ja o sens zycia ludzkiego przestalem pytac, po tym jak pierwszy raz zapytalem siebie samego o sens zycia swini. Odpowiedzialem. Eureka, juz wiem!
                        Mam przeswiadczenie graniczace z pewnoscia, ze sens zycia nagiej, dwunoznej malpy jest dokladnie taki sam jak ssaka na czterech sympatycznych raciczkach."

                        Ano. Tylko czlowiek jest jedyna istota na swiecie, ktora o sens zycia pyta i sie nad nim zastanawia. Zaczac trzeba by jednak od pytanie czy: zycie musi miec jakis sens? Czy ma miec sens? Na cale szczescie kazdy z nas ma wolna reke w decydowaniu co dla niego ma byc czy jest sensem zycia. I wedlug tego wyobrazenia swoje zycie ksztaltowac.
                        • potwor_z_piccadilly Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 23:30
                          kag73 napisała:

                          > Na cale szczescie kazdy z nas ma wolna reke w decy
                          > dowaniu co dla niego ma byc czy jest sensem zycia. I wedlug tego wyobrazenia sw
                          > oje zycie ksztaltowac.

                          Nie każdy ma to całe szczęście .Ci co będąc w związku domagają się wolnej ręki w decydowaniu czym jest dla nich sens życia i na bazie tych "swoich" wyobrażeń (przeważnie są to nabyte twory stworzone przez speców od prania ludzkich mózgów) usiłują swoje życie kształtować, automatycznie wchodzą w konflikt z partnerem co przeważnie kończy się rozstaniem.
                          Koleżanko K, suwerenność jest dobra, ale dla zdeklarowanych singli i to tylko dla rozsądnych singli. Takich co to potrafią, wiedzą kiedy i komu, powiedzieć - spadaj na szczaw.
                      • gogol77 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 11:14
                        sabat3 napisał:
                        > Mam przeswiadczenie graniczace z pewnoscia, ze sens zycia nagiej, dwunoznej malpy jest dokladnie taki sam jak ssaka na czterech sympatycznych raciczkach.

                        Mam tak samo sabat!
                        • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 11:19
                          gogol77 napisał:

                          > sabat3 napisał:
                          > > Mam przeswiadczenie graniczace z pewnoscia, ze sens zycia nagiej, dwunoznej malpy jest dokladnie taki sam jak ssaka na czterech sympatycznych raciczkach.
                          > .
                          >
                          > Mam tak samo sabat!
                          ----------------------------
                          Nie wiem, nie rozmawiałem z nimi. Może myśla inaczej.
                    • druginudziarz Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 01:02
                      marek.zak1 napisał:

                      > druginudziarz napisał:
                      > > Bo pytania o "sens życia" zadają sobie zwykle osoby w depresji lub ze sta
                      > nami depresyjnym. Nie mając kasy łatwo o nie. Mając kasę łatwiej unikać stanów
                      > generujacych depresję, choćby łatwiej się leczyć.
                      > -------------------
                      > Wydaje mi się, że o sens życia pyta, z różną częstotliwością, każdy myślący cz
                      > łowiek, bogaty, czy biedny.

                      Owszem, w dzieciństwie tak, bo wtedy człowiek nad różnymi rzeczami się zastanawia, np. kim bym był gdyby tata nie poznał mamy. Dorosły człowiek "normalnie" po prostu żyje i cieszy się życiem.

                      > Gdy na pytanie nie znajduje odpowiedzi, może to dop
                      > rowadzić do depresji. Zobacz ilu znanych i bogatych ludzi popełniło samobójstwo

                      No to przeciez o tym napisałem, człowiek w depresji zastanawia się np. nad sensem wszystkiego, a więc i nad sensem siebie. To są typowo mroczne depresyjne rozmyslania. Bogactwo nie ma tu nic do rzeczy o tyle, aczkolwiek mając kasę bezsprzecznie łatwiej jest od depresji uciec niz gdy się jej nie ma. Mozna np. "rzucic wszystko" i zaczać od nowa w zupełnie innym miejscu.

                      > . Oni nie znaleźli odpowiedzi a leki / dragi /alko im nie pomogły.
                      Człowiek bogaty jak mu się wszystko składa zawodowo/rodzinnie to nie szuka problemów w zbędnych rozmyślaniach. Jobs też się na sensen siebie nie zastanawiał wcześniej póki nie "odkrył" że jest śmiertelny i że już koniec, więc co się dziwisz, że popadłl w depresję?
                      • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 07:58
                        druginudziarz napisał:
                        >Jobs też się na sensen siebie nie zastanawiał w
                        > cześniej póki nie "odkrył" że jest śmiertelny i że już koniec, więc co się dziw
                        > isz, że popadłl w depresję?

                        A gdyby go zapytac, to pewnie by odpowiedzial cos w stylu "widzie go w tworzeniu, budowaniu". Jako takiego go zapamietajmy. Gosc byl wizjonerem i chwala mu za to.
                        • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 08:53
                          sabat3 napisał:

                          > druginudziarz napisał:
                          > >Jobs też się na sensen siebie nie zastanawiał w > cześniej póki nie "odkrył" że jest śmiertelny i że już koniec, więc co się dziwisz, że popadłl w depresję?
                          >
                          > A gdyby go zapytac, to pewnie by odpowiedzial cos w stylu "widzie go w tworzeniu, budowaniu". Jako takiego go zapamietajmy. Gosc byl wizjonerem i chwala mu za to.
                          ----------------
                          Tez tak sądzę.Wizjonerzy poświęcają się swojej wizji poza nią świata nie widzą. Zaczął się zastanawiać nad sobą, życiem, jak się zdrowie sypnęło i nie mógł już budować.
                          • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 09:33
                            marek.zak1 napisał:
                            > Tez tak sądzę.Wizjonerzy poświęcają się swojej wizji poza nią świata nie widzą.
                            > Zaczął się zastanawiać nad sobą, życiem, jak się zdrowie sypnęło i nie mógł j
                            > uż budować.

                            I to jest ten etap, ktory Urqu nazywa "inspirowaniem innych". Potem spotykasz inspiratora za dekade i gosc Ci mowi -"e, nie, sluchaj, wszystko co wtedy mowilem i robilem to chuj, teraz odnalazlem prawdziwy sens zycia" ;)
                            A Ty sie zainspirowales i podporzadkowales zycie tej inspiracji sprzed dekady, od ktorej obecnie odcina sie nawet sam inspirator.
                            Kazdy ma swoj etap w zyciu, adekwatne mozliwosci i inspiracje. Jesli zaczne miec w zyciu takie cele, aspiracje i wydatki jak Bill Gates, to nie oznacza ze zbuduje drugiego "giganta z Redmond". Nastawienie i osobowosc Pudzianowskiego nie wystarczy na wystepy w MMA.
                            Nie ma sensu kopiowac jak idiota. Mozna sie zapoznac i wyciagnac konstruktywne wnioski.
                            Moje sa takie, ze o sensie zycia, to jaki mamy swiatopoglad, jakie cele, system wartosci mozemy posrednio i bezposrednio decydowac sami, dazac w odpowiednia strone i wystawiajac sie na ciagle obcowanie z danym typem mysli. Mozna samemu zbudowac Matrix, w ktorym sie zyje, niestety nie do konca mamy wplyw czy bedzie on nam przyjazny czy wrogi. Fizyczna baza pozostanie ta sama, psychologiczna nadbudowa i racjonalizacje to juz nasza brocha.
                            One tez, posrednio i bezposrednio maja wplyw na fizyczna baze, co jasne. Najlepiej wybierac takie Matrixy, ktore pchaja nas ku budowaniu i szukaniu rozwiazan, a nie ku destrukcji.
                            • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 09:43
                              Jesteśmy jak ta łódka na falach oceanu, gdzie ciągle spychają nas gdzieś prądy i wiatry. To nie znaczy, że mamy przestać wiosłować w określonym kierunku i nie starać się wykorzystywać korzystnych dla nas zjawisk atmosferycznych. Przy określonej dozie szczęścia mamy szanse dopłynąć do celu. Nawet jak nie, ważne jest wiosłowanie i niepoddawanie się.
                              • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 09:58
                                marek.zak1 napisał:
                                > Jesteśmy jak ta łódka na falach oceanu, gdzie ciągle spychają nas gdzieś prądy
                                > i wiatry. To nie znaczy, że mamy przestać wiosłować w określonym kierunku i nie
                                > starać się wykorzystywać korzystnych dla nas zjawisk atmosferycznych. Przy okr
                                > eślonej dozie szczęścia mamy szanse dopłynąć do celu. Nawet jak nie, ważne jest
                                > wiosłowanie i niepoddawanie się.

                                Oczywiscie :)
                                Jedna uwaga - jesli jestesmy na Baltyku i celem moze byc Hel, wybrzeza Szwecji lub Hawaje, to ta trzecia opcje pozostawmy najbardziej ambitnym. I niech nie narzekaja, ze nie doplyneli.
                              • druginudziarz Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 10:35
                                marek.zak1 napisał:

                                > Jesteśmy jak ta łódka na falach oceanu, gdzie ciągle spychają nas gdzieś prądy
                                > i wiatry. To nie znaczy, że mamy przestać wiosłować w określonym kierunku i nie
                                > starać się wykorzystywać korzystnych dla nas zjawisk atmosferycznych.

                                Jak Aleksander doba kajakiem przez Atlantyk? no mozna, ale Doba jest tylko jeden.
                                Dla zdecydowanej wiekszości ludzi korzystniej jest zbudować żaglówke i wykorzystać te wiatry na których się siedzi, a nie miotać się z wiosłami to nieosiągalnych celów. A często też do nieistniejacych celów ;)

                                > Przy okr
                                > eślonej dozie szczęścia mamy szanse dopłynąć do celu. Nawet jak nie, ważne jest
                                > wiosłowanie i niepoddawanie się.

                                Chyba nie. Właśnie wiosłowanie bez jakichkolwiek celów/sukcesów po drodze to frustracja a potem depresja.
                                • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 10:47
                                  druginudziarz napisał:
                                  > > Przy określonej dozie szczęścia mamy szanse dopłynąć do celu. Nawet jak nie, ważne jest
                                  wiosłowanie i niepoddawanie się.
                                  >
                                  > Chyba nie. Właśnie wiosłowanie bez jakichkolwiek celów/sukcesów po drodze to frustracja a potem depresja.
                                  -------------------
                                  Życie to dyscyplina długodystansowa. Jeden na początku wiosłuje mocno, szybko płynie osiąga bliskie cele i nie wie, co dalej. Spoczywa na laurach. Inny płynie wytrwale, nie zraża się. Trzeba mieć cele, a sukcesy dodają motywacji. Też ważne z kim się płynie. Jak w dobrym towarzystwie, to można płynąć i samo płynięcie jest fajne.
                                  • druginudziarz Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 11:10
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Życie to dyscyplina długodystansowa. Jeden na początku wiosłuje mocno, szybko p
                                    > łynie osiąga bliskie cele i nie wie, co dalej. Spoczywa na laurach. Inny płynie
                                    > wytrwale, nie zraża się. Trzeba mieć cele, a sukcesy dodają motywacji. Też waż
                                    > ne z kim się płynie. Jak w dobrym towarzystwie, to można płynąć i samo płynięci
                                    > e jest fajne.

                                    Chyba nie zauważyłeś, że to ostatnie zdanie zaprzecza Twoim wcześniejszym ;)
                                    Tak, jak okolicznosci przyrody sa fajne, towarzystwo sprzyjające to ja wsiadam do kajaka i płynę tą Nidą, i nie zadaję sobie pytania dokąd dopłyne, po drodze tyle mozliwości jest przecież.
                                    • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 11:18
                                      druginudziarz napisał:

                                      > marek.zak1 napisał:
                                      >
                                      > > Życie to dyscyplina długodystansowa. Jeden na początku wiosłuje mocno, szybko płynie osiąga bliskie cele i nie wie, co dalej. Spoczywa na laurach. Inny płynie wytrwale, nie zraża się. Trzeba mieć cele, a sukcesy dodają motywacji. Też ważne z kim się płynie. Jak w dobrym towarzystwie, to można płynąć i samo płynięci
                                      > > e jest fajne.
                                      >
                                      > Chyba nie zauważyłeś, że to ostatnie zdanie zaprzecza Twoim wcześniejszym ;)
                                      > Tak, jak okolicznosci przyrody sa fajne, towarzystwo sprzyjające to ja wsiadam do kajaka i płynę tą Nidą, i nie zadaję sobie pytania dokąd dopłyne, po drodze tyle mozliwości jest przecież.
                                      ---------------------
                                      Ale tak jest tylko na wakacjach :). Wtedy wszystko jedno dokąd. Ważne żyby sie srelaksować w miłym towarzystwie. Po wakacjach jest inaczej. Trzeba wiedzieć dokąd płynąć, bo towarzyszka może poczuć sie nieswojo.
                                      • druginudziarz Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 23:59
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Ale tak jest tylko na wakacjach :). Wtedy wszystko jedno dokąd. Ważne żyby sie
                                        > srelaksować w miłym towarzystwie. Po wakacjach jest inaczej. Trzeba wiedzieć do
                                        > kąd płynąć, bo towarzyszka może poczuć sie nieswojo.

                                        To zalezy co komu się z wakacjami kojarzy. Mam znajomych dla których wakacje (urlop) to najgorsze dni w roku.
                                        • aandzia43 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 15:57
                                          druginudziarz napisał:

                                          > marek.zak1 napisał:
                                          >
                                          > > Ale tak jest tylko na wakacjach :). Wtedy wszystko jedno dokąd. Ważne żyb
                                          > y sie
                                          > > srelaksować w miłym towarzystwie. Po wakacjach jest inaczej. Trzeba wiedz
                                          > ieć do
                                          > > kąd płynąć, bo towarzyszka może poczuć sie nieswojo.
                                          >
                                          > To zalezy co komu się z wakacjami kojarzy. Mam znajomych dla których wakacje (u
                                          > rlop) to najgorsze dni w roku.


                                          Dlaczego?
                                          • kag73 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 16:00
                                            "Dlaczego?"

                                            Bo moze sa pracoholikami albo bo moze nie moga sie zdzierzyc i swojego towarzystwa ;)
                                            Ale czy jest przymus brania urlopu albo robienia sobie wakacji? Hmm, pewnie ze wzgledu na dzieci :)
                                  • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 11:14
                                    marek. zak 1 napisał
                                    >Życie to dyscyplina długodystansowa. Jeden na początku wiosłuje mocno, szybko płynie osiąga bliskie cele i nie wie, co dalej. Spoczywa na laurach. Inny płynie wytrwale, nie zraża się. Trzeba mieć cele, a sukcesy dodają motywacji. Też ważne z kim się płynie. Jak w dobrym towarzystwie, to można płynąć i samo płynięcie jest fajne. <

                                    Właśnie, sama droga, która ma nas zaprowadzić do celu, jest ważna, bo to wtedy nabywamy doświadczeń, konfrontujemy się z naszymi możliwościami, próbujemy omijać pojawiające się wyboje, albo dziury- to nas wzmacnia i daje siłę do dalszych kroków . Jak za bardzo nakrecimy się wyłącznie na osiągnięciu celów, to wraz z jego zdobyciem może przyjść poczucie pustki i niespelnienia, pomimo pozornego spełnienia. Albo wpadniemy w samonakręcającą się machinę - jeden cel osiągnięty, ale znowu czegoś brakuje, bo nie o taki cel właściwie chodziło, znowu trzeba wyznaczyć kolejny, inny, lepszy, bardziej satysfakcjonujący i można tak bez końca. A sens tego wszystkiego i po co to robimy, gdzieś umyka i dalej zostajemy z rozczarowaniem i niespelnieniem.
                                    • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 11:23
                                      ninek04 napisała:


                                      > Właśnie, sama droga, która ma nas zaprowadzić do celu, jest ważna, bo to wtedy nabywamy doświadczeń, konfrontujemy się z naszymi możliwościami, próbujemy omijać pojawiające się wyboje, albo dziury- to nas wzmacnia i daje siłę do dalszych kroków . Jak za bardzo nakrecimy się wyłącznie na osiągnięciu celów, to wraz z jego zdobyciem może przyjść poczucie pustki i niespelnienia, pomimo pozornego spełnienia. Albo wpadniemy w samonakręcającą się machinę - jeden cel osiągnięty, ale znowu czegoś brakuje, bo nie o taki cel właściwie chodziło, znowu trzeba wyznaczyć kolejny, inny, lepszy, bardziej satysfakcjonujący i można tak bez końca. A sens tego wszystkiego i po co to robimy, gdzieś umyka i dalej zostajemy z rozczarowaniem i niespelnieniem.
                                      -------------------------
                                      Dla faceta to jest proste: ciekawa, satysfakcjonująca, najlepiej twórcza praca i kochająca kobieta.
                            • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 13:00
                              sabat3 napisał:

                              > I to jest ten etap, ktory Urqu nazywa "inspirowaniem innych". Potem spotykasz i
                              > nspiratora za dekade i gosc Ci mowi -"e, nie, sluchaj, wszystko co wtedy mowile
                              > m i robilem to chuj, teraz odnalazlem prawdziwy sens zycia" ;)
                              > A Ty sie zainspirowales i podporzadkowales zycie tej inspiracji sprzed dekady,
                              > od ktorej obecnie odcina sie nawet sam inspirator.
                              > Kazdy ma swoj etap w zyciu, adekwatne mozliwosci i inspiracje. Jesli zaczne mie
                              > c w zyciu takie cele, aspiracje i wydatki jak Bill Gates, to nie oznacza ze zbu
                              > duje drugiego "giganta z Redmond". Nastawienie i osobowosc Pudzianowskiego nie
                              > wystarczy na wystepy w MMA.
                              > Nie ma sensu kopiowac jak idiota.

                              Boze po co sie czepiasz tej inspiracji skoro za chuja pana nie rozumiesz. Inspirowanie sie czyms nie polega na skopiowaniu i przeniesieniu tego do swojego zycia, a nastepnie podporzadkowaniu temu zycia. Ja sie moge inspirowac wypowiedziami o muzyce pianisty Leszka Mozdzera do nieopuszczania treningow w upaly. I nie przeszkadza, ze Leszek kolo zadnego treningu nawet nie stal, tak jak i ja nie stalam kolo zadnego fortepianu. Skoro tego nie potrafisz lub nie jest Ci to potrzebne, to daj temu spokoj. Jak ja nie lubie jak ktos bierze cos dobrego i przerabia to werbalnie w chujnie, zeby bron boze rowniez nikt inny z tego nie skorzystal, nie doladowal baterii, nie wzruszyl sie, nie podbudowal, nie zlapal motywacji. Wypisz wymaluj moja matka, jak tylko za dzieciaka zaczynalam sobie cos tam cwiczyc na dywanie, to lazila 'a po co ci to, nic ci to nie da'.
                      • ninek04 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 10:54

                        > . Oni nie znaleźli odpowiedzi a leki / dragi /alko im nie pomogły.
                        >Człowiek bogaty jak mu się wszystko składa zawodowo/rodzinnie to nie szuka problemów w zbędnych rozmyślaniach.<

                        A jak mu się wszystko ( teoretycznie) składa, to też ucieka od zbędnych, Twoim zdaniem rozmyślań? Nie powiedziałabym, podobnie jak nie sądzę, że bogactwo pomaga w jakimś stopniu uciec przed depresją,przed " bólem " życia. tu nie ma przełożenia. Taki Chris Cornell - teoretycznie miał wszystko, pieniądze, sławę, piękną żonę, dzieci, świeżo nagraną płytę, sukcesy artystyczne, a jednak zrezygnował z tego wszystkiego. Niektórych toczy taki wewnętrzny robak niespełnienia, może niedopasowania, ciągłego braku, albo ciągłej potrzeby czegoś, co trudno nawet nazwać i stąd ucieczka od życia.

                        >Jobs też się na sensen siebie nie zastanawiał wcześniej póki nie "odkrył" że jest śmiertelny i że już koniec, więc co się dziwisz, że popadłl w depresję?<

                  • aandzia43 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 23:11

                    >
                    > Bo pytania o "sens życia" zadają sobie zwykle osoby w depresji lub ze stanami d
                    > epresyjnym.

                    No proszę cię, Drugi, takie luksusy? Takie pytania to ja zadaję jak mam górki. Jak mam doły to nie ma już żadnych pytań ;-)


                    Nie mając kasy łatwo o nie.
                    > Mając kasę łatwiej unikać stanów generujacych depresję, choćby łatwiej się lecz
                    > yć.
                • potwor_z_piccadilly Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 21:57
                  marek.zak1 napisał:

                  > Każdy, facet też, ma wahania nastrojów, pytania o sens życia, natomiast nie wid
                  > zę, jak (tu wielka) kasa może sobie z tym poradzić.

                  Czy ja użyłem zwrotu wielka kasa?
                  Ja pisałem o kasie zdobywanej po to by żyło się łatwiej, a nie o kasie zdobywanej obsesyjnie tyko po to by ją zdobywać nawet wtedy gdy zgubi się rachubę ile się jej ma.
                  Jeśli piszesz o bogaczach i ich nieszczęściach, to wiedz, że w takich przypadkach nie pieniądze są winne, a stan umysłów tych, których te przypadki dotknęły.
                  • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 28.05.17, 22:29
                    potwor_z_piccadilly napisał:

                    > Jeśli piszesz o bogaczach i ich nieszczęściach, to wiedz, że w takich przypadkach nie pieniądze są winne, a stan umysłów tych, których te przypadki dotknęły.
                    ---------------------
                    Mało jest ludzi odpornych na wielkie pieniądze, jakie do nich zawitały. Pieniądze zmieniają ludzi i niestety nie na lepsze. Ale tutaj masz rację, to nie pieniądze są winne, tylko stan umysłów, nieodpornych na dużą kasę.
                    • potwor_z_piccadilly Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 22:25
                      marek.zak1 napisał:

                      > Mało jest ludzi odpornych na wielkie pieniądze, jakie do nich zawitały. Pieniąd
                      > ze zmieniają ludzi i niestety nie na lepsze.

                      No, nie do końca.
                      O tych co nie zwariowali media nie piszą, nie rozgłaszają tego, bo to żaden temat. A też i po to by standardowo uposażonych żal za dupę nie ściskał. Inaczej jest z tymi co zwariowali (sądzę, że to zdecydowana mniejszość). O tych media huczą na cały regulator bo to atrakcyjny temat, a atrakcyjny, bo serca krzepi uboższym.
                      • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 22:36
                        potwor_z_piccadilly napisał:

                        > No, nie do końca. O tych co nie zwariowali media nie piszą,
                        ---------------------
                        To nie zwariowanie, ale taka arogancja, poczucie wyższości, nawet dyskretne, nie wprost.
                        • potwor_z_piccadilly Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 22:55
                          marek.zak1 napisał:

                          > To nie zwariowanie, ale taka arogancja, poczucie wyższości, nawet dyskretne, ni
                          > e wprost.

                          To co nazywasz arogancją i wywyższaniem się, bywa koniecznością. Bogacze muszą się dystansować. Zbyt dużo, tytułem ich bogactwa czyha na nich niebezpieczeństw. W wielu częściach świata bogaci autem mogą osobiście pojeździć tylko tam, gdzie jest bezpiecznie. Czytaj, że tam, gdzie murzyn nie będzie mieć okazji rzucić się pod koła by milion odszkodowania wyprocesować.
                          Każdy medal ma dwie strony Marku.
                          • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 23:16
                            potwor_z_piccadilly napisał:

                            > marek.zak1 napisał:
                            >
                            > > To nie zwariowanie, ale taka arogancja, poczucie wyższości, nawet dyskretne, nie wprost.
                            >
                            > To co nazywasz arogancją i wywyższaniem się, bywa koniecznością. Bogacze muszą się dystansować. Zbyt dużo, tytułem ich bogactwa czyha na nich niebezpieczeństw. W wielu częściach świata bogaci autem mogą osobiście pojeździć tylko tam, gdzie jest bezpiecznie. Czytaj, że tam, gdzie murzyn nie będzie mieć okazji rzucić się pod koła by milion odszkodowania wyprocesować. Każdy medal ma dwie strony Marku.
                            --------------------
                            W takiej Szwajcarii, nikt się nie dystansuje, a to jest bardzo źle widziane. Na ulicy czy w firmie nie poznasz, kto jest CEO, milionerem, czy referentem. Nie ma czegoś takiego, jak kierowca szefa, bo on idzie piechotą na dworzec i jedzie pociągiem, pierwszą klasą, jak wielu. Ile ma na koncie wie on sam, jego żona i księgowy. Ten system mi odpowiada.
                            • potwor_z_piccadilly Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 23:50
                              marek.zak1 napisał:

                              > W takiej Szwajcarii, nikt się nie dystansuje, a to jest bardzo źle widziane.

                              Mam inne doświadczenia, z tym, że to było Lugano, miasto zamożnych emerytów.
                              Ale to było bardzo dawno. A jak jest dziś? Pewnie Ty, jako aktywny obieżyświat, lepiej się w tych klimatach orientujesz.

                              Na
                              > ulicy czy w firmie nie poznasz, kto jest CEO, milionerem, czy referentem.

                              To tak. To inteligentni ludzie.
                            • druginudziarz Re: jakoś tak...źle... 29.05.17, 23:55
                              marek.zak1 napisał:

                              > W takiej Szwajcarii, nikt się nie dystansuje, a to jest bardzo źle widziane. Na
                              > ulicy czy w firmie nie poznasz, kto jest CEO, milionerem, czy referentem. Nie
                              > ma czegoś takiego, jak kierowca szefa, bo on idzie piechotą na dworzec i jedzie
                              > pociągiem, pierwszą klasą, jak wielu. Ile ma na koncie wie on sam, jego żona i
                              > księgowy. Ten system mi odpowiada.

                              Ale w myjni już tak, jeden zajeżdża leksusem, drugi go pucuje.
                              • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 08:28
                                druginudziarz napisał:

                                > marek.zak1 napisał:
                                >
                                > > W takiej Szwajcarii, nikt się nie dystansuje, a to jest bardzo źle widziane. Na ulicy czy w firmie nie poznasz, kto jest CEO, milionerem, czy referentem. Nie ma czegoś takiego, jak kierowca szefa, bo on idzie piechotą na dworzec i jedzie pociągiem, pierwszą klasą, jak wielu. Ile ma na koncie wie on sam, jego żona i księgowy. Ten system mi odpowiada.
                                >
                                > Ale w myjni już tak, jeden zajeżdża leksusem, drugi go pucuje.
                                -----------------
                                Każdy wykonuje swoje zadania. To odpowiedź na tezę, że bogacze musza się dystansować. Nie muszą, lecz chcą, bo wtedy czują się lepsi od innych. W Niemczech pozycję wyznacza samochód firmowy, w Szwajcarii generalnie takowych prawie nie ma. jak ktoś ma kasę, tego stara się nie pokazywać. Uważa, że jest to niestosowne, a może i niebezpieczne. Zresztą kasa jest w bankach, które rządzą niemal wszystkim.
                                Lugano i w ogóle włoską część znam słabo, bo byłem tylko kilka razy. Moja firma jest głównie w części niemieckojęzycznej.
                                  • kag73 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 11:25
                                    "Ale status mezczyzny wciaz jest w Szwajcarii jednym z wyznacznikow meskiej atrakcyjnosci?"

                                    Hmm, gdzies kiedys czatalam, ze Szwajcaria jest na pierwszym miejscu jezeli chodzi o ilosc partnerow/patnerki cudoziemncow. Bo wiedzisz w krajach gdzie rowniez kobiety maja duzo (wystarczajaco, zeby sie utrzymac) zwracaj uwage na inne aspekty niz tylko kasa, licza sie bardziej uczucia i wyglad. Sama poznalam niedawno 4 kasiastych Szwajcarow, kazdy z nich mial zone cudzoziemke, o iles tam lat mlodsza od siebie. Pierwsze zony byly Szwajcarkami i rownolatkami. Pytanie czy mieliby rowniez szanse na takie mlodzse zony krajanki I pytanie czy mieliby w ogole szanse na zony np. krajanki rownolatki?
                                    • kag73 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 11:35
                                      A przepraszam, jednego przyjaciolka nie byla duzo mlodsza niz on, ale tez cudzoziemka. I jeszcze poznalam mlodego Szwajcara, na urlopie wsrod Latynosek a marzylo mu sie spotkac jaka blondynke albo ruda turystke (takie w jego typie byly), wariat :) Ale kiedys mi powiedzial "chcialbym, zeby kobiety u nas byly takie jak tutaj", czyli tak chetnie i szybko chodzaly do lozka. Z tym, ze tym latynoskim chodzeniem do lozka kryje sie czesto chec obcowania z (w ich ocenie) bogatym Europejczykiem (tu mamy te roznice w sytucaji ekonomicznej kobiet), no i w dodatku zupelnie inne wpywy kulturowe, mentalnosciowe.
                                      I jeszcze jednego Szwajcara poznalam, singla, ktorem romantyczna wizja zwiazku nie pozwalal na zakrecenie sie wokol jakiejs Latynoski a chetne by byly, ale on mialby ciagle z tylu glowy, ze tylko na jego kase leca. Nie wpadowywalo mu sie w wyobrazenia o milosci i zwaiazku.
                                      • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 12:09
                                        kag73 napisała:

                                        > A przepraszam, jednego przyjaciolka nie byla duzo mlodsza niz on, ale tez cudzoziemka. I jeszcze poznalam mlodego Szwajcara, na urlopie wsrod Latynosek a marzylo mu sie spotkac jaka blondynke albo ruda turystke (takie w jego typie byly), wariat :) Ale kiedys mi powiedzial "chcialbym, zeby kobiety u nas byly takie jak tutaj", czyli tak chetnie i szybko chodzaly do lozka.
                                        ------------------
                                        Atrakcyjne i mające seksapil. Blondynek w Szwajcarii niemal brak i stąd te marzenia :). Rozmawiałem bardzo wiele razy i po alko wszycy twierdzili, że cudoziemki sa znacznie bardziej atrakcyjne. Stąd ten procent ..

                                        ----------------------
                                        > I jeszcze jednego Szwajcara poznalam, singla, ktorem romantyczna wizja zwiazku nie pozwalal na zakrecenie sie wokol jakiejs Latynoski a chetne by byly, ale on mialby ciagle z tylu glowy, ze tylko na jego kase leca. Nie wpadowywalo mu sie w wyobrazenia o milosci i zwiazku.
                                        -------------------
                                        No tak, dla latynosek Szwajcaria jawi się jako raj na ziemi. Ma do wyboru babkę lokalną lub o niebo atrakcyjniejsza Brazylijkę, Kolumbijkę itp. . Życie to sztuka wyboru :)
                                        • kag73 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 12:41
                                          "Atrakcyjne i mające seksapil. Blondynek w Szwajcarii niemal brak i stąd te marzenia :). Rozmawiałem bardzo wiele razy i po alko wszycy twierdzili, że cudoziemki sa znacznie bardziej atrakcyjne. Stąd ten procent .."

                                          Trend do poslubiania obcokrajowcow dotyczy obu plci. Szwajcarki wybieraja czesto na meza Niemca, Wlocha i Afrykanczyka.
                                          Panowie Tajki, Brazylijki i kobiety z Europy Wschodniej czesto Rosjanki i Ukrainki.
                                          Zwyczajnie maja multikulti wiec i czesto sie zdarza natknac na obcokrajowca. W dodatku Szwajcarzy miedzy soba nie musza sie pobierac a obcokrajowcow poslubiac juz musza, zeb dostali prawo pobytu i pracy w Szwajcarii.

                                          "No tak, dla latynosek Szwajcaria jawi się jako raj na ziemi. Ma do wyboru babkę lokalną lub o niebo atrakcyjniejsza Brazylijkę, Kolumbijkę itp. . Życie to sztuka wyboru :)"

                                          One czesto nie wiedza co to jest Szwajcaria, ale wiedza, ze bialy ma wiecej kasy niz one i ich krajanie. W dodatku mozna sie dobrze przejechac poslubiajac latynoske, ktora w pierwszym rzedzie poleciala na kase. Ale no risk no fun!
                                          • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 12:44
                                            kag73 napisała:
                                            > One czesto nie wiedza co to jest Szwajcaria, ale wiedza, ze bialy ma wiecej kasy niz one i ich krajanie. W dodatku mozna sie dobrze przejechac poslubiajac latynoske, ktora w pierwszym rzedzie poleciala na kase. Ale no risk no fun!
                                            ------------------
                                            A nie-latynoskę ? :)
                                            • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 12:55
                                              marek.zak1 napisał:
                                              > A nie-latynoskę ? :)

                                              Mnie się wydaje, że są dwa modele "lecenia na kasę".
                                              Pierwszy, ten fajniejszy, to taki, gdzie kasa bardzo facetowi pomaga. On sam jest przynajmniej przeciętny z wyglądu, nie zachowuje się jak świnia w chlewie, czasem coś rzuci sensownego w rozmowie. Taki, że da się go polubić i niekonfliktowo się z nim żyje. Wtedy gruba kasa dodaje jego wizerunkowi skrzydeł i babka patrzy na całokształt przez różowe okulary.
                                              Drugi to typ, którego podskórnie kobieta odrzuca, czy w skrajnych wypadkach brzydzi się nim i go nienawidzi, ale pieniądze są dla niej taką szansą życiową, że decyduje się z nim na związek mimo to. Na dłuższą metę to będzie katorga i robienie sobie kuku, ale czasem jawi się to jako jedyna szansa awansu społecznego, wyrwania się z jakiegoś zadupia, z biednego kraju, środowiska itd.
                                              I życiowo tylko ten drugi model związku jest strzałem w stopę.
                                              Chyba że w tym pierwszym przypadku gość straci kasę i zostanie zwykłym przeciętniakiem, który nie spełnia oczekiwań i ambicji. Wtedy jego notowania pójdą w dół na łeb i szyję.
                                              • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 13:45
                                                sabat3 napisał:

                                                > Mnie się wydaje, że są dwa modele "lecenia na kasę".
                                                > Pierwszy, ten fajniejszy, to taki, gdzie kasa bardzo facetowi pomaga. On sam jest przynajmniej przeciętny z wyglądu, nie zachowuje się jak świnia w chlewie, czasem coś rzuci sensownego w rozmowie. Taki, że da się go polubić i niekonfliktowo się z nim żyje. Wtedy gruba kasa dodaje jego wizerunkowi skrzydeł i babka patrzy na całokształt przez różowe okulary.
                                                > Drugi to typ, którego podskórnie kobieta odrzuca, czy w skrajnych wypadkach brzydzi się nim i go nienawidzi, ale pieniądze są dla niej taką szansą życiową, że decyduje się z nim na związek mimo to. Na dłuższą metę to będzie katorga i robenie sobie kuku, ale czasem jawi się to jako jedyna szansa awansu społecznego, wyrwania się z jakiegoś zadupia, z biednego kraju, środowiska itd.
                                                ---------------------
                                                Życie to nie czarne i białe. Kasa to też pakiet: władza, pewność siebie, status, możliwość zapewnienia fajnego życia, a jak mawiał H. Kissinger, ,,największym afrodyzjakiem jest władza".
                                                Możan kogoś nie kochać, ale jeśli alternatywa jest życie w biedzie, bez perrspektyw, to tego, kto z tej biedy wyciaga, mozna lubić - za te lepsze życie.
                                      • wont2 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 21:00
                                        Ponieważ jest mi tytułowo źle, jakoś tak.. źle... bo boginka nie przesłała mi jeszcze namiarów na tą zajebistą tantryczkę i czuję się w związku z tym przeraźliwie niezaopiekowany, a temat zmeandrował na klimaciki "biały mężczyzna vs lokalna dupencja", wklejam linka do fajnego wywiadu na temat realiów Tajlandii w tym zakresie:
                                        www.youtube.com/watch?v=xNLTY7nzv94
                                          • wont2 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 21:43
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > Strasznie długi. Powiedz w 2 zdaniach, jak jest, w tym własne doświadczenia.
                                            ---------
                                            Warto posłuchać bo koleś opowiada ciekawie i szczerze. Trudno streścić, bo to jest, jak sam słusznie stwierdziłeś, długie i dodatkowo zniuansowane. Oczywiście, nie ma obowiązku słuchania.
                                            • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 22:56
                                              wont2 napisał:


                                              > Warto posłuchać bo koleś opowiada ciekawie i szczerze. Trudno streścić, bo to jest, jak sam słusznie stwierdziłeś, długie i dodatkowo zniuansowane.
                                              ---------------------------------
                                              Znam parę osób zafascynowanych Azją. Osobiście wolę Polki.
                                        • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 21:25
                                          wont2 napisał:

                                          > Ponieważ jest mi tytułowo źle, jakoś tak.. źle... bo boginka nie przesłała mi j
                                          > eszcze namiarów na tą zajebistą tantryczkę i czuję się w związku z tym przeraźl
                                          > iwie niezaopiekowany, a temat zmeandrował na klimaciki "biały mężczyzna vs loka
                                          > lna dupencja", wklejam linka do fajnego wywiadu na temat realiów Tajlandii w ty
                                          > m zakresie:
                                          > www.youtube.com/watch?v=xNLTY7nzv94

                                          Z ciekawosci zapytam: no i nadal bys sie chcial zwiazac z Tajka, bo chyba piales, ze chetnie bys wyemigrwal, zwazal sie i nawet zrobil sobie dziecko? A tu taka sytuacja, ze to w sumie fake.
                                          • wont2 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 21:45
                                            hello-kitty2 napisała:

                                            > Z ciekawosci zapytam: no i nadal bys sie chcial zwiazac z Tajka, bo chyba piale
                                            > s, ze chetnie bys wyemigrwal, zwazal sie i nawet zrobil sobie dziecko? A tu tak
                                            > a sytuacja, ze to w sumie fake.
                                            -----
                                            Co jest fake bo nie czaję? Ja osobiście wolę białe, póki co nie zachorowałem na "yellow fever" :)
                                            • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 22:22
                                              wont2 napisał:

                                              > Co jest fake bo nie czaję? Ja osobiście wolę białe, póki co nie zachorowałem na
                                              > "yellow fever" :)

                                              Fake - podroba, imitacja, ze ten caly ruch zainteresowania bialymi w Tajlandii to tylko zeby ich wycyckac na kase, ze tam 'dobrej' dziewczyny nie spotkasz. Najwyzszy % zdrad i najwyzszy % prostytucji. Po prostu tak w zderzeniu z tymi Twoimi planami na ulozenie sobie tam zycia na starosc taki zgrzyt. Stad moje pytanie czy plany podtrzymujesz? Jeszcze raz ja nie pisze o dziwkach tylko o zyciu z kobieta. Czasem miales zajawki i pisywales o tym. Temat dziwek calkowicie pomijam,.
                                              • wont2 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 22:31
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > Fake - podroba, imitacja, ze ten caly ruch zainteresowania bialymi w Tajlandii
                                                > to tylko zeby ich wycyckac na kase, ze tam 'dobrej' dziewczyny nie spotkasz. Na
                                                > jwyzszy % zdrad i najwyzszy % prostytucji. Po prostu tak w zderzeniu z tymi Two
                                                > imi planami na ulozenie sobie tam zycia na starosc taki zgrzyt. Stad moje pytan
                                                > ie czy plany podtrzymujesz? Jeszcze raz ja nie pisze o dziwkach tylko o zyciu z
                                                > kobieta. Czasem miales zajawki i pisywales o tym. Temat dziwek calkowicie pomi
                                                > jam,.
                                                -----
                                                To chyba inne filmy oglądaliśmy. Bo ja po obejrzeniu zacząłem się zastanawiać czy nie zacząć się uczyć tajskiego :)
                                                • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 30.05.17, 22:52
                                                  wont2 napisał:

                                                  > To chyba inne filmy oglądaliśmy. Bo ja po obejrzeniu zacząłem się zastanawiać c
                                                  > zy nie zacząć się uczyć tajskiego :)

                                                  Ale chodzi Ci o to zeby skuteczniej ruchac te dziwki? Czy jaki tego cel?

                                                  ps tez odnosze wrazenie, ze nadajemy na zupelnie innych falach
                                                  • wont2 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 07:28
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ale chodzi Ci o to zeby skuteczniej ruchac te dziwki? Czy jaki tego cel?
                                                    ----
                                                    Jakie dziwki? Skad ta pogarda i stygmatyzacja? Czym sie rozni twoj brak szacunku wobec Tajek, ktore lubia bialych od braku szacunku kombiego wobec Polek, ktore lubia czarnych? Niech sobie kazdy lubi kogo chce, co nam do tego. Mi sie akurat Tajki srednio podobaja. Moze to rasizm ale kazda jedna jest dla mnie podobna do drugiej i jak miales jedna to tak jakbys mial je wszystkie ;) Nie sposob jednak nie przyznac, ze niektore aspekty ich seksualnosci, o ktorych byla mowa w wywiadzie - przede wszystkim otwartosc na szybki seks bez zobowiazan, moze byc dla bialych mezczyzn atrakcyjna. Z drugiej strony, o czym tez byla mowa w wywiadzie, ich brak ambicji i horyzontow, uwieszanie sie na mezczyznie, oczekiwanie ze to wylacznie on bedzie organizowal sposob spedzania wolnego czasu, rozrywke etc czyni z nich zly material na partnerke dlugoterminowa. W wywiadzie jest fragment o Wietnamce, ktora zaszokowala Michala, bo jak zepsul im sie skuter na jakims wietnamskim zadupiu, sama z siebie zorganizowala pomoc drogowa informujac o ich lokalizacji po numerach slupow elektrycznych. Moze zatem na niezobowiazujace ruchanko do Tajlandii a po zone do Wietnamu? ;)
                                                  • zawle Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 07:49
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Jakie dziwki? Skad ta pogarda i stygmatyzacja? C

                                                    Dla mnie to nazywanie pań po imieniu. I nie ma we mnie pogardy ( każdy sprzedaje co innego, zwłaszcza gdy żyje się w tak ubogim kraju) ani stygmatyzacji ( za daleko;). Nie ma we mnie również braku szacunku. Tego podstawowego- dla człowieka. Na inny trzeba uczciwie zapracować.

                                                    zym sie rozni twoj brak szacunk
                                                    > u wobec Tajek, ktore lubia bialych od braku szacunku kombiego wobec Polek, ktor
                                                    > e lubia czarnych?

                                                    Nie wszystkie Tajki zarabiają dupą, nie każda Polka lubi czarnych. TO jest stygmatyzacja- jak Polka to czarnodajka, jak Tajka to kurwa. Co jest nieprawdą. Nawet nie pół prawdą.

                                                    Nie sposob je
                                                    > dnak nie przyznac, ze niektore aspekty ich seksualnosci, o ktorych byla mowa w
                                                    > wywiadzie - przede wszystkim otwartosc na szybki seks bez zobowiazan, moze byc
                                                    > dla bialych mezczyzn atrakcyjna.

                                                    Hehe..to jest towar na sprzedaż. A w tym kraju jak widzisz znają inne formy sprzedaży- z degustacją, preferują zawoalowaną:)) Może trudno tam podbić cenę z racji ilości pięknych kobiet i dostępności towaru?:))

                                                    Z drugiej strony, o czym tez byla mowa w wywia
                                                    > dzie, ich brak ambicji i horyzontow, uwieszanie sie na mezczyznie, oczekiwanie
                                                    > ze to wylacznie on bedzie organizowal sposob spedzania wolnego czasu, rozrywke
                                                    > etc czyni z nich zly material na partnerke dlugoterminowa.

                                                    Polecam Ci film wont o wielofunkcyjnym urządzeniu:)) Życie to sztuka wyborów, szczęścia i odwagi:))
                                                    www.cda.pl/video/107993713
                                                  • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 09:07
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Jakie dziwki? Skad ta pogarda i stygmatyzacja? Czym sie rozni twoj brak szacunk
                                                    > u wobec Tajek, ktore lubia bialych od braku szacunku kombiego wobec Polek, ktor
                                                    > e lubia czarnych?

                                                    Wiesz co Wont, w mojej opinii nie jestes uczciwym rozmowca. Bo ja najpierw w dwoch postach pisalam do Ciebie z pytaniami referujac do relacji z tajska kobieta, do tego co kiedys pisales, bo to szanuje. Pytalam wprost, a od dziwek sie odzegnywalam tez wprost (choc w pierwszym pol godziny on mowi bodajze wylacznie o dziwkach, a juz wtedy ruszylam z pytaniami), to otrzymywalam odpowiadzi wymijajace od Ciebie. Wiec zrozumialam z tego, ze o zadne relacje z kobietami Ci nie chodzi wiec spytalam o te nieszczesne dziwki. No to od razu obraza o stygmatyzacje. Of course!

                                                    Ja nie wiem ale moze zastanow sie generalnie na kogo chcesz pozowac czy na bezwzglednego chuja, ktorego interesuje wylacznie najtanszy seks (jak pana Michala) czy na czloweka z jakimis uczuciami, jakimikolwiek innymi niz do psow. Za pierwsze masz uwielbienie Sabata, no ale chyba niewiele Ci po tym, bo Sabat nie ma cipki.

                                                    A inna sprawa: co to mnie w ogole obchodzi. Po prostu chcialam porozmawac o tym co chcesz przekazac tym filmem, bo wyobraz sobie w przeciwienstwie do Marka chcialo mi sie go obejrzec w calosci, bo byl ciekawy i ze zamiesciles go Ty ale juz mi sie nie chce. Po co mam sie szarpac z kims, kto nie potrafi wyrazic tego, czego chce/potrzebuje otwartym tekstem zamiast pogrywac w jakies zgadywanki 'chyba ogladalismy inny film', a potem jeb kopa rozmowcy, jak rozmwca drazy 'o co mu chodzi?' Wiesz co? NIe wiem, nie interesuje sie, nie moja sprawa.
                                                  • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 09:18
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Ja nie wiem ale moze zastanow sie generalnie na kogo chcesz pozowac czy na bezw
                                                    > zglednego chuja, ktorego interesuje wylacznie najtanszy seks (jak pana Michala)
                                                    > czy na czloweka z jakimis uczuciami, jakimikolwiek innymi niz do psow. Za pier
                                                    > wsze masz uwielbienie Sabata, no ale chyba niewiele Ci po tym, bo Sabat nie ma
                                                    > cipki.

                                                    Dlaczego piszesz takie bzdury? Nie sadze by Wont byl bezwzglednym chujem, a tym bardziej takiej postawy nie uwielbiam.
                                                  • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 09:25
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > Ja nie wiem ale moze zastanow sie generalnie na kogo chcesz pozowac czy n
                                                    > a bezw
                                                    > > zglednego chuja, ktorego interesuje wylacznie najtanszy seks (jak pana Mi
                                                    > chala)
                                                    > > czy na czloweka z jakimis uczuciami, jakimikolwiek innymi niz do psow. Z
                                                    > a pier
                                                    > > wsze masz uwielbienie Sabata, no ale chyba niewiele Ci po tym, bo Sabat n
                                                    > ie ma
                                                    > > cipki.
                                                    >
                                                    > Dlaczego piszesz takie bzdury? Nie sadze by Wont byl bezwzglednym chujem, a tym
                                                    > bardziej takiej postawy nie uwielbiam.

                                                    No Ty nie sadzisz by byl bezwzglednym chujem, a ja sadze, ze na takiego pozuje. Czy widzisz tu jakas roznice zdan miedzy nami, bo ja nie widze.
                                                  • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 09:41
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > No Ty nie sadzisz by byl bezwzglednym chujem, a ja sadze, ze na takiego pozuje.
                                                    > Czy widzisz tu jakas roznice zdan miedzy nami, bo ja nie widze.

                                                    W tym zakresie roznica zdan miedzy nami jest faktycznie niewielka. Nieco inaczej to wyglada gdy sie przyjrzec mojemu rzekomemu uwielbieniu.
                                                    Wonta lubie, wydaje mi sie po prostu sympatyczna osoba, zycze mu, zeby sobie ulozyl zycie po swojemu.
                                                    Niestety chyba nie bedzie to latwe zadanie, biorac pod uwage jego niechec do klasycznie rozumianych zwiazkow z kobietami.
                                                    Glownym problemem ludzi z niezbyt korzystnymi doswiadczeniami w sferze damsko-meskiej jest czesto brak sprecyzowanego stanowiska. Niepewnosc co do wlasnych oczekiwan. Takie - "serce by chcialo, a rozum zaprzecza".
                                                    To zrozumiale. Obserwujac zycie i kontakty miedzy plciami, otwarte konflikty, kleski, upokorzenia itd. ciezko czasem po prostu zaufac i uwierzyc, ze bedzie dobrze. Zwykle nie jest. Jako odruch obronny narasta wokol czlowieka skorupa cynizmu, ktorym broni sie przed swiatem. Lek przed zranieniem, gdy jest ono prawdopodobne.
                                                    Nie wiem co na to poradzic, bo sam doswiadczalem i doswiadczam podobnych stanow.
                                                  • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 11:00
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > W tym zakresie roznica zdan miedzy nami jest faktycznie niewielka. Nieco inacze
                                                    > j to wyglada gdy sie przyjrzec mojemu rzekomemu uwielbieniu.

                                                    Moze uwielbienie to za mocne slowo (oltarzyka ze zdjeciami Wonta na pewno nie masz ;) ale ja sie specjalnie nie przejmuje doborem slownictwa, gdy pisze wiec zazwyczaj licze na wspolprace z czytajacym, ze jednak zlapie, co chcialam przekazac. Chodzilo mi, ze taka poza/postawa jak wontowa moze wylacznie imponowac innym mezczyznom, a kobiety bedzie odpychac, bo zadna kobieta nie chce sie czuc tania czy jednorazowa. A jesli strwarza takie pozory to albo chce cos ugrac albo przechodzi jakies zawirowania psychiczne np szuka sposobu na autodestrukcje. I teraz mi rzucisz argumentem: a jednak nie, bo Tajki daja sie Michalowi ruchac za friko. No bo jak wyzej jednak probuja cos ugrac (pieniadz, relacje, ect) ale Michal specjalizuje sie w tym, o czym pisalam, a co sie nawet Wontowi hehe nie podobalo, a mianowicie: Michal je probuje wyruchac pierwszy, zanim one go wyruchaja (czyli kto pierwszy tego drugiego naciagnie na wiecej, typowe albo ja wyrucham cie albo ty mnie). I to widac golym okiem od poczatku w tym wywiadzie, nie ukrywa tego i jeszcze jest za to podziwiany przez swojego rozmowce i klientow (i Wonta). Jak to spiewal Liroy: mowicie, ze jestem chujem, a pewnie, ze jestem chujem, ruchciam was kiedy chce, jak chce i gdzie chce, wy cwele! Glupie tajskie pindy ;) I teraz jeszcze raz: taka podstawa ODSTRASZA kobiety. Bo to jest deklaracja: chce cie wyruchac i zasadzic ci nastepnie kopa w dupe, bo jestes gdlupia, tania i jednorazowa.

                                                    > Niestety chyba nie bedzie to latwe zadanie, biorac pod uwage jego niechec do kl
                                                    > asycznie rozumianych zwiazkow z kobietami.
                                                    > Glownym problemem ludzi z niezbyt korzystnymi doswiadczeniami w sferze damsko-m
                                                    > eskiej jest czesto brak sprecyzowanego stanowiska.

                                                    Ale Wont ma chyba same dobre doswiadczenia z tego co opisuje.

                                                    Niepewnosc co do wlasnych oc
                                                    > zekiwan. Takie - "serce by chcialo, a rozum zaprzecza".
                                                    > To zrozumiale. Obserwujac zycie i kontakty miedzy plciami, otwarte konflikty, k
                                                    > leski, upokorzenia itd. ciezko czasem po prostu zaufac i uwierzyc, ze bedzie do
                                                    > brze. Zwykle nie jest. Jako odruch obronny narasta wokol czlowieka skorupa cyni
                                                    > zmu, ktorym broni sie przed swiatem. Lek przed zranieniem, gdy jest ono prawdop
                                                    > odobne.
                                                    > Nie wiem co na to poradzic, bo sam doswiadczalem i doswiadczam podobnych stanow
                                                    > .

                                                    Zeby przestac obrastac w cynizm to trzeba odmienic swoje zycie. Co Ty myslales Sabat, ze jak sobie dobudujesz drugie zycie na boku, to pierwsze zycie nie bedzie mialo na Ciebie juz zadnego negatywnego wplywu? Owszem bedzie mialo, nawet jeszcze wiekszy, bo oto prosze panstwa zyjesz z wrogiem i kazda dobra emocja przezyta na boku bedzie Ci ze zwielokrotniona sila przypominac jak bardzo Ci zle. Dlatego przestalam sie puszczac i wreszcie mam wiecej spokoju i sie mniej mecze. Juz nie cierpie po prostu. Rana sie zabliznila. Jeszcze mnie rwie na zla pogode ale daje zyc bez wyniszczajacych dolow i hustawek.
                                                  • aandzia43 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 13:48
                                                    >
                                                    > Zeby przestac obrastac w cynizm to trzeba odmienic swoje zycie. Co Ty myslales
                                                    > Sabat, ze jak sobie dobudujesz drugie zycie na boku, to pierwsze zycie nie bedz
                                                    > ie mialo na Ciebie juz zadnego negatywnego wplywu? Owszem bedzie mialo, nawet j
                                                    > eszcze wiekszy, bo oto prosze panstwa zyjesz z wrogiem i kazda dobra emocja prz
                                                    > ezyta na boku bedzie Ci ze zwielokrotniona sila przypominac jak bardzo Ci zle.

                                                    To całkiem prawdopodobny rozwój wypadków w sytuacji podwójnego życia. Ale czy bęzie dotyczyć Sabata nie wiem.


                                                    > Dlatego przestalam sie puszczac i wreszcie mam wiecej spokoju i sie mniej mecze
                                                    > . Juz nie cierpie po prostu. Rana sie zabliznila. Jeszcze mnie rwie na zla pogo
                                                    > de ale daje zyc bez wyniszczajacych dolow i hustawek.
                                                    >

                                                    Bo ty się puszczałaś z przypadkowymi facetami na jedną, dwie noce, a Sabat ma długotrwały romans z przychylną mu osobą. Trochę inny rodzaj niewierności ;-) Mniej traumatyczny dla psychiki.
                                                  • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 14:28
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    Ale czy b
                                                    > ęzie dotyczyć Sabata nie wiem.

                                                    Wystarczy obserwowac, najlepiej samego siebie: czy jestem teraz szczesliwy? Jesli nie: dlaczego wlasciwie nie?

                                                    > Bo ty się puszczałaś z przypadkowymi facetami na jedną, dwie noce

                                                    No nie do konca jest to prawda. W okresie kiedy ja sie puszczalam to Cie tutaj nie bylo, bodjaze przez jakies 4 lata? Z ta ''przychylna osoba'' tez sie nie zgodze. Najbardziej traumatyczne sa przypadki puszczania sie z osobami, gdzie jest wiez. Poczucie zawieszenia, stania w rozkroku, rodzace sie pretensje, roznego rodzaju naciski, tesknota, poczucie uwiezienia. Dlatego o tym sie nie mowi, przynajmniej niewprost. Wiec posronny moze nie wiedziec. Puszczanie sie zupelnie bez uczuc na jedna noc moze z negatywow najwyzej budzic tylko niesmak lub strach ale latwo zapomniec. Zalezy od konstrukcji psychcznej. Tam gdzie jest wiez, tam sie sprawy zaczynaja komplikowac i bolec. Chociaz coraz bardziej wierze w to, ze szczegolnie mezczyzni potrafia sobie dokoptowac kochanke i zyc szczesliwie w trojkacie, faktycznie nie cierpiec, traktujac kochanke jako wartosc dodana do ukladu ale musza miec fajna zone, ktorej Sabat nie ma i tez taki specyficzny charakter, ktorego Sabat rowniez nie ma czyli skorupe ;-)
                                                  • aandzia43 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 14:38

                                                    > No nie do konca jest to prawda. W okresie kiedy ja sie puszczalam to Cie tutaj
                                                    > nie bylo, bodjaze przez jakies 4 lata?

                                                    Trzy lata.

                                                    Z ta ''przychylna osoba'' tez sie nie zg
                                                    > odze. Najbardziej traumatyczne sa przypadki puszczania sie z osobami, gdzie jes
                                                    > t wiez. Poczucie zawieszenia, stania w rozkroku, rodzace sie pretensje, roznego
                                                    > rodzaju naciski, tesknota, poczucie uwiezienia. Dlatego o tym sie nie mowi, pr
                                                    > zynajmniej niewprost. Wiec posronny moze nie wiedziec. Puszczanie sie zupelnie
                                                    > bez uczuc na jedna noc moze z negatywow najwyzej budzic tylko niesmak lub strac
                                                    > h ale latwo zapomniec. Zalezy od konstrukcji psychcznej. Tam gdzie jest wiez, t
                                                    > am sie sprawy zaczynaja komplikowac i bolec.

                                                    Mnie by pewnie zaczęło bardzo szybko boleć. Ale, jak piszesz niżej...


                                                    Chociaz coraz bardziej wierze w to
                                                    > , ze szczegolnie mezczyzni potrafia sobie dokoptowac kochanke i zyc szczesliwie
                                                    > w trojkacie, faktycznie nie cierpiec, traktujac kochanke jako wartosc dodana d
                                                    > o ukladu ale musza miec fajna zone, ktorej Sabat nie ma i tez taki specyficzny
                                                    > charakter, ktorego Sabat rowniez nie ma czyli skorupe ;-)

                                                    O, zazwyczaj świetnie im to wychodzi :-D Gogolowi udaje się przez kilkadziesią lat. Sabat nie ma co prawda miłej żony, skorupy też chyba nie, ale jest mężczyzną, więc wierzę w jego nieprzemakalność i umiejętność robienia sobie dobrze w podwójnym układzie :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 16:46
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > O, zazwyczaj świetnie im to wychodzi :-D Gogolowi udaje się przez kilkadziesią
                                                    > lat. Sabat nie ma co prawda miłej żony, skorupy też chyba nie, ale jest mężczyz
                                                    > ną, więc wierzę w jego nieprzemakalność i umiejętność robienia sobie dobrze w p
                                                    > odwójnym układzie :-)

                                                    Nawet bym sie przylaczyla do Twojej wiary ale znowu ten fundament mi skrzeczy czy romans jest plastrem na nieudane zycie z malzonka czy dodatkiem do fajnego zycia. Problem w tym, ze mezczyzni tez zciemniaja co do stopnia nieudanosci tego zycia mazenskiego, sa latwo przekupni i wygodni. Jak zonka zakreci tylkiem, to juz wlaza w to spowrotem z przyklasnieciem. Generalnie zonatemu mezczyznie nie mozna wierzyc. Klamie swiadome lub nie ale klamie. Po prostu musi to sobie jakos w glowie poukladac. Ale to juz inny temat.
                                                  • aandzia43 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 18:01

                                                    > Nawet bym sie przylaczyla do Twojej wiary ale znowu ten fundament mi skrzeczy c
                                                    > zy romans jest plastrem na nieudane zycie z malzonka czy dodatkiem do fajnego z
                                                    > ycia. Problem w tym, ze mezczyzni tez zciemniaja co do stopnia nieudanosci tego
                                                    > zycia mazenskiego, sa latwo przekupni i wygodni. Jak zonka zakreci tylkiem, to
                                                    > juz wlaza w to spowrotem z przyklasnieciem. Generalnie zonatemu mezczyznie nie
                                                    > mozna wierzyc. Klamie swiadome lub nie ale klamie. Po prostu musi to sobie jak
                                                    > os w glowie poukladac. Ale to juz inny temat.

                                                    Dlatego nie sypialam z żonatymi. Zasadniczo ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 19:46
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Dlatego nie sypialam z żonatymi. Zasadniczo ;-).
                                                    -----------------------------------
                                                    No tak, ale jak już taki trochę starszy jest wolny, to zapewne felerny, z jakąś ukryta wadą. Tylko w komediach romantycznych ideał czeka i czeka na miłość swojego życia. Nie ma lekko.
                                                    Chyba z Wami pogadam. Samolot jeszcze nie wyleciał z Warszawy i nie wiadomo, czy wyleci. 2 tygodnie temu odwołali lot z Berlina, ale wróciłem do córki i przenocowałem. A teraz gówno..

                                                  • kag73 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 19:59
                                                    "No tak, ale jak już taki trochę starszy jest wolny, to zapewne felerny, z jakąś ukryta wadą. Tylko w komediach romantycznych ideał czeka i czeka na miłość swojego życia. Nie ma lekko.

                                                    Jak to popatrz na naszego wonta taki stary i do rzeczy(empatyczny, wrazliwy, sympatyczny co tam jeszcze bylo) a wolny, bo ma wymagania :) i czeka na milosc.
                                                    To podobnie jak niektore 30+ singielki, maja wymagania i lepiej nie byc w zwiazku niz bys w zwiazku z niewlasciwa osoba. Tylko tyle.
                                                  • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 20:11
                                                    kag73 napisała:

                                                    >
                                                    > Jak to popatrz na naszego wonta taki stary i do rzeczy(empatyczny, wrazliwy, sy mpatyczny co tam jeszcze bylo) a wolny, bo ma wymagania :) i czeka na milosc.-
                                                    ------------------
                                                    Z całłą sympatią, ale znamy opis tylko z jego strony.

                                                    > To podobnie jak niektore 30+ singielki, maja wymagania i lepiej nie byc w zwiazku niz bys w zwiazku z niewlasciwa osoba. Tylko tyle.
                                                    ---------------------------------------------
                                                    Tylko pytanie, jaka jest właściwa, jakie sa wymagania i oczekiwania i jaka jest pozycja tejże singielki?
                                                  • kag73 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 20:29
                                                    "Tylko pytanie, jaka jest właściwa, jakie sa wymagania i oczekiwania i jaka jest pozycja tejże singielki?"

                                                    Kazdy ma swoje wyobrazenia i oczekiwania, sa zatem dosc subiektywne.
                                                  • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 21:38
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Tylko pytanie, jaka jest właściwa, jakie sa wymagania i oczekiwania i jaka jest pozycja tejże singielki?"
                                                    >
                                                    > Kazdy ma swoje wyobrazenia i oczekiwania, sa zatem dosc subiektywne.
                                                    -------------------------
                                                    Właśnie. To dotyczy w ogóle stawiania sobie celów. Tego szkoła nie uczy, a jest to ważne, bo przestrzelenie powoduje życiowe porażki. W firmie to sie nazywa :ambitious target" czyli trudny / ambitny, ale osiagalny.
                                                    Zresztą trzeba próbować i patrzyć, jak wychodzi :)
                                                  • aandzia43 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 20:09
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    > > Dlatego nie sypialam z żonatymi. Zasadniczo ;-).
                                                    > -----------------------------------
                                                    > No tak, ale jak już taki trochę starszy jest wolny, to zapewne felerny, z jakąś
                                                    > ukryta wadą. Tylko w komediach romantycznych ideał czeka i czeka na miłość swo
                                                    > jego życia. Nie ma lekko.


                                                    Z trzeciej strony zajętość nie jest żadnym wyznacznikiem zajebistości. Większość męskich "wynalazków" jest jakby nie było zazwiązkowana. Przynajmniej do pewnego czasu.
                                                    A kto mówi o takim co czeka i czeka? Zazwyczaj długo taki wdowiec czy rozwodnik nie czeka - żebyś ty widział co się dzieje wokół takich nagle oswobodzonych facetów? ;-) Jeden wdowiec mi nawet się żalił, że ma sąsiadkę nachodzącą go odkąd żona mu zeszła była i kilka takich dyskretniej zabiegających. On był ambitny chłopak i nie chciał brać pierwszych z brzegu łapiących niespodziewanie a cudownie uwolnione od węzłów małżeńskich portki, więc na propozycje nie przystawał tylko szukał. Ale wielu bierze co jest z samotności.
                                                  • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 20:19
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Z trzeciej strony zajętość nie jest żadnym wyznacznikiem zajebistości. Większość męskich "wynalazków" jest jakby nie było zazwiązkowana. Przynajmniej do pewnego czasu.
                                                    > A kto mówi o takim co czeka i czeka? Ale wielu bierze co jest z samotności.
                                                    ------------------------------
                                                    Tu chyba na forum padało, żeby samotne / e obniżali / ły oczekiwania. Plus samotność. Jak kojarzę to u mnie na wydziale, czy na medycynie, to pod koniec studiów chłopaki maja wielkie powodzenie i mało który sie oparł :). Zreszta to dotyczy w jakimś sensie i mnie.
                                                    A facet w pewnym wieku to jak telefon: zajęty, albo nie odpowiada.
                                                    To tak statystycznie, bo zdarzaja sie i brylanty na plaży. Trzeba mieć szczęście.
                                                  • gogol77 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 22:10
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > czy romans jest plastrem na nieudane zycie z malzonka czy dodatkiem do fajnego zycia>.

                                                    No jakby nie patrzeć - u mnie to to drugie.

                                                    aandzia43 napisała:

                                                    >....O, zazwyczaj świetnie im to wychodzi :-D Gogolowi udaje się przez kilkadziesiąt lat. Sabat nie ma co prawda miłej żony, skorupy też chyba nie, ale jest mężczyzną, więc wierzę w jego nieprzemakalność i umiejętność robienia sobie dobrze w podwójnym układzie :-)>

                                                    I nie mam pojęcia jak to się dzieje, że żadna z tych dwóch kobiet przez tyle lat nie odesłała mnie na drzewo. A żadna z nich nie jest przecież idiotką. Obydwie to mądre kobiety.
                                                    Najchętniej to przyjął bym tezę, że ja to jestem taki fantastyczny facet że...
                                                    Ale to przecież nieprawda. Jakby tak było, to przy mojej wrednej, poligamicznej naturze (geny?) - dorobił bym się takiego konta jak ten Michał z linku Wonta.
                                                    Pewnie rację ma kitty pisząc:
                                                    >....mezczyzni potrafia sobie dokoptowac kochanke i zyc szczesliwie w trojkacie, faktycznie nie cierpiec, traktujac kochanke jako wartosc dodana do ukladu ale musza miec fajna zone, ktorej Sabat nie ma i tez taki specyficzny charakter, ktorego Sabat rowniez nie ma czyli skorupe ;-) >
                                                    Tak, żonę mam fajną i jest dla mnie ważna. I nie potrafię sobie wyobrazić, że musiałbym jej kiedyś powiedzieć, że zostawiam ją bo inna lepiej mi daje. Nie byłbym w stanie!
                                                    Pewnie ona teraz już nie wyobraża sobie, że w moim wieku można jeszcze...., a dawno, dawno temu, była na tyle mądra, że nie robiła afery gdy coś podejrzewała a seks nie był dla niej aż taki ważny. I żyjemy w calkiem dobrej harmonii.
                                                    PS. Ale jest coraz trudniej z praktyczną realizacją cudzołożnej relacji. Nawet z wspomaganiem. TJ robi dobrą minę do złej gry ale moje ego cierpi okrutnie!


                                                  • aandzia43 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 22:52

                                                    > Tak, żonę mam fajną i jest dla mnie ważna. I nie potrafię sobie wyobrazić, że m
                                                    > usiałbym jej kiedyś powiedzieć, że zostawiam ją bo inna lepiej mi daje. Nie był
                                                    > bym w stanie!
                                                    > Pewnie ona teraz już nie wyobraża sobie, że w moim wieku można jeszcze...., a d
                                                    > awno, dawno temu, była na tyle mądra, że nie robiła afery gdy coś podejrzewała
                                                    > a seks nie był dla niej aż taki ważny. I żyjemy w pcalkiem dobrej harmonii.

                                                    No, jeśli seks faktycznie nie był dla niej ważny, to cię nawet trochę lubię. Bo dla mnie jest ważny, a jestem cchyba w wieku twojej żony gdy ją odstawiłeś od łoża dla kochanek. Ja bym się z tobą rozwiodła paląc wszystko do gołej ziemi. Za to darowałabym inne ewentualne przewinienia :-) Kwestia potrzeb które mają być zaspokojone w pierwszej kolejności.
                                                  • zawle Re: jakoś tak...źle... 02.06.17, 10:25
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > O, zazwyczaj świetnie im to wychodzi :-D Gogolowi udaje się przez kilkadz
                                                    > iesią
                                                    > > lat. Sabat nie ma co prawda miłej żony, skorupy też chyba nie, ale jest m
                                                    > ężczyz
                                                    > > ną, więc wierzę w jego nieprzemakalność i umiejętność robienia sobie dobr
                                                    > ze w p
                                                    > > odwójnym układzie :-)
                                                    >
                                                    > Nawet bym sie przylaczyla do Twojej wiary ale znowu ten fundament mi skrzeczy c
                                                    > zy romans jest plastrem na nieudane zycie z malzonka czy dodatkiem do fajnego z
                                                    > ycia. Problem w tym, ze mezczyzni tez zciemniaja co do stopnia nieudanosci tego
                                                    > zycia mazenskiego, sa latwo przekupni i wygodni. Jak zonka zakreci tylkiem, to
                                                    > juz wlaza w to spowrotem z przyklasnieciem. Generalnie zonatemu mezczyznie nie
                                                    > mozna wierzyc. Klamie swiadome lub nie ale klamie. Po prostu musi to sobie jak
                                                    > os w glowie poukladac. Ale to juz inny temat.

                                                    Myślę że wszyscy ludzie kłamią. Wszytskie płcie, w związkach i bez. Z tych samych powodów.
                                                  • urquhart Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 21:18
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > h ale latwo zapomniec. Zalezy od konstrukcji psychcznej. Tam gdzie jest wiez, t
                                                    > am sie sprawy zaczynaja komplikowac i bolec. Chociaz coraz bardziej wierze w to
                                                    > , ze szczegolnie mezczyzni potrafia sobie dokoptowac kochanke i zyc szczesliwie
                                                    > w trojkacie, faktycznie nie cierpiec, traktujac kochanke jako wartosc dodana d
                                                    > o ukladu ale musza miec fajna zone, ktorej Sabat nie ma i tez taki specyficzny
                                                    > charakter, ktorego Sabat rowniez nie ma czyli skorupe ;-)

                                                    www.youtube.com/watch?v=81AH9QbuF5g
                                                  • wont2 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 10:29
                                                    Juz chyba wiem z czego wynika ten brak zrozumienia miedzy nami. Wy skupiliscie sie na watku platnego seksu w Tajlandii (czy to w formie formalnej prostytucji czy w formie golenia zakochanych frajerow) a ja skupilem sie na watku, ktory w opowiesci Michala mnie najbardziej zaciekawil - czyli one night standow z Tajkami, ktore lubia seks z bialymi.

                                                    Jak ktos bierze kase za seks, czy to w formie zywej gotowki czy koszulki z Zary, to jest dziwka, utrzymanka, jak zwal tak zwal, kwestia semantyki. Nie zgadzalem sie tylko na nazwanie dziwkami tych Tajek, ktore lubia biale kutasy gratis :)

                                                    Zgadzam sie poza tym, z tym ze platny seks jest lepszy w Polsce. Moze troche brakuje palm, slonca, egzotyki, ale polskie budzetowe prostytutki sa najlepsze i nie przemawia przeze mnie patriotyzm, tylko taka jest najprawdziwsza prawda. Tajki z kolei duzo lepiej masuja.

                                                    Druga koscia niezgody jest to, ze ja po prostu nie mam ochoty teraz, w tym wlasnie momencie, pisac o sobie i stad unikam odpowiedzi. Dalem linka do ciekawego, szczerego wywiadu o modelach relacji pomiedzy bialymi mezczyznami a Tajkami, o egzotycznej obyczajowosci Tajek i myslalem, ze fajnie byloby moc porozmawiac o filmie a nie o mnie, tym bardziej, ze sie na tym nie znam.

                                                    Nie wiem tez gdzie niby pozuje na bezwzglednego chuja. Ani nie pozuje ani nie jestem. Jestem wrazliwym, cieplym i empatycznym chlopakiem o golebim sercu :) A ze czasem czegos nie kupuje i ze czasem doszukam sie sciemy to nie zadna maska cynizmu tylko zwykla dojrzalosc i doswiadczenie zyciowe.
                                                  • sabat3 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 10:35
                                                    Jesli chodzi o popieranie kobiet, ktore po prostu lubia seks - masz we mnie stronnika :)
                                                    Faktycznie, podawane za przyklad Tajki kojarza sie raczej z prostytucja, co wobec "po prostu lubia seks" stoi raczej w kompletnej opozycji ;)
                                                  • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 11:07
                                                    Wont, ja też ni euważam Cie za cynika, ale za człowieka wrażliwego, który chce, czy musi, czy ma wizję być kims innym, niż jest. Może życie Cie gdzieś kopnęło, może maska ma Cię uchronić przed zranieniem.
                                                    W Tajlandii nie byłem, a w zimie chętnie bym tam sie przejechał, bo uwielbiam ciepłe morze. Tajki fizycznie mi sie mniej podobaja niż białe, i choćby z tego powodu w to bym nie wchodził. Tyle fajnych kobiet dookoła :)

                                                  • hello-kitty2 Re: jakoś tak...źle... 01.06.17, 11:17
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Druga koscia niezgody jest to, ze ja po prostu nie mam ochoty teraz, w tym wlas
                                                    > nie momencie, pisac o sobie i stad unikam odpowiedzi.

                                                    Aaa a to nie mogles napisac wprost? Sorry ale ja bym akurat w Twoim przypadku nie wpadla, ze nie chcesz pisac o sobie, bo zawsze duzo pisales i nie miales z tym problemu, stad ja akurat tego bym sie za cholere sama nie domyslila. Predzej bym cie podejrzewala o jakies flirty, niedomowienia, pogrywanie. A na mnie flirt, odkad sie nie puszczam, dziala jak czerwona plachta na byka, jessu jak ja tego teraz nie lubie, od razu sie wylaczam/pomijam i spierdalam. W sumie nie wiem dlaczego wiec wybacz.

                                                    Dalem linka do ciekawego,
                                                    > szczerego wywiadu o modelach relacji pomiedzy bialymi mezczyznami a Tajkami, o
                                                    > egzotycznej obyczajowosci Tajek i myslalem, ze fajnie byloby moc porozmawiac o
                                                    > filmie a nie o mnie, tym bardziej, ze sie na tym nie znam.

                                                    Ciekawy, to fakt, bo szczery, ja obejrzalam chetne od deski do deski. No i ze byl od Ciebie. Od innych czesto nie odpalam nawet ale Ty mi sie akurat dobrze kojarzysz z linkowanymi materialami. Jak bedziesz cos jeszcze mial to wrzucaj. Ludziom sie nie chcialo obejrzec, bo za dlugi, a ja i tak siedze w domu a wieczorami sie przykszy takze chetnie korzystam z propozycji filmowych. A z gadaniem to juz troche mniej albo o wiele mniej.
                                                  • zawle Re: jakoś tak...źle... 02.06.17, 10:31
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Juz chyba wiem z czego wynika ten brak zrozumienia miedzy nami. Wy skupiliscie
                                                    > sie na watku platnego seksu w Tajlandii (czy to w formie formalnej prostytucji
                                                    > czy w formie golenia zakochanych frajerow) a ja skupilem sie na watku, ktory w
                                                    > opowiesci Michala mnie najbardziej zaciekawil - czyli one night standow z Tajka
                                                    > mi, ktore lubia seks z bialymi.

                                                    Nie. Wynika z tego że tam gdzie my widzimy płatny seks, Ty widzisz zamiłowanie dla białych chujów którego jesteś posiadaczem.

                                                    > Jak ktos bierze kase za seks, czy to w formie zywej gotowki czy koszulki z Zary
                                                    > , to jest dziwka, utrzymanka, jak zwal tak zwal, kwestia semantyki. Nie zgadzal
                                                    > em sie tylko na nazwanie dziwkami tych Tajek, ktore lubia biale kutasy gratis :
                                                    > )

                                                    Chyba oglądaliśmy inny film. Bo w tym który zalinkowałeś facet wprost powiedział że one nie biorą kasy za numerek, ale mają kilku przyjaciół, którzy dają im kasę pozanumerkowo.

                                                    > Nie wiem tez gdzie niby pozuje na bezwzglednego chuja. Ani nie pozuje ani nie j
                                                    > estem. Jestem wrazliwym, cieplym i empatycznym chlopakiem o golebim sercu :) A
                                                    > ze czasem czegos nie kupuje i ze czasem doszukam sie sciemy to nie zadna maska
                                                    > cynizmu tylko zwykla dojrzalosc i doswiadczenie zyciowe.

                                                    No pewnie że nie pozujesz. Uważam że w ogóle na nikogo nie pozujesz. Taki jesteś. A masz wont jakieś wady? Bo uważanie dziwek za lubiącyh białe chuje to mega zaleta:))
                                                  • wont2 Re: jakoś tak...źle... 02.06.17, 13:00
                                                    Zawle, te ktore gola frajerow na kase mozemy, jesli ci na tym zależy, spokojnie zaliczyc do dziwek. Ja pisalem o tych Tajkach, ktore Michał zagaduje na mieście i z którymi kontaktuje się potem i umawia przez jakis japonski komunikator internetowy plus laski z portali randkowych. Je też nazwiesz dziwkami? Bo nie czaję co chcesz powiedziec. Ze zadna Tajka nie da dupy bialemu tylko dla przyjemnosci?
                                                  • marek.zak1 Re: jakoś tak...źle... 02.06.17, 14:09
                                                    wont2 napisał:

                                                    Bo nie czaję co chcesz powiedziec. Ze zadna Tajka nie da dupy bialemu tylko dla przyjemnosci?
                                                    -----------------------
                                                    Ja mam w pamięci wpis (chyba) Kitty, że kobieta zawsze chce seksu i czegoś jeszcze (seks plus). Zgodnie z tym, sama przyjemność nie jest jedynym powodem seksu.
                                                    To dla mnie jedna z najważniejszych nauk z forum.
                                                  • wont2 Re: jakoś tak...źle... 02.06.17, 15:00
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    >
                                                    > Bo nie czaję co chcesz powiedziec. Ze zadna Tajka nie da dupy bialemu tylko dl
                                                    > a przyjemnosci?
                                                    > -----------------------
                                                    > Ja mam w pamięci wpis (chyba) Kitty, że kobieta zawsze chce seksu i czegoś jesz
                                                    > cze (seks plus). Zgodnie z tym, sama przyjemność nie jest jedynym powodem seks
                                                    > u.
                                                    > To dla mnie jedna z najważniejszych nauk z forum.
                                                    ------
                                                    Nie wiem co miala na mysli kitty pod okresleniem "czegos jeszcze" ale jesli to byly kwestie zwiazane z emocjami (bliskosc, fascynacja, ekscytacja, czasem potwierdzenie wlasnej wartosci) to sie moge zgodzic. Jesli natomiast kwestie materialne, to jest to mit sluzacy mniej atrakcyjnym mezczyznom do zachowania spokoju ducha. Nie tylko ja place za seks zaangazowaniem i zwiazkiem. Inni tez placa!